Kategorie
recenzje

Audiobook „Proszę słonia” Wyd. Literówka

Przypuszczam, że każdy z nas w dzieciństwie poznał słonia Dominika. Książka Ludwika Jerzego Kerna to klasyka polskiej literatury dziecięcej. „Powrót słonia” to siedem odcinków bajki na podstawie książki, które premierę miały w 1968 roku. Dziesięć lat później powstała wersja kinowa. Dziś „Proszę słonia” wraca do nas w nowej wersji – jako audiobook.

prosze-slonia

Słoń wkracza w dziecięcy świat

Autor „Proszę słonia” zapewne nie spodziewał się, że jego książka tak bardzo przypadnie do gustu młodym czytelnikom, i to nie tylko w Polsce, ponieważ opowieść została przetłumaczona na kilkadziesiąt języków. Wydawnictwo Literówka z pomocą znakomitej aktorki Teatru Narodowego Anny Seniuk przypomina dzieciom tę nieco zapomnianą pozycję.

Pinio jest niskiego wzrostu. Zaniepokojeni rodzice podają chłopcu witaminy, które mają dodać mu centymetrów. Tymczasem chłopiec, odkrywając tajemnice swojego strychu, znajduje tam niewielkiego porcelanowego słonia. W ten sposób słoń Dominik zamieszkuje na półce w pokoju chłopca i staje się bacznym obserwatorem jego życia. Jest bardzo spokojnym lokatorem, lubi, kiedy czyta mu się książki i kiedy słychać dźwięk odkurzacza. Lubi też witaminy, połyka je garściami, aż rośnie tak, że pokój chłopca jest już zbyt ciasny. Słoń zamieszkuje więc w kuchni, potem na podwórku, gdzie o przygodę nietrudno. Jakie zabawne przygody spotykają przyjaciół? Tego nie zdradzam – odsyłam do audiobooka.

Z Piniem (a tak naprawdę Piotrusiem) utożsamiać może się każde dziecko w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Dzieci uwielbiają odkrywać skarby na strychach czy w piwnicach i każde może odnaleźć tam swojego słonia. Historia ponadczasowa, a dzięki lektorce – Annie Seniuk – niezwykle ciekawa dla dzieci i dorosłych. Ciepły głos lektorki, czytanie z emocjami (a może raczej odgrywanie), doskonale dobrana muzyka, która stanowi drugie tło, otwiera i zamyka rozdziały, sprawia, że dzieci nie chcą rozstawać się ze słuchawkami. Dobrym rozwiązaniem jest podzielenie ponad pięciogodzinnej całości na krótkie, piętnastominutowe rozdziały, których dziecko może wysłuchać w skupieniu. Polecam szczególnie podczas podróży samochodem, które podczas wakacji zwykle są nieco dłuższe.

Kategorie
patronat

Dziecko bez kosztów

Czy rzeczywiście nie stać nas na dzieci? A może nas stać, tylko jeszcze o tym nie wiemy?

Planujesz ciążę, właśnie dowiedziałaś się, że nosisz dziecko pod sercem, a może dopadł cię syndrom wicia gniazda i nie możesz oprzeć się wszechogarniającej potrzebie kupienia dziecku wszystkiego, co znajdziesz na sklepowej półce? Ta książka jest dla ciebie!

dziecko-bez-kosztow

Przeglądając magazyny dziecięce, z których zdjęcia kolorowych gadżetów i akcesoriów wołają do czytelnika: „Jestem niezbędny”, rodzice bardzo często zdają sobie sprawę, że wydawanie pieniędzy na te wszystkie pozornie niezbędne przedmioty zaczyna przypominać studnię bez dnia. Wydawać by się mogło, że aby rodzicielstwo było szczęśliwe i udane, a potrzeby dziecka w pełni zaspokojone, trzeba wyłożyć mnóstwo pieniędzy. Nic więc dziwnego, że coraz częściej młodzi ludzie mówią, że nie stać ich na dzieci. Na szczęście z pomocą im przychodzi Giorgia Cozza i jej fantastyczna książka „Dziecko bez kosztów”.

Z tej książki dowiesz się m.in.:

  • że oczekiwanie na dziecko nie musi być zabójstwem dla naszego portfela i że nie musimy planować skoku na bank, aby przygotować się na powitanie dziecka,
  • czego tak naprawdę potrzebuje twoje nowo narodzone maleństwo,
  • co przyda się świeżo upieczonym rodzicom, a co będzie nieuzasadnionym wydatkiem,
  • czy spanie, spacerowanie i podróżowanie może być tanie,
  • czy do zabawy potrzebne są zabawki,
  • jak żywić noworodka, niemowlę i małe dziecko ekologicznie, zdrowo i przede wszystkim bez zbędnych kosztów,
  • jak nie bić zbędnej piany w temacie kąpieli i higieny dziecka,
  • jak nie wydać kupy pieniędzy na przewijanie i czyszczenie pupy dziecka,
  • jak ubierać dziecko ładnie, wygodnie i bez płaczu (rodzica nad stanem rachunku bankowego),
  • co o wydatkach na dziecięce gadżety i akcesoria mówią rodzice, którzy już pierwsze chwile z dzieckiem mają za sobą – podpowiedzą co tak naprawdę się sprawdza w praktyce, a co będzie niepotrzebnie kurzyło się w szafkach.

Giorgia Cozza udowodni, że „Da się wychować dziecko i nie zbankrutować, a nawet wspomóc nieco środowisko: wszystko zależy od wyborów rodziców i ich stylu rodzicielstwa.”

O autorce:

Giorgia Cozza – włoska dziennikarka specjalizująca się w tematyce ciąży, porodu, karmienia piersią, a także psychologii i zdrowia. Jest autorką wielu książek dla rodziców i artykułów w popularnych czasopismach. W Polsce nakładem wydawnictwa Mamania ukazała się inna książka tej autorki: „Przerwane oczekiwanie”.

Z przedmowy

Kołyska, łóżeczko, materacyk, kołderka, kocyk, poduszka. Płyn do kąpieli, szampon, oliwka, zasypka, krem do pupy, nawilżane chusteczki. Wózek głęboki, wózek spacerowy, komoda z przewijakiem, kosz na pieluchy, kojec, mata edukacyjna, karuzela. Butelki, smoczki, podgrzewacze, mleko w proszku, gotowe kaszki i obiadki w słoiczkach… Lista rzeczy, które wydają się niezbędne, kiedy w domu pojawia się dziecko, nieustannie się wydłuża – ku zadowoleniu producentów i przerażeniu rodziców.

Czy rzeczywiście narodziny dziecka sprawiają, że w domu muszą pojawić się stosy przedmiotów i gadżetów „ułatwiających” opiekę nad niemowlęciem? „Dziecko bez kosztów” rozprawia się z tym mitem, pokazuje, jakie są prawdziwe potrzeby noworodka i jak można je zaspokoić bez konieczności wydawania bajońskich sum. Autorka przeprowadza czytelników przez świat dziecięcych akcesoriów i odkrywa, które mogą być rzeczywiście przydatne, które można samodzielnie wykonać, a które są najzupełniej zbędne, a nawet szkodliwe.

„To książka bez granic i bez uprzedzeń, książka, która mówi o tym, co jest naprawdę potrzebne do zdrowego rozwoju psychicznego i emocjonalnego. To nie jest przewodnik po zakupach ani książka, dzięki której możesz zaoszczędzić. To znacznie więcej. To książka, która pomoże rodzicom bardziej uwierzyć w siebie, zaufać potrzebom wyrażanym przez dzieci i znaleźć w sobie zasoby, by wychować dziecko w miłości i szacunku”.

Kategorie
artykuł sponsorowany rzeczy dla dzieci

Przedszkole Ekologiczne „Zielone Słonie”

Rozmowa z Moniką Habdas, Wiceprezes Fundacji „Junona” promującej zdrowe i naturalne żywienie dzieci.
zielone_przedszkole
Dzieci są ważne: Pani Moniko, rynek przedszkoli niepublicznych jest bardzo bogaty i zróżnicowany. Rodzice mają do wyboru przedszkola sportowe, językowe, artystyczne i inne. Dlaczego powinni wybierać przedszkola ekologiczne, co w nich jest takiego wyjątkowego i istotnego dla rozwoju dzieci?
Monika Habdas: Wybór przedszkola czy żłobka jest dla rodziców często trudny, a nie powinien, ponieważ kwestią fundamentalną dla każdego rodzica powinno być zdrowie dziecka. Bo cóż nam po znajomości języków czy osiągnięciach sportowych, jeśli dziecko boryka się z problemami zdrowotnymi: alergiami, otyłością, częstymi infekcjami, a czasami schorzeniami jeszcze poważniejszymi. Każdy świadomy rodzic powinien wiedzieć, że jesteśmy tym, co jemy, i że większość dzisiejszych schorzeń i alergii jest wynikiem obecności szkodliwych substancji w codziennej diecie. Przy wyborze przedszkola warto zerknąć na zasady i sposób żywienia dzieci w placówce. W pierwszej kolejności powinniśmy odrzucić przedszkola oferujące posiłki z cateringu. Muszą one być podgrzewane, przez co tracą wartości odżywcze. Nie wspominam już o tym, że zazwyczaj używa się do tego kuchenki mikrofalowej, która, jak wiemy, jest bardzo szkodliwa dla zdrowia.
D.s.W.: Czyli decyzja jest prosta: wybieramy przedszkole z własną kuchnią. A czym one różnią się od przedszkoli ekologicznych?
M.H.: Własna kuchnia to tylko połowa sukcesu. Teraz sięgamy po jadłospis i sprawdzamy, co ciekawego nasze dzieciaki będą jadły. I tutaj widać przepaść. Zwykłe przedszkola oferują dzieciom pszenne pieczywo, wędlinę nafaszerowaną konserwantami, jajecznicę z najtańszych jaj, mnóstwo białego cukru: w napojach, słodyczach, dżemach i kompotach, najtańsze mięso w gęstym sosie i tym podobne. W przedszkolach ekologicznych żywienie i skład potraw to podstawa: dzieci jedzą pieczywo żytnie, razowe, orkiszowe, jajecznicę z jaj od kur z wolnego wybiegu, ekologiczny makaron, brązowy ryż, mnóstwo kasz, najlepszej jakości mięso. Potrawy nie zawierają konserwantów i białego cukru, dania są sezonowe, naturalne i jak najmniej przetworzone. Owoce i warzywa pochodzą ze sprawdzonego źródła, a ulubionymi napojami dzieci są źródlana woda i napary z ziół.
zielone_przedszkole2
D.s.W.: Czy jednak poważną różnicą między przedszkolami zwykłymi a ekologicznymi nie jest również cena? Na pewno zdrowe żywienie kosztuje więcej?
M.H.: Nic bardziej błędnego. Nasza Fundacja prowadzi w formie projektu pilotażowego Przedszkole Ekologiczne „Zielone Słonie” na obrzeżach Bemowa i wysokość czesnego jest porównywalna z opłatami w innych placówkach w okolicy. A przecież w kalkulacji ceny nie mieści się tylko wyżywienie, ale również kadra pedagogiczna, języki obce, rytmika, gimnastyka korekcyjna i wiele atrakcji oferowanych przedszkolakom w Zielonych Słoniach.
D.s.W.: Czy Zielone Słonie jako przedszkole ekologiczne różni się od innych przedszkoli tylko zdrowym żywieniem dzieci, czy są też inne czynniki, które czynią je „eko”?
M.H.: Żywienie to nie wszystko. Chcemy być ekologiczni pod każdym względem: staramy się wyrabiać u dzieci proekologiczne nawyki przy okazji codziennych czynności: segregujemy śmieci, gasimy niepotrzebnie włączone światła, oszczędzamy wodę itp. Dodatkowo raz w miesiącu przedszkolaki uczestniczą w warsztatach ekologicznych, a także naukowych i kulinarnych – przy okazji każdego z nich staramy się przekonać dzieci do bycia eko. Nasze przedszkole otacza piękny, naturalny ogród, w którym dzieci wypoczywają i bawią się w zgodzie z naturą, słuchając śpiewu ptaków. Przedszkolaki mają swój własny ogródek warzywny, w którym same sieją, sadzą, pielą i podlewają warzywa, które następnie jedzą – dzięki temu uczą się o związkach między przyrodą, jedzeniem a zdrowiem. Odwiedzają nas różne zwierzęta, dzieci uczestniczą w dogoterapii, a wycieczki mają zawsze wymiar przyrodniczy – na przykład ostatnio byliśmy w stadninie koni. Dbamy też o zrównoważony i ekologiczny rozwój emocjonalny dziecka – korzystamy z zasad rodzicielstwa bliskości, komunikacji bez przemocy i elementów edukacji demokratycznej (na przykład nie zmuszamy dzieci do uczestnictwa w zajęciach, zawsze proponując im jakąś alternatywę).
D.s.W.: Do kogo skierowana jest oferta Zielonych Słoni, skąd pochodzą wasze przedszkolaki?
M.H.: Przedszkole Ekologiczne „Zielone Słonie” znajduje się we wsi Blizne Łaszczyńskiego w gminie Stare Babice – są to bliskie obrzeża warszawskiego Bemowa. Nasi podopieczni to dzieci świadomych ekorodziców przede wszystkim z Warszawy-Bemowa i gminy Stare Babice. Ale nie tylko. Są u nas też dzieci z Grodziska Mazowieckiego, z Ursusa i Pragi-Południe – dla rodzica dbającego o zdrowie swojej pociechy odległość nie ma znaczenia.
Nasze przedszkole jest placówką integracyjną – jesteśmy otwarci dla wszystkich, również dla dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych i terapeutycznych. Prowadzimy również opiekę dzienną nad dziećmi do drugiego roku życia. Nasza placówka jest bardzo kameralna, ponieważ mamy 28 miejsc (w tym pięć dla dzieci w wieku żłobkowym). Więcej informacji na temat naszego projektu mogą Państwo znaleźć na stronie zieloneslonie.edu.pl oraz fundacjajunona.org.
zielone_przedszkole3

ZIELONE SŁONIE

ul. Łaszczyńskiego 3A
05-082 Blizne Łaszczyńskiego, STARE BABICE
 telefon : +48 532 72 20 37, +48 532 72 20 36
kontakt@zieloneslonie.edu.pl

Kategorie
ekowiadomości

Związek autyzmu z chemicznymi opryskami – aktualne badania

Kobiety w ciąży, które mieszkają w okolicy pól pryskanych środkami chemicznymi, są trzy razy bardziej narażone na urodzenie dziecka z autyzmem niż mamy, które mieszkają z dala od opryskiwanych terenów.

ciaza-opryski

Istnieje obawa, że substancje chemiczne stosowane w rolnictwie mogą wpływać na zahamowanie rozwoju mózgu dziecka w łonie matki, co w przyszłości, już po przyjściu na świat, może wiązać się z licznymi problemami zdrowotnymi. Badaczy nie dziwią wyniki obserwacji, ponieważ silne związki chemiczne, które atakują mózg i układ nerwowy owadów, mogą szkodzić także ludziom, a szczególnie dzieciom w łonie matki, ponieważ ich mózg jest wyjątkowo wrażliwy.

Naukowcy z University of California w Davis (USA) obserwowali prawie tysiąc matek, śledząc miejsce ich zamieszkania i mapy stosowanych w tych okolicach oprysków. Zaobserwowano, że rodziny mieszkające w promilu około kilometra od pryskanych pól są o 60% bardziej narażone na urodzenie dziecka z autyzmem lub dotkniętego zespołem Aspergera niż rodziny mieszkające dalej. Szczególnie niebezpieczne są pierwsze trzy miesiące ciąży.

Nie jest to jednak jednoznaczny dowód na to, że pestycydy powodują autyzm. Dr Geoff Ptak z Instytutu Psychiatrii przy Kings College w Londynie powiedział, że: “Być może rodzice dzieci z autyzmem wolą żyć na słabo zaludnionych terenach, które po prostu znajdują się bliżej gospodarstw, które akurat stosują pestycydy”. Szukanie przyczyn autyzmu jest bardzo trudne i skomplikowane, dlatego należy podchodzić do tematu ostrożnie i brać pod uwagę wszystkie okoliczności.

Foto

Kategorie
recenzje

Olej z Krokosza Barwierskiego

Odkrywam niezwykłe właściwości oleju z krokosza barwierskiego. Jest polecany przez lekarzy, ponieważ korzystnie działa na serce. Można z nim smacznie i zdrowo gotować. W składzie ma cenne składniki, takie jak NNKT (niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe), które są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu, a w szczególności skóry. Wzięłam pod lupę działanie kosmetyczne oleju, który przysłał nam sklep biokram.pl.

olej-z-krokosza

Skład oleju:

  • kwas linolowy – naturalny środek zmiękczający skórę,
  • niezbędny wielonienasycony kwas oleinowy,
  • kwas palmitynowy,
  • kwas stearynowy,
  • alfa-tokoferol, czyli witaminę E w swojej naturalnej postaci, która m.in. opóźnia starzenie skóry.

Olej z krokosza jako krem do twarzy

Pierwsze, na co zwracam uwagę, to bezpieczeństwo stosowania. Warto skonsultować się z dermatologiem, szczególnie jeśli mamy skórę wrażliwą, podatną na uczulenia. Jak aplikować? Po umyciu twarzy nie osuszamy jej. Kolistymi ruchami wcieramy niewielką ilość oleju w skórę, omijając okolice oczu. To znakomity eliksir dla skóry: odżywia, nawilża, jednak należy używać go z ostrożnością. Chroni przed promieniowaniem UV.

Naturalna depilacja

Na początku podeszłam do tematu depilacji olejem z krokosza sceptycznie. Przecież tylko zabiegi kosmetyczne pomagają pozbyć się nadmiaru owłosienia na dłużej, co może olej? A jednak może wiele. Kobiety w Azji od wieków stosują olej jako naturalny depilator. Stosowanie go po depilacji usuwającej włoski z cebulkami (w moim przypadku najczęściej depilatorem) przedłuża czas skuteczności zabiegu. Po depilacji smaruję skórę olejem z krokosza, czekam ok. 15-20 minut, po czym nadmiar olejku zbieram chusteczką. Czynność powtarzam systematycznie codziennie już od miesiąca. To metoda dla cierpliwych – na efekt trzeba poczekać. Włosków odrasta mniej, są też słabsze. Choć efekt nie jest powalający, bo porost włosków nie został zahamowany, to warto. Być może rezultat jest widoczny po dłuższym stosowaniu. Skóra jest wyraźnie bardziej gładka, nawilżona. Olej ma neutralny zapach, nie drażni. Jest wydajny, ma przystępną cenę. Wady? Wchłania się dość powoli, jeśli nie usuniemy go z ciała, może brudzić pościel.

Kategorie
recenzje

Mouse in A house: minimalizm, wygoda, ekonomia

Odkryliśmy polską markę odzieżową, której projektantki szyją wyjątkowe ubrania dla dzieci. W ciągu ostatnich dwóch lat na polskim rynku pojawiło się kilka marek, które, chyba mogę tak powiedzieć, zrewolucjonizowały rynek modowy. Obecnie dominują materiały dresowe, unikatowe wzory, kolory uniwersalne, które zastąpiły wszechobecny róż i błękit. Każda z nowo powstałych marek wyróżnia się pewnym stałym motywem. Mouse in A house również, i jak nazwa wskazuje, chodzi o myszkę, która dyskretnie pojawia się w każdym projekcie. Projektantki tworzą kolekcję idealną dla tych, którzy chcą wyglądać przez duże W.

mouse-in-a-house1

W czerwcu tego roku projektantki Mouse in A house, stworzyły autorską kolekcję letnią (dostępna także kolekcja całoroczna) z materiałów najwyższej jakości, w 100 procentach polskiej produkcji. Mogę te ubrania polecić wszystkim małym wrażliwcom, ponieważ są uszyte z materiałów certyfikowanych, bez zbędnych elementów – nie mają suwaków, nadruków ani guzików, które mogą podrażniać skórę.

Główny cel projektantek to wygoda ubrań

Mouse in A house to biznes prowadzony przez mamy, a powstał z potrzeby – Kinga i Ewa miały dość kolorowych ubranek z sieciówek, wymyślonych dla dziewczynek i chłopców. Chciały ubrać swoje dzieci wygodnie, mając na względzie także ekonomię – ubranka to typowy oversize, więc będą rosły wraz z dziećmi i na pewno posłużą dłużej niż rok.

mouse-in-a-house

Ubrania Mouse in A house mają oryginalne kroje, np. spodnie z obniżonym krokiem, nie mają nadruków, są proste, a jednocześnie niestandardowe, niebanalne w formie. Podobają mi się! Dziecku jest wygodnie – nic nie gryzie, nic nie uciska. Mama jest zadowolona z jakości i formy.

mouse-in-a-house

Kolekcja ubrań Mouse in A house jest stworzona tak, aby wszystkie jej elementy pasowały do siebie. Świetnie wyglądają razem oraz w połączeniu z innymi elementami dziecięcej garderoby.

Spódniczka My First Mini ma ciekawą formę: ma przedłużony tył i troczki do ściągnięcia, przód jest krótszy, w pasie nieuciskająca gumka, a spódniczka jest dostępna w neutralnych kolorach – różowym także, ale pudrowym, nie cukierkowy). Idealnie komponuje się z koszulką o prostym kroju Pocket Fever White.

W zimniejsze dni zakładamy bluzę z szerokim kołnierzem Hey Grey. Niby elegancka, ale świetnie pasuje właściwie na każdą okazję. Fasonem przypomina ramoneskę, ma krótki suwak z boku. Widoczne szwy dodają całości charakteru. I najważniejsze: ubranko podoba się dzieciom, jest miękkie w dotyku, nie krępuje ruchów.

Jesienią zeszłego roku i wiosną tego córka nosiła Peekaboo Coat. To płaszczyk z kapturem z ciepłej dresowej dzianiny. Bardzo praktyczny ze względu na ciemny kolor (choć dostępny jest także jasny), obszerny kaptur, luźny fason. Neutralny szary kolor sprawia, że bluza pasuje dziewczynkom i chłopcom.

Zestaw idealny na upalne dni: spodenki Mini Shorts i T-shirt kimono. Bawełna pozwala skórze oddychać, jakość wykończenia gwarantuje trwałość, materiał jest miły w dotyku. Te ubrania także mają fason i kolor unisex.

mouse-in-a-house4

Mouse in A house można zdefiniować trzema słowami: minimalizm, wygoda, ekonomia. Uważam, że lepiej zainwestować w mniejszą liczbę ubrań, ale dobrej jakości, niż zalewać dziecięcą szafę ciuszkami słabej jakości, z których i tak dziecko szybko wyrośnie.

Kategorie
odżywianie naturalne

„Ja tego nie chcę!” – czyli jak przekonać dzieci do nowych dań

„Mamo, ja tego nie chcę!”, „Nie będę tego jadł…” – zdarza się usłyszeć podczas posiłków, prawda? W wielu domach pada wtedy sakramentalne „to zjedz chociaż mięsko”, chociaż jeśli już zachęcamy do skończenia posiłku, to warto raczej powiedzieć „to zjedz chociaż kaszę albo warzywa”.

dziecko-gotuje

Dziecko ma prawo do kulinarnych upodobań

Jeśli wiemy, że nie lubi np. buraczków, to naprawdę nie warto stosować metody „jesz to, co ja ugotuję” ani załamywać rąk, bo przecież buraczki są takie zdrowe. Niezmiennie jednak trzeba, i jest to wręcz obowiązek rodzica, uczyć dziecko nowych smaków i zachęcać do poznawania ich. I tutaj znów wszystko zależy od dziecka – niektóre są otwarte i chętne na nowe doznania kulinarne, ale są i takie, które lubią kilka wybranych składników i koniec.

Przyczyny odmawiania

Co więc zrobić, jeśli dziecko konsekwentnie odmawia próbowania nowych rzeczy, a jego menu ogranicza się do trzech ulubionych dań? Przede wszystkim warto się dowiedzieć, dlaczego dziecko nie chce jeść innych produktów. Można np. usiąść z nim i poprosić o opisanie ulubionych i znienawidzonych potraw. Jest duża szansa, że znajdziemy wspólny mianownik i okaże się, że dziecko nie lubi np. dań zbyt mazistych albo nie przepada za gęstą konsystencją.

Kolejną przyczyną może być wpływ rówieśników. Choćbyśmy nie wiem jak się starali, dziecko prędzej czy później usłyszy, że pietruszka jest niedobra, że ma być bez tego zielonego, że jajka są obrzydliwe itd. Zwłaszcza w przedszkolu taki wpływ może być bardzo silny. Warto jednak wciąż zachęcać do próbowania – nie od razu posypywać całe ziemniaki pietruszką. Argument „przecież to jest smaczne i zdrowe” odniesie odwrotny skutek. Można natomiast zapytać, w jakiej formie taka pietruszka mogłaby mu smakować. Może drobniutko pokrojona albo w formie zielonych kopytek? Eksperymenty to świetna zabawa i najlepszy sposób, żeby przekonać dziecko do produktu. Pizza z natką pietruszki? Czemu nie?

Sposoby zachęcania

Pamiętajmy, że dzieci, nawet te mniej otwarte na nowości i bardziej nieufne, najłatwiej uczą się przez obserwacje i własne doświadczenia. Wspólna wyprawa na rynek czy do warzywniaka i pozwolenie dziecku na samodzielny wybór najładniejszych owoców czy warzyw na pewno będzie dobrym krokiem do przekonania go, że sam może wybierać, co je, i że ten wybór jest duży.

Od samego początku warto uczyć dzieci dobrych nawyków, pokazywać, na co zwracać uwagę, czego unikać. Na wspólne zakupy zarezerwujmy sobie więcej czasu. Umówmy się z dzieckiem, że raz w tygodniu siadamy, ustalamy wstępne menu na najbliższe dni i idziemy wybrać produkty. Dziecko będzie miało poczucie, że jego zdanie jest ważne, że ma wpływ na to, co je, a rodzicom ułatwi to organizację tygodniowych posiłków. Jest dużo większa szansa, że menu ustalone razem z dzieckiem przypadnie mu do gustu i malec wyjdzie poza ulubione trzy potrawy.

Dzieci lubią gadżety. Własny fartuszek, specjalna książka kucharska, dostosowane do rączki dziecka małe nożyki – to wszystko jeszcze bardziej uatrakcyjni wspólne gotowanie. Nie bójmy się, że od razu odkroi sobie palce – z doświadczenia wiem, że dzieci są tak przejęte odpowiedzialnością, że bardzo ostrożnie obchodzą się z nożami.

Posiłki, nawet te na szybko w tygodniu, mogą być naprawdę dobrą zabawą i dla dzieci, i dla rodziców. Jeśli dziecko jest tylko biernym zjadaczem, to faktycznie może nie czuć potrzeby próbowania czegoś innego. Jednak jeśli poczuje, że jedzenie to nie tylko konsumpcja, ale także zakupy, przygotowanie i zabawa, to z pewnością z dużo większym zapałem wprowadzi do swojego menu nowe dania.

Foto

Kategorie
odżywianie naturalne

Jak ugotować kaszę jaglaną? 3 przepisy na jaglankę na słodko

Dorosłych przekona do jedzenia kaszy jaglanej jej pozytywny wpływ na cały organizm, zawartość witamin z grupy B i witaminy E oraz bezcenne składniki mineralne, szczególnie fosfor, żelazo i cynk. Z maluchami bywa trudniej. Jak przekonać do niej dzieci i co zrobić, żeby im rzeczywiście smakowała?

Gotowanie jest ważne

Przede wszystkim kaszę jaglaną trzeba właściwie ugotować – aby pozbyć się charakterystycznej goryczki. W tym celu należy wysypać kaszę na sitko i przelać ją 2–3 razy gorącą przegotowaną wodą. Drugi sposób polega na uprażeniu kaszy jaglanej na suchej patelni do momentu, aż zaczniemy wyczuwać charakterystyczny zapach. Należy jednak uważać, żeby jej nie przypalić.

Kaszę gotujemy w zimnej wodzie w proporcji 1:2 – na szklankę kaszy niecałe 2 szklanki wody, wówczas ugotuje się na sypko. Kaszę możemy podawać na wiele sposobów, ale słodka wersja jest zwykle najbardziej lubiana przez dzieci i warto przygotowywać ją ze świeżymi owocami sezonowymi, ale suszone również będą odpowiednie.

1. Kasza jaglana z truskawkami i kokosem

Ugotowaną na sypko kaszę serwujemy z pokrojonymi w czwórki truskawkami, polewamy sosem z agawy i posypujemy uprażonym na suchej patelni kokosem.
[reklama_col id=”57475, 57476, 58459″]

2. Kasza jaglana z gruszką

Do ugotowanej kaszy dodajemy prawie pół szklanki mleka owsianego albo kokosowego, dorzucamy 2 suszone morele (bezsiarkowe) i 2 suszone figi (bezsiarkowe) pokrojone w kosteczkę i gotujemy razem ok. 2 min. Następnie dodajemy małą gruszkę (np. konferencję) startą na grubych oczkach i dorzucamy małą pomarańczę pokrojoną w niewielką kostkę. Wszystko razem mieszamy i pozostawiamy na chwilkę na kuchence, do przeniknięcia się smaków. Ozdabiamy listkiem mięty.

3. Kasza jaglana z mango

Do ugotowanej kaszy jaglanej dodajemy mus jabłkowy, który można przygotować z 1–2 jabłek uduszonych z miodem na patelni – gdy zmiękną, miksujemy je na mus. Jedno dojrzałe mango kroimy w kosteczkę i również miksujemy. Musy owocowe łączymy i polewamy kaszę, dorzucamy uprażone na złoto płatki migdałów.

Foto

Kategorie
ekowiadomości

Położne i pielęgniarki równie ważne jak lekarz

Na świecie brakuje lekarzy, np. w Stanach Zjednoczonych w 2020 roku przewidywany jest niedobór 90 tys. specjalistów. Dostęp do darmowej specjalistycznej opieki zdrowotnej bywa utrudniony, szczególnie w biednych rejonach świata. Wyszkolenie pielęgniarki lub asystenta medycznego jest o wiele tańsze niż lekarza. Badania wykazały, że różnic w jakości świadczenia usług jest naprawdę niewiele.

polozna

Zbyt mała liczba lekarzy jest także problemem w krajach rozwijających się, a władze szukają sposobów, by tę lukę wypełnić. Giorgio Cometto z WHO z grupą badaczy przebywali w ponad 50 miejscach na świecie, korzystali z pomocy medycznej. Wszystko po to, by móc ocenić jakość usług medycznych, aby stworzyć raport.

Główny wniosek z obserwacji jest taki, iż nie ma istotnych różnic. Jakość opieki świadczonej przez personel medyczny jest porównywalna z jakością opieki lekarskiej. W niektórych przypadkach pracownicy, którzy nie byli lekarzami, byli bardziej pomocni niż medycy. Na przykład podczas porodu, przy którym asystują wyłącznie położne i pielęgniarki, rzadziej decydowano się na nacięcie krocza i podanie leków. Liczba zgonów matek czy dzieci jest taka sama podczas porodów, przy których obecni byli lekarze, jak i podczas tych, przy których asystowały położne.

Judy Honig, prodziekan na Columbia University School of Nursing, powiedziała: „Patrzymy na pacjentów w bardziej holistyczny sposób niż lekarze”. Potrzebne są liczne zmiany, zarówno na poziomie organizacji działania placówek, zmian w ubezpieczeniach, jak i otwarcie się na na leczenie przez grupy specjalistów o różnym stopniu wiedzy i doświadczeniu.

Foto

 

Kategorie
odżywianie naturalne

3 przepisy na orzeźwiające desery {lody i koktajl bez mleka i cukru}

W upalne miesiące łatwo dać się skusić czymś, co zapewni natychmiastowe orzeźwienie. Reklamy napojów chłodzących i lodów widzimy w telewizji, na plakatach czy nawet ekranach bankomatów. Niestety, większość tych słodkich pokus zawiera duże ilości cukru i innych substancji mających niekorzystny wpływ na nasz organizm. Jeśli chcecie osiągnąć efekt ochłody bez wyrzutów sumienia, spróbujcie sami wyczarować lody (bez mleka, bez cukru) lub orzeźwiający koktajl warzywny z lokalnych i sezonowych produktów.

lody-domowej-roboty

1. Lody – nie tylko dla wegan i alergików

Składniki (2 porcje):

  • 30 umytych i obranych truskawek,
  • pół szklanki mleka owsianego (najlepiej domowej roboty),
  • 3 łyżeczki siemienia lnianego,
  • opcjonalnie: 2 listki stewii lub łyżeczka ksylitolu.

Wszystkie składniki blendujemy w mikserze kielichowym do uzyskania gładkiej masy. Przelewamy do pucharków i wstawiamy do zamrażalnika. Najlepszą konsystencję, pozwalającą swobodnie jeść lody łyżeczką, otrzymamy po 2–3 godzinach.

Podstawą tego przepisu są owoce. Proponuję truskawki, ale mogą być to również – w zależności od sezonu – jagody, morele, brzoskwinie. Im soczystsze owoce, tym więcej siemienia lnianego – aby masa była związana, nie rozwarstwiła się podczas mrożenia.

2. Wegańskie lody karobowe

Składniki (2 porcje):

  • szklanka mleka roślinnego,
  • kilka łyżeczek sproszkowanego karobu,
  • kilka łyżeczek siemienia lnianego.

Wszystkie składniki dokładnie miksujemy w mikserze kielichowym do uzyskania gładkiej masy i wstawiamy w pucharku do zamrażalnika na 2-3 godziny. W tym wypadku lody będą nieco mniej lokalne – karob pochodzi z Europy, więc ma bliżej na nasz talerz niż kakao. Karob to znakomity zastępnik kakao – nie uczula, jest sam w sobie słodki i ma właściwości zagęszczające. Jest otrzymywany z owoców drzewa o nazwie szarańczyn strąkowy, które rośnie w rejonie Morza Śródziemnego.

3. Błyskawiczny koktajl na bazie ogórka

Składniki (2 porcje):

  • 1 większy zielony ogórek lub 2 mniejsze,
  • łyżka siemienia lnianego,
  • kilka listków świeżej natki pietruszki,
  • sok z cytryny według uznania,
  • woda według uznania, ew. kilka kostek lodu.

Warzywa dokładnie myjemy, ogórki obieramy ze skóry. Wszystkie składniki wrzucamy do miksera kielichowego i blendujemy przez parę minut, aż blender w miarę dokładnie rozdrobni siemię lniane. (Uwaga, zanim wrzucimy do kielicha kostki lodu, sprawdźmy w instrukcji, czy możemy). Koktajl wypijamy w ciągu kwadransa.

Koktajle na bazie zielonego ogórka (i nie tylko) wspaniale orzeźwiają, w dodatku są zdrowe dzięki zawartości błonnika i witamin w łatwo przyswajalnej postaci. Taki napój może stanowić 1–2 porcje warzyw z zalecanych pięciu dziennie.

Aby podkręcić nieco smak, do podanych składników można dodać rzodkiewkę, 2–3 liście kapusty, 2–3 liście sałaty, 2–3 liście jarmużu, łodygę selera naciowego. Jeśli nie mamy lub nie lubimy natki pietruszki, jako zielenina świetnie spiszą się dobrze umyte liście rzodkiewki lub marchewki, roszponka czy bazylia.

Foto