Kategorie
wychowanie

Zmarli, metafizyka, dynie i zabawa, czyli o co chodzi w listopadowych świętach

Dla większości Polaków to właściwie co najmniej dwie okazje do świętowania: Dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki, czyli właściwe Święto Zmarłych. Ich tradycja sięga daleko wgłąb czasów: pierwowzorem Zaduszek było starożytne święto celtyckie, o którym wzmianki pojawiły się już ponad dwa tysiące lat temu. Listopadowe świętowanie ma związek z tymi, którzy odeszli – i bazuje na założeniu, że po śmierci trwają dalej, choć w innej postaci.
“Pospólstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewami przynosi ulgę duszom czyścowym. Cel tak poważny święta, miejsce samotne, czas nocny, obrzędy fantastyczne, przemawiały niegdyś silnie do mojej imaginacyi: słuchałem bajek, powieści i pieśni o nieboszczykach powracających z prośbami lub przestrogami; a we wszystkich zmyśleniach poczwarnych można było dostrzec pewne dążenie moralne i pewne nauki, gminnym sposobem przedstawiane”. Adam Mickiewicz, wstęp do “Dziadów”.

Listopadowe święta

Niewątpliwie listopadowe święta to czas, w którym łączą się tradycja, metafizyka, magia i zabawa. Obyczaje i rytuały, które towarzyszą ich obchodom, mają służyć oswojeniu tajemnicy śmierci i przemijania – ich różnorodność zaś pokazuje, jak różnie ludzie próbują się z tą tajemnicą zmierzyć. Tajemnicza atmosfera, fantastyka i niezwykłość towarzyszą ludzkiemu “nie wiem”. Niezależnie od wiary lub niewiary w życie pozagrobowe – pewne jest, że z tamtej strony nikt nie wrócił. Śmierć budzi lęk przed nieznanym, który od lat próbowano oswoić za pomocą rytuałów i mistycznych lub magicznych zachowań.
Skoro przemijanie i śmierć to tematy, które niepokoją wielu dorosłych, nic dziwnego, że często pojawiają się wątpliwości, jak – i kiedy – rozmawiać o nich z dziećmi, kiedy zabrać je na cmentarz, czy opowiadać o nieuchronnej śmierci każdego człowieka?

[reklama_col id=”70179, 70184, 70183″]

Rozmowy z dzieckiem o śmierci

Z całą pewnością nie sposób wyznaczyć granicy wieku dziecka, z którym możemy porozmawiać o śmierci. Często taki moment pojawia się naturalnie w związku z odejściem kogoś bliskiego. Listopadowe odwiedziny na cmentarzu są też dobrą okazją do poruszenia kwestii przemijania i pamięci – jeśli dziecko jest ciekawe, zadaje pytania. Czy zawsze będziemy razem? Co się z nami stanie po śmierci? Czy istnieją duchy? Czy są straszne?
W myśleniu dziecka pytania egzystencjalne wiążą się z bardzo praktycznymi sprawami – jeśli duchy istnieją, to czy mogą przyjść do dziecięcego pokoju? Czy można z nimi rozmawiać? To tylko próbka pytań, jakie mogą się zrodzić w główce dziecka. Często umiejętnie udzielona odpowiedź sprawia, że dziecko jest usatysfakcjonowane i spokojne. Taka rozmowa wymaga zawsze od rodzica odwagi mówienia o przemijaniu i dużej mądrości, która pomoże dać dziecku odpowiedzi na miarę jego – i naszych – możliwości ich poznania. Ale wymaga także wnikliwości i fantazji – czasem bowiem za pytaniami dziecka nie kryje się potrzeba poznania suchych faktów i rozwiązania zagadek, a jedynie chęć ich uporządkowania lub wypowiedzenia. Dzieci z natury są większymi “mistykami” niż dorośli – często wyjaśnienie jednej zagadki kolejną stanowi wyjaśnienie całkiem satysfakcjonujące…
Święto zmarłych, oprócz tego, że konfrontuje nas z tajemnicą śmierci – wiąże nas też z tymi, którzy żyli przed nami. Warto wykorzystać czas spotkań rodzinnych na wspomnienia i opowieści o zmarłych (pra)babciach, dziadkach i przyjaciołach. Często będą to równocześnie opowieści o dzieciństwie rodziców czy dziadków – źródło niewyczerpanej frajdy dla maluchów. Takie rozmowy zbliżają, inspirują, cieszą i skłaniają do refleksji: jak życie poprzednich pokoleń różniło się od naszego, a co ich z nami łączyło? Jaki ślad po sobie zostawili? Jaki zostawimy my sami?

Rodzinne świętowanie

Tradycyjny dla wielu Polaków nastrój powagi, smutku i zadumy, towarzyszący wizycie na cmentarzu, może też stanowić pretekst do refleksji nad tym, co to znaczy świętować? Warto przy okazji zapytać siebie uczciwie, czy nie popadamy w nabożną atmosferę z rutyny i obowiązku – czy wizyta na cmentarzu zawsze musi być smutna? Warto krytycznie spojrzeć zarówno na zwyczaje pochodzenia katolickiego, związane z modlitwą i zadumą, jak i te dotyczące Halloween – zachować te, które rozumiemy i szanujemy a odrzucić puste formy – i na bazie tradycji obowiązującej powszechnie stworzyć swój własny, rodzinny sposób świętowania.

Jeśli świętujemy z dziećmi, z pewnością częścią tej rodzinnej tradycji będzie zabawa. Oto kilka pomysłów:

  • Stworzenie rodzinnego albumu (mini-drzewa genealogicznego) – ze zdjęciami naszych babć, dziadków, naszymi i dzieci – i z krótkimi opisami, jacy byli – lub są, co lubili, co było dla nich ważne, jak lubili się bawić…
  • Wypróbowanie najciekawszych przepisów na dania z dyni – koniecznie wspólnie!
  • Tradycyjne rzeźbienie lampionu z dyni – niech będzie inny niż wszystkie, może wcale nie musi być głową Jacka O’Lantern?
  • Wieczór przy świeczkach – może przy tym nietypowym oświetleniu inaczej też będzie się rozmawiało?
  • Szalone wygłupy w przebraniach duchów i stworów, zajadanie łakoci i wymyślanie najzabawiejszych psikusów – nie trzeba pukać do drzwi sąsiadów, można z powodzeniem wypróbować pomysły na członkach swojej rodziny lub zaproszonych przyjaciołach.

Listopadowe zwyczaje

Można też spędzić cały długi weekend, po prostu poznając zwyczaje związane z różnymi obchodami tych świąt – warto sobie uświadomić, że to, co najczęściej jawi nam się jako jedno “święto zniczy” to tak naprawdę kilka świąt i tradycji:

  • Dzień Wszystkich Świętych (01.11) – 1 listopada, święto katolickie ku czci świętych (początkowo męczenników). Dzień ustawowo wolny od pracy.
  • Zaduszki (02.11) – święto zmarłych – katolicka kontynuacja pogańskiego święta Dziadów, dzień, w którym katolicy modlą się za dusze zmarłych przebywających w czyśccu. Obecnie zwyczaje związane z tym świętem są kultywowane raczej 1 listopada, który jest dniem ustawowo wolnym od pracy, nie ograniczają się też do katolików – wielu Polaków niezależnie od wyznania wspomina w tym dniu zmarłych, którzy byli im bliscy.
  • Dziady (31.10) – zwyczaj ludowy dawnych Słowian i Bałtów, mający na celu nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i pozyskanie ich przychylności. Dusze przybywające tej nocy na ziemię częstowano miodem, kaszą i jajkami. Wędrującym duszom oświetlano też drogę do domu rozpalając ogniska na rozstajach, aby mogły spędzić tę noc wśród bliskich (według innej wersji – by mogły trafić w zaświaty, jeśli błąkają się wciąż po ziemi).
  • Halloween (31.10) – wywodzi się z celtyckiego święta Samhain – pożegnania lata. Jest to dzień, w którym duchy zmarłych wracają na ziemię, by znaleźć… nowe ciało na kolejny rok. Halloween jest swobodniejszą, spopularyzowaną wersją tego święta, u którego podstaw stoi jednak przekonanie, że jest to noc, w którą duchy – zarówno dobre, jak i złe – mogą przedostać się na ziemię. Te dobre zapraszano do domów, złe odstraszano przebraniami i ogniskami. Współcześnie Halloween ma głównie rozrywkowy charakter, i wiąże się z ciekawymi zwyczajami: cukierek albo psikus, wróżby (np. wrzucanie orzecha do ognia – jeśli pęknie z trzaskiem, oznacza odwzajemnioną miłość), i najpopularniejsze chyba – robienie lampionów z dyni (wydrążona dynia ze światełkiem w środku symbolizuje błędne dusze).
  • Dzień Zmarłych (właściwie dwa dni: 01-02.11) – Meksykańska wersja naszego święta. Są to odwiedziny żywych u zmarłych (na cmentarzach) – w celu “wspólnego” ucztowania w radosnej atmosferze. W tym wydaniu jest to święto pozbawione grozy czy smutku. Popularne są kolorowe czaszki z cukru, barwne ołtarzyki upamiętniające zmarłych, wszelkie formy śmiesznych reprezentacji śmierci. Świętujący starają się pamiętać, że nie ma powodu do smutku, bowiem zmarli wciąż żyją, a w święto zmarłych ucztują wspólnie z żywymi…

Foto: flikr.com/magnera

Kategorie
wywiady

“Nie rozmawiaj z nieznajomymi” nie wystarczy. Rozmowa z Małgorzatą Musiał

Czy dziecku wolno rozmawiać z nieznajomym?
A co jest złego w takich rozmowach? Nieustannie prowadzimy podobne na ulicy, a to pytając o godzinę, to o kierunek, czasem zagadując towarzyszy podróży.
Moja mama zawsze prowadziła rozmowy w poczekalniach, kolejkach, pociągach. Twierdziła, że dzięki temu czas jej płynie przyjemniej (przy czym umiała odczytać sygnały od osoby rozmową niezainteresowanej). Obserwowałam to, i chociaż nie mam nawet połowy tej rozmowności, która ona miała, bardzo lubię nawiązywać kontakt z ludźmi, których spotykam w urzędach, sklepach, na pocztach. Wystarczy jedno przyjazne zdanie, by zmienić tę chwilową relację i uprzyjemnić dzień. Mam nadzieję, że moje dzieci tym nasiąkną – rozmawiamy często o tym, że sama rozmowa z nieznajomym nie jest niczym złym (choć wiele dziecięcych książeczek temu przeczy) i niebezpiecznym. Ustaliliśmy, że oddalanie się z kimś – obcym, czy nie – powinno mieć miejsce wyłącznie za wiedzą któregoś z rodziców. Pojęcie “obcy” dzieci mają chyba bardziej zawężone niż my, dorośli. Kiedyś, jako dziecko, zgodziłam się, by do domu (mieszkaliśmy pod miastem) podwiózł mnie znajomy rodziców. Nie rozumiałam, dlaczego mama była o to zła – dla mnie człowiek, który raz odwiedził nasz dom, nie mógł być nieznajomym. W oczach mamy był.
Dlatego nie mówię swoim dzieciom o obcym i znajomym. Po prostu – za każdym razem, gdy chcesz z kimś gdzieś pójść, nawet jeśli tylko na chwilkę do sąsiadki, przyjdź i upewnij się, że ja o tym wiem. Nie wystarczy, że sąsiadka cię o tym zapewni – przyjdź i ustal to ze mną lub z tatą.
malgorzata-musial
Czy świat jest dobry czy zły? Jak postrzegają go dzieci? Jaki my, dorośli mamy wpływ na postrzeganie świata przez dzieci?
Świat nie jest ani taki, ani taki. A może właśnie jest i taki, i taki – i każdy z nas indywidualnie widzi w świecie więcej dobra lub zła. Trudno mi stwierdzić, że dzieci są bardziej ufne niż dorośli – nie wszystkie moje dzieci były jednakowo otwarte w stosunku do obcych osób. Myślę jednak, że dzieci, z racji mniejszego doświadczenia, nie mają w głowie tylu wizji tego, co mogłoby się przytrafić, ile mają dorośli. Natomiast chłoną nasze przekonania i bezbłędnie je rozpoznają, nawet gdy ich nie wypowiadamy. Znałam kiedyś dziecko, którego mama nie umiała pływać i czuła lęk przed wodą. To dziecko regularnie chodziło na basen, zachęcane przez mamę – i nigdy nie usłyszało, że woda jest niebezpieczna. Mimo to wyznało kiedyś, że nie lubi chodzić na basen z mamą, bo mama się o nie boi. Nigdy nie usłyszało tego wprost, ale wyczuło w postawie mamy pewien lęk i potrafiło go nazwać. Dlatego, jeśli chcemy pokazać dziecku świat jako miejsce przyjazne, musimy sami patrzeć na niego w ten sposób.
[natuli2]
Tradycyjny sposób wychowania zakłada należny szacunek dla rodzica, nauczyciela, sąsiada. Dlaczego w takim razie nie dla nieznajomego?
Myślę, że ten tradycyjny model najeżony jest sprzecznościami i często jest “na pokaz”. Traktujemy dzieci jako świadectwo o nas samych i chcemy, żeby wystawiały świadectwo jak najlepsze. Chcemy, aby były skromne i miłe, a jednocześnie pewne siebie i asertywne. Nalegamy, żeby dzieliły się swoimi zabawkami z innymi dziećmi, ale nie pozwalamy im sięgać po cudze zabawki. Krzyczymy na nie, gdy zachowują się nie tak, jak chcemy – ale gdy one krzyczą na nas, traktujemy to jako brak szacunku dla rodziców.
Szacunek w tym tradycyjnym ujęciu często oznacza pozwalanie, by inni przekraczali nasze granice. Myślę, że bardzo trudno będzie dziecku, które nauczyło się okazywania szacunku w taki sposób, ocenić, kiedy ktoś stanowi dla niego zagrożenie i obronić się.
Ostatnio popularność w internecie zdobywa filmik, który ma nam uświadomić, jak łatwo jest porwać dziecko. Skóra nam się jeży, przychodzą do głowy najczarniejsze myśli. Dzieci idą z panem, który mówi, że pokaże im szczeniaczki… Co o tym myślisz?

Wiadomo, że media żyją z taniej sensacji – ja nie mam zgody na przekaz, który z tych filmów płynie. Powoduje on w świadomości rodziców zbiorową panikę i lęk o swoje dzieci. Świat nagle staje się miejscem najeżonym złoczyńcami i jeśli tylko spuszczę dziecko na chwilę z oczu, stanie mu się krzywda. I – co według mnie jest najgorsze – to będzie moja, rodzica, wina. Wynika z tego, że dobry rodzic to ten, który roztacza nad dzieckiem ochronny parasol i nigdy nie dopuszcza, by coś mu się stało. Oczywiście jako rodzice mamy dbać o bezpieczeństwo naszych dzieci, ale mamy też pozwalać im na autonomię.
Moi rodzice, którzy dawali nam bardzo dużo swobody, lubili powtarzać stare góralskie przysłowie “Jak się nie przewróci, to się nie nauczy”. Możemy chronić dzieci przed upadkiem, ale odbieramy im wtedy coś bardzo cennego – doświadczenie. Możemy kierować nimi i pilnować ich nieustannie, co się jednak stanie, gdy nas zabraknie?
Jest taki fragment w książce “Ronja, córka zbójnika” Astrid Lindgren, kiedy ojciec Ronji wypuszcza ją w świat. On nie idzie z nią, mówi jej tylko, na co ma uważać i pokazuje jej swoje ogromne zaufanie, że sama sobie da radę. Z drugiej strony wie, że może ją stracić – i to powoduje ogromny ból jego duszy, ale rozumie, że to jest wpisane w jego ojcostwo.
Jeśli taki filmik skłoni nas do tego, by porozmawiać z dziećmi – to jest OK. Warto przekazywać im informacje, na co mają uważać i co mogą zrobić w danej sytuacji. Jeśli jednak – co bardziej prawdopodobne – podsuwa nam tylko czarne scenariusze, to uważam to za niebezpieczne. W ten sposób obraz kreowany w filmie żeruje na rodzicielskich emocjach, odbierając jasność myślenia. Dodatkowo wdrukowuje przekonanie, że bezpieczeństwo dziecka zależy TYLKO I WYŁĄCZNIE od jego rodziców, zatem jeśli dziecku cokolwiek się stanie, winni są właśnie oni. Ostatnio przy okazji sprawy porwania dziesięcioletniej Mai pojawiły się pytania – gdzie byli jej rodzice? Dlaczego ona wracała sama ze szkoły? Otóż dlatego, że ma dziesięć lat i jest na tyle samodzielna, by wracać sama.
Korczak pisał o prawie dziecka do śmierci. Jedno z najbardziej wstrząsających praw, które opisał, a jednak nie sposób odmówić mu słuszności. W swoich zapędach, by uchronić dziecko od śmierci, zabieramy mu życie, tłamsimy je. Warto zacząć od zrzucenia z siebie ciężaru całkowitej odpowiedzialności i uznać, że dziecko, które zostało nam powierzone, może doznać uszczerbku. To bardzo trudne i jednocześnie konieczne. Znam dorosłych tłamszonych jako dzieci w imię bezpieczeństwa. Bardzo trudno im podejmować wyzwania, wchodzić w niepewne sytuacje, boją się czyhających wszędzie zagrożeń. To nie mija z wiekiem, to pewien rodzaj skażenia, który zabieramy wszędzie ze sobą.
Nieszczęścia są marginalne, ale jednak się zdarzają. Myślę, że zdanie “nie rozmawiaj z nieznajomymi” to za mało, żeby im zapobiec, że tutaj chodzi o coś więcej, o to kim dla dziecka jest TEN dorosły i kim jest ONO samo. Jak uważasz?
Przede wszystkim polecenie, aby nie rozmawiać z nieznajomymi, może obrócić się przeciw samemu dziecku. Kogo ono może prosić o pomoc, gdy się zgubi w tłumie? Kogo, gdy ktoś je zaczepia, a rodzica nie ma w pobliżu? Mówiąc, czego nie należy robić, nie dajemy wskazówki, co można zrobić. To może osłabiać poczucie sprawczości.
Tym, co bardzo wzmacnia poczucie sprawczości, jest zgoda rodziców na dziecięce NIE. Myślę, że to absolutna podstawa – przekazać dziecku, że ma prawo się sprzeciwić i nie przejmować tym, że ktoś się na nie pogniewa z tego powodu. Druga sprawa to nielekceważenie dziecięcych problemów. Czasem obawiamy się, że dzieci staną się niezaradne i popychamy je zbyt mocno ku samodzielnemu rozwiązywaniu problemów. Albo machamy ręką i mówimy “to nic takiego, nie przesadzaj”.
Jeśli chcemy, aby dzieci były otwarte wobec nas i szukały w nas pomocy w wielkich sprawach, powinniśmy być na nie otwarci również w tych małych. To my dzielimy je na poważne i błahe – w oczach dzieci wszystkie są sprawą ogromnej wagi i jeśli przychodzą po pomoc, nigdy nie powinny odejść z kwitkiem. Nawet jeśli ta pomoc oznaczałaby rozmowę i stworzenie dziecku przestrzeni do podjęcia samodzielnej decyzji. Zachęcanie do własnych przemyśleń (co ty o tym sądzisz?), proponowanie, by dziecko poinformowało, że czegoś nie chce (powiedz swojemu bratu, że nie lubisz, gdy pożycza twoje rzeczy bez pytania) – to też sposoby na pokazywanie dziecku, że ma moc radzić sobie bez udziału rodzica. To szalenie ważne – wiedzieć, że jest się kompetentnym, by brać sprawy w swoje ręce.
Równolegle warto pewne sytuacje omówić. “Gdybyś się zgubił, stój w miejscu i czekaj, aż po ciebie przyjdę – będę cię szukać”. “Jeśli ktokolwiek poprosi, żebyś gdzieś z nim poszedł, nawet na chwilkę – chciałabym zawsze o tym wiedzieć. Nawet, jeśli zapewni, że to ja go przysłałam, że ja o tym wiem – upewnij się, że tak jest i powiedz mi to osobiście”. “Jeśli ktoś będzie cię zaczepiał i nie będziesz umiała sobie poradzić, poproś o pomoc kogoś, kto będzie w pobliżu. Powiedz głośno, że nie znasz tej osoby, a ona cię zaczepia i nie wiesz, co zrobić”.
Rozwiązania mogą być różne, w zależności od rodziny – warto po prostu je przemysleć i podpowiedzieć dzieciom, co może pomóc. Ja sama lubię dowiadywać się, co pomaga w ekstremalnych sytuacjach – wiem, że mając tę wiedzę, mogę sięgnąć do niej automatycznie wtedy, gdy będzie potrzebna.
Jestem jednak przekonana, że podstawą jest rozwijanie w dziecku poczucia, że potrafi myśleć samodzielnie i podejmować własne decyzje. Nie jesteśmy bowiem w stanie przewidzieć wszystkiego i przygotować go na wszystko. Musi umieć reagować samo wtedy, gdy nas nie będzie w pobliżu.
Dzieci najczęściej są krzywdzone przez osoby z najbliższego otoczenia, nie nieznajomych. Jak zatem ustrzec je przez niebezpieczeństwem?
Za każdym razem, gdy wsiadam do samochodu, narażam się na wypadek. Robię wszystko, co zależy ode mnie – jeżdżę bezpiecznie, zapinam pasy, mam jednak świadomość, że nie wszystko mogę skontrolować. Podobne przekonanie towarzyszy mi w rodzicielstwie. Nie mam wpływu na wszystko, jednak to, na co mam, staram się wypełniać sumiennie.
Jedną z takich rzeczy, na które mam wpływ, jest pokazywanie dzieciom modelu relacji z innymi. To, jak są traktowane w domu, poniosą potem w świat. Jeśli zatem w domu będą czuły, że mogą powiedzieć NIE bliskim osobom, że te osoby się nie obrażą i nie zaważy to na wspólnej relacji, jest spora szansa, że będą miały odwagę to NIE mówić. Jeśli w domu doświadczą tego, że mogą rozmawiać z rodzicami o wszystkim i nie zostaną zlekceważone, ich sprawy nie będą bagatelizowane, jest szansa, że powiedzą o tym, co je spotkało. Ale przede wszystkim nie biorę na siebie tej odpowiedzialności, że muszę je ustrzec. Mogę nie ustrzec, bo nie jestem życiem, tylko człowiekiem, czasem wobec życia bezradnym.
Czyli NIE, które słyszymy w codziennych sytuacjach z ust dziecka jest tym samym NIE, które wypowiada do dorosłego, który chce pokazać mu szczeniaczki?
NIE to jest zawsze NIE. Oznacza ono, że dziecko dostrzega rzeczywistość wokół i reaguje na nią we właściwy sobie sposób. Próbuje zadbać o swoje potrzeby, wsłuchując się w siebie. To jest bardzo cenna umiejętność i warto pomóc dzieciom ją rozwijać. Ta słynna intuicja nie jest niczym innym, jak zdolnością mózgu do korzystania z zebranych wcześniej doświadczeń i analizowania ich na nieświadomym poziomie, a także odczytywania intencji innych ludzi. To nie jest jakaś magia, to po prostu zbieranie informacji o pewnych procesach fizjologicznych – szybkości oddechu, napięciu mięśni, nawet poziomie wilgotności skóry. To dlatego czujemy, że ktoś “coś kręci”, choć nie umiemy tego racjonalnie wyjaśnić. Ta umiejętność może niestety zostać pogrzebana, jeśli się jej nie pielęgnuje, negując odczucia danej osoby. “Przestań, nie przesadzaj, to nie boli, nie możesz być głodny (lub właśnie – na pewno jesteś głodny)”, etc. Takie podejście sprawia, że zamiast ufać sobie i swoim odczuciom dziecko zaczyna szukać prawdy w źródłach zewnętrznych. To niebezpieczne – bo po pierwsze nie zawsze te zewnętrzne źródła będą naszemu dziecku przychylne, a po drugie, nawet my, rodzice, jesteśmy omylni. Dlatego, choć przyjmowanie dziecięcego NIE jest na co dzień bardzo trudne, warto traktować je poważnie. Dzieci, które wzrastają w poczuciu, że ich sprzeciw ma znaczenie, ich odczucia są ważne – mogą mieć w sobie więcej siły, by zaufać sobie i nie zgadzać się na coś, na co nie mają ochoty.
Jednym z działań profilaktyki wykorzystywania seksualnego dzieci jest niezmuszanie do dawania całusa babci/cioci etc. Czasem naciskamy na to, by sprawić babci przyjemność – takie postępowanie uczy dzieci, że nieważne są ich odczucia, ważne jest to, czego chce dorosły.
Dzieci potrzebują zabawy bez nadzoru. Chcą doświadczać świata tak samo jak my, kiedy byliśmy dziećmi. Ciągłą opiekę/obecność rodziców bez możliwości “wolnej zabawy” psychologowie wskazują jako jeden z głównych problemów współczesnego dzieciństwa.
Każdy z nas potrzebuje pielęgnować swoją niezależność, autonomię. Oczywiście, trudno puścić dwulatka samopas, można jednak zrobić wiele, by ta potrzeba niezależności była realizowana. Wielokrotnie widzę, jak rodzice/opiekunowie na placach zabaw wymagają od dzieci, aby bawiły się w jedynie słuszny sposób, ograniczając im możliwości podejmowania wyzwań. Nie wchodź, tam nie idź, jesteś za mały. Tymczasem dzieci bardzo potrzebują od rodziców zaufania. To niezbędny warunek, aby dzieci zaufały same sobie. Dziecko, które ma zaufanie rodzica, nie jest pilnowane na każdym kroku. Wie, że ma polegać przede wszystkim na sobie, a jednocześnie czuje wsparcie dorosłego. Mam wrażenie, że szukanie równowagi między tym wspieraniem, a pozostawianiem wolnej przestrzeni dziecku jest jednym z trudniejszych rodzicielskich zadań.
Małgorzata Musiał – na co dzień pracuje w toruńskim stowarzyszeniu Rodzina Inspiruje!, prowadząc warsztaty dot. wychowywania, realizując program „Szkoła dla rodziców”. Jest – jednym z niewielu w Polsce – mentorem grup SAFE, profesjonalnie wspierającym świeżo upieczonych rodziców. Skończyła studia pedagogiczne, jednak największym polem doświadczalnym jest dla niej – rzecz jasna – matkowanie trójce potomków. Tym doświadczeniem dzieli się na blogu Dobra Relacja
Foto: apricot-tea.deviantart.com

Kategorie
rzeczy dla dzieci

Ubezpieczenie turystyczne a choroba przewlekła – co powinieneś wiedzieć?

Większość wyjeżdżających posiada kartę EKUZ od dawna, ale dla bezpieczeństwa i komfortu psychicznego ma też w zamiarze zakup ubezpieczenia turystycznego. Niestety, niektórzy mogą mieć spory problem z jego otrzymaniem. Na drodze do uzyskania kompleksowej ochrony podczas wyjazdu mogą stanąć nam choroby przewlekłe. Ubezpieczyciele często uchylają się od świadczenia pomocy osobom, które miały świadomość swojej choroby, a nie udzieliły na ten temat żadnej informacji.

Jak ubezpieczyciel postrzega choroby przewlekłe?

Choroba przewlekłą nazywa się schorzenie wymagające długotrwałego leczenia. Firmy ubezpieczeniowe postrzegają za takowe wszystkie choroby, które zostały zdiagnozowane jeszcze przed wyjazdem. Mowa tutaj o chorobach układu krążenia, nowotworach, ale też astmie czy epilepsji. Niektórzy ubezpieczyciele stronią też od udzielania pomocy osobom z zaburzeniami psychicznymi. Oczywiście towarzystwo ubezpieczeniowe nie może odmówić pokrycia kosztów ewentualnego leczenia wtedy, gdy choroba pojawiła się i została zdiagnozowana dopiero podczas wakacji za granicą. Ponadto nie istnieją żadne dowody na to, że jej początki notuje się na czas przed wyjazdem. Jeśli jednak podróżujący wykupując ubezpieczenie turystyczne świadomie nie poinformuje o doskwierających mu schorzeniach, musi liczyć się z konsekwencjami swojego postępowania.

Co zrobić by zyskać ochronę na wyjeździe?

Jedną z możliwych opcji dla takich osób jest zakup ubezpieczenia zdrowotnego od chorób przewlekłych. Na ten moment w Polsce brakuje jeszcze skrojonych na miarę potrzeb i oczekiwań osób chorujących przewlekle polis, tymczasem w Wielkiej Brytanii cieszą się one dużym zainteresowaniem tych, którzy chcą podróżowań pomimo przeciwności zdrowotnych. W razie zaostrzenia objawów choroby, ze specjalistycznego ubezpieczenia zostaną pokryte koszty ewentualnego leczenia, chory nie będzie musiał też martwić się o transport ani leki.
Chcesz dowiedzieć się więcej o ubezpieczeniu turystycznym dla osób cierpiących na choroby przewlekłe? Kliknij tutaj: uk travel insurance
 

Kategorie
edukacja alternatywna

Wygraj 2000 zł na projekt edukacyjny w Twojej szkole

Projekt edukacyjny to jeden ze skuteczniejszych sposobów na zdobywanie wiedzy i ćwiczenie nowych umiejętności. Dlaczego? Ponieważ podczas jego realizacji dzieci samodzielnie planują działania, szukają rozwiązań i rozwijają swoje zainteresowania. Tworzenie szkolnego radiowęzła, sali z zagadkami czy pokazu chemicznych eksperymentów tworzy ogromne pole do nauki – uczy pracy w grupie, radzenia sobie z emocjami i sięgania po pokłady swojej kreatywności. To zupełne przeciwieństwo wielu szkolnych lekcji, podczas których dzieci siedzą w ławkach i wykonują ćwiczenia. Projekt angażuje młodych ludzi i jak nic innego rozwija w nich motywację wewnętrzną – największą siłę napędową działań.

“Projektanci edukacji” – stwórz projekt i zdobądź środki na jego realizację

Konkurs “Projektanci edukacji” skierowany jest do nauczycieli i uczniów:

  • szkół podstawowych z klas I-III
  • szkół podstawowych z klas IV-VIII
  • szkół ponadpodstawowych

Co zrobić, aby wziąć w nim udział? Wystarczy zebrać grupę chętnych i gotowych do działania uczniów, zorganizować burzę mózgów i opracować dowolny projekt edukacyjny.

Gdy wpadniecie już na jakiś pomysł, sprawdźcie, czy warto pochwalić się nim całemu światu (a przynajmniej szkole i społeczności lokalnej). Dobry projekt powinien być: kreatywny, ambitny, poruszać interesującą tematykę i przynosić konkretne korzyści edukacyjne dla młodych ludzi biorących w nim udział.

O tym jakiego projektu poszukują organizatorzy, mówi jedna z jurorek konkursu Marta Florkiewicz- Borkowska:

„Szukam projektów, z których już na odległość bije serce. Szukam projektów, które poruszą serca. Szukam projektów, które mnie wzruszą, wywołają ciarki na moim ciele oraz łzy w moich oczach. Szukam projektów, dzięki którym uczestnicy doświadczą emocji, jakich zwykle nie doświadczają, które pobudzą ich do refleksji i zostawią w nich ślad. Mile widziane projekty zaangażowane społecznie.”


Opisy wszystkich konkursowych prac można zobaczyć na stronie: https://projektanciedukacji.pl/.  Od 2010 roku, czyli od pierwszej edycji konkursu uczniowie z nauczycielami zgłosili łącznie 4 265 pomysłów, spośród których aż 230 zdobyło granty na realizację. Łączna suma przyznanych grantów wyniosła ponad 400 000 zł!

Nagrodzone zostały m.in. robot-pająk do ratowania ludzi uwięzionych pod gruzami po trzęsieniach ziemi, designerska sala do pracy i wypoczynku, szkolny radiowęzeł, gra miejska czy zaaranżowanie boiska na mapę aktywnych wulkanów. A to tylko część pomysłów, na jaki wpadli polscy uczniowie! 

Co jest do wygrania w tym roku?  

Konkurs składa się z dwóch etapów. W pierwszym z nich do wygrania jest 75 grantów po tysiąc złotych każdy. Część z nich przyznaje jury, część wybierana jest w głosowaniu online.

W drugim etapie mogą wziąć udział wszystkie zespoły, które pokażą, w jaki sposób realizują swoje projekty. Do wygrania jest 5 Złotych Grantów po 2000 złotych każdy.

Nagrody przyznawane są w 5 kategoriach:

  1. Budujemy relacje – projekty wychodzące poza mury szkoły, angażujące środowisko lokalne.
  2. Stosujemy nowe technologie – projekty wykorzystujące nowe technologie informatyczne, komunikacyjne lub inżynieryjne.
  3. Myślimy nieszablonowo – projekty pomysłowe i wyjątkowo oryginalne.
  4. Działamy z sercem – projekty promujące empatię i pomoc.
  5. Prezentujemy projekt – najlepsze prezentacje projektowe (filmy, fotografie itd.).

Jak się zgłosić?

Na początku trzeba stworzyć grupę projektową, której przewodzić będzie opiekun-nauczyciel. To właśnie on dopełnia wszelkich formalności i rejestruje swój zespół do konkursu.

3 kroki do zgłoszenia projektu:

  1. Zaloguj / zarejestruj się na stronie projektanciedukacji.pl.
  2. Wypełnij formularz zgłoszeniowy (w formularzu możesz pracować on-line przez dowolną ilość czasu – do dnia 27 listopada 2019 r.).
  3. Jeśli chcesz wziąć udział w głosowaniu on-line, zaznacz odpowiednią opcję w formularzu.

Harmonogram i ważne daty

“Projektanci edukacji” to konkurs, który trwa od października do maja. Poniżej kilka istotnych terminów:

ETAP 1. 

  • Prace konkursowe można zgłaszać do 27 listopada 2019 r.
  • Między 2 a 13 grudnia odbędzie się głosowanie internautów.
  • Od 14 grudnia do 14 stycznia trwają obrady jury.
  • 15 stycznia 2020 r. nastąpi ogłoszenie wyników I etapu.

ETAP 2. 

  • Od 16 stycznia do 6 maja zespoły realizują swoje projekty.
  • 20 maja jury ogłosi wyniki II etapu.

Kim jest organizator konkursu?

Organizatorem konkursu “Projektanci edukacji” jest Wydawnictwo Nowa Era. Do tej pory odbyło się już dziewięć edycji, które znane były wcześniej pod nazwą “Projekt z klasą”. W tym roku twórcy postanowili odświeżyć formułę – do uczestnictwa zaproszono uczniów klas I-III szkoły podstawowej, zwiększyła się także liczba grantów. W tegorocznej edycji pula nagród wynosi aż 80 tysięcy złotych!

Więcej szczegółów znajdziesz na stronie: projektanciedukacji.pl Możesz również dołączyć do facebookowej grupy uczestników i sympatyków konkursu -> Grupa Projektanci edukacji

Kategorie
karmienie piersią

Jak łagodnie zakończyć karmienie piersią

Odstawienie, czy samoodstawienie?

Są dzieci, które same dojrzewają do pożegnania się z mlekiem mamy. Jednak nie każda mama czeka na naturalne zakończenie karmienia. Czasem wynika to z przyczyn psychologicznych, takich jak: presja otoczenia, potrzeba “wolności”, zmęczenie, poczucie wstydu. Innym razem powodem podjęcia decyzji o zakończeniu karmienia są przyczyny techniczne: zażywane leki, wyjazd, praca itp. Decyzja o zakończenia “mlecznej drogi” powinna być gruntownie przemyślana. Jest to decyzja tylko mamy i dziecka. Niestety zmęczenie, stres, ból (np. zapalenie piersi) mogą sprawić, że zostanie ona podjęta zbyt pochopnie. Może wówczas pozostać żal i poczucie straty, a co gorsza winy.

Zanim więc podejmie się trudną decyzję o odstawieniu dziecka od piersi, każda mama powinna zadać sobie kilka istotnych pytań:

  • co jest rzeczywistym powodem zakończenia karmienia piersią?
  • czy decyzja wypływa faktycznie ode mnie, czy podjęłam ją z powodu presji otoczenia?
  • czy jestem dostatecznie świadoma korzyści (dla dziecka i mamy) płynących z karmienia piersią?
  • jeśli udałoby się zlikwidować problem, czy nadal chciałabym karmić?
  • czy po odstawieniu dziecka od piersi problem zniknie?
  • czy wyobrażam siebie karmiącą duże dziecko?
  • czy mam dostateczne wsparcie w karmieniu piersią u najbliższych osób?

Karmienie piersią to nie tylko jedzenie

Często zdarza się, że mamy odstawiają dzieci od piersi w okolicach pierwszych urodzin. Taka sztuczna granica wynika prawdopodobnie z faktu, że w świecie ssaków potomstwo naturalnie rezygnuje z mleka matki, kiedy potroi swoją wagę urodzeniową. Z tym, że np. szympans potraja swoją wagę urodzeniową w okolicach trzeciego roku życia, a dziecko człowiecze w okolicach pierwszych urodzin. I rzadko się zdarza, aby w tym okresie dzieci same rezygnowały z piersi.

W drugim i trzecim roku karmienia piersią, pokarm mamy nadal zaspakaja potrzeby żywieniowe i zdrowotne dziecka. Dostarcza białko, tłuszcze, laktozę, witaminy, sole mineralne oraz przeciwciała. W tym czasie kształtuje się także osobowość dziecka. Naturalne karmienie zaspakaja wtedy nie tylko potrzeby fizjologiczne ale także psychiczne dziecka, zapewniając np. poczucie bezpieczeństwa, ograniczając ilość bodźców.

Jeśli decyzja o odstawieniou dziecka od piersi została podjęta, trzeba zastanowić się nad jej najlepszą metodą, czyli taką, która będzie najkorzystniejsza dla mamy i dziecka. Dla dziecka rozstanie z karmieniem będzie zdecydowanie trudniejsze, dlatego należy zrobić to łagodnie, z cierpliwością i miłością. Nagłe zakończenie naturalnego karmienia jest niekorzystne także dla mamy, ponieważ może doprowadzić do bolesnych, przepełnionych mlekiem piersi (a stąd już krok do zastoju i zapalenia piersi).

Aby znaleźć najlepsze rozwiązanie, należy obserwować swoje dziecko i zadać sobie kilka pytań:

  • w jakich sytuacjach dziecko prosi o pierś? Czy są to sutuacje kiedy jest głodne i spragnione? Czy może są to momenty związane z napięciem emocjonalnym?
  • jaka jest ilość karmień w sytuacjach, kiedy dziecko ma mamę tylko dla siebie? Dzieci matek pracujących częściej ssą pierś w nocy.
  • czy dziecko domaga się ssania piersi po posiłkach?
  • czy dziecko jest mocno związane z piersią?

Dzieki tym kilku pytaniom mama może odpowiedzieć sobie, czy wystarczy częściowe odstawienie dziecka od piersi (np.“cycuś” przed spaniem) lub zaplanować spokojne, całkowite zakończenie karmienia piersią.

[reklama id=”67238″]

Kilka praktycznych rad, które mogą pomóc w procesie zakończenia karmienia:

  • określ przedział czasowy kończenia karmienia, np. dwa tygodnie;
  • nie narzucaj się, nie proponuj piersi. Karm tylko wtedy, kiedy dziecko bardzo się tego domaga;
  • na czas odstawienia od piersi noś ubrania, które nie budzą w dziecku skojarzeń z karmieniem;
  • zrezygnuj z jednego karmienia, co 2-3 dni. Najpierw zrezygnuj z karmienia w dzień lub porannego;
  • kiedy dziecko prosi o pierś, postaraj się zwrócić jego uwagę na coś innego: wyjść na spacer, poczytać książkę, wspólnie coś ugotować. To może pomóc dziecku zapomnieć o piersi, a czas spędzony z mamą zaspokoi potrzebę bliskości;
  • głód sprawia, że dziecko może najpierw domagać się piersi. Postaraj się wyprzedzać jego potrzeby i nie dopuścić do tego, aby dziecko musiało czekać na posiłek;
  • nawet malutkie dziecko potrzebuje rozmowy i wyjaśnienia dlaczego mama “nie chce dać mleczka”. Wyjaśnienia typu: cycusie bolą albo zachorowały czasem pomagają, ale mogą wzbudzić w dziecku lęk, podobnie jak smarowanie brodawek sutkowych cytryną, gencjaną, solą itp. Warto tłumaczyć dziecku, że nadszedł taki czas, że mleczko w piersiach się kończy, a zamiast picia mleczka jest mnóstwo przytulania i całowania. Daj dziecku ogrom miłości i zrozumienia. Ssanie piersi zaspakaja w nim potrzebę bliskości i poczucie bezpieczeństwa, zastąp je więc wspólnym baraszkowaniem w łóżku, turlaniem się, łaskotaniem;
  • bądź  z dzieckiem. Wyjazd na kilka dni może być dodatkowym stresem, przede wszystkim dla dziecka –  z powodu nagłego odebrania “cycusia” i ogromnej tęsknoty za mamą. Poza tym z doświadczeń wielu mam wynika, że taka rozłąka może przynieść zupełnie odwrotny efekt;
  • obserwuj dziecko. Stres spowodowany odstawieniem od piersi może obniżyć odporność dziecka na choroby;
  • kontroluj piersi. Ograniczając ilość karmień organizm potrzebuje czasu, aby wyhamować produkcję mleka. Jeśli piersi stają się przepełnione, mama powinna odciągać odrobinę pokarmu, ale tylko do uczucia ulgi. Odciąganie pokarmu “do końca” pobudzi laktację;
  • karmienie piersią zastąp zdrowym i pożywnym posiłkiem;
  • daj sobie i dziecku prawo do wyrażania emocji.

Sygnały stwierdzające, że proces odstawienia od piersi jest zbyt wczesny lub zbyt szybki

U dziecka:

  • niespokojny sen,
  • marudzenie, apatia lub agresja,
  • ssanie kciuka, pieluszki tetrowej, kocyka,
  • lęk przed rozłąką z mamą.

U mamy:

  • przepełnione piersi, czasem zastój pokarmu,
  • wahania nastroju,
  • apatia.

Nie należy odstawiać dziecka od piersi w sytuacjach:

  • wzmożonego napięcia emocjonalnego (przeprowadzka, rozstanie rodziców, uroczystości, rozpoczęcie żłobka lub przedszkola)
  • choroby dziecka jak i mamy – wyjątkiem są sytuacje, kiedy mama przyjmuje leki niewskazane przy karmieniu piersią,
  • w okresie zwiększonego wzrostu i zapotrzebowania na ssanie,
  • podczas upałów – szczególnie małym dzieciom trudno będzie wtedy zamienić mleko mamy na wodę,
  • podczas zapalenia piersi.

Nie ma jednego sprawdzonego sposobu na odstawienie od piersi. Pamiętajmy, że każde dziecko jest inne. Jedno dziecko szybko i łagodnie rozstanie się z piersią mamy, dla innego będzie to trudne i proces zakończenia karmienia będzie trwał nieco dłużej. Zakończenie karmienia piersią to bardzo ważny czas. To ogromna zmiana, która potrzebuje spokoju, czasu, miłości i akceptacji. Karmienie piersią to nieoceniona więź pomiędzy mamą i dzieckiem, dlatego warto dać sobie i dziecku prawo do przeżycia pożegnania z karmieniem nie tylko w czysto fizjologiczny sposób. Nie traktujmy rozstania z piersią jedynie jako odstawienia dziecko od matczynego pokarmu, ale jako łagodne przejście do kolejnego etapu dojrzewania.

Kategorie
ciąża i poród

Odżywianie w ciąży programuje zdrowie dziecka na całe życie

Programowanie żywieniowe: inwestycja w zdrowie dziecka

Programowanie żywieniowe to teoria, wedle której  sposób żywienia w początkowej fazie życia człowieka, ma wpływ na zdrowie i jakość życia w przyszłości. Uważa się, że w cyklu życia człowieka występują określone momenty, tzw. okresy krytyczne, w których dochodzi do programowania metabolizmu. Kluczowym etapem jest okres ciąży i pierwsze 3 lata życia dziecka. W tym czasie organizm jest szczególnie wrażliwy na niedobór (ale też nadmiar) składników odżywczych. Zdrowe odżywianie w czasie ciąży, karmienie piersią oraz racjonalny dobór produktów w czasie rozszerzania diety dziecka, wpływają m.in. na prawidłowy wzrost i rozwój układu ruchu (szkielet i mięśnie) oraz prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego. Poza tym mogą zmniejszyć ryzyko zapadnięcia na tzw. choroby cywilizacyjne, m.in. te związane z układem krążenia oraz nowotwory. Z kolei źle zbilansowana dieta może prowadzić m.in.: do alergii, cukrzycy, nadwagi i otyłości w dzieciństwie lub później, już w dorosłym życiu.

Odpowiednia dieta, uwzględniająca zmieniające się zapotrzebowanie na składniki odżywcze, jest w początkowym etapie życia  niezwykle ważna. Dodatkowymi benefitami dla przyszłej mamy, będą także dobre samopoczucie oraz waga bez dodatkowych kilogramów po porodzie (a już  na pewno będzie ich dużo mniej, niż gdy będzie się ona odżywiała wysokoprzetworzoną i mocno dosładzaną żywnością).

[reklama id=”72159″]

Zdrowa dieta: jakich składników odżywczych potrzebują mama i dziecko, i w jakich produktach można je znaleźć?

Organizmy mamy i dziecka potrzebują trzech, podstawowych dla każdego człowieka, składników pokarmowych:

  • białko – to materiał budulcowy każdego żywego organizmu. Aminokwasy (cząsteczki, które budują białka) są niezbędne, aby płód prawidłowo rósł i się rozwijał. Przyszłej mamie zapewniają natomiast niezbędną energię. Dzienne zapotrzebowanie na proteiny, wynosi minimum od 60 do 100 g na dobę. Białko możemy podzielić na zwierzęce i roślinne. W tej pierwszej kategorii bogatym źródłem będzie chude mięso: wołowina, kurczak, cielęcina, królik, ale także jaja i tłuste ryby (łosoś, dorsz, halibut) oraz nabiał (mleko, kefir, jogurty naturalne, twaróg czy maślanka). Dobrymi źródłami białka roślinnego są soczewica, kasze i komosa ryżowa, ziarna słonecznika, pestki dyni, sezam, len oraz orzechy (a także masło orzechowe). Przyszłe mamy, które spożywają mięso, powinny także pamiętać o tym, że spożywanie zbyt dużej ilości białka pochodzenia zwierzęcego może łatwo doprowadzić do przebiałczenia organizmu. Należy mieć to na uwadze w trakcie przygotowywania codziennych posiłków – nie ma konieczności spożywania kanapek z wędliną na śniadanie i kolację, a potem jeszcze piersi z kurczaka na obiad. Można ustalić sobie 1-2 dni „mięsne” w tygodniu, a w pozostałe dni starać się zjadać więcej białek pochodzenia roślinnego (np. strączki lub tofu).
  • węglowodany – (inaczej cukry) są źródłem energii dla ludzkiego organizmu. Wbrew obiegowej opinii nie warto ich unikać, tylko zwrócić uwagę na rodzaj dostarczanych węglowodanów. Faktycznie – węglowodany proste, do których należą białe pieczywo, ciastka, biały ryż czy makaron, mają niewiele wartości odżywczych i sporo kalorii. Natomiast węglowodany złożone są źródłem błonnika pokarmowego (który jest odpowiedzialny za uczucie sytości, wspiera perystaltykę jelit i usprawnia działanie układu pokarmowego) oraz wielu cennych witamin i minerałów. To właśnie po nie powinna sięgać mama w czasie ciąży! Źródłem węglowodanów złożonych są m.in. kasze, makarony pełnoziarniste, brązowy ryż czy ciemne pieczywo z pełnego ziarna.
  • tłuszcze – pełnią bardzo ważną rolę w organizmie: są źródłem energii dla tkanek, umożliwiają wchłanianie witamin z grup A,D,E, K, zapewniają dobrą kondycję skóry i włosów, wspierają odporność organizmu i działanie ośrodkowego układu nerwowego. To, na co w ciąży należy zwrócić szczególną uwagę, to rodzaj spożywanych tłuszczów. Przyszłe mamy powinny zrezygnować z potraw zawierających nasycone tłuszcze i tzw. tłuszcze trans (należy więc ograniczyć produkty zawierające olej palmowy, zrezygnować z margaryny i tłuszczu pochodzenia zwierzęcego np. smalcu), i zadbać o posiłki bogate w tzw. nienasycone kwasy tłuszczowe pochodzące z olejów roślinnych. Szczególnie wartościowe są: olej lniany, słonecznikowy, z pestek dyni, olej z czarnuszki i kwasy DHA, których głównym źródłem są ryby morskie, algi i owoce morza.

Dodatkowo istnieje grupa witamin i minerałów, które w tym wyjątkowym czasie są szczególnie istotne. Najważniejsze składniki odżywcze, których w ciąży należy dostarczać regularnie, to:

  • kwas foliowy (witamina B9) – dawka 400 mg kwasu foliowego dziennie pozwala obniżyć ryzyko wystąpienia wad cewy nerwowej u płodu. W przypadku niedoborów tej witaminy ryzyko rozszczepu kręgosłupa i bezmózgowia wzrasta aż o 70%!   Bogatym, naturalnym źródłem kwasu foliowego są wszelkiego rodzaju zielone warzywa liściaste, brokuły, szparagi. Witamina B9 jest także obecna w bananach, melonach, cytrynie i soku pomidorowym.

[reklama id=”66993″]

  • witamina D – Przyszłe mamy oraz kobiety w czasie laktacji powinny przyjmować od 800 do 1000 jednostek witaminy D dziennie (w zależności od masy ciała). Niedobory witaminy D mogą prowadzić do osłabienia odporności, osteoporozy (pogarsza się wchłanianie wapnia), chorób sercowo-naczyniowych, cukrzycy, nadciśnienia, chorób metabolicznych czy autoimmunologicznych, takich jak stwardnienie rozsiane. Witamina D jest także bardzo ważna w okresie płodowym i noworodkowym – dziecko potrzebuje jej do rozwoju kośćca. Dobrym, naturalnym źródłem witaminy D jest nabiał i tłuste ryby morskie: łosoś, tuńczyk, makrela, śledź, szproty w oleju, sardynki, wędzone węgorze, a także tran, żółtka jaj i sery pleśniowe. Poza tym warto wprowadzić do diety awokado, borówki i wątróbkę.
  • kwas DHA –  główny materiał budulcowy ludzkiego mózgu i siatkówki oka. Jego obecność w codziennej diecie jest więc niezbędna do prawidłowego rozwoju struktur mózgu u płodu oraz rozwoju oczu. Badania dowodzą, że regularne spożywanie DHA w czasie ciąży może zmniejszać także ryzyko wystąpienia alergii pokarmowej u dziecka, pozytywnie wpływa na iloraz inteligencji oraz wzmacnia odporność. Redukuje także ryzyko wystąpienia depresji poporodowej u mamy. Z kolei niedobory mogą prowadzić do nieprawidłowego funkcjonowania narządu wzroku (do częstych powikłań należy retinopatia a nawet utrata widzenia) i układu nerwowego. Uważa się, że niski poziom kwasów DHA w organizmie może być sprzężony z zaburzeniami typu ADHD, autyzmem czy dysleksją. Zaleca się, by przyszłe mamy jadły ryby 2-3 razy w tygodniu. Można śmiało sięgać po łososia, dorsza, makrelę, śledzia, sardynki. Niektóre kobiety obawiają się jedzenia ryb ze względu na obecność rtęci, jednak większość dietetyków i lekarzy uważa, że ilości rtęci w rybach są tak niewielkie, że nie stanowią zagrożenia dla mamy i dziecka.
  • wapń –  niezbędny do prawidłowego rozwoju płodu: wpływa na układ kostny, mięśniowy, nerwowy i pracę serca. Z kolei przyszłą mamę chroni przed osteoporozą, przedwczesnym porodem, krwotokiem i zatruciem ciążowym. Poza tym stabilizuje ciśnienie krwi. Niedobory wapnia mogą prowadzić do odwapnienia kości i osteoporozy, a u dziecka pojawić się mogą zaburzenia procesu wzrostu, deformacje kośćca i problemy z zębami. W ciąży szczególnie warto sięgać po jogurty naturalne, kefiry, maślanki – nie tylko dostarczą potrzebnych składników mineralnych, ale także wykazują działanie probiotyczne – poprawiają florę bakteryjną jelit, dzięki czemu pośrednio wpływają na poprawę odporności, trawienia i perystaltyki jelit. Dobrym źródłem wapnia są także: ser żółty, ziarna słonecznika i sezamu, morele, migdały, soja, tofu, jarmuż, rukola, brokuły.
  • żelazo – niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Ten pierwiastek jest składnikiem budulcowym hemoglobiny, która w krwinkach czerwonych odpowiada za transport tlenu do komórek organizmu. Żelazo ma także znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego i immunologicznego. W okresie ciąży rola żelaza wzrasta – odpowiada ono bowiem za poprawne funkcjonowanie łożyska i bierze udział w procesie organogenezy, zwłaszcza na etapie kształtowania się układu nerwowego. Nieduże deficyty mogą powodować zmęczenie, rozdrażnienie, senność. Poważne niedobory powodują anemię, która może być niebezpieczna dla mamy i dziecka: niewystarczająca ilość żelaza może skutkować niską wagą urodzeniową dziecka, poronieniem lub zaburzeniami rozwojowymi. Dieta bogata w łatwo przyswajalne żelazo jest więc bardzo istotna dla dobrostanu obojga. Naturalnymi źródłami tego pierwiastka są: podroby, czerwone mięso, żółtka jaj, ryby, kasza gryczana i jaglana, orzechy (laskowe, pistacje, migdały, nerkowce), buraki, groch, quinoa, kasza jęczmienna, kakao, pestki dyni, zielone warzywa liściaste, warzywa strączkowe, brukselka, brokuły i tofu. Ważne! Nie powinno się na własną rękę stosować suplementów zawierających żelazo, o konieczności suplementacji decyduje lekarz na podstawie wyników morfologii.

Racjonalna, dobrze zbilansowana dieta już od pierwszych dni życia ma ogromny wpływ na optymalny rozwój i dobrostan dziecka. Ma także duże znaczenie dla samopoczucia przyszłej mamy. Dlatego, już na etapie planowania ciąży, warto wziąć pod lupę swój jadłospis i postarać się o to, by codzienne posiłki były jak najbardziej wartościowe.

Źródła:

  1. Roszkowska Renata, Taranta-Janusz Katarzyna, Wasilewska Anna; Rola wczesnego programowania metabolicznego w patogenezie chorób cywilizacyjnych, https://www.researchgate.net/profile/Katarzyna_Taranta-Janusz/publication/281846902_The_role_of_earlylife_metabolic_programming_in_the_pathogenesis_of_lifestyle_diseases/links/5637190c08ae88cf81bd4983/The-role-of-early-life-metabolic-programming-in-the-pathogenesis-of-lifestyle-diseases.pdf;
  2. Richardson Alexandra, Rola kwasów tłuszczowych omega 3 w zachowaniu, nauce i nastroju dzieci: ADHD, dysleksja, autyzm i zaburzenia pokrewne, http://pdm.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=78&Itemid=125.
Kategorie
Jesper Juul

Listy do Juula, cz. 105 – O dzieciach, które pozostają pod wpływem dominacji rówieśników

Pytanie rodzica:

Jestem mamą siedmioletniej Eline – fantastycznej, inteligentnej i dosyć zdecydowanej dziewczynki. Rok temu poszła do szkoły i bardzo jej się tam podoba. Kiedy w okresie świątecznym do klasy dołączyła nowa uczennica, zachowanie Eline zaczęło się zmieniać. Po powrocie ze szkoły opowiadała, co nowa koleżanka sądzi o spódnicach albo o takiej czy innej fryzurze. Marta już od pierwszego dnia zajęła wysokie miejsce w klasowym rankingu, wybierając najpopularniejszego chłopca na swojego chłopaka. Po paru miesiącach zauważyłam, że Marta ma ogromny wpływ na życie mojej córki i manipuluje całą klasą. Skłóca ze sobą przyjaciół, sama co chwilę zmienia przyjaciółki, zarządza i postanawia o wszystkim. Kiedyś córka powiedziała mi, że Marta ją prześladuje, ale potem wycofywała się z tego. Jednak sama zauważyłam, że dziewczynka ta ma bardzo porywcze usposobienie. Eline wracała w świetnym humorze, jeśli tylko Marta zachowywała się w porządku wobec niej. Jednak gdy ją odrzucała, Eline była bardzo zgaszona.

Rozmawiałam z innymi rodzicami i potwierdzili podobne zachowania u własnych córek. To oczywiste, że wielkie zmiany w życiu Marty – rozwód rodziców, przeprowadzka i nowa szkoła – były dla niej dużym obciążeniem. Ale jak długo mamy zgadzać się na to, by samopoczucie naszej córki było codziennie uzależnione od jednej dziewczynki? Kto powinien pomóc Marcie? I jak możemy odzyskać córkę – taką, jaką znaliśmy wcześniej: pewną siebie, wolną i radosną?

Odpowiedź Jespera Juula:

Cieszę się, że zdecydowałaś się o tym napisać, bo coraz częściej jest tak, że jedno dziecko dostaje przyzwolenie na to, by manipulować innymi lub je nękać. Niestety, najczęstszym tego rezultatem jest żądanie rodziców „ofiar”, by problematyczny uczeń został przeniesiony do innej klasy albo szkoły. I dzieci nagle zostają skonfrontowane w dwójnasób z władzą, która wyklucza.

[natuli2]

Po pierwsze: obowiązkiem szkoły jest zająć się taką sytuacją. Jeśli to się nie dzieje, klasa pozostaje bez opieki, co niesie za sobą konsekwencje dla nauki i dobrego samopoczucia wszystkich uczniów. Dlatego proponuję, by wszyscy poruszeni sprawą rodzice zwrócili się do dyrekcji i porozmawiali o tym, co można zrobić. Spróbujcie, macie przed sobą wiele dróg działania. Zanim jednak cokolwiek zrobicie, ważne jest, by przeprowadzić z córką parę rozmów. Mam na myśli rozmowy prowadzone bez żadnego ukrytego celu. Proponuję zacząć je w następujący sposób: „Słyszałam tak dużo opowieści od ciebie o Marcie, że zaczyna mnie boleć brzuch na sam dźwięk jej imienia. Czasami przyprawia mnie on o smutek, czasami o złość, a czasami czuję, że mi ciebie żal. Teraz potrzebuję pomocy… Pomożesz mi?”. Jeśli Eline przytaknie, powiedz: „Chciałabym wiedzieć, kim dla ciebie jest Marta. Czy uważasz ją za dobrą przyjaciółkę? Co daje ci przebywanie z nią? Kiedy ona sprawia ci radość, a kiedy smutek i przykrość? Za czym będziesz tęsknić, jeśli, powiedzmy, nagle wyprowadzi się do innego miasta?”

Te pytania mają dwa cele: jednym z nich jest refleksja Eline nad swoją relacją z Martą i w ogóle nad swoimi relacjami z ludźmi, drugim jest dowiedzenie się, jakie myśli i uczucia ma twoja córka. Żadnego z tych celów nie osiągniesz podczas jednej rozmowy, więc wracaj do tego tematu w ciągu paru tygodni. Kiedy dowiesz się wystarczająco dużo o emocjach i myślach swojego dziecka, możesz powiedzieć: „Porozmawiałyśmy parę razy o twojej przyjaźni z Martą i było to dla mnie bardzo pomocne. Dziękuję! To, co od ciebie usłyszałam to, że… (i tu powtórz to, co usłyszałaś – ale nie swoją interpretację, tego co usłyszałaś!). Zgadza się? Teraz chcę to przemyśleć i porozmawiać z innymi dorosłymi, ponieważ uważam, że ta sytuacja nie jest OK”.

Kolejnym możliwym krokiem jest zapytanie Eline, czy chciałaby zaprosić Martę do domu. Jeśli Eline spyta, dlaczego, możesz odpowiedzieć: „Mam przeczucie, że Marta nie czuje się za dobrze i dlatego chcę ją spytać, czy potrzebuje pomocy”. Jeśli Eline zaprotestuje, nie ma powodu do dyskusji. Jednak wyjdź z podobną propozycją tydzień czy dwa później. Jeśli Marta was odwiedzi i zechce z Tobą porozmawiać, możesz powiedzieć: „Przyglądałam się Tobie, od kiedy jesteś w klasie Eline i moje wrażenie jest takie: widzę mądrą, inteligentną dziewczynkę, która ze wszystkich sił chce być lubiana, ale także dziewczynkę, której jest ciężko, która jest zła i zmęczona. Czy tak właśnie się czujesz?”. Jeśli Marta potwierdzi, masz otwarte drzwi. Możesz powiedzieć jej rodzicom o całej sytuacji, a jeśli Cię za to skrytykują, wytłumaczyć, że to była Twoja jedyna alternatywa wobec starań o przeniesienie Marty do innej klasy. A ona nie potrzebuje już więcej zmian, ale więcej pomocy.

Sytuacja nie potrwa wiecznie i Eline nie będzie zraniona na zawsze przez to, że Marta pojawiła się w jej życiu. Jest to dla niej pewien emocjonalny rollercoaster, któremu nie możesz zapobiec. Bądź gotowa, by pocieszać: z plastrem, kompresem, przytuleniem i miej zaufanie, że wyjdzie z tego o wiele mądrzejsza. Jednak sytuacja wymaga, byście nie podchodzili do zachowania Marty w sposób moralizujący, ale byli empatyczni wobec reakcji waszej córki. Empatia oznacza dostrzeżenie jej uczuć i ich uznanie. Obecnie Eline otrzymuje od życia lekcje na temat tego, jak można dać się zdominować i manipulować – jednak nie definiujcie jej jako ofiary, ponieważ wtedy istnieje ryzyko, że rzeczywiście nią się stanie. Twoja rola jako jej kobiecego wzoru do naśladowania znaczy bardzo dużo. Jeśli przeżyłaś coś podobnego, opowiedz jej o tym. Podziel się swoim doświadczeniem, jeśli kiedykolwiek byłaś w podobnej roli.

Kategorie
rzeczy dla dzieci

Jak zadbać o bezpieczeństwo dzieci na drodze?

Główne zasady bezpieczeństwa

Gdy w końcu podjęta zostanie decyzja o tym, że dziecko może samo wracać ze szkoły do domu, trzeba wcześniej dokładnie zapoznać je z wszystkimi zasadami ruchu drogowego. Nie dotyczy to tylko przechodzenia przez pasy i oglądania się w prawo czy lewo, ale także znajomości reguł poruszania się po chodniku (z uwzględnieniem informacji, że pas dla rowerzystów przeznaczony jest tylko dla jednośladów). Dobrze również nauczyć malucha przechodzenia wyłącznie na zielonym świetle (co niestety nie wszyscy rodzice mają w zwyczaju) czy niewbiegania na pasy lub stawania zbyt blisko drogi. Zapewnienie pociesze odpowiedniej ilości czasu na dotarcie do szkoły to też istotna kwestia – pośpiech często zaburza koncentrację i nie trudno wtedy o wypadek. Co więcej, dobrym pomysłem może okazać się też znalezienie w sąsiedztwie innych dzieci, które podróżują do szkoły tą samą drogą – w grupie nasz maluch na pewno będzie bezpieczniejszy.

Kamizelka odblaskowa i inne gadżety

Poruszanie się po drodze i uczestniczenie w ruchu drogowym powinno nieść za sobą odpowiednie przygotowanie. Jeżeli dziecko jeździ rowerem, to koniecznie trzeba zapewnić mu kask, ochraniacze na kolana i łokcie oraz sprawny sprzęt, którym będzie się poruszać. Jednak najważniejsze są odblaski – kamizelka odblaskowa lub inne gadżety powodują, że dziecko jest lepiej widoczne na drodze (zwłaszcza w pochmurny czy deszczowy dzień). Brak odblasków sprawia, że wieczorem kierowca samochodu może zobaczyć nas z odległości zaledwie kilkudziesięciu metrów, co uniemożliwia mu jakąkolwiek reakcję. Dobrze dobrane odblaski zwiększają widoczność do ponad 120 metrów! Świetnym pomysłem na zainteresowanie dziecka tym tematem będą akcje organizowane przez różne instytucje (np. akcja „Bądź bezpieczny na drodze” firmy Bridgestone Stargard) – dzięki takim wydarzeniom można dowiedzieć się wielu przydatnych informacji na temat prawidłowego poruszania się.

Sprawdzenie trasy

Świetnym pomysłem będzie dokładne sprawdzenie trasy, którą codziennie nasza pociecha będzie wracać do domu. Najlepiej wybierać drogi dobrze oświetlone, gdzie zazwyczaj można kogoś spotkać w razie potrzeby i poprosić o pomoc. Przejście z maluchem tej trasy kilkukrotnie i pokazanie mu, jak prawidłowo poruszać się zarówno po chodniku, jak i przejściach dla pieszych z pewnością będzie dobrym pomysłem. Gdy pociecha dojeżdża do szkoły różnymi środkami transportu, to dodatkowo można z nią przetestować kilka scenariuszy np. w sytuacji, kiedy wysiądzie na złym przystanku lub pojedzie za daleko. Wprowadzenie tych zasad nie wymaga zbyt wiele wysiłku ze strony rodzica, a z pewnością zwiększy bezpieczeństwo malucha na drodze.

Kategorie
rzeczy dla dzieci

Zabawki DIY – inspiracje i podpowiedzi

Dlaczego lepiej zrobić niż kupić?

Zabawki wykonane w domu pobudzają kreatywność, a zarazem są ekonomiczne i ekologiczne. Wystarczą dobre chęci i odrobina wolnego czasu, a pewnie każdy rodzic się zgodzi, że czas poświęcony dzieciom i dla dzieci na pewno nie będzie zmarnowany. Prace DIY uczą twórczego myślenia. Po kilku wspólnie wykonanych zabawkach, dzieci same zaczynają kombinować jak coś zrobić. Dawaj dobry przykład i sama uszyj przytulankę, wyhaftuj imię dziecka na pościeli, zrób kostium na bal przebierańców. Pokaż, że jest dla Ciebie wyjątkowe.

Najprostsze w wykonaniu zabawki

  • Domino – z powodzeniem zrobicie je razem. Wystarczy blok techniczny lub tektura, linijka, nożyczki i coś do rysowania. W przypadku mniejszych dzieci możesz zrobić obrazki, a potem wyciąć je i pozwolić maluchowi na przyklejanie ich w wybranych miejscach. Wzory dostosuj do wieku i aktualnego etapu swojego dziecka. Jest to świetny sposób na naukę liczenia i poznawanie cyfr, czy liter.
  • Epoka lodowcowa – do plastikowego pojemnika nalej wody, wrzuć do niej kilka małych figurek, cekinów, koralików, autek. Możesz dodać barwnik spożywczy dla ciekawszego efektu i włóż całość na kilka godzin do zamrażalnika. Gdy kraina zamarznie, pozwól dziecku zostać super bohaterem, wyposaż je w sól, strzykawki z ciepłą wodą, łyżki, zabawkowe narzędzia, niech bawi się, uczy i ratuje świat.
  • Grzechotka – wystarczy mała butelka po wodzie mineralnej, kamyczki/guziki/koraliki/groch/ryż/soczewica i kilka tasiemek. Wypełnij butelkę grzechoczącymi drobiazgami, a w nakrętce zrób kilka dziurek, przełóż przez nie tasiemki i zawiąż po wewnętrznej stronie tak, by swobodnie zwisały na zewnątrz.

Stwórzcie własny świat

  • Domek dla lalek – kto nigdy nie robił domku z kartonu? Absolutny hit nawet jeśli posiadacie kupny model. Nie ma większej frajdy niż wykonanie oraz urządzenie mieszkania od podstaw. Może być dowolnej wielkości, przystosowany do większych, czy też mniejszych lalek, figurek z ulubionej bajki, czy kucyków. Parterowy, piętrowy, albo bliźniak.
  • Ulica – każdy chyba kojarzy popularne dywany z motywem krętych uliczek. Ich ogromnym minusem jest fakt, że przy tylu wzorach trudno jest dostrzec samotny klocek lego, który tylko czyha na czyjąś stopę. Uliczkę z powodzeniem można zrobić samodzielnie. Wystarczy taśma izolacyjna i nożyczki. Jedną z opcji jest wyklejenie jezdni, przejść dla pieszych, skrzyżowań, rond, na podłodze, pod warunkiem oczywiście, że taśma jej nie zniszczy. Druga opcja, to wykonanie tego na kawałku deski, płyty pilśniowej, dykty, czy nawet na większym kartonie. Taką uliczkę z łatwością schowasz za szafą i gdy dziecko nieco zapomni, wyciągniesz ją jak asa z rękawa w deszczowy, marudny dzień.
  • Pluszak – maskotki są nieodłącznym elementem dziecięcego świata. Wbrew pozorom nie te najpiękniejsze i przypominające ulubionych bohaterów zdobywają serca dzieci, ale te, które zostały wykonane przez kogoś bliskiego. Są wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju, stworzone z miłością, a dzieci to czują, wiedzą i szanują. Ze starszakami możecie zabawić się we wspólne szycie. W sieci znajdziecie mnóstwo wzorów, a nawet wykrojów. Również przez internet możecie zamówić wszystkie akcesoria do szycia zabawek. Wersja dla zaawansowanych, to pluszak wydziergany na drutach lub zrobiony na szydełku.
  • Laleczki – własnoręcznie wykonani lokatorzy będą idealni do kartonowego domku. Stwórzcie całą rodzinę, może nawet psa, kota i chomika? Wystarczą skrawki materiału, sznurek na włosy, guziki na oczka, igła i nitka. Nawet jeśli nie posiadacie zdolności, ani doświadczenia, pamiętaj, że wspólne tworzenie zbliża, a dla dziecka jego dzieło zawsze będzie najpiękniejsze na świecie. Tak jak i dla Ciebie.
  • Garaż – w podobny sposób jak domek tworzymy garaż dla małego fana motoryzacji. Wycinacie w pudełku drzwi garażowe i rysujecie miejsca parkingowe. Gdy wyobraźnia was poniesie, dostawcie dodatkowe piętro wsparte na rolkach po ręcznikach papierowych oraz „zjeżdżalnię dla autek”.

W zaciszu własnego domu możecie w ten sposób postawić całe miasto. Wykleić ulice i drogi, postawić przy jednej dom z garażem, przy drugiej szkołę, miejsce pracy, sklep, co dusza zapragnie i wyobraźnia podpowie. Stwórzcie własne postacie i wykreujcie ich świat.

Kategorie
wychowanie

Miłość bezwarunkowa – przyjęcie dziecka takim, jakie jest

Dostajemy na ręce cud istnienia

Bezbronną istotę szukającą bezpieczeństwa i bliskości. Przychodzi do nas z całym swoim „byciem”. Zwykle rozpływamy się w zachwycie, bo po prostu jest. I to już wystarczy, to może być wszystkim. Zdarza się jednak i tak, że do owego bycia dopisujemy kilka punktów: oczekiwania, powinności czy też nasze osobiste doświadczenia i rodzinne bagaże. Od planów na przyszłość po imię po dostojnym dziadku, projektujemy i programujemy:

  • „powinno być”,
  • „dobrze by było”,
  • „nadzieja całej rodziny”,

no i jeszcze coś z kręgu porównań:

  • „nie będzie taki wstydliwy, jak ja” albo
  • „zobaczycie, ono was wszystkich przegoni, we wszystkim”.

Gorzej, gdy ono nie chce przeganiać, musieć i zachwycać, nie chce być nadzieją, ratunkiem i projektem. Chce być sobą, po prostu. Z mocnym i silnym przekonaniem, że to wystarczy, bez względu na to, z czym owo „bycie sobą” się wiąże. Czy będzie to przebojowość czy skłonność do wycofania, czy towarzyskość czy duża potrzeba samotności, czy będzie to pęd do życia w biegu, czy powolny wzrost albo filozoficzna celebracja chwili. Dostać uczestnika relacji bez warunków, czyli przyjąć go za to, że jest. W relacji z dzieckiem wydaje się być to wyjątkowo ważne. Zaakceptować, przyjąć, z przekonaniem, że więcej nie trzeba, że nie trzeba inaczej. To niezwykle trudne zadanie wszędzie tam, gdzie spotykają się nasze wyobrażenia i wymogi narzucone przez społeczeństwo, gdzie wyjątkowość musi zetknąć się z ramami i sztywnymi schematami, gdzie kusi nas, by przykładać kolejne miary i wytyczne, zamiast być razem, po prostu, bezwarunkowo.
[natuli2]
 

Akceptacja

Wyzwaniem staje się również funkcjonowanie w bezwarunkowej relacji w codzienności. To nieustanne wysyłanie sygnału akceptacji nie tylko dla tego, co miłe i cieszące oko, ale też dla tych wszystkich kwestii, które są trudne i wymagają poszukiwania nowych rozwiązań. Najbardziej widać to w kwestii emocji i zachowania dziecka. Łatwo jest być bezwarunkowo obok pogodnego, beztroskiego dziecka, które przez otoczenie określane bywa mianem grzecznego, cokolwiek to oznacza. Nieco większym wyzwaniem jest bezwarunkowa akceptacja tego, co trudne w sferze uczuć i dziecięcych reakcji. Złość, smutek, strach często określane są mianem negatywnych, a nawet niechcianych emocji. A przecież one też są dobre – trudne, ale dobre. Paradoks? Niekoniecznie. Jeśli przyjmiemy założenie, że frustracja jest niezbędna do rozwoju, a zachowanie dziecka to jakiś komunikat, łatwiej będzie nam dostrzec ową trudność, a nie negatywny znak danych reakcji. Przez wiele lat funkcjonowało przekonanie, że pewne uczucia lepiej stłumić, a okazywanie ich jest oznaką słabości i może wiązać się z odrzuceniem.
„Jak będziesz tak płakać, to mamusia nie weźmie cię na ręce” albo „Nie złość się, nic się nie stało” to tylko bezwiednie rzucane hasła. Dla dziecka (i dla dorosłego zresztą też) mogą one jednak oznaczać nic innego jak „w tej relacji akceptujemy tylko to, co przyjemne, a trudne emocje nie są mile widziane” a nawet „w tej relacji ty nie jesteś mile widziany z tymi trudnymi emocjami”. Wyzbycie się tych naleciałości nie jest jednak łatwe, w większości z nas siedzą one bardzo głęboko, a rzucenie „chłopaki nie płaczą” wydaje się być mniej angażujące niż „widzę, że jest ci trudno, chcesz porozmawiać?”.
Bezwarunkowa akceptacja to nie tylko przyjęcie dziecka takim, jakie jest, ale też codzienne funkcjonowanie z tym, co ono ma do zaoferowania. Z jego uśmiechem, ale też złością, z okresami spokoju i rozwojowymi zmianami, z gotowością do współdziałania i z jego osobistym, niezwykle ważnym „nie”. To też bardzo istotna kwestia nagród i kar, które wywodzą się z teorii warunkowania. Z założenia system ten oznacza, że określone reakcje wiążą się z konkretnymi warunkami. Temat kar i nagród to tak naprawdę temat rzeka, wart do rozważenia i pogłębionej refleksji wszędzie tam, gdzie dążymy do zbudowania relacji bezwarunkowej, istotnej z racji samego bycia razem, a nie towarzyszących temu założeń.
Przeczytaj: Warunkowe rodzicielstwo – nagrody i kary

Dzieci nie potrzebują idealnych rodziców

Przyjmując dziecko z całym jego „jestestwem” stajemy przed kolejnym wyzwaniem, jakim jest nasz wkład w ową relację. Wertujemy poradniki, kursy i warsztaty albo stawiamy na autorytety. Chcemy idealnie, chcemy bez błędów, chcemy perfekcyjnie. Mówimy o akceptacji, jednocześnie rzadko dając ją sobie. A przecież nikt z nas nie rodzi się rodzicem, a już tym bardziej tym „idealnym”. Jakże uwalniająca może być myśl i przekonanie, że nasze dzieci wcale takich rodziców nie potrzebują. Tak, jak my nie musimy stawiać im warunków w byciu w relacji, tak i one nie stawiają ich nam. Jesper Juul w książce „Nie z miłości” pisze „Dzieci mają prawo do życia z dorosłymi, którzy nie udają, że są nadludźmi”. Dając dzieciom prawo do wolności i autentyczności, dajmy je też sobie. Oczywiście nie oznacza to przyzwolenia na przemoc i zaniedbanie, ale dopuszcza gorsze chwile, leniwe dni a przede wszystkim błędy, na których uczymy się każdego dnia. Donald Woods Winnicott, brytyjski psychoanalityk i pediatra, stworzył wiele lat temu termin „wystarczająco dobra matka”. To matka, która nie jest idealna i wcale do tego nie dąży. Zaspokaja potrzeby dziecka, jednocześnie mając świadomość, że oprócz tego, co przyjemne, w relacji tej może pojawić się też to, co trudne. Jej rolą nie jest osiąganie stanu zen i wiecznego szczęścia w macierzyństwie, ale otwartość na dziecko przy jednoczesnej ochronie go przed własną frustracją, która może się pojawić i jest to zupełnie normalne.
Do relacji trzeba przynajmniej dwojga, a do bezwarunkowej relacji trzeba akceptacji dla każdej ze stron – nie tylko dla dziecka, ale również dla siebie. Oczywiście nie oznacza to, że pozwalamy sobie na totalny luz, brak własnych granic i szacunku dla granic innych. To raczej przyjęcie postawy, w której bierzemy w ręce to, co mamy i razem budujemy z tego więź, jednocześnie wzrastając w niej i ucząc się każdego dnia.