Kategorie
odżywianie naturalne

Zupa – jeden z najzdrowszych pokarmów świata

Zupa to jeden z najzdrowszych i najbezpieczniejszych pokarmów świata – dla każdego, w każdym wieku i sytuacji zdrowotnej. Kwestia dotyczy tylko tego, z czego są one wyprodukowane i czy ugotowaliśmy je we własnym garnku, na naturalnych składnikach, z dobrym humorem. Oczywiście rodzaj składników pokarmowych również ma wpływ na jakość zupy i jej oddziaływanie na organizm.

zupa

Zupę można zjeść zawsze w drodze, w trasie, w pracy – z termosu i w międzyczasie. Ważne tylko z czego?

Zup nie należy jeść odgrzewanych w mikrofalówce, gotowców z kartonów, a już w ogóle nie te z torebek (tzw. zalewajki). Takie zupy stanowią wręcz zagrożenie dla zdrowia. Ich skład chemiczny nie ma żadnego związku z odżywianiem, a tylko działa jako „zapełniacz brzucha”. Największą wartość odżywczą ma zupa świeżo ugotowana, co nie znaczy, że nie można jej ugotować na lekki zapas i przechować w lodówce. Przyjrzyjmy się zatem, jak zupy działają na organizm człowieka w zależności od składu.

Zupy z mięsem

Zupy – rosoły i inne zupy przygotowywane na bazie mięsa – zaliczamy do grupy pokarmów wzmacniających i odżywczych, a jednocześnie niezwykle lekkostrawnych. Warto zwrócić uwagę, że mięso odgrywa wielką rolę w odżywianiu człowieka. Nie znaczy to jednak, że wszyscy bez wyjątku mięso powinni spożywać. Czy mięso danemu człowiekowi służy i jest potrzebne stanowi kwestię bardzo indywidualną.

Warto pamiętać, że mięso to ważne źródło energii, a według teorii dietetyki medycyny Wschodu jest najważniejszym czynnikiem budowy Qi (rodzaj energii poruszającej, ogrzewającej, to jakby„tchnienie”) i krwi. Mięso będąc silnie odżywczym produktem działa na organizm ogrzewająco, a jednocześnie stanowi podstawę budowy „substancji”. W dietetyce profilaktycznej TMC mawia się, że dba ono o równowagę korzenia Yang w organizmie.

Należy też uznać że mięso jest jak „lekarstwo” i jego przedawkowanie szkodzi; nadmierne spożywanie mięsa przyczynia się do gromadzenia lepkiego śluzu, gromadzącego się szczególnie w wątrobie i pęcherzyku żółciowym.

  • Warto wybierać mięso ze sprawdzonych hodowli, ponieważ antybiotyki i hormony wzrostu zawarte w tych powszechnych i z intensywnej hodowli wpływają negatywnie i obciążają wątrobę i nerki oraz funkcjonowanie całego organizmu.
  • Sposób obróbki termicznej ma istotny wpływ na zdrowie i reakcje naszych organizmów na pożywienie. Mięso gotowane jest najmniej toksyczne, dlatego zupy wydają się być najlepszym sposobem jego przyrządzania.
  • Swój smak mięso zawdzięcza obecności kwasu moczowego, ale pamiętajmy, że oczyszczanie z niego trwa dłużej. Tzw. zakwaszenie organizmu w dużej mierze wynika z nadmiernej ilości spożywanego w diecie mięsa. Zakwaszenie organizmu to dziś powszechny problem.
  • Rosoły z mięsem są najzdrowszym sposobem przygotowywania mięsa. Najlepiej przyrządzać rosół raz w tygodniu z użyciem wielu warzyw, ziół świeżych i suszonych o działaniu leczniczym, można do nich też dodawać wodorosty, które równoważą swą zimną naturą działanie energetyczne zup i wspierają usuwanie gorąca (więcej o nich w artykule „warzywa z morza”). Rosołów należy ostrożnie używać w stanach „nadmiaru” np. przy gorączce, przy wymiotach oraz zastojach (np. bóle i napięcia w klatce piersiowej).
  • Energetyczne zupy wymagają długiego gotowania (latem krócej, by wzmacniały głównie Qi; zimą dłużej, by działały ogrzewająco i równoważyły wpływ zimna i wilgoci). Ponieważ wg TMC gotowanie mięsa to proces transformowania substancji w energię, to im dłużej gotowane, tym więcej energii i ciepła wnoszą do organizmu.
  • Każdy gatunek mięsa ma odmienny wpływ na organizm – choć generalnie wzmacniają żołądek.

Zupy na bazie warzyw

Zupy przygotowywane na bazie samych warzyw działają zdecydowanie łagodniej – działają detoksykująco i oczyszczająco.

  • Warzywa powinny stanowić ok. 40% naszego pożywienia, dlatego zupy z ich użyciem warto gotować szczególnie wiosną i latem. W chłodnych porach roku stosowane rzadziej, też będą nam służyły. W zależności od użytych składników są one bardziej ochładzające lub neutralne do ciepłych.
  • Zupy warzywne są szczególnie korzystne podczas infekcji i chorób z nadmiaru – przebiegających z gorączką, wymiotami, intensywnym poceniem się. Służą również osobom z nadmiarem Jang i niedoborem Jin – czyli osobom „gorącym z nadmiaru lub niedoboru”.
  • Rozgrzewające zupy warzywne przyrządzimy z: marchwi, pora, cebuli, dyni, fenkuła (koper włoski), używając większej ilości przypraw.
  • Neutralne zupy warzywne otrzymamy z mieszanych równoważnie warzyw i średniej ilości przypraw.
  • Ochładzające zupy warzywne ugotujemy z użyciem: karczochów, bakłażanów, kalafiora, kapusty pekińskiej, rzodkwi, selera, szparagów, szpinaku, cukinii czy kiełków.

Zupy z użyciem zbóż

Kolejna grupa zup to zupy zbożowe, zbożowo-warzywne oraz strączkowe. Na początek należy wspomnieć o zupach zbożowych przygotowywanych z samych zbóż i niewielkiej ilości owoców oraz słodkich, ostrych przypraw. Takie są często zupami śniadaniowymi. Znana w Chinach zupa ryżowa tzw. congee jest najważniejszym posiłkiem na początek dnia, jak również lekarstwem. Ciepłe śniadanie na bazie zupy śniadaniowej oddziałuje na kilku płaszczyznach:

  • wzmacnia żołądek oraz jest źródłem ciepła i energii;
  • często zaspakaja potrzebę smaku słodkiego;
  • wspiera przemianę materii;
  • jest naturalnym źródłem błonnika, cennych składników odżywczych, minerałów i witamin.

Krupniki oraz zupy z roślinami strączkowymi są szczególnie odżywcze i syte, a także świetnie przyswajane. Te zupy stanowią niejednokrotnie pełen obiad. Pełnowartościowe składniki są w nich połączone i wstępnie „przetrawione”. Mogą one zawierać nawet pełen wartościowy skład aminokwasów. Zupy te mogą być też gotowane na bazie mięsa, co zwiększy ich odżywczość i wartość ocieplającą. Szczególnie służą nam w chłodnych i wilgotnych porach roku.

W przypadku zup gotowanych z użyciem roślin strączkowych należy pamiętać o odpowiednim przygotowaniu. Ważne jest gotowanie ich z dodatkiem przypraw takich jak m.in. kminek, kumin (kmin rzymski), majeranek, tymianek, cząber oraz z glonami morskimi.

Congee z brązowego ryżu

10 części zimnej wody i 1 część brązowego ryżu gotujemy na dość dużym ogniu, aż do zagotowania i spienienia. Po zagotowaniu przykrywamy garnek i zmniejszamy płomień (na najmniejszy). Gotujemy 4 – 6 godzin, bez soli i przypraw. Następnie miksujemy (opcjonalnie).

Jest to potrawa lecznicza i dietetyczna zalecana w różnych stanach chorobowych dzieci i dorosłych. Malutkim dzieciom można podawać rozpoczynając rozszerzanie diety. Chcąc uzyskać marchwiankę, mieszamy kleik z ugotowaną i zmiksowaną marchewką.

Foto

Kategorie
ekowiadomości

1 października – Światowy Dzień Wegetarianizmu. Rodzaje diet

Liczba wegetarian sukcesywnie rośnie. Niektórzy nie jedzą żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego, inni nie wyłączają ich ze swojej diety. Postanowiliśmy zgłębić temat, tym  bardziej, że obchodzimy Światowy Dzień Wegetarianizmu (1 października). Przy podejmowaniu decyzji o przejściu na dietę wegetariańską warto zastanowić się, jakie produkty chcemy uwzględnić w swojej diecie, a z jakich całkowicie zrezygnować. Nie ma potrzeby, by „dopasowywać się” do którejkolwiek z poniższych kategorii. Chodzi raczej o to, by uświadomić sobie własny cel w krótszej i dłuższej perspektywie.

rodzaje-diet1

Wybrane rodzaje diet:

  1. Wegetarianie (laktoovowegetarianizm): spośród produktów pochodzenia zwierzęcego dopuszcza tylko nabiał i jaja. Wegetarianie nie jedzą mięsa i ryb. Poglądy tej grupy są  uwarunkowane kulturą, wiarą, że przy produkcji mleka, jaj i miodu zwierzęta nie muszą cierpieć lub też przekonaniem, że skala cierpienia zwierząt przy produkcji powyższych jest akceptowalna.
  2. Ovowegetarianizm: w diecie mogą być obecne jajka, ale nie mięso, ryby i przetwory mleczne.
  3. Laktowegetarianizm, Lactarian (lacto – łac. mleko): w diecie nie ma miejsca na mięso i jajka. Można spożywać mleko i jego przetwory. Dieta popularna wśród wyznawców religii Wschodu, takich jak hinduizm czy buddyzm.
  4. Weganizm: odmiana wegetarianizmu odrzucająca zarówno mięso, jak i inne produkty odzwierzęce (jaja, nabiał oraz miód). Ten sposób bycia odnosi się nie tylko do diety, ale również do pozostałych aspektów życia: weganie unikają m.in. skórzanych ubrań oraz kosmetyków zawierających składniki pochodzenia zwierzęcego lub na zwierzętach testowanych.
  5. Witarianizm: witarianie żywią się jedynie surowymi lub ocieplonymi maksymalnie do temperatury 46.7°C pokarmami, na ogół wegańskimi. Witarianie uważają, że gotowanie niszczy enzymy i składniki mineralne zawarte w warzywach i owocach.
  6. Frutarianizm (lub fruktorianizm): frutarianie jedzą jedynie owoce, orzechy, nasiona i inne rośliny, które mogą być zdobyte bez uszkodzenia zewnętrznego rośliny. Mogą jeść dla przykładu pomidory, jabłka, dynie czy fasolki, ale już nie ziemniaki czy szpinak.
  7. Freeganizm: weganie, którzy jedzą za darmo, poszukują żywności już wyrzuconej do śmieci. W Polsce coraz częściej określa się freegan mianem kontenerowców. Bardzo często  korzystają z żywności niepotrzebnej czy tej, której jest za dużo, i jest wyrzucana do śmieci przez restauratorów, sprzedawców z targowisk czy supermarkety.
  8. Dieta makrobiotyczna: stosujący tę dietę ludzie uważają, że jedzenie może leczyć i odbija się na naszym dobrym (lub złym) samopoczuciu i szczęściu (lub nieszczęściu). Sądzą, że lepiej jest wybierać pokarmy poddane mniejszej obróbce termicznej czy chemicznej, bardziej naturalne i te, do produkcji których użyto więcej tradycyjnych metod naturalnych, przygotowane przez rodzinę, przyjaciół lub samemu. Jedzą ziarna, owoce, warzywa w określonych ilościach. Okazjonalnie jedzą ryby. Nie spożywają rafinowanego cukru czy olejów. Dieta w dużym stopniu oparta na azjatyckich warzywach, w tym wodorostach.
  9. Alkaline Vegan: weganie, którzy jedzą bardzo dużo warzyw (stanowią ok. 70-80 proc., pozostałe 20 proc. stanowi soja, całe ziarna, ryby, zdrowe oleje, orzechy), które są głównym źródłem żywności zasadowej i eliminują z diety produkty, które fermentują i gniją w naszych ciałach. Pokarmy, które fermentują, zawierają drożdże, grzyby i pleśnie.
  10. Locavore: osoby kierujące się tą dietą wybierają tylko żywność wyprodukowaną lokalnie, która nie musi być transportowana na dalekie odległości. Przeważnie z wyboru nie jedzą mięsa.
  11. Pescowegetarianizm: dieta wegańska, która od czasu do czasu jest wzbogacana o owoce morza,  ryby i skorupiaki.
  12. Semiwegetarianie (Pollo Vegetarian): to osoby, które dopuszczają w diecie niektóre gatunki mięsa, na przykład tylko drób – można powiedzieć, że to pół-wegetarianie.
  13. Flexitarianizm – to swobodne podejście do jedzenia mięsa ma generalnie zmniejszyć jego ilość w diecie przez wyznaczanie sobie dni mięsnych i bezmięsnych w tygodniu czy jadanie mięsa tylko w sytuacjach towarzyskich (przyjęcia, restauracje itp.)

Foto

Kategorie
ekowiadomości

Freebirthing – poród w domu bez położnej

Freebirthing – czyli poród bez medycznego wsparcia – zyskuje coraz więcej zwolenniczek, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Dane z 2009 roku amerykańskiej agencji statystycznej National Center for Health Statistics, mówią o zwiększeniu się liczby porodów bez udziału lekarza i/lub położnej w USA z 7607 samodzielnych urodzeń do 8347 urodzeń w latach 2004 -2006. To oznacza 10 proc. wzrost. Jednak takich urodzeń może być więcej, ponieważ niektóre z nich nie są zgłaszane, jako że rodziny obawiają się konsekwencji prawnych. W niektórych stanach freebirthing jest zabroniony, więc kobiety nie mają prawa wyboru.

Kobiety, które doświadczyły samodzielnego porodu twierdzą, że doświadczenie narodzin dziecka było magiczne, kameralne, przebiegało w wyjątkowej atmosferze.

Porody w szpitalu i w domu

Oczywiście, na samodzielny poród domowy mogą zdecydować się kobiety, których ciąża przebiega prawidłowo. Kiedy kobiety decydują się na poród w szpitalu, bardziej prawdopodobna jest interwencja medyczna. Zdarza się, że ostatecznie negatywnie wpływa ona na postępy w porodzie i samo doświadczenie urodzenia. W praktyce często okazuje się, że pozytywne doświadczenia szpitalne dotyczą mniejszości kobiet. Kolejne amerykańskie raporty wskazują, że rodzące w szpitalach doświadczają zbyt licznych i częstych interwencji medycznych. Alternatywną dla porodu w szpitalu jest poród domowy z udziałem położnej. Przeczytaj: Urodziłam swoje dzieci w domu.

Źródło: inhabitots.com, theguardian.com
Foto

Kategorie
ciąża i poród

Poród domowy

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu poród domowy nie był niczym niezwykłym. Po II wojnie światowej wprowadzono w Polsce zakaz tego typu praktyk i przez ponad pół wieku wszystkie rodzące w naszym kraju kobiety zostały oddane w ręce medycyny i służby zdrowia. Dlatego większości z nas poród domowy wydaje się czymś niezwykłym, a może nawet szalonym.

porod-domowy

Jednak na zachodzie Europy ilość porodów domowych dochodzi nawet do 40% (Holandia) i są one bardzo często wpisane w system opieki zdrowotnej, a co za tym idzie – refundowane. Porody domowe praktykowane są często również w Niemczech, Austrii, Nowej Zelandii czy Wielkiej Brytanii. Wiele kobiet decyduje się tam rodzić w zaciszu własnej sypialni. U nas wciąż jest to temat wywołujący wiele kontrowersji.

Warto pamiętać, że nie można całkowicie wykluczyć powikłań podczas porodu, wymagających wykonania natychmiastowego zabiegu ratującego życie matki lub dziecka. Dlatego decyzja o porodzie domowych powinna być podejmowana odpowiedzialnie i świadomie, na podstawie przekonania, że dom to najodpowiedniejsze miejsce do narodzin dziecka. Powodem porodu w domu nie powinien być jedynie lęk przed porodem szpitalnym.

O porodzie domowym:

  • dom daje nam spokój, bezpieczeństwo, swobodę, intymność;
  • rodząca i osoba towarzysząca są gospodarzami, a personel medyczny gościem, co daje podmiotowe podejście do osób rodzących;
  • osobisty kontakt z położną pozwala na budowanie więzi i zaufania oraz poświęcenie uwagi jednej rodzącej;
  • jest minimalne ryzyko m.in. zbędnych zabiegów (np. przyspieszających poród), zakażeń, infekcji szpitalnych, rutynowego traktowania;
  • osoba towarzysząca może skupić się na wspieraniu rodzącej, zamiast na ochranianiu jej, np. przed nieprzyjaznym otoczeniem, czy sytuacjami niepożądanymi;
  • daje większą możliwość przeżycia porodu aktywnego, naturalnego i zgodnego z rytmem i potrzebami ciała kobiety;
  • zapewnia wolność decydowania w sprawie wykonywanych zabiegów;
  • daje możliwość skoncentrowania się wyłącznie na rodzeniu (bez konieczności przemieszczania się, zapoznawania się z nowym miejscem);
  • pozwala zapewnić dziecku komfortowe warunki podczas porodu (cisza, przytłumione światło, spokój, możliwość przebywania przy mamie przez wiele godzin, bez konieczności rozdzielania czy wykonywania badań od razu po porodzie);
  • daje możliwość decydowania o pielęgnacji dziecka, np. położenie na gołym brzuchu mamy, przyłożenie do obu piersi, pozostawienie na dziecku mazi płodowej, brak dokarmiania;
  • daje możliwość bycia razem jako rodzina od samego początku – ojciec (starsze rodzeństwo, dziadkowie) towarzyszy nowemu członkowi rodziny i wspiera mamę w początkach macierzyństwa;
  • powrót do sił kobiety po porodzie oraz odpoczynek odbywają się w jej własnym łóżku, w znanym otoczeniu.

Kobieta może rodzić w domu, kiedy:

  • czuje, że jest to dla niej i dziecka dobre rozwiązanie;
  • ma wsparcie rodziny/osób towarzyszących;
  • nie odczuwa lęku związanego z miejscem porodu;
  • jest zdrowa, nie ma nałogów;
  • ciąża przebiega bez komplikacji;
  • podczas całej ciąży dziecko rosło i rozwijało się prawidłowo;
  • w wywiadzie nie ma obciążeń związanych z poprzednimi ciążami czy porodami;
  • ciąża osiągnęła etap 38 tygodnia (do 42 tygodnia);
  • podczas porodu będzie obecna osoba z doświadczeniem: położna lub lekarz, której rodząca będzie w stanie zaufać.

Aby poród domowy był bezpieczny, wymagane są:

  • zdrowa mama,
  • ciąża fizjologiczna,
  • odpowiednio wcześniej podjęta decyzja o porodzie w domu i przygotowanie do niego,
  • asysta doświadczonej w porodzie domowym położnej lub lekarza,
  • zapewnienie możliwości szybkiego transportu do szpitala (w razie konieczności).

Przygotowując się do porodu domowego należy:

  • odpowiednio wcześniej podjąć decyzję, rozważając (wraz z osobą towarzyszącą) wszystkie aspekty porodu domowego i szpitalnego;
  • jak najwcześniej rozpocząć poszukiwanie położnej, która będzie towarzyszyć kobiecie przy porodzie. Im dłuższa znajomość, tym większe poczucie bezpieczeństwa i zaufanie. Dobrze, jeśli spotkania w czasie ciąży są regularne, tak by obie strony mogły się poznać i przygotować do porodu.
  • położna, która przyjmuje poród powinna być zaopatrzona w narzędzia medyczne, takie jak m.in: urządzenie do badania tętna płodu, kroplówki nawadniające, oksytocynę, wagę, miarkę, nożyczki i klips na kikut pępowinowy, środki do znieczulenia miejscowego, nici chirurgiczne. Czasem położne mają ze sobą piłkę, worek sako, krzesło porodowe. Warto takie szczegóły omówić z położną przed porodem.
  • wcześniej przygotować niezbędne rzeczy (patrz niżej);
  • mieć sprawnie działające, zatankowane auto (jeśli to możliwe z kierowcą), telefon, opracowaną trasę do szpitala, spakowaną torbę do szpitala dla mamy i dziecka;
  • porozumieć się z lekarzem pediatrą, który przyjedzie po porodzie obejrzeć i zbadać dziecko;
  • zapoznać się z wymogami prawnymi, aby po porodzie zarejestrować w urzędzie nowego obywatela.

Do porodu domowego należy przygotować:

  • podkłady medyczne 60×90 lub większe: 10 szt.;
  • duże podpaski lub pieluszki jednorazowe: 20 szt;
  • kilka chłonnych ręczników;
  • pieluchy tetrowe lub flanelowe;
  • niewielką miskę na łożysko;
  • gaziki jałowe (min. 20 szt.) do zabezpieczenia kikuta pępowiny i ewentualnie do szycia krocza;
  • spirytus 70%;
  • ręczniki papierowe;
  • duży worek na odpady;
  • oliwę do masażu;
  • ulubioną muzykę;
  • coś do picia i lekkostrawnego do jedzenia;
  • folię do zabezpieczenia podłogi (jeśli jest dywan).

Przy zachowaniu podstawowych założeń:

  • poród domowy może być równie bezpieczny co poród w szpitalu;
  • podczas porodu domowego można ograniczyć stosowanie interwencji medycznych tj. podawanie oksytocyny, leków rozkurczowych, przebicia pęcherza płodowego, nacięcia krocza, przymusowego leżenia, rutynowo stosowanych w warunkach szpitalnych;
  • flora bakteryjna dla matki i dziecka jest znacznie bezpieczniejsza w domu niż w szpitalu;
  • w porównaniu do porodów szpitalnych, w przypadku porodów domowych nie wzrasta odsetek śmierci okołoporodowej matek i dzieci, nie wymagają one częściej resuscytacji (szeroko pojętej pomocy w czynnościach oddechowych i krążeniowych), intensywnej terapii ani nie mają niższego wyniku w skali Apgar.

Foto

Kategorie
niemowlę

Chusta solidnie dociągnięta, czyli dlaczego dzieci lubią mieć ciasno?

Zakupiwszy chustę rodzice często zastanawiają się, jak mocno powinna być zawiązana. Aby pozycja dziecka była zdrowa i sprzyjająca rozwojowi, chusta musi być solidnie dociągnięta. Maluszek, który jeszcze nie trzyma samodzielnie główki, powinien oprzeć ją o klatkę piersiową rodzica, i żeby mu w tym pomóc, musimy chustę dokładnie dociągnąć, zwłaszcza w okolicy karku dziecka.

chusta

Stabilnie ułożona główka

Po włożeniu dziecka do chusty, często odkrywamy, że trzeba asekurować główkę, ponieważ wciąż mamy wrażenie, że jest niestabilna. Oznacza to, że chusta potrzebuje poprawek w dociąganiu. Jeżeli jest to chusta tkana, ciągniemy jeszcze raz pasmo po paśmie. Jeżeli elastyczna, wyciągamy dziecko i zawiązujemy chustę ciaśniej. Zdarza się, że podczas dociągania materiału dziecko w chuście postękuje, a rodzic robi się coraz bardziej spocony z wysiłku. Ale dopiero po tak solidnym dociągnięciu główka malucha trzymana jest stabilnie pasmem tkaniny wokół karku.

Nie za ciasno?

Wielu rodziców zastanawia się wtedy, czy brak przestrzeni jest wygodny dla dziecka. Często pojawia się myśl, że maluchowi być może jest za ciasno, a może nawet materiał wrzyna się w delikatne ciałko. Czy nasze dziecko nie czuje się nieprzyjemnie skrępowane? – pytają rodzice pełni niepokoju.

Mocne zawiązanie dziecka w chuście daje maleństwu ucisk głębszych partii ciała. Dociskany jest grzbiet i pośladki przez naprężony materiał, oraz brzuszek, klatka piersiowa i twarz przez przywieranie dziecka do ciała dorosłego. Paradoksalnie tego rodzaju skrępowanie nie jest dyskomfortem, zwłaszcza dla noworodka. Dla dorosłych określenie „ciasno” niesie negatywne skojarzenia; dla małego dziecka jest czymś wyciszającym, rozładowującym napięcie i stymulującym rozwój zmysłów. I nawet jeżeli nasz maluch postękuje podczas dociągania chusty, nie musi to oznaczać, że dzieje się coś złego. W podobny sposób działa na nas wizyta u masażysty, który pracuje nad spiętymi partiami ciała – zdarza nam się jęczeć pod wpływem mocniejszego ucisku masujących dłoni, ale, gdy wstajemy z łóżka po zakończonym masażu, czujemy rozlewającą się po naszym ciele błogość.

Zmysł czucia

W ciele człowieka istnieje zmysł czucia głębokiego, który niczym wewnętrzne oko informuje mózg, w jakim położeniu znajdują się nasze mięśnie, stawy i ścięgna, z jaką siłą pracują i jak szybko poruszają się w przestrzeni. Aby zmysł ten mógł się rozwijać, dziecku potrzebne jest uciskanie ciała. Taki ucisk występuje już w łonie matki, gdy ścianki macicy ciasno opatulają płód w ostatnich tygodniach ciąży. Największy nacisk swojego życia przeżywa człowiek podczas porodu, gdy przepycha się przez kanał rodny. Jest tam niewyobrażalnie ciasno, ale jednocześnie jest to niezwykle istotne dla rozwoju zmysłu czucia głębokiego.

Gdy zmysł ten nie działa dobrze, osobę określa się jako nieskoordynowaną, niezdarną lub niezborną. Ktoś taki często się potyka, uderza o meble, upuszcza przedmioty, obgryza ołówki, ma trudności z siedzeniem spokojnie, jazdą na rowerze i grą w piłkę. Dlatego warto pomagać dziecku w rozwoju wyczucia własnego ciała.

Nieagresywny ucisk stymuluje zmysł czucia głębokiego, ale również uspokaja nas i przywraca równowagę, gdy jesteśmy za bardzo lub za mało pobudzeni w obrębie innych zmysłów. Dzieci wiedzą o tym instynktownie. Starsze czerpią przyjemność z turlania się po zboczu góry, z zakopywania się po szyję w piasku, z robienia fikołków na łóżku i ze skakania na trampolinie. Instynktownie stymulują rozwój czucia głębokiego, uspokajają lub pobudzają zmysł, który się tego przez całe dzieciństwo bardzo domaga. W chwilach trudnych dzieci intuicyjnie szukają nacisku na ciało, aby poradzić sobie z emocjami lub brakiem potrzebnych bodźców. Z tej przyczyny mój dziewięcioletni syn, gdy przychodzi ze szkoły pełen skumulowanej energii, namawia młodszego brata na zapasy i oboje zakleszczają się w uścisku, kotłując się na podłodze, śmiejąc się i krzycząc z radości. Z tej samej przyczyny mój trzylatek przywierał do mnie mocno podczas trudnych pierwszych rozstań na progu przedszkola, a sześcioletnia córka po każdym intensywnym dniu pełnym wrażeń, budzi się w nocy, przychodzi do naszego łóżka, owija się ciasno kończynami wokół mojego ciała i trwa tak, dopóki nie zaśnie głęboko.

Spowijanie

Identycznie działa ciasne zawinięcie noworodka lub niemowlęcia w kocyk. Jeżeli ułożymy rączki ściśle wzdłuż tułowia, następnie zawiniemy w pasmo miękkiego, naturalnego materiału (tak, aby rączki pozostały nieruchomo) i weźmiemy taki kokonik na ręce, układając bokiem w swoich ramionach, a następnie zaczniemy kołysać delikatnie ruchem poziomym, u dziecka natychmiast wyzwoli się odruch wyciszania płynący ze zmysłu czucia głębokiego. Płacz ucicha, spięta wcześniej twarzyczka rozluźnia się, powieki w krótkim czasie zaczynają opadać, a oddech staje się płynny i regularny. Po chwili przychodzi sen. Wiedzę o uspokajającym działaniu spowijania kobiety mają od setek lat i choć przez wieki nie wiedziano, jaki proces zachodzi w organizmie dziecka, stosowano tę metodę intuicyjnie, wierząc w jej dobroczynne działanie.

Zawinięcie w kocyk lub chustę jest regulujące układ nerwowy – może wpłynąć pobudzająco na dziecko, które wiele godzin musiało spędzić w biernej pozycji, np. w foteliku samochodowym oraz może wpłynąć uspokajająco na dziecko, które miało wcześniej nadmiar wrażeń.

Nie bójmy się solidnego dociągnięcia chusty. Jeżeli dziecko nie wpada w nagły, alarmujący płacz podczas układania w chuście, a jedynie stęka lub pojękuje, odbierzmy to jako  komunikację z nami. Wsłuchajmy się w małego człowieka. Może próbuje nam powiedzieć: „Ależ mnie, mamo przyjemnie uciskasz. Rób tak dalej”.

Foto

Kategorie
ekowiadomości

4 zagrożenia zdrowotne, o których warto wiedzieć

Przyjęło się uważać, że największym zagrożeniem dla dzieci i młodzieży są używki, takie jak papierosy i narkotyki. Coraz większą uwagę poświęca się także diecie – roli cukru i innym przyczynom otyłości wśród młodego pokolenia. Organizowane są liczne kampanie społeczne mające pełnić funkcje dydaktyczne, uświadamiające obywateli o skali problemu. O innych zagrożeniach, których skala jest podobna lub nawet większa, mówi się niewiele lub wcale. Są to przede wszystkim:

1. Szczepionki

– badanie przeprowadzone przez KiGGS w Niemczech na grupie ponad 17 tys. dzieci wykazały, że 4,7 proc. zaszczepionych dzieci cierpi z powodu astmy, 10,7 proc. dzieci ma katar sienny, a 13,2 proc. dzieci walczy z różnego rodzaju zmianami skórnymi, w tym wysypką, egzemą, swędzeniem. Dane te są różne w zależności od poszczególnych krajów, przykładowo w USA na astmę cierpi 6 proc. dzieci zaszczepionych, ale już w  Australii to 14-16 proc. Astma u nieszczepionych dzieci występuje u 0,2 proc. maluchów, katar sienny 1,5 proc., a egzemy u 2 proc.  Wniosek – dzieci zaszczepione są nawet do 14 razy bardziej narażone na astmę w stosunku do dzieci nieszczepionych, i do 9 razy częściej narażone na problemy skórne.

2. Sztuczne składniki słodzące, konserwanty, barwniki i aromaty

– już nieraz, także na łamach portalu przedstawialiśmy wyniki badań wskazujące na fakt, że niebezpieczne dodatki do żywności są łączone m.in. z alergiami i ADHD. Najnowsze brytyjskie badania wykazały, że niektóre barwniki spożywcze, ale i konserwanty, m.in. benzoesan sodu, mogą mieć wpływ na negatywne zachowania niektórych dzieci. Badanie na grupie dzieci z miejscowości Southampton w Wielkiej Brytanii wykazały, że dodatki do żywności powodują nadpobudliwość już w ciągu godziny od spożycia. Te dodatki, zwłaszcza odpowiadające za sztuczny kolor, to zwykle pochodne smoły węglowej i chemikaliów syntetycznych. Najpopularniejszy z konserwantów spożywczych to sorbinian potasu. Raporty toksykologiczne wykazują, że sorbinian potasu jest substancją rakotwórczą. Inne badania  mówią o jego toksycznym wpływie na układ rozrodczy. Trudno nam kontrolować dawki sorbinianu, ponieważ jest on obecny w naprawdę wielu produktach spożywczych. Sztuczne aromaty i barwniki, jaka sama nazwa wskazuje, zostały stworzone w laboratorium, nie mają żadnych wartości odżywczych.

3. GMO

 – to niewątpliwie największe zagrożenie dla ludzkości w najbliższych dekadach. Żywność GMO stanowi zagrożenie zarówno dla ludzi, jaki i dla środowiska. Badacze dostrzegli zależność między spożyciem kukurydzy modyfikowanej genetycznie i zmianami w  jelitach oraz nasilającymi się objawami alergii wśród dzieci. Dr Gilles-Eric Seralini z Uniwersytetu w Caen (we Francji) zaznacza: „Kukurydza GMO szkodzi nerkom, wątrobie, nadnerczom, sercu, śledzionie. GMO powoduje alergie, uszkodzenia narządów, a te zmiany wpływają na przyszłe pokolenia”. 99 proc. upraw GMO toleruje środki owadobójcze, stąd biorą się zaburzenia w funkcjonowaniu kolonii pszczół i innych owadów oraz ich masowe zgony. Unicestwianie owadów zapylających rośliny to kolejny, bardzo zgubny proces stanowiący zagrożenie dla przyszłych pokoleń.

4. Toksyny środowiskowe

– BPA, fluor, parabeny, ftalany, włókno szklane i tysiące innych chemikaliów tworzą listę toksyn, na które jesteśmy narażeni głównie w domu. Dzieci są zdecydowanie bardziej narażone na szkodliwe działanie toksyn niż dorośli. Naukowcy z Yale School of Medicine (w USA) dowiedli, że ekspozycja na BPA w ciąży powoduje zmiany w macicy, co wpływa na potomstwo. Równie szkodliwe działanie ma fluor, odpowiedzialny za raka, wady wrodzone, problemy z układem oddechowym, pokarmowym i moczowym. Od lat eksperci ostrzegają przed toksycznymi składnikami kosmetyków, które przyczyniają się m.in. do zmian hormonalnych.  Bronić się przed parabenami powinny szczególnie kobiety w ciąży oraz karmiące piersią. Z kolei ftalany są obecne w materiałach budowlanych, ale i w zabawkach, opakowaniach produktów, rozpuszczalnikach. Ftalany są łączone z przedwczesnymi porodami, ale i wieloma przewlekłymi chorobami u dzieci (m.in. astmą i alergią). Włókno szklane, często stosowane do izolacji domu, według ekspertów jest bardziej rakotwórcze niż azbest.

Źródła: realfarmacy.com, preventdisease.com, impf-report.de, kiggs-studie.de
Foto

Kategorie
rodzina

Drugie życie słoika

Pomysł na ten tekst przyszedł mi do głowy, kiedy rozpoczęłam produkcję domowej roboty dżemów, gdy nagle okazało się, że brakuje mi… słoików. Penetrując szafki znalazłam kilka, a do głowy zaczęły mi przychodzić coraz to nowe pomysły na inne wykorzystanie słoika po kupnym dżemie, przecierze pomidorowym… Mam w zwyczaju odkładać słoiki, bo mogą się przydać, nie wyrzucam ich do kosza, jak tylko zostaną opróżnione. Postanowiłam wykorzystać moją pokaźną kolekcję i wspólnie z dzieckiem dać słoikom drugie życie.

1. Słoiczek na przybory plastyczne: na plastelinę, ciastolinę, wszelkiego rodzaju koraliki, tasiemki, cekiny, brokat. Wszystko w jednym lub kilku słojach czy słoikach, które dodatkowo można ozdobić chociażby figurką z masy solnej, którą malujemy i przytwierdzamy do wieczka.

1

makelifelovely.com

2. Mini-latarnie – słoiki można zabarwić, dzięki temu światło, które dają, stanie się magiczne. Jak barwimy? Do wieczka małego słoiczka wlewamy kilka kropli kleju białego (np. wikol), dodajemy dwie łyżki wody i trzy krople barwnika spożywczego w dowolnym kolorze. Mieszanka powinna zajmować całą powierzchnię wieczka. Zakręcamy słoiczek i potrząsamy nim aż do momentu, gdy wieczko będzie wypłukane z mieszanki. Nadmiar wylewamy ze słoiczka. Następnie wokół otworu słoiczka (obręczy) oplatamy giętki drucik i gotowe. Lampiony pięknie rozświetlają ogród czy balkon.

2

inspiredbyfamilymag.com

3. Miniaturowe terraria – propozycja dla młodego miłośnika natury. Potrzebujemy darów lasu, czyli np. odrobiny mchu, trawy, kwiatów, patyczków, owoców jarzębiny, szyszek czy drobnych kamyczków. Na wieku słoika tworzymy kompozycję. Pamiętajmy, by mech trochę zwilżyć.

3

ourbigearth.com

4. Pucharek deserowy – domowe lody czy galaretka serwowana w słoiczku z recyklingu to pomysł, który można wykorzystać np. podczas imprezy urodzinowej.

4

celebrationsathomeblog.com

5. Wazony – wyglądają niezwykle efektownie, ozdobią każde wnętrze. Sposoby na ich zdobienie są rozmaite. Możemy okleić wazon bibułą, cekinami, obwiązać sznurkiem albo zanurzyć jakąś część denka słoika w farbie (to bardzo fajny pomysł, po zanurzeniu w farbie obracamy słoik do góry dnem, by farba mogła swobodnie spływać i tworzyć fantazyjne wzory).

5

applesandonions.com

6. Pojemnik na przyprawy – pomysł ten zyskuje ostatnio na popularności. Już w kilku domach znajomych dostrzegłam takie zastosowanie pustych słoików. Słoiki pełne przypraw można przechowywać w szufladach, czemu jednak nie pokazać ich światu? Półeczka pełna aromatycznych przypraw to wspaniałe uzupełnienie każdej kuchni. Jeśli w wykonanie włożymy więcej pracy, to za pomocą magnesów można sprawić, iż słoiczki będą zajmowały minimum miejsca, ponieważ będą przylegały do ścianki lodówki.

6

shelterness.com

7. Słoikowe ramki na zdjęcia – zabawny gadżet do pokoju dziecka lub piękny prezent np. dla dziadków. Wykonanie banalnie proste – do słoiczka dowolnej wielkości wsuwamy zdjęcie w odpowiednim formacie. Efekt wspaniały!

7

babylifestyles.com

8. Pojemnik do przechowywania kredek –  w moim domu kredki teoretycznie powinny się znajdować w specjalnym pudełku. W praktyce wygląda to jednak tak, że kredki są wszędzie, natrafiam na nie najczęściej podczas porządków, wtedy znajduję zaginione kolory. Słoiki można pomalować np. farbą w sprayu na kolor kredki, która będzie w nim przechowywana, np. niebieski a w nim wszystkie typy niebieskich kredek malucha. Następnie wszystkie kolorowe słoiki można przykleić do dna pudełka, tworząc w ten sposób zestaw.

8

monkeyseemonkeydo-jennifer.blogspot.com

Kategorie
karmienie piersią

Karmienia piersią wcześniaka. Fragment książki „EKOnomiczne dziecko”

Fragment książki Ewy Kozioł “EKOnomiczne dziecko”, która ukazała się we wrześniu br. pod patronatem serwisu Dzieci są ważne.

kp-wczesniaka

Nie trzeba przekonywać o tym, że karmienie piersią jest dobre czy też zdrowe. Jednak czasem życie weryfikuje nasze plany odnośnie karmienia dziecka, na przykład co zrobić w sytuacji, kiedy dziecko urodzi się przedwcześnie? Każda oczekująca na rozwiązanie mama powinna być gotowa na taki scenariusz. Z przykrością muszę stwierdzić, że bardzo ciężko jest znaleźć informacje użyteczne dla mam w takiej chwili.

Dla wcześniaka mleko matki powinno być traktowane jak lekarstwo. Nie ma bardziej idealnego sposobu odżywiania dziecka, którego flora bakteryjna układu pokarmowego jest nierozwinięta. Nawet kilka kropli siary na ustach niemowlęcia ma ogromne znaczenie zdrowotne i na pewno mu pomoże. Urodzone przedwcześnie dziecko przeważnie przetrzymywane jest w inkubatorze, gdzie kontakt z nim jest bardzo ograniczony. Może w nim przebywać od kilku dni do kilku miesięcy. Ponadto wcześniaki mogą być zbyt słabe lub za mało rozwinięte fizycznie, aby być karmione piersią. Dlatego tak ważne jest częste masowanie i odciąganie mleka z piersi w pierwszych dniach po porodzie. Jeśli zastosujesz się do poniższych wskazówek, po dwóch tygodniach będziesz posiadać wystarczającą ilość pokarmu, aby w momencie kiedy dziecko będzie gotowe przyjąć pierś, podać mu swoje mleko.

Aby pobudzić piersi do produkcji pokarmu:

  • spędzaj z dzieckiem jak najwięcej czasu, jeśli oboje dobrze się czujecie możesz praktykować kontakt skóra do skóry, kładąc dziecko na brzuch zaraz po porodzie. Dotykaj, noś, głaskaj czy przytulaj je tak często jak tylko możesz;
  • rozpocznij odciąganie mleka tak szybko jak to możliwe, najlepiej w ciągu godziny od porodu. Jeśli czujesz się bardzo słabo, poproś partnera lub pielęgniarkę, aby Ci pomogli;
  • staraj się odciągać mleko dwanaście razy na dobę, zaś nie mniej niż osiem razy zarówno w dzień, jak i w nocy. Odstępy pomiędzy nie muszą być regularne, jednak unikaj długich czterogodzinnych przerw w ciągu dnia (lub sześciogodzinnych przerw w nocy);
  • podczas odciągania mleka staraj się być blisko dziecka lub zamknij oczy i pomyśl o nim, popatrz na jego zdjęcie, słuchaj delikatnej muzyki, przyciemnij światło, delikatnie stymuluj piersi masażem lub miej przy sobie nasiąknięte zapachem dziecka ubranko;
  • na początku, kiedy masz mało mleka, praktykuj ręczne odciąganie, zaś wraz ze wzrostem ilości pokarmu możesz użyć pompki (poproś pielęgniarki o pomoc w jej użyciu);
  • staraj się odciągać mleko z dwóch piersi, po skończeniu mleka w jednej, przejdź na drugą;
  • skup się na częstotliwości, a nie ilości otrzymanego mleka. Nie zniechęcaj się, jeśli odciągasz mało pokarmu, jego napływ może zająć kilka dni, jednak im częściej pobudzasz piersi, tym więcej będziesz go otrzymywać.

Po dwóch tygodniach powinnaś wystarczająco pobudzić karmienie, aby produkować od 500 do 750 ml mleka na dobę. Jednak dziecko może nie być gotowe, aby przyjąć tak dużą ilość pokarmu, dlatego możesz zmniejszyć częstotliwość stymulowania piersi, testując różne rozwiązania. Dodatkowo możesz podawać dziecku gęste mleko na początku, zaś wodnistą fazę na końcu. Po prostu po otrzymaniu połowy ilości mleka, jaką zwykle odciągasz, podłóż inny pojemnik i zacznij ponowie ściągać mleko (mleko w drugim pojemniku będzie bardziej kremowe); to je podaj dziecku jako pierwsze, zaś mleko z pierwszego pojemnika zachowaj na koniec karmienia.

ekonomiczne-dziecko

Konsultacja merytoryczna: Magda Karpienia
Foto

Kategorie
ekowiadomości

Poobiednie drzemki w przedszkolu – za i przeciw

Odkąd moja córka poszła w przedszkolu do grupy „średniaków”, bardzo brakuje nam jej drzemek w ciągu dnia. Wydawać by się mogło, że czterolatki nie potrzebują już w dzień czasu na sen i na pewno wielu dzieciom faktycznie nie jest on konieczny, ponieważ dzieci w tym wieku zwykle są głodne ruchu i wszelkiej aktywności. Inne wręcz przeciwnie – kiedy nie mają możliwości przespać się w ciągu dnia, są bardziej zmęczone, rozdrażnione. Eksperci, nauczyciele i rodzice dostrzegają zalety wpisania w rozkład dnia dziecka drzemek w okresie kilku pierwszych lat życia.

Czy drzemka jest ważna?

Niedawno badania naukowców pod przewodnictwem Rebecci Spencer, psycholog z Uniwersytetu Massachusetts Amherst w USA, potwierdziły, że kilka chwil snu w ciągu dnia jest niezbędne do konsolidacji pamięci (to proces utrwalania przez mózg nabytych informacji). Badania, przeprowadzone w sześciu przedszkolach w zachodniej części stanu Massachusetts (USA), polegały na tym, że dzieci brały udział w grach pamięciowych, wizualno-przestrzennych, w których miały zapamiętać lokalizację poszczególnych ilustracji. Jednego dnia grupa dzieci drzemała w ciągu dnia średnio przez około 77 minut. Innego dnia ta sama grupa nie spała wcale. Test pokazał, że dzieci potrafią wskazać prawidłowe położenie obrazka z 75-procentową dokładnością po drzemce, w porównaniu z 65 procentami skuteczności w dniu bez drzemki, kiedy wykazywały senność. Drzemka gwarantowała także lepsze wyniki zabaw następnego dnia.
Wyniki badań opublikowano we wrześniowym numerze czasopisma Proceedings of National Academy of Sciences.

Co z odpoczynkiem w przedszkolu?

Eksperci podkreślają, że warto, by placówki przedszkolne zadbały o atmosferę sprzyjającą drzemkom. Oczywiście, wiele przedszkoli nie może zapewnić starszym dzieciom warunków do drzemki, dlatego ograniczają ją do najmłodszej grupy (zwykle dzieci trzyletnich). Z drugiej strony, tak jak wcześniej wspominałam, niektóre cztero- czy pięciolatki po prostu nie potrzebują snu w ciągu dnia i nie ma sensu ich do niego zmuszać. A jeśli już z jakichś powodów usną, np. w przedszkolu leżakowanie jest obowiązkowe, czy usną w aucie podczas drogi do domu, to wtedy mogą mieć problem z wieczornym zaśnięciem.

Wydaje się, że nie da się sprostać oczekiwaniom dzieci i rodziców, że nie ma idealnego wyjścia z tej sytuacji. Na pewno obowiązkowe leżakowanie i zmuszanie do niego szczególnie starszych dzieci nie jest dobrym rozwiązaniem. Przecież potrzebę odpoczynku można zaspokoić inaczej, dla przykładu organizując zajęcia wyciszające, relaksacyjne, podczas których dzieci regenerują siły na dalszą część dnia.

Źródło: livescience.com
Foto

Kategorie
wychowanie

Rodzicielstwo jako szansa rozwoju dla rodzica, cz.2. O domowej szkole inteligencji emocjonalnej

W pierwszym artykule cyklu „Rodzicielstwo jako szansa rozwoju dla rodzica” pisałam o tym, że rodzice też się rozwijają, a skoncentrowanie tematyki wychowawczej wyłącznie na rozwoju dziecka jest mocno ograniczające. W niniejszym tekście postaram się pokazać, jak to się dzieje, że będąc rodzicami możemy stać się inteligentniejsi emocjonalnie i społecznie.
rodzicielstwo-szansa

Co to jest inteligencja emocjonalna?

Jako motto poniższych rozważań niech posłuży zdanie z książki Wystarczająco dobrzy rodzice Bettelheima: „Gdybyśmy przyznali sami przed sobą, że emocje często rządzą naszymi zachowaniami wobec dziecka, bylibyśmy o wiele bardziej wrażliwi na jego reakcje emocjonalne wobec nas i wobec naszych wymagań”. Umiejętność dostrzeżenia i nazwania emocji u siebie i u innych, która skutkuje odpowiednim ich wykorzystaniem, to właśnie inteligencja emocjonalna. Mając wysoką inteligencję emocjonalną skutecznie radzimy sobie w sytuacjach społecznych.

Warto od razu podkreślić, że inteligencję emocjonalną można rozwijać. Nie jest to dar, który jedni otrzymują, a inni nie, i nic z tym nie można zrobić. Oczywiście możemy poszukiwać uwarunkowań tego, jak ludzie różnią się w zakresie inteligencji emocjonalnej. Jest na ten temat sporo badań. Rzeczywiście różnimy się zarówno w zakresie biologicznych uwarunkowań, jak i doświadczeń środowiskowych.  To jednak nie zmienia faktu, że poza przypadkami skrajnymi, większość ludzi ma wpływ na to, jak inteligentni emocjonalnie będą. Rodzicielstwo jest szansą na rozwój w tej dziedzinie. Można z tej szansy skorzystać z zyskiem dla siebie i dziecka. Można też tę szansę zaprzepaścić z oczywistą stratą dla siebie i rozwoju dziecka.

Rodzicielstwo poligonem ćwiczebnym

Katherrine Ellison w książce Umysł mamy. Jak macierzyństwo rozwija naszą inteligencję pisze: „wychowując dzieci nieustannie spotykamy okazje do ćwiczenia empatii, będącej podstawowym składnikiem EQ, jednocześnie rozwijając inne składające się na inteligencję techniki, takie jak panowanie nad sobą, rozwiązywanie konfliktów i powtórna ocena” ( chodzi o takie przeformułowanie trudnej sytuacji, że zaczynamy na nią patrzeć w pozytywnym świetle).

Gdy popatrzymy na wymieniane przez Elisson, notabene znaną dziennikarkę i matkę dwóch synów, umiejętności, to nie ma wątpliwości, że macierzyństwo i ojcostwo stanowią ogromną szansę rozwoju.  Bo czyż nie warto ćwiczyć się w sztuce rozwiązywania konfliktów, panowaniu nad sobą czy takim postrzeganiu sytuacji, które mobilizuje do działania, pozwala dostrzec, że szklanka jest do połowy pełna…?

Nie mam złudzeń, szczególnie odkąd sama zostałam mamą, że jest to proste. To naprawdę poligon, momentami szkoła przetrwania, czasem naprawdę ma się dość. Chciałoby się powiedzieć „to ja już dziękuję, może nie od razu rezygnuję, ale poproszę chociaż o roczny urlop dla poratowania zdrowia!”.

Empatia przede wszystkim

Wymieniona już wyżej empatia, czyli (w skrócie i uproszczeniu) umiejętność spojrzenia na sytuację z perspektywy drugiej osoby poprzez zdolność do wczucia się w jej stan emocjonalny, psychiczny to baza dla pozostałych składowych inteligencji emocjonalnej. Bez empatii nie ma autentycznego rozwiązania konfliktu (tu zainteresowanych odsyłam do literatury z nurtu Porozumienia bez Przemocy). O ileż łatwiej zapanować nad sobą, gdy próbujemy dostrzec motywy czyjegoś (np. naszego dziecka) zachowania, gdy dostrzegamy jego uczucia, ponadto mamy niezbędną dozę empatii dla siebie i nazywamy jasno również  swoje emocje!

Rodzicielstwo to niebywała okazja na rozwijanie zdolności do empatii. Mamy przed sobą małego człowieczka, który nie potrafi zaspokoić swoich potrzeb sam, potrzebuje do tego innych, ale nie potrafi jeszcze używać słów i wypowiedzieć choćby takich z pozoru prostych zdań, jak: „chcę jeść” czy „potrzebuję się przytulić, żeby się nie bać”. Rodzic staje przed zadaniem odczytania z, nieoczywistych często dla niego, komunikatów niewerbalnych, czego potrzebuje dziecko. Ilu z Was pytało nieraz z rosnącą desperacją w głosie: „ale o co ci chodzi?”, a płacz tylko się nasilał?

To będzie truizm, ale chcę bardzo mocno zaznaczyć, że empatia rozwija się, jeśli się w niej ćwiczymy. Lepiej poznajemy dziecko, odczytujemy jego potrzeby, jeśli codziennie podejmujemy trud spojrzenia na świat z jego perspektywy. Pośrednim dowodem na to, że rodzicielstwo rozwija zdolności empatyczne, są badania, w których okazało się, że matki o wiele lepiej odczytują emocje bohaterów niemego filmu niż kobiety nie będące matkami.

Gdy rodzicowi brak zdolności do empatii

Niestety zdarza się, wcale nierzadko, że rodzice nie rozwijają w sobie empatii, a więc nie stają się inteligentniejsi emocjonalnie. Wciąż popularne są szkoły tzw. wychowania, gdzie dziecko traktowane jest jak przedmiot, którym się manipuluje, który się „obrabia”, by pasował do określonego wzorcu. Według tych koncepcji empatię należy raczej w sobie zdusić niż rozwijać. Rodzice są stawiani, a czasem sami się stawiają, wobec absurdalnych wytycznych, co dziecko powinno lub czego nie powinno. I tak zdarzają się rodzice, którzy przyuczają dziecko do chodzenia, bo za chwilę roczek i co goście powiedzą… Nie wezmą na ręce, bo będzie ciągle chciało być noszone… Długo można by wymieniać!

Pisanie o wewnętrznych, osobowościowych uwarunkowaniach tego, że rodzic rezygnuje (świadomie bądź nieświadomie) z rozwijania inteligencji emocjonalnej wykraczałoby poza ramy tego artykułu. Napomknę jedynie, że jeśli któryś z czytelników ma poczucie, że mimo najlepszych intencji i starań nie jest w stanie zachowywać się wobec dziecka z empatią, bo np. jego własne emocje biorą górę i jest w wielu sytuacjach wściekły albo dziecko jest mu obojętne, albo jeszcze coś innego uniemożliwia bycie w empatycznej relacji z dzieckiem, to warto zwrócić się o pomoc, może nawet profesjonalną. W takich sytuacjach rodzicielstwo może być szczególnie silnym czynnikiem motywującym do zmiany, a w efekcie do stania się inteligentniejszym emocjonalnie.

Natomiast w tych różnych drobnych, choć czasem trudnych, sytuacjach, z których składa się życie rodzica, , warto z przymrużeniem oka (albo zupełnie na poważnie) przywołać myśl: „oto kolejna sytuacja, w której mogę się rozwijać. Moje dziecko dostarcza mi szansy rozwojowej! Wykorzystam więc tę szansę. Moje dziecko będzie miało z tego korzyść od razu, a ja na pewno prędzej czy później również.”

Literatura:

B. Bettelheim (2012). Wystarczająco dobrzy rodzice. Poznań: Rebis
K. Ellison (2008). Umysł mamy. Jak macierzyństwo rozwija naszą inteligencję. Warszawa: Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza
J. Strelau (red.) (2000). Psychologia. Podręcznik akademicki. Gdańsk: GWP
Foto