Kategorie
niemowlę

Ojciec i noszenie dziecka – co mężczyźni myślą o chuście?

Ojciec – od narodzin

Zazwyczaj opiekę nad niemowlęciem sprawuje jeden główny opiekun. Najczęściej jest to matka, choć nic nie stoi na przeszkodzie, aby był nim ojciec dziecka. Co ważne, nawet w nauce dokonano zmiany językowej: nie mówi się już o więzi matki z dzieckiem, ale o więzi rodziców z dzieckiem. Tej terminologii trzymamy się również w niniejszej książce.
Mimo szczerych chęci współczesnym ojcom nieraz brakuje narzędzi do opieki nad dziećmi. Owszem, są wyposażeni przez naturę w instynkt, zatem intuicyjnie wiedzą, jak się opiekować niemowlęciem, ale ów został prawdopodobnie pogrzebany pod wielowiekowymi warstwami kultury i uprzedzeń.
Wcześniej była mowa o więzi, jaką noworodek nawiązuje z matką zaraz po urodzeniu (tzw. małpi schemat dotyku). Jednak nie zawsze jest to możliwe, np. jeśli dziecko urodziło się przez cesarskie cięcie albo w przypadku porodu bliźniąt, gdy mama jest zajęta rodzeniem drugiego dziecka. Także gdy mama chce się po prostu wykąpać po porodzie. Wówczas to ojciec powinien wziąć na siebie rolę pierwszego opiekuna i zapewnić dziecku kontakt skóra do skóry. Jest to coraz częściej praktykowane także w polskich szpitalach.
[reklama id=”72159″]
Warto sobie uświadomić, że ojca również wspiera biologia. Nauka mówi o hormonalnym zjawisku zwanym engrossment (z ang. pogrążenie), dotykającym ojców nowo narodzonych dzieci. Tak jak matki, postępując zgodnie z instynktem, zapewniają swoim nowo narodzonym dzieciom czułą opiekę (oraz przetrwanie), tak ojcowie, kierując się instynktem ojcowskim, są hormonalnie wspierani do otaczania niemowlęcia troską. W organizmie ojca, którego dotknął engrossment, zachodzi hormonalna rewolucja: wyrzut oksytocyny obniża poziom testosteronu, zwiększa się natomiast produkcja prolaktyny i wazopresyny, hormonów odpowiedzialnych za wytworzenie więzi z dzieckiem (także u matek).
Warunkiem wystąpienia tego zjawiska jest otwarcie się na narodziny dziecka i poddanie jego urokowi! Czyli wzięcie malca na ręce i dotknięcie jego gładkiej, ciepłej skóry i maleńkich, pomarszczonych po dziewięciomiesięcznej kąpieli paluszków…

Co noszenie w chuście daje tacie?

  • Pomaga nawiązać więź. Wielu mężczyzn podkreśla, że przychodzi im to z trudem, przynajmniej do czasu, gdy maluch nie stanie się „interaktywny”, nie zacznie reagować uśmiechem albo wyraźnie cieszyć się na ich widok. Chusta pomaga przełamać tę początkową barierę, gdyż, jak wspominaliśmy wcześniej, pozwala nawiązać trwałą więź z niemowlęciem (poprzez dotyk, uczenie się jego reakcji etc.).
  • Pozwala uwierzyć we własne kompetencje. Noszenie dzieci usprawnia ich „obsługę”, co z kolei sprawia, że tacie łatwiej jest zawierzyć swoim rodzicielskim kompetencjom. Ojciec dziec-ka przekonany o tym, że umie nie tylko przewinąć niemowlę, ale także zająć się nim pod nieobecność mamy, podchodzi do swojej latorośli ze spokojem. A to z kolei kojąco wpływa na dziecko.
  • Zapewnia wygodę. Niemowlę zamotane w chustę to nie tylko wolne ręce, którymi można sobie przygotować posiłek albo zaparzyć kawę. To także swoboda ruchów. Można wyskoczyć na spotkanie z kolegami, pojechać na zakupy czy pójść w góry z kilkunastodniowym maleństwem.
  • Ułatwia opiekę. Ojcowie są często zdumieni, jak łatwa może być opieka nad dzieckiem zamotanym w chustę. Noszenie po-maga uczyć się typowych dla dziecka reakcji. Wiedząc, jak postępować z niemowlęciem, ułatwiamy sobie (i dziecku) życie. Wpływa to pozytywnie zarówno na dziecko, które mniej płacze, jak i na rodziców, gdyż opieka nad dzieckiem jest mniej problematyczna.

Noszenie w chuście dostarcza ojcom narzędzi do opieki nad niemowlęciem.
[reklama id=”57451″]

Co noszenie przez tatę daje dziecku?

  • Nowe doświadczenia. Męska budowa ciała jest różna od kobiecej. Ręce ojca są silniejsze, chwyt mocniejszy. Stanowi to dla niemowlęcia źródło nowych, ważnych doświadczeń.
  • Integrację zmysłów. Dziecko potrzebuje takiej stymulacji. Pod wpływem różnorodnych bodźców dochodzi bowiem do wielokierunkowej integracji zmysłów. A to z kolei umożliwia harmonijny rozwój.
  • Bliskość. Bliskość stanowi jedną z podstawowych potrzeb niemowlęcia, przy czym nie ma znaczenia płeć opiekuna. Kangurowanie bądź chusta zapewniają ten szczególny kontakt dziecka z tatą, dając okazję do nawiązania więzi.
  • Przekonanie, że jest ważne dla obojga rodziców. Niemowlę, przebywając raz w ramionach mamy, raz taty, nabiera pewności, że jest ważne dla nich obojga.
  • Więcej noszenia brutto. Nie da się ukryć – dwoje noszących rodziców to dwa razy więcej noszenia dla malucha.

 Chusta – męska czy nie?

Niektórzy mężczyźni obawiają się, że zamotani w chustę będą wyglądać głupio, niemęsko. Damon Smith, ojciec z Kanady, tak to podsumowuje: Przełknij to, księżniczko. To także twoje dziecko (Suck it, princess. It’s your child too)

Co mężczyźni myślą o chuście?

  • Najczęściej postawa noszącego ojca idzie w parze z podejściem do rodzicielstwa. W wydaniu „noszącym” ojciec zazwyczaj zdaje sobie sprawę ze współodpowiedzialności obojga rodziców za dziecko. On nie „pomaga” partnerce w opiece, on po prostu „jest ojcem”.
  • Ojcowie podchodzą do chusty w sposób pierwotny, czyli jak do użytecznego narzędzia.
  • Tata z dzieckiem w chuście przykuwa spojrzenia i wygląda po prostu fajnie. Spotykane kobiety, bez względu na wiek, starają się mu pomóc, co niestety świadczy o głębokich stereotypach tkwiących w naszym społeczeństwie, ale jest z reguły pozytywnie odbierane przez mężczyzn.
  • Mężczyźni podkreślają aspekt biologiczny, mianowicie chusta pozwala im poczuć się „trochę w ciąży”.

Chusta nie zmieniła nic w moim życiu, bo nie zaznałem innego sposobu na spacery z dzieckiem, jak z chustą. Chusta nie jest dla mnie filozofią, tylko zwykłym narzędziem codziennego użytku, jednak dla ojca nie ma lepszego sposobu na zbliżenie się z dzieckiem niż noszenie go w chuście, daje nam to, co kobiety dostają w pakiecie od natury. – Łukasz, tata 3-letniej Zosi i rocznego Franka

  • Chusta nie ogranicza: można iść w góry, spotkać się z kolegami, pojechać na festiwal muzyczny.
  • Mężczyźni często wybierają chusty czarne, z motywem motocyklowym albo tribalowym wzorem. Design chustowy zostawia szerokie pole do popisu i każdy ojciec może dobrać wzór np. do ulubionej muzyki lub uprawianego sportu.
  • Niektórzy mężczyźni uważają, że chusta – w przeciwieństwie do wózka – pozwala im czuć się męsko podczas sprawowania opieki nad dzieckiem.

*Artykuł jest fragmentem książki „Noszenie dzieci” autorstwa Marty Szperlich – Kosmali, wydanej przez Wydawnictwo Natuli.

 
 
Kategorie
niemowlę

"Noszenie dzieci" – rozwiązuje codzienne problemy rodzicielskie

Dzieci chcą być noszone

Poza tym noszenie dziecka rozwiązuje większość problemów wychowawczych: noszone dzieci płaczą o wiele mniej, rzadziej cierpią z powodu „kolek” (czyli różnego rodzaju napięć i niepokoju) i są po prostu spokojniejsze. Dodatkowo bliskość dziecka wpływa korzystnie a wręcz terapeutycznie na noszącego rodzica. I choć wydawać by się mogło, że noszenie dzieci to kwestia intuicyjna, młodzi rodzice często mają co do tego mnóstwo wątpliwości.
Na szczęście z pomocą przychodzi książka „Noszenie dzieci” autorstwa Marty Szperlich-Kosmali, doradczyni noszenia. Jest to już czwarta, po „Karmieniu piersią” , „Porodzie naturalnym”„Rozwoju seksualnym dzieci” książka z serii rodzicielskiej wydana nakładem Wydawnictwa Natuli.

Dla kogo jest ta książka?

Książka skierowana jest do wszystkich przyszłych i młodych stażem rodziców, którzy szukają wsparcia w codziennym funkcjonowaniu z maleńkim dzieckiem.

Warto po nią sięgnąć, by dowiedzieć się:

  • dlaczego dziecko płacze, gdy odkładamy je do łóżeczka,
  • czy to normalne, że dziecko ciągle chce być przy rodzicu,
  • dlaczego dziecko samo nie zasypia,
  • jak wykonywać codzienne czynności z małym dzieckiem na rękach.

Ponadto w książce można znaleźć sporo informacji, jak dzięki noszeniu wspierać rozwój motoryczny, społeczny i emocjonalny dziecka.
[reklama id=”72159″]

Autorka w prosty sposób tłumaczy:

  • jak noszenie dziecka wpływa na kształtowanie się więzi pomiędzy dzieckiem a rodzicem,
  • w jaki sposób noszenie wpływa na rozwój mózgu niemowlęcia,
  • jaka jest zależność pomiędzy noszeniem dziecka a rozwojem motorycznym.

Noszenie dzieci to także wyczerpujący poradnik dla wszystkich rodziców, którzy zaczynają lub chcieliby rozpocząć przygodę z noszeniem w chustach lub nosidłach miękkich.

Autorka jako doświadczona doradczyni noszenia podpowiada:

  • jaką chustę wybrać,
  • kiedy można sięgnąć po nosidło,
  • co robić, gdy dziecko protestuje,
  • jak motać, by było to bezpieczne zarówno dla dziecka, jak i kręgosłupa rodzica,
  • w jaki sposób noszenie pomaga w codziennym życiu,
  • czy można nosić dzieci z zaburzeniami rozwojowymi,
  • jak długo można nosić dziecko w chuście.

Dodatkowo książka może być także cenną lekturą uzupełniającą dla przyszłych doradców noszenia, dla fizjoterapeutów czy osób zaangażowanych w opiekę nad mamą i noworodkiem (douli, psychologów, położnych itp.).

Dlaczego warto przeczytać tę książkę?

Książka Noszenie dzieci jest pierwszą przekrojową książką polskiej autorki poświęconą tej jakże prostej, naturalnej czynności. To wspaniała, wspierająca lektura dla przyszłych i świeżo upieczonych rodziców, którzy próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Autorka podpowiada, jak zorganizować sobie życie z małym dzieckiem u boku, oraz pokazuje, w jaki sposób noszenie rozwiązuje większość codziennych problemów wychowawczych takich jak płacz, czy trudności z zasypianiem.
Dodatkowo poradnik zawiera odpowiedzi na inne ważne dla rodziców kwestie: rozprawia się z mitami na temat noszenia dzieci, doradza, jak i w czym nosić, by było to optymalne dla  zdrowia i rozwoju dziecka oraz wygodne dla rodzica, podpowiada, jak ubierać dzieci stosownie do pory roku oraz jak korzystać z chusty w sytuacjach szczególnych – w czasie choroby, w sytuacjach, gdy trzeba nosić więcej niż jedno dziecko (bliźnięta lub rodzeństwo w różnym wieku), oraz w przypadku dzieci z problemami rozwojowymi.

Co znajdziesz w środku?

W pierwszej, teoretycznej części czytelnicy poznają m.in. historię noszenia i dowiedzą się, jak noszenie ewoluowało przez wieki. Poznają biologiczne i antropologiczne aspekty noszenia oraz naukowe badania, które potwierdzają zalety tej formy kontaktu. Rozdział jest napisany w lekki i przystępny sposób: autorka prosto i ciekawie pokazuje, jakie korzyści dla rozwoju społecznego, emocjonalnego i ruchowego dziecko czerpie z bliskości rodzica i dlaczego noszenie jest tak ważną potrzebą małego człowieka.
W części praktycznej książki autorka podpowiada, jak nosić, by czerpać maksimum korzyści z tej formy kontaktu w codziennym funkcjonowaniu. Młodzi rodzice znajdą tu odpowiedzi na wszystkie podstawowe pytania związane z chustonoszeniem – rodzaje chust i nosideł oraz najważniejsze różnice między nimi. Dowiedzą się, jak wybrać chustę i na co zwrócić szczególną uwagę.
Autorka szczegółowo omawia kolejne wiązania zwracając przy tym uwagę, dla jakich grup wiekowych są rekomendowane. Całość jest urozmaicona przejrzystą grafiką, która pełni funkcję pomocniczą i ilustruje wskazówki odnośnie wiązań i prawidłowej pozycji dziecka.

Wstęp

1. Noszenie mamy we krwi

  • Ludzkie niemowlę jako noszeniak
    – Uwarunkowania gatunkowe
    – Uwarunkowania anatomiczne
  • Krótkie spojrzenie na historię noszenia dzieci
  • Wózek – wynalazek epoki wiktoriańskiej
  • Jak Europa i Ameryka na powrót odkryły chustę?

2. Noszenie i budowanie więzi

  • Co to jest więź
  • Dotyk
  • Zaspokajanie potrzeb niemowlęcia
  • Poczucie bezpieczeństwa
  • Rodzaje więzi
  • Jak więź rodzi się w mózgu

3. Noszenie i rozwój mózgu

  • Odpowiednia stymulacja
  • Stres
  • Sen
  • Integracja sensoryczna

4. Noszenie i układ przedsionkowy

  • Czym jest układ przedsionkowy?
  • Jak stymulować układ przedsionkowy
  • Rozwój układu przedsionkowego

5. Noszenie i rozwój motoryczny

  • Fizjologia
    – Termoregulacja
    – Kręgosłup i stawy biodrowe niemowlęcia
  • Czy noszenie może zaszkodzić dziecku?
  • Rozwój motoryczny
    – Ruchy kompensacyjne
    – Napięcie mięśni
    – Czucie głębokie
    – Koordynacja

6. Noszenie i rozwój społeczny

  • Dziecko na peryferiach uwagi
  • Rozwój społeczny dziecka

7. Chusta w codziennym życiu

  • Codzienne czynności
  • Praca z dzieckiem
  • Życie społeczne rodzica
  • Noszenie przez “osoby trzecie”
  • Aktywność fizyczna
  • Podróże

8. Ojciec i noszenie dziecka

  • Ojciec – od narodzin
  • Chusta – męska, czy nie?

9. Noszenie i kontakt z przyrodą

  • Czym jest zespół deficytu natury
  • Dlaczego warto zapewnić dziecku kontakt z przyrodą

10. Początki noszenia w chuście

  • Noszenie na rękach a noszenie w chuście
  • Kiedy zacząć nosić dziecko?
  • Gdzie szukać pomocy w nauce wiązania chusty?
  • Nie “przodem do świata”!
  • Karmienie piersią w chuście
  • Co zrobić, kiedy dziecko protestuje?

11. W czym nosić?

  • Chusta tkana (długa)
  • Chusta kółkowa i rebozo
  • Chusta elastyczna
  • Nosidła
    – Nosidła klamrowe
    – Nosidła azjatyckie
    – Nosidła hybrydowe
    – Nosidła biodrowe

12. Zasady bezpiecznego noszenia

  • Co to znaczy bezpieczne wiązanie?
  • Co to znaczy prawidłowa pozycja?
  • Co to znaczy prawidłowe dociągnięcie?
  • Co to znaczy komfort noszącego?

13. Podstawowe rodzaje wiązań według etapów rozwoju dziecka

  • Kangur
  • Kieszonka
  • Chusta kółkowa
  • Kangur na biodrze
  • Plecak prosty
  • Rebozo na biodrze
  • Podwójny X (koala)
  • Podwójny hamak
  • Kołyska

14. Noszenie dzieci według etapów rozwoju

  • Noworodek
  • 4-5 miesiąc życia
  • 6-12 miesiąc życia
  • Dziecko powyżej pierwszego roku życia
  • 1,5- 3 lata

15. Jak ubrać dziecko do chusty?

  • Noszenie w chuście zimą
  • Noszenie w chuście latem
  • Noszenie gdy dziecko ma pieluchę wielorazową lub nie ma jej wcale

16. Noszenie podczas choroby i kryzysu

  • Chusta w chorobie
    – Problemy z brzuszkiem
    – Katar
    – Ząbkowanie
  • Chusta i skok rozwojowy

17. Noszenie w sytuacjach szczególnych

  • Bliźnięta
  • Dwójka dzieci w różnym wieku
  • High Need Babies
  • “Odchylacze” i “prostowacze” nóg
  • Dziecko adopcyjne

18. Noszenie dzieci z wyzwaniami rozwojowymi

  • Wcześniaki
  • Dzieci z asymetrią
  • Dzieci z nieprawidłowym napięciem mięśniowym
  • Dzieci z niepełnosprawnością
  • Niepełnosprawność rodzica

19. Kręgosłup noszącego

  • Co warto wiedzieć o kręgosłupie rodzica?
  • Jak przygotować kręgosłup do noszenia?
  • Zasady dobrego noszenia
  • Co jeśli podczas noszenia boli kręgosłup?
  • Ćwiczenia wzmacniające gorset mięśniowy noszącego rodzica

20. FAQ 

  • A może lepiej nie nosić, bo się przyzwyczai?
  • Czy dziecko może wypaść z chusty?
  • Czy dziecko może się udusić w chuście?
  • Czy to prawda, że dzieci noszone w chuście zaczynają później chodzić?
  • Czy dziecku jest w chuście wygodnie?
  • Czy dziecku nie jest w chuście za ciasno?
  • Czy są dzieci, które nie zaakceptują chusty?
  • Czy można zrobić dziecku krzywdę złym wykonaniem wiązania?
  • Jak reagować na krytykę?
  • Czy warto reagować widząc rodzica noszącego dziecko w wisiadle?
  • Czy można włożyć niesiadające dziecko do nosidła?
  • Czy można jeździć z dzieckiem w chuście autobusem?
  • Czy można jeździć z dzieckiem w chuście samochodem?
  • Jak długo można nosić dziecko w chuście?
  • Jak się spakować wychodząc z domu z dzieckiem w chuście?
  • Co, jeśli dziecko nie będzie noszone w chuście?

 

Kategorie
niemowlę

Uważność z dzieckiem u boku. 3 ćwiczenia, które warto wcielić w życie

Zamiast samoudręczania się i nakręcania spirali negatywnych myśli warto wypróbować zgoła inne rozwiązanie: wejście w tryb bycia, doświadczania i w życzliwą, nie oceniającą obecność w duchu mindfulness.

Reaguj świadomie

Uważność (ang. mindfulness) – w potocznym rozumieniu tego słowa – to bycie w teraźniejszości, zaangażowanie w tu i teraz. Jednakże jeśli zależy nam na wyczerpującym wyjaśnieniu tego zjawiska, musimy przede wszystkim podkreślić fakt, że postawa uważności jest celowym działaniem, jest naszą osobistą relacją z zaistniałymi wydarzeniami i zjawiskami: zarówno wewnętrznymi (emocjami czy myślami), jak i zewnętrznymi (słowami i zachowaniem innych osób). Możemy więc śmiało stwierdzić, że uważność jest kompetencją osobistą, która opiera się na samodzielnym i świadomym dysponowaniu własnym potencjałem emocjonalnym i umysłowym. Dzięki temu, że decydujemy się na pełne zaangażowanie w bieżące doświadczenie, jesteśmy w stanie wejść w rolę neutralnego obserwatora własnych odczuć, myśli i tego, co dzieje się wokół. To z kolei daje nam przestrzeń na nabranie dystansu do okoliczności i zjawisk zachodzących wewnątrz nas. Ostatecznie dochodzimy do ogromnie ważnego spostrzeżenia: zamiast reagować impulsywnie, stereotypowo, schematycznie, mamy możliwość wyboru i świadomej decyzji: co zrobię z tymi emocjami, jak potraktuję myśli, które pojawiają się w mojej głowie, jaką postawę wybiorę względem wydarzeń i innych osób.

Elementy, które składają się na praktykę mindfulness to:

  • Obserwacja – otwiera nas na możliwość prawdziwego, pełnego dostrzeżenia tego, czego tak naprawdę doświadczamy, co odczuwamy i myślimy, uwalnia od automatyzmów i natychmiastowych, impulsywnych reakcji, a także, w szerszym rozumieniu, podnosi jakość życia, ponieważ obserwując coraz rzadziej poddajemy się negatywnym myślom i z mniejszą intensywnością snujemy „czarne scenariusze”. Tak o obserwacji pisze Yuval Noah Harari: “Myślę, że więcej nauczyłem się o sobie i w ogóle o ludziach dzięki obserwowaniu własnych doznań przez tych dziesięć dni niż przez całe dotychczasowe życie. A żeby to zrobić, nie musiałem przyjmować żadnej opowieści, teorii ani mitologii. Wystarczyło, że obserwowałem rzeczywistością taką, jaka jest. Najważniejszą rzeczą, którą sobie uświadomiłem, było to, że najgłębsze źródło mojego cierpienia tkwi w schematach działania mojego własnego umysłu. Gdy czegoś chcę, a to się nie zdarza, mój umysł reaguje, tworząc cierpienie. Cierpienie nie jest obiektywnym stanem w świecie zewnętrznym. Jest reakcją psychiczną tworzoną przez umysł. Nauczenie się tego jest pierwszym krokiem ku zaprzestaniu tworzenia kolejnych cierpień” (1).
  • Nazywanie – ułatwia uchwycenie tego, co się z nami dzieje w danej chwili, dzięki czemu odchodzimy od emocjonalnych interpretacji na rzecz postawy poznawczej, np. zamiast stwierdzenia “jestem smutna/rozżalona” wybieram tylko nazwanie emocji, której doświadczam i stwierdzam “widzę, że pojawił się we mnie smutek/żal”. Teraz mogę się zdystansować i spróbować poszukać odpowiedzi na pytania, skąd ta emocja we mnie, dlaczego się pojawiła, co chce mi zakomunikować. W ten sposób jesteśmy bliżej samych siebie, wkraczamy w przestrzeń samopoznania, rozwijamy się.

[reklama id=”67238″]

  • Świadome działanie – celowe skupienie się tylko na jednej czynności i odcięcie się od wszelkich czynników rozpraszających. Jest to chociażby czytanie książki dla samego czytania, bez ciągłego sprawdzania co chwilę telefonu. Jest to zanurzenie się w jednej czynności. Takie wykonywanie codziennych zadań wymaga samodyscypliny i regularnej praktyki.
  • Akceptacja – jest odejściem od tworzenia oceniających narracji na temat każdego doświadczenia i polega m. in. na traktowaniu myśli jako zdarzeń mentalnych, a nie rzeczywistych faktów. Dzięki takiej postawie możemy wreszcie zobaczyć rzeczy w ich prawdziwym świetle, bez otoczki stworzonej z naszych uprzedzeń, lęków czy schematów myślowych. Nie jest to bierne poddanie się temu, co nas spotyka, a wręcz przeciwnie, stanowi akt odwagi, ponieważ wymaga dokładnego przyjrzenia się swoim dotychczasowym przekonaniom i wyjścia ze strefy komfortu.
  • Cierpliwość – postawa, która sprawia, że zaczynamy stawiać na jakość naszych doświadczeń, a nie na ich ilość. Bycie cierpliwym jest powiązane z przekonaniem, że tak naprawdę dysponujemy nieograniczoną ilością “tu i teraz”, że teraźniejszość nie poddaje się rygorom czasu. Dodatkowo cierpliwość uwalnia nas od ciągłego dążenia do natychmiastowych i spektakularnych efektów wszelkich aktywności, przez co odchodzimy od nadmiernego perfekcjonizmu i porównywania się z innymi, stajemy się bardziej wyrozumiali dla siebie i innych, rozwijamy empatię.

Powyższe komponenty uważności ostatecznie dają nam możliwość samoobserwacji, samopoznania i samoregulacji. Dzięki systematycznej praktyce mindfulness osiągamy umiejętność wsłuchania się w swoje potrzeby i zyskujemy kontrolę nad wszelkimi automatyzmami, którymi do tej pory kierowaliśmy się w życiu. Jest to stan wolności intelektualnej i emocjonalnej, który stanowi fundament zaufania do siebie i swojej intuicji.

Mindfulness z noworodkiem u boku

Co zatem możemy zrobić jako świeżo upieczeni rodzice dla siebie i dla dziecka, żeby celowo i świadomie doświadczać wspólnych chwil i budować trwałą, zdrową więź?

Oto 3 ćwiczenia, które warto wcielić w życie:

1. Oddech, który uspokaja

Najbardziej dostępne narzędzie w praktyce uważności to oddech. Gdy odczuwamy określone emocje, np. spokój, przyjemność, relaks, nasze ciało się rozluźnia, wydech wydłuża i oddech staje się głębszy. Dlaczego zatem nie mielibyśmy zadziałać w drugą stronę, czyli wdechem i wydechem uregulować nastrój i wpływać na stan ciała? Okazuje się, że samo skupienie uwagi na oddechu na kilka minut wycisza i pozwala na zdystansowanie się do aktualnie przeżywanej sytuacji. Powoli nabieramy powietrza nosem tak, by poczuć unoszenie się brzucha (wtedy pracuje przepona), dosłownie na chwilę wstrzymujemy powietrze, po czym wypuszczamy je powolutku ustami ułożonymi w kształt dzióbka (jakbyśmy chcieli wypowiedzieć głoskę u). Możemy pomóc sobie liczeniem: do trzech na wdechu i do sześciu na wydechu. Oddychając w ten sposób (wydechy dłuższe od wdechów), uruchamiamy parasympatyczny układ nerwowy, który odpowiedzialny jest za wyciszenie organizmu, rozluźnienie, odpoczynek, relaks, poczucie bezpieczeństwa. Praktykować warto przed snem, ale również w każdej stresującej sytuacji, którą grozi utratą panowania nad sobą i gwałtowną reakcją, często wyolbrzymioną i nieadekwatną do czynnika, który ów stan spowodował.
Takie ćwiczenie jest skutecznym sposobem na uspokojenie niemowlęcia. Tuląc je, nosząc na rękach czy w chuście, zacznij oddychać przeponą, spokojnie, wydłużając wydech: gdy uspokoisz się sama, uspokoisz także dziecko. Tak działa rezonans limbiczny, inaczej mózgowe Wi-Fi pomiędzy osobami, które znajdują się blisko siebie.

2. Ukojenie dla zmysłów

Innym sposobem na ćwiczenie życzliwej obecności w chwili bieżącej jest skupienie się na doświadczeniach zmysłowych. Typowo mindfulnessowym zadaniem jest spokojne celebrowanie posiłku: zanim weźmiemy kęs do ust, zatrzymajmy się na chwilę, spójrzmy na potrawę, nacieszmy nią oczy, powąchajmy ją, dotknijmy, jeśli to możliwe, i dopiero wtedy powoli zacznijmy jeść, dokładnie żując każdy kęs. Brzmi kusząco, jednak gdy w domu pojawia się niemowlę, nie zawsze mamy czas na jedzenie w duchu slow, dlatego warto wypróbować także inne rozwiązanie – doświadczanie obecności dziecka zmysłami. Najlepiej robić to ćwiczenie podczas noszenia lub tulenia małego człowieka, gdy jest spokojne, np. tuż przed zaśnięciem. Skupiamy uwagę na takich doznaniach jak dotyk skóra do skóry, zapach dziecka, jego wygląd. Słuchamy spokojnego oddechu niemowlęcia i zanurzamy się wszystkimi zmysłami w doświadczaniu obecności dziecka.

3. Uważność na siebie

Trzeci sposób na bardziej uważne rodzicielstwo to zadbanie o swój dobrostan. Nie jesteśmy w stanie troszczyć się o innych, jeśli słaniamy się na nogach ze zmęczenia, nie mamy czasu na porządny prysznic, czy jemy w biegu byle co i byle jak. Dlatego tak ważne jest, żeby w tym nowym i trudnym czasie, jakim są początki bycia mamą i tatą, nie bać się prosić o pomoc. Już w czasie ciąży dobrze jest ustalić pewne zasady z najbliższymi, rodziną, przyjaciółmi, znajomymi i stworzyć swoją osobistą grupę wsparcia. Warto pamiętać, że jesteśmy tak samo ważni jak nasze dziecko. Nie mówiąc już o tym, że gdy my jesteśmy uważni na sygnały płynące z ciała (zmęczenie, potrzeba snu, głód), myśli i emocje (chęć wyjścia na samotny spacer, poczytania książki czy obejrzenia filmu) i staramy się na nie odpowiadać, tego samego uczymy dzieci. Uważność na siebie to przede wszystkim zmiana myślenia i częstsze zastanawianie się nad tym, czego potrzebuję, czego pragnę. Stajemy się wówczas życzliwi i wyrozumiali dla siebie, a na innych spoglądamy mniej krytycznym okiem. Warto także uświadomić sobie, że prośby o wsparcie są dobre, że potrzeba pomocy jest czymś normalnym i nie mamy się czego wstydzić. Dopiero kiedy zaopiekujemy się sobą, możemy troszczyć się o swoich najbliższych.
Proste ćwiczenia w duchu mindfulness mogą wesprzeć początkujących rodziców w codziennych czynnościach i wzmocnić w nich wiarę we własne siły. Nasze mózgi są plastyczne, dlatego praktykując regularnie uważność, zmieniamy stopniowo postrzeganie i reakcje na zdarzenia wewnętrzne i zewnętrzne, a w ostateczności stajemy się bardziej pewni siebie jako ludzie i jako rodzice.
 
Źródło:
(1) Y. N. |Harari, 21 lekcji na XXI wiek, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2018, s. 396.

Kategorie
karmienie piersią

Piersi – także (przede wszystkim) do karmienia dzieci!

Piersi od męskich zachwytów

Nasze miasta wytapetowane są piersiami. Spoglądają na nas z billboardów i szmat zasłaniających piękną, miejską architekturę. Za pomocą „boobs” sprzedaje się wszystko – muzykę, filmy i piece kotłowe. Kultura popularna nie tylko zawłaszczyła sobie obraz piersi, ale też silnie narzuciła ich idealny obraz, tworząc z nich coś na wzór przedmiotu, który istnieje po to, by mógł coś sprzedawać i – co dość istotne – budzić zachwyt wśród mężczyzn. Bombardowani tym przedstawieniem kobiecych piersi zapominamy, że poza funkcją czysto seksualną, społecznie akceptowaną i spowszedniałą, pełnią one funkcję biologiczną i służą do wykarmienia potomstwa. Wchodząc zaś na poziom symbolicznego znaczenia piersi – są one związane z bezpieczeństwem, troską i matczyną opieką.

Seksualizacja kobiecego ciała sprawia, że trudne do pogodzenia stają się wizja kobiecych piersi jako obiekt pragnienia i obraz matki karmiącej. To dlatego obraz matki karmiącej w miejscu publicznym razi i budzi kontrowersje.

Karmiące cycki w mediach

Temat kobiet karmiących w przestrzeni publicznej przewija się w mediach od lat. W 2010 roku emocje wzbudziła historia 25-letniej mieszkanki Bristolu, którą mimo ulewnego deszczu wyproszono z autobusu, gdy pasażerowie poskarżyli się kierowcy na to, że sześciotygodniową córkę karmiła piersią, co było dla nich widokiem gorszącym. Tak skomentowała to wówczas matka: „Poczułam się zupełnie upokorzona, ponieważ autobus był pełen i wielu ludzi było świadkami. […] Odsłoniłam zaledwie część piersi. Jaka jest różnica między pokazywaniem niewielkiej części piersi, a pokazywaniem gołych ramion czy nóg?”.

[reklama id=”67238″]

W Polsce podobny, głośny “piersiowy” incydent miał miejsce rok później. W 2011 roku fundacja propagująca karmienie piersią ogłosiła konkurs na zdjęcie karmiącej matki. Galeria, która organizuje wystawy na stacjach metra, miała zamiar pokazać tam najlepsze prace. Jednak gdy je zobaczyła – szybko wycofała się ze swoich deklaracji, tłumacząc stanowisko tym, że nie chce ludzi szokować i obrażać. Co ciekawe, ta sama galeria pewnie nie miałaby problemu z pokazaniem kobiecej piersi reklamującej lodówkę, pralkę bądź sportowe auto.

Żyjemy w Polsce – kraju, w którym większość społeczeństwa to katolicy, a karmienie piersią idealnie wpisuje się w etos rodziny. Z jednej strony gorliwie wyznajemy kult matki-Polski, z drugiej zaś – okazujemy niechęć matce karmiącej. Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego, reprezentujące przed sądem interesy wyproszonej z sopockiej restauracji kobiety (najgłośniejsza sprawa ostatnich tygodni), nazywa to wprost – himalajami hipokryzji. I tym stwierdzeniem trafia w samo sedno sprawy.

Karmienie jest dobre dla nas wszystkich

Według autorów raportu opublikowanego w magazynie „The Lancet” gdyby we wszystkich krajach kobiety częściej karmiły piersią, można byłoby każdego roku zapobiec nawet 800 tys. zgonów wśród dzieci, ok. 20 tys. zgonów spowodowanych rakiem piersi (czy wiesz, że karmienie piersią jest świetną profilaktyką antyrakową?), a także zaoszczędzić 302 miliardy dolarów w kosztach globalnej gospodarki. Miejmy te liczby na uwadze za każdym razem, gdy mijamy na ulicy, w parku, autobusie czy restauracji karmiącą matkę. I poślijmy jej życzliwy uśmiech. Wspierający i pełen akceptacji. Niech wie, że w tym kraju żyje całkiem spora grupa ludzi świadomych tego, jak dobrą robotę robią matki, karmiąc publicznie.

Karmmy też publicznie dla naszych córek! Być może one będą żyły w społeczeństwie większej tolerancji i swoje dzieci będą karmić piersią w przestrzeni publicznej bez obaw o krytyczne spojrzenia przechodniów.

Tekst pisała matka, która przez 5 lat, nieprzerwanie, karmiła swoje dziecko także w miejscach publicznych, głównie w Warszawie. I robiła to z poczuciem misji, bo mocno wierzy w to, że jak coś się opatrzy, być może dla kolejnych młodych ludzi stanie się bardziej oswojone.

Kategorie
karmienie piersią

D-MER – kiedy karmienie piersią powoduje psychiczny ból

Czym jest D-MER?

Choć objawy mogą wydawać się bardzo niepokojące, D-MER wbrew pozorom jest zaburzeniem czysto fizjologicznym nie mającym nic wspólnego z zaburzeniami psychicznymi takimi jak psychoza czy depresja poporodowa. Za ten stan odpowiada nagły spadek poziomu dopaminy – neuroprzekaźnika, związanego z układem kary i nagrody, który reguluje nasze stany emocjonalne i w dużej mierze odpowiada za dobre samopoczucie, motywację, uczucie przyjemności i satysfakcji.

W procesie laktacji dopamina hamuje syntezę prolaktyny. Choć hormonem odpowiedzialnym za bezpośredni wypływ mleka z piersi jest oksytocyna, to prolaktyna daje sygnał do produkcji pokarmu. Dlatego, by utrzymać laktację na odpowiednim poziomie, prolaktyna musi być na wysokim poziomie, a dopamina na niskim. Pomimo, że u wszystkich kobiet mechanizm działa identycznie, prawdopodobnie część z nich jest bardziej wrażliwa na wahania poziomu dopaminy lub w ich organizmach szwankuje przekaźnictwo tego neurotransmitera, a wypływowi mleka towarzyszy dysforia, czyli obniżenie nastroju.

Stan ten może się utrzymywać od 30 sekund do 2 minut. W tym czasie pojawia się całe spektrum trudnych emocji: lęk, przygnębienie, smutek, niepokój, agresja.

[reklama id=”67238″]

Natężenie emocji bywa bardzo różne, a określa się je za pomocą 10-stopniowej skali:

  • stan łagodny (1-3 w 10-stopniowej skali) – zazwyczaj objawia się przygnębieniem i mija samoistnie po ok. 3 miesiącach,
  • stan umiarkowany (4-6 w 10-stopniowej skali) – dysforia utrzymuje się przez ok. 6-9 miesięcy. Kobiety w tym stanie poszukują naturalnych sposób do łagodzenia objawów,
  • stan ciężki (7-10 w 10-stopniowej skali) – w tym wypadku objawy utrzymują się do roku lub dłużej, jednak wiele kobiet wcześniej odstawia dziecko od piersi. Przy takim natężeniu objawy mogą być bardzo uporczywe z myślami samobójczymi lub autoagresją włącznie. Najbardziej skutecznym remedium jest terapia farmakologiczna.

D-MER może się ujawnić już w czasie karmienia pierwszego dziecka albo dopiero po kolejnych ciążach – w zasadzie nie ma reguły. Rzadkością jest jednak odwrotna sytuacja: odczuwanie dysforii przy pierwszym dziecku, a przy kolejnych już nie.

Odczuwane emocje można podzielić na 3 dominujące obszary:

  • spektrum przygnębienia – przeważające uczucia to smutek, żal, zmęczenie, pustka, poczucie winy,
  • spektrum niepokoju – kobiety odczuwają głównie lęk, strach, ataki paniki, ale może pojawić się także irytacja i frustracja,
  • spektrum złości – objawia się wrogością, agresją lub autoagresją.

5 ważnych faktów o D-MER

  1. D-MER nie jest psychologiczną reakcją na karmienie piersią. To jedynie fizjologiczna reakcja organizmu na odruch wypływu mleka z piersi,
  2. D-MER to odruch bezwarunkowy sterowany przez hormony, mama zatem nie ma możliwości kontroli swoich stanów emocjonalnych i odczuć w tym czasie,
  3. D-MER nie jest związany z depresją poporodową ani nie jest symptomem jakiegokolwiek innego poporodowego zaburzenia psychicznego,
  4. D-MER nie jest równoznaczny z niechęcią do karmienia piersią. Nie ma także związku z trudnościami przy karmieniu, bólem piersi, drażnieniem sutków, ogólną drażliwością, denerwowaniem się na dziecko przy piersi czy poczuciem braku kompetencji. Nie jest też awersją do karmienia piersią, którą odczuwają niektóre kobiety karmiące piersią w ciąży lub karmiące tandem,
  5. D-MER może (ale nie musi) ujawniać się nie tylko przy karmieniu, lecz także przy pracy z laktatorem lub podczas spontanicznych wypływów mleka.

Jak pomóc mamie z D-MER?

Nadrzędną rolę odgrywa edukacja. Pojęcie D-MER jest stosunkowo nowe (zaburzenie zdefiniowała konsultantka laktacyjna Alia Macrina Heise w 2007 roku), dlatego świadomość występowania tego problemu wciąż nie jest wysoka. Wiedza o mechanizmach odpowiedzialnych za D-MER natomiast jest niezwykle istotna, ponieważ sama świadomość fizjologicznego, a nie psychicznego – jak mogłoby się pozornie wydawać – podłoża problemu, pozwala wielu mamom lepiej funkcjonować, a nawet zmniejszyć siłę odczuwania nieprzyjemnych objawów. Pomaga im również uporać się z poczuciem winy, które dość często pojawia się w reakcji na nieprzyjemne uczucia w trakcie karmienia.

Odpowiednia edukacja może w naturalny sposób pomóc minimalizować nasilenie dysforii: zmiana stylu życia, odżywiania, medytacja, ruch na świeżym powietrzu czy dodatkowy wypoczynek to proste sposoby na podniesienie poziomu dopaminy w organizmie i poprawę funkcjonowania młodej mamy.

Z psychologicznego punktu widzenia warto dać młodej mamie wsparcie i możliwość rozmowy o swoich emocjach. Wszelkiego rodzaju trudne emocje związane z macierzyństwem nadal są tabu w naszym społeczeństwie, dlatego kobiety cierpiące na D-MER odczuwają dodatkowe obciążenie – ich nastrój jest fizjologicznie obniżony, a brak wsparcia i poszanowania dla ich stanu dodatkowo pogłębia nieokój i wpędza w poczucie winy.

W przypadku bardzo nasilonych i uporczywych objawów konieczne może być wprowadzenie leczenia farmakologicznego. Inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny (czyli po prostu leki antydepresyjne) mogą pomóc ustabilizować gospodarkę dopaminową w organizmie.

 

 

Źródło: https://d-mer.org/

Kategorie
niemowlę

Noszenie w chuście wpływa pozytywnie na zdrowie psychiczne rodzica

Hormony w połogu

W naszym współczesnym świecie istnieje zjawisko depresji poporodowej i jest ono m.in. związane z nadmierną medykalizacją i farmakologizacją porodu. Szacuje się, że depresja dotyka około 15% kobiet.
Zdarza się, że brak możliwości nawiązania więzi z noworodkiem zaraz po porodzie, brak stymulującego kontaktu skóra do skóry, skutkuje hormonalną reakcją organizmu matki, który mylnie bierze ów brak za śmierć dziecka i przechodzi hormonalną żałobę. Do tego dochodzi poczucie winy za brak „uczuć macierzyńskich”, brak profesjonalnego wsparcia, trudy opieki nad noworodkiem, podporządkowanie życia tej maleńkiej istocie, które – odkąd wycofały się hormony – przestało być intuicyjne. To niewyobrażalne przeciążenie dla organizmu młodej mamy.
Zdarza się również, że nowonarodzone dziecko bardzo dużo płacze. Być może należy do grupy dzieci wysoko wrażliwych, albo działania pielęgnacyjne mamy obciążonej depresją poporodową mijają się z jego potrzebami. A potrzeby niemowlęcia są bardzo proste – oczekuje ono bezpiecznych ramion opiekuna, jego spokojnego głosu i kołysania. Chusta może być wsparciem w przywracaniu zarówno harmonii w relacji mama-dziecko, jak i równowagi hormonalnej. Jak? Przyjrzyjmy się hormonom:

Oksytocyna

Badania wykazały, że umiarkowany nacisk na skórę (pobudzający włókna nerwowe typu C) pobudza wydzielanie oksytocyny. Tłumaczą to wyniki badań, które w 1990 roku przeprowadzono w amerykańskich szpitalach i które wykazały, że matki noszące albo kangurujące swoje dzieci lub przebywające z nimi często w kontakcie skóra do skóry, rzadziej cierpiały na depresję poporodową.
To samo dotyczy kobiet cierpiących już na tę chorobę. Badania przeprowadzono w Kanadzie na dwóch grupach kobiet: jednej zasugerowano noszenie i kontakt skóra do skóry, drugiej – nie. W pierwszej grupie odnotowano znaczny spadek objawów depresji poporodowej już po miesiącu.

Kortyzol

Badanie przeprowadzone w 2012 roku w Kanadzie badało poziom kortyzolu w ślinie matek (poziom ów podnosi się w stresie i utrzymuje nawet przez kilka godzin). Wyniki ankiety wskazywały, że kobiety częściej tulące i noszące swoje dzieci miały niższy poziom hormonu stresu.

Endorfiny

Wiele młodych mam cierpi z powodu izolacji społecznej, zwłaszcza podczas jesiennych i zimowych miesięcy. Chusta, dzięki swej prostocie, daje realne szanse wyjścia na spacer, wizyty u przyjaciół, szybkiej kawy na mieście, zrobienia zakupów, czy dołączenia do jednej z wielu grup „rodziców chustowych”. Możliwość nieskrepowanej aktywności z wtulonym bezpiecznie niemowlęciem, wzmacnia poczucie sprawstwa i wpływu na własne życie. To przynosi satysfakcję i zastrzyk endorfin.

4 metry bieżące terapii kolorami

Wybór pierwszej chusty może być trudny. Doradcy noszenia często powtarzają: są takie a takie sploty, takie a takie wzory, ale na początek wybierz chustę, która ci się spodoba. To istotne, ponieważ w czasie, gdy opieka nad noworodkiem pochłania większość energii młodych rodziców, chusta może stanowić ten jej element, który trochę tej energii doda – bo oprócz wspomnianych wcześniej korzyści – może również działać terapeutycznie dzięki chromoterapii, czyli terapii kolorami.

Jak oddziaływują poszczególne barwy?

  • czerwony – dodaje energii, poprawia ukrwienie,
  • pomarańczowy – pobudza do radości, wspomaga trawienie,
  • żółty – wspomaga umysł,
  • zielony – odpręża, uspokaja, łagodzi bóle,
  • niebieski – koi, wprowadza harmonię i spokój,
  • biały – tonizuje, zapewnia równowagę, pobudza układ odpornościowy,
  • czerń – wycisza i chroni przed otoczeniem,
  • brązowy – daje poczucie bezpieczeństwa.

Abstrahując od tego, czy kogoś przekonuje terapia kolorami, czy nie, piękna chusta może przyczynić się do częstego noszenia – przywracając równowagę hormonalną, a także zmotywować do wyjścia z domu.
Noszenie w chuście, zwłaszcza w pięknej chuście, może sprawiać radość i stanowić pretekst do nawiązania nowych znajomości pośród innych „noszących rodziców”. W chustowych kręgach popularne są tzw. macanki, czyli pożyczanie sobie nowych chust w celu ich złamania (zużycia). Taki rodzaj interakcji buduje wzajemne zaufanie, stając się zalążkiem nowych przyjaźni, a w najgorszym razie – pomocą w wyborze najbardziej adekwatnego do naszego nastroju i usposobienia koloru i wzoru chusty. Warto pamiętać o tej opcji podczas krótkich i ponurych zimowych dni.
 

Kategorie
niemowlę

Miganie, czyli jak rozmawiać z niemowlakiem?

Uważny i otwarty na potrzeby maleństwa rodzic bez słów potrafi odgadnąć, co stoi za konkretnym tonem płaczu lub mimiką niemowlęcia. Niemal każda mama, tata i dziecko mają wypracowany indywidualny sposób porozumiewania się. Niewiele osób jednak wie, że przy odrobinie systematyczności i konsekwencji można nauczyć dziecko rozwiniętej formy komunikacji niewerbalnej i to na długo zanim powie pierwsze słowo. Tą metodą jest język migowy.
Miganie polega na stopniowym wprowadzaniu odpowiednich znaków podczas zabawy, kąpieli, jedzenia i innych codziennych czynności. Należy jednak pamiętać, że każdemu znakowi powinno towarzyszyć słowo. Podstawowa zasada migania brzmi: kiedy migasz, mów! W ten sposób dziecko może połączyć znak ze słowem, które dany znak oznacza.
Dr Linda Acredolo i dr Susan Goodwyn, specjalistki rozwoju wczesnodziecięcego z Uniwersytetu Stanowego w Kalifornii, przez ponad dwie dekady prowadziły badania nad używaniem języka znaków przez dzieci słyszące. Wyniki ich badań wskazały na pozytywny wpływ migania na językowy, emocjonalny i intelektualny rozwój dziecka.

Miganie z dzieckiem:

  • Przyspiesza naukę mowy: 3-letnie migające dzieci są na językowym poziomie czterolatków, rodzice mówią do dzieci więcej i chętniej.
  • Motywuje dzieci do mówienia: są tak podekscytowane umiejętnością komunikacji, że dążą do zwiększenia jej efektywności za pomocą słów.
  • Stymuluje rozwój mózgu, a tym samym rozwój intelektualny. Kiedy dziecko przyswoi dany znak i zacznie go ze zrozumieniem używać, w mózgu tworzy się połączenie nerwowe odpowiedzialne za znaczenie słowa, które przedstawia znak. Dzięki temu mówienie staje się łatwiejsze, gdyż najważniejsza część, znaczenie słowa, jest już zakodowana w mózgu dziecka.
  • Ułatwia komunikację: 8–9-miesięczne dzieci są coraz bardziej świadome tego, czego potrzebują i pragną. Nie wiedzą jednak, jak to wyrazić słowami. Używając znaku PIĆ, gdy są spragnione, JEŚĆ, gdy czują głód, GORĄCY, ZIMNY i wielu, wielu innych, są w stanie szybko i spokojnie wyrazić swoje potrzeby.
  • Wzmacnia więź pomiędzy rodzicem a dzieckiem: badania wskazują, że poczucie bezpieczeństwa dziecka oraz to, czy czuje się kochane, zależy od stosunku pozytywnych i negatywnych relacji między nim a rodzicem. Miganie pozwala szybciej rozpoznawać komunikowalne potrzeby dziecka.

Kiedy rozpocząć miganie?

Jedno z najczęstszych pytań zadawanych przez rodziców dotyczy najlepszego czasu na to, by zacząć uczyć dziecko znaków. Nie ma jednak na to idealnego momentu. Dr Acredolo i dr Goodwyn, badaczki języka znaków, zaobserwowały przez lata, że rodzice decydują się na rozpoczęcie migania w jednym z trzech przedziałów wiekowych – od narodzin do 8 miesiąca, od 8 do 12 miesiąca i w przedziale powyżej 12 miesięcy życia dziecka.
Każdy przedział wiekowy ma swoje plusy i minusy – gdy zaczniemy używać migania z niemowlakiem krótko po urodzeniu, będziemy musieli długo, bo aż do 7–8 miesiąca, poczekać na pierwszy samodzielnie użyty przez niego znak, gdyż maluch musi dojrzeć do tego motorycznie. Dlatego większość rodziców zaczyna migać z dzieckiem od około 7–8 miesiąca – wtedy na efekty nie trzeba czekać długo i komunikacja za pomocą znaków szybko sprawia rodzicom i dzieciom niesłychaną radość.
Zaintrygowana tematem redakcja Dzieci są ważne postanowiła nieco bliżej zbadać temat. Dostępne na YT filmy pokazują kilku- i kilkunastomiesięczne maluchy próbujące swoich sił w niewerbalnej komunikacji. Zdarza się, że “poprawne” pokazanie znaku jest ochoczo nagradzane przez rodziców a komunikacja używana jest nie tyle do rozpoznaia potrzeb dziecka, ile do nauczenia go społecznie akceptowalnych zachowań (Powiedz „Dziękuję”, Powiedz „Przepraszam”). Powstają specjalne kursy i cały system znaków, które rodzic i dziecko powinni opanować. W tak zaprezentowanym ujęciu wydaje się, że metoda traci swoją istotę, czyli po prostu komunikację. Naszym zdaniem, jak zawsze warto zaufać swojej intuicji. Większość rodziców wykorzystuje język migowy bezwiednie. Zamiast szukać skomplikowanych gestów i metod, warto obserwować dziecko i wykorzystać miganie jako jeden ze sposobów dotarcia do potrzeb maluszka.
Foto: flikr.com/criminalintent