Kategorie
wychowanie

Płacz dziecka – o czym mówi, jak reagować, jak towarzyszyć?

Powodami nie są na pewno:

  • chęć wymuszenia czegoś na opiekunach,
  • próba manipulacji,
  • robienie na złość,
  • rozpieszczenie i przewrażliwienie etc.

Płacz jako sposób komunikacji

Dzieci płaczą znacznie częściej, niż to dostrzegamy. Robią to, by powiedzieć nam o swoich niezaspokojonych potrzebach. Jako opiekunowie koncentrujemy się w dużej mierze na potrzebach fizjologicznych, a naszej uwadze uchodzą te związane z bliskością i relacją.
Dla małych dzieci, które nie potrafią wszystkiego komunikować słowami, a w szczególności dla niemowląt, płacz jest głównym i niemalże jedynym sposobem porozumiewania się z najbliższymi. Może on przybierać różne natężenie, głośność, wysokość, częstotliwość. Może być przeszywający i pełen bólu, nagły, proszący, monotonny lub rytmiczny, gdy jest reakcją na nadmiar uciążliwych bodźców lub objawem zmęczenia.

Dzieci płaczą, ponieważ:

  • są głodne,
  • chce im się pić,
  • jest im zimno lub gorąco,
  • jest za głośno,
  • są zmęczone lub śpiące,
  • odczuwają jakieś dolegliwości,
  • są znużone,
  • czują dyskomfort z powodu brudnej pieluszki lub niewygodnego ubrania itp.

O czym chcą powiedzieć rodzicom poprzez swój płacz:

  • “Tęsknię za tobą”,
  • “Chcę się przytulić”,
  • “Boję się”,
  • “Nie czuję się bezpiecznie w tym miejscu”,
  • “Nie radzę sobie z tym”,
  • “Nie lubię, kiedy mi tak robisz”,
  • “Nie lubię zostawać sam”.

Claude Didierjean-Jouveau w swojej książce „Rodzicielstwo bez przemocy” zwraca uwagę na jeszcze jedną ważną przyczynę płaczu dziecka. Najprawdopodobniej „żaden inny subtelniejszy środek, którego użył mały człowiek, aby poinformować nas o swoim stanie, nie został odpowiednio pojęty i teraz, spanikowany, używa jedynego sposobu, który mu pozostał – krzyku przerażenia i rozpaczy oraz łez”.
Dzieci nie płaczą jedynie w związku z niezaspokojonymi potrzebami fizjologicznymi, ale także po to, abyśmy wiedzieli, kiedy potrzebują naszej pomocy. Ma to uruchamiać w nas odruch przywiązania i troski.

Zaufanie

Reagowanie na płacz dziecka wzmacnia zaufanie malucha do opiekunów. Ma to ogromne znaczenie w budowaniu jego bezpiecznego stylu przywiązania. Bez względu na to, ile dziecko ma lat i jaki jest powód jego płaczu, tak silne emocje zawsze oznaczają potrzebę bliskości. Warto pozostać wtedy przy dziecku tak długo, aż się wypłacze. Wzmacnia to jego zaufanie do tego, że będziemy je wspierać także w sytuacjach, kiedy doświadcza trudnych emocji. Dziecko dostaje informację o tym, że jego świat – z małymi i wielkimi troskami – jest dla nas ważny, że obchodzi nas to, co ono przeżywa.
[reklama_col id=”57290, 57467, 57460″]

Co można zrobić, by ukoić małe dziecko, niemowlę? Sposobów jest wiele, warto wypróbować kilka i wybrać te, które sprawdzają się najlepiej w przypadku naszego dziecka. Może to być:

  • ukojenie przy piersi,
  • noszenie na rękach lub w chuście,
  • uciszanie szeleszczącymi głoskami: „szszsz…”
  • otulanie miękkim kocykiem,
  • kołysanie,
  • masowanie,
  • dotykanie „skóra do skóry”, czasem może pomóc tylko przyłożenie policzka do twarzy dziecka,
  • ciepła kąpiel.

Kiedy płacze starsze dziecko

Rodzice niemowląt, coraz częściej świadome negatywnych skutków metody „wypłakiwania się” i toksycznego działania kortyzolu (hormonu stresu) na niedojrzały mózg dziecka, reagują z troską i czułością na płacz maleństwa. Nawet pomimo zmęczenia i braku snu. Sprawa komplikuje się jednak, gdy dziecko jest starsze, kilkuletnie. I płacze.

Przeczytaj: Długotrwały płacz może spowodować nieodwracalne zmiany w mózgu dziecka

Często wówczas pojawiają się myśli:

  • “Przecież nic takiego się nie stało” (zaprzeczanie uczuciom dziecka),
  • “Natychmiast przestań” (przywoływanie do porządku),
  • “To już taki duży chłopak, a płacze” (ośmieszanie i zawstydzanie),
  • “Popłacze, popłacze i przestanie” (przeczekiwanie płaczu),
  • “Pokażę mu zabawkę na wystawie” (odwracanie uwagi),
  • “Zaproponuję mu lody lub basen, żeby przestał płakać” (przekupstwo i manipulacja).

Niestety żadna z tych metod tak naprawdę nie sprzyja ani dziecku, ani rodzicowi. W miarę narastania płaczu podnosi się poziom frustracji i jednego, i drugiego. W dalszej perspektywie cierpi na tym wzajemna relacja. Dziecku brakuje zrozumienia, zauważenia i wzięcia pod uwagę. Potrzebuje wsparcia i pocieszenia. I to jest zadaniem rodzica, bowiem dla dzieci płacz jest reakcją ogromnie stresującą i dlatego nigdy nie robią tego bez powodu.

Co może pomóc, gdy płacze starsze dziecko?

Pozwólmy mu płakać tak długo, jak chce. Zadziwiająca jest reakcja dziecka, które spotyka się z naszą akceptacją tej sytuacji – płacz niejednokrotnie kończy się niemal wraz z pytaniem: „chcesz sobie popłakać?”.
Głaszczmy je, przytulajmy, kołyszmy w ramionach – nie musimy niczego mówić. Gdy jest na to gotowe, siła płaczu zmalała, spróbujmy nazwać uczucia i poszukajmy potrzeb – o co chodzi naszemu dziecku. Zapewniajmy je o bezpieczeństwie i naszej gotowości, by je wysłuchać i pomóc. Traktujmy poważnie przyczynę płaczu – nawet jeśli chodzi o zgubioną zakrętkę od butelki, która była łódką dla myszki. Używajmy spokojnego i łagodnego tonu głosu.
Niejednokrotnie brakuje nam niestety cierpliwości i wyrozumiałości wobec łez dziecka. Gdy ono płacze, reagujemy złością, krzykiem, bezradnością. Warto się wówczas zastanowić, jak na nasz płacz w dzieciństwie reagowali rodzice. Jakich używali słów? Czy przyjmowali nas z otwartymi ramionami, czy płakaliśmy w samotności? Czasem te odpowiedzi bywają kluczem do zmiany naszych reakcji na płacz dziecka.
Łzy oczyszczają – dosłownie i w przenośni, a bliskość i empatia są tu niezwykle wspierające. Najważniejsze to być, towarzyszyć dziecku w tym trudnym dla niego momencie. Jednocześnie samemu też pozwalać sobie na płacz, dając w ten sposób informację o tym, że łzy są w porządku, że płacz jest częścią życia.
Foto: flikr.com/e-orimo

Kategorie
recenzje

Czarno na białym o wychowaniu – „Sztuka wychowania, czyli jak pomóc dziecku i zadbać o siebie”


„Sztuka wychowania” w Natuli.pl

Dlaczego warto?

Rodzicom coraz częściej przychodzi mierzyć się z tak zwanymi problemami wychowawczymi. Dotyczą one zarówno małych dzieci, jak i “buntowniczych” nastolatków. Niestety, winy zazwyczaj szukamy właśnie w dzieciach. Tymczasem to my, rodzice powinniśmy przeanalizować nasze obawy, oczekiwania czy sposób komunikowania się z innymi. Żeby mówić o spokojnych dzieciach, sami musimy się tak czuć – to najważniejsza i wielokrotnie podkreślana w książce myśl.

Warto zadać sobie kilka podstawowych pytań, na przykład:

  • czy traktuję dziecko jako członka rodziny,
  • czy zaspokajam jego potrzeby psychiczne takie jak: akceptacja, poczucie bezpieczeństwa, szacunek, miłość, przynależność itp.

Doskonała forma książki – poradnik z wieloma przykładami, opisami sytuacji i analizami psychologicznymi przypadku – pomoże rodzicom znaleźć właściwe odpowiedzi. Każda z części publikacji jest podzielona na obszerne podrozdziały, w których zawarte są wskazówki i podpowiedzi, gdzie może tkwić problem i jak go rozwiązać.

Jedną z ważniejszych propozycji jest spisanie kontraktu, który ułatwi życie wszystkim członkom rodziny – pomoże wzbudzić wzajemny szacunek, empatię i akceptację. Zgodnie z sugestią autorki taka umowa pomoże usystematyzować strukturę rodziny, czyli wyznaczyć odpowiednie miejsce dla poszczególnych jej członków – dzieciom nie wchodzić w rolę przywódcy, a rodzicom rozgraniczać rolę przyjaciela i przywódcy właśnie.

W pierwszej części Agnieszka Wróbel opisuje potrzeby dziecka oparte na zrozumieniu, wzajemnym szacunku i dobrej komunikacji. W kolejnej – radzi, czego unikać. Proponuje też uzbroić się w cierpliwość, wykazać się dużą dozą zrozumienia oraz wystrzegać się wobec dziecka krytykowania, oceniania czy postawy roszczeniowej. Konsekwencje takich zachowań są szczegółowo opisane i poparte przykładami.

Co zdaniem autorki sprawdzi się w relacji z dzieckiem? Oczywiście akceptacja, empatia, autentyczność i zrozumienie. Autorka podpowiada także, jak radzić sobie z trudnymi relacjami, które pojawiają się w rodzinie, jak obniżyć napięcie i zmienić na przykład walkę o wpływy we współpracę.

  • Książka może być inspiracją do pozytywnej zmiany – zaczynając od siebie, pomagamy dziecku.
  • Podział na trzy rozdziały: o potrzebach dziecka, o tym, czego unikać i co warto zastosować – pozwoli szybko znaleźć najbardziej interesujące nas treści.
  • Autorka buduje w rodzicach wiarę w moc dziecięcej intuicji.
  • Książka podpowiada, jak mówić do dziecka, by za pomocą komunikatu “ja” wyrażać swoje myśli, uczucia i postawy.
  • By zachować w rodzinie spokój, stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, warto zaakceptować siebie, swoje emocje, zbudować poczucie własnej wartości i dać sobie i pozostałym członkom rodziny przestrzeń i prawo do autonomii. Reszta ułoży się sama. Poradnik “Sztuka wychowania…” to świetne do tego narzędzie.

    Kategorie
    niemowlę

    Pozwólmy dzieciom bawić się według ich własnych reguł! Zabawa heurystyczna

    …I tak co jakiś czas dajemy się namówić i kupujemy. Rezultat często wygląda tak, że tony nieużywanych przedmiotów poupychane są w torbach, skrzyniach i koszykach, bo nasze dziecko dawno przestało się nimi interesować. Dużo bardziej woli czerpak do zupy czy szczotkę do zamiatania, o naszym telefonie nie wspominając.

    Z czego to wynika? I czy da się temu jakoś zaradzić?

    Zapewne w dużej mierze wynika to z tego, jak rozwijają się małe dzieci i w jaki sposób poznają świat. W świadomości niemowlaków nie istnieje bowiem pojęcie zabawy dla zabawy. Wszystko, co robi niemowlak, ma jakiś cel. Płacze, bo chce, żeby dać mu jeść albo żeby zmienić mu pieluchę. Rusza rączkami, żeby sprawdzić, o co w tym ruchu chodzi. Wyciąga rączki, żeby zbadać to, co jest przed nim. Powtarza dźwięki po dorosłych, żeby poznać ich mowę. W świecie niemowlaka jest tyle nowych rzeczy, których musi się nauczyć, że tak naprawdę nie ma on czasu na zabawę, przynajmniej w takim znaczeniu, w jakim rozumieją ten termin dorośli.
    Ta konieczność poznawania świata ma bezpośredni wpływ na to, w jaki sposób niemowlaki podchodzą do przedmiotów w swoim otoczeniu. Większość zabawek jest dla dziecka interesująca o tyle, o ile pozwala odkryć coś nowego. Dziecko sprawdza więc teksturę – dotykając, bada smak – wkładając przedmiot do buzi, sprawdza, jakie dźwięki coś wydaje – potrząsając, przyciskając, uderzając tym o podłogę. Manipuluje zabawką, żeby przekonać się, jakie są jej możliwości. Czasem rozkłada na części – jeśli to możliwe. Kiedy już wszystko o niej wie, zostawia ją i rozgląda się za czymś nowym. Z punktu widzenia rozwoju ma to sens – bo po co dziecko ma się zajmować czymś, co już zna, jeśli dookoła jest jeszcze tyle rzeczy, które trzeba poznać?

    Heurystyka

    I co z tym zrobić? Przecież nie będziemy co chwila kupować nowej grzechotki. Z pomocą może tu przyjść teoria zabawy heurystycznej (heuristic play) stworzona przez dwie panie: Elinor Goldschmied i Sonię Jackson (autorki książki „People under three”).
    Heurystyka (gr. heurisko – odkrywam, znajduję) to umiejętność odkrywania nowych prawd przez odpowiednie stawianie hipotez. (za słownikiem Władysława Kopalińskiego)
    Pamiętacie zapewne historię Archimedesa, który wybiegł z wanny krzycząc „(h)eureka!”, kiedy udało mu się sformułować prawo wyporu hydrostatycznego. To właśnie o to chodzi. O ten moment, kiedy wskutek stawiania hipotez i eksperymentów dochodzimy do jakiegoś odkrycia. Znacie to uczucie? Jest bardzo miłe, prawda? I to samo możemy pozwolić odczuć naszym niemowlakom.

    Najprawdopodobniej w ten właśnie sposób niemowlaki poznają świat

    Wykorzystują wiedzę, którą mają, stawiają hipotezę i przeprowadzają eksperyment. Jedyne, co musimy zrobić, to stworzyć takie warunki, w których będą mogły bezpiecznie odkrywać otaczający je świat. W typowy dla siebie sposób, bez rozwiązań proponowanych przez dorosłego. My wiemy, że wałek do ciasta służy do wałkowania. Często próbujemy tę wiedzę przekazać naszym dzieciom: „Patrz. To wałek. Tym się wałkuje! O tak!”. I pokazujemy, jak to należy robić. Chcemy pomóc dziecku rozumieć świat, uniknąć błędów. Lepiej jednak byłoby stworzyć mu takie warunki, w których ono samo będzie mogło zdobyć tę wiedzę, czyli postawiać hipotezę, a potem ją sprawdzać. My przecież nie będziemy przy nim zawsze. Może warto, żeby dziecko od małego ćwiczyło się w samodzielnym gromadzeniu i przetwarzaniu informacji o świecie? Tym bardziej, że z neurobiologicznego punktu widzenia jest w tym specjalistą! Oczywiście, nie każda sytuacja się do tego nadaje – rodzic z pewnością jest dziecku potrzebny podczas odkrywania właściwości noża czy prądu w gniazdku. Wciąż jednak pozostaje wiele przedmiotów, których zastosowanie i cechy fizyczne dziecko może sprawdzić samo.

    Jak więc połączyć heurystykę z rozwojem niemowlaków?

    Tu z pomocą przychodzą nam „koszyki skarbów” (treasure baskets). Taki koszyk to nic innego, jak pojemnik wypełniony ciekawymi przedmiotami. W tej roli sprawdzi się też pudełko czy miska. A ciekawe przedmioty? Tak naprawdę do tej kategorii można zaliczyć wszystko. Biorąc pod uwagę fakt, że niemowlak ma jeszcze bardzo małe pojęcie o świecie i rzeczach go otaczających, wszystko może go zainteresować: butelka, kredka, garnek, szczotka do włosów, dzwoneczek, szyszka, kamień, chustka, kawałek folii bąbelkowej… Oderwijcie na moment wzrok od monitora i rozejrzyjcie się po pokoju – na pewno znajdziecie tam coś, co dla niemowlaka będzie ciekawe i co pomoże mu w zdobywaniu wiedzy o świecie. Wystarczy włożyć kilka takich przedmiotów do pojemnika i pokazać dziecku. Przy maluchach, które jeszcze nie siadają, można nawet pominąć pojemnik i po prostu rozłożyć rzeczy wokół dziecka. I tyle! Na tym poniekąd nasza rola się kończy. Poniekąd, bo jednak powinniśmy mieć oko na to, co się dzieje, i w razie potrzeby przyjść dziecku z pomocą.
    [reklama_col id=”57533, 57531, 57471″]
    Podczas zabawy rola dorosłego sprowadza się jednak w dużej mierze do obserwowania dziecka. Oczywiście powinniśmy zareagować, gdy widzimy, że może stać mu się krzywda, lub gdyby w ramach eksperymentów zechciało np. rzucić młotkiem w lampę, ale ogólnie staramy się nie interweniować. W zabawie heurystycznej chodzi przecież o to, żeby dziecko samo mogło zapoznać się z przedmiotem i samodzielnie określić, jakie daje możliwości. Postawić hipotezę: „Hmm, to się chyba da rozkręcić” i sprawdzić ją, manewrując przedmiotem. Jeśli się da – dziecko zdobywa wiedzę, którą może później uogólnić: „Takie rzeczy się rozkręcają”. Jeśli się nie da, dziecko również się uczy – wie już, że to się nie rozkręca, i może szukać dalej, stawiając kolejne hipotezy. Przy okazji rozwija oczywiście małą motorykę.

    Jak skomponować „koszyki skarbów”?

    Zasadniczo są dwa podejścia. Jednym z nich jest skompletowanie jak najwięcej przedmiotów, które będą się bardzo różnić – rozmiarem, fakturą, zapachem, dźwiękiem, materiałem, z którego są zrobione, kształtem, zastosowaniem, smakiem… Dostarczamy dziecku w ten sposób bardzo wiele płaszczyzn do porównywania. Warto też pomyśleć o tym, żeby w koszyku znalazły się rzeczy, które jakoś się ze sobą łączą – np. piłka, którą można włożyć do kubka, albo łyżeczka, której uchwyt można wkładać do butelki, itd. Takie koszyki powinny aktywować jak najwięcej zmysłów dziecka, czyli powinny w nich być przedmioty, które mają zapach, różną fakturę (dotyk), różny smak, które wydają dźwięk (słuch) i które różnią się wizualnie (wzrok).
    Druga opcja to koszyki tematyczne. Możemy np. wybrać rzeczy tylko z kuchni. Albo tylko metalowe. Instrumenty lub rzeczy w kolorze zielonym. Pomysłów jest wiele. Przy tego typu koszykach dzieci mogą porównywać rzeczy, które z jednej strony mają coś wspólnego, a z drugiej – czymś się różnią.

    Co jeszcze powinniśmy brać pod uwagę, przygotowując taki koszyk?

    Na pewno ważny jest czas, który wybierzemy do zabawy. Każdy rodzic wie, że zmęczone czy głodne dziecko nie ma zazwyczaj ochoty na odkrywanie świata. Ważne jest też, żeby w miejscu, które wybierzemy do zabawy, dziecko czuło się bezpiecznie i, co bardzo ważne, nie miało zbyt wielu bodźców odwracających jego uwagę. Dobrze jest więc wybrać miejsce poza pokojem dziecka, gdzieś, gdzie nie ma wielu przedmiotów czy zabawek i gdzie nikt nie będzie nam co chwila przeszkadzał. Dodatkowo w zabawie heurystycznej dziecko z założenia powinno mieć tyle czasu i przedmiotów, ile mu akurat potrzeba. Jeśli więc organizujemy taką zabawę dla większej liczby maluchów, musimy zadbać o to, żeby każdy z nich miał swoją własną przestrzeń i swój własny koszyk. Zabawa heurystyczna to nie czas ani miejsce na naukę zachowań społecznych. Tutaj dziecko powinno być skupione na odkrywaniu świata, stawianiu hipotez i przeprowadzaniu eksperymentów – bez obawy, że za chwilę ktoś przyjdzie i będzie trzeba się podzielić, oddać lub zamienić. Pewnie gdyby Archimedes zamiast w spokoju zażywać kąpieli rozmawiał ze znajomym o pogodzie, jak nakazuje etykieta, nie zauważyłby tego, że woda w wannie zmienia poziom. Dzieciom także należy się możliwość odkrywania świata na ich własnych warunkach i w spokoju.
    I pamiętajmy, że nie tylko niemowlaki lubią odkrywać świat – starsze dzieci również! Należy tylko odpowiednio dobrać materiały. Zasada pozostaje jednak ta sama – dziecko ma prawo stawiać własne hipotezy co do tego, jakie jest zastosowanie danego przedmiotu, może go badać metodami wybranymi przez siebie (oczywiście w granicach rozsądku) i poświęcić mu tyle czasu, ile potrzebuje.
    Foto: theimaginationtree.com

    Kategorie
    odżywianie naturalne

    3 przepisy na zdrowe desery

    Przygotowywanie posiłków w domu ma tę zaletę, że wiemy, co w nich jest. Nawet jeśli do deseru dodajemy cukier, to mamy świadomość, jak dużo go użyliśmy. Tymczasem wybierając gotowe przekąski, wiemy niewiele – nawet jeśli ufamy informacjom umieszczonym na opakowaniach. Warto przy tym wiedzieć, że składniki produktu wymienione są na etykiecie w nieprzypadkowej kolejności. Na pierwszym miejscu znajdziemy te, których jest najwięcej. Niestety, w przypadku słodkości to zwykle cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, słabej jakości tłuszcze, czekolada o niskiej zawartości kakao, jajka w proszku… Na szczęście są inne możliwości.

    Przygotowanie domowego deseru jest proste, a co ważne, do jego wykonania potrzebujemy tylko kilku (zdrowych) składników!

    1. Bananowy deser trzyskładnikowy

    deser1

    Składniki:

    • 4 średniej wielkości banany (najlepiej organiczne)
    • 2 szklanki płatków owsianych
    • 6 łyżek naturalnego masła orzechowego

    Polewa (opcjonalnie):

    • ½ szklanki posiekanych orzechów włoskich
    • olej kokosowy do wysmarowania naczynia

    Przygotowanie:

    Naczynie żaroodporne o wymiarach około 20×30 cm smarujemy nierafinowanym olejem kokosowym. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni C.

    Banany rozgniatamy widelcem, mieszamy z płatkami owsianymi i masłem orzechowym. Ilość dodawanych płatków zależy od wielkości bananów, dlatego lepiej wsypywać je powoli. Ciasto powinno mieć mokrą konsystencję. Rozprowadzamy je w naczyniu. Pieczemy około 18–20 minut. Pod koniec sprawdzamy patykiem: jeśli jest suchy – ciasto gotowe. Możemy je pokroić na dowolne kształty. Posypujemy orzechami. Przechowujemy w lodówce.

    Inspiracja:superhealthykids.com

    [reklama_col id=”57474, 57475, 57476″]

    2. Karmelowe jabłuszka

    deser2

    Składniki:

    • 2 małe jabłka
    • sos karmelowy na bazie daktyli (przepis poniżej)
    • kilka kostek czekolady o dużej zawartości kakao
    • ⅓ szklanki posiekanych orzechów
    • drewniane patyczki do szaszłyków

    Przygotowanie:

    Delikatnie wycinamy rdzeń jabłek i wbijamy w nie patyczek (jeśli jest za długi, można go przyciąć). Za pomocą noża równomiernie pokrywamy owoce sosem karmelowym na bazie daktyli. Następnie obtaczamy posiekanymi orzechami i polewamy odrobiną rozpuszczonej czekolady. Wkładamy do lodówki na około 10 minut. Gotowe!

    Sos karmelowy na bazie daktyli

    Składniki:

    • 5 daktyli bez pestek, posiekanych
    • 1 łyżka wody
    • 1 łyżka oleju kokosowego
    • 1 łyżeczka naturalnego masła orzechowego
    • 1 łyżeczka syropu daktylowego

    Przygotowanie:

    Wszystkie składniki wkładamy do miski i miksujemy na wysokich obrotach aż do momentu powstania gładkiej masy. Jeśli masa jest za gęsta, dolewamy łyżeczkę wody.

    Inspiracja: kitchendaily.com

    3. Budyń czekoladowy

    deser3

    Składniki:

    • 1 szklanka mleka kokosowego
    • 2 żółtka jaj
    • 2 łyżki miodu lub syropu klonowego
    • ¼ szklanki surowego kakao w proszku
    • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
    • szczypta soli morskiej
    • migdały do dekoracji

    Przygotowanie:

    W średniej wielkości garnku mieszamy mleko kokosowe, żółtka i sól. Podgrzewamy na średnim ogniu około 10 minut. Mieszaninę obserwujemy i często mieszamy, tak by się nie spaliła. Dodajemy miód i podgrzewamy przez kolejne 5 minut.

    Do dużej miski wsypujemy proszek kakaowy. Lekko przestudzoną mieszaninę wlewamy do proszku, przecedzając ją przez sito. Na sitku pozostaną grudki. Dodajemy ekstrakt z wanilii. Budyń przechowujemy w lodówce około 4 godziny. Dekorujemy płatkami migdałowymi (lub posiekanymi orzechami, rodzynkami, żurawiną).

    Inspiracja: mindbodygreen.com

    Kategorie
    zdrowie

    Kilka uwag o rozwoju mowy w pierwszym roku życia

    I tak na przykład zanim niemowlę posiądzie umiejętność siadania, musi nauczyć się sztywno trzymać główkę, a jeszcze wcześniej unosić ją, odrywając nosek od materaca. Ów harmonijny rozwój i „kamienie milowe” dotyczą wszystkich sfer poznawczych oraz mowy. Są to obszary wzajemnie ze sobą powiązane. Także sposób, w jaki dziecko je, i to, co je, ma niebagatelny wpływ na rozwój mowy. Oznacza to, że brak „kamienia milowego” w jednej sferze może być przeszkodą w rozwoju bardziej złożonych funkcji w innych.

    2 miesiąc

    Gdy tylko maluszek zauważy mamę gruchającą doń z czułością, zaczyna odpowiadać. Zaczepnie uśmiecha się i powtarza gardłowe dźwięki typu „a gu”, „kha”, „ge ge”. Zachętą do tych wokalizacji będzie nachylanie się do dziecka z uśmiechem i wypowiadanie melodyjnym głosem przedłużonych samogłosek (a, o, u, i, e, y). Bawić się tak można zarówno w celu przykucia uwagi malucha, jak i po to, by jego uwagę zająć na dłużej. Dwumiesięcznemu brzdącowi spodoba się to bardziej niż grzechotka, a i mamie będzie łatwiej, gdy np. w kolejce do lekarza odkryje, że nie ma przy sobie żadnej zabawki. Aby mocniej przyciągnąć uwagę dziecka, warto użyć czerwonej szminki – wzrok jest zmysłem najmniej dojrzałym po urodzeniu, dlatego mocne kolory i kontrasty (czerwony – żółty, biały – czarny) są przez dzieci najłatwiej zauważane.

    4 miesiąc

    Czteromiesięczny maluch dialoguje w jeszcze bardziej elokwentny sposób. Lubi zwłaszcza zabawę w „papugę”: chętnie powtarza sylaby wypowiadane przez drugą osobę. “Bu bu bu”, “me me”, “pa pa” itp. to kwestie, które może powtarzać na okrągło. Dzieci uczą się przez naśladowanie, więc liczba powtórzeń powinna być jak największa – aby umiejętność mówienia doskonalić.

    6 miesiąc

    W wieku sześciu miesięcy przeciętne dziecko potrafi już siedzieć, dzięki czemu poszerza się także zakres obserwowanych przezeń przedmiotów i zdarzeń. Oznacza to, że tę nowo zauważoną przestrzeń trzeba mu przybliżyć, nazywając ją. Każdą rzecz, której dziecko się przygląda, rodzic czy opiekun powinien nazwać i opisać prostymi słowami, na przykład: Lala. Lala śpi: aaa. Auto. Auto jedzie: brum, brum. Miś. Miś je miód: am am. Używanie wyrażeń dźwiękonaśladowczych (“aaa”, “brum brum”, “am am” itp.) ma także niebagatelne znaczenie, ponieważ ich powtórzenie jest dużo łatwiejsze niż użycie całych słów, co pozwala dziecku bardzo szybko cieszyć się możliwością efektywnej komunikacji. Gdy maluch już siedzi, jest także gotowy na zmianę sposobu przyjmowania pokarmów: to dobry czas, by rozpocząć naukę jedzenia łyżeczką i palcami oraz picia – najlepiej ze zwykłego, otwartego kubka. Jedzenie i picie są doskonałymi ćwiczeniami artykulacyjnymi, przygotowującymi wargi i język do mówienia: górna warga, zgarniając pokarm z łyżeczki, trenuje przed artykulacją głosek wargowych: p, b, m; język unoszący się do wałka dziąsłowego (tego schodka wewnątrz buzi zaraz za górnymi ząbkami) podczas picia z „dorosłego” kubeczka ćwiczy swoją pozycję dla głosek: l, sz, ż, cz, dż oraz r.

    9 miesiąc

    Około dziewiątego miesiąca dzieci zaczynają wskazywać palcem to, co je interesuje, co chciałyby dostać. To etap tworzenia tzw. „pola wspólnej uwagi”. Bardzo ważne jest, aby tych próśb dziecka o porozumienie nie lekceważyć, a każde wskazanie traktować jak pytanie o nazwę, opis, wyjaśnienie oraz zaproszenie do rozmowy. Wyrazy dwusylabowe (“mama”, “tata”, “baba”, “pa pa”) i wyrażenia dźwiękonaśladowcze (“bam!”, “hop hop” itp.) wciąż są z jednej strony najłatwiejsze dla dziecka, z drugiej – najciekawsze. Warto, aby mama czy tata poczuli się jak aktorzy i czytając z dzieckiem czy obserwując otaczający świat, naśladowali zwierzątka, nie tylko mówiąc „kwa kwa” czy „be be”, ale oddając te dźwięki wyrazistą intonacją i akcentem.

    10 miesiąc

    Dziesięciomiesięczne dzieci – co jest efektem wcześniejszych rozmów – rozumieją już proste słowa określające rzeczy z ich najbliższego otoczenia. Pokazują różne części ciała i przedmioty wokół.

    12 miesiąc

    W wieku dwunastu miesięcy prawidłowo rozwijające się dziecko rozumie proste polecenia i nazwy znanych mu przedmiotów czy czynności. Rozpoznaje bliskie mu osoby, a także używa kilku słów. W nomenklaturze logopedycznej dotyczącej rozwoju mowy dziecka słowa to nie tylko „dorosłe” formy wyrazów, ale także każda sylaba czy zbitka głosek o stałym znaczeniu. Słowem w języku roczniaka nazywamy zatem określenia takie jak „mu” (krowa), „e-o” (policja) czy „pa” (lampa, parasol, pani – to zależy od dziecka).

    Kiedy się niepokoić?

    Rozwój mowy dzieci jest bardzo zindywidualizowany. To naturalne, że w początkowym okresie tylko najbliżsi rozumieją język swoich pociech. To tzw. etap „swoistej mowy dziecięcej” – gdy mama doskonale wie, czego chce jej dzieciątko, a wszyscy wokół twierdzą, że oto dziecko mówi „po chińsku”. Niepokoić rodzica powinno, jeśli poza wyżej wymienionymi umiejętnościami maluszek:

    • w wieku 4–5 miesięcy nie uśmiecha się na widok znanej osoby, nie reaguje niepokojem, gdy mama przez dłuższy czas się nim nie zajmuje;
    • w wieku 6–7 miesięcy nie spogląda za przedmiotem, który spadł ze stołu;
    • w wieku 8–9 miesięcy nie patrzy na to samo co mama lub tata, nie pokazuje palcem;
    • w wieku 10–11 miesięcy nie wskazuje obrazków, osób i przedmiotów;
    • w wieku 12 miesięcy nie kontroluje wzrokiem wykonywanych czynności, nie rozumie poleceń popartych gestem.

    Wątpliwości powinien rozwiać logopeda specjalizujący się w zakresie wczesnej interwencji terapeutycznej, który na podstawie dokładnego wywiadu, obserwacji dziecka oraz przeprowadzonego badania funkcji psychoruchowych i odruchów określi, czy rozwój maluszka przebiega prawidłowo, skieruje na specjalistyczne badania w celu wykluczenia innych schorzeń i pokaże, jak się bawić, by rozwijać mowę.
    Bibliografia: J. Cieszyńska, M. Korendo, Wczesna interwencja terapeutyczna, Kraków 2008

    Kategorie
    wychowanie

    Jaki wpływ na dzieci (i dorosłych) ma czytanie?

    Wielu z nas bez książki lub dwóch nie rusza się na urlop. Czytanie dzieciom szczególnie umila podróż i zasypianie. Dlaczego czytanie jest niezwykle ważne i cenne? Dlaczego warto zaszczepiać naszym dzieciom miłość do książek? Oto kilka powodów.

    1. Czytanie poszerza naszą wiedzę

    Choć to truizm, to jednak często niedoceniany. W dobie cyfryzacji dominuje przekaz oparty na obrazie, ale to informacje czytane pozostają na dłużej w naszym umyśle. Prof. kognitywistyki z University of California w Berkeley Anne E. Cunningham udowadnia, że ludzie regularnie czytający osiągają wyższe wyniki w testach na inteligencję. Ich predyspozycje poznawcze pozostają wysokie do późnej starości.
    Czytanie poszerza nasze horyzonty i pomaga spojrzeć na świat nie tylko z własnej perspektywy. Dzięki niemu zdobywamy i uzupełniamy wiadomości, a istotną umiejętnością współczesnego człowieka jest umiejętność uczenia się, bo przecież rozwijamy się przez całe życie.

    2. Książki wzbogacają słownictwo

    Erudycja idzie w parze z elokwencją. Dzieci, którym się czyta od najmłodszych lat, będą posługiwały się bogatym i pięknym językiem. Dużo łatwiej opanują umiejętność wypowiadania się na forum w sposób logiczny, obrazowy i zrozumiały dla słuchaczy. Zdobędą także umiejętność prowadzenia ciekawej konwersacji.
    Warto sobie przypomnieć także wnioski, do których doszło wielu badaczy (m.in. Amerykańskie Towarzystwo Pediatryczne), mówiące o tym, że czytanie ma ogromny wpływ na rozwój mowy u małych dzieci. Niestety coraz częściej rodzice zastępują je bajkami i programami telewizyjnymi.
    Umiejętność wypowiadania się, wyrażania swoich myśli i uczuć w najtrafniejszy z możliwych sposobów nie tylko pomocna jest podczas pisania szkolnych wypracowań czy w realizowaniu kariery zawodowej, ale też wpływa na jakość komunikacji w rodzinie, grupach rówieśniczych, w społeczeństwie.

    3. Czytanie stymuluje umysł

    Neurobiologia pokazuje, że analiza obrazów lub mowy nie jest procesem tak wymagającym i angażującym jak czytanie. Absorbuje ono w tym samym czasie wiele obszarów mózgu – te, które odpowiadają są za widzenie, za język i za przyswajanie pojęć. Czytanie usprawnia zapamiętywanie i wspomaga koncentrację, tworząc w mózgu nowe połączenia nerwowe – synapsy.

    4. Książki rozwijają myślenie

    Zarówno dzieci, jak i dorośli w swoich lekturach spotykają się z nowymi pojęciami, nowymi ideami. Słowo drukowane daje okazję do zatrzymania się, do refleksji, do ustosunkowania się do przedstawionych treści. To, o czym czytamy, daje nam okazję do podjęcia rozmowy z dziećmi, do poznawania ich świata i pokazywania im własnego, ale też odkrywania zupełnie odległej nam rzeczywistości innych lądów, problemów i kultur.

    5. Czytanie pobudza wyobraźnię

    Jak ważna jest kreatywność w dzisiejszej rzeczywistości, dobrze wiemy. Książki – jako jedne z nielicznych – dają przestrzeń do współkreowania opisywanej rzeczywistości. Stymulując w ten sposób dziecięcą wyobraźnię, inwestujemy w rozwój dziecka. Świat fantazji pełen niecodziennych zdarzeń i niezwykłych bohaterów wzbogaca świat przeżyć naszego potomstwa.

    Wśród zalet czytania, obok tych popularnych o charakterze poznawczo-neurologicznym, znajdują się i te, które oddziałują na jakość naszych relacji:

    1. Czytanie sprzyja rozwojowi inteligencji emocjonalnej

    Badania w tej dziedzinie przeprowadziła pod okiem swojego promotora prof. Frédérica Vallée-Tourangeau Rose Turner, doktorantka z brytyjskiego Kingston University. 124 ochotnikom zadała pytania dotyczące ich preferencji czytelniczych, filmowych i telewizyjnych. Zbadała ich również pod kątem inteligencji emocjonalnej, postaw interpersonalnych, m.in. zdolności do empatii oraz zachowań prospołecznych, czyli gotowości do pomagania innym. Po analizie udzielonych odpowiedzi Tuner doszła do wniosku, że osoby, które wolą czytać książki niż oglądać filmy lub telewizję, lepiej rozumieją innych.
    Badaczka przekonuje, że czytanie sprzyja rozwojowi inteligencji emocjonalnej i postaw prospołecznych, dlatego że stwarza odbiorcy przestrzeń do głębszego zastanowienia się nad ludzką naturą. „Gdy czytamy, widzimy tylko to, co jest napisane na stronie, i sami musimy wypełniać luki, by w pełni zrozumieć, przez co przechodzi dany bohater – to daje nam możliwość rozwijania zdolności do empatii. Kiedy coś oglądamy, wiele spośród tych informacji otrzymujemy w gotowej postaci” – mówi Turner.
    Chcemy żyć w empatycznym świecie, książki to kolejne narzędzie, które pomaga nam uczyć nasze dzieci i nas samych empatycznych postaw.

    2. Czytanie pomaga rozumieć

    Niejednokrotnie samego siebie – czytamy, poszukujemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Chcemy zrozumieć podłoże naszych reakcji, schematów postępowania. Czytamy i udaje nam się zrozumieć drugiego, często dostrzegamy zupełnie inny punkt widzenia. Czytamy i zaczynamy lepiej rozumieć nasze dzieci.
    W jednym z wywiadów profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, dr hab. Krzysztof Wielecki, mówił o tym, że istnieje ścisły związek między czytaniem książek a naszymi relacjami społecznymi:
    „Obserwujemy deficyt uczuć wyższych, w związku z czym nie potrafimy spojrzeć na sytuację z perspektywy innego człowieka, zrozumieć, dlaczego on myśli inaczej i chce inaczej. Beletrystyka kiedyś kształtowała te uczucia wyższe, pokazywała motywy, wahania i tak dalej (…). Obywatele nie rozumieją świata, w którym żyją, jego wyzwań i potrzeb (nawet swoich potrzeb nie bardzo rozumieją) i nie potrafią odczuwać, współczuć. Niezrozumienie drugiego człowieka powoduje brak zaufania”.
    Zatem książka może być przewodnikiem w świecie naszych złożonych relacji, uczuć i potrzeb.

    „Książka to okno na świat, to promień słońca, który rozświetla ciemne noce, to najlepszy doradca we wszystkich sprawach” Stanisław Lem

    Jest oknem nie tylko w znaczeniu poznawczym. Może ona kształtować naszą osobowość, wspierać naszą otwartość i elastyczność, wskazując wiele odpowiedzi na jedno pytanie i wiele rozwiązań jednego problemu.
    Bohaterowie książek zazwyczaj nie załamują rąk i nie siedzą biernie w nieskończoność na kilkudziesięciu kolejnych stronach – uczą działania, radzenia sobie, poszukiwania, sprawdzania – takie cechy chcemy wspierać u naszych dzieci, takie postawy są bliskie rodzicom.

    3. Książka jest przewodnikiem po etyce

    Fikcja literacka w bezpieczny sposób przeprowadza czytelnika przez różne etyczne manowce. Młody odbiorca ma okazję doświadczyć przeżyć bohaterów, z którymi spotyka się lub może się spotkać w realnym życiu. Ich wybory pomagają kształtować jego wrażliwość, akceptację lub jej brak wobec motywów, decyzji i działań, z którymi mierzą się bohaterowie, a może i on sam.

    4. Czytanie podnosi samoocenę

    Dobrze się czujemy, gdy możemy dołączyć do rozmowy na temat, o którym ostatnio czytaliśmy. Mamy coś do powiedzenia, czujemy się uwzględnieni i włączeni. Łatwiej nawiązać znajomość, podtrzymać kontakt. Nasze dziecko idzie na lekcję i zaskakuje nauczyciela wiadomościami, których nie ma w podręczniku. To przyjemne czuć się zauważonym i docenionym.

    5. Czytanie wzmacnia relację

    Dzieci, którym czyta się codziennie, czują się ważne i kochane – rodzice mają dla nich czas.
    A wspólnie spędzony czas umacnia więź. Szczególnie wieczorne czytanie w wielu rodzinach przybiera formę prawdziwego rytuału. Po czytaniu przychodzi czas na rozmowę, która jest zaproszeniem do świata swoich przeżyć i myśli. Bezcenna okazja, by być blisko.

    Ponadto książki mają cudowny wpływ na nasze samopoczucie:

    1. Poprawiają sen

    Kilkanaście czy kilkadziesiąt minut z książką w ręku tuż przed zaśnięciem wycisza nasz umysł. Cały dzień bombardowani jesteśmy przez różnego rodzaju bodźce, więc warto zrezygnować z tabletu czy telewizji, które nie pozwalają odpocząć mózgowi. Szczególnie dzieciom sprzyja takie odprężenie.

    2. Uspokajają

    Jeśli mamy chwilę, żeby bez reszty oddać się lekturze, doświadczymy odprężenia i ukojenia. Z dala od bieżących spraw i trosk możemy nabrać do nich dystansu.
    Dr David Lewis z Mindlab International na Uniwersytecie Sussex mierzył, w jakim stopniu pod wpływem różnych aktywności powszechnie uważanych za uspokajające zmienia się czynność serca i napięcie mięśniowe. Okazało się, że czytanie obniżało poziom stresu o 68 procent! Za nim dopiero pojawiły się: słuchanie muzyki (62 procent skuteczności), picie herbaty (54 procent), spacer (42 procent).

    3. Sprawiają przyjemność

    Głośne czytanie z dziećmi, jeśli odpowiednio modulujemy głos, staje się wspaniałą zabawą. Przynosi wiele radości i pozostawia cudnowne wspomnienia z dzieciństwa. Książki dostarczają nam rozrywki i emocji. Często rozśmieszają swoich czytelników do łez.

    4. Opóźniają demencję i spowalniają rozwój choroby Alzheimera

    Udowadnia to praca dr. Roberta Freidlanda opublikowana w „Proceedings of the National Academy of Sciences”. Badania pokazały, że ludzie, którzy regularnie sięgają po książki, grają w gry logiczne albo rozwiązują zagadki, są ponad dwukrotnie mniej narażeni na rozwój tych chorób.
    Czytanie dla dzieci, choć nie tylko, staje się czynnością niemal magiczną. Jego wpływ na rozwój psychiczny, emocjonalny, intelektualny i społeczny człowieka jest niezastąpiony. Niech słowa dr Miriam Stoppard będą ostatnią zachętą i argumentem: „Gdybym miała wskazać jeden tylko sposób wzbogacania doświadczeń dziecka i stymulowania jego prawidłowego rozwoju, poradziłabym trzymanie w domu książek. Jeżeli lubisz czytać, daj to dziecku wyraźnie do zrozumienia”.
    Foto: martasobczak.com

    Kategorie
    zdrowie

    Co tak naprawdę kryją w sobie najpopularniejsze środki czystości i czy na pewno są bezpieczne?

    Czyszczenie domu przypomina dziś batalię z masą specjalistycznych preparatów w ręku, które obiecują raz na zawsze uwolnić nas od terroru brudu i zarazków. We wszystkich tych kolorowych butelkach z płynami do czyszczenia podłóg, blatów kuchennych, naczyń i kabin prysznicowych znajdziemy olbrzymią ilość szkodliwych detergentów. Gdy przedostają się do wód ściekowych, w wyniku zachodzących procesów beztlenowych wydzielają trujące substancje, które nieodwracalnie niszczą zbiorniki wodne. Nie są one również obojętne dla naszych organizmów. Szczególnie negatywnie wpływają na alergików. Jeśli więc chcesz zadbać o dom i jego otoczenie, zacznij od przeglądu preparatów, których na co dzień używasz do pozbycia się brudu.

    1. Pronto w sprayu do czyszczenia drewna

    Skład:

    • <5% niejonowe środki powierzchniowo czynne,
    • 5-15% węglowodory alifatyczne,
    • Kompozycja zapachowa,
    • 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol,
    • Linalool,
    • Limonene.

    Wyjaśnienie:

    • Niejonowe środki powierzchniowo czynne:

    Obniżają napięcie powierzchniowe, umożliwiając oddzielenie brudu od powierzchni, którą chcemy wyczyścić. Nie do końca wiadomo, jakie dokładnie środki zostały użyte w przypadku tego konkretnego płynu, ale jednymi z najbardziej skutecznych i wydajnych są fluorosurfaktanty – bardzo niebezpieczne dla ludzi. Mogą one powodować reakcje alergiczne i podrażnienia skóry.

    • Węglowodory alifatyczne:

    Potocznie zwane parafinami. To składnik, który posiada szereg atrakcyjnych właściwości – jest trwały, nie wywołuje korozji i nie rozpuszcza się w wodzie. Naukowcy udowodnili jednak, że z chloropochodnych węglowodorów alifatycznych (a takie najprawdopodobniej stosuje się przy produkcji tego typu specyfików) pod wpływem promieniowania UV uwalnia się aktywny rodnik chloru lub bromu, który niszczy stratosferyczną warstwę ozonową.

    • Kompozycja zapachowa:

    Dodawana wyłącznie w celu pobudzenia zmysłu zapachu, choć najczęściej niestety sztuczna. Kompozycje zapachowe powstają na bazie ropy naftowej i innych toksyn, w tym benzenu – jednej z najbardziej rakotwórczych substancji znanej ludzkości.

    • 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol:

    Składnik, który wykazuje szerokie spektrum działania w stosunku do bakterii. To syntetyczna substancja konserwująca uniemożliwiająca rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Większość syntetycznych konserwantów to bardzo silnie działające substancje, które mogą powodować reakcje alergiczne.

    • Linalool:

    Czyli nienasycony alkohol alifatyczny, należący do grupy terpenów, który w przyrodzie występuje naturalnie. Najczęściej otrzymywany jest z olejków eterycznych lub syntetycznie. Charakteryzuje się intensywnym, kwiatowym zapachem, zbliżonym do konwaliowego. Związek ten ulega stopniowemu rozkładowi w kontakcie z tlenem, tworząc utleniony produkt uboczny, który może powodować reakcje alergiczne.

    • Limonene:

    To środek, który również występuje w przyrodzie, przede wszystkim w skórce cytryny. To właśnie on odpowiada za jej intensywny zapach. W przemyśle stosowany jest jako środek odtłuszczający i czyszczący. Jednocześnie może podrażniać skórę i oczy, stanowi również zagrożenie dla ryb. Zwłaszcza w formie utlenionej może powodować u ludzi reakcje alergiczne.

    2. Kret do udrażniania rur

    Skład:

    • Sodium hydroxide,
    • Sodium chloride,
    • Aluminium,
    • Mineral Oil.

    Wyjaśnienie:

    • Sodium hydroxide – wodorotlenek sodu:

    To jedna z najsilniejszych zasad, która rozpuszcza różne pozostałości organiczne zbierające się w syfonach zlewowych i odpływach kanalizacyjnych. W kontakcie z wodą tworzy silnie żrący ług sodowy. Oddziaływanie w postaci pyłu, pary lub aerozolu powoduje ból i łzawienie oczu, uczucie pieczenia w nosie i gardle, kaszel i duszności. W bezpośrednim kontakcie może doprowadzić do oparzeń gałki ocznej. Wniknięcie drogą pokarmową wywołuje oparzenia błony śluzowej – w efekcie jego spożycie może prowadzić nawet do zgonu.

    • Sodium chloride – chlorek sodu:

    Inaczej po prostu sól kuchenna.

    • Aluminium:

    Aluminium nie jest niebezpieczne, o ile nie przedostanie się do organizmu człowieka – co może nastąpić np. poprzez jego wdychanie. Tymczasem nie ma praktycznie żadnych wątpliwości co do tego, że to właśnie aluminium jest jednym z najważniejszych czynników powodujących chorobę Alzheimera. Co ciekawe, znajdziemy je też w wielu kosmetykach, np. pudrach czy antyperspirantach.

    • Mineral Oil – oleje mineralne:

    To mieszanina płynnych węglowodorów oczyszczonych z wazeliny. Powstaje w procesie przeróbki ropy naftowej. Oleje mineralne lubią przenikać przez układ oddechowy i skórę, drażniąc ją i wywołując uczulenia. Badania wskazują istotny wzrost częstości występowania raka skóry u osób przewlekle eksponowanych na ich działanie.

    Czy musimy z nich korzystać i jaką mamy alternatywę?

    To tylko dwa wybrane preparaty, choć w przeciętnym polskim domu znajdziemy ich pewnie kilkanaście. Wszystkie one mają powodować, że mieszkanie będzie lśnić nieskazitelną czystością. Tymczasem jeszcze kilkadziesiąt lat temu nasze babcie o takich specyfikach nawet nie słyszały, sprzątając swoje domy środkami czystości własnej roboty. Soda, ocet i cytryna były ich orężem i, co ciekawe, czystość ich domów wcale nie odbiegała od tej, którą dziś uzyskujemy, korzystając z rzeszy chemikaliów. Pytanie: czy musimy z nich korzystać i czy mamy jakąś alternatywę?
    Na szczęście wybór jest spory. Rynek produktów ekologicznych wciąż rośnie w siłę, oferując nam bezpieczne środki, które nie zawierają parabenów, substancji ropopochodnych, ftalanów i fosforanów. Są one nietoksyczne, hipoalergiczne i całkowicie biodegradowalne. Zamiast pronto do czyszczenia drewna, którego 200 ml kosztuje około 10 zł, możemy kupić całkowicie nietoksyczny płyn do czyszczenia powierzchni drewnianych, którego porównywalna objętości kosztuje nawet mniej! I nie jest to jedyny wyjątek, bo to, że coś jest ekologiczne, wcale nie musi iść w parze z wysokimi kosztami. Tym bardziej, że ekologia rządzi się też jedną bardzo ważną zasadą – minimalizmem. W sklepach ekologicznych zazwyczaj nie znajdziemy aż tak bogatego asortymentu do czyszczenia jak w zwykłych marketach, bo zwyczajnie tego nie potrzebujemy. Jest wiele uniwersalnych past i płynów ekologicznych, które doskonale radzą sobie z czyszczeniem różnych powierzchni, a które są całkowicie neutralne dla naszych organizmów i co najważniejsze – wyjątkowo skuteczne.
    Na koniec alternatywa dla omówionego wyżej popularnego środka do udrażniania rur. To właśnie ich czyszczenie wydaje się dla niektórych niewykonalne bez użycia sklepowych gotowców. Ci jednak, którzy znają ze szkoły podstawowej doświadczenie z własnoręcznie przygotowanym wulkanem, wiedzą, że rury równie dobrze można udrożnić przy użyciu sody i octu. Oto ekologiczny i szybki sposób na preparat czyszczący własnej roboty, który stanowi doskonałą alternatywę dla kreta:

    Domowy środek do udrażniania rur i odpływów:

    • 1 szklanka sody,
    • pół szklanki octu.

    Sodę wsypujemy do rury odpływowej, następnie wlewamy ocet i zakrywamy odpływ specjalnym korkiem lub kładziemy na nim talerz (cokolwiek, byle substancja została w środku, w rurze, zamiast wyparować). Tak zasypaną i zalaną rurę pozostawiamy na 30 minut. Po tym czasie zalewamy odpływ gorącą (nie wrzącą!) wodą. Gotowe!

    Kategorie
    wychowanie

    Wojna o jedzenie – zgubne skutki zmuszania dzieci do jedzenia

    Kompetencje i uważność rodziców

    Zwyczaj porównywania dzieci do innych maluchów potrafi nieźle namieszać rodzicom w głowach. Bo przecież Zosia taka tłuściutka, okrąglutka, a Staś chudzinka – na pewno mama ma za mało mleka albo może za chude. Te i inne zdania wypowiadane przez niekompetentnych życzliwych nie pomagają uwierzyć w swoje możliwości.
    Nie bez wpływu na naturalną harmonię karmiącej matki i dziecka pozostają też centyle, standardy i inne wymyślone przez człowieka zasady. A przecież, podobnie jak dorośli, dzieci bywają różne: jedne drobne i niewysokie, inne większe i pulchniejsze. Różnorodność jest naturalna. Jednak presja społeczna, a czasem też środowiska medycznego, może zaburzyć rodzicielskie poczucie kompetencji.
    Nie od dziś wiemy, że przekarmianie dziecka nie jest dobre. Regulacja związana z uczuciem głodu i sytości to naturalny mechanizm, który niestety można zaburzyć, karmiąc dzieci według narzuconego schematu, nie reagując na jego osobiste potrzeby. Takie działania opiekunów wpływają negatywnie na umiejętności poznawcze dzieci*. Bagatelizowanie uczucia sytości to prosta droga do zaburzeń odżywiania, przekarmiania, a co za tym idzie w dalszej perspektywie – utrwalania złych nawyków żywieniowych, nadwagi czy wręcz niechęci do jedzenia.

    Metody i motywacje poprzednich pokoleń

    Pokolenie dziadków obecnych rodziców, wychowywane w czasie drugiej wojny, ma bardzo mocno zakorzenione poczucie, które można zawrzeć w stwierdzeniu „jedzenia nie można marnować”. Nigdy nie wiadomo było, kiedy będzie następny syty posiłek, a to, co pojawiało się na stole, często zdobywano z wielkim trudem. A zatem talerz ma zostać pusty – wszystko, co na nim jest, powinno znaleźć się w dziecięcym brzuchu.
    Pokolenie powojenne również wie, co to niedostatek, odmawianie sobie, by to, co najlepsze, trafiło dla dziecka. Jednak przekonanie o „niemarnowaniu jedzenia” może prowadzić do zaburzenia samoregulacji wynikającej z umiejętności rozpoznawania symptomów najedzenia i do przejadania się.
    [reklama id=”76088″]
    U niemowląt jedzących samodzielnie (metoda BLW) łatwo zaobserwować moment nasycenia. Dziecko po prostu przestaje jeść. W przypadku kiedy karmimy dziecko łyżeczką, warto być czujnym i obserwować sygnały wysyłane przez malca. Nie dajmy się także zwieść temu, co proponują producenci żywności dla dzieci – „bo skoro jest napisane, że to dla dzieci od 6 miesiąca, to znaczy, że trzeba zjeść wszystko”. Nic bardziej mylnego. Obecne zalecenia żywieniowe dla niemowląt i małych dzieci mówią jasno, że rodzic decyduje, co podaje dziecku, a ono – czy i ile zjada! A zatem gdy maluch zaciska twardo szczęki, czas zakończyć posiłek. Bardzo ważne: pamiętajmy, że pojemność żołądka dziecka (i nie tylko dziecka) jest wielkości jego pięści!

    Kiedy „nie” znaczy „nie”

    Patrząc na dorosłych, można zauważyć, że mają oni swoje preferencje smakowe czy też związane z konsystencją pokarmów. Jedni uwielbiają ostre jedzenie, a inni nie tolerują zup kremów. Nie dziwimy się temu i przyjmujemy jako coś normalnego. Jesteśmy też wyrozumiali wobec zmienności apetytu dorosłych: jednego dnia dwudaniowy obiad, innego lekka sałatka. Nikt za nikim nie biega w stołówce pracowniczej, krzycząc: „za mało dziś zjadłeś, weź jeszcze jedną łyżkę!”. Niestety dzieci nie mają już tak łatwo. Choć prawdą jest, że maluchy potrzebują kilkunastu prób, aby stwierdzić, czy lubią dany produkt, to naszym obowiązkiem jest uszanować ich decyzję za każdym razem. Asertywność oznacza posiadanie i wyrażanie własnego zdania.
    A zatem jeśli chcemy, a przecież chcemy, aby nasze dziecko potrafiło odmawiać, nie ulegało łatwo wpływom innych i nie postępowało wbrew sobie w wyniku nacisków z zewnątrz, może warto zweryfikować swoje podejście do tak prozaicznej czynności, jaką jest karmienie? Odwracanie uwagi (karmienie „wyłączonego dziecka” w trakcie puszczania bajek), szantaż emocjonalny (“dzieci w Afryce głodują, a ty grymasisz!”) lub kara (“jak nie zjesz, nie dostaniesz deseru!”) to jasny sygnał braku szacunku dla autentycznych potrzeb i reakcji dziecka. Niezgoda rodzica na odmowę dalszego jedzenia może powodować poczucie wstydu, winy, strach, a czasem ból. Idąc dalej, takie zachowania mogą też wywoływać fizyczne reakcje dziecka, takie jak mdłości czy wymioty. A przecież już niemowlęta potrafią przekazać rodzicom, że są najedzone i nie chcą kontynuować posiłku, podobnie starsze zdecydowanie nie mają problemu z wyrażaniem swojego zdania w tym temacie.

    Koniec wojen o jedzenie!

    Jesper Juul w swojej książce „Uśmiechnij się! Siadamy do stołu” wiele razy podkreśla, jak bardzo rodzice są odpowiedzialni za atmosferę, która buduje się wokół rodzinnego stołu. Zwraca też uwagę, że to oni decydują, co się na nim znajduje. Jednak gdy troska o zdrowe jedzenie jest zbyt duża, pojawia się presja, która negatywnie wpływa na wszystkich zbierających się przy wspólnym posiłku.
    „Dzieci intensywnie rozwijają swój repertuar smaków w ciągu pierwszych sześciu–siedmiu lat życia. Osobiste doświadczenia, jakie gromadzą w tym czasie, określą sposób, w jaki będą odżywiały się przez resztę życia. W wieku szkolnym pojawiają się długie okresy, kiedy dziecko je głównie to, co jego rówieśnicy, ale gdy wejdzie w dorosłość, zacznie na nowo postępować bardziej indywidualnie i sięgnie do doświadczeń z dzieciństwa. Dlatego w każdej sytuacji warto zachować spokój i nadal gotować pyszne obiady ze świeżych składników, które smakują pozostałym członkom rodziny”, pisze Juul.
    Spokój to kluczowe słowo w rodzicielstwie. Pozwala przetrwać największe wyzwania, także te związane z żywieniem dzieci. Wszelka manipulacja i presja działają wręcz odwrotnie do zamierzonego celu, powodując naturalny bunt i opór. Zamiast jeść więcej warzyw dzieci jedzą ich coraz mniej. Podobnie z nagrodami i karami za zjedzenie bądź niezjedzenie posiłku.
    O takim traktowaniu dzieci pisze Carlos Gonzalez w książce „Moje dziecko nie chce jeść”. Powołuje się on na eksperyment, w którym dzieci nagradzane za jedzenie nowego produktu zjadały go mniej niż te, które nagrody nie otrzymały. Autor sugeruje iż schemat myślenia może być następujący: „Skoro chcą mi dać nagrodę, to nie może być za dobre”.
    Gonzales podkreśla negatywny wpływ nagród i kar również w dziedzinie żywienia:
    „Nie należy też samego posiłku traktować jako kary albo nagrody (…). Moim zdaniem w ten sposób łączymy błąd dietetyczny z pedagogicznym. Przede wszystkim nawet gdyby nagroda była zabawką, a karą rezygnacja z wyjścia do cyrku, myślę, że to nie najlepszy sposób wychowywania dziecka. Dziecko ma postępować dobrze ze względu na satysfakcję, którą mu to daje, i nie potrzebuje innej nagrody niż aprobata rodziców (a wkrótce nawet i tego nie, bo samo będzie czuło aprobatę wobec swojego postępowania, a to najważniejsze). Będzie też unikać czynienia zła, kiedy zrozumie, że szkodzi to innym. Ludzie dobrzy, o wysokiej świadomości moralnej (a małe dzieci ją mają, nie ma co do tego wątpliwości), nie potrzebują kar ani nagród”.
    Podsumowując – warto zaufać intuicji i własnemu dziecku. Nie zmuszać, nie namawiać do jedzenia i nie zwracać ciągle uwagi na to, co je i ile. Nie każdy będzie koszykarzem, a jeśli dziecko jest zdrowe i rozwija się w swoim tempie, nie ma potrzeby ciągłego ingerowania w jego jadłospis. Zwracając uwagę na to, co pojawia się na stole, pozostawiając wybór i dając dobry przykład (trudno, by dzieci lubiły warzywa, jeśli nie znajdują się one nigdy na talerzach ich rodziców), inwestujemy w przyszłe nawyki żywieniowe naszych dzieci. A jeśli wydaje się nam, że maluch nie je wystarczająco dużo, gdyż nie chce jeść obiadu czy też zjada go bardzo mało, warto przyjrzeć się, czym karmimy go między posiłkami. Być może nie dajemy mu szansy zgłodnieć.
    * ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22420982
    Foto: flikr.com/clappstar

    Kategorie
    artykuł sponsorowany rzeczy dla dzieci

    Promieniowanie UV – jak chronić skórę dziecka

    Rozpoczęło się lato. To okres, w którym maluchy spędzają na pełnym słońcu najwięcej czasu, a emisja promieniowania ultrafioletowego jest najwyższa.

    Opalenizna nie jest zdrowa

    W naszym stosunkowo chłodnym klimacie przez większość roku z utęsknieniem czekamy na pierwsze promienie intensywnego letniego słońca. Opaleniznę uważamy za atrakcyjną, a skóra, która na skutek nadmiernej produkcji melaniny pod wpływem promieniowania UV jest śniada, stanowi dla nas oznakę zdrowia. W końcu to w niej dzięki promieniom słonecznym powstaje niezbędna dla naszego organizmu witamina D, szczególnie ważna dla młodego, rozwijającego się organizmu. Jednak aby zadbać o odpowiedni poziom syntezy pokrywający biologiczne zapotrzebowanie na witaminę D, wystarczą nawet półgodzinne spacery. Jednocześnie promieniowanie ultrafioletowe w nadmiernych ilościach stanowi bezpośrednie zagrożenie dla skóry – zwłaszcza w przypadku najmłodszych, którzy są nieświadomi problemu.

    Oparzenia słoneczne – więcej niż chwilowa dolegliwość

    Z pewnością za każdym razem, gdy twoje dziecko po kilku godzinach spędzonych na zabawie w pełnym słońcu wróci do domu, starasz się schłodzić jego skórę, złagodzić uczucie pieczenia i nawilżyć oparzone miejsca przy pomocy kosmetyków. Rumień, oparzenia słoneczne i udar cieplny to skutki „przedawkowania” promieni słonecznych pojawiające się natychmiastowo. Jednak wieloletnia, zbyt długa ekspozycja na promieniowanie UVA i UVB może powodować przebarwienia pojawiające się na skórze po jakimś czasie. To dopiero początek zagrożeń.

    Fotostarzenie się skóry – drzwi uchylone nowotworom

    Fotostarzenie się skóry, które jest konsekwencją nadmiernej ekspozycji na promieniowanie ultrafioletowe, wbrew pozorom nie dotyczy osób po dwudziestym roku życia i starszych. Jeśli twój maluch spędza zbyt wiele czasu na intensywnym słońcu, również jest narażony na jego negatywne skutki i nie chodzi bynajmniej o pojawiające się przedwcześnie zmarszczki. Każde oparzenie słoneczne i nadmierna ekspozycja na promieniowanie UV pogłębiają zmiany strukturalne skóry. Innym aspektem negatywnego wpływu słońca na skórę są zaburzenia immunologiczne i uszkodzenia materiału genetycznego jej komórek, które z kolei prowadzą bezpośrednio do występowania nowotworów skóry, w tym czerniaka. Tylko w 2014 roku u ponad 3 tys. Polaków zdiagnozowano czerniaka, a u kolejnych 12 tys. inne nowotwory skóry.

    Wystarczą dobre praktyki i umiar

    Osoba dorosła, która nie chroni swojej skóry przed promieniowaniem UV lub wręcz pragnie zyskać opaleniznę, bo uważa ją za atrakcyjną, podejmuje taką decyzję na własne ryzyko. Dzieci nie są jednak świadome zagrożeń wynikających z promieniowania ultrafioletowego, dlatego odpowiedzialność za nie spoczywa na barkach rodziców. Aby ochronić malucha przed niebezpieczeństwami, które mogą dać o sobie znać dopiero po latach, wystarczy stosować się do zaleceń dermatologów. W słoneczne, letnie dni dziecko powinno unikać ciągłej ekspozycji skóry na promienie słoneczne. Wówczas natężenie promieniowania jest najwyższe. Podczas przebywania na świeżym powietrzu zaleca się stosowanie kosmetyków z filtrem SPF o wartości przynajmniej 30. Głowę malucha ochroni odpowiednie nakrycie głowy – na przykład czapka z daszkiem lub kapelusz z szerokim rondem. Dziecko, którego skóra jest prawidłowo chroniona, może bezpiecznie korzystać z ciepłej, słonecznej pogody.
    Zadanie finansowane ze środków Narodowego Programu Zdrowia na lata 2016–2020.

    Kategorie
    rodzina

    Kilka pomysłów na naukę przez zabawę z… Lego

    Według ostrożnych szacunków klockami Lego bawi się każdego roku około 400 mln ludzi na całym świecie. Wymyślone przez Duńczyków w 1949 roku ponadczasowe, niepozorne cegiełki podbiły cały świat i serca kilku już pokoleń. Dziś do wyboru mamy przynajmniej kilkadziesiąt ich wersji. Poczynając od najprostszych zestawów Lego Duplo dla maluchów, po skomplikowane i dające się programować Lego Mindtorms NXT. Wszystkie, niezależnie od poziomu zaawansowanie technologicznego, służą jednemu – nauce i zabawie w jednym.

    W amerykańskich szkołach przy pomocy klocków uczniowie poznają tajniki kreatywnego myślenia oraz pracy zespołowej. Przy okazji niejako kształcą też swoje umiejętności matematyczne, techniczne i mechaniczne. Autor wakacyjnych kursów „Kids Collage” z Bristolu wykorzystuje je na swoich zajęciach, tworząc z podopiecznymi oryginalne pojazdy, budynki i roboty. Nie on jeden wierzy w siłę maleńkich cegiełek, które od lat dominują na liście zakupowej z okazji urodzin dziecka (również tego wewnętrznego). Równie mocno jak on w edukacyjną rolę Lego wierzą nauczyciele matematyki, fizyki czy informatyki. A także wykładowcy wyższych uczelni.

    [reklama id=”59857″]

    Klocki Lego stanowią uniwersalne narzędzie, z którego z powodzeniem skorzysta zarówno wykładowca akademicki, jak i rodzic. Chcesz w nietypowy sposób wykorzystać je w swoim domu, by przy okazji poćwiczyć z dzieckiem różne umiejętności? Przygotowaliśmy wybór kilku gier i zabaw rozwijających zdolności manualne, kreatywność czy umiejętność logicznego myślenia.

    Zabawy edukacyjne z Lego dla najmłodszych

    Odwzorowywanie kształtów

    Zabawa polega na tym, że jedna osoba buduje figurę z klocków (lub rysuje kształt na papierze), a druga ma ją odwzorować. Można wykonywać to zadanie na zmianę z dzieckiem, tak by mogło wcielić się i w rolę kreatora, czyli tego, który narzuca dany kształt, i odtwórcy. To doskonałe ćwiczenie na spostrzegawczość i świetna zabawa.

    lego1

    Budowanie wieży

    Wiadomo – im wyższa, tym lepiej. Dlatego możemy poprosić dziecko o zbudowanie wieży tak wysokiej, jak ono samo (albo i wyższej!). Jaką podstawę powinna mieć tak wysoka konstrukcja, by nie zawaliła się w połowie budowy? To już zadanie dla młodego odkrywcy i konstruktora.

    lego2

    Sortowanie w zbiory

    Prosta gra na spostrzegawczość i naukę odróżniania kształtów i kolorów. Można więc sortować klocki według barw na kolorowych woreczkach, kartkach lub szmatkach. Wciągająca zabawa szczególnie dla dzieci, które dopiero uczą się rozpoznawać i nazywać kolory.

    lego3

    Układanie liter i cyfr

    Czy z Lego można uczyć się liter? No pewnie. Wystarczy, że rodzic ułoży z klocków jakąś literę (bądź cyfrę), nazwie ją, a następnie poprosi dziecko o to samo. Dla starszych można zorganizować zgadywankę – rodzic mówi jakąś literę, a dziecko odwzorowuje ją za pomocą klocków.

    lego4

    Liczenie

    Ile klocków jest w danym zbiorze? Ile klocków liczy dana wieża? Co się stanie, gdy zabierzemy ze zbioru dwa klocki? A co się wydarzy, jeśli dołożymy do niego jeden klocek? Za pomocą Lego bardzo łatwo nauczyć dziecko podstaw matematyki – liczenia, dodawania i odejmowania.

    lego5

    Foto: youclevermonkey.com; theimaginationtree.com; alittlepinchofperfect.com; littlebinsforlittlehands.com; mombricks.com; crayonfreckles.com; teaching2and3yearolds.com