Kategorie
artykuł sponsorowany rzeczy dla dzieci

Pieluszki wielorazowe w "żołnierskim skrócie" – ale bez ołowiu!

Zalety pieluszek Milovia?

Bez ołowiu (raport z badań), bez chemicznych „superabsorbentów”, środków zapachowych, bez tony śmieci w „prezencie” na 500 lat. Z dobrą cyrkulacją powietrza, regulacją 3,5-16 kg, w pięknych wzorach i do tego w 100% z polskich materiałów. Więcej możecie znaleźć na stronie: sklep-milovia.eu.

Stosowanie pieluszek?

Rozmiar ONE SIZE – jedne pieluszki na cały okres pieluchowania tj. 3,5-16 kg (bardzo trwała regulacja napami), kupujemy jeden zestaw i używamy aż do odpieluchowania. W ofercie pieluszki i otulacze: pieluszki trochę wygodniejsze w zakładaniu, otulacze bardziej wszechstronne i zdecydowanie dłużej pozostają suche – nawet 9h. W praktyce: bierzemy pieluszkę/otulacz, wkładamy wielorazowe wkłady chłonne Milovia, zakładamy dziecku, kontrolujemy sytuację, zmoczoną pieluszkę/otulacz zdejmujemy, nieczystości stałe wrzucamy do toalety, pieluszki/otulacze/wkłady do suchego, zamykanego pojemnika, pierzemy, suszymy i tak aż do zdania egzaminu z nocnikowania.
milovia2

Pranie pieluszek?

Nic prostszego a w zasadzie im prościej, tym lepiej. Odpowiednią ilość pieluszek i wkładów wrzucamy do pralki, wsypujemy połowę zalecanej przez producenta ilości środka piorącego, włączamy płukanie wstępne i program, np. „syntetyki 60 stopni Celsjusza”. Stosujemy sprawdzone środki piorące, dedykowane do prania odzieży dziecięcej! Unikamy zatłuszczania tj. prania w mydle, płatkach mydlanych, żelach z gliceryną, płynach/proszkach „3 w jednym”, orzechach piorących (produkt mało przetworzony, niejednorodny – w przypadku pieluszek potrafi zaskoczyć), płukania w płynach. Nie przesadzamy ze środkami bazującymi na olejkach/estrach roślinnych – najczęściej z cytrusów. Wbrew pozorom to mocne środki – niekoniecznie odpowiednie do prania pieluszek, najczęściej dostępne jako koncentraty, często jako zupełnie nowe marki, bez informacji co i dla kogo można prać w danym środku. Unikamy również środków typu anty kamień, obrotów wirowania powyżej 800, prania/namaczania w occie, kwasku cytrynowym, samej sodzie oczyszczonej, gotowania, ekstremalnie krótkiego/długiego prania, prasowania, suszenia na mrozie i w pełnym słońcu, suszenia w suszarkach. Jednym słowem nie walczymy z pieluchami.

Przełożenie ceny na jakość?

Nasze produkty są troszkę droższe od produktów konkurencji, ale to troszkę robi wielką różnicę. Musimy wiedzieć, że pieluszka wielorazowa to produkt dla dzieci i to produkt „z funkcją”. Tu nie liczy się tylko „być”, tu trzeba też „mieć” – mieć właściwości, jakość. Staramy się jak możemy, aby nasze produkty były ciekawe i ładne, ale przede wszystkim bezpieczne i praktyczne. Nie kopiujemy, tworzymy, idziemy do przodu. Moglibyśmy skoncentrować się na cenie, ale wtedy nie moglibyśmy zaoferować naszym klientkom takiej jakości. Nie skupiamy się na maksymalizacji zysku, cieszy nas maksymalizacja zadowolenia rodziców i dzieci.
milovia3
Milovia powstała po to, aby miłości było więcej, w „żołnierskim skrócie” – taki mamy rozkaz;)

Kategorie
wychowanie

Dlaczego rozmawiając z dzieckiem warto "zejść do poziomu podłogi"?

To, że spojrzenie buduje relację, jest dość oczywiste. Wystarczy spojrzeć (!) na pary zakochanych, wpatrzonych w siebie jak w obrazek. W rzeczywistości roli spojrzenia uczymy się od najmłodszych lat intuicyjnie szukając w oczach rodzica, a później innych ludzi informacji o towarzyszących im uczuciach. Kontakt wzrokowy sprawia, że poznajemy się nawzajem i stajemy się sobie bliżsi. Szczere spojrzenie potrafia zjednać rozmówców.

Wzrok a relacja

Amerykańscy naukowcy zdołali udowodnić związek między słabym kontaktem wzrokowym matki z dzieckiem a jego późniejszymi trudnościami z okazywaniem empatii. Jednak zwiększenie wymiany wzajemnych spojrzeń, które rodzice sami często inicjują, nie musi być wcale sposobem na zbudowanie lepszej, bliższej relacji. Powtarzanie dzieciom „spójrz na mnie kiedy do ciebie mówię!” nie wspiera w budowaniu kontaktu. Bo choć intencja jest słuszna – tzn. chęć bycia w kontakcie i upewnienia się, że mnie widzisz (i rozumiesz) ma głęboki sens, to sam środek nie jest już zbyt skuteczny. Nawiązywanie kontaktu wzrokowego powinno wychodzić od samego rodzica. To on schodzi do poziomu dziecka, spoglądając mu w oczy i wyrażając tym samym wielki szacunek do jego świata oraz gotowość dostrzeżenia go.
We wspólnej relacji rodziców z dziećmi taka zmiana perspektywy i dosłowne „zejście na podłogę” pomaga zobaczyć siebie na równym poziomie. Warto tego spróbować, by pokazać dziecku, że chcemy z nim nawiązać kontakt i jesteśmy gotowi wejść w jego świat z ciekawością i otwartością. Tak jak w rozmowach biznesowych uczymy się mowy ciała i spojrzenie jest traktowane jako jeden z najbardziej istotnych elementów, tak w kontakcie z dzieckiem zyskujemy dużo, gdy mówiąc i słuchając go, utrzymujemy kontakt wzrokowy. W rzeczywistości wysyłamy dziecku pozawerbalny komunikat: “jestem tu, słyszę cię, traktuję cię poważnie, nie patrzę na ciebie z góry”.

Wzrok a kultura

W kulturze europejskiej kontakt wzrokowy oznacza zainteresowanie i jest wyrazem aktywności. Zazwyczaj, gdy dwie osoby ze sobą rozmawiają, patrzą na siebie mniej więcej przez jedną trzecią czasu konwersacji. Podtrzymywanie kontaktu wzrokowego jest czymś oczekiwanym. Gdy go nie ma, podejrzewamy znudzenie u współrozmówcy, bark szczerości bądź brak zainteresowania naszą osobą.
Ale wzajemne spojrzenia nie są wyłącznie przejawem kulturowym, bo kontakt wzrokowy (w różnych – bardziej bądź mniej nasilonych postaciach) zaobserwować można na całym globie. W gruncie rzeczy jest on nam potrzebny również do tego, by móc prawidłowo się rozwijać.

Wzrok a biologia

Utrzymywanie kontaktu wzrokowego jest zdolnością, która u dzieci pojawia się od pierwszych dni życia. Zdrowe niemowlęta oczywiście nie są w stanie utrzymać swojego wzroku na jednym obiekcie przez dłuży czas, nasz kontakt wzrokowy z nimi ogranicza się więc do kilku sekund. A jednak wyszukiwanie wzroku osoby dorosłej przez takiego malucha jest wpisane w jego biologię. Dziecko szuka wzrokiem twarzy dorosłych, najwięcej uwagi skupiając właśnie na oczach, z których uczy się czytać informację o świecie. Zdolność wyraźnego widzenia jest zbliżona do odległości, w jakiej dziecko znajduje się od twarzy dorosłego, gdy ten trzyma je w ramionach. Taki kontakt wzrokowy wspiera rozwój kory przedczołowej mózgu, która odpowiada m.in. za empatię.
W wieku około 6. miesięcy dzieci zaczynają patrzeć w kierunku twarzy dorosłego już nie tylko szukając z nim kontaktu, ale też próbując odczytać z tej twarzy informacje. To pomaga im zrozumieć otaczający je świat. Od 9. do 12. miesiąca życia maluchy wykazują natomiast wspólną uwagę – wzrok towarzysza traktując za wskaźnik („jeśli mama lub tata tam patrzą, to oznacza, że może tam być coś ciekawego”).
Ten sposób patrzenia na drugiego człowieka rozwija się na przestrzeni lat. Jego podstawową funkcją jest przekazywanie informacji, których nie da się wyrazić słowami. Schodzenie do poziomu podłogi i nawiązywanie z dziećmi kontaktu wzrokowego podczas zwykłej rozmowy pozwala budować w nich kompetencje społeczne, ale też poczucie przynależności i pewności siebie. Uczy, że ich zdanie jest ważne. Prosty gest, który działa cuda między ludźmi.
Foto: flikr.com/shutterbugamar

Kategorie
produkty rzeczy dla dzieci

Poduszka do karmienia Boppy

Polska plasuje się wśród dziesięciu krajów, w których bardzo duży odsetek kobiet zaczyna karmić piersią (ponad 95 proc.). Jednak dobrych statystyk nie udaje się długo utrzymać i wiele mam rezygnuje z naturalnego karmienia po zetknięciu z pierwszymi trudnościami. Wśród tych najczęściej spotykanych przyczyn – oprócz braku odpowiedniego wsparcia – znajdują się: ból związany z niewłaściwym przystawieniem malucha, zmęczenie i stres. Poduszki do karmienia pozwalają uniknąć trudności związanych właśnie z utrzymaniem odpowiedniej pozycji i tym samym odpowiednim przystawieniem dziecka do piersi.
bobby2
Niezależne badania, w których udział wzięło ponad 100 matek i położnych, potwierdziły, że stosowanie poduszki Boppy znacznie podnosi współczynnik skuteczności karmienia piersią, a 90 proc. przebadanych mam przyznało, że z poduszką karmi im się wygodniej. Jednocześnie 99 proc. położnych ocenia poduszkę Boppy jako cenną pomoc podczas karmienia piersią, zapewniającą konieczne podparcie dla matki i dziecka.

Poduszka Boppy:

  • pomaga utrzymać dziecko na odpowiedniej wysokości, tak blisko piersi, by karmienie było wygodne dla malucha,
  • wewnętrzna wyściółka jest miękka i zwarta, dzięki czemu dziecko podczas karmienia jest zawsze w prawidłowej pozycji,
  • podczas karmienia pozwala mamie siedzieć w pozycji pionowej, bez pochylania się do przodu, co może wywoływać bolesne napięcie mięśni,
  • karmienie z poduszką pozwala odciążyć kobiecy brzuch,
  • jest bezpiecznym i komfortowym rozwiązaniem również dla noworodków,
  • wykonana została z przewiewnych materiałów, dzięki czemu maluch leżąc na niej nadmiernie się nie poci,
  • jest uszyta z materiałów bezpiecznych dla alergików,
  • ma zdejmowany, bawełniany pokrowiec,
  • ma ergonomicznym kształt, który dostosowuje się do wymiarów mamy i jej dziecka,
  • nie traci swojego kształtu i konsystencji bez względu na długość używania,
  • przydaje się nie tylko w początkowym etapie karmienia, ale może pełnić wiele funkcji, wspierając rozwój psychomotoryczny dziecka.

bobby3

Poduszka Bobby w Natuli.pl: Poduszka do karmienia Boppy

Kategorie
ciąża i poród

Łagodne cesarskie cięcie (cesarka skoncentrowana na rodzinie)

Poród przez CC oczami dziecka

Obecnie już ponad jedna trzecia Polaków przychodzi na świat przez cesarskie cięcie. Często jest to cesarka na żądanie. Zamiast długiego przygotowania do porodu, mamy do czynienia z sytuacją gwałtownego wyciągnięcia malucha z wód płodowych. Takie dziecko, nie dość że kompletnie zaskoczone i przerażone tym, co się z nim dzieje, także na zewnątrz brzucha doświadcza szoku. Rażą je jarzeniowe lampy, doskwiera zimno. Nie ma czasu oswoić się z nową sytuacją, bo lekarze od razu odcinają pępowinę z łożyskiem, w którym pozostają dwie trzecie krwi malucha. Dziecko nie ma czasu powoli przestawić się na oddychanie płucami, zaczyna się krztusić, ponieważ do tej pory to pępowina służyła mu do oddychania. Pierwszy oddech bywa zatem bardzo bolesny.

Nie może być także blisko mamy – osoby, która nosiła go w brzuchu przez ostatnie dziewięć miesięcy, bo lekarze, położne zabierają się niemal natychmiast do ważenia, mierzenia i aplikowania bolesnej szczepionki. Dziecku rodzonemu przez cesarskie cięcie (i jego matce!) często zabiera się także szansę na pierwsze, najważniejsze karmienie, które powinno odbyć się jak najszybciej po porodzie. To niezwykle istotne dla dziecka, które potrzebuje bezpośredniego kontaktu z mamą i przy której czuje się bezpiecznie, ale też dlatego, by maluch miał szansę wypić siarę. Niestety zdarza się, że dziecko po cesarskim cięciu pierwszy pokarm otrzymuje z butelki, nie z piersi. Czy mamy po cesarce tego mleka nie mają? Mają!

Czy można inaczej?

I choć standardy podczas postępowania z dzieckiem po cesarskim cięciu wciąż pozostawiają wiele do życzenia, w Stanach Zjednoczonych coraz popularniejsza staje się metoda polegająca na łagodzeniu przykrych, okołoporodowych doznań i przenoszeniu istotnych elementów naturalnego porodu na grunt cesarskiego cięcia. Łagodne cesarskie cięcie po raz pierwszy miało miejsce w 2013 roku w szpitalu Brigham & Women’s. Nowe podejście do cesarki zaczął wdrażać dr William Camann, anestezjolog położniczy. Jego głównym założeniem było to, by odejść od porodowej medykalizacji i nadać cesarce bardziej ludzkiego wymiaru.

Chodzi o nieznaczne zmiany, które poprawiają jakość samego porodu i dają dziecku rodzonemu przez cesarkę szansę na łagodne, spokojne przywitanie. Jednym z ważniejszych elementów łagodnej cesarki jest umożliwienie mamie i dziecku kontaktu skóra do skóry. Dlaczego jest on tak ważny?

Skóra do skóry a rozwój noworodka

Badania pokazują, że dzieci, które miały szansę na kontakt skóra do skóry tuż po porodzie, szybciej osiągały właściwą termoregulację i adaptację układu oddechowego. W późniejszym okresie rzadziej występowały u nich epizody bezdechów. Ponadto dzieci charakteryzowały się lepszym przyrostem masy ciała i szybciej wypisywano je ze szpitala. Ale kontakt skóra do skóry to również czas, w którym buduje się więź między matką a dzieckiem. Maluch może poczuć się bezpiecznie i ma czas, by oswoić się z nowym otoczeniem.

W Polsce kontakt skóra do skóry, zgodnie ze standardem opieki okołoporodwej, powinien trwać minimum 2. godziny podczas porodu naturalnego. Przy cesarskim cięciu taki kontakt jest utrudniony ze względu na medyczny sprzęt, do którego podłączona jest rodząca. Co nie oznacza, że nie jest możliwy. Doktor Camann, twórca łagodnego porodu przez cesarskie cięcie zaleca, by elektrody EKG umieścić bardziej na plecach i boku, pozostawiając miejsce na ułożenie noworodka na piersi. Sprzęt medyczny umieszcza się na jednym ramieniu matki, by drugą ręką mogła przytrzymywać dziecko. Maluch kładziony jest na piersiach mamy, tuż po sprawdzeniu stanu dziecka przez lekarzy. Nie zajmuje to więcej, niż kilka minut.

Karmienie, kangurowanie…

W łagodnej cesarce równie istotne co kontakt skóra do skóry, jest także umożliwienie matce karmienia piersią tuż po porodzie. Ten pierwszy pokarm kolonizuje przewód pokarmowy dziecka dobrymi bakteriami i stanowi wzorcowe doświadczenie pobierania pokarmu od mamy. Tata również może aktywnie uczestniczyć w opiece tuż po porodzie – kangurując malucha. Badania pokazują, że kontakt po cesarskim cięciu między ojcem a dzieckiem powoduje zmiany – zmniejsza ilość płaczu noworodka, wzmaga jego spokój i pozwala szybciej osiągnąć stan senności.

W samym szpitalu Brigham & Women’s łagodne cesarki stanowią około 20-30 procent wszystkich cesarskich cięć. Metoda ta nie jest zalecana kobietom, które rodzą przedwcześnie.  

Foto: flikr.com/footloosiety

Kategorie
wywiady

"Sztuczne mleko może ratować życie dziecka, ale my z tego zrobiliśmy normę". Rozmowa z Tomaszem Chodkowskim

Jak się czuje mężczyzna w laktacyjnym świecie?

To zależy od tego, czy mówimy o spotkaniach i rozmowach z tysiącami kobiet ciężarnych, które są dla mnie ogromną pigułką pozytywnej energii, czy mówimy o spotkaniach z urzędnikami i walkach, które doprowadzają do smutnych momentów, takich jak zamknięcie Fundacji Mleka Mamy, o której pani wspomniała. Jeśli chodzi o bycie ekspertem, to raczej w dziedzinie laktotechnologii niż laktacji, ale i o tej trochę wiem. W ciągu kilkunastu lat miałem możliwość spotkać się i rozmawiać z wieloma cudownymi osobami, ludźmi wyjątkowego formatu z Polski i ze świata, od których nauczyłem się ogromnego szacunku do wielowymiarowego daru, jakim niewątpliwe jest karmienie naturalne i z tym czuję się wyjątkowo dobrze.

Czy na przestrzeni ostatnich lat zauważył pan jakieś pozytywne zmiany w postrzeganiu karmienia piersią? W wiedzy personelu medycznego na ten temat? W reakcjach społecznych?

Moja historia z karmieniem naturalnym zaczęła się w Polsce, która dość niedawno odzyskała wolność, która była podzielona na 49 województw, a w każdym z nich funkcjonował mianowany przez wojewodę Regionalny Konsultant Laktacyjny, która była zbyt biedna by zapewnić wielkie żniwa koncernom produkującym sztuczne mieszanki, i którą wspierał również finansowo UNICEF. Niestety wraz z wkroczeniem do Polski dużych koncernów i dużych pieniędzy rozpoczęła się systemowa budowa wielkiego silosu sztucznomieszankowego, w który miały wpadać matki. Inwestując ogromne środki (ogromne w skali życia prywatnego człowieka, niewielkie w porównaniu z tym, co na stole położyły koncerny) i współdziałając z grupą zapaleńców, ideowców udało się co nieco zmienić. Patrząc z perspektywy prawa i „papierowych” zapisów, to nie ma obecnie drugiego kraju na świecie, który gwarantowałby tak ogromną ochronę karmienia naturalnego jak Polska. Pytanie „jak teorię zamienić na codzienną praktykę” niestety pozostaje ciągle otwarte. W tyglu walki udało się wiele, ale nasze małe sukcesy są ciągle otoczone grubym kordonem ogromnych pieniędzy, które robi się na wczesnym żywieniu sztucznym.
tomasz-chodkowski-dziecisawazne

Mamy 90 proc. kobiet, które zaczynają karmić swoje dzieci tuż po urodzeniu (i to jeden z lepszych wyników w Europie), ale jednocześnie statystyki dość szybko spadają wraz z dorastaniem malucha. Z czego to wynika?

Niektóre źródła podają, że ponad 96% matek wyraża wolę rozpoczęcia karmienia piersią i to jest ogromny skarb. Jednocześnie świadectwo, że główne działania nie powinny być skierowane do przekonywania przekonanych już matek, ale na systemowe wsparcie przekazywane w ramach opieki okołoporodowej. Tak jak powiedziałem wcześniej, dzisiaj matki balansują na powierzchni silosa i przy prawie każdym, nawet najmniejszym potknięciu, wpychane są w objęcia krowiego mleka modyfikowanego. Od wielu lat prowadzi się w Polsce otwarte i systemowe działania mające na celu jak najszybsze przerwanie laktacji.Niestety również od wielu lat zaangażowane jest w to nie tylko środowisko medyczne, ale również polski rząd. Tak mizerne wskaźniki karmienia naturalnego przy tak genialnym początku, to największa porażka systemu opieki okołoporodowej, za którą wszyscy płacimy kilka miliardów złotych rocznie.

Jak na tle innych państw europejskich rysuje się Polska, jeśli chodzi o karmienie piersią? Wiem, że nie mamy praktycznie żadnych statystyk, bo nikt takich nie prowadzi, ale jeśli chodzi o wiedzę lekarzy i reakcje społeczne, to można chyba coś na ten temat powiedzieć?

W Europie oczywiście liderami są Skandynawowie. Jeśli chodzi o statystyki, to wszędzie można sytuację znacząco poprawiać i rzetelna debata o wartościach mleka matki przydałyby się we wszystkich krajach. W różnych krajach są różne przyczyny i różne uwarunkowania kulturowe, ale odwiedzając te kraje i rozmawiając ze specjalistami, nigdzie nie spotkałem się z tak wrogim podejściem ze strony środowiska medycznego do karmienia naturalnego, jak w Polsce. Wyjątki od tej reguły istnieją i to w naprawdę najlepszym wydaniu, niestety nie mogą mieć wpływu na szerszą skalę zjawiska, bo są tylko wyjątkami. W zupełnie nieuzasadnioną promocję wczesnego karmienia krowim mlekiem modyfikowanym zaangażowani są w Polsce nie tylko poszczególni lekarze czy położne. Aktywnie takie rozwiązania wspierają: polski rząd, narodowe instytuty zdrowia, żywienia, czy stowarzyszenia specjalistyczne. Smutna konstatacja, ale prawdziwa. Czy uda się to zmienić? Z pewnością tak, ale kiedy – nie wiem.

Możemy się przyczepić do niewystarczającej wiedzy personelu medycznego, który powiela laktacyjne mity, do tego, że państwo refunduje mieszanki, zamiast promować karmienie naturalne… Ale co właściwie moglibyśmy zrobić na tę chwilę, by pomóc matkom karmić jak najdłużej?

Jest wiele rozwiązań, które proponujemy od lat. Pierwsze polega na otwarciu specjalizacji dla położnych (może nawet i nie tylko dla nich) i wykształceniu około 800 specjalistów w tej dziedzinie – po dwie osoby na każdy szpital. Ważne jest również to, by doposażyć szpitale w niezbędny sprzęt i przeszkolić personel, który ma kontakt z ciężarną a potem matką w zakresie podstawowym. Musimy posiadać realne, systemowe zachęty dla budowania skutecznego wsparcia w zakresie karmienia naturalnego. Bardzo ważne jest również to, by zaprzestać praktyk tworzących warunki nieuczciwej konkurencji na rynku wczesnego żywienia. Sytuacja w której modyfikowane mleko krowie uznaje się za lek, umieszcza się je na liście leków refundowanych i na jego refundację wydaje prawie 100 mln zł rocznie, jednocześnie na rozwiązania pozwalające na wczesne żywienie mlekiem kobiecym od wielu lat nie wydając nic, jest nie do zaakceptowania.

Dlaczego właściwie karmienie jest tak ważne? Co my – jako całe społeczeństwo – moglibyśmy na tym zyskać?

Mądrzejszych, zdrowszych i bardziej szczęśliwych obywateli mówiąc językiem korzyści niematerialnych, kilka miliardów oszczędności rocznie mówiąc językiem środków finansowych.
Często na spotkaniach z „młodymi” lub przyszłymi rodzicami przedstawiam wiele różnych argumentów, naukowych, badań będących odpowiedzią na pani pierwsze pytanie. Z tej jakże długiej listy chciałbym teraz przytoczyć tylko jeden, z którego istnienia wielu ludzi w ogóle nie zdaje sobie sprawy: mleko matki za każdym razem smakuje inaczej, sztuczna mieszanka mleczna zawsze tak samo.
Czy zna pani jakąkolwiek dorosłą osobę, której w Polsce zafundowano wielomiesięczną, jednosmakową dietę? Co czułaby pani wiedząc, że w lodówce czeka tak samo smakujące danie jak wczoraj, przedwczoraj, tydzień czy miesiąc temu? Wyobraża sobie pani swój stan emocjonalny po kilku tygodniach takiej próby? Dlaczego zatem mamy to robić własnym dzieciom, które są na etapie najbardziej dynamicznego rozwoju mózgu i ogromnie potrzebują smakowo – zróżnicowanego bodźcowania? Ja nie znajduję sensownej odpowiedzi na to pytanie. Modyfikowane mleko krowie, jako substytut jest dobrodziejstwem dzisiejszych czasów i może ratować nawet życie, ale gdy z tymczasowości i wyjątkowości robimy normę, negatywnych skutków jest bardzo dużo.

Czy Ministerstwo Zdrowia jest otwarte na dyskusję dotyczącą wspierania laktacji? Czy to jest temat, który ma szansę urosnąć do większej rangi?

Proszę ich zapytać. To co mogę pani powiedzieć, to że tak fatalne traktowanie karmienia naturalnego nie zależy od opcji politycznej, która w gabinetach MZ zasiada. W ciągu prawie 18 lat działania miałem okazję korespondować i spotykać się z przedstawicielami wszystkich opcji politycznych, dostarczając im tych samych argumentów, niestety zwykle z bardzo mizernym skutkiem. Każdą pozytywną zmianę trzeba było wyszarpać w wielotygodniowych, czasem wielomiesięcznych, zmaganiach. W kontaktach z tą instytucją rzeczywiście od wielu lat czuję się jak terrorysta, a nie jak osoba, która przychodzi z propozycją wykreowania miliardowych oszczędności w budżecie. Co do przyszłości, to oczywiście urzędnicy są coraz bardziej przyciśnięci do muru przez matki, które wiedzą coraz więcej, przez zmiany naszych nawyków i znaczący wzrost znaczenia zdrowia, jako takiego. Myślę, że dobra publiczna debata znacząco przyspieszyłaby wdrożenie stosownych rozwiązań, w końcu chodzi tu o ogromne publiczne pieniądze. Tyle tylko, że debata ta powinna być rzetelną, opartą na wiedzy i faktach. Od pewnego czasu wiemy, że polskie dzieci tyją najszybciej. Ile razy usłyszała pani, że może to być skutek nadmiernego karmienia wczesnego modyfikowanym mlekiem krowim? Gdy, będąc na wywiadówce u swojego drugiego syna licealisty dowiedziałem się, że w szkole zakazane są kanapki z białego pieczywa, napisałem kolejną soczystą korespondencję do pani minister edukacji i pana ministra zdrowia. Ten późny radykalizm może być tylko i wyłącznie uzasadniony dobrym początkiem. Bez wczesnego żywienia w przeważającym stopniu opartego na mleku kobiecym, późniejsze ograniczenia i zakazy tracą sens. Odstawienie na boczne tory najlepszej żywności funkcjonalnej, jaką jest mleko matki, w dyskusjach i opiece okołoporodowej jest najgorszym z możliwych wyjść.

O tym, jak wiele emocji budzi karmienie piersią wśród matek można się przekonać przeglądając internetowe fora. Promotorów karmienia piersią (i nie tylko) nazywa się tam laktacyjnymi terrorystami. Czy w naszym kraju panuje laktacyjny terroryzm? Jest się czego obawiać?

Ależ oczywiście, że terroryzm laktacyjny panuje, tylko polega na czymś innym, niż zwykle się uważa. Terrorystami laktacyjnymi są osoby, które stawiają oczekiwania przed matką, jednocześnie nie są w stanie ani zdiagnozować jej problemów, ani pomóc jej w ich rozwiązaniu. Moim zdaniem miażdżąca większość sytuacji, w których matka mówi: „przerwałam przedwcześnie karmienie naturalne, bo nie miałam wystarczającej ilości pokarmu, lub było to dla mnie zbyt bolesne” oznacza: „na swej drodze laktacyjnej nie otrzymałam profesjonalnego wsparcia, zostałam oszukana i nie najlepiej się teraz z tym czuję”. To co się dzieje między innymi w internecie, jest kolejnym świadomym i podsycanym działaniem – niech matki się między sobą kłócą, a my róbmy swoje. Namawiam bardzo do całkowitego usunięcia z dyskusji matek. Im absolutnie należy się świadomy i wolny wybór i nikt nie powinien go oceniać. Rozmawiajmy o tym, na jakie wsparcie w zakresie karmienia własnym pokarmem może na przykład w Polsce liczyć matka wcześniaka? Jaką wiedzę i narzędzia posiadają ludzie, z którymi się na swojej drodze spotka? Porozmawiajmy o tym, kto nią manipuluje twierdząc, że jeżeli nie może karmić piersią, to powinna karmić sztuczną mieszanką, zupełnie zapominając o możliwości karmienia jej pokarmem, choć jeszcze nie piersią?
Temat karmienia piersią jest niezwykle skomplikowany. Jego omawianie wymaga wiedzy, wrażliwości, ale jednocześnie pewnej stanowczości i oczekiwania poszanowania prawa. Bardzo bym chciał z pobudek czysto egoistycznych, by znacząca większość dzieci w Polsce, ale i nie tylko w Polsce, była odpowiednio długo karmiona piersią. Czy to się uda – zobaczymy. W stosunkowo krótkim czasie, przy dobrej woli decydentów, Polska może uporządkować laktacyjną dżunglę i stać się liderem zmian w Europie i na świecie w tym zakresie. Mamy dobrą tradycję, ogromny potencjał i chyba ciągle jesteśmy zbyt biedni, by marnować miliardy złotych.
Foto: flikr.com/chrisalban

Kategorie
karmienie piersią

Zasypianie dziecka przy piersi jest ok!

Zasypianie przy piersi jest ok

W usypianiu dziecka przy piersi nie ma nic niewłaściwego. To normalne i rozwojowo odpowiednie, by dziecko zasypiało przy piersi i budziło się się w nocy tak długo, jak tego potrzebuje. Pierś daje mu komfort i poczucie bezpieczeństwa, a ssanie powoduje, że jest zrelaksowane – wszystko to jest bardzo pomocne w łagodnym zapadaniu w sen. Nie ma większego znaczenia, czy dziecko ma pół roku, rok czy dwa. Samo dorośnie do zasypiania bez mamy w odpowiednim dla siebie momencie. Jest to związane z rozwojem jego mózgu. Trening samodzielnego zasypiania, metoda wypłakiwania czy inne sposoby mające na celu dopasować dziecko do naszych (lub otoczenia) oczekiwań w dłuższej perspektywie przynoszą więcej szkody niż pożytku. Kortyzol, czyli hormon stresu, który organizm produkuje w trakcie stosowania tych metod, m.in. blokuje hormon wzrostu, a jego długotrwały wysoki poziom może powodować nieodwracalne zmiany w mózgu. Jest wiele publikacji na ten temat (m.in „Mądrzy rodzice” M. Sunderland), więc kto ciekawy, może do tych informacji dotrzeć.

Naturalnym jest też, że zdarzają się okresy w życiu dziecka, kiedy śpi ono wyłącznie z piersią w buzi. To nic niezwykłego i wcale nie oznacza, że dziecko robi sobie z mamy smoczek, bo to smoczek jest zamiennikiem piersi, nie odwrotnie. Przeczytaj: Smoczek jest zamiennikiem piersi, nie odwrotnie.

[reklama id=”67238″]

Złe nawyki?

Natura wyposażyła kobietę w niesamowite macierzyńskie narzędzie. Karmiąc dziecko piersią możemy zaspokoić bardzo wiele jego potrzeb jednocześnie. Opieka nad dzieckiem jest tak zajmująca, i często po ludzku męcząca, ze możliwość zaspokojenia jego podstawowych potrzeb poprzez wykonywanie nieskomplikowanej czynności jest naprawdę błogosławieństwem. Nie ma żadnych dowodów na to, że dziecko w określonym wieku powinno samo zasypiać. Jest natomiast wiele dowodów na to, że bycie blisko dziecka i pozwalanie mu na dojrzewanie we własnym tempie przynosi wiele korzyści. Dziecko poznaje swoje możliwości i ograniczenia, staje się samodzielne, a otwartość na jego potrzeby kształtuje w nim empatię i otwiera drogę do wychowania wrażliwego na innych dorosłego.

A zęby?

Niejednokrotnie można usłyszeć, że usypianie dziecka przy piersi i karmienie w nocy powoduje próchnicę. Nie powoduje. Pojęcie znane jako próchnica butelkowa ma się nijak do piersi. Karmienie piersią i butelką to naprawdę zupełnie inne metody karmienia i nie można stosować do nich tych samych norm i ram. W mleku mamy znajdują się składniki chroniące przed próchnicą, enzymy zwalczające bakterie próchnicotwórcze, lizozym i laktoperoksydaza. Do tego mechanizm ssania piersi i butelki jest zupełnie inny. Mleko mamy nie oblepia zębów. Na próchnicę ma wpływ wiele innych czynników, od lekarstw przyjmowanych w ciąży, kiedy tworzą się zawiązki zębów, przez  dietę dziecka (z popularnych jej składników kariogenne są choćby chrupki kukurydziane, banany czy biszkopty) po oblizywanie sztućców dziecka i całowanie w usta. Syropy na gorączkę czy antybiotyki też nie są obojętne dla zębów dziecka. W okresie choroby warto szczególnie zadbać o higienę jamy ustnej i… karmienie piersią.

Wyjść z domu

Mamy usypiające dziecko przy piersi nieraz martwią się tym, że po powrocie do pracy, czy przy ich wyjściu wieczorem, maluch nie będzie umiał zasnąć. Jednak dzieci naprawdę świetnie się adaptują. Razem ze swoim opiekunem znajdą sposób na zaśnięcie, kiedy mamy nie ma obok. Nawet jeśli twoje mleko jest jedynym pożywieniem dziecka, czuły opiekun znajdzie sposób na uśpienie, kiedy brzuszek będzie pełen. Chusta, kołysanie, piosenka śpiewana przez tatę… jest tyle metod, ile par dziecko-opiekun.

Usypiając dziecko przy piersi nie robisz mu krzywdy. Nie kreujesz złych nawyków. Nawiązujesz i pielęgnujesz niesamowitą więź, oddajesz czas, który jest tylko dla was dwojga. To zaowocuje. Oksytocyna relaksuje również ciebie, więc śmiało zaśnij z dzieckiem i odpocznij. Ten czas, gdy maluch zasypia przy piersi, jest naprawdę krótki w skali całego jego życia.

 Foto: flikr.com/raruschel

Kategorie
produkty rzeczy dla dzieci

Czarna seria bardzo serio, czyli „Bez fikcji o… ”

„Bez fikcji o..” to seria bardzo serio, ale z odpowiednim dystansem traktująca kwestie rodzicielstwa i rodziny. Macierzyństwo i ojcostwo, także zastępcze czy duchowe, przedstawione jest tu w najróżniejszych aspektach, dzięki czemu możemy ujrzeć piękne i pełne spektrum miłości rodzicielskiej. Autorzy książek z tej serii szczerze i bez owijania w bawełnę piszą o pięknych i bolesnych chwilach swojego życia – o miłości, partnerstwie czy rozstaniach.

Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego

maciezynstwo

  • Autorka: Joanna Woźniczko-Czeczott – politolożka i dziennikarka, oczywiście matka. Podobno pisze książkę o Sankt Petersburgu.
  • O czym: Mocna, szczera i zabawna próba opisania samej siebie w pierwszym roku życia dziecka.
  • Poleca Justyna Sobolewska:
    Joanna Woźniczko-Czeczott w swojej do szpiku kości prawdziwej i jednocześnie bardzo zabawnej książce przerywa zmowę milczenia. Macierzyństwo jest bowiem rewolucją, w wyniku której nie tylko coś zyskujemy, ale i coś tracimy. Czeczott pisze o terrorze metod wychowawczych i diet dla matek karmiących, o potwornej nudzie spacerów, wyjałowieniu intelektualnym, wypadaniu włosów i o wściekłości. Nazywa śmiało to, co niemal wszyscy rodzice znają z autopsji, ale do czego często wstydzą się przyznać. Dzięki tej książce odzyskują głos.

Książka do kupienia – Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego

Próba miłości. Jak pokochać cudze dziecko

prosba

  • Autorzy: Katarzyna Klejnocka – recenzentka, redaktorka, pracuje w sekretariacie redakcji Newsweek Polska i Jarosław Klejnocki – poeta, eseista, prozaik, krytyk literacki, nauczyciel i wykładowca, dyrektor Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie. Razem – rodzice biologiczni dwóch córek i zastępczy jednej.
  • O czym: Szczery, zabawny i poruszający ważne pytania dwugłos małżeński o doświadczeniu rodzicielstwa zastępczego.
  • Poleca Katarzyna Kotowska:
    Jestem wdzięczna autorom za ich książkę, za uświadomienie czytelnikom, jak trudna jest opieka zastępcza, za obnażenie niedostatków całego systemu tej opieki.

Książka do kupienia – Próba miłości. Jak pokochać cudze dziecko

Mundra

mundra

  • Autorka: Sylwia Szwed – reporterka związana z Wysokimi Obcasami i Dużym Formatem.
  • O czym: Kontrowersyjny i aktualny zbiór dziesięciu wywiadów z położnymi z różnych pokoleń i środowisk, mających różne doświadczenia i światopogląd. Opowieść o cudzie i ciemnych stronach narodzin.
  • Poleca Anna Nasiłowska:
    Jesteśmy w tej chwili w dziwnym momencie. Z jednej strony – poszukiwania poziomu reakcji instynktownych i nurt ekologiczny. Z drugiej – coraz większa medykalizacja porodu, rosnąca liczba cesarskich cięć. To, co mają do powiedzenia położne, z którymi rozmawia Sylwia Szwed, pozwala wśród sprzeczności odnaleźć pewien ład. Nie bez przyczyny w różnych kulturach tradycyjnych przypisywano akuszerkom mądrość, a nawet dostęp do ciemnych sił. One stoją u początku życia, widzą splot bólu i nadziei.

Książka do kupienia – Mundra

Hotel dla swoich rzeczy

hotel

  • Autorka: Joanna Jagiełło – dziennikarka, nauczycielka, redaktorka, poetka, autorka książek dla dzieci i młodzieży, mama dwóch córek.
  • O czym: Szczera, zabawna i wzruszająca książka o skomplikowanych relacjach rodzinnych, macierzyństwie i o pisaniu. A przede wszystkim o tym, jak być szczęśliwym i nie stracić siebie bez względu na okoliczności.
  • Poleca Grażyna Plebanek:
    Odwaga pokazania własnego życia bez owijania w fikcję. Lepienie siebie, szukanie prawdy emocjonalnej i zmysłowej. Zmagania z pamięcią, pasja, by nadać wspomnieniom kształt – tak urokliwy, że trudno się od nich oderwać.

Książka do kupienia – Hotel dla swoich rzeczy

Po. O małżeństwie i rozstaniu

po

  • Autorka: Rachel Cusk – brytyjska pisarka, autorka sześciu powieści.
  • O czym: Oczyszczająca, szczera, wnikliwa i intymna opowieść kobiety, która po rozstaniu z mężem przygląda się swojemu życiu.
  • Poleca Katarzyna Kubisiowska:
    Pisarka mówi wprost: trzeba społecznie umrzeć – zrzucić kostium kobiety, żony, matki, pracownicy – aby zobaczyć w sobie człowieka. Wtedy dopiero porozsypywane części ponownie zaczynają scalać się w nowy porządek. I nie tylko w przeszłości rodziców znajdziemy początek naszego dzisiejszego losu. Został on ustalony i opowiedziany o wiele wcześniej, w mitach, zwierciadłach zawiłych relacji międzyludzkich. Przenikliwy esej Cusk na swój sposób rani, ale tylko po to, aby oczyścić.

Książka do kupienia – Po. O małżeństwie i rozstaniu

Praca na całe życie. O początkach macierzyństwa

praca

  • Autorka: Rachel Cusk – zobacz wyżej.
  • O czym: Niebanalna, przenikliwa, ale niektórzy twierdzą, że przygnębiająca, skandaliczna i ponura opowieść początkach macierzyństwa, rzecz jasna.
  • Poleca Sylwia Chutnik:
    Macierzyństwo. Mityczny instynkt, niemal religia. Pisać o nim można tylko w jeden sposób: na klęczkach. Ale Rachel Cusk proponuje nam historię odbrązowioną, szczerą do bólu każdego nerwu. Przy tym wzruszającą i oddającą kobietom ich podmiotowość. Nareszcie.

Książka do kupienia – Praca na całe życie. O początkach macierzyństwa

Wszystkie książki z serii „Bez fikcji o..” możecie kupić w sklepie Natuli.pl – Bez fikcji o … – Wydawnictwo Czarne

Przypominamy, że książki – niezależnie od ilości – Natuli.pl wysyła za jedyne 5 PLN!

Kategorie
rodzina

28 przepisów na domowe środki czystości

Potrzebne składniki:

  • ocet,
  • soda oczyszczona,
  • cytryna,
  • olejki eteryczne,
  • butelka ze spryskiwaczem,
  • miseczka,
  • ściereczka (z mikrofibry),
  • gąbka.

Sprzątanie łazienki

1. Umywalka, wanna, kafelki:

  • 0,5 szklanki sody oczyszczonej,
  • 2-3 łyżki octu.

Przecieraj miękką szmatką.

2. Środek do czyszczenia sedesu:

  • 0,25 szklanki sody oczyszczonej wsyp do miski klozetowej,
  • skropl 1 łyżeczką octu.

Zostaw na 0,5 h, przetrzyj i zmyj.

3. Lustro:

  • 1 łyżeczka octu,
  • 0,5 l ciepłej wody.

Wlej do butelki ze spryskiwaczem. Spryskaj lustro, wytrzyj do sucha (najlepiej gazetą, żeby nie było smug).

4. Płytki:

  • 0,5 l wody,
  • 2 łyżeczki octu.

Przetrzyj gąbką zwilżoną w roztworze.

5. Fugi:

  • soda oczyszczona,
  • woda.

Zmieszaj składniki, zrób papkę i nałóż ją na fugi. Zostaw na 15 minut, następnie zmyj wodą.

6. Środek do czyszczenia płytek ceramicznych na podłodze:

  • 0,25 szklanki octu,
  • 3,5 l ciepłej wody.

7. Środek do czyszczenia odpływu:

0,25 szklanki sody oczyszczonej wsyp do odpływu. Zalej 0,5 szklanki octu i przykryj na 15 minut. Wreszcie zalej 2 litrami wrzącej wody.

8. Środek do usuwania pleśni:

  • 0,5 szklanki wody,
  • 4 łyżki octu.

9. Mycie chromowanych elementów (klamki, krany, kurki):

Miękką szmatkę zanurz w roztworze octu i wody w proporcji 1:1. Możesz dodać kilka kropli olejku eterycznego.

10. Nalot na słuchawkach prysznicowych:

  • 1 l wrzącej wody,
  • 0,5 szklanki octu.

Odkręć słuchawkę i włóż na kwadrans do roztworu.

11. Kamień, rdza:

Na nalot z kamienia połóż plaster cytryny i pozostaw na 15 minut.

[reklama id=”73456″]

Sprzątanie kuchni

12. Środek do czyszczenia piekarnika:

  • 1 szklanka sody oczyszczonej,
  • 2 łyżeczki  soli,
  • gorąca woda – tyle, by móc zrobić pastę.

Pozostaw na 5 min. Przechowuj z dala od kabli i elementów grzejących.

13. Płyn do mycia naczyń:

  • sok z trzech cytryn,
  • 1,5 szklanki wody,
  • 1 szklanka soli drobnoziarnistej,
  • 1 szklanka białego octu,

Zmieszaj sok cytrynowy z wodą, solą i octem. Gotuj w garnku przez około 10 minut, ciągle mieszając, dopóki płyn się nie zagęści. Jeszcze ciepły płyn wlej do szklanego naczynia. Używaj, jak każdego innego płynu do mycia naczyń.

14. Pochłanianie zapachów w lodówce:

2-4 łyżeczki sody oczyszczonej wsyp do małej miseczki i wstaw do lodówki. Możesz dodać kilka kropli wybranego olejku eterycznego.

15. Naczynia ze stali szlachetnej wyczyścisz sokiem z cytryny.

16. Pasta z sody oczyszczonej wraz z wodą usunie osad z kubków po kawie i herbacie.

17. Kamień z czajnika usuniesz po przegotowaniu wody z kwaskiem cytrynowym lub octem.

Sprzątanie pokoju

18. Wycieranie kurzu:

Najlepiej na mokro, ściereczką z mikrofibry. Do wody można dodać kilka kropli olejku eterycznego.

19. Mycie szyb:

  • 2 łyżeczki octu,
  • 2 l ciepłej wody.

Wlej do butelki ze spryskiwaczem. Wycieraj, najlepiej gazetą (nie będzie smug).

20. Podłogi drewniane, panele:

  • 2 l ciepłej wody,
  • 1,5 szklanki octu,
  • 20 kropli wybranego olejku eterycznego.

21. Proszek do czyszczenia dywanów:

Wysyp równomiernie sodę oczyszczoną na dywan, a następnie za pomocą suchej szmatki wetrzyj ją okrągłymi ruchami. Zostaw na całą noc. Rano odkurz dywan.

Usuwanie plam

Rodzaje plam:

22. z ziemi:

przetrzyj roztworem z 2-4 łyżek sody i ciepłej wody.

23. owoce i wino:

natychmiast po wylaniu zasyp solą lub zalej gorącą wodą.

24. krew:

zanurz w zimnej wodzie i usuń za pomocą wody utlenionej.

25. rdza:

namocz w kwaśnym mleku lub soku z cytryny i przetrzyj solą.

26. tłuszcz:

zalej wrzącą woda a następnie zasyp sodą oczyszczoną.

27. przypalenia z żelazka:

przetrzyj cytryną.

28. długopis na tkaninie:

przetrzyj octem.

Kategorie
artykuł sponsorowany rzeczy dla dzieci

Jesienne inspiracje z Lollihop Kids

Właścicielka sklepu – Ania, przechodząc przez kolejne etapy w życiu swojego synka, nieustannie poszukiwała rzeczy najwyższej jakości, przydatnych na co dzień, rozwijających kreatywność dziecka, a zarazem będących w przystępnych cenach. Taki jest właśnie Lollihop. Wszystkie produkty, które znajdziecie w sklepie dobierane są przeze właścicielkę z ogromną starannością i przekonaniem, że są bezpieczne dla dziecka oraz że spełnią oczekiwania ich rodziców.

Drewniane zabawki

Na długie, jesienno-zimowe wieczory – zabawki wykonane z najlepszego drewna i nietoksycznych farb. Każda z nich ma swój walor edukacyjny: rozwija zdolności manualne, koordynację ruchową i wyobraźnię dziecka. 
lollihop8

Deszczowa moda

To propozycja Lollihop na jesienny spacer. Kolorowe kalosze i pelerynki tworzą zgrany duet i zachęcają do błotno-deszczowych eksperymentów. Kalosze i pelerynki są oczywiście wodoodporne i wolne od szkodliwego PVC. Kalosze zostały wykonane ręcznie z naturalnego kauczuku.
lollihop8

Polskie ubranka

Poszukując jesiennych inspiracji zajrzyjcie do szafy Lollihop. Czekają tam wygodne ubranka dla dzieci w najmodniejszych kolorach tego sezonu (miód, grafit i butelkowa zieleń), wykonane z dbałością o każdy szczegół przez polskie projektantki.
lollihok10

Kocyki na zimniejsze dni

Na chłodnie dni idealnie sprawdzą się ciepłe i cudownie miękkie kocyki dla niemowlaków i przedszkolaków. Wzory bawełnianych tkanin są jedyne i niepowtarzalne, zaprojektowane i wykonane w Polsce. 
lollihop2
Z Lollihop Kids skompletujecie wyprawkę dla niemowlaka, bogatą w przydatne akcesoria z pięknym wzornictwem, udekorujecie pokój dziecka w edukacyjne plakaty i zdobędziecie prezent na każdą okazję. Wszystkie tekstylia i ubranka są antyalergiczne a zabawki spełniają normy bezpieczeństwa. Lollihop Kids to prywatna inicjatywa, za którą stoi konkretny człowiek. Nie musicie przebijać się przez infolinię i kolejne etapy złożonej komunikacji. Właścicielka sklepu – Ania, każdym klientem zajmie się indywidualnie, skonsultuje i doradzi. To jest to, co lubimy najbardziej w rodzinnych biznesach!

Zapraszamy na profil na Facebooku Lollihop Kids, gdzie znajdziecie informacje o nowościach w sklepie.

Kategorie
recenzje

Narzuta youngDECO – polski projekt od młodych projektantów

W moim przypadku łóżko to centrum dowodzenia wszechświatem – nie tylko w nim śpię, ale korzystam z niego jak z biura (na którym zmieszczą się wszelkie papiery i nieodzowny laptop). To tu córka, jako noworodek spędzała większość swojego czasu, tu wreszcie w ciągu dnia lubią wylegiwać się nasze koty. Słowem – nie jest to wyłącznie miejsce do spania. Wątpię, żebym była w tym przypadku wyjątkiem.

Narzuta była jednym z tych elementów, które w mojej sypialni musiały się pojawić, właśnie ze względu na aktywności, jakie dzieją się tu w ciągu dnia. I faktycznie pojawiała się, wielokrotnie. Bo jak zdołałam przekonać się na własnej skórze – wybór dobrej narzuty wcale nie jest taki łatwy.

narzuta2

Poza narzutami w stylu etno, które przywiozłam ze sobą jeszcze z domu rodzinnego (i które nijak nie współgrały z wystrojem mojej własnej sypialni), przydarzył mi się również epizod z pseudo-kocykową narzutą z akrylu. Kojarzycie ten materiał, masowo dodawany choćby do odzieży, który w rzeczywistości jest tańszym zamiennikiem wełny? Wykorzystuje się go coraz częściej w grubych swetrach, rękawiczkach, czapkach (spójrz na metki swetrów z Zary czy H&M, zdecydowana większość zrobiona jest właśnie z akrylu). Jedyną zaletą tego materiału jest jego cena. Poza tym jednak akryl ma bardzo niską odporność na ścieranie. Szybko się mechaci, a na jego powierzchni pojawiają się małe kuleczki. To nie wygląda estetycznie. Trudno też oczekiwać, by takie ubranie posłużyły nam dłużej. Tak też było z narzutą (ale zaciskałam zęby, obiecując sobie, że kiedyś wreszcie wybiorę się do sklepu, by kupić porządną „kapę”).

narzuta9

O tym, jak może wyglądać i służyć ta „porządna kapa” przekonałam się, mając przyjemność testować narzutę od youngDECO. To nowa, polska marka na rynku dekoracji wnętrz, która – poza doskonale prezentującymi się dodatkami (nie tylko narzutami, ale też lampami, roletami, zasłonami i estetycznie zdobionymi poduszkami), stawia również na jakość. O jakości narzuty, którą mam przyjemność gościć w moim łóżku, świadczy choćby jej metka – 100 procent bawełny. Gruba, pikowana, wypełniona dodatkową włókniną, jest dwustronna (dzięki czemu w mojej sypialni nie wieje nudą i mogę zmieniać jej wygląd w zależności od nastroju), świetnie znosi pranie (nawet w wyższych temperaturach!) i nie wygląda tragicznie, gdy jest lekko wymięta. Jestem przekonana, że posłuży mi przez lata.

narzuta3

To projektowy kunszt i doskonała jakość wykonania. Poza atrakcyjnym wyglądem i fajnym wzorem (lubię odcienie szarości, granatu i bieli, które – mam wrażenie – doskonale komponują się niemalże z każdym wnętrzem), to też produkt na lata. Elegancki, uniwersalny i ponadczasowy. Za narzutę trzeba zapłacić niemalże 300 zł. To nie jest mało, jednak jest to cena adekwatna do wysokiej jakości, unikatowego produktu.

narzuta8

Sprawdź, gdzie możesz kupić narzutę – youngDECO.com.