Kategorie
produkty rzeczy dla dzieci

Wszystko, co powinniście wiedzieć o słoniu Pomelo

Słoń Pomelo jest bohaterem serii książek Ramony Badescu z ilustracjami Benjamina Chauda. Książki pochodzą z Francji, a na język polski przełożyła je świetna tłumaczka Katarzyna Skalska.
pomelo1

Kup w Natuli – 25,42

Ten mały słoń dziwi się światu, akceptuje go i chce go jak najlepiej poznać. Mieszka w ogrodzie pod swoim dmuchawcem. Jego trąba jest tak długa, że dałoby się z niej zrobić turban. Ale to chyba nie najlepszy pomysł… Lepiej puszczać nią bańki mydlane. Pomelo – jak każdy – czasami się boi. Na przykład porów w nocy albo tego, że deszcz zmyje kolory. Miewa sny – czasem śnią mu się sny rozmyte, czasem błękitne, a czasem, że warzywa mówią. Podczas karnawału Pomelo przebiera się za wielkiego chichota. Jest też zakochany – w jedenastej rzodkiewce w drugim rzędzie, w kroplach rosy i w swoim cieniu, bo ten nigdy go nie opuści. Czasem Pomelo przerywa to, co akurat robi, i zadaje sobie pytania. Na przykład: o czym myślą mrówki albo dlaczego pomidory są czerwone, a cukinie zielone? I czy on sam wciąż byłby sobą, gdyby był zielony? Zdarza się, że Pomelo odczuwa przemożne pragnienie podróży. I że truskawki nagle tracą smak…
pomelo2

Kup w Natuli – 25,42

Jeśli poczuliście klimat historii o Pomelo, na pewno już wiecie, że jest on po prostu fantasłoniczny! Filozofujący słoń, który zadaje ważne pytania, obserwuje świat oczami dziecka i odbiera go całą swoją wrażliwością, zastanawia się nad życiem i przemijaniem… Pomelo ceni drobne radości i proste przyjemności, żyje w rytmie slow i bez wątpienia jest minimalistą. Filozofującym minimalistą, trzeba koniecznie podkreślić.
pomelo_1
pomelo_2
pomelo_3
pomelo_4
Książki o Pomelo składają się z prostych, krótkich opowieści Ramony Badescu i fantastycznych ilustracji Benjamina Chauda. Znajdziecie w nich bardzo subtelny humor, delikatną ironię, absurd i rozbrajającą prawdziwość. Pomelo jednocześnie bawi, skłania do refleksji i wzrusza. I albo zakochacie się w nim od razu, albo… No cóż – poszukacie czegoś bliższego waszemu sercu.
pomelo_przeciwienstwapomelo-i-kolory_

Dotychczas w serii ukazało się sześć książek z historiami o Pomelo:

oraz trzy książki traktujące bardzo niebanalnie i niestereotypowo skomplikowaną wiedzę dla dzieci:

Książki o Pomelo można kupić w Natuli.pl

Kategorie
produkty rzeczy dla dzieci

„(Nie)grzeczni”. Co siedzi w głowie malucha?

Małgorzata Bajko i Monika Janiszewska, autorki „(Nie)grzecznych”, z podobnym zaangażowaniem biorą pod lupę uczucia, którymi kierują się najmłodsze dzieci. Z nimi też, podobnie jak z nastolatkami, nie ma lekko.
W ocenie wielu dorosłych maluchy bywają złośliwe, krnąbrne, nieusłuchane, uwielbiają robić na przekór i manipulować otoczeniem – krótko mówiąc: są niegrzeczne, a ich braki w wychowaniu objawiają się w najbardziej nieoczekiwanych momentach.
niegrzeczni22

„(…) każdego dnia (…) zmagamy się z dziecięcymi humorami, próbami testowania naszej cierpliwości i logiką, która nijak nie przystaje do dorosłego odbioru rzeczywistości. Cóż, myślenie rodzica nie zawsze idzie w parze z tym, co czują i myślą dzieci”.

Niegrzeczne, czyli jakie? W powszechnej opinii grzeczne dziecko to dziecko posłuszne i spełniające oczekiwania dorosłych. Często jednak te oczekiwania nijak mają się do dziecięcej natury, ciekawości świata, otwartości, szczerości. I konflikt gotowy. Kluczem do zrozumienia emocji i motywacji maluchów jest zmiana perspektywy.
niegrzeczniokl

Kup w Natuli – 29,90

W poradniku znajdziecie kilkadziesiąt scenek sytuacyjnych z codziennego życia (zabawnych, poważnych, a nawet smutnych), których bohaterami są dzieci i dorośli. W każdej z nich brak porozumienia co do istoty problemu spowodował gniew i rozżalenie u obu stron konfliktu. Scenkom towarzyszą zapisy emocji przeżywanych przez maluchy i ich rodziców oraz komentarze psychologa pozwalające zrozumieć stanowiska obu stron.
niegrzeczni44
W wielu scenkach z „(Nie)grzecznych” zobaczycie siebie i wasze dzieci. Być może uśmiejecie się do łez, bo poradnik napisany jest z humorem, ale w momencie gdy opisane sytuacje były waszym udziałem, z pewnością wcale do śmiechu wam nie było. Bo czy zabawnie jest wtedy, gdy maluch odmawia pocałowania cioci, której „śmierdzi z buzi”, albo wtedy, gdy kilkulatek w obecności całej rodziny z dumą popisuje się znajomością słówek rodem z rynsztoka? Zejście do poziomu podłogi to szansa na odkrycie często nieoczywistych motywacji dzieci i droga do autentycznego porozumienia.
niegrzeczni11
Poradnik przeznaczony jest dla rodziców dzieci w wieku 0–6 lat, ale przecież nie istnieje precyzyjnie określona magiczna granica, po przekroczeniu której jest już z górki i z naszymi latoroślami rozumiemy się w lot. Do nieporozumień związanych z innymi punktami widzenia dochodzi w różnych momentach, dlatego książka może się okazać przydatna także rodzicom starszaków.

Kup książkę (Nie)Grzeczni? w Natuli.pl

Kategorie
zdrowie

Witamina D – co warto o niej wiedzieć (zwłaszcza jesienią i zimą)?

Badania wykazują, że w sezonie zimowym aż 90 proc. ludzi cierpi na deficyt witaminy D, a znakomita większość nie zdaje sobie z tego sprawy. Niedobór witaminy D może wynikać z niewłaściwej diety połączonej z nieodpowiednią ekspozycją na światło słoneczne. O ile w okresie letnim zadanie jest ułatwione, o tyle w okresie jesienno-zimowym jesteśmy właściwie pozbawieni promieni słonecznych, przez co zmagamy się z licznymi dolegliwościami, których nie wiążemy z niedoborem witaminy D. Warto sobie uświadomić, że z żywności pozyskujemy jej zaledwie 20 proc., resztę musimy wygenerować sami. Witamina D jest pozyskiwana przez naszą skórę w czasie ekspozycji słonecznej. W okresie jesienno-zimowym przebywamy na świeżym powietrzu znacznie rzadziej, nosimy grube ubrania i kurtki, a na wystawione na słońce twarz i ręce stosujemy kremy z filtrami ochronnymi, blokując w ten sposób dostęp słońca do naszej skóry.

Rola witaminy D w organizmie

Roli witaminy D często nie doceniamy. A ma ona bardzo duże znaczenia dla całego organizmu. Pozytywnie wpływa na stan kości i zębów, jest niezbędna w procesie regeneracji komórek nerwowych i wątroby, wpływa na płodność, zmniejsza zagrożenie nadciśnieniem, miażdżycą, cukrzycą i zawałem. Zwiększa także odporność organizmu, spowalnia tempo procesu starzenia się, a jej brak zwiększa ryzyko nowotworów. Deficyt witaminy D u osób intensywnie uprawiających sport obniża efektywność treningów i zwiększa ryzyko kontuzji. Z kolei u osób odchudzających się jej niedobór spowalnia proces utraty wagi. Ponadto witamina D jest niezwykle ważna także dla kobiet w ciąży: chroni przed groźnym dla dziecka stanem przedrzucawkowym oraz przed przedwczesnym porodem. Jej niedobory w okresie ciąży powodują u noworodków hipowitaminozę witaminy D, czego następstwem są słabo zmineralizowane kości i krzywica. Spadek dobrego samopoczucia, zaburzenia snu, frustracja, stany depresyjne mogą być również następstwem m.in. braku witaminy D w naszym organizmie.
Ostatnie badania pokazują, iż odpowiedni poziom witaminy D w organizmie jest w stanie wydłużyć życie. Badanie było wykonywanie na nicieniach, które przy odpowiedniej podaży witaminy D żyły aż o ⅓ dłużej niż grupa nicieni bez suplementacji tej witaminy.

6 powodów, by dbać o poziom witaminy D

Dlaczego odpowiedni poziom witaminy D w okresie jesienno-zimowym jest tak ważny? Oto 6 powodów:

  1. Każda infekcja osłabia organizm, który staje się jeszcze bardziej podatny na kolejne zachorowania, dlatego warto uzupełniać witaminę D w celu zwiększenia odporności.
  2. W chłodniejszych miesiącach często czujemy się bardziej senni i zmęczeni fizycznie. Osłabione mięśnie, ich ból czy skurcze mogą być oznaką niedoboru witaminy D, dlatego że za ich prawidłowe działanie odpowiada m.in. wapń, a brak witaminy D powoduje, że nie jest on właściwie wchłaniany przez organizm. Zatem przyjmowanie witaminy D to wzmacnianie mięśni.
  3. Brak słońca, krótszy dzień, niskie temperatury, nieco spowolniony i leniwy tryb życia wpływają na nasze samopoczucie, wahania nastroju i kondycję psychiczną. Osoby z niedoborem witaminy D są dwa razy bardziej narażone na wystąpienie stanów depresyjnych, bowiem jej poziom wpływa na pracę mózgu.
  4. Ze względu na to, że dzień jest krótszy, w okresie jesienno-zimowym potrzebujemy więcej snu, czego nasz organizm sam się domaga. Kiedy mu go nie zapewniamy w wystarczającej ilości, reaguje spadkiem formy, ogólnym podenerwowaniem, rozdrażnieniem czy złym humorem. Przyczyną może być niedosyt witaminy D, która jest odpowiedzialna za produkcję serotoniny, czyli hormonu szczęścia zapewniającego nam pogodny nastrój i zdrowy, spokojny sen.
  5. Sporty zimowe to jedna z największych atrakcji zimy. Aby uniknąć kontuzji, warto zadbać o właściwy poziom witaminy D, która zapewnia odpowiednie przyswojenie wapnia i fosforu w diecie, niezbędnych do prawidłowej budowy kości i zębów. Brak tych pierwiastków prowadzi do osteoporozy, krzywicy, bólu kostnego czy rozmiękania kości. Efektem są częstsze niż latem urazy układu kostnego, w tym pęknięcia i złamania.
  6. W okresie zimowym nasz organizm naturalnie broni się przed zimnem, gromadząc tkankę tłuszczową na skutek zwiększonego zapotrzebowania na bardziej kaloryczne produkty. To może prowadzić do otyłości brzusznej, która pojawia się szybciej u osób z niedoborem witaminy D. Jedzenie pokarmów bogatych w wapń (zielonych warzyw, fasoli, maku, fig, sezamu) i witaminę  D blokuje wchłanianie się tłuszczu i jednocześnie zmniejsza uczucie głodu.

Jak można uzupełniać niedobory witaminy D w okresie jesienno-zimowym?

  • Jedząc nabiał, jednak wyłącznie ten ze sprawdzonego źródła, pozyskany od krów, które pasły się na łące, jadły trawę i miały kontakt ze słońcem.
  • Sięgając 2–3 razy w tygodniu po tłuste ryby morskie takie jak np. łosoś pacyficzny (najlepiej w formie gotowanej, pieczonej lub duszonej, bowiem smażenie niszczy witaminę D), ponadto: tuńczyk, makrela, śledź, szproty w oleju, sardynki, wędzone węgorze, a także tran, żółtka jaj i sery pleśniowe. Dobrym źródłem witaminy D są również niektóre grzyby (wyłącznie te, które podczas wzrostu miały kontakt z promieniami słonecznymi), awokado, borówki i wątróbka (tylko ze sprawdzonego źródła).
  • Unikając wysoko przetworzonych produktów i nadmiaru tłuszczów pochodzenia zwierzęcego.
  • Korzystając z promieni słonecznych codziennie przez co najmniej 15 minut; najlepiej w godzinach 10–15.
  • Suplementując witaminę D od października do marca, kiedy słońca jest zdecydowanie za mało i jej synteza skórna praktycznie nie zachodzi. Witamina D to nasze zimowe paliwo. Jej suplementacja dla noworodków do końca 6 miesiąca życia powinna być uzupełniana według zaleceń lekarza pediatry. Np. dziecku karmionemu piersią zwykle zaleca się podawanie 400 IU witaminy D na dobę, zaś dziecku, które dostaje mleko modyfikowane, nie jest konieczne dodatkowe jej podawanie pod warunkiem, że wypija ono codziennie ok. 1000 ml mleka początkowego lub około 700–800 ml mleka następnego. Dzieciom powyżej 6 miesiąca życia zalecane jest podawanie 400–600 IU na dobę. U dzieci powyżej 1 roku życia (aż do 18 r.ż.) stosuje się suplementację w dawce 600–1000 IU na dobę, w zależności od masy ciała. Dorosłym i osobom powyżej 65 roku życia zaleca się suplementowanie witaminy D w ilości 800–2000 IU na dobę przez cały rok.
    Warto mieć świadomość, że większość preparatów z witaminą D powszechnie dostępnych w sprzedaży jest pochodzenia zwierzęcego (głównie z ryb lub z lanoliny). Dostępny jest także wegański odpowiednik pochodzenia roślinnego.

Warto pamiętać, że szkodliwy jest zarówno niedobór, jak i nadmiar witaminy D. Precyzyjnego pomiaru jej poziomu w organizmie możemy dokonać poprzez badanie krwi. Przedawkowanie witaminy D może prowadzić do hiperkalcemii (zwiększonego stężenia wapnia we krwi), która objawia się m.in. sennością, osłabieniem, zaburzeniami łaknienia, bólami głowy, dolegliwościami ze strony układu pokarmowego, itp.
Konsultacja merytoryczna – Anna Szydlik (tmch.com.pl)
Foto: flikr.com/uncle_muley

Kategorie
zdrowie

Czarny bez – niezastąpiony podczas infekcji i przeziębienia

Bez lekarski (Sambucus nigra L), zwany także bzem dzikim albo czarnym bzem, można spotkać na teranie całego kraju. Ten dziko rosnący krzew znany jest nam od setek lat, a dzięki zdrowotnym i uniwersalnym właściwościom zyskał ogromną popularność. Surowcem leczniczym są najczęściej kwiaty i owoce. Drewno bzu jest niezwykle trwałe, wywar z liści działa owadobójczo i przeczyszczająco, a kora ma działanie bakteriobójcze. A to tylko nieliczne walory dzikiego krzewu.
Późnym latem i jesienią możemy korzystać z leczniczych dobrodziejstw owoców czarnego bzu. Trzeba jednak pamiętać, by były one zupełnie dojrzałe. Małe, czarne kuleczki są bogate w witaminy A, B, C oraz minerały takie jak wapń, miedź, żelazo, potas, fosfor i magnez, zawierają również bardzo duże ilości antyoksydantów.

Czarny bez – lecznicze właściwości

Owoce czarnego bzu są niezastąpione podczas infekcji czy przeziębienia, ponieważ hamują rozwój wirusów oraz bakterii i ogólnie wzmacniają organizm. Zwalczają gorączkę, oczyszczają oskrzela, a także działają przeciwbólowo i przeciwzapalnie, dzięki czemu poprawiają ogólne samopoczucie chorego i przyspieszają jego powrót do zdrowia.
Szczególnie w okresie jesienno-zimowym warto włączyć do swojej diety przetwory z czarnego bzu, które poprzez wzmocnienie błon śluzowych i uszczelnienie naczyń krwionośnych wpłyną na poprawę naszej odporności. Ponadto preparaty sporządzone na bazie kwiatów lub owoców tej rośliny wspierają pracę układu pokarmowego i przyspieszają przemianę materii.
Czarny bez działa również antyhistaminowo, dzięki czemu doskonale nadaje się do walki z alergią.
Należy pamiętać, by nie jeść surowych owoców czarnego bzu. Wcześniej trzeba je ususzyć lub podgrzać do minimum 80 stopni Celsjusza.

Jak wykorzystać czarny bez?

O tej porze roku świeże owoce są niedostępne, ale suszone można bez trudu dostać w sklepach zielarskich lub z żywnością ekologiczną. Jagody czarnego bzu mogą być składnikiem domowych syropów, soków, nalewek i konfitur. Warto zrobić je samemu zamiast kupować gotowe preparaty apteczne. Po pierwsze, to dużo tańsze rozwiązanie. Po drugie, organizm dużo lepiej przyswaja witaminy naturalne, zawarte w pokarmie niż te syntetyczne, zamknięte w szklanych butelkach syropów dostępnych w aptekach. Oto kilka prostych przepisów, które posłużą całej rodzinie! Zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym.

3 przepisy na wykorzystanie jagód czarnego bzu:

1. Herbata

  • 10 g jagód czarnego bzu,
  • 150 ml zimnej wody.

Owoce zalać wodą, odstawić na chwilę, a następnie zagotować i parzyć przez 10 minut. Herbatę pić odcedzoną.

2. Sok

  • 2 kg jagód,
  • skórka z 1 cytryny,
  • 3 szklanki wody.

Owoce zalać wodą, zagotować, aż puszczą sok. Dodać skórkę z cytryny i odstawić na pół godziny. Następnie zagotować, odcedzić i gorący wywar przelać do butelek lub słoiczków. Można dodatkowo pasteryzować 20 minut w piekarniku. Gotowy sok przed podaniem można wymieszać z miodem.

3. Konfitura

  • 300 g obranych i umytych jagód,
  • 200 g jabłek,
  • 200 g miodu lub erytrolu (miód służy tu jedynie jako słodzik),
  • sok z cytryny.

Do garnka o grubym dnie wsypać owoce, jabłka i dodać miód. Podgrzać, a gdy owoce puszczą soki, smażyć około 10 minut. Dodać sok z cytryny i zmniejszyć ogień. Smażyć około 20 minut do zredukowania dżemu o około ⅓. Przelać do słoiczków i zapasteryzować.

Kategorie
artykuł sponsorowany rzeczy dla dzieci

5 przepisów na zdrowe, urodzinowe torty dla dzieci

Przygotowaliśmy dla was kilka tortowych przepisów i niemały zestaw akcesoriów, które pomogą w ich przygotowaniu.

1. Tort czekoladowy

Spód:

  • 150 g mielonych migdałów (lub mąki migdałowej),
  • 100 g daktyli,
  • 2–3 łyżki wody,
  • szczypta soli.

Krem:

  • 4 dojrzałe awokado,
  • 7 łyżek ciemnego kakao lub karobu,
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego,
  • 3 łyżki oleju kokosowego,
  • 5 łyżek syropu klonowego,
  • 2 łyżeczki masła migdałowego,
  • 20 g liofilizowanych malin.

Dodatkowo: dowolne owoce do ozdoby.

Przygotowanie:

Spód:

Mielone migdały z daktylami i szczyptą soli wrzuć do blendera. Jeśli to konieczne, dolej też odrobinę wody. Zmiksuj na gładką masę i przełóż do tortownicy o średnicy 18 lub 20 cm. Wyłóż dokładnie spód, dociskając palcami. Następnie włóż do lodówki na czas przygotowania kremu.

Krem:

Miąższ z awokado przełóż do miski, dodaj do niego pozostałe składniki (z wyjątkiem malin) i dobrze zmiksuj blenderem. Liofilizowane maliny zmiel osobno na pył w młynku do kawy. Przesyp maliny do masy czekoladowej i całość wymieszaj szpatułką.
Wyjmij spód z lodówki, wyłóż go kremem, wyrównaj. Całość włóż ponownie do lodówki na minimum 3 godziny. Udekoruj ulubionymi sezonowymi owocami.

2. Tort maślany

Spód:

  • 3 jajka,
  • 75 g sypkiego słodu (np. cukru kokosowego, ksylitolu, erytrolu),
  • ¼ łyżeczki sody oczyszczonej,
  • 2 łyżki mąki orkiszowej,
  • 2 łyżki skrobi kukurydzianej.

Masa:

  • 250 g masła,
  • 1 całe jajko,
  • 2 żółtka,
  • 120 g sypkiego słodu.

Dodatki:

  • płatki migdałowe,
  • 200 ml wrzątku,
  • sok z połowy cytryny.

Przygotowanie:

Spód:

Białka ubij na sztywną pianę, stopniowo dodając słód, a następnie po jednym żółtku. Mąki połącz osobno i dorzuć do nich sodę. Przesiej powoli do jajek i wymieszaj delikatnie łyżką. Gotową masę przełóż do tortownicy i piecz przez około 20 minut w temperaturze 190 stopni. Następnie całość wystudź i przekrój poziomo na trzy części.

Masa:

Jajko i żółtka ubij na parze ze słodem. Wystudź. Masło utrzyj na puch w osobnym naczyniu. Jajka i masło połącz ze sobą mikserem. Biszkoptowy spód nasącz wodą z sokiem cytrynowym i przełóż masą. Wierzch i boki pokryj płatkami migdałowymi lub ozdób według uznania. Schłodź w lodówce przez kilka godzin.

3. Tort „na szybko”

Ciasto:

  • 250 g mleka roślinnego,
  • 1 łyżeczka naturalnego octu jabłkowego,
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego,
  • 100 ml oleju rzepakowego,
  • 120 g sypkiego słodu (np. cukru kokosowego, ksylitolu, erytrolu),
  • 170 g mieszanki mąki (50 proc. gryczanej, 50 proc. ryżowej),
  • 2 łyżeczki tapioki,
  • 1½ łyżeczki sody oczyszczonej,
  • szczypta soli.

Krem:

  • 250 ml mleka roślinnego,
  • 2 pełne łyżki mąki jaglanej,
  • 2 pełne łyżki tapioki,
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego,
  • 100 g masła klarowanego,
  • 1–2 łyżki cukru kokosowego,
  • 3–4 łyżki kremu daktylowego.

Dodatki: ekspandowany amarantus, ekspandowana kasza jaglana.

Przygotowanie:

Ciasto:

W mniejszej misce wymieszaj mleko z octem jabłkowym i odstaw na 5–10 minut. Następnie dodaj ekstrakt waniliowy, olej i dosyp słodu. Całość zmiksuj do połączenia składników. Do większej miski przesiej mąki, sodę oraz skrobię. Wymieszaj. Przelej mokre składniki do suchych i całość wymieszaj mikserem. Tortownicę wyłóż papierem do pieczenia i wylej do niej ciasto. Wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piecz przez 35–40 minut. Schłodzone ciasto przekrój na pół.

Krem:

Odlej 100 ml mleka, resztę umieść w niedużym garnku i zagotuj. Do odlanego mleka wsyp mąkę jaglaną oraz skrobię, dodaj ekstrakt z wanilii i dokładnie wymieszaj – do uzyskania gładkiej konsystencji. Do gotującego się mleka stopniowo wlewaj dobrze rozmieszany roztwór i energicznie mieszaj powstający budyń, zmniejszając ogień do minimum. Ugotowany, gęsty budyń odstaw do schłodzenia. Masło klarowane, wyjęte wcześniej z lodówki, zmiksuj z cukrem kokosowym na gładką masę. Do tak powstałej maślanej masy dodawaj po łyżce schłodzonego budyniu. Zmiksuj na krem. Odłóż kilka łyżek do przystrojenia wierzchu tortu. Do reszty kremu dorzuć krem daktylowy i dokładnie zmiksuj całość. Wstaw do lodówki. Schłodzoną masą wysmaruj spód ciasta, smarując wierzch i brzegi. Na sam wierzch dodaj warstwę odłożonego kremu (bez kremu daktylowego), aby był jasny. Boki obsyp ekspandowanym amarantusem. Przy pomocy wyciskarki całość przystrój kremem z musem daktylowym.

4. Tort truskawkowy RAW

Spód:

  • 3 garści orzechów włoskich,
  • 12 namoczonych daktyli,
  • 1 garść rodzynek,
  • 1 łyżka masła orzechowego.

Krem:

  • 2 szklanki namoczonych orzechów nerkowca,
  • 10 dużych truskawek (jeśli jest po sezonie – mogą być mrożone),
  • 5 daktyli.

Przygotowanie:

Spód:

Wszystkie składniki potrzebne do przygotowania spodu tortu zmiksuj w blenderze, ale nie na całkiem gładką masę. Wyłóż nią dno formy i wstaw całość do lodówki.

Krem:

Składniki kremu zmiksuj na bardzo gładką, zwartą masę. Krem ułóż na przygotowanym wcześniej spodzie i włóż całość na pół godziny do zamrażarki. Po wyjęciu udekoruj owocami i wstaw do lodówki.

5. Tort orzechowo-bananowy

Spód:

  • 200 g orzechów laskowych,
  • 16 daktyli,
  • duża garść rodzynek,
  • 2 duże łyżki oleju kokosowego,
  • 1 duża garść jagód goji zmiksowanych na proszek,
  • 1 duża łyżka kakao lub karobu,
  • 2 łyżki syropu klonowego.

Krem bananowy:

  • 3 szklanki namoczonych orzechów nerkowca,
  • 2 banany,
  • pół szklanki wody.

Krem orzechowy:

  • 1½ szklanki orzechów laskowych blanszowanych,
  • 14 daktyli,
  • 1 duża łyżka masła orzechowego,
  • ¼ szklanki wody,
  • 3 łyżki kakao lub karobu.

Polewa czekoladowa:

  • 3 łyżki oleju kokosowego,
  • 2 duże łyżki masła orzechowego,
  • 4 łyżki syropu klonowego,
  • 2 łyżki kakao lub karobu.

Przygotowanie:

Spód:

Wszystkie składniki potrzebne do przygotowania spodu zmiksuj ze sobą, następnie wyłóż masą dno tortownicy, wygładź łyżką lub ręką i wstaw do lodówki.

Kremy:

Zmiksuj osobno składniki na dwa kremy – bananowy i orzechowy. Nakładaj je na zmianę na spód. Najpierw bananowy, potem orzechowy, następnie znów bananowy.
Całość posmaruj polewą czekoladową, która powstanie po zmiksowaniu wszystkich jej składników. Wstaw do lodówki. Udekoruj kawałkami bananów.

Akcesoria do przygotowania urodzinowego tortu:

Rozkładana forma tortowa

Rozkładana forma tortowa z wysokiej jakości powłoką antyadhezyjną, która chroni przed przypalaniem. Posiada szerokie, wyjmowane dno zapobiegające wyciekaniu ciasta z formy i ułatwiające dekorowanie czy serwowanie tortów.
torty1
Zobacz: Forma do tortów

Foremka z cyframi do ozdabiania tortów

Silikonowa foremka do wykonania ozdób, np. z lukru plastycznego (przepis na zdrowy lukier plastyczny znajdziecie niżej). Formę należy wyłożyć masą i pozostawić w zamrażarce. Dzięki takim ozdobom każdy tort nabierze indywidualnego charakteru.
torty2
Zobacz: Forma z cyframi

Dekorator do ciasta

Idealny dekorator do ozdabiania tortów, ciast i kanapek. W skład zestawu wchodzi szpryca oraz 8 końcówek dekorujących.
mykitchen1
Zobacz: Dekorator do ciasta

Metalowa patera

Patera w stylu vintage. Idealna do prezentacji i serwowania tortów, ciast, ciasteczek, muffinów i innych pysznych deserów.
patera
Zobacz: Patera

Forma do ozdób z lukru plastycznego

Z taką formą księżniczkowy tort to żadne wyzwanie. Dzięki formie wyczarujemy m.in.: zamek, kwiatek, biedronkę, sukienkę, kotka, lalkę lub misia.
torty5
Zobacz: Forma do ozdób z lukru

Forma do ozdób – inne kształty

Kolorowa, silikonowa forma do wykonania ozdób z lukru plastycznego o niepowtarzalnych wzorach. Do wyboru m.in.: pociąg, auto, piłka, statek lub samolot.
torty6
Zobacz: Forma do ozdób z lukru

Przepis na zdrowy lukier plastyczny

Składniki:

  • ksylitol zmielony w młynku do kawy,
  • zimna woda lub sok malinowy,
  • opcjonalnie: odrobina karobu.

Przygotowanie:

Wszystkie składniki umieść w misce i dokładnie razem utrzyj, aż do uzyskania gładkiej, jednolitej masy. Uważaj, by soku lub wody nie było zbyt dużo, wówczas lukier będzie zbyt rzadki. Smaruj lukrem ulubione ciastka, torty i czekaj, aż masa zgęstnieje (około 1,5 godziny).
Foto: flikr.com/spool32

Kategorie
zdrowie

Nietolerancja laktozy – problem może dotyczyć nawet ¾ populacji

Tak naprawdę jedynie ludzie (a także niektóre zwierzęta domowe) spożywają nabiał w dorosłym wieku. To młode ssaki posiadają w układzie trawiennym enzym zwany laktazą, który jest potrzebny do trawienia laktozy, natomiast dojrzałe – wytwarzają enzymy odpowiedzialne za trawienie cukrów pochodzenia roślinnego, nie zwierzęcego.
Ale nie wszystkie. W niektórych rejonach kuli ziemskiej spożywanie nabiału praktykuje się od tysięcy lat. Ci z nas, których przodkowie stosowali dietę nabiałową, również w wieku dorosłym produkują laktazę, w przeciwieństwie do osób, które takich przodków nie miały. W rzeczywistości ta druga grupa to prawie ¾ mieszkańców kuli ziemskiej.

Jak wygląda nietolerancja laktozy w praktyce?

Nietolerancja laktozy to zjawisko polegające na braku umiejętności trawienia laktozy lub rozbijania jej na monosacharydy – galaktozę i glukozę. Wskutek tego w jelicie cienkim gromadzi się duża ilość cukru, który nie może zostać wchłonięty. Przedostaje się on następnie do jelita grubego, gdzie staje się pożywką dla bakterii i tym samym prowadzi do znacznego wzrostu ich liczby. Drobnoustroje zaczynają trawić cukry i uwalniać gazy w jelicie. Ponadto duża ilość cukrów uniemożliwia prawidłową absorpcję wody. Wszystko to prowadzi do wzdęć, biegunki, gazów oraz ogólnego dyskomfortu.

Jak rozpoznać nietolerancję laktozy?

Po pierwsze – po wyżej wymienionych objawach. Po drugie – udając się do lekarza. Zdiagnozowanie nietolerancji laktozy nie jest łatwe, ponieważ jej objawy przypominają wiele innych stanów chorobowych. Niemniej jedyną stuprocentową informacją o tym, czy dana osoba cierpi z powodu zaburzeń trawienia laktozy, jest badanie z zakresu genetyki. Lekarze zalecają też często wykonanie wodorowego testu oddechowego oraz ocenę tolerancji laktozy poprzez pomiar stężenia glukozy po obciążeniu laktozą. Testy te wykonuje się w przychodniach i szpitalach, a także przez internet (testy genetyczne).

Czy przy nietolerancji laktozy można jeść jogurty?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, warto wiedzieć, że poza nietolerancją laktozy istnieje również alergia na mleko. Ta pierwsza polega na braku umiejętności rozkładania laktozy przez organizm na cukry proste. Objawy i dyskomfort ulegają nasileniu pod wpływem wzrostu ilości bakterii w jelitach. Alergia na mleko jest natomiast reakcją na proteiny lub inne składniki tego typu pożywienia, które organizm identyfikuje jako obce i próbuje je unieszkodliwić. Reakcje alergiczne mają charakter zapalny i obejmują szereg reakcji immunologicznych. Zazwyczaj osoby cierpiące na nietolerancję laktozy mogą spożywać produkty zawierające częściowo przetworzone mleko (chyba że cierpią na ostrą formę nietolerancji). Alergicy unikają wszystkich produktów mlecznych.

Co powinna jeść osoba z nietolerancją laktozy?

Najważniejsze, aby dieta była zróżnicowana i zdrowa. Istnieje wiele produktów wskazanych dla osób z nietolerancją laktozy. Doskonałym źródłem wapnia są warzywa liściaste, fasola, suszone figi czy ciecierzyca. Źródłem tego składnika jest również twarożek sojowy tofu oraz sok pomarańczowy. Tak naprawdę warto jeść wszystko, całkowicie eliminując jednak z diety nabiał – czyli przetwory z mleka krowiego, koziego i owczego. Większość dorosłych osób, u których wykryto nietolerancję laktozy, jest w stanie przyjąć niewielką ilość tego cukru. Zazwyczaj chodzi o dawkę nie większą niż 10 g dziennie. Limit ustala się, sprawdzając, czy dana ilość produktu zawierającego laktozę spowoduje wystąpienie problemów żołądkowych.

Czym zastąpić mleko w kuchni?

Doskonałym pomysłem jest zastąpienie tradycyjnego mleka zwierzęcego mlekiem roślinnym. Przeczytaj: 10 przepisów na domowe mleka roślinne.

Mleko – czy jest nam niezbędne?

Nikt jeszcze naukowo nie zdołał dowieść konieczności spożywania mleka krowiego. Istnieje wiele innych produktów, z których można czerpać wapń i które są znacznie lepiej przyswajalne przez organizm. Wystarczy spojrzeć np. na Chiny, gdzie tradycja niejedzenia nabiału utrwalona jest niezwykle mocno. A mimo to Chińczyków uważa się za jednych z najdłużej żyjących na świecie. Mieszkańcy tego kraju cieszą się też sporą witalnością i niebywałym zdrowiem. Popularność nabiału w naszej części świata to kwestia szeroko zakrojonych kampanii reklamowych, finansowanych przez przemysł mleczarski, oraz potężnego wsparcia rządowego dla tegoż przemysłu.
Przeczytaj: O wapniu co wzmacnia kości – inaczej niż w telewizji
W zorientowaniu się w tym, czy dany produkt spożywczy zawiera mleko, pomocna jest lektura etykiet. Ukrywa się ono pod takimi nazwami jak:

  • kazeina,
  • sztuczny aromat maślany,
  • masło,
  • ser,
  • serwatka,
  • mieszanki mleczne w proszku,
  • mleko skondensowane,
  • hydrolizowane białko mleczne,
  • laktoalbumin,
  • laktoferyna,
  • laktoglobulina,
  • kwas mlekowy, laktoza,
  • tłuszcze mleczne,
  • kazeinian sodu/magnezu/potasu, wapnia,
  • mleko odtłuszczone.

Pamiętaj – jeśli jesteś jedną z osób cierpiących z powodu nietolerancji laktozy, nie musisz się tego wstydzić. W rzeczywistości bowiem większość ludzi boryka się z tym problemem. Warto o nim mówić otwarcie i nie rezygnować z wyjść ze znajomymi (np. na obiad czy kolację) i rodzinnych spotkań przy stole. Czasem wystarczy uświadomić i uwrażliwić najbliższych – jak robią to osoby chore na celiakię.
Na podstawie: Florence E. Schroeder: “Dieta bezmleczna. Poradnik dla uczulonych”

Kategorie
rodzina

10 powodów, dla których warto się śmiać. Dużo śmiać!

kaczka2
– „Czy mi się wydaje, czy twoje dziecko jest krok od śmierci?”
– „Cóż, właśnie znalazł drapiącą metkę w swojej koszulce, więc w zasadzie tak”.

Śmiech jest ważny, ponieważ:

1. Łagodzi stres

Obniża ciśnienie krwi, uaktywnia wydzielanie endorfin, hamuje produkcję adrenaliny i kortyzolu, rozładowuje nagromadzone emocje, dzięki czemu czujemy się odprężeni i zrelaksowani.

2. Dotlenia organizm

Śmiejąc się, wdychamy aż o litr powietrza więcej! Zmiany, które dokonują się w organizmie w tym czasie, podobne są do tych, które zachodzą w trakcie intensywnego wysiłku fizycznego: serce bije szybciej, poprawia się ukrwienie ciała, oddech staje się głębszy. Wentylowane są te partie płuc, do których przy normalnym oddychaniu powietrze nie dociera.

3. Podnosi odporność

Podczas śmiechu uruchamia się produkcja limfocytów T, odpowiedzialnych za niszczenie wirusów. Ponadto znacząco obniża się poziom adrenaliny i kortyzolu, czyli hormonów stresu, które osłabiają zdolności immunologiczne organizmu.

4. Poprawia koncentrację

Lepsza wentylacja płuc i lepsze ukrwienie działają pozytywnie także na mózg, dzięki czemu poprawia się koncentracja, a co za tym idzie – zdolność do zapamiętywania informacji.

kaczka3
Moje dziecko w przyszłości:
– „Zatem jak się panu wydaje, skąd wziął się ten lęk przed cyfrą 3?”
Moje dziecko teraz:
– „To koniec! Ostatnie ostrzeżenie! Liczę do trzech: 1, 2…”
– 
„Aaaa!!!”

5. To ćwiczenie fizyczne

Atak śmiechu może uruchomić aż kilkadziesiąt mięśni w ciele człowieka. Gdyby śmiać się przez godzinę non stop, można by spalić aż 500 kalorii!

6. Poprawia samopoczucie

Mózg zostaje pobudzony do produkcji katecholamin, które z kolei powodują wydzielanie endorfin, czyli tzw. hormonów szczęścia. Zdaniem naukowców jedna minuta śmiechu jest tak cenna dla organizmu jak 45 minut relaksu.

7. Jest naturalnym środkiem przeciwbólowym

Skład chemiczny endorfin jest zbliżony do morfiny. Poza tym poprzez redukcje wydzielania kortyzolu śmiech może łagodzić bóle głowy i mięśni.

8. Ułatwia uczenie się

Teoria nauki przez zabawę jest dobrze znana. Wykorzystywanie żartów i zabawy skutecznie podnosi poziom przyswajania przez dzieci wiedzy. Prawdopodobnie to zasługa dopaminy, która ma pozytywny wpływ na zapamiętywanie informacji.

kaczka1
Dziecko u lekarza
Gdy jest niemowlęciem:
– „On kichnął! Ratuj go!”  
Gdy jest starsze:
– „Chyba odpadła mi noga”.
– „Cóż, skocz po worek z lodem”.  

9. Pomaga leczyć cukrzycę

Grupa dziesięciu diabetyków regularnie uczęszczała na zajęcia jogi śmiechu. Efektem było znaczące obniżenie poziomu glukozy we krwi (1).

10. Doskonale motywuje

Pracownicy pewnej firmy codziennie przez dwa tygodnie uczestniczyli w 15-minutowych zajęciach jogi śmiechu. Rezultaty były imponujące! Odnotowano pozytywne zmiany w następujących obszarach: zdolność do podejmowania decyzji, empatia, optymizm, społeczna identyfikacja z pracownikami i firmą. Uczestnicy zajęć wykazywali zwiększoną o 28 proc. zdolność wykonywania zadań!

kaczka4
– „Idź sobie! Nie dotykaj moich rzeczy!”
– „Zostaw mnie w spokoju! Przestań na mnie patrzeć!”

”Miejmy więcej dzieci”, mówiłem…
”Będzie prościej, jeśli będą się miały z kim bawić”, mówiłem… 

(1) Belsare, S.D., Director Laughter Yoga Research and Training Institute, Bhopal, India. Laughter Therapy Effects on Antioxidant Defense System in Diabetic Type 2 Patients. Ogłoszony na: International Conference on Toxicology, Toxicogenomics and Occupational Health (ICTTOH) & 26th Annual Meeting of Toxicology (STOX). India, 9-11.10.2006.

Kategorie
odżywianie naturalne

Ocet jabłkowy – niesamowite właściwości i zastosowanie

Dlaczego warto sięgnąć po ocet jabłkowy? Jak wykonać go samodzielnie w domu i do czego wykorzystać?

Ocet jabłkowy – poznaj jego właściwości

Ocet jabłkowy ceniony jest ze względu na dużą zawartość potasu, fosforu, chloru, sodu, magnezu, wapnia, siarki, żelaza, fluoru i krzemu. To bogate źródło witamin, np. z grupy B. Zawiera także witaminy A, C, E, P oraz beta-karoten, kwas mlekowy, cytrynowy i octowy.

Ponieważ jest produktem powstałym w skutek naturalnej fermentacji, jest źródłem bakterii probiotycznych sprzyjających zdrowiu. Ocet jabłkowy pity na czczo sprzyja utrzymaniu odpowiedniego środowiska kwasowości żołądka. Wspomaga trawienie, stosowany jest pomocniczo przy zakażeniu bakterią Helicobakter pylori. Generalnie odgrzybia organizm. Jest idealny przy nadmiernym rozroście grzyba Candida albicans.

Jednym z głównych składników octu jabłkowego są pektyny, czyli włókna, których nie trawimy, a które wspomagają działanie naszego układu trawiennego, usprawniają pracę jelit i sprawiają, że odkłada się mniejsza ilość tkanki tłuszczowej. Poza tym pektyny zawarte w occie jabłkowym wspierają działanie układu krwionośnego, dlatego przy problemach z sercem bardzo dobrą profilaktyką jest codziennie używanie octu jabłkowego. Ponadto znajdujący się w nim potas wpływa dobroczynnie na układ krwionośny, działa antynowotworowo, wspiera działanie układu nerwowego i mięśniowego.

Ocet jabłkowy można również stosować wspomagająco przy odchudzaniu. Ponieważ dba o powstanie odpowiedniego, sprzyjającego środowiska kwaśnego w żołądku, cały proces trawienny przebiega sprawniej – poprawia się ogólna przemiana materii. Jednakże musi to iść w parze z odpowiednią dietą i aktywnością fizyczną.

Ocet jabłkowy – zastosowanie

Ocet jabłkowy ma bardzo wiele zastosowań. Może być używany:

  • Profilaktycznie – w tym celu warto codziennie rano na czczo wypijać szklankę ciepłej wody z dodatkiem łyżki octu jabłkowego i łyżeczki naturalnego miodu dla smaku.
    Dzieci powinny spożywać 1 łyżeczkę octu na szklankę wody z dodatkiem miodu lub syropu klonowego.
  • Leczniczo w przypadku występowania anginy i stanów zapalnych gardła – kilka razy dziennie należy płukać gardło wodą z dodatkiem octu jabłkowego (2 łyżeczki octu jabłkowego i 2 łyżeczki miodu wymieszać w ½ szklanki ciepłej, przegotowanej wody).
  • Jako kosmetyk; może być również skutecznie stosowany na skórę – należy zmieszać ½ szklanki octu z ½ szklanki oleju ze słodkich migdałów (aż do uzyskania emulsji) i nacierać zmienione chorobowo miejsca na skórze. Genialnie sprawdza się przy zmianach atopowych, łuszczycy czy egzemach. Lepiej nie smarować nim jednak miejsc, gdzie skóra jest popękana, krwawiąca, gdyż może szczypać.
  • Leczniczo na grzybicę (także pochwy) – stosuje się go wewnętrznie oraz zewnętrznie – w formie tamponów. ½ szklanki przegotowanej wody należy zmieszać z ½ szklanki octu jabłkowego i nasączony tym tampon zaaplikować na noc do pochwy. W przypadku swędzenia, pieczenia lub szczypania należy bardziej rozcieńczyć roztwór. Kurację prowadzi się do ustąpienia dolegliwości, jednakże bez zmian diety i stylu życia zadziała ona wyłącznie objawowo.
  • Jako składnik mikstury na zwichnięcia i bolące mięśnie/stawy – 1 łyżeczkę octu zmieszać z 1 surowym żółtkiem i 1 łyżką oleju rycynowego, następnie wmasować miksturą bolące miejsce.
  • Jak dressing do sałatek – w tym celu potrzebne są: 1 łyżka stołowa octu jabłkowego, 2–3 łyżki stołowe oliwy z oliwek extra virgin, ½ łyżki syropu klonowego lub miodu, ząbek czosnku. Czosnek należy drobno posiekać i na gładką pastę utrzeć w moździerzu razem z miodem, następnie powoli i stopniowo dolewać ocet i oliwę, nadal ucierając. Po uzyskaniu jednolitej konsystencji dressing dodać do ulubionej sałaty. Najlepiej smakuje z cykorią.

Jak zrobić domowy ocet jabłkowy?

Jabłka (najlepiej ekologiczne) umyć i utrzeć na tarce razem ze skórkami. Można też wykorzystać same skórki. Włożyć obierki i/lub utarte jabłka do glinianego lub szklanego naczynia (np. słoika) i zalać ciepłą, ale nie gorącą wodą (woda powinna mieć do 45℃) w ilości pół litra na 0,4 kg masy jabłkowej. Na każdy litr wody dodać 100 g cukru (najlepiej trzcinowego). Naczynie przykryć gazą i trzymać w ciepłym pomieszczeniu. Mieszać codziennie 2–3 razy drewnianą łyżką. Po 10 dniach zlać powstały płyn do czystej butelki lub słoika.

Drugi etap fermentacji – na każdy litr płynu dodać 50 g cukru. Dobrze wymieszać. Przelać do czystej butelki i trzymać w ciemnym miejscu przykryty gazą. Po upływie około 20 dni, kiedy płyn będzie jasny – ocet jest gotowy. Wystarczy przelać go przez gazę do czystego słoika i można cieszyć się domowym octem jabłkowym.

Foto: flikr.com/chiotsrun

Kategorie
wywiady

Jak to jest karmić czterolatka, czyli o długim karmieniu piersią (Historie trzech matek)

O tym, jak wygląda w praktyce długie karmienie piersią, opowiedzą trzy mamy: „Luca” Olga Machuta-Rakowska, Olga Androsz-Kowalska i Anna Maria Marcinkowska.

Luca Machuta-Rakowska, karmi tandem: dwuletniego syna i czteroletnią córkę

Wytyczne są dość jasne. WHO zaleca wyłączne karmienie piersią przez pierwszych sześć miesięcy życia dziecka i kontynuowanie karmienia do ukończenia przez dziecko drugiego roku życia lub dłużej. Skoro zalecenia są jasno sformułowane, dlaczego wciąż długie karmienie piersią jest takim ewenementem?

Niestety za zmianą zaleceń nie idzie od razu zmiana społeczna. Poprzednie pokolenie – nasze mamy, ciotki, a niestety często także lekarze –  albo nie zna tych zaleceń, albo nie potrafi sobie wyobrazić wprowadzenia ich w życie. Jeśli wiele osób wokół powtarza, że „po roku mleko nie ma wartości” albo „musiałam odstawić, gdy wróciłam do pracy”, to wątpliwości same się wkradają do głowy! Do tego dodajmy reklamy, które na każdym kroku wmawiają matkom, że w pewnym momencie trzeba przestawić dziecko na mieszankę. Kolejna rzecz to, niestety, ogrom działań na szkodę laktacji we wczesnym okresie życia dziecka, co ma duży wpływ na dalsze karmienie. A jeszcze mała świadomość dotycząca możliwości podawania leków karmiącej mamie… Powodów jest mnóstwo.
karmienie1

foto: Anksfoto.pl

Długie karmienie piersią to był świadomy wybór, założenie?

Założyłam sobie karmienie piersią przez minimum dwa lata, ale ideałem było dla mnie karmienie aż do samoodstawienia. Teraz starsze dziecko ma prawie cztery lata i ani myśli o rezygnacji z mleka mamy. Planuję zmniejszyć ilość karmień, ale zostawić co najmniej jedno dziennie tak długo, jak długo dzieci będą chciały.

Karmiłaś córkę będąc w ciąży, obecnie karmisz tandem. Bardzo wiele kobiet rezygnuje z karmienia, gdy tylko dowiadują się o ciąży. Nie miałaś takich myśli?

Nie, miałam wiedzę na ten temat przed zajściem w drugą ciążę, miałam także znajome, które karmiły w ciąży. Chwila wątpliwości pojawiła się wraz z nieznacznym plamieniem w drugim trymestrze, ale lekarze uznali, że nic się nie dzieje, skoro więc ciąża była zdrowa, to karmiłam dalej.
[reklama id=”67238″]

Widzisz jakieś dodatkowe korzyści z karmienia tandemu?

Nie wyobrażam sobie odstawienia dziecka, jeśli krótko potem zaczęłabym karmić młodsze. Myślę, że dla starszaka byłoby to bardzo trudne. Wielką korzyścią było to, że dzięki karmieniu piersią miałam zawsze pod ręką skuteczne narzędzie do uspokojenia starszego dziecka: wystarczyło zaprosić ją do piersi. (śmiech)

Kto cię wspierał w tej decyzji?

Na pewno mąż, a także moja siostra.

Spotkałaś się z ostracyzmem społecznym? Z nieprzychylnymi uwagami, docinkami? Jak się czujesz, karmiąc takie duże dzieci publicznie?

Nigdy nikt mi nie zwrócił uwagi poza domem. Kilka razy spotkałam się z klasycznym hejtem w internecie, nawet posądzano mnie o to, że karmię publicznie z pobudek ekshibicjonistycznych! Ale nigdy w oczy.

Czym jest dla ciebie karmienie piersią?

Czymś zupełnie naturalnym, a jednocześnie cudem natury.

Co karmienie dało tobie, dzieciom, waszej relacji?

Byłam zaskoczona, jak wiele jest wokół mnie mitów i niewiedzy. Zaczęłam się tym interesować i skończyłam jako promotorka karmienia piersią i redaktorka “Kwartalnika Laktacyjnego”. Więc dla mnie to zupełnie nowa droga rozwoju, także zawodowego.
Moje dzieci mają problemy z odpornością, synek ma silną alergię, wiem więc, że naturalne karmienie pomaga im normalnie funkcjonować. Szczerze mówiąc, myślę, że z synem byłoby bardzo kiepsko, gdyby nie to. Córka z kolei jest dzieckiem bardzo wrażliwym, a z chwil przy piersi czerpie siłę.

Jaką radę dałabyś mamom, które rozpoczynają swoją przygodę z karmieniem?

Uwierz w siebie, w swoje ciało, w swoje dziecko. Natura tak to zaplanowała, że naprawdę działa!
Luca jest promotorką karmienia piersią, wolontariuszką Fundacji Promocji Karmienia Piersią, redaktorka “Kwartalnika Laktacyjnego”. Prowadzi stronę i fanpage MilkPower.pl. Wierzy, że kobiece ciało to potęga, dzieci wiedzą, co robią, a Natura dobrze sobie to wszystko zaplanowała.

Olga Androsz-Kowalska, mama trzech córek, obecnie karmi ponaddwuletnie bliźniaczki

Dlaczego długie karmienie piersią ciągle nie jest czymś naturalnym?

We współczesnym świecie kobiety są często poddawane licznym presjom. Z wielu stron słyszą: “Karm piersią za wszelką cenę” lub “Nie karm, tyle dzieci wyrosło na mleku modyfikowanym, są zdrowe, świetnie się rozwijają, to po co niszczyć biust” etc. Mam wrażenie, że młode matki są zagubione w gąszczu informacji i zapominają o najważniejszej rzeczy, czyli swojej intuicji. Martwią się na zapas, co to będzie, jak mleka będą miały za mało albo będzie miało zły skład (jedna z największych bzdur) i poddają się, atakowane przez wszechobecne reklamy mleka modyfikowanego, sądząc, że tak łatwiej. Panuje też pogląd, że mleko po szóstym miesiącu życia dziecka jest niepełnowartościowe, że to  „sama woda”, więc po co karmić? Pozostawię to bez komentarza.
karmienie2

Karmisz bliźniaczki. To naprawdę niesamowite osiągnięcie, tym bardziej, że lekarze bardzo często dość wcześnie zalecają dokarmienie. Opowiesz nam swoją historię? Co było dla ciebie najtrudniejsze? Jak pokonałaś trudności?

Bliźniaczki mają starszą o cztery lata siostrę, która również była karmiona piersią, więc kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży bliźniaczej, naturalne dla mnie było, że spróbuje kolejne dzieci również karmić piersią. Najtrudniejsza była pierwsza doba, kiedy dziewczynki leżały w inkubatorze i nasz pierwszy kontakt był prawie niemożliwy. Dopiero następnego dnia mogłam je przystawić do piersi. Dziewczynki urodziły się w 39 tc, ważąc po 2700 każda. Były wielkimi leniuszkami z osłabionym odruchem ssania. Dość długo musiałyśmy się siebie uczyć. Otrzymałam dużo pomocy od pań położnych i pielęgniarek noworodkowych. Na szczęście nie naciskano na mnie w szpitalu, bym podała im mleko modyfikowane. Udało nam się wytrwać tylko na piersi. Po dwóch tygodniach zachorowałam na zapalenie piersi. Była wysoka gorączka, ból, drgawki i piersi jak kamienie. Pomógł laktator i upór, by jednak się nie poddawać. Codziennie uczyłyśmy się z dziewczynkami siebie nawzajem. Okazało się, że były niechętne, aby przystawiać je równocześnie. Na czas karmienia chciały mieć mamę na wyłączność. (śmiech) I nie było problemów z „poczekaniem na swoją kolej”. Kilka razy korzystałam też z rad doradczyń laktacyjnych i mojego ginekologa. Było wiele ciężkich chwil dotyczących zarówno samych dzieci, kiedy dziewczynki spadały na wadze, kiedy denerwowałam się, czy nie są głodne, czy odwodnione, jak i mnie, gdy przyszło kolejne zapalenie piersi czy stres związany z leczeniem np. zapalenia zatok i ewentualnego oddziaływania leków przyjmowanych przeze mnie na dzieci.
Korzyści płynące z karmienia zawsze przewyższały i rozwiewały wszelkie wątpliwości. Karmienie naturalne jest też bardzo wygodne. Pokarm jest zawsze gotowy, zawsze w najlepszej temperaturze o najbardziej zoptymalizowanym składzie, tylko w tym głowa matki, by był zawsze dostępny. Bazując na własnym przykładzie – dla chcącego nic trudnego! Obecnie pracuje i nadal karmię bliźniaczki piersią, choć skończyły dwa lata. Przy pierwszej córce wróciłam do pracy, kiedy ona miała sześć miesięcy i udało mi się karmić ją bardzo długo. Jestem przedstawicielką wolnego zawodu, więc też miałam tę możliwość pracy w niepełnym wymiarze, dostosowanym do wymagań dziecka, a dzieci są bardzo mądre i nie mają problemu z czekaniem na powrót mamy i kolejne karmienie.

Zatem długie karmienie to było twoje założenie od początku drogi mlecznej?

Wybór był dla mnie zupełnie świadomy, naturalny, podjęty bez wahania. Nie robiłam i nie robię założeń, jak długo będę karmiła. Polegam na naturze, potrzebach dzieci i swojej intuicji. Bardzo ciężko jest mi stwierdzić, kiedy nasza mleczna przygoda się skończy. Dziewczynki są już duże, karmienie dla mnie jest już też coraz bardziej wyczerpujące, ale świadomość, że na tym etapie naszego życia nie zaspokajam już ich potrzeb żywieniowych, ponieważ jedzą wszystko inne, a bardziej potrzeby psychiczne i emocjonalne, nie pozwala mi tak radykalnie skończyć karmić. Widzę, jakie niesamowite postępy robią każdego dnia, jak wiele się uczą i jak wiele nowych, często trudnych dla nich emocji przeżywają. Wiem, że może w przypadku innych dzieci wystarczyłoby przytulić, ale u nas ta pierś jest czymś tak stałym, tak ważnym dla nich, że pomimo mojego często znużenia mówię sobie: “A, jeszcze trochę damy radę”.

Kto cię wspierał w karmieniu dwójki?

Mąż, rodzina. U nas nie było dyskusji czy rozważań, jak karmić i czym. Moja mama karmiła mnie tylko około miesiąca. Bardzo chciała, lecz niestety nie było jej to dane. Podczas wielu rozmów przed narodzinami pierwszej córki doszłam do wniosku, że spróbuje naturalnie, lecz jak mi się z różnych przyczyn nie uda, to nie będzie to dla mnie koniec świata. Udało się i to jak! Jak rodziły się bliźniaczki, wyszłam z takiego samego założenia.

Jak się czujesz, karmiąc takie duże dzieci publicznie?

Szczerze mówiąc, tylko raz spotkałam się z mało sympatycznymi spojrzeniami przechodniów, gdy karmiłam roczną (pierwszą) córkę w porcie w Dubrowniku. Na szczęście na straży stał mój mąż, którego spojrzenie było dużo groźniejsze. Oczywistym jest, że kobieta posiadająca bliźnięta sama w sobie jest sensacją, a co dopiero kobieta karmiąca bliźnięta! Generalnie spotykam się z ciekawskimi spojrzeniami, z różnymi docinkami, lecz one dotyczą faktu, że dzieci jest dwójka, a nie jedno.

Karmienie piersią jest…

Fizjologią! (śmiech) Czymś zupełnie naturalnym, a jednocześnie niesamowitą bliskością, poczuciem bezpieczeństwa, które dajemy dziecku, i tym wszystkim, co dziecko daje nam. Nikt i nic nie zabierze tych wspólnych chwil. To są chwile z jednej strony bardzo intymne, tylko nasze, a z drugiej tak naturalne, tak zwierzęce i tak ludzkie. W końcu wszyscy jesteśmy ssakami. (śmiech)
Karmienie piersią dało przede wszystkim moim dzieciom zdrowie. Nie ma doskonalszego i bardziej dostosowującego się do potrzeb dziecka pokarmu. Naukowcy rokrocznie odkrywają nowe składniki mleka kobiecego. Fascynująca dla mnie jako dla lekarza jest obecność komórek macierzystych w mleku matki. Jeśli chodzi o relacje, wiele osób uważa, że dzieci długo karmione piersią są nieśmiałe, trzymające się maminej spódnicy i piersi (śmiech), a ja widzę po moich córkach, że jest wręcz odwrotnie. Karmienie piersią oprócz głodu zaspokaja również potrzebę bliskości, przytulenia. Widzę po mojej najstarszej córce, że jest tak wypełniona nasza miłością, że otrzymała tak potężny ładunek czułości, akceptacji, że obecnie jest bardzo pewną siebie sześciolatką, dla której wystąpienia publiczne czy zawieranie nowych znajomości nie stanowią żadnego problemu. Jest ciekawa świata, poznaje go i chłonie całą sobą.

Twoja rada dla młodych mam?

Ciężko jest radzić, bo to jest to, czego, mam wrażenie, młode mamy mają w nadmiarze. Nagle okazuje się, że wszyscy wiedzą wszystko lepiej i nasze własne piersi stają  się dobrem ogólnym. W czasie ciąży cała uwaga skupia się na kobiecie, po porodzie – na dziecku. Kobieta, matka często zostaje zepchnięta na drugi plan, a przecież to ona właśnie przeżywa burze hormonalną, budzą się w niej najsilniejsze uczucia, jakie zna natura, budzi  się w niej matka. I ta matka powinna zaufać swojej intuicji, nie słuchać „życzliwych”, tylko zaufać sobie i będzie dobrze. A jak zajdzie potrzeba, to nie bać się prosić o pomoc.
Olga jest żoną, matką trzech córek, lekarzem. Stara się w życiu kierować zdrowym rozsądkiem popartym faktami, lecz także ufa kobiecej wrodzonej sile, pokorze i empatii.

Anna Maria Marcinkowska, karmiła syna przez pięć lat (bez jednego tygodnia)

Długie karmienie piersią obecnie…

Większość mam niestety „odpada w przedbiegach”, kończąc karmienie przedwcześnie ze względu na brak wsparcia, nieprzystającą wiedzę personelu medycznego, brak dostępu do porad laktacyjnych oraz agresywne naciski koncernów mieszankowych. Te, które karmią powyżej sześciu miesięcy, padają często ofiarą stwierdzenia, że im starsze dziecko, tym trudniej je odstawić, że z piersi w jakimś momencie zaczyna płynąć woda czy że dłuższe karmienie wręcz wpływa negatywnie np. na psychikę dziecka, upośledza jego zachowania społeczne itd. Ludzie są przekonani, że dziecku trzeba „pomóc” w odstawieniu się od piersi, inaczej nigdy nie przestanie pić maminego mleka. Wiedza o przewadze karmienia naturalnego nad sztucznym jest wśród mam traktowana jako element dyskryminacji tych, które zdecydowały się nie karmić piersią lub im się to nie udało. W związku z tym nie jest też chętnie szerzona. Na temat karmienia narosło mnóstwo mitów – o diecie matki karmiącej, o niemożności podjęcia jakiegokolwiek leczenia, o tym, że nie można normalnie żyć, zostawić dziecka i wyjść ze znajomymi, napić się kawy czy – o zgrozo – piwa. Karmienie staje się drogą przez mękę, pełną wyrzeczeń matki i cierpień dziecka, a na dodatek wycieńczającą matczyny organizm… Kto wytrzyma to długo? Tylko męczennica, prawdziwa Matka Polka… (śmiech)
karmienie3

Twoje dziecko odstawiło się od piersi samodzielnie?

Tak. Nie zakładałam jak długo będę karmić, ale gdy dowiedziałam się o istnieniu samoodstawienia, poczułam, że chcę spróbować. Doszłam bowiem do wniosku, że w razie czego odstawić mogę w każdej chwili. Nie zaszła jednak taka potrzeba.

Kto wspierał cię w decyzji o długim karmieniu synka?

Wspierał mnie partner. Jego wsparcie polegało na akceptacji decyzji o długim karmieniu, poza tym doceniał wygodę i niezwykłą wszechstronność piersi – karmienie ułatwiało rodzicielstwo nam obojgu.

Dotknęły cię jakieś nieprzyjemne sytuacje? Uwagi, docinki?

Nie spotkałam się z czymś takim osobiście. Karmiąc spore dziecko czułam się zwyczajnie, gdyż nikogo nie obchodziło, jak dużego ssaka mam przy piersi.

Co karmienie dało tobie i twojemu dziecku?

Zapytałam syna, dość oszczędnego w słowach, i stwierdził, że pamięta, było fajnie, a mleko było pyszne… Mnie karmienie dało niezastąpione narzędzie wychowawcze i wymówkę dla odpoczynku. Moim zdaniem możliwość wykarmienia dziecka daje wielkie poczucie sprawstwa, zwiększa kompetencje rodzicielskie.

Twoja rada dla młodych mam…

Karmienie jest najlepszą inwestycją w zdrowie dziecka. Otoczcie się dziewczynami, którym się udało, i to u nich zasięgajcie rady! Czytajcie o karmieniu piersią w zaufanych publikacjach, nie opierajcie się na byle jakich źródłach. Sprawdźcie, jakie doradczynie i promotorki macie w okolicy, a do karmienia przygotujcie się jeszcze w ciąży… To jest ważniejsze niż wózek idealny.
Anna jest mamą Ignasia karmionego piersią pięć lat bez tygodnia. Entuzjastka karmienia piersią, doula, felietonistka “Kwartalnika Laktacyjnego”, blogerka od Igulca i Zrzędliwego Matulca, kociara. Na co dzień mieszka na islandzkiej wsi i pracuje jako nauczycielka.

Kategorie
zdrowie

10 rozgrzewających rzeczy, które warto mieć jesienią w kuchni

Skąd się bierze wewnętrzny chłód? Według tradycyjnej medycyny chińskiej – z diety niezgodnej z naszą fizjologią i podstawowymi potrzebami. Im mniej zrównoważone i przemyślane pokarmy spożywamy w ciągu dnia, tym więcej przynoszą nam one chłodu.
Żeby zrozumieć, na czym to polega, warto zacząć od początku, a więc od tego, że medycyna chińska dzieli potrawy na: wyziębiające, wychładzające, obojętne, rozgrzewające i gorące. Aby dieta działała na naszą korzyść, powinna być dostosowana do klimatu, w którym żyjemy, oraz pory roku.
Mamy początek jesieni, pora więc uzupełnić swoje spiżarnie i lodówki w pokarmowe „dopalacze”, które podwyższają wewnętrzną energię, pobudzają krążenie krwi i poprawiają libido:

1. Imbir

Swoje właściwości rozgrzewające zawdzięcza dużej zawartości olejków eterycznych, które poprawiają krążenie krwi. Jeśli więc doskwiera nam chłód, znacznie lepiej jest napić się herbaty z imbirem niż z cytryną, która ma właściwości wychładzające. Imbir zaś nie dość, że rozgrzewa, poprawia również odporność i pomaga organizmowi zwalczyć wirusy i bakterie. Ma działanie przeciwzapalne i przeciwgorączkowe, łagodzi ból gardła i jest naturalną aspiryną.

Przepis na senegalski napój imbirowy:

  • tarty kawałek korzenia imbiru,
  • woda,
  • sok z limonki,
  • miód.

Imbir zalej wrzątkiem, dodaj sok z limonki i poczekaj, aż nieco przestygnie. Gdy temperatura napoju spadnie poniżej 40 stopni, dodaj miód.

2. Goździki

Goździki to silnie rozgrzewająca przyprawa, którą charakteryzują właściwości przeciwbólowe, antyseptyczne i wspomagające trawienie. Można je żuć niczym cukierki, by odświeżyć oddech i przeciwdziałać próchnicy. Dzięki właściwościom bakteriobójczym wzmacniają układ odpornościowy i zwalczają infekcje. Idealnie nadają się jako dodatek do kawy, herbaty, niektórych zup i potraw mięsnych. Zmielone można dorzucić jako przyprawę do pierników i ciast.

Herbata z imbirem i goździkami:

  • czarna herbata,
  • 3 plasterki świeżego imbiru,
  • kilka goździków,
  • sok z malin.

W kubku zaparz herbatę, dodaj wszystkie składniki, a na koniec dopraw sokiem z malin. Przykryj talerzykiem na kilka minut.

3. Cynamon

Cynamon hamuje rozwój bakterii i działa odkażająco. W medycynie chińskiej od wieków stosowany jest do leczenia przeziębień i problemów trawiennych. Napój ze szczyptą cynamonu skutecznie zwalcza np. infekcje gardła. Stanowi doskonałe źródło magnezu, żelaza i wapnia.

Naleśniki cynamonowe:

  • 1 szklanka mleka roślinnego,
  • ¾ szklanki mąki orkiszowej,
  • 1 łyżka oleju kokosowego,
  • 1 łyżeczka cynamonu.

Składniki zmiksuj ze sobą, następnie smaż na rozgrzanej patelni do zarumienienia. Podawaj z ulubionymi sezonowymi dodatkami.

4. Kurkuma

Jest naturalnym, skutecznym antybiotykiem poprawiającym jednocześnie trawienie i stan flory jelitowej. Ponadto oczyszcza i rozgrzewa krew, przyczyniając się do tworzenia nowych krwinek. Działa pobudzająco i antybakteryjnie.

Ajurwedyjska pasta z kurkumy:

  • 2–3 łyżki sproszkowanej kurkumy,
  • 1 szklanka wody.

Wodę doprowadź do wrzenia i dodaj do kurkumy. Gotuj mieszając, aż powstanie gęsta pasta. Cały proces powinien trwać co najmniej 8 minut. Gotową pastę przełóż do szklanego pojemnika i przechowuj w lodówce. Możesz ją stosować na ból gardła (wystarczy zjeść ½ łyżeczki gęstej pasty) lub problemy z trawieniem.

5. Cebula

Ma właściwości rozgrzewające i łagodzące. Jest bogatym źródłem witamin: A, B1, B2, C, a także wapnia, żelaza i fosforu. Zmniejsza gorączkę, rozrzedza flegmę i odtruwa organizm. Ponadto pobudza trawienie, obniża poziom cholesterolu i jest świetnym antybiotykiem.

Domowy syrop z cebuli:

  • 2 cebule,
  • 2 łyżki miodu.

Cebule drobno posiekaj, przełóż do miseczki i zalej obficie miodem. Dobrze wymieszaj, następnie przykryj i odstaw na 5 godzin, aby cebula puściła sok. Po tym czasie odcedź sok i podawaj jako lekarstwo na kaszel co 2–3 godziny.

6. Dynia

Nie bez powodu zwana jest królową jesieni – poza tym, że rozgrzewa, wzmacnia odporność i pozwala ustrzec się infekcji w sezonie jesienno-zimowym. Jednocześnie dynia skutecznie obniża ciśnienie, poprawia krążenie krwi i jest pomocna w odkwaszaniu organizmu. Na chłodne jesienne wieczory doskonale sprawdza się dynia pieczona.

Pieczona dynia z czosnkiem i przyprawami:

  • mała dynia hokkaido,
  • oliwa z oliwek,
  • rozmaryn,
  • bazylia,
  • majeranek,
  • świeżo mielony czarny pieprz,
  • 1 ząbek czosnku.

Dynię przekrój na pół i usuń pestki. Pokrój w grubą kostkę lub półksiężyce. Przygotuj sos: dwie łyżki oliwy wymieszaj z ziołami i zmiażdżonym czosnkiem, a następnie wysmaruj nim dokładnie kawałki dyni. Wstaw dynię do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 15–20 minut.

7. Bazylia

Ponieważ bazylia działa rozgrzewająco, również na osłabiony organizm, często wykorzystuje się ją w czasie grypy, przeziębienia czy gorączki. Działa przeciwbólowo i napotnie, antydepresyjnie.

Wywar z liści bazylii (wzmacnia odporność, rozgrzewa):

  • 4 gałązki bazylii,
  • litr wody,
  • miód,
  • sok z cytryny.

Bazylię włóż do rondelka, zalej wodą i podgrzewaj na małym gazie. Wyłącz w momencie zagotowania się wody. Ostudzony wywar przecedź, dodaj miodu i soku z cytryny. Pij 1–2 razy w tygodniu.

8. Chili

Papryczka chili ma silne działanie rozgrzewające i przeciwbólowe. Poradzi sobie z bólami reumatycznymi, bólem brzucha oraz gardła. Dodawana do maści rozgrzewa mięśnie i stawy, łagodząc ból. Pomaga też walczyć z przeziębieniem.

Chili w oleju:

  • 1 kg papryczek chili,
  • 1 litr oleju,
  • ½ szklanki oliwy z oliwek,
  • 3 ząbki czosnku,
  • substancja słodząca (np. miód),
  • sól,
  • bazylia,
  • 5 małych słoików.

Papryczki oczyść z gniazd nasiennych, ułóż w słoiczkach, do każdego z nich dorzuć nasiona, pół ząbka czosnku, pół łyżeczki soli, odrobinę miodu i pół łyżeczki bazylii. W rondlu zagrzej olej z oliwą z oliwek i zalej nim papryczki. Słoiki zakręć i ustaw do góry dnem. Otwórz po dwóch tygodniach od przygotowania.

9. Anyż

Anyż pomaga leczyć wiele chorób, w tym schorzenia układu pokarmowego oraz oddechowego. Ma również działanie antybakteryjne. Olejek z anyżu wcierany w skórę pobudza krążenie krwi i rozgrzewa organizm, co pomaga łagodzić bóle mięśniowe. Warto też wiedzieć, że anyż pobudza laktację.

Herbata z pomarańczą, cynamonem i anyżem:

  • 2 łyżeczki czarnej herbaty,
  • 2 plastry pomarańczy,
  • 2 gwiazdki anyżu,
  • 2 laski cynamonu,
  • miód,
  • konfitura wiśniowa.

Herbatę zalej wrzątkiem, dodaj suszone plastry pomarańczy, anyż i cynamon. Kiedy herbata nieco ostygnie, dodaj miód z owocami.

10. Czosnek

Czosnek rozgrzewa, wzmacnia układ odpornościowy, zapobiega infekcjom układu oddechowego. Zwiększa potliwość, obniża gorączkę, zmniejsza bóle głowy i ułatwia zasypianie. To doskonałe lekarstwo, które warto mieć zawsze pod ręką.

Pasta czosnkowa:

  • 8 ząbków czosnku,
  • ½ łyżeczki soli,
  • łyżeczka oliwy z oliwek.

Ząbki czosnku przeciśnij przez praskę. Dodaj sól i oliwę, następnie rozetrzyj na gładką masę w moździerzu. Pastę przełóż do słoiczka i przechowuj w lodówce. Dodawaj do potraw jako aromatyczną przyprawę.