Kategorie
wychowanie

Jak urządzić pokój dziecka według największych dziecięcych pedagogów – Montessori, Korczaka, Dunin-Wąsowicz?

Korczak bardzo stanowczo, swoim zwyczajem, mówi o tym, jak wielką krzywdę robimy dziecku skazując go na przebywanie w wystylizowanych pokojach i „wylizanych” ogrodach. Pozwolę sobie na cytat, bo trudno oddać moc jego słów inaczej:
„Jeśli pokój dziecinny, wbrew naszym zakazom, tak często bywa warsztatem i składem rupieci, więc materiału do wykonywania zamierzonych robót, czy nie w tym kierunku należy zwrócić poszukiwania? Może do pokoju małego dziecka potrzeba nie linoleum, a fura zdrowego żółtego piasku, spora wiązka patyków i taczka kamieni? Może deska, tektura, funt gwoździ, piła, młotek, tokarnia byłaby milszym podarkiem niż „zabawa”, a nauczyciel rzemiosł pożyteczniejszy niż mistrz gimnastyki czy pianina. Ale trzeba by z dziecinnego pokoju przepędzić szpitalną ciszę, szpitalną czystość i obawę o zadrapanie palca”. – Janusz Korczak „Prawo dziecka do szacunku”.

Pokój dziecka jako warsztat

Oczywiście jest to dość radykalne podejście, jednak warto zwrócić uwagę na porównanie jakiego używa autor. Pokój dziecka nazywa warsztatem. Podobnie jak Maria Dunin-Wąsowicz w świetnej, wciąż aktualnej książce z 1972 r. „O dobrej zabawie”. Uwagi na temat dziecięcej przestrzeni uznała za tak ważne, że od nich zaczyna całą publikację. I nadaje im właśnie tytuł: „Warsztat własny – choćby ciasny”. W przeciwieństwie do Korczaka nie skupia się jednak tylko na zabawie i potrzebie twórczego działania, ale rozszerza pojęcie warsztatu na całą organizację przestrzeni. Warsztat to przecież miejsce, w którym nie ma niepotrzebnych, zniszczonych narzędzi (popsutych zabawek), a każdy przedmiot ma swoje miejsce, ułożone według logicznego porządku (pojazdy stoją w garażu, lalki mieszkają w domku). I wbrew pozorom ta logiczna segregacja jest bardzo bliska dzieciom. Nic nie jest bardziej frustrujące niż pośpieszne porządki (czynione przez rodziców tuż przed wyjściem z domu czy przyjściem gości), podczas których miś ląduje pod ciężarówką, a w „salonie” domku pojawia się betoniarka. Dunin-Wąsowicz twierdzi, że od tego, w jaki sposób urządzimy kącik czy pokój dla dziecka zależy, czy przejmie odpowiedzialność za własne rzeczy, czy będzie starało się utrzymać tam porządek bez ponaglania. W dobrym warsztacie wszystko łatwo znaleźć. Dziecko dość szybko może nauczyć się, że sprzątanie po „robocie” jest po prostu bardzo praktyczne.
pokoj14
Inne porady na ten temat, zawarte w książce „O dobrej zabawie”, są zadziwiająco spójne z tym, co znamy z założeń pedagogiki waldorfskiej i montessoriańskiej, mimo iż całościowe podejście do wychowania dzieci w latach 70-tych w Polsce było przecież zgoła odmienne. Zamiast więc opisywać każde założenie z osobna, postanowiłam zrobić listę porad, które wynikają z lektury książek „O dobrej zabawie” Marii Dunin-Wąsowicz, „Dziecko Świata” Susan Stephenson i „Domy dziecięce” Marii Montessori, a także artykułów: Pokój dziecka według Marii Montessori” i Pokój dziecka według pedagogiki waldorfskiej”.

Własny kącik

Stworzenie dziecku wydzielonej przestrzeni jest ważne z kilku powodów. Zanim do nich przejdziemy, jedno wyjaśnienie. Nie chodzi tutaj o to, aby każde dziecko miało swój pokój. Czasem jest to po prostu niemożliwe. Ważne jednak, aby stworzyć coś w rodzaju „kącika”, miejsca wyraźnie wydzielonego z większej przestrzeni (dużego pokoju, sypialni rodziców czy pokoju dzielonego z rodzeństwem), o którym dziecko będzie mogło decydować, przechowywać swoje ulubione skarby czy schować się, gdy ma taką potrzebę. Przykładem takiego kącika są zabudowane łóżka lub różnego rodzaju namioty. A dlaczego to jest takie ważne? Po pierwsze – o wyglądzie takiego miejsca powinni decydować jego właściciele, czyli dzieci. To świetna lekcja samodzielności (co jest ważne zarówno dla Montessori, jak i Steinera), ale przede wszystkim wyraz szacunku dla odrębności małego człowieka. Po drugie – dziecko powinno mieć miejsce, gdzie obowiązuje zakaz wstępu „buldożerom”. Budowle wznoszone przez kilka kolejnych dni doskonale uczą cierpliwości, wytrwałości, dążenia do celu. Zabawa rozwija się, ewoluuje, zmienia kierunek. To z kolei doskonała pożywka dla wyobraźni i kreatywności. W jaki sposób dziecko ma się nauczyć tego wszystkiego, gdy codziennie słyszy – „To jest świetne, ale teraz czas sprzątania”. To szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, gdzie dzieci od małego przyzwyczajane są do przeskakiwania z tematu na temat, od zabawki do zabawki, z bajki na bajkę. Wszystko dzieje się szybko, wszystko robimy po łebkach. Brakuje nam (dorosłym, a co dopiero dzieciom) cierpliwości i łatwo wybieramy bylejakość.  Doceńmy więc dziecięcy upór i wytrwałość. Nie musimy oddawać im całej wspólnej przestrzeni – wyznaczony „warsztat” (część pokoju dziecka, nie całość) powinien być jednak takim placem budowy z zakazem wstępu dla dorosłych.
pokoj10

Żeby do wszystkiego można było sięgnąć

Wszyscy pedagodzy zgodnie potwierdzają, że pokój nie jest urządzoną raz na zawsze przestrzenią. Zmieniają się potrzeby i możliwości dziecka, z czasem dochodzą specyficzne zainteresowania. To wszystko powinno mieć odzwierciedlenie w jego otoczeniu. I nie chodzi tu tylko o zestaw mebli. „Przygotowane otoczenie” Marii Montessori oznacza, że dziecko powinno mieć dostęp do wszystkiego, co znajduje się w jego pokoju. Co oznacza w praktyce, że ściany pokoju rocznego dziecka na wysokości powyżej metra są zazwyczaj puste. Często stosuje się materac na podłodze (czy na samym stelażu dla lepszej wentylacji), na który dziecko może swobodnie wejść. Wszystkie zabawki rozlokowane są na tackach, w pudłach i koszach, które łatwo opróżnić, wysypując wszystko na dywan. W późniejszym wieku to rozwiązanie okazuje się mało praktyczne, bo szukając jednej, konkretnej zabawki, trzeba przegrzebać się przez stos innych, ale dla młodszego dziecka sam moment wysypywania jest nie lada atrakcją – dźwięk temu towarzyszący, ilość zabawek, wciąż na nowo odkrywanych.
pokoj11
No, ale właśnie – to co jest dobre dla malucha, będzie utrudnieniem dla starszaka. Przychodzi moment, gdzie dziecko dostaje pierwszą półkę, na której ustawia swoje zabawki według określonego (wybranego wspólnie z rodzicami lub samodzielnie) schematu. W pokoju mojego syna jest więc garaż na autka, ZOO na zwierzątka, a klocki umieszczone są pod dźwigiem. Oczywiście nie zawsze taki podział wydaje się dzieciom oczywisty. Być może mają swoją metodę, np. wszystkie żółte zabawki chcą trzymać razem (nie spotkałam się z takim podejściem, ale na pewno starałabym się je uszanować).

Miejsce na książki i do nauki

Maria Dunin-Wąsowicz radzi, aby książeczki stawiać na najwyższej półce, tak aby dziecko sięgając po nie musiało stanąć. To, i przykaz, aby dziecko czytało książkę tylko i wyłącznie przy stoliku, jest być może pewnym archaizmem, ale nawet gdy pozwalamy dzieciom przeglądać książki na podłodze warto stopniowo uczyć je, jak się z nimi obchodzić z szacunkiem. Jak słusznie zauważa autorka „O dobrej zabawie” książka położona przy piłkach siłą rzeczy zostanie „skopana”. W pedagogice waldorfskiej podkreśla również wagę wspólnego czytania na głos. W pokoju (lub po prostu w domu) powinno znaleźć się więc na to miejsce.
pokoj20
Gdy nasze dzieci idą do szkoły, myślimy jakie biurko im wybrać, jaką szafę. Przypomnieć więc muszę, że dzieci w wieku szkolnym są już na tyle duże, że potrafią, przynajmniej w jakimś stopniu, zaprojektować własną przestrzeń (co potwierdzają setki godzin warsztatowych, jakie przeprowadziłam) i można, a nawet trzeba, wciągnąć je w urządzanie ich pokoju.

Kontakt z naturą

To, co rzuca się w oczy gdy wchodzimy do przedszkola waldorfskiego lub montessoriańskiego, to naturalne materiały – drewniane meble i zabawki, szmaciane lalki i tkaniny o różnych funkcjach, wiklinowe kosze, dekoracje z roślin, a także pudełka wypełnione kasztanami, szyszkami, kamykami do zabawy. Pedagogika waldorfska podkreśla znaczenie rozwoju zmysłów, w tym dotyku – materiały powinny być autentyczne, oddające właściwy ciężar, temperaturę i fakturę przedmiotów. Plastikowy młotek jest oszustwem, bo nie da się nim przybić gwoździa, nie czuć jego wagi, nie uczy prawidłowego obchodzenia się z narzędziami. A z kolei luźne materiały, takie jak szyszki, kamienie czy nieregularne kawałki drewna, zgodnie z teorią luźnych części Simona Nicholsona, poza zmysłem dotyku, świetnie rozwijają wyobraźnię i zachęcają do kreatywności. Nie mówiąc już o ćwiczeniu umiejętności manualnych, jeśli z tych elementów są konstruowane nowe zabawki.
pokoj13

Rotacja zabawek

W warsztacie nie ma niepotrzebnych rzeczy. Zabawki popsute „zarażają” te „zdrowe” – pisze Maria Dunin-Wąsowicz. Dziecko nie może być bombardowane zbyt dużą ilością bodźców – głoszą zwolennicy Rudolfa Steinera. Dziecko bawi się ograniczoną liczbą zabawek w jednym czasie, nie należy wyciągać ich więcej niż jest to potrzebne – potwierdza Susan Stephenson. Wielu pedagogów proponuje rotację zabawek. Jeśli widzisz, że dziecko nie bawi się już określoną zabawką po prostu ją schowaj. Za jakiś czas zostanie na nowo odkryta i być może wróci na główne miejsce. Czasem można również zaproponować dziecku do zabawy zabawki z najwcześniejszego okresu. Wyobrażacie sobie do czego czterolatek może użyć grzechotki? Być może stworzy z niej magiczny dzwonek przywołujący wróżki lub część dźwiękowego kulodromu…

Meble

Wszyscy są zgodni co do tego, że meble w pokoju dziecięcym powinny być dostosowane do ich wieku. Dodam jeszcze, że również do potrzeb. Nie róbmy z pokoju dziecka graciarni, nie wstawiajmy stolika, który „przyda się, jak będzie starszy”, czy łóżeczka, które dostaliśmy „na zaś”. Przychodzi jednak moment, gdy stolik jest niezbędny, nawet jeśli dziecko i tak głównie korzysta z głównego stołu w domu. W pokoju powinno być miejsce na papier, farby, kredki i inne przybory plastyczne, co zachęci dziecko do twórczych działań (tak ważnych dla rozwoju według Rudolfa Steinera).

pokoj-15

Ruch

W tym temacie książka „O dobrej zabawie” ewidentnie nie przechodzi próby czasu. Dla jej autorki wszelkie zabawy z piłką, bieganie, skakanie, podciąganie czy wspinaczka są po prostu niedopuszczalne w domu i „wyrzuca” je na podwórko. Dziś mamy więcej możliwości urządzenia pokoju dziecka i całego mieszkania tak, aby pozwoliło na zabawy ruchowe. Co więcej – dziś wręcz mamy obowiązek do zachęcania dzieci do ruchu, a nie zawsze mamy możliwość wypuścić dzieci na dwór. Można więc pomyśleć o drabinkach, huśtawkach, linach do podciągania, równoważniach. Minimalistyczny wystrój mieszkania sprzyja nawet grze w piłkę, choć oczywiście należy tu, jak wszędzie, zachować zdrowy rozsądek. Niemniej jednak uważam, że nawet najciekawsza domowa „sala gimnastyczna” nie powinna zastępować wspólnych wypadów na zewnątrz. Najlepiej na łono natury, gdzie można przy okazji nazbierać nowych materiałów do zabaw – kasztanów, kamieni, patyków…
Foto: pracowniak.pl

Kategorie
artykuł sponsorowany rzeczy dla dzieci

Meblowanie pokoju dziecka w wieku wczesnoszkolnym. Jak poradzić sobie z tym wyzwaniem

Jednym z najważniejszych miejsc w pokoju ucznia jest kąt do nauki – wyposażony obowiązkowo w biurko, krzesło i odpowiednie oświetlenie. Sprzęty do nauki powinny być dostosowane do wzrostu dziecka (najlepsze są te z opcją „rosnę razem z tobą”). Przyda się też trochę półek, w których można przechowywać książki i przybory szkolne.

Dobre biurko, czyli jakie?

Wygodne biurko to takie, które posiada nie tylko optymalną wysokość, ale również względnie obszerny blat (który pomieści zeszyty i ćwiczenia rozłożone w trakcie odrabiania lekcji). W mniejszych pomieszczeniach dobrym rozwiązaniem może okazać się model biurka z rozkładanym blatem. Wmontowane szuflady czy szafki do przechowywania książek i innych akcesoriów ułatwiają sprawne odrabianie lekcji i pomagają przy sprzątaniu. Gdy nasze dziecko pracuje przy biurku pozbawionym funkcji przechowywania, warto zainwestować w szafki i półki naścienne – zawieszone w bliskiej odległości od miejsca, w którym dziecko zazwyczaj się uczy (i na wysokości, do której będzie w stanie sięgnąć!).
Najlepsze miejsce dla ustawienia biurka to miejsce pod oknem – gdzie dociera najwięcej naturalnego światła, wspierającego proces uczenia się. Jednak nawet przy tak komfortowym ustawieniu, niezbędne jest dodatkowe doświetlenie miejsca pracy ucznia. Do tego właśnie służą biurkowe lampki.

Jakie światło wybrać?

Dla komfortu pracy naszych dzieci najlepsze są lampki z elastycznym ramieniem, lekkie i zapewniające odpowiednią ilość światła. Gdy będzie go za mało (bądź za dużo) oczy naszego dziecka szybko się zmęczą. Dlatego zadbanie o to, by dobrać jak najlepsze światło na biurko powinno być priorytetem. Idealnie – gdy sztuczne światło emitowane przez lampkę jak najbardziej przypomina to naturalne, a więc charakteryzuje je odpowiednia jasność czy barwa. Dobre oświetlenie jest również jednolite (migotanie powoduje bowiem szybkie zmęczenie wzroku) i nie razi w oczy. Oczywiście, pracę przy biurku wspiera, oprócz lampki biurkowej, także oświetlenie centralne. Nie obędzie się więc i bez dużej lampy sufitowej.

Krzesło

Niezbędne do nauki przy biurku jest też krzesło – z odpowiednim rozmiarem siedziska i o optymalnej wysokości, czyli takiej, by stopy podczas pracy opierały się o podłogę, a nogi były zgięte w kolanach pod kątem prostym. Najlepszym wyborem wydaje się być krzesło obrotowe, zapewniające swobodę ruchów i pracy. Istotnym elementem jest też wyprofilowane oparcie, dostosowane do naturalnych krzywizn kręgosłupa i podpierające go. Warto też zastanowić się nad podłokietnikami, które dodatkowo pomagają w utrzymaniu wyprostowanych pleców zmniejszając jednocześnie napięcie w ramionach i rękach.

Kącik do zabaw i snu

Poza tak oczywistym miejscem pracy ucznia, warto podczas urządzania pokoju dziecka pamiętać o tym, że równie ważne co nauka – są także sen i zabawa.
philips2
To dlatego obok łóżka z wygodnym materacem powinno się znaleźć miejsce na zabawki i książki. Tablica do rysowania (również taka naścienna), pudełka, skrzyneczki i koszyczki pomagają w takim przypadku utrzymać w pokoju porządek. Niewielki dywanik położony na środku pokoju, może służyć za plac zabaw i miejsce do przyjmowania gości. Ostatnim elementem wystroju dziecięcego pokoju, o którym warto wspomnieć, jest szafa na ubrania – najlepiej niezbyt wielka, choć taka, by wszystkie niezbędne dziecku rzeczy mogły się w niej zmieścić.

Dodatki

Indywidualny charakter dziecięcego pokoju można podkreślić za pomocą wspólnie wybranych dodatków – naściennych naklejek, kolorowych pudełek na dziecięce skarby i plakatów, czy też ramek na zdjęcia. To, co istotne przy projektowaniu całej przestrzeni – to umiar. Pokój dziecka nie ma być przeładowany – gdy czegoś będzie za dużo, przebywanie w takim pomieszczeniu może być dla dziecka męczące. W przypadku pokoju ucznia – przede wszystkim liczy się funkcjonalność. I to, by w tym miejscu dobrze spędzało się czas. Minimalizm rozbudza kreatywność. Dobrze, gdy można z niej korzystać zarówno podczas nauki, jak też wspólnej zabawy z kolegami.
philips3

Kategorie
wychowanie

Jak zmusić dziecko do jedzenia?

1. Na samolot

Gdy dziecko grymasi przy jedzeniu, to na pewno dlatego, że kompletnie nie wie, co jest dla niego w danym momencie dobre. Wiemy za to my – rodzice, zmuszając je do jedzenia. Niezwykle popularną i skuteczną metodą na niejadka jest metoda na samolot – łyżeczka pełna papu udaje samolot, który wykonuje spektakularne lądowanie w buzi naszego dziecka. Po bezpiecznym lądowaniu odbywa się salwa oklasków całej rodziny, a łyżkowy samolot odlatuje po kolejną porcję. Powtarzać aż do wyczyszczenia talerza. Czasem nawet dwóch.

2. Na litość

W metodzie na litość liczy się przede wszystkim odpowiednia argumentacja, która zdoła przekonać malucha do tego, że jesteśmy godni jego litości. Wszelkie chwyty dozwolone – zatem nie pozostaje nic innego, jak tylko czerpać z bogatych źródeł naszej wyobraźni (bądź doświadczenia!). Doskonale sprawdzają się w tym przypadku argumenty typu: „Tak się starałam!”, „Przecież to twoja ulubiona zupa pomidorowa!”, „Tyle pracy na marne… Tak mi smutno kiedy nie jesz”. W ostateczności można też uronić kilka łez.

3. Na groźbę

Jeśli metoda na litość nie zadziała, warto sięgnąć bo jej ostrzejszą wersję – czyli groźby i kary. Wiadomo, że dzieci kary boją się jak ognia. Gdy młody człowiek nie chce zjeść obiadu, warto skorzystać z poniższych propozycji kar, które skutecznie rozbudzą w nim uczucie głodu: „Będziesz tu siedział do wieczora, dopóki nie zjesz!”, „Jeśli nie zjesz całego obiadu, nie pójdziesz z chłopakami pograć w piłkę”, „Jak tata się dowie, że znów nie zjadłeś obiadu, da ci solidne lanie!”, „Nie chcesz obiadu?! Masz szlaban! Na wszystko!!!”.

4. Na nagrodę

Bywają też rodzice o nieco bardziej łagodnym usposobieniu. Dla nich dużo skuteczniejszą metodą, będzie metoda na nagrodę. Dzieciaki je uwielbiają, a jak wiadomo – odpowiednia motywacja nigdy jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Oto nasze sprawdzone typy na niejadka: „Jeśli zjesz obiad, kupię ci lizaka!”, „Jeśli zjesz obiad, na deser dostaniesz lody!”, „Zjedz obiad, dorzucę ci do skarbonki parę złotych za dobre zachowanie”.

5. Na akuku

Czasem wepchnąć łychę pełną papu do buzi da się też z zaskoczenia. Ot, na przykład gdy rozbawiony czymś maluch nagle otwiera buzię (i wtedy pach! Do buzi łycha – i po kłopocie). Pomocny bywa w tym przypadku tata, który robi malcowi “akuku!”, lub tabliczka czekolady, na którą dziecko zawsze przecież ma ochote – lecz zamiast owej obiecanej czekolady, ostatecznie uraczony zostaje właśnie łychą smakowitego obiadku. Liczy się spryt!

6. Na karpika

Jedna z najbardziej drastycznych metod, którą polecamy tylko w ekstremalnych sytuacjach – gdy nic innego nie skutkuje. Do przeprowadzenia akcji „na karpika” potrzebna będzie pomoc współmałżonka. Jedna z osób trzyma dziecko, otwierając buzię siłą, druga natomiast ładuje do otwartej buzi łyżkę. Uwaga! Trzeba się przygotować na niezły bałagan – plucie i ostry płacz w tym przypadku to naturalne zjawisko. Ale czego się nie robi dla dobra naszych pociech?
Podoba wam się, jesteście zdziwieni, zaskoczeni, rozbawiliśmy was? Z dużym prawdopodobieństwem na własnej skórze doświadczyliście tych „sprawdzonych metod na niejadka”. Faszerowano was (i nas) wierząc, że wszystko to z myślą o tym, byście zdrowo (w domyśle – obficie!) rośli. Tymczasem zdrowe, prawidłowo rozwijające się dziecko samo doskonale wie, ile pokarmu jest mu potrzebne w danym momencie.
W całej historii ludzkości nie jest nam też znany przypadek zagłodzenia się dziecka z powodu owej „niejadkowości”. Co więcej, większość chorób związanych z odżywianiem (bulimia, anoreksja, ale też często otyłość) bierze się właśnie z tego, że we wczesnym dzieciństwie odebrano komuś poczucie kompetencji w kwestii jedzenia. Dzieci doskonale wiedzą, ile zjeść, by się najeść, kiedy są głodne a kiedy – niekoniecznie. To, czego od nas potrzebują w tym temacie – to zaufanie. I troska o to, by rzeczy, które serwujemy im w trakcie poszczególnych posiłków, były dla nich zdrowe.
Foto: flikr.com/krayn

Kategorie
wychowanie

Dziadkowie są od rozpieszczania?

Rodziny wielopokoleniowe stały się przeżytkiem, a w ich miejsce wyrósł nowy model rodziny nuklearnej, tworzonej przez rodziców i dzieci, w której dziadkowie pełnią nieco inną rolę i czasem trudno im się w niej odnaleźć.

Po co dziecku więź z dziadkami?

Więź z dziadkami daje dziecku poczucie bezpieczeństwa, tożsamości i zakorzenienia. Bez wątpienia jest ona bardzo ważna. To, co w rodzinie nuklearnej dla tej więzi pozostało wspólne – to możliwość przekazania dziedzictwa i życiowej mądrości przez seniorów rodu. Dziadkowie są skarbnicą wiedzy i doświadczeń, bardzo cennych z perspektywy młodego człowieka, który dopiero kształtuje swoją osobowość. Równie ważny dla dziecka jest też kontakt (jeden z pierwszych zapewne) z zupełnie innym środowiskiem, co daje mu szansę dostrzeżenia, że świat jest różny, ludzie są różni, różny jest też światopogląd i wartości, choć nadal wśród wszystkich tych różnic – ważny jest szacunek. 

Wiem więcej o wychowaniu od ciebie!

Patrząc obiektywnie, dziadkowie dysponują potężną wiedzą życiową, wychowali co najmniej jedno dziecko i przeszli przez wszystkie etapy rozwoju rodziny. Swoją wiedzą mogą oczywiście dzielić się z mniej doświadczonymi rodzicami (a swoimi dziećmi), pamiętając jednak o wzajemnej akceptacji. Gdy brakuje tego elementu, wówczas wkraczamy na grząski grunt rodzinnych granic.
W zdrowo funkcjonującej, szanującej i empatycznej rodzinie konflikty pokoleniowe dotyczącego tego, jak pielęgnować czy też wychowywać dziecko, kończą się zazwyczaj na rozmowie. Rodzice mogą posłuchać porad dziadków, wybierając dla siebie to, co im odpowiada, bądź też nie – bo mają poczucie, że ostateczna decyzja należy do nich. W rodzinie, w której występują różne dysfunkcje, często jednak dochodzi do walki o to, kto ma rację – która w rzeczywistości jest kontynuacją trudnych relacji z przeszłości (gdy obecni rodzice sami byli dziećmi a dziadkowie – rodzicami). Zwykła rozmowa w takiej sytuacji rzadko przynosi efekt. Rolą rodzica jest wówczas obrona własnych granic i granic swojej rodziny. Można to zrobić, komunikując dziadkom: „Mamo, tato, doceniamy waszą uwagę w tej sprawie, ale mamy w tym temacie inne zdanie i będziemy robić to inaczej” (tych sposobów jest oczywiście cała masa, ważne, żeby w momencie komunikacji z rodzicem być dla siebie i niego jak najbardziej empatycznym – dać sobie miejsce na różne uczucia, ale też – usłyszeć w tym wszystkim niezaspokojone potrzeby drugiej strony).

Dziadkowie są od rozpieszczania?

Naginanie codziennych zasad to powszechna cecha dziadków, która czasem bywa męcząca (dla dzieci i ich rodziców). To prawda, że ich relacja z wnukiem jest wolna od znojów wychowawczych i mogą sobie pozwolić na wielogodzinne zabawy, niespieszne spacery z maluchami i obdarowywanie dzieci chwilami beztroskiej radości. Prawdą jednak jest również to, że gdy decydujemy się powierzyć nasze dzieci opiece dziadków, ta opieka odbywa się na ich zasadach. Różnice najczęściej nie są krzywdzące dla dziecka, bo dzięki nim młody człowiek doświadcza tego, jak działa świat i szybko przyswaja sobie wiedzę o tym, że w domu funkcjonują nieco inne zasady, niż u dziadków. Bywa jednak i tak, że dziadkowie przekraczają granice rodziców, podważają ich autorytet i konsekwentnie odmawiają współpracy (np. częstując dziecko przy okazji każdej wizyty wielkim koszem czekoladek, bądź kiełbasą – gdy rodzina jest wegetariańska). Warto zastanowić się, z czego to wynika. Może wystarczy ustalić takie granice, które będą akceptowalne dla obu stron i absolutnie nieprzekraczalne, ale w niektórych miejscach – pozwolić dziadkom na więcej swobody i własnej inwencji?

Babcia w roli darmowej niani

Pomoc dziadków przy opiece nad dziećmi jest niezwykle cenna, ale nie jest obligatoryjna. Dziadkowie mają prawo odmówić pomocy przy opiece nad dzieckiem i zająć się własnym życiem. W całym tym układzie często brakuje też wdzięczności za czas poświęcany wnukom, być może również pomysłu na to, jak wynagrodzić dziadków za tę troskę – jeśli już się na nią decydują. W ogromnej większości polskich rodzin wręcz tradycją jest, że babcie pomagają w opiece i wychowaniu wnuków bez wynagrodzenia finansowego. Obecny wicepremier Janusz Piechociński już w 2013 roku proponował, by zatrudniać babcie jako nianie, bez konieczności odprowadzania za taką pracę podatku. Kwestia wynagrodzeń dla dziadków opiekujących się wnukami zawieszona została w próżni. Może czas ją odkopać i ponownie pomyśleć nad tym, jakie korzyści płynęłyby z takiego układu dla wszystkich zainteresowanych stron?
Podsumowaniem tego tekstu niech będzie refleksja na temat roli babć we współczesnym życiu nuklearnej rodziny Agnieszki Graff, która tematem zajmowała się wielokrotnie, podejmując go pokrótce również na łamach swojej książki „Matka feministka”:
Zmieniły się kobiece aspiracje, pomysły na to, jak sensownie przeżyć starość. Inna jest rola pieniędzy w ludzkim życiu, a po drodze zlikwidowano też w Polsce infrastrukturę opiekuńczą. Współczesna babcia niczego szorować nie zamierza […], ale jej córka czy synowa zupełnie nie wyrabia się z łączeniem pracy i macierzyństwa. Niby wie, że mama ma własne życie, lecz nieświadomie liczy na powtórkę z własnego dzieciństwa, czyli babcię jako rodzinny zasób naturalny. Jest zawiedziona także dlatego, że zmienił się model wychowania – te wzajemne pretensje często tego właśnie dotyczą („Ty go rozpuszczasz!”, „Nie wiesz, że nie wolno bić dzieci?”, „Nie dawaj jej kabanosów, jesteśmy wegetarianami!”).
Słucham tych żalów i zastanawiam się, czy uda nam się jakoś dogadać. Wygląda na to, że oprócz nowego kontraktu płci czeka nas nowy kontrakt kobiecych pokoleń.

Kategorie
ekowiadomości

Wypuśćmy dzieci ze szkoły…, żeby się lepiej uczyły

Mózg potrzebuje się dotlenić

Dzieci lubią być w ruchu, a swobodna zabawa na powietrzu pozwala im się „zresetować” i odprężyć. Dzięki temu mają więcej pary i energii, by lepiej przyswajać wiedzę. Połączenie troski o ciało i umysł daje możliwość bardziej symetrycznego i efektywnego rozwoju.

To, na co badacze zwracają uwagę, to fakt, że efektywność pracy mózgu podnosi właśnie swobodna zabawa – a nie sterowana (np. przez osobę dorosłą). Ludzie mogą wykorzystywać ruch do usprawniania procesów myślowych. Zabawa daje też wiele innych korzyści, poprawiając przepływ krwi do mózgu (serwując mu więcej tlenu i glukozy, które są niezbędne gdy intensywnie myślimy – czyli na przykład podczas nauki). W rzeczywistości, gdy zbyt dużo czasu spędzamy w pozycji siedzącej, nasz mózg po prostu zasypia. Ruch i aktywność stymulują neurony, które rozbudzają mózg do dalszej aktywności.

Zabawa a wyniki w nauce

Znaczenie zabawy dla rozwoju fizycznego i intelektualnego dzieci potwierdza wiele badań. Czas spędzony na powietrzu pomaga w kształtowaniu umiejętności językowych, rozwiązywaniu problemów, zarządzaniu ryzykiem, wspiera też umiejętności uczenia się. Zabawa na dworze kształtuje zdrowe postawy emocjonalne i pomaga lepiej dostosowywać się do szkolnego życia.

Badania przeprowadzone przez Debbie Rhea, dyrektora LiiNk Projektu z Texas Christian University wykazały zależność między czasem spędzanym w czasie przerw lekcyjnych na dworze, a poprawą tzw. dyscypliny w klasie. Uczniowie biorący udział w projekcie, trwającym w sumie dwa lata, mieli dodatkowe przerwy w czasie zajęć lekcyjnych, które przeznaczone były na swobodną zabawę. Rezultaty tych badań prezentują się następująco:

  • wśród dzieci biorących udział w projekcie wzrosły kompetencje społeczne i zmieniły się ich interakcje z rówieśnikami,
  • dzieci były bardziej skoncentrowane. Tak zwane „wiercenie” się w trakcie lekcji zmniejszyło się o 25 proc.,
  • umiejętność uważnego skupienia wzrosła o 30 proc.,
  • poprawiły się wyniki w nauce czytania i liczenia.

Pomysł na polską szkołę? Wypuścić dzieci na dwór i pozwolić im się wyszaleć. Przyczyni się to z pewnością nie tylko do poprawy wyników w szkole, ale też doda uczniom sporo pozytywnej energii. W czasach, gdy w pozycji siedzącej spędzamy coraz więcej czasu, takie rozwiązanie może mieć znacznie większy sens, niż uporczywe sadzanie w szkolnych ławach.

Foto: flikr.com/angeliasphotography

Kategorie
recenzje

GranatOVA – sukienka odczarowująca polski poród

Jedyną taką na rynku, dodającą kobietom odwagi, pewności siebie i będącą gwarancją komfortu, o którym zdarza nam się zapomnieć, gdy wmawiamy sobie, że porodowy strój to nic nie znaczący dodatek. A jednak zmienia wiele. Poznajcie sukienkę porodową GranatOVA, pierwszy taki projekt w Polsce, stworzony z myślą o kobietach, które szykują się do porodu.

W serwisach dla rodziców doradzają, by do porodu jechać w tym, co bez żalu będzie można wyrzucić do kosza. To jedna z opcji, która kryje się pod hasłem: znoszona koszulka po mężu. Drugą opcją są zazwyczaj różowe, przesłodzone koszule do porodu, których pełno w serwisach aukcyjnych. Okropnych, mało funkcjonalnych i tak irytujących swoim infantylnym wyglądem. A gdyby tak na ten dzień zorganizować sobie coś równie ładnego, co funkcjonalnego? Coś, co doda nam pewności siebie i sprawi, że poczujemy się prawdziwymi bohaterkami naszego porodu?

sukienka-porodowa

Dwie polskie mamy, które w sumie przeżyły cztery porody, postanowiły przerwać zmowę milczenia wokół ciuchów porodowych i wykombinować coś na własną rękę. Z ich kombinacji, wytrwałości i niezwykłej pracowitości powstała sukienka, w której chętnie widzielibyśmy każdą rodzącą kobietę. Stworzona z wysokogatunkowej tkaniny, bardzo praktyczna, elegancka i przemyślana w każdym detalu, nie tylko pozwala wyglądać dobrze w tym ważnym dla każdej kobiety dniu, ale też świetnie sprawdza się w ciąży, połogu i wtedy, gdy chcemy dyskretnie nakarmić malucha. 

Nas przekonała kilkoma niezawodnymi detalami: kolorem, który jest na tyle ciemny, że minimalizuje ryzyko zabrudzenia i niedoprania; zapięciem z przodu, które umożliwia wygodne karmienie malucha pod przykryciem; rozpinanym tyłem; odpowiednią długością; kieszeniami (w sam raz na telefon!) i tą prostotą, przełamaną wzorzystym podszyciem w kolorowe auta, ptaszki, zwierzaki. A niedawno pojawiło się najnowsze „dziecko” – PaskOVA – sukienka w paski. Widać, że stoją za tym doświadczone matki. Z dobrym gustem, a jakże!

sukienka-ciazowa2

Na koniec dodamy, że GranatOVA to dopiero początek, a tym mamom, które stoją za porodową sukienką, marzy się dużo, dużo więcej. Pajace i otulacze dla maluchów, współgrające ze strojem mamy. Ponadto proste, pakowne torby do szpitala i autorski hispital box, w którym znalazłoby się wszystko to, co przyda się kobiecie na polskiej porodówce. Czy ktoś kiedyś mówił o tym, że „polskie matki to dzikie, wózkowe baby, które nie mają absolutnie nic do zaproponowania społeczeństwu?”. Jeśli mówił, to znaczy, że nie miał z nimi zbyt wiele do czynienia. Bo przykład marki GranatOVA pokazuje, że w matkach drzemie potężna, twórcza siła. Jesteśmy przekonani, że starczy jej na jeszcze wiele innowacyjnych projektów.

sukienka-ciazowa5

Kategorie
recenzje

Resibo – polskie, naturalne i piękne kosmetyki

Nigdy wcześniej nie spotkałam tak dopracowanych produktów – świetnie opakowanych, z doskonałym, naturalnym składem, odpowiednią konsystencją i płynącym przekazem – że sposób, w jaki troszczymy się o siebie, ma ogromny wpływ na nasze funkcjonowanie, samopoczucie, a także zdrowie. W tych produktach widzę bardzo dużą dbałość o każdy szczegół, co przekłada się na ich wysoką jakość i doskonałe właściwości. Długo czekałam na taką naturalną, kosmetyczną serię – która byłaby w stanie przekonać niezdecydowanych do tego, że siła natury tkwi w szczególe i że naturalność wcale nie musi oznaczać sięgania bo techniki kosmetyczne dostępne naszym babciom, ale może łączyć się też z nowoczesnością w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Miałam niebywałą radość z testowania dwóch kosmetyków tej polskiej marki, która zdołała zdobyć moje serce już samym, nietuzinkowym opakowaniem – a potem było już tylko lepiej. Poznajcie krem i olejek do demakijażu Resibo – dla mnie osobiście kosmetyki, będące obietnicą doskonale odżywionej skóry, bez rozczarowań.

Krem odżywczy– nawilża, pielęgnuje i chroni skórę przez cały dzień

Genialnie zaprojektowane opakowanie to już duży plus – lubię kremy z pompką, szczególnie gdy mam do czynienia z taką wersją kremu, w którego składzie nie znajdują się żadne konserwanty. Krem odżywczy Resibo to nasycony składnikami, odżywczy krem do stosowania na dzień i noc, który uelastycznia i wygładza skórę. Jest świetny na drobne zmarszczki, regeneruje naskórek i posiada właściwości przeciwzapalne. Przed jego poznaniem byłam wierna marce, również ekologicznej, która w swoich kremach stawiała przede wszystkim na masło shea. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie dużo bogatszy skład kremu odżywczego Resibo. Znajdziemy tu ekstrakt z alg, olejek z orzecha brazylijskiego, kwas hialurenowy, wyciąg aminokwasowy z dyni, olej migdałowy, olej manuka, wyciąg z pomidora i wiele innych cennych składników.

resibo2

Olejek do demakijażu

Podstawą pielęgnacji skóry twarzy jest odpowiedni demakijaż. Często o nim zapominamy, przemywając skórę samą wodą, bądź (co gorsza!) wodą z mydłem. W ten sposób nie da się usunąć makijażu, a zanieczyszczenia, które powstają na skutek złego oczyszczania osadzają się głęboko w skórze zatykając pory i wywołując krostki, zaskórniki a nawet swędzenie. Przyznam szczerze, że od dłuższego czasu makijaż zmywałam za pomocą oleju kokosowego – to naturalny i szybki sposób na pozbycie się zanieczyszczeń, który gwarantuje też dobre nawilżenie skóry. Niestety – niemal niemożliwe było stosowanie go w ciągu dnia – ze względu na efekt świecenia skóry. Dlatego możliwość przetestowania olejku do demakijażu Resibo bardzo mnie ucieszyła.

resibo3

To, co od razu spodobało mi się w tym olejku to fakt, że jest bardzo delikatny i nie natłuszcza skóry, a jednocześnie – doskonale ją odżywia. Jest też niezwykle skuteczny i bez zarzutów radzi sobie nawet z wodoodpornym tuszem. Jego dużą zaletą, oprócz świetnego składu (baza to naturalne oleje – w tym łatwo wyczuwalny olej lniany) jest też delikatny, cytrusowy zapach. I szybkość, z jaką radzi sobie z usuwaniem zanieczyszczeń. Nie ściąga i nie napina skóry, nie powoduje szczypania oczu ani łzawienia.

Główne składniki to: olej abisyński, olej manuka, olej lniany, olej z pestek winogron, będący silnym antyoksydantem, zwalczającym wolne rodniki (te same, które odpowiadają za starzenie się skóry), oraz witamina E. Cóż, przy tak bogatym składzie mój olej kokosowy może się schować. Zdecydowanie znajdę dla niego inne zastosowanie. Na przykład przy pielęgnacji włosów. Znakiem rozpoznawczym olejku do demakijażu jest dołączona do kosmetyku ściereczka z mikrowłókna, która potęguje efekt oczyszczający. Skóra jest lekko wypilingowana i po demakijażu znika wrażenie tłustości.

Kosmetyki Resibo możecie kupić na resibo.pl teraz z 10% zniżką, podając w zamówieniu kod: DZIECIRESIBO.

Kategorie
produkty rzeczy dla dzieci

Literatura dziecięca najwyższej klasy? Poznaj propozycje wydawnictwa Format

Romeo i Julia, tekst: Adams Jennifer, ilustracje: Oliver Alison

romeo_julia

Chcesz kupić tę książkę? Klikaj: Romeo i Julia
Szekspir dla rocznego dziecka? W takiej formie – dlaczego nie! Kartonowa książeczka pierwszego kontaktu dla najmłodszych dzieci, zaznajamia je z klasyką literatury i pozwala polubić się z bohaterami, którzy w przyszłości z pewnością dadzą o sobie znać, choć już pod nieco bardziej klasyczną postacią. Fantastycznie zilustrowana książka, która zachęca do interakcji i wspólnego nazywania rzeczywistości. Nieco starsze dzieci mogą z nią poznawać słowa, uczyć się języka angielskiego i odnajdywać swoje pierwsze cyfry.

Seria Miffi, Dick Bruny

miffy

Chcesz kupić tę książkę? Klikaj: Seria Miffy
Holenderska seria książeczek o przygodach króliczynki Miffy, którą pokochały dzieci na całym świecie, liczy już ponad 50. lat i wciąż nie traci na swej aktualności. W tych historiach znaleźć można wszystko to, co dzieci kochają najbardziej – rym i rytm, kolor i prosty kształt a także przyjazny format – twarde kartki i zabawnie powycinane okienka. Całość jest fascynującą opowieścią o codzienności, w której dominuje ciepło i pochwała prostoty. Autor, Dick Bruny, już 50. lat temu przewidział problem przestymulowania dzieci, projektując swoje książki tak, by dostarczały tyle bodźców, ile w danym momencie potrzebuje dziecięcy mózg, by prawidłowo się rozwijać.

Historyjki na raz, Bernard Friot, ilustracje: Adam Wójcicki.

historyjki_na_raz

Chcesz kupić tę książkę? Klikaj: Historyjki na raz
Wszystkie opowieści, które znajdziemy w tej książce, stworzone zostały przez dzieci pod czujnym okiem profesora literatury, który następnie je zebrał i wydał w przystępnej formie, jako serię literacką. Znajdziemy tu historyjki przeznaczone dla dzieci w wieku od 9 do 12 lat, których lektura nie zajmuje więcej niż kilka minut. Tematyka zahacza o problemy typowe dla nastolatków, dzięki czemu Historyjki na raz mogą być lekturą nie tylko dla uczniów szkół podstawowych (czy początkowych klas gimnazjum), ale też materiałem do pracy dla nauczycieli, doskonałym do wykorzystania podczas lekcji. Na szczególną uwagę w przypadku tych książek zasługuje oprawa graficzna – do współpracy przy ich projektowaniu zaproszono bowiem polskiego artystę, laureata nagrody w konkursie Książka Dobrze Zaprojektowana – Adama Wójcickiego.

Książę w cukierni, tekst: Marek Bieńczyk, ilustracje: Joanna Concejo.

ksiaze_w_cukierni

Chcesz kupić tę książkę? Klikaj: Książę w cukierni
Książka z serii picture book, polecana nie tylko dzieciom, ale też dorosłym czytelnikom. Ta żartobliwa i pełna wdzięku (a również wyjątkowo uniwersalna!) historia o szczęściu na swój sposób jest fenomenalna, bo można ją czytać na dwa sposoby – tradycyjnie, przekładając kartki, bądź też rozwinąć na długość 6,5 metra, by wspólnie z dzieckiem, z pozycji dywanu bądź podłogi, delektować się zarówno tekstem, jak i niepowtarzalnym obrazem. Podana w postaci dialogu między księciem a Kaktusicą, jest filozofującą historią, którą będzie w stanie zrozumieć już ośmiolatek. Młodsze dziecko zainteresuje się przede wszystkim ilustracją, natomiast dorosły – wyciągnie z tej historii dla siebie całą warstwę refleksyjną. Dla wszystkich jest to ogromna przyjemność ze względu na sztukę ilustracji. Książka jest też doskonałym pomysłem na prezent urodzinowy czy ślubny – jako wyjątkowe dzieło sztuki edytorskiej, którym możemy powiedzieć to, co czasem najtrudniej wyrazić w słowach – życzyć innym szczęścia. Joanna Concejo za ilustracje do tej książki otrzymała prestiżową nagrodę główną polskiej sekcji IBBY i tytuł „Najlepsza Książka Roku 2013” w kategorii: Grafika.

Szczęśliwi rodzice, tekst: Laetitia Bourget, ilustracje: Emmanuelle Houdart.

szczesliwi_rodzice

Chcesz kupić tę książkę? Klikaj: Szczęśliwi rodzice
Kolejna książka z serii picture book, którą mogą czytać nie tylko dzieci, ale też dorośli. Piękna, wyważona i oszczędna w słowach opowieść o rodzicielstwie, która może być doskonałym pomysłem na prezent dla rodziców, spodziewających się wkrótce dziecka. Na szczególną uwagę zasługuje tu nie tylko tekst, ale też ilustracje Emmanuelle Houdart, laureatki Boologna Ragazzi Award, które z dozą ironii, w malarski sposób komentują i wzbogacają słowo pisane.

Wynalazca, Jean-François Martin.

wynalazca

Chcesz kupić tę książkę? Klikaj: Wynalazca
Ostatnia z serii książek typu picture book, w której jedną historię opowiada się nie tylko za pomocą słów, ale również – ilustracji. W tym przypadku – tytułowy bohater – wynalazca, otrzymuje nietypową propozycję od milionera, który chciałby pomnożyć swoją fortunę. Książka, nagrodzona na Międzynarodowych Targach Książki Dziecięcej w Bolonii, jest kunsztownym albumem w którym minimalistyczny tekst zilustrowano nieco przygaszonym, utrzymanym w stylistyce retro i bardzo wymownym obrazem. Inteligentna, pełna humoru pozycja dla czytelnika w każdym wieku.

Wszystkie wymienione książki możecie znaleźć w sklepie/księgarni dla dzieci i rodziców Natuli.pl: Wydawnictwo Format

Zobacz też inne książki dla dzieci oraz książki dla rodziców
 

Kategorie
rodzina

10 blogów rodzicielskich, które warto czytać

Dobra Relacja 

Inspiracja do tego, by budować dobrą, pełną empatii relację nie tylko z rodziną, ale przede wszystkim – z samym sobą. Autorka bloga – Małgorzata Musiał – na co dzień wspiera rodziców w ich rodzicielskich wyzwaniach, prowadząc m.in. warsztaty dotyczące wychowania i publikując na swoim blogu podcasty, których świetnie się słucha w przerwach między gotowaniem, sprzątaniem, a kładzeniem dzieci spać.

dobra-relacja

Me and my Bu

Pełne empatii i wyjątkowo szczere dialogi (i nie tylko!) z synem, spisane ręką Marty Sikorskiej – edukatorki, mediatorki w nurcie NVC i douli. W ich domu w otulinie Puszczy Kampinoskiej odbywają się warsztaty, w których ludzie uczą się od koni. Życie wśród zwierząt i natury, w kontakcie ze sobą i z bliskimi, z którymi nie zawsze jest łatwo i przyjemnie, ale zawsze wyjątkowo inspirująco.

meandmybu

Hafija

Parentingowy blog roku 2014 prowadzony przez energiczną, pełną zapału do pracy Agatę, propagatorkę rodzicielstwa bliskości i karmienia piersią, o którym znajdziecie na jej blogu tak dużo informacji, że już samo czytanie będzie dla was olbrzymim wsparciem. Agata jest również redaktorką naczelną Kwartalnika Laktacyjnego i zdeklarowaną feministką. Wspieranie kobiet ma we krwi i jest w tym bardzo profesjonalna.

blogi11

Kura z doktoratem

Ekoaktywistka, blogerka, poetka i matka, która ostatnio postanowiła zająć się również edukacją domową i demokratyczną. Potrafi sporo – przekopać ogród, przyrządzić ciasto pokrzywowe i skutecznie przekonać do tego, że życie na wsi z dwójką dzieci może być świetną alternatywą dla zmęczonych pracą w korporacji „mieszczuchów”. Nas przekonuje do tego od lat!

kura-z-doktoratem

Domowe Montessori

Pomoce montessoriańskie bywają drogie, ale część z nich można przygotować samodzielnie. Jak to zrobić i jak z nich korzystać – podpowiadają autorzy bloga Domowe Montessori, który jest polskim ukłonem dla tej metody i wielką kopalnią wiedzy o tym, jak realizować montessoriańskie założenia we własnym domu.

domowe-montessori

O tym, że

O tym, czyli o książkach. Choć nie tylko. Olga, mama dwójki, jest wytrawną znawczynią dziecięcej literatury i ilustracji, choć ostatnio coraz chętniej opowiada również o swoich zabawach ze starszą córką Ewą i całkiem małym synem – Wojtkiem.

o-tym-ze

Dzieciaki w domu 

Blog z serii niezwykle przydatnych i praktycznych. Nie zaczytasz się w nim jak w wieczornej lekturze, która wciąga tak, że zapominasz pozmywać gary i rozwiesić pranie, za to otworzysz wtedy – gdy zabraknie ci inspiracji do działania czy zabawy z dziećmi. Idea jest prosta – ma być hand-made’owo, praktycznie i wyjątkowo oryginalnie – bez tandety, plastiku, z dużą porcją kreatywności.

blogerki11

I want to be fool

Blog wybitnie fotograficzny, za pomocą którego autorka – Silvia Pogoda – dzieli się z czytelnikami nie tylko zdjęciami, ale też przemyśleniami dotyczącymi macierzyństwa. To warsztatowo niemalże doskonały portret życia w drodze – gdzie z perspektywy campera obserwuje się nie tylko otaczający świat, ale też dorastającego Małego L. Dobrze czytać/oglądać ten blog w połączeniu z blogiem męża (bartpogoda.net), bo to dwie uzupełniające się perspektywy, opowiadające jedną historię.

i-want-to-be-fool

Mama na puszczy

Doula, edukatorka domowa i pogromczyni domowego chaosu, która od pewnego czasu – zamiast go zwalczać, oswaja domową przestrzeń i stara się polubić z wszechobecnym bałaganem. Zamiast porządku – woli uśmiech swoich dzieci. I czas spędzany wspólnie z rodziną. Bądź książką – na której czytanie, od kiedy edukuje dzieci w domu – paradoksalnie ma więcej czasu.

mama-w-puszczy

CzujCzuj

Olga Ślepowrońska, autorka bloga, od 10 lat wędruje po świecie ze swoimi warsztatami z edukacji emocjonalnej, realizując autorski projekt pod hasłem CzujCzuj. Od dwóch lat w jej podróżach nieprzerwanie towarzyszy syn – Roszek, dziś dwuletni już chłopiec, którego przygody na krańcu świata są tylko tłem dla działalności całego kolektywu, za to wyjątkowo dobrze współgrającym z całością. Kibicujemy im w realizacji kolejnych projektów.

blogerki10

Kategorie
produkty rzeczy dla dzieci

Dom wolny od detergentów? Pierpaoli, ekologiczne i skuteczne środki czystości

Organiczny płyn do mycia naczyń z olejkami eterycznymi z cytryny i pomarańczy

Stworzony na bazie ekologicznej oliwy z oliwek i oleju rzepakowego, wzbogaconego ekstraktem z cytryny organiczny płyn do mycia naczyń doskonale się pieni i usuwa zanieczyszczenia oraz tłuste plamy, a także – pielęgnuje nasze dłonie. Dostępny w dwóch opakowaniach – 1 l, oraz mniejszym, liczącym 500 ml.
Do kupienia w sklepie Natuli.pl
Kliknij: Ekologiczny płyn do zmywania naczyń
plyn_do_mycia_naczyn

Płyn do mycia naczyń w zmywarce

Ekologiczny płyn do mycia naczyń w zmywarce, stworzony na bazie naturalnych soli mineralnych i roślinnych środków powierzchniowo czynnych. Całość wzbogacona olejkiem eterycznym mięty i eukaliptusa, dzięki czemu płyn nie tylko doskonale usuwa wszelkie zabrudzenia, ale też – pozostawia po sobie aromatyczny zapach.
Do kupienia w sklepie Natuli.pl
Kliknij: Ekologiczny płyn do zmywania naczyń w zmywarce
 plyn_do_mycia_naczyn_zmywarce

Płyn do mycia podłóg i powierzchni płaskich

Ekologiczny płyn do mycia naczyń w zmywarce, stworzony na bazie naturalnych soli mineralnych i roślinnych środków powierzchniowo czynnych. Całość wzbogacona olejkiem eterycznym mięty i eukaliptusa, dzięki czemu płyn nie tylko doskonale usuwa wszelkie zabrudzenia, ale też – pozostawia po sobie aromatyczny zapach.Do kupienia w sklepie Natuli.pl
Kliknij: Ekologiczny płyn do zmywania podłóg
 plyn_do_zmywania_podlog_ekologiczny

Płyn do prania ręcznego oraz do prania w pralce

Ekologiczny płyn, w którego składzie znajdziemy m.in. roślinne oleje z biologicznych, kontrolowanych upraw, jest skutecznym środkiem piorącym, co potwierdzają zewnętrzne badania laboratoryjne i odpowiednie certyfikaty. Bezpieczny dla alergików i małych dzieci.
Do kupienia w sklepie Natuli.pl
Kliknij: Ekologiczny płyn do prania ręcznego
plyn_do_prania_recznego

Uniwersalny płyn dezynfekujący do czyszczenia z aktywnym tlenem

Przeznaczony do czyszczenia i dezynfekcji sanitariatów, umywalek, wanien, kabin prysznicowych, toalet, armatury łazienkowej, chromowanej, ceramiki, kafli łazienkowych i kuchennych a także stali nierdzewnej. Aktywny tlen czyni preparat wyjątkowo skutecznym i bezpiecznym środkiem czyszczącym, którego aromatyczny, naturalny zapach długo utrzymuje się w mieszkaniu.
Do kupienia w sklepie Natuli.pl
Kliknij: Ekologiczny płyn dezynfekujący do czyszczenia
plyn_do_dezynfekcji

Pierpaoli to włoska firma z tradycjami, która powstała w 1939 roku, a od 2004 roku specjalizuje się w produkcji ekologicznych kosmetyków i detergentów, tworzonych na bazie składników pozyskiwanych z kontrolowanych upraw. Wszystkie produkty tej firmy sprzedawane są w biodegradowalnych opakowaniach, które podlegają procesowi recyklingu. Są one również certyfikowane przez odpowiednie jednostki, zgodnie z unijnymi normami, a nad całym procesem produkcji czuwa dodatkowo wewnętrzne laboratorium.
Pierpaoli-Folia jest to linia ekologicznych środków czystości dla domu.