Kategorie
wychowanie

Jak nie podcinać skrzydeł? Wiara w siebie i w dziecko

Dziecko z pozoru całkowicie pochłonięte zabawą potrafi wyłuskać z sieci komunikatów słowa i sygnały, które są dla niego ważne: własne imię, nazwę ulubionej zabawki…

Wiara w siebie, a poczucie własnej wartości

„Kiedyś twoje dziecko rozwinie skrzydła. Od Ciebie zależy czy będzie latać”. Tak brzmi jedno z przesłań kampanii społecznej zwracającej uwagę na przemoc emocjonalną w stosunku do dzieci. Kształtowanie poczucia własnej wartości wydaje się być jednym z najważniejszych celów rodzicielstwa, ponieważ to wiara w siebie determinuje akceptację i poszanowanie samego siebie.
[natuli2]
„Jestem w porządku, mam swoją wartość, po prostu dlatego, że istnieję” – tak myśli o sobie ktoś, kto dobrze czuje się sam ze sobą i jest niezależny. Poczucie własnej wartości zajmuje centrale miejsce w funkcjonowaniu człowieka. Stanowi jego istotę. Z kolei wiara w siebie określa zdolności i umiejętności. Odnosi się do celów, jakie sobie wyznaczamy, i określa rzeczy, które potrafimy zrobić.
Wiara w siebie i poczucie własnej wartości są ze sobą mocno powiązane, lecz nie są równoznaczne. J. Juul pisze właśnie, że „To, jak zdolni się czujemy, nie podnosi naszej samooceny”. Osoby ze zdrową samooceną w większości przypadków wierzą w siebie. Jednak wzmacnianie wiary w siebie nie zwiększa samooceny.

Uwierz w siebie, uwierz w dziecko!

Rodzic, który wierzy w siebie, jest w stanie prawdziwie uwierzyć we własne dziecko i swoim zachowaniem utwierdzać je w tym przekonaniu. Przejawia się to w umiejętności wyrażania miłości, dbaniu o relację, a także w akceptacji dziecka. Jeśli rodzic nie „kocha” siebie, nie dostrzega swoich potrzeb i nie traktuje siebie samego z szacunkiem, trudno mu będzie stworzyć warunki do kształtowania zdrowego poczucia własnej wartości u dziecka. Adekwatna samoocena ma ogromny wpływ na radzenie sobie z niepowodzeniami, jak również z sukcesami. Dziecko, które cechuje się zdrowym poczuciem własnej wartości, w sytuacji niepowodzenia jest w stanie zareagować w sposób zrównoważony. Dziecko z niską samooceną będzie generalizowało negatywny wynik na całą swoją tożsamość.

Jak wzmacniać samoocenę u dzieci?

Zdaniem J. Juula na samoocenę mają wpływ dwa kierunki doświadczeń:

  • bezwarunkowa akceptacja przez osobę najważniejszą w życiu (np. rodzica/opiekuna),
  • poczucie docenienia przez innych za to, jacy jesteśmy.

Zatem:

  • okazuj swemu dziecku miłość i akceptację,
  • doceniaj jego starania, intencje,
  • obdarzaj jak najczęściej zainteresowaniem („Widzę, jak wchodzisz na drabinki!”),
  • umożliwiaj angażowania się w wykonywanie domowych obowiązków i doceniaj współpracę („Pomogłeś mi rozwiesić pranie. Cieszę się, ponieważ mamy teraz więcej czasu na wspólną zabawę”.),
  • nazywaj sukcesy (unikaj sformułowania „Udało ci się…” – ponieważ zakłada ono przypadkowość, a tym samym ogranicza sprawczość; lepiej odnieść się bezpośrednio do zachowania – „Ustawiłeś naprawdę wysoką wieżę”),
  • unikaj wiecznego zamartwiania się o dziecko („Nie wchodź tam, bo spadniesz!”), ponieważ skutecznie utrudnia ono uczenie się poczucia własnej wartości,
  • akceptuj dziecko takim, jakie jest, aby ono samo mogło się zaakceptować i wzmacniać tym samym poczucie własnej wartości,
  • buduj motywację wewnętrzną,
  • pokazuj dziecku, że je kochasz i że jest dla ciebie ważne.

A. de Mello w swojej opowieści o kurze i orle podkreśla wpływ środowiska na wiarę w siebie i swoje możliwości. Orlątko trafiając do kurnika nie odkrywa swoich wrodzonych predyspozycji, tylko odwzorowuje przyjęty tam model zachowania i wierzy, że nie jest stworzone do latania. Tymczasem gdyby znalazło się w innych warunkach, szybowałoby w przestworzach i realizowało swoje potencjały, możliwości, budowało wiarę w siebie…
Każdym słowem można sprawić, że ktoś poczuje się jak zwycięzca albo jak przegrany. Dlatego to właśnie od nas (rodziców, dorosłych, opiekunów, nauczycieli) zależy, czy nasze dzieci będą latać…
Foto: flikr.com//mymnm

Kategorie
niemowlę

Krótki przewodnik po rozszerzaniu diety (+ przepisy na pierwsze posiłki BLW)

Co to jest BLW

BLW, czyli Baby Led Weaning to metoda rozszerzania diety dziecka z pominięciem etapu papek. Założenie jest stosunkowo proste – rodzice pozwalają maluchowi samodzielnie eksperymentować z jedzeniem, by instynktownie zaczął jeść sam, gdy tylko będzie na to gotowy. U większości niemowląt taką zdolność (ciekawość) do samodzielnego jedzenia można zaobserwować w okolicach siódmego miesiąca życia. Przed dzieckiem kładzie się wówczas „dorosłe” pokarmy pokrojone w łatwe do chwycenia słupki, które maluch przeżuwa swoimi dziąsłami.

Zasady rozszerzania diety metodą BLW:

1. Zaufanie

Wszystko opiera się na zaufaniu – ufam, że moje dziecko potrafi samo kontrolować, ile zjada, czy w ogóle jest głodne i co wybiera z talerza, na którym serwuję mu różne smakołyki. Jeśli nie zjada w ogóle, to sygnał, że po prostu nie ma teraz ochoty na jedzenie.

2. Kontrola

Kontrola bezpośrednio wiąże się z zaufaniem. Jako rodzic zdaję sobie sprawę z tego, że tak naprawdę jedyna rzecz, którą jestem w stanie skontrolować, to to, co decyduję się położyć na talerzu przed dzieckiem. Niech to będą zdrowe, pełnowartościowe produkty. To maluch sam zdecyduje, co, ile i jak zje. Odpuszczam więc kontrolę i ufam kompetencjom dziecka, które najlepiej zna swoje potrzeby.

3. Bezpieczeństwo

Moim zadaniem jako rodzica jest zadbanie o bezpieczeństwo dziecka. Nigdy nie zostawiam malucha samego podczas jedzenia. Dbam o to, by dziecko spożywało posiłek w pozycji siedzącej. Karmienie w leżaczkach jest niedopuszczalne, bo utrudnia odkrztuszenie zbyt dużych kawałków. Podaję też pokarmy dostosowane do wieku.
[reklama id=”45601″]

5. Zróżnicowanie

Niemowlęta potrzebują różnorodnych pokarmów oraz mnóstwa okazji do ćwiczenia się w umiejętności jedzenia. Chodzi przy tym nie tylko o zróżnicowanie smakowe, ale też o różne konsystencje, kolory, faktury, różne ilości. Przy BLW zupy wcale nie są zakazane; kwestia tylko tego, czy damy maluchowi szansę podjąć samodzielną próbę jedzenia ich rączkami. Nie ma potrzeby przechodzenia tradycyjnych etapów, które polegają na tym, że zaczynamy wprowadzanie stałych posiłków od gładkiej papki aż do coraz większych grudek.

6. Zabawa

Pierwsze posiłki dziecka wbrew pozorom nie służą najadaniu się, ale zabawie. To właśnie dzięki niej maluch uczy się nowych rzeczy, zdobywa kolejne umiejętności i ćwiczy koordynację ruchową. To, że na początku je niewiele bądź wcale, nie ma większego znaczenia. Tak naprawdę dziecko karmione piersią może spożywać wyłącznie mleczne pokarmy nawet do pierwszego roku życia.

4. Nastrój

Niech posiłki od początku kojarzą się dziecku z rodzinnym, radosnym czasem. Siadajcie do stołu wspólnie, jedzcie raczej to samo (dieta BLW to tak naprawdę dieta dla całej rodziny. Jeśli chcesz, by dziecko jadło zdrowo, nie licz, że zainteresuje się swoim brokułem, gdy na talerzu taty dostrzeże schabowego w grubej panierce), rozmawiajcie i traktujcie to jako miły rytuał życia codziennego. Bez specjalnego zerkania wciąż w stronę dziecka, czy na pewno sobie radzi, poganiania, dopytywania, czy na pewno smakuje. Spokój, opanowanie też budują nastrój.

Co i jak podawać:

  • warzywa i owoce pokrojone w słupki,
  • warzywa i twarde owoce najlepiej ugotowane na parze,
  • bez soli, z niewielką ilością przypraw,
  • kaszki głównie do oblizywania rączek albo ostudzone i pocięte “na sztywno”,
  • zupy – najlepiej na początku kremy, też do oblizywania rączek.

4 pomysły na dania dla malucha:

1. Pieczone warzywa wiosenne

Porcja dla 1 dziecka

Składniki:

  • ziemniak,
  • marchew,
  • seler,
  • burak.

Przygotowanie:

Piekarnik nagrzej do 200 stopni. Warzywa obierz i pokrój na połówki. Podlej dobrą oliwą i piecz na blasze wyłożonej papierem do pieczenia przez około 30–40 minut.

2. Bezglutenowa owsianka

Porcja dla 1 dziecka

Składniki:

  • 3 łyżki bezglutenowych płatków owsianych,
  • 100 ml wody lub mleka roślinnego,
  • łyżeczka oleju lnianego.

Przygotowanie:

Podgrzej wodę lub mleko w rondelku. Płatki przesyp do miseczki, zalej gorącą wodą lub mlekiem, przykryj talerzykiem i poczekaj, aż spęcznieją. W wersji owocowej dodaj duszone jabłka (z cynamonem – jeśli maluch polubi), gruszkę, świeże jagody, maliny lub jakiekolwiek inne owoce, również zmiksowane na puree.

3. Kluseczki z polenty

Porcja dla 2 dorosłych i 1 dziecka

Składniki:

  • szklanka suchej kaszki kukurydzianej,
  • pół szklanki mąki (np. ziemniaczanej zmieszanej z ryżową),
  • 3 łyżki ugotowanej kaszy quinoa (bardzo dobrze wypłukanej),
  • 2 łyżki siemienia lnianego,
  • szczypta ziołowych przypraw (opcjonalnie).

Przygotowanie:

Ugotowaną kaszkę kukurydzianą zmiksuj blenderem razem z siemieniem lnianym. Dodaj mąkę, kaszę quinoa i przyprawy, uformuj podłużne kluseczki. Jeśli ciasto zbyt się klei, dodaj więcej mąki ryżowej. Kluseczki wrzuć do wrzącej wody, gotuj przez 5–10 minut, od czasu do czasu mieszając.

4. Gęsta zupa krem z dyni piżmowej

Dla 2 osób dorosłych i 1 dziecka

Składniki:

  • 1 średnia cebula, drobno posiekana,
  • 1 średnia dynia piżmowa, pokrojona w większą kostkę,
  • 1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę,
  • 500 ml domowego wywaru z warzyw,
  • delikatne zioła do smaku (opcjonalnie).

Przygotowanie:

Cebulę zeszklij na patelni. Dodaj dynię, czosnek i zioła. Smaż na małym ogniu przez kilka minut, wciąż mieszając. Następnie dodaj wywar, doprowadź do wrzenia, a potem zmniejsz ogień i duś pod przykryciem przez około 30 minut. Po upływie tego czasu zmiksuj wszystko blenderem. Podawaj z bezglutenowym chlebkiem, na który maluch będzie mógł nabierać gęstą zupę krem. Opcjonalnie możesz wzbogacić smak, dorzucając kawałki marchewki lub słodkiego ziemniaka.
Przeczytaj więcej: Pierwsze potrawy BLW
Foto: flikr.com/gail_thepinkpeppercorn

Kategorie
odżywianie naturalne

Jarmuż – chroni przed chorobami i oczyszcza organizm

Do końca średniowiecza jarmuż był jednym z najpopularniejszych zielonych warzyw w Europie. Do dziś jest składnikiem tradycyjnych potraw portugalskich, holenderskich i brazylijskich.

Jarmuż występuje w kilku odmianach różniących się kształtem liści i barwą: od niebieskawozielonej, fioletowej i szarawej po jasnozieloną. To warzywo smaczne i przede wszystkim zdrowe – uważa się je za bardzo pożywne.

Cenne witaminy i minerały

Liście tego warzywa są wyjątkowo zdrowe. Porcja jarmużu zaspokaja dzienne zapotrzebowanie na witaminy A i C. To także cenne źródło kwasu foliowego, tak cennego dla przyszłych mam i ich dzieci. Podobnie jak brokuły i inne warzywa kapustowate, jarmuż zawiera sulforafan, związek posiadający właściwości przeciwnowotworowe. Kiedy na skórze pojawiają się siniaki, warto włączyć jarmuż do diety. Dlaczego? Ponieważ ma mnóstwo witaminy K, która wpływa na krzepliwość krwi. Dzięki niej rany szybciej się goją, miesiączki są mniej obfite, a cera ma widocznie mniej pajączków. Aby wit. K lepiej się wchłaniała, potrzebuje tłuszczu. Dlatego warto jeść jarmuż z olejem lub oliwą.

10 powodów, dla których warto pokochać jarmuż:

  1. jest niskokaloryczny, nie ma tłuszczu i jest bogaty w błonnik – jedna filiżanka jarmużu ma 36 kalorii, 5 gramów błonnika i 0 g tłuszczu. Pomaga w trawieniu i jest bombą witaminową,
  2. to źródło żelaza – ma więcej żelaza niż wołowina, a jak wiadomo, żelazo jest nam niezbędne w procesie tworzenia czerwonych ciałek krwi w szpiku kostnym, transportowania tlenu do różnych części ciała, wzrostu komórek, prawidłowego funkcjonowania wątroby itd. Jarmuż to produkt idealny dla kobiet w ciąży,
  3. jest bogaty w witaminę K – pomaga ona chronić nas przed nowotworami, a także jest ważna dla zdrowia kości i krzepnięcia krwi,
  4. zawiera przeciwutleniacze – m.in. karotenoidy, flawonoidy, które pomagają chronić przed nowotworami,
  5. wspiera układ krążenia – spożywanie jarmużu pomaga obniżyć poziom złego  cholesterolu,
  6. działa przeciwzapalnie – dzięki kwasom omega-3. Ponadto pomaga w walce z zapaleniem stawów, astmą i chorobami autoimmunologicznymi,
  7. to źródło witaminy A – korzystnej dla naszego wzroku i skóry,
  8.  jest bogaty w witaminę C – pomaga ona naszemu układowi odpornościowemu, wspomaga metabolizm i nawodnienie,
  9. ma dużo wapnia – pomaga w zapobieganiu utraty masy kostnej, zapobieganiu osteoporozie i utrzymaniu zdrowego metabolizmu. W utrzymaniu elastyczności chrząstek i stawów jest również pomocna witamina C,
  10. oczyszcza organizm.
(Źródło: 10 powodów, dla których warto jeść jarmuż)

Dobry wybór

Szklanka jarmużu zawiera tylko 33 kalorie. Kupując to warzywo, zwróćmy uwagę, aby liście były jędrne i miały głęboki kolor. Unikajmy warzyw z brązowym nalotem oraz okazów z podwiędłymi lub zżółkniętymi liśćmi –mogą to być oznaki nieświeżości. Przejrzały jarmuż można rozpoznać także po drewniejących łodyżkach i grubych żyłkach w liściach. Jarmużu nie należy płukać przez przechowywaniem, ponieważ nadmiar wilgoci może przyspieszyć gnicie. Tuż przed gotowaniem, smażeniem czy zapiekaniem warzywo należy namoczyć w zimnej wodzie. Następnie jarmuż starannie płuczemy, aby pozbyć się piasku czy ziemi. Odcinamy zniszczone liście zewnętrzne i twarde łodygi; te miękkie należy zostawić, ponieważ są źródłem smaku. Aby warzywo zmiękło, należy je dość długo gotować. Jednak należy pilnować momentu, gdy jarmuż ma jeszcze intensywny zielony kolor. To gwarancja zachowania dużej ilości witamin.

Foto: flikr.com/b_2

Kategorie
naturopatia wywiady

Antybiotyki są nadużywane! Rozmowa z Katarzyną Bross-Walderdorff

Skąd tak powszechne dziś umiłowanie do stosowania antybiotyków?

Nie mam pojęcia, ja tego umiłowania nie prezentuję, nie mają go również pacjenci, którzy do mnie trafiają. Co więcej, widzę, że coraz częściej kwestię nadużywania antybiotyków podejmuje się na forum społecznym. Będąc ostatnio w przychodni medycyny pracy, zauważyłam plakat, który zachęcał do rozważnego stosowania antybiotyków, czyli m.in do wykonywania antybiogramów przed zastosowaniem leku. Dlaczego lekarze przepisują tak często antybiotyki bez zlecenia odpowiednich badań to istotne pytanie, ale należy je skierować do środowiska medycyny klinicznej.

Czy podawanie dziecku antybiotyku ma w ogóle sens?

Z punktu widzenia medycyny klinicznej – oczywiście. Jeśli lekarz jest pewien, że ma do czynienia z infekcją bakteryjną, czyli zrobił konieczne badania: morfologię z rozmazem, antybiogram, to przepisanie antybiotyku jest w takim tradycyjnym ujęciu niezbędne. Rozmaz jest o tyle ważny, że daje nam obraz tego, z jaką bakterią mamy do czynienia. I jeśli wychodzi z niego, że jest to np. gronkowiec złocisty bądź inna, groźna bakteria, to wówczas użycie antybiotyku wydaje się zasadne. Choćby dlatego, że jeśli nie zostanie on podany, a infekcja będzie się przedłużać, wówczas może dojść do poważnych powikłań. Tak jest np. w przypadku anginy, po której powikłaniem może być gorączka reumatyczna – wówczas może dojść do zaatakowania serca, nerek, stawów. To są sytuacje określane w medycynie jako lege artis, czyli zgodnie ze sztuką leczenia, i lekarz jest zobligowany postępować zgodnie z przyjętą procedurą. Może ona ulec zmianie jedynie przy odmowie pacjenta. Jednak z taką sytuacją w praktyce spotykamy się raczej rzadko.

Są dzieci, którym przepisuje się antybiotyk raz w miesiącu. Jakie konsekwencje może mieć dla nich taka terapia?

Jeżeli dziecku podaje się antybiotyk raz w miesiącu, to mam ogromną wątpliwość, czy sytuacja właśnie tego wymaga. Dość prawdopodobne, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest rozregulowany układ odpornościowy. Z punktu widzenia medycyny klinicznej mówi się wtedy o alergii lub nietolerancji albo nawet o deficycie odporności. Znajdowane wówczas w wymazie bakterie nie należą do tych „niebezpiecznie patogennych” albo nieżyt czy infekcja diagnozowane są jako wirusowe i wówczas podawanie antybiotyku raczej nawet osłabia organizm, niż przyczynia się do wyleczenia.

Czy homeopatia wyraża jasne stanowisko względem leczenia antybiotykiem?

Nie istnieje jedno stanowisko homeopatii względem farmakoterapii ani antybiotykoterapii. Homeopatia ma swoje leki i procedury postępowania, które też różnią się od siebie w różnych „szkołach”. Priorytetem jest bezpieczeństwo pacjenta. Lekarz bierze na siebie odpowiedzialność za proponowane leczenie.

Czy homeopatia może być alternatywą dla antybiotykoterapii w przypadku ostrych stanów chorobowych?

Owszem, jest nią, chociaż należy tu zrobić pewne zastrzeżenia – lek homeopatyczny trzeba dobrać indywidualnie do pacjenta i aktualnej choroby, co wymaga wiedzy i doświadczenia.

Co się dzieje, kiedy do lekarza homeopaty przychodzi rodzic z małym pacjentem w bardzo złym stanie i chce całkowicie zmienić sposób jego leczenia, z medycyny konwencjonalnej na homeopatię – już, teraz, natychmiast?

Odpowiedź na to pytanie jest uwarunkowana wieloma czynnikami. W zależności od stanu zdrowia, diagnozy, od ilości podawanych leków farmakologicznych należy podjąć różne działania. Można podać lek homeopatyczny równolegle do stosowanych środków farmakologicznych albo leczyć pacjenta wyłącznie lekami homeopatycznymi.
W przypadku chorób przewlekłych, np. alergii, które leczone były farmakologicznie, sytuacja jest dość skomplikowana. Jeżeli przez wiele lat tłumiliśmy objawy choroby za pomocą tradycyjnych leków, to bardzo trudno o szybkie efekty, a leczenie jest zazwyczaj wieloetapowe. Omówmy to na przykładzie dziecka, które w wieku kilku miesięcy miało skazę białkową, potem zaczęło chorować na zapalenie krtani i leczono je sterydami, a potem w wieku 5 lat ma nawracające zapalenia ucha, a do tego zdiagnozowane AZS. W takim przypadku nie można liczyć na to, że podanie mu jednej dawki leku doprowadzi do wyzdrowienia. Leczenie homeopatyczne będzie polegać na tym, żeby najpierw działać na te stany infekcyjne lekami ostrymi, czyli np. Belladona, Apis, Hepar sulfuris itp. Jeśli uda się to opanować, wówczas kontynuujemy leczenie konstytucjonalne, czyli podajemy leki, które pasują nie tylko do objawów, ale też do osobowości pacjenta. Po kilku miesiącach takiej terapii można się spodziewać, że to dziecko będzie w kompletnie innej kondycji zdrowotnej. Alergia być może nie zniknie, ale znacznie złagodnieje, a infekcje albo nie będą występować, albo będą pojawiać się rzadziej i przebiegać łagodniej. Bo układ odpornościowy zacznie lepiej sobie z nimi radzić.

Mówi się często, że homeopatia, nawet jeśli nie zadziała, to z pewnością nie zaszkodzi. A jednak mamy w Polsce całą grupę lekarzy aktywnie zwalczających homeopatię i nieuznających jej jako alternatywnej metody leczenia. Skąd się to bierze?

Nie jest prawdą, że homeopatia, nawet jeśli nie zadziała, to nie zaszkodzi. Nie ma takiej substancji, która byłaby skuteczna, a zarazem kompletnie nieszkodliwa. To jest mit o homeopatii, z którym ja się nie zgadzam. Można leki homeopatyczne źle dawkować, można je też przedawkować ze szkodą dla pacjenta. Dlatego uważam, że podawanie ich powinno być zarezerwowane dla osób, które się na tym znają. Na całym świecie jest tak, że homeopatią zajmują się lekarze i terapeuci homeopatyczni, wykształceni w specjalnych szkołach.
Z mojego punktu widzenia najczęściej powtarzany błąd polega na tym, że leki homeopatyczne podawane są niezgodnie z zasadami homeopatii, czyli trochę tak, jakby były nieszkodliwym substytutem leków farmakologicznych. Tak się ich nie powinno stosować, ponieważ może to być szkodliwe, a z pewnością nie jest skuteczne.
Również mnie zadziwia polskie środowisko medycyny klinicznej, które tak bardzo nie akceptuje medycyny naturalnej, a w szczególności homeopatii. Bo o ile bez ironii i sarkazmu jakiś lekarz potrafi podejść do tego, że jego pacjent stosuje medycynę chińską, ajurwedę albo ziołolecznictwo, to informacja o stosowaniu homeopatii spotyka się często z bardzo ostrymi reakcjami.
Czytałam ostatnio oświadczenie Krajowej Rady Lekarskiej na temat homeopatii, które „obwieszczało jej nieskuteczność”. Niestety osobom wypowiadającym się na ten temat brakuje wiedzy o metodzie.
Z jednej strony mamy w Polsce wielu lekarzy homeopatów, mamy studia podyplomowe na Śląskim Uniwersytecie Medycznym kształcące lekarzy i farmaceutów w dziedzinie homeopatii oraz leki homeopatyczne w aptekach, do niedawna na receptę, z drugiej zaś – Naczelną Radę Lekarską, która wygłasza oświadczenia o jej nieskuteczności.

W perspektywie najbliższych dziesięcioleci przerażający w ujęciu medycyny konwencjonalnej może być fakt, iż bakterie coraz częściej uodparniają się na antybiotyki. Czy sądzi pani, że może być to furtka dla alternatywnych metod leczenia, by dostrzec w nich wreszcie potencjał i potraktować je poważnie?

Mam poczucie, że temat bakterii odpornych na antybiotyki to woda na młyn dla przemysłu farmaceutycznego, który będzie produkować coraz więcej nowych, ulepszonych antybiotyków. Ale z takimi bakteriami mamy przede wszystkim do czynienia w szpitalach.
Stany zapalne powodowane są zazwyczaj tym, że nasz układ odpornościowy osłabił się na tyle, że jakiś mikroorganizm był w stanie się rozmnożyć i wywołać specyficzne dla siebie objawy. Z punktu widzenia homeopatii jest więc tak, że przyczyną choroby nie jest bakteria, ale osłabienie układu odpornościowego.
Rzeczywiście obserwuje się wzrost zainteresowania medycyną naturalną we współczesnym świecie. Jest ona widoczna przede wszystkim w społeczeństwach pierwszego świata, nasyconych wszelkimi dobrami konsumpcyjnymi, łącznie z farmakoterapią. To właśnie tu następuje zwrot ku naturze i poszukiwanie alternatywy. Warto po nią sięgać. Metody alternatywne istnieją i będą istnieć równocześnie z medycyną kliniczną. Są sytuacje, w których skuteczniejsza jest medycyna naturalna, a też takie, kiedy ratunkiem dla zdrowia lub życia jest medycyna kliniczna. I to mój przekaz, daleki od szukania lepszych i gorszych medycznych rozwiązań.

Kategorie
zdrowie

Leworęczność a rozwój mowy

Leworęczność swój początek ma w mózgu

Mózg jak wiadomo zbudowany jest z dwóch półkul, a każda z nich ma inne zadanie do wykonania. Paul Broca, francuski lekarz, prawej półkuli przypisał postrzeganie przestrzenne, uzdolnienia twórcze, rozpoznawanie wzorów, kształtów i zależności między nimi, a także pamięć, intuicję, wyobraźnię, wrażliwość estetyczną i poczucie humoru. W lewej półkuli zidentyfikował ośrodki kontrolujące mowę (w literaturze fachowej ośrodek mowy nazywany jest ośrodkiem Broci), zdolność logicznego myślenia, uzdolnienia matematyczne, techniczne i naukowe. Pomimo pełnienia różnych funkcji obie półkule współpracują ze sobą i wzajemnie się uzupełniają. U większości populacji dominująca jest półkula lewa i na zasadzie skrzyżowanych połączeń powoduje dominację prawej strony ciała. Wiodąca może być nie tylko ręka, lecz także noga, oko, ucho. Natomiast lewostronność występuje u osób z dominującą półkulą prawą. Nie ma to związku jedynie z używaniem lewej ręki, także z inną percepcją bodźców. Gdy jedna ręka jest dominująca, a druga pomocnicza, zapewniona jest dobra koordynacja ruchów, a co za tym idzie – ich precyzja, szybkość i harmonia.
Jaki to ma związek z mową, szczególnie w okresie jej rozwoju? Dziecko poznaje świat za pomocą wszystkich zmysłów. Funkcjonalna asymetria mózgu decyduje choćby o tym, że nasze uszy w różnym stopniu odbierają dźwięki otaczającego nas świata. Głosy zwierząt, śpiew ptaków, śmiech, płacz, muzykę, odgłosy urządzeń technicznych odbierane są przez lewe ucho, dźwięki mowy – sylaby, słowa, zdania – przez prawe, natomiast samogłoski – w ośrodkach słuchowych obydwu półkul. Dominacja prawego lub lewego ucha ma zatem wpływ na kształtowanie się mowy dziecka, na jej odbieranie z otoczenia, przyswajanie dźwięków i ich zapamiętywanie.

Rozwój leworęczności pokrywa się z rozwojem mowy

Początkowo ośrodek mowy rozwija się podobnie w obu półkulach, by później jedna z nich zdominowała drugą. Do trzeciego roku życia ustala się też lateralizacja. Dziecko w okresie przedszkolnym usprawnia już zdecydowanie silniejszą rękę i ćwiczy współpracę pomiędzy nią a okiem. Ingerowanie w ten proces poprzez wymuszenie zmiany dominującej ręki powoduje dysharmonię, wywołuje tzw. konflikt dominacji – uaktywnienie ośrodków w półkuli niedominującej.

Wymuszanie praworęczności

Na tym etapie wymuszanie praworęczności na dziecku leworęcznym zaburza jego koordynację wzrokowo-ruchową, integrację dźwięku i obrazu, wpływa niekorzystnie na orientację przestrzenną. Dlatego zmuszanie do obciążania „mniej sprawnej” kończyny, swoiste przesterowanie, może skutkować problemami z koncentracją, pamięcią, trudnościami w mówieniu, pisaniu (dysgrafia, dysleksja, dysortografia), a co za tym idzie – problemami szkolnymi i emocjonalnymi. Nie należy więc przekładać dziecku łyżeczki, kredek czy zabawek z ręki lewej do prawej. Najczęściej wywołuje to agresję, rzucanie przekładanymi przedmiotami, zniechęcenie do samodzielnego jedzenia czy rysowania. Dodatkowo jest to niepotrzebny stres, który z czasem może powodować obniżenie samooceny.

Zaburzenia mowy

Związek zaburzeń mowy z zaburzeniami procesu lateralizacji był zauważany już przed kilkudziesięciu laty. Jako pierwszy zdiagnozowany został związek leworęczności z jąkaniem. Jednak dzieci oburęczne również mogą mieć trudności w osiąganiu sprawności artykulacyjnej głosek, co może powodować opóźnienie rozwoju mowy, zapamiętywania słów, szybką dekoncentrację podczas słuchania tekstów czytanych. Dzieci te uruchamiają bowiem prawopółkulowe strategie przetwarzania języka.

Dlaczego leworęczność może prowadzić do jąkania?

Lewa półkula specjalizuje się w funkcjach językowych, prawa – w zadaniach wzrokowo-przestrzennych. Tymczasem jąkający się mają znacznie bardziej aktywną prawą półkulę mózgu, zwłaszcza w czasie odbioru wypowiedzi słownych, podczas gdy u osób mówiących płynnie dominuje lewa półkula. Przyuczanie dzieci leworęcznych do posługiwania się prawą ręką prowadzi do wykształcenia się dodatkowych okolic mowy również w półkuli lewej. W konsekwencji mamy do czynienia z niezgodnością impulsów płynących jednocześnie z obu półkul, co może zaburzać płynność wypowiadania się.
Zamiast więc serwować dziecku wspomniane trudności, lepiej zaakceptować i wspierać jego leworęczność, a w przypadku lateralizacji nieustalonej (oko–ręka, ucho–noga) skonsultować to ze specjalistą, by uniknąć innych komplikacji rozwoju. U dziecka uczącego się pisać warto zadbać o właściwą postawę ciała, prawidłowy układ dłoni, nadgarstka i przedramienia, koordynację ruchów obu rąk, współdziałanie oka i ręki. Ponadto o odpowiednią stronę oświetlenia, inne położenie zeszytu, dobór prawidłowych narzędzi do pisania, rysowania. Ale przede wszystkim pozostawić jego rozwój naturze, nie zaburzając naturalnego procesu. Możliwe, że gdyby rodzice Leonarda da Vinci, Michała Anioła Buonarottiego, Paula Rubensa, Rafaela Santiego, Ludwiga van Beethovena, Jimmy’ego Hendrixa, Boba Dylana, Stinga, Alberta Einsteina czy Iwana P. Pawłowa nie pozwolili im być sobą, a zmuszali do praworęczności, pozbawiliby świat ich dzieł.
Źródła:

  • Bogdanowicz M., Leworęczność u dzieci. Warszawa 1992, WSiP
  • Spionek H., Dziecko leworęczne. Warszawa 1964, NK
  • Healey Jane M., LEWORĘCZNOŚĆ. Jak wychować leworęczne dziecko w świecie ludzi praworęcznych, GWP
  • nauka.newsweek.pl/zagadka-leworecznosci,artykuly,270830,1.html
Kategorie
recenzje

Wybieraj świadomie: porcelana zamiast plastiku. Naczynia dla dzieci od Silly Design

W przeciwieństwie do plastiku porcelana nie zawiera BPA i ftalanów i uznawana jest za jeden z najzdrowszych surowców. Wie o tym doskonale producent naczyń dziecięcych marki Topchoice, które trafiły w nasze ręce dzięki Silly Design. Naczynia powstały w renomowanej wytwórni porcelany i pomalowano je z użyciem atestowanych i nieścieralnych nadruków. Dodatkowo można je bez problemu zmywać w zmywarce, o co trudno przy naczyniach z plastiku bądź melaminy.

porcelana5

Ta porcelana jest o tyle wyjątkowa, że wykonano ją ze specjalnie wzmocnionego tworzywa o grubszych ściankach, dzięki czemu możliwość przypadkowego zbicia przy upuszczeniu uległa znacznemu zminimalizowaniu. Czterolatka jest zachwycona, a ja nie mam obaw związanych z tym, że obcuje z materiałem, który mógłby budzić moje wątpliwości (bo np. wchodzi w reakcję z gorącą żywnością).

porcelana13

W komplecie znajdziemy miseczkę, talerzyk, łyżeczkę i kubek z motywem misia, co powoduje, że to idealny komplet na niemal każdy posiłek. Rano można w nim zaserwować płatki z mlekiem bądź kaszkę z jabłkiem, w ramach obiadu – pierwsze i drugie danie, a na kolację przygotować choćby placuszki polane syropem klonowym. Naczynia są idealne na małe, dziecięce porcje, świetnie mieszczą się w rączkach i są znacznie przyjemniejsze od powszechnego plastiku. Odkąd w domu mieszka z nami misiowa zastawa, obiady, śniadania, a nawet poranne kakao smakują zupełnie inaczej. Estetyka podania posiłku też ma znaczenie!

porcelana2

Co przekonuje mnie w naczyniach od Silly Design:

  • świetny design, który idzie w parze z praktycznością; oryginalnym rozwiązaniem jest talerzyk tworzący komplet z miseczką – gdy nałożymy talerz na miskę, miś będzie miał „talerzykowe uszka”,
  • wygodne, dziecięce rozmiary, które pomagają przygotować porcje idealne dla malucha (do zbyt dużych dziecko może się szybko zniechęcić),
  • są bardzo praktyczne, również w przypadku dzieci, które dopiero uczą się jeść – nie przesuwają się po stole, trudniej je również zrzucić na podłogę,
  • łyżeczka dołączona do kompletu na „główce” ma rysunek misia; dla malucha to motywacja, by opróżnić jej zawartość i zobaczyć obrazek. Łyżeczka jest poręczna, głęboka, dostosowana wielkością do buzi dziecka, wspiera naukę samodzielnego jedzenia,
  • kubeczek ma grubsze ścianki niż te tradycyjne, co ułatwia wygodne picie,
  • cały zestaw opakowany jest w pomysłowy kartonik z dołączoną maską miśka, którą można założyć na twarz i oddać się kreatywnej zabawie,
  • komplet nie jest drogi, jego cena to 85 zł, czyli tyle, ile kosztuje zwykły, melaminowy zestaw.

Takiego kompletu można używać jako pakietu startowego, czyli na samym początku rozszerzania diety, choć równie mocno ucieszy się z niego kilkulatek. Moja czterolatka z porcelaną oswajała się właśnie od początku, co było dla mnie spójne z ideą wychowania w duchu Montessori.

porcelana

Maria Montessori podkreślała bowiem, że warto zaznajamiać dzieci z żywymi materiałami, które mają swoją fakturę, zapach, historię i niepowtarzalny klimat, w przeciwieństwie do wszystkiego, co udaje coś, czym w praktyce nie jest. Dziecko, mając dorosły zestaw, czuje się doceniane, większą uwagę przykłada do tego, by dbać o swoje naczynia, i dużo chętniej towarzyszy w rodzinnych posiłkach.

Komplet od Silly Design jest kolorowy, zabawny i przyciąga wzrok. Świetnie nadaje się na prezent – nie tylko zachwyci wyglądem, ale będzie też dla obdarowanego malucha w pełni użytecznym przedmiotem do stosowania na co dzień.

Porcelalna TopChoice do kupienia wyłącznie w www.sillydesign.pl

Kategorie
recenzje

Pojemnik na zabawki Lupomi – ogarnianie dziecięcego chaosu

I nie chodzi tu o 24-godzinny nadzór nad bałaganiącym dzieckiem. Nie jesteś w stanie upilnować porządku, choćby nie wiem co. Ale jesteś w stanie zaproponować dziecku sposób, by odwieczny zabawkowy chaos znalazł swoje stałe miejsce i nie zaburzał domowego ładu. To pojemniki na zabawki polskiej marki Lupomi.

worek3

Dlaczego akurat one? Bo stworzył je kwartet nie byle jaki. Mama i trójka jej dzieci, cztery różne spojrzenia na to, jak radzić sobie z dzieciowożyciowymi wyzwaniami i przy okazji tworzyć funkcjonalne rzeczy, które będą również piękne.

Cztery osoby to również różne spojrzenia na jeden produkt – od strony designu, który w przypadku worków Lupomi charakteryzuje się ponadczasowością i uniwersalnością; funkcjonalności (praktyczność i bezpieczeństwo) oraz jakości – Lupomi to worki tworzone wyłącznie z testowanych materiałów i sposobów druku, których bezpieczeństwo poświadczone jest atestami Oeko-Tex.

W naszym domu jest już wielki pojemnik Lupomi z sympatycznym szopem. Usztywniany „wór” w rozmiarze XXL zmieści mnóstwo dziecięcych skarbów. Jego średnica to 43 cm a wysokość – 46 cm. Pojemnik wykonany jest z tkaniny w 100 proc. bawełnianej, stanowiąc jednocześnie niebanalny element wystroju naszego domu.

worek2

Niezależnie od tego, czy jest pusty, czy pełny, zachowuje swój kształt, co jest jego zdecydowaną zaletą. Z kolei już przy niewielkim nacisku łatwo się zgina, tak że maluch bez problemu i bezpiecznie może sięgnąć po zabawkę, której akurat potrzebuje. Dzięki wygodnym uszom łatwo jest go przenosić, a gdy akurat nie chcemy z niego skorzystać – można go po prostu złożyć i schować.

To ręcznie produkowany, krajowy wyrób, który doskonale sprawdza się w akcji pt.: „szybkie sprzątanie”. Wystarczy wrzucić do niego zabawki, by usunąć przeszkody z podłogi i znów móc cieszyć się przestrzenią własnego m.

Na koniec kilka pomysłów, do czego można wykorzystać pojemnik Lupomi:

  • do porządkowania zabawek,
  • do przechowywania pościeli, koców, poduszek,
  • jako kosz na rzeczy do prania,
  • na gry, artykuły papiernicze,
  • jako wygodną torbę na wyjazd – w której zmieszczą się zabawki, pieluchy i inne niezbędne artykuły pierwszej potrzeby,
  • na cokolwiek, co przyjdzie nam do głowy.

Zobacz wszystkie wzory pojemników Lupomi na lupomi.com

trzy

Kategorie
rodzina

10 praktycznych zastosowań sody oczyszczonej

10 praktycznych zastosowań sody:

1. Mycie włosów

– zdrowe, błyszczące włosy za grosze? Tworzymy własny szampon na bazie sody i octu. Co ważne, szampon nie zadziała od razu, skóra głowy musi się do niego przyzwyczaić. Szampon pozwala na usunięcie ze skóry wilgoci, dzięki czemu produkuje ona mniej łoju.

Przepis: potrzebujemy szczelnego opakowania na sodę, butelki ze sprayem na ocet.

Proporcje należy dostosować indywidualnie do kondycji skóry głowy i włosów, jeśli włosy są tłuste, wtedy na pewno należy użyć do spłukania mniej octu. Jeśli włosy są suche – odwrotnie.
1 łyżkę sody wysypujemy na dłoń, lekko zwilżamy wodą. Masujemy skórę głowy i wcieramy delikatnie we włosy. Chwilkę zostawiamy na włosach i spłukujemy. Mieszamy łyżkę octu jabłkowego (lub cydrowego) i szklankę wody w butelce z rozpylaczem. Można przygotować większą ilość mieszanki na kilka myć. Energicznie wstrząsamy. Wcieramy w skórę głowy i włosy, zostawiamy na 2 minuty i spłukujemy dokładnie wodą.

2. Dezodorant DIY

– łączymy w naczyniu 1/4 szklanki sody oczyszczonej z 10 kroplami ulubionego olejku. Jak używamy? Wystarczy trochę proszku rozetrzeć na palcach i wcierać go delikatnie pod pachami, a następnie zeszczotkować nadmiar sody. Może troszczę czaso- i pracochłonne, ale warto.

3. Peeling do twarzy

– maleńkie ziarna mogą podrażniać skórę wrażliwą, więc jeśli Twoja skóra jest delikatna, lepiej przygotować peeling z dodatkiem cukru lub soli.

Przepis dla skóry normalnej: mieszamy cukier i sodę, dodajemy olej sezamowy do momentu uzyskania konsystencji pasty. Jeśli peeling wydaje się za tłusty, można zastąpić część oleju miodem.

4. Peeling do stóp

– z sody oczyszczonej, wody i kilku kropli olejku lawendowego (lub dowolnego innego) tworzymy pastę, którą wmasowujemy w stopy. Po kilkunastu minutach spłukujemy.

5. Suchy szampon dla psa, kota czy gryzonia

– posypujemy futerko sodą, a następnie za pomocą pędzelka czy grzebyka wyczesujemy nadmiar sody. Futerko wycieramy ręcznikiem.

6. Czyszczenie stali nierdzewnej

– proszek aplikujemy na gąbkę lub bezpośrednio na zabrudzenia, pozostawiamy na kilkanaście minut i szorujemy naczynie.

7. Usuwanie zapachu ze słoików

– wlewamy około 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej do słoika, dopełniamy wodą. Energicznie wstrząsamy zakręconym słoikiem przez niecałą minutę. Wylewamy mieszankę i ponownie napełniamy słoik w 1/4 wysokości, z tym, że tylko wodą. Znów wstrząsamy. Czynność powtarzamy kilkakrotnie. W ten sposób oczyszczamy słoik i możemy użyć go ponownie.

8. Czyszczenie zabawek

– to bardzo ważne, czym czyścimy zabawki. Przecież w przypadku najmłodszych niemal natychmiast zabawka ląduje w buzi. Polecam mieszaninę 1/4 szklanki sody oczyszczonej na 1 litr wody.

9. Czyszczenie tapicerki, materaca

–  na materiał wysypujemy sodę oczyszczoną, ilość dostosowując do powierzchni. Czekamy ok. 15-20 minut, następnie odkurzamy.

10. Nietoksyczne farbki

– 2 łyżki sody, 2 łyżki mąki, 2 łyżeczki cukru i 2 łyżeczki wody mieszamy energicznie w słoiku, aby stworzyć bazę farby. Bazę dzielimy na mniejsze części, a następnie używamy barwników spożywczych, aby nadać farbkom wybrane kolory.

Przeczytaj więcej o sodzie oczyszczonej.

Foto: flikr.com/aquamech-utah

Kategorie
artykuł sponsorowany rzeczy dla dzieci

Pielęgnacja wrażliwej skóry to nie tylko kosmetyki, czyli o tym, co nosić, gdy wszystko drapie i swędzi

20 proc. skóry dorosłego, czyli delikatność płatka róży

Skóra dziecka jest znacznie cieńsza od skóry osoby dorosłej i stanowi jedną piątą jej grubości. Pełną dojrzałość osiąga dopiero w okolicach 4 roku życia. Najcieńsza jest zewnętrzna warstwa naskórka. Komórki układają się luźniej, inaczej działa też płaszcz wodno-lipidowy i płaszcz ochronny o kwaśnym odczynie. Rezultat to ograniczenie funkcji bariery ochronnej – a więc nadwrażliwość na różne bodźce i dolegliwości skórne (odparzenia, otarcia, podrażnienia), które mogą być potęgowane przez nieumiejętnie dobraną odzież – chodzi tu zarówno o materiał, z jakiego została ona wykonana, jak również sposób uszycia.
Poza noworodkami i małymi dziećmi szczególnego traktowania wymaga również skóra alergiczna, atopowa, ale też skóra dzieci wyjątkowo ruchliwych, które często się pocą, a przez ciągły ruch narażone są na bolesne otarcia. Mamy więc cały wachlarz nadwrażliwców, którzy potrzebują szczególnej uwagi nie tylko podczas pielęgnacji, ale również przy kompletowaniu garderoby.

Garderoba dla wrażliwców

Dlaczego właściwie ubrania są w przypadku wrażliwej skóry tak ważne? Bo do niej przylegają, wchodząc z nią w bezpośredni kontakt. Większość ubrań dostępnych w popularnych „sieciówkach”, (ale nie tylko) to ubrania szyte z bawełny w połączeniu z syntetykami (poliester, akryl, nylon). Nosi się je mniej więcej z takim samym komfortem, co plastikowe reklamówki – nie przepuszczają bowiem powietrza, drapią i kleją się do skóry, kiedy się spoci. Nasz organizm zupełnie inaczej reaguje w kontakcie z materiałami naturalnymi, do których zaliczamy m.in. jedwab, bawełnę, wełnę czy len. Ważne, by konsument miał dostęp do informacji o tym, jakiej jakości jest dana tkanina. Bawełna bawełnie nierówna, a substancje stosowane przy produkcji tej konwencjonalnej (powszechnie uznawanej za naturalną, ale z naturalnością ma to niewiele wspólnego) Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) sklasyfikowała już jako wyjątkowo niebezpieczne, szczególnie dla układu nerwowego dzieci i niemowląt.
Ubrania z najlepszych, najbardziej przyjaznych skórze rodzajów tkanin – na przykład bawełny organicznej (uprawianej w zrównoważony sposób, bez użycia pestycydów i środków ochrony roślin), zaprojektowane i uszyte z dbałością o każdy detal, to ubrania, które coraz częściej można spotkać w Polsce. Ich producenci dbają o to, by na każdym etapie produkcja odbywała się bez chemii, a tkanina nie zawierała nawet domieszki sztucznych włókien (często także jakichkolwiek barwników, gdyż nawet te naturalne mogą uczulać). Oddychające, zabezpieczone w miejscach, w których jest to niezbędne (a więc jeśli suwaki czy rzepy – to odpowiednio obszyte materiałem, by nie miały bezpośredniego kontaktu ze skórą i jej nie podrażniały, jeśli mankiety i ściągacze – to tylko takie, które nie uciskają rąk i nóg) są wszechstronną odpowiedzią na potrzebę odpowiedniego traktowania wrażliwych typów skóry, szczególnie maluchów.
[reklama id=”45618″]

Na czym polega specyfika bawełny organicznej w kontakcie z wrażliwą skórą dziecka?

  • bawełna organiczna jest znacznie trwalsza niż ta konwencjonalna, ponieważ na etapie hodowli nie traktowano jej środkami ochrony roślin i sztucznymi nawozami,
  • jest milsza, bardziej miękka w dotyku – znów jest to wynik tego, że jej włókna nie są niszczone przez chemikalia,
  • lepiej oddycha, świetnie służy skórze egzemalnej, stanowi praktycznie zerowe ryzyko wywołania alergii,
  • daje poczucie ciepła w chłodniejsze dni a jednocześnie chroni przed potem,
  • po każdym praniu bawełna organiczna zyskuje na miękkości,
  • niebarwiona bawełna ekologiczna ma również znaczenie dla psychosomatyki dziecka – ubranka wielobarwne, o intensywnych kolorach mogą potęgować u wrażliwych dzieci odczucia podrażnienia, swędzenia czy pobudzenia. Dlatego właśnie zaleca się, aby wrażliwe maluchy zasypiały w piżamkach o naturalnych kolorach.

Odpowiednia troska o skórę nie ogranicza się wyłącznie do pielęgnacji przy użyciu specjalnych kosmetyków. Gdy mamy do czynienia z dzieckiem o specjalnych potrzebach skórnych, ważne jest, by potraktować ową pielęgnację bardziej kompleksowo – myśląc o wszystkich czynnikach mających wpływ na zwiększenie komfortu. Ubrania są tu równie ważne, co kosmetyki. Wszystko z troską o to, by dziecko mogło dobrze poczuć się we własnej skórze.

Kategorie
ciąża i poród

Dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

W zapiskach historycznych pojawiają się wzmianki, że krzesło porodowe było znane w Babilonie już 2000 lat przed naszą erą. Sytuacja zaczęła radykalnie zmieniać się około XVII wieku, kiedy to ponad komfort rodzącej zaczęto przedkładać wygodę położnych. Poród w pozycji leżącej przeczy nie tylko prawom fizyki, lecz także nie znajduje żadnego uzasadnienia medycznego.
Teoretycznie sytuacja zmieniła się w 2011 roku, kiedy wprowadzono nowe standardy opieki okołoporodowej. Według nich kobieta może swobodnie wybrać pozycję porodową. Zadaniem personelu jest uszanować tę decyzję i wspomóc kobietę w aktywności podczas porodu. Praktyka pokazuje niestety, że nie do końca to prawo jest respektowane i zdarza się, że personel nadal narzuca rodzącym pozycję horyzontalną, szczególnie w ostatniej fazie porodu. A tymczasem nakazanie kobiecie rodzenia na leżąco jest pogwałceniem jej praw i zmuszeniem do dodatkowego wysiłku podczas i tak już niełatwego zadania.

Dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Poród przebiega szybciej, łatwiej i krócej

Według danych Fundacji Rodzić po Ludzku porody w pozycji wertykalnej są średnio 35% krótsze od tych, które odbywają się w pozycji leżącej. Podobnie jak przy wypróżnianiu – dużo łatwiej załatwić tę potrzebę fizjologiczną w pozycji kucznej niż leżącej. Dziecko w łonie matki ułożone jest pionowo, główka przeciska się w dół przez kanał rodny. W pozycji pionowej poród, poza swoją naturalną fizjologią w postaci potrzeby parcia przez matkę, wspiera grawitacja. W przypadku pozycji horyzontalnej rodząca jest zmuszona wykonać znacznie większy wysiłek, gdyż w pewnym momencie główka dziecka musi pokonać trasę pod górę, dodatkowo walcząc z grawitacją. Zachowując pozycję wertykalną, matka ułatwia dziecku wpasowanie się w kości miednicy, główka wypychana skurczami i parciem oraz siłą grawitacji w sposób naturalny przechodzi przez kanał rodny.

Łatwiej oddychać, więc maluch jest lepiej dotleniony

W pozycji pionowej łożysko jest lepiej ukrwione, więc dziecko otrzymuje więcej tlenu. Rodzącej również łatwiej oddychać, także przeponą, dzięki czemu świadomie może wpływać na przebieg porodu, dostosowując rytm oddechu do skurczy.

[reklama id=”66993″]

Łatwiej o swobodę ruchu

Leżąc podczas porodu kobieta ma bardzo ograniczoną możliwość poruszania się. Działa to również na poziomie emocjonalnym. A tymczasem powinna czuć, że to ona jest tu aktywna i od niej zależą dalszy przebieg porodu. Leżąc rodząca intensywniej odczuwa ból, ponieważ jej uwaga jest skupiona tylko na nim. Tymczasem w ruchu istnieje możliwość wyładowania skumulowanego w organizmie napięcia spowodowanego bólem.

Nie ma jednej uniwersalnej pozycji wertykalnej, każda kobieta powinna próbować przyjmować najdogodniejszą dla siebie, wykorzystując dostępne pomoce porodowe takie jak worek sako, piłki czy uwieszając się na drabinkach bądź partnerze. Dużą ulgę przynoszą spacery, a nawet delikatny taniec z ruchem bioder. To wszystko, oprócz odwrócenia uwagi rodzącej od bólu, ułatwia dziecku wejście w kanał rodny. Jeśli kobieta odczuwa potrzebę położenia się, powinna to zrobić, ważne, by nie spędzić w tej pozycji zbyt wiele czasu. Odpoczywać można także siedząc, klęcząc czy kucając i jednocześnie opierając głowę i ramiona o łóżko bądź krzesło. Rodzenie na siedząco z partnerem podtrzymującym plecy daje również poczucie wsparcia nie tylko fizycznego, ale również psychicznego. Rodząca odczuwa, że nie jest sama, że w akcie tworzenia wspólnego dzieła bierze udział oboje partnerów. Na niektóre kobiety wsparcie drugiej osoby działa silniej niż jakikolwiek środek przeciwbólowy.

Ułatwia się rozwieranie szyjki macicy, skurcze są silniejsze

Pozycja wertykalna zwiększa nacisk na szyjkę macicy, co znacznie ułatwia jej rozwieranie się. Kiedy kobieta leży, ucisk jest minimalny, rozwieranie jest wolniejsze, a poród trudniejszy. Zmusza to rodzącą i dziecko do zwiększonego wysiłku.

Kobiety rzadziej korzystają ze znieczulenia zewnątrzoponowego

Kobiety aktywne podczas pierwszej fazy porodu rzadziej korzystają z farmakologicznych sposobów uśmierzania bólu. Instynktownie są nastawione na działanie i współpracę z ciałem, więc decydują się raczej na masaż czy kąpiel w ciepłej wodzie. Naturalne formy nie są aż tak skuteczne jak znieczulenie, jednak pozwalają przyszłej mamie na pełną swobodę ruchów i świadomy kontakt z ciałem. Podczas drugiej fazy porodu kobieta łatwiej odczuwa potrzebę parcia, rodzi instynktownie, nie według wskazówek personelu medycznego. Pozycja ma również znaczenie w odczuwaniu bólu; ten w okolicy krzyżowej jest łatwiejszy do zniesienia na czworakach. Partner może masować plecy i ramiona kobiety, przynosząc tym ogromną ulgę, co w przypadku leżenia jest niemożliwe.

Zmniejsza się ryzyko nacięcia lub pęknięcia krocza

W przypadku pozycji na wznak główka najmocniej napiera na krocze w okolicach odbytu. To zwiększa ryzyko pęknięcia krocza w tym kierunku. Podczas porodu w pozycji pionowej dziecko równomiernie naciska i naciąga tkanki wokół krocza.

Rodzaje wertykalnych pozycji porodowych:

I faza porodu:

  • stanie z oparciem o coś stabilnego bądź osobę towarzyszącą,
  • siedzenie na piłce, worku sako lub krześle,
  • siedzenie na piłce lub krześle z oparciem głowy i ramion np. o stół bądź łóżko
  • siedzenie po turecku,
  • klęczenie z podparciem rąk na wysokości kolan,
  • klęczenie z podparciem rąk na wysokości klatki piersiowej np. o krzesło czy zagłówek łóżka.

II faza porodu:

  • „w kucki” ze wsparciem osoby towarzyszącej z tyłu,
  • klęczenie z szeroko rozstawionymi nogami,
  • siedzenie na worku sako,
  • siedzenie na krzesełku porodowym.

Aktywność daje rodzącej poczucie zaufania do swojego ciała i dodatkową siłę. Bierne oddanie się poleceniom personelu medycznego odbiera kobiecie prawo do godnego porodu w zgodzie z naturalnymi potrzebami ciała. Nakazuje jej postawę posłuszną, odbierając również wiarę w to, że może poradzić sobie sama. Pozycja leżąca jest pozycją bierną, mówiącą „zaopiekuj się mną, powiedz mi, co mam robić”. Aktywność i ruch dodają kobiecie sił, gdyż ma ona poczucie, że to od niej zależy dalszy przebieg porodu, który instynktownie jest w stanie przyspieszyć.

Wybór pozycji należy do rodzącej, nie jest współczesną fanaberią, tylko wykształconym przez tysiące lat naturalnym rytmem, którym podczas porodu powinna podążać każda kobieta. Położne i lekarze mają obowiązek ten wybór uszanować, ponieważ to personel jest dla rodzącej, a nie odwrotnie.

Foto: flikr.com/thisstupidlamb