Kategorie
ekowiadomości

6% populacji jest uzależnione od internetu

Około 420 milionów ludzi cierpi z powodu Internet Addiction (IA), czyli w dużym skrócie – uzależnienia od Internetu. O IA mówi się jeszcze niewiele, ale nazywa się je „zaburzeniem troski” i zalicza do grupy zaburzeń nerwowych oraz chorób psychicznych takich depresja. To problem, który za kilka, a może kilkanaście lat może stać się globalnym, dlatego już teraz naukowcy szukają rozwiązania i odpowiedniej terapii.

Badania wykazały, że częstość występowania uzależnienia od Internetu różni się w zależności od rejonu świata. Przykładowo, w północnej i zachodniej Europie uzależnionych jest niewielu (2,6%) w porównaniu z Bliskim Wschodem – tam odsetek ten wynosi aż 10.9%. W badaniu naukowcy z Uniwersytetu w Honkongu wzięli pod uwagę dane zebrane od ponad 89.000 osób w 31 krajach. Badacze zwracają szczególną uwagę na czynniki związane z większą częstością występowania uzależnienia od Internetu i opisują wpływ tego uzależnienia na jakość życia tych osób.

Źródło: delhidailynews.com; online.liebertpub.com
Foto: flikr.com/european_parliament

Kategorie
ekowiadomości

„BPA-free” już nie wystarczy

Rośnie świadomość społeczeństwa na temat toksyczności BPA, co jednocześnie powoduje spadek zainteresowania producentów tym materiałem. Częściej stawiają oni na podobne chemicznie związki, których toksyczność zwykle nie jest jeszcze zbadana. W rezultacie konsumenci kupując produkty „BPA-free” niejednokrotnie są wprowadzani w błąd – nie ma wprawdzie BPA, ale są jego nowe pochodne.

Najnowsze badania wskazują, że BPA obecny w puszkach oraz plastikowych butelkach na żywność i napoje może podnosić ciśnienie krwi. Substancja ta zakłóca działanie hormonów w organizmie, m.in. estrogenu. Jednak w praktyce niekorzystne oddziaływanie Bisfenolu odczujemy dopiero za kilka lat, przez które nadal będziemy narażeni na kontakt z tym tworzywem.

W badaniu naukowców z Korei Południowej, którego wyniki opublikowano w czasopiśmie Hypertension, wzięło udział 60 uczestników, których część piła mleko sojowe z butelki z BPA, a część z butelki szklanej wolnej od BPA. Dwie godziny później naukowcy zmierzyli ciśnienie krwi i zbadali parametry życiowe badanych oraz pobrali od nich próbki moczu. Wszystko po to, by oszacować poziom obecności BPA w organizmie badanego. Okazało się, że po wypiciu napoju z dwóch butelek z BPA w składzie, mocz badanych zawierał 16 razy więcej chemikaliów niż mocz osób, które piły mleko ze szklanych butelek. Znacząco wzrosło też ciśnienie krwi (to jeden z czynników powodujących choroby serca) u osób z pierwszej grupy. Naukowcy wciąż badają związek BPA i hormonów, ponieważ podejrzewają, że właśnie w tej interakcji leży przyczyna szkodliwości BPA. Badanie przeprowadzono wśród niewielkiej liczby osób, dlatego naukowcy są dalecy od uogólnień, ale jak powiedział kierownik badań Yun-Chul Hong z Uniwersytatu w Seulu, wyniki są „ciekawe i niepokojące”.

Źródło: greenmedinfo.com; fertstert.org; hyper.ahajournals.org
Foto: flikr.com/diversey

Kategorie
niemowlę zdrowie

Jak dbać o prawidłową postawę ciała dziecka, cz.1. Pielęgnacja w pierwszym roku życia

Każdy rodzic chce dla swojego dziecka tego, co najlepsze. Jednak w natłoku informacji i dobrych rad, rodzice czują się coraz bardziej zagubieni… „Czy chodzik jest dla niemowlęcia dobry?”; „Czy kupować dziecku buty ponad kostkę, nawet letnie sandałki?”; „Chodzić z dzieckiem na basen? A może wystarczy plac zabaw?”… To tylko garstka wątpliwości, którym często towarzyszą niepokoje związane z rozwojem ruchowym i postawą ciała dziecka. Rozwój motoryczny (ruchowy) wydaje się dla opiekunów szczególnie ważny w pierwszym roku życia malca. Nic dziwnego, jest to bowiem czas najbardziej dynamicznych i widocznych gołym okiem zmian (z leżącego noworodka dziecko staje się chodzącym i wspinającym się na wszystkie meble brzdącem). Należy pamiętać jednak, że rozwój postawy ciała oraz doskonalenie umiejętności motorycznych dziecka (w tym koordynacji i równowagi) przypada na cały okres pierwszych 7 lat życia dziecka. Zatem niezwykle cenne i procentujące na kolejne lata życia jest zapewnienie dziecku optymalnych warunków do rozwoju przez cały ten okres. Co jednak oznacza pojęcie „optymalne warunki”? Na co zwrócić uwagę w pielęgnacji niemowlęcia, a na co w zabawach ze „starszakiem”? Jakich błędów unikać?
postawa-dziecka

Pielęgnacja od pierwszych dni życia dziecka

Ciało dziecka w okresie niemowlęcym jest bardzo wrażliwe i czułe na wszelkie „manipulacje”, które są na nim wykonywane. Podnoszenie i odkładanie maleństwa do łóżeczka, noszenie, przewijanie, ubieranie i rozbieranie, karmienie – wszystkie te czynności wykonywane są wielokrotnie w ciągu każdego dnia. Zostawiają one w maleńkim ciele „ślad sensoryczny”, ponieważ dotyk i równowaga to podstawowe zmysły, z pomocą których dziecko poznaje świat w pierwszych miesiącach życia. Zatem istotne jest, aby wykonywane były one pewnie, spokojnie i łagodnie. Niestety w stresie, pośpiechu lub codziennej rutynie łatwo o tym zapomnieć. Rodzice często wykonują te czynności w sposób dla nich wygodny i z pozoru prosty. Nie zdają sobie sprawy z tego, że ich ruchy każdego dnia wpływają na dojrzewający układ nerwowy ich pociechy. Warto jednak poświęcić tym czynnościom trochę czasu i uwagi.

O prawidłowej pielęgnacji niemowlęcia napisano już wiele książek – często zawierają one bardzo szczegółowe instrukcje prawidłowych technik podnoszenia, odkładania, noszenia dziecka, itd. Zapamiętajmy jednak ogólne, podstawowe zasady prawidłowej pielęgnacji niemowlęcia:

  • Wszystkie czynności przy dziecku wykonujemy w sposób symetryczny i naprzemienny. Przykładowo, należy starać się nosić dziecko raz na jednej, raz na drugiej ręce; podnosić obracając dziecko raz przez lewy, raz przez prawy bok. Należy również zapewnić niemowlęciu możliwość obserwacji świata ze wszystkich stron (np. co jakiś czas zmienić o 180° pozycję dziecka w łóżeczku).
  • Wszystkie czynności wykonujemy w sposób łagodny, pewny, celowy, ruchy opiekuna powinny być spokojne i płynne. Dziecko musi czuć się bezpiecznie w rękach opiekuna. Przykładowo, poczucie bezpieczeństwa daje dziecku ułożenie jego ciałka bokiem do kierunku ruchu podczas podnoszenia i odkładania go. Obrócenie dziecka na boczek przed podniesieniem go z łóżeczka czy przewijaka, daje mu bowiem możliwość lepszej „kontroli” nad sytuacją (dziecko może obserwować świat i tor ruchu). Taka „stymulacja” korzystnie wpływa ponadto na rozwój układu równowagi.
  • Przez pierwsze 3-4 miesiące unikamy pozycji pionowej dziecka.
  • Stopniowo zmniejszamy kontrolę nad ciałem dziecka w czasie pielęgnacji. Przez pierwsze 3-4 miesiące życia dziecka, należy podtrzymywać jego główkę podczas podnoszenia i noszenia. Z czasem jednak wskazane jest zmniejszanie tego oparcia. Dziecko musi mieć możliwość trenowania samodzielnej kontroli główki i tułowia przez wzmacnianie odpowiedzialnych za to mięśni.
  • Nie podnosimy dziecka za rączki lub nóżki oraz nie chwytamy pod pachami. Przykładowo podczas zmiany pieluszki, prawidłowe jest uniesienia pupy dziecka i obrócenie ciała na boczek, aby móc dokładnie wytrzeć pupę dziecka. Ciągnięcie do góry za nóżki dziecka może spowodować uszkodzenie delikatnych stawów biodrowych.

Rozwój dziecka w jego własnym tempie

Wielu rodziców z niecierpliwością wyczekuje kolejnych umiejętności ruchowych dziecka. Zaczytując się w tak dostępnych obecnie tabelach rozwojowych (o różnym, niestety, poziomie merytorycznym) oczekują zdobycia przez maleństwo kolejnych kamieni milowych w bardzo konkretnych terminach. Z „pomocą” przychodzą również życzliwi znajomi i rodzina, zasypując rodziców pytaniami: „Zaczął się już obracać?”, „Siedzi już samodzielnie?”, „Potrafi już chodzić?”… Niewątpliwie trzeba być czujnym i bacznie obserwować rozwój ruchowy dziecka, ponieważ jego znaczne opóźnienie lub brak harmonii może świadczyć o poważnych zaburzeniach rozwojowych. Nie można jednak popadać w skrajność i oczekiwać od dziecka „zaliczania” kolejnych umiejętności z zegarkiem w ręku. Każde dziecko ma swoje własne, niepowtarzalne tempo rozwoju. Bywają momenty, kiedy dziecko wydaje się „stać w miejscu”, bywają okresy dynamicznych zmian „z dnia na dzień”.

W rozwoju dziecka nic nie dzieje się przypadkowo. Matka Natura bardzo dobrze to wszystko zaplanowała. Okresy stagnacji są najczęściej wynikiem doskonalenia przez dziecko jakiejś innej umiejętności, czego jednak gołym okiem nie widać. Może się również zdarzyć, że układ nerwowy dziecka jest „przeciążony” dojrzewaniem innych struktur i ośrodków (np. mowy), zatem rozwój motoryczny chwilowo schodzi na dalszy plan. Zadanie rodziców jest tylko jedno – nie przeszkadzać. Nieuzasadnione, niewłaściwe „wtrącanie się” w rozwój niemowlęcia jest po prostu niepotrzebne i może być w dalszej perspektywie szkodliwe. Dziecko musi mieć czas na trening każdej aktywności, ponieważ z pozoru proste umiejętności są podstawą tych bardziej skomplikowanych (których ukoronowaniem jest chód). Nie przyspieszajmy więc rozwoju dziecka, starajmy się jak najmniej w niego ingerować. Im więcej czasu niemowlę spędzi w „parterze” (obracając się, pełzając i czworakując po podłodze), tym pewniej będzie czuło się w pozycji pionowej. Jego ruchy będą bardziej płynne, mięśnie silniejsze, kości i stawy przygotowane na kolejne obciążenia i wyzwania ruchowe. Damy tym samym dziecku podstawy do rozwoju pięknej sylwetki i uniknięcia w przyszłości nużących ćwiczeń korekcyjnych oraz wielu stresów związanych z wadami postawy ciała.

Zatem jakich błędów należy się wystrzegać?

  • Nie sadzać dziecka, zanim samo nie osiągnie umiejętności siadania. Wśród wielu rodzin pokutuje przekonanie, że dziecko półroczne powinno już samodzielnie siedzieć. Z dniem wybicia sześciu miesięcy dziecko jest, więc sadzane i nierzadko obkładane poduszkami, żeby się nie przewróciło. Pamiętajmy jednak, że umiejętność samodzielnego siadu niemowlę uzyskuje około 8. miesiąca życia! Nie robi tego wcześniej, ponieważ jego mięśnie, a przede wszystkim kręgosłup, nie są jeszcze gotowe na wyzwanie, jakim jest osiowe działanie siły grawitacji. Działająca w pozycji pionowej na niewydolny jeszcze kręgosłup dziecka siła grawitacji może przyczynić się do powstania asymetrii, co w przyszłości może skutkować postawą skoliotyczną. Nie zapominajmy również o poczuciu bezpieczeństwa dziecka – niemowlę najlepiej czuje się w pozycjach dla niego dostępnych i tylko w tych pozycjach jest w stanie eksplorować świat. Nie jest w stanie skorzystać z nienaturalnie przyjętej pozycji siedzącej, w której czuje się permanentnie zagrożone upadkiem. Sadzanie dziecka nie jest równoznaczne z siadaniem przez dziecko. Dziecko posadzone nierzadko później niż mogłoby zdobywa umiejętność samodzielnego siadania. Traci bowiem motywację do jej zdobycia – „skoro mnie posadzą, to po co mam się męczyć”;). Zdarza się ponadto, że zbyt wcześnie posadzone niemowlęta, którym dodatkowo wszystkie zabawki są podawane do rączki (bo przecież jeszcze nie potrafią raczkować), tracą motywację do ruchu.

  • Nie stawiać dziecka na nóżki i nie uczyć dziecka chodzenia. Więcej na ten temat w kolejnej części.

Foto

Kategorie
odżywianie naturalne

Przepis na domowy marcepan bez cukru

Zwykle kupujemy gotowy marcepan, który poza cukrem ma w swoim składzie inne substancje słodzące oraz konserwanty. Dlatego polecamy domowy marcepan w wersji z naturalną substancją słodzącą.

Marcepan bez cukru

Składniki:

  • 2 szklanki (400 g) mąki migdałowej, czyli zmielonych zblanszowanych migdałów
  • 3 łyżki syropu klonowego
  • 1 łyżka oleju migdałowego (ewentualnie kokosowego)

Przygotowanie:

W misce mieszamy przesianą mąkę migdałową (oczywiście będą w niej grudki, jednak te duże można rozdrobnić, by w marcepanie ich nie było) i naturalny słód – syrop klonowy. Dodajemy olej. Masę zagniatamy tak długo, aż będzie gładka. Składniki łączą się dość szybko, po około 1-2 minutach. Formujemy masę w dowolny kształt, np. cukierek, owijamy papier śniadaniowy i wstawiamy do lodówki. Przechowujemy w lodówce maksymalnie przez tydzień.

Zobacz: lowcarbsosimple.com

Kategorie
odżywianie naturalne

5 tradycyjnych, mniej znanych potraw wigilijnych

1. Wodzonka

W tradycyjnym śląskim domu w dzień Wigilii nie je się do czasu uroczystej wieczerzy. Gdy dzieci domagały się jednak czegoś do jedzenia, raczyło się je wodzonką, czyli zupą z czerstwego chleba, wody, masła i czosnku.

Składniki:

  • czerstwy chleb, najlepiej żytni razowy – ok. 1 do 2 kromek na osobę,
  • 2 szklanki wrzącej wody – może też być rosół czy bulion warzywny,
  • szczypta soli – np. różowej, himalajskiej,
  • ząbek czosnku,
  • pół łyżeczki świeżego masła.

Masło należy rozetrzeć z czosnkiem i solą aż do uzyskania jednolitej masy; chleb należy pokroić w kostkę. Masę maślano – czosnkową i chleb wkładamy do głębokiego talerza i zalewamy wrzątkiem lub wrzącym rosołem (bulionem). Czekamy, aż chleb wchłonie wodę lub rosół. Możemy dodać soli i pieprzu do smaku.

Ta prosta zupa ma cudowne właściwości oczyszczające przewód pokarmowy, dzięki zawartości czosnku – wspiera odporność i niszczy pasożyty (także grzyby czy pleśnie, które mogą mieszkać w jelitach). Dodatek razowego pieczywa sprawia, że wodzonka jest dobrym źródłem błonnika pokarmowego.

2. Makówki

Pierwszą potrawą, którą w wielu polskich domach należy zrobić w dzień Wigilii są makówki. Tradycyjnie podawało się je na deser, po kolacji wigilijnej.

Składniki:

  • 1 litr mleka migdałowego,
  • 200 g mielonego maku niebieskiego,
  • po 10 g – suszone morele, daktyle, figi, rodzynki,
  • 20 g orzechów włoskich,
  • czerstwa bułka orkiszowa lub chałka (plecionka) pokrojona uprzednio na kromeczki,
  • miód,
  • 3 łyżki świeżego masła,
  • wiórki koksowe i płatki migdałowe do ozdobienia.

Mleko migdałowe wlewamy do garnka, gdy zacznie się gotować wsypujemy mak, pokrojone w kostkę bakalie i gotujemy na bardzo wolnym ogniu, często mieszając, aż mak zgęstnieje i wchłonie całe mleko. To może zająć nawet dwie godziny. Musimy pamiętać o częstym mieszaniu makówek, gdyż mak lubi się przypalać. Gdy makówki zgęstnieją – dodajemy świeże masło i dosładzamy miodem. Wylewamy część makówek do miski, na ciepły jeszcze mak kładziemy kromeczki czerstwej bułki i znowu przykrywamy je masą makową – robimy tort, górną warstwę stanowi masa makowa. Dekorujemy makówki wiórkami kokosowymi lub płatkami migdałowymi. Podaje się je w temperaturze pokojowej.

Mak jest źródłem białka, błonnika oraz wapnia. Wspiera układ pokarmowy. Niestety – jest bardzo kaloryczny i zawiera sporo tłuszczu – dlatego należy jeść go z umiarem.

3. Siemieniotka

Już od listopada możemy spotkać się z reklamami barszczu instant, zupy grzybowej instant.. Tradycyjna, śląska zupa wigilijna to siemieniotka. Zupa, którą przygotowuje się kilka godzin, wielokrotnie zalewając i tłukąc tłuczkiem nasiona konopne.

Nazwa siemieniotka pochodzi od siemienia konopnego, które stanowi bazę potrawy. Siemię konopne według wierzeń dawało siłę, moc – ciała i ducha, na cały nadchodzący rok, a także na ciężką i srogą zimę, która przychodziła w styczniu i lutym.

W XXI wieku możemy kupić obłuskane nasiona konopi, dzięki czemu przygotowanie siemieniotki zajmuje mniej czasu, a nadal możemy się cieszyć bogatymi wartościami odżywczymi tej zupy.

Konopie są bogate w białko, we wspaniałe, antyzapalnie kwasy tłuszczowe z rodziny Omega 3, mają dużo wapnia, potasu, fosforu, magnezu. Budują układ odpornościowy. Regenerują błonę przewodu pokarmowego, wzmacniają perystaltykę jelit, oczyszczają organizm z toksyn.

Składniki:

  • 500 g łuskanych nasion konopi,
  • szklanka mleka, np. migdałowego,
  • 1 łyżka świeżego masła,
  • 1 pokrojona w kostkę cebula,
  • cukier trzcinowy,
  • sól himalajska,
  • pieprz czarny mielony,
  • 10 g zmielonej w młynku do kawy kaszy jaglanej,
  • 40 g kaszy jęczmiennej perłowej,
  • około jeden litr wody (można dać więcej, w zależności jak gęstą zupę chcemy uzyskać).

Konopie gotujemy w wodzie z dodatkiem szklanki mleka około pół godziny. Cebulę szklimy na maśle, dodajemy do konopi. W szklance wody roztrzepujemy mieloną kaszę jaglaną, tworząc zawiesinę, którą powoli i stopniowo wlewamy do zupy. Doprawiamy solą, cukrem i pieprzem do smaku. Często mieszamy. Podajemy z ugotowaną na sypko kaszą jęczmienną.

4. Moczka

W okolicach świąt, w tradycyjnych piekarniach często pojawia się w ofercie tak zwany „piernik do mocki”. Jest to piernik, który wykorzystuje się do dania mającego dwie odmienne odsłony – słodką i słoną. Tę słodką robi się z suszonych owoców i orzechów z dodatkiem piernika i czerwonego wina. Wspaniałe danie deserowe, rewelacyjnie smakuje schłodzone.

Składniki:

  • 4 szklanki kompotu z różnych owoców,
  • 5 dag płatków migdałowych,
  • 3 dag łuskanych orzechów włoskich,
  • 3 dag orzechów laskowych,
  • 5 dag rodzynek,
  • 5 dag suszonych moreli,
  • 5 dag suszonych śliwek,
  • 5 dag suszonych jabłek,
  • 20 dag piernika „do moczki” / jeżeli nie ma go w sprzedaży w waszej okolicy – można użyć toruńskich „katarzynek”, wtedy nie dodajemy czekolady pod koniec gotowania,
  • 1 obrana ze skórki mandarynka,
  • 1/3 tabliczki gorzkiej czekolady,
  • sok z połowy cytryny,
  • szklanka czerwonego, wytrawnego wina.

Czerstwy piernik należy pokruszyć i zalać szklanką zimnej wody. Kompot wlać do garnka, mocno podgrzać, dodać bakalie pokrojone w kostkę. Gotować pod przykryciem na małym ogniu, często mieszając (proces zajmuje ok. godzinę). Miękki piernik przetrzeć przez sito i dodać do garnka razem z wodą, w której się moczył. Gotować jeszcze 15 minut. Wrzucić kawałki czekolady, mandarynkę podzieloną „na uszka” , doprawić sokiem z cytryny oraz wlać szklankę czerwonego wina. Wyłączyć gaz. Mocka najlepiej smakuje schłodzona.

5. Sok oczyszczający

W pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia, można wypić rano, na czczo sok, który oczyści i zregeneruje przewód pokarmowy i przygotuje go na kolejne godziny ucztowania.

Składniki:

  • 2 marchewki,
  • pół dużego buraka,
  • 3 gałązki selera naciowego,
  • 1 jabłko.

Wszystkie składniki umieścić w sokowirówce. Pić świeży sok, ze względu na krótki czas trwania enzymów.

Kategorie
ekowiadomości

3 sposoby na recykling choinki

Polacy kupują ponad 6 mln choinek rocznie. Pięknie przystrojone drzewko dekoruje dom przez kilkanaście dni, czasem nawet do 3 tygodni. Ale co z nim zrobić, kiedy nie jest nam już potrzebne? Wyrzucenie do kosza na śmieci nie jest najlepszym rozwiązaniem. Zdejmijmy lampki, ozdoby, pierniczki i wybierzmy bardziej przyjazne dla środowiska rozwiązanie.

choinka

Daj je zwierzętom

Jeśli mamy duże podwórko, ścięte drzewko ustawmy w miejscu na uboczu, tak, by mogły z niego korzystać zwierzęta. Choinka to świetne schronienie dla ptaków i małych zwierząt. Jeśli macie na działce staw, można zatopić drzewo, aby skorzystały z niego wodne stworzenia i ryby. Inne rozwiązanie: pociąć drzewo i przygotować z niego ramę kompostownika.

Daj drzewku drugie życie

Jeśli dbasz o środowisko, możesz się również włączyć w akcję „Ciepło z natury”. Zebrane podczas akcji drzewka trafią do warszawskich elektrociepłowni jako zielone paliwo i wrócą do nas w postaci ekologicznie czystej energii cieplnej i elektrycznej. Zbiórka choinek rozpocznie się w czwartek, 8 stycznia 2015 r. Mobilny punkt odbioru odwiedzi wszystkie 18 dzielnic stolicy. W 2014 roku zebranych zostało 530 ton biomasy. To o blisko 130 ton więcej, niż w roku poprzednim. Podczas wszystkich dotychczasowych edycji akcji zebrano w sumie ponad 1700 ton ekologicznego paliwa. Taka ilość pozwala na ogrzanie przez cały rok około tysiąca mieszkań o powierzchni 60 metrów kwadratowych. Z kolei w Krakowie w zeszłym roku zbierano choinki, które następnie zostały rozdrobnione i posłużyły do obsypywania nowych sadzonek. Została także wyznaczona działka, na której można wsadzić choinkę, jeśli wybraliśmy tę w donicy.

Zmień przyzwyczajenia

W przyszłym roku, zamiast kupować drzewo, które zostało ścięte, wybierzmy jedną z wielu alternatyw (10 pomysłów na choinki domowej roboty). Można kupić choinkę w donicy i po świętach wkopać ją do gruntu. Pamiętajmy, że nie każda choinka w donicy nadaje się do późniejszego wysadzenia do gruntu. Odpowiednie do tego drzewko powinno mieć przede wszystkim długie, nieobcięte korzenie. Można również kupić nietoksyczne drzewko sztuczne albo przygotować choinkę hand made.

Kategorie
ciąża i poród

Jak nas straszą, czyli o porodzie w mediach

Czego media uczą o porodzie?

Że ciąża jest okropnym doświadczeniem. Że przez całą ciążę czujesz się źle, masz wilczy apetyt, a życie twojego partnera jest wyjątkowo nieznośne. A sam poród? Najczęściej odbywa się przez odejście wód płodowych, zazwyczaj w miejscu publicznym – na przykład supermarkecie. W rzeczywistości tylko u 15 proc. kobiet odejście wód płodowych na miejsce we wstępnej fazie porodu i zazwyczaj jest to wyciek, nie wytrysk. Przy czym wody płodowe sączą się najczęściej w nocy, kiedy kobieta odpoczywa w łóżku.

W filmach, tuż po odejściu wód płodowych, matka przechodzi w fazę intensywnego bólu, krzyczy i rozpaczliwie chwyta się partnera, który w panice stara się jej pomóc. W rzeczywistości poród rozpoczyna się powoli. Nie ma też konieczności pędzenia na sygnale autem do szpitala, bo kobiety zachęcane są do jak najdłuższego pozostania w domu.

Kobieta rodząca na filmie pozbawiona jest swojego ubrania, położona na szpitalnym łóżku i otoczona przez ludzi zachęcających okrzykami do parcia („Push!, Push!, Push!”). W rzeczywistości poród przechodzi kilka faz, w których rodząca może być aktywna i ostatecznie odbyć się w różnych pozycjach, np. wertykalnej. W medialnym obrazie cała akcja jest wyjątkowo dramatyczna – wreszcie dziecko się rodzi, choć efekt jest taki, że wygląda to, jakby zostało uratowane z ekstremalnie trudnej sytuacji.

Medialny obraz buduje przekonanie społeczne

Wszechobecna medykalizacja, przedstawianie porodu jako czegoś, co przekracza możliwości rodzącej, buduje w kobietach nastawienie niesprzyjające naturalnemu podejściu do tego procesu. Medialny obraz nakręca spiralę porodowych lęków i, co ważne, buduje społeczne przekonanie o drastyczności tego wydarzenia. Przekaz ten trafia do dziewczynek (przyszłych kobiet rodzących), które traktują go jak opis sytuacji i w ten sposób zaczynają postrzegać – jako wydarzenie niebezpieczne i wymagające medykalizacji.

Najważniejsze dla kobiety w ciąży jest odłączenie się od tego krzywdzącego przekazu i pogłębienie wewnętrznego kontaktu z intuicją, ciałem, kobiecością i seksualnością. Wewnątrz – wiemy co robić. Zostałyśmy do tego stworzone. Kontakt z tą pierwotną częścią nas pozwoli, by poród toczył się zgodnie ze swoim odwiecznym rytmem. Warto go postrzegać jako normalną, fizjologiczną czynność. Część naszej natury.

https://www.youtube.com/watch?v=cNau7llwJO0

Źródło: truemidwifery.com

Kategorie
wywiady

Rozmowa o mleku krowim i roślinnym

Iza Czarko-Wasiutycz: Michasiu, powiedz mi proszę, a właściwie nie mnie, tylko czytelnikom, jakie są główne argumenty za tym, żeby nie spożywać mleka zwierzęcego i jego przetworów? Mówi się o tym coraz głośniej. Ja mleka krowiego nie używam na co dzień od wielu lat i to był przełom w moim samopoczuciu i jakości życia.
Michalina Ściboska: Witaj Iza, dziękuję za ponowne zaproszenie do Dzieci Są Ważne. Temat mleka jest przedmiotem wielu sporów. Jedni z nas nie wyobrażają sobie życia bez dziennej porcji tego produktu, choćby w kawie, płatkach śniadaniowych, o innych produktach na bazie mleka nie wspominając. Dla mnie głównym argumentem na „nie” jest ten, że wapń zawarty w mleku wcale nie wchłania się do układu kostnego oraz fakt, że krowy dające mleko są faszerowane antybiotykami. Również wiedza o procesach jakim jest poddawane mleko krowie, zanim trafi na mój stół, skutecznie mnie od niego odzwyczaiła. Idąc dalej, mleko jest produktem zakwaszającym, ochładzającym i zaśluzowującym ludzki organizm.
michalina-sciborska
I. Cz.-W.: Jakie zdrowotne konsekwencje wiążą się z tymi biochemicznymi reakcjami, które zachodzą w naszym organizmie pod wpływem mleka? Produktu, który jak powiedziałaś, zakwasza, czyli osłabia naszą odporność, wychładza, co też nas osłabia i zaśluzowuje, co powoduje konkretne skutki dla naszego organizmu.
M. S.: Nie chciałabym wchodzić tutaj w medyczne dyskusje, nie jestem lekarzem i nie śledzę najnowszych wyników badań, a te zmieniają się z miesiąca na miesiąc. Jednak z tego, co wiem, nadmiar mleka krowiego (a dokładniej białka, które zawiera ono w dużych ilościach) w diecie prowadzi do takich chorób jak kwasica, osteoporoza, próchnica oraz do wielu nietolerancji na tle trawienia. 
I. Cz.-W.: To ja podam trochę danych, bo poszperałam…
Mleko krowie zawiera ponad 40% więcej białka niż mleko ludzkie. A przy okazji, mleko ludzkie dzieci trawią do momentu, do którego funkcjonuje grasica. Jest to gruczoł znajdujący się w górnej części klatki piersiowej, osiągający wagę ok. 30-40 gramów, który rozwija się najwyżej do 3. roku życia, a potem wskutek włączania funkcji immunologicznych w innych częściach organizmu, w tym też rozwoju gruczołów płciowych, zanika. Czytałam o tym w opracowaniach kilku lekarzy – wiem to od dawna, ale na potrzeby naszej rozmowy chciałam się podeprzeć konkretnymi danymi, które znalazłam miedzy innymi w opracowaniu lek. Pauliny Jurek na stronie medonet.pl.
No dobrze, a jak to wygląda od strony hodowli przemysłowej? Od jakich zwierząt mamy te hektolitry mleka i jaką one za to płaca cenę? O tym aspekcie spożywania nabiału również jest ostatnio coraz głośniej…
M. S.: Osoby, które myślą, że biały produkt kupowany przez nie w sklepie jest prawdziwym mlekiem, bardzo się mylą. Mleko dostępne w sklepach nazwałabym produktem mlekopochodnym, ponieważ coś, co jest naturalne i prosto od krowy, nie ma prawa posiadać ponad rocznego czasu gwarancji, nie ma prawa być odtłuszczone czy dotłuszczone, o innych procesach nie wspominając. Zwierzęta, które są hodowane „na mleko” często żyją w strasznych warunkach, są tuczone bardzo złej jakości karmą (np. modyfikowaną soją, pszenicą, której przecież nie chcemy jeść)… Są też faszerowane antybiotykami, żeby nie chorowały, a później zabijane, często w bestialski sposób, i przerabiane na tak samo złej jakości wędliny, które kupujemy w supermarketach lub na stoiskach garmażeryjnych.
I. Cz.-W.: Jakie ma to konsekwencje, szczególnie dla zdrowia dzieci?
M. S.: Antybiotyki, o których wcześniej wspomniałam, zawsze są obciążeniem – zarówno dla organizmu dziecka, jak i dorosłego. W procesie pasteryzacji w mleku zabijane są wszystkie bakterie, które jednak nie są z niego usuwane, tylko „martwe” nadal w nim pływają. To samo dotyczy pozostałości po antybiotykach, one po prostu pozostają w “mleku”. Do tego dochodzą problemy z trawieniem – organizm dziecka po zakończonym karmieniu piersią po prostu przestaje wytwarzać enzymy potrzebne do prawidłowego trawienia mleka.
I. Cz.-W.: …odpowiada za nie wspomniana przeze mnie wcześniej grasica.
M. S.: Dlatego mleko jest dużym obciążeniem dla układu pokarmowego i immunologicznego dziecka, dla jego –  jeszcze nie całkiem rozwiniętych – jelit. Karmiąc dzieci mlekiem już od najmłodszych lat zaczynamy je obciążać, a jak wiemy, nasza odporność bardzo mocno wiąże się z funkcjonowaniem układu pokarmowego. W medycynie chińskiej mówi się wręcz, że jelita są centrum człowieka. Efektów nie widać od razu, pamiętajmy, że na swoje choroby pracujemy całe życie.
I. Cz.-W.: Michasia, czy to prawda, że jak się odstawi mleko, to wypadną dzieciom, czy nawet nam, dorosłym, wszystkie zęby, albo naszym pociechom wyrosną takie z nasiloną próchnicą, a starsi ludzie będą częściej chorować na choroby wynikające z odwapnienia układu kostnego?
M. S.: To kompletna nieprawda! Świadczą o tym choćby badania prowadzone na dzieciach na diecie wegetariańskiej i wegańskiej. Wszystko zależy od dobrze zbilansowanej diety bogatej w warzywa, strączki, zboża oraz orzechy. Życie bez mleka jest dużo zdrowsze i lżejsze dla naszych organizmów.
I. Cz.-W.: OK. To jak można dostarczyć sobie i dzieciom takich ilości wapna, jakie są nam potrzebne, żeby odpowiednio funkcjonować? To jest częste pytanie rodziców, kiedy dowiadują się ode mnie, że ja i moja piątka dzieci nie pijemy mleka i one, moje dzieci, nigdy go nie piły. Co ty mogłabyś poradzić?
M. S.: Zacznijmy od tego, że „takie ilości wapnia” nie są nam aż tak potrzebne, jak przyjęło się uważać. Wapń znajduje się praktycznie w każdej roślinie i naturalne pożywienie roślinne jest w stanie dostarczyć naszemu organizmowi jego wystarczającą ilość. Główną przyczyną niedoboru wapnia jest powszechnie stosowana wysokokwasowa dieta. Najsilniej zakwaszają organizm m.in. produkty mleczne, co z kolei powoduje wypłukiwanie z niego związków mineralnych, w tym też wapnia. 
I. Cz.-W.: Jaka jest najlepsza alternatywa dla mleka krowiego w kuchni? Mleko krowie zazwyczaj jest składnikiem naleśników, placków, ciast i sosów, dodatkiem do musli, a w końcu używamy go do kawy, z którą wielu osobom trudno byłoby wziąć rozwód.
M. S.: Alternatywą są rzecz jasna mleka roślinne, które można zrobić praktycznie ze wszystkiego. Niektóre z nich są od klasycznego mleka dużo smaczniejsze, a jeżeli mowa o wapniu, są i takie, które mają go o wiele więcej od tego krowiego. Weźmy choćby mleko sezamowe. Do tego jest to wapń w postaci, która jest dla człowieka przyswajalna! Jeżeli chodzi o zamienniki, to w zależności od tego, do czego chcemy użyć mleka, wybieramy to, które będzie się najlepiej nadawać. Najpopularniejsze jest sojowe, ale w grę wchodzi także ryżowe, migdałowe oraz moje ulubione kokosowe, z którego można zrobić np. przepyszną bitą śmietanę. 
mleko-roslinne
I. Cz.-W.: A propos przyswajalności to znowu ciut poszperałam, żeby odświeżyć swoją wiedzę merytoryczną na potrzeby naszej rozmowy.
I tak: według Amerykańskiego Stowarzyszenia Dietetycznego dobrym źródłem wapna są produkty roślinne właśnie, ale jest kilka czynników, na jakie trzeba zwracać uwagę, i przyswajalność jest oczywiście w czołówce wśród tych czynników. W przypadku zielonych warzyw ważna jest mała ilość szczawianów w nich zawartych – hamują one wchłanialność wapnia do organizmu. Przyswajalność wapna z sezamu, migdałów czy nasion fasoli wynosi według opracowań 21% do 27%, ale z mleka sojowego wzbogaconego węglanem wapnia już na poziomie 30-35%. Szukając informacji w internecie znalazłam też badania amerykańskie wykazujące wchłanialność wapnia z wody na poziomie ok. 30%, co oznaczałoby, że przy sporządzaniu mleka roślinnego dobra woda mineralna zwiększa szanse przyswojenia odpowiednich ilości wapnia. Ginny Messina, konsultantka dietetyczna z Nuttrition Matters w Seattle, sporządziła tabelkę przyswajalności wapnia z produktów roślinnych, pokazując ilość danego produktu w stosunku do ilości wchałanianego do organizmu wapnia. Zainteresowanych i tych, którzy lubią operować konkretnymi cyframi odsyłam do jej publikacji – można ją na przykład powiesić na lodówce.
A jak to wygląda cenowo? Mleko roślinne – migdałowe, sojowe, zbożowe, owsiane jest znakomitym zamiennikiem, ale w sklepie litr takiego mleka kosztuje 3 albo 4 razy tyle, co litr mleka krowiego. Czy jest jakiś sposób, żeby mieć pyszne mleko roślinne, nie wydając na nie fortuny?
M. S.: Jeżeli chodzi o mleka roślinne kupowane w kartonach, to niejednokrotnie zawierają one takie same trujące i podtrzymujące „świeżość” dodatki (o cukrze nie wspominając), jak mleko krowie. Serdecznie zachęcam do robienia mleka roślinnego samodzielnie, wtedy koszty takiego napoju spadają minimum o połowę, potrzebujemy tylko składnika bazowego oraz dobrej wody. 
I. Cz.-W.: No i dobrego miksera! Kiedyś już na łamach Dzieci Są Ważne mówiłaś o tym, że w zdrowej kuchni inwestycja w dobry mikser zaoszczędza nam czasu i finansów, bo wiele produktów i półproduktów możemy wtedy zrobić sami, zamiast je kupować w sklepie. Czy możesz podać jakiś łatwy przepis na mleko roślinne, np. migdałowe? Takie będzie odpowiednie i do musli, i do naleśników.
M. S.: Bazą mleka roślinnego jest zawsze produkt, z którego chcemy je otrzymać, w ilości ok. połowy szklanki na dwie szklanki wody. Najpierw musimy namoczyć nasze migdały, słonecznik, sezam, soję, ryż, czy czego tam chcemy użyć, następnie wszystko dokładnie zmiksować z wodą i przecedzić przez gazę. Można użyć innych „maszyn” do produkcji mleka roślinnego, takich jak maszyny wysokoobrotowe czy np. specjalne maszyny do mleka roślinnego. O tym można by napisać osobny artykuł, tak spore jest to zagadnienie.
I. Cz.-W.: A które mleka Ty lubisz najbardziej i co z nich wyczarowujesz?
M. S.: Lubię wszystkie! Każde z nich ma inny smak. Odkrywanie różnych rodzajów mleka roślinnego oraz ich właściwości było dla mnie fajną kulinarną przygodą. Z mleka migdałowego powstają pyszne ciasta, sojowego można użyć prawie do wszystkiego (słodkich jak i wytrawnych dań). Dużym zaskoczeniem okazało się słonecznikowe, bardzo kremowe, ale moim ulubionym jest chyba kokosowe. Wszechstronne w zastosowaniu, kremowe, bogate w tłuszcze i pięknie pachnące.
I. Cz.-W.: A ja kocham kawę według pięciu przemian z mlekiem migdałowym o smaku waniliowym z cynamonem.
M. S.: Kawę, o której mówisz, też uwielbiam i robię ją sobie codziennie, w szczególności teraz, kiedy za oknem panuje już zima.
I. Cz.-W.: Bardzo ci dziękuję za tę wiedzę i rozmowę. Niech płynie w świat do ludzi szukających zdrowia i zabawy w kuchni, kochających zwierzęta i siebie samych.
MICHALINA ŚCIBORSKA – promotorka zdrowia, absolwentka Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Wrocławskiego, kierunku public relations, z pasji i zamiłowania ekspertka zdrowego żywienia. Do niedawna pracująca w korporacji, obecnie zajmuje się prowadzeniem bloga kulinarnego dzikinasladowca.blogspot.com, gdzie promuje zdrowy styl odżywiania oraz swoje domowe produkty spożywcze przygotowywane na zamówienie. Współprowadzi wykłady i warsztaty gotowania, promuje i wspiera naturalny oraz ekologiczny styl życia oraz odżywiania.

Kategorie
ekowiadomości

Rozmowa – wspiera rozwój mózgu dziecka!

Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku wykazały, że dzieci potrzebują czegoś więcej niż zabawki interaktywne, by zaspokoić swoje potrzeby intelektualne, emocjonalne i fizyczne. Potrzebują słów – piosenek, rymowanek, opowiadań, swobodnych pogadanek, bajek na dobranoc.

Rozmowa z dzieckiem to nie tylko wspieranie rozwoju języka (słownictwa), ale też całego mózgu. Kiedy rodzic nawiązuje dowolną werbalną interakcję z dzieckiem, połączenia neuronalne w rozwijającym się mózgu ulegają wzmocnieniu. Co ciekawe, słowa płynące do dziecka z telewizora, radia czy słuchawki telefonu nie działają w taki sposób jak te wypowiadane bezpośrednio, w bliskim kontakcie. I kolejna ciekawostka, która płynie z obserwacji badaczy – dzieci z rodzin o średnich i niskich dochodach słyszą w ciągu pierwszych czterech lat swojego życia średnio o 30 milionów słów mniej niż dzieci z rodzin bardziej zamożnych. Co więcej, w domach rodzin o niskich dochodach dzieci częściej słyszą słowa negatywne, są zniechęcane do działania, podczas gdy w rodzinach o wyższym statusie ekonomicznym jest odwrotnie.

Olbrzymie różnice widoczne w stylu komunikacji w zależności od statusu społeczno-ekonomicznego rodziny mają ogromny wpływ na rozwój dziecka. Atmosfera i kontakty panujące w domu są kluczowe dla owocnego gromadzenia doświadczeń z dzieciństwa. Nie potrzeba nam na to dowodów naukowych – wystarczą własne doświadczenia.

Źródło: Opinionator.blogs.nytimes.com, Centerforeducation.rice.edu
Foto: flikr.com/jakecaptive

Kategorie
recenzje

Akcesoria do samochodu My cover story

My cover story to polska firma tworzona przez dwie projektantki oraz krawcowe, które szyją torebki i funkcjonalne przedmioty do do samochodu. Ideą projektu jest tworzenie produktów spersonalizowanych, nadających wnętrzu samochodu niezwykłego charakteru. Czym inspirują się projektantki? Światem – tym, co nas otacza, najnowszymi trendami w modzie, a także ponadczasowym stylem, naturą czy polskim folklorem.

my-cover-story7

Auto z charakterem

Produkty od My cover story naprawdę umilają podróż. W jaki sposób? Po pierwsze, pozwalają oswoić podróżującym zwykle surowe i szare wnętrze auta. Po drugie, nadają mu charakteru – akcesoria są szykowne, a zarazem bardzo praktyczne. Poza tym to my decydujemy o ostatecznym wyglądzie pokrowca czy organizera. Możemy wybierać spośród kilkunastu tkanin i dopasować wygląd wnętrza samochodu do naszych preferencji, nastroju czy pory roku.

my-cover-story8

Bagietka, organizer w formie kosmetyczki, pokrowce na siedzenia i foteliki dziecięce

Produkty tworzone przez My cover story przygotowywane są z myślą o podróżach autem, tych dalszych i całkiem bliskich. Bliżej poznałam bagietkę „Oranżada z Bąbelkami” oraz nowość, „Łowicki folklor” – organizer na pieluszki i chusteczki dla dzieci w formie kosmetyczki. Od razu zakochałam się w organizerze. Wzór – absolutnie genialny. Jakość wykonania – fantastyczna.

my-cover-story1

Rozmiar dopasowany do wielkości opakowań chusteczek oraz pieluszek jedno- i wielorazowych. Jest niewielkich rozmiarów, a pomieści pieluszkę wielorazową wraz z wkładem czy kilka jednorazowych oraz pełne opakowanie chusteczek nawilżonych, których w domu staram się nie używać, za to w podróży bywają niezastąpione. Kosmetyczka zmieści się do maminej torby czy plecaka, schowka w samochodzie. Swobodnie zapinam kosmetyczkę – przy guziku jest elastyczna gumka, która dopasowuje się do grubości kosmetyczki po jej wypełnieniu. Organizer piorę często, w aucie szybko może się zabrudzić. Kolejne prania w pralce znosi bardzo dzielnie.

my-cover-story2

Bagietka zapinana jest pasami samochodu. Miałam nadzieję, że nada się dla córki, która jeździ w foteliku z grupy wagowej 15-36 kg, jednak montaż bagietki do takiego fotelika nie jest możliwy. Dlatego najczęściej korzysta z niej pasażer jadący na siedzeniu obok kierowcy lub na tylnej kanapie. Bagietka jest miła w dotyku (poszycie z 100% bawełny, wypełnienie z antyalergicznej włókniny silikonowej, całą poduszkę można prać w pralce), ma odpowiednią grubość, dobrze dopasowuje się do sylwetki dorosłej osoby zapiętej w pas bezpieczeństwa. Co ważne, mocowanie poduszki nie ogranicza funkcjonalności pasów bezpieczeństwa. W kieszonce chowam telefon lub odtwarzacz mp3. Ale główną funkcją bagietki jest umilanie snu podczas podróży. Poduszka wypełniona jest silikonowym wkładem, który zapewnia doskonałą wentylację powietrza, dzięki czemu głowa nie poci się podczas snu. Sprężystość wypełnienia sprawia, że jest bardzo wygodnie. I ten kolorowy wzór…

my-cover-story3

Z kolei córka korzysta z bagietki w inny sposób – chowa do kieszonki w bagietce swoje skarby, np. notesy, chusteczki do nosa, lalkę. Dzięki temu małe przedmioty nie przemieszczają się bezwładnie po wnętrzu auta.

my-cover-story4

Poznajcie pokrowce i akcesoria od My cover story bliżej! Zaprojektujcie własny pokrowiec na fotele do samochodu, na fotelik dziecięcy, autokosmetyczkę. Zajrzyjcie na mycoverstory.pl.