Kategorie
zdrowie

Naturalna pielęgnacja zębów. Jak myć zęby, jeśli nie komercyjną pastą?

Cukier zakwasza i niszczy organizm od środka, natomiast w społeczeństwie panuje przekonanie, że to dzięki paście do zębów dzieci mogą cieszyć się zdrowym uśmiechem.

To tylko zęby mleczne

Jest to najczęstszy argument, jaki rodzic stosujący naturalne metody w prewencji próchnicy może usłyszeć od kogokolwiek. Te zęby „tylko” mleczne są podwaliną pod prawidłowy zgryz w przyszłości, zaś próchnica to nie choroba jednego zęba, a całej jamy ustnej i śliny. Co więcej, ta choroba rozprzestrzenia się jak wirus na inne zęby – również i stałe.

Czy komercyjna pasta jest dobrym rozwiązaniem?

Kwestionowana bywa również skuteczność pasty do zębów w pielęgnacji jamy ustnej. Badania dentysty Westona Price, który przez całą swoją karierę analizował odizolowane społeczności w Europie i na świecie, sugerują, że próchnica jest efektem nieprawidłowej diety. Dodatkowo jej prewencja nie ma nic wspólnego z wynalezieniem pasty do zębów, gdyż badane przez niego ludy cieszyły się pięknym uśmiechem pomimo braku dostępu do niej. Co więcej, to właśnie pastę do zębów coraz częściej obwinia się o problemy z zębami, ponieważ zawiera glicerynę, która blokuje wchłanianie minerałów, a równocześnie oblepia zęby mazią, przyciągając w ten sposób do nich brud. Jest też inny bardzo wątpliwy i budzący wiele kontrowersji składnik, a mianowicie fluor. Gdyby wnikliwie przyjrzeć się składowi pasty do zębów, to odnajdziemy tam niewiele pomocnych składników, a ponadto – kilka rakotwórczych substancji. Po co płacić za taki produkt, skoro to nie pasta do zębów, a szczotkowanie jest kluczem do sukcesu.

Jak dbać o zęby w 5 prostych krokach?

Dawniej ludzie do pielęgnacji jamy ustnej używali patyczków z brzozy lub wierzby, które miały działanie antyseptyczne, a gryząc je godzinami, czyszczono zęby i poprawiano kondycję dziąseł.
Także dzisiaj o zęby można dbać naturalnie, skutecznie i bez chemii. Oto kilka zasad takiej pielęgnacji:

1. Płukanie

Płucz usta roztworem soli (kamiennej, himalajskiej lub morskiej nie zawierającej antyzbrylaczy) i gorącej wody. 30 g soli na 500 ml gorącej niechlorowanej lub źródlanej wody w zupełności wystarczy. Do płukanki można dodać 1 kroplę olejku eterycznego z drzewa herbacianego, który ma działanie antyseptyczne. Roztwór soli usunie z buzi mikroby oraz ureguluje jej pH, nadając jej odczyn zasadowy. Jest to również dobry zamiennik popularnej gumy do żucia, kiedy nie mamy możliwości wymyć zębów, oraz świetnie pomaga w leczeniu krwawiących dziąseł.

2. Czyszczenie języka

Pozbądź się nalotu z języka za pomocą specjalnej skrobki lub łyżeczki. Pamiętaj również, że żółty, nieprzyjemnie pachnący nalot świadczy o problemach z trawieniem, dlatego warto przyjrzeć się swojej diecie.

3. Szczotkowanie dziąseł

Szczotkuj dziąsła. Zawsze używaj do tego celu suchej i miękkiej szczoteczki, masuj dziąsła w kierunku zębów i z powrotem – to sposób na ich zahartowanie. Możesz pokropić szczoteczkę odrobiną (kroplą) olejku z drzewa herbacianego.

4. Czyszczenie linii dziąseł

Czyść linię dziąseł z pozostałości po posiłkach za pomocą gumki do usuwania osadu nazębnego. Dzięki temu zabiegowi pozbędziesz się problemu kamienia na zębach.

5. Nitkowanie

W naszych czasach, kiedy nikt nie używa rozmoczonych włókien – np. brzozy – do czyszczenia zębów, warto je nitkować nicią z kroplą olejku z drzewa herbacianego.

6. Płukanie ust

Usuwanie toksyn i bakterii za pomocą oleju to metoda mająca kilka tysięcy lat, pochodząca z medycyny indyjskiej – Ajurwedy. Do ust nabieramy miksturę oliwy z oliwek z kroplą olejku z oregano oraz kroplą olejku z drzewa herbacianego, a następnie przez 10 minut intensywnie płuczemy usta. Można to robić np. przygotowując śniadanie lub biorąc prysznic. Całą miksturę wypluwamy do kosza na śmieci. Ten  zabieg stosowany jest do pozbycia się toksyn i bakterii z zębów, dziąseł i organizmu.

7. Pasta własnej roboty

Wymyj zęby pastą własnej roboty. W zamian zrób pastę z ziół według Svobody. Przepis pochodzi z książki „Piękna z natury”:

  • 5 łyżeczek kory dębu
  • 3 łyżeczki czarnego pieprzu
  • 2 łyżeczki soli morskiej lub kamiennej
  • 1 łyżeczka kurkumy w proszku
  • ¼ łyżeczki olejku z drzewa herbacianego

Zmiel zioła w młynku do kawy, aby miały konsystencję proszku, po czym do młynka wsyp sól i włącz go jeszcze na 1 sekundę. Przed każdym użyciem warto dodać 1 kroplę olejku miętowego lub pomarańczowego. Przechowuj pastę w szczelnym naczyniu, w razie potrzeby nałóż na dłoń, dodaj odrobinę wody i umieść na szczoteczce do zębów.
Foto: flikr.com/msgolightly

Kategorie
niemowlę

Czy chusta może zastąpić wózek?

Są mamy, które wożą dzieci w wózkach, są takie, które oprócz wożenia w wózkach używają też chusty, są wreszcie mamy, które noszą w chustach i nosidłach, a wózka nie mają. Czy tak się da? Czy to wygodne? Czy to nie za duże poświęcenie „dla idei”?
chusta-wozek
Ja sama jestem mamą „bezwózkową”. Przy pierwszym dziecku nie w 100%, bo jeszcze w ciąży kupiłam wózek i z utęsknieniem czekałam, kiedy będę mogła spacerować po osiedlu popychając przed sobą pojazd ze smacznie śpiącą córeczką. Rzeczywistość zweryfikowała mój pomysł na funkcjonowanie z dzieckiem – córa nie chciała w wózku spać, ja się źle czułam mając ja daleko od siebie, a krakowski Ruczaj okazał się być osiedlem z mnóstwem barier architektonicznych. Tak oto stałam się chustomamą bez wózka, bo okazało się, że w chuście wygodniej, cieplej, bezpieczniej, a wózek się kurzy – sprzedaliśmy go więc.

No i jak to jest żyć bez wózka?

Moim zdaniem lepiej – do podróżowania z chustą nie potrzeba wymieniać samochodu na taki, który zmieści wózek i przynajmniej jedną małą walizkę. Możecie powiedzieć, że nie trzeba wózka, wystarczy stelaż i fotelik samochodowy – proponuję zapytać fizjoterapeuty o spacerowanie z dzieckiem zamontowanym w foteliku samochodowym (znani mi specjaliści w tej dziedzinie uczulają, że fotelik jest przeznaczony do wożenia dzieci w samochodzie, a nie do spacerów, ponieważ ogranicza ruchy, wymusza specyficzną pozycję, a to z kolei może powodować kłopoty z prawidłowym rozwojem). Co więcej, pozostały bagaż, który zabieramy ze sobą w podróże bliskie i dalekie, możemy „odchudzić” o kocyk, poduszeczkę, osłonkę do karmienia, hamak czy huśtawkę – to wszystko może nam zastąpić chusta.
Idąc dalej, a w zasadzie wracając do tego, o czym wspomniałam wcześniej, wózek napotyka na swojej drodze mnóstwo architektonicznych barier – wysokie krawężniki, schody i schodki, zbyt strome podjazdy, za wąskie drzwi, itd. Nie wspominając o źle zaparkowanych samochodach, które zmuszają mamy do omijania ich ulicą, bo chodnikiem przejść się nie da… A co z pójściem do lasu, w góry, na plażę? Z chustą to żaden problem, trzeba tylko mieć dobre buty, a z wózkiem – w zasadzie niemożliwe. Do tramwaju czy autobusu też łatwiej wsiąść z dzieckiem w chuście niż w wózku.
Jeszcze jedna sytuacja – miejsca gwarne, zatłoczone, głośne, w których nasze szkraby są narażone na dużą ilość bodźców. Dopóki są w chuście czy nosidle – na rodzicu – w momencie nadmiaru wrażeń mogą się do nas przytulić i po prostu zasnąć (rodzic daje poczucie bezpieczeństwa), w wózku mogą się co najwyżej rozpłakać.
Również ubieranie dziecka do chusty jest z mojego punktu widzenia łatwiejsze – nie muszę się martwić o to, że maluch zmarznie lub się przegrzeje, bo następuje wymiana cieplna między ciałem noszonego i noszącego. W wózku maluch z niedoskonałym mechanizmem termoregulacji musi sobie radzić sam.
Zwolennicy wózków mogą zapytać: co robić, kiedy jest ślisko? Odpowiem: ubrać dobre buty, mieć wolne ręce i wybierać bezpieczne przejścia. Jak zwykle przydaje się zdrowy rozsądek – jeśli jest gołoledź, a ja nie mam naglącej konieczności załatwienia spraw poza domem, nie wychodzę z dzieckiem ani w chuście, ani w wózku – wózek w ekstremalnych sytuacjach też nie daje się pewnie prowadzić (śliski i zaśnieżony chodnik to wróg mamy wózkowej!).

Reasumując, da się bez wózka. Jest wygodnie

Moim zdaniem nie wymaga to poświęceń, tylko innych mechanizmów funkcjonowania niż w sytuacji, kiedy mamy wózek. Wiem, że wiele mam jako argument za wózkiem używa tego, że można wrzucić zakupy do kosza pod wózkiem. Ja zakupy nosiłam w plecaku (dopóki nosiłam dzieci z przodu), a później kupiłam torbę na kółkach. Nigdy również nie nosiliśmy na spacery torby zabawek – można się bez nich obejść. Kiedy dzieciaki chciały coś ze sobą zabrać, wiedziały, że łopatkę i wiaderko muszą donieść same do piaskownicy.
Chusta, chusta plus wózek albo sam wózek to różne możliwości funkcjonowania z dzieckiem. W moim przypadku najlepiej sprawdziła się chusta, niezależnie od okoliczności – nie miałam potrzeby kupowania wózka. Wiem, że są mamy chustowe, znające i stosujące idee rodzicielstwa bliskości, które wózki mają – to ich wybór. Są też mamy wózkowe, które nie noszą, ale za to dają swoim dzieciom bliskość na różne inne sposoby – masaże, przytulanki, wspólne spanie – to też ich wybór. W tej kwestii, jak i we wszystkich innych, namawiam do słuchania siebie, swojego instynktu i dziecka. Mnie mój macierzyński instynkt podpowiedział, że dobrze jest mieć dziecko blisko siebie, a obserwacja to potwierdziła. Do tego doszły argumenty przytoczone wyżej. Dla kolejnego maluszka też nie mamy wózka.
Foto: flikr.com/leticiamaria

Kategorie
recenzje

Wielorazowe torebki i torby na śniadanie More Than Bag

Mam dość reklamówek foliowych, które towarzyszą nam na każdym kroku. Przecież naprawdę można bez nich żyć! Zapytacie: to w co zapakować śniadanie do pracy czy do szkoły, albo kanapki na podróż, przecież jednorazowe woreczki są takie wygodne i tanie? Można na przykład w wielorazowe torebki śniadaniowe More Than Bag.

mtb1

Torebka i talerz w jednym

Są trzy powody, dla których nie lubię pakować śniadania w plastikowe opakowania – czy to foliówki, czy pudełka. Po pierwsze, po wyjęciu z woreczka albo pudełka kanapka nie przypomina kanapki, bo przesuwa się, a składniki najczęściej zmieniają położenie. Po drugie, kanapka wyjęta z plastikowego worka czy pudełka pachnie plastikiem. Po trzecie, codziennie produkuję śmieci, które rozkładają się przez setki lat. Poza tym okruchy na biurku albo w samochodzie bywają irytujące. A śniadaniówki po rozłożeniu pełnią funkcję talerza. Dlatego tak bardzo spodobały mi się torebki na kanapki i torby na śniadanie More Than Bag. Są wykonane ze 100% bawełny, jedynie wewnętrzna część jest wykonana z folii LDPE. Już po pierwszym użyciu torebki zdecydowałam, że więcej nie zapakuję kanapki do foliówki.

mtb_800_98

Torebka na kanapkę, torba na zestaw śniadaniowy

Możemy wybrać torebkę na jedną kanapkę lub nieco większą torbę na lunch, która poza kanapką pomieści owoc czy warzywo, a nawet mały bidon z wodą. Torebki i torby świetnie sprawdzają się w przedszkolu, szkole, pracy, podczas podróży lub na spacerze. W prosty sposób utrzymujemy je w czystości – po każdym użyciu przemywamy wilgotną szmatką, a w razie konieczności pierzemy ręcznie. I najważniejsze – są wolne od ftalanów, ołowiu, bisfenolu A.

mtb3

Korzystanie z torebki jest bardzo proste i przyjemne. Kanapkę umieszamy na środku maty, po czym składamy matę dookoła jedzenia i zapinamy rzep. I już! Kiedy chcemy zjeść kanapkę, odpinamy rzep, rozkładamy matę, która staje się talerzem, i jemy. Mechanizm działania jest bardzo prosty, dlatego z samodzielnym jedzeniem poradzą sobie nawet przedszkolaki. Aby użyć ponownie torebki, przemywamy wewnętrzną stronę zwilżoną ściereczką. W razie potrzeby bez obaw możemy przeprać ręcznie. Muszę wspomnieć, że torebki są estetyczne. Kolorowe wzory podobają się dzieciom i dorosłym. Możemy wybrać wzór wesoły, elegancki, uniwersalny.

Torebki na kanapki kosztują 19,99 zł, torby na lunch 29,99 zł. To bardzo rozsądna cena, która sprawia, że zakup zwróci nam się bardzo szybko. A pamiętajmy, że z torebek More Than Bag korzystamy przynajmniej pięć razy w tygodniu, i to dość intensywnie. Muszą znosić codzienny transport i ścisk w plecaku czy torebce… Dobrze sobie z tym radzą.

mtb2

Warto mieć torebkę lub torbę na lunch More Than Bag, ponieważ:

  • jest higieniczna, praktyczna i chroni przed wilgocią,
  • zapewnia bezpieczne przenoszenie żywności,
  • jest łatwa do czyszczenia,
  • ma mocne zapięcie, które gwarantuje, że kanapka w środku się nie przemieści,
  • jest wykonana ze 100% bawełny, w środku jest pokryta folią LDPE, która jest całkowicie bezpieczna dla zdrowia,
  • jest ładna i tania,
  • jest wyprodukowana w Polsce.
Kategorie
zdrowie

Sposób karmienia a nadwaga i otyłość dziecięca

Jak donoszą badania prowadzone wśród dzieci, które w dzieciństwie miały większą wagę, niż zakładają to uznane standardy wagi dla danego okresu życia, w życiu dorosłym są one narażone na rozwój otyłości oraz poważne choroby, takie jak: choroby serca, niewydolność żylna, nadciśnienie, miażdżyca, problemy z układem kostnym. Co za tym idzie, pojawić się mogą znaczące trudności w życiu codziennym i funkcjonowaniu psychospołecznym.

Jakie są główne przyczyny nadwagi i otyłości dziecięcej?

Na pierwszy ogień idzie okres niemowlęctwa – kiedy to bardzo często zostaje zaburzony naturalny mechanizm regulacji głodu i sytości. Dzieje się tak, jeśli dziecko jest karmione nie wówczas, gdy poczuje głód i sygnalizuje to, lecz “na czas” – czyli w wyznaczonych godzinach albo wówczas, kiedy po prostu nie jest głodne. W ten sposób nie ma szansy na wykształcenie wewnętrznej samoregulacji głodu i sytości, zaczyna się natomiast wykształcać regulacja zewnętrzna, na którą dziecko nie ma wpływu.
Drugim ważnym etapem jest wczesne dzieciństwo i okres przedszkolny/szkolny. Również wówczas dzieci muszą jeść w wyznaczonych przez dorosłych godzinach. Do tego dochodzi wprowadzanie do diety słodyczy i, co gorsza, stosowanie ich jako nagrody – lub ich odmawianie w ramach kary. Często rodzice poprzez jedzenie i słodycze starają się okazywać dzieciom miłość lub wyrównywać jej brak. Może to prowadzić do wykształcenia się u dziecka mechanizmu regulowanego zewnętrznie, skłaniającego do myślenia o słodyczach jako o nagrodzie, np. za zjedzony obiad, za dobre sprawowanie, za spełnienie prośby rodzica. Skłania to również dziecko do oczekiwania od rodziców słodkości w ramach miłości rodzicielskiej. Nieświadomie więc rodzice wprowadzają do diety dziecka dodatkowe, zbędne i puste kalorie, które ostatecznie rozregulowują wewnętrzny mechanizm samokontroli. Zostaje on zastąpiony regulacją za pomocą bodźców takich jak nastrój, relacje rodzinne, wyznaczone pory jedzenia, nagradzanie jedzeniem.
Nie bez znaczenia jest także przyzwolenie na spożywanie gazowanych, słodkich napojów oraz jedzenie niezdrowych przekąsek, np. chipsów, cukierków, ciastek, popcornu itp. w określonych sytuacjach, takich jak oglądanie telewizji czy  granie na komputerze. Błędem jest również podawanie na drugie śniadanie słodkich bułek, pączków, batonów, chipsów i napojów słodzonych.

Wolny czas…

Elementem pogłębiającym trudności z utrzymaniem odpowiedniej wagi jest sposób spędzania przez dzieci wolnego czasu. Jak on wygląda? Coraz częściej spędzany jest przed telewizorem, Playstation, komputerem. Zamiast spędzania czasu z kolegami na wolnym powietrzu – wspólnych zabaw, grania w piłkę, jazdy na rowerze itp., nasze dzieci grają w gry online, każdy w swoim domu, ewentualnie komunikując się przez Skype’a i inne aplikacje do tego służące. Nie mają więc miejsca ani czasu na spalanie nadmiaru spożywanych kalorii.
Wszystkie te czynniki prowadzą do systematycznego zwiększania wagi dziecka, wykształcenia niewłaściwych nawyków żywieniowych, rozregulowania mechanizmu głodu i sytości, a finalnie mogą powodować otyłość w dorosłości.
Foto: flikr.com/thelotuscarroll

Kategorie
odżywianie naturalne

3 przepisy na koktajle na bazie mleka roślinnego (przepis na mleko kokosowe)

Przeczytaj: 10 powodów, dlaczego nie warto pić mleka

1. Koktajl bananowy

Składniki:

  • 2 dojrzałe banany (najlepiej ekologiczne)
  • szklanka mleka roślinnego (np. migdałowego, kokosowego, owsianego, jaglanego)
  • 1 łyżeczka prawdziwej wanilii

Wszystkie składniki wkładamy do blendera. Miksujemy około minuty. Gotowe.

Przepis na domowe mleko migdałowe: Jak przygotować mleko migdałowe.

2. Koktajl jabłkowy

Składniki:

  • 2 jabłka z usuniętymi gniazdami nasiennymi
  • 1 awokado
  • 1/4 szklanki orzechów np. włoskich, laskowych
  • 1 łyżeczka prawdziwej wanilii
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki imbiru
  • 1/8 łyżeczki mielonych goździków
  • 2 szklanki mleka migdałowego
  • 1/4 szklanki wody

Jabłka i awokado kroimy w kostkę. Orzechy siekamy. Wszystkie składniki umieszczamy w blenderze. Miksujemy około 2 minuty. Jeśli koktajl jest zbyt gęsty, dolewamy więcej wody.

3. Koktajl marchewkowy

Składniki:

  • sok wyciśnięty z 4 marchewek
  • 2 dojrzałe banany (najlepiej ekologiczne)
  • 1 szklanka domowego mleka kokosowego
  • 3 daktyle bez pestek
  • 1 szklanka miąższu pozostałego po przygotowywaniu mleka kokosowego
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 szklanki dowolnych orzechów, np. laskowych, włoskich, nerkowca

Marchewki przepuszczamy przez sokowirówkę, orzechy siekamy. Wszystkie składniki umieszczamy w blenderze. Miksujemy do momentu uzyskania gładkiej, kremowej konsystencji.

Przepis na mleko kokosowe

Składniki:

  • 200 g wiórków kokosowych
  • 1,2 l wody

Przygotowanie:

Wiórki wkładamy do garnka i zalewamy przegotowaną lub mineralną wodą. Odstawiamy na noc. Rano podgrzewamy mniej więcej do 60 stopni, czyli na tyle ciepło, aby parzyło w palce. Masę blendujemy przez kilka minut, następnie przelewamy przez sito wyłożone gazą. Wiórki porządnie odciskamy. Mleko kokosowe przechowujemy w lodówce, w szczelnie zamkniętej szklanej butelce. Przed użyciem potrząsamy energicznie butelką.

Kategorie
wychowanie

Dlaczego wychowanie i edukacja seksualna są potrzebne?

Dzięki psychologii rozwojowej i uznaniu seksualności jako integralnej części każdego człowieka dostrzeżono potrzebę przekazywania rzetelnych treści seksualnych dzieciom oraz osobom z niepełnosprawnością intelektualną.
Pierwszymi osobami, które przekazują wiedzę seksualną swoim dzieciom są rodzice. Wiedza ta powinna być dostosowana do wieku dziecka. Dzieci poprzez obserwację uczą się zachowań seksualnych, na początku podstawowych – okazywania sobie czułości, obdarzania się miłością. W kolejnych latach informacje z zakresu seksualności będą dodatkowo czerpać od rówieśników i specjalistów, np. podczas z zajęć z wychowania do życia w rodzinie. Proces wychowania i edukacji seksualnej będzie trwał, przyjmując różne formy.

Wychowanie i edukacja seksualna są potrzebne, ponieważ:

  • akceptacja i zrozumienie własnej seksualności oraz realizowanie się w sferze seksualnej dają szczęście,
  • uczą wyrażania uczuć i rozpoznawania własnych emocji,
  • przekazują wiedzę dotyczącą zasad higieny osobistej i dbania o własne ciało,
  • wskazują na dobre relacje międzyludzkie,
  • uczą jak rozmawiać z rodzicami, a potem przyszłymi partnerami, o kwestiach dotyczących seksualności,
  • uczą asertywnych zachowań,
  • pozwalają zrozumieć zmiany zachodzące podczas dojrzewania,
  • pokazują jak budować związki oparte na odpowiedzialności i miłości,
  • chronią przed niechcianą ciążą i aborcją w oparciu o wykorzystaną wiedzę z zakresu antykoncepcji,
  • pokazują jak czerpać radość z własnej seksualności,
  • wskazują na rzeczywisty obraz relacji seksualnych,
  • dają wiedzę na temat własnej cielesności (znajomość własnej anatomii i fizjologii),
  • pokazują mechanizmy chroniące przed treściami pornograficznymi,
  • wskazują negatywne zjawiska i chronią przed nimi (np. cyberseks, sexting itp.),
  • informują o zachowaniach seksualnych, które są zakazane przez prawo,
  • chronią przed pedofilią, nadużyciami seksualnymi i gwałtem,
  • pokazują stereotypy płciowe i role społeczne związane z daną płcią,
  • uczą zasad partnerstwa,
  • przekazują wiedzę na temat profilaktyki chorób np. nowotworowych,
  • pozwalają dostrzec i zrozumieć własne potrzeby seksualne,
  • uczą wartościowania postaw i zachowań innych ludzi,
  • pozwalają zachować zdrowie seksualne (wiedza o ochronie przed chorobami przenoszonymi drogą płciową i zakażeniem wirusem HIV).

Jakość życia seksualnego wpływa na ocenę udanego życia i poczucia szczęścia, dlatego bardzo istotne jest, aby dorosły człowiek potrafił w sposób dojrzały realizować potrzeby związane z własną seksualnością. Edukacja seksualna może stanowić ważny czynnik na drodze zdobywania tych kompetencji.
Prawo do informacji z zakresu seksualności oraz prawo do edukacji seksualnej to prawa wynikające z Deklaracji Praw Seksualnych. Prawa seksualne przynależą każdemu człowiekowi – w tym dzieciom, nastolatkom i osobom z niepełnosprawnością intelektualną.
Polecana literatura:

  • „Edukacja seksualna”, Zbigniew Lew-Starowicz, Alicja Długołęcka
  • Deklaracja Praw Seksualnych

Foto: flikr.com/hamedmasoumi

Kategorie
zdrowie

Dieta, jako jeden z elemetów holistycznego podejścia do zdrowia

Za każdą z nich stoją silne argumenty za i przeciw, badania naukowe, doświadczenia wielu osób, które ją stosowały. Już wiemy na pewno, co wybrać dla naszych bliskich, co będzie dobre. Niestety – za moment nowe wiadomości burzą nasz spokój. I co tu zrobić, jak skutecznie poruszać się w gąszczu, często sprzecznych informacji?
Jedni stawiają na warzywa i kasze plus białe mięso ryb. Inni krytykują ten pomysł mówiąc, że kasze to gluten, rośliny to pestycydy, a ryby to zanieczyszczone morza. Więc jednak może mięso – ale przecież mięso zakwasza, do tego ma kompletnie zaburzone proporcje kwasów omega 6 do omega 3, hormony, antybiotyki i stres! Drążymy więc temat dalej. A może dieta dostosowana do grupy krwi? Tylko czy to nie jest zbyt upraszczające, żeby 7 miliardów indywidualności podzielić na 4 kategorie żywieniowe, a przy tym żywić je tym samym co powyżej: zbożami, warzywami, owocami i mięsem, tyle że w różnych proporcjach? To może jednak zostać przy tym sposobie odżywiania co do tej pory? Tylko dlaczego dzieci tak często chorują, no i skąd te alergie? A przy tym same nie zawsze czujemy się dobrze…

Czy jest coś, czego można się trzymać, coś, co na pewno będzie służyć zdrowiu?

Próbując odpowiedzieć na to pytanie doszłam do wniosku, że najważniejsze jest zachowanie równowagi kwasowo-zasadowej oraz wyeliminowanie pokarmów, które nas uczulają.
Sposób, w jaki się odżywiamy i żyjemy, sprzyja zakwaszeniu organizmu, a tym samym procesom chorobotwórczym. Czynników, które prowadzą do zakwaszenia jest wiele. Jednym z nich jest nieprawidłowe żywienie, na które składają się:

  • spożywanie zbyt dużej ilości produktów kwasotwórczych, (takich jak cukier, biała mąka, mięso, nabiał, produkty zbożowe, używki), a za mało zasadowych (takie właściwości mają warzywa, kiszonki, owoce);
  • jedzenie w pośpiechu i niedostateczne przeżuwanie pokarmu (dokładne mieszanie pokarmu ze śliną zmniejsza jego kwasowość);
  • spożywanie produktów wysokoprzetworzonych, pozbawionych wartościowych witamin, minerałów, białek i enzymów (oleje rafinowane, chipsy, chrupki, wędliny, nabiał smakowy, konserwy, gotowe półprodukty);
  • spożywanie napromieniowanych owoców i warzyw z marketów, ale również podgrzewanie żywności w mikrofalówkach;
  • naszprycowana chemią żywność – żeby serek ze szczypiorkiem wytrzymał kilka tygodni bez fermentacji, musi mieć w sobie chemię, która będzie ten proces blokować.

Jednak możemy się świetnie odżywiać, a i tak czuć się niezbyt dobrze. Żywność nie załatwi wszystkiego, to byłoby zbyt proste. Aby zadbać o zdrowie, trzeba znaleźć odpowiedni dla siebie sposób radzenia sobie ze stresem, trudnymi emocjami, niwelować wpływy skażonego środowiska, ograniczyć promieniowanie z urządzeń w naszych domach, zadbać o codzienny ruch, odrzucić niepotrzebne lekarstwa, a także pomyśleć, czy robię w życiu to, co podnosi mój poziom energii, czy też wyłącznie ją pochłania.
Jeśli rzeczywiście zależy nam na zdrowiu naszej rodziny, to pożywienie jest jednym z elementów bardziej skomplikowanej układanki. Wewnętrzna, głęboka motywacja, aby to co robię służyło zdrowiu mojemu i mojej rodziny jest tym, co z pewnością będzie nam sprzyjać. Zaufajmy sobie!  Zapewne nie unikniemy błędów, ale dzięki temu mamy szansę rozwinąć wiedzę bezcenną – naszą intuicję.
Foto: flikr.com/qmnonic

Kategorie
recenzje

HookLoop

T-shirt ma ponad 100 lat! Popularność osiągnął w okresie I wojny światowej, kiedy był podstawą garderoby żołnierzy. W kulturze popularnej pojawił się dzięki Marlonowi Brando i Jamesowi Deanowi i swoją mocną pozycję utrzymuje do dziś. W 1939 roku w koszulkach wystąpili mali aktorzy grający w filmie „Czarodziej z Krainy Oz”. Dziś koszulki noszą wszyscy. Poza gwarancją wygody, często są także formą manifestu.

HookLoop1

T-shirty lubią dorośli i dzieci

Zwykły biały lub czarny t-shirt pasuje niemal na każdą okazję. To podstawa garderoby dzieci i dorosłych. Współczesna koszulka jest formą przekazu. Hasła czy grafiki na koszulkach odzwierciedlają nasz charakter, nastrój, pokazują co lubimy, co jest dla nas ważne.

Twórcy marki HookLoop szukali sposobu na zrobienie czegoś, co będzie kolorową filozofią życia, którą każdy z nas może kreować i tworzyć w sposób dokładnie taki, na jaki ma ochotę. Tak powstały T-shirty oraz bluzy dla dzieci, które dzięki haftowanym aplikacjom przyczepianym do odzieży za pomocą rzepu wyglądają świetnie i dają możliwość kreatywnej zabawy z elementem edukacyjnym.

Hook to haczyk, loop to pętelka

Dlatego haftowane aplikacje przyczepiane do odzieży za pomocą rzepu nazywamy Hookami. Hooki dobierasz osobno, w zależności od własnych upodobań. Hooki to literki, cyferki i obrazki, dające ogromną ilość możliwości kreatywnej zabawy z elementem edukacyjnym. Hooki mogą być okrągłe lub prostokątne, możesz dobierać je pod kształt swoich loopów lub tworzyć własne kombinacje. Uwierzcie, tworzenie koszulki to świetna zabawa i bardzo poważna sprawa.

HookLoop2

Moja sześcioletnia córka podeszła do projektu z dużym zaangażowaniem. Koszulka od HookLoop jest wyjatkowa, córka nie ma drugiej takiej w swojej (dużej) szafie. Z radością obserwuję, jak projektuje napis na T-shircie, zastanawia się, w którym miejscu przyczepi Hooka. Nawet nie podejrzewałam, że moda może ją interesować, choć oczywiście lubi decydować, co na siebie włoży. Jednak co innego wybierać koszulkę w sklepie, a co innego ją projektować. Bazę stanowi bawełniany T-shirt w dowolnym kolorze. Alicja wybrała niebieski – piękny, głęboki kolor. Na koszulce jest dziewięć kwadratów – rzep, do których przyczepiamy Hooki. Rzepy, czyli Loopy, wydają się być niezniszczalne. Zniosły setki odklejeń i przyklejeń, mają za sobą kilka prań. Ich jakość pozytywnie mnie zaskoczyła. Kiedy pomysły się wyczerpią, można dokupić nowe Hooki i zabawa zaczyna się na nowo, a „stara” koszulka rozpoczyna nowe życie. Cenię też to, że ubrania są wyprodukowane w Polsce.

hookloop

O HookLoop:

  • Oryginalne rzepowe aplikacje dają możliwość kreowania własnego, niepowtarzalnego wzoru na ubraniach. Rzepy sprawiają, że HookLoop to nie tylko oryginalna odzież dziecięca, ale również zabawka edukacyjna.
  • Loopy, czyli części rzepu przyszyte do ubrania, występują w kilku wariantach. Możemy wybierać z trzech kolorów i dwóch kształtów. Hooki dobieramy osobno, w zależności od własnych upodobań. Hooki to literki, cyferki i obrazki.
  • Odzież dziecięca HookLoop szyta jest wyłącznie z polskich dzianin! Ubrania te są bardzo wysokiej jakości, łatwe w praniu.
  • Wszystkie dzianiny posiadają certyfikat jakości Öko-Tex Standard 100 w klasie I. Dotyczy to także nici.
  • Koszulki i bluzy są dostępne w rozmiarze od 116 do 140. Cena koszulki to 59,9 zł, a bluzy – 89.9 zł.
Kategorie
odżywianie naturalne

5 warzyw, które lepiej smakują zimą

Jedzenie produktów sezonowych jest dla nas korzystne. Nasz organizm dobrze je trawi, co jest szczególnie ważne zimą, kiedy organizm ciężko pracuje, by utrzymać ciepło i spalić energię. Poza tym sezonowe zwykle znaczy świeże, a oznacza to, że warzywo czy owoc nie spędza kilku tygodni w chłodni, by potem trafić do warzywniaków i do naszych kuchni.

Warto pamiętać, że transport importowanych produktów sporo kosztuje oraz zanieczyszcza środowisko. Dlatego jeśli tylko to jest możliwe – warto kupować warzywa produkowane lokalnie. I choć czasem trzeba włożyć w to wiele trudu – warto!

5 warzyw, które lepiej smakują – i są świeże – zimą.

  1. Jarmuż – to odmiana kapusty, na którą sezon zaczyna się zwykle w grudniu, po pierwszych przymrozkach. Wtedy to jego liście stają się delikatne i chrupkie. Jarmuż może bez żadnych zabezpieczeń przezimować na tak zwanej roli, czyli w ziemi, i to bez konieczności stosowania chemicznych środków ochrony roślin. Jarmuż odznacza się niesamowitą odpornością na działanie warunków atmosferycznych, więc mróz mu niestraszny! Ma mało kalorii, mnóstwo witaminy A, witaminy C, witaminy E, witaminy K, a także antyoksydantów, wapnia, żelaza, miedzi. Szkoda, że nadal dość trudno spotkać go w warzywniakach.
  2. Brukselka – znów warzywo z rodziny kapustowatych. Sezon na nią trwa od jesieni do wczesnej wiosny. Małe, zielone główki pełne są błonnika i soli mineralnych. Zawierają m. in. żelazo, sód, potas, wapń, magnez, cynk, fosfor, mangan, witaminę C, liczne witaminy z grupy B oraz beta-karoten, przetwarzany w organizmie na witaminę A. Dostarczają też sporo kwasu foliowego. Przymykamy oko na wady brukselki, czyli niezbyt przyjemny zapach i właściwości wzdymające, na które mamy sposób – wystarczy użyć odpowiednich przypraw i ziół.
  3. Cykoria endywia – to kuzynka sałaty, ale ma od niej więcej witaminy C i składników mineralnych. Niestety, w Polsce to nadal dość słabo znane warzywo. Być może przyczyna się do tego gorzkawy smak cykorii. Ale to własnie on nadaje warzywu dodatkowe prozdrowotne działanie. Spożywanie liści endywii wpływa korzystnie na nasze procesy trawienne. Licie zawierają również sole potasu, wapnia i żelaza, łatwo przyswajalne białko i cukry oraz witaminy z grupy B i prowitaminę A. Zawartość witaminy C w cykorii wynosi średnio 40-50 mg/100 g świeżej masy, zaś u sałat zazwyczaj wynosi ona do 30 mg/100 g. Zbierana jest późną jesienią i zimą, ponieważ dobrze znosi przymrozki.
  4. Salsefia i skorzonera – to dwa podobne do siebie warzywa. Salsefia w smaku przypomina pietruszkę, natomiast skorzonera – szparagi. Korzeń obu warzyw ma lekko słodki smak, który wzmaga się, gdy wystawiony zostanie na działanie mrozu (następuje przemiana skrobii w cukier). Łatwo ciemnieją, dlatego warto je skropić cytryną lub octem dla zachowania jasnej barwy. Zawierają dużo potasu, kwasu foliowego, magnezu i fosforu. Polecane są także chorym na jelita i cukrzycę, gdyż zawiera inulinę, która uznawana jest za prebiotyk, a także chorym na nerki i wątrobę. To warzywa niezywykle sycące, idealne do przygotowywania zimowych potraw. Są dość trudno dostępne w Polsce, jednak jeśli dobrze poszukamy, to na pewno je znajdziemy. A warto!

Przepis na krupnik ze skorzonerą

Składniki:

  • 3 korzenie skorzonery
  • 2 marchewki
  • 2 pietruszki
  • 2 ziemniaki
  • biała część pora
  • szklanka kaszy pęczak
  • 2 liście laurowe
  • 3 ziarna ziela angielskiego
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka lubczyku (może być suszony)
  • łyżeczka majeranku
  • sól i czarny pieprz
  • 2 litry wody

Przygotowanie:

Warzywa obieramy, kroimy w plasterki, wrzucamy do garnka i dokładnie mieszając dusimy ok. 10 min. Dodajemy przyprawy, mieszamy. Kaszę płuczemy pod bieżącą wodą, dodajemy do warzyw. Wszystko dokładnie mieszamy, po kilku minutach dolewamy wodę. Gotujemy ok. 20 min. – do momentu, aż kasza będzie miękka. Doprawiamy zupę solą i pieprzem.

Skorzonera zawiera mleczny sok, który brudzi na czarno. Przy obraniu świeżej skorzonery pomocne będą rękawiczki. Obierając korzenie umieszczajmy je od razu w naczyniu z wodą z dodatkiem soku cytrynowego – dzięki temu nie będzie zmieniać koloru.

Foto: flikr.com/chiotsrun

Kategorie
wywiady

"Trudno o bardziej efektywną naukę". Rozmowa z Katarzyną Mitschke o szkole demokratycznej

Dlaczego zrezygnowałaś z pracy nauczyciela w szkole? Przecież ta praca była jak gwiazdka z nieba! W jednej z najlepszych prywatnych szkół w Krakowie!
Kiedy dostałam tę ofertę, byłam w siódmym niebie. Marzyłam o pracy nauczyciela, wydawało mi się, że jeśli tylko będę chciała, zapewnię dzieciom naprawdę dobrą edukację. Rzeczywistość była uderzająco inna – stopniowo docierało do mnie, że jakość edukacji zależy nie tylko od nauczycieli, ale również, w ogromnym stopniu, od systemu. Uwierał mnie on, bolał coraz bardziej. Czułam, że stawiając dzieciom oceny, szkodzę im. Odbieram przyjemność z poznawania świata, niepostrzeżenie włączam do wyścigu szczurów, uczę porównywania się z innymi. Czułam się źle, kiedy na dźwięk dzwonka musiałam odrywać dzieci od zajęć, którym oddawały się z pełnym zaangażowaniem. Zamiast wspierać ich motywację wewnętrzną i umiejętność koncentracji, przyzwyczajałam do wykonywania czynności pod dyktando innych i ignorowania własnych potrzeb i zainteresowań. Punktowy system oceniania zachowania dawał im przekaz, że aby być w porządku, muszą się podporządkować i nie wychylać. Ten system nie tylko nie pomagał dzieciom. On im w widoczny sposób szkodził.
Czy dzieci w tej szkole dobrze się uczyły i były grzeczne?
Tak. Bardzo dobrze się uczyły, były bardzo grzeczne. Tak bardzo, że czasem zapominały, kim są i co lubią.
Co pamiętasz ze swojej szkoły? Kiedy ty byłaś dzieckiem. Jaka jest to dla ciebie lekcja?
Lubiłam swoją podstawówkę. Nie ze względu na to, czego się w niej uczyłam – treść większości lekcji właściwie zatarła się w mojej pamięci – ważne było to, co działo się po lekcjach i między nimi. Mieliśmy wtedy czas na bieganie po boisku i podwórku, przestrzeń do podejmowania samodzielnych decyzji i uczenia się, jak sobie radzić z ich konsekwencjami. Robiliśmy to, co naprawdę nas interesowało. To była prawdziwa nauka. W liceum już nie było na to czasu – uczyliśmy się “do matury”. Nie “o świecie”, tylko właśnie – do testu. Najcenniejsze, co wyniosłam z tamtego czasu, to przyjaźń, która trwa do dziś. Ale ona z testami nie miała nic wspólnego.
Nie ma chyba większej “jazdy bez trzymanki” niż szkoła demokratyczna. Dlaczego akurat taki pomysł/system/filozofia?
Nie nazwałabym szkoły demokratycznej “jazdą bez trzymanki”. Wprost przeciwnie, wszyscy pasażerowie trzymają się mocno – samych siebie i innych ludzi. Szkoła demokratyczna to przede wszystkim miejsce autentycznego spotkania. Relacje dają bezpieczeństwo. Wsparcie mentorów, czyli dorosłych, którzy doskonale znają swoich uczniów, mają dla nich czas i potrafią nawiązać kontakt, pozwala dzieciom odkrywać świat we własnym tempie, w sposób, który najlepiej odpowiada ich wyjątkowym zdolnościom. Trudno zatem o bardziej efektywną naukę. Trudno też o lepsze miejsce do uczenia się życia, odkrywania swojego w nim miejsca, swoich pasji i swojego niepowtarzalnego zadania do wykonania.
kasia-mitschke
A co przywiozłaś z wizyty w Stanach i tamtejszych szkołach demokratycznych?
Najcenniejszą lekcją, którą tam otrzymałam, było to, że każda szkoła demokratyczna jest inna. W każdej są bowiem inni ludzie – a ostateczny kształt szkoły jest tworzony przez konkretną społeczność, konkretne osoby, które w niepowtarzalny sposób wchodzą w relacje z innymi, mają różne predyspozycje i potrzeby i podejmują decyzje dotyczące codziennego funkcjonowania w tej grupie, w tym miejscu i czasie.
Wraz z innymi nauczycielami założyłaś Szkołę Demokratyczną w Krakowie. Czy rodzice są na takie przedsięwzięcie gotowi?
To trudne pytanie. Najprościej mogę powiedzieć, że niektórzy są gotowi, niektórzy nie wiedzą, czy są, a inni chcieliby i boją się. Mówię oczywiście o rodzicach, którzy są w ogóle zainteresowani taką formą edukacji dla swojego dziecka. Jak każda nowa idea (choć właściwie nie taka nowa – szkoły demokratyczne istnieją na świecie od prawie stu lat), także i ta budzi wiele pytań. Rodzice, którzy zdecydowali się zapisać do nas dzieci, podjęli decyzję o zaufaniu do dziecka i dorosłych, którzy je otaczają. W pewnym sensie podejmują ją codziennie od nowa. Mogą przy tym liczyć na wsparcie społeczności, czyli pozostałych rodziców oraz mentorów. Jest też wiele osób, które rozważają dołączenie do nas i już teraz uczestniczą w niektórych naszych działaniach. Obserwują, zadają pytania, przyglądają się sobie i nam. Mam poczucie, że ten czas – jak i ostateczna decyzja – są bardzo ważne dla całej rodziny.
Czy szkoła demokratyczna w jakimś wymiarze przypomina szkołę tradycyjną?
Na pewno jest znacznie więcej różnic niż podobieństw. Coś je jednak łączy: na przykład to, że w obu tych miejscach spotykają się dzieci z dorosłymi, choć w zupełnie innych relacjach. W jednej i w drugiej ważna jest nauka – ale ona również wygląda zupełnie inaczej tu i tu.
Jak wygląda wasz dzień… pracy, zabawy?
Praca i zabawa czasem niczym się nie różnią! Trudno też opisać typowy dzień szkolny, bo każdy wygląda inaczej. Spróbuję jednak. Spotykamy się rano, rozpoczynamy krótkim, 15-minutowym zebraniem, podczas którego każdy mówi o tym, co chciałby robić w danym dniu. Później… cóż, zaczynamy to robić. Razem, w małych grupach, indywidualnie… Czasem wielkie rzeczy dzieją się niepostrzeżenie. Dla mnie niezwykłe było niedawno uświadomienie sobie, jak wiele dzieje się w atmosferze swobodnego bycia razem, pozornego “nicnierobienia”. Któregoś dnia mojej pracy w szkole zadzwonila do mnie przyjaciółka. Pod koniec rozmowy padło pytanie: – A tobie jak mija dzień? – Leniwie, odpowiedziałam. Radośnie i lekko. Wypiłam pół kawy, ułożyłam dwie łamigłówki przestrzenne, nastroiłam gitarę, stanęłam na rękach, porozmawiałam z dziećmi i drugą mentorką o zwyczajach żywieniowych i możliwych motywacjach frutarian i witarian, o tym, co oznacza dla nas bycie częścią łańcucha pokarmowego, przypomniałam sobie, co to są saprofagi, czego nie lubię w antropocentryzmie, co dobrego dają światu dżdżownice, jak zbudowane są cząsteczki wody, tlenu i dwutlenku węgla i jak przebiega fotosynteza. Przeczytałam też przepiękną książeczkę po angielsku i chwilę towarzyszyłam dzieciom w robieniu trójwymiarowych modeli cząsteczek różnych substancji chemicznych. Wszystko to miało miejsce w ciągu 3 godzin. Dopiero zapytana uświadomiłam sobie, jak wiele zrobiłam – cały czas miałam wrażenie, że po prostu miło spędzam czas w gronie przyjaciół i uważnie towarzyszę dzieciom, jestem dla nich dostępna.
A czy dzieci uczą się czegoś w tradycyjnym rozumieniu tego słowa?
Masz na myśli naukę z podręczników, zapamiętywanie faktów i rozwiązywanie zadań? Tak, to też ma miejsce (śmiech). Czasem po prostu siadamy z książką i “przerabiamy” materiał. Więcej jest jednak tej nauki “mimochodem”, w stanie flow, nauki niemal niezauważalnej. Dla nieuważnego obserwatora większość czasu w szkole to “po prostu” zabawa. Gramy w RPG, na gitarze, śpiewamy, rozmawiamy, gotujemy, rysujemy… Planujemy spacery i zakupy, czytamy, sprzątamy. To właśnie nasza nauka. Trudno wyliczyć umiejętności, jakie dzieci zdobywają w ten sposób: uczą się decydować o swoim czasie i zaangażowaniu, rozmawiać i podejmować decyzje w sytuacjach konfliktu potrzeb, wyrażać swoje myśli, emocje i potrzeby właśnie. Uczą się, jak brać pod uwagę drugiego człowieka, nie tracąc przy tym siebie. Ale także – jak przeliczyć ilość składników na pizzę i pieniędzy na zakupy, jak korzystać z urządzeń elektrycznych, jak działają prawa fizyki i dlaczego, jakich lekcji udziela nam historia i co kryją w sobie słowa – nasze własne, XX-wiecznych prozaików i XVII-wiecznych dramatopisarzy. Można się też nauczyć, jak jest zrobiony stół, jak się opiekować psem, czym się różni utwór literacki od adaptacji filmowej i od czego zależy wartość artystyczna dzieła. Jak policzyć pole prostokąta, porozumieć się po polsku, angielsku i na migi, gdzie jest wyspa księcia Edwarda i jak się żyło w czasach komunizmu. Tematów jest tyle, ile przynosi ich życie oraz doświadczenia i zainteresowania każdej z osób obecnych w szkole – czy to jest 6-latek, czy bardzo już dorosły człowiek.
A jeśli nie chcą się uczyć i na przykład cały dzień chcą grać w Minecrafta? Mogą? Tak bez limitów?
Mogą. Uczą się przy tym korzystać z nowych technologii, strategicznie planować swoje działanie i rozważnie korzystać z zasobów, które mają. Rozwijają także wyobraźnię przestrzenną. Doświadczają stanu flow i poczucia kontroli. To wszystko są ważne umiejętności! Minecraft daje także możliwość swobodnego, bezpiecznego fantazjowania na temat swojego życia, tego, co można z nim zrobić. Wszystko jest w rękach gracza. W “realu” dzieci doświadczają na co dzień wielu ograniczeń związanych z tym, że są dziećmi właśnie. Te ograniczenia są bardzo ważne – ale ważne jest też to, że w świecie wirtualnym grając mogą “popróbować” niezależności. Co do limitów jednak – gdyby ktoś całkiem się zatracił w grze i nie uczestniczył w życiu społeczności, z całą pewnością nie będzie pozostawiony sam sobie. Jeśli nawet dzieci spędzają dużo czasu przed ekranem, są w relacji z innymi – uczestniczą w zebraniach społeczności, rozmowach, wycieczkach… U nas nie są same, nie są anonimowe. Przygotowując się do pracy w szkole mierzyłam się z tematem korzystania przez dzieci z komputera. Bałam się głównie uzależnień. Uspokoił mnie znajomy, psycholog, założyciel jednej ze szkół demokratycznych w Polsce – sam niegdyś uzależniony od grania. Przypomniał, że jeśli ktoś uzależnia się od komputera, to źródłem tego uzależnienia wcale nie jest komputer. Dziecko, które dobrze się czuje w otaczającym je świecie, ma wsparcie i kontakt ze swoimi potrzebami, jest na uzależnienie niejako “zaszczepione”. Potwierdzenie tych słów obserwuję na co dzień swojej pracy.
Kiedy patrzysz na waszą szkołę, dzieci, waszą pracę – co widzisz?
Dużo książek, telefonów i poduszek! (śmiech). Widzę ludzi, którzy coraz bardziej ufają sobie samym i innym. Ciekawych świata, uważnych na innych. Widzę dużo uśmiechu, zaciekawienia, rozluźnienia, a czasem smutek, złość, nudę, rozterki wewnętrzne. Słyszę rozmowy. Widzę swoich przyjaciół i miejsce, które stało się jak drugi dom. Widzę też gości, którzy wchodzą i biorą głęboki oddech. Odprężają się, zadomawiają, nie chcą wychodzić.
Czy dla polskiej szkoły i obecnego systemu edukacji jest nadzieja?
Zawsze jest. Po pierwsze, w oddolnych inicjatywach rodziców, którzy są uważni na potrzeby swoich dzieci. Po drugie, w mądrej realizacji niedawno wprowadzonych zmian ustawowych – dają one nauczycielom znacznie większą swobodę co do form i sposobów realizacji podstawy programowej, umożliwiają rezygnację ze stawiania ocen cząstkowych na rzecz opisowej informacji zwrotnej. Nauczyciele nie muszą też zadawać prac domowych – to ważne, bo dzieci często są zwyczajnie przeciążone. Te narzędzia w ręku mądrych dyrektorów i nauczycieli dają duże możliwości. To dobry kierunek. Potrzebujemy jeszcze znacznie mniejszych klas i inwestowania w nauczycieli, którzy często wykonują tytaniczną, dobrą pracę. Szkoła musi być miejscem, w którym relacje międzyludzkie są dla dziecka sygnałem, że jest ważne, mądre i godne szacunku, a świat jest fascynującym miejscem, które warto poznawać, a nie tylko uczyć się o nim z podręcznika.
Foto: flikr.com/34547181@N00