Kategorie
karmienie piersią

Bohaterki albo wichrzycielki… O matkach karmiących piersią

Także wyobrażenia przyszłych mam na temat karmienia są dość skrajne: albo wydaje im się, że to łatwizna i noworodek powinien najeść się w kwadrans, po czym spać trzy godziny, albo są zastraszane wizją bez przerwy wiszącego na piersi głodomora i drakońskiej diety, którą trzeba trzymać w czasie laktacji.

Budowanie nieprawdziwego wizerunku matek karmiących i szerzenie mitów na temat karmienia jest bardzo krzywdzące dla wszystkich kobiet. Dla tych, które karmią piersią, i dla tych, które z jakiegoś powodu wybrały inną drogę. Warto uświadomić sobie, że:

1. Karmienie piersią nie jest czymś ekskluzywnym, zarezerwowanym dla wybranego kręgu ekofreaków czy kobiet żyjących w zgodzie z naturą

To nie jest tak, że udana laktacja jest udziałem wybranej, wąskiej grupy kobiet. Nie ma znaczenia kolor skóry, wielkość piersi, tusza czy rodzaj porodu. Piersi zaczynają produkować pokarm około 20 tygodnia ciąży, natomiast oddzielenie łożyska od ściany macicy jest sygnałem do uruchomienia laktacji. To, co ma znaczenie, to wewnętrzne nastawienie: chęć karmienia i jak najczęstsze przystawianie dziecka do piersi oraz wsparcie.

2. Karmienie piersią nie jest pasmem wyrzeczeń

Kawa, czosnek, bigos, kotlet schabowy, pizza, czekolada, truskawki… – nie ma czegoś takiego jak dieta mamy karmiącej. Tworzenie tego mitu jest szczególnie szkodliwe – jak kobieta ma wytrwać i karmić zgodnie z zaleceniami WHO przez dwa lata, gdy wyobraża sobie, że będzie musiała zredukować swój standardowy jadłospis (co najmniej) o połowę? Warto pamiętać o tym, że dieta mamy karmiącej powinna być taka sama jak innych ludzi – tak samo zdrowa i zbilansowana, może tylko odrobinę bardziej kaloryczna i bogatsza w kwasy omega. W czasie karmienia piersią można jeść wszystko. Można nawet pozwolić sobie na akcydentalną lampkę wina.

3. Karmienie piersią nie jest sposobem kompensowania sobie różnych deficytów

I już na pewno nie jest sposobem na podniesienie swojej atrakcyjności ani sublimacją popędu płciowego.
Traktowanie kobiet karmiących w przestrzeni publicznej jako “obnażających się”, “świecących cyckami” itp. jest karygodne. Wpędzanie ich w poczucie winy i seksualizacja samego zjawiska sprawiają, że norma postrzegana jest jako patologia. Nie ma nic zdrożnego w karmieniu malucha, bez względu na to, czy domaga się mleka w hipermarkecie, w parku, w restauracji czy w kościele. Karmienie piersią służy tylko jednemu: zaspokojeniu dziecięcej potrzeby głodu lub pragnienia.

4. Karmienie piersią dużego dziecka jest tak samo normalne jak karmienie piersią małego niemowlaka

Nie brakuje również osób, które co prawda wspierają karmienie piersią, ale tylko takie, które mieści w ich pojmowaniu rzeczywistości. Wykraczają poza nią dzieci “za duże” na karmienie piersią, czyli takie, które powinny już spożywać inne, bardziej sycące niż “woda w piersiach” pokarmy. Według nich przedłużające się karmienie (tj. takie powyżej roku) to nic innego jak egoizm matki, ograniczanie niezależności malucha, przywiązywanie go do siebie, nieumiejętność przecięcia pępowiny. Tego typu twierdzenia sugerują, że jest coś niezdrowego i szkodliwego w karmieniu dziecka ponad wiek niemowlęcy. Tymczasem nie ma żadnych badań, które potwierdzają takie hipotezy. Według zaleceń WHO optymalnym czas karmienia trwa aż do drugich urodzin lub dłużej, jeśli mama i dziecko sobie tego życzą.

[reklama id=”67238″]

Czym zatem karmienie piersią jest?

Czystą fizjologią, aktem miłości, sposobem na budowanie więzi, momentem wyjątkowej bliskości mamy i dziecka – to na pewno. Ale nade wszystko optymalnym sposobem żywienia niemowląt i małych dzieci. Warto mieć na względzie, że:

Karmienie piersią nie jest łatwe

To prawda, że nie zawsze mleko płynie strumieniami i czasami o laktację trzeba zawalczyć. To prawda, że czasem karmienie piersią boli. To prawda, że zdarzają się różne kryzysy laktacyjne i skoki rozwojowe, które potrafią zniechęcić najbardziej wytrwałe karmicielki. Mając jednak rzetelną wiedzą na ten temat, przekonanie o tym, że te przejściowe trudności, że to naturalne i powszechne zjawiska oraz wsparcie najbliższych, można pokonać wszystkie przeszkody.

Karmienie piersią wymaga samozaparcia

Brak rzetelnych informacji, brak wsparcia ze strony personelu medycznego, nagonka na matki karmiące, nieustanne reklamy preparatów mlekozastępczych – to wszystko sprawia, że faktycznie karmienie piersią wymaga wiele samozaparcia i przekonania o słuszności swojej decyzji.

Czy jest to droga usłana różami? Pewnie nie. Mogą się zdarzyć długie sesje z noworodkiem przy piersi, nocne pobudki i żonglowanie godzinami wyjścia, tak by zdążyć na następne karmienie maluszka. Jak wszystko, co wartościowe, może to wymagać pokonywania pewnych trudności, samozaparcia i wytrwałości (pewnie szczególnie zgodzą się z tym mamy wcześniaków). Wynoszenie mam karmiących do rangi “bohaterek” jest jednak dużym nadużyciem. Nie ma nic nadzwyczajnego w karmieniu małego dziecka. A przynajmniej nie powinno być. Marzę, by dla wszystkich była to norma, tak oczywista, by nie budziła zdziwienia, zniesmaczenia czy podziwu. Co najwyżej czułość.

Foto: flikr.com/frenchie1108

Kategorie
niemowlę

Chustonoszenie latem – co warto wiedzieć, by zapewnić komfort dziecku i sobie?

Jaką chustę wybrać latem?

W przypadku noworodków i lżejszych niemowląt warto postawić na cienkie bawełniane chusty bez domieszek, o gramaturze (grubości) do ok. 250 g/m2. Jeśli dziecko jest dość ciężkie, noszenie w cienkiej chuście jest niekomfortowe dla noszącego. Wówczas najlepiej korzystać z chust z tkaniny bawełnianej z domieszką lnu, bambusa, jedwabiu i… wełny.

Len

Chusty z lnem są idealnym rozwiązaniem na lato. Len jest praktycznie niezniszczalny – to bardzo mocne i trwałe włókno. W dodatku jest jedynym znanym włóknem, które jest bardziej nośne, gdy jest mokre. Jeśli noszący albo dziecko się spoci w chuście, len wchłonie całą wilgoć, a wiązanie wcale się od tego nie poluzuje.
Można kupić chusty z dowolną domieszką lnu, a nawet w 100% lniane. Aby jednak len w chuście spełniał swoją funkcję, musi stanowić minimum 30% składu materiału, z którego chusta została wykonana.
Mankamentem chust z lnem jest to, że na początku są bardzo sztywne, nie poleca się ich zatem na początek nauki motania ani dla noworodków. Proces “łamania” takiej chusty (czyli intensywnego użytkowania służącego zmiękczeniu tkaniny) może potrwać nawet 2 miesiące. Zatem zakup nowej chusty z lnem z początkiem lata mija się z celem – chyba że zamierzamy w niej nosić zimą, bo zimą len też się sprawdzi.

Bambus

Chusty z domieszką bambusa mają właściwości antybakteryjne i pochłaniają część promieniowania UV. Bambusowa tkanina jest chłodna, wręcz zimna w dotyku. Ma temperaturę o 2oC niższą od otoczenia, co sprawia, że chusty z bambusem są świetnym rozwiązaniem na upalne lato. Poza tym bambus jest przewiewny.
Włókno bambusowe jest jednak śliskie, co utrudnia nieco wiązanie, a także podczas noszenia powstają luzy i trzeba niekiedy poprawić dociągnięcie, zwłaszcza w przypadku starszych, cięższych niemowląt.
[reklama id=”72159″]

Jedwab

Polecany jest szczególnie w odmianie surowej, tzw. tussah (dziki jedwab), która jest mniej śliska (i mniej błyszcząca) od zwykłego jedwabiu. Jedwab jest chłodny w dotyku, przewiewny, przyjemnie chłodzi. Chusty z tą domieszką są bardzo eleganckie, błyszczą się i mienią. Sporym zaskoczeniem może być zapach nowej chusty z domieszką jedwabiu: nieprzyjemny, jakby ziemisty, na szczęście zanika w miarę użytkowania.
Chusty z jedwabiem, podobnie jak te z bambusem, będą odpowiednie dla lżejszych dzieci, ponieważ w przypadku tych trochę cięższych luzują się i wymagają ponownego dociągnięcia. Zresztą, chusty z tą domieszką są zazwyczaj dość cienkie. O chustę z jedwabiem trzeba dbać. Pierze się ją wyłącznie ręcznie, w środkach piorących przeznaczonych do prania jedwabiu, suszy na płasko.

Wełna

Używanie wełny latem zarówno w otulaczach do pieluch wielorazowych, jak i w ubraniach czy chustach do noszenia coraz mniej zaskakuje. Wracamy powoli do naszych rodzimych tradycji, gdy len i wełna były praktycznie jedynymi przędzami, z których szyto ubrania. Len był na co dzień, wełna – od święta.
Wełna, oprócz tego, że nadaje chustom nośność i grubość, posiada cudowne właściwości termoregulacyjne. Potrafi wchłonąć wilgoć o wadze 33% swojego ciężaru i trzymać ją z dala od ciała, nie dając wrażenia wilgoci ani ciężkości. Dzieje się tak dlatego, że na powierzchni wełny tworzą się mikrokieszonki powietrzne, które zatrzymują ciepło, dlatego zimą grzeją, a latem chłodzą. Chusty z wełną się nie luzują.

Dodatkowym atutem chust z wełną jest ich łatwa pielęgnacja, ponieważ:

  • włókna wełniane mają kształt łusek, więc zabrudzenia i brzydkie zapachy ześlizgują się po nich (mówimy, że wełna się nie brudzi);
  • wełna czyści się sama w kontakcie z tlenem. To wspaniała wiadomość dla zapracowanych rodziców: wełnianej chusty praktycznie nie trzeba prać! Przy mniejszych zabrudzeniach wystarczy chustę wywietrzyć na balkonie;
  • prać taką chustę należy ręcznie, robimy to jednak bardzo rzadko.

Tencel (Lyocell)

To włókno przyszłości. Produkuje się go z celulozy drzewnej przy niewielkim zużyciu wody. Jest biodegradowalny. Pochłania wilgoć o 50% lepiej niż bawełna, a w dodatku natychmiast uwalnia ją do atmosfery.
Jest przyjemnie chłodny w dotyku. Wiązań nie trzeba poprawiać, nie luzują się. Tencel ma dużą nośność, więc będzie świetny dla cięższych dzieci. Obecnie można bez większych problemów kupić chustę z domieszką tencelu. Włókno przyszłości ma jednak jedną wadę: winduje cenę chusty o co najmniej kilkaset złotych.

Chusty do wody

Latem może się przydać chusta do wody. Jest to rodzaj chusty elastycznej, wykonanej ze specjalnego poliestru, który szybko wysycha. Taka chusta może się przydać na basenie, nad morzem, jeziorem. Można z nią wejść do wody, by popluskać się z dzieckiem. Gdy mamy wolne ręce, łatwiej nam też zapewnić bezpieczeństwo starszemu rodzeństwu. Chusta pochłania promienie UV i szybko wysycha. Dzięki temu dziecko po wyjściu z wody nie zmarznie.
Dla chust do wody można znaleźć jeszcze jedno, całoroczne zastosowanie. Wyjeżdżając, nie zawsze mamy ochotę zabierać cały ekwipunek, łącznie z wanienką do kąpieli. W mniejszych hotelach i pensjonatach zaś rzadko są one na wyposażeniu. Chusta do wody może ułatwić kąpanie dziecka w takiej sytuacji. Przyda się także w domu, daje bowiem dziecku poczucie bezpieczeństwa i oswaja z wodą: rodzic wchodzi z dzieckiem wprost pod prysznic, a bliskość rodzica łagodzi stres. W chuście do wody nie wolno pływać!

Nosidła

Jeśli dziecko samodzielnie siada lub raczkuje, można rozpocząć przygodę z nosidłem.

Istnieje kilka typów nosideł, polecanych przez doradców noszenia:

  • mei tai – nosidło chustowe,
  • onbuhimo (popularne onbu) – dla dzieci, które bardzo stabilnie siedzą, a najlepiej, jeśli stawiają już pierwsze kroki,
  • klamrowe – zapinane na regulowane klamry,
  • hybrydy – pas biodrowy jest zapinany na klamrę, pasy naramienne zaś wiąże się jak w mei taiu; czasem spotyka się także odwrotną hybrydę (pasy naramienne na klamry, pas biodrowy wiązany),
  • nosidła biodrowe (typu hip seat), które wymagają podparcia niemowlęcia ręką.

W nosidle, które nie otula dziecka tak szczelnie jak chusta, zawsze będzie chłodniej. Zatem dla dzieci, które mogą już z nich korzystać, nosidła stanowią świetne rozwiązanie na lato.

Wiązanie – kluczowa kwestia

Jeśli wybieramy chustę, kluczową kwestią może okazać się dobór wiązania na lato. Ważne, aby dziecko było otulone jak najmniejszą warstwą materiału, wybieramy więc wiązania jednowarstwowe. Dobrym pomysłem na lato może być chusta kółkowa albo rebozo. Na dłuższe wycieczki sprawdzi się jedno z wiązań symetrycznych: kangur albo plecak.

Idealne wiązania na lato:

Kangur – w tym wiązaniu po bokach niemowlęcia znajdują się otwory, które sprawiają, że chusta jest przewiewna. To bardzo dobre wiązanie na lato.
Plecak prosty – najprostsze wiązanie na plecach, które pozwala dziecku obserwować świat, a rodzicowi wygodnie np. wędrować po górach.
Wiązania boczne: rebozo na biodrze, kangur na biodrze, chusta kółkowa – realizują zasadę “im mniej materiału na ciele, tym lepiej”, dzięki czemu zarówno dziecku, jak i noszącemu jest chłodniej. Chusta kółkowa nie musi mieć wymyślnych składów. Wystarczy zwykła bawełna.

Jak ubrać dziecko do chusty?

Sprawdzą się tutaj dwie zasady: “im mniej, tym lepiej” oraz “natura ponad wszystko”:

  1. Ubierając dziecko do chusty, należy pamiętać, że już sama chusta otula, zbędne więc będą długie rękawy czy spodenki z długimi nogawkami (chyba że są to specjalne spodnie lub getry z filtrem UV). Jednocześnie nie należy ulegać pokusie rozbierania dziecka do naga do chusty. Latem, podczas noszenia w chuście czy nosidle, kontakt skóra do skóry może być dużym dyskomfortem dla rodzica i dziecka – oboje spoceni, przyklejają się do siebie, a uczucie lepkiego gorąca potrafi być naprawdę nieznośne.
  2. Jeśli jednak zdecydujemy, by rozebrać dziecko i siebie, pomiędzy włóżmy złożoną pieluszkę tetrową albo muślinową, która wchłonie pot.
  3. Ubierając dziecko, wybierzmy stroje lekkie, przewiewne, z możliwie naturalnych materiałów. Sprawdzą się bawełna 100%, len czy wełna.
  4. Warto unikać natomiast śliskich tkanin (np. jedwabiu), które, choć chłodzą, utrudnią dociąganie, a w wyniku tego poprawne zawiązanie chusty.
  5. Główkę dziecka należy osłonić od słońca. Bardzo dobrze sprawdzają się bawełniane kapelusiki z dłuższym tylnym rondem, opadającym na kark. Sznurki można przypiąć do chusty albo swojego ubrania za pomocą klipsów, żeby uniknąć zazwyczaj nielubianego przez dzieci wiązania pod szyją.
  6. Na stópki nakładamy skarpetki, które chronią wrażliwą skórę przed słońcem.
  7. W wyjątkowo słoneczne dni można użyć parasola – dla siebie i dziecka jednocześnie.

Pamiętaj!

  1. Przed wyjściem z domu schłódź nóżki dziecka chłodnym prysznicem.
  2. Na odsłonięte części ciała nałóż krem z filtrem lub olejek z naturalną ochroną UV (warto zrobić to odpowiednio wcześnie i poczekać na całkowite wchłonięcie się olejku, w przeciwnym razie pozostawi on na ubraniu i chuście niespieralne plamy).
  3. Bardzo ważna jest podaż wody! Latem zawsze miej przy sobie butelkę wody dla siebie, a jeśli niemowlę ma już rozszerzaną dietę, również jemu przyda się łyk chłodnej wody. Sprawdzą się bidony, a także… plecak z rurką do picia z ekwipunku rowerzysty.
  4. Warto zaopatrzyć się w okulary słoneczne z gumką dla dziecka – ale tylko te z prawdziwym filtrem. Za ciemnymi szkłami okularów źrenica rozszerza się, więc, jeśli okulary nie mają odpowiednich filtrów, do oka wpada jeszcze więcej szkodliwego promieniowania niż na gołe oko.
  5. Kontroluj, czy dziecko nie jest przegrzane.
  6. W miarę możliwości postaraj się przebywać w cieniu.

Lato obfituje w wydarzenia i festiwale, na które o wiele łatwiej wybrać się, mając dziecko w chuście. Podobnie rzecz się ma z wyjściem na szlak, do lasu, na plażę. Udanych, wakacyjnych podróży z dzieckiem!

Kategorie
karmienie piersią

Karmienie piersią i butelką – czy sposób karmienia wpływa na wady zgryzu?

Na szczęście obawy te są niczym nieuzasadnione – badania pokazują, że karmienie piersią nie tylko nie przyczynia się do rozwijania nieprawidłowego zgryzu, ale wręcz przeciwnie – jest uznawane za czynnik ochronny!

Czy karmienie piersią może powodować wady zgryzu?

Badanie (1) przeprowadzone na grupie 1300 dzieci dało jasne wyniki, które wskazują na to, że karmienie piersią zmniejsza ryzyko pojawienia się wady zgryzu u dzieci. Sprawdzano sposób karmienia piersią w 3., 12. i 24. miesiącu życia, a następnie kontrolowano, jak wygląda zgryz badanych dzieci w 5. roku życia. Oprócz sposobu karmienia brano także pod uwagę nawyki żywieniowe, występowanie próchnicy, leczenie dentystyczne, cechy antopometryczne i charakterystykę socjodemograficzną. 

W wyniku przeprowadzonych badań okazało się, że:

  • wady zgryzu u dzieci pięcioletnich występowały o 72% rzadziej, jeżeli dzieci te były karmione wyłącznie piersią przez pierwsze 6 miesięcy życia;
  • wady zgryzu u dzieci karmionych piersią przez okres od 3 do 5,9 miesięcy występowały o 41% rzadziej niż u dzieci, które nigdy nie były karmione piersią;
  • dzieci karmione w sposób mieszany (i piersią, i butelką) rzadziej miały wady otwartego zgryzu, nagryzu poziomego oraz innych umiarkowanych i poważnych wad zgryzu;
  • u dzieci karmionych wyłącznie piersią rzadziej występowały zgryz krzyżowy i nagryz poziomy.

Inna metaanaliza potwierdza, że:

  • dzieci kiedykolwiek karmione piersią (w sposób mieszany, dokarmiane lub karmione przez bardzo krótki czas) mają mniejsze ryzyko wystąpienia wad zgryzu niż dzieci niekarmione piersią nigdy;
  • dzieci karmione wyłącznie piersią przez 6 miesięcy miały niższą częstotliwość pojawiania się wad zgryzu niż dzieci okresowo karmione piersią (czyli mieszanie lub dokarmiane);
  • w zależności od tego, jak długo dziecko było karmione piersią, ryzyko rozwinięcia wad zgryzu może być niższe nawet o 60% .

Różnica między piciem mleka z piersi a z butelki

Podniebienie jest bardzo plastyczne i cokolwiek będzie się o nie regularnie opierać, wpłynie na jego rozwój. Miękka tkanka piersi łatwo przystosowuje się do budzi dziecka. Lekki i regularny ucisk tkanki sutka oraz języka dziecka, który przyciska ją do podniebienia, modeluje ją stopniowo i regularnie, co ułatwia właściwy rozwój dziąseł, a później odpowiednie umiejscowienie zębów. Smoczki są znacznie twardsze i mniej się rozciągają, więc to jama ustna dziecka musi dostosować się do ich kształtu. Ponieważ kości rozwijają się w zależności od nacisku mięśni, jakiemu są poddawane, kości twarzy będą się rozwijały inaczej u dziecka karmionego piersią niż u dziecka na butelce. Smoczek butelkowy powoduje rozwój poziomy podniebienia. Będzie mieć ono kształt litery V (czubek V z przodu podniebienia), zamiast fizjologicznej formy przypominającej literę U. Ta właśnie deformacja odpowiada za to, że zęby źle się umiejscawiają, co powoduje wady zgryzu.

Również sam proces pobierania pokarmu przebiega inaczej w przypadku ssania piersi niż ssania smoczka butelki. Kiedy dziecko pije mleko z piersi, bierze do buzi dużą jej część i wciąga pomiędzy język a podniebienie. Następnie uciska tkankę, wykonując ruchy robaczkowe (a nie tłokowe, jak w przypadku butelki). Aby mleko wypłynęło z piersi, język i szczęki muszą współpracować. Ogólny nacisk w wyniku ssania piersi jest więc lepiej rozłożony, regularniejszy i delikatniejszy. Mleko spływa w tylnej części jamy ustnej dziecka, w pewnego rodzaju rynnie uformowanej przez język, i dziecko przełyka regularnie.

Z kolei ruchy języka u malucha pijącego z butelki są zupełnie innego typu. Język wykonuje ruchy tłokowe, a nawet przylega do końcówki smoczka, aby powstrzymać niekontrolowany napływ mleka. Natychmiastowym skutkiem tych niezgodnych z fizjologią ruchów są problemy z przełykaniem, skutkiem długofalowym zaś nieprawidłowy zgryz. Problemy te mogą utrzymywać się nadal w wieku dorosłym.

[reklama id=”67238″]

Zapobieganie wadom zgryzu jest ważne!

Oczywiście, nie tylko sposób karmienia dziecka decyduje o rozwinięciu nieprawidłowego zgryzu. Wady mogą mieć też inne przyczyny, np. dziedziczne, gdy któryś z rodziców ma wady w budowie szczęki. Poza tym specyficzne nieprawidłowości mogą się rozwinąć również w przypadkach, gdy maluch długo ssał swój kciuk lub spędzał dużo czasu ze smoczkiem w buzi. Warto jednak podkreślić, że obie te praktyki są znacznie częstsze u dzieci niekarmionych piersią, ponieważ próbują one zaspokoić swoją potrzebę ssania (niemowlętom karmionym piersią posiłek zabiera więcej czasu niż tym karmionym butelką).

Inne czynniki, które mogą powodować problemy ze zgryzem to:

  • zespół Downa;
  • zaburzenia pracy gruczołów dokrewnych;
  • nieprawidłowości w działaniu przysadki mózgowej, np. karłowatość przysadkowa;
  • niedoczynność lub nadczynność tarczycy;
  • niedostateczna ilość witaminy D w organizmie oraz krzywica,
  • choroby wirusowe i pasożytnicze, jakie przeszła w trakcie ciąży matka dziecka, m.in.: różyczka, półpasiec, grypa, a także toksoplazmoza oraz listerioza;
  • zaburzenia, które powstały w życiu płodowym, np. wskutek spożywania alkoholu przez matkę.

Nieprawidłowy zgryz to nie tylko defekt kosmetyczny – może on powodować wiele problemów zdrowotnych i komplikacji:

  • stłoczenie zębów skutkuje trudnością w ich czyszczeniu, co przyczynia się do rozwoju próchnicy i szybkiego odkładania się kamienia nazębnego, co z kolei może prowadzić do paradontozy;
  • nieprawidłowe ułożenie zębów skutkuje ich szybszym ścieraniem się, kruszeniem i łamaniem;
  • problemy z gryzieniem i żuciem mogą być przyczyną dolegliwości ze strony układu pokarmowego;
  • duże wady zgryzu znajdują odzwierciedlenie w wyglądzie zewnętrznym (np. cofnięta broda), co może prowadzić do kompleksów i gorszej samooceny oraz do rozwoju wad wymowy.

Źródła:

  1. K.G. Peres, A. M. Cascaes, M.A. Peres i in., Exclusive Breastfeeding and Risk of Dental Malocclusion,
  2. lllfrance.org
Kategorie
niemowlę

Jak pielęgnować niemowlę, aby nie zaburzyć jego naturalnego rozwoju?

Okazuje się jednak, że nie tylko ich ilość, ale również (a może przede wszystkim) ich jakość ma znaczenie, szczególnie dla rozwijającego się układu nerwowego, narządów zmysłów oraz układu kostno-stawowego. Chodzi zwłaszcza o te doświadczenia, z którymi ciałko maleńkiego człowieka spotyka się wielokrotnie w ciągu dnia. Świetnym przykładem jest stymulacja narządu wzroku – nie chodzi o to, żeby zabawka, którą proponujemy dziecku, była jak najbardziej kolorowa, a raczej o to, żeby była odpowiednio kolorowa – adekwatnie do jego wieku i możliwości wzrokowych.
Rodzice i bliscy odgrywają największą rolę w dostarczaniu dziecku bodźców – poprzez aranżację pomieszczeń, w których przebywa, sposób spędzania z nim czasu, proponowane zabawki czy wreszcie codzienną pielęgnację i zabawę. A ciało niemowlęcia jest jak gąbka – wchłonie wszystko – zarówno to, co dobre, jak i niestety to, co szkodliwe…. I choć każdy rodzic chce dla swojego dziecka wszystkiego, co najlepsze, nierzadko można spotkać działania niezbyt sprzyjające harmonijnemu rozwojowi układu nerwowego i kostno-mięśniowego niemowlęcia. Najczęściej wynika to z niewiedzy czy źle pojętej troski, czasem niestety z wygodnictwa czy lenistwa…

Oto 5 „fizjogrzechów” najczęściej popełnianych przez rodziców niemowląt:

1. Bylejakość w pielęgnacji

Ciało dziecka jest niezwykle delikatne i… czułe. Ze wszystkich zmysłów to właśnie dotyk, propriocepcja i równowaga są najbardziej dojrzałe w chwili narodzin. Dostarczają więc do mózgu dziecka najwięcej informacji o otaczającym świecie. Jakże duże znaczenie w tym kontekście mają prawidłowe techniki podnoszenia, noszenia czy przewijania. To pewien rodzaj komunikacji z niemowlęciem – w ten sposób możemy dać mu do zrozumienia, że świat, w którym się znalazł, jest miły, bezpieczny i przyjazny.

Warto zatem zwrócić uwagę na kilka rzeczy:

  • z podłoża, łóżeczka itp. podnosimy dziecko bez pospiechu, spokojnie i łagodnie,
  • główka dziecka w trakcie wszelkich manewrów powinna być najwyższym punktem jego ciała,
  • nosząc dziecko, należy tak podtrzymywać jego nóżki i rączki, by zawsze miały możliwość kontaktu i nie były rozdzielone,
  • małe dziecko najlepiej podnosić z podłoża bokiem do świata – wówczas ma szansę lepiej kontrolować swoje ciało i zaoszczędzić sobie nerwowych wzdrygnięć i reakcji, starszaka – z pozycji siedzącej – podtrzymując go pod pupą, a nie tylko chwytając pod paszkami,
  • warto wykonywać wszystkie czynności w sposób naprzemienny – raz jedną, raz drugą ręką, raz przez jeden, raz przez drugi bok. Większość rodziców ułatwia dziecku odbicie po jedzeniu, trzymając je wysoko na swoim barku – ale kto pamięta, żeby kłaść malucha raz na jeden, raz na drugi bark? Przez pierwsze 3–4 miesiące lepiej unikać noszenia dziecka w pozycji pionowej i stopniowo zmniejszać kontrolę i podtrzymywanie jego główki.

[reklama id=”76088″]

2. Ograniczanie przestrzeni i ruchów dziecka

Dla prawidłowego rozwoju psychomotorycznego największe znaczenie ma przestrzeń. Dziecko musi mieć miejsce na obrót, twarde, niezapadające się podłoże, aby wykonać prawidłowy podpór czy wreszcie przestrzeń do nauki pełzania czy czworakowania. Tymczasem wielu rodziców często z troski przez długie miesiące trzyma swoje dzieci w kołyskach, łóżeczkach, na łóżkach czy kanapach. Niemowlę dwumiesięczne, a już z pewnością trzymiesięczne, powinno spędzać większą część swojej spontanicznej aktywności na podłodze (miękki, gładki dywan lub mata). To idealna powierzchnia do kształtowania wszelkiej aktywności „w parterze”, która jest podstawą prawidłowych wzorców w wyższych pozycjach. A na dodatek jest w pełni bezpieczna, bo z podłogi spaść się nie da.
Przeczytaj: Dlaczego należy kłaść niemowlęta na podłodze?
Inną kwestią są nadużywane w ostatnich czasach bujaczki i huśtawki. Dziecko w opinii rodziców jest w nich bezpieczne, zatem opiekun może zająć się swoimi sprawami. Tymczasem niemowlę unieruchomione w zgięciowej, często asymetrycznej pozycji, pozbawione jest możliwości doświadczania swojego ciała i otoczenia (wiszące nad bujaczkiem zabawki na pewno nie dostarczą mu stymulacji odpowiedniej jakości…). Większość zdrowych dzieci wynajdzie sobie jakąś aktywność – często schematyczną i jedyną możliwą do wykonania w tych warunkach – i będzie ją powtarzać, wzmacniając wyłącznie jedną grupę mięśniową. W przyszłości skutkuje to dysbalansem mięśniowym i bywa początkiem niepokojących wzorców motorycznych i nieprawidłowości postawy ciała.

3. Zbyt wczesne sadzanie i nauka siadania

Większość dzieci siada samodzielnie w wieku 8 miesięcy. Tak, tak, nie sześciu, jak nadal uważa wielu rodziców. 8 miesięcy to moment, kiedy zarówno kręgosłup, jak i układ nerwowy są dojrzałe na tyle, żeby dziecko mogło samodzielnie usiąść i utrzymać prawidłową, symetryczną pozycję siedzącą. Tymczasem wielu rodziców – za namową starszych – decyduje za swoje dzieci wbrew ich naturze i sadza je, obkładając poduszkami, żeby się nie przewracały… Nie ma możliwości, żeby sześciomiesięczne niemowlę utrzymało tę pozycję dłuższy czas, prędzej czy później przechyli się na którąś stronę, co oczywiście będzie sprzyjać asymetrii.
Czas między 6 a 8 miesiącem to złoty czas podłogi – dziecko zdążyło już polubić leżenie na brzuszku, potrafi zmienić pozycję przez obroty czy piwoty, zaczyna „froterować” brzuszkiem podłogę. Naprawdę szkoda zabierać mu te treningi, ucząc je właśnie wtedy siadania… Im więcej czasu dziecko spędzi w parterze, trenując koordynację, schemat ciała, reakcje równoważne, tym sprawniejsze i bardziej pewne swojego ciała będzie w przyszłości. Uczenie siadania i ćwiczenie z dzieckiem „brzuszków” (podciąganie z pozycji leżenia na plecach do siadu, czyli próba trakcyjna, zarezerwowane jest wyłącznie dla lekarzy i fizjoterapeutów na czas badania niemowlęcia. Niestety wciąż zdarzają się rodzice, którzy są święcie przekonani, że w ten sposób ćwiczą jego mięśnie brzucha!) przyniesie więcej szkody niż pożytku. A przedwcześnie posadzone niemowlę może łatwo stracić motywację do ruchu, bo przecież wszystko już ma w zasięgu ręki…
Przeczytaj: 10 rzeczy, których powinniśmy unikać, żeby wspierać rozwój prawidłowej postawy ciała dziecka

4. Nauka chodzenia

Nadal w wielu rodzinach pokutuje przekonanie, że dziecko musi „przedreptać roczek”. A zatem już w okolicach 6 miesiąca rodzice dokładają wszelkich starań, żeby nauczyć je chodzić. Początkowo stawiają dziecko na nóżki (ono to przecież tak bardzo lubi!), podczas gdy zdanie ortopedów jest jednogłośne – struktury kostno-stawowe, z bioderkami na czele, gotowe są na obciążenia w okolicach 8–9 miesiąca życia! Zaraz potem – około 10 miesiąca – zaczyna się prowadzenie za dwie rączki lub za jedną (najczęściej wciąż tę samą, bo kto by pamiętał o naprzemienności). Może to przyczynić się do pojawienia się w przyszłości wad postawy, z asymetrią i skoliozą na czele, a równocześnie utrudnia dziecku kształtowanie prawidłowego wzorca chodu (w którym potrzebna jest przecież aktywność rąk!), koordynacji, równowagi, schematu ciała czy orientacji przestrzennej.
Należy bezwzględnie wystrzegać się chodzików! Niestety producenci nęcą, uatrakcyjniając swoje produkty i wyposażając je w dodatkowe opcje (siedziska, zabawki edukacyjne, stoliczek do karmienia itp.) i nadal wiele dzieci trafia do nich w okolicy półrocza swojego życia… Do myślenia niech da fakt, że w niektórych krajach (np. Kanada) chodziki są po prostu zakazane, ze względu na przyczynianie się do większego ryzyka urazów czaszkowo-mózgowych u niemowląt.
Warto pozwolić działać Matce Naturze – tak to wszystko sprytnie wymyśliła, że dziecko zaczyna chodzić wtedy, gdy jego układ nerwowy, narządy zmysłów, mięśnie i układ szkieletowy są odpowiednio dojrzałe, czyli między 12 a 18 miesiącem życia.

5. Nadużywanie fotelików samochodowych

Foteliki samochodowe zostały zaprojektowane tak, aby zapewnić dziecku maksymalne bezpieczeństwo w czasie podróży samochodem. I na tym ich rola się kończy. Przynajmniej powinna… Coraz częściej jednak można zobaczy niemowlęta w fotelikach w czasie spacerów czy w centrach handlowych. Wielu rodziców na co dzień używa ich do karmienia.

Warto zapamiętać, że:

  • dziecko w foteliku przyjmuje pozycję zgięciową, jego aktywność spontaniczna jest znacznie ograniczona. Nie może swobodnie zmienić pozycji, obrócić się czy choćby przeciągnąć. Trudno mu nawet poprawić się, jeśli przypadkiem zostanie krzywo włożone, dlatego długie i regularne przebywanie w foteliku może przyczyniać się do pogłębienia lub wręcz powstania asymetrii ułożeniowej i deformacji kostnych (np. w obrębie ostatnich żeber).
  • zgięciowa pozycja w foteliku powoduje, że broda przylega do mostka, a tułów jest zapadnięty. W trakcie posiłku głowa powinna być w jednej linii z tułowiem – wówczas ryzyko zakrztuszenia czy wręcz zadławienia jest najmniejsze.

Warto pielęgnować niemowlęta w sposób bezpieczny, świadomy i rozsądny. To tylko i aż rok! Rodzicom minie jak jeden dzień, a tymczasem dziecko osiągnie w tym okresie więcej niż kiedykolwiek w przyszłości! Warto wysilić się, pomyśleć, poświęcić trochę czasu i energii na mądrą pielęgnację, dobór sprzętów i zabawek oraz… wspólną zabawę. To zaprocentuje – czując się dobrze we własnym ciele, nasze dziecko będzie przenosić góry.
Foto: flikr.com/ikarl67

Kategorie
Internet Uncategorized

Standard with Sidebar on Left

Kategorie
karmienie piersią

10 najnowszych badań potwierdzających wpływ karmienia piersią na zdrowie mamy i dziecka

I choć duża część benefitów związanych z karmieniem piersią jest dobrze znana, to kolejne badania naukowe odkrywają jego nowe zalety, nie tylko dla dziecka, lecz także dla karmiącej mamy.

10 najnowszych badań naukowych na temat karmienia piersią:

1. Karmienie piersią sprzyja kolonizacji dobrych bakterii w jelitach oraz poprawia działanie probiotyków

O tym, że karmienie piersią ma pozytywny wpływ na florę bakteryjną jelit, wiadomo od dawna (m.in. chroni wcześniaki przed martwiczym zapaleniem jelit dzięki obecności białka NRG4, które pomaga wytworzyć niedojrzałym jelitom ochronę przed zanieczyszczeniami). Najnowsze badania pokazują także, że znacząco poprawia działanie przyjmowanych doustnie probiotyków. Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornii uważają, że dzięki karmieniu piersią bakterie probiotyczne znacznie dłużej przeżywają w jelitach (aż do 30 dni po zakończeniu przyjmowania suplementów).

Okazuje się, że oligosachardy, czyli cukry występujące naturalnie w kobiecym mleku, są doskonałą pożywką dla dobrych bakterii znanych jako bifidobakterie (Bifidobacterium longum). Jakie to ma znaczenie w szerszej perspektywie? Mikroflora bakteryjna w jelitach odpowiada za odporność organizmu i jest bezpośrednio powiązana z takimi chorobami cywilizacyjnymi jak alergia, egzema czy astma. Okazuje się, że oligosacharydy zawarte w mleku mamy mogą redukować ryzyko wystąpienia alergii pokarmowej, dlatego dbanie o wysoki poziom bakterii probiotycznych w jelitach dziecka to długoterminowa inwestycja w jego zdrowie i ochrona przed patogenami, które mogą powodować biegunki i zakażenia organizmu.

2. Karmienie piersią buduje system odpornościowy

Do tej pory naukowcy skupiali się na tzw. “odporności pasywnej”. Przeciwciała zawarte w mleku matki były dla dziecka swego rodzaju tarczą ochronną przed wirusami. Najnowsze badania dowodzą jednak, że kobiece mleko nie tylko chroni w sposób bierny, lecz także może być także alternatywą dla szczepionek. Okazuje się bowiem, że przeciwciała zawarte w mleku mamy uczą rozwijające się komórki dziecka, by atakować te same wirusy, na których działanie był wystawiony organizm matki. To odkrycie może być przełomem w dziedzinie szczepień.

Badacze już teraz rozważają wykorzystanie tego mechanizmu, jeśli chodzi o zapobieganie zachorowaniom na gruźlicę. W chwili obecnej w Polsce i innych krajach bloku wschodniego noworodki są na nią szczepione już w 2 dobie po porodzie. Ponieważ szczepienie tak maleńkich dzieci pozostaje kwestią szeroko dyskutowaną, naukowcy rozważają szczepienie matek karmiących lub kobiet na krótko przed zajściem w ciążę. Jeśli to rozwiązanie faktycznie zadziała, być może już niedługo czeka nas prawdziwa rewolucja!

[reklama id=”67238″]

3. Karmienie piersią chroni dziecko przed zespołem nagłej śmierci łóżeczkowej (SIDS)

Przeprowadzone badania wykazują, że karmienie piersią przez okres od 2 do 4 miesięcy może zredukować ryzyko nagłej śmierci łóżeczkowej o 40%, karmienie przez minimum 6 miesięcy obniża to o ryzyko o 60%, a karmienie dłużej niż 6 miesięcy redukuje je o 64%. Naukowcom nie udało się do tej pory wyjaśnić tego mechanizmu, wyniki są jednak jednoznaczne. Co ciekawe, nie ma znaczenia, czy mama karmi wyłącznie piersią czy w sposób mieszany – ochrona przed SIDS jest zachowana.

4. Karmienie piersią redukuje ryzyko wystąpienia cukrzycy typu II u kobiet

Od dawna wiadomo, że wyłączne karmienie piersią przez 6 miesięcy jest długoterminową inwestycją w zdrowie dziecka i chroni je przed różnymi chorobami cywilizacyjnymi takimi jak nadwaga, otyłość, cukrzyca, astma i alergia. Nowe badania pokazują również, że karmienie piersią znacząco redukuje ryzyko wystąpienia cukrzycy typu II u karmiących mam (w porównaniu z kobietami, które nie karmiły). Ryzyko pojawienia się u nich cukrzycy jest niższe o 47% , jeżeli mama karmiła przez 6 miesięcy i dłużej, oraz o 25%, jeżeli kobieta karmiła przez okres krótszy niż 6 miesięcy.

5. Kobiety, które karmią piersią są mniej zagrożone ryzykiem zachorowania na stwardnienie rozsiane

Niedawne badania opublikowane w czasopiśmie American Academy of Neurology donoszą, że karmienie piersią przez minimum 15 miesięcy (po jednej ciąży lub kilku) może znacząco, bo aż o 53% zredukować ryzyko zachorowania na stwardnienie rozsiane. Naukowcom nie do końca udało się wyjaśnić to zjawisko, są jednak przekonani, że istnieje silna zależność. Prawdopodobnie wystąpienie objawów stwardnienia rozsianego jest powiązane z gospodarką hormonalną (inne badania wykazały, że kobiety, które rozpoczęły miesiączkowanie po 15. roku życia są o 44% mniej narażone na zachorowanie na stwardnienie rozsiane w porównaniu z kobietami, które rozpoczęły miesiączkować w młodszym wieku). Okresy bezowulacyjne w czasie ciąży i karmienia piersią to często także czas remisji objawów u kobiet, które już chorują, stąd też naukowcy przypuszczają, że brak owulacji może być również czynnikiem ochronnym przed zachorowaniem.

6. Karmienie piersią zmniejsza ryzyko zachorowania na raka piersi i jajnika

Badania pokazują, że już 3 miesiące karmienia niemowlęcia redukują ryzyko wystąpienia nowotworu sutka u matki o 20%. Przyjmuje się, że ryzyko zachorowania spada o 7% z każdym urodzonym dzieckiem i o kolejne 4% z każdym rokiem karmienia piersią. Tłumaczy się to faktem redukowania liczby cykli menstruacyjnych i różnicowaniem tkanki piersi. Uważa się także, że kompleks HAMLET (kwas oleinowy i alfa-laktoalbuminy) obecny w mleku jest swego rodzaju ochroną dla tkanki piersi.

Karmienie piersią to także naturalna ochrona przed rakiem jajnika. Kobiety, które nigdy nie karmiły piersią, są o 30 proc. bardziej narażone na zachorowanie na ten nowotwór niż kobiety karmiące. Duże znaczenie ma także czas karmienia. Karmienie piersią przez 2 lata może zredukować ryzyko wystąpienia raka jajnika nawet o połowę! Co ważne, dotyczy to łącznego czasu karmienia wszystkich dzieci (czyli np. wystarczy karmić dwoje dzieci przez rok lub troje po osiem miesięcy). Jeszcze inne dane donoszą, że kobiety, które karmiły 3 dzieci, a łączny czas karmienia wynosił ponad 31 miesięcy, są aż o 91% mniej narażone na zachorowanie w porównaniu z kobietami, które karmiły przez mniej niż 10 miesięcy. Uważa się, że dobroczynny wpływ na kobiety ma LAM, czyli laktacyjny brak miesiączki. Zredukowanie ilości cykli owulacyjnych sprawia, że zmniejsza się ryzyko mutacji komórek, które mogą prowadzić do powstawania nowotworów. Inne czynniki ochronne to ciąża i antykoncepcja hormonalna.

7. Karmienie piersią może redukować ryzyko zachorowania na choroby serca i udar u matek

Badania przeprowadzone w Chinach wykazały, że karmienie może zredukować ryzyko chorób układu krążenia o 10%. Benefity te są jeszcze większe w przypadku długiego karmienia piersią (2 lat i więcej). Nie do końca udało się wyjaśnić korelacje tego zjawiska. Z jednej strony naukowcy zauważają, że lęk, depresja, wysoka waga i niski poziom oksytocyny mają związek z występowaniem chorób wieńcowych, z drugiej strony zaś przypuszcza się, że kobiety prowadzące aktywny tryb życia i dbające o zdrowie (czyli takie, które i tak nie należą do grupy ryzyka zachorowania na choroby wieńcowe) mają większą świadomość i chętniej rozpoczynają karmienie piersią.

8. Karmienie piersią zmniejsza ryzyko wystąpienia endometriozy

Endometrioza to przerost błony ściany macicy. To przewlekłe i bolesne schorzenie może powodować np bardzo obfite i bolesne miesiączki. krwawienia w trakcie cyklu menstruacyjnego, bolesne stosunki seksualne a nawet problemy z zajściem w ciąże. Badania wykazały, że karmienie piersią przez rok lub dłużej może zredukować ryzyko wystąpienia endometriozy o 32%. Uważa się, że laktacja może także chronić przed rakiem macicy. Badania wykazały, że karmienie piersią przez okres 3-6 miesięcy redukuje ryzyko wystąpienia nowotworu o 7%, a karmienie przez 6-9 miesięcy zmniejsza to zagrożenie o 11%

Jednym z czynników, które tłumaczą ten mechanizm, jest wydłużenie okresu bezmiesiączkowego u mam karmiących.

9. Karmienie piersią może łagodzić odczuwanie chronicznego bólu po cesarskim cięciu

Badaniu zostało poddanych 185 kobiet po cesarskim cięciu. Badano ich samopoczucie i poziom odczuwania bólu po 24 godzinach, 72 godzinach i po 4 miesiącach od operacji. Okazało się, że mamy, które karmiły krócej niż 2 miesiące po cesarskim cięciu, dużo częściej odczuwały chroniczny ból i dyskomfort po operacji. Wykazywały też wyższy poziom ogólnego lęku i niepokoju. 8% kobiet, które karmiły ponad 2 miesiące, relacjonowało dużo lepsze samopoczucie po zabiegu niż ich niekarmiące koleżanki.

10. Karmienie piersią minimalizuje ryzyko wystąpienia depresji poporodowej

Badania pokazują, że lęk i depresja poporodowa dotykają ok. 15-20% kobiet. Uważa się, że karmienie piersią może redukować ryzyko zachorowania nawet o 50%. W czasie karmienia piersią uwalniania oksytocyna – hormon, który jest odpowiedzialny za uczucie rozluźnienia i relaksu, który jednocześnie obniża poziom stresu, lęku i stabilizuje ciśnienie krwi. Poza tym sukces w karmieniu może wpływać budująco na samoocenę młodych mam: czują się spełnione i kompetentne w nowej roli. Te same badania pokazały, że kobiety, które chciały karmić piersią, ale poniosły porażkę, są dwukrotnie bardziej podatne na zachorowanie na depresję poporodową.

Źródła:

  1. sciencedaily.com
  2. eu.usatoday.com
  3. nytimes.com
  4. brisbanetimes.com
  5. medicaldaily.com
  6. motherlove.com