Kategorie
rzeczy dla dzieci

Liczydła dla rodziców – poznaj narzędzia, dzięki którym zaoszczędzisz pieniądze

Wtedy podstawą jest umiejętność oszczędzania. Poznajcie kilka przydatnych narzędzi do zarządzania domowym budżetem. Dzięki poniższym aplikacjom, programom i porównywarkom ubezpieczeń będziecie mieć pełną kontrolę nad pieniędzmi – w końcu pozbędziecie się wrażenia, że niby oszczędzaliście, ale znów na koncie pozostało niewiele…

MoneyZoom – do kontrolowania codziennych wydatków

Stary, ale jary. To program, który wielu osobom służy już długi czas i doskonale się sprawdza. Jeśli chcesz rozpocząć dokładne analizowanie tego, na co wydajesz pieniądze i w jakiej ilości, ten program jest dla Ciebie. Będzie też doskonałą alternatywą i dużym ułatwieniem, jeśli ewidencję domowych wydatków prowadzisz, zapisując koszty utrzymania rodziny na kartce.

To narzędzie umożliwia wpisywanie kwot z paragonów i przypisanie ich do wybranej kategorii. Jedzenie, odzież, koszty utrzymania samochodu, rachunki, a także relaks. To tylko niektóre grupy, do jakich możecie przypisać Wasze wydatki. Dzięki tej klasyfikacji program podsumuje opłaty na koniec miesiąca i przedstawi za pomocą czytelnego wykresu, na co wydajecie najwięcej pieniędzy. To pierwszy krok do oszczędności.

Listonic – aby zakupy szły zgodnie z planem

Nie pozwól, aby do Twojego życia wkradł się chaos. Możliwe, że jesteście jedną z tych rodzin, które robią zakupy spontanicznie, tzn. bez wcześniejszego planowania. To błąd! Zwłaszcza, jeśli zależy Wam na zmniejszeniu wydatków i oszczędzeniu kilku złotych w miesiącu. Jeśli jesteście szczęściarzami i nie wiecie z własnego doświadczenia, jak kończą się takie wycieczki do sklepu, zaufajcie nam, że nie ułatwiają one ograniczania domowych wydatków.

Dlatego też dobrze jest czasem zmienić nawyki, przynajmniej w sposobie robienia zakupów, i dokładnie zaplanować, jakie produkty będą Wam potrzebne w ciągu najbliższych kilku dni. W planowaniu pomoże Wam Listonic, czyli narzędzie, które uporządkuje i doprecyzuje listę Waszych zakupów, a nawet uporządkuje ją zgodnie z kolejnością produktów na półkach sklepowych.

Jeśli masz połączenie z Internetem, bez problemu dopasujesz swoją listę do wybranego przez Ciebie przepisu z Twojego ulubionego bloga.

Na czas zakupów warto zostawić dzieci w domu. To one często nakłaniają do zakupu rzeczy, które w rzeczywistości nie są Wam potrzebne. Czego maluchy nie zobaczą, tego nie będzie im żal. To także dobry sposób na przyzwyczajanie najmłodszych do oszczędzania, a Wy sami – jako rodzice – zdecydujecie, jakie produkty będą najlepsze dla Waszych pociech i uchronicie się od ich presji, jeśli zauważą w sklepie chipsy czy czekoladki, które koniecznie będą chciały mieć.

Porównywarka ubezpieczeń – wybierzesz najlepszą ochronę

Jak dobrze ubezpieczyć samochód? Bezpieczeństwo Waszej rodziny, a zwłaszcza dzieci, jest rzeczą pierwszorzędną. W razie konieczności leczenia, np. w wyniku wypadku, lub utraty mieszkania czy samochodu musicie mieć wsparcie finansowe, aby móc dalej funkcjonować. Dlatego powinniście zadbać o ubezpieczenie w najważniejszych dla Was kwestiach.

Ubezpieczenie zdrowotne zarówno dla Was, jak i dla Waszych dzieci opłacacie w pracy. Jeśli macie kredyt, bank na pewno wymaga ubezpieczenia zakupionej przez Was nieruchomości. W szkole możecie dokupić także polisę NNW dla dzieci. Waszym obowiązkiem jest też ubezpieczenie samochodu, z którego korzystacie (a także takiego, który stoi w garażu).

Oferty potrzebnych ubezpieczeń komunikacyjnych przedstawi Wam https://porownywarka-oc-ac.pl.  Narzędzie to przygotuje dla Was dedykowane propozycje polis, które najlepiej będą chroniły Was i Wasz samochód. Również online możecie wybrać odpowiadającą Wam ofertę i dokonać zakupu. Ubezpieczyciele często mają przygotowane atrakcyjne rabaty dla kierowców, którzy decydują się na zakup polisy przez Internet. Już to pozwoli na pewne oszczędności.

Kategorie
wychowanie

"Bądź grzeczny, bo dostaniesz rózgę"

Uff. Nie muszę korygować, uśmiecham się zatem i odchodzę w swoją stronę, biorąc dzieciaki za ręce. Wiele razy bowiem zadawano mi zbijające z pantałyku pytanie: „Dzieci to ma Pani chyba grzeczne?” Pytanie najczęściej padało z ust nowo poznawanych osób, których kontakt z moimi dziećmi ograniczył się do 30 sekund formułki powitalnej. No i co tu odpowiedzieć, żeby nie minąć się z prawdą i nie przekroczyć zasad dobrego wychowania? „Normalne, jak to dzieci”  – odpowiadam z uśmiechem, na co rozmówca również posyła mi porozumiewawczy uśmiech. I każde z nas idzie dalej w swoją stronę.

Tylko grzeczni dostają prezenty?

Takie sytuacje raczej mnie śmieszyły, niż drażniły. Kiedy jednak posłałam pierwsze dziecko do przedszkola i nadszedł grudzień, moja irytacja rosła z dnia na dzień.
„Pani powiedziała, że mamy być grzeczni, inaczej święty Mikołaj do nas nie przyjdzie”.
„Patryk to chyba dostanie rózgę, taki jest niedobry”.
„Był dziś u nas Mikołaj z prezentami i pani powiedziała, że kto nie będzie cicho, nie dostanie prezentu, tylko rózgę”.

Ważąc dokładnie wszelkie za i przeciw, doszłam do wniosku, że – miast zmieniać zasiedziałą mentalność dwa razy starszych od siebie pań w przedszkolu – zajmę się kształtowaniem odpowiednich postaw u dziewięć razy młodszego ode mnie dziecka. Postaram się zaufać, że samo sobie poradzi.

„Pierwsza sprawa – w życiu nie widziałam, żeby jakiekolwiek dziecko dostało rózgę. Owszem, bywały dzieci, którym taki podarunek obiecywano, jednak nigdy nigdzie nie spotkałam dziecka, które faktycznie rózgę by dostało. Po drugie, wszyscy jesteśmy czasem „grzeczni”, a czasem „niegrzeczni” (o matko, cokolwiek to znaczy!), więc gdyby faktycznie Mikołaj obdarowywał tylko tych „grzecznych”, nie miałby specjalnie zajęcia, umówmy się. Po trzecie, to…” – ugryzłam się w język, zanim wyparowałam, że prezent od niby Mikołaja sama przytachałam poprzedniego dnia do przedszkola, niech więc pani nie obwarowuje wręczenia go mojemu dziecku jakimiś śmiesznymi zasadami.

Kolejne dni w zasadzie nieustannie przynosiły podobne sytuacje. Tak jakby grudzień był miesiącem ostatniej szansy wychowawczej – uda się albo się nie uda, „na Mikołaja”. Z niedowierzaniem wysłuchiwałam wciąż i wciąż na nowo, jak to trzeba być grzecznym, bo inaczej….
[reklama_col id=”71109, 71107, 71103″]
Oto bezsilność dorosłych zyskuje sprzymierzeńca, przed którym drżą dzieci na całym świecie. Nie jestem do końca przekonana, czy prawdziwemu świętemu to by się spodobało – o ile jeszcze rozpoznałby siebie w grubym staruszku z worem podarków.
W każdym razie, moje dziecko doskonale odnalazło się w całej tej przedświątecznej nagonce, oznajmiając mi któregoś dnia po powrocie z przedszkola: „Pani znów nam mówiła o Mikołaju. Niektórzy dorośli naprawdę nie potrafią wymyślić nic innego, kiedy chcą, aby dzieci ich słuchały!”
 

Kategorie
zdrowie

Dlaczego warto inhalować dziecko?

Domowe inhalacje są prostą i szybką metodą leczenia schorzeń dróg oddechowych, pozwalają szybko udrożnić nos i nie drażnią śluzówki, a do tego – są w pełni naturalne. Możemy je wykonywać przy pomocy soli fizjologicznej, ziół lub olejków eterycznych, których drobiny w postaci aerozolu łatwo rozprzestrzeniają się w nosie. Pomocnym urządzeniem przy inhalacjach bywa inhalator – do kupienia praktycznie w każdej aptece. To, co przemawia za jego używaniem, to fakt, że skutecznie radzi sobie z jesiennymi przeziębieniami zarówno u małych dzieci, jak też osób dorosłych.

Inhalacje solą fizjologiczną

Polecane przy katarze i jesiennych przeziębieniach. Gotową sól fizjologiczną można dostać w każdej aptece, kosztuje grosze i działa oczyszczająco na drogi oddechowe, rozrzedzając wydzielinę błon śluzowych (warto jednak pamiętać, by po zakończeniu inhalacji solą fizjologiczną, oklepać plecy zakatarzonej osoby tak, by wydzielina z nosa mogła swobodnie spłynąć i by pozostałości można było wydmuchać).
Inhalacja solą fizjologiczną dodatkowo nawilża nos od wewnątrz i zapobiega namnażaniu się bakterii. Szczególnie polecana jest w przypadku małych dzieci, które warto przyzwyczajać i oswajać z inhalatorem, by w przyszłości – same chętnie bo niego sięgały, gdy dopadnie je katar.

Inhalacje przy pomocy olejków eterycznych

Oprócz popularnej soli fizjologicznej, w inhalacjach przydają się również olejki eteryczne. Naturalne olejki posiadają właściwości antyseptyczne, leczą chore zatoki i zapobiegają namnażaniu się bakterii. Należy jednak wiedzieć, że inhalację olejkami można przeprowadzać tylko metodą tzw. parówki (tradycyjnie był to garnek z ciepłą wodą i nakrycie z ręcznika), ewentualnie w inhalatorach typu sauna. Stosowanie olejków eterycznych w inhalatorach pneumatyczno-tłokowych (czyli poprzez nebulizację) może być groźne dla zdrowia. 

W przypadku przeziębienia warto sięgnąć po takie olejki jak:

  • olejek z drzewa herbacianego: niezastąpiony przy zapaleniu garda i uciążliwym kaszlu. Posiada silne właściwości antybakteryjne. Kilka kropel tego olejku wystarczy rozpuścić w gorącej wodzie i wdychać przez około 5 minut.
  • sosnowy: doskonały przy leczeniu kataru, chorych zatok, bólu gardła i grypy. Udrożnia górne drogi oddechowe, ułatwia oddychanie i ma działanie wykrztuśne. Inhalacje za pomocą olejku sosnowego można stosować trzy razy dziennie.

Dla dzieci powyżej 6 roku życia:

  • tymiankowy: inhalacje tym olejkiem wskazane są przy katarze, kaszlu, przeziębieniu, zapaleniu migdałków i niedrożnych zatokach. Wystarczy dodać kilka kropel do gorącej wody i głęboko wdychać opary przez kilka minut. 
  • eukaliptusowy: doskonały na przeziębienie, kaszel, anginę i chore zatoki. Posiada właściwości bakteriobójcze i antywirusowe. Udrażnia kanał nosowy i ułatwia odkrztuszanie, poza tym wykazuje właściwości napotne i przeciwgorączkowe.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że katar, mimo że jest tak bardzo nielubiany, w rzeczywistości jest po prostu potrzebny – pomaga walczyć z infekcją. Kichanie i częste wydmuchiwanie nosa pozwala bowiem pozbyć się uciążliwych wirusów. Nieleczony katar może natomiast prowadzić do kaszlu, który jest trudniejszy do przezwyciężenia. Dlatego dobrze się z nim rozprawić zawczasu, korzystając z inhalacji.
Foto: flikr.com/d-reichardt

Kategorie
zdrowie

Długie siedzenie w ławce nie jest zdrowe! Jak zadbać o ucznia w szkole i poza nią?

Wielka zmiana

Czas, gdy dziecko idzie do szkoły, jest przełomowy dla jego cielesnego rozwoju. Niestety, mówimy tutaj raczej o negatywnych tego konsekwencjach, które płyną ze zmiany stylu życia. Swobodna zabawa na podłodze i wielogodzinny ruch zostają zastąpione nienaturalną pozycją siedzącą. Częstym błędem jest przekonanie, że można tę zmianę zrekompensować sportowymi zajęciami pozalekcyjnymi. Niestety, tak jak nie nadrobi się błędów żywieniowych jednym posiłkiem złożonym z owoców i sałaty, tak nie da się wielu godzin siedzenia nadrobić jednym treningiem, np. pływania czy piłki nożnej. Jedynym rozwiązaniem jest nauczenie dziecka higieny pracy umysłowej, czyli pracy przy biurku. Nie mam tutaj na myśli wyłącznie standardowego „nie garb się”. Jeśli to zaniedbamy, w niedalekiej przyszłości mogą się pojawić problemy z napięciem mięśni, skrzywieniem kręgosłupa, asymetrią ciała. Dla rodziców takie zmiany mogą być niewidoczne, ale rzutują one między innymi na możliwość koncentracji, a co za tym idzie, efektywność nauki. Rodziców często martwi lub denerwuje fakt, że dziecko nie jest w stanie spokojnie usiedzieć przy biurku, tylko wierci się, wstaje, macha nogami. Błędnie zakładają, że to oznaka zniecierpliwienia dziecka, a tymczasem to naturalny sposób rozładowania napięcia i potrzeba ruchu.

Jak ułatwić dziecku pracę przy biurku?

Widząc, że dziecko zaczyna się wiercić na krześle, zamiast je uspokajać, należy przerwać odrabianie lekcji. Krótka przerwa (nawet pięciominutowa), w której zaproponujemy kilka ćwiczeń rozciągających, przysiady i skłony, pozwoli dziecku na rozładowanie gromadzącego się napięcia. Częstotliwość takich przerw zależy od indywidualnych potrzeb dziecka. Niektórym wystarczy jedna przerwa co pół godziny, ale wiele dzieci, szczególnie tych młodszych lub bardziej aktywnych, może potrzebować kilkuminutowej przerwy nawet co kwadrans.
[reklama id=”70761″]
Kolejnym krokiem jest zadbanie o prawidłową pozycję przy biurku. Wielu rodziców pyta, czy można mówić o jednej, najlepszej pozycji, która zapobiegnie rozwojowi wad postawy. Niestety, nie mam dobrej wiadomości: idealna pozycja nie istnieje. Można jednak zwrócić uwagę na kilka aspektów.

  • Zasada trzech punktów podparcia. Ważne jest, żeby zachować trzy punkty podparcia. Pierwszy dla pośladków: na kości ogonowej i guzach kulszowych, czyli dziecko powinno siedzieć na krześle całymi pośladkami. Drugi: całe stopy powinny spoczywać na ziemi. Trzeci: na stole powinny się opierać całe łokcie, a nie tylko przedramiona.
  • Podparcie, nie siedzenie. Najlepiej, gdyby biurko było wysokie, dziecko opierało cały ciężar na stopach, a krzesło służyło mu tylko do podparcia. Istnieją nawet specjalne siedziska, które mają taką pozycję ułatwić.
  • Proste plecy i szyja. Im szybciej wyrobimy u dziecka nawyk takiego siadania, tym lepiej. Plecy powinny być oparte lub trzymane prosto. Warto zwrócić uwagę na szyję i głowę dziecka. Jeśli pochyla się ono nisko nad kartką, może to być sygnał, żeby zbadać wzrok. Natomiast gdy dziecko siedzi przed monitorem, rozmiar obrazu i czcionki powinien być dostosowany w taki sposób, żeby nie musiało wysuwać głowy do przodu.
  • Na stojąco, na siedząco, na jeżyku… Skoro nie ma jednej, idealnej pozycji, warto ją zmieniać. Nawet w czasie jednego odrabiania lekcji należy pozwolić dziecku, aby przez jakiś czas stało przy wysokim biurku, a część czasu spędzało, siedząc na poduszce sensorycznej.

„Gdy Tymon zaczął spędzać więcej czasu na rysowaniu czy układaniu puzzli przy biurku, zauważyłam, że często robi to na stojąco. Początkowo zachęcałam go, żeby usiadł, ale później się zreflektowałam. Stosowanie zamiennych pozycji sprzyja odciążaniu poszczególnych części kręgosłupa, a pozycja stojąca pozwala rozładować napięcie i wymusza pewien rodzaj ciągłego ruchu. Kupiłam też specjalną poduszkę sensoryczną, której sama używam do pracy. Poduszka ta dodatkowo stymuluje dziecko, a oprócz tego sprawia, że musi ono cały czas delikatnie balansować ciałem. Podobną funkcję może pełnić piłka. Podkreślam jeszcze raz: żadna z pozycji nie jest idealna, dobrym rozwiązaniem jest więc rotacja i zmienianie pozycji w trakcie pracy.”

Po powrocie ze szkoły warto ograniczyć siedzenie do minimum

Zachowanie prawidłowej pozycji ciała i robienie przerw na ćwiczenia nie wystarczą jednak w profilaktyce wad postawy. Długotrwałe siedzenie z zasady nie jest zdrowe, trzeba więc podjąć dodatkowe działania, z których najlepszym wydaje się po prostu… ograniczenie siedzenia.
Najlepiej, żeby po powrocie ze szkoły dziecko jak najmniej siedziało przy biurku. W dobie zadawania prac domowych jest to trudne, ale na szczęście coraz więcej szkół z tego rezygnuje. Niektóre szkoły wprowadzają też gimnastykę śródlekcyjną. Niestety to wciąż margines; najczęściej dzieci siedzą przez 45 minut w ławce, a prace domowe zajmują im nawet kilka godzin.
Zajęcia pozalekcyjne, takie jak lekcje muzyki czy języki obce, również odbywają się na siedząco. Co więcej, o ile w domu mamy jeszcze wpływ na wysokość biurka, o tyle w salach lekcyjnych ich wybór bywa przypadkowy. Dzieci więc nie tylko siedzą zbyt długo, ale też nieprawidłowo, na przypadkowo dobranych krzesłach i przy stolikach o niedostosowanej wysokości. Czy można temu zaradzić? Niestety nie bardzo…
Dobrym pomysłem jest ograniczenie dziecku siedzących zajęć pozalekcyjnych na rzecz zajęć ruchowych. W czasach, gdy plan dnia naszych dzieci jest przeładowany zajęciami dodatkowymi, trzeba się zastanowić, czy naprawdę warto je jeszcze narażać na zagrożenia płynące z długotrwałego zajmowania pozycji siedzącej.

Kategorie
zdrowie

Kombucha – herbaciany grzyb o cudownych właściwościach

Skąd wziąć herbacianego grzybka?

Najczęściej wystarczy poprosić jakiegoś hodowcę, by się nią podzielił (z kombuchą jest jak z dobrym zakwasem, wędruje z rąk do rąk, służąc jednocześnie w kilku domach). Jeśli nie mamy takiego w najbliższym otoczeniu, kombuchę możemy też kupić – w sklepie ze zdrową żywnością bądź internecie.

Jak przygotować napój z kombuchy?

Sam proces przygotowania, szczególnie na początku, jest dość skomplikowany, choć jak w przypadku zakwasu – po opanowaniu podstawowych czynności, wszystko bardzo szybko wchodzi w nawyk i wydaje się banalnie proste:

Składniki:

  • 1 kombucha
  • 150 ml starego napoju kombucha lub 2 łyżki octu jabłkowego tudzież winnego,
  • 1 szklanka cukru trzcinowego nierafinowanego, kokosowego, białego lub miodu,
  • 3 litry wody,
  • 6-7 torebek herbaty,
  • słoik,
  • gaza, gumka.

Przygotowanie:

Wodę zagotuj, dodaj do niej cukier i herbaty. Zaparz, następnie przestudź i przelej do słoja. Dodaj trochę napoju (bądź octu) oraz kombuchę. Na wierzch słoika naciągnij gazę i nałóż na nią gumkę. Odstaw na 5-7 dni. W tym czasie w słoiku powinny pojawić się bąbelki powietrza, a sam napój powinien stać się lekko gazowany. To oznacza, że kombucha zaczęła pracować, a drożdże – przekształcać cukier w dwutlenek węgla.
Po 15 dniach kombucha przestaje zazwyczaj pracować i staje się kwaskowata. To czas na drugą fermentację. Bez drugiego etapu po 2-4 miesiącach z kombucy powstanie zwykły, herbaciany ocet.
Przyrządzony na bazie grzyba herbacianego napój jest orzeźwiający, słodko-kwaśny i lekko musuje. Można go pić od 3 dnia fermentacji, czasem od 5. Napój zawiera niewielką ilość alkoholu, wynoszącą przeciętnie 0,5 proc. M.in. z tego względu zarówno dorośli, jak też dzieci, powinny spożywać kombuchę z umiarem.
Zalecana dawka dla dorosłych to początkowo 1-2 łyżki dziennie. Dawkę stopniowo zwiększamy aż do momentu, gdy będziemy wypijać około 150 ml herbaty z kombuchy trzy razy dziennie przed śniadaniem, obiadem i kolacją.

W przypadku dzieci dawki wyglądają następująco:

  • 6-8 lat – 50 ml 3 razy dziennie (zaczynając od dawek 1/2 łyżeczki),
  • 8-10 lat – 75 ml 3 razy dziennie (zaczynając od dawki 1 łyżeczka),
  • 10-14 lat – 100 ml 3 razy dziennie (zaczynając od dawki 1 łyżka stołowa).

Kombuchę można hodować w słoiku w sposób ciągły, dodając do niej wciąż nową, słodką herbatę. Wystarczy do drugi dzień dolać tyle wody z herbatą i cukrem do słoika, ile w tym czasie udało nam się wypić. Gotowy napój można przechowywać w lodówce.

[reklama_col id=”71172, 71173, 71174″]

Badania nad kombuchą

Kombucha równoważy metabolizm, wpływa na oczyszczanie krwi oraz reguluje kwasowość organizmu. Podnosi też poziom energii, wspomaga procesy detoksykacyjne i trawienie organizmu – a wszystkie te właściwości potwierdziły eksperckie badania, przeprowadzone przez badaczy z Zakładu Bromatologii Katedry Toksykologii i Bromatologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.
W 2003 roku naukowcy z Indii zdecydowali się podać sfermentowaną herbatę szczurom, którym wcześniej zaserwowano dawkę octanu ołowiu. Jak się okazało, napój wzmocnił system odpornościowy gryzoni, osłabiony wcześniej wskutek stresu oksydacyjnego, wynikającego z zatrucia octanem ołowiu. Napój z kombuchy pomógł też zmniejszyć liczbę uszkodzeń DNA. To potwierdza doniesienia, że kombucha ma silne właściwości przeciwutleniające i immunomodulujące.
W innych badaniach, opublikowanych w magazynie „Food & Function” potwierdzono także, że kombucha może wspomagać leczenie wrzodów żołądka. Cierpiącym z powodu wrzodów szczurom podano fermentowany przez 4 dni napój z kombuchy, po czym okazało się, że owa kombucha wykazywała dokładnie taką samą skuteczność, jak omeprazol – lek stosowany w chorobie wrzodowej.
Herald Tietze, autor książki „Kombucza cudowny grzyb” wymienia ponadto kilka innych, dobroczynnych skutków stosowania tego specyfiku: zapobiega on dolegliwościom klimatycznym, odbudowuje zdolność akomodacyjną oka, leczy zaparcia, pomaga na bóle pleców, działa uspokajająco i normalizuje apetyt.
Foto: flikr.com/irisphotos