Kategorie
rodzina

Zabawki ze śmieci. Najlepsze!

1. Do piachu

Latem piaskownice są pełne takich samych plastikowych wiaderek, łopatek i foremek, które najczęściej i tak leżą, bo nikt nie chce się nimi bawić. Żeby zmienić tę sytuację, często wystarczy po prostu przynieść do piaskownicy trochę śmieci.

Co się nadaje?

  • plastikowe opakowania np. po lodach, jogurtach, ciastkach,
  • butelki najlepiej z szerokim otworem (po napojach, syropkach, domowej chemii),
  • różne opakowania,
  • popsute i nieużywane sprzęty kuchenne (garnki, zardzewiałe blachy, wygięte łyżki itd.).

2. Do sklepu

Używając śmieci, można prawie całkowicie wyposażyć sklep, który spodoba się każdej małej sklepowej. Jeśli więc wasze dziecko lubi taką zabawę, warto przyjrzeć się każdej wyrzucanej rzeczy. Torebka po makaronie, kartonik po ciastkach czy puste opakowanie po ketchupie w dziecięcym sklepie zamieni się w pełnowartościowy produkt.

3. Rolki po papierze

Z rolek po papierze toaletowym można wyczarować prawie każdą zabawkę – pojazdy dla miłośników transportu, zwierzaki dla przyrodników, superbohaterów, księżniczki, postaci z bajki. Najczęściej wystarczy trochę kolorowego papieru, klej i nożyczki i w kilka chwil z czegoś, co skończyłoby w śmietniku, można stworzyć nową zabawkę. Potrzeba tylko trochę wyobraźni. A jeśli tego brakuje, warto poszukać podpowiedzi u wujka Google, on ma naprawdę wiele pomysłów i chętnie się nimi dzieli.

4. Paper mache

Paper mache to masa wykonana z papieru i kleju, można z niej zrobić naprawdę wszystko. Potrzebny jest tylko odpowiednio przygotowany stelaż. Można go wykonać ze zgniecionych papierów, kartonów czy drutów i posklejać to wszystko taśmą. Kiedy już stelaż przyjmie pożądaną formę, oklejamy go kawałkami starych gazet moczonych w kleju (klej można zrobić z mąki i wody wymieszanych w proporcji 1:2). Oklejony kilkoma warstwami makulatury stelaż zostawiamy do wyschnięcia. Wyschnięty możemy wyrównać papierem ściernym i pomalować. W ten sposób z łatwością powstanie rakieta, samolot, maska, lalka, a nawet duży tor wyścigowy dla samochodzików. Możliwości są praktycznie nieograniczone.

Przeczytaj: Paper mache. Jak twórczo wykorzystać makulaturę?

5. Toys from trash

„Toys from trash”, czyli zabawki ze śmieci – ich pomysłodawcą jest indyjski popularyzator nauki wśród dzieci, Arvind Grupta. Używając śmieci i przedmiotów ogólnodostępnych w domu i na podwórku, tworzy zabawki, które jednocześnie pokazują dzieciom, jak działa świat. Na jego stronie znajdziecie takie zagadnienia jak: powietrze i woda, biologia dla początkujących, latające zabawki, proste dźwięki, zabawa z ciśnieniem czy zadziwiające układanki. Ale też takie opisane po prostu hasłami: błysk w oku czy zabawa papierem. A w każdej z tych grup dziesiątki pomysłów na tworzenie własnych zabawek, z wyczerpującą instrukcją (w języku angielskim) bogato opatrzoną zdjęciami. To naprawdę bogata skarbnica pomysłów na zabawę i naukę: arvindguptatoys.com.

Zabawki naprawdę nie muszą być drogie. Takie stworzone własnoręcznie potrafią cieszyć bardziej niż te ze sklepu. Zanim więc wyrzucicie kolejną rzecz do kosza, obejrzyjcie ją dobrze i zastanówcie się, czy wasze dziecko nie zrobi z niej jeszcze pożytku!

Foto: almostunschoolers.blogspot.com

Kategorie
rodzina

Kiedy drugie (kolejne) dziecko?

Kiedy?

To chyba najpopularniejsze pytanie. Rok? Dwa? Pięć a może dziesięć? Każda z opcji ma swoje plusy i minusy. Mała różnica wieku to dla rodziców ogromny wysiłek fizyczny, podwójnie nieprzespane noce, podwójne pieluchy czy nocnik, ale też zapewne dobra relacja między dziećmi, wynikająca z jednoczasowości podobnych przeżyć, oraz partnerstwo w zabawie i w życiu. Większa różnica wieku to więcej czasu dla rodziców na zebranie sił i zwarcie szyków, a także pomoc ze strony starszego dziecka – np. przedszkolak może już asystować przy kąpieli, podając ręcznik czy kosmetyki, a starsze dziecko – popilnować maluszka lub wziąć go do ogródka, by mama mogła odpocząć, ugotować obiad czy pójść pod prysznic. Kwestia zazdrości dotknie zapewne każdego, niezależnie od wieku.

Finanse

Obecnie rodzice mogą liczyć na następujące wsparcie ze strony państwa:

  • na każde drugie i następne dziecko – 500 zł miesięcznie (przy pierwszym dziecku kryterium dochodowe),
  • jednorazowy dodatek z tytułu urodzenia się dziecka, tzw. becikowe – 1000 zł (kryterium dochodowe),
  • ulgę podatkową na dziecko – 1112,04 zł (przy pierwszym kryterium dochodowe),
  • zasiłek rodzinny 89–129 zł (kryterium wiekowe).

Centrum im. Adama Smitha szacuje, że koszt wychowania dziecka (do 19 roku życia) mieści się w przedziale 176–190 tys. zł, dwójki dzieci 317–342 tys. zł, trójki 422–427 tys. zł, a dla rodziny z czwórką dzieci to ok. 528–553 tys. zł. Wariant najtańszy przy jednym dziecku zakłada wydatek ok. 814 zł na miesiąc. Szacuje się, że wychowanie drugiego dziecka to 80 proc. kosztów pierwszego, a trzecie – 60 proc.

Bardzo trudno jest oszacować “koszt” posiadania dziecka. Rozrzut cenowy pomiędzy każdym artykułem i usługą jest ogromny, np. body dla niemowlaka – od 2 zł w second-handzie do 150 zł od “projektanta”. Przy niewielkiej różnicy wiekowej większe i droższe sprzęty – wózek, fotelik samochodowy, huśtawka, chusta, łóżeczko, przewijak czy niańka elektroniczna – posłużą obojgu dzieciom. Często żłobki i przedszkola ustalają zniżkę dla rodzeństwa, a niekiedy ci zmuszeni do oddania dziecka w ręce niani zamiast babci zapłacą jej mniej za opiekę nad dwójka jednocześnie niż za dwójkę, ale w większym odstępie czasowym.

Praca

Obecnie dla matek zatrudnionych na umowę o pracę kodeks pracy przewiduje do 12 miesięcy “urlopu” macierzyńskiego (przez 6 miesięcy 100 proc. wynagrodzenia, przez kolejne 6 – 60 proc.), a dla prowadzących własną działalność gospodarczą opracowano nowe zasady otrzymywania zasiłku macierzyńskiego.

Obecnie największymi problemami pracujących mam są:

  • pogodzenie pracy i opieki na dzieckiem do lat 3 (kiedy to dziecko może zacząć uczęszczać do przedszkola, choć i z tym są problemy); infrastruktura żłobkowa w Polsce mocno kuleje, żłobki prywatne to koszt ok. 500–800 zł miesięcznie, a
  • opiekunka – 1000–2000 zł,
  • stosunek prawny z pracodawcą – umowy śmieciówki mogą skutkować zwolnieniem z pracy po powrocie z urlopu macierzyńskiego.

Niejasna lub po prostu nieprzyjemna sytuacja w pracy może nie sprzyjać dalszej prokreacji. Rozwiązaniem tego problemu może być (bardzo) szybkie zajście w kolejną ciążę, zmiana pracy lub założenie własnego interesu. Urlop macierzyński czy wychowawczy może służyć pogłębieniu hobby i przeniesieniu go na biznesowe tory. Bardzo dużo polskich mam korzysta z takiej możliwości.

Duże = szczęśliwe?

Z raportu IPSOS Polska na zlecenie Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus” wynika, że duże rodziny są bardzo zadowolone z życia, a ich największym problemami są: finanse, warunki mieszkaniowe oraz negatywny obraz rodziny wielodzietnej w Polsce. W rodzinach wielodzietnych ponad 45% matek jest aktywnych zawodowo, a związek jest budowany na zasadach partnerskich, z dużym zaangażowaniem mężczyzn. Psycholodzy wskazują na dużą samodzielność, empatię i umiejętności negocjacyjne u dzieci z takich rodzin.

Niekończące się wątpliwości

Przez długi czas rodzicom wydaje się, że pierwsze dziecko jest “za małe” na to, by rodzice mogli uraczyć je rodzeństwem. Z kolei kiedy już rodzice i pierworodne dziecię wyrosną z pieluch, mają ochotę trochę odpocząć. Następnie pojawiają się pytania o płeć rodzeństwa (na którą rodzice nie mają realnego wpływu) – bo może lepiej, żeby dziewczynki miały siostry, chłopcy braci, a może jest zupełnie na odwrót – “lepiej” wychowuje się mieszane rodzeństwo…?
Wszystko to nieuchronnie prowadzi do wniosku, że nigdy nie ma dobrego czasu na kolejne dziecko lub… ZAWSZE jest dobry czas na kolejne dziecko! Nie warto sugerować się oczekiwaniami innych, lecz podjąć decyzję o powiększeniu rodziny wspólnie z partnerem\partnerką. Najważniejsze jest stworzenie więzi między wszystkimi członkami rodziny poprzez wspólne spędzanie czasu, akceptację siebie nawzajem i wspólne podejmowanie decyzji – zarówno z sferze związku, jak i rodziny jako ogółu.

Bibliografia:

  • program500plus.pl
  • smith.pl/artykuly/koszty-wychowania-dzieci-2016-informacja-prasowa-centrum-im-adama-smithawarszawa-1-czerwca
  • e-pity.pl/abc_podatki/ulgi/ulga_prorodzinna/
  • kadry.infor.pl/kadry/ubezpieczenia/zasilki_i_inne_swiadczenia/727517,Zasilek-macierzynski-a-dzialalnosc-gospodarcza-nowe-zasady.html
  • 3plus.pl/wielodzietni-w-polsce-raport-2016,a319.html

Foto: flikr.com/rsdreamphotos

Kategorie
niemowlę

AZS i PZS – choroby skóry małych dzieci

Ze względu na częstotliwość ich występowania (która zarówno w przypadku AZS, jak i PZS wciąż rośnie) warto przyjrzeć się im uważniej, by móc odpowiednio zareagować w momencie, gdy będziemy mieli – jako rodzice – podejrzenie, że dotyczą naszych dzieci.

AZS – swędzący problem, którego źródłem są geny

AZS to choroba cywilizacyjna, rozpoczynająca się najczęściej w wieku dziecięcym, której częstotliwość występowania rośnie w zatrważającym tempie. Wystarczy wspomnieć, że na początku XX wieku objawy tej przypadłości stwierdzano u 1 proc. ludności. Dziś choroba ta dotyczy szacunkowo około ⅓ populacji i uznawana jest za jeden z ważniejszych problemów XXI wieku.
Źródło AZS leży w genach pacjenta, a sama choroba wiąże się ściśle z zaburzeniami immunologicznymi organizmu i nadmierną produkcją przeciwciał IgE, skierowanych przeciwko alergenom środowiskowym. Ze względu na uciążliwy przebieg mówi się, że choroba ta dotyczy nie tylko ciała, ale też duszy pacjenta.

AZS jako choroba psychosomatyczna

W AZS istotną rolę odgrywa podłoże psychogenne – stres i rozdrażnienie, które nasilają się, gdy dopada nas niesenność spowodowana świądem. Wszystko to sprzyja powstawaniu błędnego koła AZS. Zdaniem lekarzy stres, predyspozycje i charakter pacjenta nasilają objawy atopii, ale nie są jej bezpośrednią przyczyną.
Przeczytaj: Moje dziecko ma Atopowe Zapalenie Skóry

Do charakterystycznych objawów AZS zaliczamy:

  • zaczerwienienie (wędrujące) i suchość skóry,
  • swędzenie,
  • skłonność do nawracających zakażeń bakteryjnych,
  • okresy remisji trwające około 6 tygodni,
  • podwyższone stężenie IgE w surowicy krwi,
  • towarzyszące chorobie objawy astmy lub kataru siennego.

W fazie zaostrzenia na skórze, poza zaczerwienieniem, pojawiają się też grudki i pęcherze, które powiększają się i pękają. Sącząca się z nich wydzielina tworzy zaś strupki. W fazie remisji skóra wygląda nieco lepiej, jednak i tak dochodzi do nadmiernego złuszczania się naskórka i rogowacenia, szczególnie w miejscach, gdzie naturalnie skóra jest twardsza. U dzieci objawy choroby zazwyczaj są silniejsze i występują częściej.

Leczenie

Jedna z teorii mówi o tym, że atopia związana jest z nieprawidłową proporcją kwasów omega-3 do omega-6, niedoborem kwasu linolowego (LA) oraz zaburzeniami przemiany kwasu linolowego w gamma-linolenowy. Dlatego część specjalistów zaleca utrzymanie odpowiednich proporcji kwasów omega-3 do omega-6, które w organizmie człowieka wynoszą pomiędzy 1:1 a 1:4. Można również podejmować próby odczulania i oczywiście eliminować z otoczenia czynniki uczulające.
[reklama_col id=”47991, 48028, 47990″]
W konwencjonalnej medycynie stosuje się też maści i kremy natłuszczające, często z dodatkiem preparatów steroidowych. Dodatkowo podawane są leki przeciwuczuleniowe, kortykosteroidy, leki immunosupresyjne oraz stosuje się fototerapię.
Medycyna alternatywna zaleca przede wszystkim zmianę diety – na początek należy wyeliminować z niej nabiał, jajka, cytrusy, wszelkie słodycze. Ważne jest też stosowanie łagodnych proszków do prania, kosmetyków organicznych i środków czystości naturalnego pochodzenia.
Niezależnie od tego, jaką terapię wybierzemy (czy będzie to ścieżka konwencjonalna, czy alternatywna), warto również pamiętać o tym, by w atopii unikać częstych kąpieli, które wypłukują płaszcz hydrolipidowy skóry, powodując, że dokuczliwe objawy jeszcze się nasilają.

PZS – czyli pokaż, co masz pod pieluchą

Pieluszkowe zapalenie skóry od atopii różni się znacznie – przede wszystkim tym, że nie jest chorobą genetyczną i jego leczenie jest znacznie łatwiejsze (choć konsekwencje nieleczenia mogą być równie nieprzyjemne). Do bezpośrednich przyczyn zmian zaliczamy zbyt długi kontakt skóry dziecka z kałem i moczem. Dlatego historie o jednorazowych pieluchach, które można zmieniać co 12 godzin i rzadziej, choć świetnie wypadają w reklamach, lepiej wyrzucić do kosza. Pod każdą jednorazową pieluchą (niezależnie od marki i ceny, jaką za nią zapłacimy) skóra dziecka ma mały dostęp do powietrza, nagrzewa się i ma stały kontakt z wilgocią. Do tego w zasikanej pieluszce rozkładają się bakterie, w związku z czym wytwarza się amoniak, odpowiedzialny za podrażnienia i w konsekwencji – silne odparzenia – częsta dolegliwość dzieci pieluchowanych jednorazowo.
Ale nie tylko pieluchy są odpowiedzialne za taki stan rzeczy. Nawet jeśli używamy pieluch wielorazowych – nieprawidłowe wypłukanie z nich środków piorących może doprowadzić do podrażnień. Dodatkowe czynniki nasilające kłopoty skórne w okolicach intymnych malucha to biegunki bądź zakażenie układu moczowego.

Po czym rozpoznać, że nasze dziecko ma PZS:

  • Początkowym objawem jest rumień (czerwone, bolesne zmiany) w okolicach pośladków, krocza, pachwiny, dolnej części brzucha.
  • W kolejnym etapie pojawiają się krostki, pęcherzyki, sączenie i owrzodzenia.

W przypadku ciężkiej postaci PZS może dojść do zakażeń bakteryjnych, w tym nadkażenia drożdżakowego. Na skórze pojawiają się wówczas wypukłe, zaczerwienione bądź białe guzki z czerwoną plamką wokół.

Leczenie

W przypadku łagodnego PZS wystarczy leczenie domowymi sposobami: zachowanie odpowiedniej higieny – częste wietrzenie pupy dziecka, mycie wodą z mydłem, unikanie nawilżanych chusteczek (które tylko podrażniają skórę), dokładne osuszanie pupy po umyciu przez przykładanie (nie tarcie!) ręczników papierowych oraz smarowanie podrażnionych miejsc naturalnym kremem (z tlenkiem cynku), charakteryzującym się właściwościami antybakteryjnymi. W cięższych przypadkach zaleca się kąpiele z dodatkiem roztworu nadmanganianu potasu. Najcięższe przypadki w medycynie konwencjonalnej leczone są za pomocą maści z antybiotykiem.
Foto: flikr.com/lanninge

Kategorie
wychowanie

Koncentracja uwagi to umiejętność, którą warto ćwiczyć

Co to właściwie jest?

Koncentracja to umiejętność skupiania i utrzymywania uwagi na ściśle określonych zadaniach. Jest konieczna podczas wszelkiego rodzaju świadomych działań. Umiejętność ta rozwija się stopniowo w toku życia człowieka: u małych dzieci występuje uwaga mimowolna (czyli przyciągana bez ich woli przez np. poruszający się przedmiot czy głośny dźwięk), natomiast tzw. uwaga kierowana rozwija się później (od ok. 3 roku życia przez wiek przedszkolny i wczesnoszkolny). Dzięki niej jesteśmy w stanie kierować naszą uwagą, dostrzegać i robić to, co jest dla nas ważne w danym momencie.

Do czego jej potrzebujemy?

Funkcją koncentracji jest wykonanie określonego zadania, osiągnięcie celu, rozwiązanie problemu czy zrozumienie ważnego zagadnienia. Co za tym idzie, wysoka umiejętność koncentrowania uwagi wiąże się z lepszą pamięcią, zdolnościami przestrzennymi oraz logicznego myślenia.
[reklama_col id=”68917, 68914, 68912″]

Co wpływa na koncentrację?

  • Dystraktory – to wszelkiego rodzaju bodźce, które odciągają naszą uwagę od tego, na czym chcemy być skupieni np. hałas, jaskrawe kolory w pokoju, włączony telewizor lub radio itp. Starajmy się ich unikać.
  • Motywacja i pozytywne nastawienie – warunek konieczny do włożenia wysiłku w realizację (szczególnie trudnego) zadania.
  • Przerwy – nawet krótki odpoczynek pozwoli na efektywniejszy powrót do zadania.
  • Dieta – należy pamiętać o zdrowym odżywianiu i piciu odpowiedniej ilości wody. W zdrowym ciele zdrowy duch… i umiejętności poznawcze!
  • Sen – kiedy jesteśmy wyspani i wypoczęci, osiągamy lepsze efekty.
  • Ćwiczenia – koncentrację można usprawniać dzięki odpowiednim ćwiczeniom.

Umiejętność, którą można ćwiczyć

Koncentracja to umiejętność skupienia uwagi, skierowania jej na określony bodziec i utrzymywanie jej w czasie. Następuje ona pod wpływem świadomego i ukierunkowanego działania człowieka. Oznacza to, że umiejętność koncentracji daje się trenować i usprawniać, czyli można nauczyć się „kierować” swoją uwagą przez odpowiednie ćwiczenia. Warto takie ćwiczenia wpleść w rytm dnia codziennego i powtarzać je w miarę regularnie. Zadania powinny być ciekawe i urozmaicone. Mogą mieć charakter zarówno ćwiczeń fizycznych, jak i umysłowych.
Ćwiczenia usprawniające koncentrację uwagi możemy rozpocząć już u kilkumiesięcznego malca.

Przykłady ćwiczeń

Dla niemowląt i dzieci do 3 lat

  • Pokazujemy dziecku karty lub książeczki kontrastowe (najlepiej w odległości około 25–30 cm od twarzy), aby starało się skupić swój wzrok na obrazku.
  • Bawimy się z dzieckiem pacynką (tu również kolory kontrastowe lepiej się sprawdzą). Jeśli np. biały miś będzie miał czarne oczka i czerwony nosek, dziecku łatwiej będzie skupić uwagę. Możemy wolno przesuwać pacynkę nad główką leżącego dziecka, od lewej strony do prawej (i odwrotnie), aby maluch wodził wzrokiem za punktem i starał się obracać główkę.
  • Zabawy z grzechotkami, dzwoneczkami i innymi instrumentami. Zachęcamy dziecko do złapania przedmiotu.
  • Kładziemy dziecko na brzuszku i umieszczamy przed nim zabawkę (w kolorze czerwonym lub żółtym, dodatkowym atutem będzie, jeśli zabawka będzie wydawać dźwięki). Zachęcamy, aby wyciągnęło po nią rączkę.
  • Wszelkiego rodzaju zabawy sorterami kształtów i kolorów. Sprawdzą się zarówno te kupione w sklepach z zabawkami, jak również stworzone przez nas samych.
  • Układanie wieży z: kubeczków, drewnianych klocków, małych poduszek itp.
  • Wrzucanie chrupek do butelki. Przygotujmy przeźroczystą butelkę po napoju oraz różne rodzaje chrupek śniadaniowych. Zadaniem dziecka jest wrzucanie ich pojedynczo do butelki. Dla starszych dzieci możemy również użyć odwróconego durszlaka, do którego dziecko wkłada makaron spaghetti.
  • Nawlekanie. Przygotujmy cztery sznurowadła w podstawowych kolorach oraz makaron z dużymi otworami (najlepiej również kolorowy). Pokazujemy dziecku, jak nawlekać. Próbujemy nauki sekwencji, najpierw na przemian dwa kolory, później możemy wydłużać wzór w zależności od wieku dziecka. Możemy również uczyć dziecko naprzemienności w zabawie „teraz ty, a teraz ja”.
  • Układanie puzzli.

Dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym

  • Rysowanie przez kalkę, by jak najdokładniej odtworzyć postać lub cały rysunek. Następnym etapem może być dokładne zamalowywanie poszczególnych elementów obrazka.
  • Skupianie uwagi na jednym punkcie. Rysujemy na kartce czarną kropkę o średnicy 3–5 cm. Dziecko wpatruje się w świetlistą aureolę, która wkrótce pojawi się wokół ciemnego punktu. Stopniowo wydłużamy dziecku czas koncentracji na rysunku. Dziecko w wieku przedszkolnym utrzymuje skupienie maksymalnie ok. 30 sekund.
  • Wskazywanie części ciała. Nazywamy szybko i wskazujemy na sobie części ciała. Dziecko ma robić to samo na sobie. Dla zmylenia co jakiś czas wskazujemy część ciała inną, niż wymieniamy – zadaniem dziecka jest wskazywać prawidłowo na podstawie usłyszanej instrukcji słownej.
  • Powtarzanie usłyszanego rytmu. Dziecko ma za zadanie wysłuchać rytmu zademonstrowanego przez osobę dorosłą (np. za pomocą cymbałków, bębenka lub klaśnięciami), a następnie wystukać go samodzielnie.
  • Odgadywanie kształtów. Rysujemy na plecach dziecka figury geometryczne lub proste obrazki. Dziecko ma za zadanie odgadnąć rysunek lub narysować odpowiedź na kartce (starszym dzieciom można pisać literki i proste słowa).
  • Znikający przedmiot. Rozkładamy przed dzieckiem, w jednej linii, kilka przedmiotów. Dajemy mu chwilę na dokładne przyjrzenie się kolejności ich ułożenia. Zasłaniamy dziecku oczy, a następnie zabieramy jeden z nich. Zadaniem dziecka będzie odgadnąć, który przedmiot został zabrany. Można również zmienić kolejność przedmiotów.
  • Ćwiczenia z zakresu kinezjologii edukacyjnej metodą Paula Dennisona (są to proste ćwiczenia fizyczne wymagające skupienia i doskonalące pracę mózgu).
  • Labirynty – nie tylko ich rozwiązywanie, ale także samodzielne rysowanie. Dobrym pomysłem jest również plastikowa kula zawierająca labirynt, który należy pokonać metalową kuleczką.
  • Rymowanki – nauka krótkich rymowanych wierszyków, wyliczanek, również z wprowadzaniem towarzyszących temu gestów.

Foto: flikr.com/pocketwiley

Kategorie
wychowanie

Demokracja w rodzinie!

Przyjęta filozofia wychowania determinuje późniejsze zachowania dziecka, a postawa rodziców wobec dziecka wyznacza bieg relacji. W rodzinach, w których panują demokratyczne relacje, dzieci zyskują najlepsze warunki do rozwoju osobowości.
[film_przemoc2]

Pomysł na wychowanie

Zdaniem I. Obuchowskiej styl wychowania to swoisty wyznacznik jakości środowiska rodzinnego. Zgodnie z tym założeniem każda rodzina posiada indywidualny sposób komunikowania się, wyrażania uczuć, odnoszenia się do norm i zasad. Odzwierciedla to naturę wzajemnych relacji, okazywania sobie zrozumienia, a także ogólnych postaw wobec świata. To pewna podzielana przez rodziców koncepcja wychowania, która jest świadomie realizowana przez nich w praktyce wychowawczej.
Ważny jest tu wspólny kierunek patrzenia przez obojga rodziców na wychowanie, co nie oznacza jednak stuprocentowej jednomyślności w rodzicielskim procesie. Każdy stanowi indywidualność, a przy tym został wychowany w różnych domach i systemach, które wyposażyły go w określone schematy i mechanizmy. Stąd też mówienie przez rodziców „jednym głosem” wydaje się być naturalnie niemożliwe. Istotne są jednak wspólne priorytety i cel wychowania.
Przeczytaj: Rodzice powinni mówić jednym głosem? Dlaczego uważamy, że może być inaczej?
Przyjęta idea wychowania wynika z postaw rodzicielskich. Postawa oparta na akceptacji wobec dziecka, współdziałaniu z nim, zaufaniu do jego kompetencji, a przy tym zapewnianiu rozsądnej swobody i uznaniu jego praw stanowi kanwę demokratycznych relacji. W rodzinach kierujących się takimi wartościami dominuje wzajemna życzliwość, sympatia, dążenie do porozumienia. Pozwala to na kształtowanie postaw prospołecznych, a także rozwijanie własnych inicjatyw.
[natuli2]

Demokracja w rodzinie

Rodziny demokratyczne szanują granice i odrębność oraz budują relacje oparte na akceptacji i podmiotowości wszystkich jej członków. W takich rodzinach dzieci znają swoje obowiązki, które akceptują, ponieważ są zgodne z ich potrzebami i możliwościami. W przypadku konfrontowania się z trudnościami i niepowodzeniami rodzice nie rozwiązują problemów za dziecko. Służą mu wsparciem i zachęcają do samodzielności, przez co kształtuje się również jego zaradność życiowa. Relacje demokratyczne oparte na bliskości pomiędzy dzieckiem a rodzicem pozwalają na:

  • prawidłowy rozwój (dziecko wie kim jest, co lubi, co jest dla niego ważne, zna swoje mocne strony i talenty),
  • rozwijanie adekwatnej pewności siebie,
  • wzrastanie w poczuciu bezpieczeństwa, ponieważ dziecko zna oczekiwania i zasady panujące w domu, a przy tym je uwewnętrznia,
  • rozwijanie wysokich kompetencji społecznych (m.in. współpracy, komunikacji, rozwiązywania problemów, radzenia sobie ze stresem i emocjami).

Podstawą demokratycznych relacji jest dialog. Rozmowa stanowi narzędzie rozwiązywania sporów i radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

Konsekwencje demokracji w rodzinie

Z badań K. Martowskiej wynika, że istnieje związek pomiędzy przyjętym sposobem wychowania rodzicielskiego a poziomem inteligencji emocjonalnej dziecka. Osoby wychowywane w ujęciu demokratycznym, dla którego charakterystyczne jest ciepło rodzicielskie, umiarkowana kontrola i adekwatne do możliwości dziecka wymagania, cechują się wyższym poziomem inteligencji emocjonalnej niż te, które doświadczały innych sposobów wychowania. Ponadto z przeprowadzonych przez E. Wysocką i B. Ostafińską-Molik badań wynika, że podejście demokratyczne hamuje proces wadliwego przystosowania się jednostki. Oznacza to, że stanowi ono czynnik chroniący przed zaburzeniami emocjonalnymi i behawioralnymi.
Demokratyczne relacje stanowią prawidłowy sposób oddziaływania w sytuacji tzw. młodzieńczego buntu, który wynika z potrzeby kształtowania się tożsamości nastolatka. Demokratyczne wychowanie pozwala doświadczać bycia współpartnerem w zakresie decydowania o sobie, co zwiększa poczucie sprawczości i wzmacnia poczucie własnej wartości.
Podejście oparte na zaufaniu i wzajemnym szacunku kształtuje otwartość na otaczający świat. Rodzinna demokracja podkreśla wagę każdego z członków rodziny, uczy dialogu, tolerancji i argumentowania własnych racji.
Demokracja w rodzinie to sposób bycia gloryfikujący szacunek, potrzeby, zaangażowanie w relacje rodzic – dziecko, w myśl założenia, że to właśnie więź z opiekunem wpływa na przyszłe życie dziecka. Uważność i otwartość rodzica na komunikaty i zachowania wysyłane przez dziecko, będące odzwierciedleniem jego potrzeb, stanowią podstawę bycia z dzieckiem, a równowaga pomiędzy sferą rodzicielską i dziecięcą wydaje się być kluczowa dla harmonijnego życia. Istotą demokracji jest szacunek, zaufanie, podmiotowość, dialog i współpraca.
Foto: flikr.com/ryan_polei

Kategorie
niemowlę

Krótkie rymowanki… – tyle zabawy, tyle korzyści, tyle bliskości

To fundament jego przyszłego rozwoju. Poczucia, że od maleńkości jest istotą ważną i kochaną. Co jeszcze pomaga w budowaniu więzi z dzieckiem?
Nie przez przypadek krótkie wierszyki typu „Idzie rak nieborak…” czy „Tu sroczka kaszkę warzyła…” przetrwały całe dziesięciolecia i nadal rozbawiają najmłodszych. Te pierwsze rymowanki to cały szereg korzyści – dla dziecka i dla rodzica.

Jakie to korzyści?

Poniżej znajduje się osiem krótkich wierszyków do zabawy z maluchami, które można podzielić na cztery kategorie: dotykowe, emocyjne, dźwiękonaśladowcze oraz paluszkowe. Każda z kategorii odpowiada za inną sferę rozwoju dziecka:

1. Dotykowe – poczucie bezpieczeństwa i relaks

Wywołują w dziecku poczucie bezpieczeństwa wynikające przede wszystkim z bliskości i obecności znaczącej dla niego osoby dorosłej. Malec relaksuje się dzięki wesołej zabawie lub może wyciszyć się przed snem.

2. Emocyjne – umiejętność rozpoznawania emocji

Dziecko obserwując poszczególne miny rodzica, które są odpowiednikami różnych emocji, uczy się ich rozróżniania. Kiedy dodatkowo nazywamy je, mówiąc wierszyk, ma szansę dopasowania nazwy emocji do jej obrazu mimicznego.

3. Dźwiękonaśladowcze – rozwój mowy

Wielokrotne powtarzanie tych samych wierszyków, pełnych rytmu i rymu, jest wsparciem dla nauki mowy dziecka. Osłuchując się z wierszykami, maluch zwiększa zakres swojego słownictwa.

4. Paluszkowe – koncentracja uwagi i mała motoryka

Dziecko zachęcane przez rodziców przyswaja sobie umiejętność naśladowania, a próbując naśladować gesty dorosłego, usprawnia dłonie i palce. Obserwując ruchy rąk, ćwiczy percepcję wzrokową i koncentrację uwagi.
Wszystkie wymienione typy rymowanek uczą również przewidywania, komunikowania się zarówno werbalnego, jak i niewerbalnego, pozwalają poznać własne ciało oraz (co chyba najważniejsze) wyzwalają lawinę śmiechu!

Dodatkowe atuty:

Czas

Wystarczy krótka chwilka podczas przewijania, kąpieli czy przed wyjściem do pracy. Można się w nie bawić zawsze, nawet gdy mamy tylko kilka minut. Te krótkie rymowanki wspaniale sprawdzają się również w sytuacjach, kiedy nie mamy już siły układać klocków i bawić się w chowanego.

Miejsce

Nieważne, czy jesteśmy w domu, na przystanku autobusowym czy w sklepowej kolejce. Dzięki temu, że zabawy te nie wymagają dodatkowych akcesoriów, możemy się w nie bawić zawsze i wszędzie. A w poczekalni u lekarza, podczas jazdy w korkach czy też w innej sytuacji budzącej zniecierpliwienie u naszego brzdąca niejednokrotnie stanowią wręcz wybawienie!

I najważniejsze!

W trakcie zabaw z krótkimi wierszykami między dwiema stronami pogłębia się emocjonalna więź, zacieśniają się rodzinne relacje. Stwarzają one możliwość bliskiego kontaktu rodzica z dzieckiem, poświęcenia mu naszego czasu i uwagi, a więc zaspakajają podstawowe potrzeby psychiczne i emocjonalne malucha.

Rymowanki dotykowe

Szła po łące myszka mała (chodzimy palcami po brzuszku dziecka)
Hyc! Do norki się schowała! (wskakujemy dłonią pod paszkę dziecka)
Lecz zajęta norka była, (wychodzimy spod paszki i ponownie chodzimy po brzuszku)
Myszka w drugiej się ukryła! (ukrywam się pod drugą paszką dziecka).
***
Przyszła mała ogrodniczka (chodzimy palami jednej ręki po pleckach dziecka)
Zagrabiła grządki (drapiemy dziecko po całych pleckach)
Potem ziemię wygładziła (głaszczemy dziecko po pleckach)
Zrobiła porządki. („zamiatamy” palcami w różne strony, udając, że strzepujemy coś z plecków)
Tu kwiatuszki posadziła (w jednej części plecków delikatnie stukamy palcami w kilku punktach)
A tutaj koperek (teraz w innej części plecków robimy to samo)
Teraz mamę zaprosiła (podczas dwóch ostatnich wersów spacerujemy po pleckach palcami dwóch rąk)
Na wspólny spacerek.

Wierszyki dźwiękonaśladowcze

Deszczyk kapie kap, kap, kap
Nóżki w błotku ciap, ciap, ciap
Wicher wieje hu, hu, hu
Drzewem chwieje szu, szu, szu.
***
„Ćwir, ćwir, ćwir” wróbelek rzecze:
„Po co chodzisz tak po rzece?”
„Kle, kle, kle, ptaszyno mała,
To dla boćka rzecz wspaniała!”
Na to wrona „kra, kra, kra
Pewnie w piłkę wodną gra”.
„Tak! Widziałam! Jest 2:2!”
Mówi kaczka „kwa, kwa, kwa”.

Rymowanki emocyjne

Smutna minka tak wygląda, (pokazujemy smutną minę)
Złość spod oka gdzieś spogląda, (pokazujemy, jak się złościmy)
Lecz ja uśmiech dzisiaj mam, (uśmiechamy się do dziecka)
Całą radość tobie dam! (możemy połaskotać dłońmi lub swoim nosem brzuszek dziecka).
***
Ojojoj! Ojojoj! Jakie mam zmartwienie, (kładziemy dłonie na swoich policzkach i kręcimy głową)
Oczy mocno otworzyłam/łem z ogromnym zdziwieniem. (otwieramy mocno oczy i wzruszamy ramionami)
Lecz z uśmiechem na buziakach poradzimy sobie, (uśmiechamy się do dziecka i potakujemy głową)
Popatrz tylko! Już kłopoty uciekają sobie! (wskazujemy palcem np. na drzwi i machamy ręką na pożegnanie/robimy pa, pa).

Zabawy paluszkowe

Wesołe paluszki (pokazujemy dziecku swoją dłoń i wesoło machamy palcami)
Zbierają okruszki (tworzymy ze swoich palców dziubek i „skubiemy” dziecko po brzuszku, rączkach, nóżkach…)
Do miseczki wrzucą (bierzemy dłoń dziecka i udajemy, że wrzucamy do jej wnętrza okruszki, dotykając ją delikatnie swoimi palcami)
Ptaszki prędko wrócą. (układamy swoje dłonie w ptaka – zahaczamy ze sobą dwa kciuki, pozostałe palce tworzą skrzydła – machając skrzydłami, latamy przed dzieckiem).
***
Tu dwie rączki swoje mam (pokazujemy dziecku swoje dłonie)
I na flecie nimi gram (udajemy, że gramy na flecie)
Na bębenku zagram też (udajemy, że gramy na bębenku)
Ty bij brawo, jeśli chcesz. (jeśli dziecko jest malutkie, chwytamy jego dłonie i klaszczemy nimi; podczas zabawy ze starszym dzieckiem wspólnie bijemy brawo).
Foto: flikr.com/donnieray

Kategorie
artykuł sponsorowany rzeczy dla dzieci

Realizacja własnych potrzeb, w tym czasu dla siebie – zrób to Matko!

Etos matki Polki – skończmy z nim!

Społeczno-kulturowa wizja macierzyństwa wymaga od nas poświęcenia. To właśnie poświęcenie jest tym słowem, którym w skrócie można by opisać stereotypowe, polskie macierzyństwo. Matki poświęcają na rzecz rodziny swój czas, energię, pasje. Czują ograniczenie swojej podmiotowości, autonomii, kobiecości. Mierzą się też z niemożliwą do realizacji rolą „dobrej matki”. Czyli takiej, która akceptuje siebie, swoje zmęczenie i swoje słabości. Która nie jest doskonała, bo zdaje sobie sprawę z tego, że doskonałość to fikcja. Tyle tylko, że społeczny przekaz o „dobrych matkach” jest zgoła inny.
Lekceważenie własnych potrzeb nie jest drogą prowadzącą do znalezienia równowagi w życiu, lecz drogą męczennicy. Gdy lekceważymy własne potrzeby, nie tylko lekceważymy siebie, ale też pokazujemy dzieciom, że dbanie o siebie nie jest nic warte. A to nieprawda. Zadbana matka jest nie tylko szczęśliwsza, ale też paradoksalnie znacznie lepiej wypełnia swoją rodzicielską rolę (jak też wszystkie pozostałe). Bo ma w sobie zgodę na to, by od czasu do czasu zatroszczyć się również o siebie.

Co najczęściej w tym przeszkadza?

Poza kulturowym bagażem najważniejszym elementem jest właśnie doświadczenie. Jako małe dziewczynki uczymy się odmawiania sobie na rzecz innych. Uczymy się usłużności, troski o innych, pielęgnowania domowego ogniska. W całym tym pięknym obrazie troskliwej kobiety opiekunki często brakuje jednak miejsca na własne zdanie, własne potrzeby i widzenie siebie taką, jaką się jest. Która z nas miała szansę oglądać mamę spełniającą się w jakiejś przyjemności, która wykraczałaby poza lepienie pierogów na niedzielny obiad?

Z pustego i Salomon nie naleje

Jak odnaleźć równowagę pomiędzy własnymi potrzebami a potrzebami dziecka? Przede wszystkim warto zaakceptować fakt, że okres macierzyństwa, szczególnie w tym początkowym etapie, wiąże się z dużą zmianą. Ta zmiana tkwi w sposobie gospodarowania czasem i energią, której sporą część przejmuje dziecko. Dlatego warto od samego początku uczyć się proszenia o pomoc. Jeśli jest przy nas partner – można uzgodnić podział obowiązków. Pomagać może też rodzina, przyjaciele, sąsiedzi. Pod tym względem różne regiony mają swoje zwyczaje. Na przykład w małej dzielnicy Kopenhagi od ponad trzydziestu lat kultywuje się tradycję „połogowego karmienia rodziny”. Polega ona na tym, że sąsiedzi przez czternaście dni na zmianę donoszą rodzinie nowo narodzonego dziecka domowe, ciepłe posiłki, by ta nie musiała w tym czasie zaprzątać sobie głowy gotowaniem. Jeśli szukać przykładów tego, jak można sobie pomagać, to właśnie takich.
Warto też pamiętać o tym, że perfekcyjność nikomu nie służy, że dawanie sobie prawa do odpoczynku nie czyni z nas złych matek i że dbanie o własną kondycję psychiczną i fizyczną procentuje. W zachowaniu równowagi pomaga też asertywność. Zdrowa umiejętność powiedzenia sobie lub jakiejś sytuacji „stop” uwalnia i daje czas na to, by zregenerować siły.

Wspólnota matek

Na koniec jeszcze słowo o wspólnocie, która w kwestii dbania o siebie i swoje potrzeby zdaje się być równie ważna. Bardzo dużą rolę odgrywa możliwość przegadania smutków i radości z innymi mamami. Wszyscy uczymy się od siebie. Dlatego jeśli nie mamy takiej rodzicielskiej wspólnoty w świecie rzeczywistym, poszukajmy jej w świecie wirtualnym. Doskonałym narzędziem pełniącym funkcję łącznika między mamami jest serwis MyMamy.pl, który spośród wielu propozycji dla mam (jak fora, grupy facebookowe, mailingowe i inne) wyróżnia się tym, że służy do poznawania podobnych mam z okolic. Dzięki temu można się spotkać, pogadać i spędzić miło czas, a przy okazji – zrobić coś dla siebie.
mymamy
Odnajdywanie przestrzeni dla siebie w świecie pełnym wymagań i oczekiwań jest uwalniające. Pozwala pogłębić relację z samym sobą i tym samym umocnić wszystkie inne relacje w naszym życiu. Również z dziećmi.

Kategorie
zdrowie

Plastikowe zabawki, butelki, naczynia…, czyli o szkodliwym wpływie BPA i pochodnych na zdrowie dzieci

Dlaczego właściwie napiętnowano BPA?

Bisfenol A to składnik poliwęglanu, znany z tego, że zaburza gospodarkę hormonalną człowieka. Uwalnia się z tworzywa, w którego skład wchodzi, szczególnie wtedy gdy opakowanie jest podgrzewane, myte detergentami czy poddawane rozciąganiu, gnieceniu i innym mechanicznym obciążeniom. Najbardziej narażoną na działanie bisfenolu grupą są niemowlęta i małe dzieci. Młody organizm nie jest bowiem przygotowany na kontakt z toksycznymi substancjami, bo nie ma jeszcze w pełni wykształconych mechanizmów obronnych. Zaburzenia hormonalne, do których prowadzi kontakt z BPA, mogą objawiać się cukrzycą, otyłością, problemami ze wzrostem, z układem rozrodczym, z płodności, a także zaburzeniami w rozwoju narządów rodnych.

BPA w badaniach naukowych

Jest wiele badań naukowych wskazujących na szkodliwość BPA dla naszego organizmu. Jedno z nich przeprowadzono na grupie 60 ochotników, z których część spożywała mleko sojowe z butelki z BPA, pozostali zaś takie samo mleko pili z butelki szklanej. Po dwóch godzinach od przeprowadzonego eksperymentu naukowcy zmierzyli ciśnienie krwi i zbadali parametry życiowe badanych, a także pobrali od nich próbki krwi. Wyniki pokazały, że w moczu osób pijących mleko z butelki poliwęglanowej znajdowało się 16 razy więcej chemikaliów niż u pozostałych. U osób z pierwszej grupy znacząco wzrosło też ciśnienie krwi. To dość stare badanie, przeprowadzone na niewielkiej grupie, jednak pokazuje dość jasno, że kontakt z BPA nie pozostaje bez wpływu na nasz organizm. By zapoznać się z większą liczbą badań na ten temat, polecamy zajrzeć tutaj: niehs.nih.gov.

Co z innymi substancjami?

Firmy produkujące opakowania do żywności na światową aferę wokół BPA zareagowały dość szybko, zastępując produkty zawierające ten składnik innymi. Okazuje się jednak, że również one nie są dla nas całkowicie bezpieczne, a tak naprawdę większość plastikowych produktów zaburza gospodarkę hormonalną organizmu, bez względu na zawartość bisfenolu.*

Czym najczęściej zastępuje się obecnie bisfenol:

  • Tritanem – to materiał wychwalany przez producentów m.in. za odporność chemiczną, wysoką wytrzymałość cieplną i dużą trwałość. Jego podstawową wadą jest jednak fakt, iż jest on polimerem, w skład którego wchodzi fosforan trifenylu (szkodliwa substancja występująca również w lakierach do paznokci), rozregulowujący gospodarkę hormonalną znacznie bardziej niż BPA.
  • Bisfenolem S i bisfenolem F (BPS i BPF) – według zagranicznych publikacji, które znaleźć można m.in. w serwisie Environmental Health Perspectives, substancje te mają zbliżone działanie do BPA. Obie są bowiem hormonalnie aktywne, wpływają na narządy rozrodcze, jak i na ekspansję enzymów.

[reklama_col id=”47837, 47835, 47840″]

Co robić?

Jedynym sposobem, by ograniczyć kontakt z bisfenolem A (i jego pochodnymi), jest unikanie plastiku w ogóle. Nie poleca się również spożywania warzyw i napojów z puszki (które też zawierają BPA). Warto myć ręce jak najczęściej (BPA znajduje się na paragonach, wyciągach bankowych) i zminimalizować ilość sztucznych opakowań na rzecz szkła bądź stali nierdzewnej. Po tę ostatnią radę sięgnęła pewna australijska rodzina, która swoje doświadczenia z życia bez plastiku opisała w książce „Plastik-Free Zone”.

*ncbi.nlm.nih.gov
*badania.net
Foto: flikr.com/nicholasjon

Kategorie
artykuł sponsorowany rzeczy dla dzieci

„Pomidor, borówka, truskawka – sztuka nówka!” – czyli owoce i warzywa w szkole

owoce6
Przyswajanie zdrowych nawyków żywieniowych rozpoczyna się w naszych domach. Już od najmłodszych lat dzieci pilnie obserwują, co mamy na talerzach i naśladują. Jednak samo przygotowywanie pełnowartościowych posiłków i niezrozumiałe dla dzieci argumenty o wpływie witamin na prawidłowy rozwój nie wystarczą. Tutaj sprzymierzeńcem będzie nasza kreatywność – kolorowe frytki z warzyw, szaszłyki owocowe, chipsy z jarmużu – to tylko niektóre pomysły, jakie warto przetestować w kuchni.

Praca domowa i nauka w szkole

Zdrowe posiłki w domu to jednak tylko połowa sukcesu. Równie ważne jest, co jedzą nasze dzieci w szkole. A tutaj rodzicielska kontrola nad jadłospisem zostaje zdecydowanie ograniczona. Dlatego warto zainteresować się realizowanym już od pięciu lat programem „Owoce i warzywa w szkole”. W ramach tej inicjatywy dzieci klas I–III otrzymują 2–3 razy w tygodniu owoce i warzywa – świeże, dojrzałe i umyte, gotowe do natychmiastowego schrupania. Każdy uczeń dostaje jednorazowo porcję składającą się z jednego produktu owocowego i jednego warzywnego. W menu znajdują się: jabłka, gruszki, truskawki, borówki amerykańskie, marchewka, słodka papryka, rzodkiewki, pomidorki i kalarepa oraz soki owocowe i warzywne. Za jakość owoców i warzyw dostarczanych do szkół podstawowych odpowiedzialny jest zatwierdzony dostawca lub sama placówka (w przypadku gdy samodzielnie przygotowuje i udostępnia owoce i warzywa dzieciom).
owoce12

Zdrowa dieta na wesoło

Do programu może przystąpić każda podstawówka. Nie wiecie, czy szkoła waszych dzieci uczestniczy w inicjatywie? Warto to sprawdzić, zanim nasze pociechy wrócą z wakacji.

Do refleksji nad nawykami żywieniowymi, jakie kształtowane są u uczniów, zachęca wszystkich rodziców klip, do którego muzykę skomponował Andrzej Smolik. W lekkiej, humorystycznej konwencji Julia Kamińska i Jarosław Boberek pytają: „Czy rodzice wszyscy wiedzą, co ich dzieci w szkole jedzą?”.
owoce2
„Wierzymy, że wyrobienie w dzieciach prawidłowych nawyków żywieniowych leży przede wszystkim po stronie rodziców, stąd pomysł, aby to właśnie do nich skierować komunikację” – mówi Paweł Kocon, dyrektor Biura Komunikacji Agencji Rynku Rolnego. – „Nie chcieliśmy jednocześnie, aby akcja odebrana została jako nudna i pouczająca, dlatego zdecydowaliśmy się na trochę zabawniejsze potraktowanie tematu oraz zaproszenie do współpracy aktorów znanych grupie docelowej z dubbingowanych przez nich filmów dla dzieci. Ich talenty wokalne i komediowe znakomicie wzbogaciły przekaz” – dodaje.

Owocowe karaoke

W ramach kampanii utworzona została również aplikacja, która ma pokazać dzieciom, że zdrowe odżywianie to nie przymus, a dobra zabawa. Po uruchomieniu aplikacji można wybrać rodzaj aktywności – zaśpiewać piosenkę wraz z Julią Kamińską i Jarosławem Boberkiem albo zatańczyć, naśladując choreografię wykonywaną przez aktorów. Swój występ można nagrać i wielokrotnie odtwarzać.
owoce4
„Zabawa to najlepsza forma nauki. Jeśli dodatkowo towarzyszy jej muzyka, łatwo wpadająca w ucho, rytmiczna piosenka, rymowany, humorystyczny tekst i atrakcyjny, pełen kolorów obraz, dzieci mimochodem przyswajają dydaktyczny przekaz” – mówi Dorota Kalinowska, psycholog dziecięcy z Pracowni Psychologicznej NINTU.
Więcej informacji na temat programu „Owoce i warzywa w szkole” szukajcie na stronie: owocewszkole.org. Niech „Jabłko, gruszka, marchew, pietruszka! Pomidor, borówka, truskawka – sztuka nówka!” na stałe zagoszczą w domach i szkołach naszych dzieci.
Foto: czosnekwpomidorach.pl

Kategorie
wywiady

Jak uwierzyłem w Utopię i straciłem wiarę w ludzkość. Rozmowa z autorem książki “Eksperyment Utopia”

Dziś Dylan Evans twardo stoi na nogach, choć w rozmowie z serwisem Dziecisawazne.pl przyznaje, że dojście do siebie zajęło mu około roku. Paradoksalnie z tego granicznego doświadczenia wyniósł też sporo dla siebie. Zachęcamy do przeczytania rozmowy z człowiekiem, którego historia sporo mówi o kondycji współczesnej cywilizacji, możliwych scenariuszach jej końca, o paleniu za sobą mostów i zaczynaniu życia na nowo.

Dlaczego założyłeś komunę u podnóża szkockich gór?

Cóż, to była decyzja, o której można by powiedzieć, patrząc z zewnątrz, że została podjęta ze względu na kryzys wieku średniego. W moim życiu było wszystko – miałem dom, niezłą pracę, pozycję, dziewczynę, ale postanowiłem to rzucić na rzecz budowania społeczności w dziczy i przygotowywania się na wielki, gospodarczo-ekologiczno-społeczny krach. W rzeczywistości nie tyle był to kryzys wieku średniego, bo mężczyzn w tym czasie kręcą raczej inne rzeczy niż zakładanie postapokaliptycznej komuny, co raczej skutek choroby psychicznej. Ona nie pozwalała mi przejrzeć na oczy i szukać problemu w sobie, więc szukałem go na zewnątrz. Można też przewrotnie powiedzieć, że ta choroba była mi potrzebna do tego, żeby zniszczyć wszystko, co do tej pory miałem, i zbudować się na nowo.

Zrobiłeś to dość rewolucyjnie, bo pozbyłeś się domu, spaliłeś za sobą mosty na uczelni, na której pracowałeś, i wyruszyłeś w podróż w nieznane…

Zawsze byłem osobą lubiącą ekstremalne zachowania. Nigdy nie robię czegoś na pół gwizdka, a jeśli realizuję jakiś projekt, to angażuję się w to całym sercem. Oczywiście tamto ekstremum również miało związek z chorobą, bo jeśli człowiek znajduje się w stanie manii, działa właśnie w ten sposób – głęboko wierzy, że się powiedzie, że można wszystko i że świat stoi przed nami otworem.

Twoja mania zaczęła się w miejscu wyjątkowym, bo w Meksyku.

Wtedy gdy zacząłem na poważnie rozważać pomysł założenia postapokaliptycznej komuny, byłem zafascynowany Majami i zastanawiałem się nad upadkiem ich cywilizacji. Zacząłem też rozważać, czy coś podobnego mogłoby się przydarzyć teraz. Jak wówczas wyglądałoby życie osób, które przeżyły ten upadek cywilizacyjny? Oczywiście doszedłem do wniosku, że ci, którzy by to przeżyli, musieliby stworzyć samowystarczalną społeczność bazującą tylko na naturalnych zasobach dostępnych wokół. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to proces, który trwa latami, a nawet – pokoleniami.

Ten Meksyk, mimo ostatecznie nieudanego projektu, został w tobie chyba na dłużej, bo obecnie mieszkasz całkiem niedaleko. W Gwatemali.

Ja lubię tę kulturę, lubię ludzi w Gwatemali. Teraz mieszkam na ranczu, pracuję z końmi i piszę. Nie chcę wrócić do miasta. Preferuję życie w ciszy i spokoju, blisko natury. Ale mimo tego, co sam zaserwowałem sobie tych parę lat temu w szkockich górach, wciąż używam technologii. Zanim zacząłem mój eksperyment, pracowałem z robotami, dobrze znałem zaawansowaną technologię i nie wyobrażałem sobie bez niej życia. Po rozpoczęciu eksperymentu stałem się całkowitym zaprzeczeniem technologicznego świata. A teraz mam do tego zdrowe podejście – wierzę, że w niektórych obszarach życia technologia jest naprawdę pomocna, w innych nie. Te inne obszary to zazwyczaj nawiązywanie kontaktów z innymi ludźmi. Tu technologia przeszkadza – tak uważam. Oddala ludzi od siebie, czego przykładem są np. pary siedzące w kawiarni i wgapione w ekrany swoich smartfonów.
Bo technologia nie jest zła czy dobra. Tu nie chodzi w ogóle o to, jaka ona jest, ale jak jej używasz. Są takie jej części, które naprawdę kocham.

Wracając do twojego eksperymentu – co chciałeś dzięki niemu osiągnąć?

Wyobrażałem sobie, że społeczność będzie się rozwijać i dojdziemy do takiego stanu, w którym zapanuje między nami harmonia i współpraca. Zakładałem też, że nie będzie nam potrzebny lider, bo każdy będzie ochoczo pracował na rzecz społeczności i w niej uczestniczył. Ślepo wierzyłem w zaangażowanie, brak przywódców i hierarchii, łudząc się, że dzięki temu stworzymy w zespole niepowtarzalny klimat. Nie wiem, czy społeczności oparte na takich zasadach kiedykolwiek istniały na tym świecie, ale po moim doświadczeniu w szkockich górach wiem, że przynajmniej współczesne grupy wręcz domagają się, żeby ktoś nimi zarządzał. Bo jeśli nie ma hierarchii, to rodzi się chaos.

Wspominałeś wcześniej o samowystarczalności. Udało wam się ją osiągnąć?

Oczywiście nie byliśmy w stanie być samowystarczalni nawet po roku trwania eksperymentu. To budziło mój niepokój, a wkrótce doprowadziło też (poza wieloma innymi czynnikami), do głębokiej depresji. Czułem się rozdarty, byłem zawiedziony i rozczarowany tym rozziewem. A co ciekawe, moja depresja postępowała tym bardziej, im bardziej ludzie dookoła zaczynali w mój projekt wierzyć.

Ulżyło ci, kiedy trafiłeś do szpitala psychiatrycznego?

Tak, to było najzdrowsze psychicznie miejsce, w jakim znalazłem się od wielu miesięcy. Oczywiście to było dość przerażające, kiedy przyjmowali mnie do szpitala, ale jednocześnie czułem, że zdejmują mi z ramion ogromny ciężar. Nie wróciłem już do Utopii.

Nie wróciłeś, ale inni tam zostali.

Szczerze mówiąc, część z nich wciąż tam mieszka i nadal wierzy, że jeszcze kiedyś do nich wrócę.

Wciąż traktują ten projekt bardzo serio, wierząc, że wkrótce nastąpi koniec świata?

Zdecydowanie tak. Przynajmniej dla części Utopia jest bazą i ostoją na wypadek, gdyby nastąpił koniec współczesnej cywilizacji.

Czego cię ten eksperyment nauczył?

Paradoksalnie wielu rzeczy, za które mogę być wdzięczny, m.in. tego, że nie jestem wszechmocny, ale jednocześnie znacznie silniejszy, niż sądziłem. Przekonałem się, że jest wiele zdobyczy cywilizacyjnych, które są niezwykle przydatne, zaczynając od papieru toaletowego czy pasty do zębów, a kończąc na organizacjach społecznych czy politycznych, które mają wiele wad, ale są znacznie lepsze niż kompletny chaos. Najważniejsze jednak, że przestałem żyć w strachu, nie boję się końca cywilizacji, żyję dniem dzisiejszym i cieszę się z mojego życia.

Czy uważasz teraz, że w razie końca cywilizacji będziesz na to dobrze przygotowany?

Jeśli cywilizacja upadnie, nie będę zainteresowany przetrwaniem. Bo teraz wiem, że to nie będzie dobre miejsce do życia. Wolałbym umrzeć razem z cywilizacją.

Mało optymistycznie…

Optymistyczną rzeczą jest to, że możemy zatrzymać cały ten proces cywilizacyjnej śmierci, zanim będzie za późno. Myślę że jesteśmy w stanie to zrobić, dbając o przestrzeń, o ludzi wokół nas i o siebie samych. I myśląc długodystansowo – np. o tym, jak w świecie, który obecnie budujemy, będzie się żyło kolejnym pokoleniom i czy takiego świata chcielibyśmy dla naszych wnuków.

A jakie są twoje plany na przyszłość?

Moje plany są ściśle związane z pisaniem. Dzięki poprzedniej książce odkryłem w sobie pasję do pisania i budowania struktury opowieści. Obecnie pracuję nad zupełnie nową książką. Nie będzie to jednak literatura bazująca na doświadczeniach czy realnych wydarzeniach. Chcę napisać książkę, która po prostu będzie sprawiać ludziom radość. I która nie będzie miała nic wspólnego z końcem świata. Ten temat jest już w moim życiu zamknięty.
Utopia

Kup książkę Eksperyment Utopia w Natuli – 39,90