Kategorie
wychowanie

Dziecko bez nadzoru dorosłych – dlaczego to takie ważne?

Zabawa w towarzystwie innych dzieci, bez kontroli opiekunów, pozwala dzieciom odkryć, kim są, przekonać się, jakie są ich mocne strony, pobudza kreatywność i uspołecznia. Dlaczego zatem tak trudno w dzisiejszych czasach o przestrzeń bez dorosłych?

Oszaleliśmy na punkcie bezpieczeństwa

Potrzeba kontroli oraz poczucia bezpieczeństwa znajdują się bardzo wysoko na liście priorytetów współczesnych rodziców i opiekunów. Zamknięte osiedla, sztuczne nawierzchnie na placach zabaw, kontrolowanie nieomal każdego dziecięcego kroku − zamiast oswajać dzieci z prawdziwym życiem, trzymane są one pod kloszem rodziców, odcinane od tego, co potencjalnie niebezpieczne. Dzieci nie używają ostrych narzędzi, nie wolno im używać ognia, poruszać się samodzielnie po ulicach, a często też nawet gotować. Tak, to wszystko może być niebezpieczne, ale brak doświadczeń w tych obszarach to trochę współczesne kalectwo dzisiejszych dzieci.
Będąc stale pod opieką osoby dorosłej, dzieci coraz później się usamodzielniają. Codziennie odprowadzane i odbierane, a często wręcz dowożone pod same drzwi szkoły, nie mają okazji przekonać się, jak to jest przemieszczać się po okolicy samodzielnie. W dużej mierze wynika to z troski rodziców o bezpieczeństwo, a często też z tempa życia, które zmusza nas do szybkiego działania i „dostarczania” dzieci na daną godzinę w określone miejsce. Słynna już historia Lenore Skenazy (autorki książki „Dzieci wolnego chowu”), która pozwoliła swojemu dziewięcioletniemu synowi wrócić samodzielnie metrem do domu, wywołała w swoim czasie burzę i oskarżenia o skrajną nieodpowiedzialność.
Jak jednak nauczyć dzieci samodzielności, jak nie przez działanie? Przejmowanie kontroli nad swoim życiem to ważna umiejętność, bez doświadczenia nieosiągalna. Jako dorośli możemy zabezpieczyć nasze dzieci na różne ewentualności, przygotować teoretycznie, ale nie pozwalając im tego spróbować, podcinamy im skrzydła. Wymaga to jednak zaufania do naszego dziecka i rezygnacji z ciągłej potrzeby kontroli, zgody na popełnianie błędów i ponoszenie naturalnych konsekwencji, wpisanych w proces uczenia się i nabywania niezależności.
Temat ograniczonej samodzielności dzieci porusza w swojej książce „Wolne dzieci” Peter Gray. Przypomina on, że mrożące krew w żyłach historie o porwanych dzieciach i inne tragedie zdarzają się naprawdę rzadko, a my jako dorośli, rozmawiając i przestrzegając nasze dzieci przed nieodpowiednimi zachowaniami, możemy przygotować je do samodzielności.
Towarzyszenie dzieciom w ich czasie wolnym, w czasie wspinania się na drzewo czy w harcach na placu zabaw bywa wdzięcznym, choć czasem nudnym zajęciem. O ile asekurowanie dwulatka, który ledwie jest w stanie wejść na zjeżdżalnię, wydaje się zasadne, o tyle pilnowanie większych dzieci może wydawać się lekką nadgorliwością. Nie od dziś wiadomo, że najwięcej wypadków dzieci mają pod opieką osób dorosłych. Niektórzy wyciągają z tego taki wniosek, że ostrożność dzieci maleje, gdy mają świadomość opieki osoby dorosłej. Gdy są zdani sami na siebie, ich działania są bardziej przemyślane i uważniejsze, tym samym małymi krokami przygotowują się do przejęcia pełnej kontroli nad swoim życiem.
[reklama_col id=”57837, 57576, 57533″]

Współdziałanie

Kiedyś po szkole dzieci wybiegały na podwórko, a wieczorem były wołane przez swoich rodziców na kolację. Nie było smartfonów i tabletów, a główną rozrywką było granie w piłkę, zabawy na trzepaku czy budowanie bazy w krzakach. Takie aktywności to prawdziwa szkoła życia. To właśnie dzięki zabawom w gronie rówieśników dzieci mają szansę ćwiczyć współpracę w grupie, negocjowanie, ustalanie zasad i ich przestrzeganie.
Obecność osoby dorosłej, która z racji swojego wieku i doświadczenia próbuje narzucić lub zasugerować swoje rozwiązania, burzy wypracowaną przez młodszych harmonię. Naturalnie wyławiane są − i często wzmacniane − predyspozycje każdego dziecka: ktoś będzie liderem, a ktoś inny bańką pełną pomysłów, a jeszcze inny zostanie specjalistą od przestrzegania zasad. Choć oczywiście bywają sytuacje, kiedy wsparcie dorosłych bywa potrzebne. Dobrze jednak, gdy nie wchodzą oni wtedy w rolę sędziego, który nie uczestnicząc w wydarzeniu, nie znając zasad ani okoliczności, feruje wyroki i orzeka o karze.
Wspólne aktywności w grupie rówieśniczej to także pokonywanie dziecięcych lęków, gdzie wsparcie przyjaciół, a czasem motywacja „skoro inni dają radę, to ja też dam!” pomaga rozwinąć skrzydła. Choć bezpieczna więź z rodzicem to podstawa odwagi i wychodzenia w dalszy świat, to jednak towarzystwo innych dzieci jest wręcz niezbędnym dopełnieniem dorastania.

Nuda

„Mamo, nudzę się!” – słyszy niejeden rodzic, zastanawiając się wtedy zapewne, czy jednak te kolejne zajęcia dodatkowe nie rozwiązałyby problemu „nicnierobienia”. Wielu psychologów podkreśla jednak pozytywny wpływ nudy na rozwój, a już znudzenie grupowe (o ile nie zostanie rozwiązane wspólnym graniem na komputerze czy oglądaniem telewizji) może dać naprawdę niesamowite efekty. Jak wiele rzeczy można zrobić wspólnie, a w szczególności gdy nikt nie przeszkadza i nie woła „uważaj, bo się przewrócisz” albo „nie pobrudź się”!
Niemowlęta uczą się nowych umiejętności niezależnie od naszej pomocy. Pęd do zdobywania umiejętności jest całkowicie naturalny, bez udziału dorosłych dziecko, przebywając w towarzystwie innych osób, nauczy się mówić czy chodzić. Zajęcia z pozoru nudne dla dorosłych są wielokrotnie ważną lekcją w życiu dzieci, będąc naturalną formą uczenia się: przez doświadczanie, powtarzanie, sprawdzanie, czasem po raz setny, tego samego zjawiska.

Dorosłe dziecko

To nie jest tak, że obecność dorosłego zepsuje zabawę. Wspólne turlanie się z zielonego pagórka może być tak samo zabawne dla dziecka jak i jego opiekuna. Ważne jest jednak, aby „duży człowiek” był partnerem w zabawie, nie jej koordynatorem, współtworzył ją, a nie moderował. Czasem trudno o cierpliwość, gdy maluch po raz kolejny przymierza się do pokonania przeszkody, a tu trzeba zachować dystans i pozwolić na popełnianie błędów, wyciąganie wniosków. Doświadczanie samodzielne ma dużą wartość, choć czasem bywa trudne, a nawet bolesne. Znalezienie złotego środka, kiedy odpuścić, a kiedy ratować, nie jest łatwe.
Choć będąc rodzicem, trudno sobie na to pozwolić, warto czasem oddać kontrolę dzieciom. Mimo iż samodzielność wiąże się z ryzykiem, to jednak wartość swobodnej zabawy w towarzystwie innych dzieci, bez nadzoru dorosłych jest nie do przecenienia. Peter Gray zachęca do praktykowania rodzicielstwa opartego na zaufaniu. Polega ono na bliskiej relacji z dzieckiem, świadomości jego ograniczeń i możliwości, ale i pracy nad własnymi lękami, odwadze i wytrwałości w szukaniu takich możliwości, takich przestrzeni, w których dzieci mogą bawić się bezpiecznie w towarzystwie innych dzieci. Bo wychowujemy je nie dla siebie, ale dla świata. Warto o tym pamiętać od samego początku rodzicielskiej przygody.

Kategorie
wychowanie

Złość – krzyk – wyrzuty sumienia – jak zatrzymać ten proces?

Nie lubimy złości, bo często towarzyszy jej krzyk, a po nim wyrzuty sumienia. Wszystkie te trzy stany, podobnie jak i inne uczucia, niosą nam jednak istotny przekaz.

Jak działa mózg?

Kolejność doznawanych emocji i następujące po nich reakcje są zazwyczaj powtarzalne – w sytuacji narastającej frustracji, którą nasz mózg zakwalifikował jako stan zagrożenia (zarejestrował jakiś czynnik, który w przeszłości wywoływał napięcie, ból, smutek), uaktywnia się ta jego część, która odpowiedzialna jest za przetrwanie, czyli tzw. mózg gadzi. W chwili, gdy to on przejmuje dowodzenie – bo wydzielana jest duża ilość kortyzolu i dopaminy – racjonalne myślenie jest wyłączone, a złość znajduje upust w podniesionym tonie i przemocowych słowach, którymi próbujemy nakłonić drugą osobę, by zrobiła to, na czym nam zależy.
Gdy mózg się uspokaja i powraca do względnej równowagi, pojawiają się poczucie winy i wyrzuty sumienia, bo przecież świadomi jesteśmy, że ani złość w takiej formie, ani poczucie poniesionej porażki nie przynoszą nikomu nic dobrego.

Krok pierwszy na drodze do zmiany – uświadomienie sobie swoich reakcji i akceptacja istnienia takiej triady

To może być niezwykle trudne, bo być może w dzieciństwie nie pozwalano nam się złościć. Uwierzyliśmy, że złość jest zła, że nie wolno jej okazywać, szczególnie gdy jest się dziewczynką. Że krzyk jest oznaką złego wychowania i że kiedy gryzą nas wyrzuty sumienia, to dobry znak.
[natuli2]
Mogą nurtować nas pytania: Czy złość jest w porządku? Czy ma jakieś pozytywne strony? Jak jej unikać? Dlaczego ciągle się złościmy, krzyczymy? Jak przestać się złościć, by potem nie odczuwać wyrzutów sumienia? Z tej perspektywy ani złość, ani krzyk, ani wyrzuty sumienia niczego nie wnoszą w nasze życie. Stają się wyłącznie balastem, którego za wszelką ceną próbujemy się pozbyć. Ciężarem nie do udźwignięcia. Oczekiwanie natychmiastowego poradzenia sobie z nimi staje się poprzeczką nie do przeskoczenia.
Ale nie musi tak być. I złość, i krzyk, i odczuwany dyskomfort są ważną informacją. Pełnią rolę sygnału alarmowego, czerwonej lampki, która czasem zapala się w naszym samochodzie. Czy możemy ją zbagatelizować? Możemy, ale skutki mogą być poważne, nawet dramatyczne. Dokładnie tak samo wygląda sytuacja wówczas, kiedy bagatelizujemy nasze trudne emocje – ignorujemy je i żyjemy w przekonaniu, że to nic poważnego, że to minie, że jakoś się ułoży.
Tymczasem nic nie mija. Układa się, owszem, ale nie tak, jak byśmy tego chcieli. Kolejne czerwone lampki zapalają się na tablicy rozdzielczej naszej równowagi emocjonalnej i kiedy wszystkie już migają jak oszalałe, następuje to, co nieuniknione: wielki wybuch i czarna, gęsta smuga dymu – wstydu, żalu, bezradności, zagubienia, strachu, poczucia winy.
Złość, podobnie jak wyrzuty sumienia, informują o ważnych niezaspokojonych potrzebach. Gdy się złościmy, to może dlatego, że nasza potrzeba kontaktu od dłuższego czasu czeka na swoją kolej (np. ponieważ nasz zapracowany partner wraca do domu zmęczony i nie ma sił na rozmowę ); albo potrzeba łatwości (bo czujemy się obciążeni nauką naszego dziecka), albo potrzeba odpoczynku (bo nadmiar obowiązków nas przerasta i nietrudno wówczas o napięcie i zdenerwowanie).
Wyrzuty sumienia zaś mówią nam o tym, że nie wybraliśmy najlepszej strategii na zaspokojenie potrzeby miłości, bezpieczeństwa, zaufania, wsparcia, jakości, bliskości… Zamiast jednak w nich tonąć, można opłakać to, czego nam zabrakło, i szukać innej drogi, by się o to zatroszczyć.

Krok drugi – zauważ swoją złość, poczuj ją w pełni i… weź głęboki oddech

Złość jest emocją. I jak każde uczucie sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła. Przychodzi i odchodzi jak radość, ekscytacja, smutek czy rozczarowanie. Ale przy okazji jest sygnałem, cenną informacją o tym, że nasze granice zostały naruszone, że niezaspokojone są nasze ważne potrzeby, że na coś się nie chcemy zgodzić. To wszystko w nas krzyczy.

Krok trzeci – przyjrzyj się swojej złości

Oswój ją, zajrzyj pod spód. Zapytaj, o co jej chodzi, kiedy wrzeszczy? W tym sensie obecność złości może być bardzo pomocna. Sprawdź, co cię wyprowadza z równowagi – bo przecież nie dziecko.

Krok czwarty – uwolnij innych od odpowiedzialności za swój gniew

To nie dlatego się złościsz, że ktoś coś zrobił lub nie zrobił, powiedział, nie wywiązał się, zapomniał, zniszczył. Nie drugi człowiek odpowiedzialny jest za moje emocje, tylko ja.
Dlaczego się złoszczę, kiedy w ciągu dziesięciu minut moja córka, wychodząc z przedszkola, rzuca w moją stronę kurtką, potem pluszowym psem, a w domu pustym pudełkiem plastikowym? Czemu na nią nakrzyczałam?

Krok piąty – odszukaj bodziec wywołujący uczucie złości

Zarejestruj konkretny fakt bez kwantyfikatorów typu: znów, ciągle, nigdy, jak zawsze. Bodźcem w tej przykładowej sytuacji jest rzucanie rzeczy przez dziecko.

Krok szósty – określ przyczynę

Najczęstszym powodem, który wywołuje wybuch złości, staje się nasza myśl, której wierzymy: “Mówię sobie, że ona jest niewychowana, nie szanuje mnie, nie mogę sobie na to pozwalać, znów to robi, przynosi mi wstyd…”.
Warto ją przechwycić i nauczyć się nowego modelu myślenia: „Aha, mówię sobie, że… Skoro mówię sobie to, to mogę powiedzieć też coś innego. Może jest zmęczona po przedszkolu i w ten sposób rozładowuje napięcie”. Złość żyje jakieś trzy minuty – nie ma co jej karmić myślami zapalnikami.

Krok siódmy – odkryj źródło złości

Jej prawdziwym źródłem są niezaspokojone potrzeby. Kiedy nauczę się je rozpoznawać i nazywać, odkryję, o co mi tak naprawdę chodzi, co jest dla mnie ważne. Dostrzegę też, że obok złości mam też inne uczucia.

Kiedy moje dziecko w ciągu dziesięciu minut rzuca trzy razy przedmiotami w moją stronę, to jaka potrzeba kryje się za moją frustracją w tej sytuacji?

  • Czy potrzeba dbałości (chcę, żeby rzeczy się nie niszczyły),
  • czy potrzeba łatwości (chcę prać ubrania i zabawki, gdy są zabrudzone w wyniku użytkowania, a nie rzucania ich na brudną powierzchnię),
  • czy potrzeba kontaktu (chcę posłuchać o Dniu Dziecka w przedszkolu, zamiast skupiać się na rzucaniu przedmiotami),
  • czy potrzeba wsparcia (chcę się zatroszczyć o trudne emocje córki, których być może doświadczyła tego dnia w przedszkolu),
  • czy potrzeba lekkości (chcę czerpać przyjemność ze spotkania z dzieckiem po kilku godzinach rozstania)?

Jakie jeszcze uczucia się pojawiają? Rozczarowanie, smutek, irytacja, tęsknota, żal?

Krok ósmy – wyraź empatię wobec tych zauważonych i niezaspokojonych potrzeb lub przyjmij ją od kogoś innego

Gdy widzę, że moja potrzeba wsparcia nie jest zaspokojona, czuję smutek, bo bardzo zależy mi na tym, żeby moje dziecko czuło się bezpiecznie i mogło przeżywać w pełni swoje emocje.
Widząc bodziec, przyczynę i źródło mojej złości, mam szansę sformułować prośbę do samej siebie lub do drugiej osoby. Pomoże mi ona w podobnej sytuacji pamiętać o mojej tęsknocie i być może dzięki temu uda mi się zareagować inaczej.

Krok dziewiąty – wyraź prośbę

Kiedy będę odbierać córkę z przedszkola, zanim wysiądę z samochodu, wezmę trzy głębokie oddechy, zajrzę do mojego notesu i przypomnę sobie o mojej potrzebie, by wybrać strategię, która tę potrzebę zaspokoi.

Krok dziesiąty – prowadź dziennik złości

Cała opisana powyżej droga na pewno nie wydarzy się w pierwszej nerwowej sytuacji, której doświadczysz po przeczytaniu tego tekstu. Aby mogła stać się nowym nawykiem, potrzeba ćwiczeń. Pomaga w tym prowadzenie dziennika złości, dzięki któremu mamy okazję bliżej ją poznać, spisać bodźce, zauważać myśli zapalniki, wymyślać inne reakcje na daną sytuację, rozpoznać sygnały ostrzegawcze, zebrać sposoby, którymi będziemy się ratować w chwili, gdy wybuch złości będzie realnym zagrożeniem.
Wyrzuty sumienia, które pojawiają się po tym, jak nawrzeszczymy na dziecko, wstyd, który pali, dręczące poczucie winy, przekonanie o wyrządzanej krzywdzie i przeświadczenie o nieudolnym macierzyństwie nie wspierają procesu oswajania złości. Nie chodzi o to, żeby się usprawiedliwiać. Bierzmy odpowiedzialność za swoje słowa i czyny, ale wstyd i poczucie winy odcinają nas od naszych prawdziwych uczuć i potrzeb. Nie odkrywając ich, nie zrozumiemy naszych reakcji, nie zobaczymy być może, jak postępować inaczej. Wyrzuty sumienia mówią o niezaspokojonych potrzebach. Niech posłużą nam jako drogowskaz prowadzący do celu, a nie znak oznaczający ślepą uliczkę.
Wstyd i poczucie winy lubią pozostawać w ukryciu. Rosną w siłę i towarzysząc złości, czyniąc nasze życie nie do zniesienia. Warto znaleźć kogoś, komu będziemy mogli w zaufaniu o nich opowiedzieć. Można wówczas zyskać inną perspektywę, złapać dystans, nauczyć się puszczać i odpuszczać, zamiast stać pod ścianą i z bezsilności walić w nią głową.
Pętla złości, krzyku i wyrzutów sumienia nie musi zaciskać się na naszej szyi. Potrzeba cierpliwości i wyrozumiałości, potrzeba czasu i dostrzegania pierwszych zwycięstw – jak choćby takich, że kiedy zorientujemy się, że krzyczymy, to się zatrzymamy, zamkniemy usta – nawet przytrzymamy je dłonią. To początek zmian. Zawsze mam wybór – może nie na to, czy złość się pojawi, czy nie, ale na to, jak ją wyrażę, co zrobię pod jej wpływem – już tak.

Kategorie
edukacja alternatywna

17 książek, które zmieniają edukację

Dzieci najlepiej uczą się, gdy tego chcą

1. Mit pracy domowej

Praca domowa to symbol tradycyjnej szkoły. Najnowsze badania naukowe dowodzą, że [text-blocks id=”undefined” slug=”undefined”]ta metoda edukacyjna nie przynosi prawie żadnych efektów! Alfie Kohn w swojej książce “Mit pracy domowej” namawia nauczycieli i rodziców do zweryfikowania obiegowych poglądów dotyczących kwestii odrabiania lekcji. Czy faktycznie dodatkowe zadania motywują dzieci do zdobywania wiedzy? Okazuje się, że przeciwnie — przymus zniechęca do podejmowania samodzielnej aktywności i nie poprawia wyników w nauce.

Zobacz w Natuli.pl: Mit pracy domowej

2. Wolne dzieci

Jedne z najgorszych słów, jakie może usłyszeć dziecko idące do szkoły, to: „Teraz już koniec zabawy. Przyszliście do szkoły po to, żeby się uczyć, nie bawić”. Peter Gray, autor książki „Wolne dzieci”, przekonuje, jak istotną rolę w życiu dziecka odgrywa zabawa. Przestrzeń, w której dzieci mogą spędzać swobodnie czas, najlepiej bez udziału dorosłych, pozwala im uczyć się nie tylko relacji społecznych, ale i radzenia sobie z emocjami, rozwiązywania konfliktów, a także stawania w obliczu różnorodnych wyzwań. Wolność i zabawa są niezbędne w procesie uczenia się, w przyswajaniu wiedzy. Nie znudzenie sztywnym siedzeniem w ławkach.

Zobacz w Natuli.pl: Wolne dzieci

3. Wychowanie bez nagród i kar

Alfie Kohn w książce „Wychowanie bez nagród i kar” jasno przedstawia, jak negatywne skutki przynosi warunkowanie w relacjach, jak bardzo metoda kija i marchewki przypomina tresowanie zwierząt, a nie wychowanie w szacunku i empatii. Choć lektura skierowana jest głównie do rodziców, to warto, aby sięgnęli po nią również nauczyciele. Kontrolowanie i dyscyplinowanie dzieci przy użyciu kar i nagród to codzienność wielu polskich szkół. Ważną częścią książki Kohna jest też temat współzawodnictwa i presji sukcesu, nakręcające spiralę frustracji i zaburzające poczucie własnej wartości.

Zobacz w Natuli.pl: Wychowanie bez nagród i kar

4. Jak uczy się mózg

W dzisiejszych czasach coraz więcej wiemy na temat funkcjonowanie mózgu, o procesach zachodzących w czasie uczenia się, o jego efektywności, możliwościach. Manfred Spitzer w publikacji „Jak uczy się mózg” przybliża czytelnikom zasady procesów poznawczych, łącząc wiadomości z dziedziny neurobiologii, psychologii i pedagogiki. Autor jasno pokazuje, iż efektywność nauki jest wysoka, gdy odbierana jest jako coś przyjemnego. Warto też zwrócić uwagę na lepszą efektywność w wyniku współpracy niż nauczania indywidualnego. To istna kopalnia wiedzy i drogowskaz dla tych, którzy szukają nowych ścieżek w sposobach prowadzenia zajęć, w doborze materiałów do pracy nie tylko z dziećmi.

Zobacz w Natuli.pl: Jak uczy się mózg

5. Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi

Na naszym rodzimym podwórku powstała książka „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi” Marzeny Żylińskiej. To publikacja naukowa dokładnie obrazująca mechanizmy warunkujące efektywne uczenie, weryfikująca tym samym powszechnie stosowane metody nauczania. Choć do tej pory nauka kojarzy się z ciężką pracą, to paradoksalnie uczenie się jest procesem, który ludzkiemu mózgowi przychodzi najłatwiej! Autorka zwraca uwagę na atmosferę, w jakiej przekazywane są informacje, różne sposoby ich przyswajania oraz fakt, iż człowiek nie jest zewnątrzsterowny, a efektywność wzrasta, gdy uruchamia się jego motywacja wewnętrzna.

Każdy jest inny

6. Wszystkie dzieci są zdolne

Jednym z głównych mankamentów obecnego systemu kształcenia jest próba dopasowania każdego ucznia do z góry przygotowanego wzoru. A przecież każde dziecko, każdy człowiek ma inne predyspozycje, talenty, uzdolnienia. O tym właśnie pisze Gerald Huther w książce „Wszystkie dzieci są zdolne”, wskazując, dlaczego współczesny system edukacyjny wymaga natychmiastowych i radykalnych zmian. Indywidualne spojrzenie na ucznia pozwala wydobyć z niego to, co najlepsze, wspiera jego rozwój poczucia własnej wartości i pomaga odkryć mu swoje mocne strony.

Zobacz w Natuli.pl: Wszystkie dzieci są zdolne

7. Kim jesteśmy – a kim moglibyśmy być

Ten sam autor w książce „Kim jesteśmy – a kim moglibyśmy być” zwraca uwagę, jak równowaga emocjonalna wpływa na procesy zachodzące w mózgu oraz jak wartościowanie zależy od osobistych doświadczeń życiowych (i dlaczego warto dbać o to, aby były to dobre doświadczenia).

Zobacz w Natuli.pl: Kim jesteśmy – a kim moglibyśmy być

8. Uchwycić żywioł. O tym, jak znalezienie pasji zmienia wszystko

Znany z wystąpień publicznych jako inspirujący mówca sir Ken Robinson wydał książkę „Uchwycić żywioł. O tym, jak znalezienie pasji zmienia wszystko”. Przedstawiając historię wielu sławnych osób, autor pokazuje, jak ważne jest odkrycie tego, w czym jesteśmy dobrzy, co nas inspiruje i zaciekawia. I choć nie każdy może zostać Paulem McCartneyem czy Mag Ryan, warto dowiedzieć się, co sprawiło, że odnieśli sukces.

Zobacz w Natuli.pl: Uchwycić żywioł

Relacja i potrzeby

9. Porozumienie bez przemocy. O języku serca

Zarówno treść, jak i forma przekazu ma duże znaczenie. Szkolenia ze sposobów komunikowania się robią furorę w korporacjach wśród managerów różnego szczebla. Wydaje się, że najwyższa pora, aby w skostniałych strukturach szkolnych również zaczęto zwracać na to uwagę. Marshall Rosenberg, amerykański psycholog, był specjalistą od rozwiązywania konfliktów w sposób pokojowy. Swoją teorię komunikacji opisał w książce pod tytułem „Porozumienie bez przemocy. O języku serca”. Metoda ta opiera się na całkowitym wyeliminowaniu, a co najmniej ograniczeniu przemocy w kontaktach międzyludzkich. Niezwykle ważną rolę gra tu empatia, zrozumienie potrzeb każdego z rozmówców oraz troska o ich uczucia. Okazuje się to bardzo skuteczne w prowadzeniu mediacji, w zarządzaniu organizacjami, ale i w relacjach szkolnych czy rodzinnych.

Zobacz w Natuli.pl: Porozumienie bez przemocy. O języku serca

10. Pod presją. Dajmy dzieciom święty spokój!

Dzisiejsze dzieci mają grafiki wypełnione po brzegi. W trosce o ich rozwój, niemarnowanie szans i przyszłe sukcesy zawodowe wielu rodziców organizuje im mnóstwo zajęć dodatkowych, co niestety nie pozostaje bez wpływu na związki rodzinne i samopoczucie tych najmłodszych. Carl Honore w swojej książce „Pod presją. Dajmy dzieciom święty spokój!” zwraca uwagę na zmęczenie i sfrustrowanie młodego pokolenia. Pokazuje różne metody edukacyjne oraz jak wyglądają relacje budowane między dziećmi a rodzicami, szczególnie gdy ambicje tych ostatnich biorą górę. Propagowany przez autora slowparenting wspiera odkrywanie pasji, budowanie relacji oraz swobodę w uczeniu się i działaniu.

Zobacz w Natuli.pl: Pod presją. Dajmy dzieciom święty spokój!

11. Cyberchoroby

Żyjąc w erze szybkich zmian technologicznych, nie sposób nie zadawać sobie pytania, jaki wpływ na relacje rodzinne oraz rozwój dzieci i młodzieży mają różnego rodzaju sprzęty elektroniczne. Przydatna może być tu publikacja Manfreda Spitzera „Cyberchoroby”. Autor w oparciu o szereg badań naukowych wskazuje zagrożenia, łącznie z realnym uzależnieniem, nadmiernej ekspozycji na tego typu urządzenia. Opierając się na neurobiologii, psychologii i pedagogice, odpiera argumenty, jakoby tablety i coraz liczniejsze aplikacje wpływały korzystnie na rozwój najmłodszych. Pochyla się nad używaniem komputerów i smartfonów przez dorosłych i dzieci, wskazując niebezpieczeństwa, często niedoceniane i bagatelizowane przez dorosłych.

Zobacz w Natuli.pl: Cyberchoroby

12. Ty, twoje dziecko i szkoła

“Ty, Twoje dziecko i szkoła” to książka dla rodziców, którzy chcą towarzyszyć dzieciom w ich edukacji, a dzięki temu zapewnić im szczęśliwe życie wolne od presji i stresu. Robinson pokazuje, na czym może polegać dobra edukacja i jaka jest rola rodzica w procesie edukacji dziecka. „Chciałbym zaproponować kilka zasad dobrego rodzicielstwa, które mają związek z edukacją, w dużej mierze potwierdzonych przez badania naukowe i doświadczenie.”

Zobacz w Natuli.pl: Ty, twoje dziecko i szkoła

Edukacja pruska to już przeżytek

12. Kryzys szkoły

Obecny system edukacji wymaga radykalnej zmiany. Znany duński pedagog Jasper Juul dobitnie przedstawił w swojej książce „Kryzys szkoły”, jak archaiczna i nieprzystająca do współczesności pozostaje szkoła. Nie nadąża nie tylko za zmianami społecznymi (choćby przez fakt wciąż w niej obecnej sztywnej hierarchii szkolnej, często nadal budowanej na strachu i represji w opozycji do domu rodzinnego, gdzie dialog, szacunek i otwartość na potrzeby stają się podstawowymi elementami budowania relacji), ale też cywilizacyjnymi (program nauczania fizyki zatrzymał się w okolicach II wojny światowej…). Książka ważna dla wszystkich zaangażowanych w edukację i tworzenie szkolnych struktur, także dla rodziców, którzy chcą wspierać swoje dzieci w skostniałym systemie postpruskiej edukacji.

Zobacz w Natuli.pl: Kryzys szkoły

13. Kreatywne szkoły

Wspomniany wyżej sir Ken Robinson opublikował również książkę pod tytułem „Kreatywne szkoły”. Może ona stanowić szczególną wartość dla nauczycieli i osób na co dzień pracujących z młodzieżą. Pokazuje, jak wielką zmianą może być człowiek ze swoimi pasjami, innowacyjnymi metodami i zaangażowaniem oraz jak oddolna zmiana może mieć wpływ na coś większego.

Zobacz w Natuli.pl: Kreatywne szkoły

14. Summerhill. Szkoła wolnych ludzi

Już blisko sto lat temu powstała Summerhill – szkoła marzeń. Miejsce, w którym dzieci mogą robić to, co chcą, nadal ciągle się ucząc. Ta rewolucyjna metoda, będąca początkiem nurtu szkół demokratycznych, została opisana przez Aleksandra Neila w książce „Summerhill. Szkoła wolnych ludzi”. Summerhill to prawdziwy dowód na dziecięcy naturalny pęd do wiedzy, rozwoju i zdobywania nowych umiejętności, bez przymus, presji, ocen i wartościowania.

15. Budząca się szkoła

Współinicjatorzy niemieckiego projektu edukacyjnego pod nazwą „Budzące się szkoły” – Margret Rasfeld, Stephan Breidenbach – wydali książkę pod tym samym tytułem. Odpowiedzieli w niej między innymi na pytania, dlaczego dzieci z czasem tracą ochotę do nauki, otwartość na współpracę, a szkoła staje się dla nich symbolem przymusu. Autorzy pochylają się również nad wizją nowej szkoły – takiej, w której uczniowie mają wpływ na tempo uczenia się czy kolejność omawianych tematów, co powoduje u nich wzrost poczucia odpowiedzialności czy sprawczości.

Zobacz w Natuli.pl: Budząca się szkoła

16. Akademia Khana

Wiele ważnych projektów jest efektem osobistej potrzeby. Podobnie było z Akademią Khana. Siostrzenica autora, Khana Salmana, potrzebowała korepetycji z algebry. Pomysł na wsparcie on-line rozwinął się na ogromną skalę i objął swoimi ćwiczeniami i filmami edukacyjnymi wiele różnych tematów. Filozofia Khana prezentuje taką wizję przyszłości edukacji, w której każde dziecko, każdy człowiek ma dostęp do bezpłatnej, powszechnej i skutecznej edukacji.

Zobacz w Natuli.pl: Akademia Khana

Czy można żyć bez szkoły

17. I nigdy nie chodziłem do szkoły

Na koniec książka o charakterze wywrotowym. A może tak zupełnie bez szkoły? André Stern nie uczył się nigdy w żadnej placówce edukacyjnej. Napisał o tym książkę „I nigdy nie chodziłem do szkoły”, w której pokazuje, jak mimo braku systemowej edukacji osiągnął życiowy sukces i nauczył się ogromnej ilość interesujących go rzeczy. W innej swojej publikacji pod tytułem „Siewcy entuzjazmu. Manifest ekologii dzieciństwa” przekonuje, jak ważne są zaufanie i szacunek do dziecka. To połączenie własnych doświadczeń autora oraz wiedzy z zakresu współczesnej neurobiologii wskazujące, jak ważny w procesie edukacji jest entuzjazm – naturalny katalizator procesów poznawczych.

Zobacz w Natuli.pl: I nigdy nie chodziłem do szkoły

 

[reklama id=”68990″]