Kategorie
recenzje

Proszek do prania pieluch wielorazowych i nie tylko Potion

Rodzice dzieci pieluchowanych wielorazowo pewnie doskonale znają proszek Potion marki Tots Bots. Ostatnio zyskał nową odsłonę – jest dostępny w opakowaniach 750 g, w trzech wersjach zapachowych: bezzapachowej, miętowej oraz fiołkowej. Proszek przysłał nam sklep z pieluszkami wielorazowymi i ekologicznymi artykułami dla rodziny, dziecka i domu: wielorazowo.pl.

potion

Proszku do prania ubranek, pieluszek czy pościeli dziecka poszukiwałam metodą prób i błędów. Brałam pod uwagę kilka czynników: skład, zapach, a raczej jego brak, skuteczność w usuwaniu plam, pojemność = wydajność, cenę. Do nowości podchodzę z dystansem. Wydaje mi się, że nie można eksperymentować na zdrowiu dziecka, fundując mu wysypkę czy inne problemy skórne wynikające z agresywnych, chemicznych składników środków piorących. Dlatego wybieram bezpieczne produkty, a do takich należy proszek Potion. Mali alergicy mogą czuć się bezpiecznie.

A może zapach?

Zwykle wybieram proszek bezzapachowy. Dlaczego? Wydaje mi się, że substancje zapachowe są zbędne. Gdy mam ochotę, by pieluchy czy ubranka delikatnie pachniały – stosuję kilka kropli olejku eterycznego. Zapachowy proszek Potion mile mnie zaskoczył. Po pierwsze: substancje zapachowe w nim zawarte są pochodzenia naturalnego – żadnej chemii! Zapach fiołków lub mięty może wydawać się dość intensywny po otwarciu opakowania, jednak po praniu pieluchy, ubrania, ręczniki pachną bardzo delikatnie i przyjemnie. Aromat nie ulatnia się szybko. Po drugie: listę składników czyta się bardzo przyjemnie, ponieważ jest ich tylko kilka, a na etykiecie znajdziemy informacje o pochodzeniu i działaniu każdego z nich (można się sporo dowiedzieć). Po trzecie: proszek jest wydajny. Ilość, którą stosujemy na pełną pralkę pieluch czy ubranek, wyznacza nam twardość wody. Średnio opakowanie 750 g wystarcza na 15 prań. Cena może wydawać się dość wysoka, ale gwarantuje bezpieczeństwo. Poręczne opakowanie i dołączona do proszku miarka ułatwiają stosowanie. Czy proszek jest skuteczny? Jak najbardziej – Potion usuwa nawet bardzo trudne zabrudzenia po kupkach czy jedzeniu. W 50°C i po dodaniu nieco większej ilości proszku, Potion poradził sobie nawet z plamami po marchewce.

Proszek Potion:

  • jest antybakteryjny – idealny do prania pieluch wielorazowych i nie tylko;
  • 100% naturalny, nie zawiera żadnych syntetycznych enzymów ani sztucznych substancji zapachowych;
  • jest bezpieczny dla wrażliwej skóry dziecka, polecany dla alergików;
  • skutecznie usuwa nawet bardzo trudne plamy – aktywny już od 30°C;
  • jest przyjazny zarówno dla skóry dziecka, jak i środowiska (ulega całkowitej biodegradacji);
  • został wyprodukowany w Wielkiej Brytanii.
Kategorie
wychowanie

Czego nie dadzą dziecku akcesoria do nauki chodzenia?

Rynek asortymentu dziecięcego zasypuje nas przedmiotami mającymi usprawnić rozwój dziecka, czasem twierdząc nawet, że są one niezbędne dla osiągnięcia odpowiedniego poziomu rozwojowego. Skutkuje to często rezygnacją przez rodziców z korzystania z ich własnych kompetencji do wspierania dziecka w zdobywaniu nowych umiejętności.

Rodzice często pytają o wpływ korzystania z szelek zabezpieczających czy chodzika  na rozwój ruchowy i relację między pomiędzy dzieckiem a rodzicem.

chodzik

Chodzik a relacja

Jeśli chodzi o aspekt psychologiczny, stosowanie tego typu przedmiotów może wpływać na osłabienie relacji rodzic-dziecko, a co za tym idzie (w sposób niebezpośredni) ogólnego rozwoju dziecka. Rodzic powinien być dla swojego dziecka bazą: przy nauce chodzenia stać w bezpiecznej odległości za dzieckiem, pozwalać na eksplorację otoczenia. Dziecko powinno doświadczać wielozmysłowej stymulacji poprzez poznawanie otoczenia, a rolą rodzica jest zachęcanie, a raczej nieprzeszkadzanie w naturalnej ciekawości dziecka i czuwanie – w bezpiecznej odległości – nad jego bezpieczeństwem.

Chodzik a dotyk

Poza tym chodzik eliminuje z relacji rodzic-dziecko coś bardzo ważnego – dotyk, który wpływa korzystnie nie tylko na rozwój percepcji czuciowej rąk i całego ciała, ale także na budowanie relacji. W chodziku dziecko jest dużo mniej stymulowane niż przy kroczeniu bez chodzika, a powinno nauczyć się nie tylko chodzić, ale również upadać. Rodzic może upadać wraz z dzieckiem, żeby zobaczyło, że jest to coś, co czasami przytrafia się każdemu.

Pozwólmy dzieciom eksplorować otoczenie, dając jednocześnie do zrozumienia, że jesteśmy obecni (poprzez mówienie do dziecka, dotyk), i możemy w każdej chwili pomóc.

W doborze akcesoriów dla dzieci kierujmy się własną intuicją, nie ofertą rynkową, i postawmy na naturalny, niespieszny rozwój dziecka oparty na zdrowej relacji z bliskimi. Wszystkie teorie przywiązania podkreślają wielkie znaczenie dotyku i bliskości. Nie zapewnią tego dziecku żadne, nawet najlepsze, sprzęty, ale obecność rodzica.

Wpływ chodzika na rozwój fizyczny dziecka

(Fragment: Jak dbać o prawidłową postawę ciała dziecka, Anna Schab)

W Stanach Zjednoczonych chodziki znajdują się na „czarnej liście”, oficjalnie zakazane przez Amerykańską Akademię Pediatryczną i Narodowe Zrzeszenie Szpitali Dziecięcych. Ich produkcja i sprzedaż zostały również zakazane w Kanadzie. Wykazano bardzo dużą urazowość (zwłaszcza urazy czaszkowo-mózgowe) wśród dzieci, które kształtowały chód z ich pomocą. Chodzenie w chodzikach pozbawia bowiem dziecko możliwości kształtowania orientacji przestrzennej, schematu ciała, planowania motorycznego, koordynacji naprzemiennej i równowagi ciała. Rozwija nieprawidłowy wzorzec chodu i nieprawidłową postawę ciała. Warto zatem zrezygnować z tej niebezpiecznej „zabawki” i pozwolić dziecku we własnym tempie odkrywać zalety dwunożnej pozycji.

Foto

Kategorie
wywiady

Jakie zmiany zachodzą w przedszkolach po przyłączneniu do projektu ZdrowyPrzedszkolak.org

Cieszy fakt, że coraz więcej rodziców, nauczycieli, dyrektorów przedszkoli jest świadomych tego, że to, co jedzą nasze dzieci, wpływa bezpośrednio na ich samopoczucie i ważne czynności organizmu. Nawyki żywieniowe nabyte w dzieciństwie często wpływają na późniejsze wybory, dlatego tak ważne jest ich prawidłowe kształtowanie. Zdrowy Przedszkolak.org to projekt non profit, który aktywnie realizuje to założenie poprzez szkolenia i pomoc w zmianie diety w konkretnych przedszkolach. W projekcie bierze udział 60 partnerskich przedszkoli. Natomiast w konferencjach, szkoleniach, warsztatach organizowanych przez Zdrowego Przedszkolaka.org wzięło udział łącznie ok. 3300 osób.
zp2

Przeczytajcie wywiad z przedstawicielkami kilku przedszkoli, w których realizowana jest kampania Zdrowy Przedszkolak.org

1. Jakie zmiany w żywieniu dzieci udało się wprowadzić w przedszkolu?

Katarzyna Kostka – Przedszkole nr 17 Tychy:

Od początku przystąpienia do projektu udało się nam całkowicie wyeliminować sztuczne dodatki, barwniki i wzmacniacze smaku, zastępując je świeżymi ziołami oraz przyprawami. Zupy gotowane są na jarskich wywarach z dodatkiem oliwy, a jako dodatek do zup lub drugich dań podajemy makarony z pełnego ziarna, brązowy ryż, różnego rodzaju kasze, amarantus. Zupy mleczne serwujemy z dodatkiem płatków owsianych, kaszy manny, ryżu, chrupkami orkiszowymi lub chrupiącej gryki z melasą i migdałami. Słodkie jogurty i serki homogenizowane zostały zastąpione przez serek naturalny i jogurt, do których dzieci samodzielnie dodają bakalie, mus ze świeżych owoców kiwi lub mrożonych truskawek, a także syrop klonowy. Ponadto na stałe do naszego menu weszły różne pasty kanapkowe, np. z ciecierzycy, soczewicy, rybne, twarogowe i jajeczne. Do wyrobu pierogów, naleśników lub ciast panie kucharki używają mąki pełnoziarnistej, a do słodzenia ciast i deserów – cukru trzcinowego, miodu lub syropu klonowego. Każdy posiłek zawiera świeże warzywo lub owoc, dzieci chętnie samodzielnie tworzą sałatki owocowe lub naturalne soki jabłkowo-marchewkowe, które ze smakiem spożywają.

Ewa Skwarka – Dyrektor Przedszkola nr 240 im. Polskich Olimpijczyków w Warszawie:

Zmieniliśmy rozkłady posiłków, co niesie za sobą zmiany w organizacji placówki. Obiad został podzielony na dwie części, dzięki czemu dzieci jedzą w regularnych odstępach i nie są głodne po południu. Podajemy więcej zup typu krem, w których przemycamy dużą ilość warzyw. Ograniczyliśmy mrożonki do minimum. Sami pieczemy mięso i podajemy własnego wyrobu wędliny. Dość często serwujemy dzieciom pasty wykonywane w przedszkolu. W okresie jesienno-zimowym podajemy ciepłe i pełnowartościowe śniadania, zrezygnowaliśmy ze słodkich płatków śniadaniowych na rzecz płatków owsianych, kasz, ryżu na mleku. W jadłospisie dominują dania z kaszą, zwłaszcza gryczaną i jaglaną. Jeśli chleb, to wyłącznie razowy, pełnoziarnisty. Desery sporządzamy sami, zwykle to domowe kisiele i budynie.

Magdalena Jurzyk – Dyrektor Przedszkola Leśnego Warszawa-Wawer:

Jeszcze przed przystąpieniem do projektu zmieniliśmy większość produktów spożywczych. Nasza kuchnia to kuchnia sezonowa, lokalna i pełnoziarnista. Brak w niej wysoko przetworzonych składników, opiera się głownie na warzywach, kaszach, pełnoziarnistych mąkach i odrobinie mięsa. Nie ma u nas słodyczy, cukrów prostych unikamy jak ognia.

Dagmara Szefler – Społeczne Przedszkole Kolorowe Listki w Poznaniu:            

Zmian jest sporo. Przede wszystkim podajemy więcej gotowanych warzyw do obiadu. Dzieci uwielbiają gotowane buraczki na śniadanko jako przekąskę. Nie podajemy przedszkolakom gotowych syropów do picia. Zastąpiliśmy je kompotami gotowanymi z sezonowych owoców z niewielkim dodatkiem cukru trzcinowego. Wprowadziliśmy sezonowe owoce (głównie jabłka) zamiast przekąski w postaci chlebka orkiszowego w czasie pomiędzy obiadem a podwieczorkiem. Zrezygnowaliśmy ze słodkich dżemów na rzecz past strączkowych, pasty z awokado z karobem, itp.

Justyna Gazda – dietetyk w Przedszkolu Prywatnym Mini Raj w Mińsku Mazowieckim:

Najlepiej przyjęty przez przedszkolaki jest zwyczaj jednego w tygodniu śniadania, kiedy to dzieci same komponują kanapki z dużego wyboru produktów. Powoli dzieci zaakceptowały domowe ciasta podawane raz w tygodniu, choć nie wszystkie. Niektóre zmiany, takie jak wprowadzenie pełnoziarnistych makaronów i panierek chyba nie zostały zauważone. Odstawiliśmy krem Nutella i pasztet drobiowy, bardzo lubiane przez dzieci. Wprowadziliśmy wiele past. do których dzieci powoli się przyzwyczajają. Jednakże mając wybór między kanapką z pastą i z masłem z reguły wybrałyby to drugie. Ostatnio prawie całkowicie wyeliminowaliśmy kupne wędliny na rzecz pieczonych. Nie podajemy też słodzonych płatków, ograniczamy białe pieczywo (szczególnie bułkę wrocławską) na rzecz pełnoziarnistego, najchętniej na zakwasie. Dzieci niespecjalnie to akceptują. Jest natomiast coraz lepiej z „przemycaniem” kasz i roślin strączkowych, ale dość ciężko z daniami z ryb. Najłatwiej jest podawać ryby w postaci past, z dań obiadowych dzieci akceptują smażoną rybę. Ograniczamy ilość soli na rzecz przypraw, dzieci mają nieograniczony dostęp do wody do picia. Korzystamy z kiszonek ze znanego, lokalnego źródła. Również ciasteczka kupujemy w pobliskiej wytwórni.

2. Jak dzieci reagują na zmiany?

Katarzyna Kostka – Przedszkole nr 17 Tychy:

Dziś, po dwóch latach udziału w projekcie, śmiało możemy stwierdzić, że choć nie było łatwo, to było warto, a dzieci z czasem zaakceptowały zmiany w menu. Dużą pomocą było dla nas wsparcie ze strony Urzędu Miasta Tychy poprzez uczestnictwo w projekcie „Małe Ogródki‘’ – kampanii społecznej na rzecz zdrowego żywienia. Dzięki  temu nasze panie kucharki mogły uczestniczyć w warsztatach kulinarnych, a dzieci samodzielnie  zakładały ogródki warzywno-owocowe przy przedszkolu, ucząc się jednocześnie, jak je uprawiać, pielęgnować i jak się zdrowo odżywiać. Każde dziecko otrzymało książkę kucharską z przepisami „Małe Ogródki od  kuchni’’, aby razem z rodzicami ugotować coś pysznego i zdrowego. Odsyłam do strony maleogrodki.umtychy.pl.

Ewa Skwarka – Dyrektor Przedszkola nr 240 im. Polskich Olimpijczyków w Warszawie:

Dzieci powoli przekonują się do past (zwłaszcza najmłodsze mają z tym problemu). Rozkład posiłków został zmieniony 1 marca, więc jeszcze nie wiemy, jak takie zmiany przypadną dzieciom do gustu. Mamy nadzieję, że będzie się marnowało mniej jedzenia, bo rozdzielony obiad spowoduje, że dzieci będą więcej jeść. Zauważyliśmy, że najmłodsze dzieci nie chcą jeść ciemnego pieczywa.

Magdalena Jurzyk Dyrektor Przedszkola Leśnego Warszawa – Wawer:

Dzieci prawie w ogóle nie zauważyły zmian. Po dwóch latach prowadzonych działań widzimy efekty swoich starań. Nasze dzieci, szczególnie starszaki, rzadko mają problem ze spożywaniem posiłków w przedszkolnej stołówce. Maluszki potrzebują dwóch, góra trzech miesięcy, żeby się zaadaptować do nowych posiłków (zupy kremy, zapiekanki warzywne, pieczywo pełnoziarniste).

Dagmara Szefler – Społeczne Przedszkole Kolorowe Listki w Poznaniu:

Początki wprowadzania zmian są trudne, ale z czasem i dzięki powtarzalności nowych potraw dzieci się przyzwyczajają. Dzieci w przedszkolu jedzą z dużym apetytem.

3. Czy prowadzone są w przedszkolach warsztaty kulinarne/żywieniowe dla dzieci? Jakie przynoszą rezultaty?

Ewa Skwarka – Dyrektor Przedszkola nr 240 im. Polskich Olimpijczyków w Warszawie:

Przeprowadziliśmy warsztaty kulinarne, które dotyczyły robienia soków warzywnych i owocowych, sałatek i surówek wielowarzywnych, gotowania zupy dyniowej, robienia ciastek bakaliowych oraz pierników, a także chleba z ziarnami. W najbliższym czasie planujemy organizację warsztatów dotyczących przygotowywania past.

Magdalena Jurzyk – Dyrektor Przedszkola Leśnego Warszawa-Wawer:

W naszym Przedszkolu Dzieci uczą się przygotowywać zdrowe słodycze. Trufle z kaszy jaglanej i karobu, budynie z kaszy jaglanej, ciastka z amarantusa i sezamu, pełnoziarniste pierniki, batony zbożowe itd. Uczymy Maluchy, że słodycze to nie tylko cukierki i że, odpowiednio skomponowane, mogą być źródłem cennych witamin. Co roku wydajemy zeszyt z przepisami na słodkości. Rodzice często dopytywali o zdrowe alternatywy dla słodycze, stąd pomysł na tę publikację.

Dagmara Szefler – Społeczne Przedszkole Kolorowe Listki w Poznaniu:

Prowadzone są wykłady dla rodziców na temat żywienia dzieci w przedszkolu.

Justyna Gazda – dietetyk w Przedszkolu Prywatnym „Mini Raj” w Mińsku Mazowieckim:

Warsztaty kulinarne przeprowadzane są w grupach w ramach realizacji programu MEN. Bierzemy również udział w różnych akcjach i konkursach. W planach mamy większe przedsięwzięcia związane z projektem, np. dni warzywne.

4. Jak zmiany w przedszkolach odbierają rodzice?

Katarzyna Kostka – Przedszkole nr 17 Tychy:

Najtrudniej do zmian przekonać samych rodziców, od których przecież tak wiele zależy. Ciężko ich zachęcić do czytania ciekawych  publikacji drukowanych dla nich specjalnie ze strony Zdrowego Przedszkolaka oraz do zapoznania się z artykułami na stronie programu. Ale nie zniechęcajmy się, przeciwnie – róbmy swoje!

Ewa Skwarka – Dyrektor Przedszkola nr 240 im. Polskich Olimpijczyków w Warszawie:

Zmiany zostały przedstawione na zebraniu rodziców z udziałem dietetyka w styczniu br. Wszyscy rodzice obecni na zebraniu chcieli wprowadzenia zmian natychmiast. Rodzice mieli możliwość spróbowania past, które bardzo im smakowały. Zostali zachęceni do sporządzania zdrowych posiłków w domu i wyeliminowania szkodliwych artykułów z diety dziecka i całej rodziny. Rodzice mają obawy związane z tym, że dzieci nie będą chciały jeść zdrowych dań, bo nie są do nich przyzwyczajone. Mają dostęp do zdrowych przepisów, które są publikowane na blogu dla rodziców oraz są kierowani na stronę zdrowyprzedszkolak.org

Magdalena Jurzyk – Dyrektor Przedszkola Leśnego Warszawa-Wawer:

Bardzo pozytywnie, część Rodziców wybiera nasze przedszkole właśnie ze względu na świadomą kuchnię.

Dagmara Szefler – Społeczne Przedszkole Kolorowe Listki w Poznaniu:      

Początkowo patrzą z dystansem, jednak wierzą w nasze dobre i zdrowe intencje.

Justyna Gazda – dietetyk w Przedszkolu Prywatnym Mini Raj w Mińsku Mazowieckim:

Rodzice nie zostali jeszcze powiadomieni o naszym przystąpieniu do projektu. Nie mam negatywnych sygnałów odnośnie jadłospisu, natomiast wychowawczynie często słyszą, jak rodzice mówią, żeby dziecko czegoś nie jadło.

5. Co największą przynosi trudność w realizacji projektu?

Dagmara Szefler – Społeczne Przedszkole Kolorowe Listki w Poznaniu:

Najwyższe są zdecydowanie koszty żywności ekologicznej, jednak wypracowaliśmy zasadę zwracania się o produkty bezpośrednio do producenta (np. młyna, gospodarstwa).

Magdalena Jurzyk – Dyrektor Przedszkola Leśnego Warszawa-Wawer:

Zmiana mentalności Pań kucharek… i niestety niektórych nauczycieli, którzy co i rusz dokarmiają dzieci groszkami, żelkami itd., oczywiście z miłości;)

Ewa Skwarka – Dyrektor Przedszkola nr 240 im. Polskich Olimpijczyków w Warszawie:

Niechęć najmłodszych dzieci do zjadania zdrowych dań oraz przekonanie rodziców do zmiany żywienia w domu.

Justyna Gazda – dietetyk w Przedszkolu Prywatnym Mini Raj w Mińsku Mazowieckim:

Największy problem sprawia mi modyfikacja podwieczorków. Dzieci najchętniej jadłyby kanapki (z konieczności tak wygląda kolacja). Z ciepłych potraw akceptują kisiel i zapiekanki, niektóre budyń.

6. Czego Państwo oczekują od projektu?

Ewa Skwarka – Dyrektor Przedszkola nr 240 im. Polskich Olimpijczyków w Warszawie:

Więcej szkoleń stacjonarnych dla personelu kuchennego, nawet płatnych.

Dagmara Szefler – Społeczne Przedszkole Kolorowe Listki w Poznaniu:

Jesteśmy zadowoleni z kontaktu z koordynatorami projektu: otrzymujemy dużo maili, pojawiają się nowe artykuły na stronie, dziękujemy za wsparcie.

Justyna Gazda – dietetyk w Przedszkolu Prywatnym Mini Raj w Mińsku Mazowieckim:

Regularnie czytam artykuły publikowane na stronie projektu, wysłuchałam webinariów na temat modyfikacji . Brakuje mi „przestrzeni”  w Internecie, gdzie przedszkola uczestniczące w projekcie mogłyby wymieniać się spostrzeżeniami, pomysłami, przepisami, inspiracjami. Bardzo dziękuję za Waszą pomoc i wsparcie.

zdrowy-przedszkolak

Foto

Kategorie
wychowanie

Kim chciałbyś zobaczyć swoje dziecko w przyszłości? Wychowujesz je dziś!

Czy zastanawiałaś (zastanawiałeś) się kiedyś, kim chciałabyś (chciałbyś) zobaczyć swoje dziecko w przyszłości, jakimi wartościami będzie się kierować, co będzie dla niego ważne? A także, jakie relacje chciałabyś (chciałbyś) mieć ze swoim dzieckiem – nie tylko teraz, ale również w przyszłości? Warto zadać sobie te pytania już dziś, aby wiedzieć, w jakim kierunku podążać wychowując swoje dziecko, a także z większą świadomością podchodzić codziennie do swojego rodzicielstwa.

wychowanie-na-przyszlosc

Jako hasło przewodnie tego artykułu chcę przytoczyć słowa M. Rosenberga: „Typ twojego rodzicielstwa ma wpływ nie tylko na twoje dziecko, ale również na życie setek, a może i tysięcy ludzi, z którymi zetknie się w przyszłości. Nie możesz uniknąć tego wpływu, ale możesz zdecydować, jaki on będzie” . Te słowa pokazują mi, jaka odpowiedzialność spoczywa na mnie jako na rodzicu, skłaniają do refleksji nad własnym rodzicielstwem, motywują, aby zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby wychować wartościowego, dorosłego człowieka.

Wydaje mi się, że trudno wychować człowieka odpowiedzialnego, samodzielnie myślącego, szanującego siebie i innych, a także kierującego się zasadami moralnymi, przez przypadek. Być może jest to możliwe w przypadku tych, który wynieśli tę mądrość i wiedzę z własnego domu, ale co z tymi, którzy nie mieli tyle szczęścia? Niestety powielamy, przeważnie bezrefleksyjnie, schematy z własnego dzieciństwa, zarówno te dobre, jak i gorsze, które często były bolesne i przykre. Tylko refleksja może pomóc przerwać to błędne koło.

Postaw sobie długoterminowe cele odnośnie swojego dziecka

Podobnie jak w innych dziedzinach życia, czy to w pracy zawodowej czy innych, aby odnieść sukces należy stawiać sobie cele, co jakiś czas je weryfikować i krok po kroku się do nich przybliżać. A w przypadku gdy pewne działania nie przybliżają nas do osiągnięcia tego celu, zmieniamy kierunek lub podejmujemy inne kroki. Podobnie, aby wychować szczęśliwego, pewnego oraz kochającego siebie i innych człowieka, musi stać się to naszym celem. Każdy dzień albo nas do tego celu przybliża, albo od niego oddala.

Myśl zgodnie ze swoim celem

Nasze myśli pojawiają się i znikają, na co nie mamy wpływu. Mamy jednak wpływ na to, w którą z nich się angażujemy. Dlatego warto tak kierować własnymi myślami, aby wspierały nasze rodzicielskie cele.

To, w jaki sposób myślę o moim dziecku, wpływa na sposób, w jaki będę na nie patrzeć, a także je traktować. Przykładowo: jeśli uważam moje dziecko za osobę, której nie można ufać, prawdopodobnie będę decydowała za nie w różnych sytuacjach, pozbawiając je tym samym samodzielności oraz pokazania, że można na nim polegać. Z kolei jeśli będę myślała o moim dziecku jako o kimś, kto potrafi sobie sam poradzić, to dam temu wyraz poprzez dawanie wielu okazji do decydowania o sobie. Stąd wniosek dla wszystkich rodziców – myślmy w jak najlepszy sposób o własnych dzieciach, wtedy pozwalamy im rozwinąć ich potencjał.

Działaj zgodnie ze swoim celem

Każdy dzień daje mnóstwo okazji, aby przekazać nasze wartości, chociażby przez nasze własne zachowanie, bowiem dzieci najwięcej uczą się poprzez obserwację swoich rodziców. Poza tym świadomość długoterminowych celów rodzicielskich prowadzi do tego, jak traktujemy nasze dziecko. Czy skupiamy się na tym, aby w tym momencie było lżej, szybciej, czy może cierpliwie czekamy na efekty, które pojawią się w przyszłości. Na przykład jeśli chcę wychować samodzielnego człowieka, będę powstrzymywała się wyręczania mojego dziecka w różnych czynnościach, nawet kosztem czasu, który jest potrzebny do wykonania przez niego jakieś czynności samodzielnie. Podobnie, jeśli chcę żeby moje dziecko było pewne siebie i asertywne w przyszłości, nie będę wymagała posłuszeństwa i uległości w domu. Zdaję sobie sprawę, że dziecko uległe w domu, będzie także uległe rówieśnikom, a nie jest to przez mnie pożądane.

Słuchaj i mów zgodnie ze swoim celem

To, w jaki sposób słucham mojego dziecka, wpływa na jakość naszych wzajemnych kontaktów, gdyż wspólne rozmowy mogą służyć zarówno pogłębieniu kontaktu, jak również nieporozumieniom i kłótniom. Aby wiedzieć, w którym kierunku podążają wspólne rozmowy, warto zadać sobie pytanie: w jakim celu słucham mojego dziecka? Jest ogromna różnica pomiędzy słuchaniem w celu wyłapania błędów i dowiedzenia się, co złego zrobiło, a słuchaniem w celu lepszego poznania i zrozumienia własnego dziecka. Okazuje się, że rodzicom nie przychodzi łatwo być otwartymi i wrażliwymi słuchaczami, szczególnie gdy mamy z ciekawością i szacunkiem wysłuchać rzeczy, które są sprzeczne z naszym własnym punktem widzenia. Jednak pamiętajmy, że zawsze mamy wybór, który rodzaj słuchania chcemy wybrać. Jednak, aby przełączyć się na empatyczne aktywne słuchanie,trzeba wpierw samemu tego doświadczyć. Zatem gdy nie mamy w sobie przestrzeni, aby wysłuchać naszego dziecka, gdyż sami jesteśmy przepełnieni negatywnymi emocjami (gniewem, frustracją czy obawami), warto wziąć odpowiedzialność za te emocje i poszukać pomocy u kogoś, z kim można porozmawiać.

Niestety nasz nawykowy język nierzadko stoi na przeszkodzie szacunkowi i współdziałaniu w naszym domu. Oprócz tego wpływa także na powstawanie lub zaognianie domowych konfliktów. Za przykład takich nawykowych wypowiedzi posłużyć mogą: ocenianie (jesteś niegrzeczny), osądzanie (ja mam rację), czy odmawianie wolności wyboru (masz to zrobić, musisz, powinieneś) i stawianie żądań.

Foto

Kategorie
wychowanie

"Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko". Czy to jest tylko frazes?

Lubię w książkach, które teoretycznie nie mają nic wspólnego z macierzyństwem, szukać dla siebie inspiracji. Jedną z nich stał się dla mnie cytat: Kluczem w przywództwie nie jest to, jak liderzy radzą sobie z ludźmi, ale jak radzą sobie ze sobą!

Kiedy przeczytałam to zdanie, od razu zrobiłam w głowie parafrazę: Kluczem w macierzyństwie nie jest to, jak matki radzą sobie z dziećmi, ale jak radzą sobie ze sobą!

szczesliwa-mama

Jak to?

Być może to zdanie wywoła w Tobie opór. Jak to? Czyżbyś chciała powiedzieć, że to ja jestem najważniejsza? Tak. Właśnie to chcę Ci powiedzieć. Choć dla wielu kobiet wciąż jest to nie do przyjęcia.

Jest niewiele rzeczy, których do tej pory byłam w swoim życiu tak pewna, jak to, że aby wychować szczęśliwe i „zdrowe” wewnętrznie dziecko, potrzebna jest szczęśliwa i świadoma siebie kobieta.

Zacznij już teraz!

Znajoma zapytała mnie kiedyś: Czy tobie zdarza się pomyśleć o sobie? Odpowiedziałam wtedy: Przecież ja cały czas myślę o sobie! W każdej chwili naszego życia podejmujemy decyzje, aby później doświadczyć ich konsekwencji. Oczywiście można przyjąć założenie, że poświęcam swoje życie dla innych: rodziny, przyjaciół…, jednak uważam, że prędzej czy później przyjdzie moment frustracji. Rozmawiałam raz z 65-letnią kobietą, która żaliła się, że nie jest już nikomu w życiu potrzebna. Wychowała piątkę wspaniałych dzieci, ale one nie chcą teraz jej pomocy, mówią na każdym kroku, że mają swoje życie. Odpowiedziałam jej wtedy: Ależ to cudownie, wreszcie możesz się zająć tylko sobą! Zrób wreszcie coś dla siebie. Niestety miałam wrażenie, że moja rada jej nie pomaga, ale jeszcze bardziej ją smuci. Bo jeśli nigdy w życiu nie zrobiła nic dla siebie, to jak teraz się za to zabrać? Da się! Oczywiście, że się da, ale po co czekać do emerytury, można zacząć już teraz!

Zdarza się, że ludzie rozumieją to, co mówię, zbyt dosłownie. Słyszą, co mówię, i odpowiadają: to egoizm!  Proszę wtedy, aby popatrzyli na małe dziecko. Przecież dzieci przez pierwszy okres swojego życia nie robią nic innego, tylko myślą o sobie. Kiedy są głodne, płaczą i proszą, aby je nakarmić. Gdy chcą się przytulić – przytulają się. Gdy są śpiące – śpią. Nieustannie zajmują się sobą. A czy zdarzyło nam się kiedyś pomyśleć o nich jak o egoistach? Mnie nie. Patrzę na moją córkę i widzę najszczęśliwszą osobę na świecie i szukam w niej wskazówek dla siebie. Myślenie o sobie jest jedną z nich.

Nie zachęcam Cię, abyś spakowała walizki i oznajmiła swojej rodzinie, że wyjeżdżasz, aby zająć się sobą. Choć kto wie, może dla niektórych z nas jest to dobry początek.

Aby coś zmienić, nie wystarczy zauważyć, że czegoś nam brakuje

Owszem, od tego się zaczyna. Jednak zbyt często na tym poprzestajemy. Przeczytałam w swoim życiu niejedną mądrą książkę o wychowywaniu dzieci. Pomyślałam wtedy: Teraz to ja już wszystko wiem. A później okazywało się, że choć to wiem, to robię inaczej. Dlaczego? Bo sama świadomość, że potrzebna jest zmiana, nie sprawi, że ta zmiana zajdzie. Do tego potrzebna jest praktyka. Robienie małych kroków i zbliżanie się do celu. Błądzenie, wybaczanie sobie i zaczynanie od nowa, tylko pozornie z tego samego miejsca.

Pracę ze sobą można porównać do sprzątania domu. Należy otwierać każdą szafkę, szufladę i sprawdzać, co się w niej znajduje. Czasem część rzeczy trzeba będzie wyprać, odświeżyć, niektóre z żalem wyrzucić do kosza, część podarować innym. Pewnie okaże się, że potrzebne są także zakupy.

Jeden dzień tylko dla siebie

Zachęcam Cię, abyś przeżyła jeden dzień myśląc przede wszystkim o sobie. Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, zadaj sobie pytanie: Czy robię to dla siebie? Rób tak przy każdej sytuacji, która wymaga od Ciebie wyboru. Zacznij od chwili, gdy wstajesz z łóżka: Czy wstaję dlatego, że tego chcę? Zapisuj na kartce, ile razy robiłaś coś dla siebie, a ile dla innych. Nie wiem, dokąd Cię to ćwiczenie zaprowadzi… O tym przekonasz się tylko Ty sama, jeśli dasz sobie szansę na to nowe doświadczenie… Może warto zacząć właśnie teraz? Wtedy przy rubryce „dla siebie” pojawi się pierwsze: TAK.

Foto

Kategorie
wychowanie

Kryzys – jak sobie radzić zgodnie z ideą Porozumienia bez Przemocy

Zdarzają się poranki, które nas, rodziców, całkowicie zaskakują. Dzieci, które zazwyczaj umieją się same ubrać czy wyszykować do szkoły lub przedszkola, budzą się nagle z nastawieniem na „nie” i właśnie w takie dni wszytko idzie pod górkę.

kryzys

W moim odczuciu dla rodzica to jest naprawdę trudne doświadczenie. Niejednokrotnie rano najbardziej potrzebujemy efektywności i współpracy. Jednocześnie zależy nam, byśmy działali w dobrym nastroju, bo jesteśmy ze sobą krótka chwilę o poranku, a potem na wiele godzin się rozstajemy, i na samą myśl o tak długim rozstaniu może pojawić się tęsknota.

Wróćmy zatem do takich poranków, kiedy dziecko (w tej sytuacji, o której teraz konkretnie myślę, dotyczyło to starszaka) niemal bez przerwy odmawia współpracy. Można wówczas usłyszeć komunikaty typu:

– Nie, to nie takie skarpetki. A innych też nie chcę.
– Nie będę jeść śniadania.
– Nie wiem, gdzie jest szczoteczka do zębów (choć, jak zawsze, znajduje się w kubeczku w łazience).

By dodać dramaturgii, a może raczej realizmu, sytuacji wyobraźmy sobie, iż  zaraz potem pojawiają się trudne komunikaty do młodszego rodzeństwa, dodam, że wyrażone takim tonem głosy (gdzie wprost słychać przechwalanie się!!!), że nawet ostoja spokoju straciłaby nerwy:

– A ja mam dzisiaj fajniejszy dzień!
– A ja w szkole to mam taaaakieee fajne lekcje!

Sytuacja robi się coraz bardziej napięta. Już nie tylko jedno dziecko doświadcza trudnych emocji, lecz również rodzice i młodsze rodzeństwo. Można wyczuć, iż coraz bliżej czai się eksplozja słów i czynów wyrażająca napięcie i trudne uczucia.

Co wtedy zrobić?

Jak zadbać o siebie, jako o rodzica, człowieka i jednocześnie o dzieci, zarówno młodsze, jak i starsze, które coś ważnego próbuje nam od rana powiedzieć?

Patrząc na tę sytuację przez pryzmat Porozumienia bez Przemocy, w którym kluczowa jest świadomość uczuć i potrzeb (własnych i cudzych), wiemy, iż starszak chce rodzicowi powiedzieć coś naprawdę dla siebie ważnego i najzwyczajniej w świecie nie wie, jak to wyrazić. Być może doświadcza trudnych emocji i nie umie ich nazwać. To jest moment, kiedy dziecko potrzebuje empatii.

O rety, ale jak słuchać i mówić z empatią, gdy we wnętrzu rodzica wszystko się już  gotuje i co krok albo rodzic, albo młodsze rodzeństwo słyszą trudne dla ich serc słowa? No właśnie na tym polega główne wyzwanie w tej sytuacji!!!

Potrzeba empatii

Dziecko potrzebuje zrozumienia, wsparcia, bycia przy nim z ciekawością i akceptacją, a jednocześnie wyraża to w tak trudny do przyjęcia sposób. Marshall Rosenberg – twórca Porozumienia bez Przemocy, powiedział, że „wtedy, kiedy ludzie potrzebują empatii najbardziej, często proszą o nią w sposób, który najmniej wspiera otrzymanie jej”.

Forma proszenia o empatię, którą wybrał w tej sytuacji starszak (zapewne nieświadomie, bazując na tym, na ile ma dostęp do swoich uczuć i potrzeb, i na ile umie je nazywać) jest niezwykle dramatyczna, trudna do przyjęcia przez pozostałych członków rodziny, a jednocześnie to, co kryje się za jego słowami – to są ważne i piękne, które tak bardzo chcą zostać zauważone.

My, jako dorośli, wiemy (choć niejednokrotnie wiedza ta nie przekłada się na praktykę; ot choćby w komunikacji z innymi dorosłymi), że komunikacja raniąca innych, pobudzająca silne emocje w pozostałych osobach może zmniejszać szanse na porozumienie i jest tak po ludzku trudna dla otoczenia. To jest logiczny argument, a jednocześnie waga niezaspokojonych w tym wypadku potrzeb jest tak duża (są tak silne, może długo były odkładane na bok lub może coś sprawiło, że dzisiaj rano są tak ważne), iż na ten moment dziecko nie jest w stanie podążyć za inną, potencjalnie skuteczniejszą strategią.

Zadbaj o siebie

Co więc zrobić w takiej sytuacji? Zadbaj o siebie, a potem zadbaj o starszaka. I tak jak w samolotach najpierw zakładamy maskę tlenową sobie, a potem dziecku, tak i w tej sytuacji potrzebujemy mieć dostęp do wewnętrznych zasobów (np. cierpliwości, otwartości, ciekawości), by to, co powiemy było jednocześnie w zgodzie z nami i wspierające dla dziecka oraz naszej długoterminowej relacji rodzic-dziecko.

Jak więc zadbać o siebie? Warto by każdy z czytelników zadał sobie pytanie: co w takich sytuacjach pomaga mi ochłonąć i pozostawać w kontakcie ze swoimi uczuciami oraz potrzebami? Może to być kilka wdechów, wyjście na chwilę do innego pokoju… Warto wówczas poświęcić uwagę następującym sprawom:

  • Co czujemy w ciele? Gdzie być może pojawia się napięcie, ucisk?
  • Nazwać własne uczucia – powiedzieć (na głos czy w myślach do siebie): “Teraz czuję…. np. bezradność”.
  • Uświadomić sobie, co jest dla nas ważne, czego chcemy – ważne by były to uniwersalne potrzeby, rzeczy, za którymi tęsknimy w danym momencie w życiu, a nie oczekiwania, że ktoś coś zrobi – czyli rezygnujemy ze stwierdzeń: „by ono się uspokoiło” na rzecz słów: „ważny dla mnie jest szacunek i bezpieczeństwo”, „chcę byśmy mieli przyjemne poranki, by nasz dom opierał się na wzajemnym rozumieniu i rozmawianiu o tym, co dla nas trudne”

Ten proces wewnętrzny rodzica może czasem potrwać chwilę, a czasem trochę dłużej. Jest to jednak inwestycja, która warto zrobić, gdyż mając świadomość tego, co jest dla nas ważne – wracamy do siebie, do swoich wewnętrznych zasobów i wartości. Bierzemy odpowiedzialność za swoje odczucia, słowa i możemy zacząć się przyglądać temu, co tak naprawdę (choć nie wprost) dziecko nam mówi lub o co prosi.

Nie jest to łatwe, lecz nikt nie mówił, że rodzicielstwo jest proste, a jednocześnie jest w nim moc i głębia i miłość transformująca nawet najtrudniejsze sytuacje w możliwości poznawania siebie nawzajem i budowania fundamentów relacji rodzic-dziecko.

Czego chcemy?

Niejednokrotnie za trudnymi komunikatami dziecka stoi dramatyczna prośba: „ZOBACZ MNIE!”, „PRZYJMIJ MNIE TAKIM, JAKIE JESTEM!” oraz „POKAŻ MI, JAK JESTEM DLA CIEBIE WAŻNE!”.

I tu pytanie już do każdego z nas z osobna: jak na takie prośby dzieci chcemy reagować? Kontrolą, karą, groźbą? Ja jednak wybieram w takich sytuacjach bezwarunkową miłość, autentyczność wyrażania siebie z szacunkiem dla drugiego człowieka, bez względu na jego wiek, połączoną z gotowością do rozmawiania o uczuciach i potrzebach (o tym, co my jako rodzice czujemy i potrzebujemy w takiej sytuacji oraz czego dziecko doświadcza poprzez wsparcie go w nazwaniu jego uczuć i potrzeb).

Foto

Kategorie
recenzje

Lalka anatomiczna Miniland

Lalka – ukochana zabawka dzieci. Chyba każdy maluch i starszak ma swoją ulubioną lalkę, z którą wiąże się jakaś historia, która towarzyszy dziecku w wielu momentach życia. Lalka to zabawka, którą bawią się dziewczynki i chłopcy. Zaprzyjaźniony sklep z produktami wspomagającymi rozwój seksualny dzieci i młodzieży: Nie wierzę w bociana przysłał nam lalki hiszpańskiej marki Miniland.

lalka-anatomiczna

Lalka anatomiczna

Lalka Miniland raczej nie przypomina zabawek, z którymi dzieci mają na co dzień kontakt. Przede wszystkim, wygląda prawdziwie, i to dosłownie: lalki mają zbliżoną do ludzkiej budowę ciała, z delikatnie zaznaczonymi narządami płciowymi (lalki mają płeć), wyraźnie zaznaczonymi palcami, pępkiem, nawet zagnieceniami na stopach. W zależności od modelu, lalki Miniland mają włosy. I co ważne, możemy wybierać spośród kilku ras lalek: europejską, azjatycką, afroamerykańską, hiszpańską. Każda rasa występuje jako płeć żeńska i płeć męska. Dodatkowo, Miniland oferuje MiniLalki: chłopca lub dziewczynkę (już bez rozróżnienia na rasy).

Ciało nie jest tabu

Lalka Miniland to zabawka zwłaszcza dla dzieci, które czują potrzebę nazywania części ciała, są zainteresowane anatomią człowieka, poznają swoje ciało, zadają pytania dotyczące seksualności. Zabawa lalką anatomiczną stanowi punkt odniesienia do rozmów o ciele, o tym skąd się biorą dzieci. Kształtuje pozytywny stosunku do własnego ciała! Na szczęście, coraz więcej rodziców jest świadomych tego, że sfera seksualna jest ważna, a wspieranie jej od najmłodszych lat będzie procentować w przyszłości. I jest spora szansa, że rozmowy z nastolatkiem będą się odbywały (wielu rodziców nie podejmuje rozmów z dzieckiem na tematy dotyczące seksualności), a dzieci będą wychowywane w poczuciu akceptacji i zrozumienia.

lalka-anatomiczna-2

Lalka Miniland:

  • wprowadza dziecko w świat różnic anatomicznych;
  • wspiera rozwój dziecka w zakresie umiejętności manualnych;
  • uczy tolerancji ze względu na kolor skóry;
  • poprzez zabawę nią dziecko uczy się odgrywania ról związanych z byciem mamą i tatą;
  • to doskonała zabawka dla dziewczynek i chłopców powyżej pierwszego roku życia – górnej granicy wieku nie ma;
  • w komplecie koszulka i majteczki, ubranka można dokupić i/lub uszyć;
  • delikatnie pachnie wanilią;
  • jest wyprodukowana w Hiszpanii z bezpiecznych, certyfikowanych materiałów;
  • to idealny pomysł na prezent.
Kategorie
patronat

Dziecko z bliska idzie w świat

Przed dzieckiem szkolnym, ale także przed jego rodzicami staje wiele nowych wyzwań. Jak w tym okresie nie stracić więzi z dzieckiem? Jak wykorzystać te wyzwania do rozwoju relacji, ale też do rozwoju własnego? Tym i wielu innym problemom, z jakimi borykają się rodzice starszych dzieci, stawia czoło w swojej nowej książce Agnieszka Stein, znana psycholog dziecięca, konsekwentnie propagując rodzicielstwo oparte na więzi.

dziecko-z-bliska-idzie-w-swiat

Kiedy dziecko jest małe, jednym z podstawowych problemów, z jakimi rodzice się do mnie zwracają, jest obawa, czy dziecko odnajdzie się w grupie. Kiedy dziecko rośnie, rodzice przychodzą z nowym problemem – czy przypadkiem nie odnalazło się w tej grupie zbyt dobrze, czy rówieśnicy nie mają na nie zbyt dużego wpływu – mówi o swojej pracy z rodzicami Agnieszka Stein.

Jako dorośli często nie potrafimy się określić, czy chcemy traktować dzieci szkolne jak maluchy, które potrzebują naszej opieki, co widzimy w ich wciąż dziecinnym zachowaniu? Czy bardziej jak dorosłych, za których chciałyby być brane? Agnieszka Stein proponuje, żeby traktować je dokładnie tak samo jak każdego innego człowiek, bez względu na wiek. Poważnie – jak dorosłego i ze zrozumieniem – jak dziecko.

Obserwacja wielu dorastających młodych ludzi na przestrzeni kolejnych lat pozwala mi wyciągać optymistyczne wnioski. Od tysięcy lat starsi i dojrzali w każdym kolejnym pokoleniu narzekają na złe zachowanie młodzieży i upadek obyczajów. Z pewnością, gdyby dorośli postępowali tak nieodpowiedzialnie, ryzykownie i buntowniczo, jak nastolatki, nasz świat wyglądałby zupełnie inaczej. Ale okazuje się, że w miarę upływu czasu przybywa ludziom rozumu i samokontroli, choć nie wszystkim w takim samym stopniu – pisze Agnieszka Stein.

Dziecko z bliska idzie w świat

„Dziecko z bliska idzie w świat” odsłania rodzicom świat ich starszych dzieci. Czytelnik znajdzie tu opisy wielu sytuacji, w których uczestniczy, będąc rodzicem starszego dziecka. W książce jest wiele praktycznych wskazówek dotyczących budowania wzajemnych relacji i kompetentnego reagowania na różnorodne zachowania dzieci. Agnieszka Stein, czerpiąc wiedzę zarówno z badań naukowych dotyczących tego etapu rozwoju, jak i własnych doświadczeń w pracy psychologa szkolnego, odczarowuje m.in. stereotyp „strasznego gimnazjalisty” i wiele innych narosłych wokół wyobrażenia na temat tego, jakie znaczenie mają dla starszego dziecka rodzice, inni dorośli i rówieśnicy. Chociaż „Dziecko z bliska” – przedszkolak i szkolny debiutant, bohater pierwszej, świetnie przyjętej książki Agnieszki Stein, jest już starszy, nadal potrzebuje mądrych dorosłych, którzy wesprą go w rozwoju.

Agnieszka Stein pokazuje, jak duże znaczenie dla dobrego rozwoju starszych dzieci (również nastolatków!), mają jego rodzice. Pyta przy tym przewrotnie I kto tu kogo wychowuje? Konieczność zmierzenia się z własnymi emocjami, wartościami i ograniczeniami, z którymi tak często „pogrywa” dorastające dziecko, to prawdziwe wyzwanie rozwojowe… dla rodziców. Dlaczego określone zachowania dziecka wzbudzają w nas tak silne emocje? Przed czym chcemy je przestrzec, do czego zachęcić? Czy potrafimy określić wartości, które chcemy mu przekazać? „Dziecko z bliska idzie w świat” inspiruje do poszukiwania własnej drogi do dojrzałego rodzicielstwa.

Agnieszka Stein „Dziecko z bliska idzie w świat”, Wydawnictwo Mamania 2014

Kategorie
artykuł sponsorowany rzeczy dla dzieci

Weekend tylko z Tatą. Hotel Wierchomla

Czy wiesz, że ponad 11% polskich ojców pracuje do późnych godzin wieczornych? Bo kredyt, bo nowy samochód, dodatkowe zajęcia z angielskiego dla dziecka… Wracasz do domu z głową pełną firmowych problemów i zanim dojdziesz do siebie, pozostaje kilka godzin, aby nadrobić ojcowskie zaległości. Coraz częściej masz poczucie, że zbyt mało czasu poświęcasz na budowanie relacji. Dlatego warto w tym zwariowanym i pędzącym świecie zadbać o to, aby pobyć ze sobą i poznać siebie nawzajem. Kiedy? W takich sytuacjach warto w pełni wykorzystać wolny weekend i na chwilę zapomnieć o firmowych wykresach, raportach i biznesowych spotkaniach. Wiosna to dobry czas, aby zaplanować krótki wyjazd, odpocząć i pobyć razem z dzieckiem z dala od miejskiego zgiełku i hałasu.
wier2

A może wypad w góry?

***Hotel Wierchomla SKI&SPA Resort w Beskidzie Sądeckim przygotował bardzo ciekawą ofertę weekendowych pobytów dla ojców z dziećmi, doskonale wpisującą się w nowy trend slow life. Hotel położony jest w cichej i spokojnej okolicy na terenie Popradzkiego Parku Krajobrazowego w otoczeniu gór i lasów. Obiekt jest przyjazny rodzinom z dziećmi i znajduje się w nim wszystko, co potrzebne, aby aktywnie i ciekawie spędzić czas. Bogaty pakiet z atrakcjami spowoduje, że jeszcze długo będziecie wspominać wspólnie zaplanowany wypad.

Aktywnie, a może jeszcze aktywniej?

W trakcie pobytu w Wierchomli wspólnie z dzieckiem przygotujecie rodzinny totem, weźmiecie udział w warsztatach kulinarnych, będziecie oglądać niebo przez teleskop. Jedną z głównych atrakcji będzie ponad 3,5-godzinny spływ pontonami Doliną Popradu i nocna wyprawa z latarkami do Krainy Cieni. W hotelu będą czekać na was dodatkowe atrakcje oraz niespodzianki, a jeżeli po całym dniu będziecie mieć jeszcze choć trochę siły, możecie wspólnie pograć w zbijaka na basenie.

w2

Jak zaplanować wyjazd?

Pakiet Weekend z Tatą w ***Hotelu Wierchomla SKI&SPA Resort jest dostępny przez 3 następujące po sobie weekendy maja: 16-18.05.2014, 23-25.05.2014, 30.05.-1.06.2014. Sprawdź swój terminarz oraz plan zajęć swojej pociechy i dopasuj wolny termin. Postaraj się wybrać czas dogodny dla wszystkich uczestników planowanego wyjazdu, tak aby żadne z was nie musiało rezygnować ze swoich zajęć.

wier1

Co po weekendzie?

Po udanym weekendzie w górach wypoczęty wrócisz do pracy, a twoje dziecko do szkoły. Wspólnie spędzony czas z dzieckiem sprawi, że zacieśnią się więzi między wami. Aktywny, pełen przygód weekend spowoduje, że jeszcze przez długi czas będziecie o nim opowiadać.

Więcej informacji o pakiecie Weekend z Tatą: wierchomla.com.pl

w3

Kontakt:

RECEPCJA HOTELU
tel. (18) 414 31 31, 414 31 30,
e-mail: hotel@wierchomla.com.pl

PS Drogi Tato! Postaraj się w tym natłoku zajęć i planów nie zapomnieć o równie zapracowanej Mamie. Pomyśl również o tym, aby miło spędziła czas, w trakcie którego ty będziesz dobrze bawił się z dzieckiem w górach!

Kategorie
ekowiadomości

Telewizor, komputer – używane zbyt długo mogą powodować u dzieci problemy emocjonalne

Dzieci, które spędzają dużo czasu przed ekranem telewizora, komputera, tableta czy telefonu, mogą narzekać na złe samopoczucie i skarżyć się na problemy emocjonalne. Do takich wniosków doszli badacze z Europy.

W badaniu wzięło udział ponad 3600 dzieci, w wieku od 4 do 6 lat. Dodatkowo przeprowadzono ankietę wśród ich rodziców, w której pytano m.in. o poczucie własnej wartości dziecka, kontakty społeczne, problemy emocjonalne. Badacze wzięli pod uwagę także status ekonomiczno-społeczny rodziny. Okazało się, że dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym, każda godzina spędzona na graniu w gry na sprzęcie elektronicznym wiązała się z dwukrotnie wyższym ryzykiem wystąpienia problemów emocjonalnych. Z kolei każda dodatkowa godzina spędzona przed ekranem telewizora może wiązać się ze wzrostem ryzyka pogorszenia relacji w rodzinie na linii rodzic-dziecko. Jednakże badacze podkreślają, że kontrola rodzicielska może pomóc złagodzić niektóre skutki wpływu urządzeń na psychikę dzieci. Zalecają przykładowo, by oglądać telewizję razem z dzieckiem, dostosowując treści do jego wieku. Należy pamiętać, że maluchy do drugiego roku życia nie powinny oglądać telewizji wcale!

W USA przeprowadzono inne badania, które udowodniły, że mniejsze monitorowanie dziecka przez rodziców wiąże się z większym ryzykiem wystąpienia otyłości. Obserwacji poddano dzieci w wieku 7 lat. Badacze wzięli pod uwagę także wskaźnik masy ciała (BMI) oraz poziom wykształcenia rodziców. Naukowcy z Oregon Learning Social Center (USA) uważają, że kontrola rodzicielska przyczyna się do mniejszych problemów z wagą dziecka.

Źródło: livescience.com
Foto