Kategorie
zdrowie

Bakterie z naszych jelit potrafią leczyć! Probiotyki medycyną przyszłości

Czy to możliwe, by te tak zwane pożyteczne bakterie były jeszcze bardziej pożyteczne, niż nam się wydawało, i leczyły dzieci już od momentu urodzenia, a nawet chwili poczęcia? Okazuje się, że tak!
Przeczytaj: Kilka słów o kiszonkach, czyli jak pozostać przewlekle zdrowym

10 możliwych zastosowań bakterii probiotycznych dla dzieci i dorosłych:

1. Wielotorowo stymulują działania układu odpornościowego

Poprzez działanie bezpośrednie i metabolity zmniejszają częstość zakażeń dróg oddechowych.
Prebiotyki najlepiej pobudzają rozwój zabójczej dla zarazków flory bakteryjnej. Trzeba jednak pamiętać, że w momencie przyjścia na świat dziecko nie jest bezbronne. Posiada już znaczącą własną odporność. Dysponuje przeciwciałami otrzymanymi od matki, które zwalczają mikroby, głównie pasożyty. Dysponuje również pewną liczbą komórek odpornościowych (leukocytów) wytworzonych przez własną wątrobę i szpik kostny. Dalsze przyjmowanie probiotyków wraz z mlekiem matki bądź mieszanką wzmacnia i specjalizuje te funkcje.

2. Stanowią dobry arsenał do walki z nadwagą

Badania przeprowadzone na myszach sugerują, że bakterie mlekowe mogą poprawiać wrażliwość na insulinę i zmniejszać akumulację tłuszczu. Warto zauważyć także, że wczesna modulacja mikroflory jelitowej za pomocą bakterii probiotycznych może zapobiegać nadmiernej masie ciała w ciągu pierwszych lat życia dziecka, w przypadku gdy matka przyjmowała probiotyk w czasie ciąży. Dodatkowo u kobiet tych zmniejszyło się o 13 proc. ryzyko zachorowania na cukrzycę ciążową.

3. Zmniejszają częstotliwość występowania oraz łagodzą przebieg biegunek

Wykazano korzystny wpływ probiotyków w profilaktyce biegunki rotawirusowej. Zdolność zapobiegania i leczenia różnych rodzajów biegunki wykazano zarówno u dzieci, jak i u dorosłych. Ponadto poprawiają ruchy robaczkowe jelit, a w konsekwencji polepszają przemianę materii. Ich regularne spożywanie zapobiega także tzw. biegunkom podróżnym. Zatem przed wyjazdem do Indii czy Tajlandii warto zaaplikować sobie dwutygodniową kurację synbiotykiem. Ponadto bakterie probiotyczne pomagają w zwalczaniu wrzodów żołądka, stosuje się je w leczeniu zaparć.

4. Zapobiegają atopowemu zapaleniu skóry

Bakterie probiotyczne mają ogromny potencjał w profilaktyce i leczeniu pierwotnego atopowego zapalenia skóry, choć wyniki badań interwencyjnych nie są jednoznaczne. Badanie kliniczne trwające 7 lat wykazało, że probiotyki są przydatne w zapobieganiu atopowemu zapaleniu skóry u dzieci w grupie wysokiego ryzyka alergii.

5. Zmniejszają tzw. przepuszczalność jelitową

Bakterie mlekowe poprzez zdolność syntetyzowania substancji odżywczych ułatwiających ich biodostępność poprawiają funkcjonowanie śluzówki układu pokarmowego, zmniejszają przepuszczalność jelitową u dzieci, które cierpią na zespół jelita drażliwego, i przeciwdziałają przepuszczalności jelitowej wywołanej u dorosłych przez alkohol.
Zażywane antybiotyki niszczą te bakterie, dlatego też zalecane jest podczas kuracji antybiotykowej stosowanie leków osłonowych (inaczej: probiotyków). Te nie pomogą jednak, jeśli nie zostaną stworzone ku temu odpowiednie warunki. Dlatego wiele z probiotyków „przelatuje” przez jelita, nie mając możliwości zagnieżdżenia się w nich. Doustne podawanie antybiotyków powoduje zanik lub zaburzenia w składzie mikroflory jelitowej i prowadzić może do niedoboru witamin, dlatego lekarze zalecają pobieranie dobrych preparatów probiotycznych po dłuższej kuracji antybiotykowej.
Co bardzo istotne, leku osłonowego nie można brać razem z antybiotykiem. Przyjazne bakterie przyjęte równocześnie z antybiotykiem zostaną najzwyczajniej unieszkodliwione i nie będą mieć szansy wykazania pozytywnego, osłaniającego działania. Dlatego leki osłonowe zawsze należy brać w pewnym odstępie czasu od przyjmowanego antybiotyku (najlepiej 2–3 godziny po leku).

6. Redukują niepokój i stres

Badania z 2011 w Proceedings of the National Academy of Sciences wykazały, że bakterie probiotyczne mogą mieć wpływ na receptory neuroprzekaźników GABA. Myszy, które karmione były tym szczepem, odczuwały mniej niepokoju i miały inny poziom hormonów stresu niż myszy, których pokarm nie zawierał tego szczepu.
Według ostatnio przeprowadzonych badań bakterie probiotyczne mogą zmienić neurochemię mózgu dzięki komunikacji, jaka występuje między ośrodkowym układem nerwowym a jelitami. Fakt, że flora jelitowa wywiera wpływ na pracę mózgu, może okazać się zbawienny w zwalczaniu niepokoju, depresji i innych zaburzeń psychosomatycznych. Nasz nastrój zmienia się w jelitach!

7. Kontrolują wzrost grzybów

Obecność tej bakterii w pochwie u kobiet poprzez produkcję kwasu pomaga kontrolować niepożądany wzrost grzyba Candida. Probiotyki stosowane w czasie infekcji wykazują także działanie przeciwbólowe.

8. Łagodzą kolkę niemowlęcą

Nie wiadomo, co powoduje kolkę. Kilka przeprowadzonych badań wykazało jednak, że „dobre bakterie” w mleku matki bądź suplementach mogą ograniczyć wywołane nią cierpienie. W „JAMA Pediatrics” ukazał się raport z najnowszego badania, w którym stwierdza się, że probiotyki to najlepszy środek na zapobieganie kolkom.
„Odkryliśmy, że u dzieci, którym od pierwszego tygodnia życia podaje się probiotyki, kolka i zaparcia występują znacznie rzadziej. Probiotyki działają więc co najmniej na symptomy” – mówi dr Flavia Indrio z Uniwersytetu w Bari, która kierowała badaniem.
Przeczytaj: Mleko kobiece to wzorzec idealnego pokarmu

9. Zmniejszają prawdopodobieństwo wystąpienia niektórych nowotworów

Bakterie gnilne i fekalne znajdujące się w jelicie grubym wytwarzają substancje toksyczne, w tym kancerogenne. Badania wykazały, że podczas regularnego stosowania probiotyków rakotwórcze działanie tych złych bakterii w jelicie grubym może zostać zahamowane.

10. Łagodzą objawy nietolerancji laktozy oraz pomagają w walce z alergią

Szczelna bariera jelitowa utrudnia również wnikanie alergenów pokarmowych do krwi. Bakterie probiotyczne redukują ryzyko pojawienia się alergii u obciążonych nią osób, wytwarzają tolerancję na alergeny – poprawiają markery alergii. Dzięki wczesnemu kontaktowi z alergenami w okresie niemowlęcym i wczesnodziecięcym układ immunologiczny wspomagany żywnością probiotyczną potrafi je dobrze rozpoznawać, jako obojętne, oraz tworzyć swój unikalny automatyzm reakcji. W wieku późniejszym jest to coraz trudniejsze i nagminne stają się pomyłki oznaczające uczulenie i chorobę zwaną alergią. Ponadto potwierdzono skuteczność probiotyków w zapobieganiu wysypkom alergicznym.
Na koniec warto zrobić rachunek sumienia i zastanowić się, co niszczy i wpływa na niedobór pożytecznych bakterii. To przede wszystkim niedobory dietetyczne oraz codzienny dopływ rozmaitego rodzaju toksyn.

W szczególności są to:

  • dieta z małą ilością błonnika i prebiotyków,
  • antybiotyki i sterydy (niszczą florę jelit),
  • rafinowane cukry, biała mąka, słodycze,
  • fluorowe pasty do zębów,
  • używki: kawa, alkohol, papierosy,
  • promienie RTG,
  • chlorowana woda.

Foto: flikr.com/voodoostoned

Kategorie
zdrowie

Mleko kobiece to wzorzec idealnego pokarmu

Na ich korzystne oddziaływanie na zdrowie człowieka pierwszy zwrócił uwagę rosyjski mikrobiolog Ilja Miecznikow. W swoich pracach wskazywał, że bakterie fermentacji mlekowej nie tylko podnoszą odporność i przedłużają życie – jak to się dzieje np. u Bułgarów tradycyjnie żywiących się maślanką i kiszonkami – ale też mogą być stosowane jako metoda bakteryjnej terapii zastępczej.
Chociaż historia probiotyków jest stosunkowo krótka, dobroczynny wpływ na zdrowie człowieka bakterii fermentujących mleko znany był już w starożytności.

Probiotyki i ich „rodzina”, czyli prebiotyk i synbiotyk

Dziś, mimo że mamy już pewien wybór żywności probiotycznej, nie znamy do końca mechanizmów działania samych probiotyków. Dotychczas wyizolowano zaledwie kilka szczepów probiotycznych, wśród których najlepiej zbadane i najczęściej stosowane są bifido- i laktobakterie. Prawdziwy probiotyk to taki, który pochodzi z naturalnej mikroflory jelitowej człowieka oraz potrafi przeżyć drogę przez nieprzyjazne środowisko układu pokarmowego, a gdy dotrze już na miejsce, czyli do jelita, zdoła przylgnąć do jego ścianki i „założyć rodzinę”. Żyjąc i rozmnażając się w organizmie człowieka, potrafi nie tylko dodatnio wpływać na jego metabolizm, ale również nie wykazuje żadnych skutków ubocznych.
Inaczej mówiąc, probiotyki to waleczni żołnierze, którzy, jeśli tylko jest ich pod dostatkiem, umieją bronić naszego organizmu niczym profesjonalna armia. Uszczelniają w tym celu ściany nabłonka jelitowego tak, aby nie przedostawały się przez nie do krwi szkodliwe patogeny. Ponadto poprzez oś jelito–mózg komunikują się z naszym systemem odpornościowym, prosząc o posiłki w postaci przybocznej gwardii ustroju – obronne limfocyty. Potrafią także wygrać walkę z bakteriami chorobotwórczymi, konkurując o substancje odżywcze, a wygrana ta pozbawia szkodliwe substancje niezbędnych środków do życia.
Probiotyki (bakterie probiotyczne) zwane bywają również czynnościową żywnością.
Na rynku spotkać je można w postaci esencji, tabletek oraz pod postacią mieszanek probiotyków i innych pożytecznych mikroorganizmów zwanych emami. Aby probiotyk mógł spełnić swoje zadanie, czyli skolonizować się, a następnie chronić nasz układ pokarmowy, musimy zadbać o jego właściwe odżywianie. I tu z pomocą przychodzą nam prebiotyki.
Prebiotyki to składniki pokarmowe, które nie podlegają trawieniu, a ich korzystny wpływ polega przede wszystkim na stymulowaniu wzrostu i aktywności bakterii probiotycznych. Są nie tylko substancjami odżywczymi, regulują też motorykę przewodu pokarmowego. Najpopularniejszymi prebiotykami są rozpuszczalne frakcje błonnika pokarmowego – inulina i oligofruktoza, występujące w wielu roślinach, na przykład: pomidorach, cykorii, porach, cebuli, czosnku, szparagach, bananach, karczochach, batatach czy orzechach ziemnych. Badania wykazują, że obecność tych substancji w organizmie polepsza wchłanianie wapnia i magnezu z przewodu pokarmowego.
Synbiotyki zaś to te, które w swoim składzie zawierają obie te substancje.

Mleko matki to najlepszy synbiotyk

Pokarm kobiecy stanowi wzorzec idealnego pokarmu, a przy tym to najlepszy naturalny synbiotyk. Oto dlaczego:

1. Zgodnie z definicją zawiera mikroorganizmy probiotyczne oraz substancje prebiotyczne o potencjalnym korzystnym wpływie na organizm małego dziecka.
2. Zawiera szereg innych korzystnych dla zdrowia niemowlęcia składników.
3. Jest bezpieczny i łatwo dostępny.

Lekarstwo wyssane z mlekiem matki!

Gdy zwrócimy uwagę na początki formowania się flory fizjologicznej w organizmie człowieka, to zauważymy, że istnieją różnice między dziećmi karmionymi mieszanką, a tymi karmionymi mlekiem matki. Skład mleka ma wpływ na różnice w składzie flory jelitowej u noworodków.
U tych karmionych pokarmem kobiecym szybko wzrasta liczba bakterii kwaszących środowisko jelita cienkiego i grubego. Zarówno jama ustna, jak i przewód pokarmowy płodu są jałowe, jednak już w czasie pierwszych godzin po urodzeniu rozpoczyna się ich kolonizacja różnymi drobnoustrojami. U niemowląt karmionych piersią we florze jelitowej przeważają pałeczki z rodzaju Bifidobacterium. Ma to związek ze składnikami mleka kobiet, które zawiera oligosacharydy wykorzystywane do przemian metabolicznych przez te bakterie. Stwierdzono też, że liczba bakterii z gatunku Bifidobacterium jest niższa u noworodków karmionych mlekiem sztucznym.
Mleko ludzkie zawiera laktozę, kazeinę i fosforan wapnia oraz charakteryzuje się niskimi właściwościami buforującymi, a to sprzyja rozwojowi pałeczek Bifidobacterium. Mleko krowie, owcze i sztuczne nie wspomagają rozwoju tych pałeczek. U niemowląt karmionych mlekiem naturalnym i sztucznym obserwuje się różnice we florze jelitowej dotyczące proporcji zawartości bakterii beztlenowych do tlenowych (odpowiednio 10:1 oraz 1000:1). Wykazano ponadto, że noworodki, które urodziły się z bardzo niską masą ciała, mają „ubogą” florę jelitową, nad odbudową której rodzice powinni pracować od samego początku. Ponadto u noworodków urodzonych za pomocą cesarskich cięć flora jelitowa nie zawiera bakterii z rodzaju Bifidobacterium.
Zwraca też uwagę fakt, że pod koniec drugiego roku życia skład flory jelitowej bez względu na rodzaj karmienia niemowląt jest podobny i zbliżony do flory przewodu pokarmowego dorosłego człowieka z zachowaniem jego cech osobniczych.

Prawnie uregulowane lekarstwo

Istnieje zasadniczy związek między karmieniem piersią a budową flory bakteryjnej noworodka. Warto przy tym pamiętać, że od dawna producenci mieszanek stosują się do koncepcji zbliżenia składu mleka modyfikowanego do wzorca, jakim jest mleko matki, co wykorzystywane jest w reklamach produktu. Czy suplementacja mleka modyfikowanego probiotykami i prebiotykami celem upodobnienia do mleka kobiecego jest bezpieczna? Podsumowanie stanowisk organizacji zawiadujących suplementacją mieszanek pokazuje, że przyjmowanie niektórych szczepów probiotycznych może być związane z korzystnymi efektami klinicznymi. Dane naukowe nie dają podstaw do kwestionowania bezpieczeństwa probiotyków w mieszankach dla niemowląt odnośnie do ich wpływu na rozwój fizyczny dziecka oraz występowania działań niepożądanych.
O dopuszczeniu do stosowania preparatów probiotycznych w Polsce decyduje Komisja Oceny Pasz przy Ministerstwie Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej RP. W 2008 r. odbyła się II Europejska Konferencja Eurobio dotycząca probiotyków i ich zastosowania (euprobio.com), w czasie której dokonano przeglądu aktualnego zastosowania probiotyków w medycynie ludzkiej, udoskonalenia metod otoczkowania preparatów oraz mechanizmów ich działania.
Foto: flikr.com/unicefua

Kategorie
ciąża i poród

Dla jednych piękne, dla innych kontrowersyjne. Nieoczywiste zwyczaje okołoporodowe

Poród lotosowy

Porodem lotosowym nazywamy poród, w którym pępowina nie zostaje odcięta od łożyska. Jest pozostawiona, aż całkowicie uschnie i samoczynnie odpadnie. Trwa to zazwyczaj od 3 do 10 dni. Zwolennicy porodów lotosowych uważają, że łożysko należy do dziecka i to naturalne procesy mają zdecydować, kiedy dziecko zostanie od niego odłączone. Argumentują swoje decyzje tym, że łagodne przejście z otoczenia wód płodowych do świata zewnętrznego wpływa na całe życie, owocując spokojnymi, opanowanymi i pewnymi siebie dziećmi, które w przyszłości budują stabilniejsze związki i są wolne od lęków.

Łożysko

Łożysko to przejściowy narząd, który tworzy się w organizmie kobiety, kiedy ta nosi pod sercem dziecko. Jest bogatym źródłem hormonów, składników mineralnych i odżywczych, a także komórek macierzystych. Kobieta rodzi łożysko chwilę po narodzeniu dziecka. W szpitalach zazwyczaj jest ono uważane za odpad medyczny i spalane w spalarni. Są jednak inne możliwości jego wykorzystania.
Ten bardzo odżywczy organ w wielu kulturach jest po prostu częściowo zjadany. W kulturach pierwotnych cała rodzina zbiera się na posiłku, podczas którego biesiadnicy częstowani są ugotowanym łożyskiem. W Polsce jeszcze w XIX w. w Galicji łożysko podawano starszym dzieciom, co miało je uchronić przed zazdrością o młodsze rodzeństwo. W Internecie można znaleźć szereg przepisów na przyrządzenie z łożyska curry, tatara czy zupy. Jak mówią smakosze, smakiem przypomina wysokiej jakości polędwicę wołową. Zjadanie łożyska ma służyć prewencji depresji poporodowej, a także wzmocnieniu sił kobiety świeżo po urodzeniu dziecka. Tym, którzy jednak nie mają odwagi tego zrobić, zachodnie firmy oferują wykonanie z łożyska kapsułek, które można łykać niczym lekarstwo.
Często też łożysko wykorzystywane jest w kosmetyce, wzbogacając swoimi składnikami kremy i wykazując działanie przeciwzmarszczkowe. Osobiście znam przypadki kobiet, które po urodzeniu łożyska, nacierają nim ręce, by później zgarniętą mazią natrzeć sobie, a tym samym odżywić, skórę twarzy.

Część rodzin decyduje się łożysko po prostu zakopać. W niektórych kulturach dominuje wiara, że łożysku należy się szczególny szacunek jako temu, które całą ciążę żywiło i ochraniało dziecko. Ludy Maori z Nowej Zelandii dokonują ceremonii jego pogrzebu zaraz po porodzie. Indianie Navajo grzebią również pępowinę. W kulturach Azji i Pacyfiku wyprawia się łożysku pogrzeb, zakopując je wraz z ziołami i kwiatami. Niektórzy decydują się na zakopanym łożysku zasadzić drzewo, by wzrastało wraz z rozwojem dziecka.

W Polsce możliwość swobodnego wykorzystania łożyska daje wyłącznie poród domowy. Szpitale mają odgórny zakaz wydawania go rodzącym i są zobligowane do spalenia go.

Maź płodowa

Maź płodowa jest szczególnego rodzaju mieszaniną wody, białek i tłuszczów, które pokrywają ciało noworodka. Spełniając m.in. funkcje ochronne, nawilżające i oczyszczające, wspomaga ona dojrzewanie skóry dziecka i adaptację do nowego otoczenia. Maź wyglądem przypomina schodzący naskórek i jeśli kobieta nie wie, co to jest, chce jak najszybciej zmyć ją z dziecka. Jednak wiele matek decyduje się na pozostawienie mazi płodowej dopóty, dopóki ta sama się nie zetrze, tym samym organizując dziecku pierwszą kąpiel na przykład tydzień czy dwa po narodzinach.

Wąchanie i lizanie

Zdecydowana większość ssaczych mam po narodzinach wącha i wylizuje swoje dziecko. Ma to je pobudzić do życia, wymasować, zmotywować do ssania mleka. Choć to zachowanie kojarzy nam się bardzo zwierzęco, to również ludzkie mamy wąchają i wylizują swoje dziecko. I tak jak wąchanie nie dziwi praktycznie nikogo, bo przecież noworodek tak cudnie pachnie, tak lizanie spotyka się ze zdziwieniem, oburzeniem, a także swoistym ostracyzmem. I nie chodzi wcale o lizanie po czółku czy powiekach celem zdjęcia jakiegoś mitycznego uroku. Często przy problemach laktacyjnych wąchanie i wylizywanie dziecka pomaga pobudzić hormony, dzięki czemu stymuluje laktację i napędza, wraz z innymi zabiegami, produkcję mleka. Robią to kobiety na całej kuli ziemskiej. Lizanie dziecka po rączce czy nóżce w niewytłumaczalny sposób wpływa na mózg i powoduje, że kobiety czują wzbieranie mleka w piersiach, tak jak wtedy kiedy słyszą płacz dziecka. Wśród ludów Afryki, a także dzikich plemion amazońskich, jest to zupełnie normalne zachowanie, które nikogo nie dziwi. W krajach cywilizacji zachodniej rzadko która mama przyznaje się do lizania dziecka – choć robi to wiele z nich.

Mleko mamy

To, że mleko mamy jest najbardziej naturalnym pokarmem dla niemowlęcia, wiedzą niemal wszyscy. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że mleko mamy ma szereg innych zastosowań.
Z racji swoich składników jest niezwykle skutecznym preparatem do pielęgnacji skóry. Kąpiel z dodatkiem mleka mamy zapewnia dziecku idealne nawilżenie, odżywienie skóry, a także działa leczniczo na podrażnienia. Jednak nie tylko noworodek może czerpać profity z odżywczych i leczniczych właściwości kobiecego mleka. Jest ono niezwykle skuteczne przy leczeniu trądziku. Wymieszane z olejem kokosowym i wsmarowane w skórę twarzy doskonale działa, dając efekt nawilżenia, szybko i skutecznie odkaża, leczy zranienia i zadrapania, a także świetnie sprawdza się przy zahamowaniu krwawienia wskutek zacięcia przy goleniu. Mleko mamy to najskuteczniejszy preparat na osuszanie kikuta pępowiny oraz lekarstwo, które wiele mam podaje odciągnięte swoim starszym, nie karmionym już piersią, dzieciom. Kobiece mleko jest też nieoficjalnie wykorzystywane wspomagająco u dorosłych przy leczeniu nowotworów w celu podniesienia odporności chorego.

To tylko kilka możliwości wykorzystania tego, co zostało nam dane jako naturalny element naszego życia. Dla jednych dziwne i odrażające, dla innych ciekawe i godne polecenia. Ile ludzi, tyle opinii.

Kategorie
produkty rzeczy dla dzieci

Śpiewamy i główkujemy z Kapitanem Nauką

Old MacDonald, Twinkle, twinkle, little star, If you’re happy and you know it – wasze dzieci z pewnością znają te piosenki z przedszkola albo z kreskówek. Teraz możecie śpiewać je wspólnie, łącząc przyjemne z pożytecznym: czas płynie miło, a obce słówka same wpadają do głowy! Angielski dla dzieci. Piosenki to zbiór 15 popularnych utworów dla dzieci. W książce znajdziecie wszystko, co potrzebne do śpiewania: teksty piosenek w języku angielskim i polskim (dociekliwe maluchy lubią wiedzieć, o czym śpiewają – i słusznie!), zapis nutowy (rodzice mogą akompaniować dzieciom na pianinie albo na… cymbałkach), a nawet słowniczek z podstawowymi wyrazami – są tu m.in.: liczby, dni tygodnia, kolory, nazwy zwierząt. Do książki dołączona jest płyta CD z nagraniem wszystkich utworów. Rytmiczne piosenki śpiewa ośmioletnia Brytyjka, w niektórych towarzyszy jej tata, mali słuchacze mają więc zagwarantowany wzorcowy brytyjski akcent. Wolicie śpiewać samodzielnie? Na płycie znalazły się również wersje instrumentalne piosenek, w sam raz do zabawy w karaoke. Angielski dla dzieci sprawdzi się w domu, podczas codziennych zabaw lub urodzinowego przyjęcia, w samochodzie, w czasie monotonnej podróży i w przedszkolu – jako pomoc dla nauczycieli.

angielski_dla_dzieciKup w Natuli – 25,71

Angielski dla dzieci. Piosenki to:

  • 15 melodyjnych, łatwych do zaśpiewania piosenek w prostych aranżacjach,
  • angielskie teksty wraz z polskim tłumaczeniem,
  • dodatkowe wersje karaoke wszystkich piosenek,
  • zapis nutowy,
  • minisłowniczek z podstawowymi słowami.

Gdy maluchom znudzi się śpiewanie, podsuńcie im 100 zabaw z…. W serii właśnie pojawiły się kolejne tytuły, skierowane do dzieci w wieku 4–5 lat: 100 zabaw z robotem Eliotem i 100 zabaw z królikiem Kazikiem.
Zaglądamy do kosmicznego świata planet, rakiet i sztucznej inteligencji. Robot Eliot proponuje aż 100 różnorodnych zadań, które wciągną maluchy na wiele godzin. W pudełku znajduje się książeczka, komplet 30 dwustronnych, zmywalnych kart i suchościeralny flamaster. Przygotowane przez doświadczonych pedagogów zadania zostały dostosowane do możliwości cztero- i pięciolatków. Wśród zabaw znajdują się kolorowanki, rozsypanki, rysowanie po śladzie, labirynty i uwielbiane przez przedszkolaki „połącz kropki”.

100 zabaw z robotem Eliotem to:

  • liczenie w zakresie 10,
  • porównywanie wielkości i liczebności,
  • klasyfikowanie przedmiotów.

Zadania rozwijają też spostrzegawczość, logiczne myślenie, a przede wszystkim umiejętności grafomotoryczne. Dzięki specjalnemu flamastrowi i zmywalnym kartom każde zadanie może być rozwiązywane wielokrotnie. To doskonały wstęp do nauki pisania!
Pomiędzy zadania zgrabnie wpleciono solidną dawkę wiedzy o kosmosie – dzieci poznają na przykład fazy księżyca, dowiedzą się, co to jest teleskop i sonda kosmiczna, poszerzą swoje słownictwo i pobudzą wyobraźnię.

100-zabaw-z-eliotem-650x

Kup w Natuli – 34,90

W serii 100 zabaw z… ukazały się dotychczas:

Serię Kapitan Nauka można kupić w Natuli.pl

Kategorie
wychowanie

A gdyby popatrzeć na dzieci jak na zachód słońca? Jak rodzice mogą wpływać na poczucie własnej wartości dzieci?

Nawet jeśli oboje rodzice lubią jeść brokuły, dziecko może wybierać fasolkę szparagową, a ich energiczność i pewność siebie też może zaowocować potomkiem, który będzie wykonywał rzeczy powoli, dokładnie, w swoim tempie i raczej nie będzie lubił dużych grup i bycia w centrum uwagi.

Dziecko ma swoje ulubione wybory, bo jest sobą

Niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju – sobą. Jako rodzice chcemy pokazać dzieciom świat, wprowadzić je do życia, by mogły być szczęśliwe, bezpieczne i spełnione jako dorośli. Chcemy zaszczepić im wartości, które uznajemy za kluczowe w życiu, i nauczyć je ważnych dla nas norm społecznych. A jednocześnie nasza rola to tak naprawdę pokazywanie tego, jak żyjemy całym sobą, pokazywanie swoich wyborów, dylematów i tego, co jest dla nas ważne. Pokazywanie tego w działaniu, nie w deklaracjach. Dzieci bowiem uczą się przez modelowanie – obserwują nas i naśladują. Ważniejsze są dla nich nasze działania niż słowa.
Możemy pokazywać dzieciom świat naszych wartości, zachęcać je, by poszły drogą podobną do naszej, podobnie budowały relacje i podzielały nasz światopogląd. Możemy je zachęcać – i to tyle lub aż tyle. Dziecko jako niezależna jednostka, samostanowiąca docelowo o swoim życiu, krok po kroku dokonuje własnych wyborów. Z radością bierze pod uwagę to, co dostaje w przekazie od rodziców, lecz koniec końców wybiera autonomicznie swoją drogę.
To mogą być dla rodziców trudne momenty, a jednak wierzymy, że znajdą siłę, by przez nie przejść i umożliwić dziecku jego rozwój.

Jednocześnie czasami się zdarza, że rodzice nieświadomie zabierają dziecku ten wybór i sprawczość

Że na siłę wtłaczają do głów dzieci swoje sprawdzone pomysły na życie, że kształtują je zgodnie ze swoim pomysłem, nie zważając na okoliczności, zdolności, preferencje i niezależność. Chcąc wesprzeć dziecko w rozwoju, chcąc mu pomóc, wybierają strategie, które przynoszą odwrotny skutek, bowiem nie pomagają mu iść swoją drogą, ufać sobie i swoim zasobom.
Chcemy patrzeć na dzieci jak na zachód słońca. Umożliwić im bycie sobą, ze wszystkimi trudami i zmaganiami, których podejmują. Aby to było możliwe, bardzo ważne jest budowanie w dziecku zdrowego, pełnego poczucia własnej wartości. Dzięki temu będzie wiedziało wiele na swój temat – jakie ma talenty, mocne i słabe strony, w czym jest dobre, co lubi, a czego nie, jak się komunikuje, jaką rolę w grupie lubi przyjmować, co może wnieść do świata. I będzie to akceptować. Dziecko z ukształtowanym poczuciem własnej wartości wyrośnie na szczęśliwego dorosłego, pełnego akceptacji, szacunku, miłości.

Jak rodzice mogą wpływać na poczucie własnej wartości dzieci?

Ocenianie zachowania dziecka, zaprzeczanie jego emocjom, krytykowanie go, zawstydzanie, obwinianie, karanie, także chwalenie i nagradzanie może mieć niekorzystny wpływ na jego poczucie własnej wartości. Dziecko może nabrać przekonania, że nie jest wartościowe samo w sobie. Nasze oceny – zarówno pozytywne, jak i negatywne, wyrażone poprzez karę, nagrodę, pochwałę lub w inny sposób – sprawiają, że przestaje ono ufać sobie, wierzyć w swoją sprawczość, a zaczyna opierać się na opinii innych ludzi. Rodzice, którzy “wiedzą lepiej” i oceniają niczym sędzia, co w dziecku i jego zachowaniu jest dobre, a co złe, sprawiają, że traci ono swoją wewnętrzną motywację i miejsce sprawowania kontroli – a wszystko to przesuwa się na zewnątrz. Takie dziecko, a potem dorosły, sprawdza, jak to, co robi, jest oceniane przez innych ludzi – przez nauczycieli, kolegów, sąsiadów, otoczenie. Traci zaufanie do własnych wyborów i do własnego zdania. Ponadto takie osoby wierzą, że są wartościowe (i warte miłości, szacunku) wtedy, gdy inni to potwierdzają. Może to skutkować zagubieniem i wiecznym poszukiwaniem miłości na zewnątrz. To tragiczna postawa!
Gdy natomiast wysłuchujemy dziecka z empatią i starannością, gdy jesteśmy uważni na jego potrzeby i komunikaty, gdy pracujemy nad sobą, gdy rozumiemy, że za jego zachowaniem stoją ważne dla niego potrzeby, o których mówią nam uczucia, gdy pomagamy dziecku zrozumieć te potrzeby, opłakać straty i trudne sytuacje, świętować to, co jest dobre, oraz gdy jesteśmy dla niego emocjonalnie dostępni – wówczas pomagamy mu wytworzyć zdrowy obraz siebie jako wartościowego, godnego miłości człowieka, który zasługuje na szacunek, na zdrowe relacje i dobre traktowanie. Gdy pokazujemy swoją autentyczność w relacji z dziećmi, gdy umiemy rozmawiać z nimi o tym, co działa u nas w domu, a co jeszcze nam nie wychodzi tak, jak chcemy, i że nadal nad tym pracujemy, a także gdy mówimy o tym, co czujemy i co jest dla nas ważne, o naszych potrzebach – pokazujemy też akceptację dla siebie samych, takich jacy jesteśmy. Wspieramy atmosferę zaufania i pokazujemy postawę „ja jestem OK i ty jesteś OK”, dzięki której pełniej, z większą ufnością każdy może wykorzystywać swój wewnętrzny potencjał, może wzrastać, by mając skrzydła – zamiast chodzić latać z odwagą i otwartością.

A gdyby popatrzeć na dzieci jak na zachód słońca, o którym pisze Joseph Zinker?

„Spójrzcie na człowieka w taki sposób, w jaki patrzylibyście
na zachód słońca albo na góry.
Przyjmujcie to, co widzicie, z przyjemnością.
Przyjmujcie człowieka ze względu na to, czym jest.
Tak postąpilibyście w przypadku zachodu słońca.
Nie mówilibyście: ten zachód słońca
powinien być bardziej purpurowy
albo te góry powinny być wyższe w środkowej partii.
Po prostu wpatrywalibyście się z zachwytem.
Tak samo w przypadku drugiego człowieka.
Patrzę i nie mówię: jego skóra powinna być bardziej
różowa albo jego włosy powinny być krócej obcięte.
Człowiek po prostu jest”.
Szerszą listę wspierających działań rodziców znajdziecie w bezpłatnym kursie mailowym “Latawiec czy ptak?” przygotowanym przez NVC Lab.pl. Kurs rusza już w czwartek 1 grudnia! Możesz się zapisać się, klikając w link: nvclab.pl
Foto: flikr.com/34547181@N00

Kategorie
wywiady

Interwencje medyczne z punktu widzenia położnej. Rozmowa z Katarzyną Płazą-Piekarzewską

Wprowadzone w 2012 roku standardy opieki okołoporodowej jasno mówił o ograniczeniu interwencji medycznych. Tymczasem zarówno przeprowadzony w połowie 2016 roku raport NIK, jak i ankieta, która w 2015 roku badała przestrzeganie praw kobiet na porodówkach, jasno pokazały, że niewiele szpitali stosuje się do tych zaleceń.
Dla przykładu: wg raportu NIK średnio 57 proc. pacjentek zostało poddanych epizjotomii (nacięciu krocza). Tymczasem zalecenia WHO mówią o 5–20 proc. Dla porównania w Szwecji wykonuje się je tylko u 9 proc. rodzących, w Nowej Zelandii u 11 proc, w Wielkiej Brytanii i Danii u 12 proc., a w USA u ok. 33 proc. Z kolei wg danych zebranych przez akcję “Lepszy Poród” aż 64 proc. kobiet w trakcie porodu otrzymało syntetyczną oksytocynę.
Tymczasem uważa się, że nadmierne i niepotrzebne interwencje medyczne są bardzo szkodliwe. Mówi się o tzw. kaskadzie interwencji medycznej, czyli o tym, że jedno działanie prowokuje kolejne, co w efekcie może skończyć się cesarskim cięciem. O tym, jak to wygląda w polskiej rzeczywistości z perspektywy praktykującej położnej, rozmawiamy z położną Katarzyną Płazą-Piekarzewską.

Przywykło się mówić o każdym porodzie drogami natury „poród naturalny”. Czy faktycznie poród drogami i siłami natury to to samo?

Katarzyna Płaza-Piekarzewska: To prawda, przywykło się używać terminu “poród naturalny” w bardzo szerokim spectrum. Natomiast poród drogami i siłami natury występuje tylko wtedy, kiedy nie mamy do czynienia z żadną interwencją medyczną. Podłączenie kroplówki z oksytocyną jest już zakłóceniem natury. Tak samo nacięcie krocza. Jeśli w trakcie porodu były interwencje medyczne, to nie mamy do czynienia z porodem drogami i siłami natury. Bardziej z porodem drogami natury, ale siłami już nie zawsze.

Dlaczego personel medyczny ma tak mało zaufania do matki natury?

Troszkę odwróciłabym to pytanie, ponieważ nie tylko personel medyczny bywa nieufny w stosunku do natury. My kobiety również. Wiele mówi się o cięciach cesarskich na życzenie pacjentki. Jeśli kobiety boją się rodzić naturalnie, to same okazują nieufność wobec natury.
Kobiety, które chcą rodzić w zgodzie z naturą, szukają wsparcia w zespole medycznym o podobnym do nich podejściu. Najczęściej wybierają porody w domu bądź w domu narodzin i szpitale nastawione na poród naturalny. Osobą, która stoi na straży fizjologii, jest położna. Położne nie tylko przyjmują porody, mogą także prowadzić ciążę fizjologiczną, o czym, myślę, mało osób jeszcze wie. Jeśli przyszła mama jest zdrowa i dziecko rozwija się prawidłowo, to można zgłosić się do położnej w celu prowadzenia ciąży. Położna ma dużo więcej czasu (ok. 40 minut) od lekarza, by porozmawiać z pacjentką i odpowiedzieć na jej pytania. W trakcie spotkania dużo rozmawia się z kobietą, omawia bieżącą sytuację, a także uzupełnia wiedzę z zakresu szkoły rodzenia. Położne przyjmują porody, natomiast lekarz leczy i w przypadku sygnałów, że ciąża jest zagrożona – działa. Jeśli w trakcie porodu pojawiają się komplikacje, to też wzywany jest lekarz. Być może brak zaufania do natury wynika z tego, że lekarze są bardziej nastawieni na działanie. Uczą się wyłapywać komplikacje i myślę, że mało widzą porodów naturalnych w pełnym tego słowa znaczeniu. Warto jednak pamiętać, że czasami działanie i interwencje medyczne są konieczne w porodzie.
Jeśli ciąża przebiega naturalnie, to dobrze nastawić się na poród fizjologiczny i do niego przygotować. Poród jest intensywnym doświadczeniem, warto wiedzieć, czego można się spodziewać i co jest możliwe, gdy nastawiamy się na poród w zgodzie z naturą.

Jak można się przygotować?

Kobiety mają wiele możliwości: mogą skorzystać z zajęć szkoły rodzenia, refundowanych przez NFZ spotkań edukacyjnych z położną środowiskową (możliwe są od 21 tygodnia ciąży). Zarówno pierwsza ciąża, jak i następne wymagają przygotowania. W przypadku oczekiwania na kolejne dziecko warto zastanowić się, jaki był ten wcześniejszy poród bądź porody. Jeśli był bądź były trudne, warto je przepracować. Inaczej mówiąc – porozmawiać z położną lub innym specjalistą. Albo spotykając się np. w kręgu matek. Bywa, że kobiety zakopują w sobie złe doświadczenia. Tymczasem one, jeśli nie zostały przepracowane, wracają w kolejnym porodzie. Dlatego zachęcam przyszłe mamy do wykorzystania czasu ciąży na wgląd w siebie i swoje ciało, by przygotować się do narodzin dziecka.
Poród jest bardzo silnym doświadczeniem dla kobiety. Można by rzec, że granicznym. Nic już nigdy nie będzie takie samo. Dlatego warto, by w tym akcie uczestniczyła osoba, której rodząca ufa. Jeśli jest to partner, to ważne, by oboje czuli się bardzo swobodnie w swojej relacji. Może zdarzyć się tak, że z jakiś względów ojciec dziecka nie jest obecny przy narodzinach. Wtedy można skorzystać z pomocy siostry, przyjaciółki, mamy, teściowej bądź douli – osoby przeszkolonej w technikach uśmierzania bólu i wspieraniu kobiety rodzącej.

Podczas przyjęcia do szpitala podpisujemy zazwyczaj komplet dokumentów. Co tak naprawdę podpisujemy?

Najpierw podpisujemy zgodę na przyjęcie do szpitala i wyznaczamy osobę, która może mieć wgląd do naszej dokumentacji medycznej. Następnie otrzymujemy do popisania formularze adekwatne do danej sytuacji, np. zgodę na indukcję porodu czy cięcie cesarskie. Trzeba pamiętać, że przed każdą interwencją medyczną kobieta powinna zostać zapytana, czy wyraża na nią zgodę.

Jakie interwencje są najczęściej stosowane podczas porodu?

Pierwsza interwencja to założenie wenflonu, żeby móc zastosować nawodnienie w trakcie porodu i podać leki. Drugą interwencją będzie monitorowanie dziecka w trakcie porodu poprzez osłuchiwanie bądź podłączenie zapisu KTG, który pokazuje czynność serca dziecka oraz czynność skurczową macicy. Gdy zapis jest prowadzony długo, można poprosić o jego odpięcie. Jeśli poród nie postępuje (bywa, że czynność skurczowa wygasa), może zostać podłączona oksytocyna. Żeby ją wspomóc, może zostać przebity pęcherz płodowy. To w nim znajdują się naturalne prostaglandyny, które też będą stymulować macicę do skurczów. Jeśli naturalne metody łagodzenia bólu porodowego nie zadziałają, to wtedy zaproponowane będzie znieczulenie zewnątrzoponowe, które także jest interwencją medyczną. W drugim okresie porodu kobieta może mieć nacięte krocze. Jeśli ona i dziecko czują się dobrze, to te interwencje można uznać za niepotrzebne. Zawsze jednak należy rozsądnie podchodzić do tych kwestii, bo zarówno nadużywanie, jak i zaniechanie pewnych czynności może być niekorzystne.

Czy kobieta ma wpływa na to, jakie interwencję będą jej dotyczyć? Może je jakoś zminimalizować?

Oczywiście, że tak. Na długo przed porodem może starać się przygotować swoje ciało i umysł tak, żeby zminimalizować liczbę interwencji medycznych. Zastanówmy się na przykład nad prawdopodobieństwem nacięcia krocza. Im większa świadomość własnego ciała, tym mniejsze ryzyko epizjotomii. Przed porodem warto wykonywać masaż krocza. W drugiej fazie porodu, jeśli tylko to możliwe, lepiej wybierać pozycje wertykalne (przeć na stojąco, na krzesełku porodowym, na czworakach). W ochronie krocza bardzo ważna jest też współpraca rodzącej z położną. Ponadto istotne i godne polecenia jest świadome wybranie miejsca narodzin. Im szpital bardziej nastawiony na fizjologiczne porody, tym pewniej personel medyczny będzie stosował metody wspierające takie narodziny. Jest strona stworzona przez Fundację Rodzić po Ludzku: Gdzie Rodzić. Kobiety dzielą się na niej opiniami o szpitalach. Warto też udać się na miejsce i porozmawiać z położnymi z bloku porodowego.

Czy możemy nie wyrazić zgody na te wszystkie procedury? Z czego można z całą pewnością zrezygnować?

Jeśli stan dziecka i rodzącej jest stabilny, wszystko jest z nimi dobrze, to może nie zgodzić się ona na wywoływanie porodu. Może nie zgodzić się na przebicie pęcherza płodowego. Na cięcie cesarskie w danym momencie, jeśli są jeszcze inne możliwości, by spróbować urodzić dziecko. W zasadzie można nie zgodzić się na wszystko. Tylko czy to ma sens? Czy to bezpieczne rozwiązanie? Brak zgody wynikający np. ze strachu to fatalna sytuacja i nie oznacza, że poród i tak nie zakończy się cięciem cesarskim. Może być tak, że tylko w taki sposób dziecko będzie mogło przyjść na świat. Zachęcam zawsze kobietę do przyjmowania rozsądnego stanowiska i pamiętania, że interwencje bywają konieczne. Dlatego warto porozmawiać z lekarzem o zasadności danej procedury, jasno wyrazić nasze obawy i określić, na czym nam zależy. Być może w danej sytuacji jest on w stanie zaproponować inne rozwiązanie. Kobieta powinna mieć świadomość, że gdy nie wyrazi zgody na daną procedurę, może zostać poproszona o napisanie w dokumentacji medycznej oświadczenia, w którym będzie informacja, że na własną odpowiedzialność nie wyraża zgody na dane działanie. Bywa, że nie ma przestrzeni na rozmowę – interwencja jest konieczna. Dlatego warto w trakcie ciąży omówić z położną i potencjalną osobą towarzyszącą plan porodu oraz ewentualne interwencje, by znać ich zasadność.

Jakie ryzyko niesie stosowanie niepotrzebnych interwencji?

Mówi się o kaskadzie interwencji medycznych, że jedna interwencja pociąga za sobą drugą. Na przykład ustała czynność skurczowa, więc rodzącej zostaje podłączona w pompie oksytocyna. Skurcze robią się coraz silniejsze. W pewnym momencie są tak bolesne, że kobieta prosi o znieczulenie zewnątrzoponowe. Po podaniu znieczulenia może być sytuacja, że poród jeszcze bardziej przyspieszy albo wręcz przeciwnie – zwolni lub ustanie, co będzie oznaczać brak postępu porodu. Wtedy może zaistnieć konieczność cięcia cesarskiego. To taki przykład kaskady interwencji. Trudno jednak teoretyzować, czy dana interwencja była konieczna.

Mówi się o tym, że poród drogami natury jest wysiłkiem porównywalnym do przebiegnięcia maratonu. Dlaczego w większości szpitali nie wolno jeść ani pić? Naprawdę lepsze jest sztuczne nawadnianie organizmu?

Najczęściej w polskich szpitalach można pić wodę małymi łyczkami. Nie można jeść, ponieważ w przypadku nagłego cięcia cesarskiego być może trzeba będzie kobietę znieczulić ogólnie, więc i zaintubować. Jeśliby wcześniej zjadła, to istnieje obawa wystąpienia zespołu Mendelsona, czyli zachłystowego zapalenia płuc. Powoli się to zmienia – w niektórych szpitalach rodzące mogą jeść. Warto o to dopytać, wybierając miejsce porodu.
To prawda, poród jest istnym maratonem. Bywa, że kobieta, która trafia na salę porodową, już od kilku godzin nie jadła, jest głodna, zaczyna jej brakować sił. Myślę, że rodzące powinny móc posilić się w trakcie porodu, czyli oprócz napicia się wody coś zjeść. Szczególnie że przy zakładaniu znieczulenia anestezjolodzy i tak traktują kobietę ciężarną jak osobę z pełnym żołądkiem.

A po porodzie? Noworodki również z automatu poddawane są różnym zabiegom: podanie witaminy K domięśniowo, zabieg Credégo, szczepienia. Czy to naprawdę jest niezbędne? Może niektóre zabiegi można odroczyć?

Kobieta, która rodzi dziecko, już w trakcie ciąży powinna się zastanowić, czy chce, żeby jej dziecku podać witaminę K domięśniowo, wykonać zabieg Credégo. Czy chce, by jej dziecko zostało zaszczepione przeciwko gruźlicy i wirusowemu zapaleniu wątroby typu B (WZW B). Już w trakcie porodu kobieta może powiedzieć: Nie wyrażam zgody na: podanie witaminy K, zabieg Credégo i nie chcę, by moje dziecko zostało zaszczepione. Wtedy zostanie poproszona o napisanie tego w dokumentacji medycznej. Można też takie pismo przygotować sobie wcześniej i tylko w szpitalu uzupełnić o datę narodzin dziecka i przekazać do dokumentacji. Nie chcę wnikać, czy są one konieczne, czy nie. Cały sztab specjalistów pracuje nad rekomendacjami, można je odnaleźć i przeczytać. Podanie witaminy K zmniejsza ryzyko wystąpienia choroby krwotocznej. Tak jak ze wszystkim znajdziemy zwolenników i przeciwników danych procedur. Dlatego uważam, że każdy rodzic powinien podjąć własną decyzję. Na to jest bardzo dużo czasu, bo ciąża trwa 40 tygodni. Warto przyjść do szpitala już z jasnym stanowiskiem odnośnie do tych zabiegów. Oczywiście można wybrać niektóre z nich – np. dziecku będzie podana witamina K, ale nie będzie szczepione.

W jaki sposób można domagać się swoich praw?

Po pierwsze należy te prawa dobrze znać i rozumieć, a następnie, o ile zachodzi taka potrzeba, po prostu w trakcie rozmowy z personelem medycznym odwołać się do nich. Dlatego zachęcam do wcześniejszego przygotowania planu porodu. To otwiera pole do rozmowy o oczekiwaniach, a także o tym, na co nie wyrażamy zgody, i o procedurach, które nie podlegają negocjacjom. Warto pamiętać, że osoba towarzysząca może być pośrednikiem pomiędzy rodzącą a personelem. Dlatego to bardzo ważne, aby partner (lub inna wybrana osoba) znał i rozumiał jej wolę i zamiary. W szpitalu w dzień powszedni można zgłosić sytuację osobom decyzyjnym, które odpowiadają za dany oddział. W przypadku braku porozumienia można też skonsultować daną sytuację z Rzecznikiem Praw Pacjenta.

Co musi się zmienić w systemie, żeby pacjentki przestały być traktowane rutynowo?

Rutyna źle się kojarzy. Gdy odnosi się do szpitala, sugeruje, że pacjentki traktowane są przedmiotowo. Uważam jednak, że to nie jest to samo. Pewna doza rutyny, jaka kryje się chociażby za procedurami, jest konieczna. Procedury porządkują pracę i zapewniają określony standard opieki. Gdyby ich nie było, pojawiłby się chaos. Sztuką jest takie posługiwanie się procedurami, żeby nie zagubić w pracy empatii i indywidualnego traktowania kobiet, które mają różne potrzeby. W systemie zdrowotnym pacjentka powinna być podmiotem, a nie przedmiotem. Jak tego dokonać? Myślę, że warto postawić na lepszą edukację zarówno pacjentek, jak i personelu, co pozwoli lepiej rozumieć się nawzajem i ułatwi współpracę kobiety rodzącej z personelem medycznym. Należy pamiętać też o odpowiednim przygotowaniu personelu medycznego nie tylko merytorycznie, ale też emocjonalnie. Niezbędne wydaje się być dążenie do zwiększenia jego liczby przy jednoczesnym zmniejszeniu biurokracji. Niestety na jednego pacjenta przypada zbyt mało personelu. Reasumując, szpitale powinny inwestować w ludzi.
Ważne też, żeby pacjentki oprócz znajomości swoich praw znały także swoje możliwości. Umiały i chciały odnaleźć w sobie coś, co można określić jako moc rodzenia, i miały świadomość swojego ciała. To wymaga od nich pracy w trakcie ciąży. Świadomość własnych potrzeb i możliwości pozwoli wybrać odpowiednie miejsce porodu, miejsce, w którym poczują się dobrze i bezpiecznie.
Foto: flikr.com/koadmunkee

Kategorie
produkty rzeczy dla dzieci

Niedoparki – czeska książka dziesięciolecia dla dzieci i młodzieży

Co to są niedoparki?

To domowe stwory żywiące się skarpetkami. Zawsze zjadają jednak tylko jedną z pary, stąd ich nazwa – niedoparki. I jeśli kiedykolwiek zginęła ci jakaś skarpetka, jeśli masz w domu zdekompletowane pary – nie myśl, że to dzieci je pogubiły, pralka wciągnęła albo pożarły myszy. Masz po prostu w domu niedoparki i musisz się z tym pogodzić.
Jak wyglądają te niezwykłe stwory? Cóż. W myśl zasady, że jesteśmy tym, co jemy, niedoparki są podobne do… skarpet oczywiście. Ale ludzie i tak widzą je tylko jako rozmazane smugi. Niedoparki mieszkają w ludzkich domach, mają w nich swoje miniaturowe domki schowane w ścianach – często wejścia do nich są ukryte za tapetą czy jakimś obrazem. Unikają wody, bo bardzo długo schną i nie lubią się wyżymać. Mieszkają w rodzinach zupełnie jak ludzie. Taki Hihlik na przykład mieszka akurat tylko z dziadkiem…
parki1
Rodzice Hihlika wyjechali do Afryki z pomocą humanitarną dla tamtejszych niedoparków. Wyobrażacie sobie, jaki głód muszą cierpieć afrykańskie niedoparki, skoro większość ludzi chodzi tam boso, a co najwyżej w sandałach lub klapkach? Tak czy siak, skarpet praktycznie nie noszą. Hihlik mieszkał więc z dziadkiem u pana Wawrzyńca, którego uznawano za lekko szurniętego, ponieważ nosił skarpetki nie do pary, w różnych kolorach.
Niedoparki mają swoje problemy. Cierpią przez ludzi. Dlaczego? Ponieważ ludzie stosują skarpety wykonane z niskiej jakości materiałów. Nylonowa lub poliestrowa skarpetka skutkuje bólem brzucha. Ech, kiedyś to były skarpetki, chciałoby się powiedzieć…
Niedoparki otrzymały tytuł książki dziesięciolecia dla dzieci i młodzieży w Czechach. Seria składa się z trzech tomów: Niedoparki, Niedoparki powracają i Niedoparki na zawsze. Pierwszy opowiada o przygodach Hihlika i innych niedoparków mieszkających w Pradze. W drugiej części razem z Hihlikiem wyruszamy do Afryki na poszukiwanie jego rodziców. W trzeciej mieszkańcy Pragi znajdują się w niebezpieczeństwie – w stolicy grasują Rozpruwacze, którzy nie zjadają skarpetek, tylko je rozpruwają…

niedoparkiKup w Natuli – 34,31

Najlepszy czeski humor ze szczyptą absurdu, słowne żarty, zwariowane przygody oraz genialny temat. Bardzo zabawna seria to jednak nie tylko historia wyjaśniająca odwieczny problem znikających skarpetek. To również opowieść o sprawach ważnych także dla ludzi. Rodzina, przyjaźń, miłość… Wszystko to znajdziecie w trzech tomach spisanych przez Pavla Šruta i zilustrowanych przez Galinę Miklínovą. Na podstawie serii powstał film animowany. W Polsce Niedoparki wydało czechofilskie wydawnictwo Afera.

Książki wydawnictwa Afera (także dla dorosłych) można kupić w Natuli

Kategorie
produkty rzeczy dla dzieci

Detektyw Blomkvist znowu na tropie, czyli premiera audiobooka wydawnictwa Jung-off-ska

Postać dziecięcego detektywa Astrid Lindgren stworzyła już w 1946 roku. Skąd pomysł na taką właśnie książkę? Otóż pisarka przez jakiś czas pracowała jako stenotypistka u docenta kryminologii Harry’ego Södermana. Zdobytą wtedy wiedzę wykorzystała do stworzenia cyklu książek o chłopcu, który zaczytywał się w powieściach Arthura Conana Doyle’a i Agathy Christie. Trzynastoletni Kalle Blomkvist marzy o tym, żeby zostać detektywem. Zdaje sobie jednak sprawę, że w jego małym rodzinnym miasteczku Lilkoping po prostu zupełnie nic się nie dzieje. Pech polega na tym, że wszyscy mieszkańcy są zbyt uczciwymi ludźmi. Ech, gdyby tak mieszkał w londyńskich slumsach albo chociaż w chicagowskiej dzielnicy przemysłowej…
blomkvist
Seria o detektywie składa się z trzech tomów. W pierwszym trzynastoletniemu Kallemu udało się udowodnić, że zna się na detektywistycznej robocie, dzięki temu że do miasteczka przybywa wujek Einar. Jego przyjazd wywołuje szereg nieprzewidzianych wydarzeń i daje upragnione zajęcie marzącemu o niebezpiecznych przygodach chłopcu. Nie działa on jednak sam – towarzyszą mu przyjaciele – Anders i Ewa-Lotta, w której obaj chłopcy się podkochują.

W drugim tomie pt. Detektyw Blomkvist i Rasmus, rycerz Białej Róży bohater musi zmierzyć się z naprawdę poważną sprawą. Otóż na jego oczach zostaje uprowadzony sławny profesor wynalazca oraz jego syn Rasmus. Sprawcą porwania jest inżynier Petersen, który pragnie przejąć wynalazek profesora. Wraz ze swymi przyjaciółmi Blomkvist przeżyje mnóstwo niebezpiecznych przygód i wykaże się odwagą, refleksem, sprytem i wiedzą. Ale niezwykle dynamiczna akcja i sporo kryminalnej wiedzy to nie wszystko. Przygody detektywa Blomkvista to także historia wspaniałej przyjaźni i pierwszego zauroczenia płcią przeciwną.

Trzeci tom to naprawdę mrożąca krew w żyłach historia – Ewa-Lotta znajduje na Prerii ciało zamordowanego mężczyzny… Zaintrygowało was, jakim cudem Preria znalazła się w pobliżu nudnego szwedzkiego miasteczka?
blomkvistokladki

Kup w Natuli – 29,90 – 31,90

Serię o detektywie, podobnie jak inne bestsellery Astrid Lindgren, wzięła na warsztat Edyta Jungowska i stworzyła kolejne fantastyczne słuchowisko. Chyba trudno dziś znaleźć dziecko, które nie kojarzy jej lekko zachrypniętego głosu, wprost idealnie stworzonego do czytania barwnych przygód bohaterów Astrid Lindgren. Słuchacze nie zawiodą się także w przypadku opowieści o Blomkviście. Właśnie ukazał się drugi audiobook w serii. Ma, podobnie jak pierwsza część, świetną oprawę graficzną, autorstwa Piotra Sochy. To może być tegoroczny hit gwiazdkowy dla dzieci 8+. Oby tylko na trzecią część w interpretacji Edyty Jungowskiej nie trzeba było czekać zbyt długo…

Wszystkie audiobooki wydawnictwa Jung-off-ska można kupić w Natuli

Kategorie
karmienie piersią

„Czy przesypia już całe noce?” – 9 powodów, dla których nocne karmienie jest ważne

“Czy przesypia już całe noce?” to jedno z najczęstszych pytań, które słyszą młodzi rodzice. Gdy udzielają odpowiedzi odmownej, często mogą usłyszeć całą litanię imion dzieci znajomych, które tę umiejętność nabyły. I wtedy rodzi się w nich wątpliwość: Czy z moim dzieckiem jest wszystko w porządku? Może zwyczajnie się nie najada?

Pewności młodej matce nie dodaje lekarz, który podczas wizyty pyta: “Mam nadzieje, że nie karmi już pani w nocy? W tym wieku dziecko powinno spać bez przerwy x godzin. Nocne karmienie obciąża jego żołądek, który nie ma czasu odpocząć”.

Komentarz występuje także w wersji: “No tak, bo pani pokarm już mu nie wystarcza, proszę dać mu kaszę marki X na kolację. Będzie spać całą noc!”.

Po takiej porcji rewelacji młode (często także zmęczone nocnymi pobudkami) matki zaczynają odczuwać narastające wątpliwości. Niepokój podsyca także fakt, że często w drugim półroczu życia niemowlęta zaczynają gorzej sypiać w stosunku do poprzednich miesięcy. Bywa, że 23 miesięczne maluchy potrafią spać ciurkiem 56 godzin, a w okolicach 56 miesiąca budzą się co chwilę.

Tymczasem budzenie się starszych niemowląt i małych dzieci w nocy na pierś jest zupełną normą. A oto dlaczego tak się dzieje:

1. Mleko mamy i mleko modyfikowane mają zupełnie różne składy

Może się zdarzyć, że dzieci pijące mieszankę będą przesypiać całe noce. Dlaczego? Bo mleko modyfikowane jest o wiele bardziej ciężkostrawne i organizm dziecka “wyłącza się” i przechodzi w tryb trawienia. (To takie samo uczucie, jak dorośli mają po wielkim obiedzie z deserem. Niejedna osoba marzy wtedy o drzemce). Z kolei mleko matki jest idealnie dopasowane do potrzeb dziecka. Jest lekkostrawne i proces trawienia nie obciąża całego organizmu.

Przeczytaj: „Kiedy prześpi całą noc?”

2. Dzieci budzą się w nocy. Taka jest ich natura

Wynika to ze sposobu pracy dziecięcego mózgu. Fazy snu u dziecka są krótsze niż u osoby dorosłej, stąd te pobudki są dużo częstsze. Bliskość mamy i ssanie piersi pomagają w łagodnym zaśnięciu. Nocny pokarm jest naturalnym środkiem nasennym dla niemowlęcia. Mleko matki zawiera wysokie stężenie tryptofanu, który umożliwia produkcję melatoniny w organizmie dziecka.

3. Budzenie się na pierś jest sposobem na upewnienie się, że mama jest w pobliżu

Takie zachowanie dyktowane jest procesem ewolucji. Dla niemowlęcia pozostanie samemu oznaczało pewną śmierć, dlatego dzieci biologicznie są tak zaprogramowane, by przywoływać opiekuna. Jak twierdzi prof. James McKenna, uznany ekspert w dziedzinie co-sleepingu: „Niemowlęta są biologicznie zaprogramowane do wykrywania, że nastąpiło coś niebezpiecznego – oddzielenie od opiekuna. Czują przez skórę, że coś się zmieniło – brak miękkiego dotyku matki, ciepła jej ciała, zapachu mleka, łagodnego ruchu, oddechu i poczucia bezpieczeństwa. Niemowlęta dostają sygnał, który ich ciało odbiera jako porzucenie – czas, aby się obudzić i wezwać opiekuna z powrotem – wiedzą intuicyjnie, że od tego zależy ich przeżycie”.

4. Nocne mleko ma inny skład niż pokarm produkowany w dzień

Jest także bardziej kaloryczne. To bardzo ważna informacja, szczególnie dla mam maluchów, które słabo przybierają na wadze. Sugerowanie zwiększenie liczby stałych posiłków i ograniczenie nocnych karmień jest tak naprawdę niedźwiedzią przysługą. Nie ma bardziej kalorycznego pokarmu dla niemowlęcia niż mleko matki. Jednocześnie rodzic nie ma żadnego obowiązku podawania dzieciom kasz lub produktów konkretnej firmy, jak to się zdarza sugerować niektórym pediatrom. Niemowlęta mogą z powodzeniem spożywać kaszę mannę, jaglankę, płatki owsiane przygotowane na wodzie lub mleku roślinnym.

5. Nocne mleko jest także bardzo bogate w kwasy tłuszczowe, które pełnią niezwykle ważną rolę we wspieraniu funkcjonowania centralnego układu nerwowego

Innymi słowy nocne karmienia mają pozytywny wpływ na rozwój i funkcjonowanie mózgu malucha.

6. Zwiększenie liczby pobudek w drugim półroczu życia dziecka jest zupełnie naturalne i nie ma związku z faktem, czy dziecko się najada czy nie

Półroczny maluch jest dużo bardziej aktywnym członkiem rodziny. Codziennie zdobywa nowe kompetencje, doświadcza wielu różnych bodźców i interakcji. Nic dziwnego, że często nocą odreagowuje nadmiar doświadczeń! Pierś mamy daje poczucie bliskości, bezpieczeństwa i koi nadmiar emocji.

7. Drugie półrocze życia dziecka to także czas, w którym zaczynają wyrzynać się zęby

To trudny czas: maluchy mogą być płaczliwe, niespokojne, drażliwe. Zwiększenie ilości nocnych karmień to ich sposób na radzenie sobie z bólem i niepokojem. Z nocnymi karmieniami związany jest także mit próchnicy. Bez obaw: mechanizm pobierania mleka z piersi jest zupełnie inny niż z butelki, zatem dzieciom karmionym piersią nie grozi próchnica butelkowa.

Przeczytaj: Próchnica a karmienie piersią

8. Częste pobudki i ssanie piersi to także mechanizm chroniący przed SIDS

Przeczytaj: Śpijmy razem na zdrowie

9. Nie ma nic złego w zaspokajaniu dziecięcych potrzeb

Bez względu na to, czy maluch ma 3, 6 lub 18 miesięcy, najwyraźniej ma ważny powód, dla którego potrzebuje mleka mamy. I nie warto mu tego odmawiać tylko dlatego, że długie karmienie piersią nie jest społecznie akceptowane.

Foto: flikr.com/donnieray

Kategorie
produkty rzeczy dla dzieci

Notesy i plakaty muamua design – 100% „made in Poland”

Czego używacie do notowania? Kartki wyrwanej byle jak z zeszytu dziecka? Starego rachunku? Serwetki? A gdyby tak mieć naprawdę ładny notes? Na wypisanie spraw do załatwienia, na pomysły na obiad, na wakacyjne inspiracje. Notes bije na głowę wszystkie świstki, miło go wyciągnąć z torebki, a najzwyklejsza lista zakupów, z ziemniakami i papierem toaletowym na czele, robi się bardziej elegancka. Notes to też świetny pomysł na prezent, dla każdego, bo każdy czasem potrzebuje coś zanotować.
muamua3
Notesy muamua design są wyjątkowe z wielu względów. Zostały zaprojektowane i wykonane ręcznie w Polsce, mają piękne okładki (zadrukowane także na wewnętrznej stronie), aż 70 kartek i bonus w postaci uroczego charmsa – zawieszki, którą można odpiąć i przyczepić w dowolnym miejscu. Do wyboru, w serii „Animals”, cała galeria stworzeń: nieśmiały łabędź, miła kocica, skoczny zając i wiele innych.

muamua1Kup notesy w Natuli – 25,00 21,50

Muamua design to firma w 100 proc. „made in Poland”. Ilustracje i grafiki, które pojawiają się na produktach marki, to projekty Kai Gościniak, każda rzecz wykańczana jest ręcznie i uzupełniana o niepowtarzalne detale. Inspiracją do powstania wielu z nich były dzieci – plakaty ze zwierzętami we wszystkich kolorach tęczy wyglądają na wyjęte wprost z bajkowego snu. Autorskie ilustracje drukowane cyfrowo na wysokiej jakości papierze sprawdzą się w każdym kąciku malucha, ale „zagrają” też w całkiem dorosłych wnętrzach.

muamua2Kup plakaty w Natuli – 59,00

Potrzebujecie zmian? Plakat to sposób na szybką metamorfozę pomieszczenia. Do wyboru cała menażeria – popatrzcie!

Produktu Mua Mua można kupić w Natuli.pl