Kategorie
rodzina

Jedna prosta rzecz, która pozwala poczuć się szczęśliwym

Czym jest wdzięczność?

Większość z nas rozumie wdzięczność zgodnie z jej słownikową definicją, która podaje, że  to „stan psychiczny występujący, gdy chcemy powiedzieć lub zrobić coś miłego komuś, kto wcześniej zrobił coś dobrego dla nas”. Brzmi to trochę, jakbyśmy dopiero po doświadczonym dobru czuli chęć do odpłacenia tym samym; niektórzy mogą czuć wówczas nawet pewnego rodzaju zobowiązanie.

Tymczasem wdzięczność to coś więcej niż zwyczajowo i grzecznościowo wypowiadane „dziękuję” za uzyskaną pomoc czy przysługę. To postawa życiowa wyrażająca radość nie tylko z tego, że my coś otrzymujemy, ale i z tego, że dajemy. Bycie wdzięcznym z perspektywy Porozumienia bez Przemocy oznacza świętowanie życia we wszystkich jego przejawach, z całym jego bogactwem i różnorodnością. Okazywanie wdzięczności ściśle wiąże się  z dobrowolnym jej wyborem, nie ma tu miejsca na wzajemność wynikającą z poczucia obowiązku. Tylko taka wdzięczność jest prawdziwym darem – dla siebie i dla drugiego.

Często rodzice w trosce o dobre wychowanie swoich dzieci życzliwie przypominają: „ No, co się mówi?”, „ Podziękuj ładnie”. Czasem malec zdezorientowany nie wie, co powiedzieć, często nie wie, dlaczego ma podziękować. Warto w dzieciach zaszczepiać autentyczną postawę wdzięczności, która będzie wypływać z głębokiego przekonania i poruszenia serca. Ale aby móc dać coś dzieciom, najpierw samemu trzeba to mieć. Można też razem z dziećmi czegoś nowego się nauczyć, także wdzięczności.

[reklama id=”72315″]

Wdzięczność źródłem szczęścia

Wszyscy chcemy być szczęśliwi, wszyscy też, jako rodzice, pragniemy szczęścia dla naszych dzieci.

Wiele osób jednak warunkuje poczucie szczęścia zewnętrznymi czynnikami:

  • „Będę szczęśliwy, gdy wreszcie moje dziecko skończy szkołę”;
  • „ Jak zdobędę awans, będę naprawdę szczęśliwy”
  • „Do szczęścia brakuje mi tylko większego mieszkania” itd.

Lista nigdy się nie kończy i trudno czuć się usatysfakcjonowanym i spełnionym, jeśli nie szukamy szczęścia w sobie. Trudno cenić i cieszyć się życiem, jeżeli przesłania je nam permanentna perspektywa braku. Skupiając się na tym, czego nie mam, nie widzę tego, co mam. Nasze dzieci takim podejściem nasiąkają jak gąbka.

Tymczasem to wdzięczność może owocować odczuwaniem szczęścia. Potwierdzają to badania naukowe dr Roberta Emmons’a, psychologa oraz profesora Uniwersytetu Kalifornijskiego, który dowiódł, że praktykowanie wdzięczności zwiększa nasze poczucie szczęścia, co najmniej o 25%. Liv Larsson, szwedzka propagatorka idei Porozumienia bez Przemocy, podaje kilka powodów, dla których tak się dzieje.

Wdzięczność:

  • umacnia więzi społeczne, rodzinne,
  • ogranicza naszą tendencję do porównywania się z innymi, co jest częstym powodem niezadowolenia,
  • podnosi naszą samoocenę, gdy dostrzegamy nasz wkład we wzbogacanie życia innych ludzi,
  • rozwija empatię.

Wpływ wdzięczności na zdrowie

Chcemy być zdrowi, by cieszyć się życiem, by móc wspierać i pomagać naszym dzieciom. Zanosimy ciche modlitwy o zdrowie dla naszych maluszków. Zdrowo chcemy się odżywiać i szukamy wielu sposobów na życie w zgodzie z naturą. Okazuje się, że także praktykowanie wdzięczności nie bez znaczenia pozostaje na stan naszego zdrowia.

Przyjmowanie postawy wdzięczności:

  • wpływa na lepszy sen,
  • podnosi energię życiową,
  • obniża poziom stresu,
  • wspiera radzenie sobie z trudnymi przeżyciami, zmniejszając tym samym ryzyko depresji,
  • wzmacnia psychikę i system odpornościowy, poprzez redukcję stresu,
  • zachęca do wybaczania, uwalniając przy tym od przykrych emocji i negatywnych myśli.

Powody wdzięczności

To, czy poczujemy wdzięczność czy też nie, zależne jest od tego, na czym koncentrujemy naszą uwagę. Z kolei na to, na czym się skupiamy ma wpływ nasze postrzeganie rzeczywistości. Jedni mają tendencję do narzekania lub zamartwiania się, inni nastawieni na realizację celów, odhaczają kolejne punkty z planu dnia, roku czy życia, jeszcze inni wciąż porównują się z innymi.

Dobra wiadomość jest taka, że to my wybieramy własny punkt widzenia – dlatego zawsze wtedy, kiedy nie czuję satysfakcji z tego, jak odbieram rzeczywistość, a może nawet dany model zaczyna mi ciążyć, mogę wybrać inny sposób patrzenia na świat. Mogę wybrać perspektywę wdzięczności i zarażać nią moje dzieci.

[reklama id=”71166″]

Liv Larsson w swojej książce „ Wdzięczność. Najtańszy bilet do szczęścia” pisze, że: „wdzięczność jest naturalną konsekwencją uświadomienia sobie, że otrzymaliśmy to, czego potrzebujemy.” Kłopot polega na tym, że zdarza się nam mylić zachcianki i strategie z rzeczywistymi potrzebami. Może nam wówczas towarzyszyć poczucie, że nie mamy za co być wdzięczni, bo nie mogliśmy sobie pozwolić na kupienie sukienki z wystawy, albo zamiast spędzić spokojny wieczór przy ulubionym programie musieliśmy pojechać do sklepu po farby, bo te domowe wyschły.

O perspektywie wdzięczności ciekawie napisał przyjaciel Liv Larsson, Lasse Lundberg:

„Jestem wdzięczny:

  • kiedy mogę sprzątać po imprezie, bo to znaczy, że mam przyjaciół,
  • za podatki, które płacę, bo to znaczy, że mam dochody,
  • za ubrania, które są nieco ciasne, bo to znaczy, że mam jedzenie na stole,
  • za to, że trzeba skosić trawnik i wymalować dom, bo to znaczy, że mam swój własny kąt (…)
  • za to, że parking jest daleko, bo to znaczy, że stać mnie na samochód,
  • za osobę, która fałszuje, śpiewając, bo to znaczy, że mogę słyszeć,
  • za stertę ubrań na podłodze, bo to znaczy, że mam co na siebie włożyć,
  • za zmęczenie i ból w mięśniach, bo to znaczy, że mogę ciężko pracować,
  • za budzik, który dzwoni z rana, bo to znaczy, że mogę żyć kolejny dzień”.

Ileż tu potrzeb! Przyjaźni, łatwości, bezpieczeństwa, zdrowia, pożywienia, ruchu…

Powodów do wdzięczności może być wiele:

  • mroźny, słoneczny dzień,
  • samotny spacer w lesie,
  • ugotowany przez mamę obiad,
  • widok tęczy,
  • uśmiech dziecka,
  • sprawnie działające narządy,
  • odwiedziny przyjaciółki,
  • ciepły sweter,
  • cisza,
  • koniec przeziębienia,
  • filiżanka aromatycznej kawy,
  • brak korków w drodze do domu,
  • koncert,
  • ciepło wtulonego w nas zwierzaka,
  • weekend w pidżamie itd.

Wystarczy, że każdego dnia zauważymy choćby dwie, trzy rzeczy, które będę źródłem naszej wdzięczności.

Praktykowanie wdzięczności

Aby nauczyć się patrzeć na świat przez pryzmat wdzięczności, można zacząć od kilku prostych rzeczy, które możemy zaproponować naszym dzieciom i wspólnie je realizować.

Pierwszym krokiem może być wyrażanie wdzięczności wobec:

  • drugiej osoby,
  • siebie samego,
  • świata/losu.

Wdzięczność wobec drugiego człowieka

Choć ten rodzaj wdzięczności jest chyba najpopularniejszy, może okazać się niezwykle trudne, by nawykowe „dziękuję” zamieniło się w szczere wyrażenie wdzięczności. Możliwe jest to wówczas, gdy uświadomimy sobie i pomożemy odkryć dzieciom, jaką naszą potrzebę zaspokoiła czyjaś przysługa, albo brak czyjegoś działania np.:

  • odebranie z przedszkola dziecka przez znajomą mamę sprawia, że zaspokojona zostaje potrzeba pomocy, wzajemności, łatwości, wymiany, a może odpoczynku;
  • podzielenie się z rodzeństwem ostatnim kawałkiem czekolady zaspokaja potrzebę przynależności, miłości, przyjemności;
  • odmówienie przez koleżankę wykonania przysługi daje okazję do zadbania o potrzebę kreatywności, niezależności czy spontaniczności;
  • poranne wyjście partnera do piekarni po świeże pieczywo pozwala zadbać o potrzebę współpracy, pożywienia, a może snu.

Wdzięczność wobec samego siebie

To może być zaskakujące, by dziękować samemu sobie, ale – dlaczego nie? Mamy wówczas okazję dostrzec, jak nasze działanie powiększa dobrostan ludzi, z którymi się spotykamy, jakie mamy zasoby, jakie są nasze możliwości i umiejętności.

Takie podejście wzmacnia poczucie własnej wartości, sprawia, że patrzymy na siebie z sympatią i życzliwością – ileż w tym dobrego dla nas i naszych dzieci. One też widzą, ile mogą dawać, i choć mają zaledwie kilka lat, widzą, że ich wkład jest równie ważny, co wkład mamy i taty. Czują się wówczas uwzględnione, czują się ważną częścią rodziny.

Za co można być wdzięcznym samemu sobie? Za to, że:

  • wyszedłem z pokoju, zanim opuścił mnie spokój,
  • zgodziłam się na zabawę moimi klockami przez młodszą siostrę – była bardzo szczęśliwa,
  • porozmawiałam dziś dłużej niż zwykle (bo zazwyczaj się śpieszę) z panią z warzywniaka, wyraźnie chciała, żeby jej posłuchać,
  • pozbierałem swoje zabawki, choć nie bardzo mi się chciało, ale w ten sposób pomogłam mamie i to było fajne.

Wdzięczność do świata/losu

Dzisiejszy świat wpaja nam przekonanie, że wszystko nam się należy i że wszystko od nas zależy. Wszystko też możemy osiągnąć sami i nie powinniśmy nic nikomu zawdzięczać. Taka postawa odcina nas od relacji z innymi ludźmi i czasem nie pomaga adekwatnie oszacować naszych możliwości i zasobów. Dostrzeganie szerszej perspektywy, tego, że jestem częścią całości pozwala doceniać wzajemny przepływ i prawdziwą obfitość darów.

Świat oferuje przecież tak wiele. Odczuwam wdzięczność, gdy:

  • chodzę po górach,
  • widzę tęczę,
  • korek jest na przeciwległym pasie,
  • paczka dotarła w ostatniej chwili, ale na czas,
  • z prysznica leci gorąca woda,
  • lekarze mówią, że to cud…

Wdzięczność w trudnościach

Porozumienie bez Przemocy mówi o jeszcze jednym rodzaju wdzięczności – wyrażanej w przeciwnościach, w trudnych momentach. Pomaga ona wówczas zrównoważyć cierpienie, ból, smutek, rozczarowanie.

Oto kilka przykładów bycia wdzięcznym:

  • za to, że suszarka spaliła się wieczorem, a nie rano tuż przed wyjściem do pracy, bo zdążyłam ją jeszcze pożyczyć,
  • gdy moje dziecko rzuca się na podłodze w sklepie w akcie rozpaczy, a ja nie tracę cierpliwości,
  • gdy spadła gałka loda na ziemię, ale została mi jeszcze jedna,
  • że złamanie nie jest z przemieszczeniem…

Na drodze do wdzięczności

Liv Larsson w swojej książce podaje wiele sposobów, które mają nam pomóc zakorzenić nawyk wdzięczności w codziennym życiu.

Kilka z nich można realizować wspólnie z dziećmi. Może to być:

  • rozmowa przed snem o tym, za co jesteśmy i komu wdzięczni w mijającym dniu, dzieciom można pomóc nazywać potrzeby, które udało im się zaspokoić przez swoje działanie lub innego człowieka,
  • prowadzenie dziennika wdzięczności – rodzic może zapisywać powody wdzięczności swoje i dzieci, dzieci mogą je też rysować,
  • tworzenie symboli wdzięczności, które umieszczane w widocznym miejscu w domu mają nam przypominać o tym, kto i w jaki sposób wzbogacił nasze życie,
  • tworzenie albumu wdzięczności, w którym wklejamy ilustracje, wzmacniające nasze poczucie wdzięczności,
  • znajdowanie wdzięczności w ciele – określanie, gdzie się ją czuje w danym dniu najbardziej,
  • wybieranie gestu wdzięczności – okazywanie go zamiast słów.

Im więcej wdzięczności praktykujemy, tym mniej jesteśmy podatni na depresję, niepokój, neurozy, zazdrość czy poczucie osamotnienia. Pomaga ona zwalczać chciwość, bierność, wrogość, zawiść, obojętność.

Kiedy nas przepełnia łatwiej nam dostrzegać i doceniać czyny innych. Jesteśmy dla siebie bardziej życzliwi i serdeczni, bo nasze mózgi reagują zadowoleniem, gdy widzimy radość drugiej osoby. Z dnia na dzień stajemy się szczęśliwszymi ludźmi.

Kategorie
wychowanie

Poranki – co zrobić, żeby nie były przepełnione stresem i nerwami?

Jak powiedział francuski dramatopisarz Marcel Achard: Ludzie wierzą, że aby odnieść sukces, trzeba wstawać wcześnie. Otóż nie – trzeba wstawać w dobrym humorze. Jak to zrobić?

Przede wszystkim warto przyjrzeć się swoim przekonaniom na temat porannej krzątaniny:

  • Czy już sama myśl o wstawaniu i przygotowywaniu do wyjścia siebie i dzieci mnie frustruje?
  • Czy obawiam się, że jak zawsze nie będzie łatwo – pytanie tylko, czy będą trzy „awantury”, czy pięć?
  • Czy uważam, że poranki mają to do siebie, że muszą być nerwowe i stresujące i nic z tym nie można zrobić?
  • Czy obarczam kogoś winą za to, jak przebiega nasz początek dnia?
  • Czy ja właściwie lubię poranki, a może ich nie cierpię?

Co zrobić, żeby nastąpiła zmiana?

  • Zatroszczyć się o siebie

    Niezwykle pomocna jest praktyka uważności. Warto wstać kilkanaście minut wcześniej i delektować się ciszą na swój ulubiony sposób – zaparzyć filiżankę herbaty lub kawy i smakować każdy łyk, otworzyć okno i słuchać śpiewu ptaków, przeczytać kilka stron książki, a może poprzyglądać się śpiącym jeszcze ukochanym twarzom.

  • Mieć gotowość przyjęcia tego, co przyniesie poranek i cały dzień

    Gdy będzie trudniej – nie rozpaczać, gdy będzie łatwiej – dostrzec to z wdzięcznością.

  • Uzbroić się w cierpliwość

    Wciąż ją ćwiczyć, a w chwilach napięcia przypomnieć sobie o zbawiennej mocy oddechu.
    Przeczytaj: Denerwujesz się na dziecko? ODDYCHAJ

  • Zrelaksować się wieczorem

    Choćby kilka minut przed snem poświęcić na to, co sprawia nam przyjemność.

Czego warto unikać rano?

  • Hałaśliwego i szorstkiego budzenia dzieci. Jeśli wiesz, że lubią budzić się dłużej, zacznij rytuał odpowiednio wcześniej.
  • Szybkiego zdejmowania ciepłej pidżamy. Ubranie można ogrzać na kaloryferze, by było przyjemne przy zakładaniu.
  • Serwowania śniadania bez uzgodnienia, na co dziecko ma ochotę.
  • Podawania posiłku w miseczce lub kubeczku, którego nie znosi wasz maluch.
  • Kategorycznego przerywania zabawy. Można zabrać misia lub autko ze sobą do stołu – tu rodzice muszą wykazać się kreatywnością.
  • Upierania się przy ćwiczeniu samodzielności. Czy na pewno poranek, gdy zostało 15 minut na odwiezienie dziecka do przedszkola, to najlepszy czas na naukę wkładania bucików lub zasuwania kurtki? Wielu dużo lepszych okazji, bez pośpiechu i nerwowej atmosfery, nie zabraknie.
  • Wykonywania za dziecko tego, co ono chce zrobić samodzielnie. Trzeba to wkalkulować w pulę czasu na poranne przygotowywanie się.

[reklama id=”76088″]

Co można przygotować wcześniej?

  • Na pewno ubranie – wieczorem

    Pewnie, że zdarza się, że dziecko i tak nie chce tego założyć rano, co wybrało wieczorem, więc może warto przygotowywać dwa lub trzy zestawy?

  • Nie tylko plecak do przedszkola lub szkoły, ale i własną torebkę

    – żeby rano nie szukać w popłochu kluczyków do samochodu lub do domu.

  • Plan dnia

    – kiedy wiem, co mam do zrobienia i w jakiej kolejności, łatwo wyeliminować mętlik w głowie i przekonanie, że przed nami napięty dzień – dzięki temu można zyskać więcej spokoju i opanowania.

  • Podział zadań

    – jedno z rodziców robi śniadanie, drugie pomaga dzieciom przy porannej toalecie. Gdy w domu jest już starsze dziecko, też może być włączone w przygotowania.

  • Uporządkowanie domu

    – często iskrą zapalną jest nadepnięty klocek lub stos naczyń w kuchni. Jeśli wiecie, że to może zaburzyć harmonię poranka, jeszcze wieczorem spróbujcie się z tym uporać, a jeśli nie macie sił, to pamiętajcie rano, że podjęliście decyzję o tym, że rano dom będzie w nieładzie.

O co można się jeszcze zatroszczyć?

  • Sen

    Odpowiednia ilość snu zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców korzystnie wpływa na panującą atmosferę. Niewyspani jesteśmy rozdrażnieni, zmęczeni, bardziej podatni na utratę równowagi i spokoju.

  • Poprawę nastroju

    Nie od dziś wiadomo, że muzyka łagodzi obyczaje – może sprawdzi się włączone radio lub płyta z ulubionymi piosenkami dzieci lub z łagodną muzyką relaksacyjną.

  • Przewidywalność

    Stały plan działania – przewidywalny i sprawdzony – ułatwia organizację. Dzieci wiedzą, co po kolei jest do zrobienia rano przed wyjściem z domu, z czasem przyjmują to jako naturalną kolej rzeczy.

  • Komunikację

    Komunikacja językiem pozytywnym i osobistym jest bardziej zrozumiała dla dzieci. Pomocne jest mówienie o tym, na czym mi zależy, na co się rano chcę zgodzić, a na co nie i z jakiego powodu, co mi się podoba, a co nie, zamiast używania haseł typu: „tego rano się nie robi”, “nie czas na to”, “tego nie wolno”, “pośpieszcie się – tyle razy to powtarzam”.

  • “Przypominajkę”

    Wielu z nas pomagają tzw. rememberingi, czyli zdania, nawet pojedyncze słowa, obrazy lub zdjęcia, które przypominają o tym, co ważne. To może być powieszone na lodówce hasło: „Obudź się i bądź miły”, „ Nowy dzień, nowe możliwości”, „Uśmiechnij się” itp., a może sentencja Robina Sharmy „To, jak zaczynasz swój dzień, wpływa na to, jak przeżyjesz swój dzień”.

Każda zmiana wymaga czasu – pewnie nie od razu każdy poranek będzie jak z bajki, ale jedno jest pewne: jeśli nie podejmę żadnego działania, nie wezmę odpowiedzialności za to, na co mam realny wpływ, i będę powtarzać dotychczasowe schematy – nie zmieni się nic.

Kategorie
rodzina

15 wartości, które podnoszą jakość rodzinnego życia

Potrzeba jakości

Wśród wielu uniwersalnych potrzeb obecnych w życiu każdego człowieka perspektywa Porozumienia bez Przemocy zwraca uwagę na potrzebę jakości. Przejawia się ona w wielu sferach życia – mówimy o jakości powietrza, pożywienia, pracy czy jakości warunków materialnych, w których żyją rodziny i poszczególne grupy społeczne. Przeciwieństwem jakości bywa tandeta, bylejakość, prowizoryczność… Każdy z nas ma w różnym stopniu rozwiniętą świadomość istnienia takiej potrzeby, a także stopień jej realizacji.

O jakości coraz częściej mówi się także w odniesieniu do rodziny i relacji wewnątrz niej. Martin Buber pisał, że „świat, w którym żyjemy powstaje z jakości naszych relacji”. Najbliższym światem jest dom rodzinny. Jakość relacji kształtowanych w rodzinie wpływa na wszystkie inne relacje na przestrzeni całego życia, określa je, czasem nawet je determinuje. W domu rodzinnym tworzą się pierwsze mapy emocjonalnych szlaków. Do nich wracamy zarówno wtedy, kiedy je powielamy, jak i wówczas, gdy wybieramy wobec nich alternatywę.

Relacja rodziców wpływa na całą rodzinę

Ogromny wpływ na jakość życia rodzinnego mają wzajemne relacje rodziców. Sposób, w jaki partnerzy traktują siebie nawzajem, nie tylko kształtuje pewien wzorzec relacji partnerskiej, który zapada w świadomości dzieci, lecz także bezpośrednio oddziałuje na atmosferę życia w domu rodzinnym.

Warto co jakiś czas zadać sobie pytania kontrolne, które pozwolą dostrzec aktualny stan:

  • Wyrażam prośby czy raczej wydaję zarządzenia dotyczące organizacji życia domowego?
  • Czy pamiętam, żeby podziękować?
  • Jak podchodzę do konfliktów – szukam porozumienia czy milczę tygodniami?
  • Czy troszczę się o partnera i okazuję to przy każdej okazji np.: przykrywam kocem, gdy zaśnie na kanapie?
  • Czy interesują mnie jego/jej sprawy?
  • Czy daję przestrzeń na realizację marzeń i planów?
  • Czy liczę się z jego/jej zdaniem?
  • Czy rozmawiam? Czy milczę, gdy trzeba?
  • Czy sprawiam jej/jemu przyjemność, np. piekąc ulubione ciasto?

Bywa, że rutyna pozbawia nas uważności na partnera, że pojawienie się dzieci absorbuje całą naszą uwagę i energię, że zmęczenie góruje nad zrozumieniem i życzliwością.

[reklama id=”76088″]

Bez względu na to, ile mamy lat i jakie doświadczenie dźwigamy w życiowym plecaku, są wartości wspólne nam wszystkim, które podnoszą jakość naszego życia we wspólnocie, wpływają na poziom odczuwanego szczęścia i satysfakcji z życia. To wartości, które pomagają rozkwitać zarówno dorosłym, jak i dzieciom. Pielęgnowane w domu rodzinnym tworzą bezpieczną i przyjazną przestrzeń. Oto kilka z nich.

15 wartości, które podnoszą jakość rodzinnego życia

1. Akceptacja

Oznacza ona przyjmowanie drugiego człowieka i tego, kim jest. Bezwarunkowa akceptacja wzmacnia poczucie wartości i pozytywne myślenie o samym sobie. Akceptować to przyjmować, że dziecko ma prawo do złości, płaczu, marudzenia, niezgody; że partner może odmówić spełnienia mojej prośby; że ja, mama, mimo wielkiej miłości mogę być zmęczona własnymi dziećmi.

Akceptować to nie poprawiać, nie upominać, nie negować, nie lepić drugiego i siebie samego na kształt pewnych wyobrażeń czy oczekiwań.  Akceptować to pozwolić drugiemu być tym, kim jest, czyli kimś innym niż my sami. Bezwarunkowa akceptacja wydaje się fundamentem wszystkich pozostałych jakości.

2. Miłość

Marshall Rosenberg w książce „Wychowanie w duchu empatii” przywoływał swoją rozmowę z trzyletnim synem, którego zapytał o to, czy wie, dlaczego tata go kocha. Malec podawał przykłady swoich umiejętności, co uzmysłowiło i samemu autorowi, i wielu rodzicom, jak często wyrażamy swoje uznanie i zachwyt dzieciom wówczas, gdy jesteśmy z nich zadowoleni, jednocześnie nieświadomie komunikując pewną warunkowość naszych uczuć. Po kilku próbach Marshall powiedział chłopcu, że kocha go za to po prostu, że on to on. To wyznanie spotkało się z ogromną radością dziecka, którą wyrażało przez kilka następnych dni, wykrzykując: „Tato, kochasz mnie tylko dlatego, że ja to ja! Kochasz mnie, bo jestem mną!”. Miłość dopełnia akceptację, akceptacja wzmacnia miłość.

Kiedy ostatni raz wyraziłeś/-aś miłość słowami? Kiedy powiedziałeś/-aś dziecku, że kochasz je, mimo że ugryzło brata, przyniosło uwagę ze szkoły, trzasnęło drzwiami do swojego pokoju? Kiedy powiedziałeś bliskiej osobie, jak ważna jest dla ciebie jej obecność? Miłość nie może być nagrodą lub jedynie corocznym wyznaniem walentynkowym. Warto, by stała się naszą codziennością, by każdy z domowników z całym przekonaniem mógł powiedzieć, że czuje się kochany.

3. Branie pod uwagę

Jeśli kogoś darzymy miłością, ważne jest dla nas jego zdanie. Pytamy dzieci, co lubią, co chciałyby wybrać, na co mają ochotę, a na co nie, na co się nie zgadzają, bo miłość zakłada podmiotowe traktowanie. Pytamy o zdanie partnera, przyjaciela, współpracownika. Bierzemy pod uwagę ich upodobania, przyzwyczajenia, by czuli się komfortowo.

Wielu dorosłych obawia się, że pytanie dzieci o zdanie i uwzględnianie go przy podejmowaniu decyzji podważa ich rodzicielskie kompetencje i autorytet. Przekonani o niedojrzałości dzieci i jednocześnie pewni własnych ocen i decyzji, nie biorą serio tego, co one mówią. Tymczasem uwzględnianie drugiej osoby rodzi w niej przekonanie o tym, że jest ważna, że, choć być może pomysł na jedzenie lodów na obiad nie przejdzie tym razem, to jednak ktoś chciał o nim posłuchać. Branie pod uwagę każdego z członków rodziny i wspólne poszukiwanie satysfakcjonujących rozwiązań uczy otwartości i rozwija kreatywność. Prowadzi do budowania kultury opartej o dialog i zrozumienie.

4. Empatia

Ma niezwykłą moc. Wysłuchać kogoś bez oceniania, krytykowania, osądzania, pocieszania, doradzania. Pobyć z nim w tym, co przeżywa, posłuchać z poziomu serca, a nie głowy. Móc samemu doświadczyć empatycznego kontaktu – to bezcenne przeżycie. Trudno zdobyć się na empatię, gdy jesteśmy wzburzeni lub sami jej potrzebujemy. Niełatwo ją pielęgnować w pośpiechu i stresie.

Brene Brown mówi o doświadczaniu empatii, jak o swego rodzaju sakralnej przestrzeni, w której zatrzymuje się czas, do której wspomnienia i bagaż doświadczeń nie mają dostępu. Jest tylko tu i teraz – serce przy sercu. Empatia, która jest praktykowana w rodzinie, daje poczucie zrozumienia i autentycznego kontaktu:
„Moja mama pomaga mi zrozumieć siebie”; „Już wiem, o co mi chodzi, kiedy wściekam się z powodu piętnastominutowego spóźnienia męża do domu”; „Nie jestem sam”. To zasłyszane wypowiedzi tych, którzy ćwiczą empatię, umacniając jednocześnie poczucie więzi i przynależności.

[reklama id=”54596″]

5. Szacunek

W wielu akcjach społecznych czy artykułach poświęconych rodzicielstwu i wychowywaniu dzieci pojawiają się hasła przypominające o tym, że dziecko to człowiek z przysługującymi mu prawami, a zwłaszcza niezbywalnym prawem do poszanowania godności. Na szczęście mijają już czasy, kiedy królowało przekonanie o tym, że „dzieci i ryby głosu nie mają”, a ich jedyną rolą jest bezwzględne posłuszeństwo rodzicom.

Co oznacza szacunek wobec dziecka? To samo, co wobec dorosłego:

  • przyjąć jego odrębność i autonomię,
  • respektować jego granice, czasem głośno i stanowczo prezentowane,
  • cenić wolność wyboru,
  • wspierać wyrażanie własnego zdania,
  • chronić cielesność,
  • przyjmować jego odmowę.

Trudno oczekiwać szacunku od dziecka, jeśli rodzice, opiekunowie, wychowawcy czy lekarze nie okazują go wobec powierzonych ich opiece dzieci. Trudno też go wymagać, jeśli jedna ze stron w związku nie szanuje drugiej – przykład mocniej przemawia niż słowo.

6. Wolność

Jesteśmy na nią mocno wyczuleni. W przestrzeni społeczno-politycznej wszelkie przejawy jej ograniczania budzą sprzeciwy i protesty.

Jak jest z wolnością w naszych czterech ścianach?

  • Czy nasz maluch może wybrać sobie, co chce założyć do przedszkola?
  • Czy dziecko może wstać od stołu, choć jego talerz nie jest pusty?
  • Czy może nie pójść spać o ustalonej porze, gdy o to poprosi lub nie jest zmęczony?
  • Czy wolno mu wyprosić rodzeństwo, żeby pobyć samemu w pokoju?
  • Czy partner/partnerka/ ja mamy przestrzeń na rozwijanie swojej pasji czy ograniczyliśmy się do roli matki i ojca?
  • Czy wybieramy spotkania towarzyskie w ulubionym gronie?
  • Czy narzucamy grono przyjaciół naszym bliskim?

Często słyszy się obawę rodziców wyrażoną w zdaniu: „ Jak mu na wszystko pozwolę, to wejdzie mi na głowę”. Pozwalanie na „wszystko” nie jest jednak możliwe, bo wolność nie jest samowolą i „kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka” ( A. Tosqueville). Wskazywanie dzieciom tej granicy i respektowanie ich wolności pozwala zachować równowagę między wolnością, samowolą i przymusem.

7. Styl komunikacji

Dobrze wiemy, że słowa mają moc – mogą leczyć lub ranić, wzmacniać lub podcinać skrzydła. Wybór stylu, w jakim rozmawiamy z dziećmi czy mężem/żoną, w dużym stopniu wpływa na jakość naszego życia i atmosferę w domu. Wielu rodziców jest świadomych niekorzystnego wpływu, jaki wywierają na dzieci komunikaty będące: oskarżeniami, manipulacją, zastraszaniem, porównywaniem, upokarzaniem, zawstydzaniem, ocenianiem, obrażaniem, wywoływaniem poczucia winy. Wszystkie one nadwyrężają naszą więź z dzieckiem, podważają zaufanie do rodziców jako osób najbliższych, na których miłość i wsparcie chciałoby się móc zawsze liczyć.
Jednocześnie słychać głosy: „To już nic nie można dziecku powiedzieć?”. Owszem można, a nawet trzeba rozmawiać szanując godność i podmiotowość dziecka. Pomocnym narzędziem komunikacji, a nierzadko filozofią życia, staje się Porozumienie bez Przemocy, które pozwala lepiej zrozumieć i dostrzec drugą stronę, bez uciekania się do strategii i komunikatów niosących zranienie i smutek. Słowa pełne łagodności i życzliwości są jak leczniczy balsam, gdy wracamy do domu po dniu pełnym trudnych emocji z przedszkola czy pracy; są jak orzeźwiająca woda, gdy usychamy z tęsknoty lub smutku; są jak koło ratunkowe, gdy dryfujemy po bezbrzeżu bólu, rozpaczy lub gniewu. Nie bez powodu Porozumienie bez Przemocy nazywane jest „ językiem serca”. Warto się go uczyć.

8. Czułość

Nie szczędzimy jej sobie w pierwszych miesiącach zakochania, w pierwszych latach życia dzieci czy małżeństwa. Z czasem czułych gestów coraz mniej – bywa, że dorastające dzieci jej unikają i przyjmują z zakłopotaniem, rodzicom miłość spowszedniała. A przecież czułość jest jednym ze sposobów wyrażania miłości. Nie zawsze musi mieć formę całusów i przytuleń. To może być ręka położona na ramieniu czy głowa o nie wsparta, to może być pogłaskanie po dłoni lub spojrzenie prosto w oczy. Jeden czuły gest czasem może wyrazić więcej niż wiele słów. Warto ją pielęgnować i szukać takich sposobów jej okazywania, by odpowiadały nam one na różnych etapach wspólnego życia.

9. Humor

„Humor jest najwspanialszą przyprawą w czasie uczty życia”– pisała Lucy Maud Montgomery i rzeczywiście badania naukowe oraz obserwacja życia codziennego pokazują, że ludziom z poczuciem humoru żyje się po prostu łatwiej i przyjemniej. Ma on niezwykłe działanie: pomaga nabrać dystansu, dodaje otuchy, pomaga rozładować napiętą sytuację, wywołuje śmiech, a śmiech to zdrowie, odpręża i relaksuje.

10. Zabawa

Choć mistrzami w tej dziedzinie są dzieci pełne nieskrępowanej wyobraźni, nieograniczonej spontaniczności i energii, to zabawa korzystnie wpływa także na dorosłych. Ta z dziećmi umacnia relację, pozwala wejść do świata dziecięcych przeżyć i fantazji, pozostawia niezapomniane wspomnienia. Ta z dorosłymi pozwala zregenerować zasoby, nabrać lekkości i spontaniczności. Kiedy ostatni raz bawiłeś się z całą uwagą ze swoim maluchem – bez telefonu pod ręką, bez gonitwy myśli, bez napięcia i poczucia straconego czasu?
Kiedy ostatni raz byłeś potańczyć (Sylwester się nie liczy)? Kiedy byłeś w kinie lub na koncercie? Kiedy wybraliście się gdzieś bez dzieci?

11. Odpoczynek

Niby taka oczywista rzecz, ale czy dajemy sobie prawo do nicnierobienia? Czy akceptujemy taki stan u naszych dzieci – nie chcą niczego poczytać, nie mają ochoty na zbieranie zabawek, daleko im do odrabiania lekcji… Czy przyjmujemy ze zrozumieniem, że mąż/żona dziś nie zrobi obiadu, nie uprasuje sterty prania, bo wybiera odpoczynek? Czy ciągle gonimy i do tej gonitwy zaprzęgamy wszystkich domowników? Czy umiemy odpoczywać? Czy jednak mamy przekonanie, że z dziećmi to się chyba nie da?

12. Wkład w jakość życia

Każdy z członków rodziny ma zasoby, by przyczyniać się do wzbogacania życia. Każdy też tak, jak potrafi, na miarę własnych umiejętności i doświadczenia, chce dawać. Naprawdę każdy. Przynajmniej na początku wspólnej drogi. Dlaczego z upływem czasu to się zmienia? Bo zbyt często być może słyszeliśmy, że tego tak się nie robi, że tego nie potrafimy, że ktoś inny zrobi to lepiej, szybciej, żeby lepiej się za to nie zabierać, albo tak długo byliśmy wyręczani, a nie włączani, że przyjęliśmy to za normę.

Nasze dzieci także. Spróbujmy więc dostrzec i docenić ich zapał, energię i chęć robienia niemal wszystkiego z mamą lub tatą. Jeśli obawiamy się o bezpieczeństwo maluchów, ostry nóż zastąpmy stołowym lub plastikowym. Zamienić można także szklane naczynia. Niech nas nie zniechęcają niedokładnie zamieciona podłoga lub niedomyte owoce, przecież inaczej niż próbując nikt niczego się nigdy nie nauczył. Marshall Rosenberg mówił, że „wszystko, co warto czynić, warto też czynić niedoskonale”.

13. Uznanie

Warto też wyrażać nasze uznanie domownikom, mówiąc o tym, jak to, co zrobili, nas wsparło, pomogło nam, odciążyło, coś nam ułatwiło. Nie chodzi o chwalenie i wyrażanie zachwytu w postaci zdań: „ jesteś wspaniały; ale z ciebie super dziewczynka, cudowny z ciebie synek, taki grzeczny” – one w gruncie rzeczy nie mówią wiele dziecku, nie wzmacniają jego poczucia wartości. Zamiast tego nazywajmy to, co dostrzegamy, i używajmy języka osobistego: „Wiem, jak bardzo nie lubisz wyjmować naczyń ze zmywarki, dlatego tym bardziej cenię to, że dziś chciałeś mnie w ten sposób odciążyć”; „Cieszę się, że ułożyłaś/-eś zabawki w pokoju siostry, to dla mnie było pomocne”; „Dzięki temu, że rozpakowałeś zakupy, miałam chwilę na spokojne wypicie kawy. Jestem ci wdzięczna”.

14. Wdzięczność

Jest naturalną konsekwencją uznania. Dostrzegam troskę moich bliskich i moją własną wkładaną w jakość naszego życia, wyrażam uznanie, doceniam i jestem wdzięczny/- a.

Przy praktykowaniu wdzięczności warto pamiętać o kilku rzeczach:

  • nic nie jest dane raz na zawsze,
  • to, co mam i czego doświadczam, jest darem, choćby było trudne,
  • postrzeganie siebie i świata przez pryzmat braku, nie pozwala zobaczyć tego, co mam, kim jestem,
  • wyrażanie wdzięczności wzmacnia więź,
  • wdzięczność wyzwala poczucie szczęścia.

15. Życzliwość

Przypomina trochę wonny olejek codziennego życia. Życzliwe słowo, gest po trudnym dniu koją zagubione czasem serce dziecka i dorosłego. Życzliwość łagodzi, jest wyrazem miłości i troski, cierpliwości i łagodności. Dobrze jest, jeśli stoi w porcie, gdy wypływamy na pełne morze codziennych obowiązków, i wita nas, gdy wracamy z rejsu.

Być może nie zawsze jesteśmy w stanie zatroszczyć się o wszystkie te wartości jednocześnie – to zupełnie naturalne. Każdego dnia domownicy mają inne zasoby. Warto jednak mieć je na uwadze, przyglądać się, jak je realizujemy w dłuższej perspektywie czasowej i starajmy się zachowywać między nimi równowagę. Szukajmy też tego, co jest charakterystyczne dla naszych rodzin: może to będzie świętowanie, może pewne rytuały, może wspólne pasje. Pamiętajmy, że choć większa odpowiedzialność za jakość wspólnego życia zawsze spoczywa na rodzicach, to jednak warto włączać i uwzględniać w budowaniu domowej atmosfery także dzieci.

Kategorie
wychowanie

Jak pomóc dziecku radzić sobie z porażką?

Sprawa jest o tyle trudna, że nie wystarczy kilka sytuacji, żeby dzieci zdobyły tę umiejętność – smak porażki najczęściej jest gorzki i trudny do przełknięcia, także dla dorosłych. Ci, mimo że mają trochę więcej lat i doświadczenia, nie zawsze umieją przyjąć przegraną. Tymczasem życie to pasmo osobistych zwycięstw i przegranych i bynajmniej nie chodzi tu o rywalizację w konkursach, zawodach i turniejach.

Dlaczego dzieciom tak bardzo zależy na sukcesach? Powodów może być kilka:

  • dają poczucie przyjemności i satysfakcji,
  • zaspokajają potrzebę sprawczości, wpływu,
  • podnoszą samoocenę (“umiem to”, “potrafię!”).

Ale to tylko jedna strona medalu, niestety jest jeszcze ta druga.

Dzieci dzięki sukcesom:

  • zyskują podziw i akceptację warunkową rówieśników zamiast kpiny i odrzucenia,
  • dostają uwagę opiekunów – wartościującą, ale jednak uwagę,
  • naśladują dorosłych.

Perfekcjonizm i nadmierna koncentracja na sukcesie obciążają dzieci na całe życie. Rolą rodziców jest wspierać je w przeżywaniu niepowodzeń, ale też pokazywać, że znaczenie ma także praca, zaangażowanie, zabawa, które towarzyszą naszemu działaniu, a nie wyłącznie bycie najlepszym.

[reklama id=”76088″]

Jak zaszczepić dzieciom pokorę w przyjmowaniu potknięć? Jak im towarzyszyć, gdy przeżywają trudne emocje?

1. Bądźmy empatyczni

Można powiedzieć: “Jesteś rozczarowana, bo chciałaś widzieć efekty swojego pieczenia?”, “Jesteś niezadowolony, bo zabrakło ci czasu na skończenie budowli?”, “Nie podoba ci się twoja praca z plasteliny, tylko Uli, bo zabrakło ci takich kolorów?”, “Chciałeś dobiec razem z innym dziećmi?”.
Unikajmy przekonywania dziecka, że jego praca jest wspaniała, skoro ono przeżywa niezadowolenie. Mogą pojawiać się tu rozczarowanie, frustracja, złość, a nawet furia, w wyniku których dziecko niszczy to, nad czym się trudziło. Pobądźmy z nim, posłuchajmy jego emocji, poszukajmy potrzeb.

2. Odkrywajmy przed dzieckiem nauki płynące z niepowodzenia

Kiedy emocje już opadną i dziecko będzie gotowe, warto zastanowić się wspólnie, co można zrobić inaczej następnym razem. Pozwólmy dziecku na samodzielne poszukiwanie strategii, nie podsuwajmy gotowych rozwiązań. W ten sposób pokazujemy, że w porażka też może nieść ze sobą coś pozytywnego

3. Stwarzajmy bezpieczne sytuacje

Czyli takie, w których dziecko może się zmierzyć z porażką na bezpiecznym, rodzinnym gruncie. Dobrze sprawdzają się różne gry planszowe, zabawy w mocowanki, przepychanki, ściganki, kiedy dziecko raz wygrywa, raz przegrywa.
Owszem, możemy wtedy usłyszeć: „To nie fair, ja zawsze przegrywam”, ale możemy też przywołać przykład sprzed kilkunastu minut, że w poprzedniej grze, zabawie to tata był drugi. To pomaga dzieciom przełamywać fałszywe przeświadczenie o ciągłych porażkach. W bezpiecznych warunkach mogą też wyrażać swoje uczucia.

4. Pogratulujmy zwycięstwa

Sposobność ta przychodzi wtedy, gdy dziecko wygrywa, a my nie. Dzieci czasami swoją frustrację z powodu przegranej rozładowują na koledze; pokażmy, że można inaczej. Możemy powiedzieć, że następnym razem będziemy mieć nową szansę i że pomimo przegranej dobrze się bawiliśmy i przyjemnie było spędzić razem czas.

5. Kształtujmy pozytywne przekonania

Ulubioną bohaterką wielu dzieci jest Pippi, która ustami Edyty Jungowskiej podśpiewuje często: ”Nie martwcie się o mnie, ja sobie zawsze dam radę”. Ta krótka pioseneczka zaszczepia pozytywne myślenie, które owocuje tym, że dzieci chętniej podejmują kolejną próbę, jeśli efekt jakiejś czynności ich nie zadowala.

6. Rozmawiajmy

Warto jak najczęściej, może co wieczór, rozmawiać z dzieckiem o jego „sukcesach”, wzmacniając w ten sposób jego samoocenę, uświadamiając, ile rzeczy już potrafi zrobić, nad czym chciałoby jeszcze popracować. I to wcale nie muszą być wyłącznie namacalne efekty w postaci prac plastycznych, konstrukcji z klocków czy nalanej (bez rozlewania) wody do kubka (choć to również warto dostrzegać). Powiedzmy też dziecku o tym, że na przykład dziś oddało swoją zabawkę młodszej dziewczynce, mimo że do tej pory tego nie robiło, a to jego ukochana zabawka.

7. Bądźmy przykładem

Każdy z nas ma doświadczenie niejednej własnej porażki albo uczenia się czegoś metodą prób i błędów, która wymagała od nas wytrwałości i cierpliwości. Podzielmy się naszymi historiami z dziećmi. Zobaczą, że „supertacie” i „supermamie” – bo za takich przez pierwsze lata nas uważają – też czasem coś nie wychodzi i to nie jest koniec świata.
Zwróćmy uwagę, jaki przekaz na co dzień dajemy dzieciom – gdy ciasto się nie uda lub gdy nie dostaniemy spodziewanej premii – dzieci chłoną wszystko jak gąbka – nasze słowa, gesty, reakcje.

8. Zmieńmy perspektywę

Jak my i nasze dziecko postrzegamy porażkę? Czy bycie drugim, trzecim to przegrana? A może właśnie dziś odniosłem osobiste zwycięstwo, bo udało mi się coś tak, że jestem z tego zadowolony. Przegrana nie zawsze oznacza to samo, a sukces niejedno ma imię.

Co na pewno nie pomaga dziecku w radzeniu sobie z porażkami:

  • Krytyka w stylu: „Ale byle jak pokolorowałaś ten obrazek”,
  • Porównywanie: „O, zobacz, jak Jagoda sobie poradziła, a ty?”,
  • Poniżanie: „No przecież to takie proste, przedszkolak by sobie poradził”,
  • Dyskredytowanie: „To zadanie dla dorosłych, nie dla dzieci”,
  • Wyręczanie: „Daj mi, ja to szybciej i lepiej zrobię”,
  • Obrażanie: „Co z ciebie za nieudacznik!”,
  • Uporczywe nakłanianie: „No dalej, spróbuj jeszcze raz, na pewno ci się uda”,
  • Oskarżanie: „Przez ciebie tak się to skończyło”,
  • Wywoływanie poczucia winy: „Mogłeś bardziej się postarać, więcej się uczyć”,
  • Przecenianie możliwości dziecka: „Tysiąc puzzli to dla ciebie bułka z masłem”,
  • Niewerbalne komunikaty: westchnięcia, grymasy, przewracanie oczami, załamywanie rąk itp.

Pamiętajmy, że różnorodność osobowości i temperamentów dzieci wymaga od nas, rodziców, poszukiwania najlepszych, indywidualnie dopasowanych strategii wspierania ich w przeżywaniu porażek.
Najważniejsza jest jednak nasza obecność. Dajmy dziecku czas na opłakanie niepowodzenia, na wykrzyczenie złości i rozczarowania. I przypominajmy, że nasza miłość nie zależy od jego osiągnięć.

Kategorie
wychowanie

Dzieci potrzebują przewodnictwa dorosłych

Nasza rzeczywistość zmienia się z minuty na minutę, świat biegnie do przodu, a my próbujemy dotrzymać mu kroku. Wśród przemian, których doświadczamy w wielu sferach naszego życia, istotne wydają się te dotyczące relacji w rodzinie, wyzwań rodziców i miejsca dzieci.
Wychowanie autorytarne, praktykowane od wielu pokoleń, odchodzi. Prawdopodobnie zapisze się w historii jako skuteczne w egzekwowaniu nakazów i zakazów, ale mało wartościowe w budowaniu wzajemnych relacji wśród członków rodziny. Tak zwane „wychowanie bezstresowe” – stawiające dziecko i jego potrzeby (a może bardziej zachcianki) w centrum uwagi, ale też podważające poczucie bezpieczeństwa i rolę rodziców i dzieci w rodzinie – również straciło na atrakcyjności. Ponieważ ani jedno, ani drugie podejście dla wielu rodzin nie jest pociągające, nie daje tej jakości więzi, na której nam zależy, warto się przyjrzeć temu, co proponuje duński pedagog i terapeuta rodzinny – Jesper Juul.

[reklama id=”54596″]

Dzieci potrzebują przewodnictwa dorosłych

Najnowsza wiedza na temat wilków pokazuje ich inteligentną strategię przywództwa, które jest całkowicie ukierunkowane na dobro stada. Dobry przywódca, który prowadzi, jednoczy, troszczy się, to dla wilków po prostu kwestia życia i śmierci. Czy tylko dla wilków?
Dziecko, które wzrasta w rodzinie wspierającej jego system odpornościowy, wzmacniającej poczucie wartości, pielęgnującej więź i wzajemne zaufanie, w przyszłości przetrwa w puszczy życia i będzie umiało zatroszczyć się samo o siebie. Dlatego tak ważne jest, by dorośli podjęli odpowiedzialne zadanie przewodnictwa opartego na wzajemnym szacunku, bezwarunkowej miłości, akceptacji i poszanowaniu integralności dziecka jako odrębnej istoty.

Czym jest przewodnictwo dorosłych?

Przewodnictwo to termin wielokrotnie utożsamiany z wychowywaniem, J. Juul interpretuje go jednak nieco inaczej. W tradycyjnym rozumieniu wychowanie opiera się na relacji podmiot–przedmiot, gdzie podmiotem jest rodzic, nauczyciel, wychowawca. Jego celem jest kształtowanie przedmiotu według z góry ustalonych zasad, które to mają z przedmiotu uczynić podmiot.
Dzieci jednak rodzą się kompetentne co do swoich upodobań, odczuć, potrzeb, brakuje im jedynie życiowego doświadczenia i zdolności przewidywania różnych sytuacji. W zdobywaniu tych kompetencji pomocni są właśnie dorośli. Według Juula ich przywództwo (w idealnej postaci) powinno być:

1. Proaktywne

Proaktywne przewodnictwo polega na tym, że w relacjach z dzieckiem rodzice pamiętają o swoich wartościach i celach, a nie koncentrują się jedynie na tym, co dziecko mówi czy robi.

Dlatego przede wszystkim powinni pytać siebie:

  • Co ma być fundamentem mojej rodziny?
  • Jakie wartości są dla mnie uniwersalne i ponadczasowe (dlatego chcę je przekazać moim dzieciom)?
  • Jak chcę to robić?

Co więcej, pytania te warto stawiać co jakiś czas i sprawdzać, czy to, co wybraliśmy, nadal jest aktualne i wzbogaca naszą rodzinę.

2. Empatyczne

Empatia pozwala być uważnym na emocje i potrzeby zarówno dziecka, jak i nasze – rodzica. Pozwala lepiej się usłyszeć i zrozumieć. Pomaga zrezygnować z ocen, krytyki, oskarżeń na drodze budowania autentycznych relacji opartych na zaufaniu i wierze w dobre intencje dziecka.

3. Elastyczne

Elastyczność to gotowość do uwzględniania wielu okoliczności towarzyszących naszym relacjom m.in.: faz rozwojowych dziecka, poziomu zmęczenia, także naszego, upodobań, zmian nastrojów itp. Warto pamiętać, że rzeczy się zmieniają – to, że dziś Kasia założyła sama buciki, nie oznacza, że jutro i do końca świata zawsze będzie chciała to robić. Kierowanie się żelazną konsekwencją nie zawsze służy dobru dziecka i naszemu autorytetowi w jego oczach.

4. Zorientowane na dialog i troskliwe

Troska i otwartość rodziców na dialog przejawiają się wtedy, gdy dostrzegają i poważnie traktują oni dziecięce marzenia, życzenia, uczucia, myśli, pomysły; nawet wówczas, gdy się z nimi nie zgadzają. Przyznają dzieciom prawo, by mogły czuć, myśleć, mówić i pragnąć inaczej niż oni.

Cztery filary przewodnictwa dorosłych

1. Autorytet osobisty

Dorośli, którzy w taki sposób przewodzą powierzonym im dzieciom, w naturalny sposób zyskują tzw. autorytet osobisty, będący pierwszym z filarów przywództwa dorosłych.
Opiera się on na „poczuciu własnej wartości, dobrej znajomości samego siebie, szacunku i zaufaniu do siebie oraz umiejętności poważnego traktowania swoich wartości i granic”, podobnie jak wartości i granic innych ludzi oraz umiejętności okazywania im szacunku i empatii.
To nie lada wyzwanie dla wielu dorosłych, którzy nie wiedzą, kim naprawdę są, czego chcą, gdzie są ich granice, gdyż większość z nich wychowywana była przez rodziców i nauczycieli, którzy dostrzegali w nich wyłącznie przedmiot “do obróbki”, tracąc z oczu bogactwo ich osobowości. Jednak – jak pisze Jesper Juul – dobra wiadomość jest taka, że można to odkryć w każdym wieku.

2. Odpowiedzialność osobista

Drugim filarem jest przejęcie odpowiedzialności osobistej, polegającej na tym, że sam odpowiadam za swoje decyzje i czyny. To także wybór tego, jak chcę żyć w swojej rodzinie, jak chcę się o nią troszczyć, jak chcę wychowywać swoje dzieci, jakim chcę być rodzicem. To przyjmowanie odpowiedzialności za popełnione błędy, umiejętność przyznania się do nich i wyrażenia żalu wobec dzieci. To odpowiedzialność za jakość relacji między dorosłym a dzieckiem, za którą całkowicie odpowiada dorosły!

3. Poczucie własnej wartości

Poczucie własnej wartości również wpływa na jakość przewodnictwa dorosłych.
Tworzą je dwa elementy:

  • Świadomość tego, kim jestem i jaki mam stosunek do tego, kim jestem, czyli jak siebie postrzegam, czy lubię siebie, czy akceptuję siebie takim, jakim jestem.
  • Emocjonalny i poznawczy stosunek do tego, co o sobie wiem.

Na oba decydujący wpływ mają rodzice – ich zainteresowanie uczuciami i myślami dziecka, ich reakcje na zachowanie, odnoszone sukcesy i popełniane błędy itd. Poczucie własnej wartości bywa piętą Achillesa wielu dorosłych, można je jednak budować, podejmując świadomy wysiłek, także ucząc się tego od dzieci.

4. Uczenie się od siebie nawzajem

Wielu rodziców nie jest w stanie wyobrazić sobie, że mogą czegoś nauczyć się od kilkulatka, a jednak! Jeśli będziemy uważni na komunikaty, otwarci na informacje zwrotne przekazywane nam w różnej postaci na nasze „sposoby” obchodzenia się z nimi, zdobędziemy wiele cennych wskazówek, jakiego rodzica potrzebują nasze dzieci.
Znakomicie pokazują to niemowlęta, w które rodzice faktycznie są wpatrzeni i których słuchają z uwagą, odpowiadając na ich potrzeby z troską i życzliwością. Rodzice i dziecko uczą się siebie nawzajem. Niestety dorośli z czasem odchodzą od tego na rzecz nauczania, „od prowadzenia i bycia prowadzonym do pouczania i poprawiania, od dialogu do monologu”.
A przecież proces wzajemnego uczenia się od siebie może trwać całe życie. Będzie to możliwe, jeśli relacja rodzic–dziecko będzie postrzegana jako relacja dwóch istot o równej godności.
Jesper Juul mówi, że o rzeczywistej jakości naszego rodzicielstwa decyduje gotowość podjęcia wyzwań stawianych nam przez dzieci. Wyzwania te polegają niejednokrotnie na poszukiwaniu strategii pozwalających nam osiągnąć taką jakość relacji w rodzinie, jakiej pragniemy. Dotyczą one wewnętrznej pracy, którą podejmujemy, by wzmocnić własne poczucie wartości, porzucić automatyczne schematy reakcji, nauczyć się empatycznego kontaktu ze sobą samym i dzieckiem i móc stać się odpowiedzialnym przywódcą stada. „Nikomu ta sztuka nie udaje się codziennie – pisze duński pedagog – ale wystarczy, jeśli powiedzie się od czasu do czasu”.

Kategorie
wychowanie

17 pomysłów na zabawy podczas podróży

Aby koszmar nie stał się jawą, warto zatroszczyć się o jakość wspólnego podróżowania i zapewnić maluchom atrakcje, które pomogą im znieść jazdę samochodem czy pociągiem. Bo to nie lada wyzwanie nie tylko dla dwu- i trzylatków.
Pozostawanie w jednej, niemal nieruchomej pozycji przez kilka godzin jest wbrew naturalnej ruchliwości dziecka. Ograniczona przestrzeń, ograniczony dostęp do zabawek i swobodnej zabawy są naprawdę frustrujące. A jeśli za towarzysza na tylnej kanapie ma się młodszego brata lub siostrę, życie jest po prostu nie do zniesienia.

Oto kilka sprawdzonych zabaw, które mogą uratować sytuację:

1. Czytanie

– niezastąpione i niezawodne. Najlepiej zabrać ulubione książki lub kupić nowe, specjalnie na wakacje. Na wspólne czytanie jest wtedy po prostu więcej czasu.

2. Śpiewanie

– można a capella, solo i w chórze. Warto jednak wcześniej przećwiczyć repertuar. W ostateczności zostają zawsze płyty, przy których nikt nie musi się przejmować, że fałszuje.

3. Słuchanie

– audiobooki o przygodach Pippi, detektywa Pozytywki czy Blomkvista, Lotty, Ani i Mani i wiele innych – lista jest długa i naprawdę jest w czym wybierać. Niewątpliwą zaletą audiobooków jest i to, że dają wytchnienie rodzicom.

[reklama_col id=”66335, 66334, 66330″]

4. Liczenie

– starsze dzieci mogą liczyć np. krowy. Młodsze, które jeszcze tego nie umieją, mogą ich po prostu wypatrywać. A liczyć można wszystko: panie w spódnicach lub panów na rowerze, znaki drogowe lub przejazdy kolejowe.

5. Zgadywanie

– jaki kolor będzie mieć samochód jadący z naprzeciwka?

6. Literowanie

– odnajdywanie danej litery na bilbordach, sklepowych szyldach, na rejestracjach innych aut. Można tak przejść cały alfabet.

7. Łańcuszek słów

– układanie słów tak, by kolejne zaczynało się na ostatnią literę poprzedniego wyrazu, np. ananas – sok – kwiat – teczka itd. Można ustalić kategorię: imiona, zwierzęta, przedmioty. Zabawa ta znakomicie wzbogaca słownictwo dzieciaków.

8. Wyszukiwanie

– podobna gra słowna, tym razem wyszukujemy jak najwięcej wyrazów zaczynających się na daną literę, np. “z”: zebra, zero, złoto, zez, zabawka itd.

9. Układanie zagadek

– ma skrzydła i bzyczy – wiadomo, mucha. Ale uwaga, zagadki nie mogą być zbyt łatwe, dzieciaków nie interesuje łatwizna.

10. Dźwięki

– poznawanie po dźwięku, co to za zwierzę lub przedmiot. Świetna zabawa dla małych dzieci, dużo śmiechu gwarantowane.

11. Nazywanie

– zadaniem małych podróżników jest nazwać potomstwo zwierząt, np.: dziecko krowy – cielątko, dziecko konia – źrebak, dziecko kury – kurczątko itp.

12. Rymowanie

– układanie rymów tak długo, jak się da: grzyby – ryby – niby – siwy – leniwy – kłopotliwy – żartobliwy itd.

13. Kamień – papier – nożyczki

– to zabawa nawet dla mniejszych dzieci. Zaczynamy od ułożenia dłoni w pięść, licząc do trzech, uderzamy nią w drugą dłoń. Na „trzy” każdy układa dłoń w kamień (zaciśnięta pięść), papier (otwarta dłoń) lub nożyczki (dwa palce ułożone w kształt litery V). Papier pokonuje kamień, zawijając go, kamień pokonuje nożyczki, tępiąc je, a nożyczki wygrywają, tnąc papier. Jeżeli dwie osoby wybiorą tę samą rzecz, to próbują jeszcze raz.

14. Fantazjowanie

– jaki ładunek może przewozić mijana właśnie ciężarówka? Musi być on oczywiście atrakcyjny dla malucha, np.: hulajnogi, lody, klocki, piasek.

15. Rysowanie

– czasem warto zabrać tabliczki do ścierania czy takie ze znikopisem. Dzieci mogą malować na nich same albo rodzic rysuje fragment obrazka, a dzieci ustalają, czego brakuje, i kończą rysunek. Inną wersją (dla młodszych) jest dorysowywanie na zmianę kresek, figur, które utworzą jakiś obrazek.

16. Zabawki

– warto zabrać ze sobą zestaw ulubionych figurek, laleczek, przytulanek, pacynek… W trakcie podróży można wykorzystać je na wiele sposobów, np.: do zabawy w teatrzyk, do zgadywania poprzez dotyk, co to za postać czy zwierzątko, gdy są ukryte w woreczku, czasem do zasypiania.

17. Gniecenie

– wszystkie maluchy to lubią. Dla najmłodszych można się zaopatrzyć w sklepowego „gniotka” lub zrobić go z balona wypełnionego mąką ziemniaczaną, wtedy nie ryzykujemy połknięcia, pobrudzenia się czy kruszenia masy. Dla starszych dzieci, które potrafią utrzymać całość masy w większym kawałku, sprawdzą się różne typy tzw. „sprytnej” plasteliny lub pudełeczko ciastoliny. Ugniatanie relaksuje, wycisza i bawi.
Jasne, że można dać dzieciom tablet czy smartfon, czasem to ratuje równowagę kierowcy, ale warto dostrzec, ile korzyści mają takie proste, wcale niewymagające dużych przygotowań i wielkiego wysiłku zabawy, np.:

  • Dają poczucie wspólnoty.
  • Zabijają nudę.
  • Poszerzają słownictwo.
  • Rozwijają wyobraźnię.
  • Usprawniają motorykę.
  • Uwrażliwiają na muzykę i literaturę.
  • Wzmacniają bystrość i uważność.
  • Uczą współpracy.
  • Dają poczucie bycia branym pod uwagę.
  • Budują kontakt.
  • Wzmacniają więzi.
  • Są źródłem radości i humoru.
  • Pokazują różnorodność.

Przygotowując się do podróży, pamiętajmy, że jak mówi A. Stern: „Pragnienie zabawy u dzieci jest silniejsze nawet niż głód czy pragnienie”, choć prowiant i ulubione przekąski zapewne się przydadzą i mogą stać się okazją do kolejnej zabawy.

Kategorie
wychowanie

Jak nauczyć dziecko bezinteresownej pomocy innym?

Warto zadawać sobie pytanie, co jest dla mnie ważne i dlaczego chcę przekazać to moim dzieciom? Kiedy myślę o bezinteresownej pomocy innym i pierwszych latach życia moich córek, to jestem zupełnie spokojna. Przecież maluchy wciąż chcą coś robić dla innych!
– Mamo, co robisz?
– Kroję warzywa.
– Ja też mogę?
– Mamo, ja też chcę wieszać pranie.
– Tato, wezmę z tobą te sztućce.
– Babciu, pomogę ci nieść zakupy!
Wynika to zarówno z naturalnych etapów rozwojowych dziecka, w których dominuje ciekawość życia czy chęć zdobywania nowych doświadczeń, jak i z pragnienia bycia częścią wspólnoty, z potrzeby przynależności, współpracy czy wzbogacania życia. Te ostatnie z wymienionych przeze mnie potrzeb M. Rosenberg zalicza do potrzeb z kręgu współzależności, realizowanych w relacjach z innymi ludźmi.
[reklama id=”57837″]
Dzieci chcą uczestniczyć w życiu rodzinnym, chcą włączać się w codzienne czynności, chcą być uwzględnione. Chcą także, abyśmy dostrzegali ich wkład, starania. Wystarczy przyjąć ten dar – autentycznej i bezinteresownej pomocy. Wystarczy nie zniechęcać dzieci, mówiąc:
– Jesteś za mały,
– Nóż jest ostry,
– Ja zrobię to szybciej/lepiej,
– To dla ciebie za ciężkie/za trudne…
Zamiast tego miejmy taki nóż (plastikowy, stołowy), którym dwulatek pokroi paprykę lub ogórka, zaplanujmy więcej czasu na wykonanie danej czynności, wyrażajmy wdzięczność za chęć pomocy. Zbudujmy solidny fundament na przyszłość.
Przyszłość, w której nasz trzylatek pójdzie do przedszkola, i szkoły, i w tak zwany szeroki świat i być może usłyszy:
– Jeśli mi pomożesz pozbierać klocki, dam ci cukierka,
– Jeśli mi nie podniesiesz ołówka, nie będę cię lubić,
– No, masz tu pięć złotych i pozmywaj naczynia babci.

Co wtedy? Jak nie zaprzepaścić tego, co zostało zasiane?

Przede wszystkim wciąż pamiętam o wyżej wymienionych potrzebach – dzieci z nich nie wyrastają. Mamy je wszyscy, bez względu na wiek , bo – zgodnie z Porozumieniem Bez Przemocy – wszyscy chcemy przyczyniać się do dobra drugiego człowieka.
Wierzę też temu, co mówi Jesper Juul, że dzieci chcą współdziałać i robią to w dziesięciu przypadkach na dziewięć! Jednak wielu rodziców współdziałanie wyobraża sobie jako umiejętność dostosowania się czy nawet podporządkowania. Nic więc dziwnego, że nie widzą współdziałania swoich dzieci, które polega na naśladowaniu zachowania rodziców. Ponadto nierzadko dostrzegamy tylko te momenty, w których dzieci przestają współdziałać, nie wzmacniamy naszą uwagą i uznaniem tych zachowań, którymi dzieci realizują wartości przez nas cenione.

[reklama id=”71723″]

Uczą się patrząc

Niby wszyscy wiemy, że dzieci uczą się przez naśladownictwo, co potwierdzają badania, ale co to oznacza w praktyce? Staram się nie wygłaszać górnolotnie brzmiących zasad bez pokrycia, ale wprowadzam je w życie. Angażuję w te przedsięwzięcia moje córki. Na przykład:

  • Za małe ubrania oddajemy młodszym dzieciom znajomych czy krewnych – wspólnie je pakujemy, zawozimy.
  • Przygotowujemy w okolicach świąt produkty spożywcze dla potrzebujących.
  • Przy okazji rozliczenia podatkowego opowiadam córce o 1% i mówię, dla kogo i z jakiego powodu go przekazuję.
  • Starsza córka otrzymuje kieszonkowe i drobną kwotę odkłada na pomoc potrzebującym, sama decyduje kiedy i komu je przekaże.
  • Uczestniczymy w szkolnych kiermaszach czy koncertach charytatywnych.
  • Proszę dzieci o pomoc w sprzątaniu, przyjmując zarówno ich zgodę, jak i odmowę.
  • Często razem przygotowujemy posiłki.
  • Od dawna weekendowym śniadaniem zajmuje się starsza córka, starając się o jakieś drobne niespodzianki, np. kwiatek, serwetkę… Niedawno dołączyła do niej młodsza.
  • Niejednokrotnie starsza córka biegnie do sklepiku naprzeciwko, bo skończyło mi się np. mleko do kawy.

Możliwości jest tak wiele

Niejednokrotnie obserwuję, że jakakolwiek forma perswazji – namowa, nakazywanie, przymuszanie – przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Nie chcę, by altruizm kojarzył się mojemu dziecku z przymusem. Chcę, by wypływał z potrzeby serca, dlatego zostawiam przestrzeń dla wolnego wyboru. Jednocześnie pokazuję, co dzieje się kiedy my, ludzie, nie chcemy sobie pomagać i do czego przyczynia się nasza bezinteresowna pomoc.
Staram się każdego dnia wyrażać wdzięczność mojej rodzinie za okazaną mi pomoc. Podczas wieczornych rozmów z córkami mówię im, jakie to dla mnie ważne i cenne, byśmy z życzliwością i troską wspierali się nawzajem.

Kategorie
wychowanie

Co mówić dziewczynce (i czego nie mówić), żeby wychować ją na pewną siebie kobietę?

Nie pomagają także utrwalone przez pokolenia stereotypy na temat roli kobiet w społeczeństwie, stereotypy zresztą historycznie uwarunkowane. Na szczęście współcześni rodzice, coraz bardziej świadomi, idą pod prąd i umacniają u swoich córek cechy, które pomogą im stawać się silnym kobietami.

Być jak Merida Waleczna

Ta zachwycająca historia młodej i niepokornej dziewczyny opowiada o trudnej relacji matki i pierworodnej córki. Matki, która wychowuje Meridę na spadkobierczynię, dostojną królową o nienagannych manierach, mającą w imię odpowiedzialności za przyszłość rodu poświęcić swoje pragnienia, zawrzeć politycznie obiecujące małżeństwo i realizować plan matki na swoje życie. Elinor, jako kochająca matka, robi to wszystko w przekonaniu, że to najlepsza droga dla Meridy.
Opowieść ta – zwłaszcza dla wielu mam – może stać się okazją do refleksji nad relacją z córką, rolą matki w kształtowaniu silnej osobowości, przekazem zawartym w słowach i czynach oddziałujących na córkę, zaufaniem do niej, budowaniem z nią silnej więzi i pierwszeństwem obowiązku i tradycji nad wolnym wyborem i autonomią.
Merida oczywiście się buntuje, zrywa relację z matką, a wszystko po to, by po wielu perypetiach nawiązać ją na nowo – bardziej trwałą i silniejszą niż kiedykolwiek, bo opartą na zaufaniu i szacunku matki i córki. Jest w niej przestrzeń na wolność i autonomię, mądrość i doświadczenie.

[reklama id=”71161″]

Zostać mamą/tatą Meridy

Mądra, pewna siebie, odpowiedzialna, znająca swoją wartość, odważna… To tylko niektóre z cech, jakie rodzice chcą widzieć u swoich córek. Listę wydłużają takie przymioty jak: czuła, troskliwa, opiekuńcza, ale i samodzielna, zaradna, niezależna. Rodzice jednak nie zawsze wybierają drogę, która prowadzi do celu, choć tak im się wydaje. Czasem, nawet nieświadomie, rzucają córce pod nogi kłody w postaci raniących słów, tłumiących pewność siebie i samoakceptację. Słowa te łamią osobowość dziecka, pozostawiając nierzadko trwałe blizny.

Dlaczego słowa odgrywają tak ważną rolę?

W oparciu o to, co usłyszą z ust ważnych dla siebie dorosłych, dzieci kształtują określony obraz samego siebie. Nie bez znaczenia jest nie tylko treść przekazu, ale także to, jakim tonem jest on wypowiadany, z jaką mimiką, jakie gesty mu towarzyszą. Dzieci poprzez te komunikaty zaczynają wartościować siebie jako kogoś bardzo cennego i niepowtarzalnego albo zaczynają siebie ignorować jako nikomu niepotrzebną i mało znaczącą istotę. Te najmłodsze są zupełnie bezbronne wobec słów, które słyszą o sobie. Wierzą w nie, ufają im, bo przecież wypowiadają je najbliżsi.

Czego zdecydowanie unikać w rozmowie z córką:

  • porównywania: “Zobacz – inne dzieci biegną szybciej od ciebie”,
  • krytykowania: “Z takim gustem nikomu się nie spodobasz”,
  • poniżania: “Nie udawaj głupszej, niż jesteś”,
  • ośmieszania: “Ależ się popisałaś inteligencją”,
  • podcinania skrzydeł: “Nawet nie próbuj, bo i tak ci się nie uda”,
  • wyręczania: “Daj, ja to zrobię lepiej”,
  • dyskredytowania: “To nie jest dla małych dziewczynek”,
  • udowadniania niekompetencji: “Nie potrafisz podjąć właściwej decyzji”,
  • zawstydzania: “Dziewczynki tak się nie zachowują”,
  • szufladkowania: “Nie zaprzątaj tym sobie swojej ślicznej główki, pomyśl lepiej o tym, co założysz”,
  • zaprzeczania uczuciom: “No przecież nic takiego się nie stało, nie przesadzaj”,
  • ograniczania aspiracji: “Nie oczekuj zbyt wiele – bierz, co dają”.

Wszystkie te komunikaty wpychają nasze córki w pewien określony szablon kobiety: ładnej, ale nie za mądrej, zadbanej, ale niesamodzielnej, zbyt uczuciowej, a więc niewiarygodnej. Dziewczynki grzecznej i posłusznej, która wyrasta na podporządkowaną mężowi żonę, matkę dzieciom, a szefowi wzorową pracownicę, która zna swoje miejsce w szeregu i nie opuści go, bo karierę robić mogą tylko mężczyźni.
To dość dramatyczna wizja, ale niestety często spotykana. Jeśli małym dziewczynkom odmawia się prawa do okazywania swoich uczuć, do wyrażania swoich opinii, do podejmowania decyzji i wyzwań, to ogranicza się bogactwo ich osobowości, wybór życiowej drogi i poczucie własnej wartości. Nie oznacza to bynajmniej, że nie staną się silnymi kobietami już nigdy, ale będzie je to kosztowało więcej wysiłku i pracy nad sobą.

Jak zatem oszczędzić córce tego trudu i już w małej dziewczynce wspierać silną kobietę? Można to robić poprzez:

  • wzmacnianie poczucia własnej wartości,
  • uczenie przyjmowania porażek,
  • akceptowanie wszystkich emocji,
  • zachęcanie do podejmowania wyzwań,
  • wspieranie samodzielności i zaradności,
  • zakorzenianie przekonania, że rozwiązań jest nieskończenie wiele,
  • wzmacnianie naturalnej akceptacji siebie i swojego ciała,
  • pomoc w odkrywaniu mocnych stron,
  • pokazywanie wartości niezależności, ale i współzależności,
  • szanowanie wyborów.

Życie każdego dnia daje mnóstwo okazji, by towarzyszyć dziewczynkom na drodze ku silnej, dojrzałej osobowości. Nie bez znaczenia pozostaje przykład mamy i sposób, w jaki traktowana jest przez tatę. I choć droga do społecznej rewolucji świadomości jest jeszcze daleka, to nadzieję budzi realna zmiana w naszych rodzinach. A może nie jest tu potrzebna rewolucja, bo przecież kropla drąży skałę…

Kategorie
wychowanie

"Jesteś zły", "Co za niedobre dziecko" – o różnicy między nazywaniem dziecka a nazywaniem jego zachowania

Pułapki etykietowania

Niestety wielu wpada w pułapkę – zamiast nazywać emocje dziecka i szukać ich źródeł, dorośli zaczynają określać dziecko, krytykując w ten sposób nieakceptowane zachowania. Zamiast opisywać fakty, wielu je interpretuje, obarczając odpowiedzialnością malucha.
– Ależ jesteś łobuz, zrzuciłeś jedzenie z talerza.
– Jesteś niedobra!
– Co z ciebie za uparciuch, tyle razy cię upominam.
– Jesteś agresywny, nie wolno bić dzieci!
– Leń i nic więcej.
– Nie mogę ci wierzyć, jesteś kłamczuchem.

Małe dzieci nie wiedzą, co mają o sobie myśleć, nie znają wszystkich pojęć, nie rozumieją w pełni ich znaczeń. Słuchają dorosłych, którzy się nimi opiekują, którym ufają i w których słowa wierzą. Nadawanie dzieciom etykiet działa nie tylko jak samospełniająca się przepowiednia – dziecko powtarza dane zachowanie, bo przecież takie jest: tak powiedziała, mama, pani w przedszkolu, pan doktor. Dodatkowym efektem jest postrzeganie dziecka z perspektywy tej cechy – dorośli równie mocno w nią wierzą i trudno im zobaczyć, że Jaś nie zawsze jest niegrzeczny, Kasia nie zawsze pyskuje, Antek nie zawsze rozmawia na lekcji. Łatwiej dostrzegać te przejawy zachowań, które wpisują się w uproszczoną i określoną raz na zawsze wersję dziecka.

[reklama id=”71166″]

Skutki nadawania dzieciom etykiet

Wiemy, jaka intencja kryje się za takimi komunikatami – chęć wyeliminowania niepożądanych zachowań u dzieci.

Niestety skutek jest nie tylko odwrotny od zamierzonego, ale w sposób istotny:

  • wpływa na poczucie wartości dziecka,
  • oddziałuje na jego samoocenę,
  • nadszarpuje zaufanie do dorosłego,
  • rodzi niechęć, opór, smutek rozczarowanie, wstyd, poczucie winy, a więc uczucia negatywnie wpływające na emocje i psychikę małego dziecka,
  • ogranicza miłość i akceptację,
  • nadweręża relację rodzic – dziecko.

Jak zatem mówić, by pokazać, dziecku bez naruszania jego integralności, że pewne jego reakcje są trudne dla nas i otoczenia?

Oczekiwania kontra etapy rozwojowe dziecka

Przede wszystkim warto zweryfikować swoje oczekiwania wobec dziecka z perspektywy etapów rozwojowych. Oczekując od dziecka dojrzałego sposobu myślenia i zachowywania się, zanim ono będzie do tego gotowe, podważamy jego poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego – niezbędne dla harmonijnego rozwoju i osiągania kolejnych etapów. Niemożność spełniania rodzicielskich oczekiwań będzie rodzić frustracje i pogłębiać poczucie niezrozumienia i braku akceptacji.
Etapy rozwojowe przeżywają nie tylko małe dzieci, ale i nastolatki, które potrzebują dużo uznania i szacunku wobec zmagań, przed którymi stoją.

Zamiana ról

Dobrym zwyczajem jest zadawanie sobie pytań:

  • Jak bym się czuł, gdybym usłyszał taką uwagę, którą dziś skierowałem do mojego dziecka?
  • Czy te słowa wyrażały bezwarunkową miłość?
  • Czy to, co właśnie mu zrobiłem (coś zabrałem, czegoś zabroniłem), szanowało jego granice?

Kiedy zmienimy się rolami, niejednokrotnie nie tylko poczujemy opór wobec tego, co słyszymy o sobie, ale bywa, że możemy być tym autentycznie wstrząśnięci i przerażeni. Zresztą, aby poczuć się jak dziecko, wystarczy przypomnieć sobie słowa szefa, który oskarża nas o to, że nie przyłożyliśmy się do projektu, choć dobrze wiemy, że daliśmy z siebie wszystko; uwagę koleżanki, że myślimy tylko o sobie, kiedy odmawiamy jej jakiejś przysługi, bo chcemy zatroszczyć się o swoje zdrowie lub odpoczynek; albo słowa partnera o tym, że rozpieszczamy dzieci, podczas gdy my z szacunkiem chcemy traktować ich potrzeby i uczucia.

  • Czy w tych słowach zawarta jest prawda o nas?
  • Czy w słowach, które kierujemy do dzieci, wyrażamy miłość i akceptację?

[reklama id=”72315″]

Kocham cię bez żadnego “ale”

Im starsze dzieci, tym więcej pojawia się prób, którym poddawanie są rodzicielska cierpliwość, wyrozumiałość i bezwarunkowa miłość. Dzieciom nie wystarczy powiedzieć raz, że je kochamy i akceptujemy, zwłaszcza w przyjaznej i sielskiej atmosferze, bo tego akurat dnia nie wydarzyło się nic trudnego. Dzieciom trzeba wciąż dawać do zrozumienia, że przyjmujemy je takimi, jakimi są. Niektórzy rodzice, nawet psychologowie, uważają, że klarowne i wzmacniające jest mówienie dzieciom zdań typu: „Kochamy i akceptujemy ciebie, ale nie akceptujemy tego, co robisz”, „Ty jesteś w porządku, ale twoje zachowanie nie”. Są i tacy, którzy się z tym nie zgadzają. Niech jako przykład posłuży autentyczna sytuacja:
Kasia i Jaś bawią się w berka – dobrze im ze sobą, lubią się. W pewnej chwili Kasia bierze bluzę i zaczyna nią machać, a Jaś stara się uniknąć zetknięcia z bluzą. Dzieci mają przy tym dużo frajdy. Nagle Jaś policzkiem otarł się o suwak bluzy – zabolało go to, rozpłakał się. Podeszła jego mama i zaczęła mu tłumaczyć, że Kasia nie chciała go uderzyć. Powtarzała to kilka razy.
I tu zaczyna płakać Kasia.
Dlaczego? Dlatego, że nie uniosła ciężaru słowa „uderzyć”, zupełnie nie taką miała intencję, nawet przez głowę jej nie przeszło, że mogłaby chcieć to zrobić.
To my, dorośli, nadajemy znaczenie dziecięcym zachowaniom i reakcjom, to my przedwcześnie kwalifikujemy je jako negatywne, złośliwe i złe. I nie chodzi o sytuacje zagrażające zdrowiu i bezpieczeństwu dzieci. Thomas Gordon zauważył, że “rodzice, którzy uznają za nie do przyjęcia wiele rzeczy, które mówią lub robią ich dzieci, nieuchronnie zaszczepią w tych dzieciach głębokie przekonanie, że także one same są nie do przyjęcia”.

Ograniczanie krytyki

Może czasem warto ugryźć się w język – zbyt dużo krytyki może wpędzić dziecko w kompleksy. Zastanówmy się, co dokładnie nam się nie podoba, i wyrażajmy się precyzyjnie, zamiast uogólniać: Chcę, żebyś odkładała zabawki na półki (zamiast: Jesteś bałaganiarą).
Znaczenie ma także intensywność naszej krytyki – dzieci są głęboko dotknięte agresywnym tonem, bolesnymi określeniami nawet wtedy, gdy tego nie okazują. Łagodność i życzliwość będą skuteczniej wspierać nasze rodzicielskie zamierzenia.

Język osobisty

Zamiast ocen, etykietek, wartościujących opisów zastosujmy język osobisty, który będzie wyrażał nasze odczucia i to, na czym nam zależy.

Dziecku wtedy łatwiej zrozumieć, dlaczego na coś się nie zgadzamy:

  • Chcę, żebyś nie machał łopatką nad głową brata; obawiam się, że jest zbyt blisko i może to go zaboleć, gdybyś dotknął nią jego buzi (zamiast: Nie wolno!).
  • Mam prośbę, zostawiaj jedzenie na talerzu, jeśli ci nie smakuje, nie rzucaj nim na podłogę – bardzo nie lubię tego sprzątać. A jeśli chcesz po prostu porzucać, to znajdźmy coś innego (zamiast: Przestań natychmiast! Co ty wyprawiasz?).

Cztery kroki

To kolejne narzędzie, które pomaga opiekunom wyrażać siebie bez naruszania granic dziecka.
1. Nazywamy to, co jest:
Widziałam dziś po śniadaniu, że zamknęłaś nagle drzwi do pokoju, gdy twoja siostra próbowała wejść (zamiast: Za każdym razem, gdy twoja siostra chce wejść do pokoju, zatrzaskujesz jej drzwi przed nosem).
2. Wyrażamy swoje uczucia:
Martwi mnie to/Niepokoi/Nie podoba mi się… (zamiast: Denerwujesz mnie i siostrę takim zachowaniem).
3. Mówimy o potrzebach:
…bo chciałabym, żebyście spędzały czas na wspólnej zabawie (potrzeba komfortu, więzi, rozwoju),
…bo boję się, że twoja siostra włoży palce między drzwi a futrynę, a ty tego nie zauważysz (potrzeba bezpieczeństwa),
…bo chcę wiedzieć, co takiego się dzieje, że chcesz być w pokoju sama (potrzeba jasności)
(zamiast: dobrze wychowane dzieci tak się nie zachowują).
4. Formułujemy prośbę:
Powiesz mi, o co chodzi? Dlaczego to robisz? Chcę się z tobą zastanowić, jak możesz inaczej pokazywać, że chcesz w pokoju być sama, co ty na to? (zamiast: Nie życzę sobie więcej takiego trzaskania drzwiami w tym domu – zrozumiałaś?).

Dostrzeganie skutków postępowania

Zbyt łatwo przychodzi rodzicom reakcja: „Rozczarowałeś mnie”, „Nie tego cię uczę”, „ Tak się nie robi”.

Może pozwólmy dzieciom dostrzec to, co ich działanie spowodowało:

– Zrzuciłeś szklankę ze stołu – na podłodze jest szkło, nie jest teraz bezpiecznie. Muszę je pozbierać, a wolałabym zrobić coś przyjemniejszego.
– Wzięłaś z rąk siostry lalkę, którą się bawiła – spójrz na jej minę. Jaka jest? Płacze? Chciała się jeszcze bawić?
– Wysypałeś mąkę na podłogę – nie mam teraz z czego zrobić naleśników, a mieliśmy na nie wielką ochotę.

Słowa mają wielką moc. Mogą być murem, który będziemy wznosić każdego dnia z cegieł krytyki, oskarżeń, etykiet, oddalając się od siebie nawzajem, a mogą być też oknem, które będziemy otwierać za każdym razem, gdy nawiążemy szczery, pełen szacunku i uważności kontakt z drugim człowiekiem, zwłaszcza tym małym.

Kategorie
edukacja alternatywna

O etykietowaniu i jego skutkach w przedszkolu i szkole

Współczesna edukacja od kilku lat przeżywa prawdziwą nawałnicę zmian. Począwszy od „wojny” o sześciolatki, poprzez zmiany obowiązujących podstaw programowych, aż do reformy edukacji i związanej z nią prawdziwej rewolucji, którą obserwujemy na licznych płaszczyznach.

Jednak wielu rodzicom i wielu nauczycielom zależy na zmianie, która prowadziłaby do podniesienia jakości nie tylko kształcenia, ale przede wszystkim jakości relacji, które w przestrzeni szkolnej tworzą dzieci, rodzice i nauczyciele.

Wśród postulatów, o których coraz więcej słychać na portalach edukacyjnych, w mediach, w ofertach szkoleń dla pedagogów, szczególnie ważne wydaje się zjawisko etykietowania w szkolnej ławie. Bo niestety szkoła, pomimo licznych przemian, ma nadal charakter silnie wartościujący i segregujący. Dziecko w szkole jest opisywane, a następnie klasyfikowane na podstawie posiadanej wiedzy i czynionych postępów według z góry ustalonych kryteriów.

[natuli2]

Czym jest etykietowanie?

To inaczej stygmatyzacja lub naznaczanie społeczne, czyli proces polegający na nadawaniu określeń pojedynczym osobom albo całym grupom społecznym. Określenia te mają na celu uchwycić ich najważniejszą, charakterystyczną cechę. To skutkuje upraszczaniem rzeczywistości. Dzięki temu wnioskowanie na temat innych ludzi staje się łatwiejsze, a ich zachowanie dla etykietującego – przewidywalne. Przewidywanie takie urasta niejednokrotnie do pewności co do możliwych sposobów reakcji. Wiadomo, czego można się spodziewać po „zdolnym leniu”, „histeryczce”, „wzorowym uczniu”, „lekkoduchu” itd.

Etykietowanie jest niezwykle pomocne dla stereotypizacji, bowiem bazą dla niej są uprzedzenia, niepotwierdzone opinie, czyjeś osądy.

Dwa źródła etykietowania w szkole

Dziecko w przestrzeni szkolnej może doświadczać szufladkowania z co najmniej dwóch znaczących źródeł:

  • ze strony nauczycieli,
  • ze strony rówieśników.

Bardzo często ci pierwsi przyczyniają się do zakorzeniania etykietek w świadomości swoich uczniów z racji zajmowanej w szkole pozycji, posiadanej władzy. Uczniowie zaczynają zachowywać się w odmienny sposób wobec danego dziecka, postrzegając je przez pryzmat nadanej mu łatki:

  • To nasz klasowy łobuz.
  • Ona nigdy nie odrabia prac domowych. Jest leniwa.
  • Jesteśmy słabą klasą, wszyscy nauczyciele to mówią.

Kilkukrotnie powtarzane określenia pod adresem poszczególnych dzieci lub całej grupy przyrastają do nich na stałe, towarzysząc nierzadko przez wszystkie lata ich pobytu w danej placówce edukacyjnej.

Kształtowanie się etykietek

Wiele etykietek rodzi się pod wpływem pierwszego wrażenia – na jego podstawie przypisuje się kolejne cechy danej osobie. Co ciekawe, w ten sposób mogą powstawać negatywne i pozytywne łatki.

Psychologia nazywa te zjawiska:

  • „anielskim efektem halo”– jeśli na pierwszy rzut oka postrzegamy kogoś jako inteligentnego, to łatwo o nim pomyśleć także, że jest miły, serdeczny, pomocny itp.;
  • „szatańskim efektem halo” – jeśli ktoś w pierwszym kontakcie wyda nam się mrukliwy, to można przypisać mu także cechy tj. gburowatość, brak kultury, złośliwość itp.

Wśród innych przyczyn etykietowania wymienić można także:

  • sytuację rodzinną ucznia – często pojawia się przekonanie o konieczności występowania trudności wychowawczych czy różnych patologii tam, gdzie dziecko wychowywane jest w rodzinie niepełnej,
  • sytuację materialną – niższe dochody w rodzinie dziecka mogą kształtować opinie o niskim poziomie kultury czy etyki w danej rodzinie, albo powodują obejmowanie dziecka nadmierną troską, prowadzącą do nadopiekuńczości lub izolacji i niechęci ze strony rówieśników,
  • osiągnięcia w nauce – brak pozytywnych ocen powoduje postrzeganie dziecka w kategoriach mniej zdolnego, leniwego, niesystematycznego itp.,
  • wygląd – jedni otrzymują łatkę „flei”, inni nazywani są „schludnymi” i „porządnymi”;
  • sposób zachowania – wśród uczniów funkcjonują klasowe „błazny”, „nieogarnięci” czy „wzorowi”.

Edukacyjne skutki etykietowania

Zdumiewający jest fakt, jak zjawisko to może mieć dalekosiężny i znaczący wpływ na rozwój dzieci na wielu płaszczyznach:

  • Etykiety zawężają obszar umiejętności ucznia, który jest zgodny z nadaną mu etykietą – humanista, sportowiec, umysł ścisły.
  • Nierzadko łatki ograniczają przyczyny niepowodzeń jedynie do tych związanych z trudnościami w nauce lub do nieumiejętności dostosowania się do ogólnie przyjętych norm zachowania.
  • Mogą powodować trudności w nauce – dziecko przestaje wierzyć w swój potencjał i możliwości.
  • Często też skutkują tym, że etykietujący, który dokonuje oceny pracy dziecka, skupia się na cechach jego osobowości, nie zaś na poziomie wiedzy czy opanowanych umiejętnościach.

Wychowawcze skutki etykietowania

1. Etykiety w selektywny sposób definiują tożsamość dziecka

– stawiają znak równości między człowiekiem i jego zachowaniem. Dlatego wielu nauczycieli koncentruje swoją uwagę na problematycznym zachowaniu podopiecznych, rzadziej dostrzegając ich pozytywne strony.

2. Etykiety nadawane dzieciom w szkole ukierunkowują postrzeganie ich przez inne osoby, z którymi mają rzadszy kontakt w określony sposób

Jeśli dziecko ma łatkę „uparciucha”, „łobuza”, „ciapy”, „głuptasa” czy „pupila”, to z tej perspektywy patrzy na niego nierzadko także pan woźny i pani szatniarka, nowy nauczyciel czy szkolna pielęgniarka.

3. Etykiety obniżają poczucie bezpieczeństwa psychicznego dzieci ”naznaczonych”

Żyją one w oczekiwaniu pełnym napięcia czy też danego dnia ich łatka zostanie przypomniana, wykorzystana przeciw nim czy może wyśmiana. Etykieta może stać się narzędziem manipulacji – przecież wzorowy uczeń nie zawiedzie swojej pani i zrobi wszystko, nawet kosztem swojej integralności, by sprostać jej wymaganiom. Nadawane uczniom łaty ograniczają otwartość nauczycieli wobec ich wychowanków – „Ja cię dobrze znam, mnie nie oszukasz. Wiem, że ci się nie chciało”.

Druga strona medalu

Tragicznym wręcz skutkiem etykietowania jest moment, w którym dziecko zaczyna wierzyć w to, co słyszy. Etykieta niesie z sobą efekt samospełniającej się przepowiedni. „Nie tylko inni tak o mnie myślą, ja sam też już tak uważam”. Dziecko zaczyna postępować zgodnie z przekazem stygmatu, spełniając w ten sposób oczekiwania otoczenia. Reaguje w przewidywany przez wszystkich sposób, a wszelkie odstępstwo od znanej „normy” spotykać się może z drwiną, niedowierzaniem, w najlepszym wypadku ze zdziwieniem.

Niestety, raz przypiętej etykiety trudno się pozbyć. Mały człowiek został percepcyjnie skategoryzowany, zaszufladkowany. Wszelkie działania próbujące podważyć nadaną mu etykietę zostają zinterpretowane jako potwierdzające słuszność naznaczenia społecznego. Ono zaś wpływa niekorzystnie nie tylko na obraz ucznia w klasie czy szkole, ale oddziałuje na całą jego przyszłość.

Droga do zmiany

To prawda, że jest długa i wyboista, ale prawdą jest również i to, że wielu wychowawców jest coraz bardziej świadomych destrukcyjnego wpływu stygmatyzacji na dzieci. Zmiana nie wydarzy się z dnia na dzień, bo jest procesem wymagającym cierpliwości i wytrwałości.

Procesem, który może się rozpocząć od wyposażenia nauczycieli i uczniów w odpowiednią wiedzę i narzędzia, które pomogą eliminować etykietowanie z wzajemnych relacji.