Kategorie
zdrowie

Kształtowanie się postawy ciała dziecka od narodzin do 5 roku życia

Wszelkie odstępstwa od prawidłowego wzorca, czyli wady postawy, nie tylko zmieniają wygląd sylwetki, ale także zaburzają funkcjonowanie całego organizmu. Na szczęście, wcześnie wykryte nieprawidłowości w postawie ciała dziecka mogą być z powodzeniem wyleczone.

Okres płodowy i pierwsze 3 miesiące życia

Kształtowanie się postawy ciała człowieka następuje już w okresie płodowym. W 3 tygodniu, z uwagi na dominację mięśni zginaczy oraz ułożenie ciała wymuszone przez budowę anatomiczną macicy, rozwijające się dziecko przyjmuje pozycję skuloną. Jego kręgosłup ma kształt litery „C” (kifoza ogólna), nóżki są odwiedzione, zrotowane na zewnątrz oraz zgięte w stawach biodrowych i kolanowych. Następnie od 5 miesiąca zaczyna się delikatnie zaznaczać krzywizna lędźwiowa. Mimo to w chwili narodzin dziecko ma kręgosłup niemal prosty. W budowie ciała noworodka szczególne odznacza się głowa, która stanowi ¼ długości ciała, a jej obwód jest większy od obwodu klatki piersiowej. Szyja jest krótka, brzuszek wypukły i „rozlany”, natomiast kończyny dość krótkie. Podczas leżenia na plecach noworodek przyjmuje pozycję zgięciową, która jest kontynuacją ułożenia płodowego. Kręgosłup jest łukowato wygięty do tyłu, dłonie są zaciśnięte, natomiast kończyny zgięte. W leżeniu na brzuszku głowa skręcona jest na bok, a zgięte rączki znajdują się pod klatką piersiową.

Jakie zachowania dziecka są prawidłowe:

  • spontaniczne ruchy kończyn i ruchy głowy (noworodek),
  • w ułożeniu na brzuchu chwiejne, często asymetryczne unoszenie głowy do kąta 45° i utrzymanie jej przez 10 sekund (2 miesiące*),
  • okresowo powtarzające się prostowanie kończyn górnych i dolnych z następującym po nim ich zgięciem i ustawieniem w pozycji obejmowania (w reakcji na hałas lub inny nagły niespodziewany bodziec oraz na gwałtowne odgięcie główki np. podczas nieprawidłowego odkładania/podnoszenia),
  • prostowanie kończyn dolnych i górnych podczas odgięcia główki do tyłu (często podczas nieprawidłowego odkładania/podnoszenia),
  • okresowo powtarzające się asymetryczne ułożenie ciała w pozycji “szermierza” w odpowiedzi na bierny lub czynny obrót głowy dziecka (kończyny po stronie twarzowej są wyprostowane, natomiast po stronie potylicy – zgięte).

Jakie zachowania mogą budzić niepokój:

  • skręcanie główki wyłącznie na jedną stronę lub głowa stale ułożona na boku (leżenie na plecach),
  • brak prób unoszenia głowy w czasie leżenia na brzuchu (2 miesiąc),
  • kończyny dolne stale wyprostowane,
  • odgięciowe ułożenie dziecka.

3–6 miesiąc życia

Około 3–4 miesiąca życia niemowlę, zainteresowane otaczającym je światem, zaczyna unosić główkę – początkowo w pozycji leżenia na plecach, a następnie w leżeniu na brzuchu. W wyniku tego zaczyna się kształtować wygięcie szyjne (lordoza szyjna). Nabycie przez dziecko umiejętności podporu na rękach powoduje natomiast stopniowe zmniejszanie się wygięcia piersiowego kręgosłupa (kifoza piersiowa) oraz prostowanie nóg w stawach biodrowych i kolanowych.

Jakie zachowania dziecka są prawidłowe:

  • zgięciowa pozycja ciała podczas płaczu (3 miesiąc),
  • spontaniczne wierzgania i pchnięcia kończynami,
  • w leżeniu na brzuchu okresowo występujące krótkie ruchy “pływania”, ustawienie ciała w pozycji “kołyski” (5 miesiąc).

Jakie zachowania mogą budzić niepokój:

  • dłonie stale zaciśnięte w pięści,
  • w leżeniu na brzuchu brak podporu na przedramionach (3 miesiąc),
  • nieobracanie się z boku na plecy,
  • nieumiejętność utrzymania sztywno głowy podczas noszenia,
  • skręcanie główki zazwyczaj w jedną, preferowaną stronę, często połączone z odgięciem pleców ku tyłowi.

6–12 miesiąc życia

Wraz z nauką siadania i raczkowania ponownie pogłębia się wygięcie piersiowe kręgosłupa. Jednocześnie wygięcie szyjne nieustannie się kształtuje. Kiedy dziecko podejmuje próby samodzielnego stania, a następnie opanowuje je, rozpoczyna się powolne przesuwanie środka ciężkości ku przodowi i w górę. Talerze biodrowe wysuwają się do przodu, natomiast klatka piersiowa jest cofnięta, dzięki czemu rozpoczyna się kształtowanie wygięcia lędźwiowego kręgosłupa (lordoza lędźwiowa). Następuje także dalsze zmniejszanie zgięciowego ustawienia kończyn dolnych. Jednocześnie stawy kolanowe ustawione są szpotawo. W wyniku przyjęcia pionowej postawy narządy wewnętrzne przemieszczają się, przez co brzuch uwypukla się. Charakterystyczne dla dziecka w tym wieku jest tzw. płaskostopie pozorne. Spowodowane jest ono występowaniem na stopie poduszeczki tłuszczowej, a także wiotkością elementów kostno-stawowych w obrębie stopy.

Jakie zachowania dziecka są prawidłowe:

  • pełzanie okrężne oraz do tyłu (7–9 miesiąc),
  • odpychanie się nogami od podłoża (“podskakiwanie”) podczas podtrzymywania pod pachami (7 miesiąc) – nie oznacza to jednak jeszcze gotowości do stania,
  • podciąganie się do pozycji siedzącej (8 miesiąc),
  • podciąganie się do pozycji stojącej (9 miesiąc),
  • chodzenie bokiem przy meblach (12 miesiąc).

Jakie zachowania mogą budzić niepokój:

  • nieobracanie się z pleców na brzuch i odwrotnie (6–7 miesiąc),
  • nietrzymanie głowy, gdy dziecko jest podciągnięte za rączki do pozycji siedzącej (6–7 miesiąc),
  • nieumiejętność przejścia do siadu z pozycji leżącej (8–9 miesiąc),
  • nieumiejętność samodzielnego siedzenia (8–9 miesiąc),
  • niepodejmowanie prób siadania, stania (12 miesiąc).

1–3 rok życia

W momencie przyjęcia pionowej postawy zmieniają się proporcje, statyka i dynamika ciała dziecka. Klatka piersiowa zwiększa swoją szerokość, a jej obwód jest większy niż obwód głowy. Miednica, początkowo ułożona poziomo, zaczyna pochylać się ku przodowi. Wciąż utrzymuje się pozycja zgięciowa w stawach biodrowych oraz kolanowych, a także szpotawe ustawienie kolan. Przeciwdziałanie sile grawitacji wymaga od dziecka wiele wysiłku i stałej kontroli ułożenia ciała. Wszystkie te czynniki powodują dalsze kształtowanie krzywizn kręgosłupa, które względnie stabilizują się między 2 a 3 rokiem życia. Stopniowo zwalnia także tempo przyrostu masy ciała na rzecz wzrostu, przez co sylwetka dziecka się wysmukla.

Jakie zachowania dziecka są prawidłowe:

  • chodzenie z rozłożonymi na boki i wysoko uniesionymi rękami (13–14 miesiąc),
  • wchodzenie po schodach na czworakach (15 miesiąc),
  • nieumiejętność spokojnego siedzenia w miejscu przez dłuższą chwilę.

Jakie zachowania mogą budzić niepokój:

  • brak umiejętności samodzielnego chodzenia (18 miesiąc),
  • brak umiejętności samodzielnego wchodzenia po schodach krokiem dostawnym (17–20 miesiąc),
  • niewspinanie się na sprzęty/meble (18 miesiąc),
  • brak dążenia do samodzielnego wykonywania czynności i poznawania otoczenia (2 lata),
  • nieumiejętność stania na jednej nodze nawet przez chwilę (3 lata),
  • siadanie tylko w jeden, preferowany sposób, np. w literę “W”, po turecku, z jedną nogą pod pośladkiem.

3–5 rok życia

Między 3 a 5 rokiem życia następuje zwolnienie tempa wzrostu. W postawie ciała można zaobserwować dominację kifozy piersiowej. Lordoza szyjna stabilizuje się, natomiast lordoza lędźwiowa stale się powiększa. Następuje też dalsze zwiększanie szerokości i uwypuklenie klatki piersiowej. Barki dziecka obniżają się, a łopatki są mniej odstające. Powoli zmniejsza się również uwypuklenie brzucha. Nogi w pozycji stojącej powinny być już w pełni wyprostowane, kolana przyjmują natomiast ustawienie koślawe. Zaczynają się także zaznaczać wysklepienia podłużne oraz poprzeczne stóp.

Jakie zachowania dziecka są prawidłowe:

  • wykonywanie wielu szybkich i niepotrzebnych ruchów, niedopasowanych do wykonywanej czynności (4 lata)
  • rzucanie piłki całym ciałem (3–4 lata),
  • szybka męczliwość podczas wykonywania ruchów precyzyjnych oraz podczas długiego wykonywania ruchów jednostajnych i powtarzalnych.

Jakie zachowania mogą budzić niepokój:

  • siadanie tylko w jeden, preferowany sposób, np. w literę “W”, po turecku, z jedną nogą pod pośladkiem,
  • stanie tylko w jeden, preferowany sposób, np. z jedną nogą wysuniętą ku przodowi, ze złączonymi kolanami,
  • preferowanie wyłącznie jednej strony lub jednego kierunku ruchu,
  • szuranie butami,
  • stale otwarta buzia (przy drożnym nosie),
  • problemy z czynnościami samoobsługowymi (4–5 lat),
  • unikanie zabaw ruchowych z rówieśnikami (4–5 lat),
  • niezgrabność ruchowa, częste potykanie się,
  • chodzenie stale na palcach lub z szybkim odrywaniem pięt od podłoża (czasem z niewielkim podskakiwaniem),
  • częste garbienie się.

*podane miesiące/lata są “książkowymi” przedziałami, w których dana umiejętność powinna/nie powinna wystąpić. Jednak dla każdej rozwijanej umiejętności istnieje przedział czasowy, w którym może się ona rozwinąć (“okno rozwojowe”). Dlatego wszelkie wątpliwości warto skonsultować z pediatrą lub fizjoterapeutą dziecięcym.
Źródła:

  1. Kuliński W., Zeman K., Fizjoterapia w pediatrii, PZWL, Warszawa 2012.
  2. Wolański N., Wyprostowana postawa ciała w ewolucji i rozwoju osobniczym człowieka, “Wychowanie Fizyczne i Zdrowotne”, 2012, 4: 19–28.
Kategorie
wychowanie

Dlaczego warto pozwolić dzieciom ubierać się samodzielnie?

Każdy, kto obserwował dwulatka próbującego założyć sobie skarpetki (po 30 minutach zastanawiania się, które wybiera), wie, o czym mowa. W codziennym pośpiechu może być trudno znaleźć w sobie gotowość do towarzyszenia dziecku w nauce samoobsługi. Tym bardziej że te pierwsze próby bywają mocno nieporadne i zajmują z reguły bardzo dużo czasu. Mimo wszystko warto zagryźć zęby i uzbroić się w cierpliwość. Dlaczego samodzielne decydowanie o tym, w co się ubrać, to ważny element rozwoju dziecka?

Moje dziecko świadczy o mnie?

Jako rodzice nierzadko czujemy opór przed tym, aby dać dziecku wolną rękę w decydowaniu o swoim ubiorze. Skąd to się bierze? Najprawdopodobniej winne temu jest nasze mniej lub bardziej uzasadnione przekonanie, że nasze dzieci (a tym samym ich wygląd i zachowanie) świadczą o nas i o naszych rodzicielskich kompetencjach. Dlatego tak trudno nam pozwolić na to, by nasze dzieci w pełni podejmowały decyzje o tym, jak chcą wyglądać. A co, jeśli ubiorą się nieadekwatnie do pory roku lub okazji? Lęk przed oceną społeczną sprawia, że łatwiej nam przychodzi narzucenie dziecku naszej woli niż zezwolenie mu na samodzielne decydowanie o sobie i tym samym narażenie nas na ewentualną krytykę.
Warto uświadomić sobie, że nie wszystko, co robią i mówią nasze dzieci, jest odzwierciedleniem naszych rodzicielskich działań. A już na pewno ich ubiór nie świadczy o naszych umiejętnościach (no może negocjacyjnych) i byciu dobrym lub kiepskim rodzicem. Wystrojone maluchy i padające zewsząd: Uważaj, nie siadaj, zaraz się pobrudzisz! Czy musisz się wszędzie wycierać? to dość powszechne zjawisko na placach zabaw. Wysublimowany strój psuje humor i dziecku, i rodzicowi. O ileż wygodniej i mniej stresująco dla wszystkich byłoby, gdyby malec mógł założyć wygodne dresy lub spodnie przeciwdeszczowe i bez skrupułów eksplorować otaczający świat?
[reklama id=”71723″]

O wiele trudniejsza jest sytuacja, gdy to my jako rodzice mamy problem z zaakceptowaniem wyborów dziecka

O ile nie widzimy nic niezwykłego, gdy dziewczynka bawi się autami i nosi spodnie i bluzy, o tyle chłopiec w spódnicy i różowej bluzce budzi co najmniej zdziwienie. W naszej kulturze podział jest dość jasny. Przy kompletowaniu wyprawki porodowej szybko orientujemy się, że dziewczynkę “trzeba” otaczać różem i bielą, a chłopca błękitem, ewentualnie szarościami. Asortyment jest mocno ukierunkowany i ubranie dziewczynki w czerń i granat łączy się z tym, że nieświadomie narażamy się na komentarze: O jaki śliczny chłopczyk!
Warto wiedzieć, że nie zawsze przebieranie się w dziewczęce ubranie musi być powodem do niepokoju i świadczyć o zaburzeniach identyfikacji płciowej. Być może po prostu chłopiec ma starszą siostrę, która jest dla niego wzorem, i naśladuje ją we wszystkim. Obserwujemy przecież jedynie wycinek sytuacji, nie znamy całego jej kontekstu.
Choć taka sytuacja może być trudna dla rodzica (poza lękiem przed oceną społeczną dochodzi często lęk o dziecko i o to, aby nie było napiętnowane przez rówieśników), warto wyjść poza strefę swojego komfortu. Pozwalanie dziecku na samodzielne dokonywanie wyborów, akceptowanie jego “odmienności” jest dla niego sygnałem, że rodzice kochają go bez względu na wszystko. To kamień milowy w kształtowaniu jego samooceny i samoakceptacji.
Podział na różowy i niebieski dość szybko zostaje przeniesiony do dziecięcego świata. Dzieci błyskawicznie pojmują, że “różowy jest dla dziewczyn”, co uruchamia całą lawinę podziałów i stereotypów. Takie podejście jest wyjątkowo krzywdzące, zwłaszcza dla dziewczynek (ponieważ im przypadają w udziale głównie zabawki skupione wokół bycia mamą i związane z ogniskiem domowym, natomiast chłopcy mają do dyspozycji całą masę zabawek konstrukcyjnych). Czy naprawdę na tym nam zależy jako rodzicom?

Dlaczego nie warto hamować dziecięcej samodzielności?

“Ja sam”, “Ja sama”! Moment, w którym dziecko zaczyna dążyć do samodzielności i coraz wyraźniej akcentuje swoją autonomię, to spore wyzwanie dla rodziców. Z jednej strony może rozpierać ich duma, że maluch rośnie i nabywa nowych umiejętności, z drugiej strony niejednokrotnie rodzicielska cierpliwość zostaje wystawiona wtedy na ciężką próbę.
Okres od około 18 do 30 miesiąca życia, przez wielu zwany “buntem dwulatka”, to tak naprawdę moment, w którym dziecko zaczyna odkrywać swoje miejsce w świecie: bada granice, poznaje swoje (rosnące z każdym dniem) możliwości i testuje nieznane mu dotąd rozwiązania. Potrzeba zdobywania nowych doświadczeń idzie w parze z rosnącą autonomią. Osiąganie coraz większej niezależności to naturalny i nieodłączny element rozwoju. Współtowarzyszenie w tym procesie i łagodne wspieranie go to bardzo ważna część relacji rodzic – dziecko. Jak twierdzi Jesper Juul:
(…) to decydująca faza rozwoju dla dziecka, żeby wykształcić nowe umiejętności, zdobyć pewność siebie i rozwinąć poczucie własnej wartości. Wtedy także kształtuje się charakter i jakość relacji między rodzicem i dzieckiem. Proszę nie traktować rosnącej niezależności dziecka jako problem – lecz jako prezent! Całkiem łatwo jest “złamać” dwulatka, żeby był miły, posłuszny i grzeczny, ale potem wszyscy za to zapłacą. W tym okresie uniezależniania się dziecka, a także w czasie dorastania przekaz rodziców powinien brzmieć: “Jesteś OK taki, jaki jesteś. I takiego cię kochamy”.
Umożliwienie dziecku podejmowania decyzji dotyczącej tego, co chce założyć, uszanowanie tego, jakie ubranie lubi nosić, to ważny czynnik dla jego kształtującej się tożsamości. W końcu my, dorośli, także nierzadko ubiorem manifestujemy nasze sympatie, poglądy, przynależność do grupy społecznej lub chociażby nastrój. Niemożność noszenia tego, na co mamy ochotę, próba ujednolicenia strojów (jak chociażby obowiązujący w wielu korporacjach dress code), przez wielu z nas byłaby odebrana jako zamach na naszą wolność, niezależność i prawo do samostanowienia. Nasze dzieci aż tak wiele się od nas nie różnią…
[reklama id=”68293″]

Ubieranie się a rozwój poznawczy

Samodzielne ubieranie się jest ważne nie tylko ze względu na rodzącą się autonomię dziecka. Wykonywanie wszystkich “prawdziwych” i “dorosłych” czynności zaspokaja też dziecięcą potrzebę bycia aktywnym, doskonali precyzję, trenuje koncentrację i ćwiczy cierpliwość (rodzica również).
My, dorośli, zapominamy o tym, że ubieranie się to czynność bardzo złożona, która wymaga zaangażowania wielu procesów poznawczych. Sekwencja ruchów, którą dziecko musi wykonać, pogłębia jego świadomość własnego ciała. Zakładając skarpetki czy spodnie, malec poznaje schemat ciała, uczy się orientacji lewa – prawa strona czy doskonali motorykę, a te czynności wymagają nie lada precyzji! Umiejętności te są niezwykle ważne, ponieważ somatognozja (czyli właśnie poprawny obraz, identyfikacja własnego ciała) jest zalążkiem orientowania się w przestrzeni i rozwoju tzw. orientacji kierunkowej, czyli umiejętności określania kierunków, orientacji na mapie itp. Zaburzenia w tym obszarze mogą rzutować na naukę czytania i pisania, nieprawidłowe odwzorowywanie kształtów geometrycznych i proporcji, posługiwanie się pojęciami geometrycznymi i przestrzennymi. Nie mówiąc już o jeździe samochodem w przyszłości. Sznurowanie butów czy zapinanie guzików to z kolei czynności, które doskonalą pracę dłoni, niezwykle potrzebną chociażby w nauce pisania.

Samodzielne ubieranie się: jak to zrobić, żeby nie zwariować?

Ta z pozoru banalna (ale i czasochłonna) czynność jest bardzo ważna dla dalszego prawidłowego rozwoju dziecka. Warto pozwolić maluchowi na swobodne dokonywanie wyborów. Jeśli obawiamy się, że ubierze się nieadekwatnie do okazji czy pogody, można na wszelki wypadek ograniczyć jego wybór: zawczasu pochować letnie rzeczy, tak by nie miał szansy w listopadzie znaleźć w swojej szufladzie krótkich spodni.
Jeśli zaś chodzi o respektowanie norm społecznych, warto nabrać do tego nieco dystansu. To, jak wygląda nasze dziecko, niekoniecznie jest świadectwem naszych rodzicielskich kompetencji. Maluch powinien czuć się przede wszystkim dobrze i komfortowo – zamiast obcisłych, sztywnych jeansów znakomita większość dzieci wybierze wygodne dresy. To zupełnie naturalne, skoro większość czasu spędzają bawiąc się na podłodze lub biegając po dworze. Żeby zaoszczędzić rano trochę czasu, można zasugerować malcowi, żeby ubranie na dzień następny naszykował sobie wieczorem.
No i przede wszystkim warto uzbroić się w cierpliwość. Prędzej czy później nasze dziecko dojdzie do perfekcji. Ale wtedy na pewno pojawi się kolejne wyzwanie na horyzoncie!

DPAM – Kids Revenge

Kids RevengeWhat Children LoveAgency: Les Gaulois, ParisDirector: Marc CortesChief Creative Officer: Xavier BeauregardCreative Director: Alexandre DrouillardArt Director: Florence VignonCopywriter: Vanina GuillierProduction: HRCLSSound: HRCLSCountry: FranceReleased: September 2017#KIDSREVENGE

Opublikowany przez advert.ge Środa, 20 września 2017

Kategorie
wychowanie

Wszystkie emocje są tak samo ważne i nie warto ich dzielić na dobre i złe

Po co nam emocje?

Emocje dają energię i sprawiają, że myśli zaczynają się przeistaczać w czyny. Są pomocne podczas organizowania doświadczeń, wpływają na sposób postrzegania siebie i innych. Motywują do podjęcia działania, intensyfikują wybrane doświadczenia i sygnalizują, że dana reakcja jest szczególnie ważna. Ponadto regulują interakcje społeczne (pozwalają zachować dystans i pozytywnie wiązać się z innymi ludźmi), a także pobudzają do zachowań prospołecznych. Życie bez emocji staje się jałowe i trudne, wiedzą o tym aleksytymicy, którzy nie rozumieją, co czują…

Emocje a odpowiedzialność

M. Rosenberg (twórca Porozumiewania bez Przemocy) podkreśla, że to, co robią inni, może wzbudzać nasze uczucia, ale nigdy nie stanowi ich przyczyny. Uczucia zależą od tego, w jaki sposób odnosimy się do cudzych zachowań bądź słów, a także jakie są nasze aktualne potrzeby i oczekiwania. To subiektywne interpretacje aktywują określone emocje. (Może się okazać, że ta sama sytuacja wzbudzi skrajnie różne emocje u dwóch osób). Biorąc odpowiedzialność za własne emocje (Denerwuję się, kiedy nie ma cię w domu o ustalonej porze) świadomie wyrażamy siebie, bez zrzucania winy na innych (Denerwujesz mnie tym nieustannym spóźnianiem się). Odsłanianie miękkiego podbrzusza (o którym pisał M. Rosenberg) nie jest sprawą łatwą, ale bardzo pomaga w budowaniu więzi w rodzinie.
[natuli2]

Emocje i co dalej?

Wszystkie emocje są tak samo ważne i nie można dzielić ich na dobre i złe. (Bardziej adekwatne jest raczej postrzeganie ich z perspektywy przyjemności bądź jej braku). Emocje w rodzinie informują o zaspokojonych/niezaspokojonych potrzebach. Ich akceptacja wpływa na sposób radzenia sobie z nimi, dlatego istotne jest, aby rodzice przyjmowali wszystkie emocje, jakich doświadcza ich dziecko, zaś odnosili się jedynie do zachowań, które np. naruszają granice (np. Rozumiem, że czujesz złość z powodu zepsutej zabawki. Nie zgadzam się jednak na to, żebyś kopał brata!). Emocje determinują zachowania i to właśnie one powinny podlegać kontroli, a nie emocje.

Strategie radzenia sobie

Wypieranie emocji nie sprawia, że one znikają. Najczęściej kumulują się i dają o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie. Z kolei tłumienie ich prowadzi do powstawania w ciele napięć, które wpływają na przytępienie odczuwania wszystkich emocji (nawet przyjemnych). Nadmierne kontrolowanie (np. złości) wykorzystuje ogromne zasoby energii psychicznej – im większa kontrola, tym bardziej przeciążone zasoby mentalne. A to prowadzi z kolei do utraty kontroli. Takie mechanizmy obronne są nieskuteczne i tylko pogłębiają problem. Akceptacja wszystkich emocji, nazywanie ich i stwarzanie przestrzeni do ich przeżywania stanowi konstruktywny sposób radzenia sobie nimi.

Jak wspierać dziecko?

Aby pomóc dziecku w radzeniu sobie z emocjami, rodzic powinien przede wszystkim zaopiekować się sobą (tj. uświadomić sobie własne emocje, dać prawo do ich wyrażania, a także popełniania błędów i wyciągania wniosków), ponieważ spoczywa na nim podwójna odpowiedzialność:

  • po pierwsze pomagania dziecku w radzeniu sobie z jego emocjami,
  • po drugie dbania o własną kondycję emocjonalną, ponieważ jeśli ją zaniedba, nie będzie w stanie skutecznie wspierać swojego dziecka.

Rodzic powinien zatem:

  • dbać o odpowiednią relację w rodzinie, ponieważ, jak wskazują wyniki badań J. Coana, bliska relacja z drugim człowiekiem jest najlepszym sposobem na radzenie sobie z trudnymi doświadczeniami (w tym lękiem, stresem). Podczas np. wybuchu złości u małych dzieci dochodzi do przeciążenia ich systemu regulowania emocji. Trudno wymagać wtedy od nich samouspokojenia. Skuteczne wg J. Coana jest okazanie dziecku emocjonalnego wsparcia (poprzez np. przytulenie czy bliskość), ponieważ dzięki temu porwany przez emocje mózg dziecka szybciej wrócić do równowagi;
  • uczyć dziecko rozróżniania i nazywania emocji (Złościsz się ponieważ chcesz zbudować wieżę, a klocki Ci spadają?, Cieszysz się, bo wspólne wyjścia na plac zabaw są dla Ciebie ważne?);
  • pokazywać konstruktywne sposoby wyrażania emocji. Na wybór odpowiedniej strategii ma wpływ m.in. temperament dziecka, kontekst sytuacji, a także nastawienie (i potrzeby) rodzica. To on będąc ekspertem od swojego dziecka, wie, jakie sposoby mogą być skuteczne. W przypadku radzenia sobie ze złością, która niesie ze sobą duże pokłady energii, pomocne może okazać się np.: darcie papieru, rzucanie kulkami z papieru/piłeczkami, szybkie rysowanie, otwieranie okna/drzwi i „wyrzucanie” złości, tupanie nogami, bieganie w kółko, pompowanie balonów złością, u starszych dzieci/młodzieży uderzanie np. w worek treningowy, ale taki, który jest stateczny i „nie odbija” złości;
  • pamiętać, że dziecko uczy się poprzez naśladownictwo. Rodzicielskie strategie na radzenie sobie z emocjami np. podczas konfliktów i sporów bardziej trafią do dziecka, niż tłumaczenie, co należy zrobić, kiedy złapie nas złość. Jeżeli rodzic podczas kłótni podnosi głos i krzyczy, zachodzi duże prawdopodobieństwo, że dziecko zachowa się dokładnie tak samo, kiedy będzie odczuwało trudne emocje np. złość czy frustrację;
  • pokazać dziecku, że nie należy obawiać się emocji, ponieważ są naturalne. Warto poświęcać tyle samo uwagi tym przyjemnym, jak i nieprzyjemnym, ponieważ i jedne, i drugie są bardzo potrzebne. Brak przestrzeni na wyrażanie emocji trudnych (np. złości, żalu, smutku) blokuje możliwość przeżywania emocji przyjemnych (np. szczęścia, radości, zadowolenia), a pozwolenie na ujawnienie „złych”, prowadzi do rozbudzenia tych „dobrych”.

Emocje są nieustannie obecne w naszym życiu i dynamizują relacje rodzinne. Doświadczanie całego ich wachlarza zwiększa świadomość siebie. Stworzenie dziecku przestrzeni do nieskrepowanej aktywności fizycznej czy też swobodnej zabawy pomaga w radzeniu sobie z emocjami. Poprzez zabawę dzieci trenują niejako umiejętności ich regulacji. Wieloletnie badania J. Rateya (profesora z Harvard Medical School) wskazują na związek ruchu z funkcjonowaniem mózgu. Aktywność fizyczna zmniejsza ryzyko zaburzeń koncentracji uwagi czy depresji. Poprzez ruch można wpływać na biochemię mózgu (w tym regulowanie emocji).

Kategorie
wychowanie

Kiedy w domu pojawia się kolejne dziecko

Do tego, byśmy uczyli się skutecznej komunikacji z innymi, konieczna jest praktyka, ćwiczenie różnych metod. Lęk przed karą skutecznie to uniemożliwia. Dziecko – by uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji – zwykle wycofuje się z konfliktu, ignorując swoje potrzeby i uczucia. Negatywne emocje gromadzą się jednak i w końcu wybuchają, doprowadzając do eskalacji problemu i kolejnej kary.

Nowy braciszek lub siostrzyczka – cud czy problem?

Sytuacja, w której w rodzinie pojawia się młodsze rodzeństwo, jest niezwykle trudna dla starszego dziecka. Do tej pory miało ono swoich rodziców – całą ich uwagę, miłość, czas – tylko dla siebie. Nagle sytuacja ulega zmianie i wszystko trzeba zacząć dzielić na pół. Już sam ten fakt może złościć i smucić. Dodatkowo bliscy – rodzina, przyjaciele, znajomi – cieszą się z pojawienia się w domu nowego człowieka i oczekują, że brat czy siostra również będą okazywać mu radość i miłość. Starsze dziecko widzi wtedy, że jego uczucia nie pasują do nastroju w rodzinie; może czuć się z tego powodu niezrozumiane, wyobcowane i samotne. Odczuwa smutek, złość, frustrację – straciło coś bardzo ważnego dla siebie: poczucie, że jest dla swoich rodziców najważniejsze na świecie. A jednocześnie nie może tego wyrazić, bo inni oczekują od niego radości i czułości. I wtedy pojawia się konflikt, który może skutkować agresją w stosunku do młodszego braciszka, siostrzyczki, rodziców lub samego siebie.
[reklama id=”76968″]
Starsze z dzieci w tym trudnym dla niego czasie potrzebuje kogoś, kto będzie towarzyszył mu w przeżyciu straty. Dziecko doświadcza wtedy pewnego rodzaju żałoby po utracie pełnej uwagi i niepodzielnej miłości rodziców i jak każdy człowiek w żałobie potrzebuje wsparcia od swoich bliskich. Potrzebny jest mu czas sam na sam z rodzicami lub chociaż jednym z nich, kiedy będzie mogło porozmawiać o tym, jak było kiedyś, co zmieniło się w rodzinie i jak się z tym czuje. Powinno mieć szansę opowiedzenia o swoim smutku i swojej złości, a także o tym, czego mu teraz najbardziej brakuje; dzięki temu wyrazi te uczucia za pomocą słów, a nie czynów.
 

Poznajmy się nawzajem

Gdy pojawia się młodsze rodzeństwo, bardzo ważne jest zachęcanie dzieci, żeby same budowały relację między sobą. (Rodzic nie zawsze musi być zaangażowany w ich interakcje). Wymaga to czasu na poznanie się nawzajem, porozumienie (nawet bez słów) i ustalenie hierarchii, która jest naturalnym elementem relacji pomiędzy rodzeństwem. Oczywiście często rodzice chcieliby, żeby dzieci wszystkie decyzje podejmowały wspólnie i by zawsze były na równej pozycji. Zwykle jest jednak inaczej: jedno z dzieci dominuje – ma decydujący głos, a często i pierwszeństwo, drugie zaś staje się bardziej uległe w relacji. To całkiem naturalne i nie ma powodu, by tworzyć między nimi sztuczną równość. To, co może zrobić rodzic, to sprawdzanie, pytanie, jak dzieci czują się w tej sytuacji. Dopóki każde z nich ma poczucie bezpieczeństwa, nikomu nie dzieje się krzywda. Być może co jakiś czas będą zamieniały się rolami.
Dzieciom potrzebna jest przestrzeń do tego, żeby wypróbować różne sposoby wchodzenia w kontakt i by przekonać się, które będą najbardziej skuteczne. Rodzic nie zawsze musi od razu interweniować, podpowiadać, co robić czy co powiedzieć – czasem wystarczy stać z boku i obserwować, jak dzieciom idzie komunikacja, a angażować się wtedy, kiedy zostaniemy o to poproszeni lub gdy konflikt zacznie eskalować.

Równość w relacji

Konflikty pomiędzy rodzeństwem często wynikają z poczucia niesprawiedliwość – gdy jedno z dzieci czuje się traktowane inaczej niż drugie. Zwykle dzieje się to dlatego, że od małego rodzice starają się przyzwyczajać dzieci do tego, że wszystko dostają po równo, żeby żadne nie czuło się poszkodowane. Ale z biegiem lat okazuje się, że już nie da się ignorować różnic między rodzeństwem – młodsze wymaga więcej pomocy w codziennych czynnościach, a starsze zyskuje prawo do większej swobody. I wtedy nagle oboje boleśnie odczuwają to, że nie wszystko zawsze dzielone jest sprawiedliwie.
Równość w rodzinie oznacza, że rodzeństwo to jednostki o równej wartości, choć z różnymi potrzebami. Równość to nie dawanie wszystkim dokładnie tego samego, ale dawanie każdemu tego, czego potrzebuje. Potrzeby te mogą być – i często są – zupełnie inne u każdego.
Warto o tym pamiętać także w przypadku dzieci. One także są różne, mają różne potrzeby i możliwości. Uczenie ich, że wszyscy traktowani są identycznie, może sprawić, że w przyszłości będą ogromnie zawiedzione, bo świat dorosłych wcale nie jest idealnie sprawiedliwy.
Warto rozmawiać o tym z dziećmi wprost. Używając empatycznego języka, mówić o tym, że każdy z nas jest inny i ma inne potrzeby, więc nie ma powodu, żeby wszyscy byli traktowani identycznie. Niezwykle ważne jest, by wysłuchać dziecka, gdy ma ono poczucie niesprawiedliwości – pozwolić mu na wyrażenie swoich uczuć i zaakceptowanie ich.

Mediacje

To całkiem naturalne, że pomiędzy rodzeństwem będą pojawiały się konflikty – nawet mimo ogromnych wysiłków rodziców, by tego uniknąć. Na początku oczywiście warto dać dzieciom szansę i przestrzeń na to, żeby same próbowały się ze sobą porozumieć. Ale co zrobić, gdy atmosfera staje się coraz gorętsza i za chwilę dojdzie do rękoczynów? W takiej sytuacji rodzic zamiast wchodzić w rolę sędziego, który szuka winnych i wyznacza kary, może spróbować być mediatorem.
Przede wszystkim zachowania dzieci powinny zostać przetłumaczone na ich uczucia i potrzeby: np. „Krzyczysz, jesteś rozzłoszczony, bo chcesz pobawić się tą zabawką”. Powinno się to zrobić w stosunku do wszystkich osób zaangażowanych w konflikt. Zwykle wtedy emocje opadają, a dzieci są w stanie rozmawiać, ponieważ czują się usłyszane i zrozumiane. Następnie dobrze jest sprawdzić, czy druga osoba rozumie, co odczuwa brat czy siostra, np.: „Czy możesz powiedzieć, jak czuje się teraz twój brat? Czego potrzebuje?”. Na koniec warto zaproponować dzieciom, by same znalazły rozwiązanie tej sytuacji. Pokazujemy im wtedy, że ufamy, iż potrafią same zadbać o swoją relację. Dzieci, gdy pomoże im się zrozumieć uczucia i potrzeby innych, są praktycznie zawsze w stanie znaleźć rozwiązanie, które będzie satysfakcjonujące dla wszystkich.

Rola przykładu

Pamiętajmy również o tym, że dzieci uważnie obserwują i uczą się od swoich rodziców. Niestety, często oczekujemy od nich czegoś, czego sami nie potrafimy. Warto zastanowić się nad tym, jak my rozwiązujemy sytuacje konfliktowe w rodzinie – z partnerem oraz z dziećmi. Czy dajemy drugiej osobie przestrzeń na wyrażenie swojego zdania? Czy mówimy językiem osobistym, o swoich potrzebach i uczuciach zamiast oceniać drugą stronę? W jaki sposób wyrażamy swoje niezadowolenie, frustrację, złość?
Jeśli my, dorośli, będziemy podchodzić do komunikacji świadomie i odpowiedzialnie, zauważymy, że dzieci zaczną brać z nas przykład.
Artykuł stworzony we współpracy z warszawską poradnią psychologiczną Dom Rozwoju

Kategorie
wychowanie

Święta w duchu Montessori

Tradycja Marii Montessori na święta

Minimalizm sprawdzi się również w czasie świąt. Jak wcielić go w życie?

1. Ograniczyć liczbę ozdób w domu  

W szczególności migoczące światełka i świecące łańcuchy, które w nadmiarze mogą mieć niekorzystny wpływ na dzieci, powodować ich nerwowość i problemy z zasypianiem.

2. Wybierając prezent, skupić się na jakości, a nie ilości

Nie chodzi tu o cenę podarunków, a ich wytrzymałość i wartość. Plastikowe zabawki warto zamienić na drewniane, podpowiedzieć rodzinie, że książki są cennym prezentem, a gry edukacyjne z powodzeniem mogą zastąpić smartfony.

3. W okresie poświątecznym dokonać selekcji zabawek

Oczywiście dobrze jest przeprowadzić ten proces wraz z dzieckiem. Nowe zabawki mogą zająć miejsce starych, mniej używanych. Wówczas przestrzeń, w której funkcjonuje dziecko, stanie się bardziej uporządkowana, co sprzyja skupieniu uwagi. Starsze zabawki można na jakiś czas schować do szafy, by po kilku miesiącach ponownie cieszyły.

4. Celebrować małe przyjemności, cieszyć się swoim towarzystwem i wspólnym świątecznym czasem

Dobry czas, by „uczyć” dzieci samodzielności

Dzieci mogą pomagać przy wykonywaniu ozdób choinkowych czy dekorowaniu drzewka świątecznego. Dużo radości sprawi im pieczenie ciast, przygotowywanie świątecznych potraw. Maluchy, które nie sięgają jeszcze do kuchennego stołu, mogą skorzystać z tzw. “kitchen helpera” – rodzaju podestu stworzonego specjalnie dla dzieci, by w bezpieczny sposób mogły stać nieco wyżej.
Dodatkowo przy tej okazji możemy pokazać, jak wiele radości daje obdarowywanie innych osób. Dzieci z entuzjazmem podejdą do pomysłu własnoręcznego przygotowania prezentów, a i pakowanie ich sprawi im równie dużo radości.

Wychowanie kosmiczne

Święta Bożego Narodzenia są idealnym momentem, by zaprezentować dzieciom tradycje występujące w innych krajach. W ten sposób możemy realizować element wychowania kosmicznego w duchu Marii Montessori. Wychowanie kosmiczne to przedstawienie dzieciom świata z zakresu: przyrody, historii i geografii. Informacje należy wprowadzać w kolejności od ogółu do szczegółu, czyli świat – Europa – kraj.

Możemy opowiedzieć dzieciom np. o tym, że w Australii świętuje się na plaży, kosztując ryby, indyka oraz grillując, w Kanadzie obowiązkową potrawą jest gulasz wieprzowy, a w Wigilię świętuje się aż do samego rana, natomiast w Irlandii tradycją jest zapalanie w oknie świecy dla Marii i Józefa.

Czy Mikołaj istnieje?

Większość z nas przez całe dzieciństwo wierzyła w Świętego Mikołaja. Już kilka dni przed Bożym Narodzeniem wyglądaliśmy pana z długą, siwą brodą, rozmyślając o tym, co zostawi nam pod choinką. Jak wielki był nasz smutek, gdy od kolegi z przedszkola dowiedzieliśmy się, że wspomniany pan w czerwonej czapce nie istnieje. Lub gdy dopatrzyliśmy się, że w te święta prezenty tak naprawdę rozdawał wujek.

Wśród rodziców montessoriańskich w okresie przedświątecznym rozpoczynają się dyskusje na temat tego, czy dzieciom powinno się opowiadać o Świętym Mikołaju. Jak do tej kwestii odnosiła się Maria Montessori, skoro zgodnie z jej zasadami dzieci powinny być otaczane jedynie postaciami realnymi, a nie wyimaginowanymi?

W książce zatytułowanej “Spontaniczna aktywność w edukacji” (“Spontaneous Activity in Education”) napisała: “Spodziewamy się, że rozwijamy wyobraźnię dzieci, pozwalając im akceptować rzeczy wyobrażone jako rzeczywistość. W krajach Ameryki Łacińskiej święta Bożego Narodzenia uosobione są przez brzydką kobietę, Befanę, która przechodzi przez ściany lub wchodzi do domów przez komin i przynosi zabawki dobrym dzieciom, a złym jedynie bryły węgla. W krajach anglosaskich święta to starszy pan, pokryty śniegiem, niosący duży kosz pełen zabawek dla dzieci, odwiedzający domy nocą. Ale w jaki sposób wyobraźnia dziecka ma się rozwijać poprzez wytwory naszej wyobraźni? To my sobie wyobrażamy, nie one, one mogą wierzyć, a nie wyobrażać sobie. Łatwowierność jest cechą umysłów niedojrzałych, które nie mając jeszcze doświadczenia i wiedzy o rzeczywistości, pozbawione są tej inteligencji, która pozwala rozróżniać prawdę od fałszu, piękno od brzydoty i możliwe od niemożliwego” (tłum. A.J.).

Montessori wierzyła, że dzieciom na początku lepiej jest przedstawiać świat realny, a różnice pomiędzy nim a fikcją powinny one poznać dopiero po 6 roku życia. Ostrzegała, że wprowadzanie dzieci w świat fantazji może skutkować nieumiejętnością odróżniania go od rzeczywistości.
Na potwierdzenie tej tezy warto przypomnieć argumenty pary naukowców: Christophera Boyle’a z Uniwersytetu w Exeter i Kathy McKay z Uniwersytetu Nowej Anglii. W opublikowanym w “The Lancet Psychiatry” artykule pt. “Wonderful lie” (“Wspaniałe kłamstwo”) dowodzą oni, że to, co przyjęte jest przez nas jako element świątecznej tradycji, jest w rzeczywistości wielkim kłamstwem, opowiadanym w dobrej wierze, jednakże mogącym skutkować zachwianiem zaufania i utraty autorytetu rodziców. Mit dotyczący postaci Mikołaja jest długotrwale powtarzanym kłamstwem, w związku z czym dzieci mogą mieć wątpliwości co do prawdomówności rodziców, skoro w tej kwestii były okłamywane tak przekonująco przez tak długi czas.

Dobrym pomysłem może okazać się przybliżanie dzieciom prawdziwej historii o Świętym Mikołaju, a w zasadzie Mikołaju z Miry – biskupie, który niósł pomoc biednym i potrzebującym. Wspominając jego postać, ludzie rozdają bliskim prezenty, okazując im miłość i czerpiąc radość z samego dawania.

Jak powiedziała Maria Montessori: “Dzieci uczą się wszystkiego, co dzieje się w ich otoczeniu”. Zapewnijmy więc najmłodszym święta w minimalistycznym otoczeniu, z dala od przepychu i nadmiaru – zarówno w kwestii jedzenia, jak i prezentów.
Wesołych Świąt!

Kategorie
zdrowie

Układ odpornościowy jest żywy. Jak dbać o odporność każdego dnia?

  • układ mięśniowy jest żywy,
  • układ krążenia jest żywy,
  • układ nerwowy jest żywy,
  • i układ odpornościowy też jest żywy!

Co to oznacza, że układ odpornościowy jest żywy?

Coś, co jest żywe, jest w ciągłym ruchu. Nieustannie się rozwija i zmienia. Pozostając w ciągłej interakcji ze światem zewnętrznym i wewnętrznym, wciąż odpowiada na jego fluktuacje i bodźce. Nieustannie balansuje, aby utrzymać równowagę. Gdy się zatrzyma (zablokuje), umiera, a gdy się zbyt rozpędzi – upada. Dlatego organizm dąży do utrzymania równowagi. Medycyna nazywa to homeostazą.
Bycie żywym wymaga siły, energii i umiejętności. Skoro układ odpornościowy jest żywy, tak samo jak serce, mięsień czy mózg, trzeba o niego systematycznie i wszechstronnie dbać. Nie wystarczą pojedyncze, okresowe działania, nie ma jednego cudownego środka, aby utrzymać go w pełni sił, witalności i dużej sprawności.

Jak dbać o układ odpornościowy?

Podobnie jak zadbalibyśmy o narząd ruchu. Mięsień, aby być silnym i sprawnym, nie może mieć złogów i zniszczeń, musi być odżywiony, nawodniony i dotleniony, a także po prostu… wytrenowany.
Tak samo dbamy o układ odpornościowy. W praktyce oznacza to, że:

  1. Unikamy wszelkich chemicznych zanieczyszczeń, które istnieją m. in. w wodzie, jedzeniu i kosmetykach, gdyż te, działając na śluzówki i skórę mocno je nadwyrężają, a przecież to nasza pierwsza linia obrony.
  2. Unikamy lub w ogóle rezygnujemy z „leczenia” objawowego, a przede wszystkim ze wszystkich lekarstw dostępnych bez recepty! „Leczenie” objawowe to bezpośredni atak na układ odpornościowy! Trzeba zawsze pamiętać, że objaw choroby to obronna odpowiedź naszego organizmu na jakiś niszczący czynnik zewnętrzny lub wewnętrzny.
  3. My, rodzice, porzucamy siedzący tryb życia, a naszym dzieciom po prostu pozwalamy na naturalny ruch. Ruch działa jak mechaniczna oczyszczalnia. „Poruszona” krew potrafi dotrzeć do wszystkich zakamarków, niosąc ze sobą substancje odżywcze i tlen i „wymiatając” złogi i szkodliwe produkty przemiany materii. Wzmacnia to cały organizm, a układ odpornościowy szczególnie na tym zyskuje.
  4. Całą rodziną wprowadzamy zwyczaj jedzenia produktów jak najmniej przetworzonych i nieoczyszczonych (najlepiej organicznych) oraz picie czystej wody. To podstawa wszelkich diet, aby odżywić i nawodnić organizm, a w tym układ odpornościowy. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że głodna i spragniona armia kiepsko spisze się na polu walki.
  5. Oddychamy zawsze przez nos. Zapobiega to hiperwentylacji i stwarza odpowiednie warunki chemiczne we krwi, aby dotlenić wszystkie tkanki organizmu. Dodatkowo ruch na świeżym powietrzu przy jednoczesnym oddechu przez nos, działa jak oczyszczalnia chemiczna.
  6. Trenujemy i ćwiczymy układ odpornościowy, bo nieużywany traci swoja sprawność. W tym temacie sporo jest kontrowersji, dotyczących szczepień, czystości i higieny oraz hartowania. Wymaga to też najwięcej wyczucia, obserwacji i umiejętności szybkiego reagowania. Nie ma też jednej recepty dla każdego – czy to małego, czy dużego. To dokładnie tak samo, jak podczas treningu sportowego:
    – jeśli nie ćwiczymy – słabniemy, ale jeśli ćwiczymy zbyt dużo, przeciążamy i niszczymy się;
    – jeśli jesteśmy zatruci, niedożywieni, odwodnieni i niedotlenieni, nie spodziewajmy się świetnych rezultatów;
    – jeśli aktualnie chorujemy, to nie obciążajmy organizmu dodatkowym treningiem;
    – jeśli dużo trenujemy, to także dużo odpoczywajmy i relaksujmy się.

Dbajmy więc na co dzień, wszechstronnie i z wyczuciem o układ odpornościowy zarówno nasz, jak i naszego dziecka!

Kilka konkretnych spostrzeżeń i uwag:

  • Szczepienie to rodzaj specyficznego treningu układu odpornościowego, jakiemu poddajemy nasze dziecko, a nie szeroko pojęte dbanie o zdrowie! Jeśli się na nie decydujemy, to pamiętajmy o podstawowych zasadach treningu (patrz pkt 6).
  • Zbyt sterylne warunki wychowania dziecka to pozbawienie go naturalnej drogi trenowania układu odpornościowego, swego rodzaju „naturalnej szczepionki”.
  • Hartowanie – to najwspanialszy trening dla wzmocnienia odporności. Dlatego pozwólmy naszym dzieciom chodzić boso, wykąpać się w zimnej rzece, czasami się spocić, czasami wyskoczyć na mróz i zrobić cokolwiek, co przyjdzie nam do głowy!
Kategorie
wychowanie

10 cytatów z Gandhi'ego – wspierających w rodzicielstwie i samodoskonaleniu

Walczył z dyskryminacją, ubóstwem i o rozszerzenie praw kobiet. Zmarł w wieku 78 lat, zastrzelony podczas jednego z wieczornych spacerów w Delhi. Ostatnie słowa, które wypowiedział, były pozdrowieniem Ram Ram (w dosłownym tłumaczeniu „O Boże”, jednak hindusi używają tego zwrotu podczas powitania, jak my „Dzień dobry”).
Przeczytaj: Bądź zmianą, której oczekujesz od swojego dziecka
Gandhi był ojcem czterech synów, ale za swoje dzieci uważał wszystkich Indusów (mieszkańców Indii, nie tylko wyznawców hinduizmu, czyli hindusów), dlatego nazywano go ojcem narodu. O rodzicielstwie w rzeczywistości mówił niewiele, za to wiele z jego myśli można by do niego odnieść. Część z najważniejszych prezentujemy poniżej:

1. O empatii

Musimy być zawsze uprzejmi i cierpliwi, aby radzić sobie z tymi, którzy nie widzą rzeczy tak jak my.

2. O miłości

Miłość jest czymś najmocniejszym na świecie, a jednak nie można wyobrazić sobie nic bardziej skromnego.

3. O mądrości

Niemądrym jest, być zbyt pewnym własnej wiedzy. Zdrowo jest pamiętać, że najsilniejszy może osłabnąć, a najmądrzejszy się mylić.

4. O mówieniu prawdy

„Nie” wypowiedziane z najgłębszym przekonaniem jest lepsze niż „tak”, powiedziane by sprawić przyjemność lub co gorsza, uniknąć problemów.
https://www.youtube.com/watch?v=dpjBWw5w444

5. O wybaczaniu

Słabi nigdy nie potrafią przebaczać. Przebaczenie jest cnotą silnych.

6. O pokoju

Jeśli chcesz prawdziwego pokoju na świecie, zacznij od dzieci.

7. O szacunku do siebie

Inni nie mogą nam zabrać naszego szacunku dla siebie, jeśli im go nie oddamy.

8. O przyszłości

Przyszłość zależy od tego, co robimy w teraźniejszości.

9. O samodoskonaleniu

Nasza ludzka wspaniałość nie leży tak bardzo w możliwości zmienienia świata, jak w byciu zdolnym do zmienienia samych siebie.

10. O pokorze

Świata nie dziedziczymy po naszych rodzicach, pożyczamy go od naszych dzieci.

Kategorie
niemowlę

Nosisz swoje dziecko w chuście? To dobrze wpływa na twój kręgosłup

Dlaczego chusta jest dobra dla dziecka?

Gdy nosimy dziecko w chuście i poruszamy się naturalnie, nasze ruchy przenoszą się na dziecko (tzw. ruchy kompensacyjne), wszechstronnie je stymulując. Receptory w skórze niemowlęcia są stale pobudzane, podobnie jak jego kształtujący się narząd ruchu i równowagi czy czucia głębokiego. Prawidłowo zawiązana chusta – a kiedy dziecko oswoi się z grawitacją, czyli wykształci odruchy równoważne i usiądzie, także dobre nosidło – zapewnia właściwe odwiedzenie nóżek w pozycji tzw. żabki fizjologicznej (z początku niewielkie, potem coraz większe, z kolankami powyżej pośladków i stópkami rotującymi lekko na zewnątrz), co jest polecaną przez fizjoterapeutów profilaktyką stawów biodrowych. Uznany pediatra Eckhart Bonnet podkreśla, że dzieci noszone w chuście i na rękach są silniejsze fizycznie, a psychologicznie bardziej pewne siebie od tych, które nie doświadczyły takich metod pielęgnacji. „Gdy widzę po raz pierwszy półtoraroczne albo dwuletnie dziecko, potrafię bardzo dobrze określić, czy było noszone w pierwszym roku życia, czy nie”* – stwierdza.

Chusta a problemy rodzica z kręgosłupem

Jedną z kwestii, jakie poruszają rodzice, gdy słyszą o noszeniu dziecka w chuście, jest troska o własne zdrowie. Tymczasem prawidłowo zawiązana chusta nie tylko nie zaszkodzi, ale wręcz wzmocni kręgosłup noszącego. Także z tego powodu, rozpoczynając swoją przygodę z chustonoszeniem, warto umówić się z doradcą. Podczas profesjonalnej konsultacji powinien on zrobić wywiad dotyczący ewentualnych problemów z kręgosłupem, wypytać, czy pojawiły się one dopiero w ciąży, czy też występowały wcześniej, pokazać, w jaki sposób prawidłowo wiązać chustę, żeby nie nadwerężać kręgosłupa, i ewentualnie zalecić wizytę u fizjoterapeuty.
Jeśli mama miała wcześniej jakiś problem z kręgosłupem, zapewne ujawni się on w trakcie ciąży lub podczas noszenia. Doradca może wówczas zalecić konsultację z fizjoterapeutą, który określi, czy dalsze chustonoszenie jest możliwe.

Kiedy można zacząć?

Najlepiej nosić dziecko od samego początku – dla dobra dziecka, ale i samego noszącego, gdyż pozwala to stopniowo oswajać się z ciężarem rosnącego niemowlęcia (podobnie jak dokładanie obciążeń do sztangi, gdy ćwiczymy na siłowni).
Nie zawsze jest to jednak proste. Po porodzie wiele kobiet ma problemy z mięśniami dna miednicy, które mogą objawiać się nietrzymaniem moczu albo obniżeniem narządów. Nie są to przeciwwskazania do noszenia w chuście czy nosidle, aczkolwiek mogą się one pogłębiać przy nieumiejętnym noszeniu. Zawsze należy zwracać uwagę na reakcje ciała. Być może konieczna będzie zmiana wiązania albo jego poprawa. Możliwe, że na początku organizm będzie domagał się skrócenia czasu noszenia do minimum. Warto próbować różnych sposobów, aby nie zniechęcić siebie i dziecka.

Jak ćwiczyć mięśnie?

Podczas noszenia dziecka w chuście, podobnie jak podczas każdego innego wysiłku, aktywizują się rozmaite grupy mięśni. Niektóre z nich bardzo ucierpiały podczas porodu. Proste ćwiczenia wzmocnią osłabione partie kręgosłupa i poprawią komfort życia, a także sprawią, że mama odczuje większą przyjemność z noszenia.

1. Mięśnie dna miednicy

Już w połogu można zacząć najprostsze ćwiczenia mięśni dna miednicy, np. różne rodzaje „kociego grzbietu” czy ćwiczenia na piłce (siedząc na piłce, należy wysunąć biodra maksymalnie do przodu, po czym wrócić do pozycji siedzącej). Dobrym sposobem jest także unoszenie miednicy w pozycji leżącej na plecach i utrzymywanie przez kilka sekund napięcia w tym rejonie ciała.

2. Kręgosłup

Często pozostałością po ciąży są wady postawy i złe nawyki: pogłębiona kifoza w rejonie piersiowym i hiperlordoza (głowa wysunięta ku przodowi). Dlatego okres po porodzie kobieta powinna traktować jako rehabilitację swojego nadwerężonego kręgosłupa.
Należy wówczas nie tylko zwracać baczną uwagę na prawidłowe noszenie dziecka, ale także na czynności, które kobieta wykonuje poza chustowaniem, na wysokość przewijaka, pozycję podczas karmienia piersią (w trakcie siedzenia kręgosłup musi mieć oparcie, a obie nogi powinny spoczywać na podłodze), na twardość materaca i poduszki. Tak samo istotna jest prawidłowa postawa, czyli równomierne rozłożenie ciężaru na obie stopy, połączone ze ściągniętymi barkami i łopatkami, przy miednicy w pozycji „zero” (wypośrodkowana, neutralna pozycja) i napiętym brzuchu.
Podczas wykonywania codziennych czynności z dzieckiem w chuście, zwłaszcza w przypadku wiązań z przodu, warto unikać np. podnoszenia przedmiotów czy zamiatania. Najlepiej wykonywać je kucając („z kolan”), a nie pochylając się. Chusta niejako wymusza prawidłową postawę noszącego i wyrabia dobre nawyki.

3. Mięśnie grzbietu i brzucha

Kolejną partią mięśni, które wymagają szczególnego traktowania po porodzie, są stabilizatory tułowia: mięsień wielodzielny grzbietu i mięsień poprzeczny brzucha. Utrzymują one ciało w ryzach, w pozycji wyprostowanej. Aktywizować je można poprzez proste ćwiczenia stania na jednej nodze (z otwartymi i zamkniętymi oczami, z woreczkiem na podniesionej stopie, na niestabilnym podłożu albo robiąc jaskółkę), poprzez „rośnięcie”, oddychanie torem brzusznym podczas klęku podpartego czy utrzymywanie równowagi w klęku podpartym (należy oderwać od podłoża i wyprostować rękę i przeciwną nogę).
Chusta może także pomóc w aktywizacji stabilizatorów. „Prawidłowa postawa ciała kobiety podczas motania i noszenia nie dość, że będzie pozytywnie wpływać na aktywizację mięśni głębokich tułowia, to jeszcze wpłynie na prawidłowe ułożenie dziecka” (Anna Jakóbik, „Noś z przyjemnością”, Splot, 1/2017).
Z pewnością wiele chustonoszących mam usłyszy o zajęciach z ćwiczeniami w chuście, które są organizowane zwłaszcza w dużych miastach. Warto zainteresować się bliżej tą formą aktywności, ale też upewnić się, czy nie jest to zbyt męczące. Dobrze jest poprosić osobę organizującą takie spotkania o zestaw ćwiczeń i skonsultować je z fizjoterapeutą. Trenerka Katarzyna Wawrzycka uważa, że „przez pierwsze 6 miesięcy po porodzie powinno się unikać ćwiczeń z dzieckiem w chuście. To może być zbyt duże obciążenia dla mięśni głębokich. W tym czasie powinnaś skupić się na specjalnych ćwiczeniach rehabilitujących zmiany, które zaszły w twoim organizmie. (…) Poza tym we wczesnym okresie po porodzie zalecane są głównie ćwiczenia w pozycji leżenia na plecach i na boku lub w klęku, które raczej trudno byłoby wykonać z dzieckiem w chuście” (blog Trening dla mam, prowadzony przez trenerkę Katarzynę Wawrzycką).

Kilka słów o biologii

Zbyt intensywny wysiłek fizyczny krótko po porodzie mógłby być niebezpieczny dla ciała kobiety ze względu na ciągłą obecność w jej organizmie hormonu o nazwie relaksyna. Umożliwia ona akcję porodową, rozciąga mięśnie i uelastycznia stawy. To za jej sprawą podczas ciąży stopy nieco się powiększają. Niestety, relaksyna rozluźnia także połączenia kostne, dlatego ciało kobiety podczas ciąży i krótko po niej jest bardziej podatne na urazy i złamania.
Dlatego najlepszym sposobem na wzmocnienie ciała są umiarkowane ćwiczenia siłowe. A do tych śmiało można zaliczyć chustonoszenie.

Najlepsze wiązania dla naszego kręgosłupa

Plecak prosty i kangur

Najczęściej polecanymi wiązaniami dla noworodków są plecak prosty i kangur. Oba mają także dobroczynny wpływ na postawę ciała noszącego. Plecak, zwłaszcza z wykończeniem tybetańskim, stabilizuje cały tułów, nie stanowiąc jednocześnie dlań dużego obciążenia m.in. ze względu na rozłożenie ciężaru na plecach i ramionach, co aktywizuje mięśnie głębokie tułowia. Pewną wadą tego wiązania może być ucisk na brzuch.
Mało który rodzic zdecyduje się na zamotanie wiotkiego noworodka na plecach. Stąd popularność kangura, który nie tylko jest doskonały dla dziecka ze względu na minimalne odwiedzenie nóżek, ale także dla rodzica.
„Kangur jest symetrycznym wiązaniem z przodu, co oznacza, że ciężar dziecka rozkłada się równomiernie na (…) ramionach, barkach oraz plecach. Przebieg pół tego wiązania powoduje, że mimo że ciężar dziecka spoczywa z przodu rodzica, to noszący nie ma potrzeby przechylania się do tyłu, bo go skompensować. (…)
Wiązanie działa na noszących jak “pajączek” i po prostu nie daje możliwości garbienia się. (…) Kangurek jako jedno z nielicznych wiązań powoduje, że zamotana mama ma aktywne mięśnie dna miednicy, co jest niezmiernie ważne chociażby z punktu widzenia wsparcia regeneracji i rekonwalescencji po porodzie” (Dominika Sokulska, „Kangur z przodu”, Splot 1/2017).
Ponadto poły w tym wiązaniu przebiegają tylko po nóżkach dziecka, nie powodując ucisku na brzuch noszącego, co może być istotne po przebytym cesarskim cięciu.

Nosidła

Jeśli dziecko siedzi lub raczkuje, w grę wchodzą nosidła. Należy pamiętać o każdorazowym właściwym ich dopasowaniu. Jeśli nosi mama i tata, to prawdopodobnie każde będzie dopasowywać nosidło do siebie. Należy ściągnąć i zapiąć wszystkie klamry: pasy nośne (szelki) wraz z pasem piersiowym oraz taśmy stabilizacyjne biodrowe, łącznie z pasem biodrowym.

Właściwe motanie chusty

Istotna jest także właściwa pozycja podczas motania chusty, czyli aktywne ruchy (zamiast biernego zwieszenia ciała), wszelkie wychylenia wykonywane na ugiętych kolanach, płynność ruchów (nabywana stopniowo). Wówczas sięganie po „najdalszą krawędź przeciwległej poły” w kangurze stanie się świetnym ćwiczeniem rozciągającym, a nie forsownym wysiłkiem. Także podczas naciągania należy unikać wysiłkowego „ciągnięcia”.
Warto pamiętać, że motanie dziecka można sobie ułatwić. W przypadku kangura całość można wykonać na siedząco (także na wózku inwalidzkim), zaś w przypadku plecaka, przed pochyleniem pleców do właściwej pozycji – robić to na biodrze.
W przypadku wiązań asymetrycznych, jak kangur na biodrze albo kołyska, bardzo ważne jest naprzemienne motanie – to na lewą, to na prawą stronę. Stanowi to nie tylko profilaktykę asymetrii niemowlęcia, ale także zapobiega nadmiernym jednostronnym obciążeniom, których efektem mogą być zwyrodnienia kręgosłupa u noszącego.
Jeśli maluch jest bardzo ruchliwy, warto pamiętać o powtórnym dociągnięciu chusty, gdy zaśnie. Nie tylko zlikwiduje to powstałe luzy, zabezpieczając dziecko, ale także odciąży kręgosłup rodzica. Tutaj także ma zastosowanie zasada „im ciaśniej, tym lepiej”.
Noszenie dzieci jest w naszych genach. Gatunek Homo nabył postawę wyprostowaną tysiące lat po tym, jak zaczął nosić swoje dzieci. To bardzo cenna umiejętność, o której dobrze pamiętać. Dbając w ten sposób o dziecko, ale także o siebie, będziemy w stanie zapewnić maluchowi dobrostan i zrównoważony rozwój. A zazwyczaj to, co dobre dla dziecka, jest też dobre dla nas – choć może ta zależność nie zawsze jest oczywista.
* Points made during a discussion regarding the carrying of infants and small children

Kategorie
odżywianie naturalne

Krótka historia wigilijnego karpia

Tymczasem gdybyśmy chcieli być tak tradycyjni, szybko zdalibyśmy sobie sprawę, że ta wigilijnym ryba jest obecna na świątecznym stole dopiero od czasów powojennych. Wcześniej królowały zgoła odmienne potrawy, w tym ryby, które łatwo było złowić samodzielnie: płocie, leszcze i liny.

Pseudotradycja z Azji

Karp to ryba pochodząca z Azji. Sprowadzono ją do Polski ze względu na łatwość hodowli, dużą odporność i zdolność adaptacji do nowych warunków. Szybko rośnie, je niemal wszystko co znajdzie w mule – również odpadki. By karp rósł jeszcze szybciej, dokarmia się go sztucznymi granulatami i zbożami. Do tego trzyma w hodowlanych stawach, w brudnej, pełnej odchodów wodzie. A jednak – przeciętny Polak nie wyobraża sobie świątecznego stołu bez tej ryby. Dlaczego?

W 1948 roku ówczesny minister przemysłu Hilary Minc rzucił hasło „karp na każdym wigilijnym polskim stole” i zainicjował tworzenie Państwowych Gospodarstw Rybackich. Karp przyjął się szybko – ze względu na łatwość hodowli i fakt, że w tych wyjątkowo trudnych czasach był w stanie zaspokoić potrzeby żywieniowe ubogiego społeczeństwa. Dziś w polskich gospodarstwach rybackich produkuje się około 15 tys. ton karpi rocznie.

Jaką drogę przechodzi karp, nim trafi na nasz stół?

Karpie wcale nie mają łatwego życia biorąc pod uwagę fakt, że w stawach hodowlanych nie daje się im przestrzeni do odpowiedniego życia i traktuje co najmniej tak samo źle, jak kury nioski, całe życie spędzające w ściśniętych klatkach. Oczywiście taki sposób hodowli ma olbrzymie znacznie dla jakości mięsa i jego zdrowotności. Karpie pochodzące z intensywnych, sztucznych hodowli karmione są tanimi, wysokoenergetycznymi granulatami, dzięki czemu mogą być sprzedawane po dwóch latach, co znacznie obniża koszty hodowli. Jakość granulatów jest oczywiście niska, a najtańsze karmy składają się ze starego, wielokrotnie używanego oleju wymieszanego z przeróżnymi odpadami żywnościowymi.

Takie karpie sprzedaje się w sklepach nawet za 9 zł za kilogram, choć sieci wciąż prześcigają się w obniżkach – a konsumenci rzadko zwracają uwagę na jakość. Tradycyjnie też karpie sprzedaje się żywe. Co roku całe tony ryb transportuje się bez wody i w nadmiernym stłoczeniu, by później – podduszane w foliowej torbie – wreszcie wylądowały na uroczystej kolacji. To niehumanitarny, wyjątkowo okrutny sposób dystrybucji, któremu od lat sprzeciwia się Klub Gaja, prowadząc kampanię społeczną „Nie kupuj żywych karpi”. My moglibyśmy dodać od siebie – nie kupuj żywych, albo nie kupuj wcale.

Karp kontra reszta ryb

Mięso karpia jest dość tłuste, a poza tym charakteryzuje się niezbyt korzystnymi proporcjami kwasów omega-3 i omega-6. Warto nadmienić, że tylko w odpowiedniej proporcji kwasy te obniżają poziom złego cholesterolu i przyspieszają spalanie tkanki tłuszczowej. Istnieje bardzo dużo ryb, które przewyższają mięsko karpia pod względem właściwości odżywczych, jak również walorów smakowych. I niekoniecznie muszą to być ryby drogie – warto w tym przypadku kierować się zasadą lokalności, a więc kupować ryby, które występują u nas naturalnie i nie są sprowadzane z odległych zakątków świata.

Pod względem proporcji kwasów tłuszczonych najlepiej wypadają takie ryby jak śledź, łosoś i pstrąg. Na stole możemy z pożytkiem dla zdrowia ugościć również solę, która ma dużo witaminy D3 bądź chudego dorsza.

A nawet jeśli nie mamy zamiaru odpuścić sobie wigilijnego karpia, dla własnego zdrowia sprawdźmy, skąd dana ryba pochodzi. Całe szczęście obok licznych stawów hodowlanych, w którym stłoczone ryby masowo sprzedaje się sieciom handlowym, istnieją też hodowle, w których ryby traktowane są w bardziej humanitarny sposób – mają odpowiednią przestrzeń do pływania i karmione są zdrowym pokarmem, a więc zbożem i kukurydzą. W małych sklepikach ze zdrową żywnością bądź od zaprzyjaźnionych dostawców można też kupić karpie ekologiczne. Wybór jest wielki, trzeba mieć tylko odwagę, by znaleźć własną ścieżkę.

Co warto wiedzieć o rybach:

  • pangi i tilapie: pochodzą z zanieczyszczonych wietnamskich i chińskich hodowli, gdzie hoduje się je w przepełnionych i ciasnych zbiornikach wodnych. Karmione są mało wartościową mączką rybną (sproszkowane surowce powstające w przetwórstwie ryb), witaminami, ekstraktem z soi i manioku. Przy ich hodowli mogą być stosowane antybiotyki i hormony. Posiadają kwasy omega-3, ale niekorzystnie połączone z kwasami omega-6, przez co mogą wywoływać atak astmy.
  • ryby maślane: to nazwa kilku gatunków ryb (np. kostropak, błyszczyk, eskolar), których główną cechą wspólną jest to, że posiadają dużo oleju. Ryby maślane są smaczne, ale zawierają woski, które trudno strawić, co może powodować problemy, np. zatrucia pokarmowe, objawiające się wysypką, nudnościami, zawrotami głowy i biegunką.
  • tuńczyk: posiada sporo korzystnych aminokwasów i dobrej jakości tłuszczów, ale łatwo przyswaja rtęć z wody.
  • łosoś, makrela, halibut, pstrąg, dorsz, sardynki i szprotki: jeśli decydujemy się na jedzenie ryb wybierajmy właśnie te, pod warunkiem, że są “dzikie” tzn. żyły w swoim naturalnym środowisku i nie pochodzą ze sztucznych hodowli. Zawierają najwięcej fosforu, potasu i kwasów omega-3.
  • owoce morza: zawierają dużo witamin z grupy B, selen, magnez, jod, mało tłuszczu i są lekkostrawne.
Kategorie
niemowlę

Jaki materac, pościel i poduszkę wybrać dla dziecka?

Przyszli rodzice z reguły reprezentują jedno z dwóch podejść: albo nie przywiązują do tego żadnej wagi i wybierają pierwszy dostępny model, albo spędzają godziny na wnikliwym studiowaniu internetu i próbują wybrać najlepszy z możliwych. Bez wątpienia warto przeanalizować materace dostępne na rynku i wybrać coś na miarę swoich potrzeb i możliwości. Temat jest o tyle istotny, że może mieć znaczący wpływ na zdrowie dziecka i jego harmonijny rozwój. Kręgosłup niemowlaka jest bardzo giętki i intensywnie się kształtuje. Maleństwo wiele godzin spędza w pozycji leżącej (noworodki i małe niemowlęta mogą spać nawet do 20 godzin na dobę!). Z tego samego powodu warto unikać materacy używanych – mogą się odkształcać i w konsekwencji powodować wady postawy.

Na co warto zwrócić uwagę podczas wyboru materaca dla dziecka?

1. Twardość

Mitem jest panujące do niedawna przekonanie, że najlepszym wyborem dla dziecka jest materac twardy. Lepiej szukać modelu o średniej twardości, dostosowanego do wagi malucha. Najlepszy będzie taki o możliwie gładkiej powierzchni, bez rowków i zagłębień. Ważne, by zapewniał równomierne podparcie pleckom dziecka na całej ich długości, a gdy maluch leży na brzuszku  umożliwiał odpowiednie rozłożenie ciężaru ciała i prawidłowe „pchanie w podłoże”.

2. Sprężystość

Materac powinien dopasować się do dziecka, ale także z łatwością powrócić do swojego pierwotnego kształtu. W żadnym wypadku nie może się stale odkształcać. Można to łatwo sprawdzić przed zakupem  wystarczy ucisnąć go ręką i zobaczyć, jak szybko wraca do pierwotnego stanu.

3. Przewiewność

Istotne jest, by materac był przewiewny i dobrze odprowadzał wilgoć. Dzięki zapewnieniu niemowlakowi odpowiedniej wentylacji nie tylko dbamy o jego komfort i zabezpieczamy go przed poceniem się, ale także zwiększamy bezpieczeństwo.
 

4. Grubość

Grubość materaca jest kwestią indywidualną – zależy od użytego wkładu. Jednak nie powinno to być więcej niż 4–14 cm.

5. Wypełnienie:

  • Materac z pianki poliuretanowej – ten rodzaj materiału jest najbardziej podatny na odkształcenia. Pod wpływem ciężaru malucha mogą pojawiać się na nim pewne deformacje. Podczas zakupu warto wybrać ten o największej gęstości, ponieważ jest optymalny dla kręgosłupa dziecka.
  • Pianka termoelastyczna – nie jest zalecana dla niemowląt i małych dzieci do 3 roku życia, ponieważ może zaburzać naturalne proces kształtowania się krzywizn kręgosłupa. Pianka ta jest bardzo elastyczna i materac pod wpływem ciepła dostosowuje się do kształtu ciała.
  • Materac sprężynowy – ten rodzaj wypełniania charakteryzuje się dużą sztywnością i trwałością. Taki materac dobrze podpiera kręgosłup na całej długości i nie odkształca się w trakcie użytkowania.
  • Lateks – pomimo że z punktu widzenia ortopedycznego jest bardzo dobrym rozwiązaniem  podpiera kręgosłup na całej długości  nie jest wolny od wad. Ten rodzaj wypełnienia może być alergenem, dlatego w przypadku małych dzieci raczej warto zachować ostrożność.
  • Materac z łuską gryczaną  podobnie jak materac lateksowy jest korzystnym wyborem z ortopedycznego punktu widzenia. Niestety wiele osób skarży się na to, że jest mało higieniczny ten rodzaj wypełnienia ma tendencje do kumulowania pleśni, w internecie wielu użytkowników skarżyło się także na robaki (!!!). Prawdopodobnie w wyniku kontaktu z wilgocią (moczem, potem) gryka zaczyna się psuć.
  • Materac kokosowy – jest antybakteryjny, dobrze przepuszcza powietrze, zatem nie powinno z nim być takich problemów jak z tym wypełnionym łuską gryczaną, zapewnia też dobre podparcie dla kręgosłupa.

Dodatkowym wypełnieniem, często stosowanym w materacach dla dzieci, są maty roślinne. Najczęściej spotykane maty to:

  • Kokosowa – ma właściwości bakteriobójcze, nie pozwala na rozwój pleśni i grzybów. Są dwa rodzaje mat kokosowych: pokryte cienką warstwą lateksu, który chroni włókno przed zamoczeniem (ze względu na ten dodatek materac nie jest polecany alergikom), oraz maty nielateksowane.
  • Gryczana – tego typu maty często fałdują wierzchnią warstwę materaca. Dodatkowo gryka wydziela silny zapach, który może przeszkadzać w czasie snu.
  • Lniana – len ma właściwości hipoalergiczne, antyseptyczne, a na dodatek przepuszcza powietrze. To bardzo dobry dodatek do dziecięcych materacy.
  • Konopna – podobnie jak len świetnie sprawdzi się w dziecięcych pokojach. Ma właściwości antyseptyczne, jest bardzo wytrzymała i przewiewna, zapewnia prawidłową wentylację materaca, a dodatkowo ma funkcję termoregulacji.

A co z pościelą?

Równie duży jest wybór kołderek. Najczęściej spotykane rodzaje wypełnienia to:

  • Antyalergiczne – bezpieczne, przewiewne, oddychające i zapewniające odpowiednią termoregulację. Szczególnie godne polecenia są produkty wypełnione granulatem silikonowym, m.in. dlatego, że zapobiegają odkładaniu się kurzu.
  • Puchowe – są lekkie i ciepłe. Niestety mogą uczulać lub podrażniać delikatną skórę dziecka.
  • Z pierzem – niestety nie zapewniają dobrej cyrkulacji powietrza i termoregulacji. Dodatkowo, podobnie jak puchowe, mogą uczulać.
  • Z wkładem bambusowym – są miękkie, trwałe i wytrzymałe. Zapewniają doskonałą wentylację oraz mają właściwości termoregulacyjne. Bambus jest materiałem antybakteryjnym i antygrzybicznym, zatem nie straszny mu kontakt nawet z mokrą pieluszką. To doskonały wybór dla małych alergików.
  • Wełniane – na szczególną uwagę zasługują te wypełnione wełną merino. Nie tylko potrafią świetnie regulować temperaturę, ale także doskonale wchłaniają wilgoć. Nie mogą ich używać jedynie dzieci z uczuleniem na wełnę.

Kiedy poduszka?

Trudno określić, kiedy jest najlepszy moment na pierwszą poduszkę – każde dziecko rozwija się w indywidualnym tempie. Na pewno przez pierwsze 12–18 miesięcy dużo korzystniej dla niemowlęcia jest spać na płaskiej powierzchni. Bliżej drugich urodzin można już pomyśleć o zakupie poduszki – wtedy warto wybrać model cienki i twardy, który będzie minimalizował ryzyko uduszenia się i nie będzie powodował nienaturalnego wygięcia szyi malucha.
Bez wątpienia wybór odpowiednich akcesoriów do spania to ważna decyzja. Maleńkie dzieci wiele godzin spędzają leżąc, warto więc zapewnić im optymalne warunki do wypoczynku, tym bardziej że od tego może zależeć ich dalszy rozwój i zdrowie.