Kategorie
edukacja alternatywna

8 zabaw po angielsku dla przedszkolaka

Nawet jeśli nasz angielski nie jest doskonały, z pewnością poradzimy sobie z prostymi zabawami, które oprócz utrwalania nowych słówek rozwijają twórcze myślenie, a przede wszystkim są świetną okazją do spędzenia aktywnego czasu z dziećmi.

Podczas wspólnej zabawy warto pamiętać o kilku zasadach:

  • dziecko może mieszać języki, nie musi odpowiadać wyłącznie po angielsku,
  • zamiast tłumaczyć reguły, pokażmy je włączając się do zabawy,
  • czas koncentracji uwagi jest proporcjonalny do wieku dziecka (dziecko w wieku 2- 4 lat potrafi skupić uwagę na okres 5 – 15 minut, w wieku 5 – 6 lat na około 20 – 30 minut),
  • warto zadbać o pozytywną atmosferę podczas zabawy, jest to jeden z czynników korzystnie wpływających na koncentrację,
  • warto ćwiczyć motywację wewnętrzną dziecka, podkreślając sens samego działania, a nie osiągnięcia i wyniki,
  • „Sky is the limit” – modyfikujmy zabawy dostosowując je do dziecka i nie bójmy się własnych pomysłów, 
  • przede wszystkim cieszmy wspólnie spędzonym czasem!

Przeczytaj także: Angielski to nie tylko zabawa! Jakie korzyści przynosi nauka języka u dzieci do trzeciego roku życia

8 zabaw, wspartych wiedzą specjalistów od nauczania języków obcych:

1. Touch Green

Potrzebne będą: przedmioty codziennego użytku w różnych kolorach.

To prosta gra na poznanie kolorów. Mówimy „touch’” i podajemy konkretny kolor (np. „green”) a zadaniem dziecka jest znalezienie przedmiotu w wymienionym przez nas kolorze. Zabawę możemy modyfikować w dowolny sposób używając innych kategorii, np. kształtów (np. „touch something round”) lub części ciała (np. „touch your belly”)

2. Bingo

Potrzebne będą: kartka, kredki ewentualnie naklejki.

To dobra metoda nauki słówek zarówno dla dzieci, które nie potrafią jeszcze czytać, jak i dla tych starszych.

Przygotowujemy plansze (najlepiej kilka): na czystej kartce rysujemy 16 kratek pogrupowanych na 4 czwórki (po jednej grupie w każdym rogu). Możemy grupy odróżnić od siebie np. kolorem kratek. W pola wrysowujemy (dla starszych dzieci wpisujemy) różne proste obrazki np.: las, oko, miś, klocek, piłka itd. Dajemy dziecku kartkę i mówimy na głos zdania: „It’s an eye” albo „It’s a ball”. Dziecko zakreśla obrazki odpowiadające opisowi. Gdy zakreśli wszystkie cztery obrazki w jednej grupie, powinno zawołać Bingo! (Plansza Bingo do pobrania w wersji pdf)

3. Breakfast

Potrzebne będą: papier i kredki.

Prosimy dziecko, aby narysowało swoje ulubione śniadanie. Następnie nazywamy po angielsku wszystkie elementy rysunku. Potem „komponujemy” śniadanie dla innych członków rodziny, korzystając z nowego słownictwa i dodając kolejne nowe elementy. Ta zabawa może mieć kontynuację w świecie rzeczywistym: podczas codziennego przygotowania śniadania, angażujemy dziecko pytając, na przykład: Can you pass me some bread?; Would you like more milk? Can you help me?; I don’t like ham; With honey; Without butter; I’m fine, thank you.

[reklama id=”72768″]

4. Hopscotch, czyli gra w klasy

Potrzebne będą: kreda, kawałek asfaltu, trochę świeżego powietrza.

Kto z nas nie zna gry w klasy! Dzisiejsze przedszkolaki też się w to bawią. Możemy grę w klasy połączyć w naukę liczenia po angielsku. Wystarczy, że dziecko będzie skakało przez pola, licząc w tym języku. Możemy też zmienić nieco reguły i narysować w polach różne proste obrazki. Dziecko, doskakując do wylosowanego pola, nazywa wszystkie obrazki mijane po drodze.

5. Twister

Potrzebne będą: gra Twister lub (do samodzielnego wykonania gry) plansza ze strzałką (szablony można znaleźć w internecie, można też wykorzystać tarczę zegara do nauki godzin), cerata lub folia, kolorowe markery do rysowania pól na macie.

Znana gra towarzyska może być bardzo pomocna w nauce języka angielskiego – zwłaszcza, że angażuje w zabawę całe ciało. A to dzieci lubią najbardziej! Można tę grę wykorzystać do nauki kolorów, czyli grać tak jak w klasycznego twistera, podając jedynie nazwy losowanych pól po angielsku (np. „Right hand on the yellow. Left foot on the blue”). Ale możemy również pod poszczególnymi kolorami na macie poukrywać obrazki (lub proste zagadki), które dzieci odkrywają w czasie zabawy. Możemy je poprzyklejać do pól na macie grzbietami do góry lub wykonać grę twister samodzielnie od samego początku. Świetna zabawa dla całej rodziny gwarantowana!

6. Body parts

Potrzebne będą: własne ciało, ewentualnie przylepne karteczki.

Uczymy się części ciała poprzez zabawę, dotykając ich u siebie i wypowiadając zdanie (np. „That’s my nose”). Zachęcamy do tego dziecko. Możemy to robić, posiłkując się piosenkami, dostępnymi w Internecie.

Następnie wprowadzamy karteczki (dla starszych dzieci), na których są wypisane różne części ciała po angielsku. Przylepiamy je do dziecka, a potem dziecko przylepia je do nas. Ale najlepszy moment zabawy, to ten, gdy celowo popełniamy błędy. Pokazujemy ucho, mówiąc „That’s my bum”. Wówczas dziecko, prawdopodobnie zwijając się ze śmiechu, poprawia nas „No! That’s your ear!”.

Przeczytaj także: Nauka języka obcego zwiększa rozmiar mózgu

7. Shopping list 

Potrzebne będą: kartka papieru, kredki.

Jest to zabawa podobna do klasycznej obrazkowej listy zakupów sporządzanej wraz z dzieckiem, tyle że wzbogacona o angielskie słownictwo. Usiądźcie do stołu i wspólnie narysujcie listę zakupów. To świetna okazja, aby nauczyć się lub powtórzyć nazwy produktów. Następnie w sklepie prosicie dziecko, aby “odczytało” listę zakupów, nazywając obrazki.

Warto pamiętać, aby podczas sporządzania listy uwzględnić takie zakupowe potrzeby kilkulatka. Może być to też świetna okazja do rozmowy o tym, czego rodzina naprawdę potrzebuje, a co jest zbytkiem.

8. Mood calendar

Potrzebne będą: tablica i kreda.

Powieście w widocznym miejscu niewielką tablicę kredową. Narysujcie na niej tabelę podzieloną na dni tygodnia (Monday-Sunday). Dodajcie legendę, czyli buzie wyrażające emocje (mogą być wraz z opisem, ale niekoniecznie). Każdego dnia proście dziecko, aby narysowało buzię w rubryczce danego dnia tygodnia. Pomóżcie dzieciom, które nie potrafią jeszcze czytać, znaleźć odpowiednią rubryczkę. Zachęćcie je – najlepiej na własnym przykładzie – żeby powiedziało jak się dzisiaj czuje, np.: rodzic mówi: I feel happy. What about you?, dziecko odpowiada: I feel happy, too.

To doskonały sposób także na rozmowę o dziecięcych emocjach. Niekiedy, nawet dzieciom, łatwiej jest mówić o swoich uczuciach w obcym języku, bowiem zaangażowanie intelektualne dystansuje je wówczas do przeżywanych rozterek. W niedzielny wieczór możecie użyć tej tablicy, żeby porozmawiać o kończącym się tygodniu, jego smutkach i radościach i o tym, co się zmieniło w życiu dziecka. A w poniedziałek zmażcie tablicę i zacznijcie od nowa!

Tekst powstał przy współpracy z www.helendoron.pl

Kategorie
odżywianie naturalne

Kwasy tłuszczowe dla zdrowych oczu i układu nerwowego – jadłospis dla dzieci od lat 3

Dlaczego nienasycone kwasy tłuszczowe są tak ważne dla dziecka?

Kwasy tłuszczowe n-3 (kwas dokozaheksaenowy DHA, kwas eikozapentaenowy EPA) i n-6 należą do wielonienasyconych kwasów tłuszczowych (PUFA polyunsaturated fatty acids) i pełnią szczególną rolę w rozwoju niemowląt i małych dzieci. Przede wszystkim:

1. Kwasy tłuszczowe omega -3 wpływają na pracę układu nerwowego

Tłuszcze budują neurony (komórki nerwowe), dzięki którym sprawnie dochodzi do przekazywania informacji w układzie nerwowym. Niedobór tych kwasów w diecie niemowląt może prowadzić do późniejszych problemów z uczeniem się i skupieniem uwagi. Ponadto DHA może mieć wpływ na nastrój (w warunkach fizjologicznych omega-3 wspomaga syntezę serotoniny – hormonu szczęścia).

2. Kwasy tłuszczowe omega-3 warunkują ostrość widzenia

DHA jest budulcem błon komórkowych narządu wzroku. Z tego powodu optymalna podaż kwasów tłuszczowych jest bardzo ważna dla prawidłowego funkcjonowania narządu wzroku – odpowiadają one za prawidłową ostrość widzenia.

[reklama id=”67238″]

3. Nienasycone kwasy tłuszczowe mają korzystny wpływ na pracę całego organizmu

Poza wpływem na narząd wzroku i ośrodkowy układ nerwowy, DHA zwiększają także ogólną odporność dziecka oraz „poprawiają” odpowiedź organizmu na produkty alergizujące. Mają również pozytywny wpływ na gospodarkę lipidową – obniżają poziom triglicerydów oraz cholesterolu całkowitego i LDL (złego cholesterolu), a niektóre kwasy (np. arachidonowy) podnoszą poziom dobrego cholesterolu (HDL).

Warto pamiętać, że ważna jest nie tylko ilość spożywanych kwasów, ale przede wszystkim ich jakość oraz proporcja omega-3 do omega-6. W diecie powinno być znacznie więcej kwasów omega-3 niż omega-6 (odpowiednia proporcje n-3/n-6 to od 5:1 do 10:1).

Naturalne źródła omega-3 i omega-6

Najlepszym źródłem kwasów tłuszczowych dla niemowląt i małych dzieci jest mleko matki. Przy prawidłowej diecie i zdrowym stylu życia, matka ma pokarm, który zawiera wszystkie niezbędne tłuszcze w odpowiedniej ilości. U dzieci, które z różnych powodów nie przyjmują mleka kobiecego, źródłem EPA i DHA jest mleko modyfikowane oraz ryby.

Dla niemowląt w trakcie rozszerzania diety oraz dla dzieci w wieku 1-3 lata najlepszym naturalnym źródłem jest nadal mleko matki oraz tłuste ryby, jajka i oleje roślinne. Dzieci powyżej 3 roku życia mogą otrzymywać dodatkowo nasiona chia jako źródło kwasów omega-3. Natomiast dzieci na diecie roślinnej powinny otrzymywać odpowiednie ilości omega-3 z wielu źródeł roślinnych. Aby synteza EPA i DHA  przebiegała prawidłowo, warto wprowadzić do jadłospisu len, orzechy włoskie, olej z zarodków pszennych, olej rzepakowy tłoczony na zimno.

Główne źródła omega-3 (EPA i DHA)

  • anchois, dorada, halibut, łosoś, makrela atlantycka, pstrąg tęczowy, tuńczyk, sardynki, szprot, śledź, węgorz

Główne źródła omega-3 (kwas α-linolenowy – ALA)

  • len, orzechy włoskie, olej z zarodków pszennych, olej rzepakowy tłoczony na zimno, olej sojowy

Główne źródła omega-6

  • sezam, olej z zarodków pszennych, olej sojowy, olej krokoszowy, olej kukurydziany, z pestek winogron, słonecznikowy

Zapotrzebowanie i skutki niedoboru

Suplementacja DHA u niemowląt i małych dzieci zależy od ich aktualnej diety:

  • Niemowlęta karmione piersią nie wymagają suplementacji DHA (matkom zaleca się odpowiednią dietę lub preparaty zawierające DHA). Dawka omega-3 dla kobiet w ciąży i karmiących to ~250mg/dzień + dodatkowo 100-200 mg DHA. Niemowlęta karmione mlekiem modyfikowanym powinny być suplementowane, jeśli nie otrzymują wystarczającej ilości DHA z pokarmem.
  • U dzieci w wieku 1-3 lat należy rozważyć dodatkową podaż omega-3, gdy otrzymują z diety mniej niż 150-200 mg kwasów omega-3 dziennie.
  • Zapotrzebowanie na omega-3 (EPA i DHA) u dzieci powyżej 3 lat i młodzieży do 18 roku życia jest takie samo, jak w populacji ogólnej ~250 mg/dzień, co odpowiada 1-2 porcji tłustych ryb tygodniowo.

W przypadkach niedoboru tych kwasów może dochodzić do zaburzeń wzrastania i spowolnienia przyrostu masy ciała. Pojawiają się problemy ze skórą – staje się ona cienka, sucha, łuszcząca, nie stanowi już tak dobrej bariery dla bakterii. Zwiększone jest wówczas ryzyko infekcji, upośledzony jest proces gojenia się ran. Niedobór kwasów n-3 i n-6 powoduje zaburzenia w transporcie cholesterolu, może dojść nawet do zaburzeń nerkowych.

Jadłospis dla dzieci w wieku 3+

Wersja wegetariańska:

Śniadanie:

  • płatki orkiszowe na “mleku” roślinnym
  • figi i śliwki suszone, orzechy włoskie, płatki migdałowe, sezam
  • herbatka ziołowa lub woda

II śniadanie:

  • babeczki marchewkowe z siemieniem lnianym i cynamonem (przygotowane na oleju rzepakowym tłoczonym na zimno)

Obiad:

  • makaron z ciecierzycą, burakami pieczonymi i serem kozim (+ 1 łyżeczka oleju z pestek winogron)
  • sok pomarańczowy 100 % bez dodatku cukru

Podwieczorek:

  • zielone smoothie (gruszka, banan, natka pietruszki, awokado, pomarańcza, woda)

Kolacja:

  • omlet z cukinią i pomidorami
  • herbatka z suszu owocowego (np. z malin, jabłek)

Wersja dla spożywających mięso:

Śniadanie:

  • płatki orkiszowe na “mleku” roślinnym
  • figi i śliwki suszone, orzechy włoskie, płatki migdałowe, sezam
  • herbatka ziołowa lub woda

II śniadanie:

  • babeczki marchewkowe z siemieniem lnianym i cynamonem (przygotowane na oleju rzepakowym tłoczonym na zimno)

Obiad:

  • pieczony pstrąg z plasterkami ziemniaków
  • surówka z kiszonej kapusty
  • sok pomarańczowy 100 % bez dodatku cukru

Podwieczorek:

  • zielone smoothie (gruszka, banan, natka pietruszki, awokado, pomarańcza, woda)

Kolacja:

  • omlet z szynką, cukinią i pomidorami
  • herbatka z suszu owocowego (np. z malin, jabłek)

Bibliografia

  • H. Szajewska, A. Horvath, Żywienie i leczenie żywieniowe dzieci i młodzieży, Medycyna Praktyczna, Kraków 2017
  • J. Gawęcki, Żywienie człowieka. Podstawy nauki o żywieniu, PWN, Warszawa 2010
  • M. Jarosz, Normy żywienia dla populacji polskiej – nowelizacja, IŻŻ 2012
Kategorie
edukacja alternatywna

Przykład z góry – rzecz o skandynawskim modelu edukacji

Jeśli przykład – to tylko z góry. A jeśli z góry – to tylko tej położonej na północy naszego kontynentu. To właśnie tam od lat w szkołach postępuje się zgodnie ze stwierdzeniem Alberta Einsteina: „Nauka w szkołach powinna być prowadzona w taki sposób, aby uczniowie uważali ją za cenny dar, a nie za ciężki obowiązek”. Finlandia od ponad dziesięciu lat zajmuje czołowe miejsca w rankingach testów PISA (Program Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów; ang. Programme for International Student Assessment), sprawdzających umiejętności matematyczne, przyrodnicze oraz czytanie ze zrozumieniem. Jak oni to robią?

1. Zaufanie do nauczycieli

Wychodząc z założenia, że to właśnie nauczyciele decydują o sukcesie każdej reformy szkolnictwa, stworzono w Finlandii system edukacyjny oparty na zaufaniu do nauczycieli, a nie na kontroli. To dlatego nie ma tu upokarzających inspekcji w szkołach, nie ma też standaryzowanych programów nauczania i list rankingowych. Zamiast kontroli jest silny nacisk na poziom kształcenia nauczycielskiego i solidne przywództwo na poziomie szkół i dzielnic sprawowane przez profesjonalistów w zakresie edukacji, a więc – byłych nauczycieli. Fiński nauczyciel nie spotyka się w swojej pracy z inspektoratem, nie działa według z góry narzuconego krajowego planu nauczania, nie musi sięgać po zatwierdzone materiały dydaktyczne, tygodniowe plany pracy i nie prowadzi skrzętnych zapisów w dzienniku dotyczących tego, czego nauczał w każdej godzinie swojej pracy.

[reklama id=”67881″]

2. Prestiż pracy w szkole

Zawód nauczyciela cieszy się w Finlandii sporą popularnością i szacunkiem. Nauczycielska kariera nie jest tu bowiem ślepym zaułkiem i stoi na równi ze wszystkimi innymi zawodami wymagającymi wyższego wykształcenia. Pedagogika na studiach jest więc tak poważnym kierunkiem jak medycyna czy prawo w Polsce. Równie trudno jest się na nią dostać. A konkurencja jest spora. Średnio na studia pedagogiczne dostaje się tu jeden na dziesięciu kandydatów. Warto przy tym dodać, że nie zawsze szacunek do zawodu idzie w parze z wysokim wynagrodzeniem. W przypadku Finlandii początkujący nauczyciel zarabia około 30,5 tys. dolarów rocznie, czyli tylko o 13 proc. więcej niż średnia dla OECD.

3. Zaufanie do uczniów

Fiński model edukacji bardzo mocno opiera się na zaufaniu. Uczniowie spędzają na lekcjach relatywnie mało czasu. Podejście to wynika z głębokiego przekonania o tym, że najskuteczniej uczyć się poza szkolną ławą. Fińskie dzieci idą do szkoły w wieku 7 lat, nie noszą mundurków, a do nauczycieli zwracają się po imieniu. Mają też wolną rękę w wyborze tego, czego chcą się uczyć. Jedna trzecia przedmiotów w szkołach średnich to przedmioty wolnego wyboru. Uczniowie wybierają również, które z nich będą zdawać na egzaminie. Co dość istotne, egzaminy i testy pojawiają się tu dopiero po ukończeniu przez dzieci 16 roku życia.

4. Edukacja bez zbędnego stresu

W fińskiej szkole stawia się przede wszystkim na rozwój pasji. W klasach początkowych nauka odbywa się przez zabawę. Klasy są niewielkie, dlatego nauczyciel ma możliwość poświęcić swój czas każdej osobie, która tego potrzebuje. W ciągu pierwszych 4 lat edukacji uczniowie nie otrzymują ocen, przez 6 lat nie są też poddawani jakimkolwiek egzaminom czy testom. Nie ma też prac domowych (lub są to prace skrojone na miarę, niezabierające dzieciom zbyt wiele ich wolnego czasu). Nie ma czegoś takiego jak powtarzanie roku. Nie istnieją również płatne korepetycje, a cały model mocno opiera się na równości – nie ma lepszych i gorszych uczniów. Są tylko uczniowie, którzy rozwijają swoje kompetencje w różnych kierunkach.

5. Równość

W Finlandii nie istnieją szkoły dla elit, bo wszystkie szkoły są równe i otrzymują takie same środki – proporcjonalnie do swojego rozmiaru. Zdecydowana większość szkół to szkoły państwowe, a nawet te prywatne (których jest niewiele) są bezpłatne, gdyż konstytucja zapewnia wszystkim dzieciom prawo do bezpłatnej nauki. Płatne są tylko tzw. szkoły międzynarodowe, zapewniające uczniom naukę trzech języków jednocześnie – angielskiego, francuskiego i niemieckiego. Poza równością szkół obowiązuje też równość wszystkich przedmiotów (w Finlandii nie faworyzuje się np. matematyki kosztem nauk plastycznych), rodziców, uczniów (Finowie nie klasyfikują dzieci i młodzieży według ich uzdolnień), nauczycieli oraz praw dorosłych i praw dzieci.

Fińska edukacja w liczbach:

  • Reforma szkolnictwa w Finlandii miała miejsce 40 lat temu. Tyle wystarczyło, by znaleźć się na szczycie edukacyjnych rankingów.
  • Edukacja zaczyna się w wieku 7 lat i dzieci nie są testowane do 16 roku życia.
  • Lekcje zaczynają się o 8.15 (są plany przesunięcia tego czasu na godz. 9.00). Zdecydowana większość uczniów dojeżdża do szkoły rowerami.
  • Fiński rząd inwestuje 30 razy więcej w rozwój swoich nauczycieli niż w badania wydajności nauczania i osiągnięć uczniów w szkołach.
  • 66 proc. fińskich uczniów idzie na studia. To największy odsetek w Europie.
  • Dyplom wyższej uczelni uzyskuje 93 proc. studentów.
  • System szkolnictwa jest niemal w 100 proc. państwowy.
Kategorie
wychowanie

Kiedy twoja złość krzywdzi dziecko? Skąd się bierze złość i jak jej zaradzić

Kiedy twoja złość krzywdzi dziecko

To poczucie ważności jest dla niego podstawowym źródłem bezpieczeństwa. Dlatego wszystko, co robi ‒ również to, czego rodzice nie pochwalają ‒ robi, żeby znaleźć swoje miejsce w rodzinie i poczuć się w niej kimś ważnym. Już od najmłodszych lat dzieci obserwują swoich bliskich, żeby odkryć, jak zdobyć ich akceptację, i rozwijają w tym celu różne strategie. Zależą one od wielu czynników, miedzy innymi zdolności, doświadczeń, otoczenia i pozycji dziecka w rodzinie.

Dzieci są zazwyczaj doskonałymi obserwatorami. Niestety, ich interpretacja zdarzeń nie zawsze bywa właściwa, co może prowadzić do błędnych przekonań na temat tego, jak stać się kimś ważnym dla bliskich.

Miejsce w rodzinie

Weźmy przykład Briana. Kiedy miał cztery lata, urodziła się jego młodsza siostra. Słusznie zaobserwował, że najwięcej uwagi poświęcano jej wtedy, gdy płakała lub brudziła pieluchy. Wiedział, że uwaga poświęcana siostrze kiedyś należała do niego, i sądził ‒ błędnie ‒ że po jej urodzeniu stracił swoje miejsce w rodzinie. Chciał więc znaleźć sposób na odzyskanie poczucia ważności dla bliskich. Wyciągnął wniosek, że tylko zachowując się jak mała siostra ‒ płacząc, jęcząc, mocząc się ‒ może osiągnąć swój cel. Zaczął więc zachowywać się w ten sposób ‒ co w oczach rodziców wyglądało na ,,złe zachowanie’’ albo ,,cofnięcie się w rozwoju’’.
[reklama id=”57524″]
Duży wpływ na dziecko, które walczy o swoją pozycję, ma rodzina: wartości i przekonania jej członków. Rodzina Briana ceniła wysoko wykształcenie ‒ co w różny sposób komunikowano dziecku. Po pewnym czasie Brian wyrobił sobie zdanie ‒ znowu błędne ‒ że jedynym sposobem bycia kimś ważnym dla rodziców jest być we wszystkim najlepszym. Jego myśli i obawy zaczęły krążyć wokół własnej doskonałości w szkole i zabawie, co miało być dla niego drogą do uzyskania poczucia przynależności.
Z kolei kiedy Becky, młodsza siostra Briana, podrosła, jej brat grał już w rodzinie rolę ,,dobrego ucznia’’. Becky widząc jednak, ile go to kosztuje, postanowiła, że nie będzie się aż tak trudzić. I skoro rola dobrego ucznia była już zajęta, jej pozostała jedynie rola złego ‒ takiego, który mimo swej inteligencji nie przynosi dobrych ocen ze szkoły. Rola ta odpowiadała też jej temperamentowi, bowiem była dzieckiem łatwo tracącym koncentrację i niezbyt wytrwałym w działaniach. Być może gdyby miała inny temperament, spróbowałaby prześcignąć starszego brata i pozbawić go jego pozycji w rodzinie.
Dzieci rozkwitają, gdy mogą czuć swoją ważność i przynależność do rodziny. Trzyletni Artur ma właśnie takie poczucie. Gdy jego tata pracuje w ogrodzie, bierze swą małą łopatkę i pomaga mu kopać. Pomaga mamie wybierać warzywa na obiad i przynosi je do stołu, a mama podaje je do obiadu. Kiedy kończy jedzenie, dziękuje i odnosi talerz do kuchni. Rodzice doceniają pomoc Artura i otwarcie wyrażają przy nim swoje uznanie. Choć w domu panują jasno ustalone reguły, Arturowi zdarza się kwestionować autorytet rodziców, jednak rodzice traktują to jako normalny wyraz rosnącej autonomii syna. W takich warunkach Artur może znakomicie się rozwijać.
Niestety, dzieciom bardzo łatwo przeszkodzić w próbach znalezienia ważnego miejsca rodzinie. Wtedy czują desperacką potrzebę bycia kimś ważnym dla rodziców, ale nie potrafią znaleźć sposobu na jej spełnienie. Trzyletnia Sara jest właśnie na najlepszej drodze do tego. Zawsze kiedy chce pomóc swojej mamie w pracach domowych, słyszy: ,,Nie’’. Jest za mała, żeby trzymać miotłę ‒ twierdzi matka. Potłucze zastawę, jeśli weźmie się za jej wycieranie. Narobi bałaganu w kuchni. Kiedy zaś sprawdza granice swoich rodziców, bywa krytykowana i karana. Sprawia to, że czuje się złym dzieckiem. Sara zauważa, że jej wkład w życie rodzinne nie jest dostrzegany ani doceniany. W żaden sposób nie czuje się ważną osobą dla rodziców ani nie ma poczucia silnego przynależenia do rodziny.

3 drogi alternatywne

Gdy zawodzą starania dziecka o akceptację rodziców poprzez własny wkład we wspólne życie, musi ono znaleźć alternatywną drogę zaspokojenia swych fundamentalnych potrzeb bezpieczeństwa, pewności i poczucia własnej wartości. Może się to zazwyczaj dziać na trzy sposoby: sfrustrowane dziecko stara się przyciągnąć uwagę rodziców, próbuje zdobyć pewną władzę w rodzinie albo ‒ jako ostatnia deska ratunku ‒ chce się na nich odegrać.

1. Uwaga rodziców

Kiedy Sara nie jest w stanie zdobyć uznania dla swoich wysiłków pozytywnego wkładu w życie rodzinne, może próbować drogi odwrotnej: złego zachowania jako skuteczniejszego sposobu zwrócenia na siebie uwagi. Walka o uwagę dla samej uwagi zajmuje wtedy miejsce pozytywnego celu, jakim był wkład we wspólne życie. Będąc w centrum zainteresowania, Sara ma poczucie, że zyskała pewną ważność. To błędne przekonanie zaczyna kierować całym jej zachowaniem. Desperacko stara się ściągnąć na siebie uwagę wszystkich i rozwija umiejętność wywoływania rodzinnych konfliktów.

2. Władza

Desperackie usiłowania dziecka, by znaleźć się w centrum zainteresowania, spotykają się najczęściej z ogólną dezaprobatą. Rodzice z czasem uczą się udaremniać te próby, a więc Sara musi znaleźć inny sposób odzyskania poczucia ważności. Widząc, że zachowanie rodziców nosi znamiona władzy, może wpaść na pomysł, że zdobycie takiej samej władzy doda jej znaczenia. Sara będzie wtedy próbowała zdobyć poczucie siły przez odrzucanie rodzicielskich próśb i negowanie domowych zasad. Niebawem życie rodzinne zamieni się w śmiertelną walkę o władzę między nią i rodzicami. Gdy Sara nie była w stanie zdobyć uznania rodziców ani przez pozytywny wkład we wspólne  życie, ani ściąganie na siebie ich uwagi, walka o władzę wydała się jej jedynym wyjściem.

3. Odwet

W obliczu silnych prób podkopywania swojego autorytetu rodzice często uciekają się do zdecydowanej reakcji ‒ nie cofając się nawet przed użyciem siły fizycznej. Gdy sytuacja rozwija się w tym kierunku, dziecko czuje się jeszcze bardziej zniechęcone. Nie powiodły się próby zyskania na znaczeniu przez władzę, tak samo jak i przez skupianie na sobie uwagi otoczenia czy wkład we wspólne życie. Zranione i złe, że udaremnia mu się wszelkie próby działania, dziecko może uznać, że jedynym sposobem zostania zauważonym jest oddać otrzymywane ciosy. Odwet staje się wtedy dla niego sposobem zyskania na znaczeniu. Zawsze kiedy czuje się zranione, próbuje sprawić ból swoim rodzicom.

Artykuł jest fragmentem książki „Kiedy twoja złość krzywdzi dziecko”, którą możesz kupić w naszej księgarni natuli.pl

Kategorie
rzeczy dla dzieci

Najlepsze rasy psów dla małego dziecka

Propozycja małych ras psów dla dziecka

Wśród małych psów sprawdzających się przy małych dzieciach z pewnością należy wymienić teriery niskonożne – norfolk i norwich terrier. Te czworonogi są niezwykle uczuciowe i bardzo cierpliwe. Wesołe usposobienie i nieustająca chęć zabawy idą w parze z pojętnością i posłuszeństwem.
Za cierpliwego towarzysza zabaw dziecięcych uznaje się również cairn teriera. To radosny, pełen życia ryzykant, którego nic nie przeraża – nawet brutalne pieszczoty maluchów. Zachowuje czujność, jednocześnie nie wykazując zachowań agresywnych. To idealny pies dla dziecka!
Innym przykładem małego psa dla dziecka może być pies Gotów. Mały, inteligentny, posłuszny, dający się łatwo prowadzić. Równocześnie kocha zabawę, jest cierpliwy i wyrozumiały. Nadaje się do każdej rodziny, w której znajdzie spokój i miłość. Jeśli zastanawiacie się, jaki pies dla dziecka będzie najlepszy i chcecie zdecydować się na małego pupila, pies Gotów będzie strzałem w dziesiątkę!

Przykłady średnich psów przyjaznych dzieciom

Ze średnich ras psów dla małego dziecka jednym z najlepszych wydaje się być beagle. Ze względu na jego charakter jest to głównie pies rodzinny, który łatwo przystosowuje się do danego rytmu domowego. Ponadto jest towarzyski, również w stosunku do innych przedstawicieli swojego gatunku. Beagle jako pies dla najmłodszych okazuje się niestrudzonym towarzyszem zabaw, a co ważne bardzo wyrozumiałym. Mimo wielu korzystnych cech niedoświadczeni właściciele muszą wiedzieć, że beagle potrzebują konsekwencji w wychowaniu, bowiem często ulegają samowoli.
Przeciwnikiem w tym zakresie może okazać się shiba inu, który w Japonii, swojej ojczyźnie, jest bardzo popularnym psem rodzinnym. Sława tej rasy wyrosła nie tylko na charakterystycznym “uśmieszku”, ale także wspaniałym charakterze łączącym posłuszeństwo, odwagę, inteligencję, uwielbienie zabawy i przywiązanie do swojego właściciela. Dodatkowym atutem jest fakt, iż shiba inu świetnie będzie czuł się zarówno w domu z ogrodem, jak i w małym mieszkaniu – o ile zapewni się mu oczywiście odpowiednią ilość ruchu.

Krótka charakterystyka dużych psów dla dziecka

Wśród dużych ras psów dla dzieci czołowe miejsce zajmują golden retriever oraz labrador retriever. Dziś uznaje się je nawet za psy modne, co nota bene niesie więcej szkód niż korzyści.
Wybór dużego psa często wiąże się z obawą, że masywne zwierzę może mimowolnie skrzywdzić malca lub wywołać w dziecku lęk. Jednak w przypadku tych dwóch ras z pewnością nic takiego nie będzie miało miejsca. Zarówno goldeny, jak i labradory, to inteligentne psy, cierpliwe i przyjacielskie, które zresztą nie bez przyczyny biorą udział w dogoterapii.

  • Golden retriever to według specjalistów najlepszy pies dla dzieci. Ceniony przyjaciel rodziny. Jest spokojny i opanowany, nie daje się sprowokować nawet największym urwisom. Cierpliwość i brak zachowań agresywnych czynią z niego wspaniałego opiekuna i obrońcę.

Golden retriever wymaga tresury, ale nawet niedoświadczonym hodowcom nie powinien sprawiać problemów – jest posłuszny i daje się łatwo prowadzić na smyczy.
Jeśli chodzi o umaszczenie, jego średniej długości włos należy systematycznie pielęgnować.

  • Labrador retriever bez wątpienia jest psem dla rodzin z małym dzieckiem. To wierny, wesoły i towarzyski przyjaciel, uwielbiający przytulanie i głaskanie. Łączy cechy, które szczególnie cenione są u psów dla dzieci – jest czujny, ale nieagresywny. Według behawiorystów idealnie sprawdza się w kontaktach z dziećmi, dlatego też często pracuje w dogoterapii. Jest to pies dla ludzi lubiących ruch i zajęcia.

Pielęgnacja tego labradora nie jest wymagająca ani szczególnie trudna. Warto jednak nadmienić, że labradory okresowo obficie linieją, co dla niektórych może mieć kluczowe znaczenie.

Kategorie
zdrowie

Woda, cukier i pochodne morfiny – co znajdziemy w popularnych syropach na kaszel?

Kilka słów o kaszlu

Kaszel jest mechanizmem obronnym organizmu, który powstaje przez pobudzanie receptorów oskrzeli, krtani lub tchawicy. Dzieci są szczególnie narażone na tę dolegliwość, ponieważ ich układ oddechowy nadal się rozwija.

Wyróżnia się dwa podstawowe typy kaszlu:

  • kaszel mokry – towarzyszy mu uwalnianie się śluzu. Jego zadaniem jest usunięcie wydzieliny z dróg oddechowych. Nasila się rano. To tak zwany “dobry kaszel”;
  • kaszel suchy – występuje najczęściej przy infekcjach wirusowych i powstaje na skutek uszkodzenia nabłonka. Objawia się uczuciem drapania w gardle, może mieć charakter napadowy i utrudniać dziecku sen. Jest bezproduktywny, jednak nie należy go hamować.

Jak działają syropy na kaszel?

Z kaszlem mokrym wszystko jest jasne – leczy się go syropami, które rozrzedzają wydzielinę i ułatwiają jej wykrztuszenie. Syropy na kaszel suchy działają natomiast na dwa sposoby: jedne hamują działanie receptorów obwodowo lub w ośrodkach zlokalizowanych w rdzeniu przedłużonym, czyli wyciszają odruch kaszlu, inne zaś regenerują śluzówkę. Dla dzieci zdecydowanie bezpieczniejsza jest druga opcja. Dlaczego?
Syropy o naturalnym składzie (np. z droserą) mają za zadanie zmniejszyć podrażnienie śluzówek przez ich nawilżanie i regenerację. Dzięki temu odruch kaszlowy występuje rzadziej, ale nie jest w żaden sposób hamowany. To ważne, bo w przypadku małych dzieci nadmierne wyciszenie odruchu kaszlu zwiększa na przykład ryzyko zachłyśnięcia. Dodatkowo, substancje czynne w syropie hamującym odruch kaszlu mogą powodować szereg działań niepożądanych.

Co znajdziemy w składzie syropów hamujących kaszel?

W aptekach dostaniemy mnóstwo syropów na kaszel suchy, ale warto wiedzieć, że część z nich zawiera substancje, których stosowanie jest dozwolone wyłącznie od konkretnego wieku i obarczone ryzykiem skutków ubocznych.

Na szczególną uwagę pod kątem działań niepożądanych zasługują poniższe składniki:

  • butamirat (niewskazany u dzieci poniżej 3 roku życia),
  • dextrometorfan (niewskazany u dzieci poniżej 6 roku życia oraz u osób chorujących na astmę),
  • kodeina (niewskazana u dzieci poniżej 12 roku życia oraz w przypadku występowania astmy).

Kluczowe przy wyborze odpowiedniego preparatu jest więc bezwzględne trzymanie się informacji zawartych w ulotce lub na opakowaniu. Wszystkie syropy na kaszel zawierają także zapisy o możliwych skutkach ubocznych. Dlaczego powinniśmy unikać podawania dzieciom powyższych składników?
Kodeina, butamirat i dextrometrofan to kluczowe składniki syropów blokujących odruch kaszlu – wszystkie one mogą powodować senność, nudności, zawroty głowy czy zaburzenia koncentracji. Bezwzględnie nie wolno ich stosować w przypadku astmy! 

Kodeina

Najbardziej niebezpieczna wydaje się być kodeina. Ze względu na liczne, często groźne skutki uboczne kraje członkowskie Unii Europejskiej wprowadziły zakaz jej stosowania w preparatach dla dzieci poniżej 12 roku życia. Przeciwwskazane są również dla osób do 18 roku życia cierpiących na zaburzenia oddychania, kobiet w ciąży oraz matek karmiących piersią. Kodeina wpływa na ośrodkowy układ nerwowy i zamienia się w ciele w morfinę – u niektórych szybciej niż przewiduje norma. U dzieci natomiast dzieje się to w sposób nieprzewidywalny, przez co może prowadzić do problemów z oddychaniem. Nadmierne spożycie tej substancji powoduje także uzależnienie.

Butamirat

Butamirat z kolei jest lekiem, który działa na ośrodek kaszlu w rdzeniu przedłużonym. W nieznaczny sposób rozkurcza mięśnie oskrzeli. Jego przedawkowanie może prowadzić z jednej strony do senności, zaburzeń równowagi i spadku ciśnienia, z drugiej zaś do pobudzenia i bólów brzucha.

Dextrometorfan

Dextrometorfan natomiast to pochodna morfiny. Tłumi kaszel przez zmianę progu wrażliwości ośrodka oddechowego w rdzeniu przedłużonym. Przy nadmiernym stosowaniu – uzależnia, a jego przedawkowanie grozi dezorientacją, objawami o charakterze psychotycznym, drgawkami, w skrajnych przypadkach nawet śpiączką.

Wzięliśmy pod lupę skład 5-ciu popularnych syropów na kaszel dostępnych w Polsce bez recepty:

1. DexaPico

zawiera wyciąg wodny z kwiatostanu lipy oraz bromowodorek dekstrometorfanu. Wyciąg z lipy łagodzi podrażnienia górnych dróg oddechowych, a dekstrometorfan hamuje powstawanie kaszlu w ośrodkowym układzie nerwowym. Wiek: od 2 lat. Działania niepożądane według ulotki: DexaP/co, podobnie jak inne leki, może powodować działania niepożądane – sporadycznie mogą wystąpić skórne reakcje alergiczne (świąd, pokrzywka), senność, zawroty głowy oraz objawy ze strony przewodu pokarmowego, takie jak mdłości czy wymioty.

2. Theraflu kaszel

 to syrop, który także ma za zadanie wyhamować odruch kaszlu. Jego substancją czynną jest cytrynian butamiratu. Wiek: od 3 lat. Działania niepożądane według ulotki: senność, nudności, biegunka, pokrzywka. Lek Theraflu Kaszel może powodować senność. W związku z tym należy zachować ostrożność podczas prowadzenia pojazdów lub obsługiwania maszyn. Dzieci stosujące lek powinny unikać jazdy na rowerze i hulajnodze.

3. Thiocodin

zawiera w swoim składzie substancje czynne: fosforan kodeiny półwodny i sulfogwajakol. Lek ten zmniejsza częstotliwość i natężenie kaszlu oraz działa wykrztuśnie. Wiek: powyżej 12 lat. Działania niepożądane według ulotki:  Najczęściej występujące działania niepożądane to: nudności i wymioty, zaparcia, zawroty glowy, uspokojenie.
Rzadzej występujące działania niepożądane: 

  • reakcje nadwrażliwości (świąd, pokrzywka, wysypka, wypryski skórne)
  • uforia, zabzrzenia nastroju
  • zahamowanie ośrodka oddechowego, zmniejszenie częstości oddechu, spłycenie oddechu
  • skurcze oskrzeli
  • kołatanie serca
  • spadek ciśnienia tętniczego i omdlenia
  • senność
  • zwężemie źrenic
  • zatrzymanie moczu
  • bóle głowy
  • ostry ból brzucha z cechami bólu charakterystycznego dla schorzeń dróg żółciowych lub trzustki, dotyczy to głównie pacjentów po usunięciu pęcherzyka żółciowego
  • zmniejszenie łaknienia
  • nadmierna potliwość.

Kodeina może powodować wystąpienie omamów, zaburzeń wzroku i słuchu. Nadużywanie leków zawierających kodeinę wiiąże się z ryzykiem uzależnienia i wystąpienia objawów odstawiennych po nagłym przerwaniu podawania leku.
Sulfogwajakol w dużych dawkach może powodować podrażnienie błony śluzowej przewodu pokarmowego.

4. Acodin

to syrop, którego substancjami czynnymi są bromowodorek dekstrometorfanu i dekspantenol. Dekstrometorfan wpływa na ośrodkowy układ nerwowy, a dekspantenol regeneruje błony śluzowe dróg oddechowych. Wiek: powyżej 12 lat. Działania niepożądane według ulotki: Rzadko senność, zawroty głowy, zaburzenia ze strony przewodu pokarmowego (nudności, wymioty). Lek stosowany zgodnie z zaleceniami nie wpływa na sprawność psychomotoryczną. Stosowany w dawkach większych, niż zalecane działa hamująco na ośrodkowy układ nerwowy.

5. Actifed 

lek zawierający triprolidynę, pseudoefedrynę i dekstrometorfan. Wiek: powyżej 7 lat. Działania niepożądane według ulotki: Mogą wystąpić objawy pobudzenia lub hamowania ośrodkowego układu nerwowego, najczęściej zgłaszano senność.  Opisywano również zaburzenia snu i rzadko omamy. Sporadycznie mogą wystąpić: wysypka skórna, z podrażnieniem lub bez podrażnienia, przyspieszenie czynności serca, suchość błony śluzowej jamy ustnej, nosa i gardła. Sporadycznie opisywano także zatrzymanie moczu u mężczyzn. Dekstrometorfan sporadycznie może powodować nudności, wymioty i zaburzenia żołądka i jelit.

Czy istnieje alternatywa w leczeniu suchego kaszlu?

Alternatywą są naturalne, bezpieczne syropy homeopatyczne, które nie wykazują skutków ubocznych. Ważnym składnikiem wielu tego typu preparatów jest drosera. Liście tej owadożernej rośliny zawierają następujące substancje czynne – enzymy proteolityczne, flawonoidy, garbniki czy naftochinony (droseron, juglon), które działają przeciwkaszlowo. Drosera posiada właściwości rozkurczające, dlatego może być stosowana w leczeniu astmy i przy zapaleniu oskrzeli. Działa również przeciwzapalnie i bakteriobójczo na paciorkowce, gronkowce i prątki wywołujące zapalenie górnych dróg oddechowych.
Syropy z droserą są szczególnie skuteczne w przypadku suchego, napadowego kaszlu. Poleca się je przy infekcjach gardła, migdałków, oskrzeli płuc oraz podczas grypy. Co ważne, specyfiki te można stosować u dzieci praktycznie bez żadnych ograniczeń wiekowych. Szybko przynoszą ulgę i zmniejszają dolegliwości, które utrudniają maluchom normalne funkcjonowanie.
 

Kategorie
edukacja alternatywna

„Puszczyk” w samym środku lasu, czyli czego można nauczyć się w leśnej szkole?

Słyszeliśmy o leśnych przedszkolach, ale leśna szkoła to coś rewolucyjnego! Czego można się w takiej szkole nauczyć?

Agnieszka Kudraszow: Może to zabrzmi górnolotnie, ale w leśnej szkole przede wszystkim przygotowujemy dzieci do życia w dorosłości, zachęcamy do ciągłego rozwoju i kształcenia, a także pomagamy im w rozpoznawaniu swoich talentów i predyspozycji zawodowych. Naszym celem jest wychowanie odpowiedzialnych i pewnych siebie ludzi, sprawczych i zaangażowanych, znających swoje mocne i słabe strony, empatycznych, wolnych od stereotypów, dobrze znających swoje granice, niezależnych i godnych zaufania. Pozwalamy dzieciom podążać́ indywidualną drogą edukacyjnego rozwoju.

Dorota Zaniewska: W naszej szkole dzieci współdecydują i są współodpowiedzialne za edukację. Uważamy, że bez tego trudno mówić o wewnętrznej motywacji do nauki. Możliwość dokonywania wyborów, odkrywania swoich mocnych i słabych stron, bez oceniania i porównywania, pomaga budować zaufanie do własnych kompetencji i poczucie wartości oraz rozwijać prawdziwe pasje.

Skąd pomysł na leśną szkołę? To eksperyment, czy wzorowaliście się na szkole już istniejącej?

AK.: Leśna szkoła jest kontynuacją działań Fundacji trzy czte ry!, która jest organem prowadzącym przedszkole leśne „Puszczyk” w Osowiczach pod Białymstokiem. To kolejny etap, który jest odpowiedzią na oddolną inicjatywę wynikającą z coraz większej świadomości rodziców odnośnie znaczenia profilaktyki syndromu deficytu natury. Odpowiadamy na problemy współczesnej edukacji – tworzymy szkołę pełną szczęśliwego dzieciństwa oraz bezpiecznego dorastania. „Puszczyk” jest sumą naszych doświadczeń i doświadczeń Instytutu Dobrej Edukacji. Wpływ na formę naszej szkoły ma także analiza badań naukowych nad możliwościami poznawczymi dzieci, wiedzy o tym, jak najefektywniej przyswajać nowe wiadomości. Również badań dotyczących efektów edukacji w naturze wdrażanej podczas programów terapeutycznych w tradycyjnych szkołach na świecie.

DZ.: Badania naukowe prowadzone przez psychologów czy neurobiologów dostarczają nam jasnych odpowiedzi, w jakich warunkach człowiek uczy się najskuteczniej. Model szkoły, jaki znamy, niestety rzadko respektuje tę wiedzę. Dzieci przebywają w szkole 6-8 godzin dziennie: 45 minut lekcji, czyli siedzenia, 10 minut przerwy, podczas której rzadko mogą się wybiegać. Zakładając, że w ciągu dnia mamy zwykle sześć lekcji, młodzi ludzie spędzają tygodniowo około 1350 minut siedząc nieruchomo w szkolnej ławce. Jak dzieci to wytrzymują, skoro mają naturalną potrzebę ruchu na poziomie o wiele wyższym niż osoby dorosłe? Jak ich mózgi mają w pełni wykorzystać swój potencjał, kiedy nie zapewnia się im podstawowych warunków do sprawnego funkcjonowania? Nasza szkoła odpowiada więc na naturalne potrzeby dzieci, daje im możliwość rozwijania się w każdym aspekcie również dlatego, że pracujemy w małych grupach, a nauczycieli i uczniów wiążą relacje oparte na wzajemnej sympatii i szacunku.

Czy „Puszczyk” realizuje ministerialną podstawę programową?

DZ.: W leśnej szkole realizowana jest podstawa programowa, ale nacisk położono na indywidualną ścieżkę nauczania. Dzieci mogą wybrać, jakiej dziedzinie poświęcają najwięcej czasu. Dzieci są łączone w grupy w zależności od kompetencji i zainteresowań, a nie według daty urodzenia.

AK.: Oczywiście, że realizujemy podstawę programową. Nie zapominamy w tym wszystkim o realizowaniu zadań, przed jakimi stoi niepubliczna szkoła podstawowa na prawach szkoły publicznej. Edukacja zorganizowana jest w taki sposób, aby każdy uczeń mógł we własnym tempie osiągać maksymalne postępy na miarę swoich możliwości. Udaje nam się skutecznie przełamywać schematy dzięki doświadczeniu, jakie mamy pracując w oparciu o profilaktykę̨ syndromu deficytu natury i potrzebę̨ kontaktu z naturą, a także dzięki standardom i programom wypracowanym przez Instytut Dobrej Edukacji.

Jak wygląda codzienność szkoły? W jaki sposób zorganizowane są klasy? Czy dzieci przebywają na zewnątrz przez cały dzień?

AK.: Zajęcia przedmiotowe i projekty są realizowane podczas codziennych wędrówek w lesie. Bez względu na pogodę i porę roku; przez cały rok szkolny. Tak zwany „czas świetlicowy” dzieci spędzają na podwórku. Rano zbierają się w plenerze, aby – po porządnej dawce ruchu dla lepszego dotlenienia mózgu – skorzystać z pracowni terenowych, jeśli to konieczne.

Nasze pracownie zaprojektowane są tak, żeby granica między wnętrzem a światem zewnętrznym była bardzo płynna. Żeby decyzja o wyjściu w plener mogła być spontaniczna i szybko zrealizowana. To nie jest typowa infrastruktura szkoły: z korytarzami, klasami, szatniami, stołówką czy salą gimnastyczną.

Pracownie terenowe to coś, czego nam brakowało, ale dzięki wygranej w konkursie „Zmieniaj świat. Budimex 50 lat” mamy do dyspozycji 4 przeszklone pawilony z zapleczem i miejscem do rozwoju. Budimex przeznaczył pół miliona złotych na wygrany projekt, który realnie zmieni świat. A nasza szkoła zmienia świat – ma wpływ na zmianę myślenia o polskiej edukacji.

Uczniowie grupowani są na podstawie własnego wyboru, zainteresowań lub poziomu zaawansowania w dany projekt. Nauka prowadzona jest w grupach różnowiekowych, konfigurowanych według potrzeb uczniów. Są też i takie grupy, w których uczeń po zapoznaniu się z obowiązkowymi treściami programowymi, pełni rolę tego, który pomaga mniej zaawansowanym kolegom, lub sam korzysta z takiej pomocy.

DZ.: No i oczywiście programowo dzieci wspinają się na drzewa! Proszę nie traktować tego jako żart – wspinanie się na drzewa pomaga dzieciom rozwijać się fizycznie, poznawczo, emocjonalnie i społecznie. Lista korzyści, jakie przynosi taka aktywność, jest bardzo długa: rozwój motoryki dużej; lepsza tężyzna fizyczna; zręczność i koordynacja; stymulacja zmysłów; pozytywna, sprawcza postawa „potrafię/umiem”; umiejętność rozwiązywanie problemów i świadomość przestrzenna; rozwój bardziej złożonych sieci neuronowych (ruch dwustronny); rozwój twórczego myślenia i umiejętność koncentracji; obniżenie poziomu stresu; rozwój pewności siebie i poczucia własnej wartości; pomoc w budowaniu więzi dzieci z naturą; rozwój zdolności komunikacyjnych; ćwiczenie umiejętności współpracy.

A jak radzicie sobie zimą ze smogiem?

AK.: Szczęśliwie nasza szkoła jest zlokalizowana w najczystszym regionie Polski – na obrzeżach Białegostoku w lesie Antoniuk. Nie zwalnia nas to jednak z odpowiedzialności za jakość powietrza w kraju i na świecie. Uczniowie doskonale orientują się w temacie, wiedzą, jak monitorować czystość powietrza.

DZ.: Niestety temat smogu jest jednym ze smutniejszych, z którymi musimy się mierzyć. Nie tylko w leśnych placówkach. Wszyscy oddychamy tym powietrzem i na zewnątrz, i w budynkach, bo przecież to jest to samo powietrze. To mylne myślenie, że w budynku będziemy zdrowsi i bezpieczniejsi. Tu czyha na nas jeszcze więcej zagrożeń: bakterie, grzyby, pleśń, chemikalia (w materiałach budowlanych, środkach czystości, wyposażeniu). Oczyszczacze powietrza też nie są idealnym rozwiązaniem. Temat walki ze smogiem powinien być priorytetem dla władz naszego kraju. To nasza wspólna odpowiedzialność.

Dla kogo jest leśna szkoła?

AK.: Dla każdego dziecka, ale chyba nie dla każdego rodzica. Działanie poza schematem wymaga szczególnej gotowości, wyrozumiałości, akceptacji i zaufania. Szczególnie, gdy mówimy o tym, że każde dziecko ma prawo do podejmowania wyzwań́ i ryzyka, że jest kompetentne do dokonywania własnych wyborów i kierowania własnym procesem uczenia i rozwoju. Innowacja jest trudna, bo podważa to, co bierzemy za pewnik – a za pewnik bierzemy właśnie tradycyjne szkoły.

DZ.: Zgadzam się z Agnieszką. To szkoła, która szanuje dziecko, jego indywidualność i potrzeby. My jako dorośli (rodzice, pedagodzy) zgadzamy się z ideami, które za tym stoją, ale w praktyce często nie jesteśmy gotowi, aby się z tym zmierzyć. Akceptujemy wybory dziecka i szanujemy je, kiedy są zgodne z naszymi oczekiwaniami, ale trudno nam je akceptować, kiedy mamy inną wizję niż dziecko. “Nie ma dzieci – są ludzie…” mówił Korczak, ale nam wciąż jeszcze brakuje zaufania do naszych dzieci i wybieramy drogę kontroli i autorytetu opartego na władzy. Nie dlatego, że to się sprawdza lepiej, ale dlatego, że proponuje proste, znane nam rozwiązania. W efekcie kolejne pokolenia nie lubią szkoły, a naukę traktują jako przymus. A przecież wiemy, że każdy człowiek jest zaprogramowany na uczenie się i wystarczy stworzyć mu optymalne warunki.

Tutaj możesz zobaczyć Leśną Szkołę „Puszczyk”

Rozmawiała Agnieszka Nuckowska

Kategorie
ciąża i poród

Złote mleko – cudowny napój z Indonezji na czas ciąży i połogu

Znana położna Robin Lim, autorka książki “Placenta – the forgotten Chakra” (tłumaczenie: Łożysko – zapomniana czakra) zachęca do sięgania po ten napój, by w prosty i naturalny sposób wesprzeć ciało kobiety w procesie uzdrawiania po porodzie.

Dlaczego złote mleko jest takie cudowne?

Ponieważ składa się ono z trzech składników o niezwykłych właściwościach:

Kurkuma

jest jednym z najsilniejszych korzeni o działaniu przeciwzapalnym. Można spożywać ją w świeżej postaci ( jest dostępna w sklepach ze zdrową żywnością) lub suszonej. Suszona jest bardziej skoncentrowana, więc należy używać jej w mniejszej ilości. Kurkuma jest prawdziwym uzdrowicielem naszego mózgu, serca i wszystkich innych narządów. Mamie w połogu pomaga w gojeniu się krocza, działa uzdrawiająco na macicę i zmniejsza nabrzmiałe piersi.

[reklama id=”67238″]

Daktyle

są bogate są w błonnik, witaminy oraz związki mineralne. Dzięki dużej zawartości potasu poprawiają jakość nasienia, przez co są wskazane dla par starających się o dziecko. Daktyle są doskonałym źródłem żelaza, dlatego warto je spożywać w ciąży i po porodzie w profilaktyce anemii. W połogu zmniejszają ryzyko krwotoku poporodowego. Są świetną i prostą przekąską dla karmiącej mamy. Ponadto pomagają złagodzić biegunkę (z powodu potasu) i zaparcia (ze względu na wysoką zawartość błonnika).

Przeczytaj także: Jedzenie daktyli ułatwia poród

Migdały

zawierają witaminy B2, E, żelazo, wapń, fosfor, magnez, kwas foliowy i anytoksydanty. Mimo, że migdały są wysokokaloryczne, redukują tłuszcz w ciele i są niezwykle odżywcze. Poprawiają pamiętać, korzystnie wpływają na jelita, serce, obniżają poziom cholesterolu, regulują poziom cukru we krwi i wspomagają zdrowie kości.

Jak przygotować złote mleko?

Składniki:

  • 200 g surowych migdałów,
  • 5 do 10 daktyli (do smaku,
  • około 3 cm kawałek korzenia kurkumy lub ½ łyżeczki suszonej kurkumy,
  • 2 szklanki wody (dodając ciepłą wodę uzyskamy przyjemnie ciepłe mleko – szczególnie korzystne do picia dla mam po porodzie!)

Przygotowanie:

Namoczyć migdały w wodzie przez całą noc. Rano wypłukać je w czystej wodzie i zsunąć skórkę. Jeżeli skórka schodzi z trudem, należy namoczyć dodatkowo przez kilka minut we wrzątku.

Daktyle bez pestek zalać ciepłą wodą i moczyć całą noc lub min. 30 min przed przygotowaniem. Korzeń kurkumy brać i pokroić na małe kawałeczki (uwaga! kurkuma barwi palce na żółto). Wszystkie składniki połączyć (dodatkowo można dolać wody, w której  moczyły się daktyle – dzięki temu mleko będzie słodsze) i zmiksować na wysokich obrotach. Przechowywać w lodówce. Pić jedną szklankę dziennie.

Kategorie
wywiady

Noszenie to bliskość, która rozwiązuje większość rodzicielskich problemów! Rozmowa z Martą Szperlich – Kosmalą

W społeczeństwach tradycyjnych noszenie dzieci jest normą. W naszej kulturze zwyczajowo w pierwszej kolejności kupuje się łóżeczko i wózek. Noszenie wydaje się rozwiązaniem drugorzędnym, czymś do czego trzeba ludzi przekonywać. Dlaczego?

Marta Szperlich – Kosmala: Winna jest temu… maszyna parowa. Nie sposób tego zrozumieć bez znajomości historii. Wraz z rewolucją przemysłową doszło do przedefiniowania pojęcia rodziny. Kobiety poszły do pracy (poza domem), w której pracowały ciężko kilkanaście godzin na dobę. Człowiek posiada pewną skłonność do racjonalizacji swoich działań. Jeżeli zatem robotnica nie miała czasu i siły, a także możliwości, by nosić dziecko wszędzie ze sobą, by karmić je własnym mlekiem i reagować na jego płacz wzięciem na ręce, tak jak czynili to jej przodkowie, wówczas kogoś, kto jej powiedział, że nie robi krzywdy dziecku, zostawiając je w łóżeczku i karmiąc sztuczną mieszanką (mimo, że ma mleko!), będzie traktowała jak anioła zesłanego przez los. Mimo, że całe jej ciało mówi jej, że jest inaczej!
Ten okres zbiegł się również w czasie z powstawaniem podręczników dla matek –  taka racjonalizacja, usankcjonowana słowem pisanym była bardzo potrzebna. W zapomnienie poszła wielowiekowa tradycja; taka była konieczność dziejowa. Noszenie zostało zapomniane. 150 lat historii wózka oraz dobry PR tego urządzenia, po które sięgali arystokraci z królową Wiktorią na czele, wystarczyło, by zepchnąć noszenie do rangi wstydliwego dziedzictwa.
Tymczasem powinniśmy być dumni, że mamy takie dziedzictwo! Że matki instynktownie wiedzą, jak zająć się swoim dzieckiem. Gdy płacze – biorą je na ręce. A żeby ułatwić sobie funkcjonowanie – mocują je do ciała za pomocą kawałka kolorowej szmaty, zachowując jego naturalną pozycję. To tylko tyle i aż tyle.

Antropologia dowodzi, że ludzkie niemowlęta należą do noszeniaków (tak, jak np. goryle). Bycie noszonym to nie tylko ich potrzeba, one są w ten sposób uwarunkowane fizjologicznie.

Marta Szperlich – Kosmala: Owszem. Noszenie nie jest kwestią wyboru, tylko predyspozycją naszego gatunku, do której noszeniak został uwarunkowany miliony lat temu. Wśród tradycyjnych plemion, noszących swoje dzieci, odsetek dysplazji stawów biodrowych jest bardzo niski, zaś plagiocefalia (syndrom płaskiej główki) w zasadzie w ogóle nie występuje. Niemowlęta nie spędzają tam dużo czasu na leżąco, tylko w ramionach opiekuna.
Fizjoterapeuci zalecają, aby nóżki niemowlęcia znajdowały się w odwiedzeniu i zgięciu odpowiednio 45 i 90-120 stopni względem tułowia. Jest to ta sama pozycja, którą dziecko w naturalny sposób przyjmuje na biodrze opiekuna podczas wędrówki przez dżunglę. Nasze europejskie niemowlęta niczym się tutaj nie różnią od swoich rówieśników z Afryki czy Ameryki Południowej, gdzie noszenie nadal jest codzienną praktyką!

[reklama id=”72159″]

W Polsce również istnieje bogata tradycja noszenia dzieci, niestety w XX wieku poszła ona w zapomnienie i dopiero od około 10 lat chusty przeżywają swój renesans….

Marta Szperlich-Kosmala: To prawda, w Polsce tradycja noszenia jest bardzo stara. Kobiety powszechnie nosiły dzieci w hyckach, czyli kawałkach płótna lub wełny albo odziewackach, czyli wełnianych trójkątnych szalach. To tylko mały wycinek z naszej rodzimej historii noszenia, gdyż ludowa pomysłowość w tym zakresie nie miała granic. Noszono we wszystkim, co wpadło w ręce.
Od paru lat wracamy do starych dobrych wzorców i noszenie znów staje się popularne. Wiele w tym względzie zawdzięczamy naszym zachodnim sąsiadom. To w Niemczech powstała pierwsza w Europie szwalnia chustowa (w 1972 roku, Didymos). To tam wychowują się już kolejne pokolenia noszonych dzieci. Niemcy mogą w zasadzie in vivo obserwować wpływ noszenia na rozwój ruchowy i psychiczny: mają do dyspozycji całą populację “noszeniaków”. Istnieją całe społeczności noszących rodziców, którzy wzajemnie się wspierają. W całej Polsce działają doradcy noszenia, czyli współczesne wiejskie baby, uczące rodziców poprawnie wiązać chustę  zakładać nosidło.
To, co zapomniane, wraca do naszego krwioobiegu.

W jaki sposób noszenie może ułatwić opiekę nad niemowlęciem? Jak pomaga w budowaniu relacji z dzieckiem?

Marta Szperlich-Kosmala: Podstawową potrzebą, jaką zaspokaja noszenie, jest potrzeba bliskości. Poprzez dotyk uruchamiamy kilka ścieżek nawiązywania więzi z niemowlęciem (m. in. hormonalną, mózgową). Zaś silna więź z dzieckiem zapewnia mu prawidłową opiekę oraz niezbędne do rozwoju poczucie bezpieczeństwa.
Kwestia prawidłowej opieki jest stale poruszana przez psychologię więzi. Działa to na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Nosząc dziecko, wspomagamy budowę więzi. Posiadając silną więź z niemowlęciem, jesteśmy zdolni szybko i adekwatnie reagować na jego potrzeby (głód, zimno, gorąco, mokra pieluszka, bliskość itd.), gdyż więź zapewnia takie mózgowe wifi. Jeśli reagujemy adekwatnie, dziecko „odwdzięcza się” nam spokojnym usposobieniem. Wówczas nabieramy wiary we własne kompetencje i tym żywiej reagujemy na potrzeby dziecka. To bardzo prosty mechanizm.

W swojej książce twierdzisz, że noszenie rozwiązuje mnóstwo rodzicielskich problemów – jakich?

Marta Szperlich-Kosmala: Uważam przede wszystkim, że noszenie znosi pewien antagonizm, który nosimy w sobie od czasów rewolucji przemysłowej. Mianowicie, iż rodzice i dziecko to dwa osobne obozy, które nawzajem się zwalczają. Walczą o przetrwanie. Jest wręcz przeciwnie!
Rodzic i dziecko współpracują ze sobą. Jednak ta współpraca jest możliwa tylko wtedy, gdy potrzeby obu stron będą jednakowo zaspokojone (gdy rodzina będzie wystarczająco wspierającą się rodziną, jak mówi psychologia). Chusta czy nosidło tę współpracę umożliwiają, gdyż rodzic może wykonywać swoje codzienne obowiązki, a dziecko będzie mu w tym towarzyszyć.
Nie tylko rodzic na tym korzysta. Także dziecko, którego instynkt społeczny jest karmiony podczas przebywania na peryferiach uwagi (rodzica bądź grupy). Z chustą jest nie tylko łatwo zaparzyć kawę w ekspresie, ugotować obiad, czy napalić w kominku, nie rozstając się z niemowlęciem ani na chwilę. Łatwiej też wyjść z domu. Przebywać wśród innych dorosłych, to jest bowiem miejsce rodzica.

Maluch, który większośc dnia spędza w ramionach rodzica, nie spędza za wiele czasu na swobodnym eksplorowaniu możliwości swojego ciała – jak to wpływa na rozwój ruchowy?

Marta Szperlich – Kosmala: Noszenie w chuście jest dynamiczne. Owszem, dziecko nie może dotknąć swojej stopy, ale jego maleńkie ciałko nieustannie wykonuje mikroporuszenia, zwane ruchami kompensacyjnymi, aby nadążyć za ciałem rodzica. To dlatego niektórzy pediatrzy, m. in. znany niemiecki pediatra Eckhart Bonnet, nazywa noszenie salką treningową. Mówi też, że potrafi u 1,5 rocznego dziecka określić, czy było noszone, czy nie. Noszone dzieci rozpoznaje po lepszej koordynacji, motoryce i lekkości ruchów.
Oczywiście, we wszystkim warto znać umiar i nie nosić dziecka non stop. Niemowlę potrzebuje też czasu spędzanego na podłodze, na brzuchu i plecach, zabawy własnym ciałem i różnych doznań sensorycznych. Ale warto zaufać rodzicom i ich zdrowemu rozsądkowi.

Z chustonoszeniem jest niestety związany również pewien ostracyzm społeczny. Źle dociągnięta chusta czy nieidealne wiązanie potrafią ściągnąć na rodzica falę krytyki. A niektórym, po prostu idealnie nie wychodzi. Co w takiej sytuacji – porzucić noszenie? Czy skoro mama i dziecko są zadowoleni to nie przejmować się drobnymi niedociągnięciami?

Marta Szperlich-Kosmala: Nie wszystkie dzieci przylegają płasko do rodzica, pozwalając mu na wszelkie zabiegi. Są różne powody, dla których się nie udaje, m.in. złe samopoczucie dziecka, strach rodzica, przestymulowanie, problemy z napięciem mięśniowym, asymetrią, niewłaściwy moment wiązania, a nawet tak pozornie odległe sprawy jak traumatyczny poród, czy nasza wiara w rodzicielskie kompetencje. Warto też pamiętać, że dziecko, jego samopoczucie, stan zdrowia i w pewnym sensie także temperament to wypadkowa samopoczucia, stanu zdrowia i temperamentów rodziców.
Dobry doradca, wchodząc do domu, by uczyć wiązania, powinien patrzeć na rodzinę jako całość. Potrafi też diagnozować niemowlę w zakresie motoryki. Warto również pamiętać, że naprawdę rzadko udaje się za pierwszym razem. Oraz, że ćwiczenie czyni mistrza. Im więcej ćwiczę, tym lepiej mi wychodzi, a im lepiej mi wychodzi, tym dziecko lepiej się czuje. Spotykając się z krytyką, warto się zastanowić, czy nie kryje się za nią chęć pomocy. Ostatecznej pomocy jednak zawsze warto szukać u specjalisty, czyli dobrego doradcy noszenia.
No i dziecko źle zamotane, to nadal dziecko noszone. Niedociągnięcia nie są tak ważne, jak sam kontakt rodzica z dzieckiem. Bliskość, jaka się wówczas buduje, będzie im towarzyszyć przez całe życie. Nie ma sensu rezygnować z tego czasu na rzecz błędów, które popełniamy. W tym kontekście noszenie jest ważniejsze niż perfekcja. Rodzice, wiążąc niemowlę w chuście, chcą dla niego jak najlepiej. Nie znamy historii tej rodziny. Widzimy ich tylko w niewielkim wycinku życia – warto o tym pamiętać, zanim następnym razem przystąpimy do otwartej krytyki.

Coraz częściej także ojcowie czerpią przyjemność z noszenia. Dlaczego warto ich do tego zachęcać?

Marta Szperlich – Kosmala: Bo noszenie jest ważne dla mam i tatów! (śmiech). A konkretnie, noszenie może bardzo ułatwić ojcom życie. Gdy niemowlę zaczyna płakać, zostając sam na sam z tatą, może zaznać ukojenia po włożeniu do chusty. Ojcowie bardzo zyskują na tym kontakcie, gdyż nie muszą się już obawiać opieki. Mogą też doświadczyć czegoś niesamowitego – pogrążenia (ang. engrossment). Jest to hormonalna odpowiedź organizmu na bliskość niemowlęcia. Zjawisko odkryto niedawno, obalając twierdzenie, że tylko matka może nawiązać bliską więź z małym dzieckiem. Ojciec też może, i tak jak w przypadku matki, pomaga mu w tym kontakt z niemowlęciem skóra do skóry. Mogę śmiało powiedzieć, że noszenie nie tylko usprawnia i uprzyjemnia tacierzyństwo, ale i pomaga funkcjonować całej rodzinie!

 

Kategorie
zdrowie

Zamknij usta i oddychaj przez nos! Dlaczego oddychanie przez nos jest takie ważne?

Nie jedząc możemy przetrwać kilka tygodni, bez picia kilka dni a bez oddechu zaledwie kilka minut. Dlatego tak ważna jest nauka pierwszej pomocy, by w razie nagłej potrzeby potrafić przywrócić tą podstawową funkcję.

Oddech – ważna sprawa

Jako rodzice często zwracamy uwagę na oddech noworodka i niemowlęcia. Jego sen jest spokojny, prawie niesłyszalny, co często budzi nasz niepokój – szczególnie jeśli to pierwsze dziecko w rodzinie.  Zadajemy sobie pytanie: “ Czy ono napewno dobrze oddycha?”. Gdy dziecko wyrasta z okresu niemowlęcego, w zasadzie kończy się nasze zainteresowanie tematem oddychania. Przestajemy zwracać na to uwagę i z biegiem czasu często zapominamy jak prawidłowo oddychać. Nie zwracamy uwagi na to, czy oddychamy przez nos czy usta, szybko czy wolno.
Stopniowo przyzwyczajamy się do chrapania, głośnego oddychania w nocy, sapania i łapania powietrza ustami. Rozwijamy nawyki, które stają się dla nas codziennością a z czasem nawet uważamy, że to normalne, bo przecież prawie każdy tak robi.

[reklama id=”72159″]

Prawidłowe oddychanie to oddychanie przez nos

Najbardziej prawidłowym i fizjologicznym sposobem oddychania  jest oddech przez nos. Ten narząd pełni fundamentalną rolę w oddychaniu: pozwala nam dostarczyć dobrej jakości powietrze do płuc i zapewnić prawidłową wymianę gazów. Błona śluzowa jamy nosowej ma liczne rzęski oraz komórki kubkowe produkujące śluz. Dzięki odpowiedniej budowie jamy nosowej i zatok przynosowych wdychane powietrze jest odpowiednio oczyszczane, osuszane lub nawilżane – w zależności od warunków środowiska uwarunkowanych chociażby porami roku.
Okres jesienno – zimowy jest największym wyzwaniem dla dróg oddechowych – ciągłe zmiany temperatur: zimne powietrze na zewnątrz, bardzo suche i gorące w ogrzewanych pomieszczeniach mogą uszkodzić wyściółkę dróg oddechowych. Z kolei wiosenne i letnie pylenie roślin oraz jesienne spory grzybów mogą doprowadzić do silnego podrażnienia błon śluzowych układu oddechowego.
Warto mieć świadomość, że oddychając przez nos oraz kontrolując swój oddech możemy lepiej przetrwać trudne warunki. Ma to szczególne znaczenie, jeśli mamy tło atopowe w rodzinie, czyli jesteśmy skłonni do nadwrażliwości (alergii).

Oddychanie przez usta może zwiększać ryzyko infekcji

Wdychanie suchego, zimnego lub zbyt gorącego a czasem i zapylonego powietrza przez usta powoduje: suchość w gardle, pojawienie się wydzieliny w nosie i w oskrzelach, często kaszel. Te naturalne odruchy pozwalają nam ochronić się i zachować prawidłową wymianę gazów. Natomiast nadmierne reakcje tego typu mogą spowodować uczucie duszności oraz zwiększyć ryzyko infekcji  dróg oddechowych.
Kiedy czujemy niepokój czy znajdziemy się w trudnej sytuacji, zaczynamy szybko oddychać. Jest to naturalna reakcja na stres – jej celem jest nasze przetrwanie. Często powtarzające się sytuacje stresowe prowadzą do podobnej odpowiedzi: przesuszenia błony śluzowej nosa, uczucia braku powietrza i oddychania przez usta. Zaś oddychanie przez usta zwiększa znacząco ilość wdychanego powietrza. Pominięta zostaje istotna funkcja nosa (oczyszczanie, nawilżanie lub osuszanie), a objętość wdychanego powietrza może podwoić się a czasem potroić (!) W ten sposób powstaje błędne koło, ponieważ nadmierne oddychanie, podobnie jak nadmierne jedzenie przynosi wiele problemów.

Nadmierne oddychanie nie sprzyja zdrowiu

Uczucie zmęczenia, chrapanie, bezdech senny (chwilowe niedotlenienie mózgu), astma (skurcz oskrzeli), katar czy alergiczny nieżyt nosa, to tylko część problemów wynikających z nadmiernej objętości wdychanego powietrza. Nadmierne oddychanie przez usta może doprowadzić również do zmian w procesach przemiany materii i znacząco przyczyniać się np. do otyłości i zaburzeń hormonalnych. Równie ważna jest utrata płynów przy oddychaniu przez usta – podczas chrapania tracimy do 1 litra wody!
Nadmierne oddychanie przez usta ma szczególne znaczenie dla niemowląt, które mogą oddychać nawet 40 razy na minutę. W ten sposób zwiększa się ryzyko zakażenia dróg oddechowych, przekroczenia barier odpornościowych, czyli zagnieżdżenia się chorobotwórczych bakterii, wirusów czy grzybów. Poza tym zatkany nos u niemowlęcia znacząco utrudnia, a czasem wręcz uniemożliwia, proces ssania.
Stałe oddychanie przez usta najpewniej prowadzi do zaburzeń rozwoju twarzoczaszki m.in. skrócenia żuchwy i innych wad zgryzu. U dzieci oddychających przez usta obserwuje się: wąskie usta, wydłużone twarze, wysoko wysklepione podniebienie, nieprawidłowy zgryz, co może wiązać się w przyszłości z nieprawidłową mową.
Zauważa się, że dzieci oddychające przez usta mają często powiększone migdałki oraz nawracające zapalenie ucha środkowego, jako reakcję na stałe przesuszenie błon śluzowych. U dziecka oddychającego przez usta często rozwija się nieprawidłowa postawa ciała: wysunięcie głowy do przodu, zapadnięcie się klatki piersiowej i zaokrąglenie pleców. Zmiany te związane są z zapadaniem się języka i odruchowym poszukiwaniem lepszego przepływu powietrza w drogach oddechowych.
Ponadto, oddychając przez usta często wprowadzamy zwiększoną ilość powietrza, co znacząco pogarsza jakość naszego snu – śpimy niespokojnie ze względu na hiperwentylację. W trakcie snu nieumyślnie wprowadzamy się w stan stresu – walki i ucieczki, co z kolei może powodować rozdrażnienie w ciągu dnia, ospałość i słabą koncentrację.

Zamknij usta!

Dzięki przywróceniu prawidłowego toru oddychania możemy przerwać błędne koło nawracających infekcji dróg oddechowych, takich jak wspomniane zapalenia ucha czy migdałków. Skutecznie zapanować nad przewlekłymi chorobami takimi jak astma czy nawet cukrzyca, a zapobiegając nadmiernemu pobudzeniu układu nerwowego, zredukować stres i ustrzec się przed zaburzeniami koncentracji. Jeśli dziecko ma zaburzenia zdrowotne należy skontaktować się ze specjalistą. Zamknięte usta ułatwiają harmoniczny rozwój kości twarzy i mikroflory jamy ustnej, dzięki czemu możemy zaoszczędzić sporo wydatków na dentystę i ortodontę w przyszłości.

Codziennie zwracaj uwagę na oddech swój oraz dziecka:

  1. Obserwuj dziecko jak oddycha podczas zabawy, rysowania, spania. Przypominaj o zamkniętych ustach.
  2. Udrożnij zatkany nos – przy zatkanym nosie warto rozważyć płukanie nosa oraz układanie ciała na boku w trakcie snu, uniesienie żuchwy w celu utrzymania toru oddechowego przez nos. Szeroki wachlarz ćwiczeń oddechowych został stworzony w różnych kulturach aby utrzymać zdrowie. Znajdź najprostsze rozwiązania dla siebie i dziecka.
  3. Skręć kaloryfer – zadbaj o odpowiednią wilgotność powietrza w mieszkaniu i unikaj przegrzania.
  4. Pamiętaj o odpowiednim nawodnieniu organizmu i dobrym odżywianiu.

To tak proste, że aż trudno uwierzyć!