Kategorie
olini

Zdrowa wiosna – 4 produkty, które chronią przed przeziębieniem

Olej z czarnuszki – na odporność i leczenie infekcji 

Olej z czarnuszki Olini jest to obowiązkowy produkt na naszej spiżarnianej półce, ponieważ idealnie nadaje się do zapobiegania i leczenia infekcji układu oddechowego. Usprawnia bowiem pracę oskrzeli, a podczas trwania choroby, zmniejsza ilość śluzu. Jest bogaty w tłuszcze nienasycone, witaminy E, F i K, kwas gamma-linolenowy, fitosterole i olejki eteryczne o działaniu antyseptycznym. 

Jak podawać olej z czarnuszki?

  • Dorośli – 1 łyżeczka 2 razy dziennie przed posiłkiem
  • Dzieci – ¼ łyżeczki 2 razy dziennie przed posiłkiem

Charakterystyczny smak oleju z czarnuszki nie wszystkim przypadnie do gustu. Dlatego można go mieszać razem z miodem, który jest naturalnym antybiotykiem i dodatkowo wzmocnia odporność.

Zdrowie zaczyna się w jelitach – żywy ocet jabłkowy

Dobrej jakości, długodojrzewający ocet jabłkowy to źródło potasu, fosforu, chloru, sodu, magnezu, wapnia, siarki, żelaza, fluoru i krzemu, a także witamin A, C, E, P, z grupy B oraz beta-karotenu. 

Ponieważ jest produktem powstałym wskutek naturalnej fermentacji, zawiera bakterie probiotyczne i pomoże zadbać o naszą florę bakteryjną. A – jak wiadomo – nasza odporność zaczyna się w „szczęśliwych” i zdrowych jelitach.

[reklama id=”77215″]

Jak podawać ocet jabłkowy?

  • Dorośli – codziennie zacząć dzień od szklanki ciepłej wody z dodatkiem łyżki octu jabłkowego i łyżeczki naturalnego miodu dla smaku. 
  • Dzieci – na szklankę wody z dodatkiem miodu lub syropu klonowego można dodać 1 łyżeczkę octu.

Warto wybrać ocet dobrej jakości – ważne żeby był niefiltrowany, żywy, a więc niepasteryzowany. Ocet jabłkowy Olini to aromatyczny, pachnący jabłkami i aktywny biologicznie ocet, którego fermentacja trwa aż dwa lata.

Zakwasy i kiszonki – przeciw przeziębieniom

Kiszonki to probiotyki, które są prawdziwymi strażnikami naszej odporności. Dlaczego? Zacznijmy od tego, jak wpływają na nasze jelita – dzięki temu, że są bogactwem powstałego w procesie fermentacji kwasu mlekowego, doskonale regulują florę bakteryjną, usprawniając przy tym trawienie. Ponadto posiadają mnóstwo witaminy C, która w tak kwaśnym środowisku wykazuje wysoką stabilność. W okresie, kiedy świeżych warzyw jest zdecydowanie mniej, świetnie je zastępują. Kiszonki warto jeść przez cały rok, a już szczególnie w okresie jesienno-zimowym.

My szczególnie polecamy Zakwas  z buraków Olini. Buraki to nasze lokalne superfoods, a ich kiszenie zwiększa biodostępność zawartych w nich składników odżywczych. Dzięki procesowi fermentacji wzrasta w nich zawartość witamin z grupy B oraz witaminy C, są również bogatym źródłem żelaza, którego niedobory to częsta przypadłość zarówno u dorosłych, jak i u dzieci.

Podobnie działa Zakwas z kapusty Olini. Posiada on jeszcze więcej witaminy C oraz witamin z grupy B, a także E, P, beta-karoten oraz sole mineralne. Taki sok dzięki zawartości fitoncydów wykazuje działanie bakteriobójcze.

Jak wprowadzić zakwasy warzywne do diety dziecka?

Zakwasy to pyszne napoje probiotyczne, którymi warto wzbogacić dietę. Na początek dobrze jest zacząć od mniejszych porcji (np. 1/4 szklanki), ponieważ zakwasy – tak jak większość kiszonek – mogą przyspieszyć przemianę materii. Jeśli chodzi o dietę maluchów, dietetycy zalecają wprowadzać zakwasy dopiero po ukończeniu przez dziecko roku – ze względu na zawartość soli, której nie powinno się podawać młodszym dzieciom.

Jak podawać kiszonki?

  • Zakwas z buraków można mieszać z sokiem owocowym czy rozcieńczać go z wodą z dodatkiem miodu.
  • Zakwas z kapusty warto natomiast dodawać do przestudzonych zup, kasz czy potrawek. W ten sposób podkreśli smak dań i zachowa wszystkie swoje cenne wartości odżywcze. 

Miód – naturalny i wyjątkowo smaczny antybiotyk

Miód jako lekarstwo używany jest już od czasów starożytnych. To prawdziwa bomba witaminowa, uczeni wyszczególnili w nim ponad 300 wartościowych składników, oprócz witamin: minerały, enzymy i aminokwasy. Ponadto dowiedli, że hamuje rozwój ok. 60 gatunków bakterii, wielu wirusów, grzybów i paciorkowców.

 Aby wzmocnić działanie lecznicze 1-2 łyżek miodu należy rozpuścić w szklance przegotowanej wody i pozostawić na noc. Spotęguje to antybakteryjne działanie miodu aż 200-krotnie!

Spośród bardzo wielu rodzajów miodu, dzieciom szczególnie przypadnie do gustu delikatny i kremowy Miód Rzepakowy Olini. Dorośli natomiast docenią wyjątkowy smak rzadko występującego Miodu Nawłociowego Olini, znanego ze swoich wyjątkowych właściwości antybiotycznych. U najmłodszych ten produkt warto wprowadzać stopniowo, ponieważ może wywoływać alergie.

Jak naturalnie wzmacniać odporność?

Reklamy kuszą nas suplementami diety i lekami, które w prosty sposób mają wzmocnić naszą odporność czy wyleczyć z infekcji. Należy jednak pamiętać, że jedną z najskuteczniejszych metod zapobiegania chorobom jest zdrowa, zbilansowana dieta, bogata w naturalne produkty o udowodnionych naukowo właściwościach. Olej z czarnuszki, zakwasy, miody i ocet jabłkowy z pewnością do nich należą. Warto więc, aby ich spożywanie stało się codziennym punktem jadłospisu, również w wiosennym i letnim sezonie.

Kategorie
wychowanie

Jak zorganizować przestrzeń domową w duchu pedagogiki Marii Montessori?

Okresy sensytywne

W pedagogice Montessori dużą rolę przywiązuje się do zaufania do dziecka i podążania za jego indywidualnym tempem rozwoju. Dużą rolę odgrywają tu tzw. okresy sensytywne, czyli momenty, kiedy dzieci są szczególnie nakierowane na zdobycie danej umiejętności (np. 2,5- latek codzienne upiera się, by samemu założyć buty). Przegapienie tego momentu może sprawić, że potem będzie maluchowi dużo trudniej tę umiejętność opanować.
Zaufanie do naturalnego tempa rozwoju jest szczególnie ważne w pierwszym roku życia dziecka, gdy rozwój (zwłaszcza ruchowy) przebiega szczególnie dynamicznie. W tym czasie dziecko osiąga wiele tzw. kamieni milowych (przekręcanie, pełzanie, raczkowanie, siadanie, stawanie przy meblach, chodzenie). Wielu rodziców odczuwa pokusę, by niektóre procesy przyspieszać: sadzają dziecko otoczone poduszkami, prowadzają za ręce, używają chodzików. Takie postępowanie może spowodować więcej szkody niż pożytku. Według założeń pedagogiki Montessori każde dziecko ma zaprogramowany własny, indywidualny tok rozwoju. Głównym zadaniem rodzica jest zapewnienie mu bezpiecznego otoczenia. Obserwacja i nieprzeszkadzanie dziecku w eksplorowaniu otoczenia to najlepszy sposób na wspieranie rozwoju i budowanie dziecięcej indywidualności. Jak twierdzi dr Silvana Montanaro, trenerka nauczycieli Montessori: :
Dzieci, które mają swobodę poruszania się, mogą podążać za własnymi pomysłami i zainteresowaniami. Doświadczenie wielokrotnego przyglądania się przedmiotowi, sięgania po niego i odkrywania go za pomocą rąk i ust prowadzi do pokrzepiającego uczucia, że kiedy czegoś pragniemy, możemy ruszyć się i osiągnąć dany cel. W ten sposób zdrowo rozwija się poczucie własnego “ja” osoby, która zdolna jest prawidłowo radzić sobie z codziennymi problemami.
Wiara w siebie jest wewnętrznym poczuciem, że jestem zdolny, by polegać na własnych umiejętnościach. Jest ona budowana dzięki aktywnej pracy z otoczeniem, możliwej dzięki swobodzie ruchu. Jest to poczucie wewnętrznej siły, by rozwiązywać problemy, które pozostaje w człowieku na zawsze. W przyszłości zmieni się w cel. Przejdzie on przykładowo od sięgania po interesujące obiekty (jak kolorowa piłka) do odrabiania lekcji, jednak podłoże psychologiczne pozostanie takie samo: coś cię interesuje, potrzebujesz więc podjąć jakieś działania, by zaspokoić to zainteresowanie, a następnie jesteś zadowolony, że posiadasz zdolności, aby to zrobić.
Aktywne ruchy w pierwszych miesiącach życia zapewniają całościowo doświadczenie dla umysłu i ciała, z którego rodzi się wiara w siebie. Dzięki niej możliwe jest stawianie czoła wszystkim wyzwaniom życia.

Jak zorganizować domową przestrzeń?

Przygotowując dom na pojawienie się nowego członka rodziny, warto zorganizować przestrzeń tak, by sprzyjała swobodnemu rozwojowi malucha.

[reklama id=”77424″]
Przeczytaj: Montessori dla najmłodszych dzieci

Oto kilka podstawowych zasad, które można wziąć pod uwagę, aranżując wspólną przestrzeń:

  • Udział w życiu rodzinnym

    – bez względu na to, czy malec przebywa w swoim pokoju, wspólnej sypialni czy w kuchni, warto dbać o to, by zawsze miał w zasięgu wzroku coś interesującego, co pozwoli mu na “pracę własną” (tak pedagogika Montessori nazywa dziecięcą aktywność). W przypadku niemowlęcia wystarczą kolorowe mobile, starszaka można włączyć do wspólnego przygotowywania posiłku.

  • Niezależność

    – naczelna zasada pedagogiki Montessori brzmi: Pomóż mi to zrobić samemu. Ułatwienie dziecku dostępu do przedmiotów codziennego użytku pozwoli mu na szybsza naukę samodzielnego posługiwania się nimi.

  • Minimalizm (w kontekście rzeczy osobistych)

    – warto dbać o to, by dziecko nie było przytłoczone nadmiarem zabawek. Poprzez obserwację malucha łatwo można zauważyć, co go nudzi, a czym się interesuje i umiejętnie rotować te zabawki.

  • Dbanie o porządek

    – to bardzo ważna zasada, która sprzyja kształtowaniu poczucia estetyki oraz docenieniu ładu i harmonii. Od początku warto uczyć malca odkładania zabawek po skończonej zabawie. Oczywiście najważniejsza rolę gra tu rodzic, który sam dba o porządek w domu.

Noworodek w chwili pojawienia się na świecie nie potrzebuje osobnego pokoju, w tym czasie najważniejsze jest mleko mamy i jej troskliwe ramiona. Także co-sleeping jest idealnym rozwiązaniem, jednak wielu rodziców lubi przygotowywać pokoik na przyjęcie malucha.
Przeczytaj: Zabawki Montessori dla dziecka w wieku 0–3 miesiące

Czym warto się kierować, urządzając przestrzeń małego dziecka:

  • Stonowane wnętrza

    – lepiej wybierać jasne, pastelowe barwy. Dziecięce zabawki często są już wystarczająco kolorowe. Własny pokój powinien być miejscem, gdzie maluch będzie czuł się swobodnie i gdzie będzie mógł się wyciszyć po dniu pełnym wrażeń. Dobrze, aby był jasny i przestronny.

  • Bezpieczeństwo

    – pokój dziecięcy powinien być wolny od kabli, otwartych kontaktów, ostrych krawędzi, szklanych przedmiotów. To powinna być przestrzeń, którą dziecko może dowolnie i swobodnie eksplorować. Pamiętajmy, że miejscem, gdzie maluch spędza najwięcej czasu jest podłoga. To tam uczy się przekręcać, pełzać, raczkować, siadać. Przyda się dywan lub duża mata, gdzie dziecko będzie mogło swobodnie ćwiczyć nowe umiejętności, a która jednocześnie będzie amortyzować malca w momencie upadku. Warto postawić na różnorodne faktury i stonowane kolory.

  • Ład i porządek

    – pedagogika montessoriańska dużą wagę przywiązuje do ładu, porządku i harmonii. Zabawki powinny być przechowywane w stałych miejscach. Zamiast wrzucać wszystko do wielkiego, przepastnego pojemnika lub kosza warto zaopatrzyć dziecko w tacki, koszyczki, haczyki, gdzie w miarę rozwoju będzie mogło odkładać zabawki. Przestrzeń, w której przebywa dziecko, nie powinna być zagracona. Nadrzędną zasadą powinien być minimalizm – nadmiar bodźców utrudnia koncentrację i sprawia, że maluch może być przestymulowany.

  • Dostępność

    – dobrze, by dziecko miało wszystkie niezbędne rzeczy w zasięgu ręki: szuflady z ubrankami, książeczki, zabawki. Już roczne dziecko będzie w stanie sięgać samodzielnie po to, co jest mu potrzebne. Warto także zaaranżować domową przestrzeń przyjaźnie dla malca: taborecik do samodzielnego mycia rąk, nisko zawieszony ręcznik czy haczyki na ubrania sprzyjają kształtowaniu się samodzielności.

  • Naturalne surowce

    – ważnym elementem domowego wnętrza są zielone rośliny. Malec może mieć także specjalne pudełko ze skarbami natury: może przechowywać tam kamyki, szyszki, kasztany, patyki. Naturalne surowce to także:

  • Zabawki

    – wybierając je, warto kierować się ich trwałością, poczuciem estetyki (gdyż w ten sposób wyrabiamy je również w dziecku) oraz wyobrazić sobie, jak dziecko będzie z nich korzystać. Zabawki powinny być dobrane do możliwości rozwojowych dziecka. Dobrze, by miały jakiś realny cel – jeśli aktywność dziecka będzie w jakiś sposób ukierunkowana (jak np. w układaniu puzzli), jego wyobraźnia będzie efektywna i twórcza. Drewniane klocki czy puzzle, koraliki zawieszone na sznurku są trwalsze, a jednocześnie nie przestymulowują dziecka tak jak plastikowe, grające zabawki.

  • Ubrania

    – postawmy na naturalne materiały (bawełna) oraz ubrania, które nie będą krępowały ruchów. W przypadku niemowląt doskonale sprawdzą się pajace lub rampersy: coś, co nie będzie się podwijać w trakcie pełzania czy raczkowania. Jeśli to tylko możliwe, warto, by maluchy miały odkryte stopy i ręce – poznawanie własnego ciała to bardzo ważny element rozwoju.

Przeczytaj: Pokój dziecka według Marii Montessori

[reklama id=”67734″]

Włączenie dziecka do życia rodzinnego

Dziecko od urodzenia jest istotą społeczną. Niemowlęta, choć jeszcze nie są w stanie w pełni aktywnie uczestniczyć w życiu domowników, obserwują i chłoną domową atmosferę. Uczą się poprzez naśladownictwo. Stopniowo coraz bardziej chcą uczestniczyć w domowych aktywnościach. Pedagogika Montessori zachęca do czynnego udziału dzieci w domowych obowiązkach (określa to terminem “praktyczne życie”). To, co dla dorosłych jest nudne i żmudne (nakrywanie do stołu, zbieranie brudnych naczyń, wkładanie brudnych rzeczy do prania), dla dziecka może być ciekawym doświadczeniem, które buduje jego samodzielność i poczucie własnej wartości.

Trzy aspekty życia rodzinnego to:

  • samoobsługa, czyli higiena osobista, ubieranie, jedzenie,
  • normy społeczne
  • troska o środowisko, czyli odkurzanie, sprzątanie, pranie itp.,

Warto włączać dzieci do wspólnego przygotowania posiłków, prania, sprzątania, odkurzania. Dzieci uwielbiają naśladować dorosłych. Zamiast “udawać” lepiej pozwolić im na wykonywanie prawdziwych, ukierunkowanych na cel aktywności, które przysłużą się życiu całej rodziny, a jednocześnie dadzą dziecku poczucie sprawstwa i napełnią je dumą.

Pedagogika Montessori stawia w centrum dziecko i jego indywidualny potencjał

Uważny rodzic poprzez obserwację dziecka i odczytywanie jego potrzeb potrafi dostosować się do jego indywidualnych predyspozycji. Osoba dorosła pełni tu bardziej rolę przewodnika, który podąża za dzieckiem. Poprzez taką nienarzucającą się obecność wspiera rozwój, pomaga w budowaniu indywidualności, kształtowaniu charakteru i rozwijaniu kreatywności malucha. Jak twierdziła Maria Montessori:
Pierwsze dwa lata życia są najważniejsze. Obserwacja udowadnia, że małe dzieci obdarzone są niezwykłymi zdolnościami umysłowymi i wskazuje na nowe sposoby ich formowania – dosłownie edukowanie poprzez współdziałanie z naturą. Tutaj więc zaczyna się nowa ścieżka, na której to nie profesor uczy dzieci, a dzieci uczą profesora.  
 
 

Kategorie
wywiady

"Kiedy o uczniu zaczniemy myśleć, jak o człowieku…". Rozmowa z Anną Szulc

Większość dzieci nie lubi szkoły. Może jeszcze te najmłodsze mają w sobie wystarczająco dużo entuzjazmu, by z radością oddawać się szkolnej nauce, ale im są starsze, tym ich niechęć do szkoły jest coraz większa. Dlaczego?

Anna Szulc: Z odpowiedzią na to pytanie jest tak, jak z tym, co rozumieją wszyscy, a jednocześnie nikt tego nie zauważa: kiedy rodzi się dziecko, wiemy, że szansą dla jego prawidłowego rozwoju jest opieka i wsparcie otoczenia. Przez pierwsze lata życia chętnie pomagamy mu w zdobywaniu wiedzy i kompetencji. Towarzyszymy w nauce, zachęcamy do podejmowania kolejnych prób, doceniamy każdy progres i cieszymy się. Jesteśmy świadomi, że każde dziecko rozwija się we własnym tempie i zgodnie z tym tempem wprowadzamy je w świat. Potem dziecko, z natury ciekawe świata, z niecierpliwością wyczekuje chwili, kiedy pójdzie do szkoły – często,  jeszcze w czasie wakacji, nosi plecak pełen książek i przyborów, przymierza odświętne ubranie i mimo że pełen jest niepokoju, nie może doczekać się początku roku szkolnego. A później…

A później zaczyna się szkolna rzeczywistość…

I pojawiają się problemy, z którymi nie zawsze radzą sobie nawet dorośli (zarówno nauczyciele, jak i rodzice). Wynika to z tego, że nauka szkolna zasadniczo różni się od etapu, gdy dziecko zdobywało wiedzę w sposób naturalny. Szkolna edukacja, to bardzo często realizacja podstawy programowej – przyswajanie tych samych treści i wykonywanie tych samych zadań jednocześnie przez całą klasę. To coraz większa liczba ocen, sprawdzianów, kartkówek, prac klasowych i domowych, ale też rankingi, porównania, kto jest lepszy, kto gorszy. To nie wspiera starań, nie pomaga w tworzeniu przyjaznej atmosfery ani w szkole, ani w domu. Dziecko może coraz mocniej czuć się pozostawione same sobie. Sprawy nie ułatwia też nauka różnorodnych przedmiotów w krótkich odcinkach czasowych, niekoniecznie znajdujących się w sferze zainteresowań i talentu dziecka. Konsekwencją jest to, że uczeń często nie osiąga zamierzonych celów, przez co nie spełnia też oczekiwań rodziców. Gubi się, nie radzi sobie, szczególnie, jeśli rodzic bardziej oczekuje od dziecka wyników, niż je wspiera. Na wsparcie szkoły też nie zawsze może liczyć.
[reklama id=”74818″]
Trudno zatem się dziwić, że człowiek, który ma trudności, a w dodatku pozbawiony  wsparcia oraz zrozumienia, ucieka się do niekoniecznie właściwych sposobów unikania nieprzyjemnego uczucia dyskomfortu, poczucia braku własnej wartości, niewidzenia sensu w tym, co robi. W efekcie niechętnie wywiązuje się z zadań ucznia, z czasem zaczyna unikać szkoły, tym bardziej, jeśli równocześnie boryka się z problemami rodzinnymi, osobistym, a także związanymi z okresem dorastania. Najbardziej niepokojące jest to, że brak doświadczenia i umiejętności radzenia sobie z trudnościami, może skutkować działaniami destrukcyjnymi, funkcjonowaniem w grupach nieformalnych, ponadto coraz częściej bywa przyczyną depresji, samookaleczeń, podejmowania prób samobójczych przez dzieci i młodzież.

Obok dzieci, są jeszcze rodzice – oni też nie przepadają za szkołą. Czy z tych samych powodów, co dzieci?

Poniekąd tak, bo często sami pamiętają własne, nie zawsze dobre i miłe  doświadczenia związane ze szkołą. Ale jest jeszcze inny aspekt, współcześni rodzice posiadają mniej dzieci, niż ich rodzice i zdecydowanie bardziej oczekują od swojego dziecka tzw. „osiągnięć”. Zdarza się, że chcą, by ich latorośl spełniła to, czego sami w przeszłości nie mogli zrealizować i wcale nie tak rzadko, niestety, kierują wyborami dziecka, argumentując, że wiedzą lepiej, co jest dla niego dobre. Bywa, że oczekują wyników, najlepiej najwyższych i to ze wszystkich przedmiotów. Zdarza się również, że w opinii rodziców, drogą do sukcesu jest organizowany dziecku nadmiar zajęć, korepetycji i różnych „form kształcenia”. To de facto ogranicza czas na rozwijanie zainteresowań, na spędzanie czasu z rodziną, z rówieśnikami, na odpoczynek, co raczej nie sprzyja rozwojowi dziecka. Bywa też, że rodzice mają oczekiwania względem szkoły, a ta niekoniecznie je spełnia. A jeśli do tego są zapracowani, tym bardziej trudno się dziwić że nie przepadają za miejscem, które nie realizuje ich potrzeb i potrzeb ich dziecka. Każda z tych sytuacji może być powodem różnic zdań, w konsekwencji problemów, z czasem coraz trudniejszych do rozwiązania. Inną przyczyną braku sympatii rodziców do szkoły bywa to, że nauczyciele w problematycznych sytuacjach, wzywają rodziców i oczekują od nich rozwiązania kłopotów z uczniem, przy okazji przekazując nie zawsze pochlebne informacje na temat ich dziecka. Takie zachowania wywołują u rodzica nieprzyjemne emocje,  poczucie winy, są powodem braku satysfakcji z bycia rodzicem. Przyczyną nielubienia szkoły przez rodziców, ale też braku wzajemnego zaufania między domem rodzinnym ucznia, a szkołą, są zachowania społeczne, które nie ułatwiają budowania tej relacji,   czyli brak umiejętności komunikacji, oraz radzenia sobie z trudnościami, jak również przekonywanie się wzajemnie do własnych racji, zamiast stosowania konstruktywnych metod rozwiązania problemów, służących każdej ze stron.

Jestem ciekawa, jak w szkole systemowej czują się nauczyciele i dyrektorzy, którzy – jakby na to nie patrzeć – tę szkołę tworzą?

Szkoła systemowa, która funkcjonuje w formie, w jakiej powstała przez dwustu laty, zbiera owoce tego, co sobą reprezentuje, ale też owoce tego, co w konsekwencji reprezentuje społeczeństwo. Każdy z nauczycieli i dyrektorów w mniejszym lub większym stopniu na pewno ma poczucie dyskomfortu. Z roku na rok spada prestiż społeczny tego zawodu, rosną oczekiwania wobec nauczycieli, a także coraz częściej nauczyciele stają się ofiarami frustracji uczniów i rodziców. Dużo do życzenia pozostawia system wynagrodzeń za pracę w tym trudnym zawodzie, którego wykonywanie nie ułatwiają porównania, rankingi, kontrole, rozliczenia z  realizacji podstawy programowej. Ale to jest pokłosie edukacji „pruskiego drylu”, realizacji założeń edukacji sterowanej przez państwo, często podszyte przekonaniami i ideologią władzy, która tworzy programy, listy lektur i system kontroli. Brak wsparcia pozbawia nauczyciela kreatywności, a dzieci i młodzież, ważnych kompetencji, takich między innymi, jak: umiejętności współpracy, pracy w kulturze błędu, czy otwartości na drugiego człowieka.
Poza tym, nauczyciele czują się źle i niepewnie, bo wyuczone i wypracowane przez lata metody pracy coraz  bardziej się nie sprawdzają, są krytykowane, a do tego, w tak nieprzychylnej atmosferze to właśnie od nauczycieli oczekuje się, że dokonają  zmian. To nowa sytuacja dla nauczycieli, których kształcono w kierunku realizacji konkretnych zadań – wiedzieli czego i jak mają uczyć, z czego będą rozliczani, do jakich egzaminów mają przygotować dzieci i młodzież. Obecna atmosfera nie tylko nie daje nauczycielowi satysfakcji z pracy, ale  jest powodem jego zagubienia. Nauczyciel, jak każda osoba, potrzebuje akceptacji i uznania swojej pracy, a takie możliwości daje inny człowiek oraz grupa społeczna, na przykład reprezentująca określone poglądy polityczne, szczególnie, jeśli są zbieżne z poglądami osobistymi. To z kolei przyczynia się do generowania innych problemów, wynikających z przekonań, wzajemnych uprzedzeń, nie służy zmianie, lecz zdecydowanie oddala od niecierpiących zwłoki, konstruktywnych rozwiązań w polskiej szkole.

Publiczny dyskurs na temat polskiej szkoły jest taki, że szkoła potrzebuje zmian. Ty się z tym stwierdzeniem zgadzasz, ale w swojej książce piszesz rzecz mało popularną: że te zmiany każdy nauczyciel powinien zacząć od siebie. Wkładasz kij w mrowisko, czy rzeczywiście mocno wierzysz, że to wystarczy, by szkoła stała się przyjaznym miejscem?

Od czegoś trzeba zacząć, a ponieważ jestem zwolenniczką stosowania języka empatycznej komunikacji, raczej powiedziałabym „warto”, zamiast „powinno się” zacząć od siebie. Moim zdaniem jest to jedyna droga do zmiany edukacji, a w konsekwencji do przemian społecznych.
Nauczyciel, jak nikt inny, ma możliwość wprowadzania zmian, bo pracuje z uczniem i może zrobić to drogą ewolucji. Rewolucja w edukacji nie jest, w moim przekonaniu, możliwa, bo zmian w sposobie kształcenia nie można dokonać kosztem uczniów, którzy zdobywają wiedzę w określonym systemie, do którego przywykli. Procesy bieżącej edukacji i dokonywania zmian, mają szansę powodzenia, jeśli będą przebiegać równolegle, tym bardziej, że zmiana wymaga wywrócenia do góry nogami funkcjonującego od dziesiątków lat systemu. Trudno być tym, kto wprowadza nowe zasady, nowe założenia, których wcześniej nie było. Nauczyciele byli kształceni i realizują zasady, które są przestarzałe, ale też utrwalone, przez co zrozumiałe jest, że postępują zgodnie z nimi. Wiem, jakie to skomplikowane, wymagające wyjścia ze strefy komfortu, ale też wiem, że możliwe, bo jest już się na kim wzorować, korzystać ze wsparcia, bo wiele skutecznych oddolnych działań dostosowania edukacji do współczesnych czasów w Polsce i za granicą jest już faktem.

Czy w „pruskim systemie” jest miejsce na „niepruskie” metody pracy z uczniem? Jaki jest zakres „wolności” nauczyciela w ramach systemu?

Tak, w „pruskim systemie” jest miejsce na „niepruskie” metody, to kwestia interpretacji i zmiany myślenia. Staje się to tym bardziej oczywiste, kiedy o uczniu zaczniemy myśleć, jak o człowieku. Korczak napisał, że „nie ma dzieci, są ludzie”, ale nam dorosłym przychodzi z trudnością tak myśleć i tak traktować ludzi, którzy są od nas uzależnieni, są niedoświadczeni, nie mają siły przebicia, by zadbać o swoje prawa, o swój rozwój, swoje zdanie. My, dorośli, dzieci i młodzież traktujemy z pozycji władzy, lepiej wiedzących, przekonani, że nasze doświadczenie i rola upoważniają nas do tego, by wymagać, porównywać, karać, nagradzać i realizować „dla ich dobra” zasady i metody, które im nie służą. Świadczy o tym chociażby fakt, że raczej sami nie chcielibyśmy być uczniami. Pozbycie się przekonania, że mamy prawo tak traktować innych ludzi, szczególnie, dzieci i młodzież, jest pierwszym krokiem w kierunku zmiany nawyków i podjęcia konstruktywnych działań.
Wolność nauczyciela w obowiązującym systemie edukacji, to ludzkie podejście do ucznia, to przeformułowanie celów edukacji z rankingowej na dostosowaną do możliwości i potrzeb ucznia, to podjęcie działań w kierunku współodpowiedzialności, współpracy zarówno z uczniem, jak i rodzicem. To zmiana formy kształcenia z reprodukcyjnej na twórczą, to wykorzystanie możliwości współczesnej rzeczywistości, to wreszcie porzucenie metod „tresowania” uczniów do egzaminów, wyników czy rankingów na rzecz kształcenia na miarę XXI wieku. Tym bardziej, że uczniowie na tym nie tracą, wręcz przeciwnie, zyskują i zyskuje również całe społeczeństwo.

Czego dziś potrzebują nauczyciele, żeby rozpocząć tę mentalną zmianę?

Nauczyciele najbardziej potrzebują wsparcia, ale też godnych warunków pracy, życzliwości, zrozumienia. Potrzebują też przykładów działań, możliwości współpracy z tymi, którzy już dokonali zmian i mają tego rezultaty. Nauczycielom i polskiej szkole potrzeba autonomii, różnorodności i odpolitycznienia. oraz świadomej i efektywnej strategii inwestowania w przyszłość narodu, jaką daje edukacja. Potrzeba też dostępu do wiedzy, która wspiera procesy uczenia się dzieci, szczególnie w zakresie umiejętności komunikacji, budowania relacji, wykorzystania możliwości i potencjału ludzkiego mózgu.

Jesteś nauczycielem z ponad  trzydziestoletnim stażem pracy. Czy dostrzegasz różnicę między uczniami sprzed dziesięciu, czy dwudziestu lat a współczesnymi?

Różnice między uczniami sprzed lat i współczesnymi są znaczące. Jest to spowodowane postępem społecznym, ale też zmianą warunków, w jakich żyliśmy i w jakich żyjemy. Przed dwudziestoma, trzydziestoma laty pracowałam w Zespole Szkół Elektronicznych Zduńskiej Woli, uczyłam prawie samych chłopców. Uczniowie byli przede wszystkim zainteresowani zdobywaniem wiedzy, chętnie i uważnie uczestniczyli w lekcjach, mimo że wtedy prowadzonych przeze mnie metodą „pruską”. Wagary, czyli opuszczanie zajęć było naganne, ale było problemem do rozwiązania i rozwiązywano go najczęściej we współpracy szkoły z rodzicem. Uczniowie chętnie angażowali się w życie szkoły, w organizację imprez, np. studniówki, chętnie brali udział w konkursach. Był to czas, kiedy nie było powszechnego dostępu do komputerów, telefonów komórkowych, więc kształciło się w oparciu o wiedzę przekazaną przez nauczyciela i utrwalanie tej wiedzy poprzez ćwiczenia. Jeśli uczeń miał trudności, stosował różne strategie, by je pokonać, ale najczęściej polegało to na współpracy koleżeńskiej, jeśli nawet sprowadzało się do odpisania od kogoś rozwiązania. Znamienne było to, że na wycieczki szkolne z młodzieżą raczej wyjeżdżało się w góry. Uczniowie byli chętni przemierzać  szlaki, zdobywać szczyty i pokonywać trudności. A działo się to w czasach, kiedy były kartki na żywność, a zorganizowanie wycieczki było nie lada wyzwaniem. Przez kilka miesięcy zbierali konserwy, by w czasie wycieczki móc robić śniadania i kolacje, i mieć energię do realizowania tras wędrówek po górach, szczególnie, kiedy w wycieczce brało udział około trzydziestu chłopców w wieku od szesnastu, siedemnastu lub osiemnastu lat. Nauczyciel był osobą raczej poważaną, rodzice i uczniowie chętnie współpracowali ze szkołą, angażowali się w odnowienie sal lekcyjnych oraz dbali o ich wystrój. Uczniowie bardzo sporadycznie korzystali z korepetycji. Zawsze dobrze sprawdzało się stworzenie przez nauczyciela warunków do wzajemnej pomocy koleżeńskiej na lekcji i po zajęciach, z której uczniowie chętnie korzystali.
Około dziesięć lat temu w szkole dało się odczuwać efekty postępu. Coraz więcej uczniów miało własny telefon. Byli coraz bardziej niespokojni, pojawiły się trudności z koncentracją, brak uwagi na zajęciach. Bywało, że poszukiwali różnych powodów „uatrakcyjnienia” lekcji, zwrócenia na siebie uwagi. Od tego czasu wydano wiele różnorodnych podręczników, ale też pojawiła się inna możliwość zdobywania wiedzy i rozwiązywania problemów. Pojawił się internet, czyli możliwość szybkiego dostępu do wiedzy i do gotowych rozwiązań. To stało się powodem, że każdą napotkaną trudność uczniowie chcą jak najszybciej pokonać, korzystając z gotowych rozwiązań. Najchętniej, z użyciem telefonu, który mają pod ręką. Szukają „typowych” rozwiązań, odpowiedzi, jak wpasować się w klucz. Coraz więcej uczniów nie jest też uważnych na lekcji z powodu powszechnego korzystania z korepetycji – w szkole raczej nie są zainteresowani zajęciami, zależy im tylko na tym, by dowiedzieć jaki materiał mają przyswoić w „komfortowych” dla siebie warunkach. Często powodem korzystania z korepetycji jest to, że, dzieciom, jak i ich rodzicom, zależy na wysokich notach. Dlatego współcześni uczniowie zdecydowanie chętniej wyuczają się, poprawiają oceny, przeliczają średnie, kalkulują, a dodatkowo zachęcają ich do tego różne nagrody, których kryterium, zamiast docenienia pracowitości, wytrwałości w kształceniu talentu, kreatywności, najczęściej jest średnia ocen.
W mojej ocenie to powód tego, że nauka przestaje być procesem kształcenia, drogą rozwoju, a staje się taktyką stosowaną w celu pozbycia się problemu, zdobycia nagrody. Spłyca to sens edukacji, jej zasadność i przydatność, również społeczną, bo odbywa się to kosztem zdewaluowania ludzkich relacji poprzez skupianie się na własnych celach i dążenie wyłącznie do tego, by być lepszym od innych.  Są też tacy uczniowie, których trudno zainteresować nauką, bo nie widzą w niej sensu. Naukę w szkole uważają za stratę czasu. Wielu uczniów szkół ponadpodstawowych już pracuje. Według mnie, ogromnym problemem polskiej szkoły jest, niestety za przyzwoleniem dorosłych, nagminnie opuszczanie zajęć. Powodem jest niewątpliwie fakt, że szkoła nie spełnia oczekiwań ucznia i rodziców, ale takie zachowania nie uczą młodych ludzi niczego dobrego.  Z jednej strony jest to taktyka ominięcia problemu, ale z drugiej, jest to droga do kolejnych kłopotów. Tym bardziej, że rzeczywistość szkolna, która nie wspiera współczesnego ucznia, często idzie w parze z jego trudnymi relacjami rodzinnymi. Dochodzi do tego jeszcze przebywanie w świecie wirtualnym, który zajmuje w życiu współczesnego ucznia znaczące miejsce i mimo, że młody człowiek ma wielu znajomych, wcale nie tak rzadko bywa sam, bo znajomości wirtualne zastąpiły jakże potrzebne człowiekowi, relacje rzeczywiste z innymi ludźmi. Zachowania współczesnych uczniów są  pod wpływem postępu cywilizacji, są też efektem wyręczania we wszystkim dzieci i młodzieży, brakiem kształtowania dobrze pojmowanej odpowiedzialności, kształcenia nawyków wyczekiwania na efekt i odczuwania satysfakcji z jego osiągnięcia. Jest to również efekt edukacji, która nie docenia błędu, jako szansy rozwoju, a raczej traktuje błąd, jako powód do krytyki, czasem ośmieszania i wytykania.

Czego współczesne dzieci potrzebują od szkoły, by wkroczyć w dorosłe życie?

Przede wszystkim tego, czego potrzebuje współczesny człowiek, który będzie często zmieniał pracę, wykonywał zawody, które dopiero się pojawią. Ale też tego, co jest szansą na prowadzenie zdrowego życia, otwartości na drugiego człowieka, tego, czego potrzebuje ludzka natura, by stać się spełnionym i szczęśliwym. Do tego potrzeba otwartości umysłu, a nie odtwarzania wiedzy, potrzeba umiejętności komunikowania się i budowania relacji. Ważny jest rozwój w oparciu o zainteresowania i talenty, zamiast wyrównywania braków i lokowania wyników w rankingach. Ważne jest też kształcenie umiejętności podejmowania decyzji i ponoszenia za nie odpowiedzialności. Ważna jest znajomość języków obcych i obsługi coraz bardziej doskonałych urządzeń zastępujących ludzką pracę. Do tego wszystkiego potrzeba również umiejętności współpracy, współorganizowania i współtworzenia. Istotne są kreatywność i umiejętność radzenia sobie z trudnościami, ale też ważne jest kształcenie postaw w poszanowaniu różnorodności i prawa do posiadania własnego zdania. Szkoła przyszłości, to szkoła przyjazna uczniowi, traktująca go z poszanowaniem jego godności i prawa do rozwoju we własnym tempie, to szkoła, która pozostanie na zawsze we wspomnieniach, jako miejsce zdobywania wiedzy, która służy człowiekowi i społeczeństwu.

Rozmawiała Agnieszka Nuckowska

Książkę Anny Szulc „Nowa szkoła” możesz kupić w Księgarni Natuli

Kategorie
wychowanie

Korzystanie z urządzeń elektronicznych i ich wpływ na rozwój dziecka – Jesper Juul

„Członkowie rodziny”

Poniższy artykuł został zainspirowany duńskimi badaniami z 2016 roku, które objęły tysiąc sześciuset trzynastolatków i ich rodziny, a dotyczyły korzystania z urządzeń elektronicznych i ich wpływu na rozwój dziecka. Jak wielu innych ekspertów ja również otrzymuję wiele pytań na ten temat, ale dotychczas powstrzymywałem się od wydawania swoich opinii ze względu na znaczne różnice w badaniach naukowych i opiniach neuropsychologów. Jednak duńskie badanie, które wyróżnia znacząca jednoznaczność wyników, natchnęło mnie do zabrania głosu. Zostało ono przeprowadzone niemal w ostatniej chwili, gdyż już niedługo nie będzie w naszej kulturze młodych ludzi, którzy mogliby porównać swoje doświadczenia rodzinne sprzed i po wynalezieniu smartfonów. Często nazywam te urządzenia ,,członkami rodziny’’, ponieważ przyciągają one tyle uwagi, że dosłownie zmieniają sposób życia całych rodzin.

Brak obecności rodziców

Wspomniane badania wykazały, że większość uczniów szkoły podstawowej odczuwa brak obecności rodziców i chciałaby spędzać z nimi więcej czasu. To samo dotyczyło samych rodziców. Jednak z pewnych względów większość dorosłych wierzy, że ich życie musi przebiegać w rytm otrzymywanych e-maili, smsów, wszelkiego rodzaju wiadomości i postów, co oczywiście cieszy ich pracodawców, partnerów z pracy czy przyjaciół, ponieważ dzięki temu są osiągalni dwadzieścia cztery godziny na dobę. To samo można powiedzieć o dzieciach – nawet bardzo małych – i ich sieci towarzyskiej. Te dwa zjawiska są po prostu faktem i obecnie musimy stawić czoło problemom, jakie one powodują.
[reklama id=”57837″]
Jeszcze dziesięć lat temu większość ludzi dorosłych odbierała dźwięk telefonu czy rozmowy telefonicznej w trakcie wizyty, obiadu czy spotkania jako coś niegrzecznego, niewłaściwego lub przeszkadzającego. Dzisiaj takie odczucia stają się coraz rzadsze.
Każda bliska relacja oparta na miłości wymaga ciągłości i bycia razem, dzięki czemu ludzie mogą zacieśniać i rozwijać swój potencjał bliskości. Nie ma w tym nic odkrywczego. Wiemy od par, które żyją ze sobą dłużej niż siedem lat, że kiedy brakuje tego doświadczenia bycia razem, a bliskie spotkania mają miejsce tylko w wypadku jakichś kryzysów lub problemów rodzinnych, to czują się oni wtedy samotni, nieszczęśliwi i sfrustrowani w swoich związkach. Tym bardziej jeśli te awaryjne spotkania są bardzo krótkie lub zorientowane tylko na rozwiązania. Tacy ludzie pozornie funkcjonują ze sobą bardzo dobrze, ale tak naprawdę nie żyją razem.
Nie ma znaczenia, co zaburza ten rytm nieprzerwanego bycia razem. Przed smartfonami mogła to być telewizja, stres przynoszony z pracy, perfekcjonizm, różne zobowiązania pozarodzinne czy pasje poszczególnych członków rodziny. Jednak wszystkie te okoliczności – włączając w to także dzisiejsze smartfony i tablety – nie są prawdziwym powodem utraty intymności i sensu w bliskich związkach. Prawdziwe powody są w naszych głowach – i to jest bardzo dobra wiadomość! Bo oznacza ona, że jesteśmy w stanie wpłynąć na zmianę tego stanu rzeczy.

Relacja rodzic – dziecko

Oto, co się zazwyczaj dzieje, kiedy rodzice i dzieci spotykają się w domu po godzinach pracy i szkoły. Dziecko chce o coś spytać rodzica lub opowiedzieć jakąś historię, albo odpowiedzieć na coś, co rodzic właśnie powiedział, i słyszy: ,,Przepraszam, kochanie, ale muszę to odebrać!’’; ,,Przepraszam, właśnie dostałem pilnego maila z pracy… To potrwa tylko chwilkę!’’;  ,,Mógłbyś chwilkę zaczekać, proszę?’’; ,,O kurczę! Zapomniałem wyłączyć telefon i teraz muszę porozmawiać!’’.  
Takie zachowanie bardzo frustruje dzieci. Jednak wbrew temu, co się zazwyczaj sądzi, dzieci nie czują się wtedy ,,odrzucone’’. ,,Poczucie bycia odrzuconym’’ to intelektualna konstrukcja, do której nie jest jeszcze zdolny umysł dziecka. Kiedy rodzic odrzuca dziecko, ono po prostu czuje się smutne, rozczarowane albo wściekłe, co nie zmienia faktu, że zgodnie ze swoją naturą zaczyna współdziałać i dostosowywać się do takiej sytuacji. Z czasem rezygnuje ze swoich prób nawiązania kontaktu z rodzicem i traci nadzieję. Około trzeciego roku życia dzieci zaczynają kopiować zachowanie dorosłych i też skupiają się na swoich ekranach: tabletach, telewizji, a potem smartfonach.

Gdy w przytoczonym duńskim badaniu dzieci raportują, że brakuje im obecności rodziców, oznacza to pewien miks rozmaitych emocji i doświadczeń:

  • Po pierwsze czują się bezradne, ponieważ wiele historii i emocji, którymi chciałyby się podzielić z rodzicami, nie może znaleźć ujścia.
  • Po drugie czują się zagubione. Za każdym razem, gdy rodzic zrywa kontakt na minutę lub dwie, umysł dziecka ,,odpływa’’ i ciąg świadomości zostaje przerwany. Rezultatem tego mogą być potem kłopoty z pamięcią krótkoterminową. Poczucie zagubienia zamienia się także stopniowo w poczucie bycia głupim.
  • Po trzecie, dzieci tracą zaufanie do rodziców. Dzieje się tak na skutek bardzo trafnej obserwacji, że coś innego jest ważniejsze dla rodzica niż one. Takie doświadczenie powoduje stopniową erozję dziecięcego, bardzo jeszcze kruchego poczucia własnej wartości w jego najbardziej kluczowym punkcie: bycia kimś ważnym dla własnej matki i ojca. Nie ma potem znaczenia, ile razy rodzic powtórzy ,,Kocham cię!’’ ani ile razy obieca jakiś rodzaj rekompensaty. Szkoda już została wyrządzona. Dodatkowo małe dzieci wierzą bardziej słowom rodzica niż własnemu doświadczeniu, więc jeśli dorosły odrzuca je, ale zapewnia, że ,,kocha’’ i że ,,przecież jesteś dla mnie ważna/y’’, to dziecko zwątpi raczej w swoje odczucia i samego siebie niż w jego zapewnienia.

Po kilku latach takich doświadczeń, kiedy dla rodzica priorytetem jest smartfon i komputer, dziecko zaczyna czuć się bardzo samotne. To poczucie naznacza także jego doświadczenie w innych kontekstach społecznych. Jeśli chodzi o młodsze dzieci, to najczęstszą konsekwencją jest utrata nadziei, że jakikolwiek dorosły zechce poświęcić im swój czas, żeby je wysłuchać i pomóc w zrozumieniu, kim są. Nastolatki natomiast zaczynają wycofywać się z życia rodzinnego i poszukują uznania, zrozumienia i bliskości na zewnątrz, bardzo często posiłkując się Internetem.

[reklama id=”74082″]

Natura relacji

Żeby rozwinąć bliskość emocjonalną i intelektualną w relacji z dziećmi i partnerem, potrzebujemy dwóch–trzech godzin dziennie na bycie razem, w którym jest także miejsce na ciszę i brak wszelkich planów. Wtedy dopiero mamy szansę usłyszeć rzeczy, których nie słyszeliśmy nigdy wcześniej, i sami powiedzieć coś, o czym nawet nie wiedzieliśmy, że możemy powiedzieć. Takie chwile z naszymi dziećmi przynoszą nowe wglądy i są wspaniałą okazją do wspólnego rozwoju.
Nasz styl życia sprawia, że bardzo trudno jest utrzymywać naprawdę bliskie relacje, ale możemy tworzyć wyspy bycia razem, na których można zresetować nasze związki, pod warunkiem, oczywiście, że nie będziemy zabierać na nie smartfonów. Jeśli zabieramy telefon także na taką wyspę, to nasze życie szybko zamieni się w rodzinny archipelag niezależnych wysp, między którymi istnieje tylko komunikacja elektroniczna.  
W istocie powinniśmy spędzać ze sobą tak dużo czasu, jak tylko się da. Nie musimy siedzieć naprzeciwko siebie i rozmawiać. Możemy bawić się i razem pracować; możemy tańczyć albo uprawiać sport; możemy płakać albo krzyczeć; razem gotować i jeść; poznawać swoją ulubioną muzykę, sztukę lub zajmować się swoimi pasjami. Niewiele związków jest w stanie przetrwać próbę odległości: przez krótką chwilę mieliśmy nadzieję, że e-maile, czaty i Skype mogą zrekompensować nam fizyczne oddalenie. Niestety, nie mogą. Są to bardzo wartościowe narzędzia, ale sprawdzają się przede wszystkim w pracy, zaś w relacjach opartych na miłości stanowią tylko skąpy substytut kontaktu. Nie bez powodu lubimy kłaść swoją głowę przy piersi osoby bliskiej: odgłos bicia jej serca jest dla nas najwyższym dowodem tego, że nie jesteśmy sami. Owszem, możemy nagrać bicie serca na smartfonie, ale nie będzie to przecież to samo doznanie.

Potrzebujemy nowego stylu życia

W ciągu ostatnich lat w różnych krajach przeprowadzono eksperymenty polegające na rezygnacji ze smartfonów w szkołach i domach przez tydzień lub miesiąc. Niektóre rodziny próbowały przez określony czas żyć zupełnie bez elektroniki. Rezultaty tych doświadczeń są bardzo pozytywne: uczniowie poprawiali swoje wyniki w szkole, a rodzice i dzieci na nowo odnajdywali radość wspólnych działań. Takie próby przynoszą nadzieję, że zmiana naszego stylu życia jest możliwa.
Oczywiście, każda rodzina musi sama zbudować własną kulturę życia i swoje reguły. Należy tylko pamiętać, że celem nie może być odcięcie dzieci od elektroniki ze względu na szkody, jakie wyrządza ona w ich mózgu, lecz wyższa jakość wspólnego życia, bliskość i intymność. Chodzi o to, aby być bardziej dostępnym dla swoich najbliższych kosztem dostępności dla reszty świata. Nie ma co czekać, aż stanie się to powszechnym trendem: już teraz możecie porozumieć się z zaprzyjaźnionymi rodzinami i spróbować przez dwa tygodnie ograniczyć korzystanie telefonów i tabletów. Po dwóch tygodniach oceńcie efekty, zmieńcie, co trzeba, i przedłużcie go do minimum trzech miesięcy.

Oto moje sugestie:

  • Cały poranny rytuał rodzinny powinien odbywać się w strefie wolnej do telefonów (phone-free zone). To samo dotyczy czasu poprzedzającego kolację aż do położenia się dzieci do łóżka. Zróbcie w mieszkaniu miejsce, gdzie każdy może odłożyć swój telefon lub podłączyć go do ładowarki na czas trwania strefy chronionej.
  • Wyłączajcie wszystkie telefony na noc. Włączajcie je dopiero w drodze do szkoły lub pracy.
  • Wszystkie posiłki powinny odbywać się w strefie wolnej od telefonów. Dotyczy to także obiadów w restauracjach i czasu, zanim posiłek zostanie podany. Te minuty są doskonałą okazją, żeby nawiązać ze sobą kontakt. Jeśli pozwalamy na korzystanie z elektroniki w oczekiwaniu na posiłek, oznacza to, że spotykamy się tylko po to, żeby dostarczyć naszym ciałom składników odżywczych, a nie, żeby odżywić nasze serca i dusze.
  • Poinformujcie znajomych, przyjaciół i kolegów z pracy, że nie będziecie już osiągalni przez cały dzień bez przerwy i pomóżcie swoim dzieciom zrobić to samo, jeśli tego potrzebują.

Relacje rodzin, które podjęły już taką próbę, podpowiadają, że przez pierwsze miesiące bardzo ważne jest przywództwo dorosłych, które obejmuje także troskę i zainteresowanie potrzebami dzieci. Po dwóch–trzech miesiącach dzieci same stają się największymi orędownikami nowego porządku i często inspirują swoich kolegów do podobnych działań.
© Jesper Juul 2016
Tekst ukazał się dzięki Wydawnictwu MiND i Familylab Polska.

Kategorie
odżywianie naturalne

Kiszonki – naturalny probiotyk. 7 przepisów na dania z kiszonkami

Spożywanie kiszonek szczególnie korzystanie wpływa na nasze zdrowie. To najlepszy probiotyk, jaki możemy zaserwować organizmowi! Do tego jest on znacznie skuteczniejszy i wyposażony w dużo większą ilość żywych kultur bakterii, niż najlepsze preparaty probiotyczne. Świeże, naturalne kiszonki mają ich miliony. Wszystkie te bakterie wspierają się nawzajem i uzupełniają w korzystnym działaniu.

Działanie probiotyczne kiszonek związane jest także z obecnością kwasu mlekowego, wytwarzanego w procesie fermentacji, który chroni organizm przed chorobami i wirusami. Kwas mlekowy wzbogaca florę bakteryjną jelit, wspomagając proces trawienia i przyswajania składników odżywczych z pożywienia. To właśnie w ścianie jelit znajduje się 80 proc. komórek naszego układu odpornościowego. Poza tym kiszonki są bogatym źródłem witaminy C, będącej silnym antyoksydantem, ale również witamin z grupy B, witaminy E, K, oraz cennych mikroelementów.

Polecamy spożywanie kiszonek w ilościach hurtowych. Szczególnie, że pomysłów na to, jak je podawać, jest cała masa.

[reklama id=”77013″]

1. Słonecznikowa pasta z kiszonym ogórkiem

Składniki:

  • 150 g ziaren słonecznika,
  • 1-2 łyżki oliwy z oliwek extra virgin,
  • 1 duża cebula,
  • 1 ząbek czosnku,
  • pieprz do smaku,
  • 1 płaska łyżeczka soli morskiej lub kamiennej,
  • trochę wody z kiszonych ogórków,
  • 1 łyżeczka soku z cytryny,
  • 2 średnie kiszone ogórki,
  • 1/2 pęczka koperku.

Przygotowanie:

Ziarna słonecznika podpraż na suchej patelni na złoty kolor. Cebulę obierz, pokrój w kostkę i zeszklij na oliwie. Do miski wsyp podprażone ziarna, dodaj cebulę, odrobinę pieprzu i ząbek czosnku. Całość zmiksuj na gładką masę.

Dodaj sól i trochę wody z kiszonych ogórków do uzyskania kremowej konsystencji pasty. Ogórki drobno pokrój i dodaj do pasty. Całość dopraw sokiem z cytryny i posiekanym koperkiem. Podawaj z pieczywem lub warzywami.

2. Surówka z białej kapusty, kiszonego ogórka i jarmużu

Składniki:

  • 1/4 główki białej kapusty,
  • 1 spora marchewka,
  • 1 jabłko,
  • 2 liście jarmużu,
  • 2 ogórki kiszone,
  • 1 łyżka oleju lnianego,
  • 1 łyżeczka musztardy,
  • sól morska,
  • pieprz czarny świeżo mielony.

Przygotowanie:

Kapustę drobno posiekaj, posól, aby zmiękła. Marchewkę, jabłko i ogórka zetrzyj na tarce o grubych oczkach. Jarmuż drobno posiekaj. Wszystkie warzywa wymieszaj w misce. Olej wymieszaj z musztardą i polej surówkę. Dopraw solą i pieprzem według uznania.

3. Prasowana surówka z grejpfrutem i migdałami

Składniki:

  • 1 cukinia,
  • ½ ogórka długiego zielonego,
  • 1 garść rukoli,
  • ½ grejpfruta,
  • 2 łyżki płatków migdałowych,
  • 1 łyżeczka soli himalajskiej,
  • 1 łyżka oliwy z oliwek,
  • pieprz do smaku.

Przygotowanie:

Ogórki pokrój w cienkie plasterki, cukinię zetrzyj na tarce o grubych oczkach. W szklanym naczyniu układaj posiekane ogórki, rukolę i startą cukinię. Całość lekko posól, przyciśnij talerzykiem z obciążeniem i pozostaw na kilka godzin lub całą noc. Następnego dnia zlej nadmiar soku, dodaj oliwę i wymieszaj całą surówkę. Dopraw solą i pieprzem do smaku (opcjonalnie).Płatki migdałów podpraż na suchej patelni. Grejpfruta obierz i pokrój na małe cząstki i ułóż na warzywach. Surówkę podawaj z podprażonymi płatkami migdałów.

4. Kapuśniak

Składniki dla jednej osoby:  

  • ½ cebuli,
  • 3 pieczarki,
  • ząbek czosnku,
  • ½ marchewki,  
  • 1 ziemniak,
  • 1 łyżka kaszy jaglanej,
  • 2 szklanki wody,
  • 1 czubata łyżka kapusty kiszonej,
  • 1 łyżka oliwy z oliwek,
  • ⅕ selera,
  • natka z pietruszki.
  • przyprawy: cząber, imbir, kurkuma, liść laurowy, sól morska, ziele angielskie, pieprz.

Przygotowanie:

Rozgrzej garnek, wlej oliwę, wrzuć pokrojone pieczarki oraz cebulę. Mieszaj, aż się zarumienią. Dodaj czosnek, majeranek, cząber. Wlej wodę (uważaj, będzie pryskać).

Dodaj kapustę, ziele angielskie, liście laurowe, kurkumę, imbir, pieprz, sól, kaszę jaglaną, pokrojone w kostkę warzywa. Na końcu dodaj suszone grzyby. Kiedy warzywa i kasza będą miękkie, odstaw z ognia, a po chwili dodaj oliwę oraz posiekaną natkę pietruszki.

Wskazówki: zamiast kaszy jaglanej można użyć ziarna amarantusa (szarłat) lub kaszy gryczanej niepalonej.

5. Krokiety z tofu i kapusty kiszonej

Składniki dla jednej osoby:

  • 100 gramów tofu naturalnego,
  • 2 czubate łyżki kiszonej kapusty,
  • 1,5 ziemniaka,
  • 1 jajko,
  • ½ cebuli,
  • pół ząbka czosnku,
  • 1/3 łyżki mąki orkiszowej,
  • 2 łyżki oleju rzepakowego,  
  • 2 łyżki sezamu,
  • 1 łyżeczka koncentratu pomidorowego,
  • 3 łyżki wody,
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej,
  • 1/3 szklanki ryżu basmati,
  • natka pietruszki.
  • przyprawy: sól morska, bazylia, kminek, kurkuma, tymianek.

Przygotowanie:

Ziemniaki obierz i ugotuj na parze. W garnku zagotuj wodę, lekko ją posól, dodaj kurkumę i wrzuć przepłukany na sitku ryż. Gotuj na małym ogniu pod przykryciem ok. 20 minut do czasu, aż będzie miękki. Kapustę drobno pokrój. W filiżance rozmieszaj wodę z mąką. W małym rondlu podgrzej przecier pomidorowy z bazylią, dodaj płyn z filiżanki i mieszaj, dusząc przez 1-2 minuty. Cebulę posiekaj. Rozgrzej patelnię z 1/4 oleju, wrzuć cebulę oraz zmiażdżony czosnek. Podsmaż kilka minut. Do miski włóż tofu, jajko, zawartość patelni i zmiksuj na gładką masę. Dodaj kapustę, rozgniecione ziemniaki, przyprawy, wymieszaj. Rozgrzej patelnię z resztą oleju. Z masy formuj małe kotleciki, obtocz je w sezamie i smaż na rumiano z obu stron. Podawaj z sosem pomidorowym oraz ryżem.
Wersja dla osób na diecie bezglutenowej:  w osobnej filiżance rozmieszaj łyżkę mąki kukurydzianej i łyżeczkę mąki ryżowej zamiast mąki orkiszowej.

6. Surówka z kiszonej kapusty pekińskiej

Składniki:

  • 1 średniej wielkości kapusta pekińska,
  • 1 duża marchew,
  • 5 rzodkiewek,
  • 1 nieduża cebula,
  • 1 ząbek czosnku,
  • 1 mała papryczka chili,
  • 2 łyżeczki soli kamiennej niejodowanej.

Kapustę poszatkuj w grube paski, marchewkę zetrzyj na tarce o grubych oczkach. Czosnek, cebulę i papryczkę drobno posiekaj. Rzodkiewki pokrój w cienkie plasterki lub zetrzyj na tarce tak, jak marchew. Rozdrobnione składniki wsyp do miski i wymieszaj z solą, ugniataj aż sałatka puści sok. Przełóż do szklanego lub kamiennego naczynia , przykryj talerzykiem i dociśnij ciężkim przedmiotem. Warzywa powinny być przykryte co najmniej 1 cm warstwą soku. Całość przykryj ściereczką i pozostaw w ciepłym miejscu na 2-5 dni. Po ukiszeniu surówka jest gotowa do spożycia. Można przechowywać ją w lodówce nawet kilka miesięcy.

Pamiętaj – wraz z upływem czasu smak surówki będzie się zmieniał.

7. Kiszona surówka z białej rzodkwi z kminkiem

Składniki:

  • 1 średniej wielkości biała rzodkiew,
  • ½ pęczka natki pietruszki,
  • 1 łyżeczka kminku,
  • 1 łyżeczka soli kamiennej niejodowanej,
  • 1 łyżka soku z cytryny.

Przygotowanie:

Rzodkiew  umyj,  zetrzyj na średniej tarce, wymieszaj z kminkiem, solą i posiekaną natką pietruszki. Całość skrop sokiem z cytryny. Ugniataj w kamionce lub szklanym naczyniu, aż wyjdzie sok. Przykryj podstawką z  obciążeniem. Po ok. 30. minutach surówka jest gotowa do spożycia.

Kategorie
odżywianie naturalne

10 przepisów na fenomenalne, domowe słodkości

1. Lizaki na bazie ksylitolu

Składniki:

  • filiżanka ksylitolu,
  • łyżeczka organicznego ekstraktu z cytryny/mięty/pomarańczy.

Przygotowanie:

W rondelku na średnim ogniu podgrzej ksylitol do momentu pojawienia się pierwszych bąbelków świadczących o kipieniu. Dodaj ekstrakt z cytryny, mięty bądź pomarańczy i zdejmij całość z ognia. Łyżeczką nałóż masę do silikonowych foremek. Patyczki, np. do szaszłyków lub po lodach, ułóż na masie i zalej kilkoma kroplami ksylitolu, by przykleiły się do lizaków. Po ostygnięciu całość wstaw do lodówki na około 30 minut.

2. Wegańskie czekoladki bez cukru

Składniki:

  • ½ szklanki oleju kokosowego,
  • ½ szklanki karobu bądź kakao,
  • ½ szklanki syropu klonowego bądź daktylowego,
  • garść ulubionych bakalii: wiórków kokosowych, orzechów, rodzynków.

Przygotowanie:

Olej kokosowy podgrzej w rondelku do rozpuszczenia. Dodaj karob i syrop, wymieszaj. Gotową masę przelej do silikonowych foremek, wierzch posyp bakaliami, następnie włóż do zamrażarki na dwie godziny. Czekoladki lubią się rozpuszczać, więc przechowuj je w lodówce.

3. Batoniki amarantusowe

Składniki:

  • 300 g daktyli moczonych przez 30 minut w ciepłej wodzie,
  • 100 g orzechów laskowych,
  • 3–4 łyżki karobu bądź kakao,
  • ½ szklanki amarantusa ekspandowanego.

Przygotowanie:

Daktyle zmiksuj na gładką masę. Orzechy w osobnym naczyniu zblenduj na mąkę. Wszystko połącz ze sobą, dodaj kakao i amarantus. Zagnieć na jednorodną masę i uformuj w podłużne batoniki. Przechowuj je w lodówce.

4. Muffiny czekoladowe

Składniki:

  • ¾ szklanki mąki owsianej,
  • ½ szklanki mąki pszennej,
  • ¼ szklanki karobu bądź kakao,
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
  • ½ łyżeczki sody,
  • szczypta soli,
  • skórka otarta z 1 organicznej pomarańczy,
  • sok z ½ pomarańczy,
  • 1 szklanka daktyli bez pestek,
  • ⅓ szklanki oleju,
  • ½ szklanki mleka roślinnego,
  • 1 jajko.

Przygotowanie:

Daktyle przełóż do rondla, zalej szklanką wody i gotuj na małym ogniu do momentu, aż się rozpadną i utworzą gęstą masę. W misce wymieszaj mąki, karob, proszek do pieczenia, sodę i sól. W osobnym naczyniu połącz masę daktylową, mleko, olej, sok i skórkę z pomarańczy oraz jajko. Wymieszaj. Mokrą masę wlej do suchych składników i połącz ze sobą. Przelej do foremki na muffinki i piecz w 170 stopniach przez około 25 minut.

5. Trufle kokosowe

Składniki:

  • 1 szklanka ugotowanej kaszy jaglanej,
  • ½ szklanki zmielonego ksylitolu,
  • 2 szklanki wiórków kokosowych + wiórki do obtaczania.

Przygotowanie:

Kaszę jaglaną, ksylitol i wiórki kokosowe zmiksuj na gładką masę. Przełóż do miski i zagnieć ciasto, następnie uformuj z niego kulki i obtocz w wiórkach. Schłodź całość w lodówce.

6. Domowa nutella

Składniki:

  • 100 g orzechów laskowych,
  • ¼ szklanki syropu klonowego,
  • 2 czubate łyżki karobu bądź kakao,
  • 6–10 łyżek mleka roślinnego.

Przygotowanie:

Orzechy wysyp na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i piecz przez 10 minut w 200 stopniach. Wyjmij i przełóż na czystą, kuchenną ściereczkę. Zawiń i pocieraj, aż z orzechów zejdzie skórka, następnie zblenduj je na gładki proszek. Dodaj pozostałe składniki i dalej miksuj na najwyższych obrotach. Gotową masę przełóż do słoika i przechowuj w lodówce.

7. Marmolada daktylowo-pomarańczowa

Składniki:

  • 3 szklanki suszonych daktyli,
  • 4 duże pomarańcze,
  • skórka z dwóch organicznych pomarańczy,
  • 1–2 łyżki karobu bądź kakao,
  • szczypta soli,
  • 1 łyżeczka mielonej wanilii.

Przygotowanie:

Daktyle namocz na noc. Zmiksuj je na gładki mus razem z wodą, w której się moczyły. Pomarańcze obierz, pokrój w kostkę i włóż do garnka razem ze skórką. Całość duś bez przykrycia na małym ogniu przez 30 minut, od czasu do czasu mieszając. Potem do pomarańczy dorzuć daktylowy mus, karob, wanilię i szczyptę soli. Wymieszaj, doprowadź do wrzenia i gotuj przez 5 minut. Następnie zmiksuj na gładko i przełóż do wyparzonych słoiczków.

8. Czekoladowe lody na patyku

Składniki:

  • 2 dojrzałe awokado,
  • 1½  szklanki wcześniej namoczonych daktyli,
  • 5–6 łyżeczek karobu bądź kakao,
  • szczypta mielonej wanilii,
  • szczypta kardamonu,
  • ½ szklanki mleka roślinnego.

Przygotowanie:

Wszystkie składniki zmiksuj na jednolitą masę. Łyżeczką nałóż do pojemników na lody. Włóż patyczki i zamroź. Gotowe!

9. Pomarańczowy krem z nerkowców

Składniki:

  • 2 szklanki nerkowców,
  • 3–4 daktyle,
  • sok z 3–4 pomarańczy,
  • skórka z 1 ekologicznej pomarańczy,
  • 1–2 łyżki uprażonych na złoty kolor wiórków kokosowych,
  • ½ łyżeczki cynamonu,
  • ½ łyżeczki mielonej wanilii,
  • szczypta soli.

Przygotowanie:

Orzechy namocz w wodzie, a daktyle – w soku pomarańczowym do momentu, aż będą miękkie. W blenderze zmiksuj nerkowce, dorzuć daktyle wraz z sokiem, w którym się moczyły, pozostały sok, wiórki, skórkę pomarańczową i przyprawy. Całość zmiksuj na gładki, aksamitny krem.

10. Domowe krówki bez cukru

Składniki:

  • 120 g migdałów blanszowanych,
  • 100 g daktyli suszonych

Przygotowanie:

Migdały zblenduj na mąkę, dorzuć do nich daktyle i zmiksuj na gładką masę. Uformuj kulki bądź wałek, który następnie potnij na mniejsze kawałki. Możesz też przełożyć masę do silikonowych foremek na lód. Karmelki schłodź w zamrażarce. Przechowuj w lodówce.

Kategorie
odżywianie naturalne

10 pomysłów na wykorzystanie resztek żywności

1. Obierki

Kryje się w nich masa zdrowia, szkoda więc je wyrzucać. Obierki jabłek możesz mrozić i dodawać do koktajli owocowych bądź zalać wrzątkiem z imbirem i miodem – serwując domownikom jabłkową herbatę. Z obierek z marchwi, pietruszki, selera da się ugotować wywar, który można dodawać do sosów bądź potraktować jako bazę wyjściową do zupy. A obierki ziemniaków? Te szybko czernieją, więc wymagają niemal natychmiastowego wykorzystania. Można je posypać chili, polać oliwą i upiec w piekarniku.
Obierki z pomidorów, kiwi czy brzoskwiń można rozłożyć na pergaminie, wysuszyć w piekarniku i rozetrzeć w moździerzu z oliwą. Proszek nadaje się jako dodatek do ciasta makaronowego, naleśnikowego, ryżu czy placków ziemniaczanych.
Oczywiście obierki można też wykorzystać na domowy kompost. To tani i szybki sposób uzyskania własnego, wartościowego nawozu i pozbycia się odpadów.

2. Warzywa z rosołu

Zamiast je wyrzucać – przygotuj z nich posiłek na kolejny dzień.

Kotlety z warzyw z rosołu

Składniki:

  • 3,5 szklanki warzyw z rosołu, zmielonych w maszynce do mielenia mięsa,
  • 3,5 szklanki ugotowanej i odcedzonej soczewicy,
  • 3,5 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej,
  • 3 duże cebule,
  • 3 duże ziemniaki,
  • 1 szklanka bułki tartej,
  • 1 łyżeczka soli,
  • 1 łyżka kuminu i 1 łyżka kolendry – uprażone na 1 łyżce oleju,
  • ½ łyżeczki ostrej papryki,
  • 1 łyżeczka suszonego czosnku,
  • 1 szklanka posiekanej natki pietruszki,
  • ½ szklanki mąki ziemniaczanej,
  • bułka tarta do obtaczania.

Przygotowanie:

Cebulę obierz i zeszklij na oleju. Warzywa z rosołu zmiel w maszynce do mielenia mięsa razem z ugotowaną kaszą jaglaną, ziemniakami, soczewicą i usmażoną cebulą. W moździerzu rozdrobnij przyprawy. Dodaj je do masy warzywnej i wymieszaj z poszatkowaną zieleniną, bułką tartą i mąką ziemniaczaną. Zostaw na 20 minut. Następnie uformuj kotlety, obtocz w bułce tartej i upiecz w piekarniku (około 30 min w temperaturze 180 C).

3. Woda po gotowaniu cieciorki

Wylewasz wodę po gotowaniu ciecierzycy? Warto ją wykorzystać, bo woda po cieciorce jest źródłem cennego białka i witamin i można z niej wyczarować kulinarne cuda.

Przeczytaj także: 4 sposoby na wykorzystanie wody po ugotowaniu cieciorki.

4. Liście marchewki

Natka młodej marchewki (ale też wielu innych warzyw, jak choćby rzodkiewki) jest jadalna i szkoda, by lądowała w koszu. Tym bardziej, że niewielkim kosztem, można z niej przygotować smaczny posiłek.

Pesto z liści marchewki

Składniki:

  • pęczek młodej marchwi,
  • oliwa extra vergin,
  • 2-3 ząbki czosnku,
  • orzechy włoskie, laskowe bądź pestki dyni,
  • sól,
  • chilli,
  • parmezan.

Przygotowanie:

Liście marchwi umyj, osusz, oderwij grubsze łodygi. Natkę posiekaj, wrzuć do naczynia i zblenduj. Dolej oliwę, dorzuć wyciśnięty czosnek, orzechy, przyprawy i parmezan. Tak przygotowane pesto podawaj z makaronem.

5. Pestka awokado

Duża, twarda, nie bardzo wiadomo, do czego mogłaby się przydać. A jednak to skarbnica zdrowia – posiada właściwości antyoksydacyjne, zawiera ogrom związków fitochemicznych, m.in. flawonidy i proantocyjanidy oraz polifenole, czyli silne przeciwulteniacze, neutralizujące wolne rodniki (pestka z awokado jest jednym z liderów pod względem ilości przeciwutleniaczy w świecie roślin). To również bomba antyoksydacyjna, niewyobrażalne bogactwo błonnika (to jedno z największych źródeł błonnika, jakie znamy) i świetne źródło wielu witamin. Tylko… jak ją ugryźć?
Wystarczy wysuszyć pestkę na słońcu (okres suszenia – 2-3 dni), następnie włożyć do plastikowego woreczka i rozbić za pomocą młotka, po czym wrzucić do blendera (o dużej mocy) i zblendować na proszek. Taki proszek można dodawać do koktajli bądź posypywać nim kanapki.

6. Skórki od bananów

Skórka od banana jest bogatym źródłem potasu, magnezu, fosforu i wapnia – związków działających zbawiennie na nasze zęby. To dlatego poleca się wewnętrzną częścią skórki masować zęby przez około 2 minuty. To szybki i naturalny sposób na białe zęby.

Jeśli masz ogród, w którym często goszczą mszyce, skórki od bananów możesz potraktować jako ich naturalny odstraszacz. Mszyce nie tolerują bowiem wydzielanych przez rozkładające się skórki gazów. Wystarczy, że potniesz skórkę na małe kawałki i zakopiesz wokół rośliny na głębokości kilku centymetrów.
Innym pomysłem jest wykorzystanie skórek bananowych do czyszczenia liści roślin z kurzu – w tym celu wystarczy przetrzeć je wewnętrzną częścią skórki. Działają też nabłyszczająco!
Ponieważ skórki bananowe są pełne minerałów (zawierają potas, magnez, fosfor, azot i wapń), przygotowany z nich nawóz pobudzi rośliny do wzrostu i kwitnienia. Zakop je w ziemi tuż przed sadzeniem bądź wysuszone zmiel i wymieszaj z ziemią.

7. Pestki dyni

Wiadomo, co się z nimi dzieje, gdy kupujemy całą dynię w sklepie – lądują w koszu na śmieci. Tymczasem warto je ocalić, szczególnie że są one bogatym źródłem witamin z grupy B a także witaminy C, błonnika, wapnia, żelaza, fosforu i magnezu. Dyniowe pestki zwierają dobroczynny olej z fitosterolami i nienasyconymi kwasami tłuszczowymi. Jak je odzyskać?
Po rozkrojeniu dyni, miąższ razem z pestkami wyjmij za pomocą łyżki i przełóż do dużej miski. Z miąższu wydłub pestki tak, by pozostało go jak najmniej na łupinach. Odzyskane pestki dokładnie opłucz na sitku pod zimną wodą i wytrzyj do sucha. Rozłóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i susz w piekarniku rozgrzanym do 100 stopni, przez 30 minut, co jakiś czas uchylając drzwiczki (tak, by wilgoć mogła wydostać się na zewnątrz). Po wystygnięciu zamknij je w słoiku.

8. Czerstwy chleb

Świeży chleb jest ciężkostrawny, o czym doskonale wiedziały nasze babki. To dlatego w czasach ich młodości chleb jadło się nie tuż po wyjęciu z pieca, ale po kilku dniach. Dziś coraz częściej kilkudniowy chleb ląduje w koszu. A szkoda, bo jego obróbka nie zajmuje wiele czasu, a takie pieczywo (pod warunkiem, że jest dobrej jakości) może zrobić wiele dobrego dla naszych żołądków.
Najprostszym sposobem na wykorzystanie czerstwego chleba jest zrobienie z niego grzanek (dodawanych np. do zup) bądź zmielenie na bułkę tartą. Chleb można też moczyć w jajku roztrzepanym z mlekiem, doprawić ulubionymi przyprawami i smażyć na rozgrzanej patelni – ten przepis świetnie znają Francuzi.

9. Skwaśniałe mleko

Jeśli twoje mleko jest prosto od krowy, zrobiło się kwaśne i nie jest gorzkie, możesz wykorzystać je np. do zrobienia domowego twarogu. Poczekaj kilka dni, aż dobrze zsiądzie, następnie podgrzej litr świeżego mleka w rondlu na małym ogniu, dolej zsiadłe mleko i podgrzewaj, aż utworzy się twaróg. Wodę zlej, przepuść przez drobne sitko i twaróg gotowy. Zostaw go do stężenia.

10. Resztki z obiadu

Z gotowanych ziemniaków, które zostały z obiadu, możesz zrobić kluski, pyzy bądź zapiekankę (wystarczy, że posypiesz je serem i włożysz do piekarnika). Takie ziemniaki nadają się także na krokiety ziemniaczane (zmieszaj je z jajkiem, obtocz w bułce tartej i usmaż).
Resztki sosu możesz przechowywać w lodówce i dodawać do zup lub innych potraw. Resztki kaszy lub ryżu wykorzystaj do zrobienia kotletów warzywnych. Kotlety „z wczoraj” zapakuj w bento, jako drugie śniadanie.

Foto: flikr.com/carbonnyc

Kategorie
recenzje

Znalezione – nie kradzione. Fragment książki „(Nie)grzeczni”

Akurat skończyło jej kieszonkowe, a ma wielką ochotę na lody. Na dodatek w kiosku pojawił się nowy numer jej ulubionej gazetki. Oczy jej się świecą na myśl o zakupach. Zaraz po lekcjach pędzi do sklepu. Mama Moniki od razu zauważa gazetkę i dostrzega upaćkaną lodami buzię. Wie, że córka nie miała już w śwince ani złotówki. “Skąd miałaś pieniądze na  to wszystko?” — pyta, starając się, by nie zachowywać się niczym surowy sierżant na przesłuchaniu. Monika podekscytowana opowiada o „znalezisku”, twierdzi, że miała dziś szczęście. Zastanawia  się czy jej się to jeszcze kiedyś przydarzy.

Mama Moniki nie podziela entuzjazmu córki. Owszem, mała spytała dwóch koleżanek, czy to ich własność. Jednak to o wiele za mało. Zdaniem mamy powinna przekazać znalezione pieniądze wychowawczyni.  W końcu musiała wypaść komuś z klasy Moniki. A gdyby nawet nie udało się znaleźć ich właściciela, wychowawczyni mogła je przeznaczyć na  jakiś pożyteczny cel; w szkole organizowane są zbiórki na dzieci z domów dziecka, mieszkańców domów starości czy zwierzęta ze schronisk. Ofuknęła córkę, że myśli wyłącznie o sobie, na co Monika zaniosła się płaczem i zamknęła w swoim pokoju.

[reklama id=”78029″]

Co czuje Monika?

„Czy mama zawsze musi być taka surowa i zagniewana? Nie ukradłam nikomu tych pieniędzy, po prostu nie wiedziałam, komu mam je oddać. Czy miałam pytać każdego po kolei? Bardzo się ucieszyłam z tego znaleziska i moje myśli od razu pofrunęły na zakupy. Babcia powtarza często: „Znalezione — nie kradzione”. Opowiadała mi kiedyś, że znalazła 100 złotych i to była dla niej wielka radość, bo akurat kończyła się jej emerytura.

„Wcale nie myślałam tylko o sobie. Przecież jak na ulicach rozdawali serduszka za pomaganie, to wrzuciłam do puszki pięć złotych z moich oszczędności. Oddaję też razem z mamą moje stare, niezniszczone zabawki. Niektóre z nich bardzo lubiłam i niełatwo było mi je oddać. Mama jest niesprawiedliwa.

Co czuje mama Moniki?

„Monika ma wszystko, czego jej potrzeba. Jej pokój jest przepełniony lalkami, puzzlami, szkatułkami, książkami i wszystkimi cudami dla małych dziewczynek. Mogła poczekać do kolejnego kieszonkowego, a nie korzystać z czyjegoś nieszczęścia. Zamiast pomyśleć chwilkę „szerzej”, od razu skupiła się na tym, co sobie kupi. To chciejstwo zaćmiewa jej umysł.

„Staram się zwracać jej uwagę na los innych, uwrażliwiać na czyjąś krzywdę, biedę lub kalectwo, ale — jak widać— to wciąż za mało. Nie chcę, by wyrosła na egoistkę, której wydaje się, że wszystko jej się należy, że jej potrzeby są najważniejsze, która nie umie się powstrzymać od zakupu kolejnej durnostojki czy pary sandałów. Co teraz? Monika wydała połowę ze znalezionych pieniędzy. Jutro każę jej zanieść pozostałe dziesięć złotych wychowawczyni, dołożę jej tę brakującą dychę. Niech zguba wróci do właściciela. Z kolejnego kieszonkowego potrącę córce kwotę wydaną na lody i gazetkę.

Komentarz psychologa

Mama Moniki skupiła się przede wszystkim na własnych lękach. „Co wyrośnie z mojej córki? Nie  jest wrażliwa  na krzywdę innych, jest chciwa”. A skoro tak, to powstaje kolejne pytanie: „Jaką ja jestem mamą?”. Będąc w lęku czy złości, nie jesteśmy w stanie przyjrzeć się różnym aspektom danej sytuacji. Na przykład temu, że Monika nie ukryła pieniędzy przed innymi dziećmi, choć mogła to zrobić. Doświadczenie  jest nieprzekazywalne. Monika  w takiej sytuacji znalazła się pierwszy  raz i zdarzenie ze znalezieniem pieniędzy było dla niej lekcją. Ponieważ nie wiedziała, co zrobić, odniosła się do wzorców poznanych do tej pory. Zapytała koleżanek, czy to ich pieniądze.  Kiedy zaprzeczyły, przypomniała sobie powiedzenie babci  — „Znalezione — nie kradzione” i ochoczo ruszyła na zakupy.

Sposób, w jaki dziecko opowiada mamie, co się wydarzyło, świadczy o tym, że nawet do głowy jej nie przyszło, że robi coś niestosownego. Jeżeli  zależy nam, aby dziecko uczyło się konkretnych rzeczy z naszego kodeksu wartości, to nie wolno przekazywać ich krzykiem i groźbą, a już tym bardziej karami. Jak  można wnioskować z opisu, dziecko nie zachowuje się egoistycznie, jest gotowe do rozmowy i dzielenia się z innymi.

Dzieci nie postrzegają otaczającej je rzeczywistości tak całościowo, jak my (Monika nie pomyślała o tym, że to mogły być pieniądze kogoś z klasy; że być może nie zastosowała wszystkich możliwych metod służących odnalezieniu ich właściciela itd.). Poszukajmy z dzieckiem rozwiązania. Na spokojnie, pokazując różne znaczenia tego samego wydarzenia. Jest to fantastyczna okazja, żeby porozmawiać o akcjach charytatywnych, dzieleniu się, czy też o wartości pieniądza. Jeśli załatwiamy takie sprawy złością, to dziecko również będzie się złościło. I możliwe, że następnym razem będzie robić różne rzeczy w ukryciu lub nie będzie nas prosić o pomoc w sytuacjach, w których nie będzie wiedziało, co zrobić. O takich właśnie konsekwencjach nie pomyślała mama Moniki, choć — zdawałoby się — widziała sytuację tak perspektywicznie.

Kategorie
wychowanie

5 problemów wynikających z odwrócenia uwagi dziecka w trudnych sytuacjach

Wydawać się może, że rozpraszanie często jest skuteczne – przynajmniej na chwilę – i sprawia, że mama, tata bądź opiekun uspakajają swoje sumienie, przekonani, że postępują właściwie. Zamiast mówić: „Nie chcę pozwolić ci rysować po kanapie. Oto kartki papieru, jeśli chcesz rysować to rób to na nich”, opiekunom łatwiej powiedzieć z większym entuzjazmem: „czy możesz narysować mi śmiesznego potworka na tej kartce papieru?”. W rezultacie rodzice ratują kanapę przed „ozdobieniem”, ale dziecko nie wie, że malowanie po niej nie jest w porządku, i jest wysoce prawdopodobne, że w przyszłości sytuacja się powtórzy.

5 problemów wynikających z odwrócenia uwagi

1. Absurd

większość rodziców nie lubi udawać świetnego humoru gdy czują się zdenerwowani. Co prawda odwrócenie uwagi sprawia, że ostateczny efekt jest dla rodzica zadowalający, ale jest to po prostu nieautentyczne. Zachowanie dziecka może budzić u opiekunów złość czy irytację. Adekwatną i prawdziwą reakcją rodzica będzie powiedzenie, że: „widzę, że chcesz malować po kanapie, ale ja się na to nie zgadzam”. Dzieci są zdolne do przeżywania tego rodzaju bezpiecznych, odpowiednich do wieku konfrontacji.

2. Dziecko nie wie, czym jest konflikt

odwrócenie uwagi sprawia, że często unikamy konfliktu. Dzieci potrzebują doświadczać sporów z rodzicami bądź opiekunami, a nie tylko z rówieśnikami. Kiedy małe dziecko „walczy” z innym dzieckiem o zabawkę, a rodzic natychmiast angażuje się w sytuację mówiąc: „Popatrz, tu jest też fajna łopatka, to nią wykop tunel”, pozbawia dziecko cennej możliwości uczenia się, jak zarządzać swoimi uczuciami, także tymi trudniejszymi. Skierowanie uwagi na inną zabawkę może przynieść skutek, choć najczęściej krótkotrwały, ponieważ po chwili maluch znów pragnie bawić się zabawką, którą trzyma w dłoniach inne dziecko. Naciski ze strony rodzica nie przyniosą dobrych skutków, ponieważ dzieci potrzebują czasu i zaufania do nich, lekcji, jak rozwiązywać konflikty, a nie jak ich unikać.

[reklama id=”76088″]

3. Brak wytycznych

czego dziecko uczy się, kiedy rodzic prosi je o narysowanie śmiesznej miny, a nie mówi mu, że nie pozwala mu rysować po kanapie? Niemowlęta i małe dzieci potrzebują poznawać i rozumieć zasady panujące w domu, granice innych, a ostatecznie internalizować wartości. Odwrócenie uwagi eliminuje możliwość poznania i przyswojenia reguł.

4. Dziecko nie docenia roli świadomości

rozpraszanie dziecka oznacza, że rodzic albo opiekun prosi je, by zapomniało o tym, co robi i czuje i przełączyło się na nowe doświadczenie. Do czego ten brak świadomości ma je zachęcić? Małe dzieci potrafią skupić uwagę na danej czynności tylko przez krótki czas, a rodzic przerywając dane działanie skraca ten, i tak krótki, moment. Dzieci potrzebują przestrzeni do tego, by w pełni angażować się w dane działanie i wykonywać je świadomie. Potrzebują prostych komunikatów, pytań, odpowiedzi. Świadomość i uwaga są niezbędnym elementem nauki procentującej w przyszłości.

5. Szacunek

odwracanie uwagi to oszustwo w białych rękawiczkach. To oznaka, że rodzic bądź opiekun nie docenia inteligencji dziecka – jego zdolności do uczenia się i rozumienia. Małe dzieci zasługują na taki sam szacunek, jaki dorosły daje drugiemu dorosłemu.
Warto zadać sobie pytanie: czy można odwrócić uwagę dorosłego będącego zaangażowanym w kłótnię i skierować jego uwagę np. na mycie podłogi? Więc dlaczego właśnie tak postępujemy w przypadku dzieci? Dziecku można zaufać, ono wie, w co inwestować swoją emocjonalną energię. Rolą rodzica jest zapewnić mu bezpieczeństwo i wsparcie w przeżywaniu trudnych emocji.
Źródło: janetlansbury.com

Kategorie
olini

11 niesamowitych właściwości oleju z czarnuszki

Z czego składa się olej z czarnuszki:

  • w 85 proc. z kwasów tłuszczowych (m.in. kwasu linolowego, alfa-linolenowego, eikozadienowego, palmitynowego, mirystynowego),
  • fosfolipidów i fitosteroli,
  • cennych flawonoidów i saponin,
  • białka (dostarcza ośmiu z dziewięciu niezbędnych aminokwasów) i węglowodanów,
  • alkaloidów (m.in. nigelliny, nigellaminy, nigellidyny, nigellicyny – rzadkich w świecie roślin),
  • olejku eterycznego zawierającego m.in. tymochinon, limonen, karwakrol, karwon,
  • witamin: A, E, F, B1, B3, B6, biotyny,
  • minerałów (m.in. cynku, selenu, magnezu, wapnia, żelaza, sodu, potasu).

Dlaczego ten skład jest tak ważny?

1. Buduje odporność

Badacze z Florydy dwa razy dziennie podawali czarnuszkę grupie uczestników badania. Po czterech tygodniach u większości odnotowano wzrost liczby komórek odpornościowych nawet o 72 proc. oraz większą aktywność układu immunologicznego. By wzmocnić swoją odporność, łatwiej i szybciej radzić sobie z infekcjami i znacznie delikatniej je przechodzić, wystarczy spożywać olej z czarnuszki raz dziennie. Olej z czarnuszki jest szczególnie chętnie wybierany przez rodziców, chcących w naturalny sposób wzmocnić odporność maluchów i przygotować je do sezonu chorobowego lub rozpoczęcia przygody ze żłobkiem lub przedszkolem.

Przeczytaj także: Miód i czarnuszka wzmocnią odporność przedszkolaka

2. Działa jak środek przeciwalergiczny

Za działanie przeciwalergiczne odpowiada tymochinon zawarty w oleju z czarnuszki, czyli substancja, która blokuje wytwarzanie histaminy (białka odpowiedzialnego za reakcje alergiczne). Dzięki tymochinonowi układ odpornościowy reaguje mniej agresywnie na wszelkie alergeny, które pojawiają się w naszym otoczeniu. Można go używać zewnętrznie – zastępując nim maści antyhistaminowe lub wewnętrznie.

W kilku badaniach wykazano, że już po 15 dniach stosowania oleju z czarnuszki u badanych zmniejszył się nieżyt nosa, swędzenie oraz ataki kichania.

[reklama id=”49097″]

3. Leczy AZS

Badania kliniczne potwierdzają, że olej z czarnuszki może być tak samo skuteczny, jak niektóre powszechnie stosowane leki na atopowe zapalenie skóry (AZS). Wszystko dzięki właściwościom zmiękczającym i odżywiającym skórę. Produkt jest bowiem bogaty w dobre tłuszcze, w tym nienasycone kwasy tłuszczowe, które stanowią 85 proc. jego składu. Wystarczy stosować go dwa razy dziennie zewnętrznie (wmasowując w skórę), by uzyskać efekt tożsamy z tym, jaki przynoszą maści sterydowe. Z tą różnicą, że olej nie powoduje skutków ubocznych.

Olej z czarnuszki regularne stosowany na zmiany spowodowane AZS zmniejsza świąd i uczucie napięcia skóry. Oprócz tego odżywia, zmiękcza i nawilża skórę, niwelując dyskomfort związany z suchością powietrza i zmianami temperatur.
Fińscy badacze z Uniwersytetu w Turku ustalili ponadto, że regularne stosowanie oleju to skutecznie powstrzymuje objawy AZS we wczesnym etapie życia.

4. Pomaga na astmę

Z badań przeprowadzonych z udziałem oleju z czarnuszki wynika, że po kilku tygodniach regularnego stosowania u 80 proc. badanych poprawiła się wydolność płuc, ustąpił świszczący oddech. Szczególnie pozytywne efekty uzyskano w przypadku stosowania oleju z czarnuszki u dzieci.

5. Wspiera w stanach depresji

Badania potwierdzają, że olej z czarnuszki działa jak adaptogen, zwiększając naszą odporność na stres, przeciwdziałając stanom lękowym i depresyjnym oraz poprawiając ogólne samopoczucie. Olej z czarnuszki działa też sedatywnie (uspokajająco).

6. Działa antybakteryjnie

Zdaniem naukowców działanie antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybiczne to zasługa tymochinonu. Podanie czarnuszki w ciągu 3–10-dniowej kuracji powodowało zahamowanie wzrostu patogenów, w tym również Candida albicans.

7. Regeneruje układ pokarmowy

Naukowcy potwierdzili, że czarnuszka chroni błonę śluzową żołądka, zmniejsza wydzielanie kwasu żołądkowego, zwiększa produkcję śluzu i działa regenerująco na wątrobę i trzustkę.

8. Świetnie działa na skórę

Olej z czarnuszki działając przeciwzapalnie i antybakteryjnie, łagodzi objawy trądziku, łuszczycy, grzybicy, wysypek oraz alergii skórnych. Dzięki zawartym w oleju cennym nienasyconym kwasom tłuszczowym nawilża i odżywia skórę. Jego regularne stosowanie na skórę warto uzupełnić o przyjmowanie oleju również wewnętrznie. Taka kuracja już po kilku tygodniach poprawi stan nie tylko skóry, ale też włosów i paznokci.

9. Wspiera w walce z pasożytami

Badania pokazały, że olej z czarnuszki ma działanie przeciwtasiemcowe u dzieci chorujących na tasiemczycę. Czarnuszkowa kuracja wykazała też dużą skuteczność w przypadku zakażeń przywrą. Pod tym kątem olej z czarnuszki działał nawet skuteczniej od oleju czosnkowego. A do tego kuracja olejem z czarnuszki nie powoduje żadnych skutków ubocznych.

Przeczytaj także: Oleje z pestek dyni i czarnuszki chronią przed pasożytami

10. Obniża poziom cukru we krwi

Udowodniono, że regularne stosowanie oleju z czarnuszki u osób chorych na cukrzycę, obniża poziom cukru we krwi i poprawia poziom cholesterolu. U osób cierpiących na insulinooporność, które przez 6 tygodni codziennie spożywały ten olej, obniżeniu uległ poziom porannej glikemii, a także obniżył się cholesterol całkowity.

11. Obniża ciśnienie

W badaniu przeprowadzonym na pacjentach chorujących na nadciśnienie po dwóch miesiącach spożywania oleju z czarnuszki odnotowano spadek ciśnienia skurczowego i rozkurczowego.

W jakich ilościach podawać olej z czarnuszki?

Olej z czarnuszki może być podawany już dzieciom, które skończyły roczek. Najlepiej wymieszać go z miodem lub świeżym sokiem owocowym i spożywać zarówno na czczo, jak i z posiłkiem albo wieczorem przed snem.

Zalecane porcje:

  • powyżej 12 miesięcy – 1/4 łyżeczki dziennie
  • 2-4 lata – 1/2 łyżeczki dziennie
  • powyżej 5 lat – 1 łyżeczka dziennie
  • dorośli – 1 łyżka dziennie

Jaki olej kupować

Wybierając olej z czarnuszki, zwróć uwagę na to, by był:

  • maksymalnie świeży,
  • tłoczony na zimno (w temperaturze do 40 stopni),
  • nierafinowany, niefiltrowany i nieoczyszczony,
  • zamknięty w ciemnej butelce chroniącej przed światłem słonecznym
  • przechowywany w temperaturze lodówkowej.

Źródła badań:

Polecamy naturalny olej z czarnuszki (tłoczony na zamówienie) z Rodzinnej olejarni Olini.pl