Kategorie
karmienie piersią

Nie jesteś lepszą matką. Nie jesteś gorszą matką!

„Jak wykazały badania przeprowadzone w 2014 roku, sposób, w jaki jesteśmy karmieni, oraz to, jak się sami odżywiamy, wpływa nie tylko na nas, ale także na nasze dzieci i ich potomstwo do piątego pokolenia. Jest to fakt związany z przekazywaniem informacji genetycznych zapisanych w maleńkich cząsteczkach – mikroRNA” (1)

Karmienie piersią jest ważne i rzeczywiście robi różnicę nie tylko naszym dzieciom, ale też wnukom i prawnukom. To optymalny sposób żywienia potomstwa, dzięki któremu przetrwała ludzkość. Jest jednym z atrybutów macierzyństwa i niezwykłym narzędziem, które pozwala kobiecie zaspokajać wszystkie potrzeby dziecka jedną prostą czynnością.

Laktoterroryzm – a co to takiego?

Mówienie o faktach dotyczących karmienia naturalnego bardzo często nazywane jest laktoterroryzmem. Nikt tak naprawde do końca nie zdefiniował tego pojęcia, jednak funkcjonuje ono w społeczności rodziców. Jeśli spróbujemy je zdefiniować, od razu zauważymy, że dla każdego oznacza co innego. Z jednej strony używane jest, by opisać propagowanie karmienia piersią wśród kobiet zaraz po porodzie, z drugiej pada przy każdej wzmiance o pozytywnych aspektach kobiecego mleka. Jedno jest pewne – poczucie „terroryzmu laktacyjnego” jest silnie związane z emocjami matek, które z różnych powodów piersią nie karmią. I, jak często wspominają, czują się oceniane i zmuszane do karmienia, co budzi ich opór i niechęć.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

seria rodzicielska

Cesarskie cięciu i poród po cięciu cesarskim

35 PLN

Z tą książką przygotujesz się do porodu przez cesarskie cięcie. Krok po kroku, praktycznie, prosto z życia i doświadczenia.

Tymczasem, posługiwanie się pojęciem laktoterroryzmu w społeczeństwie, w którym po 6 m-cu życia dziecka piersią karmi jedynie 14% kobiet, jest jednak dużym nieporozumieniem. Wciąż pokutuje niska świadomość tego, że karmienie mlekiem modyfikowanym i karmienie piersią nie są wymienne, a jedno po prostu nie zastąpi drugiego.

Natuli dzieci są ważne to magazyn dla rodziców online, wydawnictwo oraz księgarnia.

Czy każda kobieta powinna karmić piersią?

W idealnym świecie wszystkie matki rodzą, karmią i wychowują swoje dzieci optymalnie. Jednak nie żyjemy w utopii. Na ludzkie wybory wpływa mnóstwo czynników. Doświadczenie, przeżycia, przekonania, wiedza, wsparcie i wiele innych. Kobiety, które decydują się na karmienie sztucznym mlekiem, często nie widzą po prostu innego wyboru. Wśród nich wiele jest takich, które walczyły o karmienie, ale po prostu w którymś momencie się poddały. I było to ich święte prawo. Każda z matek ma swój cel, swoją drogę i żadna podjęta decyzja nie czyni z kobiety matki idealnej. Jednocześnie podawanie faktów na temat dobroczynnego działania karmienia piersią nie jest atakiem na mamy karmiące mlekiem modyfikowanym, ani oceną ich wyborów.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Rozwój seksualny dzieci
31 PLN

Zamiast wychowania
31 PLN
Jak zrozumieć małe dziecko
31 PLN

Internet aż kipi od dyskusji pomiędzy kobietami o byciu lepszą i gorsza matką. Jedna strona praktycznie nigdy nie jest w stanie przekonać drugiej, kobiety są do siebie nastawione wrogo i ostro się oceniają. Matki karmiące piersią często nazywane są laktoterrorystkami, którym mleko zalało mózg, a matki karmiące mlekiem modyfikowanym – leniwymi i niedouczonymi. W grupie kobiet, która powinna się wspierać i budować wspólnotę, dochodzi do antagonizmów, obraz i internetowych wojen. W tym wszystkim zacierają się granice szacunku, a ilość nadinterpretacji jest naprawde zaskakująca.

Dyskutując zawzięcie, interlokutorki zapominają, że wybór, jakiego dokonuje człowiek, nie świadczy o tym, jakim jest rodzicem. A także o tym, że podanie faktów nie jest oceną człowieka. To, że ktoś dokonuje innego wyboru, nie oznacza, że ten wybór jest lepszy lub gorszy. Jest po prostu inny. Każda matka, każde dziecko, każda rodzina podąża swoją ścieżką, ma prawo do własnych decyzji i popełniania błędów.

Żaden wybór nie przesądza o byciu lepszą lub gorszą matką!

Tak naprawdę najostrzejszym sędzią kobiety jest ona sama. Od momentu, w którym dziecko zaczyna rosnąć pod jej sercem, będzie dokonywać wyborów i analizować, czy mogła zdecydować lepiej. Będzie uderzać w swoją samoocenę, często brak pewności siebie i niepewność wyboru maskując butnym udowadnianiem swoich racji. I dlatego warto powiedzieć to głośno – żaden z wyborów nie czyni z kobiety lepszej lub gorszej matki! Bo każda matka jest najlepszą matką dla swojego dziecka. W dzisiejszym świecie, w którym brakuje wiosek i plemion do wspólnego zajmowania się potomstwem, to, czego najbardziej potrzeba kobiecie, to zrozumienie, wsparcie i obecność innych kobiet. I nie ma znaczenia, jakich dokonują wyborów. Nie ma też potrzeby przekonywać kogokolwiek do swoich racji. Przyjmując się takimi, jakie są, z wyborami, jakich dokonują, kobiety mają moc, by zmienić świat.

W relacji z drugim człowiekiem nie mamy prawa nikomu mówić, co powinien, a czego nie powinien robić. Ważne, by kobieta dokonywała wyborów, które są dobre dla jej rodziny. Jednak by mogła tego dokonać świadomie, powinna posiadać wiedzę, która da jej pełen obraz konsekwencji podjętej decyzji. By decyzja nie niosła za sobą wyrzutów sumienia, a także by nie odbierała kobiecie pewności siebie w nowej roli. Bo żaden wybór nie determinuje bycia lepszą czy gorszą matką. Człowiek jest najlepszy, jaki może być w danym momencie swojego życia.

Źródło:

(1) Karmienie piersią, Magda Karpienia, Wydawnictwo Natuli

Kategorie
karmienie piersią

Jak mądrze wspierać mamy karmiące piersią?

Z rozmów z kobietami wynika, że zazwyczaj brakuje im wsparcia. Takiego prawdziwego, empatycznego wsparcia, które przekazuje wiedzę, ale też daje wolność. Które wbrew pozorom nie jest motywowaniem kobiety, by karmiła jak najdłużej, i nie jest “terrorem laktacyjnym”.

Właściwe pojmowanie wsparcie to klucz do sukcesu w pomaganiu mamom. Tylko w sytuacji, kiedy rzeczywiście chcemy pomóc drugiej kobiecie, kiedy chcemy ją zrozumieć, nasze działanie jest w stanie przynieść pozytywne efekty.

Czym jest wsparcie?

  • To pomoc w wyznaczeniu celów i w ich osiągnięciu.
  • To zrozumienie, czego konkretna kobieta chce.
  • To dawanie kobiecie prawa do karmienia zgodnie z jej własnym pomysłem, bez względu na to, czy to będzie 3 tygodnie czy 3 lata.
  • To NIE JEST realizacja naszych celów przez kogoś. Może chcesz, żeby wszystkie dzieci były karmione do samoodstawienia. A może ważne jest dla ciebie, żeby dzieci nigdy nie używały smoczka. Może twoim rodzicielskim pomysłem jest, by dziecko spało z tobą, aż samo z tego wyrośnie, albo żeby wszystkie dzieci mogły mieć dietę rozszerzaną metodą BLW. Choć jest to słuszne i z pożytkiem dla dzieci i ich rodzin, to jednak wspierając musimy zrezygnować z przekonania, że każdy powinien iść jedyną słuszną, wybraną przez nas drogą.

Naszym zadaniem jest: przekazywanie wiedzy, rozwiewanie wątpliwości i… akceptacja tego, że ktoś może po prostu chcieć lub zdecydować inaczej, niż my byśmy to zrobili.

[reklama id=”67238″]

Wsparcie profesjonalne i wsparcie przyjazne

W trakcie realnych medycznych problemów z karmieniem piersią niezbędna jest pomoc specjalisty. Gdy np.: dziecko nie rośnie, nie załatwia potrzeb fizjologicznych, pojawia się nieustający ból przy karmieniu czy duży niepokój dziecka, warto sięgnąć po pomoc osoby do tego wykwalifikowanej. Jednak w zwykłych codziennych zmaganiach karmiącej mamy niezwykle cenna jest po prostu obecność innej doświadczonej kobiety. Dlaczego?

Świadomość, że ona też doświadczyła trudności, zmęczenia, czasem zniechęcenia, wahań emocji i tego wszystkiego, z czym wiążą się początki macierzyństwa, jest ważne dla początkującej mamy i jest dowodem na to, że się da.
W przypadku “zwykłej codzienności” nie ma szczególnie znaczenia, czy masz tytuły, kursy i certyfikaty, bo byłaś w tym miejscu, w którym jest młoda mama, lub znasz to z doświadczenia pracy z mamami. Wiesz, że ona w głębi serca umie rozpoznać, co jest dobre dla jej dziecka i jej rodziny. Potrzebuje jednak innej kobiety, by jej wysłuchała, by pomogła jej określić, czego potrzebuje, i w miarę możliwości i wiedzy, by pomogła jej to osiągnąć.

Jak wspierać?

Zazwyczaj nie znamy prawdziwych, głębokich powodów, którymi kierują się konkretne kobiety, i być może nigdy ich nie poznamy. Warto pamiętać, że ludzkie decyzje są sumą życiowych doświadczeń i nie do nas należy ich ocenianie.

Uprzedzenia

Chcąc nieść wsparcie innym kobietom, przede wszystkim trzeba uporać się z własnymi uprzedzeniami. Pomocne przy tym jest empatyczne słuchanie, zadawanie pytań, które pomogą nam zrozumieć, czego potrzebuje dana kobieta, i zwykła otwartość na drugą osobę.

Granice

Warto umieć znaleźć własną granicę, poza którą nie umiemy już zrezygnować ze swoich przekonań, więc nie będziemy w stanie wesprzeć tej konkretnej kobiety w jej konkretnej sytuacji. Nie ma w tym nic złego.

Cele

Warto też pamiętać o tym, że cele mogą się zmieniać w trakcie trwania karmienia piersią, np.: kobieta, która do tej pory chciała karmić maksymalnie pół roku, może po upływie tego czasu chcieć kontynuować mleczną drogę i powoli dojrzewać do kolejnych etapów i kolejnych celów. Wspierając kobietę, bądźmy z nią tu i teraz, bez nadmiernego wybiegania w przyszłość.

„Królowa Matka”

Jedną z ważniejszych rzeczy, którą można uświadomić młodej mamie, jest fakt, że teraz jest „Królową Matką”. Jej głównym zadaniem obok nawiązywania więzi z dzieckiem jest przyjmowanie honorów, udzielanie audiencji i wydawanie poleceń. Po prostu nie musi dbać o wszystko, a dobrze zorganizowany człowiek to nie ten, co robi wszystko sam, ale ten, co potrafi rozdzielać zadania na innych.

Pomoc

Dobrze jest zachęcać kobietę do proszenia o pomoc i do zadbania o siebie. Proszenie o pomoc nie jest skutkiem porażki, a dbanie o siebie nie jest egoizmem – to ważne słowa, które powinna usłyszeć każda mama, każda kobieta.

Emocje

Wspierając kobiety, warto rozmawiać z nimi na poziomie emocji. Słuchać z uwagą i zaangażowaniem. To da przestrzeń, by kobieta nie czuła przymusu naśladowania osoby, która ją wspiera, ale by samodzielnie podejmowała decyzje odnośnie do swojego dziecka.

Empatia

Będąc profesjonalistą, nie wolno zapominać, że jest się też po prostu kobietą, która rozumie drugą kobietę. I że to matka jest ekspertką od własnego dziecka, nawet jeśli specjalista ma dużo większą wiedzę. Należy okazywać młodej mamie szacunek, empatię i słuchać jej. Słuchać, żeby rzeczywiście usłyszeć, a nie tylko po to, by natychmiast odpowiedzieć.

Zauważanie i docenianie ojca

Osobą, która ma nieoceniony wpływ na powodzenie karmienia piersią, jest… ojciec. To od jego postawy zależy, czy mleczna droga będzie dobrą przygodą, czy oprócz codziennych, zwykłych zmagań będzie też zmaganie się z trudnościami w relacji. Dlatego istotnym elementem wsparcia kobiety karmiącej jest pokazanie ojcu dziecka, jak niezmiernie ważną rolę pełni.

Nie zawsze będzie taka możliwość, ale jeśli zdarzy się okazja, by porozmawiać z ojcem dziecka, warto powiedzieć mu:

  • o ramionach, którymi może otaczać rodzinę (dosłownie i przenośni), tworząc bezpieczną przestrzeń dla mamy i dziecka;
  • o pomysłach na bliskość z dzieckiem poza karmieniem piersią;
  • o tym, dlaczego dziecko chce głównie do mamy i że nie jest to sygnał odrzucania jego jako ojca;
  • o dobrych lekturach (np. : „Karmienie piersią”, „Polityka karmienia piersią”) i źródłach, w których może weryfikować usłyszane informacje;
  • o tym, jak może pomóc swojej żonie. Przewijanie dziecka w nocy, zostawienie żonie posiłków, które ta może jeść jedną ręką, i kawy/herbaty w termosie, by miała szansę napić się ciepłego napoju, przejęcie opieki nad maluchem po powrocie z pracy to tylko niektóre z pomysłów, które można podsunąć.

Mężczyzna poczuje się niezwykle doceniony (a tego mu przecież trzeba), kiedy uświadomi sobie, że powodzenie karmienia piersią w dużym stopniu zależy od jego wsparcia.

[reklama id=”72159″]

Szanowanie siebie

Wspieranie innych ludzi może być trudne dla naszych własnych emocji. Za każdym razem chciałoby się jak najlepiej i często trudno jest przyjąć, że ktoś wybiera inaczej. Akceptacja tego, że kobieta chce odstawić od piersi kilkunastotygodniowe dziecko albo nie ma siły walczyć dalej i się poddaje, może być nie lada wyzwaniem. Jak sobie z tym poradzić?

Jedna z ważniejszych prawd, o której warto pamiętać, jest taka, że nie zbawimy każdej mlecznej drogi. Każda para mama–dziecko ma własną drogę i nie od nas zależy jej powodzenie. Świadomość, że nie jest się osobiście odpowiedzialnym za porażkę czy sukces innej osoby, daje dużą wewnętrzną wolność. Jeśli wspierana mama wyjdzie z trudności, to jest to jej własny sukces, a nie nasza zasługa. Nieosiągnięcie obranego celu nie jest też niczyją porażką.

By się nie wypalić i zachować właściwe proporcje i higienę umysłu, dobrze jest znaleźć taką przestrzeń, w której jesteśmy same dla siebie i gdzie nie otaczają nas problemy innych ludzi.
Kiedy czujesz, że masz dość, że już nie dajesz rady, że tych problemów jest za dużo, po prostu… przestań. Przestań pomagać innym w odnajdywaniu ich własnej drogi. Zrób sobie przerwę, skup się na odpowiadaniu na własne potrzeby i potrzeby twojej rodziny. Człowiek nie jest w stanie dać od siebie nic, jeśli jego „szklaneczka empatii” jest pusta.

Wspieranie innych karmiących kobiet może być piękną przygodą, która zbuduje w nich pewność siebie, wiarę we własny instynkt i kompetencje. Która uczyni je matkami świadomymi własnej macierzyńskiej drogi. Podejmując się roli wsparcia, warto robić to dobrze.

Bywa, że rutyna pozbawia nas uważności na partnera, że pojawienie się dzieci absorbuje całą naszą uwagę i energię, że zmęczenie góruje nad zrozumieniem i życzliwością. Co to? a to to

Czym jest Natuli?

Kategorie
niemowlę

Zasypianie bez przemocy (#STOP trenowaniu dzieci)

Noszenie i kołysanie

Już od życia płodowego nasze dziecko przyzwyczajone jest do usypiania w trakcie kołysania. Kiedy kobieta nosi dziecko pod sercem, to właśnie w trakcie jej ruchu i kołysania bioder malec spokojnie śpi, w chwili gdy usiądzie lub się położy, maluch zaczyna szaleństwo ruchów. Z tego powodu dla dziecka usypianie w trakcie kołysania jest całkowicie naturalne. Dodatkowo kołysanie stymuluje mózg do rozwoju i pomaga zapanować nad trudną sztuką równowagi, co będzie bardzo ważne przy nauce raczkowania i chodzenia. Kołysanie u wielu maluchów jest podświadomie kojarzone ze snem i gdy są huśtane, zazwyczaj w ciągu kilkunastu minut spokojnie zasypiają. Kołysanie musi być łagodne i raczej na boki niż w kierunku góra–dół, co związane jest z delikatną strukturą mózgu małego człowieka.
Naturalnym rodzicielskim odruchem jest kołysanie malucha w ramionach, a kołysanie w wózku, kołysce czy hamaku jest tego drobną imitacją. By ułatwić sobie tę formę usypiania dziecka, warto zaopatrzyć się w chustę lub nosidło ergonomiczne (dla starszego, siedzącego dziecka). Przytulone do rodzica, otulone chustą dziecko czuje się bezpiecznie, a delikatny ruch i kołysanie ułatwiają mu zapadnięcie w sen w najróżniejszych miejscach i okolicznościach.

Zasypianie przy piersi

Zasypianie przy piersi dziecka karmionego mlekiem matki jest najbardziej naturalnym i prawidłowym sposobem usypiania. I nie ma znaczenia, czy dziecko ma 2 tygodnie, czy 2 lata – zasypianie przy piersi jest dla niego właściwe. Ssanie rozluźnia, a białka z mleka mamy działają usypiająco. Bliskość rodzica zapewnia poczucie bezpieczeństwa, a mleko napełnia brzuszek. Najedzone, zrelaksowane, bezpieczne dziecko łatwo i spokojnie zasypia.
Przeczytaj: Zasypianie dziecka przy piersi jest ok!
Wbrew obiegowej opinii zasypianie przy piersi nie uczy złych nawyków i nie szkodzi zębom. Mleko mamy zawiera składniki chroniące przed próchnicą, a mechanizm ssania uniemożliwia mityczne oklejanie zębów przez mleko. Jest biologicznie właściwym, by młody ssak zasypiał przy dorosłym, by nie był sam. Tak zostaliśmy stworzeni. Człowiek jest jedynym ssakiem, który wyrzuca swoje młode z gniazda, zanim ono samo do tej separacji dojrzeje. Jeśli pozwolimy dziecku żyć własnym rytmem i tempem i zasypiać przy piersi tak długo, jak tego potrzebuje, przychodzi czas, kiedy malec z tego po prostu wyrasta. Ponieważ jego skojarzenia z usypianiem są dobre, nie ma problemu ze zmianą tego sposobu, kiedy już nie karmimy go piersią.

Uśpić to jedno, a odłożyć drugie…

Odłożenie śpiącego malucha uśpionego przy piersi lub w chuście może być trudne. Przytulone i czujące zapach opiekuna dziecko może wybudzić się, kiedy wkładamy je do chłodnego łóżeczka. Dla niego naturalnym i oczywistym jest spanie w bliskości opiekuna, a odkładanie go gdzieś jest sygnałem, że nie jest bezpieczne. Dziecko zaczyna być czujne, spać płytko, by wyczuć ewentualne zagrożenie. Te najmniejsze nie mają świadomości, że są bezpieczne w swoich łóżeczkach. Dobrze czują się tylko wtedy, gdy są blisko rodzica – tak dyktuje im organizm i ich naturalne uwarunkowania. Jest jednak kilka sposobów na to, by dziecko spało dłużej i spokojniej.

Co może pomóc dziecku czuć się komfortowo?

  • Usypianie przy piersi w dużym, rodzinnym łóżku i zostawienie tam malca. Łóżko pachnie rodzicami, a możliwość pozostawienia dziecka tam, gdzie zasnęło, eliminuje trudność związaną z przenoszeniem malucha.
  • Ogrzanie łóżeczka termoforem, by było ciepłe, kiedy położy się tam dziecko.
  • Odkładanie malucha otulonego chustą, którą był przywiązany w pierwszej – głębokiej – fazie snu.
  • Położenie koło dziecka np. swojej koszulki, by czuło zapach opiekuna. Podobnie jest z odkładaniem dziecka owiniętego chustą, którą było przywiązane – materiał przeniknięty jest zapachem mamy lub taty, co zapewnia dziecku poczucie bezpieczeństwa.
  • Włączenie tzw. białego szumu (np. nagrany dźwięk suszarki), który imituje odgłos wód płodowych i zapewnia poczucie bezpieczeństwa.
  • Opatulenie, spowijanie dziecka, by czuło się ciasno, jak w brzuchu mamy.
  • Usypianie malca w specjalnych hamakach. Hamak łączy ze sobą korzyści z kołysania i opatulenia, a dodatkowo malec przyjmuje w nim fizjologiczną pozycję kręgosłupa wygiętego w literę C. Podobnie jak w trakcie usypiania na rękach, kręgosłup dziecka jest prawidłowo zakrzywiony. Odłożenie malucha do łóżeczka powoduje wyprostowanie kręgosłupa, co może sprawiać dyskomfort.
  • Odkładanie dziecka do ogrzanego łóżeczka na brzuszek, w pozycji żabki, dzięki której nie nastąpi nienaturalny przeprost kręgosłupa.

Starszaki

Starsze dzieci dojrzewają do tego, by nie zasypiać przy piersi lub przy noszeniu, lecz nadal mogą potrzebować bliskości rodzica. Głaskanie po plecach, trzymanie za rękę, bajka na dobranoc, ukochana przytulanka, kołysanka – to wszystko są zupełnie naturalne i właściwe potrzeby kilkulatka. Naprawdę przyjdzie taki moment, kiedy dziecko powie nam, że jest już za duże na buziaka na dobranoc, a póki potrzebuje bliskości rodzica do zaśnięcia, warto zadbać o jej zapewnienie. Tych kilka lat jest tylko maleńkim fragmentem w skali jego całego życia i ze wszystkiego, co możemy dziecku wtedy dać, najlepsza i najważniejsza jest bliskość. Badania wykazują, że spanie z rodzicem lub w jego bliskości do końca 5 roku życia jest dla dziecka optymalne. Kiedy organizm dojrzewa, kiedy wykształca się w nim umiejętność samoczynnego obniżania poziomu hormonu stresu (kortyzolu) w mózgu, dzieci przestają spać z rodzicami i przestają ich potrzebować do zasypiania.

Dobry klimat

Każdy człowiek do spokojnego zaśnięcia potrzebuje spełnienia kilku warunków. Przyjazne, spokojne otoczenie, wywietrzone pomieszczenie, brak nadmiernie stymulujących bodźców – to te oczywiste. Z mniej oczywistych jest też poczucie bezpieczeństwa, uspokojone myśli i odpowiednia produkcja melatoniny. Trudno jest zasnąć, kiedy nasze myśli wciąż gdzieś biegną, kiedy się boimy, kiedy zjada nas stres. Migające monitory i niebieskie światło ekranu zaburzają produkcję melatoniny odpowiadającej za spokojne zasypianie. W zaśnięciu często pomaga ten sam, w miarę stały rytuał. Wieczorna kąpiel, spokojna lektura, zbliżona pora snu – to wszystko sprawia, że ludzki organizm przestawia się w tryb „odpoczynek”, jest mu łatwiej zasnąć, a sen jest głębszy i spokojniejszy.

Metoda Cry it out. Nie!

Nie inaczej jest z dzieckiem. By spokojnie przenieść się w objęcia Morfeusza, maluch potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, łagodnego uspokojenia, przyjaznego otoczenia. Potrzebuje wiedzieć, że jest kochany. Dlatego tak ważne jest, by unikać metody wypłakiwania dziecka. Powoduje ona szybki wyrzut do mózgu dużej ilości kortyzolu, który niszczy połączenia neuronowe. Dziecko czuje się porzucone, traci całkowicie poczucie bezpieczeństwa. Wypłakiwanie dziecka jest niewłaściwe z punktu widzenia biologii i niszczy więź między dzieckiem a rodzicami, będącą kluczowym czynnikiem rozwoju. Kortyzol hamuje również produkcję innych ważnych hormonów (w tym hormonu wzrostu), co jest oczywiście nieobojętne dla młodego, rozwijającego się organizmu.
Przeczytaj: Cry it out, czyli wypłacz się sam. Kilka powodów, dlaczego to nie jest dla nas

Co warto wiedzieć o fizjologii snu dziecka?

Małe dzieci budzą się w nocy. Nie chodzi tu tylko o niemowlęta, ale także o kilkulatki. I choć straszaki budzą się zdecydowanie rzadziej niż maluszki, to nadal jest zupełnie normalne w ich przypadku. Dlaczego?
Bo są dziećmi. Cykl ich snu jest zupełnie inny niż dorosłych. Dzieci częściej wchodzą w jego aktywną fazę, a faza snu głębokiego jest u nich płytsza niż u dorosłego – niemowlęta mniej więcej co godzinę wchodzą w płytki sen i jakikolwiek dyskomfort wtedy odczuwany może je obudzić. U starszych dzieci fazy te są dłuższe, jednak nadal krótsze niż rodziców. Dzieci budzą się, bo są głodne, spragnione, ponieważ rosną, a także dlatego, że się rozwijają. Budzą się, bo czują się samotne, ponieważ się boją lub coś je boli. Po prostu są tak uwarunkowane.
Małe dzieci potrzebują bliskości rodzica, by spokojnie i łagodnie zapaść w sen, co pozwoli im harmonijnie się rozwijać. Dla dobra dziecka, a także by wypracować dobre nawyki, które zaprocentują w przyszłości, ważnym jest, by zaspokoić tę naturalną dziecięcą potrzebę.
Foto: flikr.com/torbein

Kategorie
zdrowie

Kilka niezwykle ważnych faktów o odporności dziecka

Odporność w jelitach

Coraz więcej rodziców wie, jak kluczową sprawą dla odporności jest dieta. Głównie dlatego, że to ona ma znaczny wpływ na stan jelit, a to właśnie jelita odgrywają kluczową rolę w działaniu układu odpornościowego. Od ich stanu zależy, ile mikroelementów i witamin organizm wchłonie do krwioobiegu, jak bogata będzie flora mikrobiotyczna jelit, czy będą pojawiały się alergie. Dieta bogata w dobrej jakości jedzenie, w witaminy z warzyw i owoców, a także dokładne czytanie etykiet jest dla rodziców coraz bardziej oczywiste. Na każdym etapie życia dziecka mamy szansę wspierać jego odporność, zaczynając już… od poczęcia.

Ciąża

Dbanie o dietę przez kobietę w ciąży jest szczególnie ważne. Kobieta, która nosi w łonie dziecko, je dla dwojga, a dbając o swoją dietę, zapewnia sobie potrzebne witaminy i mikroelementy, na które w ciąży, jak wiadomo, jest dodatkowe zapotrzebowanie. Co więcej – już w 4 tygodniu ciąży powstają jelita dziecka, a w 6 pojawiają się ich pierwsze ruchy. W 12 tygodniu ciąży dziecko wytwarza pierwsze enzymy trawienne. Sposób, w jaki odżywia się w tym czasie mama, ma wpływ na jakość nabłonka, którym jelita dziecka są wyściełane.
Jedną z witamin, której człowiek nie jest w stanie na odpowiednim poziomie pozyskać z diety, jest witamina D, nazywana witaminą słońca. Syntezowana przez skórę pod wpływem promieni słonecznych zasadniczo wpływa na odporność człowieka. Ponieważ witamina ta jest magazynowana w organizmie, a następnie z mlekiem mamy przekazywana dziecku, ważne jest, by zadbać o jej poziom u kobiety w ciąży.

[reklama id=”66993″]

Poród

Poród naturalny jest najlepszym, co możemy dziecku dać m.in. w kwestii budowania odporności. To właśnie w trakcie porodu układ trawienny dziecka kolonizuje się dobrymi bakteriami, które wspomagają pracę jelit i całego układu odpornościowego. Dodatkowo jeśli ten poród jest porodem domowym, maluch od razu przeniesiony zostaje w środowisko „znajomych”, bezpiecznych bakterii. Jeśli jednak z jakichś powodów dziecko nie może urodzić się naturalnie, też są sposoby, by pomóc jego odporności. W takiej sytuacji ważne, by zaraz po porodzie kangurować dziecko na gołej skórze, by na jego własną skórę przeniosły się bakterie z ciała mamy lub taty. Dobrym zabiegiem jest też użycie gazy, którą kobieta przyłoży na chwilę do swoich dróg rodnych, a następnie na skórę dziecka, w ten sposób przenosząc na nie choć część bakterii, które są mu tak potrzebne.
Przeczytaj: Kontakt „skóra do skóry” zaraz po porodzie

Kąpiel

Maź, w której rodzi się dziecko, jest ochroną przed wpływem czynników środowiskowych daną mu przez naturę. Dodatkowo spełnia też funkcje wspomagające układ odpornościowy, chroniąc przed wirusami i bakteriami, dlatego tak ważne jest, by nie kąpać dziecka od razu po porodzie. Ta maź sama się złuszczy i wytrze, a noworodki naprawdę się nie brudzą poza kilkoma newralgicznymi strefami. Z tego powodu najlepiej wstrzymać się z pierwszą kąpielą nawet do dwóch tygodni po porodzie. Dziecko już nigdy nie będzie miało okazji być pokryte mazią płodową i dobrze jest mu tego nie odbierać.
Przeczytaj: Pierwsza kąpiel noworodka. Dlaczego warto ją odwlekać?

Karmienie piersią

Na temat karmienia piersią i jego wpływu na odporność dziecka napisano już kilometry publikacji. Mleko mamy jest niezastąpione w budowaniu odporności, nie tylko poprzez zbawienny wpływ na jelita, ale także dzięki przekazywaniu przeciwciał. To nie oznacza wcale, że mleko mamy to magiczny eliksir, dzięki któremu dzieci nie chorują. Chorują. Ale zazwyczaj choroby przechodzą łatwiej i szybciej. Jak wykazują ostatnie badania, jelita dziecka uszczelniają się przez pierwsze 3 lata życia i to właśnie w tym okresie karmienie piersią ma kluczowe znaczenie dla odporności.
Jeśli dziecko jest karmione mlekiem odciąganym z piersi, należy pamiętać, by w trakcie przygotowywania mleka nie dopuści do podgrzania go powyżej 60 stopni, a mieszając odciągnięte mleko w butelce, robić to ruchami kolistymi, a nie wstrząsać by nie przerywać długich łańcuchów tłuszczowych…

[reklama id=”67238″]

A jeśli nie karmisz piersią?

Wtedy warto zadbać o podawanie dziecku probiotyków. Niestety, te podawane w mleku modyfikowanym nie wystarczą. Przyczyna jest prosta – w mieszankach mlekozastępczych potrafią znajdować się pałeczki E. coli i salmonelli, bardzo ważnym jest, by przygotowywać je w temperaturze powyżej 74 stopni (nawet jeśli producent mleka napisze na opakowaniu, że może to być 37 stopni). Tak wysoka temperatura niestety skutecznie wybija bakterie pro- i prebiotyczne.

Temperatura otoczenia i ubioru

Rodzice najczęściej mają tendencje do przegrzewania dzieci, które to najlepiej czują się w temperaturze 19–22 stopni. Rozgrzane, suche powietrze wysusza śluzówki, a to ułatwia drobnoustrojom przenikanie do organizmu.
Przegrzewanie dotyczy także sposobu ubierania dzieci. Rodzicom czy babciom często wydaje się, że maluchy dość szybko marzną, więc ubierają je w dodatkowe warstwy. Dotykając zazwyczaj rączek i stóp, stwierdzają, że są zimne, i zakładają dziecku coś cieplejszego. Tymczasem zimne ręce lub stopy u malucha świadczą o niedojrzałym układzie krwionośnym, nie o tym, czy jest mu zimno. I choć przyjęło się uważać, że dziecko potrzebuje o jedną warstwę więcej niż dorosły, nie zawsze jest to prawdą. Dorośli mogą mieć rozregulowany ośrodek termoregulacji czy problemy z krążeniem, co powoduje, że ich odczucie temperatury może być zupełnie inne niż dziecka. Dobrze jest sprawdzać kark malucha, bo dzięki temu właśnie możemy stwierdzić, czy nie jest mu za gorąco lub za zimno. Jeśli kark jest bardzo ciepły lub spocony, to organizm wysyła jasną wskazówkę, że jest mu zdecydowanie za ciepło.
Starszy, biegający maluch z powodzeniem może być ubrany lżej niż dorosły, bo będąc w ciągłym ruchu, jest mocno rozgrzany. Przegrzewanie jest dla odporności dziecka zdecydowanie gorsze niż chwilowe wychłodzenie i niestety wpływa niekorzystnie na ośrodek termoregulacji, przez co przegrzewane dziecko szybciej i łatwiej się przeziębia.

Sen

Zdrowy sen to kolejny z filarów budowania odporności, także u dorosłych. I bez względu na to, czy to noworodek, niemowlę czy starsze dziecko, jakość snu jest tu jednym z kluczowych czynników chroniących organizm przed infekcjami. Kiedy dziecko żyje swoim naturalnym rytmem, może spać wtedy, kiedy jest zmęczone, i budzić się wtedy, kiedy jest wyspane, jego gospodarka hormonalna pracuje zupełnie inaczej, niż wtedy gdy wybudza się niespokojne lub musi zrywać się na dźwięk budzika. I nie chodzi o to, że niemowlę ma przesypiać całe noce. Doskonale wiemy, że nocne pobudki dziecka to czysta fizjologia. Ale wiemy też, że kiedy dziecko śpi w bliskości rodzica, jego sen jest lepszy, trwa dłużej i jest spokojniejszy. Nie chodzi także o to, że starsze dziecko ma porzucić przedszkole czy szkołę, by nie budzić się z dzwonkiem budzika. Jednak jeśli zadbamy o odpowiednio wczesne pójście do łóżka, a dookoła zasypiania i snu stworzymy bezpieczny rytuał, to sen dziecka będzie wystarczająco długi i głęboki, by wesprzeć jego organizm.

Ruch

Obok snu aktywność ruchowa to gwarancja dobrej odporności. Bez względu na pogodę warto dać dziecku szansę na swobodną zabawę na świeżym powietrzu. Czy to będzie tarzanie się w śniegu, czy skakanie w kałużach, taniec w deszczu czy bieganie w pełnym słońcu – każda z tych czynności wspiera organizm w walce z chorobami, hartuje go i buduje dziecięcą odporność. Ruch pobudza układ immunologiczny do produkcji białych ciałek krwi, a także zwiększa zdolność do produkcji limfocytów.

Śmiech

Choć to jeden z tych filarów, które rzadko bierzemy pod uwagę, jego wpływ jest nie do przecenienia. Śmiech powoduje dotlenienie mózgu, a ten produkuje endorfiny, mające działanie przeciwzapalne. Zwiększa także produkcję limfocytów T, które niszczą wirusy. Jednocześnie śmiech hamuje wydzielanie adrenaliny i kortyzolu (hormonu stresu), które osłabiają odporność.

Brud

Mimo iż rodzicom często wydaje się, że dziecku potrzebne są sterylne warunki, by rosnąć w zdrowiu, jest to dalekie od prawdy. Ono potrzebuje się brudzić i spotykać się z patogenami, by jego układ odpornościowy mógł się rozwijać i ćwiczyć w walce. Potrzebuje zabaw w błocie, grzebania w ziemi, potrzebuje nawet brać do buzi nie zawsze czyste zabawki, by jego układ odpornościowy, wspierany wszystkimi innymi czynnikami, mógł uczyć się, jak sobie radzić w takich sytuacjach.
Przeczytaj: 7 powodów, dla których warto pozwolić dziecku się pobrudzić

Brak stresu

Dziecko, które jest kochane, które doświadcza bliskości, którego potrzeby brane są pod uwagę, które czuje się rozumiane, przeżywa zdecydowanie mniej stresów. A to właśnie kortyzol, czyli hormon stresu, jest tym, co najbardziej tę odporność niszczy. Dając dziecku prawo do bycia sobą, dając mu bliskość, miłość, wspólny czas i radość, dając mu możliwość swobodnej zabawy, w sposób szczególny inwestujemy w jego dobre zdrowie.

Kategorie
karmienie piersią

Skąd się biorą trudności w karmieniu piersią? Fragment książki „Karmienie piersią”

Skąd się biorą trudności w karmieniu piersią?

Chciałoby się napisać, że karmienie piersią to jedna z najprostszych macierzyńskich czynności. I generalnie tak jest. To zdolność, którą kobiety otrzymały od natury, dzięki czemu mają wszelkie predyspozycje, by produkować mleko i wykarmić piersią swoje dziecko. Co więcej – przy podjęciu odpowiednich działań nawet matki adopcyjne są w stanie karmić piersią. Jest to zwykła, naturalna czynność, do której potrzeba tylko piersi i dziecka.

Medykalizacja

Statystyki pokazują, że im dalej od cywilizacji, tym karmienie naturalne jest powszechniejsze i rodzi mniej problemów. Niestety w miarę wkraczania rozwoju cywilizacyjnego w kolejne dziedziny naszego życia karmienie piersią staje się dla kobiet coraz bardziej skomplikowane. Postęp technologiczny – a przede wszystkim medykalizacja ciąży i porodu, do jakiej doszło w ostatnich stu latach – odebrał matkom pewność siebie i swojego ciała. Okazało się, że zaufanie do technologii, urządzeń i instytucji w rezultacie utrudnia proces naturalnego karmienia. Postęp przyniósł światu tabele, aplikacje i wyliczenia – ile czasu dziecko powinno jeść, ile spać, jak często załatwiać potrzeby fizjologiczne. I choć te innowacje bywają pomocne, często jednak zbyt mocno ingerują w naturalny rytm dziecka. Zapomina się, że pojęcie normy jest bardzo szerokie i że nie każdy maluch rozwija się tak samo, wpasowując się idealnie w jej środek.

W obecnych czasach w krajach cywilizacji zachodniej około 80% kobiet doświadcza trudności w pierwszym okresie karmienia. Jest to suma wielu składowych: od wspomnianej medykalizacji, przez brak realnej wiedzy u młodych mam, po brak merytorycznego wsparcia w szpitalach i ze strony lekarzy. Wciąż żywe są mity i półprawdy dotyczące karmienia, z których część wywodzi się jeszcze ze średniowiecza!

[reklama id=”67238″]

Brak ciągłości pokoleniowej i wsparcia środowiska

Nasze pokolenie nie jest obyte z karmieniem piersią. Kobiety, które dzisiaj są matkami, same zazwyczaj karmione były butelką, tak samo jak ich rodzeństwo i dzieci z najbliższego otoczenia. Karmienie własnym mlekiem to dla nich często wyzwanie, nowość, a nawet pójście pod prąd rodzinnej tradycji.

Mamy karmiące piersią dłużej niż pół roku stanowią jedynie kilkanaście procent wszystkich karmiących mam, a te, które zdecydowały się karmić jeszcze dłużej – na przykład ponad 2 lata – spotykają się często z całkowitym brakiem akceptacji. A przecież długie karmienie piersią jest fizjologiczną normą naszego gatunku. Wiele kobiet doświadcza różnych trudności w karmieniu piersią po porodzie. Dobra wiadomość jest jednak taka, że z tymi problemami można sobie przy odpowiednim wsparciu poradzić. Praktycznie każda z kobiet ma szansę wkroczyć na „mleczną drogę”, w dodatku tak długą, jak tylko ona i dziecko będą chcieli.

Czy karmienie piersią jest dla każdego?

Zasadniczo karmienie piersią nie jest dla mężczyzn. Bo choć posiadają oni kanaliki mleczne i w bardzo wyjątkowych przypadkach mogą wyprodukować niewielkie ilości mleka, to jednak karmienie piersią jest domeną i przywilejem kobiet. Ale też wbrew temu, co można sądzić, nie jest przywilejem jedynie wybranych. Nie jest supermocą dostępną tylko nielicznym. Nie jest też wyłącznie dla tych mam, które miały szczęście. Karmienie piersią to naturalna czynność, dostępna każdej kobiecie. I choć wkoło mnóstwo historii o tym, że „nie mogłam karmić” i „nie miałam pokarmu”, to większość tych opowieści wynika z mylnych przekonań dotyczących oceny laktacji i zachowania dziecka, a także ze stereotypów oraz z braku wiedzy i wsparcia. Autentycznego, realnego wsparcia, popartego rzetelną wiedzą.

Mleko w piersiach zaczyna być produkowane około 16 tygodnia ciąży. Nie tuż po porodzie. Nie 3 dni po nim. Produkcja mleka zaczyna się już na wczesnych etapach życia płodowego dziecka. Wiele kobiet w ciąży może zaobserwować zaschniętą, żółtą wydzielinę na sutku lub plamki na bieliźnie – to właśnie mleko. Niektóre z przyszłych mam doświadczają wypływu pokarmu w trakcie orgazmu, a jeszcze inne obserwują wyłącznie zmianę rozmiaru piersi. Na każdym etapie życia płodowego dziecka mleko dopasowuje się do jego bieżących potrzeb. Niezależnie od tego, czy maluch urodzi się w terminie, czy jako wcześniak – mleko jego mamy będzie dla niego najlepsze.

Bez względu na to, czy kobieta urodzi dziecko siłami natury, czy przez cesarskie cięcie – będzie mogła je karmić swoim mlekiem.

Karmienie piersią to naturalne przedłużenie okresu ciąży. Kobiece piersi zostały stworzone po to, by wykarmić potomstwo. To po prostu gruczoł mleczny. I choć są one atrakcyjne dla płci przeciwnej, ich głównym zadaniem jest produkcja mleka, a nie zaspokajanie potrzeb seksualnych. Nie ma najmniejszego znaczenia, czy piersi są duże, czy małe, w kształcie jabłuszek czy doświadczone życiem, czy sutki są wklęsłe, czy wystające, czy brodawki są pokaźne, czy niewielkie – każde nadają się do karmienia.

Niektóre matki mogą mieć jednak problem z wytworzeniem odpowiedniej ilości pokarmu. Niewielki odsetek kobiet cierpi na niedobór tkanki mlecznej (tzw. IGT) – nie obserwują one zazwyczaj żadnych zmian w piersiach podczas ciąży. Również w przypadku kobiet po operacji piersi (jeśli tkanka mleczna została znacznie uszkodzona) ilość produkowanego mleka może okazać się niewystarczająca. Nie znaczy to jednak, że karmienie w takich okolicznościach jest niemożliwe, choć prawdopodobnie będzie musiało być wspomagane. Natomiast kobiety po mastektomii z powodzeniem mogą wykarmić dziecko jedną piersią.

Jak przygotować się do karmienia piersią?

Do karmienia piersią dobrze jest przygotować się już na etapie ciąży. Tak jak kobiety poświęcają wiele czasu na wybór odpowiedniego wózka, koloru ścian w pokoju czy bezpiecznego fotelika samochodowego, tak warto, by znalazły czas na przygotowanie się do karmienia.

Co jest potrzebne do karmienia?

Przede wszystkim piersi i dziecko. Warto pamiętać, że dziecko uczy się ssania – ssąc, a mama uczy się karmić – karmiąc. Zbędne są: smoczek, butelka, mleko modyfikowane oraz laktator. Te – nazwijmy to – gadżety bardzo łatwo kupić, jeśli realnie zajdzie taka potrzeba. Są jednak miliony kobiet, które radzą sobie bez tego typu dodatków, stworzonych przecież przede wszystkim dla dzieci, które nie mogą być karmione piersią. Co więcej, zakupienie ich na wszelki wypadek może zwiększyć ryzyko ich użycia. Tak – ryzyko. Bo każda niewynikająca z realnych potrzeb ingerencja w naturalny proces może być przyczyną niepowodzenia na „mlecznej drodze”.

W czasie kiedy dziecko wciąż mieszka pod sercem mamy, kobieta może zadbać o trzy najważniejsze rzeczy. Są to:

1. Wiedza

W obecnym świecie pokutuje bardzo wiele mitów dotyczących karmienia piersią. O za chudym mleku i za tłustym mleku. O jego braku po cesarskim cięciu czy niemożności karmienia ze względu na przyjmowane leki. O tym, że dziecko je za często lub za rzadko. O za dużych przyrostach, o zakazanych produktach spożywczych, o próchnicy, złych nawykach i wiele, wiele innych. Część z nich zostanie rozwiązana w tej książce.

Kobiety po porodzie bardzo często słyszą dobre rady. Każdy staje się „ekspertem” od ich dziecka. Czy to na spacerze, czy podczas wizyty lekarskiej – niemal wszędzie młode matki zasypywane są radami i zaleceniami. I choć część z nich jest zasadna, niektóre śmiało można uznać za całkowicie nietrafne.

By móc poradzić sobie z zalewem różnorakich porad, już na etapie ciąży kobieta powinna uzbroić się w rzetelną wiedzę o karmieniu i typowych zachowaniach noworodka. Sprawdzone źródła, dobre publikacje książkowe, doświadczenie mądrych kobiet – to wszystko jest bardzo cenne. Pozyskiwanie wiarygodnych informacji to także świetne pole do popisu dla mężczyzny, ponieważ jego analityczny umysł potrafi oddzielić ziarno od plew, dzięki czemu kobieta może poczuć, że odpowiedzialność za dziecko spoczywa nie tylko na jej barkach.

2. Zaufanie

Piersi zostały stworzone do karmienia – cały organizm kobiety już w trakcie ciąży przygotowuje się do tego zadania. Warto zaufać swojemu ciału, że jest w stanie produkować mleko i wykarmić potomka. Warto także zaufać dziecku – że wie, czego potrzebuje. Skoro jest możliwe, aby piersią karmiły nawet matki adopcyjne, tym bardziej może to robić kobieta po okresie naturalnej ciąży.

I choć większość matek doświadcza po porodzie trudności w karmieniu piersią, jest w stanie je pokonać i z sukcesem karmić dalej. Warto wierzyć w tę niezwykłą kobiecą moc.

3. Wsparcie

To podstawa udanego karmienia. Już w ciąży warto, by matka poszukała w swojej okolicy laktacyjnej grupy wsparcia, otaczała się mądrymi kobietami z dobrymi doświadczeniami i znalazła kogoś, kto w razie trudności będzie w stanie pomóc.

Ważne jest także, by trenować proszenie o pomoc w takich granicach, jakie kobiecie odpowiadają. Po porodzie nie musi ona robić wszystkiego sama, a proszenie o pomoc nie jest oznaką porażki. Najlepiej, by młodą mamę otoczyli ludzie, którzy będą potrafili ją wesprzeć. To także przestrzeń dla mężczyzny – może otulić ramionami kobietę i dziecko i oddzielać od niepotrzebnych komentarzy i niewspierających osób. Warto docenić tę niezwykłą rolę mężczyzny, ponieważ karmienie piersią nie jest tylko przygodą mamy i dziecka. Wyjątkowa rola taty w tym procesie pomoże uczynić tę drogę długą i szczęśliwą.

Przygotowując się do karmienia już na etapie ciąży, kobieta znacząco zwiększa swoje szanse na osiągnięcie celu, który sobie wyznaczyła.

Kategorie
karmienie piersią

Kiedy nie można karmić piersią?

Prawie 97% kobiet w Polsce zaczyna po porodzie naturalnie karmić swoje dziecko. W dniu wypisu ze szpitala karmi wyłącznie piersią już tylko 75% kobiet. W drugim miesiącu życia dziecka to już tylko 43% kobiet, a po 6 miesiącu… 14%.

Kobiety słyszą, że nie mogą karmić, bo ich piersi lub sutki nie są odpowiednie, że karmienie piersią bezpośrednio po cesarskim cięciu nie jest możliwe, że ich mleko jest złej jakości lub że go w ogóle nie ma, że powoduje alergie u dziecka, jest przyczyną kolek lub dziecięcego niepokoju… Wciąż żywe są mity, które swoją genezą sięgają średniowiecza.

Przeciwwskazaniem do karmienia piersią NIE JEST między innymi:

  • rozmiar piersi („za małe” lub „za duże”)
  • wklęsłe sutki
  • mastektomia jednej piersi
  • zabieg powiększenia piersi
  • poród przez cesarskie cięcie
  • fenyloketonuria u dziecka (karmienie piersią musi być częściowo ograniczone i łączone ze specjalną mieszanką mleczną przeznaczoną dla dzieci z PKU, musi być też konsultowane z lekarzem prowadzącym dziecko)
  • wcześniactwo
  • zespół Downa u dziecka
  • nowotwór u dziecka
  • choroby wirusowe matki (poza HIV i HTLV-1)
  • depresja matki, a także jej leczenie
  • szczepienia u matki
  • większość zabiegów medycznych (w tym: USG, mammografia, rezonans magnetyczny, tomografia komputerowa, znieczulenie, rentgen)
  • tatuaże i body piercing
  • palenie tytoniu
  • kolejna ciąża

Przeczytaj: „Karmię piersią dzieci z fenyloketonurią”. Rozmowa z Magdą Szulc

Przekazywanie kobietom nieprawdziwych informacji dotyczących karmienia piersią i sytuacji, w których jest ono przeciwwskazane, niesie za sobą oczywiste konsekwencje. Powoduje, że coraz mniej matek karmi naturalnie, a te, które zdecydowały się na mleczną drogę”, odstawiają dziecko od piersi, kiedy nie jest to konieczne. Brak rzetelnej wiedzy u personelu medycznego odbiera matce wiarę we własne możliwości, a dziecku – szansę na spokojne naturalne karmienie. Niemowlęta są niepotrzebnie dokarmiane sztucznym mlekiem, co niestety negatywnie wpływa na laktację u matki. Brak wsparcia i zrozumienia, którego doświadczają mamy na początku swojej rodzicielskiej drogi, powoduje, że karmienie staje się trudniejsze i… trwa krócej.
Czy to znaczy, że nie ma żadnych przeciwwskazań, by karmić dziecko swoim mlekiem? Niestety – są.

[natuli2]

Sytuacje wyjątkowe

Zdarzają się przypadki, kiedy karmienie piersią jest wykluczone. Są to sytuacje szczególne i niezbyt częste. Oto niektóre z nich:

  • Galaktozemia u dziecka

    To bardzo rzadka dziedziczna choroba metaboliczna. Objawia się już w 2–4 dobie życia. Jest skutkiem braku enzymu pozwalającego przemieniać galaktozę w glukozę, czyli w cukier, który dostarcza energii komórkom. W takich przypadku dziecko nie może spożywać galaktozy – jednego z cukrów prostych wchodzących w skład laktozy. Ponieważ kobiece mleko zawiera laktozę, karmienie piersią (lub odciąganym mlekiem kobiecym) dziecka z galaktozemią jest niebezpieczne dla jego zdrowia, rozwoju, a często również życia.

Najwcześniejsze objawy galaktozemii to:
– nasilające się wymioty,
– biegunka,
– zmętnienie soczewki oka,
– pogorszenie stanu ogólnego.

Na późniejszym etapie pojawiają się także:
– hipotonia,
– zaburzenia krzepnięcia krwi,
– powiększenie wątroby i śledziony,
– żółtaczka, która trwa znacznie dłużej i ma ostrzejszy przebieg niż u zdrowych noworodków,
– letarg,
– brak przyrostu bądź ubytek masy ciała noworodka,
– obniżone napięcie mięśniowe.

Ważne! Dzieci z galaktozemią muszą być karmione specjalną bezlaktozową mieszanką mleczną!

Obecność galaktozemii stwierdza się wyłącznie na podstawie badań przesiewowych. Jej występowanie szacuje się na nie więcej niż 1 na 40 000 – 1 na 60 000 przypadków w krajach zachodnich, co oznacza około 7 dzieci spośród wszystkich urodzonych w 2017 roku w Polsce.

  • Aktywna, nieleczona gruźlica u matki

Karmienie piersią jest przeciwwskazane, jeśli matka jest w aktywnej fazie choroby – prątkuje – i nie poddaje się leczeniu. Nie udowodniono przenikania prątków gruźlicy do mleka kobiecego, ponieważ jednak choroba przenosi się drogą kropelkową, dziecko bezwzględnie powinno być oddzielone od chorej mamy. Kobieta powinna w tym czasie pobudzać piersi, by utrzymać laktację, i po wyleczeniu choroby normalnie karmić piersią. Dodatni wynik próby tuberkulinowej, gdy nie ma objawów aktywnej choroby, nie jest przeszkodą do podjęcia karmienia piersią.

  • Wirus HIV u matki

Według obecnych zaleceń kobiety, które są nosicielkami wirusa HIV, nie powinny karmić piersią, ponieważ ten retrowirus może być przekazywany z mlekiem kobiecym. Jednocześnie dziecko chorej matki może zostać zakażone już w trakcie ciąży lub w trakcie porodu – jest to jedna z najczęstszych dróg zakażenia noworodka wirusem. Światowa Organizacja Zdrowia na podstawie badań, wskazuje, że dzieci, które zarówno przyjmują leki przeciwretrowirusowe (ARV), jak i są karmione piersią przez zakażoną matkę (która również przyjmuje leki), mają wyraźnie większe szanse na przeżycie i niezarażenie się wirusem HIV. Niestety oficjalnie nie ma jeszcze nowego stanowiska w tej sprawie.

  • Wirus HTLV-1 u matki

Wirus HTLV-1 to jeden z pierwszych odkrytych retrowirusów. Najczęściej wywołuje białaczkę i chłoniaka, jednak choroba nie rozwija się nagle, ale nawet 40–60 lat od zakażenia. Wirus HTLV-1 może być przenoszony przez mleko kobiece, krew i męskie nasienie. Wykrywa się go, podobnie jak wirus HIV, dzięki prostemu badaniu krwi. Rzadko występuje w Polsce, jest szczególnie obecny w Japonii, na Jamajce, Karaibach, Tajwanie, w Afryce, Nowej Gwinei i północnej części Ameryki Południowej.

  • Kuracja przeciwnowotworowa u matki

Kobiety, które przyjmują leki przeciwnowotworowe lub są leczone izotopami promieniotwórczymi, nie mogą karmić piersią ze względu na bezpieczeństwo dziecka. Nie ma natomiast przeszkód, by po zakończeniu terapii wróciły do karmienia. Jeśli kobieta choruje na nowotwór piersi, jest wręcz wskazane, by po zakończeniu leczenia, kiedy ma taką możliwość, karmiła piersią. Im dłuższy ogólny okres karmienia, tym mniejsze ryzyko zachorowania na przedmenopauzalny nowotwór piersi.

  • Przyjmowanie przez matkę jakichkolwiek substancji odurzających

Przyjmowanie jakichkolwiek środków narkotycznych i odurzających – drogą dożylną, pokarmową czy poprzez drogi oddechowe – jest bezwzględnym przeciwwskazaniem do karmienia piersią. Środki te przedostają się do pokarmu i mogą stanowić poważne zagrożenie dla życia dziecka.

Co zrobić, kiedy nie można karmić piersią?

Kobiety mają różne możliwości, by zapewnić dziecku pożywienie. Jednym z najlepszych sposobów jest karmienie dziecka mlekiem z banku mleka kobiecego. Niestety, banki mleka nadal nie są powszechne, a korzystać z niego mogą obecnie wyłącznie dzieci urodzone przed terminem i chore. Jedynie kiedy bank ma nadwyżki, pokarm może być przekazany zdrowym dzieciom urodzonym o czasie.

W przypadku gdy matka nie może ani karmić piersią, ani skorzystać z banku mleka, może postarać się o mleko kobiece od dawczyń. Ważne jest jednak, by znała dobrze dawczynię i by ta miała aktualny komplet badań. Bardzo istotne jest też to, by nie przyjmować mleka z anonimowego źródła lub z ogłoszenia w Internecie.

Kiedy nie ma możliwości uzyskania dla dziecka mleka kobiecego, pozostaje karmienie mlekiem modyfikowanym. Jest ono wytwarzane z mleka krowiego. By dostosować je do potrzeb i możliwości dziecka, obniża się poziom sodu, potasu i chloru, zwiększa zawartość witamin, żelaza i cynku, a także zmienia ilości oraz proporcję białek i tłuszczów. Mleko modyfikowane ma zdecydowanie uboższy skład niż mleko kobiece, jednak czasami pozostaje jedynym rozwiązaniem.

Zanim kobieta zdecyduje się nie podejmować lub zaprzestać karmienia piersią, warto, by upewniła się, czy rzeczywiście jest to konieczność.

Kategorie
karmienie piersią

Najczęstsze problemy podczas karmienia piersią. Jak sobie radzić naturalnie?

Zwykle kobiece trudności są bardzo typowe. Często wynikają po prostu z niewiedzy lub braku odpowiedniego wsparcia. Bez względu na ich rodzaj warto się z nimi uporać, bo nie ma nic lepszego, co możemy dać dziecku, niż mleko mamy. Zazwyczaj rozwiązanie jest proste i, mając na ten temat wiedzę, kobiety radzą sobie z niedogodnościami dość szybko. Oto kilka najpopularniejszych problemów i metod na ich zażegnanie.

Nawał

Nawał to nadmiar płynów w piersiach. Pojawia się najczęściej 3–4 dni po porodzie. Piersi robią się duże, ciężkie, tkliwe lub bolesne, często ciepłe. Towarzyszy temu uczucie przepełnienia i dyskomfort. Pierś może być trudna do uchwycenia dla dziecka.

Jak sobie radzić:

  • Miej dziecko blisko siebie i przystawiaj je tak często i na tak długo, jak tylko chce.
  • Kiedy tylko biust zrobi się miękki po karmieniu, zastosuj zimny okład. Świetnie sprawdzają się rozgniecione i schłodzone liście zielonej kapusty (czerwona może zostawiać plamy), ale równie dobrze sprawdzi się owinięta w ręcznik mrożonka. Niektóre mamy uwielbiają wrzucać do zamrażalnika małe, wilgotne ręczniki, które następnie rozgniatają chwilę w dłoniach i przykładają do piersi. Pamiętaj! Okład ma ci sprawiać przyjemność i dawać ulgę, nie dyskomfort.
  • Kiedy czujesz, że pierś wzbiera, zaproponuj ją dziecku. Jeśli nie chce jeść, zrób zimny okład.
  • Jeśli pierś jest zbyt twarda, by dziecko łatwo złapało sutek, odciągnij ręcznie trochę mleka, by ją „zluzować”.
  • Możesz bardzo delikatnie masować piersi. Unoś je, masuj kolistymi ruchami, ale tylko w granicach, w których nie sprawia ci to bólu.

Nawał mija. Co ważne – brak nawału nie jest oznaką, że brakuje mleka!

Zapalenie

Kiedy zauważasz, że pierś, lub jej część, jest czerwona i ciepła, a ty czujesz się, jakbyś zaraz miała być chora, to jest wysokie prawdopodobieństwo, że przytrafiło ci się zapalenie. To nic groźnego, ⅓ kobiet karmiących doświadcza go kilkukrotnie w trakcie swojej mlecznej przygody. Czasami trwa kilka godzin, czasami kilka dni. Bywa różnie.
Może zdarzyć się, że lekarz w dobrej wierze przepisze ci antybiotyk. Warto chwilę wstrzymać się z wykupieniem recepty i spróbować naturalnych metod poradzenia sobie z zapaleniem, ponieważ w zdecydowanej większości przypadków są one całkowicie skuteczne, a antybiotyk nie jest potrzeby.

Jak sobie radzić:

  • Po pierwsze ODPOCZYWAJ! Zapalenie jest pierwszym sygnałem, że mama się przemęcza. Potraktuj się jak osobę chorą, daj sobie czas na wyleżenie. Świat poczeka.
  • Jeśli możesz siedzieć zamiast stać – siedź. Jeśli możesz leżeć zamiast siedzieć – leż. Jeśli możesz spać zamiast na siłę czuwać – śpij. Rób wszystko to, co pomaga ci poczuć się lepiej, i nic ponad to, co jest absolutnie niezbędne.
  • Karm jak najczęściej. Najlepiej, by dziecko miało brodę skierowaną w stronę zaczerwienienia. Czasem wymaga to ekwilibrystyki, ale pomysłowość matek nie zna granic.
  • Jednym mamom pomagają chłodne okłady, innym ciepłe. Rób to, co tobie pasuje najbardziej.
  • Często pomocne są popularne leki przeciwzapalne zawierające w sowim składzie ibuprofen.

[reklama id=”67238″]

Poranione brodawki

Niewłaściwe przystawianie dziecka do piersi może spowodować poranienie brodawek. Karmienie wtedy jest bardzo bolesne i nieprzyjemne.

Jak sobie radzić:

  • Pamiętaj, że najważniejsze to zapobiegać – skontroluj pozycję i sposób przystawiania, a jeśli nie jesteś pewna, czy jest właściwe, skontaktuj się z liderką La Leche League lub certyfikowanym doradcą laktacyjnym.
  • Zanim odsuniesz dziecko od piersi, przerwij ssanie palcem włożonym w kącik jego ust.
  • Karm najpierw z mniej obolałej piersi.
  • Poranioną pierś myj tylko czystą wodą, nie używając mydła czy innych płynów.
  • Posmaruj zranienie maścią nagietkową, olejem kokosowym lub olejem z awokado.
  • Staraj się przystawiać dziecko do piersi tak, by zranienie było w okolicach kącika jego ust.
  • Jeśli potrzebujesz pomocy, skorzystaj z rad specjalisty.

Zatkany kanalik

Jeśli wyczuwasz na piersi zgrubienie, nieważne czy wielkości nasiona, czy cytryny, to prawdopodobnie masz zatkany kanalik. Powodów może być wiele – od pominiętego karmienia po nieodpowiedni stanik. Sporo karmiących mam doświadcza tej niedogodności.

Jak sobie radzić:

  • Karm dziecko jak najczęściej, najlepiej w pozycji, w której broda dziecka skierowana jest w stronę zgrubienia.
  • Przed karmieniem rób ciepłe okłady. To może być termofor, butelka z ciepłą wodą albo ciepły prysznic. Jeśli po karmieniu czujesz, że zgrubienie zniknęło lub się zmniejszyło, zrób zimny okład, by zwęzić kanalik.
  • Niektórym kobietom pomaga okład z ciepłej cebuli. Gruby plaster cebuli włóż do piekarnika rozgrzanego do 100 stopni. Ma się podgrzać, nie upiec. Następnie przykładaj cebulę w miejscu zgrubienia.
  • Pomocny może być masaż szczoteczką elektryczną w problematycznym miejscu.
  • Unikaj noszenia biustonosza, a już na pewno zrezygnuj z biustonosza z fiszbinami.
  • Jeśli zatykanie kanalika wciąż wraca, skonsultuj się z liderką La Leche League lub doradcą laktacyjnym.
  • I jak ze wszystkim – dobrze się odżywiaj, odpoczywaj, ile możesz.

To najczęstsze dolegliwości karmiących mam tuż po porodzie lub w pierwszych miesiącach. Czasami też gdzieś daleko na mlecznej drodze. Jeśli jesteś młodą mamą, twoje dziecko nie przybiera na wadze lub nie moczy pieluch, koniecznie skontaktuj się ze specjalistą, który będzie umiał ci pomóc. Dobrze jest korzystać z pomocy kogoś polecanego. Mleczna przygoda bywa trudna, czasem męcząca, ale jest warta każdego wysiłku.

Foto: flikr.com/frenchie1108

Kategorie
karmienie piersią

100 i więcej zastosowań mleka kobiecego

Mleko kobiece może mieć zastosowanie medyczne, jak i kosmetyczne. Nadaje się dla dzieci, jak i dla dorosłych. Nie chodzi wyłącznie o spożywanie mleka, ale także o zastosowanie doraźne i miejscowe.

Dziecięce przypadłości

  • Odparzenie, ciemieniucha, trądzik niemowlęcy? Mleko mamy wykazuje właściwości antyseptyczne i łagodzące, dzięki czemu idealnie pielęgnuje skórę malucha i leczy wymienione przypadłości.
  • Również przesuszona skóra może być smarowana i nawilżana mlekiem kobiecym. Żaden środek pielęgnacyjny, nawet najbardziej eko, nie będzie tak przyjazny skórze dziecka. A do tego bezpłatny 🙂
  • Mleko mamy, dzięki zawartym w sobie składnikom, łagodzi swędzenie. Ugryzienie owada, oparzenie pokrzywą, a nawet swędzące zmiany przy przechorowywaniu ospy wietrznej mogą być smarowane mlekiem kobiecym, które złagodzi objawy i przyśpiesza gojenie.
  • A może zdarzyła się opuchlizna, na przykład w skutek ugryzienia owada czy jako niepożądany odczyn po szczepieniu? Wiele mam doświadczyło , że wystarczą okłady z mleka kobiecego, by w ciągu kilkunastu godzin poradzić sobie z tą niedogodnością.

Przeczytaj: Naturalna pielęgnacja. Mycie niemowlęcia z dodatkiem mleka matki.

Zdrowie

  • Wiadomo, że przeciwciała w mleku mamy wspomagają leczenie dziecka w chorobie. Nie, mleko mamy nie jest cudownym eliksirem, który całkowicie zapobiega chorobom. Tak, oczywiście, że dzieci karmione piersią również chorują. Badania i doświadczenie matek na całym świecie pokazują jednak, że dzieci karmione piersią, choroby przechodzą szybciej i łatwiej.
  • Przeciwciała z mleka mamy wspomagają ich układ odpornościowy. Nie tylko u niemowlaka. Łyżka stołowa mleka kobiecego dziennie to dla starszaka doskonały „zastrzyk odporności” przy osłabieniu.
  • Badania wykazują, że również dorośli borykający się z ciągłymi przeziębieniami zauważają znaczącą poprawę po spożywaniu pół szklanki mleka kobiecego na dobę.
  • Dodatkowo można wspomagać zdrowienie poprzez aplikowanie mleka do nosa przy katarze, dzięki czemu łatwiej się oddycha, a składniki przeciwbakteryjne przyśpieszają powrót do formy.
  • Dr. Mercola, na podstawie przeprowadzonych badań, udowadnia, że 80% przypadków zapalenia ucha środkowego można wyleczyć bez antybiotyków, używając mleka z piersi. Kilka kropel podane co kilka godzin zazwyczaj pomaga w ciągu 24-48h.
  • Również zapalenie spojówek jest przypadłością, z którą bez problemu radzi sobie ludzkie mleko. Ostatnie badania wykazały, że mleko kobiece pomaga w walce z bakteriami odpornymi na antybiotyki.
  • Składniki z mleka pokonują także rota i adenowirusy, dlatego podstawą przy zachorowaniu powinno być spożywanie mleka kobiecego.
  • Szwedzcy naukowcy odkryli w 2010 roku, że w mleku kobiecym są składniki, które zwalczają 40 rodzajów komórek rakowych.
  • Mleko ma także właściwości odkażające, więc wszelkie zadrapania, skaleczenia, rany partnera przy goleniu czy kikut pępowiny noworodka można z powodzeniem traktować mlekiem kobiecym nie martwiąc się o podrażnienia czy „szczypanie”.
  • Mleko łagodzi poparzenia słoneczne, wpływa kojąco na bolące gardło, pomaga pozbyć się zaczerwienienia i opuchlizny oczu, wspomaga przy kaszlu. Nie sposób wyliczyć wszystkich udowodnionych właściwości kojąco-leczących mleka.

Dla urody

Jednak nie tylko w ten sposób możemy korzystać z tego, co daje kobiecie natura. Wiele kobiet znajduje zastosowanie dla swojego mleka również w kosmetyce.

  • Ten wyjątkowy płyn wspaniale i łagodnie oczyszcza skórę i może być używany do demakijażu.
  • Można go używać do czyszczenia szkieł kontaktowych, a także, w połączeniu z olejem kokosowym, do uporania się z trądzikiem u nastolatków lub dorosłych.
  • W internecie można znaleźć przepis na wspaniałe, delikatne i odżywcze mydło zrobione z kobiecego mleka, a także balsam zrobiony z mleka kobiecego, płatków owsianych i miodu.
  • Można mleko wcierać w usta, kiedy skończy nam się łagodzący balsam, a niektóre kobiety używają własnego mleka jako skutecznego i naturalnego dezodorantu.

W kuchni

Można z niego zrobić lody, masło, jogurt, użyć do wypieku chleba czy babeczek. Niemalże wszędzie tam, gdzie używamy mleka, to kobiece znajdzie zastosowanie.

Baza pomysłów do wykorzystania mleka kobiecego jest niemalże niewyczerpana. Niektóre mamy, by upamiętnić lata karmienia piersią, oddają trochę mleka, które przetwarzane jest na substancję podobną do plastiku i zamknięte w pięknym naszyjniku lub bransolecie.

Karmienie piersią ma kluczowe znaczenie dla zdrowia dziecka i mamy. Jednak mleko kobiece to nie tylko pokarm. Warto o tym pamiętać.

Kategorie
wywiady

Trening mięśni dna miednicy – dlaczego jest to takie ważne dla każdej z nas. Rozmowa z położną Nikoletą Brodą

Oprócz tego, że jesteś położną, jesteś też terapeutką mięśni dna miednicy. Co to za mięśnie?

Jestem położną i szczególnym obszarem mojego zainteresowania jest profilaktyka i leczenie nietrzymania moczu oraz obniżenia narządu rodnego. Jestem terapeutką dna miednicy według szwajcarskiej metody BeBo. Mięśnie te można w zasadzie porównać do „hamaka” mięśniowego, który znajduje się w miednicy i utrzymuje w prawidłowym położeniu narządy wewnętrzne, takie jak pęcherz moczowy, cewka moczowa, odbyt oraz pochwa i macica.

Co robić, jeśli te mięśnie nie funkcjonują prawidłowo? Jakie są tego objawy?

Pierwsze objawy mogą pojawić się u kobiety po pierwszej ciąży, bez względu na to, jaką drogą odbył się poród. Może ona odczuwać dyskomfort spowodowany wysiłkowym nietrzymaniem moczu np. podczas kichania lub kaszlu. Problemy mogą pojawić się także przy współżyciu seksualnym: zazwyczaj kobiety mówią o uczuciu luzu w pochwie i o braku przyjemności ze współżycia. Kolejnym widocznym w badaniu ginekologicznym objawem jest obniżenie ścian pochwy po porodzie.
Jeśli kobieta nie zadba o swoje dno miednicy w tym momencie i zignoruje takie objawy, problem może się pogłębiać. W takiej sytuacji warto odwiedzić fizjoterapeutę lub położną, która zajmuje się terapią uroginekologiczną.

Czy u wielu kobiet się to zdarza?

Statystycznie jedna trzecia kobiet po ukończeniu trzydziestego roku życia ma problemy z „nietrzymaniem moczu”. Czyli co trzecia kobieta ma tego typu problem. Nie oszukujmy się, że to dotyczy tylko starszych pań.

Czy kobiety po kilku porodach są bardziej narażone na dysfunkcję tych mięśni niż te po jednym porodzie lub nierodzące wcale? Co na to wpływa szczególnie?

Jeżeli kobieta nie zadba o swoje dno miednicy, to logicznie rzecz biorąc każda kolejna ciąża będzie osłabiała mięśnie. Specjalnie nie mówię tu o kolejnym porodzie, ale o ciąży, w czasie której działają hormony wpływające na rozluźnienie mięśni i więzadeł. Oczywiście, jeśli poród drogami natury był sztucznie przyspieszany bądź kobieta rodzi dziecko powyżej 4 kg, to ryzyko problemów uroginekologicznych wzrasta.
Żeby nie demonizować ciąży i porodu, nadmienię, że na stan mięśni dna miednicy wpływają również inne czynniki. Wśród nich przewlekłe zaparcia, otyłość, choroby przebiegające z przewlekłym, nieleczonym kaszlem jak astma czy POChP, niektóre operacje ginekologiczne (np. usunięcie macicy), menopauza – ze względu na zmiany hormonalne, jak również obciążające treningi fizyczne, łącznie z bieganiem i skakaniem na trampolinie.

Załóżmy, że kobieta ma objawy, o których mówisz, ale jest już kilka lat po porodzie. Dopiero teraz rozpoznaje problem. Czy jest szansa jeszcze coś z tym zrobić?

Na miejscu takiej kobiety udałabym się na konsultację do wykwalifikowanego fizjoterapeuty, lub położnej, którzy potrafią ocenić, czy wystarczą same ćwiczenia, czy też należy udać się do lekarza uroginekologa i wykonać dodatkowe badania jak np. badanie urodynamiczne.

Jakie aktywności, jaki sport czy czynności nie są wskazane dla kobiet?

Tak jak wspomniałam wcześniej, dla kobiet niewskazane są ćwiczenia fizyczne obciążające dno miednicy (dźwiganie), bieganie oraz skakanie na trampolinach. Zdaję sobie sprawę, że w tej chwili wiele z nas, kobiet, uprawia tzw. jogging, ale nie jest to w pełni wskazana dla nas aktywność.

Kiedy powinnyśmy o te mięśnie zacząć dbać?

Od zaraz, a tak naprawdę od dziecka. Dzieci należy uczyć dobrych nawyków związanych z prawidłowym, codziennym wypróżnianiem się, uczyć zdrowego odżywiania, zachęcać do umiarkowanej aktywności fizycznej, która pobudzałaby jelita do pracy. Bardzo ważna jest prawidłowa postawa przy siedzeniu i staniu. Istotne jest to, aby uczyć tego również chłopców, gdyż dorośli mężczyźni również mogą doświadczać problemów z nietrzymaniem moczu.

Jakie są konsekwencje nierehabilitowania mięśni dna miednicy?

Konsekwencje są przykre. Poczynając od chodzenia codziennie z wkładką higieniczną wchłaniającą mocz, na wypadaniu narządu rodnego kończąc. Narząd wypadać może w takim stopniu, że szyjka macicy wyłania się z wejścia do pochwy. To bardzo przykra i uciążliwa dolegliwość, którą leczy się operacyjnie. Proszę pamiętać, że operacja nie załatwi sprawy i bez połączenia z odpowiednim zestawem ćwiczeń po niej może wymagać powtórzenia.

Czy do ćwiczeń zawsze potrzebny jest fizjoterapeuta, czy można też ćwiczyć samemu?

Terapeuta dna miednicy, czy będzie nim fizjoterapeuta, czy też położna, jest osobą, która może nauczyć, jak wzmacniać, ale też jak rozluźniać mięśnie dna miednicy. Ponadto dobrze jest skonsultować swoje działania i odczucia ze specjalistą, tak aby nie zaszkodzić swojemu zdrowiu. Przykładowo spotkałam się z przypadkami noszenia obciążników w pochwie, aby ćwiczyć mięśnie. Nie warto tu ulegać reklamie, która służy głównie do tego, aby sprzedać jakiś produkt. Wszelkie kulki i inne dopochwowe instrumenty, które wspomagają terapię dna miednicy, należy dobrać z osobą, która się na tym zna. Jest dużo takich urządzeń na rynku.

Czy mogłabyś polecić jakieś proste ćwiczenia do wykonywania na co dzień?

Ćwiczenie, które już można wdrożyć do naszego codziennego życia, to np. po każdym skorzystaniu z toalety zaciskanie na wydechu najpierw cewki moczowej, następnie zwieracza odbytu. Robiąc tak za każdym razem, w pewien sposób podciągamy dno miednicy i stajemy się bardziej jego świadome. Drugim takim ćwiczeniem jest przy poruszaniu się po schodach świadome stawianie całej stopy na schodek. Może to banalne, ale zwróćmy uwagę na to, w jaki sposób zwykle to robimy. Często na schodku opieramy jedynie śródstopie albo wbiegamy co drugi schodek.
Zapraszam na warsztat pt.: “Trening dna miednicy”, który poprowadzę w ramach Nocy Szkoleń wieczorem 25 marca w Warszawie. Warsztat kierowany jest do położnych, ale zapraszam wszystkie zainteresowane panie.Więcej informacji: pozarzadowy.expert

Kategorie
wywiady

"Karmię piersią dzieci z fenyloketonurią". Rozmowa z Magdą Szulc

Karmisz piersią jak wiele kobiet, ale twoje karmienie jest szczególne. Dlaczego?

Moje karmienie jest z jednej strony szczególne, a z drugiej, niestety, dość typowe. Jak wiele kobiet po narodzinach pierwszego syna doświadczyłam trudnych początków mlecznej drogi. Ich przyczyną było zlekceważenie standardów opieki okołoporodowej przez personel szpitala – od braku kontaktu „skóra do skóry” począwszy, na dokarmianiu sztuczną mieszanką bez mojej wiedzy i zgody skończywszy. Ale to był drobiazg w porównaniu z wyzwaniem, które pojawiło się, kiedy mój syn miał 10 dni. Okazało się, że jest chory na fenyloketonurię.

To poważna choroba, która jest z dzieckiem przez całe życie. Możesz trochę ją przybliżyć?

To genetyczna choroba metaboliczna, w której organizm nie wytwarza enzymu trawiącego fenyloalaninę – jednego z aminokwasów białka. Niestrawiony aminokwas gromadzi się we krwi dziecka i działa toksycznie na jego mózg oraz układ nerwowy. Opóźnienie lub brak właściwego leczenia skutkuje ciężkim i nieodwracalnym upośledzeniem umysłowym i fizycznym.

Taka diagnoza musiała być dla was naprawdę trudna. Zgodnie z tym, co można przeczytać w wielu źródłach, fenyloketonuria jest przeciwwskazaniem do karmienia piersią na żądanie, trzeba bardzo szczegółowo wyliczać podane dawki.

Taki pogląd propagowano w Polsce jeszcze 10 lat temu. Wytłumaczę dlaczego. Zapanowanie nad fenyloketonurią polega na tym, żeby zgrać ze sobą trzy kwestie. Po pierwsze, należy ograniczyć podaż fenyloalaniny do dawki, która jest dla dziecka bezpieczna, ponieważ nie można tego aminokwasu w ogóle wykluczyć z diety – jest niezbędny do tego, żeby dziecko mogło się rozwijać. Po drugie, kilka razy dziennie trzeba podawać specjalny preparat białkozastępczy, który uzupełnia niedobory białka i zapobiega jego katabolizmowi. Po trzecie, należy pilnować odpowiedniej podaży kalorii. Fenyloketonuria nie pozwala na nieograniczone karmienie piersią na żądanie, ale nie jest przeciwwskazaniem do karmienia w ogóle. W tej chwili wiadomo, że mleko mamy w połączeniu z preparatem jest najodpowiedniejszym posiłkiem dla chorego niemowlęcia. Udowodniono, że dzieci z fenyloketonurią karmione mlekiem mamy mają wyższy iloraz inteligencji niż ich rówieśnicy, którzy dostawali preparat ze sztuczną mieszanką. Co więcej, mleko mamy pomaga trawić preparat, który u wielu niemowląt z fenyloketonurią wywołuje duże problemy brzuszkowe.

Brzmi jak bardzo duże przedsięwzięcie! Jak sobie z tym radzicie?

Po diagnozie syna dalsze karmienie stało się wyzwaniem. W szpitalu przez kilka dni w ogóle nie mogłam nakarmić dziecka piersią, ponieważ musiał mu się obniżyć poziom fenyloalaniny we krwi. W tym czasie pił tylko preparat białkozastępczy z butelki, a ja odciągałam mleko laktatorem w dzień i w nocy. Po powrocie do domu doktor pozwoliła mi go karmić, pierwszego dnia raz na dobę, potem częściej. Z czasem okazało się, ile mleka może bezpiecznie wypić w ciągu doby. Aby nie przekroczyć tej ilości, ważyłam go przed każdym karmieniem i po nim, notując i licząc, ile wypił. Trudnością było to, że te ilości zmieniały się w zależności od poziomu fenyloalaniny we krwi syna – czasem było to 350 ml, czasem 550 ml na dobę. Dlatego wciąż odciągałam mleko za dnia i przynajmniej raz w ciągu nocy. Karmienie nie było komfortowe, przeszłam zapalenie piersi i miałam kilka kryzysowych sytuacji. Gdy syn skończył pół roku, przestałam go ważyć i odtąd karmiłam na wyczucie. Gdy miał rok, pożegnałam się z laktatorem. Od tego czasu karmię normalnie.

Lekarka pozwoliła ci karmić raz na dobę – miałaś wsparcie w lekarzu czy musiałaś je sobie wywalczyć?

Raz na dobę karmiłam tylko przez jeden dzień, potem doszliśmy do 5–6 karmień. Najważniejsze było to, że już podczas przyjęcia na oddział doktor powiedziała mi, że będę mogła dalej karmić. To było największą motywacją do tego, żeby przetrwać początkowe niedogodności związane z karmieniem mieszanym. Obawiałam się tego, czy zdołam wykarmić syna i czy maluch zaakceptuje karmienie na zmianę piersią i butelką z preparatem. Z perspektywy czasu – niepotrzebnie, ale wtedy żyłam w wielkim stresie wywołanym diagnozą. Wiele znanych mi dzieci z fenyloketonurią już w wieku kilku miesięcy pije sztuczne mieszanki. Wielka szkoda, bo to pierwsze pół roku karmienia jest najtrudniejsze. Karmiąc starszego syna, szukałam pomocy u położnej środowiskowej, pediatry, lekarza rodzinnego i konsultantki laktacyjnej, u znajomych i w Internecie. Trafiłam do ciebie, Magdo, i wiele skorzystałam z twojej pomocy. Jeden z lekarzy powiedział mi, że nie są uczeni tego, by skutecznie wspierać naturalne karmienie i zwyczajnie nie wiedzą, jak to zrobić. Usłyszałam wiele krzepiących słów, ale i szkodliwych treści, które puszczałam mimo uszu. Kiedy zaszłam w kolejną ciążę, do zakończenia karmienia zachęcał mnie ginekolog. Przedyskutowaliśmy to i przekonałam go, że nie ma sensu podejmować tak radykalnych decyzji na wszelki wypadek. Karmiłam do dnia porodu i później. Gdy urodziłam drugiego syna, okazało się, że też jest chory na fenyloketonurię. Tym razem postanowiłam karmić bez ważenia dziecka. Doktor w poradni metabolicznej przyznała, że to najlepsze rozwiązanie.

Teraz karmisz obu synów jednocześnie?

Tak. Mleczna droga starszego powoli zmierza ku końcowi, młodszy wiele ma jeszcze przed sobą.

To nie są zwykłe doświadczenia, zwykłe karmienie, zwykłe problemy. Wątpiłaś czasami, czy robisz dobrze?

Wątpiłam w siebie, ale nie w wartość naturalnego karmienia. Myślałam o tym, że moje dzieci nie jedzą zbóż, nasion, orzechów, kasz, strączków, nabiału czy mięsa. Dostają preparat białkozastępczy, a poza warzywami i owocami mogą jeść specjalistyczną żywność niskobiałkową, która jest bardzo mocno przetworzona. Zatem jeśli mogę je nakarmić własnym mlekiem, to warto o to mleko powalczyć. Na jedzenie pozostałych rzeczy mają całe życie – na mleko tylko te pierwsze lata. Co więcej, pokarm matki jest produktem z niewielką ilością fenyloalaniny – zawiera jej tylko 46 mg w 100 ml, ponad trzy razy mniej niż mleko krowie. Dzięki temu dziecko może jeść także inne rzeczy dozwolone w jego diecie. Ale w żadnym innym pokarmie nie dostarczę mu komórek macierzystych.

Co było dla ciebie najtrudniejsze? Jak poradziłaś sobie z logistyką takiego karmienia?

Doświadczyłam zwyczajnych trudności, z którymi boryka się wiele mam karmiących po raz pierwszy. Problemem jest, jak mi się wydaje, przerwana ciągłość karmienia przez pokolenia. Nasze mamy często ulegały mieszankowej propagandzie. Stąd brak wiedzy i prawdziwego wsparcia w rodzinie. Zdania: „Daj mu butelkę, nie mogę patrzeć, jak się męczy/jak ty się męczysz” to nie jest to, co chciałam usłyszeć karmiąc i płacząc z bólu w czasie zapalenia piersi.
Przeżyłam też trudności niecodzienne, związane ze strachem, czy jestem w stanie dopilnować diety. Najbardziej uciążliwe było ważenie przed karmieniami i po nich, zwłaszcza w nocy. Liczenie, ile mililitrów mleka mogę jeszcze podać dziecku do końca doby, odrywanie od piersi niemowlęcia, które przy niej koi się i zasypia, bo już wyczerpało limit… To było wyczerpujące i fizycznie, i psychicznie, zwłaszcza że byłam dosłownie przywiązana do wagi i laktatora. Nawet dłuższy spacer był problemem, bo trudno spacerować z wagą pod pachą. Przez pierwsze pół roku życia starszego syna bywaliśmy tylko u rodziców i za każdym razem była to wielka wyprawa – z wagą, laktatorem, butelkami i puszką z preparatem. Najsmutniejsze jest to, że umęczyłam siebie i dziecko bez sensu. Z czasem dowiedziałam się, że na Zachodzie odeszło się już od ważenia, a dietę kontroluje się ilością karmień i pilnowaniem dawek preparatu. Młodszego syna karmię właśnie w taki sposób – na zmianę piersią i preparatem. Nasze karmienie nigdy nie będzie nieskrępowane. Ale – jak się okazuje – może być o wiele bardziej ludzkie, niż tego doświadczyłam, gdy mój starszy syn był niemowlęciem.

Mogłaś na kogoś liczyć? Miałaś w kimś wsparcie?

W tym przypadku okazuje się, że aby skutecznie pomóc, trzeba doświadczyć. Największe wsparcie okazały mi inne karmiące mamy, a także te, które nie zdążyły jeszcze zapomnieć, jak bezradna i łatwa do pokierowania jest mama na początku mlecznej drogi. Wiele dowiedziałam się w sieci. Przez Internet dotarłam do ciebie, poznałam blog Hafii. Przeczytałam opowieść amerykańskiej mamy, która już w 1998 roku karmiła dziecko z fenyloketonurią bez wagi. Zrozumiałam, jak bardzo jesteśmy opóźnieni. W Polsce karmienie musi boleć, a karmiąca matka musi cierpieć, bo macierzyństwo to krew, pot i łzy. Wierzę, że nasze pokolenie może to zmienić i utrwalić w naszej zbiorowej świadomości widok uśmiechniętej mamy z niemowlęciem przy piersi w przestrzeni publicznej, tak swojski i dobry, jak widok pary trzymającej się za ręce.
Nie warto wierzyć, że zawsze najlepszą radą posłuży 50-letnia położna. Moja mówiła: „Nie umiem pomóc, ale z całego serca kibicuję, jesteś bardzo dzielna”. A to było już dużo. Specjalistą od laktacji nie jest pan ginekolog, zwłaszcza jeśli mówi: „A więc karmi pani w 12 tygodniu ciąży? Chciałbym, aby do następnej wizyty nastąpiło odstawienie”. Merytorycznie nie pomoże mama, która nie karmiła wcale, ani teściowa, która karmiła bardzo krótko, ani siostra, której powiedziano, że po 6 miesiącu podajemy butelkę, ani nawet mąż, bo to jest doświadczenie poza jego percepcją. Nie pomogą merytorycznie – ale mogą wesprzeć psychicznie i odciążyć w innych sprawach. Takie wsparcie, na szczęście, miałam. Bliscy gotowali obiady, robili zakupy, zabawiali synka, żebym mogła wziąć prysznic. To jest pomoc, o którą warto walczyć. A karmienie jest kwestią karmiących.

Skąd czerpałaś wiedzę o karmieniu piersią przy fenyloketonurii?

Szukałam informacji w sieci, ale polski Internet nie dał mi żadnej wiedzy. Najbardziej pomogła wspomniana wyżej historia Terry Grossmayer, której trzecie dziecko urodziło się chore na PKU. Terry była doświadczoną karmiącą mamą, łatwo i naturalnie wykarmiła malucha, podając na zmianę pierś i preparat. To uczucie, kiedy o tym przeczytałam i uświadomiłam sobie, że ja niepotrzebnie się męczę, jest nie do opisania. Szybko dołączyłam do grupy skupiającej dorosłych chorych i rodziców dzieci z fenyloketonurią, ale tam znalazłam ledwie dwie mamy, które karmiły starsze dzieci. W tej chwili jest ich już więcej. Niestety, regularnie pojawiają się też apele mam, które proszą o pomoc, ponieważ nie radzą sobie z karmieniem. A jeszcze więcej ze strachu i bezsilności po prostu podaje mieszankę. I tylko czasem – niektóre po wielu latach – piszą „dlaczego nie wiedziałam tego wcześniej?”. Warto poprosić lekarza o takie rozpisanie diety, aby można było kilka razy w ciągu doby swobodnie przystawić dziecko do piersi, bo jest to dla malucha lepsze niż podawanie mu odciągniętego mleka lub brutalne odrywanie od piersi, żeby go zważyć.
Cieszę się, że mogłyśmy o tym porozmawiać. Może jakaś mama wpisze w Google frazę: „karmienie piersią fenyloketonuria” i przeczyta, że to może być proste.

Czy chciałabyś powiedzieć coś innym mamom?

W Polsce prawie co tydzień rodzi się noworodek z fenyloketonurią. Co roku 60 czy 70 chorych dzieci może mieć przed sobą piękne karmienie piersią. Ale może to być też kilkadziesiąt smutnych opowieści i żalu, który trwa mimo upływu lat. Znam wiele takich historii. Mamy w kraju poradnie, w których przerażona diagnozą mama usłyszy: „Zaufajmy dziecku. Jeśli dostanie pełną dawkę preparatu, samo sobie wyreguluje, ile może wypić z piersi. Proszę karmić spokojnie, wszystko będzie dobrze”. Ale są i takie ośrodki, w których teraz, w 2017 roku, mówi się: „Proszę dawać tyle i tyle preparatu oraz 50 ml odciągniętego pokarmu co 3 godziny, nie wolno przystawiać do piersi”. Lekarze mówią to bez złych intencji, zależy im na jak największej kontroli nad dietą. Dlatego warto rozmawiać. Uświadamiać, że karmienie piersią jest korzystniejsze bez laktatora i wagi. Tylko w bezpośrednim kontakcie dziecka z piersią mamy wytwarzają się unikalne przeciwciała, stanowiące natychmiastową odpowiedź immunologiczną na to, czego w danej chwili potrzebuje dziecko. Mleko to nie tylko pokarm i napój, karmienie piersią relaksuje dziecko i leczy, warto, żeby mamy o tym pamiętały.
Foto: flikr.com/unicefua