Kategorie
odżywianie naturalne

Przetwory owocowe bez białego cukru

Czytając składy dżemów dostępnych na sklepowych półkach, można złapać się za głowę. Na początek kilka informacji z etykiet:

  1. Wyprodukowano z 40 g owoców na 100 g produktu – należy zastanowić się, co stanowi to pozostałe 60 g. Najczęściej jest to cukier albo syrop glukozowo-fruktozowy, substancje zagęszczające i woda.
  2. Cukier albo syrop glukozowo-fruktozowy – warto zwrócić na to uwagę, zwłaszcza w dżemach niskosłodzonych. Produktów z syropem glukozowo-fruktozowym należy zawsze bezwzględnie unikać.

przetwory-owocowe-bez-cukru

Ciekawa jest również sytuacja, kiedy producenci chwalą się tym, że dżem jest w 100% owocowy i dodają informację, że na 100 g dżemu użyto 100 g owoców. Skład takich dżemów zazwyczaj wygląda obiecująco, jednak jest jedna rzecz, która daje do myślenia. Podczas robienia przetworów w domu z 400 g owoców otrzymamy ok. 200 g gotowego wyrobu – już po dodaniu pektyny i środka słodzącego (w moim przypadku ksylitolu albo fruktozy). Czyli po wysmażeniu i odparowaniu ilość owoców zmniejsza się o połowę. Może więc zastanawiać, w jaki sposób produkuje się dżem, jeśli ze 100 g owoców otrzymuje się 100 g dżemu, a reklamowany jest jako w 100% z owoców.

Wniosek nasuwa się jeden – jeśli chcemy mieć 100% pewności, że nasz dżem jest zdrowy, trzeba zrobić go samemu.

Czy warto robić przetwory w domu?

Robienie przetworów jest czasochłonne, a jeśli nie mamy owoców z własnego ogrodu, może wcale nie okazać się tańsze niż kupienie dżemu w sklepie. Zawsze jednak trzeba zadać sobie pytanie, czy nie jest najważniejsze, żeby produkt, który stawiamy na stole, był wysokiej jakości.

Dżem bez białego cukru

Cukier w dżemie oprócz dodania smaku ma za zadanie przede wszystkim konserwować. Jeśli z cukru rezygnujemy lub decydujemy się na jego zamienniki (np. robiąc przetwory dla diabetyków, osób na diecie przeciwgrzybiczej lub na diecie niskokalorycznej), trzeba stosować kilka ważnych zasad:

  • owoce muszą być bardzo dokładnie przebrane. Trzeba wyeliminować te, które są nawet delikatnie nadpsute lub obtłuczone,
  • higiena przede wszystkim – wszystkie łyżki, garnki, słoiki i nakrętki muszą być dokładnie wysterylizowane,
  • nie wolno próbować przetworów kilka razy tą samą łyżeczką. Enzymy zawarte w ślinie mogą przyspieszyć psucie, poza tym możemy przenieść na łyżeczce zanieczyszczenie,
  • pasteryzacja do podstawa. Można pasteryzować w piekarniku lub w wodzie, jednak musi to być zrobione dokładnie.

Ksylitol, fruktoza czy w ogóle bez cukru

Cukier w przetworach można całkowicie pominąć. Warunkiem jednak jest wówczas bardzo dobre wysmażenie owoców (najlepiej smażyć je przez dwa dni, po kilka godzin, często mieszając). W ten sposób możemy zrobić np. powidła śliwkowe, morelowe.

Dżem z fruktozą – fruktoza ma swoich zwolenników i przeciwników, jednak ma ogromną przewagę nad cukrem – używamy jej mniej i ma niższy indeks glikemiczny, dlatego dżemy z fruktozą są dobre dla diabetyków. Cukier można także zastąpić ksylitolem. Przeczytaj: Ksylitol – cukier, który wzmacnia organizm.

Foto

 

Kategorie
wywiady

Edukacja żywieniowa dziecka zaczyna się w domu. Rozmowa z Michaliną Ściborską

Rozmowa z Michaliną Ściborską – promotorką zdrowia i autorką bloga kulinarnego dzikinasladowca.blogspot.com.
dziki-nasladowca
Izabela Czarko-Wasiutycz: Michasiu, jak weszłam pierwszy raz na twojego bloga Dziki Naśladowca, chciałam tam pozostać już na zawsze. Pyszne wegańskie (i nie tylko) przepisy, ciasta bez cukru i białej mąki, pyszne zupy, informacje związane z żywieniem dzieci w żłobkach i przedszkolach. Dla mnie, mamy piątki dzieciaków, od zawsze dbającej o to, co wkładam do garnka… raj. A na dodatek piękna i apetyczna oprawa graficzna…
Powiedz, proszę, skąd pomysł na bloga o zdrowym gotowaniu, skąd taka pasja, a nie np. zbieranie znaczków?
Michalina Ściborska: Iza, w pierwszej kolejności bardzo dziękuję za tyle miłych słów i zaproszenie do Dzieci są ważne, miejsca, które niejednokrotnie odwiedzałam w celu poszerzenia swojej wiedzy nt. odżywiania, nie tylko dzieci.
Opowiem wszystko po kolei. Znaczki kiedyś zbierałam… ale to było dawno temu. A skąd pasja do zdrowego gotowania? Zaczęło się od tego, że kiedy wyszłam za mąż, a byłam wtedy jeszcze na studiach i zaczęłam swoją własną przygodę z gotowaniem, w ciągu roku przytyliśmy wraz z mężem w sumie 18 kg i stanowiliśmy znakomity przykład ofiar syndromu młodej pani domu. W domu mojej mamy nigdy nie zajmowałam się gotowaniem, dlatego było to dla mnie nowe odkrycie. Będąc przykładną żoną, starałam się, żeby na stole codziennie znalazł się obiad z dwóch dań, deser, obfite śniadanie i kolacja. Kiedy postanowiłam, że czas się za siebie wziąć, okazało się, że tak naprawdę to ja nie mam zielonego pojęcia, jak powinno się zdrowo jeść i co to w ogóle znaczy. Schudnąć było łatwo, ale utrzymanie wagi oraz zdrowia to był całkiem inny temat (zdrowe odżywianie nie ma nic wspólnego z ciągłym odchudzaniem się). Tak zaczęła się moja przygoda ze zdrowym jedzeniem, która zamieniła się w pasję i miłość do tworzenia zdrowych i odżywczych posiłków. Gdy zaczęłam się dowiadywać coraz więcej na temat tego, jak powinniśmy jeść oraz co się kryje w żywności gotowej, sprzedawanej w marketach, nie było już odwrotu.
I. Cz.-W.: To, że biały cukier i biała mąka są niezdrowe i zakwaszają organizm, wie już wielu ludzi. To, że nawyki żywieniowe kształtują się od pierwszych podawanych zupek przecieranych i wyglądu talerza, też wiemy. A jak ty zachęciłabyś mamy, które często kupują w pośpiechu słoiczki, mamy, które mają na głowie pracę zawodową, pranie, ukochanie i sprzątanie przy małym człowieku, do zrobienia czegoś zdrowszego niż szybki kotlet z ziemniakami?
M. S.: Myślę, że czytelniczki Dzieci są ważne to wiedzą, ale co z innymi? Z moich doświadczeń i obserwacji nawet najbliższego otoczenia wynika, że wiedzieć nie znaczy przejmować się i praktykować. Mało kto myśli o tym, że przyzwyczajenia żywieniowe dzieci kształtują się w pierwszych latach ich życia, że jedzenie, które podajemy im dzisiaj, kiedy mają zaledwie parę miesięcy lub lat będzie tym, które świadomie wybiorą w wieku dorosłym. Pośpiech i stres to obok cukrzycy i dolegliwości sercowych najpowszechniejsze choroby naszych czasów, ale jak powiedzieć mamie pracującej na cały etat, mającej na głowie dom i wychowującej dziecko, że jest „chora” i powinna zwolnić? Czasem się po prostu nie da. Czasem nie da się zrobić wszystkiego i z tym także warto się pogodzić – zdarzy się dzień, że ten słoiczek uratuje nam życie.
dziki-nasladowca2
Jednak w pozostałe dni pomóc nam może dobrej jakości sprzęt domowy, który może nie jest tani, ale uwierzcie mi, że bardzo ułatwia życie, a możliwości ratalne w tej chwili są naprawdę duże. Dlatego zamiast w nowy telefon czy telewizor warto zainwestować w sprzęt, który wpłynie na skrócenie czasu poświęconego na własnoręczne przygotowywanie jedzenia. Obecnie na rynku jest mnóstwo garnków, wysokoobrotowych maszyn miksujących, które mają m.in. możliwość gotowania na parze itp. A wtedy możemy dużo mniejszym kosztem sami przygotowywać słoiczki z warzyw czy owoców zrobionych na parze i trzymać je lodówce.
I. Cz.-W.: Jak duże według ciebie w żywieniu znaczenie ma jego wygląd i pasja, jaką w nie wkładamy? Według mnie pasja w gotowaniu to 100% sukcesu. Co ty na to?
M. S.: Hmm, ciężko powiedzieć. Wydaje mi się, że nie każdy musi czuć pociąg do gotowania, aby to robić. Poniekąd wiem, że niektórych z nas ono kompletnie nie interesuje i nie mają z niego żadnej satysfakcji. I to wcale nie jest złe, tak po prostu jest.
Obecnie obserwujemy dwa nurty. Z jednej strony młodzi ludzie „wracają” do kuchni i wszystko robią samodzielnie, co nie mieści się w głowach choćby ich rodzicom, którzy kiedyś byli zmuszeni do tego, aby przygotowywać wszystko od podstaw – taka kostka rosołowa w latach 80., kiedy w Polsce nie było niczego, była dla naszych mam wybawieniem. Podobnie ze słodyczami oraz innymi gotowcami, jak zupki w proszku lub gotowe sosy. Pamiętasz boom na zupki chińskie? Czy był w Polsce ktoś, kto ich nie jadł? Wtedy nikt nie mówił o tym, że są niezdrowe, ważne było to, że można zrobić coś szybko i z niczego. Podobnie było w Stanach Zjednoczonych w latach 60. – gotowe jedzenie odgrzewane w mikrofalówkach i trend jedzenia przed telewizorem był luksusem klasy wyższej. Dopiero teraz wiemy, co sobie zafundowaliśmy, żyjąc w ten sposób.
Z drugiej strony jest duża grupa osób, które poświęcając większość swojego czasu pracy oraz życiu poza domem, we własnej kuchni używają tylko czajnika, a nawet kawę serwują sobie w drodze do firmy. Dlatego tak ważne jest, żeby i te osoby mogły zjeść zdrowo i świadomie na mieście, a w markecie kupić może i gotową, ale nie naszpikowaną chemią i sztucznymi dodatkami żywność. Myślę, że wszystko rozbija się o edukację żywieniową, która w naszym kraju, ale zresztą na świecie również, jest praktycznie żadna. Uważam, że już w podstawówce powinno się nas uczyć, jak jeść. Może wtedy więcej z nas odczuwałoby radość z gotowania…
I. Cz.-W.: Co z białym cukrem i białą mąką? Są droższe od mąki razowej i ksylitolu. A warzywa naświetlane w supermarketach, tańsze od tych z pobliskiego bazarku? Te w molochach sprzedażowych są przy okazji czystsze, czyli dla wielu osób zdrowsze, bo umyte.
M. S.: Prawd jest tyle, ile sytuacji. W supermarketach dużo częściej mamy do czynienia z żywnością GMO, a poza tym, tak jak mówisz, w supermarkecie zakupy robi się dużo szybciej i łatwiej. Wiele osób kończy ponadto pracę dawno po zamknięciu bazarków, które nie są dla pracujących na pełen etat. Jaka jest moja recepta? Metoda mniejszego zła. Jednym słowem, lepiej jeść warzywa i owoce z supermarketów, niż w ogóle ich nie jeść. Często są to mimo wszystko produkty dobrej jakości, tyle że mniej świeże od tych z warzywniaków. Drugi sposób jest taki, żeby odszukać na trasie do domu warzywniak, który jest otwarty dłużej i można w nim na przykład płacić kartą. Jest ich wbrew pozorom coraz więcej! Mnie udało się znaleźć taki, który nie dość że jest czynny do 20 i można płacić w nim kartą, to w ciągu dnia można zadzwonić, a pani odłoży produkty, które z reguły znikają już przed południem, np. owoce sezonowe, a nawet dowiezie je pod drzwi, jeżeli będziemy tego chcieli. Coraz więcej takich miejsc zaczyna uprawiać lokalny marketing, ponieważ ludzie prowadzący tego rodzaju biznes rozumieją, że muszą dostosowywać się do realiów panujących w życiu ich klientów.
A ceny białego cukru i białej mąki? Są wyższe, ale mnie nie jest to wytłumaczenie nieużywania zdrowszych odpowiedników. Po pierwsze można przez internet kupować większe ilości np. ksylitolu, którego cena w ostatnim roku bardzo spadła. To znak, że coraz więcej ludzi z niego korzysta i jest coraz bardziej dostępny. Osobiście nigdy nie kupiłam ksylitolu w markecie, zawsze zamawiam przez internet, wtedy jest dużo tańszy. A co do mąki pełnoziarnistej, to tak jak mówiłam – zamiast następnej zabawki dla dziecka lub nowego sprzętu RTV warto kupić (nawet na raty) dobry sprzęt kuchenny, który z ziarna sam zrobi nam mąkę za 1/3 jej ceny sklepowej. Niech argumentem będzie też to, że pieniądze dziś wydane na zdrowe jedzenie w przyszłości zaoszczędzimy na lekarstwach. Zapobiegajmy, zamiast leczyć.
I. Cz.-W.: A gdyby dyrektor jakiegoś przedszkola zaprosił cię do ustalenia menu na cały tydzień dla przedszkolaków, przepisy na jakie dania, które kochasz, byś zaproponowała? Tak, żeby ich przygotowanie nie przekroczyło ograniczonego budżetu takiej placówki i żeby maluchy były zadowolone i zdrowsze?
M. S.: Zaczęłabym od zdrowych i sycących zup pełnych warzyw, które można przygotować małym kosztem. Zupy, w szczególności w naszym klimacie, to bardzo niedoceniane danie, które w rzeczywistości dostarcza mnóstwa siły, energii oraz wewnętrznego ciepła. Możliwości i pomysłów na nie jest mnóstwo. Następnie postawiłabym na strączki, z których można wyczarowywać najróżniejsze potrawki, a z warzyw zrobiłabym sycące i zdrowe kotleciki. Na podwieczorek podałabym owoce przygotowywane na parze zamiast tych okropnych i wychładzających jogurtów, które serwowane są maluchom. Zamiast ciast naszpikowanych białą mąką, cukrem i drożdżami podawałabym desery na bazie kaszy jaglanej, która nie jest droga, a można z niej wyczarować dosłownie wszystko. Jako przekąskę serwowałabym dobrej jakości pieczywo, które można wypiekać samemu małym kosztem, z różnymi pastami, na które jest nieskończenie wiele pomysłów.
I. Cz.-W.: W placówkach dla dzieci wiele posiłków jest przygotowywanych z produktów poddawanych głębokiemu mrożeniu. Czy według ciebie jest przewaga świeżych warzyw nad tymi z zamrażalnika? Korzystasz z mrożonek?
M. S.: Żywność głęboko mrożona wbrew powszechnym opiniom jest pozbawiona witamin oraz tzw. energii życiowej. To jest duży problem w placówkach dla dzieci. Z jednej strony mamy osoby odpowiedzialne za żywienie, które naprawdę często starają się, żeby nasze pociechy dostawały to, co najlepsze. A mrożonki zdecydowanie tym nie są. Z drugiej mamy rodziców, którzy kiedy po raz trzeci w ciągu tygodnia widzą w jadłospisie np. w zimie kapustę kiszoną czy ogórki kiszone, to odczuwają niezadowolenie. A bardzo duże znaczenie w zdrowej kuchni ma sezonowość produktów. Dlatego powinniśmy zaakceptować to, że żyjemy w takiej, a nie innej strefie klimatycznej i w lecie możemy poszaleć sobie ze świeżymi owocami oraz warzywami, natomiast zimą warto postawić na potrawy bardziej dostępne i ogrzewające nasz organizm od środka. Nie podawajmy naszym dzieciom zimą lodów, jogurtów, owoców cytrusowych, ponieważ nie wzmocnią ich organizmu ani nie dodadzą im sił życiowych. I nie wymagajmy więc od placówek zbiorowego żywienia podawania np. truskawek zimą. Myślę, że gdyby zrozumieli to sami rodzice, łatwiej byłoby tym, którzy karmią nasze dzieciaki. Ale tutaj znów wracamy do podstaw, czyli edukacji żywieniowej od wczesnych lat dziecięcych – skąd mamy o tym wszystkim wiedzieć, jeżeli nikt nas tego nauczył?
dziki-nasladowca3
Ze sklepowych mrożonek nie korzystam, natomiast zdarza mi się zamrażać np. szparagi zamoczone we wrzątku na parę minut we własnej zamrażarce, która mrozi do -18°C, a nie -40°C, to jest całkiem inne mrożenie.
I. Cz.-W.: Brałaś udział w szkoleniach dotyczących żywienia dla pracowników placówek przedszkolnych i żłobków. Jak widzisz efekty i co mówiło się w kuluarach tego wydarzenia?
M. S.: Po udziale w każdym byłam mile zaskoczona. Po pierwsze dlatego, że tematy poruszane podczas nich wykraczały poza standardową wiedzę o odżywianiu, a uczestnicy byli nimi żywo zainteresowani. Poza tym coraz więcej jest sytuacji, w których omawiane są tzw. case studies, czyli pojawiają się placówki, które już wprowadziły bardzo duże zmiany i doradzają innym, jak to zrobić. Podkreślam, że bardzo ważna jest współpraca na linii kuchnia – opiekun – rodzic. To są naprawdę czasem trudne sytuacje. Co z tego, że kuchnia poda na obiad zdrową kaszę, jeżeli później rodzic słyszy od opiekuna, że jego dziecko znów nic nie zjadło, bo była ta niedobra kasza. Tutaj musi być współpraca! To jest wielkie zadanie organizacyjne i komunikacyjne, żeby przekaz był spójny. Nie zapominajmy też, że często placówki, które chcą coś zmienić, najtwardszy orzech do zgryzienia mają właśnie z rodzicami, którzy mają pretensje, że ich dzieci domagają się w domu sałaty i warzyw, a oni takiego jedzenia nie praktykują… Każdy kij ma dwa końce. Uważam, że najważniejsza jest edukacja i jeszcze raz edukacja.
I. Cz.-W.: Jak według ciebie można dotrzeć do świadomości dyrektorów placówek przedszkolnych i żłobków, aby zmieniać ich świadomość na temat tego, czym się żywią nasze dzieci?
M. S.: Ogólnoświatowy problem otyłości wśród dzieci związany jest nie tylko z jedzeniem, ale także ze stylem życia. Zmusza rodziców oraz dyrektorów placówek do przyjrzenia się temu zjawisku. Np. we Wrocławiu powoli zachodzą w placówkach zbiorowego żywienia zmiany. Moim zdaniem powinno się to odbywać ze zrozumieniem dla ludzi, którzy są za to odpowiedzialni. Naprawdę łatwo kogoś obwiniać i wymagać natychmiastowych zmian. Tymczasem wydaje mi się, że zmiany należy wprowadzać powoli i z głową. Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja. Poza tym co z tego, że nasze dziecko w przedszkolu dostanie zdrowy posiłek, skoro w domu czekają na nie czipsy i pizza na kolację? Weźmy odpowiedzialność za to, co robimy. Edukacja żywieniowa dziecka zaczyna się w domu, nie zapominajmy o tym od pierwszych miesięcy życia dziecka.
I. Cz.-W.: Podaj nazwy kilku potraw, na które przepisy są u ciebie na blogu.
M. S.: Gdybym miała wymienić kilka ulubionych, nadających się także dla najmłodszych, postawiłabym na rozgrzewający gulasz dyniowo-ciecierzycowy, owsianko-jaglankę Beaty Pawlikowskiej, chlebki jaglane, sernik jaglany, dziką granolę oraz szarlottę dzikiego. A rodzicom, którym potrzebny jest zastrzyk energii oraz coś ciepłego, polecałabym kawę według pięciu przemian. Ponadto zapraszam do zapoznania się z zakładką Produkty Dzikiego. Czeka tam na was mała niespodzianka. Zdradzę tylko tyle, że moja działalność nie ogranicza się do dzielenia się zdrowymi przepisami oraz prowadzenia wykładów.
I. Cz.-W.: Bardzo ci dziękuję.Wszystkiego smacznego, gotuj dla nas i nadal inspiruj w tak kreatywny sposób…
M. S.: Na zakończenie dodam, że według mnie największą wartość mają proste dania, przygotowywane z sezonowych produktów w domowym zaciszu. Pamiętajcie, że to, co przygotujecie, jest najwłaściwszym jedzeniem dla was i waszej rodziny. Jeżeli na początku swojej drogi ze zdrowym odżywianiem czujecie się zagubione, nie wiecie co z czym i jak, nie przejmujcie się. Nie ma jednej diety dla wszystkich, każdy z nas jest inny, inaczej reagujemy nawet na produkty powszechnie uznane za zdrowe. Jest w sieci wiele miejsc takich jak np. Dzieci są ważne oraz moja strona, gdzie znajdziecie mnóstwo informacji, inspiracji do dalszego działania. Jeżeli macie jakieś pytania, z chęcią pomogę – piszcie, dzwońcie, razem damy radę w drodze ku lepszemu samopoczuciu.
MICHALINA ŚCIBORSKA – promotorka zdrowia, absolwentka Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Wrocławskiego, kierunku public relations, z pasji i zamiłowania ekspertka zdrowego żywienia. Do niedawna pracująca w korporacji, obecnie zajmuje się prowadzeniem bloga kulinarnego dzikinasladowca.blogspot.com, gdzie promuje zdrowy styl odżywiania oraz swoje domowe produkty spożywcze przygotowywane na zamówienie. Współprowadzi wykłady i warsztaty gotowania, promuje i wspiera naturalny oraz ekologiczny styl życia oraz odżywiania.

Kategorie
ekowiadomości

Nie wyrzucajcie skórek po cytrusach!

Stawiamy na owoce sezonowe i banany oraz pomarańcze nie goszczą często na naszych stołach, jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że wiele osób je lubi i je. Dla nich jest ta wiadomość – nie wyrzucajcie skórek po bananach i pomarańczach. Dlaczego? Jak je wykorzystać?

Skórki tych owoców mają niesamowite składniki. Przykładowo skórka pomarańczy kryje podobne skarby, co skórka jabłka. Istnieją dziesiątki zastosowań skórek, zarówno leczniczych, jak i praktycznych. Jeśli kupujemy pomarańcze czy banany, najlepiej wybierać te organiczne. Tak, wiemy – są trudno dostępne. Nieorganiczne owoce warto wcześniej starannie umyć, minimalizując poziom pestycydów. W czym myć? W mieszaninie jednej łyżki soku z cytryny i jednej łyżki octu dodanych do szklanki wody. Jak? Bardzo starannie, przez kilka minut.

banany

Właściwości lecznicze skórki pomarańczowej

Według ajurwedy skórka pomarańczowa jest gorzka (tikta). Dr Jaishree Bhattacharjee, właściciel sklepu z produktami ajurwedyjskimi, wylicza jej właściwości: poprawia trawienie i usuwa opieszałość w brzuchu. Pomaga usunąć gazy, zgagę, kwaśne odbijanie i wymioty. To działa dobrze na apetyt i łagodzi nudności. Ze względu na właściwości uspokajające pomarańczowy proszek ze skórki pomaga rozpuszczać flegmę w drogach oddechowych i złagodzić kaszel. Jako składnik olejków eterycznych skórka pomarańczowa wykazuje właściwości antybakteryjne i przeciwzapalne. Ponadto olejki na jej bazie mają działanie uspokajające, sprzyjają dobremu snu.

Zastosowania skórki pomarańczowej w kosmetyce, domu i kuchni:

  • peelingi pomarańczowe są polecane osobom ze skórą tłustą. Kulki, które pojawiają się po wysuszeniu skórki, mają działanie złuszczające, usuwają martwe komórki,
  • usuwa plamy i przebarwienia,
  • skórka zagotowana w wodzie z goździkami lub cynamonem usuwa zapach stęchlizny i wilgoć z domu,
  • poprawia smak i aromat wielu potraw,
  • suszona skórka pomarańczowa może wchłonąć wilgoć z brązowego cukru.
  • [natuli]

Skórki z banana

Podobnie jak w przypadku pomarańczy, najlepiej jeść i używać skórek z owoców organicznych. Jeśli jednak nie mamy do nich dostępu – nieorganiczne banany myjemy tak samo jak nieorganiczne pomarańcze. Skórki bananów są bogate w przeciwutleniacze, minerały i witaminy. To naturalne lekarstwo na wiele dolegliwości i pomoc dla regeneracji komórek.

Zastosowania skórek z bananów:

  • filtracja wody – badania wykazały, że mają zdolność do absorbowania ołowiu i miedzi z wody rzecznej,
  • ugryzienia – natarcie skórką z banana miejsca ugryzienia zmniejszy swędzenie,
  • siniaki, zadrapania – skórka z banana ma właściwości regenerujące,
  • wybielanie zębów – pocieranie białą stroną skórki zębów kilka minut każdego dnia może sprawić, że staną się one w ciągu kilku tygodni zauważalnie bielsze,
  • usuwanie drzazg – to dość niekonwencjonalny sposób, ale podobno działa. Enzymy w skórce pomagają usunąć drzazgę i rozpocząć proces gojenia,
  • trądzik – skórki z banana mogą łagodzić stany zapalne i podrażnienia spowodowane trądzikiem. Wcieramy skórkę w skórę twarzy lub ciało na noc,
  • łuszczyca – raz lub dwa razy dziennie należy pocierać skórką z banana obszar dotknięty łuszczycą. Banany mają właściwości nawilżające, zmniejszają swędzenie,
  • ból głowy – przykładamy skórkę po bananie do czoła,
  • zmarszczki – regularne przykładanie skórki do czoła i policzków redukuje zmarszczki,
  • czyszczenie i polerowanie butów: pocieramy buty skórką, a następnie polerujemy miękką szmatką,
  • czyszczenie i polerowanie srebra – postępujemy tak samo jak z butami.

Źródło: themindunleashed.org

Kategorie
ekowiadomości

Ma 70 lat, a wygląda na 30. Jak to możliwe?

Jej matka zmarła na raka piersi w wieku 47 lat, babcia – 36. Siostry babci zmarły z powodu nowotworu w młodym wieku. Cukrzyca dotyka niemal każdego w jej rodzinie. Poza nią.

Annette Larkins jest w doskonałej kondycji. Nie bierze żadnych leków, jest miłośniczką medycyny naturalnej, a motto, które towarzyszy jej przez całe życie, to słowa Hipokratesa: „Niech pożywienie będzie twoim lekiem, a lek będzie twoim jedzeniem”.

W ogrodzie i w domu Annette Larkins rośnie mnóstwo owoców, warzyw i ziół. Zbiera wodę deszczową i pije sok wyprodukowany przez rośliny. Przygotowywanie jedzenia z liści pszenicy zwyczajnej jest jej specjalnością. Surowe owoce i warzywa oraz naturalny sok to jej sposób na młody wygląd i świetne samopoczucie.

Źródło: themindunleashed.org

Kategorie
ekowiadomości

Sezon na jeżyny

Jeżyna jest w Polsce łatwo dostępna, choć nadal niedoceniana i przegrywa w starciu z innymi owocami leśnymi: jagodami i malinami. Właśnie rozpoczął się sezon na jeżyny, które w tym roku owocują niezwykle obficie i wcześniej niż w poprzednich latach.

jezyny

Każda z części jeżyny posiada mnóstwo zastosowań, które nie sposób wymienić w jednym tekście. W zielarstwie wykorzystuje się nie tylko jej owoce, ale i liście oraz jej korzenie. Jeżyny doceniali już starożytni Grecy, którzy stosowali je jako lekarstwo na choroby jamy ustnej i gardła, jak również zapobiegawczo przeciwko wielu dolegliwościom, m.in. dny moczanowej. Przed wiekami liście jeżyny były naturalną farbą do włosów. Starożytni lekarze zalecali żucie liści jeżyny dla wzmocnienia zębów, a okłady z nich radzili stosować w chorobach skórnych.

Warto jeść jeżyny, ponieważ:

  1. badania na Uniwersytecie w Ohio dowiodły, że jeżyny są najsilniejszą bronią w walce z rakiem spośród wszystkich owoców leśnych,
  2. nie w pełni dojrzałe, czerwone owoce mają działanie ochładzające i ściągające. Przygotowany z nich syrop pomaga przy nadmiernych miesiączkach oraz biegunkach,
  3. mają właściwości budujące krew – sok z jeżyn polecany jest anemikom,
  4. antyoksydanty zawarte w owocach hamują procesy starzenia się skóry, mają dobroczynny wpływ na serce,
  5. zawierają najwięcej ze wszystkich owoców witaminy E, nazywanej „witaminą młodości”,
  6. stymulują układ odpornościowy do walki z grzybami oraz bakteriami w organizmie,
  7. sok z jeżyn ma działanie napotne i wykrztuśne – przynosi ulgę w przeziębieniu i gorączce,
  8. są źródłem błonnika, przyspieszają przemianę materii,
  9. dzięki dużej zawartości witamin C i E mają korzystny wpływ na wzrok,
  10. zawierają dwa oddziałujące na siebie minerały: wapń i magnez, które biorą udział w tworzeniu tkanki kostnej. Magnez jest niezbędny do prawidłowego przyswajania wapnia w kościach, a wapń wspomaga wchłanianie magnezu.

Sok z jeżyn bez cukru

  • 1 kg świeżych owoców
  • szczypta kwasku cytrynowego

Oczyszczone jeżyny przekładamy do rondelka i podgrzewamy na małym ogniu do momentu, aż puszczą sok. Następnie dodajemy kwasek cytrynowy i mieszamy. Gorący sok przecedzamy przez sitko, przelewamy do słoików, zamykamy, odwracamy do góry dnem i pozostawiamy do wystygnięcia.

Po otwarciu sok należy przechowywać w lodówce i spożyć w ciągu 3 dni.

Maseczka z jeżyn dla skóry suchej

Rozgniatamy w miseczce kilka jeżyn, dodajemy łyżeczkę śmietany, łyżeczkę miodu i dokładnie mieszamy. Nakładamy maseczkę na twarz, czekamy 15-20 minut. Następnie zmywamy ją zimną wodą.

Foto

Kategorie
rzeczy dla dzieci

Jak zaoszczędzić na produktach dziecięcych?

5 najważniejszych porad dotyczących oszczędzania

1. Kupowanie online i korzystanie z kuponów rabatowych.

W sieci pojawia się coraz więcej sklepów dziecięcych, które zdążyły już sobie wyrobić markę i zyskać zaufanie rodziców. Placówki szczycą się uzyskanymi certyfikatami, które pozwalają wierzyć, że ten wybór jest odpowiedni. W Internecie znajdują się liczne promocje na wybrany asortyment i można także skorzystać z wielu kuponów. Przykładem są kody rabatowe Wójcik na ubrania dziecięce, dzięki którym można nabywać zdecydowanie taniej.

2. Gotowanie w domu.

Nie trzeba wybierać gotowych obiadków i deserków proponowanych przez sklepy. Równie dobrze można zadbać o kwestie żywieniowe we własnym zakresie. Samodzielnie przygotowując posiłki dla malucha, można zaoszczędzić nawet 50% kosztów, jego wyżywienia. W Internecie można znaleźć wiele ciekawych przepisów, aby dieta dziecka była urozmaicona. Z gotowych posiłków należy wybierać jedynie takie, których przygotowanie zajmuje dużo czasu i są nieopłacalne.

3. Samodzielne tworzenie zabawek.

Odrobina wyobraźni drzemie w każdym z nas, dlatego wartą ją wykorzystać na zapewnienie rozrywki maleństwu. Zamiast zaopatrywać się w asortymenty sklepów, można kreatywnie wykorzystać sprzęt posiadany w domu. Dzięki niemu można bezpiecznie przygotować zabawkę dla dziecka, która z pewnością wywoła uśmiech na jego twarzy.

4. Długie karmienie piersią.

To zarówno najzdrowszy, jak i najbardziej oszczędny sposób karmienia maleństwa. Taki rodzaj dostarczania pokarmu sprawi, że nie trzeba będzie myśleć o modyfikowanym mleku przynajmniej przez jakiś czas. Przynosi to, jak widać, same korzyści. Dziecko otrzymuje wszystkie niezbędne składniki od matki, a przy okazji można zachować pieniądze można przeznaczyć na inną ważną inwestycję.

5. Zakup uniwersalnego foteliku samochodowego.

Nosidełka i foteliki posiadają określone limity wagowe i są przeznaczone dla dzieci o konkretnej masie ciała. Aby nie wymieniać ich zbyt często i nie narażać się na niepotrzebne koszty, można od razu nabyć sprzęt dla nieco większych dzieci. Dzięki temu produkt będzie miał większy udźwig i sprawi, że fotelik samochodowy będzie dłużej służył.

Kategorie
recenzje

Ostatnie dziecko lasu

Tytuł książki przywołał wspomnienia moich wakacji sprzed kilkunastu lat. Wtedy zafascynowana książką „Ten obcy” Ireny Jurgielewiczowej z grupą dzieci z sąsiedztwa śmiało odkrywałam nieznane tereny w mojej okolicy, budowałam szałasy i bawiłam się nad pobliskim strumykiem, a las działał na nas niezwykle stymulująco. Czas płynął wolno, a ja nabywałam doświadczeń, które z czasem mnie ukształtowały. Dlatego sądziłam, że „Ostatnie dziecko lasu” Richarda Louva to książka dla mnie, że muszę ją przeczytać. I wszystkie moje przypuszczenia, jakoby natura i kontakt z nią był jednym z priorytetów w naszym życiu, właśnie się potwierdziły.

ostatnie-dziecko-lasu

Autor opowiada o tym, jak kiedyś, trzydzieści czy nawet piętnaście lat temu, wyglądało dzieciństwo i akcentuje te elementy, które dziś się zmieniły. Zmiany dokonały się na wielu płaszczyznach – zmieniliśmy się my, zmieniły się nasze dzieci, zmieniły się nasze najbliższe środowisko i otoczenie. Louv nie ocenia, on zwraca naszą uwagę na te zmiany.

Przyznam, że spoglądając na książkę i mierząc jej treść liczbą stron, a jest ich ponad 400, zastanawiałam się, jak dużo można napisać o kontakcie człowieka z przyrodą. Tymczasem przez książkę przemknęłam niczym burza, z ciekawością czytając opisy spotkań autora z dziećmi opowiadającymi o swoich mniejszej bądź większej więzi z przyrodą, refleksje przyjaciół autora czy śledząc fragmenty prezentujące wyniki badań naukowców, co prawda zwykle na gruncie amerykańskim, jednak myślę, że w Polsce możemy się z nimi utożsamiać. Przecież i dla naszych dzieci, a czasem i nas samych telewizor to największy złodziej czasu, lekcje wychowania fizycznego często są omijane szerokim łukiem, na przedmiotach przyrodniczych poznajemy faunę i florę tajgi czy Sahary, a nigdy w życiu nie wyszliśmy podczas zajęć na pobliską łąkę czy nawet do parku. Duża część książki poświęcona jest roli mediów w kształtowaniu w nas stosunku do przyrody. Autor podkreśla, że opinia publiczna buduje najczęściej fałszywy obraz natury, prezentując ją jako nieokiełznaną, niebezpieczną, wykształcając w nas i naszych dzieciach lęk i strach przed tym, co nieznane.

Kilka fragmentów było dla mnie nieco nużących, uznałam je za zupełnie zbędne, choć dla wielu czytelników mogą być niezwykle istotne. To podrozdziały opisujące sytuację prawną w Stanach Zjednoczonych dotyczącą edukacji. Podobał mi się fragment poświęcony nudzie, która może być twórcza, ale może też prowadzić do problemów psychicznych (dzieciom „cierpiącym” z powodu nudy w Stanach Zjednoczonych często przepisuje się środki pobudzające). Przyroda wyczula zmysły, kontakt z przyrodą w dzieciństwie sprawia, że wyrastamy na osoby silne, spostrzegawcze i pewne siebie.

Ta książka opisuje powiększającą się przepaść między naszymi dziećmi a światem przyrody oraz jej środowiskowe, społeczne, psychologiczne i duchowe konsekwencje. Louv daje konkretne wskazówki, co możemy zrobić już dziś, by pomóc naszym dzieciom odkryć potrzebę nieskrępowanego kontaktu z przyrodą, a czasem i nam samym pozwala na nowo przeżyć intymne doświadczenia, o których przez lata
zapomnieliśmy. Bardzo podobał mi się dodatek „100 razy działanie”, który promuje zajęcia na łonie przyrody dla całej rodziny. Celne wskazówki, proste rady i pomysły pozwalają znaleźć światełko w tunelu i dobry start do działania.

Nasi dziadkowie i rodzice mieli okazję poznać przyrodę z bliska, stawić czoło jej sile, wyjść z boju zwycięską ręką. Moje pokolenie powoli odrywało się od niej, przecież pojawiły się pierwsze pegasusy i gry komputerowe… Dzieci żyjące współcześnie dosięgnął zespół deficytu natury. I chyba pozostaje nam się z tym pogodzić, a Richard Louv pozwala ze zrozumieniem podejść do tematu.

Kategorie
ciąża i poród

Powrót do figury sprzed ciąży w trzy miesiące, czyli jak to robią Francuzki

Francja od dawna słynie z pięknych, zadbanych kobiet, które cieszą się zgrabną sylwetką. Zadziwiła mnie informacja, że Francuzki powszechnie wracają do wagi sprzed ciąży w trzy miesiące. Pierwsza myśl: głodzą się. Otóż nic bardziej mylnego. Francuzki potrafią cieszyć się jedzeniem, nie odmawiają sobie przyjemności i podobno nigdy nie są na diecie.

powrot-do-figury-sprzed-ciazy

Jest to najprawdopodobniej wynik kultury i pewnych zasad społecznych. Żeby znaleźć odpowiedź na pytanie, jak to możliwe, warto przyjrzeć się francuskiemu systemowi opieki zdrowotnej oraz pewnym społecznie utrwalonym normom i zasadom.

  1. Pierwsza zasada brzmi: im mniej przytyjesz w ciąży, tym łatwiej wrócisz do poprzedniej wagi. We Francji lekarze kontrolują przyrost masy ciała pacjentek w ciąży. To kwestia, która jest najbardziej dyskusyjna, ponieważ przyjmują, że kobieta może przybrać 1 kg miesięcznie, a całościowo ok. 10 kg. Dla niektórych kobiet te 10 kg może być jednak niewystarczające, aby urodzić zdrowe dziecko…
  2. Kobiety we Francji bardzo szybko po porodzie rozpoczynają pracę, co jest dodatkową motywacją, aby wrócić do poprzedniej wagi.
  3. Francuzki karmią piersią krótko (maksymalnie do 3 miesięcy) albo wcale. To wiąże się z szybkim powrotem do pracy, ale także dbałością o piersi (boją się m.in. rozstępów).zKolejne punkty dotyczą francuskich zasad odżywiania się, które przekładają się, po pierwsze, na mniejszy przyrost masy ciała u kobiet w ciąży, a po drugie, na utratę wagi na początku macierzyństwa.
  4. Francuzki zaczynają się pilnować po porodzie. Uważają, że jeśli nie zrzucą kilogramów, które przybyły im w ciąży, to mogą już nigdy ich nie stracić.
  5. Francuzi jedzą cztery razy dziennie i nie podjadają między posiłkami.
  6. Żadnych diet. Francuzki wybierają rzeczy pełnotłuste, nie jadają tzw. produktów dietetycznych 0%, które zamiast zdrowych składników odżywczych zawierają całe mnóstwo konserwantów. W dodatku produkty pełnowartościowe powodują szybsze uczucie sytości. Preferują stopniowy, zamiast gwałtownego, spadek wagi. Dzięki temu unikają efektu jojo.
  7. Celebrowanie posiłków domowych. Francuzi jedzą dużo w domu i sami przygotowują posiłki, nie używają półproduktów i posiłków gotowych, które zawierają dużo soli, cukru i konserwantów. Nie dodają gotowych sosów do makaronu, nie smażą potraw, doprawiają dużą ilością świeżych przypraw.
  8. Jedzą wszystko, lecz w małych porcjach. Najważniejszy jest umiar.
  9. Celebrują posiłki. Dłużej przeżuwają każdy kęs i nie jedzą w pośpiechu.
  10. Kochają gotować i potrafią używać przypraw. Dzięki temu nie muszą poprawiać smaku, dodając tłuszczu.
  11. Rano zawsze jedzą sycące śniadanie.
  12. Liczy się przede wszystkim jakość posiłków. Francuzki jedzą produkty dobre jakościowo, jak najbardziej naturalne, sezonowe i z reguły pochodzące od lokalnych dostawców.
  13. Nie rezygnują z ruchu, bo dobrze wiedzą, że schody zamiast windy, długie spacery z wózkiem czy też jazda do pracy na rowerze przełożą się na zgrabną sylwetkę.

Nie wszystko jest godne polecenia, np. kontrowersyjna kwestia przybierania kilograma miesięcznie w ciąży czy rezygnacja z karmienia piersią w obawie o biust. Jednak zapewne wiele z tych nawyków możemy z powodzeniem zastosować w codziennym odżywianiu. Jeśli w rezultacie zgubimy kilka kilogramów, tym lepiej dla nas.

Na koniec cytat Mireille Guiliano z książki „Francuzki nie tyją” (s. 220): „Dla nich to żadna sprzeczność, że można jeść chleb i czekoladę, popijać wino i pozostać nie tylko szczupłym, ale i zdrowym. Rozumieją jednak, że każda z nas jest strażniczką własnej równowagi i kiedy ta równowaga zostanie zachwiania, musimy zastosować indywidualny system naprawy, oparty na osobistych preferencjach. Francuzki nie pozwalają zazwyczaj, żeby utrata równowagi zaszła zbyt daleko. Folgowanie sobie to zwykle kwestia paru dni i można je skorygować przez następne kilka dni. Jeśli planujesz smakowe przyjemności i kompensacje w skali tygodniowej, trudno tak naprawdę zbłądzić”.

Bibliografia:

  • Mireille Guiliano, Francuzki nie tyją, Warszawa 2005.
  • Pamela Druckerman, W Paryżu dzieci nie grymaszą, Kraków 2013.

Foto

Kategorie
ciąża i poród

8 naturalnych i skutecznych sposobów na przedłużający się poród

Gdy kobieta rodzi w szpitalu i nagle okazuje się, że akcja porodowa nie postępuje, może to być dla niej bardzo stresujące doświadczenie. Prędzej czy później rodząca może odczuć naciski, aby skorzystać z metod przyspieszających poród, np. przekłucia pęcherza płodowego lub podania oksytocyny, która sprawi, że skurcze przybiorą na sile. Dzięki temu może mieć mniej czasu na odpoczynek między skurczami, a ponieważ w tej fazie porodu odczuwa się już silne zmęczenie, wzrośnie ryzyko dalszych interwencji medycznych, w tym także cięcia cesarskiego. Także emocjonalnie może to być trudne doświadczenie. Mogą pojawić się negatywne, odbierające siłę myśli, które jeszcze bardziej utrudnią sprawę: Moje ciało nie działa, Zawiodłam, Cała praca na marne. Już samo to może skutecznie wstrzymać postęp porodu.

porod-sie-przedluza

Lekarze i położne mają kilka sposobów medycznej oceny postępu porodu. Oto kilka z nich:

  • rozwarcie (pełne rozwarcie szyjki macicy to 10 cm, pozwala rozpocząć fazę parcia),
  • stopień skrócenia szyjki macicy,
  • siła skurczów (twoje odczucia/monitoring elektroniczny),
  • czas między skurczami,
  • długość skurczy,
  • wstawienie główki,
  • zachowanie matki.

Niestety żadna z tych ocen nie jest w 100% wiarygodna nawet dla najbardziej doświadczonego personelu medycznego. Zdarza się, że na ich podstawie dochodzi do niepotrzebnych interwencji medycznych. Dzieje się to szczególnie często przy ocenie rozwarcia, ponieważ:

  • nie widać dokładnie szyjki macicy. Ocena odbywa się na podstawie wprowadzenia dwóch palców do pochwy. To ocena subiektywna i badanie przeprowadzone przez dwie osoby może dać dwa różne wyniki,
  • osiągnięcie 1 cm rozwarcia może trwać 10 minut albo 2 godziny – poród nadal przebiega w prawidłowy sposób. Ciągłe badanie nie pomoże i nie przyspieszy osiągnięcia pełnego rozwarcia, może natomiast zaszkodzić: spowolnić postęp.

To dwa powody, które pokazują, żeby unikać niepotrzebnych badań, chyba że istnieje do tego medyczne wskazanie.

Nie ma znaczenia, czy kobieta ma 2 cm, czy 6 cm rozwarcia, prędzej czy później urodzi. Poród nie przebiega w żaden sztywno ustalony sposób, wpływa na niego bardzo wiele różnych czynników.

[natuli]

Jak można sobie pomóc?

1. Wstań, przejdź się

Wstawanie i ruch to świetne sposoby, aby pomóc dziecku przesunąć się w dół miednicy. Pomocne jest zwłaszcza chodzenie po schodach. Dzięki temu nacisk na szyjkę macicy jest większy i łatwiej o rozwarcie.

2. Zmień otoczenie

Zastanów się, czy:

  • Pomieszczenie nie jest zbyt jasne?
  • Nie czujesz się zamknięta/ klaustrofobicznie w małym pokoju bez dostępu świeżego powietrza?
  • Czy nie ma wokół ciebie zbyt wielu bodźców/hałasu?
  • Czy potrzebujesz trochę prywatności?
  • Czy czujesz się niekomfortowo lub czegoś potrzebujesz?
  • Czy jest ktoś, kto sprawia, że czujesz się niekomfortowo lub ktoś, kogo obecności sobie nie życzysz?

Czasami rzeczy lub osoby w otoczeniu mogą podnieść poziom adrenaliny lub spowodować stres, który spowalnia lub zatrzymuje poród. Adrenalina zmniejsza wydzielanie oksytocyny – to hormony przeciwstawne i twoje ciało wstrzyma akcje porodową, dopóki znów nie znajdzie się w bezpiecznym miejscu. Wyobraź sobie wagę: wysoka oksytocyna wymaga niskiej adrenaliny. Wysoka adrenalina oznacza niską oksytocynę, a to w trakcie porodu niepożądane. Jeśli jesteś w stanie, zaczerpnij świeżego powietrza, pomyśl o tym, co może być ci potrzebne i rozważ poproszenie o inną położną, jeśli przy tej, która się tobą opiekuje, nie czujesz się komfortowo.

3. Zmieniaj pozycje

Podobnie jak podczas chodzenia, zmiana pozycji pomaga dziecku obrócić się i zejść niżej. Pozostawanie w jednej pozycji spowalnia poród i jest bardzo niekomfortowe dla rodzącej.

4. Stymulacja piersi

Stymulacja sutków powoduje wyrzut oksytocyny, więc możesz spróbować masować piersi palcami (włącznie z otoczką, którą dziecko będzie ssać podczas karmienia), raz jedną, raz drugą. Jeśli karmisz nadal starsze dziecko, przystaw je do piersi, efekt będzie ten sam.
Masuj jedną pierś przez 5 minut (gdy nie odczuwasz skurczów), potem odczekaj, poobserwuj. To także dobry sposób, aby zająć czymś umysł, zamiast siedzieć i czekać. Gdy akcja porodowa znów nabierze tempa, przestań.

5. Seks i orgazm

Orgazm uwalnia oksytocynę, więc poproś partnera o pomoc lub weź sprawy w swoje ręce. To doskonale może pomóc w rozwinięciu akcji porodowej, no i spójrzmy prawdzie w oczy – jak spróbujesz, nie będziesz cierpieć.

6. Akupresura lub akupunktura

Akupresury możesz nauczyć się przed porodem, aby podczas niego uciskać odpowiednie punkty. Możesz robić to sama lub poprosić partnera. Możesz także poprosić specjalistę od akupresury, aby towarzyszył ci przy porodzie.

7. Czynniki emocjonalne

To może mało popularna informacja, ale poród może wyzwolić wielki wstrząs emocjonalny, na który nie będziesz przygotowana. Być może ty lub twój partner marzyliście o chłopcu, a spodziewacie się dziewczynki. Może boisz się wyprzeć dziecko albo słyszałaś traumatyczne historie o czymś, co przydarzyło się bliskiej osobie. Być może niedawno odszedł ktoś bliski. Być może obawiasz się tego, co będzie, gdy dziecko już się urodzi, bo ciąża była nieplanowana i ty lub twój partner nie wiecie, jak się z tym czujecie. Bywa, że rodzice lub dalsza rodzina zjawiają się w szpitalu i czekają, aż matka urodzi, mimo że rodząca sobie tego nie życzyła. To się zdarza i może zakłócić poród, ponieważ wymaga, aby rodząca ponownie się skupiła i uspokoiła – nigdy nie należy denerwować rodzącej kobiety.
Być może obawiasz się, że któraś z tych sytuacji może mieć miejsce. Wiele rzeczy może zakłócić przebieg porodu, jeśli zakłóci się spokój rodzącej i jej prawo do prywatności.
Odkrycie ewentualnych psychologicznych czynników, które mogą wypłynąć w trakcie porodu, może być bardzo pomocne. Bardzo często zdarza się, że kobiety które straciły własne matki, przeżywają wtedy skrajne emocje. Dobrym pomysłem może być wizyta u specjalisty, aby uporać się ze swoimi rozterkami przed porodem. Jeśli coś wydarzy się w trakcie, poinformuj o tym położną, jeśli darzysz ją zaufaniem (lub partnera albo doulę).

8. Po prostu przeczekaj

Na podstawie badań opublikowanych w 2002 r.:
Rozwarcie w aktywnej fazie porodu wg nowej krzywej postępuje wolniej niż wg obowiązującej przez długie lata krzywej Friedmanna (średni czas od 4 cm do pełnego rozwarcia to 5,5 godz. vs 2,5 godz.). Według aktualnych badań nierzadko przed uzyskaniem 7 cm rozwarcia zdarza się, że w ciągu 2 godzin porodu nie widać żadnego postępu.
30% cięć cesarskich u pierworódek jest spowodowana brakiem postępu aktywnej fazy porodu, co przekłada się na 400 000 chirurgicznych operacji w USA. 30% z tych kobiet mogłaby uniknąć drogiej i niepotrzebnej interwencji, gdyby poczekano.

Bardzo powszechna jest także przerwa pomiędzy pierwszą a drugą fazą porodu – między pełnym rozwarciem a parciem. Istnieje teoria, że to sposób matki natury na zmagazynowanie energii.

Naturalna faza plateau

To normalny, fizjologiczny proces występujący w mniej więcej 50% przypadków.
Personel medyczny ma głównie do czynienia z rozwarciem szyjki macicy, skróceniem i wstawieniem w kanał rodny. Mają do czynienia z pacjentkami. Są przyzwyczajeni raczej do aktywnego prowadzenia porodu zamiast naturalnego przebiegu. Chcą widzieć regularną krzywą postępu rozwarcia szyjki macicy. Ale nie jest rzadkością, że mimo iż poród postępuje, rozwarcie szyjki macicy na pewien czas się zatrzymuje.
W tym czasie ma miejsce wiele rzeczy, niezbędnych do tego, aby poród się dokonał. Oto niektóre z nich:

  • wstawienie dziecka w kanał rodny – dziecko musi samo znaleźć drogę przez to wąskie przejście i wpasować się główką,
  • rozmiękczenie chrząstki w miednicy i zwiększenie elastyczności więzadeł oraz ścięgien, aby możliwe było przejście dziecka przez kanał rodny,
  • czas, w którym piersi wyprodukują wszystkie przeciwciała dla dziecka po porodzie. Ich poziom w wydzielinie z piersi przed porodem jest niewielki, za to zaraz po porodzie siara jest bardzo bogata we wszystkie niezbędne dla noworodka składniki. Może to wymagać trochę czasu, dziecko może potrzebować więcej skurczów, które poprzez masaż stymulują jego układ nerwowy i przygotowują płuca do oddychania na zewnątrz,
  • zmiany w psychice matki: gotowość na podjęcie odpowiedzialności za drugą osobę, lęk przed pierwszym krokiem dziecka do odseparowania, środowisko, w którym czuje się pewnie i bezpiecznie,
  • zmiany psychologiczne w dziecku (są dowody na to, że w dziecku także w tym czasie zachodzą zmiany psychologiczne i emocjonalne).

W tym czasie bardzo łatwo zniechęcić rodzącą do dalszych wysiłków: Ciągle 5 cm. Masz tylko 5 cm. Nic się nie dzieje. Nie ma żadnego postępu. W tym czasie rodzące wykonuje wielki wysiłek, tyle że nie przekłada się on na widoczne rozwarcie. To może trwać kilka godzin lub krótką chwilę, w zależności od indywidualnych potrzeb. Niezwykle istotne jest utrzymanie mamy w dobrej kondycji psychicznej i niepozwolenie jej na załamanie się. Należy jej przypominać, że sprawy cały czas idą naprzód – to nic, że rozwarcie nie postępuje. Wykonuje kawał dobrej roboty. Dobrym pomysłem może być odłożenie na chwilę badania pochwowego. Warto poprosić personel medyczny o przerwę. Tak długo jak mama i dziecko czują się dobrze, powinni dostać czas, którego potrzebują.

Doule i niezależne położne

Jeśli obawiasz się, że ty i twój partner nie dacie rady zapamiętać tych wszystkich porad, zastanów się nad wynajęciem douli lub niezależnej położnej, nieważne, czy rodzisz w domu, czy w szpitalu. Doula może być mniejszym wydatkiem niż położna, ponieważ nie ma wykształcenia medycznego, jest jednak przygotowana do profesjonalnego wspierania w porodzie. Będzie mogła pomóc radami, masażem lub dodać otuchy, kiedy ty i twój partner nie będziecie pewni, co się dzieje lub poczujesz się niespokojna. Niezależna położna zrobi to samo, dodatkowo ma wykształcenie medyczne, więc możesz zdecydować się na poród domowy lub poprosić, aby towarzyszyła ci w szpitalu. Mają dużą wiedzę o przedłużającym się porodzie, znają wiele wspaniałych sposób, które pomagają ruszyć naprzód, i uspokoją, że to, co się dzieje, jest normalną fazą plateau, w czasie której możesz odpocząć.

Niestety w większości szpitali jedynym sposobem na poradzenie sobie z przedłużającym się porodem są leki, narzędzia lub operacja i mało kto chce walczyć o to, aby dać ciału szansę na poradzenie sobie z tym, co w porodzie naturalne.

Tłumaczenie: bellybelly.com.au
Foto

Kategorie
wywiady

„Mama idzie na kawę” – czyli jak wyciągnąć kobiety z domu

Spotykamy się z Agnieszką Czajkowską, pomysłodawczynią akcji „Mama idzie na kawę” i właścicielką marki Colorstories, by zapytać o pomysł na akcję społeczną, ale także porozmawiać o trudnym łączeniu dwóch ważnych ról – macierzyństwa i ambicji zawodowych.
mama-idzie-na-kawe
Dzieci są ważne: Inicjatywa „Mama idzie na kawę” miała spory odzew wśród kobiet, mam, kawiarni, firm ale także mediów. A nie stoi za nią żadna korporacja ani wielki sponsor. Skąd pomysł na taką akcję i jak to się robi?
Agnieszka Czajkowska: Akcja Mama idzie na kawę to naprawdę pomysł jednej mamy,  zrealizowany po godzinach, obok codziennych zajęć przy nieocenionej pomocy kilku przyjaciółek. To dowód na to, że się da i nie trzeba profesjonalnego zaplecza lub wielkich środków. Ważny jest tylko pomysł, chęci i determinacja. Pomysł akcji zrodził się z moich potrzeb jako mamy i doświadczeń na nowej drodze prowadzenia własnej firmy. Lubię spędzać czas wśród ludzi i kiedy coś się dzieje. Imponują mi kobiety, które łączą bycie mamą i realizację własnych ambicji. Na „nowej drodze” spotkałam ich bardzo wiele i chciałam stworzyć akcję, która te doświadczenia i potrzeby złączy w całość.
Od czasu jak urodziłam synka Bruna ponad 3 lata temu, odkrywam na nowo miejskie przestrzenie. Dużo podróżujemy odwiedzając koleżanki z dziećmi, kluby malucha lub kawiarnie z kącikiem zabaw dla dzieci. Dom jest bezpieczny, ale na dłuższą metę monotonny. Dlatego od pierwszych miesięcy szukaliśmy innych wrażeń i nowych doświadczeń. Kontakt z innymi mamami i wymiana doświadczeń, tych dobrych ale często również tych frustrujących, lub po prostu wspólne spędzanie czasu, dodawały mi energii. Tworząc „Mama idzie na kawę” chciałam namówić mamy, żeby wyszły z domu i odkryły w okolicy nowe przyjazne miejsca zakładane często też przez mamy. Wierzę, że będąc mamą nie trzeba rezygnować ze świata dorosłych, ale można do niego zabrać nasze dziecko. Do akcji dołączyły kawiarnie, które przygotowały specjalną ofertę dla kobiet z dziećmi, kobiet w ciąży lub tatusiów z pociechami. W wybranych kawiarniach dowolna kawa serwowana była za 50% ceny przez cały miesiąc.
DsW: Trochę więcej o akcji? Kto się do niej zgłosił?
AC: W akcji wzięło udział 130 firm i kawiarni z całej Polski, a zgłosiło się o wiele więcej. Na Facebooku w niecały miesiąc dołączyło do nas 14tys. mam. Nie spodziewałam się, że akcja zorganizowana przez kilka mam może wywołać aż tak duże zainteresowanie i zaangażowanie. Ale to tylko potwierdza starą prawdę, ze „chcieć to móc”. Ogromnie mnie cieszy, że ponad 100 kawiarni okazało się otwartych na nowe, świeże pomysły, że prawie 10 tysięcy mam skorzystało z okazji, by wyjść z dziećmi z domu, że razem stworzyliśmy mapę miejsc przyjaznych rodzicom z dziećmi.
DsW: Pani Zdaniem – czy da się połączyć rolę mamy z rolą kobiety przedsiębiorczej?
AC: Od kliku lat z podziwem przyglądam się kobietom. Są w stanie pełnić tyle ról jednocześnie i niesamowicie odnajdują się w nowych realiach. Oczywiście, że nie jest im łatwo i zawsze prowadzą wewnętrzną walkę między sercem i rozumem, między potrzebą samorealizacji i wielką miłością do dziecka. To są codzienne dylematy i decyzje, o których mało się mówi oficjalnie a wiele w kuluarach między mamami właśnie. Poznałam ostatnio wiele dziewczyn, które są przykładem na to, że bycie mamą to nie jest ograniczenie, ale wręcz przeciwnie. To doświadczenie, które daje nowe spojrzenie na rzeczywistość, na własne zainteresowania i możliwości, lepsze wykorzystanie czasu i większą wyrozumiałość dla własnych wad i mocnych stron. Inspiruje mnie kontakt z nimi i staram się sama postępować podobnie. To fajne uczucie tworzyć coś swojego, widzieć efekty i być „żeglarzem, sterem i okrętem”. Potrzebna jest odwaga i pomysł, a reszta to kwestia konsekwencji i pracy.
Zapraszając mamy do akcji „Mama idzie na kawę”, chciałam im również pokazać, że warto iść za swoimi marzeniami i realizować się w dziedzinach, które sprawiają nam frajdę, a macierzyństwo dodaje odwagi do podejmowania nowych kroków. Do naszej akcji dołączyło ponad 60 młodych polskich marek, tworzonych przez kobiety, często mamy. To są firmy jedno, dwu lub kilkuosobowe. Czasami warto zaryzykować. Ja również zostawiłam pracę w dużej firmie i stworzyłam własną markę Colorstories. Sama projektuję moje produkty i pilnuję, by wszystko było idealnie wykonane. Rok temu moja marka otrzymała prestiżową nagrodę Łódź Design Festiwal jako przykład najlepszego polskiego designu. A ja jestem z wykształcenia lingwistką Los naprawdę się do nas uśmiecha jak tylko zaczynamy robić to, co lubimy i w czym jesteśmy niezłe!
DsW: Kiedy kolejna edycja akcji „Mama idzie na kawę”?
AC: Uff, ostatnie tygodnie były bardzo intensywne, więc jak tylko zbiorę siły pomyślę o kolejnej edycji. Lub o nowej akcji Mam już kilka pomysłów. Planuję też kontynuować blog Mam idzie na kawę, który teraz jest na Facebooku. Jestem pod wielkim wrażeniem jak wiele mam czuje potrzebę podzielnia się swoim codziennym doświadczeniem. Piszę o tym co widzę i sama doświadczam – normalnie, bez przesady ale i bez lukru – i wygląda na to, że inne mamy czują podobnie. A wszystko zaczęło się tak…
Jestem mamą. Zwykłą i niezwykłą. Bywam kreatywna, zmęczona, energetyczna, leniwa, pracowita… Jestem różna, bo okoliczności zmieniają się dynamicznie. Szczególnie z małym towarzyszem u boku. Ale staram się najlepiej jak mogę. Być sobą. I być dobrą mamą. I znaleźć czas na wszystko. Lubię rytm miasta i jestem otwarta na świat. Dlatego szukam i czytam. Nie robię problemów z niczego. Szukam rozwiązań.
I nie przetrwałabym bez grupy wsparcia zaprzyjaźnionych mam. Jeśli jesteś mną lub jedną z nich, chodź z nami na kawę. Porozmawiajmy sobie.