Kategorie
rodzina

10 pomysłów na prezenty dla dzieci – zamiast zabawek

  1. Bilet na wydarzenie – koncert, rewię na lodzie, przedstawienie w teatrze albo seans filmowy.
  2. Stroje do przebierania się – poszperaj w ciucholandzie i kup: suknię balową, strój pirata, królewski płaszcz albo ślubny welon. Długie godziny dobrej zabawy gwarantowane!
  3. Wycieczka pociągiem do pobliskiego miasteczka lub chociażby innej dzielnicy, gdzie spędzicie czas z dzieckiem robiąc to, co lubi. Docenią ten pomysł zwłaszcza mali miłośnicy dużych maszyn.
  4. Przybory plastyczne i do rękodzieła – kredki, kolorowe kartki, piórka, koraliki, filc, tasiemki, wełna – wszystko, z czego można wyczarować coś fajnego.
  5. Książki albo voucher do księgarni – niech dziecko samo wybierze, co chce przeczytać.
  6. Prenumerata czasopisma – roczna prenumerata wybranego miesięcznika to aż 12 powodów do radości z jednego prezentu!
  7. Voucher na lekcje – tańca, jazdy łyżwach, gry na pianinie. Dziecko z radością spróbuje nowych aktywności.
  8. Bilet roczny – do ulubionego muzeum, zoo, klubu sportowego, itp. I od razu wiadomo, co robić w weekendy i długie zimowe wieczory.
  9. Voucher na dzień z mamą lub tatą – przygotuj się, że jeden dzień spędzisz tylko z dzieckiem, robiąc to, na co ono ma ochotę.
  10. Sprzęt do zabawy na świeżym powietrzu – sanki, ślizgi, hula-hop, piłki, skakanki, dyski. Zamiast siedzieć w domu – pobawcie się na zewnątrz.

3 korzyści z niekupowania zabawek:

  1. Cieszą dzieci, często dłużej niż zabawka.
  2. Nie zagracają domu: większość z nich istnieje tylko w formie voucheru, biletu.
  3. Najważniejsze – pomagają budować bliską relację z dziećmi.

Źródło: nourishingminimalist.com

Kategorie
edukacja alternatywna

„My name is Kazik. I’m 5 years old”, czyli angielski z Helen Doron

Zajęcia z angielskiego prowadzone metodą Helen Doron opierają się na angażującej zabawie i stymulacji wielu zmysłów. Metoda ta zakłada, że jeśli stworzymy dziecku odpowiednie warunki, jest ono w stanie nauczyć się dowolnego języka obcego. Dlatego do szkół Helen Doron uczęszczają już trzymiesięczne niemowlęta, a kilkulatki z łatwością przyswajają nowe słowa i zwroty. Z czego wynika skuteczność tej metody? Okazuje się, że jej techniki znajdują swoje uzasadnienie w wiedzy na temat procesów naturalnej akwizycji (nabywania) języka oraz neuroplastyczności mózgu.

Kiedy jest dobry czas na naukę języka obcego?

Według teorii Noama Chomsky’ego, światowej sławy językoznawcy, wszyscy ludzie posiadają wrodzoną zdolność do opanowania każdego systemu językowego. Oznacza to, że istnieje jedna wspólna gramatyka uniwersalna, pozwalająca dzieciom bez trudu przyswajać język otoczenia. Proces ten odbywa się w sposób całkowicie naturalny, ponieważ niejako rodzimy się ze strukturami gramatycznymi w mózgu, a zrozumienie jego dynamiki pozwala nam efektywniej uczyć dzieci języków obcych. Na czym polega ten fenomen?

Za nasze zdolności do akwizycji odpowiedzialna jest neuroplastyczność mózgu. W skrócie mówiąc, nasz mózg jest zaprogramowany na naukę – odbierając i zapamiętując nowe informacje, zwiększamy ilość połączeń między neuronami. U dzieci procesy te przebiegają szczególnie intensywnie, dlatego twierdzi się, że uczenie się języka obcego przychodzi im dużo łatwiej niż dorosłym.

Najnowsze badania dowodzą także, że nasze mózgi pozostają plastyczne przez całe życie, nawet do późnej starości. Nie zmienia to jednak faktu, że wczesne dzieciństwo daje nam największe szanse na dogłębne opanowanie drugiego i kolejnych języków. Dlatego też czytanie czy śpiewanie po angielsku niemowlętom ma swój sens, podobnie jak uczestnictwo przedszkolaka w ciekawych i dostosowanych do jego możliwości zajęciach.

Wielu rodziców ma jednak wątpliwości – czy może być za wcześnie na naukę języka obcego? I czy posyłanie niemowlęcia lub przedszkolaka na zorganizowane zajęcia nie przypomina jego trenowania? Prawdopodobnie ta niepewność wynika z faktu, że sami kojarzymy naukę z wysiłkiem i obowiązkiem. Lekcje w szkołach Helen Doron nie przypominają jednak tradycyjnych zajęć. Ta metoda uczenia się języka jest zbliżona do naturalnego nabywania i odbywa się przy okazji zabawy. Dzieci są po prostu otoczone obcym językiem, wykonując przy tym ciekawe dla nich czynności lub w przypadku niemowląt – po prostu bawią się i eksplorują salę.

Jak dzieci przyswajają język?

Nauka języka ojczystego odbywa się u dzieci w sposób nieświadomy. Pozornie nie wkładają w jego opanowanie wielkiego wysiłku intelektualnego. Dziecko słyszy wyrazy wymawiane przez rodziców, jest świadkiem wielu rozmów, zaczyna kojarzyć konkretne nazwy z przedmiotami czy ludźmi. Potem samo wypowiada pierwsze słowa i buduje proste zdania. Jest całkowicie zanurzone w systemie – doświadcza go praktycznie bez przerwy. W tym czasie jego mózg wykonuje ogromną pracę, która pozostawi w nim neuronalne zmiany na całe życie.

Jeśli chcemy nauczyć dziecko języka obcego, warto naśladować te naturalne warunki. Najlepsze rezultaty daje oczywiście mieszkanie za granicą, posiadanie przynajmniej jednego rodzica mówiącego w danym języku czy uczęszczanie do obcojęzycznej szkoły. Jest to tak zwane zanurzenie – najszybsza i najbardziej skuteczna metoda. Jeśli jednak nie mamy możliwości z niej skorzystać, warto wiedzieć, jakimi innymi drogami dziecko może efektywnie opanować język.

  • Słuchanie – warto, aby maluch jak najczęściej osłuchiwał się z obcym językiem i akcentem. Można to robić poprzez puszczanie mu piosenek, audiobooków, filmów czy bajek. Dobre rezultaty przyniosą także zajęcia z native speakerem. A jeśli sami czujemy się na siłach, nic nie stoi na przeszkodzie aby zwracać się do dziecka w innym języku, na przykład podczas zabawy, posiłków czy zakupów.
  • Zabawa – to podstawowa aktywność dziecka, podczas której uczy się ono najwięcej o otaczającym go świecie. Idealnie więc, gdy język obcy towarzyszy maluchowi podczas najbardziej absorbującego go zajęcia. Łatwiej zapamiętać nowe słowa czy zdania, jeśli występują w zrozumiałym dla człowieka kontekście i są bliskie jego zainteresowaniom.
  • Doświadczanie – świetne rezultaty przynosi także nauka poprzez doświadczanie, które angażuje wiele zmysłów. Badania dowodzą, że mózg najlepiej uczy się w ruchu. Dlatego język można poznawać podczas tańca, naśladowania gestów lub zabaw z wykorzystaniem piłki, chusty i innych gadżetów. Doświadczanie to także tworzenie prac plastycznych, poznawanie różnych faktur, zapachów, gotowanie, sprzątanie, słowem – wszystko, co w jakikolwiek sposób dostarcza dziecku różnych bodźców zmysłowych.

Opisane wyżej drogi są podstawą w pracy metodą Helen Doron.

Metoda Helen Doron wykorzystuje wrodzony potencjał

W szkole prowadzonej metodą Helen Doron już od progu słychać śpiew dzieci, które uczą się właśnie nowej piosenki. Już za drzwiami sali lektor mówi do nich wyłącznie po angielsku. Maluchy nie czują potrzeby rozumienia wszystkiego, co usłyszą. Równie ważny jest tutaj przekaz pozawerbalny, czyli gesty i mowa ciała. Nauczyciel wykorzystuje maskotki, pacynki, zabawki i książeczki. Wymyśla także gry i zachęca do podjęcia aktywności. Ruch odgrywa w tej metodzie ogromną rolę. Dzieci skaczą, tańczą i naśladują, wspierając w ten sposób procesy myślowe i zapamiętywanie.

Nauka odbywa się w niewielkich grupach – od czterech do ośmiu osób, a najmłodszym towarzyszą rodzice. Nie ma także ocen czy stresującego sprawdzania nabytych umiejętności. Metoda Helen Doron stawia bowiem na wykorzystanie naturalnych zdolności dzieci uczenia się przez zabawę, które zawdzięczamy neuroplastyczności ich mózgów. Obrazowo rzecz ujmując – młody człowiek chłonie nowe informacje jak gąbka.

Nośnikiem języka są w tej metodzie piosenki, rymowanki, wiersze. Dużą rolę odgrywa także nauczyciel, który jest albo native speakerem, albo osobą o dogłębnej znajomości angielskiego. To właśnie od niego zależy nauka wymowy i poprawnego akcentu.

Uczniowie mają do dyspozycji podręczniki, zestawy ćwiczeń, płyty z nagraniami i książeczki. Co ważne, przyswajanie języka nie kończy się na zajęciach. Młodzi ludzie i ich rodzice są zachęcani do osłuchiwania się z angielskim także w domach. Do ich dyspozycji pozostaje mnóstwo materiałów dostępnych online – również w formie aplikacji:

Kursy dostosowane do wieku

Nauka metodą Helen Doron odbywa się w czterech etapach, podzielonych ze względu na wiek uczniów. Każdy z nich jest dostosowany do możliwości poznawczych dzieci i uwzględnia ich aktualny stopień rozwoju intelektualnego. (1)

Wiek 0-3 lata

Naukę w szkole prowadzonej metodą Helen Doron mogą zacząć niemowlęta od trzeciego miesiąca życia. W tym okresie przyswajanie języka odbywa się w sposób najbardziej zbliżony do naturalnego – poprzez osłuchiwanie się z mową, piosenkami i rymowankami. Podczas zajęć dzieci rozwijają także różne zmysły, ćwiczą koordynację ruchową i doskonalą pamięć. Rodzice biorą aktywny udział w lekcji, dzięki czemu maluchy mają poczucie bezpieczeństwa i stają się bardziej otwarte na zabawę.

Wiek 3-6 lat

W wieku przedszkolnym nauka angielskiego nadal w głównej mierze opiera się na zabawie. Dzieci tańczą, śpiewają piosenki i grają w angażujące gry. Dzięki temu poznają nowe słowa, a nawet struktury zdań. Uczą się także wymowy, podstaw pisania i czytania.

Wiek 6-12 lat

Metoda Helen Doron często kojarzona jest z zajęciami dla najmniejszych dzieci, jednak z powodzeniem mogą z niej korzystać także starsi uczniowie. Dzieci w wieku szkolnym zachęcane są do mówienia, spontanicznego budowania zdań i eksperymentowania z językiem. Dzięki temu utrwalają sobie gramatykę bez konieczności nauki reguł. Zwiększają także zasób słownictwa, ćwiczą czytanie i pisanie.

Wiek 12-19 lat

Nastolatki podczas lekcji i poza nimi korzystają z wielu materiałów dostępnych online, dostosowanych do ich zainteresowań i stopnia znajomości języka. Mają do dyspozycji aplikację Facebook Common Chat Room, na której mogą rozmawiać z uczniami z całego świata, a także słuchać audycji w Helen Doron Radio. Ponadto istnieje kanał na YouTube o nazwie English for Teens – Helen Doron, gdzie młodzi ludzie znajdą muzykę i piosenki, ułatwiające naukę angielskiego. Metoda Helen Doron przygotuje nastolatki do polskiej matury czy zdobycia certyfikatów Cambridge.

***

Helen Doron jest pochodzącą z Wielkiej Brytanii językoznawczynią i nauczycielką języka angielskiego. Ukończyła również filologię francuską. Nad swoją metodą Doron zaczęła pracować, gdy sama uczyła w szkole – przynosiła na zajęcia kasety z nagranymi przez siebie piosenkami i wierszykami. Pierwsze kursy metodą Helen Doron powstały na początku lat dziewięćdziesiątych, dziś można je spotkać już w trzydziestu siedmiu krajach. Szacuje się, że dzięki jej metodzie po angielsku mówi dwa miliony ludzi.

  1. https://helendoron.pl/
Kategorie
rzeczy dla dzieci

Skuteczna higiena jamy ustnej u dzieci

Zabierz dziecko na zakupy

Wspólnie z dzieckiem stwórzcie listę zakupów, na której znajdą się artykuły niezbędne do pielęgnacji jamy ustnej. Pozwól dziecku wybrać pastę do zębów o ulubionym smaku czy kolorowy kubek z motywem ukochanej postaci z bajki. Swobodny wybór produktów da dziecku do zrozumienia, że liczysz się z jego zdaniem, a maluch z pewnością będzie zachwycony faktem, że znalazł się w centrum zainteresowania. Może wspólnie dobierzecie szczoteczkę dostosowaną do jego wieku? Warto rozważyć zakup szczoteczki elektrycznej, o której przeczytasz poniżej.

Skorzystaj z aplikacji

Rodzice często umilają dzieciom czas szczotkowania ząbków śpiewając piosenki. Rytuał ten możesz zastąpić zabawną aplikacją, którą z łatwością zainstalujesz w telefonie. Dziecko będzie mogło szczotkować zęby w rytm wesołych melodii, których czas trwania wynosi dokładnie tyle, ile codzienna higiena jamy ustnej.

Opracuj system nagród

Nic tak nie motywuje dziecka do działania, jak obiecana niespodzianka. Tego typu zabawa sprawdzi się zwłaszcza na początkowym etapie nauki mycia zębów. Przyznawaj maluchowi punkty za dobrze spełniony obowiązek, a po tygodniu lub miesiącu spraw mu w nagrodę drobną niespodziankę. Efektem wspólnej zabawy będą zdrowe ząbki dziecka, które nauczy się także wytrwałego dążenia do celu.

Zainwestuj w dobrą szczoteczkę

Odpowiednio dobrana szczoteczka pełni kluczową rolę w higienie jamy ustnej twojej pociechy. Dobrym rozwiązaniem będzie szczoteczka elektryczna, która czyści zęby o wiele dokładniej niż manualna. Produkt tego typu posiada wiele zalet: szczoteczka elektryczna jest wyważona, posiada ergonomiczny uchwyt dostosowany do dziecięcej rączki, wydajny akumulator oraz miękkie włosie. W sprzedaży dostępna jest szeroka oferta produktowa szczoteczek elektrycznych dla dzieci, prezentująca barwne modele z bohaterami dziecięcych bajek. Maluch z pewnością wybierze produkt, który będzie z radością użytkował.

Jak wybrać szczoteczkę?

Propozycje producentów szczoteczek elektrycznych są niezliczone. W podjęciu trafionej decyzji pomocny będzie portal szczoteczka-elektryczna.edu.pl, gdzie znajduje się ranking szczoteczek elektrycznych oraz szczegółowe recenzje produktów.

Kategorie
Jesper Juul

Listy do Juula, cz. 109 – Kiedy dziecko kłamie

Pytanie matki:

Zastanawiam się, jak reagować na kłamstwa dzieci? Mam czteroletnią córkę, która zaczęła rozumieć, że dorośli nie są wszechwiedzący i że może coś przed nami ukrywać albo opowiadać nieprawdziwe historie. Wiem, że to naturalna faza rozwoju, pytanie jednak, co odpowiadać, kiedy ona otwarcie kłamie?

Czasami są to czyste fantazje, na przykład: „Zmarli leżą pod ziemią. I oni pod ziemią pływają i zbierają kwiaty. Znam jednego zmarłego, poszłam z nim pływać pod ziemią”. Odpowiadam wtedy coś w rodzaju: „To bardzo ciekawa historia”. Ale jej opowieści mogą być także bardziej niepokojące, na przykład: „Anders kopał mnie dzisiaj w przedszkolu”. Problem w tym, że Anders skończył przedszkole wiele miesięcy temu. Albo: „Dziś w przedszkolu była pani na zastępstwo. Uderzyła mnie”. Tłumaczyliśmy jej, że rzeczy mogą dziać się naprawdę albo w fantazji. Na zewnątrz głowy albo w środku głowy. Jednak ona nadal utrzymuje, że to prawda i, że była bita albo nazywana głupkiem w przedszkolu.

Chcę, by moje dziecko czuło, że gdy coś mi powie, to wezmę to na poważnie. Ale wiem, że powyższe historie z przedszkola nie są prawdą. Jak więc mam reagować?

[reklama id=”70915″]

Odpowiedź Jespera Juula:

Ma pani rację twierdząc, że córka jest w takim wieku, kiedy wymyśla się wszelkie możliwe i niemożliwe historie. Można porównać to do snu lub koszmaru, bo jest to sposób, w jaki dziecko przepracowuje swoje wrażenia, informacje i historie innych ludzi tak, aby mogły znaleźć swoje miejsce w jego świadomości. Państwa nastawienie do tych opowieści jest dobre i rozsądne. Najważniejsze, by dorośli nie zadawali umoralniających pytań i nie potępiali spontanicznych i niewinnych aktywności mózgu dziecka.

Na historie z przedszkola, które pani przywołuje, odpowiedziałbym pewnie: „Oj, to nie było miłe. Daj znać, jeśli to stanie się znowu i będziemy mogli porozmawiać z tym, kto to robi”. Proszę dać córce jeszcze rok lub dwa, od czasu do czasu zadając odpowiednie pytanie: „Czy to było w środku głowy, czy na zewnątrz?”. Jeśli odpowie „na zewnątrz” o czymś, co było czystą fantazją, to proszę powiedzieć: „Myślę, że to jednak było w głowie”, i nie wracać do sprawy.

Jeśli dzieci między 8 a 18 rokiem życia kłamią bądź mówią nieprawdę, dzieje się tak niemal zawsze z jednego powodu: ich rodzice, według mniemania dzieci, nie są w stanie poradzić sobie z prawdą. Czyli na przykład: bardzo się rozzłoszczą, będzie im przykro, będą rozczarowani i temu podobne. W sytuacjach, kiedy rodzice używają surowych kar fizycznych, pojawić się może strach, który prowadzi do milczenia lub kłamstwa.

Często motywy dzieci i młodzieży są bardziej subtelne i złożone, tak jak w tych historiach:

Dwunastoletnia dziewczynka od miesięcy nie mówi rodzicom, że ma problemy w szkole. Schowała także list, który szkoła do nich wysłała. Sprawa zmienia się w prawdziwy dramat, gdy rodzice się o tym dowiadują i stwierdzają, że już nigdy nie będą mogli na córce polegać, a ona cierpi z tego powodu. Dopiero, gdy neutralna osoba wskazuje, że dziecko mogło mieć inne motywy, dziewczynka się załamuje i mówi, że w małżeństwie rodziców od wielu miesięcy jest kryzys. Nie chciała być powodem pogorszenia stosunków między nimi.

Dzieci zawsze robią wszystko po to, by być dla rodziców kimś jak najbardziej wartościowym. Jednak z powodu braku doświadczenia nie zawsze dokonują najmądrzejszych wyborów.

Dziesięcioletni chłopiec poszedł na rower z przyjaciółmi. Było lato i chłopcy jeździli bez koszulek. Na stromym zboczu chłopiec się przewrócił, zadrapał klatkę piersiową i całkiem poważnie się zranił. Zamiast powiedzieć rodzicom o wypadku i jechać do lekarza, codziennie wybiera się nad morze i myje rany w słonej wodzie. Usłyszał gdzieś, że to przeciwdziała zapaleniu. Kiedy rany się zrastają, matka odkrywa, co się stało. Robi jej się przykro i pyta: „Dlaczego nic nie powiedziałeś?”. Chłopiec odpowiada cicho: „Nie wiem…”, mimo że dobrze wie, dlaczego. Jego ojciec od paru lat jest poważnie chory i syn nie chciał dodatkowo obciążać mamy.

Przykłady mogłyby dotyczyć także szesnastolatki, która nie mówi rodzicom, że jest w ciąży albo osiemnastolatka, który pożyczył rodzinne auto i „zapomniał”, że dostał mandat za przekroczenie prędkości.

Bądźcie ostrożni z moralnym potępianiem i porównywaniem dzieci z dorosłymi. Na przykład twierdzenie, że „nigdy nie okłamujemy naszych dzieci” rzadko jest niepodważalne, zwłaszcza jeśli do kłamstwa zaliczymy przemilczanie i te sytuacje, w których okłamujemy samych siebie.

Kategorie
rzeczy dla dzieci

Krótka historia ekspresów do kawy. Dowiedz się, jak dawniej parzono kawę i kiedy powstały pierwsze ekspresy

Skąd pochodzi kawa i jak się ją dawniej pijało

Legenda głosi, że kawę odkryły etiopskie kozy, a dokładniej ich pasterz. Opiekun stada zwierząt zauważył, że kozy po zjedzeniu owoców z rosnących w lesie krzewów, poruszały się z niespotykaną dotąd energią. Pierwszą kawę zaparzano z całych owoców zebranych z roślin i tylko delikatnie je mielono. Później Etiopczycy, Jemeńczycy oraz inni mieszkańcy Bliskiego Wschodu do przygotowania aromatycznego napoju zaczęli wykorzystywać tylko ziarna znajdujące się wewnątrz zielonej fasolki. Zakłada się, że kawę przygotowywano z surowych, nieprażonych ziaren aż do końca XVIII w. Nawet wtedy, kiedy zaczęto już prażyć owoce, napój wciąż zaparzano, zalewając palone ziarna wrzącą wodą. Na kolejnym etapie rozgniatano prażone ziarna w moździerzu i gotowano zmielony proszek z dodatkiem miodu i różnych przypraw. Napój wypijano dopiero wtedy, kiedy kawowe fusy opadły na dno. I tak narodziła się popularna do dziś kawa po turecku.

Początkowo ziarna kawy prażyło się w domach, używając do tego głębokiej patelni. Kobiety rozgrzewały nad ogniem naczynie przypominające wok i czekały na odgłos pękających ziaren (co przypominało prażenie popcornu). Wtedy owoce były gotowe do zaparzania. Pod koniec XVIII w., kiedy to picie herbaty uznano w Ameryce za niepatriotyczne (na herbatę nałożono wysokie podatki, co spowodowało podniesienie jej ceny i obniżenie popytu), popularny stał się napój przyrządzany z nieprażonych ziaren kawy. Ze zmielonych zielonych ziaren kobiety przygotowywały odświeżający napitek, przelewając wrzącą wodę przez proszek umieszczony w skarpetce lub lnianym woreczku. Trzeba było jednak poczekać do początków XX w., żeby napić się espresso zaparzonego w pierwszym ekspresie do kawy.

Jakie naczynia wykorzystywano do parzenia kawy, zanim pojawiły się ekspresy

Pierwsze narzędzia służące do przygotowania kawowych ziaren, czyli patelnie do ich prażenia i moździerze do rozdrabniania ziaren pojawiły się w połowie XVII w. Od samego początku kawę zaparzano w imbrykach lub dzbankach zakończonych specjalnym dzióbkiem, który zapobiegał przesączaniu się kawowych fusów. Dzbanki do zaparzania miały płaskie dno, żeby jak najlepiej rozprowadzały ciepło. Aż do XVII w. nie używano żadnych filtrów, nawet tych zrobionych ze skarpetki czy materiałowego woreczka. Dopiero w 1780 r. pojawiły się tzw. dzbanki Biggin (od nazwy Mr.Biggin), w których wykorzystano filtr i pusty pojemnik na gotową kawę. Imbryczek miał jednak swoje wady. Jeśli kawę zmielono zbyt grubo, woda nie mogła przesiąknąć przez kawowy proszek i wylewała się z naczynia. Jeśli ziarna były za drobne, woda przesączała się przez nie bardzo szybko, a otrzymany napój był słaby i mało aromatyczny. Naczynia do filtrowana stale udoskonalano i tak jako filtra zaczęto używać okrągłego metalowego sitka, które stało się prekursorem french pressa.

French pressy, perkolatory i pierwsze ekspresy do kawy

Po próbach z metalowymi sitkami przyszedł czas na używane również dziś french pressy. Pierwszy dzbanek tego typu wprowadzono do użytku w 1806 r. Na dno naczynia wsypuje się zmielone ziarna kawy i zalewa się je wrzątkiem. Czekamy, aż kawa się zaparzy, a następnie na dno dzbanka opuszczamy metalowy krążek, naciskając specjalny tłok. Sitko zatrzymuje kawowe fusy (choć niestety w naparze pojawiają się drobinki proszku), a otrzymany napój jest mocny i esencjonalny. French press trudno się myje, a w kawie wyczuwa się fragmenty zmielonych ziaren.

Pod koniec XIX w., dokładnie w 1889 r. amerykański wynalazca Hanson Goodrich opatentował perkolator. Urządzenie o cylindrycznym kształcie, w którym otrzymywano kawowy napój przez przepuszczenie wody przez zmielony proszek okazało się nieudanym projektem. Zmielone ziarna były wystawiane na bardzo wysokie temperatury, a napar się przegotowywał, dając w efekcie  niesmaczną kawę.

W 1908 r. niemiecka przedsiębiorczyni Melitta Bentz wymyśliła pierwszy przelewowy ekspres do kawy. Ponakłuwała cynowy kubeczek i wyłożyła go bibułą. I tak właśnie narodził się pomysł stworzenia profesjonalnego urządzenia do zaparzania kawowego naparu. W latach 30. XX w. mały okrągły filtr zastąpiono jego stożkowym odpowiednikiem, zwiększając tym samym obszar do filtrowania. Z roku na rok ulepszano filtr, wprowadzając na rynek sączki z naturalnego brązowego papieru niepoddawane wybielaniu, filtry uwalniające pełen aromat kawy oraz przyjazne dla środowiska bambusowe wkładki.

W okresie II Wojny Światowej niemiecki chemik Peter Schlumbohm stworzył naczynie do zaparzania kawy o kształcie klepsydry wykonane z jednego kawałka nieporowatego szkła. Znany dziś pod nazwą Chemex, ten prosty ekspres do kawy działa na zasadzie urządzenia przelewowego. Przez filtr, który umieszcza się w górnej części naczynia przesącza się wrzątek, który już w postaci kawowego naparu spływa do dolnej części klepsydrowego dzbanka. Prosta w użyciu karafka przygotowuje smaczną kawę, a oprócz tego estetycznie prezentuje się w każdej kuchni.

Kawa rozpuszczalna, próżniowy ekspres do kawy i pierwsze automatyczne ekspresy

Czasy wojny przyczyniły się do wyprodukowania kawy, która do zaparzenia nie wymagała użycia żadnego ekspresu. Mogła być też przez długi czas przechowywana i zachowywała swój pełen smak i aromat. Firma Maxwell House zaopatrująca amerykańska armię w kawę, wymyśliła rozpuszczalny proszek, który wkrótce stał się hitem. I dziś, kiedy szybko chcemy napić się pobudzającego napoju, sięgamy po znaną od 1942 r. kawę rozpuszczalną.

Pod koniec lat 50. na rynku kawowych akcesoriów pojawił się próżniowy ekspres marki Bodum Santos. Sprzęt składający się z dwóch szklanych i połączonych ze sobą naczyń podgrzewał wodę w dolnym dzbanku, wytwarzając ciśnienie. Dzięki ciśnieniu woda wędrowała do górnej komory, mieszając się z kawowym proszkiem. W rezultacie powstawał kawowy napar, który nie był przegotowany. Dodatkową atrakcję stanowił sam proces parzenia, który można było dokładnie obserwować dzięki szklanym naczyniom.

Pierwsza firma, która wprowadziła na rynek automatyczny przelewowy ekspres do kawy to Mr. Coffee. Urządzenia tak spodobały się Amerykanom, że producenci zaczęli pracować nad coraz lepszymi i bardziej kompaktowymi sprzętami. W kraju pojawiły się pierwsze duże kawiarnie, a ludzie uczyli się poznawać smak kawy i doceniać walory dobrze przygotowanej filiżanki czarnego naparu.

Nowoczesne kawowe sprzęty – ekspres na kapsułki i automatyczne ekspresy ciśnieniowe

Rok 2003 to czas, kiedy do domów zawitał pierwszy ekspres na kapsułki. Wcześniej (firma Keurig wprowadziła go już w 1997 r.) taki sprzęt przeznaczony był tylko dla biur. Kawę zapakowaną w małe kapsułki gotowe do użycia można przechowywać przez długi czas, a dzięki idealnej temperaturze zaparzania, z kawowego proszku wydobywa się pełen smak i aromat.

Automatyczne ekspresy do kawy, takie jak np. urządzenia marki Krups https://www.krups.com.pl/Ekspresy-do-kawy/c/coffee-appliances%20 to w pełni zautomatyzowane sprzęty przygotowujące różnorodne kawy za dotknięciem jednego przycisku. Ekspresy przyrządzają kawowe napoje, mieląc wcześniej ziarna w młynku wbudowanym w urządzenie, samodzielnie spieniają i podgrzewają mleko. Najnowszymi modelami ekspresów można sterować nawet za pomocą telefonu i ustawiać spersonalizowane rodzaje napojów.

Wiele osób nie wyobraża sobie poranka bez filiżanki aromatycznej kawy. Dziś możemy wybierać spośród różnych kawowych sprzętów i zaparzać czarny napój swoim ulubionym sposobem. Decydując się na ekspres w pełni automatyczny lub ekspres na kapsułki, w kilka chwil przyrządzimy wyborne espresso czy przepyszną cafè crema z aksamitną pianką.

Źródła:

  1. https://www.goodhousekeeping.com/food-recipes/g754/history-coffee/
  2. https://www.coffee.org/History-of-the-Coffee-Maker
  3. https://www.espressomadeinitaly.com/en/short-history.asp
  4. http://www.germany.travel/en/ms/german-originality/heritage/famous-people/entrepreneurs/melitta-bentz-melitta.html
  5. https://www.thecoffeebrewers.com/hiofcobreq.html
Kategorie
wychowanie

Czy warto dawać dziecku obowiązki domowe?

Obrazek jak z kampanii społecznej.
Zdarzyło się to raz i dotychczas nie powtórzyło, ale spowodowało we mnie lawinę przemyśleń na temat tego, jak pomagać dzieciom czuć się częścią rodzinnego zespołu i wdrażać je do prostych czynności wykonywanych na rzecz domu, w którym mieszkają.

Obowiązki domowe w praktyce

Najczęściej polecana droga – poprzez obowiązki. Stałe, regularne, dopasowane do wieku i możliwości dziecka. Czy obowiązki w ogóle mogą być dopasowane do dziecka? Czy to, że dziecko potrafi np. wynieść śmieci lub sprzątnąć pokój, oznacza, że powinno to robić codziennie, w ramach narzuconego mu obowiązku? W jakim celu? Czego ma się w ten sposób nauczyć?
O co mi chodzi, gdy nakładam obowiązki na moje dzieci? To pytanie okazało się kluczowe. Jeśli bowiem mam pilnować każdego dnia, by z tych obowiązków się wywiązywały, jeśli mam dokładać sobie zajęć, sprawdzając i przypominając – chcę wiedzieć, czemu to ma służyć.
Założenie jest proste – obowiązki uczą dzieci odpowiedzialności za miejsce, w którym mieszkają, uczą systematyczności, uczą także wykonywania różnych prac domowych. No to niemal ideał – gdyby jeszcze tylko tak to wyglądało w praktyce…
Bo okazało się, że dzieci i obowiązki to raczej codzienna walka: przypominanie, nakłanianie, zmuszanie, przypominanie, proszenie, zachęcanie, przypominanie, targowanie się i ponowne przypominanie.

Czy konsekwencja to jedyna droga?

Na nieszczęście te dość dobitne doświadczenia często spotykały się z tubalnym „Bo nie byłaś konsekwentna! Konsekwencja to podstawa”. Jednym z odkryć mojego dziewięcioletniego rodzicielstwa jest to, że konsekwencja to słowo-wytrych, zachęcające rodziców, by robili wciąż to samo, tylko mocniej i mocniej, aż w końcu zadziała. Cóż, u nas wielokrotnie sprawdzało się nie „mocniej”, tylko „inaczej”.
Wiedziałam zatem, jaki mam cel (wdrożenie dzieci do codziennych zajęć życia rodzinnego) i jakimi metodami nie chcę go osiągać – ale nie przyszło mi łatwo zrezygnować z wyznaczania im obowiązków.
I chociaż kiedy przeczytałam (Jesper Juul, Twoja kompetentna rodzina), że te obowiązki nie są konieczne, bo dzieci do ok. 14. r.ż. przede wszystkim chcą się bawić – i uczą się przez zabawę – to owszem, odczułam ulgę, ale czułam też pewien niepokój. Czy to czasem nie jest przesada? Prosta droga do wychowania roszczeniowych książąt i księżniczek (zwłaszcza książąt), którzy nie potrafią w przyszłości nawet zaparzyć sobie herbaty, a wszystkimi domowymi czynnościami z radosną nieświadomością obarczają swoje drugie połówki? Czy nie będziemy żałować tego wyboru, ale jego konsekwencji doświadczymy, gdy będzie już zdecydowanie za późno na jakiekolwiek zmiany?
Przeczytaj: O pożytkach płynących z niekonsekwencji

Sens spontanicznej pomocy

Życie szybko pokazało nam, że nie. Wręcz przeciwnie, dzieciaki chętniej oferowały swoją pomoc przy bieżących zadaniach (nakrycie do stołu, sprzątanie po zabawie), niż kiedy próbowaliśmy uczynić je samodzielnymi codziennymi obowiązkami. Widziały sens tego, co robią (teraz trzeba nakryć, bo będzie obiad, teraz trzeba sprzątnąć, bo chcemy iść spać), i czuły siłę współpracy z rodzeństwem i rodzicami. Nierzadko wprowadzaliśmy do rutynowych czynności elementy zabawy (sprzątnięcie, zanim skończy się piosenka, nakrywanie do stołu z chowaniem sztućców przed potworem).

Zgoda na odmowę

I zdarzało się, że mówiły nam „nie”. Nie posprzątam, nie nakryję, nie zrobię. Z perspektywy czasu sądzę, że nasza zgoda na to „nie” była kluczowa. Doświadczały, że nie ma przymusu i nikt nie będzie im groził ani się obrażał – co wcale nie znaczy, że kiedy nie chciały, pokornie zasuwaliśmy sami, bo dzieciaczki są za małe lub zmęczone albo zajęte czymś innym. Jeśli któreś nie chciało nakryć do stołu, zachęcaliśmy do sprzątnięcia po obiedzie. Bywało, że opór trwał kilka dni, a potem nagle mieliśmy najbardziej skore do pomocy dziecko na świecie – które po jakimś czasie znów negowało wszelkie prośby. Bywało, że odmawiały, ale kiedy ponawialiśmy prośbę, podkreślając, że ich pomoc jest dla nas ważna, decydowały się nas wesprzeć.

Zgoda na zmęczenie

Nie jest też do końca tak, że nie mają żadnych stałych zadań, które mogłyby im pokazać, na czym polega waga systematyczności. Codziennie myją zęby i ścielą łóżka, codziennie uczą się i odrabiają jakieś zadania. Codziennie też uczestniczą w zajęciach dodatkowych, które same sobie wybrały, a które po pewnym czasie tracą powiew nowości i wymaga od dzieci trochę samozaparcia, by znów w nich uczestniczyć.
Ilekroć czuję, że domowe obowiązki mnie przerastają, mówię też o tym otwarcie. Nie chcę być robotem świadczącym usługi na rzecz swoich dzieci i swojej rodziny, a z drugiej strony staram się pamiętać, że codzienne sprzątanie wielkiego wspólnego pokoju po całym dniu zabawy bywa zadaniem ponad ich siły. Że nawet kiedy mi się nie chce, mniej energii mimo wszystko pochłania sprzątanie razem z nimi – a kiedy nie chce mi się bardzo, najmniej energii pochłania machnięcie ręką na bałagan (z ewentualnym rozsunięciem go nogą na bok, gdyby ktoś szedł w nocy do toalety).

Czy to działa?

To podejście pokazuje mi, że dzieci chcą pomagać i czuć się częścią rodzinnej wspólnoty – tylko sami dorośli czasem w nich to zabijają, próbując tę potrzebę ująć w bardziej sformalizowane ramy.
One chcą uczestniczyć w przygotowywaniu posiłków, wyliczają, kto pościeli łóżko babci, która przyjechała w odwiedziny, wcale nie tak rzadko pytają, czy mogłyby zmyć naczynia.

  • To prawda, że te czynności wykonywane sporadycznie niosą ze sobą powiew nowości i dlatego są atrakcyjne.
  • To prawda, że nałożone jako stały obowiązek zaczynają pachnieć rutyną i stają się nudne.
  • Prawdą jest też, że dzieci najlepiej uczą się przez zabawę, gdy są zaangażowane i zainteresowane.

Jeśli zatem chcemy je uczyć, na czym polega codzienne życie w rodzinie, obowiązki nie wyglądają na najlepszą drogę ku temu…
Foto: flikr.com/donnieray

Kategorie
ciąża i poród

Standardy opieki okołoporodowej na rok 2019 w pigułce

Powstanie tego dokumentu to duży sukces środowiska zaangażowanego w poprawę warunków opieki okołoporodowej w Polsce – przede wszystkim Fundacji Rodzić po Ludzku, ale także przedstawicieli innych organizacji zaproszonych do współtworzenia owego rozporządzenia. Jeszcze dwa lata temu istniała realna groźba wycofania tego dokumentu i powrotu do totalitarnego położnictwa, które było w Polsce standardem do początku lat ‘90 XX wieku. Jakie zmiany zostaną wprowadzone wraz z początkiem roku i co to w praktyce oznacza dla rodzących?

Standardy opieki okołoporodowej w pigułce:

Okres ciąży:

  1. Przyszła mama może wybrać gdzie i u kogo chce prowadzić ciążę. Osobami uprawnionymi do sprawowania opieki nad ciężarną są w Polsce lekarze ginekolodzy i położne. Od 2017 roku, prowadzenie ciąży przez położne jest refundowane przez NFZ. Wcześniej tego typu opieka mogła być realizowana jedynie prywatnie, bez możliwości wykonywania badań diagnostycznych. Nowe standardy dają położnym o wiele większe uprawnienia. Opieka sprawowana przez położną jest pełnoprawną usługą dedykowaną dla kobiet, których ciąża przebiega fizjologicznie, czyli najkrócej mówiąc, gdy mama i dziecko są ogólnie zdrowi i nie pojawiają się żadne komplikacje.
  2. Pierwsza wizyta lekarska (lub u położnej) powinna odbyć się do 10. tygodnia ciąży. W sumie przyszła mama do momentu rozwiązania powinna odbyć ok. 10 wizyt (chyba że zajdzie indywidualna potrzeba częstszych konsultacji).
  3. W ciąży obowiązkowo przeprowadza się trzy badania USG. Pierwsze pomiędzy 11.-14. tygodniem ciąży, kolejne pomiędzy 18. – 22. tygodniem ciąży i trzecie pomiędzy 27.- 32. tygodniem ciąży. Jeśli ciąża trwa dłużej niż 40 tygodni, obowiązkowe jest przeprowadzenie kolejnego USG.
  4. Zniesiono obowiązek hospitalizacji ciężarnych po 41. tygodniu. W chwili obecnej po 40. tygodniu zalecane jest częste monitorowanie stanu płodu i ciężarnej za pomocą KTG i USG, może się to jednak odbywać w warunkach ambulatoryjnych. Przyjmuje się jednak, że ciąża powinna zostać rozwiązana przed upływem 42. tygodnia.
  5. Zdrowie psychiczne – według Fundacji Rodzić po Ludzku nowe standardy zapewniają również monitoring zdrowia psychicznego przyszłej mamy w celu zminimalizowania wystąpienia depresji poporodowej: Lekarz lub położna będą mieli obowiązek zaproponować badanie i ewentualnie skierować do odpowiedniego specjalisty. To bardzo ważny zapis, ponieważ wiele kobiet przeżywa depresję, lecz boi się o tym mówić i cierpi w milczeniu. Dzięki temu zapisowi stan emocjonalny kobiety stanie się  tematem rozmowy (1).
  6. Duży nacisk położono na edukację przedporodową. Pomiędzy 21. a 26. tygodniem przyszła mama powinna wybrać położną środowiskową, która będzie odpowiedzialna za przygotowanie jej do porodu oraz opiekę nad nią i dzieckiem w okresie połogu.
  7. Edukacja przedporodowa obejmuje szereg zagadnień począwszy od zmian fizjologicznych, poprzez możliwe problemy emocjonalne i psychologiczne, przygotowanie do porodu i opieki nad noworodkiem, aż po okres połogu oraz karmienia piersią.
  8. W czasie ciąży przyszła mama powinna przygotować plan porodu (najlepiej we współudziale położnej środowiskowej). Dokument powinien uwzględniać potrzeby i oczekiwania ciężarnej, m.in. sposoby łagodzenia bólu, preferowane pozycje, ochronę krocza, obecność osoby towarzyszącej.
  9. Przyszła mama ma prawo wyboru miejsca porodu. To może być szpital, dom narodzin lub dom. Porody domowe niestety nie są objęte ubezpieczeniem.

[reklama id=”66993″]

Poród:

  1. Rodząca ma prawo do poszanowania jej godności i intymności. Osoby sprawujące opiekę nad kobietą w porodzie, są zobowiązane do udzielania jej wyczerpujących informacji na temat ewentualnych procedur i działań, i omówienia planu porodu. Przyszła mama powinna także zostać poinformowana o dostępnych metodach łagodzenia bólu.
  2. Personel medyczny powinien unikać rutynowych procedur stosowanych bez konkretnych wskazań. Przede wszystkim należy wystrzegać się niepotrzebnej aminiotomii (przekłuwania pęcherza płodowego), podawania oksytocyny, opioidów, nacinania krocza i cięcia cesarskiego. Ingerencja w poród fizjologiczny powinna mieć miejsce jedynie w  medycznie uzasadnionych przypadkach. 
  3. Golenie krocza i lewatywa wykonywane są wyłącznie na prośbę rodzącej.
  4. Rodząca ma prawo do obecności bliskiej osoby towarzyszącej. To nie musi być mąż ani partner – przyszła mama ma prawo wskazać dowolną osobę.
  5. Rodząca będzie mogła spożywać posiłki za zgodą osoby sprawującej opiekę. Dotychczas wbrew zaleceniom WHO było to z góry zabronione, teraz decyzja ta będzie podejmowana indywidualnie.
  6. W czasie porodu rodząca ma prawo do aktywności, a także przyjmowania wygodnych dla niej pozycji.
  7. Personel przed każdym zabiegiem medycznym jest zobligowany do zapytania rodzącej o zgodę.
  8. Przyszła mama ma prawo do niefarmakologicznych metod łagodzenia bólu, które obejmują takie sposoby jak ruch, masaż, immersja wodna, TENS, akupunktura i akupresura.
  9. Przyszła mama powinna także uzyskać szczegółowe informacje na temat farmakologicznych metod łagodzenia bólu i ich dostępności. Do farmakologicznych metod należą Dolargan (pochodna morfiny), znieczulenie regionalne (zewnątrzoponowe stosowane w porodzie drogami natury/ podpajęczynówkowe stosowane w czasie cięcia cesarskiego), podtlenek azotu czyli gaz rozweselający, oraz znieczulenie miejscowe stosowane podczas opatrywania krocza.
  10. Personel medyczny powinien regularnie monitorować stan płodu, co oznacza kontrolę nie rzadziej niż co 30 minut. W czasie parcia, czynności życiowe dziecka powinny być sprawdzane po każdym skurczu.
  11. Przyszła mama ma prawo do ochrony krocza i wyboru pozycji wygodnej do parcia. Parcie powinno być spontaniczne.

Opieka nad noworodkiem:

  1. Pępowina powinna zostać przecięta nie wcześniej niż minutę po narodzeniu dziecka, a najlepiej dopiero po ustaniu tętnienia.
  2. Kontakt skóra do skóry. Jeśli stan matki i dziecka na to pozwala, noworodek powinien zostać położony na mamie w kontakcie skóra do skóry na 2 godziny. Ocena stanu dziecka (APGAR) powinna odbyć się na brzuchu mamy. W trakcie kontaktu skóra do skóry mama powinna zostać zachęcona do zainicjowania karmienia.
  3. Noworodek powinien otrzymać: witaminę K, witaminę D, szczepienia obowiązkowe oraz mieć zabezpieczony przedni odcinek oka (zabieg Credego). Jeśli zachodzi konieczność, noworodkowi powinno się podać także immunoglobuliny (w przypadku zakażenia HBV lub wystąpienia konfliktu serologicznego).
  4. Badania noworodka – w ciągu pierwszych 12 godzin życia, dziecko powinno zostać poddane dokładnemu badaniu przez lekarza pediatrę lub neonatologa. Noworodek powinien przejść także badania przesiewowe w kierunku fenyloketonurii, mukowiscydozy, wrodzonej niedoczynności tarczycy, badanie słuchu oraz badanie pulsometrem.
  5. Przy zabiegach mają prawo być obecni rodzice. Niektóre z zabiegów mogą odbywać się w ramionach mamy.
  6. Personel medyczny ma zakaz podawania dziecku glukozy, wody i mieszanki. Mleko modyfikowane może być podawane wyłącznie na skutek zalecenia lekarza w medycznie uzasadnionych przypadkach lub na wyraźną prośbę matki. Dzieciom przedwcześnie urodzonym, które z jakiś względów nie mogą być karmione mlekiem matki zaleca się podawanie mleka z banku mleka.
  7. Do 48h. od wypisu ze szpitala, w domu świeżo upieczonej mamy powinna pojawić się położna środowiskowa (ta, która została wybrana między 21-26 tygodniem ciąży). Nowe standardy przewidują minimum 4 wizyty patronażowe. Obowiązkiem położnej jest wsparcie mamy w karmieniu piersią, udzielanie wyczerpujących informacji, rozwiewanie wątpliwości oraz pomoc w pielęgnacji noworodka

Źródło:

(1) Fundacja Rodzić po Ludzku

Kategorie
rodzina

Foteliki RWF pięciokrotnie zmniejszają ryzyko poważnego urazu lub śmierci dziecka

Co z tymi nogami?

Na rynku istnieją dziesiątki modeli fotelików RWF i każdy z nich ma inną budowę – niektóre mają mniej miejsca na nogi, inne więcej. Jeśli chodzi o kryterium wygody, ocena siłą rzeczy pozostaje mocno subiektywna, jednak  recenzje użytkowników fotelików montowanych tyłem potwierdzają, że oparcie nóg o kanapę nie jest dla dzieci (nawet starszych) w żaden sposób kłopotliwe. Co więcej, dzieci chwalą sobie możliwość trzymania nóg w tej pozycji. My, dorośli, podczas podróży opieramy stopy wygodnie na podłodze pojazdu, tymczasem dzieci w fotelikach montowanych zgodnie z kierunkiem jazdy tej możliwości nie mają – nogi wiszą, co czasami doprowadza do ich drętwienia. Można więc wysnuć wniosek, że problem wygody nóg dotyczy raczej fotelików montowanych przodem, choć – jak wszystko, co dotyczy dzieci – nie jest to regułą.

Jeśli zaś chodzi o kryterium potencjalnych urazów nóg, możemy oprzeć się na twardych, obiektywnych dowodach. A te są (dla niektórych) zaskakujące: jeśli martwisz się o połamane nogi, powinieneś unikać… fotelików montowanych przodem do kierunku jazdy.

W kwietniu tego roku NHTSA z USA (National Highway Traffic Safety Administration) opublikował rozległe badania na ten temat. Dzieci wpinano do różnych fotelików i za pomocą czujników rozmieszczonych na ich nogach dokonywano pomiarów pozycji, w jakich najczęściej są układane. Dzięki temu wiemy, jak często dzieci układają nogi po turecku, a jak często rozkładają je w pozycji żabki. Choć temat jest dość ciekawy, nas interesuje najbardziej podsumowanie owych badań: „Powyższe badanie nie dostarczyło dowodu, jakoby foteliki montowane tyłem zwiększały ryzyko urazu kończyn dolnych podczas wypadku. Nie zlokalizowaliśmy żadnego potwierdzonego przypadku poważnego urazu nóg u większych dzieci w fotelikach montowanych tyłem”. (1)

[reklama_col id=”69326, 69332, 69330″]

Badacze zwrócili również uwagę na fakt, że urazy nóg w fotelikach montowanych przodem są dość dobrze udokumentowane. Przykładowo grupa lekarzy i naukowców pracujących na co dzień w The Department of Pediatrics The Children’s Hospital of Philadelphia i w Center for Clinical Epidemiology and Biostatistics The University of Pennsylvania School of Medicine Philadelphia przeanalizowała ogromną liczbę 24 088 wypadków, w których udział brało 25 774 dzieci w wieku od roku do czterech lat, podróżujących w fotelikach montowanych przodem. Pośród wszystkich urazów umiarkowanie poważnych i poważnych aż 28% dotyczyło kończyn dolnych. To więcej niż uszkodzenia twarzy (21%), głowy (19%) czy kręgów kręgosłupa i pleców (11%).

Konkludując oba badania, nie sposób znaleźć w nich żadnego przypadku poważnie uszkodzonych nóg w fotelikach montowanych tyłem, za to jest to jeden z częściej występujących urazów w fotelikach montowanych przodem do kierunku jazdy. Jak widać, nogi, obok głowy i kręgosłupa, są chronione zdecydowanie lepiej w foteliku montowanych tyłem, szczególnie w przypadku starszych dzieciach. Dotyczy to wszelkiego rodzajów wypadków, nie tylko czołowych. Z czego to wynika?

Foteliki RWF pięciokrotnie zmniejszają ryzyko poważnego urazu lub śmierci dziecka

Przyjrzyjmy się mechanizmowi powstawania takich urazów. W opublikowanym w „The Journal of Trauma: Injury, Infection, and Critical Care” artykule z 2006 roku autorzy wskazują na kontakt nóg z przednim fotelem pasażera jako najczęstszy powód urazów kończyn dolnych w fotelikach montowanych przodem. Podczas zderzenia czołowego głowa, ręce i nogi są z dużą siłą wyrzucane do przodu, ryzyko uderzenia nogami w fotel znajdujący się przed dzieckiem jest dość duże. Co ciekawe, możliwy jest również uraz nóg w sytuacji, w której nasz samochód zostanie uderzony od tyłu. Jeżeli na fotelu przed dzieckiem znajduje się pasażer, jego oparcie deformuje się i przesuwa w kierunku dziecka, stwarzając ryzyko kontaktu z jego nogami.

Jak to wygląda w fotelikach RWF? Foteliki montowane tyłem posiadają tzw. system antyrotacyjny – jest to rama wspierająca się o oparcie kanapy lub pasy kotwiczące przypięte do elementów przedniego fotela. To sprawia, że podczas kolizji fotelik pozostaje na miejscu i nie zbliża się drastycznie do oparcia kanapy, dzięki temu nogi mają miejsce, aby bezpiecznie się poruszać, bez ryzyka zakleszczenia ich między fotelikiem a kanapą.

Powyższy film (źródło Volvo) pokazuje, w jaki sposób wszystkie kończyny poruszają się w kierunku przodu auta w trakcie zderzenia czołowego w foteliku montowanym przodem, oraz jak pasy kotwiczące trzymają na miejscu fotelik montowany tyłem. Zaś raport szwedzkiej grupy ubezpieczeniowej Folksam z 2011 roku wskazuje foteliki montowane tyłem jako te, które pięciokrotnie zmniejszają ryzyko poważnego urazu lub śmierci małego dziecka.

Źródło:

(1) Ebert, S. M., Klinich, K. D., Manary, M. A., Malik, L. A., & Reed, M. P.. (2018, April). Toddler lowerextremity posture in child restraint systems. (Report No. DOT HS 812 470). Washington, DC: National Highway Traffic Safety Administration.

Zdjęcie:  fotelik.info

Kategorie
olini

Olej dla mamy – jak dbać o dobre tłuszcze w okresie ciąży i karmienia piersią?

Już od samego początku ciąży bardzo istotną rolę w rozwoju dziecka odgrywają niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT), zwane witaminą F. Są one transportowane najpierw przez łożysko, a później stanowią jeden z głównych składników mleka mamy. Organizm sam nie potrafi ich wytwarzać, dlatego to tak ważne, aby codziennie dostarczać odpowiednią ilość NNKT z pożywieniem.

Źródłem dobrych tłuszczów są ryby morskie, orzechy i nasiona oraz tłoczone na zimno oleje roślinne. W ciąży i podczas laktacji najlepiej sięgać po oleje szczególnie bogate w kwasy omega-3, jak olej lniany, olej rzepakowy czy olej rydzowy. Dużą zawartość korzystnego kwasu gamma-linolenowego (GLA) zawierają natomiast oleje z wiesiołka lub z ogórecznika. Dla lubiących gotowe rozwiązania są również specjalne mieszanki olejów, na przykład Olej dla mamy Olini, czyli połączenia oleju lnianego, słonecznikowego i z wiesiołka.

Dobre kwasy tłuszczowe w trakcie ciąży i laktacji

Witaminy dla mózgu, czyli NNKT, powinniśmy przyjmować wszyscy na co dzień, a będąc w ciąży należy o tym pamiętać już od samego jej początku, bo zapotrzebowanie na dobre tłuszcze w tym okresie wzrasta aż o 50%. Już od dwunastego tygodnia ciąży kwasy tłuszczowe przedostają się przez łożysko, a ich niedobór może mieć dla dziecka negatywne skutki. Wśród nich wymienia się przede wszystkim problemy ze wzrokiem, zaburzenia koncentracji lub opóźniony początek mowy.

Dobroczynna rola kwasów tłuszczowych na organizm dziecka nie kończy się w momencie porodu. NNKT są bowiem ważnym składnikiem mleka mamy, stanowiącym istotne źródło energii oraz budulcem dla intensywnie rozwijającego się układu nerwowego dziecka. (1)

Dieta bogata w NNKT to także zastrzyk zdrowia dla kobiety. Zdrowe tłuszcze uzupełniają poziom kwasów omega-3 i omega-6, dostarczają skoncentrowaną dawkę energii, wzmacniają odporność, dbają o układ pokarmowy i krwionośny, a także wspomagają wchłanianie wielu witamin.

Najważniejsze kwasy tłuszczowe

Jednym z najważniejszych niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych z grupy omega-3 jest kwas alfa-linolenowy (ALA). Występuje on głównie w olejach roślinnych, zwłaszcza w lnianym, rzepakowym oraz z pestek dyni. Wśród omega-6 warto zwrócić szczególną uwagę na kwas gamma-linolenowy (GLA), którego bogatym źródłem są wspomniane już oleje z nasion wiesiołka i ogórecznika.

Do grupy omega-3 należą także kwasy eikozapentaenowy (EPA) oraz dokozaheksaenowy (DHA). Te kwasy najlepiej również dostarczać z pożywieniem, a najlepszych ich źródłem są  ryby, np. makrela, śledź, łosoś. Ich rola jest na tyle istotna, że Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników zaleca ciężarnym suplementację DHA (2). Badania dowodzą także, że stężenie tego kwasu ma istotny wpływ na wytwarzanie się melatoniny. W skrócie mówiąc, im więcej DHA w organizmie niemowląt, tym szybsze zasypianie i mniej nocnych pobudek. (3)

Skąd czerpać dobre tłuszcze?

Źródeł dobrych tłuszczów w diecie jest wiele. Najważniejsze z nich to:

  • Tłuste, morskie ryby – są bogate w kwasy omega-3, które obniżają cholesterol i dobrze wpływają na funkcjonowanie układu krążenia, a także pracę mózgu. Tłuste ryby to na przykład łosoś, tuńczyk, makrela, sandacz i śledź. Najlepiej kupować je świeże, z ekologicznych hodowli lub zamrożone, a następnie dusić albo piec z ziołami.
  • Ziarna i  nasiona – są dobrym pomysłem na zdrową przekąskę lub bogaty w tłuszcz dodatek do dań. Ziarna kryją w sobie także wiele witamin i minerałów. W sezamie znajdziemy mnóstwo wapnia, pestki dyni są bogate w magnez, a słonecznik w miedź i selen. Dużo kwasów omega-3 spotkamy również  w nasionach chia oraz ziarnach lnu.
  • Orzechy włoskie – trzy orzechy włoskie pokrywają dzienne zapotrzebowanie dorosłego człowieka na kwasy omega-3! Są dosyć kaloryczne, ale dla wegetarian czy wegan mogą być alternatywą ryb.
  • Oleje roślinne – olej lniany, z czarnuszki, z wiesiołka czy z pestek dyni. Każdy ma nieco inny zestaw i proporcje ważnych kwasów tłuszczowych, dlatego warto łączyć je w diecie. Podczas wybierania oleju, trzeba zwrócić uwagę na sposób produkcji. Dobry olej roślinny powinien być jak najświeższy, tłoczony wyłącznie na zimno, nierafinowany i niefiltrowany. Jeśli zależy nam na połączeniu właściwości różnych olejów, możemy postawić na specjalnie skomponowane mieszanki, na przykład Olej dla mamy Olini.

Olej dla mamy Olini

Olej dla mamy Olini został stworzony specjalnie dla kobiet w ciąży i karmiących piersią. To optymalne połączenie nierafinowanych, zimnotłoczonych olejów lnianego, słonecznikowego i z wiesiołka.

Olej lniany – ze względu na korzystną proporcję kwasów omega-3 i 6 uważany jest za jeden z najzdrowszych tłuszczy roślinnych. Zawiera wiele cennych kwasów omega-3, które są budulcem komórek organizmu i tkanki mózgowej.

Olej słonecznikowy – bogaty w witaminę E zwaną „witaminą młodości”, beta-karoten i lecytynę. Wspomaga układ odpornościowy i krążenia, zwalcza wolne rodniki i jest pomocny przy nocnych skurczach mięśni.

Olej z wiesiołka – to świetne źródło kwasu gamma-linolenowego (GLA), który chroni przed chorobami górnych dróg oddechowych, pomaga przy dolegliwościach mięśniowo-stawowych i wspiera układu krążenia.

[reklama id=”71273″]

Korzyści dla kobiety:

  • wspomaga pracę układu nerwowego, pokarmowego i krążenia
  • zmniejsza ryzyko depresji poporodowej
  • poprawia ukrwienie macicy i wspiera jej pracę podczas porodu
  • reguluje gospodarkę hormonalną
  • regeneruje i wzmacnia błonę śluzową i pomaga w leczeniu hemoroidów
  • działa jak naturalny lek na zaparcia oraz przyspiesza przemianę materii, pomaga zrzucić nadprogramowe kilogramy
  • zwiększa wchłanianie witamin A, D, E i K
  • zawiera witaminę E, która jest naturalnym przeciwutleniaczem

Korzyści dla dziecka:

  • podczas ciąży i w okresie karmienia piersią wspomaga prawidłowy rozwój mózgu oraz oczu
  • zmniejsza ryzyko przedwczesnego porodu
  • korzystnie wpływa na masę urodzeniową
  • stymuluje wytwarzanie melatoniny, a przez to zapewnia lepszy sen
  • zmniejsza ryzyko wystąpienia cukrzycy i alergii
  • wspiera rozwój psychomotoryczny dziecka

Kobiety w ciąży oraz mamy karmiące powinny spożywać 2-3 łyżki oleju dziennie. Można to robić bezpośrednio, ale warto rówież dodawać olej do potraw, na przykład do dressingów, pesto czy smoothie. Jego obecność poprawi wchłanianie witamin, a także wzbogaci smak dania.

Polecamy świeży, tłoczony na zamówienie Olej dla mamy z Olini.pl

Źródło:

  1. https://pantabletka.pl/zdrowe-tluszcze-prawdilowy-rozwoj-dziecka/
  2. Rekomendacje Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego w zakresie stosowania witamin i mikroelementów u kobiet planujących ciążę, ciężarnych i karmiących, w: https://www.ptgin.pl/index.php/lekarze/rekomendacje2/rekomendacje
  3. https://www.wymagajace.pl/dha/
Kategorie
naturopatia

Jak ustrzec przedszkolaka przed częstym chorowaniem?

Naturalne etapy rozwojowe

Mały człowiek przychodzi na świat z nie w pełni rozwiniętym układem pokarmowym, oddechowym, a przede wszystkim odpornościowym. Dlatego odżywianie małego dziecka jest całkowicie odmienne od sposobu żywienia dzieci starszych i osób dorosłych. Układ oddechowy także jest delikatniejszy i bardziej wrażliwy na wszelkie różnice i zmiany temperatury, wilgotności, zanieczyszczenia powietrza oraz kontakt z drobnoustrojami. Wszystko to pozwala nam przyjąć, że małe dzieci chorują głównie na dolegliwości układu pokarmowego (biegunki, zaparcia, ulewanie i inne) oraz oddechowego (katar, kaszel, zapalenie oskrzeli, gardła, angina itp.), co jest normalnym etapem w procesie rozwoju młodego organizmu i adaptacji do warunków zewnętrznych.

Choroby są szansą na zetknięcie się malucha z różnymi antygenami (obce białka), co pozwala na wytworzenie właściwych przeciwciał i prawidłowy rozwój układu immunologicznego. Dlatego schorzenia wieku dziecięcego nie świadczą o niskiej odporności malca, lecz są treningiem dla jego układu odpornościowego.

Dlaczego zwiększoną zapadalność na infekcje obserwuje się głównie jesienią?

Czynniki środowiskowe

Rozpoczęcie roku szkolnego jest dla dziecka nie lada wyzwaniem. To wydarzenie ma znaczący wpływ na zdrowie, samopoczucie i ogólny rozwój. Przedszkole stanowi skupisko dzieci z różnych środowisk, jest zupełnie nowym otoczeniem i miejscem występowania różnych wirusów i bakterii, z którymi maluch wcześniej nie miał okazji się zetknąć. W procesie kształtowania odporności organizm może nie być jeszcze wystarczająco silny, aby w porę zwalczyć te wszystkie patogeny. Dlatego zaczyna chorować.

Najczęściej są to choroby pochodzenia wirusowego. Ważną rolę w tym czasie odgrywa właściwa dbałość rodziców o podnoszenie odporności dziecka i właściwe jego odżywianie. Objawy zazwyczaj pojawiają się nagle, choroba bywa gwałtowna w przebiegu, z wysoką gorączką, lecz równie szybko ustępuje. Gdy infekcja pojawia się u małego dziecka, należy jak najszybciej skonsultować się z pediatrą. Lekarz podejmie decyzję co do sposobu ewentualnego leczenia.

Czynniki klimatyczne

Zewnętrzne czynniki atmosferyczne mają niewątpliwie istotny wpływ na stan zdrowia, zwłaszcza labilnego jeszcze, organizmu dziecka. Ciało malucha szybciej się wychładza, potrzebuje ono więcej energii, aby się ogrzać. Warto dopilnować, aby dziecko było odpowiednio zabezpieczone przed zimnem, wiatrem i deszczem. Przemoczona głowa czy buty, przemarznięcie lub przewianie natychmiast osłabiają zdolności obronne organizmu i są zaproszeniem dla wirusów i bakterii.

Czynniki dietetyczne

Dieta przedszkolna nie zawsze spełnia nasze oczekiwania. Często bywa czynnikiem sprzyjającym spadkowi odporności. Chrupki śniadaniowe, krowie mleko, duże ilości nabiału pochodzącego od krowy, drożdżówki czy posiłki na słodko sprawiają, że tworzy się doskonałe podłoże do rozwoju szkodliwych drobnoustrojów. Cukier i mleko są dobrą pożywką dla bakterii, grzybów i wirusów. Ponadto, według tradycyjnej medycyny chińskiej, działają wychładzająco na organizm i zwiększają wytwarzanie śluzu. Ich nadmiar w codziennej diecie powoduje upośledzenie funkcji układu immunologicznego.

Czynniki emocjonalne

Emocje są niedocenianym, lecz niezwykle ważnym czynnikiem sprzyjającym zapadalności na różne choroby. Nie każde dziecko potrafi łatwo się odnaleźć w nowym środowisku, jakim jest przedszkole. Nie wszystkie maluchy umieją dostosować się do grupy, znaleźć wspólny język z rówieśnikami, wspólnie się bawić i dopasować do reguł panujących w przedszkolu. Niektóre dzieci mocno przeżywają rozstanie z rodzicem. Tęsknota nie pozwala na radość z zabawy, a emocje często dają o sobie znać już wieczorem, na dzień przed pójściem do przedszkola. Czynniki emocjonalne potrafią bardzo silnie wpłynąć na spadek odporności, a wtedy… maluch zaczyna chorować.

Stres osłabia przedszkolaka do tego stopnia, że wirusy dużo łatwiej pokonują jego bariery obronne i wywołują objawy chorobowe. Stan emocjonalny dziecka jest także wytłumaczeniem sytuacji, w której podczas epidemii (np. grypy lub infekcji rotawirusowej) chorują tylko niektóre dzieci, a nie cała grupa. Ofiarami patogennych mikrobów będą w pierwszej kolejności dzieci o obniżonej odporności, w tym te, które mają bardziej wrażliwy system nerwowy i trudniej im poradzić sobie z emocjami.

Jak ustrzec przedszkolaka przed częstym chorowaniem?

Adaptacja przedszkolna to niełatwy czas, w którym warto bacznie obserwować stan emocjonalny dziecka i wspierać je w tym procesie. Nie rezygnujmy z przedszkola, jeśli naprawdę nie ma takiej potrzeby. Jest ono – wbrew pozorom – korzystne dla zdrowia i rozwoju odporności. Infekcje, przez które przechodzi dziecko stanowią istotne doświadczenie immunologiczne. Pod kontrolą lekarza oczywiście, aby nie przeoczyć jakiejś poważniejszej choroby.

Zwróćmy uwagę na podstawowe potrzeby dziecka:

Właściwy ubiór

Należy mieć na uwadze fakt, że garderoba malucha powinna być dostosowana do pogody. Nie powinno się go ubierać ani zbyt ciepło, ani zbyt lekko. Zadbać należy zwłaszcza o ciepłe stopy oraz głowę, poza tym dobrze jest ubrać je „na cebulkę”, czyli wielowarstwowo. Ma wtedy możliwość pozbycia się nadmiaru odzieży w przypadku, gdy zrobi mu się za gorąco, a jednocześnie kilka warstw ubrania skutecznie ochroni go przed zimnem.

Właściwa dieta

Jeśli nie mamy wpływu na dietę przedszkolną, starajmy się zapewnić dziecku odpowiedni sposób odżywiania w domu, aby wzmocnić jego odporność i uchronić przed infekcjami. W okresie jesienno-zimowym unikać należy nadmiaru słodyczy, mleka i produktów mlecznych, bananów i owoców cytrusowych. Niewskazane jest podawanie dziecku produktów przetworzonych, konserwowanych, z dodatkiem sztucznych barwników i aromatów, posiłków tłustych, smażonych oraz pożywienia typu fast-food.

Korzystnie jest włączyć do jadłospisu kaszę jaglaną, ryż brązowy, płatki owsiane, warzywa, kiszonki, niewielką ilość dobrej jakości mięsa; posiłki powinny być gotowane, ciepłe, z dodatkiem łagodnych przypraw. Do picia podajmy ciepłe herbatki ziołowe i domowej roboty kompoty – zapewnią one właściwą podaż minerałów, witamin i wzmocnią system immunologiczny. Pamiętajmy, że odpowiednia dieta jest podstawą w budowaniu silnych barier obronnych organizmu i zabezpieczeniu go przed nieproszonymi mikrobami.

Homeopatia w leczeniu infekcji

Leki homeopatyczne mogą znaleźć zastosowanie w przypadku niemal każdej dziecięcej infekcji. Mogą także wpłynąć korzystnie na sferę emocjonalną. Najlepiej włączyć je do leczenia od momentu zaobserwowania objawów. Gdy tylko zauważymy, że z dzieckiem dzieje się coś niepokojącego – pokłada się, nie ma apetytu, ma szkliste oczy i ciepłe czoło – możemy od razu podać leki homeopatyczne, które zapobiegają rozwojowi przeziębienia, grypy i innych chorób, a w zaistniałej już infekcji znacznie skracają czas chorowania i przyspieszają powrót do zdrowia.

  • Gdy maluch ma dreszcze i stan podgorączkowy, zaczyna kichać, z nosa leci mu wodnista wydzielina w ciągu dnia, a nocą nosek się zatyka, pomocny będzie lek Nux vomica. Gdy zaś katar jest obfity, leci jak woda i silnie podrażnia nos i skórę w okolicy nosa, wskazany jest lek Allium cepa.
  • Jeśli wydzielina z nosa ma charakter ropny, kolor zielony, jest gęsta, kleista i trudna do usunięcia oraz silnie podrażnia nos i gardło, zastosować można lek Kalium bichromicum. Gdy natomiast wydzielina jest żółta, gęsta i spływa po tylnej ścianie gardła, podać należy lek Hydrastis canadensis.
  • Na wysoką, nagłą gorączkę, gdy dziecko jest rozpalone, ma suchą skórę i bardzo chce mu się pić pomoże lek Aconitum napellus; jeśli zaś temperatura jest również bardzo wysoka, a maluch się poci, jest zaczerwieniony, pobudzony i rozdrażniony, ulgę przyniesie lek Belladonna.
  • Gdy temperatura narasta stopniowo, dziecko jest osłabione, blade, skarży się na ból ucha i sucho pokasłuje, wskazany w takim stanie może być lek Ferrum phosphoricum.

Specyfików, które można zastosować w różnego rodzaju infekcjach jest bardzo dużo, dlatego zalecane jest ich użycie po konsultacji z lekarzem lub farmaceutą. Dobrze dobrany lek szybko upora się z chorobą, złagodzi jej przebieg i zapobiegnie kolejnej infekcji, ponieważ uaktywni system immunologiczny i wzmocni odporność.

Homeopata pomoże także znaleźć odpowiedni lek wspierający emocjonalną adaptację w przedszkolu:

  • Jeśli maluch skarży się, że tęskni za mamą, przeżywa każde rozstanie i chlipie przy pożegnaniu, ale nastrój poprawia mu się, jak tylko zacznie się wspólna zabawa i jego uwaga zostanie odwrócona w kierunku innych aktywności, jego tęsknotę i smutek ukoi lek Ignatia amara.
  • Gdy natomiast dziecko przeżywa pójście do przedszkola już wieczorem poprzedniego dnia, a w piątek zamartwia się poniedziałkowym porankiem, ma trudności w zasypianiu, jest mocno zestresowane i wręcz zalęknione nowym środowiskiem, pomocny może okazać się lek Gelsemium sempervirens.
  • Jeśli jednak smutek u dziecka coraz bardziej się nasila, maluch zaczyna być wycofany i nieśmiały, pojawiają się problemy w nawiązywaniu kontaktów z innymi dziećmi, a przedszkolak nie chce rozmawiać o problemie z rodzicami, pomoc może przynieść lek Natrium muriaticum. U nieśmiałych i przestraszonych dzieci zastosować można również lek Pulsatilla. Potrzebują go dzieci wrażliwe, lękliwe, o dużej wrażliwości, które łatwo się czerwienią i czują się bardzo zawstydzone nowym towarzystwem.
  • Inny lek z kolei zastosujemy, gdy dziecko jest nadaktywne, pobudzone, nie może usiedzieć w jednym miejscu, a z powodu nerwowego przeżywania i ekscytacji boli go brzuszek, a nawet pojawia się biegunka na tle emocjonalnym – w takiej sytuacji podać można lek Argentum nitricum.

Leki homeopatyczne regulują system nerwowy dziecka i  wzmacniają jego układ odpornościowy. Warto więc poddać malucha kuracji homeopatycznej. Zadbamy wówczas o jego zdrowie, zarówno fizyczne, jak i emocjonalne.

Konsultacja medyczna dr Alina Małmyszko-Czapkowicz