Kategorie
niemowlę

W jaki sposób poprzez zabawę i codzienne czynności stymulować rozwój dziecka w pierwszym roku życia

Duża motoryka to ogólna sprawność fizyczna całego ciała. Obserwując kolejne etapy pokonywane przez dziecko w pierwszym roku życia, wyraźnie widać, jak wielki postęp dokonuje się w tym czasie. Rozwój ruchowy to najbardziej widoczny i namacalny przejaw rozwoju dziecka. Jest niejako świadectwem jego dobrego funkcjonowania w najwcześniejszym etapie życia oraz miarą dojrzewania organizmu, przede wszystkim układu nerwowego.

Rozwój niemowlęcia w pierwszym półroczu życia:

Noworodek jest zupełnie nieskoordynowany i większość jego reakcji to odruchy. Najlepiej unerwioną i najsprawniejszą częścią ciała jest buzia – dzięki temu maluch może ssać pierś lub smoczek. Odruch ssania jest ćwiczony już w okresie płodowym.
W następnych miesiącach maluch, kładziony na brzuchu, powoli zaczyna podnosić głowę (2–3 miesiąc).
Następnie zaczyna przewracać się na boki (3 miesiąc), by wreszcie po pewnym czasie samodzielnie przeturlać się z pleców na brzuch (4–6 miesiąc).
Mniej więcej w tym czasie zaczyna wyciągać ręce do zabawek (4 miesiąc), potrafi włożyć je do buzi (4–5 miesiąc), a położony na brzuchu unosi się na wyciągniętych przedramionach (5–6 miesiąc).
Około 6 miesiąca zazwyczaj większość maluchów siedzi z podparciem np. na kolanach rodzica, potrafi chwytać przedmioty, przekładać je z ręki do ręki oraz kierować do buzi.
W tym czasie większość maluchów fascynuje się także swoimi stopami i również kieruje je do buzi.

Rozwój niemowlęcia w drugim półroczu życia:

W drugim półroczu życia malec staje się coraz bardziej mobilny. Położony na brzuchu kręci się wokół własnej osi i próbuje pełzać do zabawek.
Często popełnianym w tym czasie błędem jest sadzanie dziecka, które nie siada samodzielnie. Owszem, pod koniec 6 miesiąca życia większość niemowląt potrafi siedzieć z podparciem (na kolanach rodziców lub w krzesełku do jedzenia), nie należy jednak zostawiać ich w tej pozycji na dłuższy czas ani tym bardziej sadzać np. na dywanie i otaczać poduszkami. Dzieci w tym wieku powinny jak najwięcej czasu spędzać na podłodze na brzuchu – to z tej pozycji będą próbować raczkować.
Maluszek samodzielnie zaczyna siadać około 8–9 miesiąca życia, najczęściej z pozycji czworaczej. Niewiele później (około 10 miesiąca) próbuje stawać przy meblach.
Pod koniec pierwszego roku życia maluchy najczęściej potrafią siedzieć bez podparcia, szybko czworakować, wspinać się po schodkach, stawać przy meblach i stać samodzielnie. Niektóre stawiają pierwsze kroki przy meblach, trzymając rodzica za rękę lub samodzielnie.
Osiąganie kolejnych etapów rozwojowych jest sprawą indywidualną, oznacza to, że niektóre niemowlęta będą przewracać się z pleców na brzuch, mając niespełna 4 miesiące, a inne – bliżej 5 miesiąca. Nie jest to powód do niepokoju. W żadnym wypadku nie należy przyspieszać osiągania kolejnych etapów ani ich omijać (np. sadzać 5-miesięcznego malucha, który nie lubi leżeć na brzuchu). Ponieważ jednak osiąganie kolejnych etapów jest niejako świadectwem dobrostanu dziecka i poprawnego rozwoju, w razie wątpliwości warto zasięgnąć opinii fizjoterapeuty.

Jak łagodnie wspierać rozwój ruchowy niemowlęcia?

Naczelna zasada to “primum non nocere”, czyli po pierwsze nie szkodzić. Oznacza to tyle, by zbytnio nie ingerować, a raczej stwarzać odpowiednie warunki. Oto kilka ważnych sugestii:

  • Niemowlę powinno (poza czułymi i troskliwymi ramionami rodzica) spędzać dużo czasu na podłodze, gdzie będzie mogło swobodnie eksplorować otoczenie i możliwości własnego ciała. Jak twierdzi fizjoterapeutka Anna Schab:
    Podłoga, jako twarde, niezapadające się podłoże, jest idealnym miejscem do ćwiczenia podporów, pełzania, przechodzenia do pozycji czworaczej, wreszcie do czworakowania. Na takim twardym podłożu dziecko najlepiej odczuwa siłę grawitacji i jej wpływ na ułożenie i ruchy poszczególnych części ciała. Jego aktywność nie jest ponadto w żaden sposób ograniczona ścianą lub barierką.
    Przeczytaj: Jak dbać o prawidłową postawę ciała dziecka
  • Maluszki, które nie potrafią same zmieniać swojego ułożenia, powinny być układane w różnych pozycjach (na plecach, na brzuchu i na boku).
  • Niemowlęta bardzo potrzebują bliskości. Noszenie, tulenie, bujanie, kołysanie stymulują rozwój ucha wewnętrznego i móżdżku, dzięki czemu malec rozwija równowagę i koordynację.
  • Warto dostarczać dziecku rozmaitych bodźców, które będą pobudzać różne zmysły. Wspiera to wszechstronny rozwój oraz integrację sensoryczną. Co warto robić, by wspierać poszczególne zmysły dziecka?
    – Wzrok – pokazywać kolorowe plansze i obrazki w kontrastowych kolorach, karuzele, mobile, książeczki.
    – Słuch – przydatne będą tu: grzechotki, łagodna muzyka relaksacyjna, muzyka klasyczna, odgłosy przyrody, głosy zwierząt, śpiewanie piosenek.
    – Węch – noworodki i małe niemowlęta najbardziej lubią naturalny zapach mamy i jej mleka. Maluszki mogą być nieco nadwrażliwe na obce i silne zapachy. Dla starszych niemowląt dobrą okazją do poznawania nowych zapachów jest rozszerzanie diety. Warto pozwolić im wtedy powąchać proponowane potrawy.
    – Smak – dzieci poznają smaki już w okresie płodowym. W tym czasie połykają płyn owodniowy, którego smak się zmienia w zależności od tego, co mama zjadła. Podobnie jest z mlekiem kobiety karmiącej piersią. Najlepszym sposobem zapoznania dziecka z nowymi smakami jeszcze przed okresem rozszerzania diety jest bogata i różnorodna dieta mamy. Kolejny etap to oczywiście proces wprowadzania nowych pokarmów.
    – Dotyk – warto umożliwić dzieciom zabawę różnymi fakturami. Dotyczy to szczególnie starszych niemowląt. Mogą być to przedmioty codziennego użytku: gładkie i szorstkie tkaniny, ciepła i zimna woda, twarde klocki i miękkie pluszaki. To wszystko dostarcza nowych informacji o otaczającym świecie.
  • Maluszki powinny czuć się swobodnie i nieskrępowanie. Fikuśne ubranka, sukienki z falbankami, sztywne spodnie i zapięte pod szyje koszule może ładnie wyglądają, ale ograniczają swobodę ruchów, a nawet mogą podrażniać skórę niemowlęcia. Lepiej wybierać naturalne materiały i luźne fasony (rampersy, pajace) w odpowiednim rozmiarze, by dziecko czuło się swobodnie.
  • Choć zmiana pieluchy i kąpiel szybko stają się rutyną, warto poświęcić chwilę na to, by wyrobić sobie prawidłowe nawyki. To, o czym szczególnie należy pamiętać, to naprzemienność – wszystkie czynności trzeba wykonywać na obie strony ciała (np. nosić raz na jednym, raz na drugim biodrze), dzięki czemu dziecko będzie się rozwijać symetrycznie. Ponadto istotne jest, by głowa była zawsze najwyższym punktem ciała dziecka (w każdej pozycji i czynności), czyli podnosząc je, najpierw unosimy jego głowę, odkładając – opuszczamy ją na końcu. Maluch, by czuł się bezpiecznie, powinien wiedzieć, co się dzieje z jego ciałem: nie należy go podnosić ani odkładać zbyt szybko. Zawsze należy to robić bokiem do podłoża.
  • Leżaczki, bujaczki, chodziki… Tego typu zabawki wymuszają pewną pozycję, na którą dzieci zwyczajnie nie są gotowe (gdyby były, same by chodziły i siedziały). Poza tym najlepszym i najbezpieczniejszym miejscem zabaw dla dziecka jest podłoga (patrz pkt.1). Dlatego warto z nich korzystać z rozwagą i przez krótki czas. A chodzik zastąpić pchaczem, który wymusza aktywność dziecka.

Warto pamiętać, że każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Najważniejsze dla małego niemowlęcia są miłość, bliskość i poczucie bezpieczeństwa. Gdy te podstawowe potrzeby zostaną zaspokojone, potrzeba eksploracji otoczenia pojawi się sama. A za nią na pewno podąży rozwój ruchowy.
Konsultacja merytoryczna: Anna Schab

Kategorie
niemowlę

12 rzeczy, których lepiej nie podawać dzieciom w 1 roku życia

Wiele maluchów z entuzjazmem odkrywa nowe potrawy: ich zapachy, smaki i konsystencje. I choć jesteśmy gorącymi zwolennikami metody BLW i wspólnego stołu dla dzieci i rodziców, to jednak istnieje grupa produktów, której niemowlęta i małe dzieci powinny unikać.

Oto 12 rzeczy, których lepiej nie podawać dzieciom w 1 roku życia:

(choć właściwie wszyscy powinniśmy ich unikać)

1. Parówki i kabanosy

Zarówno parówki, jak i kabanosy to przeważnie mięso najgorszego sortu (zmielone resztki: kości, jelita i inne odpadki nierzadko oddzielone mechanicznie). Resztę stanowią różne wypełniacze, konserwanty i wzmacniacze smaku: między innymi tłuszcz (nawet do 40%), sól, glutaminian sodu, azotyn sodu. Choć dzieci za nimi przepadają (pewnie ze względu na ich jednolitą strukturę, łatwość gryzienia i możliwość samodzielnego trzymania w ręce), lepiej jednak zaproponować im alternatywę w postaci pieczonego mięsa.

2. Serki typu „danonki”

Jogurty owocowe i serki homogenizowane są często “rekomendowane” jako zdrowa przekąska i źródło codziennej porcji wapnia niezbędnej do prawidłowego rozwoju kości. Reklamy zapewniają o tym, że jogurty są z “całymi kawałkami owoców”. Zapomniano jednak dodać, że oprócz tego zawierają także bardzo dużo cukru (nierzadko jest to równowartość kilku łyżeczek, co sprawia, że taki jogurt jest teoretycznie słodszy niż puszka coca-coli). Ponadto ewentualne witaminy w nich zawarte są syntetyczne, więc wchłaniają się dużo gorzej niż ich odpowiedniki pochodzące z naturalnych źródeł. Właściwości probiotyczne tego typu serków są natomiast neutralizowane przez dużą dawkę cukru. O wiele lepszym wyborem jest jogurt naturalny, maślanka lub kefir zmiksowane ze świeżymi albo mrożonymi owocami.

3. Woda smakowa

Zamknięta w kolorowych, kuszących butelkach, reklamuje się jako zdrowa alternatywa dla słodkich napojów. Informacje na opakowaniu kuszą, że produkt jest wodą z dodatkiem soku owocowego, tymczasem po dokładniejszym przestudiowaniu etykiety okazuje się, że z wodą ma on niewiele wspólnego, a dawka cukru w nim zawarta jest podobna do tej w napojach gazowanych. Alternatywą jest “zwykła” woda, świeżo wyciskane soki owocowe lub herbatki ziołowe (np. rumianek).
[reklama_col id=”69035, 57104, 57106″]

4. Paluszki

Biała mąka, duże ilości soli i niskiej jakości tłuszcz roślinny to standardowa baza tego rodzaju produktów. Dzieci za nimi przepadają (zresztą dorośli również) zapewne za ich wyrazisty smak. Tymczasem niemowlęta powinny unikać bardzo słonych potraw (i soli generalnie), ponieważ może ona obciążać ich nerki.

5. Słodkie płatki śniadaniowe

Producenci zapewniają, że zawierają „moc witamin i minerałów” (m.in. żelazo) oraz że pochodzą z pełnych zbóż. Tymczasem informacje na etykiecie nie pozostawiają złudzeń: w składzie jest sporo cukru oraz olej palmowy, a witaminy syntetyczne są niewiadomego pochodzenia. Tego rodzaju płatkom bliżej jest do kategorii fast niż superfood. Alternatywą są górskie płatki owsiane, kasza jaglana, kasza manna. Można je przygotować na wodzie lub mleku roślinnym.

6. Chleb tostowy

Wysoki indeks glikemiczny, brak witamin i minerałów, zamiast tego duża ilość wzmacniaczy smaku i środków konserwujących (niepokojąco długo się nie psuje, prawda?)… Generalnie białe pieczywo lepiej omijać szerokim łukiem – z racji niskiej zawartości błonnika i dużej zawartości węglowodanów, które zaspokajają głód na bardzo krótko i podnoszą poziom cukru we krwi. Lepiej wybierać pieczywo pełnoziarniste – bogate w błonnik, witaminy i minerały. Poza tym taki chleb jest źródłem węglowodanów złożonych, które dużo dłużej się trawią i dostarczają energii na dłuższy czas.

7. Ciasteczka zbożowe

Reklamowane jako zdrowa przekąska, idealna na śniadanie lub drugie śniadanie. Tymczasem tego typu ciasteczka nierzadko są wyprodukowane na bazie mąki pszennej, zawierają mnóstwo substancji słodzących, nasyconych kwasów tłuszczowych i wzmacniaczy smaku. Alternatywa? Np. owsiane ciasteczka domowej roboty. Do wyboru z żurawiną, gorzką czekoladą, jagodami goi. Czas przygotowania ok. 10 minut (bez pieczenia), a frajda dla całej rodziny murowana!
Przeczytaj: 3 przepisy na domowe ciasteczka bez cukru

8. Napoje i nektary owocowe

Cukier, wzmacniacze smaku i aromaty to podstawa tego typu płynów. W litrze nektaru może być nawet 20 łyżeczek cukru! Jego gęsta konsystencja może mylnie sugerować, że jest mętny od owoców, ale nic bardziej mylnego. Sam fakt, że zarówno napoje, jak i nektary są z reguły tańsze od soków owocowych, powinien wzbudzić wątpliwość. Co zatem wybierać? Maluchom należy proponować głównie wodę, ewentualnie zamiennie do porcji owoców sok, najlepiej świeżo wyciskany.

9. Herbaty granulowane

Substancje słodzące (cukier, glukoza, maltodekstryny lub dekstroza), aromaty i syntetyczne witaminy to główne dodatki do tego herbatopodobnego wyrobu. Aż włos się jeży na głowę na myśl, że niektóre z tych produktów są dopuszczone dla niemowląt w pierwszym miesiącu życia (ku pamięci, niemowląt karmionych piersią do 6 miesiąca życia nie przepajamy, nawet w upały). Czym zastąpić tego typu płyny? Jeśli maluch rozszerza dietę, warto proponować mu niegazowana wodę. Starsze niemowlęta i małe dzieci mogą również spożywać herbatki ziołowe i owocowe: np z malin, z czarnego bzu, rumianek, czystek. To zdrowa i przede wszystkim bezcukrowa alternatywa!
[reklama id=”67238″]

10. Żelki

Choć wyglądają niewinnie i na pierwszy rzut oka wydają się być stworzone dla dzieci (kolorowe, w kształcie misiów), są tak naprawdę nafaszerowane syntetyczną chemią i cukrem. Ich podstawa to żelatyna, cukier (lub substancje słodzące), barwniki, aromaty i regulatory kwasowości. Barwniki w nich zawarte mogą powodować reakcje alergiczne (pokrzywkę, katar itd.) lub podrażniać jelita. Ponadto mogą powodować problemy z koncentracją uwagi, snem i nadpobudliwość.

11. Paluszki rybne

Niestety, sam fakt użycia słowa ryba w nazwie nie spowoduje, że produkt jest dobrym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych i witaminy D. Wręcz przeciwnie, paluszki rybne to w zasadzie taka sama kategoria co parówki. Ryb w paluszku jest z reguły nie więcej niż 30%, resztę stanowi mąka pszenna, sól, cukier, aromaty i substancje spulchniające.

12. Miód

Miód to samo zdrowie, jednak niemowlęta nie powinny go spożywać z racji możliwego zanieczyszczenia miodu toksyną botulinową. Ewentualna dawka jadu kiełbasianego, która może znaleźć się w miodzie, nie jest groźna dla starszych dzieci i dorosłych (to śladowe ilości), istnieją jednak badania, które wskazują na to, że w przypadku niemowląt zatrucie jadem kiełbasianym może powodować chorobę zwana botulizmem. Tak więc miód, jak najbardziej, ale po pierwszych urodzinach!

Kategorie
zdrowie

Integracja sensoryczna a BLW

Rozszerzanie diety metodą BLW nie jest samo w sobie sposobem zapobiegania ewentualnym zaburzeniom, jednak pozbawienie dziecka możliwości badania spożywanych pokarmów, poznawania różnych smaków i konsystencji na pewno mocno zubaża jego sensoryczne doświadczenia. To bardzo ważne, by dziecko mogło poznawać świat wszystkimi zmysłami, także za pomocą smaku.

Co to jest integracja sensoryczna?

Integracja sensoryczna to zdolność układu nerwowego do organizacji i interpretacji informacji dostarczanych przez zmysły oraz adekwatna reakcja organizmu na bodźce płynące z otoczenia. Oznacza to, że mózg otrzymuje informacje pochodzące ze wszystkich receptorów: wzrokowych, słuchowych, smakowych, węchowych i czuciowych, potrafi je odpowiednio zinterpretować i na nie odpowiedzieć. Integracja sensoryczna rozpoczyna się już w okresie płodowym i kształtuje się do około 7 roku życia. Układ funkcjonuje dobrze, jeżeli wszystkie funkcje są zrównoważone. Jeśli jednak przetwarzanie bodźców jest zakłócone, może to rzutować na całe funkcjonowanie dziecka: rozwój motoryczny, umiejętność skupiania uwagi i uczenia się oraz rozwój emocjonalny.

Aby organizacja i interpretacja bodźców była prawidłowa, potrzebna jest współpraca 3 układów:

  • dotykowego (czyli identyfikacja bodźców czuciowych: interpretowanie, czy coś jest mokre czy suche, śliskie czy tępe, ostre czy gładkie),
  • przedsionkowego (czyli koordynacja ruchów oczu, głowy i ciała; odpowiada za utrzymywanie równowagi, balansowanie),
  • proprioceptywnego (mózg interpretuje sygnały z mięśni i stawów, które informują o położeniu ciała w przestrzeni i jego pozycji).

Dlatego tak ważnym jest, aby od pierwszych chwil odpowiednio stymulować maluszka sensorycznie.

W pierwszych miesiącach życia przede wszystkim za pomocą:

  • masażu, dotyku, głaskania,
  • noszenia (także w chuście), tulenia, bujania,
  • umożliwienia poznawania różnych faktur i materiałów,
  • śpiewania, puszczania muzyki, dawania grzechotek,
  • prezentowanie różnych zapachów i smaków.

I tu właśnie doskonale sprawdza się BLW.
[natuli2]

Dlaczego BLW sprzyja integracji sensorycznej?

Ponieważ dostarcza dziecku różnorodnej stymulacji. Malec dostając jedzenie w kawałkach ma możliwość badania go różnymi zmysłami. Poznaje różne faktury, konsystencje, smaki i zapachy. Może badać jedzenie najpierw rączkami, później ustami, a w końcu językiem. Dla zmysłów małego dziecka to prawdziwa uczta. O tym, że papki nie są dobrym rozwiązaniem, przekonuje także fizjoterapeutka Marta Śliwerska:
Dziecko karmione papkami pomija doświadczenia sensoryczne pochodzące od zmysłu smaku. Jeżeli dostaje różne produkty osobno i może sięgać po to, co chce, próbować, smakować, ma kontakt z różnymi smakami. W papkach wszystkie smaki są zmieszane w jeden. Podając maluchowi papkę, zubożamy jego możliwości doświadczania smaków, a przez to ograniczamy możliwości kształtowania się integracji sensorycznej.
Dziecko, przechodząc przez etap spożywania papek, nie zaczyna w odpowiednim momencie ćwiczyć mięśni oralnych. Bo te same mięśnie, które służą do żucia, do rozdrabniania pokarmu, służą później do mówienia. Jeżeli dziecko będzie w odpowiednim czasie przeżuwało pokarm, będzie później wyraźniej mówiło.

I dalej:

Rodzice czasem skarżą się, że ich dziecko wszystko wkłada do ust. Robi to dlatego, że usta są najbardziej wrażliwą czuciowo okolicą ciała i dziecko chętnie poznaje świat ustami. Już w okresie płodowym jest to okolica, która jako pierwsza uzyskuje czucie, m.in. po to, żeby później, po urodzeniu, dziecko mogło łatwo znaleźć pierś mamy. Jeżeli maluch potrafi doprowadzić ręce do ust i chwycić już jakiś przedmiot, na razie całą dłonią, bo tak wygląda chwyt w wieku sześciu miesięcy, to znaczy, że jest gotowe do tego, żeby spróbować jedzenia. Oczywiście, na początku się nie naje (dlatego powinno bez zmian dostawać dotychczasowe posiłki mleczne). Popróbuje, potrzyma w buzi i wypluje albo wypluje od razu, ale ma już kontakt z pożywieniem, ma już kontakt z różnymi smakami i ćwiczy koordynację ręka–oko.


Przeczytaj: Czy jedzenie papek to ważny etap rozwoju

Można zatem śmiało powiedzieć, że pozwalanie dziecku na samodzielne jedzenie wpływa pozytywnie na jego wszechstronny rozwój. Pozwala doskonalić małą motorykę (np. jedzenie zielonego groszku lub borówek pozwala doskonalić chwyt szczypcowy), ćwiczy koordynację ręka–oko, a przy tym nie ingeruje w rozwój psychoruchowy niemowlęcia. Zapoznawanie maluszka z różnymi konsystencjami, smakami, zapachami i fakturami pozwala doświadczać różnorodnej stymulacji. Poprzez dostarczanie bodźców do różnych receptorów (wzrokowych, dotykowych, węchowych i smakowych) dostarcza niemowlęciu wrażeń zmysłowych, które wpływają na integrację sensoryczną. Jest też korzystne dla rozwoju aparatu mowy. Jak twierdzi Zuzanna Szczęsna-Gaweł, psycholożka, logopedka i terapeutka SI:
Będąc terapeutą integracji sensorycznej oraz logopedą, zalecam rodzicom metodę BLW jako dobry początek rozszerzania diety. Jest to kolejny sposób na wzbogacenie małemu dziecku doznań zarówno smakowych, jak i dotykowych. Możliwość brania do ręki i do buzi jedzenia o różnej fakturze, twardości, ciężkości, temperaturze pozwala na znaczne wzbogacenie możliwości odbioru świata różnymi zmysłami (dotykowym, smakowym, wzrokowym, węchowym…).
Ponadto jedzenie, a więc: pobieranie pokarmu wargami, przesuwanie go językiem, gryzienie, rzucie oraz przełykanie, odgrywa ogromne znaczenie w procesie rozwoju mowy. Jest to nic innego jak ćwiczenie aparatu mowy. To również możliwość poznawania wnętrza naszej buzi bez patrzenia w nie. Czucie i poznanie dziąseł, podniebienia, ruchów języka jest niezbędne do rozwinięcia prawidłowej artykulacji. Zbyt długie karmienie przez smoczek lub papkami sprzyja również utrwaleniu nieprawidłowego połykania, co może pociągać za sobą niewłaściwą pracę języka.

Małe dzieci uwielbiają bawić się jedzeniem. Możliwość samodzielnego zaspokajania swoich potrzeb, badanie i poznawanie nowych smaków, faktur, zapachów to dla nich ogromna frajda. Oglądanie kawałków jedzenia, rozgniatanie ich w rękach, lizanie, gryzienie i na końcu rozrzucanie to cały rytuał, który buduje w dzieciach poczucie sprawczości. Pozwalanie maluchowi na samodzielne wybieranie pokarmów uczy umiejętności podejmowania decyzji, zaufania do własnego ciała (jem tyle, ile potrzebuje) oraz zdrowych nawyków żywieniowych. To prawda, że cały proces wymaga zaufania do dziecka, cierpliwości oraz odporności na wszechobecny bałagan, ale chyba warto pozwolić maluchowi na samodzielne odkrywanie świata.
Foto: flikr.cmom/donnieray

Kategorie
niemowlę

Rozszerzanie diety – zaufaj dziecku i pozwól mu przejąć kontrolę

Mijają kolejne miesiące, a zapał malucha wcale nie rośnie. Wciąż zjada znikome ilości posiłków, a głównym paliwem jest dla niego mleko mamy. Sytuacja budzi niepokój rodziców, którzy zaczynają zadawać sobie pytania: Czy to normalne, że dziecko nie chce nic poza mlekiem? Czy pierś wystarczy, by zaspokoić wszystkie potrzeby malucha i dostarcza odpowiednich substancji odżywczych? Czy nie nabawi się anemii?

Jedzenie to poznawanie i… zabawa!

Brak zainteresowania niemowląt rozszerzaniem diety jest zupełnie normalny. Oczywiście zdarzają się dzieci, które z zapałem pochłaniają podsuwane kąski, ale fakt, że 8–9-miesięczne niemowlę nade wszystko preferuje mleko mamy, nie powinien budzić szczególnego niepokoju. Warto pamiętać o najważniejszej zasadzie: do ukończenia pierwszego roku życia to właśnie mleko powinno być podstawą żywienia niemowlaka. Rozszerzanie diety w tym okresie polega przede wszystkim na proponowaniu, degustowaniu i eksplorowaniu nowych smaków i konsystencji. Jak twierdzi Carlos Gonzalez, znany pediatra i specjalista w temacie żywienia dzieci, mleko mamy jest produktem najlepiej dopasowanym do zmieniających się potrzeb dziecka.
[reklama id=”73859″]
Wszelkiego rodzaju zalecenia żywieniowe są wtórne i podlegały wielu zmianom na przestrzeni lat. Na początku XX wieku warzywa i owoce były wprowadzane do diety dziecka dopiero w 2–3 roku życia. Zmiana zaleceń została spowodowana rosnąca popularnością mleka modyfikowanego, które początkowo było bardzo niedoskonałe w swoim składzie i pozbawione wszelkich witamin. Tymczasem warzywa i owoce, choć zdrowe, nie do końca spełniają potrzeby dziecięcych organizmów. Ponieważ niemowlęta mają małe żołądki, potrzebują dań, które są niewielkie objętościowo, ale bogate kalorycznie. Takie właśnie jest mleko mamy!
Jak pisze Carlos Gonzales w swojej książce “Moje dziecko nie chce jeść”:
Małe dzieci mają jeszcze mniejszy żołądek. Potrzebują skoncentrowanych posiłków, zawierających dużo kalorii w niewielkiej objętości. Jest to jeden z powodów niedożywienia dzieci. (…) Dorośli mogą zjeść wystarczającą ilość (warzyw –przypis red.), bo mają dość duże żołądki. (…) Kilka lat temu pewien naukowiec zainteresował się tematem i przebadał przeciery mięsno-warzywne szykowane dla dzieci przez grupę matek z Madrytu – średnia wartość kaloryczna wynosiła 50 kcal na 100 g (tymczasem 100 g mleka mamy ma około 70 kcal – przypis red.). Średnia, bo niektóre zawierały zaledwie 30 kcal na 100 g. A mowa tu o przecierach zawierających mięso, więc wyobraź sobie, co się dzieje w przypadku samych warzyw. Jeszcze się dziwisz, że dziecko woli pierś niż przecier? Jeszcze wierzysz, że “to dziecko musi jeść więcej pokarmów stałych, bo na samej piersi nie będzie przybierać na wadze”? (…) dzieci z reguły dobrze przyjmują niewielką ilość warzyw, bogatych w różne istotne witaminy i minerały. Ale ich dawka wynosi najwyżej kilka łyżeczek. A ponieważ warzywa są takie “zdrowe”, niektórym dzieciom daje się cały talerz. A już szczyt wszystkiego to podawanie tych warzywnych dań zamiast piersi czy butelki, które zawierają trzy razy tyle kalorii albo jeszcze więcej.

Małe dzieci nie potrzebują konkretnych zaleceń żywieniowych

Przeprowadzone badania pokazały, że dzieci doskonale potrafią same regulować swoje potrzeby, jeśli tylko da im się taką możliwość. Dotyczy to zarówno mleka mamy, jak i pokarmów stałych. Ponieważ pokarm matki jest żywy, jego skład nieustannie się zmienia i dopasowuje do aktualnych potrzeb dziecka. To tylko wrażenie, że maluch nieustannie spożywa to samo!

Niemowlę może regulować skład mleka na 3 sposoby:

  • Przez wypijaną ilość mleka. W pierwszych minutach ssania mleko jest bardziej wodniste i mniej bogate w tłuszcze. Ssąc dłużej lub krócej, z większą lub mniejszą intensywnością, malec może decydować o tym, jak bogaty w tłuszcze i białka posiłek spożywa.
  • Przez regulowanie czasu, który upływa między jednym a drugim karmieniem.
  • Przez opróżnianie jednej lub dwóch piersi w trakcie karmienia, jedzenie z tej samej piersi dwa razy z rzędu.

Te argumenty jasno pokazują, dlaczego tak istotne jest karmienie na żądanie. Narzucanie dzieciom sztucznych harmonogramów i grafików pozbawia je możliwości kontrolowania składu spożywanego mleka.

Rozszerzanie diety

Dorosłym wydaje się, że muszą ściśle kontrolować to, co dziecko spożywa, w przeciwnym wypadku malec zagłodzi się na śmierć, popadnie w anemię lub będzie opychał się czipsami i czekoladą. Tymczasem badania wyraźnie przeczą tej teorii.
W latach 20 i 30 XX wieku amerykańska lekarka Clara Davis przeprowadziła eksperyment dotyczący kontrolowania posiłków stałych w diecie dziecka (jest on gruntownie opisany w książce Bobas lubi wybór). Lekarka obserwowała 15 dzieci w wieku od 6 miesięcy do 4,5 roku. Maluchom podano w sumie 33 rodzaje pokarmów, które różniły się konsystencją. Każde danie było podawane osobno w formie papki i bez przypraw. Starsze dzieci jadły samodzielnie, młodsze mogły pokazywać, czym chcą być karmione, oczywiście bez żadnych nacisków. Dr Davis odkryła, że każde dziecko ułożyło sobie zdrową i niezwykle zróżnicowaną dietę. Każde przybrało na wadze i nie miało żadnych niedoborów witamin w organizmie. Natomiast każda dieta była unikalna i niepowtarzalna.
Eksperyment dr Davis pokazuje, że dając dziecku do wyboru zdrowe i pełnowartościowe produkty uzupełniające i zapewniając mu nieograniczony dostęp do piersi matki, raczej trudno popełnić błędy żywieniowe.

Ale co z anemią?

To pytanie zadaje sobie wielu rodziców, których dzieci zaliczają się do tzw. niejadków. Ogólnie przyjmuje się, że zapasy żelaza dla dzieci zdrowych i urodzonych o czasie starczają na pierwsze pół roku życia. Po tym czasie należy zacząć proponować niemowlętom posiłki uzupełniające. Nie oznacza to jednak, że zapasy kończą się z dnia na dzień. Niemowlęta w wieku od 6 do 12 miesięcy potrzebują około 11 mg żelaza dziennie. Po roku zapotrzebowanie na ten pierwiastek spada i wynosi ok 7 mg. Produkty szczególnie bogate w żelazo, które w pierwszej kolejności warto proponować niemowlęciu, to: żółtko jaja kurzego, pietruszka, amarantus, kasza jaglana, warzywa strączkowe, orzechy nerkowca, pestki dyni i słonecznika. Systematyczne proponowanie maluchowi produktów bogatych w żelazo sprawi, że z czasem zacznie po nie sięgać. Jeśli nie robi tego od razu, najwyraźniej jego organizm tego nie potrzebuje, a mleko mamy zaspakaja podstawowe potrzeby.
Oczywiście może zdarzyć się tak, że brak apetytu dziecka jest spowodowany anemią. Dotyczy to szczególnie niemowląt z tzw. grupy ryzyka. Są w niej dzieci, których matka w 3 trymestrze ciąży cierpiała na anemię, wcześniaki, noworodki z ciąży mnogiej, wcześnie odpępnione i takie, przy porodzie których doszło do sporej utraty krwi.

Często pojawiają się inne symptomy, które świadczą o niedokrwistości. Mogą to być:

  • słabe przybieranie lub tracenie na wadze,
  • ogólna bladość skóry, spojówek, śluzówki,
  • senność, apatia,
  • rozdrażnienie,
  • łamliwość włosów i paznokci.

Warto obserwować malucha i jego ogólne funkcjonowanie. W razie wystąpienia niepokojących objawów należy udać się do pediatry i wykonać podstawowe badania kontrolne.

Kategorie
zdrowie

Spirulina – mleko Matki Ziemi

Ma ich ponoć 5-20 razy więcej niż przeciętne warzywa i owoce. To sprawia, że na liście super foods od lat króluje jako czołówka najlepszych pokarmów, które ponoć mogłyby rozwiązać problem głodu na świecie. Poznajcie spirulinę – szmaragdowozieloną algę w kształcie spirali, o niezwykłych właściwościach.
Spirulina jest bogata w wysokowartościowe białko, którego udział jest trzykrotnie większy od zawartości białka w mięsie, a do tego zawiera 18 aminokwasów, w tym 8 niezbędnych, z których zbudowane są białka. To najwyższa koncentracja, jaką można znaleźć w jedzeniu. Poza tym zawiera łatwo przyswajalne żelazo (i ma go znacznie więcej niż mięso), magnez, potas, witaminy, makro- i mikroelementy. Nie można też zapomnieć o pigmentach – zielonego chlorofilu i niebieskiej fikocyjaniny, które działają antyoksydacyjnie, przeciwzapalnie i antyalergicznie. Dlaczego jeszcze spirulina może być uznawana za najlepszy pokarm w dziejach ludzkości?

1. Można ją stosować w leczeniu raka

Według badań opublikowanych w Biochemical Pharmacology w 2004 roku spirulina zawiera białko c-fikocyjaninę, która pomaga zwalczać komórki białaczkowe. Wiele innych badań potwierdza, że stosowanie spiruliny w połączeniu z metodami medycyny konwencjonalnej, pomaga w regeneracji organizmu i pozytywnie wpływa na przebieg leczenia. Szczególnie pomocna jest w przypadku leczenia raka jamy ustnej, w 45 proc. przypadków prowadząc do całkowitej regresji zmian nowotworowych.
[ksiazki id=”17,16,5″]

2. Pomaga zwiększyć wydajność organizmu

Spirulina zwiększa wydajność tlenową organizmu i powoduje, że dłużej wytrzymuje obciążenia, co jest wyjątkowo przydatne dla wszystkich osób uprawiających sporty. Dodatkowo spirulina, za pomocą białka wspiera budowanie masy mięśniowej, jednocześnie pozwalając pozbywać się masy tłuszczowej.

3. Poprawia pracę mózgu

Dzięki temu, że spirulina jest bogatym źródłem przeciwutleniaczy i zawiera przeciwzapalne fitochemikalie, jest doskonałym pokarmem dla naszego mózgu. Co więcej, ponieważ alga ta jest najlepszą formą białka dla człowieka, zawiera masę chlorofilu, aminokwasy, witaminy i minerały – wspiera też takie funkcje mózgu jak umiejętność skupienia się i zapamiętywania.

4. Pomaga kobietom w ciąży chronić dzieci przed toksycznym działaniem kadmu

Według badań opublikowanych w Journal of Medicinal Food, spirulina chroni nienarodzone dzieci przed uszkodzeniami spowodowanymi przez kadm. Ten sam, który zanieczyszcza naszą żywność (nagminnie występuje w ryżu). Wszystko to dzięki temu, że spirulina ma silne działanie oczyszczające, odprowadzając z naszego organizmu zanieczyszczenia, które znajdziemy nie tylko w żywności, ale też powietrzu.

5. Ma właściwości przeciwutleniające i przeciwzapalne

Nasz organizm posiada wbudowany mechanizm obsługujący utlenianie komórek, ale czasem, z wielu powodów jest niewydajny. Badania wykazały, że zawarte w spirulinie fikocyjaniny i beta-karoten pomagają walczyć z wolnymi rodnikami, ale również zmniejszają produkcję azotanów.

6. Pomaga w walce z chorobami wątroby

Wątroba jest jednym z najważniejszych narządów w naszym organizmie, pomagającym m.in. wypłukiwać toksyny z naszego organizmu. Osoby, u których wykryto marskość wątroby, i które przez 3 miesiące przyjmowały 4,5 gramy spiruliny dziennie, miały znacznie lepsze wyniki badań, a samą spirulinę traktuje się obecnie jako alternatywną formę terapii dla osób cierpiących z powodu tej przypadłości.

7. Łagodzi objawy alergicznego nieżytu nosa

Alergiczny nieżyt nosa to stan zapalny śluzówek nosa i zatok wywołany alergiami wziewnymi. W zależności od przyczyny można się borykać z tą przypadłością sezonowo, bądź długotrwale. I choć istnieją różne metody leczenia farmakologicznego, w badaniu z 2005 roku opublikowanym w Journal Medicinal Food zdołano udowodnić, że ulgę w alergicznym nieżycie nosa może przynieść właśnie spirulina.

8. Pomaga w walce z niedożywieniem

Spirulina jest obecnie włączana w programy lokalne, których celem jest złagodzenie skutków niedożywienia w krajach rozwijających się, szczególnie w Afryce Zachodniej. Dzięki temu, że może być uprawiana w niemal każdych warunkach, a do tego jest tak bogatym źródłem niezbędnych witamin i makroelementów, może skutecznie złagodzić problem głodu.

9. Poprawia nastrój

Dzięki wysokiej zawartości L-tryptofanu, aminokwasu wytwarzającego w mózgu neuroprzekaźniki w postaci serotoniny i melatoniny, spirulina jest stabilizatorem chemii mózgu, poprawiając nasz nastrój, pamięć, wzmacniając uczucie spokoju i szczęścia.

10. Poprawia wygląd i detoksykuje organizmie

Dzięki dużej zawartości antyoksydantów spirulina pomaga ściągać pory, wygładza skórę i zapobiega jej starzeniu. Poza skórą, działa również pielęgnacyjnie na włosy, zapobiegając wypadaniu. Odmładza organizm również od wewnątrz, wspirając pracę niemal wszystkich organów wewnętrznych. Dodatkowo, dzieki bogatej zawartości fikocyjaniny i chlorofilu, pomaga oczyścić organizm z metali ciężkich i innych toksyn. Te dwa składniki wpływają bowiem nie tylko na namnażanie się nowych komórek krwi, ale też odmładzają układ krwionośny. Chlorofil zawarty w tej aldze jest niemal identyczny jak w hemoglobinie, która odpowiada za oczyszczanie krwi i transport tlenu do komórek.
Foto: flikr.com/land_camera

Kategorie
zdrowie

Leki przeciwgorączkowe – dlaczego nie warto ich nadużywać?

Wielu rodziców stosuje go samowolnie bez konsultacji z lekarzem, choć nie brakuje także pediatrów, którzy zalecają je “na wszystko”, bo może dziecku się poprawi. Tymczasem nadużywanie leków przeciwgorączkowych i przeciwbólowych najzwyczajniej szkodzi zdrowiu, a już na pewno nie leczy.

Leki przeciwgorączkowe dostępne są na wyciągnięcie ręki

Nie trzeba nawet iść do apteki – można je dostać w większości dużych drogerii lub w marketach. To wszystko sprawia, że jesteśmy z nimi oswojeni – nie traktujemy ich jak leków (którymi w istocie są), a jak suplementy na poprawę samopoczucia.
Tymczasem leki przeciwgorączkowe i przeciwbólowe – bez względu na to, na jakiej substancji czynnej bazują (najpopularniejsze w Polsce to ibuprofen i paracetamol), są farmaceutykami, które nie są obojętne dla zdrowia i mają swoje skutki uboczne.

Oto te wymienione na ulotce popularnego leku dla niemowląt od 3 miesiąca życia:

  • reakcje alergiczne (uczulenia) takie jak: wysypka skórna lub swędzenie skóry,
    problemy z oddychaniem,
  • sińce i krwawienia o nieznanej przyczynie,
  • zaburzenia czynności wątroby.

O ile same skutki uboczne nie brzmią jeszcze szczególnie dramatycznie, o tyle skutki przedawkowania już tak. Po podaniu zbyt dużej dawki leku mogą pojawić się wymioty, ból brzucha, spadek ciśnienia, pocenie się, pobudzenie ośrodkowego układu nerwowego z ożywieniem i drgawkami u dzieci, senność, śpiączka, depresja oddechowa, sinica. Może także dojść do trwałego uszkodzenia wątroby lub do zgonu dziecka. Dlatego tak ważnym jest, by nie podawać żadnych leków na własną rękę. Tym bardziej w przypadku przeziębienia, gdy często poza lekami na zbicie gorączki dzieci dostają inne syropki działające objawowo. Ręka w górę, kto sprawdził, czy nie występuje w nich ta sama substancja czynna?
Ponadto badania opublikowane przez “American Journal of Respiratory and Critical Care Medicine” wskazują na dodatnią korelacją pomiędzy stosowaniem paracetamolu a zwiększonym ryzykiem astmy. Naukowcy z Instytutu Badań Medycznych Nowej Zelandii udowodnili, że stosowanie paracetamolu raz w roku zwiększa ryzyko astmy o 43%, natomiast zażywanie go raz w miesiącu podnosi to ryzyko aż o 250%. Z kolei na podstawie badań przeprowadzonych przez Szpital Dziecięcy Rileya w Indianapolis zaobserwowano, że Ibuprofen zwiększa ryzyko ostrej niewydolności nerek, jeśli zostanie podany dzieciom odwodnionym.
Jednocześnie udowodniono, że podawanie leków przeciwgorączkowych zbyt często i bez wyraźnej przyczyny może wydłużyć czas trwania infekcji*. Podwyższona temperatura stymuluje układ odpornościowy do walki z wirusami i chroni niejako przed nadkażeniem bakteryjnym, ponieważ zmniejsza się stężenie żelaza i cynku w osoczu, co hamuje rozwój bakterii chorobotwórczych i ich rozmnażanie jest dużo trudniejsze.

Co to jest gorączka?

Prawidłowa temperatura ciała waha się w ciągu doby i mierzona pod pachą najczęściej wynosi 36,6-37,2 stopni C, a w odbytnicy 36,5-37,8 stopnia C*. Wzrasta po godzinie 15-16 i jest najniższa po północy. Bywa, że u osób chwiejnych emocjonalnie temperatura nieco podnosi się i mierzona pod pachą wynosi 37,4-37,6. Stąd tak ważne jest poznanie temperatury w stanie zdrowia.

Przeczytaj: Dlaczego gorączka jest ważna?

O gorączce mówimy przy wzroście temperatury powyżej 38 stopni w pomiarze dziennym i 38,5 w pomiarze wieczornym. I jest to lekka gorączka. Odpowiednio w pomiarach wieczornych: 39 stopni to mierna gorączka, 39,5–40,5 to znaczna gorączka i temperatura 41 stopni to już stan zagrożenia życia.
*Warto także zdawać sobie sprawę z tego, że wiele niemowląt i małych dzieci ma podwyższoną temperaturę (powyżej 37 stopni) i że jest to ich standardowa ciepłota ciała.
Gorączka to nic innego jak odpowiedź immunologiczna organizmu w czasie infekcji. To nie choroba, a fizjologiczny mechanizm obronny. Organizm po prostu mobilizuje siły do walki (wraz ze wzrostem ciepłoty ciała zwiększają się procesy metaboliczne – z każdym 1 stopniem Celsjusza o około 10%.) W świetle tych informacji przedwczesne podanie leku zbijającego gorączkę nie tylko nie pomoże w szybszym powrocie do zdrowia, ale wręcz go utrudni.
Jak przekonuje lekarz, Katarzyna Świątkowska:
Gorączka jest naturalną reakcją organizmu na infekcję. Owszem, jest najczęściej sygnałem choroby, ale to jest tylko objaw, reakcja organizmu powstająca po to, by ją zwalczyć. Oczywiście, jeśli obserwujemy inne niepokojące objawy lub temperatura ciała jest podwyższona ponad 3 dni, należy się skonsultować z lekarzem. Każda gorączka u niemowląt w wieku poniżej trzech miesięcy jest powodem do poważnego niepokoju ze względu na ryzyko ciężkich zakażeń bakteryjnych. Obecnie uważa się, że gorączkę należy zacząć obniżać, nawet u dzieci z drgawkami gorączkowymi, tylko jeśli przekracza 39°C. Podwyższona ciepłota ciała po prostu hamuje wzrost i rozmnażanie się bakterii i wirusów. A do tego pomaga walczyć z nimi naszemu układowi odpornościowemu.

Jak zatem postępować?

Przede wszystkim obserwować dziecko. Gorączka z reguły jest symptomem, że organizm zmaga się z infekcją, więc warto udać się do lekarza, żeby zlokalizować źródło choroby i wdrożyć właściwe leczenie. Jeśli chodzi o obniżanie temperatury, to trzeba obserwować dziecko i wychodzić naprzeciw jego potrzebom. Jeżeli pomimo temperatury dobrze funkcjonuje, bawi się, ma apetyt (zdarzają się takie przypadki), nie ma żadnego powodu, by zbijać gorączkę. Jeśli zaś jest marudne, niespokojne, apatyczne i gorączka sięga powyżej 39 stopni Celsjusza, można spróbować pomóc maluchowi.
W pierwszej kolejności warto zastosować zimne okłady i naturalne środki, które są o wiele łagodniejsze w działaniu:

  • docieplanie przez przykrycie w stanach podgorączkowych poniżej 38 stopni,
  • odkrywanie przy wysokiej gorączce,
  • ocieranie i obmywanie ciała wodą,
  • okłady ochładzające,
  • kąpiel ochładzająca,
  • nacieranie maścią bursztynową.

Więcej informacji: Jak radzić sobie z gorączką u dziecka?
Także nalewka z czarnego bzu lub kwiat lipy mają działanie napotne. Można je podawać dziecku w formie herbatek ziołowych. Oto dwa sprawdzone przepisy:

  • Kwiat lipy, czarny bez, ziele skrzypu (każde po 50 g). Małym dzieciom podajemy po 1–2 łyżki stołowe naparu, a dzieciom starszym po ⅓ szklanki.
  • Kwiat lipy (20 g), kwiat bzu czarnego (20 g), kwiat rumianku (10 g), owoc malin (25 g), pączki lub liście brzozy (15 g), kwiat tawuły (10 g).

Warto mieć świadomość, że obniżanie temperatury nie ma walorów leczniczych, a jedynie podnosi komfort dziecka. I przede wszystkim należy pamiętać o nawadnianiu dziecka, ponieważ wysoka temperatura sprzyja odwodnieniu!
Czy te informacje oznaczają, że nie należy w ogóle przyjmować leków przeciwgorączkowych? Niekoniecznie. Zanim jednak podejmiemy taką decyzję, warto udać się z dzieckiem do lekarza. I bezwzględnie przestrzegać dawek podanych na opakowaniu (lub tych które zlecił lekarz), ponieważ przedawkowanie może być bardzo niebezpieczne.
Przeczytaj: Gorączka to sprzymierzeniec w walce z chorobą. Rozmowa z dr Monika Gołębiewską

* Nizet V, Vinci RJ, Lovejoy FH. Fever in children. Pediatr Rev. 1994;15(4):127–135.
Foto: flikr.com/rrrodrigo

Kategorie
karmienie piersią

11 niesamowitych właściwości mleka kobiecego

1. Produkcja pokarmu zaczyna się mniej więcej ok 16 tygodnia ciąży (tzw. prepartum milk).

Wiele kobiet już w trakcie ciąży może zaobserwować żółte plamy na biustonoszu. To właśnie krople mleka. Sygnałem do pełnego uruchomienia laktacji jest jednak dopiero moment oddzielenia łożyska od ściany macicy. Rodzaj porodu nie ma tu znaczenia!

2. Na każdym etapie ciąży mleko najlepiej dopasowuje się do dziecka w łonie

Nie ma znaczenia, w którym momencie dziecko się urodzi, czy to będzie 26 tydzień czy 42 – mleko jego mamy będzie zawierało wszystkie potrzebne mu składniki. W trakcie ciąży skład mleka w piersiach się zmienia zgodnie z rozwojem dziecka w łonie.
Pokarm dla wcześniaka (tzw. premature milik) zawiera więcej białka, immunoglobuliny SIgA, laktoferryny, wapnia, fosforu, cynku, magnezu, żelaza, potasu, sodu, chlorków, prawdopodobnie więcej tłuszczów, w tym cholesterolu, fosfolipidów i średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych (MCT), mniej laktozy. Mleko wcześniacze ma także wyższą wartość energetyczną (58–70 kcal/dl) niż mleko dojrzałe.

[ksiazki id=”18,14,2″]

3. Skład mleka kobiecego nie jest stały

Zmienia się nie tylko wraz z rozwojem dziecka, ale też w ciągu dnia. Dopasowuje się do potrzeb dziecka na każdym etapie. Mleko dla dziecka karmionego w wieku dwóch lub więcej jest niemalże tak bogate w składniki odpornościowe, witaminy, składniki mineralne i kalorie jak mleko dla noworodka. Z racji faktu, że starsze dziecko je z piersi coraz rzadziej, organizm matki chce wyposażyć je we wszystkie składniki, które są mu potrzebne do sprawnego funkcjonowania, stąd zintensyfikowanie składników w mleku.

4. Możliwe jest karmienie piersią dziecka adopcyjnego

Brzmi niewiarygodnie, ale jest to wykonalne, wymaga jednak olbrzymiej determinacji, czasu i wsparcia. Pracując z laktatorem odpowiednio wcześnie, można postarać się o laktację. Można też pić zioła mlekopędne (są specjalne herbatki laktacyjne), wspomagać się farmakologią i medycyną naturalną.

5. Na podobnej zasadzie możliwa jest także relaktacja

Jeśli z jakiegoś powodu kobieta odstawiła dziecko od piersi, sytuacja nie jest z góry przesądzona. Podobnie jednak jak karmienie dziecka adopcyjnego wymaga dużo samozaparcia i pracy z laktatorem. Biorąc pod uwagę jednak fakt, że produkcja pokarmu odbywa się na zasadzie popytu i podaży, istnieje szansa, że w wyniku intensywnej stymulacji piersi pokarm wróci.

6. Mamine piersi są w stanie wyprodukować podczas jednego karmienia mleko zarówno dla noworodka, jak i dla starszaka

Wiele mam obawia się karmienia tandemu. Podświadomie boi się, że starszak będzie podkradał mleko noworodkowi. Zupełnie bezpodstawnie! Wbrew pozorom skład mleka nie różni się tak bardzo, bo i potrzeby są zbliżone, choć brzmi to niewiarygodnie. Zarówno małe, jak i większe ciało potrzebuje kalorii, białka jako budulca, witamin i mikroelementów, a także składników odpornościowych i bakterii probiotycznych. Receptory znajdujące się w kobiecym sutku przy kontakcie ze śliną dziecka rozpoznają jej skład, wyłapują bakterie i natychmiast wytwarzają odpowiedź.
Również kobiety karmiące piersią w ciąży potrafią wyprodukować w jednej piersi mleko dojrzałe dla starszaka, a w drugiej siarę dla dziecka w łonie.

7. Karmienie piersią chroni przed chorobami nowotworowymi

I to nie tylko dziecko, ale także mamę. Pokarm kobiecy zawiera białko o nazwie alfa-laktoalbumina, które wchodząc w reakcję ze znajdującym się w żołądku niemowląt kwasem oleinowym, tworzy substancję (nazwano ją HAMLET) niszczącą komórki rakowe. Z kolei kobiety karmiące piersią są o wiele mniej narażone na zachorowanie na przedmenopauzalnego raka piersi i raka jajnika, niż te, które nigdy nie karmiły.

8. Prawa pierś zazwyczaj produkuje więcej mleka

I nie ma tu znaczenia, czy mama jest lewo- czy praworęczna. Badania przeprowadzone w 2006 r. na Uniwersytecie Australii Zachodniej potwierdzają, że 76% mam ma w prawej piersi więcej mleka. Ci sami naukowcy udowodnili, że mamy synów produkują o 30 g więcej mleka od kobiet, które urodziły córkę. Mleko dla chłopców jest również bardziej kaloryczne, a dla dziewczynek jest bogatsze w wapń.

9. Karmienie piersią zwiększa inteligencję dzieci!

Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Jagiellońskim pokazują, że liczba punktów IQ uzyskanych w testach inteligencji rośnie wraz ze stażem karmienia piersią. Jeśli maluch był karmiony przez trzy miesiące, to zdobywał o 2,1 punktu więcej niż dzieci karmione z butelki. Przy karmieniu piersią przez cztery do sześciu miesięcy różnica w punktacji wynosiła 2,6, a gdy dzieci ssały pierś ponad sześć miesięcy, uzyskiwały o 3,6 punktu więcej niż pociechy karmione butelką. Naukowcy brali pod uwagę także inne czynniki (wykształcenie matki, płeć dziecka, posiadanie rodzeństwa oraz wzrost wagi w czasie ciąży). Badania wykazały jednak, że głównym czynnikiem jest sposób karmienia. Podobne spostrzeżenia były czynione już w latach 70.

10. Mleko mamy to nie tylko pokarm, to także lekarstwo na wiele dolegliwości

Katar, ból gardła, zapalenie ucha, skaleczenia i wiele innych: 100 i więcej zastosowań mleka kobiecego

11. Kobiece mleko świetnie sprawdza się również jako kosmetyk

Nawilża, wykazuje działanie antyseptyczne i antybakteryjne. Jest niezrównanym środkiem na problemy skórne.

Foto: flikr.com/donnieray

Kategorie
zdrowie

5 sposobów na pozbycie się pestycydów z warzyw i owoców

Nie zawsze kupujemy warzywa i owoce ekologiczne, nie zawsze mamy do nich dostęp czy fundusze. Całe szczęście istnieją sposoby, by ograniczyć spożycie pestycydów i środków chemicznych stosowanych przy uprawach konwencjonalnych, skutecznie usuwając je z powierzchni produktów. Grunt – to wiedzieć jak je myć. Bo nawet te ekologiczne potrafią być nośnikami bakterii czy pasożytów groźnych dla naszego zdrowia.

1. Gotowe płyny

W ekologicznych sklepach stacjonarnych i internetowych dostępne są specjalne płyny służące do oczyszczania warzyw i owoców. Zabijają one bakterie takie jak E Coli, Listeria i Salmonella oraz usuwają pozostałości nawozów i pestycydów z powierzchni. W ich składzie znajdziemy wodę, kwas mlekowy, kwas cytrynowy, kwas jabłkowy, ekstrakt z liści aloesu. Koszt 500 ml takiego płynu sięga około 15-30 zł. Jeśli szukamy alternatywy dla sklepowych gotowców, możemy podobny płyn przyrządzić samodzielnie.

2. Płukanie w odczynie kwaśnym i alkalicznym

Krok 1: By usunąć szkodliwe bakterie, należy płukać warzywa i owoce w wodzie o odczynie kwaśnym przez 2-3 minuty. Na jeden litr wody dodajemy około pół szklanki octu (najlepiej winnego lub jabłkowego) albo 2-3 łyżki kwasku cytrynowego.
Krok 2: Aby usunąć pestycydy, po wyjęciu warzyw i owoców z wody kwaśnej, płuczemy je w wodzie o odczynie alkalicznym przez kolejne 2-3 minuty. Na 1 litr wody dodajemy 1 czubatą łyżkę sody kuchennej.
Krok 3: Produkty opłukujemy w czystej wodzie.
[reklama id=”74147″]

3. Woda + sól

Sposób ten polega na moczeniu warzyw i owoców w wodzie z solą morską lub sokiem z cytryny. Produkty zostawiamy w mieszance na około 10 minut, następnie płuczemy pod bieżącą wodą. Proporcje: miska wody, szklanka octu, 3 łyżki soli.

4. Ocet + soda oczyszczona + pestki grejpfruta

Wszystkie składniki mieszamy i dodajmy wodę. Przelewamy do rozpylacza i spryskujemy nim produkty a następnie odstawiamy na godzinę. Po tym czasie opłukujemy warzywa lub owoce pod bieżącą wodą. Proporcje: 20 kropel wyciągu z pestek grejpfruta, jedna łyżka sody oczyszczonej, szklanka octu, szklanka wody.

5. Ozonowanie

Ostatni sposób to kupno urządzenia do ozonowania warzyw i owoców. Ozon jest związkiem w pełni ekologicznym, a produkty poddane jego działaniu są zabezpieczone przed wszelkimi bakteriami. Ozon, jak też woda ozonowana, usuwają środki ochrony roślin z powierzchni roślin, fungicydy, pestycydy, dezynfekują je, poprawiają bezpieczeństwo i przedłużają trwałość. Urządzenie można stosować do oczyszczania mięsa z hormonów i antybiotyków.

Kategorie
niemowlę

Kosmetyki dla dzieci prosto z… kuchni

W pierwszych tygodniach jako dodatki do kąpieli doskonale sprawdzą się specyfiki, które wszyscy mamy pod ręką. A ponieważ to produkty kuchenne, mamy 100 procent pewności, że są naturalne i łagodne.

Kuchenne kosmetyki

W naturalnej pielęgnacji niemowląt możemy sięgnąć po produkty, które znajdziemy we własnej kuchni. I to nie będą wcale żadne skomplikowane przepisy na kosmetyki, które mamy zrobić w domu, tylko produkty gotowe do użycia. Żaden noworodek nie marzy o pachnących kosmetykach, tylko o zapachu skóry swojej mamy. Ponadto pamiętajmy, że zapachy mogą maluchy uczulić. Naturalne kosmetyki mają tę przewagę, że nie są perfumowane. Mają naturalne aromaty, pachną olejami, które zawierają.

Szczególnie przydatne w pierwszych miesiącach życia są:

1. Olej z pestek winogron

– ma właściwości ściągające i antybakteryjne, działa tonizująco i przeciwzapalnie. Stosowany zamiast kremu lub jako oliwka do masażu nawilża, natłuszcza i zostawia na skórze delikatny film, dzięki czemu chroni ją przed czynnikami zewnętrznymi.

2. Olej ze słodkich migdałów

– to naturalny emolient. Doskonale sprawdzi się jako dodatek do kąpieli lub po kąpieli – zamiast balsamu czy oliwki. Można nim także pielęgnować okolicę pieluszkową. Działa uelastyczniająco, łagodząco i nawilżająco. Wzmacnia także barierę lipidową skóry. Bardzo polecany jest także przyszłym mamom jako olejek do masażu (ale może być też stosowany regularnie po kąpieli), ponieważ w naturalny sposób wzmacnia skórę i chroni ją przed rozstępami.

3. Oliwa z oliwek

– koi i zmiękcza podrażnioną skórę, działa nawilżająco i zapobiega utracie wody. Zawarta w niej lecytyna pomaga zregenerować uszkodzony naskórek, a witamina E działa przeciwzapalnie i wzmacnia barierę lipidową. Doskonale sprawdza się jako oliwka do masażu.

4. Olej z pestek dyni

– działa wygładzająco, natłuszczająco, oczyszczająco i rozjaśniająco. Można go stosować jako dodatek do kąpieli lub do masażu. Starsze niemowlęta i małe dzieci mogą go także stosować doustnie (profilaktycznie przeciwko pasożytom i na wzmocnienie odporności – 1 łyżeczka dziennie) lub dodawać do jedzenia.

5. Olej kokosowy

– może być dodawany do kąpieli, stosowany jako krem pod pieluszkę lub do masażu. Ponieważ zawiera naturalne emulgatory, jest jednocześnie środkiem myjącym, nawilżającym i natłuszczającym.

6. Olej z czarnuszki

– przyspiesza gojenie się ran i zmian skórnych, działa przeciwzapalnie, antybakteryjnie i antyalergicznie. Zmiękcza naskórek i odżywia go. Można go stosować jako oliwkę do masażu.

7. Mąka ziemniaczana

– chłonie wilgoć, działa ściągająco i przeciwzapalnie, dlatego doskonale sprawdzi się jako zasypka do skłonnej do podrażnień pupy oraz jako środek łagodzący odparzenia.

8. Napar z rumianku, nagietka lub kory dębu

– wszystkie trzy doskonale sprawdzą się do przemywania okolicy pieluszkowej zamiast klasycznych chusteczek. Rumianek zmniejsza stan zapalny i łagodzi podrażnienia, nagietek przyspiesza regenerację naskórka, a kora dębu polecana jest na odparzenia, ponieważ działa antybakteryjnie, przeciwgrzybiczo i ściągająco. Warto pamiętać, że nawet te chusteczki, które mają dobry skład i nie zawierają potencjalnie szkodliwych składników, mogą uczulać delikatną pupę, a to pierwszy krok do alergii. Najlepiej jest umyć maluszka pod bieżącą wodą lub przemyć mu skórę delikatnym naparem. Gotowe chusteczki lepiej stosować wyłącznie w terenie, kiedy nie mamy innej możliwości.

Czym się kierować wybierając olej?

Przede wszystkim warto postawić na te nierafinowane, czyli tłoczone na zimno. Oleje poddane obróbce termicznej tracą wiele ze swoich cennych właściwości – podgrzewanie powoduje uszkodzenie kwasów tłuszczowych i witamin. Wybierając te organiczne, mamy pewność, że surowce, z których zostały pozyskane, nie miały kontaktu z pestycydami i nie ulegały żadnym procesom chemicznym.

Pielęgnacja dla bardziej wymagających

Gdy pojawiają się kłopoty ze skórą niemowlaka (atopowe zapalenie skóry jest niestety coraz częstsze wśród niemowląt), można spróbować kąpieli w siemieniu lnianym (uprzednio zagotowanym do konsystencji kisielu), w płatkach owsianych lub w krochmalu.

1. Siemię lniane

– najlepsze są całe nasiona lnu, ale mielone również się sprawdzą. Aby przygotować mieszankę do kąpieli, należy pół szklanki siemienia zalać 5 litrami wody i gotować około 15–20 minut. Po tym czasie powinien wytworzyć się kisiel, który trzeba zebrać i przelać do wanny. Doskonale pomaga na wszelkie zaczerwienienia, swędzącą skórę i AZS. Działa łagodząco, przeciwświądowo, kojąco i nawilżająco.

2. Płatki owsiane

– podobnie jak siemię lniane zalecane są do pielęgnacji skóry alergicznej. Wystarczy zalać zimną wodą (3 litry) szklankę płatków owsianych, doprowadzić do wrzenia i gotować przez kwadrans. Dodane do kąpieli działają nawilżająco, wygładzająco i przeciwświądowo, ponieważ zawierają w sobie krzemionkę i cynk. Ugotowane i rozmoczone doskonale sprawdzą się także jako delikatny peeling na skórę głowy i zwalczą uporczywą ciemieniuchę.

3. Krochmal

– to nic innego jak mąka ziemniaczana rozpuszczona we wrzątku. Wystarczy wziąć 5 łyżek mąki ziemniaczanej, rozpuścić je w szklance zimnej wody tak, by nie utworzyły się grudki, a potem dodać litr wrzątku. Ma działanie łagodzące, wygładzające i przeciwświądowe. To babciny sposób na walkę ze wszelkimi dolegliwościami skórnymi. Pomoże na potówki, odparzenia oraz zmiany alergiczne.

4. Olej lniany

– można dodawać go do kąpieli, stosować jako balsam po kąpieli lub robić z niego opatrunki na wyjątkowo uporczywe zmiany skórne. Starszym niemowlętom, takim, które już rozszerzają dietę, można go dodawać do posiłków, ponieważ walczy z AZS także od wewnątrz. Jako kosmetyk działa regenerująco, nawilżająco i przeciwzapalnie.
Te naturalne “kosmetyki” dla podrażnionej skóry mogą z powodzeniem zastąpić kupne parafarmaceutyki. Przy suchej i swędzącej skórze warto pamiętać też o tym, żeby wszelkie kremy i balsamy wcierać natychmiast po wytarciu jej ręcznikiem. Im dłużej czekamy, tym większe ryzyko, że skóra dalej będzie sucha i podrażniona. Jeżeli jednak domowe sposoby zawodzą, lepiej zasięgnąć opinii lekarza, bo problemy ze skórą mogą być efektem np. alergii pokarmowych.
Te same kosmetyki, których używamy w pielęgnacji dziecka, nadają się również dla mam. To rozwiązanie ekologiczne i ekonomiczne – dobry skład i mniej słoiczków w łazience. Poza tym pamiętajmy o tym, że przytulając dziecko, narażamy je na kontakt ze wszystkim, co wcieramy we własną skórę. Stosowanie przez mamę i dziecko tych samych naturalnych kosmetyków do pielęgnacji jest więc rozwiązaniem najprostszym i najbezpieczniejszym.
Foto: flikr.com/jeff_snodgrass

Kategorie
karmienie piersią

„Czy się najada, czy dobrze przybiera na wadze?” Początki karmienia piersią

Bywa, że dziecko trudno jest przystawić do piersi, maluch nie chce ssać, a mleko nie chce lecieć. Zdarza się też, że pozornie wszystko jest w porządku, ale niemowlę nie chce przybierać na wadze, jest niespokojne, płaczliwe. Wszelkiego rodzaju trudności powodują wiele emocji u świeżo upieczonej mamy: jest stres, smutek, obwinianie się o niepowodzenie i poczucie braku kompetencji: “Co ze mnie za matka, jeśli nawet nie potrafię wykarmić swojego dziecka?”. To, jakiego wsparcia doświadczy w tym okresie kobieta, może determinować wiele rzeczy: nawet sposób tworzenia się więzi z nowonarodzonym dzieckiem. Badania pokazują, że kobiety, którym udało się karmić piersią, są w o wiele mniejszym stopniu narażone na występowanie depresji poporodowej. Ale też mamy, które chciały karmić, a poniosły porażkę, są dwukrotnie bardziej narażone na pojawienie się depresji. Dlatego tak ważnym jest, by w tym szczególnym okresie właściwie wesprzeć młodą mamę i pomóc jej w karmieniu naturalnym. Co jest powodem do niepokoju i gdzie szukać wsparcia w karmieniu piersią?

Co jest zupełnie normalne?

Na początku karmienia piersią wiele rzeczy może budzić lęk i niepokój. Czy dziecko się najada? Czy spędza przy piersi wystarczająco dużo czasu? A może jest głodne, ponieważ ciągle wisi i nie chce się dać odłożyć? Te wszystkie wątpliwości są zupełnie naturalne i są udziałem chyba każdej młodej mamy. Jeżeli chodzi o karmienie piersią, to tzw. “norma” jest bardzo szeroka. Znajdują się w niej maluszki, które potrafią ssać przed 15 minut i odłożone do łóżeczka zasypiać na 3 godziny, oraz noworodki, które chcą ssać non stop i nie potrafią opuścić ramion mamy nawet na kwadrans. Chęć nieustannego przebywania przy piersi nie oznacza absolutnie, że mleko jest za chude a dziecko głodne. Oznacza jedynie, że maleństwo potrzebuje bliskości. Normą jest zarówno budzenie się na pierś co 3, jak i co 1,5 godziny – każde dziecko jest inne, a produkcja pokarmu jest regulowana na zasadzie popytu i podaży.

Jeśli chcemy mieć pewność, że dziecko się najada, warto sięgnąć do tzw. wskaźników skutecznego karmienia (WSK), czyli sprawdzić, czy:

  • Dziecko jest przystawiane do piersi wystarczająco często. Maleństwo powinno być karmione minimum 8 razy na dobę!
  • Maluch przy piersi je aktywnie, słychać wyraźne przełykanie.
  • Niemowlę moczy minimum 6 pieluszek na dobę.
  • Maluch oddaje minimum 3–4 papkowate stolce.
  • Piersi po karmieniu stają się wyraźnie luźniejsze.
  • Maluch po karmieniu się uspokaja, po niektórych karmieniach zasypia.
  • Dziecko ma okresy aktywności między drzemkami, wybudza się na jedzenie.

Podane wskaźniki karmienia obowiązują przez pierwsze 6 tygodni życia dziecka.

Wiele mam stresuje się także wagą malucha. W niektórych szpitalach pojawiają się pomysły, by ważyć dziecko przed karmieniem i po nim, żeby sprawdzić, ile zjadło. To kiepskie rozwiązanie!

Oto kilka ważnych faktów na temat wagi noworodka:

  • Tracenie wagi przez dziecko w pierwszych dobach po porodzie jest normalne. Jeśli spadek nie jest większy niż 10%, nie należy się przejmować. Najniższa waga urodzeniowa jest zwykle w 3. dobie życia, potem maluszek zaczyna przybierać.
  • Dziecko ma aż 2 tygodnie (!!!) na odzyskanie wagi urodzeniowej.
  • Dzieci karmione wyłącznie piersią mają inne przyrosty od tych karmionych mlekiem modyfikowanym. Warto upewnić się, że siatki centylowe, z których korzysta lekarz w przychodni, są dla dzieci karmionych piersią.
  • Nie należy ważyć dziecka zbyt często. Maluchy rosną skokowo. Najbezpieczniej odczekać minimum tydzień.
  • Według wytycznych WHO niemowlę w pierwszych miesiącach życia powinno przybierać 26–31 g na dobę, czyli 182–217 g na tydzień. Przyrosty należy zawsze sprawdzać od wagi najniższej, nie od wagi urodzeniowej.
  • Jeśli przyrosty budzą wątpliwości, warto poza wagą rozpatrywać ogólne funkcjonowanie malucha: sprawdzić wskaźniki karmienia, czy urósł wzdłuż, zmierzyć obwód główki i klatki piersiowej.

W razie jakichkolwiek powodów do niepokoju w pierwszej kolejności najlepiej udać się do doradcy laktacyjnego.

Wsparcie jest ważne

Jeśli chodzi o sukces w karmieniu piersią, szczególnie ważnym czynnikiem jest wsparcie najbliższych. Dlatego warto zadbać o to, żeby otaczać się ludźmi, którzy rozumieją znaczenie naturalnego karmienia. Najcudowniej jest, gdy to wsparcie pochodzi od najbliższych: od męża, mamy, teściowej, siostry. Ale jeśli z jakiś względów nie można na nich liczyć, warto zorganizować sobie własną sieć wsparcia.To może być grupa mam zbierająca się w pobliskiej kawiarni lub najbliższa sąsiadka. Może być to także wirtualny krąg w internecie – jest mnóstwo grup, forów i stron zrzeszających mamy karmiące. Ważne, aby móc z kimś porozmawiać o trudnościach, wątpliwościach i trapiących nas problemach.

http://dziecisawazne.pl/karmienie-piersia-gdzie-szukac-wsparcia-w-kryzysie/

A jeśli faktycznie się nie najada?

Może się tak zdarzyć, że pomimo częstego karmienia dziecko z jakiś względów nie przybiera na wadze. Być może niezbędna będzie korekta przystawienia malucha i problem zostanie rozwiązany. Winowajcą może być także wędzidełko. Zanim jednak mama zdecyduje się na podanie mleka modyfikowanego, warto zasięgnąć opinii specjalistów: w pierwszej kolejności należy udać się do doradcy laktacyjnego. On może potem pokierować rodziców np. do neurologopedy. Jeśli pojawi się konieczność dokarmiania malucha, dobrze, aby w pierwszej kolejności robić to odciągniętym mlekiem własnym. Podanie mleka modyfikowanego powinno być ostatecznością, na którą zawsze będzie można się zdecydować!