Kategorie
odżywianie naturalne

Odżywianie zgodne z porami roku – co jeść jesienią?

Jakie produkty warto wybierać jesienią?

Listopad i grudzień to miesiące, kiedy warto jeść warzywa korzeniowe: marchew, buraki, seler, pietruszkę, pasternak, topinambur, brukiew, rzepę, ziemniaki. Wartościowe są również wszelkie warzywa z rodziny kapustnych, takie jak: kapusta biała, czerwona, pekińska, włoska (ta jest królową wartości odżywczych), brukselka oraz król jesieni, czyli jarmuż. Warto sięgać także po cebulę, por, czosnek. No i oczywiście dynię. Z rodzimych owoców warto sięgnąć po bombę witaminową, jaką jest świeża żurawina. Liczne wartości odżywcze mają również gruszki, jabłka i suszone śliwki.

W sklepach są jeszcze dostępne świeże grzyby, możemy też korzystać z tych suszonych.

I przede wszystkim nie zapominajmy o kiszonkach – ogórkach, kapuście, burakach, a także o szczególnie cennym zakwasie z buraków. Przeczytaj: Kiszonki – lepsze niż probiotyki

Późną jesienią i zimą warto jeść także strączki – tu warte uwagi są wszelkie rodzaje fasoli, soczewicy, ciecierzyca, groch.

Osoby dopuszczające w swojej kuchni obecność warzyw i owoców sezonowych, ale nie lokalnych mogą zwrócić uwagę na owoc kaki (persymona), granaty, pomelo, grejpfruty oraz pomarańcze i mandarynki – właśnie teraz zaczyna się na nie pełnia sezonu. Z wymienionych wyżej szczególnie granaty zasługują na szczególną uwagę. Są źródłem wspaniałych antyoksydantów. Można z nich wyczarować bogaty w substancje odżywcze sok albo dodawać pestki granatu do sałatek czy posypywać nimi owsiankę.

W sezonie jesienno-zimowym warto zwiększyć liczbę ciepłych posiłków: jeść więcej rozgrzewających zup, kremów itp. Doskonałym wyborem są także kasze, zwłaszcza te, które są termicznie ciepłe, jak np. orkiszowa.

Używaj aromatycznych przypraw

Zimą większość z nas marzy o rozgrzewających, gotowanych, pełnych aromatycznych przypraw potrawach. Warto dodawać do dań suszony tymianek, bazylię, oregano, rozmaryn. Aromatyzować dania gałką muszkatołową, kminem rzymskim, majerankiem. Używać nasion jałowca, liści laurowych, ziela angielskiego. Dobrze jest też zaopatrzyć się w korzenie imbiru i świeżej kurkumy – to idealny dodatek do rozgrzewających napojów, sosów czy nawet soków.

Do porannych owsianek można dodawać cynamon, kardamon czy sproszkowaną laskę wanilii.

4 przepisy na rozgrzewające, aromatyczne zupy

 Pikantna zupa z soczewicy z wodorostami

Składniki:

  • kasza jaglana,
  • soczewica.
  • liście laurowe,
  • ziele angielskie,
  • kilka plastrów świeżego imbiru,
  • ząbek czosnku,
  • sól,
  • wodorosty, np. kombu,
  • pomidory lub koncentrat pomidorowy,
  • słodka papryka,
  • marchewka,
  • pietruszka,
  • majeranek,
  • olej lniany,
  • natka pietruszki.

Przygotowanie:

Ugotować kaszę jaglaną. Soczewicę moczyć przez kilka godzin, po czym odcedzić. Ponownie zalać zimną wodą, dodać liście laurowe, ziele angielskie, kilka plastrów świeżego imbiru, ząbek czosnku. Posolić i gotować przez kilkanaście minut. Dodać opłukane wodorosty, np. kombu, kilka pokrojonych pomidorów lub kilka łyżeczek koncentratu pomidorowego, szczyptę papryki słodkiej, utartą marchewkę i korzeń pietruszki. Gotować kolejne kilka minut. Na koniec dodać łyżeczkę majeranku i ewentualnie kilka łyżek ugotowanej kaszy jaglanej (by zupa była gęstsza i bardziej sycąca). Na talerzu polać olejem lnianym (1 łyżka) i posypać natką pietruszki.

Zamiast kaszy jaglanej (lub ryżu) można użyć tostowanego pieczywa razowego.

Zupa porowa z ciecierzycą

Składniki:

  • ciecierzyca (moczona przez noc),
  • ziemniak,
  • 2–3 pory,
  • 2 ząbki czosnku,
  • bulion warzywny,
  • tarty parmezan,
  • oliwa,
  • sól, pieprz.

Przygotowanie:

Ciecierzycę ugotować do miękkości razem z ziemniakiem. Pory przekroić na pół i pokroić w krążki. W garnku rozgrzać oliwę, dodać pory z czosnkiem i podsmażać, aż będą miękkie. Dodać ugotowaną ciecierzycę razem z ziemniakiem. Dolać bulion i gotować jeszcze kwadrans. Połowę zupy zmiksować i połączyć z pozostałą częścią. Przed podaniem dodać tarty ser.

Zupa sambar (zupa południowoindyjska)

Składniki:

  • cebula,
  • czosnek,
  • ziemniaki,
  • marchewka,
  • pietruszka,
  • seler,
  • soczewica czerwona,
  • pieprz,
  • sól,
  • wodorosty wakame,
  • pomidory lub przecier pomidorowy
  • kurkuma,
  • curry,
  • mleko kokosowe.

Przygotowanie:

Rozgrzać w garnku oliwę z oliwek, dodać drobno poszatkowaną cebulę oraz czosnek i dusić, aż warzywa się zeszklą. Następnie dodać pokrojone w kostkę warzywa (ziemniaki, marchewkę, pietruszkę, seler) i opłukaną soczewicę. Chwilę dusić, mieszając. Dodać czarny mielony pieprz, po pewnym czasie nieco zimnej wody, sól do smaku oraz kawałek wodorostu wakame. Gdy woda się zagotuje, dorzucić pomidory, następnie kurkumę oraz curry. Na koniec dodać mleko kokosowe.

Zupa jarzynowa z ciecierzycą

Składniki:

  • masło ghee (klarowane) lub oliwa z oliwek,
  • 2 szklanki pokrojonych w kostkę różnych warzyw (np. marchewka, pietruszka, seler, ziemniaki, kalafior, fasolka
  • szparagowa),
  • 3 łyżki stołowe płatków owsianych,
  • ugotowana ciecierzyca (około szklanki),
  • natka pietruszki,
  • kurkuma, sól, pieprz czarny, woda.

Przygotowanie:

Do rozgrzanego rondla włożyć 2 łyżki masła ghee lub wlać 2 łyżki oliwy z oliwek. Gdy masło się rozpuści, a oliwa będzie ciepła, wrzucić i podsmażyć pokrojone warzywa. Po kilku minutach dodać płatki owsiane i zamieszać. Następnie dolać zimną wodę i odrobinę posolić. Całość mieszać i czekać, aż woda się zagotuje. Na koniec dodać odrobinę natki pietruszki.

Foto: flikr.com/donhomer

Kategorie
zdrowie

Zmiana klimatu – nasze babcie robiły to dla zdrowia. Dlaczego warto do tego wrócić?

Zmiana klimatu a odporność

Zmiana klimatu potrafi pozytywnie wpływać na odporność. Nasz organizm na co dzień funkcjonuje w znanym sobie otoczeniu i przyzwyczaja się do danych warunków. Zmiana klimatu jest więc dla niego swoistym treningiem. Uważa się, że chorujące dziecko powinno na kilka tygodni zmienić miejsce zamieszkania i wyjechać nad morze lub w góry.
Na jak długo warto wyjeżdżać, aby organizm najbardziej skorzystał? Odpowiedzi są dwie. Po pierwsze: jeśli chcemy mówić o tak zwanym leczeniu klimatycznym, zaleca się, by okres ten był nie krótszy niż 2 tygodnie, gdyż tyle mniej więcej trwa adaptacja organizmu do nowych warunków. Właściwe leczenie klimatyczne rozpoczyna się po tym czasie.
Po drugie: nawet wyjazdy krótsze, na przykład weekendowe, niekoniecznie nastawione na leczenie konkretnych schorzeń, mają głęboki sens ze względu na fakt, że już krótkotrwała zmiana klimatu działa na organizm mobilizująco.
[reklama id=”50159″]

4 powody, dla których warto zmieniać klimat dla zdrowia:

1. Organizm podnosi swoją ogólną wydolność

Inna wilgotność powietrza, ciśnienie, rodzaj opadów, a przede wszystkim temperatura, inne towarzystwo bakterii i drobnoustrojów zdają się dostarczać układowi odpornościowemu mobilizujących bodźców, które, mimo że krótkotrwałe, mogą pomóc na dłużej. Poprawia się ukrwienie błon śluzowych, zwiększa wydolność oddechowa, poprawia się regulacja temperatury i przemiana materii (więcej energii wydatkujemy, ale też więcej jemy).

2. Zwiększa się intensywność procesów metabolicznych

Przekłada się to także na funkcję szpiku, który produkuje więcej erytrocytów i limfocytów, co w konsekwencji podnosi odporność.

3. Różnorodne bodźce ćwiczą układ odpornościowy

Im bardziej różnorodnych bodźców dostarczamy naszemu układowi odpornościowemu, tym większa jest gama jego reakcji obronnych. Organizm sprawniej zwalcza chorobę. Kiedy przyjdzie mu się zmierzyć z takimi wyzwaniami jak częste zmiany pogody, deszcze, pluchy, pierwsze przymrozki, reaguje nie tylko szybciej, ale i bardziej adekwatnie, gdyż ma już przetrenowane reakcje obronne.

4. Wyjazd za miasto dotlenia organizm

Morskie, górskie i zalesione tereny są bogate w tlen. A tlen to życie. Powietrze dobrej jakości zawiera go nieco ponad 20 proc., ale w powietrzu miejskim, zatrutym wyziewami przemysłowymi i dymem tytoniowym, jego ilość spada często do 10 proc. Dlatego niezwykle ważne jest dla naszego organizmu – szczególnie dla mózgu – by otrzymywał wystarczającą ilość tlenu w zdrowym, niezanieczyszczonym powietrzu, co możliwe jest poprzez cykliczną zmianę klimatu z miejskiego na naturalny.

Dokąd jechać?

Z gór – nad morze, znad morza – w góry

Eksperci zalecają zmianę klimatu co najmniej raz do roku, a najlepiej gdyby miało to miejsce dwa razy do roku. Ważne jest przy tym, żeby przeznaczyć na wyjazd minimum dwa tygodnie. Dzieci mieszkające w miastach powinny wyjeżdżać na wieś, by minimalizować wpływ niekorzystnych czynników takich jak zanieczyszczenie powietrza (działające na błonę śluzową) i kolektywizacja (czyli narażenie na czynniki infekcyjne przenoszone przez inne dzieci). Tym mieszkającym na północy zaleca się wyjazd w góry, a tym z południa – nad morze.
Warto zwrócić uwagę na to, jak planujemy wakacje. Szczególnie młody organizm potrzebuje czasu, by przyzwyczaić się do nowych warunków, dlatego też niewskazana jest zbyt częsta zmiana miejsca. Lepiej postawić na dwutygodniowy pobyt nad morzem zamiast w ciągu dwóch tygodni zaliczyć morze, góry i jeszcze wizytę u cioci mieszkającej na terenach nizinnych. Aklimatyzacja jest szczególnie ważna w przypadku maluchów. Przez kilka dni po przyjeździe dziecko może się gorzej czuć, być rozdrażnione lub senne.

Nad morze po odporność

Zaletą klimatu nadmorskiego jest tzw. aerozol morski, czyli drobinki wody znajdujące się w powietrzu, które powstają wskutek rozbryzgu fal. Dzięki temu ilość jodu nad morzem jest wielokrotnie większa niż w Polsce centralnej. Ten niezbędny człowiekowi pierwiastek bierze udział w produkcji hormonów tarczycy, które regulują metabolizm, pracę układu nerwowego, mięśniowego, krążenia, odpowiadają za rozwój fizyczny i umysłowy dziecka.
Latem powinny wyjeżdżać nad morze maluchy z alergiami wziewnymi, gdyż w porównaniu do obszarów podgórskich lub górskich pylenie roślin jest tu znacznie mniejsze. Klimat morski wskazany jest też dla dzieci, które miewają częste infekcje dróg oddechowych (wyjazd do sanatorium przysługuje im w ramach państwowej opieki zdrowotnej).
Warto jednak pamiętać, że to właśnie zimą występuje nad morzem najwyższe stężenie jodu. Jego niedobór ma bardzo poważne konsekwencje – u dzieci sprawia, że gorzej się uczą, wolniej rosną i wolniej rozwijają się fizycznie w okresie dojrzewania. U dorosłych niedostatek jodu może utrudniać utrzymanie ciąży i prowadzić do niewydolności tarczycy, co z kolei może być czynnikiem hamowania funkcji różnych narządów i procesów życiowych. Ostatnie badania dowodzą także, że jod sprzyja odchudzaniu. Dlaczego więc nie połączyć przyjemnego z pożytecznym i nie wybrać się na wczasy odchudzające nad morze?

Góry dla alergika

Szczególnie korzystne dla dzieci chorych na alergię, zwłaszcza tych uczulonych na roztocza kurzu domowego, są wyjazdy w góry. Tamtejsze powietrze dzięki mniejszej wilgotności i niższej temperaturze zawiera znacznie mniej alergenów, a im wyższe partie gór, tym jest ono też mniej zanieczyszczone. Charakterystyczne dla tego regionu częste zmiany pogody stanowią bardzo dobry trening dla układu odpornościowego. Taki klimat polecany jest szczególnie maluszkom, które mają problemy z niedokrwistością, alergiami, nadczynnością tarczycy, a także dzieciom powracającym do zdrowia. Wakacje w górach to dobry pomysł dla aktywnych przedszkolaków. Jeśli dziecko lubi długie spacery, na pewno pokocha górskie wędrówki.
Warto pojechać w góry latem. Nie bez kozery znajduje się tam wiele miejscowości uzdrowiskowych. Świeże powietrze w górskich pasmach sprzyja dobremu samopoczuciu i pozwala odsapnąć od zgiełku wielkiego miasta. Chodzenie to nieco bardziej wymagający relaks. Wspinanie się jest dobrym treningiem dla serca, które przyzwyczaja się do większego wysiłku. Służy też płucom, zwiększając ich wydolność. Góry poprawiają kondycję, wzmacniają stawy i mięśnie.
W góry warto wybrać się także późną jesienią lub zimą. Ostry klimat hartuje. Trzeba jednak pamiętać, że na adaptację potrzeba wtedy więcej czasu, a wysiłek lepiej sobie rozsądnie dawkować.
Góry mają też swoje drugie oblicze – charakterystyczne dla nich gwałtowne zmiany ciśnienia, wahania temperatury i suche powietrze w szczególności zimą mogą powodować bóle głowy, ogólne osłabienie organizmu i niepokój czy wzmożoną płaczliwość u dzieci.

Do leśniczówki z maluszkiem

Obszary leśne dominują głównie na nizinach. Duże skupiska drzew są świetną zaporą dla silnych wiatrów, dzięki czemu powietrze jest tam bardzo wilgotne. Wiosną i latem drzewa, zwłaszcza lasy sosnowe, wydzielają olejki eteryczne, które działają leczniczo na drogi oddechowe, obniżają ciśnienie i łagodzą migreny. Taki klimat jest wprost idealny dla niemowląt, dzieci, które muszą prowadzić oszczędny tryb życia, oraz tych, którzy właśnie wracają do zdrowia po przebytej chorobie. Jednak uwaga: las nie jest dobrym miejscem dla osób cierpiących na alergie wziewne.

Wyjedź! Dla zdrowia!

Wielu z nas, w tym dzieci, ma dziś problemy ze wstawaniem i zabraniem się do pracy czy nauki. Przez większość dnia odczuwamy zmęczenie. Nasza apatia i złe samopoczucie mogą być skutkiem kryzysu energetycznego spowodowanego niedostatkiem tlenu bądź wdychaniem zanieczyszczonego powietrza. Dlatego borykając się z codziennymi dolegliwościami, warto pamiętać, że każda zmiana otoczenia (kilkuminutowa, kilkugodzinna, kilkutygodniowa…) jest dla organizmu bodźcem do przystosowania się i stanowi świetny fitness zarówno dla ciała, jak i umysłu.
Każdy wyjazd, choćby do babci na wieś czy na biwak w oddalonym o 15 kilometrów parku krajobrazowym, pozwala wypracować nowe, prozdrowotne nawyki. A przecież zmiana klimatu to wypróbowany, „babciny” sposób na poprawę naturalnej odporności. Warto zacząć odkrywać go na nowo!

Kategorie
produkty rzeczy dla dzieci

Przez pół świata. Mama z synem w podróży

Hania wraz ze swoim czteroletnim synkiem Bernardem udała się w kilkumiesięczną podróż po egzotycznych krajach Afryki i Azji. Przemierzyli Hongkong, Chiny, Malezję, Indonezję, Singapur, RPA, Mozambik i Suazi. Owocem ich wędrówki jest książka „Przez pół świata. Mama z synem w podróży”, stanowiąca fascynujący opis wyprawy, która na pierwszy rzut oka wydawała się niemożliwa do zrealizowania.

przezpolswiata

Kup w Natuli – 34,31

„Nie boisz się jechać tak sama z dzieckiem? Zwykle odpowiadałam, że nie, ale oczywiście, trochę się bałam.” – pisze w książce Hanna Bauta. „Z perspektywy czasu wiem, że to, co pognało nas do przodu, to marzenia i ciekawość świata… I to coś, co przydaje się w podjęciu każdej decyzji – ODWAGA. Nam, na szczęście, jej nie zabrakło, a STRACH nie okazał się na tyle wielki, aby nas zniewolić”.
Sukces wyprawy Hani (choć nie wszystko szło gładko i zgodnie z planem) pokazuje, że pasji poznawania świata, gdy towarzyszy jej prawdziwa determinacja, nie ograniczy nic. Ani bycie mamą malucha, ani brak drugiego dorosłego przy boku. A egzotyczna wyprawa z małym dzieckiem jest nie tylko możliwa, ale nadaje podróży zupełnie nowy sens. Nie chodzi już o zaliczanie kolejnych turystycznych atrakcji, ale o patrzenie na świat oczami dziecka i intensywne bycie ze sobą nawzajem. Na to w zwyczajnym, „domowym” życiu nie zawsze jest czas.
przezpolswiata3
Oprócz historii niezwykłych miejsc odwiedzanych przez nietuzinkowych podróżników i opowieści o ludziach, których napotykali na swojej drodze, w książce znalazło się miejsce na praktyczne porady dotyczące podróżowania z małym dzieckiem. Bezcenne, bo sprawdzone w ekstremalnych warunkach. Ale dokądkolwiek byście się wybierali, weźcie sobie do serca radę autorki: „Pierwsza zasada podróżowania z dzieckiem to znaleźć czas na zabawę”.

Kup książkę w Natuli.pl

Kategorie
odżywianie naturalne

Erytrytol – słodzik dobry dla zdrowia

Co to jest erytrytol?

Erytrytol, inaczej eryt, podobnie jak ksylitol należy do grupy alkoholi cukrowych. W postaci naturalnej występuje w owocach (m.in. melonach, gruszkach i winogronach), niektórych porostach i algach morskich, kukurydzy, grzybach kapeluszowych, winie czy sosie sojowym. Pozyskuje się go w procesie naturalnej fermentacji. Powstawać może w wyniku fermentacji drożdży, podczas której glukoza zostaje przekształcona w erytrytol. Tańszym sposobem jest syntetyzowanie go z drożdży występujących w niektórych gatunkach serów pleśniowych i w glicerynie. W wyniku filtracji, krystalizacji i suszenia powstaje czysty produkt, bez substancji dodatkowych. Wytwarzanie erytrytolu podlega ścisłej kontroli, dzięki temu uważany jest za jeden z najbezpieczniejszych słodzików. Jako dodatek do żywności ma symbol E968. Wyglądem i smakiem przypomina cukier.

Dlaczego warto sięgnąć po erytrytol?

Stosowanie erytrytolu w przeciwieństwie do innych substancji słodzących nie ma żadnych skutków ubocznych. Jego kaloryczność szacuje się na około 0,2–0,5 kcal/g. Jest ona najniższa spośród dostępnych na rynku zamienników cukru. To produkt wprost stworzony z myślą o diabetykach! Dzięki temu, że ma zerowy indeks glikemiczny, nie powoduje wahań glukozy i insuliny we krwi. Z racji swej niskiej kaloryczności może być śmiało stosowany przez osoby odchudzające się. Dodany do potrawy zamiast tradycyjnego cukru może zmniejszyć jej kaloryczność nawet o kilkadziesiąt procent.

[reklama id=”50142″]

Skąd porównanie do superfoods? Superżywność to grupa produktów, które wykazują działanie prozdrowotne. Chodzi o coś więcej niż tylko zawartość witamin i minerałów, ale o ogólny wpływ na kondycję organizmu. W takim ujęciu erytrytol może być zaliczany do superfoods. Jest bardzo łagodny dla organizmu. W przeciwieństwie do ksylitolu czy sorbitolu nawet spożyty w dużej ilości nie powoduje biegunek ani nie podrażnia jelit, ponieważ nie jest metabolizowany. Organizm wydala go wraz z moczem w ciągu doby. Wykazuje działanie antyoksydacyjne, dzięki czemu pomaga w usuwaniu wolnych rodników i spowalnia procesy starzenia się.

Erytrytol nie jest pożywką dla drożdży, dlatego mogą go stosować także osoby cierpiące na grzybicę. Nie powoduje próchnicy, mówi się nawet o jego działaniu przeciwpróchniczym, ponieważ blokuje rozwój niektórych bakterii. W przeciwieństwie do tradycyjnego cukru – nie uzależnia.

Jest doskonały także dla dzieci i bardzo bezpieczny. Substancja ta została gruntownie przebadana m.in. przez WHO. Wszystkie analizy dały bardzo satysfakcjonujące wyniki: erytrytol nie wykazuje działania kancerogennego, teratogennego ani mutagennego.

Erytrytol – jakie ma zastosowanie?

Erytrytol na całym świecie stosowany jest w przemyśle spożywczym jako dodatek do żywności. Dodaje się go m.in. do lodów, dżemów, produktów śniadaniowych, galaretek i gum do żucia. Bywa także używany jako wzmacniacz smaku i substancja zagęszczająca. Dodatkowo zapobiega zmianom barwy, konsystencji i smaku żywności.

Z racji swojego zerowego indeksu glikemicznego jest wykorzystywany w przemyśle farmaceutycznym do produkcji masy tabletkowej dla cukrzyków lub osób nietolerujących laktozy. W przemyśle kosmetycznym używa się go jako zamiennika gliceryny.

Jak wykorzystać go w domu? Jako zamiennik cukru lub innych słodzików – 100 g cukru odpowiada 130–140 g erytrytolu. W przeciwieństwie do stewii nie zmienia smaku potraw i nie powoduje żadnych skutków ubocznych (jak na przykład spożywany w nadmiarze ksylitol). Można zatem używać go do słodzenia kawy, herbaty i innych napojów. Do wypieków i przetworów. Doskonale sprawdzi się także w potrawach wegańskich.

Można użyć go także zamiast ksylitolu, przygotowując naturalne pasty do zębów. Przeczytaj: 3 przepisy – na naturalne pasty do zębów i płukankę do ust

Erytrytol jest dostępny w sklepach ze zdrową żywnością. Cena za kilogram waha się od 30 do 40 zł. Warto uważać na tańsze zamienniki, ponieważ mogą być wytwarzane z kukurydzy pochodzącej z upraw GMO.

Foto: flikr.com/healthgauge

Kategorie
karmienie piersią

7 błędów, które mogą zakłócić laktację

Oto błędy, które mogą zakłócić laktację:

1. Podawanie glukozy

To zwyczaj uprawiany (niestety nadal) w wielu szpitalach i rekomendowany przez niektórych pediatrów i położne środowiskowe. Zastosowania są dwa: glukoza ma za zadanie uspokoić dziecko np. przed pobraniem krwi lub w czasie badania, ewentualnie jest zalecana w czasie żółtaczki fizjologicznej, aby szybciej wypłukać bilirubinę z organizmu. Bez względu na powód glukoza jest absolutnie zbędna. Jeśli dziecko jest niespokojne w czasie badania, a nie może ssać piersi, można mu podać smoczek lub własny palec do ssania. Natomiast żółtaczka fizjologiczna najczęściej mija samoistnie, choć podwyższona bilirubina może utrzymywać się w organizmie dziecka nawet przez kilka tygodni. Nie ma sensu podawanie glukozy, odciąganie i gotowanie pokarmu ani podawanie mieszanki. Warto za to jak najczęściej przystawiać malucha do piersi. Jeśli zaś bilirubina osiąga wysokie wartości, konieczne jest naświetlanie.

2. Karmienie wg grafiku

Wiele lat temu (kiedy nasze babcie rodziły nasze matki) faktycznie zalecało się karmić dzieci wg grafiku, co 3–4 godziny. Obecnie małe dzieci karmi się na żądanie, tzn. tak często, jak sobie tego życzą. Wiele świeżo upieczonych mam jest zmartwionych, ponieważ noworodki „wiszą” na piersi, odkładane do łóżeczka budzą się, chcą ssać cały czas, przysypiają w trakcie jedzenia. To zupełnie normalne! Małe dzieci mają bardzo silny odruch ssania i pierś jest dla nich nie tylko pokarmem i napojem, ale także sposobem na rozładowanie napięcia i zaspokojeniem potrzeby bliskości. Dzieci śpiące 3–4 godziny między karmieniami to rzadkość. Owszem zdarzają się, ale jeśli twój noworodek tak nie robi, to nie znaczy, że twój pokarm jest za chudy, a dziecko głodne.

3. Zbyt wczesne podanie smoczka

Smoczek niekiedy może być bardzo pomocny. Jednak dopóki maluch nie nauczy się sprawnie ssać piersi i laktacja nie ureguluje się, podawanie go jest dość ryzykowne, ponieważ może zaburzyć odruch ssania. Proponowanie smoczka zamiast piersi może także spowodować zmniejszenie się produkcji pokarmu. Warto odczekać 4–5 tygodni, aż laktacja się ustabilizuje, i pamiętać, że smoczek jest zamiennikiem piersi, a nie odwrotnie.

4. Dokarmianie mlekiem modyfikowanym

Podawanie mieszanki bez wyraźnych wskazań lekarskich to najprostsza droga do szybkiego zakończenia karmienia piersią. Oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy jest to jedyne i konieczne rozwiązanie, jednak powinna być to decyzja specjalisty (jest nim doradca laktacyjny), podjęta dopiero wtedy, gdy inne rozwiązania (np. dokarmianie odciągniętym mlekiem własnym lub SNS, czyli specjalne urządzenie składające się ze zbiornika i cienkich rurek mocowanych przy piersi mamy) zawiodą. Podawanie mleka modyfikowanego, żeby maluch „lepiej” spał lub na wszelki wypadek, jest błędem, ponieważ zmniejsza się popyt dziecka na pierś, co w dalszej konsekwencji prowadzi do zmniejszenia się ilości produkowanego pokarmu. Dziecko faktycznie przestaje się najadać, mieszanka podawana jest częściej i koło się zamyka. Dodatkowo akcydentalne podawanie mleka modyfikowanego w ciągu pierwszych 6 miesięcy życia zaburza mikroflorę jelitową niemowlęcia.

5. Dopajanie

W ciągu pierwszych 6 miesięcy niemowlę powinno być karmione wyłącznie mlekiem mamy. Oznacza to, że nie trzeba podawać mu wody, soków, herbatek ani żadnych innych płynów, nawet w upalne dni. Pokarm mamy jest tak skonstruowany przez naturę, że zaspokaja zarówno głód, jak i pragnienie. Tzw. mleko pierwszej fazy, które leci w pierwszych minutach ssania, jest bardziej wodniste i ma mniej tłuszczu, dopiero po chwili przechodzi w bogatszy pokarm drugiej fazy. Dlatego w upalne dni lepiej częściej przystawiać malucha (choć na chwilę), zamiast podawać dodatkowe płyny.

6. Karmienie butelką

Zbyt wczesne podanie butelki, podobnie jak smoczek, może zaburzyć u dziecka naturalny odruch ssania. Z butelki pokarm leci inaczej i dziecko musi się mniej „napracować” niż ssąc pierś mamy. Dlatego maluchy, które jeszcze dobrze nie wyćwiczyły umiejętności ssania, mogą najzwyczajniej się rozleniwić. Jeśli faktycznie trzeba dokarmiać dziecko lub wyjątkowo podać mu pokarm mamy w inny sposób, lepiej spróbować zrobić to np. kubeczkiem, łyżeczką lub po palcu.

7. Przedwczesne rozszerzanie diety

Zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia są jednoznaczne: niemowlęta przez pierwszych 6 miesięcy swojego życia powinny być karmione wyłącznie piersią. Oznacza to, że nie ma sensu rozszerzać diety wcześniej. Nie dajcie się zwieść etykietom na słoiczkach w supermarketach, które wg zapewnień producentów nadają się już dla niemowląt po 4 miesiącu życia. Lekarze często proponują rozszerzanie diety jako antidotum na kiepskie przybieranie na wadze, zbyt duże przybieranie na wadze lub alergię. Jeśli usłyszycie takie zalecenia, warto zasięgnąć opinii u innego specjalisty.

Foto: flikr.com/chrisalban

Kategorie
produkty rzeczy dla dzieci

Więź. Dlaczego rodzice powinni być ważniejsi od kolegów

Nareszcie coś dla rodziców starszych dzieci! To zwykle one przedkładają kolegów nad rodzinę i wśród rówieśników szukają uznania oraz wzorców zachowań. Książka „Więź. Dlaczego rodzice powinni być ważniejsi od kolegów” rozprawia się z pokutującym od lat mitem, że wpływ opiekunów na dziecko kończy się, gdy staje się ono nastolatkiem i autorytet rodziców zastępuje niezwykle silnym wpływem grupy rówieśniczej. Zgodnie z opinią autorów, psychologa i lekarza, opieka rodzicielska powinna trwać do czasu, gdy dziecko zbuduje zintegrowaną osobowość, będzie stabilne emocjonalnie i świadome swojego ja. Czy brzmi to jak opis nastolatka?

Hanna Samson, psycholożka i pisarka:

Czy nie masz wrażenia, że we współczesnym świecie coraz trudniej jest wychowywać dzieci? Ta książka rzuca nowe światło na źródło rodzicielskich problemów i radykalnie zmienia nasze myślenie o wychowaniu. Szczęśliwi ci, którzy ją przeczytają, gdy ich dzieci są jeszcze małe. Ale nawet rodzice zbuntowanych nastolatków mogą mieć nadzieję, że młodzi ludzie zaczną się z nimi liczyć. Najważniejsza jest więź. Jeśli naprawdę o nią zadbamy, wychowywanie przestanie być walką.

Oczywiście, rówieśnicy w życiu są ważni, to wśród koleżanek i kolegów dzieci uczą się ról społecznych i właściwych interakcji, ale rodzice nigdy nie powinni być postawieni w sytuacji, gdy będą musieli rywalizować z nimi o uwagę i zaufanie. Więzi między rówieśnikami mają wiele zalet, brakuje w nich jednak bezwarunkowej miłości, akceptacji i gotowości do poświęcenia dla drugiej osoby. Więź rodzica z dzieckiem, nawet tym całkiem dużym, to podstawa prawdziwej bliskości, bezpieczeństwa i ciepła oraz możliwość przekazania wartości często nieobecnych w koleżeńskich relacjach.

Joanna Bylinka-Stoch – psycholog specjalizująca się w tematyce rozwoju człowieka:

Podejście dr. Gordona Neufelda, bazujące na dowodach naukowych z zakresu neuropsychologii oraz psychologii rozwoju, rewolucjonizuje wiedzę na temat rozwoju człowieka. Stanowi ono świetne źródło informacji dla tych wszystkich, którzy pragną wspierać swoje dzieci w wykorzystaniu ich pełnego potencjału. Co więcej – podejście to stymuluje również rozwój nas samych, tak abyśmy mogli być nie tylko dorośli, lecz także dojrzali. Człowiek jest niezwykłą istotą, łączącą w sobie wielką wrażliwość i zdumiewającą siłę. Dzięki zrozumieniu tego, kim jesteśmy i jak funkcjonujemy jako ludzie, możemy się stawać takimi partnerami czy rodzicami, jakimi w głębi serca pragniemy być.
wiez_500

Kup w Natuli.pl – 44,90

Autorzy „Więzi” szukają odpowiedzi na pytanie, dlaczego dzieci stawiają kolegów wyżej niż rodziców. Proponują też rozwiązania mające pomóc rodzicom odzyskać rolę mentorów oraz odnowić relację, która uległa osłabieniu lub zerwaniu. Chcecie, żeby dzieci (bez względu na to, czy mają kilka, czy też kilkanaście lat) liczyły się z waszym zdaniem? Macie dość toczącej się w imię wychowania walki “my kontra oni”? Zadbajcie o więź i pamiętajcie, że praca nad nią trwa od chwili, gdy zostaliście rodzicami.

Kup książkę w Natuli.pl

Kategorie
ciąża i poród

Witamina K – czy suplementacja u noworodków jest faktycznie konieczna?

Dlaczego noworodki potrzebują witaminy K według Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego?

Noworodki przychodzą na świat z niskim poziomem witaminy K w organizmie. Z tego powodu mogą być narażone na chorobę krwotoczną. Witamina K jest niezbędna do prawidłowych procesów krzepnięcia krwi w organizmie. Dodatkowo wzmacnia naczynia krwionośne, przyspiesza gojenie się ran i pomaga w mineralizacji kości. Podaż witaminy K zaraz po porodzie jest zatem działaniem prewencyjnym, mającym na celu zapobieganie wystąpieniu choroby krwotocznej.

Witamina K jest pobierana wraz z pożywieniem. Jej dobrym, naturalnym źródłem są warzywa i zioła: brokuły, kiwi, ogórki, rzepa, cebula, natka pietruszki, ziemniaki, szczypiorek, bazylia, oregano, koper. Można ją znaleźć też w produktach pochodzenia zwierzęcego takich jak: żółtko jaja, wątróbka, sery i jogurty. Niewielkie ilości witaminy K są także wytwarzane przez florę jelitową.

Noworodki nie mają szansy zmagazynować witaminy K w trakcie ciąży, ponieważ nie przenika ona przez łożysko. Ponadto dzieci rodzą się z jałowymi jelitami, a bakterie obecne w mleku mamy jej nie produkują. Witamina K jest obecna w niewielkich ilościach w mleku kobiecym. Jeśli jednak mama karmiąca stosuje dietę ubogą w produkty zawierające tę witaminę, jej ilość może być niewystarczająca do pokrycia dziennego zapotrzebowania niemowlęcia.

Z tego powodu Polskie Towarzystwo Neonatologiczne zaleca, aby wszystkie noworodki objąć dodatkową suplementacją. Jest to działanie profilaktyczne, które ma zapobiec chorobie zwanej krwawieniem z niedoboru witaminy K (VBDK). Wyróżnia się jej trzy postacie: wczesną (pierwsze 24 godziny życia dziecka), klasyczną (w pierwszym tygodniu życia) i późną (zazwyczaj pomiędzy 3–8 tygodniem życia). Choroba może mieć różny przebieg i natężenie – od stosunkowo niegroźnych siniaków aż do śmiertelnych krwawień śródczaszkowych.
[reklama_col id=”57829, 57843, 58209″]
Szczególnie narażone na VBDK są dzieci, których mamy zażywały w trakcie ciąży leki przeciwdrgawkowe, przeciwzakrzepowe, przeciwgruźlicze, antybiotyki. W grupie podwyższonego ryzyka są także dzieci z porodów zabiegowych (cesarskie cięcie), porodów z aspiracją smółki, urodzone w zamartwicy i hipotroficzne (z niską masą urodzeniową).

Niewielkie ilości witaminy K są transportowane z krwią pępowinową i jeśli opóźni się przecięcie pępowiny, będą miały szansę trafić do dziecka. Jednak późne odpępnienie samo w sobie nie jest wystarczającą profilaktyką VBDK. Dlaczego? Witamina K dzieli się na dwa podtypy: K1 i K2. Znacznie lepiej transportowana jest witamina K2, która to aktywuje białka odpowiedzialne za rozkład wapnia w organizmie, jednakże to witamina K1 odpowiada za procesy krzepnięcia krwi.

Przeczytaj: Kiedy przeciąć pępowinę?

Witamina K: zalecenia Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego (wrzesień 2016)

Zalecenia odnośnie do podawania witaminy K zmieniły się dwukrotnie w ciągu 2016 roku. W poprzednich latach (od 2007 roku) standardowym postępowaniem w przypadku zdrowych dzieci była dawka 0,5 mg domięśniowo lub 2 mg doustnie. Dalsza suplementacja obejmowała wyłącznie dzieci karmione piersią i wynosiła 25 mikrogramów na dobę (od 2 tygodnia życia do końca 3 miesiąca).

Na początku 2016 roku weszły nowe zalecenia, które zwiększyły zarówno dawkę otrzymywaną przez dzieci zaraz po urodzeniu (z 0,5 mg do 1 mg drogą domięśniową), jak i dawkę suplementowaną później (aż 6 krotnie, bo do 150 mikrogramów dziennie!).

Niedawno po raz kolejny w tym roku zaktualizowano zalecenia dotyczące podaży witaminy K dla noworodków i niemowląt do 3 miesiąca życia. Zaleca się, aby każdy zdrowy noworodek zaraz po porodzie otrzymał 1 mg witaminy K domięśniowo lub 2 mg doustnie. Droga domięśniowa preferowana jest ze względu na ryzyko ulania (jeśli tak się stanie w przeciągu godziny od podania witaminy K, trzeba podanie powtórzyć).

Ponadto, jak sugeruje PTN:

  • Droga doustna nie jest odpowiednia dla noworodków urodzonych przedwcześnie, noworodków z cholestazą, zaburzeniami wchłaniania jelitowego lub w stanie zdrowia uniemożliwiającym podanie witaminy K tą drogą, a także u noworodków matek, które otrzymywały leki wchodzące w interakcję z metabolizmem witaminy K.
  • Zaleca się także, aby dzieci, którym podano witaminę K doustnie, w 4–6 dniu życia dostały ponownie dawkę 2 mg oraz w 4–6 tygodniu życia kolejny 1 mg (w sumie 3 doustne podania).
  • Inna opcja po podaży doustnej w szpitalu to suplementacja 1 raz w tygodniu dawką 1 mg do końca 3 miesiąca.
  • Dzieci, które otrzymały witaminę K drogą domięśniową, wg najnowszych zaleceń nie wymagają dalszej podaży.

Witamina K: czy suplementacja jest faktycznie konieczna?

Jak dotąd nie opracowano jednego standardu profilaktyki VKDB na świecie. Do 2007 roku witamina K była wydawana wyłącznie na receptę dzieciom z krwawieniami śródczaszkowymi. W chwili obecnej suplementy dla niemowląt dostępne są od ręki w każdej aptece. Witamina K podawana zaraz po urodzeniu zagęszcza krew noworodka 100 razy bardziej (!!!) niż człowieka dorosłego. Tymczasem witamina K dla dorosłych nadal sprzedawana jest na receptę.

Niektóre hipotezy mówią, że jeśli dieta matki jest zróżnicowana i bogata w witaminę K w trzecim trymestrze ciąży, nie ma potrzeby podawania dodatkowych dawek (nawet po porodzie). Witamina K przenika do mleka i jej zawartość wynosi około 0,25 μg na 100 ml, zaś zapotrzebowanie niemowlęcia wynosi 1 mg na kilogram masy ciała na dobę. Zbyt duża ilość witaminy K, podobnie jak jej niedobór, może być bardzo szkodliwa.

Nadmiar witaminy K u niemowląt może powodować:

  • rozpad czerwonych krwinek,
  • niedokrwistość,
  • nadmierne wydzielanie potu,
  • uczucie gorąca,
  • drgawki,
  • obrzęki,
  • żółtaczkę,
  • uszkodzenia tkanki mózgowej.

W 1992 roku pojawiły się także przesłanki, że iniekcje z witaminy K mogą zwiększyć ryzyko zachorowania na na ostrą białaczkę limfatyczną u dzieci do 6 roku życia. Dalsze obserwacje i badania nie potwierdziły jednoznacznie tych obaw, jednak nie można w 100 proc. wykluczyć takiej zależności.

Sami rodzice często obserwują u dzieci bóle brzucha, kolki, prężenie się, płacz, niepokój.

Niektórzy naukowcy uważają, że to nie przypadek, że wszystkie dzieci przychodzą na świat z niską krzepliwością krwi. Krew pępowinowa jest niezwykle bogata w komórki macierzyste, które są swego rodzaju systemem naprawczym dla całego organizmu. Pokonują barierę krew–mózg i mogą swobodnie przemieszczać się tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Jednak aby działać skutecznie, potrzebują rzadkiej krwi i późnego odpępnienia, czyli przecięcia pępowiny dopiero wtedy, gdy przestanie tętnić (zwykle trwa to kilka minut). Być może rozrzedzona krew noworodka nie jest żadną patologią, a wręcz przeciwnie – to skuteczny mechanizmem obronny, który pomaga naprawić ewentualne szkody, które powstały w trakcie porodu.

Innym argumentem przemawiającym na niekorzyść witaminy K jest fakt, że do jej pełnej absorpcji ludzkie ciało potrzebuje sprawnie funkcjonującej trzustki, a układ pokarmowy dziecka jest jałowy i niedojrzały. Właśnie z tego powodu przez pierwsze sześć miesięcy rekomendowane jest wyłączne żywienie mlekiem matki. I być może właśnie z tego powodu mleko matki zawiera tak niewiele witaminy K. Jej zbyt duża ilość mogłaby obciążyć wątrobę i spowodować uszkodzenie mózgu.

Witamina K: czy można odmówić podania?

Oczywiście można nie zgodzić się na podanie witaminy K w szpitalu. Można również zażyczyć sobie podania doustnego, zamiast domięśniowego (warto to uwzględnić w planie porodu). Odmowa podania witaminy K powinna zostać odnotowana w dokumentacji i potwierdzona podpisem rodzica.

Niestety nie wykonuje się rutynowych badań, które mogą określić, czy dane dziecko wymaga dodatkowej suplementacji, stąd działania profilaktyczne. Ostateczna decyzja należy oczywiście do rodziców.

Foto: flikr.com/gabofr

Kategorie
recenzje

„Self-Reg” – pomaga rozpoznawać co się dzieje z dzieckiem, kiedy krzyczy i płacze

W książce wydawnictwa Mamania dr Stuart Shanker wyjaśnia, czym jest samoregulacja i jakie korzyści mogą z niej płynąć.

„Self-Reg” próbuje pomóc rodzicom rozpoznać, co się dzieje z ich dzieckiem, kiedy krzyczy i płacze. Uczy trafnie rozpoznawać stresory i skutecznie je eliminować. Autor w przystępny sposób przekazuje nam swoją wieloletnią wiedzę popartą licznymi badaniami z zakresu biologii i psychologii człowieka. Pomaga zrozumieć funkcjonowanie ludzkich zmysłów i spojrzeć na nie z innej strony.

Stuart Shanker to profesor York University w Toronto, autor wielu publikacji z zakresu psychologii. Założył również The MEHRIT Centre, które wdraża metodę Self-Reg w szkołach na całym świecie.

„Zamiast się zirytować, zaczniesz zadawać pytania. Zaczniesz słuchać, zamiast dyscyplinować lub wydawać polecenia. Całym sobą, wszystkimi zmysłami. Zamiast reagować w sposób, który tylko dodaje dziecku stresu i powoduje, że zużywa ono więcej energii, możesz pomóc mu się uspokoić, przywrócić równowagę i odprężyć się. Dzięki metodzie samoregulacji.”

Każdy z nas chciałby wiedzieć, co wprowadza nas w stan napięcia, co jest stresogennym czynnikiem

Na pewno dążylibyśmy wtedy do jego eliminacji. „Self-Reg” pomaga zrozumieć mechanizmy powstawania napięcia i radzenia sobie z nim.

Na przykład dlaczego w sytuacji nagłego silnego stresu nasze dziecko wydaje się nie słyszeć, co do niego mówimy. Może być to spowodowane kurczeniem się wtedy mięśni w uchu środkowym, co wycisza częstotliwości charakterystyczne dla głosu ludzkiego.

Mimo tego że „Self-Reg” jest nazywana metodą, nie daje gotowych wytycznych. Po przeczytaniu książki otrzymujemy niezbędną wiedzę na temat samoregulacji i wiemy, jak skutecznie stosować 5 kroków. Jednak narzędzia musimy znaleźć sami.

self-reg2

Autor daje nam na tacy okulary, dzięki którym możemy dostrzec stresory wprowadzające nasze dzieci w stan „uciekaj lub walcz” (czyli wtedy, kiedy doznają sytuacji stresowych). Niestety nie są one oczywiste, dlatego musimy nauczyć się je rozpoznawać. Dr Shanker tłumaczy również, jak ich się pozbyć i nauczyć dziecko radzenia sobie z nimi. Nie podaje gotowej recepty, ale pomaga znaleźć pierwotną przyczynę trudnego zachowania. Self-Reg umiejętnie zastosowana działa na wszystkie dzieci. Pomaga wyjść z błędnego koła stresu i pomóc w samoregulacji.

Książkę „Self-Reg” możecie kupić w Natuli.pl

Dr Shanker wyjaśnia też fizjologię nudy, czyli stanu tak popularnego wśród dzisiejszych dzieci. Zwraca uwagę na czynności poprzedzające jej wystąpienie, gdyż to właśnie one mogą ją powodować:

“Badania wykazują, że nudę powoduje nadmierna stymulacja. Self-Reg wyjaśnia nam, dlaczego tak się dzieje. Kiedy wywołuje się nudę za pomocą aktywności, która przestymulowuje dziecko, wzrasta u niego poziom kortyzolu. Dzieje się tak, ponieważ aktywność stymulująca uwalnianie adrenaliny, na przykład gra wojenna online, powoduje, że dziecko sięga głęboko do swoich rezerw energii. To zwiększa u niego poziom kortyzolu, hormonu stresu. Podwyższony poziom kortyzolu wyostrza świadomość napięcia fizjologicznego i emocjonalnego. „Nuda” jako taka wiąże się z wyraźnym nieprzyjemnym uczuciem fizycznym, które spowodowane jest zbyt dużym poziomem kortyzolu we krwi”.

Bardzo ciekawy jest rozdział na temat samoregulacji niemowląt. Cóż takiego może stresować tak małe dzieci? Otóż wiele czynników wprowadza je w stan pobudzenia. Nie zdajemy sobie sprawy, jak wielki wpływ na niemowlę ma środowisko, pielęgnacja oraz proponowane zabawy. Dzięki “Self-Reg” rodzice zastanowią się dwa razy, czy warto zabierać je do galerii handlowej czy proponować mu świecąco-grające zabawki.

Wbrew pozorom „Self-Reg” nie jest książką tylko dla rodziców

Po lekturze każdy będzie trafniej identyfikował swoje źródła stresu, co być może skłoni nas do trwałej zmiany. Z tą metodą powinny również zapoznać osoby pracujące z dziećmi – zarówno w placówkach edukacyjnych, jak i wychowawczych. „Self-Reg” pomaga zrozumieć drugiego człowieka, niekoniecznie tego mniejszego od nas.

Kategorie
recenzje

„Zamiast wychowania” – Agnieszka Stein o Jesperze Juulu

Przeczytałam najnowszego Jespera Juula. Podoba mi się.

Podoba mi się w nim, że jest napisany w formie wywiadu. Coraz bardziej lubię tę formę. Pomaga ona pokazać się specjaliście od trochę innej strony. Zadawane pytania są zwróceniem uwagi na to, co może być ciekawe dla czytelników, dla rodziców. Zachęcają do jasnego wyrażania myśli i podawania przykładów. I taka też jest ta książka. Dużo porządkuje i nie jest powierzchowna. Pomaga zrozumieć autora, kiedy pisze różne, także te kontrowersyjne rzeczy o relacjach między rodzicami i dziećmi.

Dużo w niej o odpowiedzialności. O tym, że możemy być odpowiedzialni tylko za siebie, i co się dzieje, kiedy próbujemy być odpowiedzialni za innych.

zamiast-wychowania2

Nowa książka Jespera Juula w Natuli.pl: Zamiast wychowania

W książce widać warsztat terapeuty mającego do czynienia z rodzicami; myślenie systemowe i rodzinne, które od początku i od podjęcia współpracy z Walterem Kemplerem, amerykańskim psychiatrą, było podstawą pracy autora. Można w niej też znaleźć bardzo ciekawy wątek prywatnego życia Juula, jego relacji z rodzicami i tego, jaki to wszystko miało wpływ na pracę i podejście terapeuty do kwestii relacji międzyludzkich.

Dla kogo jest ta książka?

Dla rodziców, którzy chcą uporządkować sobie wiedzę na temat podejścia Juula do wychowania. Warto po nią sięgnąć, nawet jeśli ktoś czytał poprzednie książki autora. Dla tych, którzy dopiero zaczynają lub chcą zacząć przygodę z Juulem, “Zamiast wychowania” może być dobrym wprowadzeniem w jego teorie.
Dla specjalistów, bo potrafi zainspirować i uporządkować niezwykle istotne zagadnienia – jak choćby posiadanie przez rodziców zdrowych granic i problemy wynikające z ich braku.

Książkę świetnie się czyta. Jest bogata w treść, niezwykle esencjonalna. Można do niej wielokrotnie wracać, by pogłębiać wybrane tematy, lub by odkrywać zupełnie nowe spojrzenie na wychowanie.

Foto: ninavarumo.com/people

Kategorie
rodzina

Jeśli chcecie mieć czytające dzieci, czytajcie sami i czytajcie maluchom

Płynne czytanie wymaga nieustannego ćwiczenia i ciężkiej pracy

Aby opanować tę kompetencję, poszczególne struktury naszego mózgu, odpowiedzialne m.in. za widzenie i mowę, a także przetwarzanie informacji, muszą zacząć ze sobą współdziałać. Nie jest to bynajmniej łatwe, a biorąc pod uwagę fakt, że przedstawiciele naszego gatunku umiejętność czytania opanowali całkiem niedawno (około 5-6 tys. lat temu), możemy mieć pewność, że wymaga też sporo czasu i wysiłku, a przede wszystkim – gotowości. Jednocześnie czytanie jest jedną z aktywności silnie stymulujących rozwój mózgu. Jeśli więc zdołamy ją opanować, wykonamy kawał dobrej roboty, z której korzystać będziemy z pewnością przez całe życie.

Zdaniem Marzeny Żylińskiej, autorki książki o neurodydaktyce, opanowanie umiejętności czytania przez dzieci zależy przede wszystkim od trzech czynników:

  • gdy w odpowiednim czasie rodzice regularnie czytali dzieciom na głos,
  • gdy zainteresowanie książkami rozbudzone zostało, zanim dzieci poszły do przedszkola,
  • gdy dzieci zaczęły samodzielnie czytać przez ukończeniem 12. roku życia.

[reklama_col id=”69143, 69152, 69153″]

Rozwój mózgu a regularne czytanie dzieciom

Istnieje wiele naukowych badań potwierdzających, że wczesne czytanie dzieciom zwiększa aktywność mózgu i kształtuje ich późniejszy rozwój językowy. Czytanie książek jest szczególnie ważne dla dzieci, których mózg do lepszego rozwoju wymaga ciągłej stymulacji. Zmuszanie do czytania nie jest dobre, bo może mieć odwrotny skutek od zamierzonego. Jednak wspólne czytanie a także opowiadanie dziecku bajek odpowiednio stymuluje mózg, rozbudza wyobraźnię i ciekawość świata, a także pomaga zrozumieć siebie i innych. Stymuluje też rozwój mowy i usprawnia pamięć, kształtuje wrażliwość moralną dziecka oraz pozytywny obraz siebie. Wreszcie, jeśli czytamy dziecku odpowiednio wcześnie, ale też czytamy sami – dla przyjemności, dajemy dziecku nijako przekaz – że czytanie może być ciekawe. A opanowanie kompetencji czytania – warte zachodu.

Kiedy dziecko jest gotowe, by zacząć czytać?

Ponieważ czytanie jest bardzo złożoną czynnością, która wymaga aktywności różnych obszarów mózgu, dziecko potrzebuje przede wszystkim czasu, by ją opanować. Według Marii Montessori wrażliwość na pisanie i czytanie dziecko zdobywa pomiędzy 3. a 6. rokiem życia. Łączone jest to z jego zdolnością myślenia symbolicznego, tzn. zainteresowaniem znakami i ich znaczeniem, tak samo jak słowami i ich sensem. W pedagogice waldorfskiej czas na naukę czytania sytuuje się w okolicach 7. roku życia. Dzieci mogą trenować tę kompetencję przez trzy lata swojej edukacji. W obu systemach maluchy najpierw poznają litery i uczą się ich zapisu, a dopiero później – czytają. Najważniejsze jest jednak to – że wyjątkowo uważnie podchodzi się do kwestii ich “gotowości” do przyswajania wiedzy i nie zniechęca do czytania obowiązkową lekturą czy złą oceną za to, że ich gotowość nie jest taka sama, jak rówieśników. Co ciekawe, według niektórych źródeł, Albert Einstein nauczył się czytać w wieku 9. lat. Gdyby trafił do tradycyjnej, polskiej szkoły, z pewnością oberwałby za to solidnie po głowie.

[natuli2]

Nauka czytania w tradycyjnej szkole

Zgodnie z nową podstawą programową, uczeń tradycyjnej, polskiej szkoły również ma trzy lata na kształcenie kompetencji czytania. Kompetencja ta podlega jednak ciągłej ocenie, testom i sprawdzaniu, a dziecko – choć teoretycznie powinno być zachęcane do tego, by czytać, w rzeczywistości styka się ze szkolnym obowiązkiem, z którego często niewiele dobrego wynika. W tradycyjnej szkole nie tylko nie można więc decydować o tym, co się czyta, ale też należy czytać wszystko to, co czytają inni, niezależnie od tego, czy dana lektura jest dla konkretnego dziecka ciekawa, zrozumiała i w jakikolwiek sposób angażująca. Tymczasem najnowsze badania pokazują, że ludzki mózg uczy się zupełnie inaczej, niż oczekuje od niego szkoła. Zmuszony do mechanicznych działań robi to niechętnie i nieefektywnie. Najintensywniej zaś uczy się wtedy, gdy ma możliwość o tym procesie zapomnieć. Gdy dany temat fascynuje, gdy uczeń ma szansę wejść w rolę odkrywcy lub eksperymentatora. Umówmy się, że nie każde dziecko doświadcza tej fascynacji, czytając klasykę Konopnickiej.

Wzorzec w rodzinie jest ważny

Na nic nie zda się jednak najlepiej prowadzona edukacja szkolna, jeśli w czytanie nie będzie zaangażowany sam rodzic. Niezwykle istotny jest więc poziom czytelnictwa w rodzinnych domach. Dzieci uczą się bowiem przez obserwację. Jeśli w domu, z którego wyrasta maluch, nie ma książek, nie ma w nim też czytających rodziców, trudno od niego oczekiwać, by traktował czytanie jako pasjonującą czynność, bo nie dostał takiego przekazu w odpowiednim momencie swojego rozwoju. Ten odpowiedni moment, to jak wskazuje Żylińska (i cała masa innych badaczy zajmujących się m.in. rozwojem ludzkiego mózgu) czas przed ukończeniem trzeciego roku życia. Najbardziej chłonny czas w życiu dziecka, w którym zdobywa najwięcej kompetencji, wykorzystywanych i doskonalonych przez resztę życia.

Jeśli więc chcemy mieć czytające dzieci, czytajmy sami, ale też czytajmy maluchom do snu lub w ciągu dnia, w ramach wspólnej zabawy. Pokazujmy im wartościową literaturę, angażującą ich zmysły i taką, która zaprasza je do odkrywania świata. Podsuwajmy książki, które rozbudzą w nich pasję do nauki i zaproszą do zadawania pytań. Im więcej tych najbardziej zaskakujących, tym więcej szans, że poszukiwania odpowiedzi doprowadzą nas w całkiem ciekawe miejsca, do których sami nigdy byśmy nie dotarli.