Kategorie
recenzje

Silikonowa biżuteria Gumigem dla mamy i dziecka

Gumigem to zupełna nowość na polskim rynku – bezpieczny gryzak dla ząbkującego malucha i biżuteria dla mamy, taty lub starszego rodzeństwa w jednym. Gumigem wychodzi naprzeciw potrzebom kobiet, które chcą być modne, lubią biżuterię i trudno im się z nią rozstać, a czasem są do tego zmuszone, ponieważ tradycyjna biżuteria jest po prostu niebezpieczna dla dzieci.

gumigem

Markę Gumigem stworzyła w 2010 roku Szkotka – Jenny McLaughlan – i, jak można się domyślić, pomysł na biżuterię zrodził się z potrzeby. Otóż synek Jenny bardzo ciężko przechodził ząbkowanie, tradycyjne metody uśmierzania bólu nie skutkowały. W związku z tum Jenny bardzo często zawieszała gryzaki na sznurku i nosiła jak biżuterię. Dzięki temu miała je pod ręką. Pomysłowa mama znalazła rozwiązanie i tak narodziła się marka Gumigem.

Gadżet czy praktyczna pomoc?

Podejrzewam, że wśród kobiet znajdą się zarówno miłośniczki Gumigem, jak i mamy nastawione sceptycznie, twierdzące, że silikonowa biżuteria to zbędny gadżet. Do tych ostatnich należała Kasia, mama siedmiomiesięcznej Nikoli, od miesiąca posiadaczka naszyjnika Gumigem. „Na początku do biżuterii Gumigem podeszłam z rezerwą. Z racji zawodu, który wykonuję [Kasia jest księgową], biżuteria towarzyszy mi na co dzień, chętnie noszę wisiorki czy bransoletki z różnych materiałów. I nie będę ukrywać, iż lubię błyskotki i nie chciałam z nich rezygnować. Córka bardzo lubi bawić się tym, co mam na szyi, wszystko, co się świeci, błyszczy, da się pociągnąć i ugryźć, wzbudza jej zainteresowanie. Jednak z troski o bezpieczeństwo Nikoli ograniczyłam biżuterię do minimum. Dziś, po kilku tygodniach noszenia naszyjnika, przekonałam się do niego. To, że jest ładny, świetnie wygląda i wzbudza zainteresowanie koleżanek, mnie nie zdziwiło. Ale jaką radość sprawia Nikoli! Może bez obaw go gryźć, jest miękki, więc nie uderzy się nim. Musiałaby się bardzo natrudzić, alby zepsuć naszyjnik”. Czy Kasia dostrzega jakieś minusy Gumigem? Na początku kłopotliwe było dla niej utrzymanie naszyjnika w czystości. Przecież dotyka nim wielu przedmiotów: ubrania, blatu biurka, rozmaitych przedmiotów przy pochylaniu. Naszyjnik myje się w bardzo prosty sposób, wystarczy gorąca woda, ale trzeba robić to często. Już weszło jej to w nawyk. „Póki co nie widzę śladów zużycia, córka gryzie naszyjnik, ale nie robi w nim trwałych dziur. Wisiorek świetnie sprawdza się podczas karmienia piersią albo noszenia w chuście czy nosidle. Polecam biżuterię modnym mamom i ząbkującym maluchom” – dodaje Kasia.

gumigem2

Biżuteria GUMIGEM:

  • to szeroki wybór produktów dla mamy (bransoletki, korale, wisiorki), dla taty (koraliki „chubes”, nieśmiertelniki), dla starszego rodzeństwa (Junior gem – bransoletki);
  • to ulga dla ząbkującego malucha i jednocześnie zabawka, z której dziecko korzysta wyłącznie pod okiem rodzica;
  • jest wykonana z takiego samego silikonu, jaki jest wykorzystywany przy produkcji smoczków i gryzaków dla dzieci. Silikon ten jest delikatny i nietoksyczny;
  • łatwo utrzymać ją w czystości – biżuterię można myć w gorącej wodzie, a nawet włożyć do zmywarki;
  • jest odporna na uszkodzenia – jeśli na biżuterii powstanie wgniecenie, silikon jest na tyle plastyczny, iż uszkodzenie zwykle cofa się w ciągu doby;
  • nie zawiera bisfenolu A (BPA), PVC, ołowiu, lateksu ani ftalanów – biżuteria posiada certyfikaty bezpieczeństwa i spełniają europejskie, amerykańskie, australijskie normy toksyczności;
  • jest ładna i stylowa.

Podsumowując, silikonowa biżuteria Gumigem służy mamie i dziecku. To propozycja dla kobiet, które lubią gadżety, jednocześnie ozdobne i praktyczne. Biżuteria jest produkowana w Wielkiej Brytanii oraz w Chinach, w zależności od produktu. Szeroki wybór wzorów i kolorów, wysoka jakość wykonania i certyfikaty bezpieczeństwa sprawiają, że każda kobieta może poczuć się modnie, a dziecko może korzystać z produktów Gumigem już od pierwszych dni życia.

Kategorie
ekowiadomości

Nie kupujcie tej zabawki

Producenci serii lalek Nenuco, firma Famosa, zostali oskarżeni o promowanie anoreksji. Kiedy dziecko próbuje nakarmić lalkę, ta potrząsa głową, mocno zaciska usta. Na łyżce i na twarzy lalki zamontowano magnes z przełącznikiem, który po zbliżeniu jej do ust lalki, powoduje ich natychmiastowe zamknięcie. Chyba większość rodziców zna takie zachowania z autopsji.

Jakie jest stanowisko producenta? Otóż hiszpańska firma uważa, że Nenuco Won’t Eat została zaprojektowana w taki sposób, aby pomóc dzieciom zrozumieć frustracje towarzyszące ludziom w codziennym życiu oraz aby uświadomić dzieciom, jak ważne jest prawidłowe i zdrowe odżywianie. Co więcej, dyrektor marketongu Famosa w Wielkiej Brytanii, Nikki Jeffery, uważa, że: „lalka przedstawia rzeczywiste trudności, jakie napotykają matki w procesie karmienia dziecka”. Natomiast członkowie brytyjskich organizacji zajmujących się zaburzeniami odżywiania uważają, że lalka promuje złe nawyki żywieniowe. Uważają, że dzieci mogą sądzić, iż niejedzenie jest normalnym zachowaniem.

Źródło: dailymail.co.uk

Kategorie
wychowanie

Co daje brak telewizora?

– O, nie macie telewizora?
– Tak, ale mamy czajnik elektryczny – odpowiedział mój czteroletni syn:)
Dzisiaj, kiedy ma już 9 lat, doskonale wie, dlaczego w naszym domu nie ma telewizji. Po prostu szkoda nam na to czasu! Nie znaczy to, że nie oglądamy filmów, bajek i YouTube’a. Oczywiście, że oglądamy. Jest tyle ciekawych rzeczy do obejrzenia i poznania! Cenimy sobie możliwość podjęcia decyzji o tym, co i kiedy włączamy. W oglądaniu nie ma nic złego. Problem pojawia się wówczas, kiedy ogląda się byle co lub na okrągło (przeciętny Polak spędza cztery godziny i cztery minuty dziennie przed ekranem). Czy nasi czytelnicy odczuwają brak telewizora? Przeczytajcie, dlaczego z niego zrezygnowali i czy są z tego zadowoleni.

Alicja Dyrda

rodziny-bez-telewizora

Brak telewizora to inwestycja w czas

Moja przygoda z telewizją rozpoczęła się bardzo przyjemne. Choć nie ukrywam, że była również okupiona złością i płaczem. Codzienne oczekiwanie na wieczorynkę, która trwała zbyt krótko, kończyło się zawsze chęcią pisania wniosku do dyrekcji telewizji w celu wydłużenia bajki dla dzieci. Niestety nigdy do napisania listu nie doszło, a frustracja często sięgała zenitu, stąd na wszelki wypadek moja mama uciekała się do małych kłamstw i twierdziła, że danego dnia bajka w ogóle nie będzie emitowana. Potem „Zmiennicy”, „Siedem Życzeń”, czy inne perełki przyciągały przed szklany ekran niemal całe rodziny, w tym również mnie.

Chyba nikt się nie wyprze, że fajnie było siąść wygodnie na wersalce i oddać się rozkoszy oglądania. Z drugiej strony, pamiętam, że kiedy w telewizji pojawiała się reklama pasty Blend-a-med i Kasię czekało borowanie, wymykałam się cicho z pokoju, aby tato nie przypomniał sobie o mojej zbliżającej się wizycie u dentysty (na marginesie – zawsze pamiętał, może dlatego, że to ja wychodziłam z pokoju, a nie on). Natomiast tekst reklamowy: „I nie zobaczysz, dopóki nie kupisz anteny satelitarnej” zapadł na długo w mojej pamięci i nieraz na pytanie: „Widzisz?” pojawia się w mej głowie.

W życiu jednak nic nie ma nic stałego. Jak mawiają niektórzy – wszystko płynie. No i ja też popłynęłam, ale pod prąd. Zaczęło się już pod koniec szkoły średniej. Włączony całymi popołudniami telewizor doprowadzał mnie do pasji. Często na tym tle dochodziło do konfliktów w domu. Podczas owych sporów podkreślałam, że jedną z rzeczy, którą zrobię, kiedy zamieszkam sama, będzie całkowita rezygnacja z odbiornika telewizyjnego. Słowa dotrzymałam.

Potem zamieszkaliśmy wspólnie z moim obecnym mężem i na początku brakowało mu telewizji, ale bardzo szybko dostrzegł zalety owego braku i teraz nie wyobraża sobie żyć inaczej. Kiedy urodziła się córka, pojawiły się pewne delikatne sugestie ze strony rodziny, że teraz to może warto by wrócić do posiadania telewizora. Tak się jednak nie stało, nie korzystamy też z weebtv. Córka podczas odwiedzin u babć i dziadków ogląda bajki, ale póki co nie usłyszeliśmy, aby chciała mieć telewizor w domu. Pewnie też dlatego, że korzystamy z komputera, który jest pewnym substytutem telewizora. Możemy jednak sami decydować, co i kiedy oglądamy. Pamiętam, że niedawno oglądaliśmy wspólnie u znajomych film familijny, który co jakiś czas był przerywany reklamami, trwającymi nota bene po około 10 min. Nasza córka wpadła w złość. Takie sytuacje wykorzystujemy również do tego, aby wskazać zalety nieposiadania telewizora. Myślę, że o wadach tego sprzętu nie ma sensu za wiele pisać. To oczywistości: złodziej czasu, możliwość zobaczenia przez dziecko treści niedozwolonych, wywoływanie sztucznych potrzeb u odbiorcy podczas emitowania reklam, wpadanie w złość podczas oglądania politycznej debaty, nadmierne bodźce u dzieci.

Czy da się żyć bez telewizji? Jak najbardziej. Ja – 10 lat, mąż – 8, a córka 5! Póki co dostrzegamy same zalety. W dobie, kiedy życie pędzi coraz szybciej, rezygnacja z telewizora to inwestycja w czas, który można poświęcić sobie i rodzinie. Natomiast nasze dziecko zapytane o dobre strony nieposiadania telewizora odpowiedziało: bo tam za dużo gadają i są reklamy… Pamiętajmy jednak, że dzisiaj oprócz telewizji to komputer i inne urządzenia multimedialne bardzo absorbują naszą uwagę.

Ewa Kostoń

Co daje brak telewizora?

Tak, to my – jesteśmy wśród ponad tych siedmiuset tysięcy osób z własnego wyboru nieposiadających w domu telewizora. Dwójka dorosłych, trzyletnia córka i kolejny Maluszek w drodze…

W naszych domach rodzinnych odbiorników telewizyjnych nie brakuje, ale nam nigdy nie były potrzebne. Gdy odwiedzają nas sąsiedzi, często twierdzą, że odpoczywają od zgiełku i zapadają w „bezczas” – można spokojnie usiąść, porozmawiać, a pisków bawiących się dzieci nie zagłusza sącząca się z ekranu papka, przerywana reklamami (cz też raczej reklamy przerywane papką).

Co daje brak telewizora?

1. Spokój i czas dla siebie – jeśli już siedzimy wspólnie na kanapie, to raczej patrzymy na siebie i rozmawiamy, a nie wpatrujemy się w ekran telewizora. Jesteśmy ze sobą, a nie obok siebie.

2. Wybieranie wartościowych informacji, filmów, bajek i treści nas interesujących – medium typu „push”, jakim jest telewizja, nie umożliwia wyboru interesujących nas dziedzin w serwisie informacyjnym – musimy wysłuchać sensacyjnych doniesień o niczym, a naprawdę wartościowe informacje trafiają się rzadko, bo one nie sprzedają się tak dobrze, jak przysłowiowa Matka Madzi. Filmy przerywane reklamami, wszelkiej maści talent shows, rozmowy z politykami, którzy nie mają nic do powiedzenia – to nie jest coś, czemu chcielibyśmy poświęcać czas. Kanały dla dzieci oferujące bajki z zombie, straszydłami, nakręcające kult posiadania i siły – to zdecydowanie nie są odpowiednie wzorce dla naszej trzyletniej córki. Co więcej, jeśli ogląda bajki, to tylko wtedy, gdy jest na to odpowiedni czas, a nie wtedy gdy są wyświetlane w telewizji.

3. Niezależność – wyobraźcie sobie mamy znikające z placu zabaw, bo właśnie rozpoczyna się ich ulubiony serial… Tak, w erze nagrywarek i VOD to wciąż nie rzadkość. Wyobraźcie sobie tatusiów mówiących: „cicho, cicho, nie teraz”, bo właśnie na ringu bokserskim rozgrywa się decydujące starcie, a tu dwuletni syn chciałby porysować. I wyobraźcie sobie dzieci karmione tymi obrazami od rana do wieczora w weekendy i od 17 do 21 w każdy dzień powszedni…

4. Aktywne wpływanie na postrzeganie świata przez naszą córkę. To my, rodzice, a nie telewizja pokazujemy jej świat – podróżując, zwiedzając, zwracając uwagę na różne zjawiska w otaczającej nas rzeczywistości, nie lansujemy tezy, że wszystko jest idealne, nie chowamy jej pod kloszem, ale też nie epatujemy obrazami nieodpowiednimi dla trzylatki.

Mnóstwo badań i eksperymentów potwierdziło szkodliwy wpływ telewizji na rozwój dzieci. Rodzicom wydaje się, że taki Maluch niewiele rozumie i bez oporów serwują mu obrazy przemocy czy seksu, nie myśląc o tym, że psychika małego dziecka jak gąbka chłonie i przetwarza wszelkie bodźce z otoczenia, w tym także te telewizyjne.

(Źródła: Dave Grossman & Gloria de Gaetano, “Stop Teaching Our Kids to Kill”; Jane M. Healy, Ph.D, “Endangered Minds”; Jim Trelease, “Reading-Aloud Handbook”; Michael & Diane Medved, “Saving Childhood”; Joanne Cantor, Ph.D, “Mommy, I am scared”, American Academy of Pediatrics).

Agnieszka Maciaszek

Telewizor jest zbędny w naszym domu!

Założyliśmy rodzinę i nie było nas stać na jego kupno. Po niedługim czasie okazało się, że jest nam niepotrzebny, a na dodatek dzięki jego brakowi mamy więcej czasu dla siebie:) Nie cierpimy z braku telewizji, choć przydałby się telewizor lub większy monitor, aby wyświetlać bajki na większym ekranie. Miałam chwilę zwątpienia, czy nie zubażam środowiska mojego syna, który właśnie skończył 1,5 roku, i czytałam dużo o wpływie owego pudła na rozwój dziecka. Bałam się, że moje dziecko będzie się gorzej lub wolniej rozwijać. Ale czy to jest tak do końca dobre? No właśnie nie do końca. W telewizji jest dużo reklam i treści nieodpowiednich dla dzieci, a nam rodzicom jest trudno kontrolować to, co jest emitowane w danym czasie. Dzieci mają problemy z koncentracją i skupieniem się na wykonywaniu innej czynności, niż oglądanie telewizji. Często też nie słyszą, jak się je woła. Życie bez telewizora to nie życie bez bajek, filmów czy wiadomości. Takie treści można znaleźć w internecie i świadomie wybierać, co chcemy oglądać, co puszczać naszym dzieciom, a czego nie. I tak moje dziecko ogląda codziennie bajeczki po angielsku, słucha radia dla dzieci i bajek czytanych przez rodziców, pomaga mi w domowych obowiązkach, chodzimy na spacery i basen, rysujemy, malujemy i bawimy się wspólnie, a nawet gimnastykujemy się, tańczymy, uczymy czytać, jeździmy na wycieczki, chodzimy do ogrodu, na plac zabaw i… jeszcze wiele innych rzeczy. Moje dziecko rozwija się prawidłowo, jest spokojniejsze od innych dzieci i bardzo ciekawe wszystkiego. Rozumie parę słów po angielsku, niektóre potrafi przeczytać, mówi dużo słów po polsku, potrafi zakomunikować, że chce siku, pić, jeść, iść na spacer lub jechać do babci, uwielbia skakać do wody i potrafi przepłynąć metr pod wodą. Wiele mogłabym jeszcze napisać, lecz nie chodzi o to, żeby chwalić tu mojego syna, lecz pokazać, że brak telewizora nie spowodował, że gorzej się rozwija, a wręcz przeciwnie. Jestem pewna, że mając w domu telewizor, nie korzystalibyśmy z życia tak wiele, jak teraz, i byłoby ono zubożone o bardzo wiele ciekawych zajęć, na które obecnie mamy czas.

Życie bez telewizora jest piękniejsze, a relacje z rodziną o wiele zdrowsze. Polecam każdemu, by przynajmniej spróbować.

Aneta Łopuszyńska-Górna

Nasz TV zbiera kurz

Kiedy wprowadzałam się z mężem do obecnego mieszkania, uznałam telewizor za zbędny:

  • mebel,
  • wydatek,
  • źródło bezsensownego hałasu.

Od wielu lat nie czuję potrzeby włączania go, nie oglądam wiadomości ani pogody, potrzebne informacje wyszukuję w potrzebnym mi czasie, filmy oglądam na DVD albo przez internet. Decyzją męża, z uwagi na jego pasję do sportów motorowych i brak legalnego dostępu do wyścigów F1 w internecie, po jakimś czasie telewizor się pojawił. Na urlopie macierzyńskim oglądałam na DVD kilka seriali w czasie dziecięcych drzemek, zwłaszcza tych przy piersi. Odkąd wróciłam do pracy (syn poszedł do żłobka w wieku 7 miesięcy) telewizor przez większość czasu wisi i się kurzy, bo dziecku go nie włączam. Kiedy miał około 2 lat, bajki adekwatne do jego wieku wyszukiwałam w internecie (teraz już nie, bo kompletnie go to nie interesuje, a mnie nie interesuje uciszanie dziecka przez posadzenie go przed ekranem – wtedy i tak będę słyszeć hałas, tyle że z telewizora, więc to żaden interes). Mój syn ma obecnie 3 lata. Telewizor ostatecznie służy przez większość czasu do zbierania kurzu, w weekendy i czasem wieczorem do włączania muzyki (jest połączony z odtwarzaczem CD i służy jako jego wyświetlacz). Co kilka tygodni, myślę, że średnio raz na dwa miesiące zdarza się, że nasz syn zaśnie przed 20 zamiast 22 i wtedy zdarza nam się obejrzeć film – chociaż często są inne priorytety. Czasem żałuję, że nie nauczyłam syna oglądać bajek – kiedy oboje się pochorujemy i kompletnie nie mam siły się nim zajmować. Ale z drugiej strony, zdarzyło się to może ze 3-4 razy i wiem już, że w takiej sytuacji warto, żeby mąż chociaż na 1-2 najgorsze dni wziął wolne i pomógł mi zająć się dzieckiem i sobą.

Nie wiem, na ile jest to wpływ nieoglądania telewizji, na ile ogólnie sposobu wychowania, poświęcanego czasu itd., ale faktem jest, że mój syn mówi płynnie i wyraźnie, ma bogate słownictwo, potrafi długo skupiać się na zabawie i uwielbia książki.

Foto

Kategorie
recenzje

Płyty z muzyką dla dzieci „Muzyka bobasa”

Po raz kolejny miałam okazję docenić siłę muzyki. Seria płyt z muzyką dla najmłodszych Muzyka bobasa wydawnictwa Music Islet znakomicie relaksuje, wycisza, poprawia nastrój dziecka i osób w jego otoczeniu.

muzyka-bobasa

Skomponowana z myślą o niemowlętach

Muzyka to język uniwersalny, ale ta skomponowana specjalnie z myślą o najmłodszych musi być przedstawiona w przystępnej dla nich formie. Holenderski kompozytor Raimond Lap doskonale rozumie potrzeby dzieci, ponieważ przez wiele lat obserwował i badał reakcje niemowląt na muzykę i dźwięk. Na dziewięciu płytach z serii Muzyka bobasa znajdziemy utwory, w których dominują odgłosy natury oraz dźwięki wydawane przez niemowlęta, takie jak gaworzenie czy śmiech. Te kompozycje niezwykle podobają się dzieciom w różnym wieku. Mimo że polecana jest maluchom od 0 do 36 m.ż., to okazuje się, że grono odbiorców jest znacznie szersze. Muzyki bobasa słuchają kobiety w ciąży, przedszkolaki, starszaki i ich rodzice.

Czas na muzykę

Jola, która jest w ósmym miesiącu ciąży, od dwóch miesięcy regularnie słucha Muzyki bobasa. Zaczynała od jednego, trwającego około 4 minut, utworu dziennie. Stopniowo wydłużała czas słuchania, ponieważ zauważyła, że muzyka oddziałuje na dziecko i na nią. Jeśli wierzyć badaniom, to dawkowanie muzyki dziecku w łonie matki sprawia, że maluch rodzi się bardziej zrelaksowany. Korzyści dla mamy Jola wymienia jednym tchem: „Znakomicie wycisza, odpręża. Słuchając, miałam chwilę dla siebie i dziecka. Momentami także bawi i sprawia radość, ponieważ radość z odgłosów śmiejącego dziecka udziela się także słuchaczowi. Nie mogę się doczekać, kiedy będę słuchała Muzyki bobasa z synkiem leżącym na moim brzuchu”.

Ania i Piotr to rodzice dwójki maluchów: czteroletniego Janka i półrocznej Natalki. Słuchali Muzyki bobasa poza domem, a mianowicie w samochodzie, podczas krótszych i dłuższych podróży. „Janek słuchał Muzyki bobasa już dużo wcześniej, dlatego nie miałam wątpliwości, że spodoba się także jego młodszej siostrze. Jednak nigdy nie wpadłam na to, by odtworzyć nagrania w aucie” – opowiada Ania. Tymczasem, jak zauważyli rodzice dzieci, Muzyka bobasa redukuje stres związany z podróżą i to zarówno u dzieci, jak i u nich samych. „Natalka bardzo lubi jeździć autem, nawet duże odległości nie są problemem. Z kolei Janek jest niecierpliwy, a długa jazda go po prostu nudzi. Z pomocą przyszły nam kompozycje Raimonda Lampa. Dzieci w jednej chwili się wyciszają, wsłuchują w muzykę, która często ich zaskakuje. Szum morza, śpiew ptaków, dźwięk spadających kropli deszczu działają kojąco”. Ania dodaje, że dzieci mają swoje ulubione utwory i to do tego stopnia, że mogłyby ich słuchać nieustannie. Ciekawiło mnie, czy taka spokojna melodia nie działa usypiająco na kierowcę i oto, co usłyszałam od Piotra: „Faktycznie muzyka wycisza, relaksuje. Jednak w utworach są pewne akcenty pobudzające, takie, które sprawiają, że nadstawiamy uszu. To przede wszystkim odgłosy wydawane przez niemowlęta. Polecam Muzykę bobasa wszystkim dorosłym, którzy pragną zredukować psychiczny i fizyczny stres”.

Usypianki bobasa to, jak sama nazwa wskazuje, utwory polecane na czas przed snem. Iwona, mama rocznej Amelki odtwarza usypianki przed snem córki, czasem po prostu słuchają samej muzyki, a innym razem stanowi ona tło dla czytanych bajek. „Powiem szczerze, że chyba nie zdarzyło nam się przesłuchać całej płyty do końca, ponieważ zwykle przy drugim lub trzecim utworze Amelka zasypia. Spokojna melodia, stonowane dźwięki doskonale wyciszają. Wierzę, że tak wczesny kontakt z muzyką wpłynie korzystnie na szeroko pojęty rozwój córki”.

Podsumowując, słuchanie utworów z płyt Muzyka bobasa uczy harmonii, wyczucia rytmu, zwiększa ogólną wrażliwość dziecka, plastyczność jego ukladu nerwowego, działa terapeutycznie. Część kompozycji swoim brzmieniem przypomina muzykę płynącą z pozytywki – to chyba sekret ich skuteczności. W utworach wyraźnie słychać dźwięki  instrumentów perkusyjnych (m.in. ksylofon) oraz fortepianu, gitary i fletu. Większość kompozycji zbudowana została w oparciu o zasady klasyczne, ale wiele z nich zawiera elementy łagodnego rocka, bluesa i reggae. I – co najważniejsze – Muzyka bobasa podbija serca dzieci i ich rodziców już od pierwszych dźwięków.

Kategorie
ekowiadomości

5 ziół na zimę

Zapach ziół: cynamonu, imbiru, gałki muszkatołowej, goździków. Zastanawia mnie, dlaczego rośliny te pachną tak intensywnie właśnie teraz, podczas gdy latem ich aromat jest tak słabo wyczuwalny. I dlaczego jesienią i zimą zioła te mają tak silne działanie rozgrzewające, co korzystnie wpływa na nasz organizm.

Zioła takie jak imbir, goździki, cynamon czy gałka muszkatołowa nie tylko zapobiegają chorobie, ale też ją leczą – działając przeciwzapalne i przeciwgorączkowo. Imbir czy cynamon mają silne właściwości rozgrzewające – poprawiają odporność i pomagają organizmowi zwalczać wirusy i bakterie. Przyspieszają krążenie, dzięki czemu rozgrzewają zimne stopy i dłonie. Korzystnie wpływają także na żołądek i układ trawienny. Oczywiście dodawanie wymienionych przypraw do potraw i deserów pomaga nam zapobiegać przeziębieniom.

Warto sięgnąć po następujące sezonowe zioła:

  1. Cynamon – to doskonała propozycja dla ludzi, którzy nieustannie skarżą się na zimno, bez względu na to, jaką temperaturę wskazuje termometr. Cynamon wysusza wilgoć w organizmie i pobudza krążenie. To doskonały tonik trawienny, wzmacniacz odporności i regulator poziomu cukru we krwi. Cynamon możemy dodawać do potraw dzieci powyżej 10 m.ż. w małej ilości (uwaga: u alergików może zaostrzać objawy).
  2. Imbir – ma wszechstronne działanie: wzmacnia system odpornościowy, zwalcza uczulenia, obniża poziom cholesterolu, łagodzi bóle stawów, pobudza trawienie, zwalcza nudności (także te poranne towarzyszące kobietom w ciąży) i rozgrzewa ciało. Warto codziennie sięgać po herbatę z dodatkiem imbiru (nie cytryny, która ma działanie wychładzające organizm). Można dodawać silny napar z imbiru do kąpieli, szczególnie porannej. Niewielkie ilości imbiru można podawać dziecku, gdy skończy rok, ale nie za dużo, bo smak może być dla niego zbyt ostry. Najlepiej serwować jako dodatek do herbatki.
  3. Kardamon – pochodzi z tej samej rodziny roślin, co imbir. Ma też podobne właściwości, czyli rozgrzewa organizm. Pomaga udrożnić drogi oddechowe, usunąć śluz. Ma wspaniały korzenny zapach i smak. Można podawać dzieciom po pierwszych urodzinach.
  4. Gałka muszkatołowa – znakomicie zapobiega wzdęciom, pomocna w leczeniu biegunki u dzieci, pomaga „rozbijać” zatory w klatce piersiowej.  Ma też działanie przeciwwirusowe. Gałka ma zapach korzenny, smak słodkawo-gorzki. Możesz ją wprowadzać do diety dziecka po 12. miesiącu życia.
  5. Czosnek – zioło zbawienne dla systemu immunologicznego. Działa przeciwwirusowo i antybakteryjnie. To także środek rozszerzający naczynia krwionośne, co oznacza, że ​​poprawia krążenie. Czosnek poleca się osobom chorym na cukrzycę, chroni on serce, zabija pasożyty, leczy rany. Jest pomocny przy wzdęciach i zwalczaniu pasożytów przewodu pokarmowego. Większe ilości czosnku mogą powodować wzdęcia. Nadmierne spożywanie czosnku może również mieć niekorzystny wpływ na mięsień wątroby, u niektórych osób wywoływać nawet reakcje alergiczne. Czosnek możemy dodawać do potraw dzieci powyżej 10. m.ż.

Konsultacja merytoryczna: Emilia Lorenc, Zdrowyprzedszkolak.org

Foto

Kategorie
karmienie piersią

10 kroków do udanego karmienia piersią dla lekarzy i położnych

Możliwość odbycia porodu rodzinnego, przebywanie z dzieckiem całą dobę czy odwiedziny stały się już standardem we wszystkich oddziałach położniczych w Polsce. Zmieniają się także relacje między personelem medycznym a pacjentkami, na bardziej życzliwe, serdeczne, oparte na wzajemnym szacunku. Na zmiany coraz bardziej otwarci są pracownicy medyczni, którzy często wykazują się inicjatywą i dobrą wolą w dążeniu do poprawy standardów okołoporodowych.

karmienie-piersia

Warto pamiętać, że rodząca ma prawo do poszanowania intymności, do porodu w towarzystwie bliskiej osoby, do podejmowania decyzji przykładowo dotyczącej znieczulenia lub jego braku czy sposobu karmienia dziecka – bez dokarmiania mieszankami. Ma prawo do przeżycia porodu jako osobistego doświadczenia, a nie jedynie zabiegu medycznego, jednego z wielu, które przeprowadza na oddziale zespół specjalistów.

Tekst poniżej kierowany jest właśnie do lekarzy, położnych, pielęgniarek, osób zaangażowanych w sytuację okołoporodową kobiety. Jest specjalnym oświadczeniem opracowanym przez WHO i UNICEF, a wydanym przez Światową Organizację Zdrowia, dotyczącym wsparcia pracowników medycznych na oddziałach położniczych dla karmienia piersią.

Ochrona, propagowanie i wspieranie karmienia piersią: specjalna rola placówek położniczych

10 kroków do udanego karmienia piersią

Każdy placówka świadcząca usługi położnicze oraz prowadząca opiekę nad noworodkami powinna:

  1. Opracować (w formie pisemnej) procedury sprzyjające karmieniu piersią oraz zapoznać z nimi pracowników.
  2. Przeszkolić wszystkich pracowników w zakresie umiejętności, niezbędnych do wdrożenia powyższego postępowania.
  3. Informować wszystkie kobiety w ciąży o korzyściach z karmienia piersią oraz o tym, jak postępować w trakcie całego okresu karmienia.
  4. Pomagać kobietom w rozpoczęciu karmienia piersią w trakcie pół godziny od narodzin dziecka.
  5. Pokazywać matkom, jak karmić piersią oraz jak podtrzymać laktację, nawet jeśli będą oddzielone od swoich dzieci.
  6. Nie podawać noworodkom żadnych pokarmów ani płynów poza mlekiem kobiecym, z wyjątkiem sytuacji, gdy wymagają tego względy medyczne.
  7. Stosować system „rooming-in” – pozwalając matkom i dzieciom pozostawać przez całą dobę razem.
  8. Zachęcać kobiety do karmienia piersią „na żądanie”.
  9. Nie podawać niemowlętom karmionym piersią smoczków ani żadnych innych uspokajaczy.
  10. Sprzyjać powstawaniu lokalnych grup wspierających karmienie piersią oraz kierować do nich kobiety opuszczające oddział położniczy.

Foto

Kategorie
ciąża i poród

Jak ćwiczyć mięśnie dna miednicy (ćwiczenia Kegla)

Czym są mięśnie dna miednicy? Mówiąc najprościej, mięśnie dna miednicy to zespól wielu mięśni zlokalizowanych na samym dole miednicy. Stanowią tzw. „hamak” rozpięty od kości ogonowej z tyłu do kości łonowej z przodu. Jego  główna funkcja to podparcie oraz utrzymanie we właściwym położeniu organów znajdujących się w miednicy mniejszej  (pęcherz moczowy, odbytnica, kanał odbytu i narządy płciowe).

cwiczenia-kegla

Po co ćwiczyć mięśnie dna miednicy?

Wszystkie kobiety, w tym również te, które nie mają dzieci, powinny wykonywać ćwiczenia mięśni dna miednicy. Trening mięśni dna miednicy chroni przed problemem nietrzymania moczu oraz obniżania się narządów rodnych. Ponadto stanowią podparcie dla organów znajdujących się w miednicy, utrzymują cewkowe/odbytnicze zamknięcie podczas wykonywania różnych aktywności, stabilizują dolny odcinek kręgosłupa, wspomagają funkcje seksualne oraz stabilizują kręgosłup.

Mięśnie dna miednicy a poród

Trening mięśni dna miednicy jest bardzo ważnym elementem przygotowania do porodu. Dlatego każda przyszła mama powinna włączyć tę kilkuminutową aktywność do swojego programu ćwiczeń. Ćwiczenia mięśni dna miednicy nie tylko wzmacniają mięśnie kanału rodnego (mocne mięśnie dna miednicy NIE sprawiają, że poród jest trudniejszy, lecz wręcz przeciwnie!), ale także uczą świadomego ich rozkurczu. Umiejętność ta podczas porodu jest podstawowym elementem chroniącym przed nacięciem krocza oraz zapobieganiem powstaniu powikłań poporodowych, takich jak nietrzymanie moczu.

Jak ćwiczyć mięśnie dna miednicy (ćwiczenia Kegla)

  • Przygotowanie

Przed rozpoczęciem ćwiczeń należy odpowiednio zlokalizować mięśnie dna miednicy. Najłatwiejszy sposób wyczucia, gdzie się znajdują, to wykonanie lub wyobrażenie sobie zatrzymanie strumienia moczu. Uwaga! Ćwiczenia te nie polegają na ciągłym zatrzymywaniu strumienia moczu, to jest tylko test, który pomaga nam je zlokalizować i należy go wykonać tylko raz. Wykonywanie go częściej niż raz w tygodniu  może spowodować , że  pęcherz może się nie opróżniać w sposób, w jaki powinien.

  • Wykonanie

Ćwiczenia polegają na zaciskaniu i rozluźnianiu  zlokalizowanych wcześniej mięśni. Możemy je wykonywać  w każdej pozycji (na siedząco, leżąco, w pozycjach odwróconych itd.). Ćwiczenia należy synchronizować z oddechem: z wdechem zaciskamy, z wydechem rozluźniam – lub odwrotnie. Dobrze jest wykonywać obie wersje na zmianę. Ważne jest również, aby nie napinać innych części ciała, głównie wewnętrznych części ud, pośladków i dołu brzucha. Należy wykonać kilkanaście (10-15) powtórzeń.

W celu zwiększenia intensywności ćwiczeń dołączamy tzw. długie zatrzymania, polegające na zaciśnięciu mięśni dna miednicy na 5-10 sekund, a następnie rozluźnieniu ich. Czynność powtarzamy maksymalnie 10 razy. Ważne jest, żeby w trakcie zaciśnięcia mięśni utrzymać swój naturalny rytm oddechowy – podczas treningu nigdy nie wstrzymujemy oddechu.

Serie wyżej wymienionych ćwiczeń powtarzamy kilka razy w ciągu dnia. Najlepiej synchronizować ją z innymi czynnościami dnia codziennego, takimi jak np. mycie zębów.

Bibliografia:

      1. „Fizjoterapia w położnictwie” Karowicz-Bilińska Agata, Sikora Anita, Estemberg Dorota, Brzozowska Maria, Berner-Trąbska Marlena, Kuś Ewa, Kowalska-Koprek Urszula,  Ginekol Pol 2010.
      2. Australian government initiative: „Pelvic floor muscle training for women” (http://www.continence.org.au/).
      3. http://www.pelvicfloorfirst.org.au/.
      4. Materiały dydaktyczne z kursu „ Fizjoterapia w zaburzeniach funkcjonalnych miednicy i nietrzymania moczu”.
      5. Materiały dydaktyczne udostępnione  przez „Fundację Rodzić po ludzku” (http://www.rodzicpoludzku.pl/).

Foto

Kategorie
ekowiadomości

Dziecko powinno spać z mamą do 4-tego roku życia

Kolejne wyniki obserwacji lekarzy dowodzą, iż wspólne spanie z dzieckiem wpływa na nie bardzo korzystnie. Dr Nils Bergman z University of Cape Town w Republice Południowej Afryki uważa, że dla optymalnego rozwoju dziecka, zdrowe niemowlę powinno spać przy piersi matki co najmniej przez kilka tygodni od narodzin. Kontrowersje może budzić górna granica czasowa, ponieważ dr Bergman uważa, że proces ten powinien trwać do trzecich, a nawet czwartych urodzin dziecka.

Obserwowano 16 niemowląt, które przez jakiś czas spały z mamą, a następnie przez kolejne kilka nocy w łóżeczku obok. Dzięki monitorowaniu czynności serca dziecka, okazało się, że dziecko niedzielące łóżka z mamą jest trzy razy bardziej narażone na stres, niż gdyby spało z mamą. Co więcej, tylko u 6 z 16 niemowląt zaobserwowano w miarę spokojny sen w łóżeczku, choć gorszej jakości niż w łóżku z mamą. Dr Bergman zauważa, że zmiany w mózgu wywoływane przez hormony stresu mogą utrudnić proces tworzenia relacji w przyszłości, co prowadzi do problemów behawioralnych.

Źródło: dailymail.co.uk
Foto

Kategorie
rzeczy dla dzieci

Jak zaoszczędzić na zakupach?

Potrzebujemy planu działania

  1. Planujmy wydatki – przez kilka miesięcy dokładnie kalkulujmy przychody i rozchody. Najlepiej w zeszycie przygotować tabelkę, wpisywać każdą kwotę. Obserwacja przez kilka miesięcy pozwoli nam ocenić, na co wydajemy najwięcej, a które wydatki są zupełnie zbędne.
  2. Lista zakupów – chodzi przede wszystkim o produkty spożywcze i kupowanie w dużych sklepach. Przed zakupami przygotujmy listę zakupów i trzymajmy się jej. Kupując nie dajmy się oszukać, promocje nie zawsze są korzystne. Często nabieramy się na nie, kupując rzeczy niepotrzebne lub korzystamy z promocji, gdzie różnica w cenie wynosi kilka groszy.
  3. Porównujmy ceny – sprawa jest uproszczona, jeśli mieszkamy w mieście, najlepiej na osiedlu, gdzie mamy dostęp w najbliższej okolicy do kilku sklepów z różnych branż. W małych miastach i na wsiach, kiedy często wybór jest ograniczony nie ma wyjścia i trzeba kupować w tych miejscach, które są dostępne.
  4. Zakupy przez internet – zwykle są oszczędnością. Jeśli kupujemy tygodniowy zapas produktów spożywczych, jest sznasa, że transport będzie gratis. Przy większych zakupach możemy skorzystać z porównywarek cen, co pozwala oszczędzić nawet 30%. Świetnym pomysłem są także kody rabatowe, które pozwalają na zakupy w sklepach internetowych ze zniżkami nawet do 60%!
  5. Używane czy nowe – dylemat dotyczy najczęściej ubrań. W second handach często znajdziemy makrowe ubrania w rozsądnej cenie. Inne rozwiązanie, by kupić nowy ciuch – sklepy outletowe, albo polowanie na kupony rabatowe do wybranych sklepów.
  6. Wymiana bezgotówkowa – to opcja w naszym kraju jeszcze raczkująca. Warto rozejrzeć się w sieci lub samemu zorganizować bezgotówkową (np. sąsiedzką) wymianę niepotrzebnych sprzętów, ubrań…

kodyrabatowepl_logo
 Foto: flikr.com/whiskeytango

Kategorie
ekowiadomości

Jak rozpoznać produkt ekologiczny, konwencjonalny albo genetycznie modyfikowany?

Gdy byłam dzieckiem, lodówka w moim domu była oblepiona naklejkami z owoców i warzyw. Naklejki najczęściej dostrzegamy na produktach dostępnych w supermarketach, zwykle egzotycznych, ale zdarzają się także na owocach i warzywach pochodzących z Polski, także z eko-uprawy. Jeśli produkt nie ma naklejki, najpewniej została ona umieszczona na kartonie, w którym go przywieziono do sklepu. PLU (ang. Price look-up), bo tak nazywa się ów kod, jest umieszczany na owocach i warzywach w celu łatwiejszej idetyfikacji produktu. Kod PLU to kod wynikający z numeracji produktów świeżych, nieprzetworzonych. Kody te są nadawane przez Międzynarodową Federację ds. Standardów Produktu (IFPS ). Numer informuje nas o producencie lub kraju pochodzenia, o rodzaju produktu, o jego rozmiarze.
[natuli]

Aby odczytać PLU, warto wiedzieć, że:

  • produkty ekologiczne mają 5-cyfrowy numer PLU, który zaczyna z numerem 9;
  • konwencjonalne produkty mają 4-cyfrowy numer PLU, który rozpoczyna się numerem 4;
  • produkty genetycznie zmodyfikowane (GMO) posiadają 5-cyfrowy numer PLU, który zaczyna się numerem 8.

Kiedy posiadamy tę wiedzę, możemy odczytywać podstawowe informacje o produkcie. Spróbowałam w supermarkecie i okazało się, że żaden z przeglądnych przeze mnie owoców i warzyw nie ma kodu PLU rozpoczynającego się od 8. W dużym powierzchniowo sklepie przeważają produkty, których numer zaczyna się na 4. Kupując taki owoc lub warzywo, nie mamy precyzyjnej informacji o tym, w jaki warunkach uprawiano roślinę. Mogła rosnąć w ziemi, korzystać ze światła słonecznego, ale mogła też być uprawiana w szklarni, przy sztucznym świetle.

Warto wiedzieć, że klej stosowany do przyklejania naklejek do produktu musi posiadać odpowiedni certyfikat – atest do bezpośredniego kontaktu z żywnością. Farby do druku naklejek powinny także mieć atest chociażby do pośredniego kontaktu, ale bezpieczniej byłoby też bezpośredni. Także nośnik ma bezpośredni kontakt z produktem. Atesty powinni dostarczyć dostawcy lub/i producenci farb i kleju.

Sprawdź PLU
Foto