Kategorie
ekowiadomości

Czarna malwa rośliną 2012 roku

Malwa czarna (Alcea rosea L.) została uznana przez specjalistów branży zielarskiej za Roślinę Roku 2012. W czym tkwi jej moc? Ciemne kwiaty zawierają glikozydy, diglikozydy, malwidyny i petunidyny. Dzięki tym związkom wyciąg z kwiatów malwy powleka błony śluzowe przewodu pokarmowego i ma działanie osłaniające.

Roślina pochodzi przypuszczalnie z Azji Mniejszej i Półwyspu Bałkańskiego. Jest pospolicie uprawiana, niekiedy zdziczała, w Polsce często sadzona przy domach, w ogródkach. Jest to roślina wysoka – do 3 metrów, roczna lub dwuletnia. Kwiaty ma duże, o 5 płatkach, barwne, osadzone pojedynczo lub po 2 -4 w kątach liści. Owocem jest rozłupina.

Surowiec stanowią kwiaty zabarwione ciemno, prawie czarno, wraz z kielichem (lub czasami same płatki korony). Zbiera się go od czerwca do jesieni co 3 -4 dni (w miarę rozkwitania). Suszenie odbywa się bezpośrednio po zbiorze.

Działanie:

  • zmniejsza nadmierną wrażliwość błony śluzowej jamy ustnej i gardła,
  • osłabia odruch kaszlowy,
  • rozrzedza zalegającą w gardle gęstą wydzielinę i ułatwia odkrztuszanie,
  • wyciągi wykazują ponadto słabe własności estrogenne i pobudzają krwawienia miesięczne u kobiet, ale nie działają poronnie.

Jak przygotować „lek”?

Odwar (przy schorzeniach układu oddechowego)
1 łyżkę kwiatów zalać szklanką gorącej wody i zostawić pod przykryciem 20-30 minut, następnie gotować 3 minuty, odstawić na 10 minut. Po przecedzeniu podawać porcjami ciepły odwar do picia.

Napar z mieszanki
Kwiaty czarnej malwy, ziele bylicy boże drzewko i kwiat nagietka zmieszać w równych częściach. 1 łyżkę mieszanki zalać szklanką wrzątku, przykryć na 15 minut, odcedzić, stosować 3 razy dziennie.

Ciekawostka
Barwniki pozyskiwane z ciemnych odmian wykorzystuje się do barwienia w przemyśle spożywczym i do poprawiania koloru win. Czarna malwa jest także stosowana jako dodatek smakowy do herbatek ziołowych. Ma bardzo delikatny i łagodny smak.

Kategorie
edukacja alternatywna

Jak dorosły powinien przygotować się do edukacji dzieci? Nauczanie z punktu widzenia pedagogiki Montessori

Zawsze było dla mnie jasne, że nauczyciel najpierw musi mieć gruntownie opanowaną wiedzę, którą chce przekazać uczniom. Powinien też zastanowić się nad tym, w jaki sposób tę wiedzę przekaże, tak aby dzieci były nią zainteresowane. Dopóki nie spotkałam się z pedagogiką Montessori, tak zazwyczaj wyglądały moje przygotowania do zajęć. Należy jednak zrobić o wiele więcej! Przede wszystkim, trzeba przestać traktować pracę z dziećmi jako ciągłe korygowanie ich wad, a wręcz przeciwnie – dorosły musi zacząć przygotowanie od pracy nad swoimi słabymi punktami.

Nauczanie z punktu widzenia pedagogiki Montessori

Nauczyciel Montessori musi przygotować się na trzech poziomach: umysłowym, fizycznym i duchowym.

Przygotowanie umysłowe to wiedza na temat rozwoju dziecka i dobra znajomość materiałów i teorii. Należy samemu ćwiczyć z materiałami, zanim będą one prezentowane dziecku, po to, aby móc odczuć to, czego dziecko będzie doświadczać podczas prezentacji. Nauczyciel powinien być w stanie ocenić, w jakim momencie rozwoju dziecko się znajduje i jakie zajęcia będą dla niego najodpowiedniejsze.

Przygotowanie fizyczne to dbanie o wygląd zewnętrzny. Nauczyciel powinien wyglądać schludnie i profesjonalnie. Swoim wyglądem nauczyciel okazuje szacunek zarówno dzieciom, jak i rodzicom. Maria Montessori pisze też w „The Absorbent Mind”, że wygląd nauczyciela to pierwszy krok do zdobycia szacunku ze strony dziecka. Dorosły powinien zapraszać dzieci do za zajęć spokojnym głosem i poruszać się z gracją.

Przygotowanie duchowe

Podczas przygotowania duchowego nauczyciel skupia się na swoich słabościach i mocnych punktach i poddaje siebie samoocenie. Nauczyciel zawsze powinien pracować nad swoimi słabościami i aspirować do tego, aby być lepszym:  „…nauczyciel powinien zacząć swoje wewnętrzne przygotowanie. Jest zbyt zajęty złymi zachowaniami dziecka i ich korygowaniem (…). Zamiast tego powinien zacząć szukać własnych wad.” (The Secret of Childhood, Maria Montessori, strona 107,108; wolne tłumaczenie)

Nauczyciel służy dzieciom i ma wiarę w dobroć każdego z nich. Wszystkie dzieci powinny być traktowane na równi, jako istoty z wielkim potencjałem. Wymaga to wiele cierpliwości i pracy nad sobą. Nauczyciel powinien być zawsze spokojny. Jeśli straci kontrolę nad sobą, powinien zastanowić się, co było tego przyczyną. Nauczyciel nie powinien złościć się, ponieważ złość zaburzy jego relacje z dziećmi: „ Złość jest reakcją na sprzeciw dziecka. Gdy pojawią się jeszcze inne ciemne strony duszy dziecka, to złość i duma dorosłego mieszają się i tworzą coś na kształt zacnej tyranii.” (The Secret of Childhood, Maria Montessori, strona 112; wolne tłumaczenie)

Niestety, złość, duma i siła fizyczna dorosłych to prosta droga do przejęcia kontroli nad dziećmi. Siła fizyczna dorosłych  jest tu ważnym aspektem, ponieważ bardzo często wynika z niej brak szacunku dla dzieci: łatwo jest dziecko złapać za rękę, czy przestawić bez ich zgody, a to wszystko narusza jego godność. Śmianie się z dzieci też je głęboko dotyka.

Nie oznacza to jednak, że nauczyciel nie powinien mieć poczucia humoru. Jak najbardziej musi posiadać tę cechę, jak i dystans do siebie.

Spokojny, miły i konsekwentny nauczyciel osiągnie sukces, gdy zaakceptuje każde dziecko takim, jakim jest.

W tradycyjnym modelu edukacji nauczyciel to osoba, która zazwyczaj jest w centrum uwagi. Dzieci podążają za nauczycielem i klasa nie może funkcjonować bez niego. Nauczyciel wyznacza dzieciom cele, które powinny realizować. W pedagogice Montessori nauczyciel pozostaje w cieniu i podstawą jego pracy jest dyskretna obserwacja zainteresowań dzieci. Zainteresowania to trop, którym podąża, i na podstawie tego proponuje dzieciom różne rodzaje zajęć.

Pojęcie edukacji w pedagogice Montessori rozumiane jest nie jako nauczanie, ale budowanie na potencjale dzieci. Słowo edukacja pochodzi od educere z łaciny, które znaczy „wyciągać”. W rozumieniu Montessori chodzi o „wyciągnięcie” potencjału dziecka, a nie tak, jak to często odbywa się w tradycyjnej edukacji, „włożenie” w dziecko wielu nieinteresujących dla niego faktów. W Montessori dziecko jest w  procesie edukacyjnym najważniejsze i nauczyciel ma za zadanie bacznie za nim podążać.

Każdy rodzic i nauczyciel może przygotować się w powyższy sposób do pracy / zabawy z dziećmi. Nie trzeba być nauczycielem Montessori, aby stosować się do tych wytycznych. Wydaje się, że takie podejście do procesu edukacyjnego jest po prostu bardzo ludzkie.

Foto

Kategorie
wychowanie

Janusz Korczak – rodzicielstwo bliskości w pierwszej połowie XX wieku

Janusz Korczak, pedagog i lekarz, to nie tylko autor książek dla dzieci, ale też ciągle aktualnych pism pedagogicznych, które w dodatku świetnie się czyta. Tematem swoich książek Korczak uczynił Dziecko: w jego relacjach z samym sobą, z innymi dziećmi, z otoczeniem, wreszcie – z dorosłymi.
Ucząc swoich czytelników, jak rozmawiać z dzieckiem, by słuchało, jak pozwolić mu być, kim jest, Stary Doktor mówił o prawie dziecka do szacunku. Temu zagadnieniu poświęcił jedną ze swoich późnych broszur. Po latach pracy z dziećmi Korczak decyduje się powrócić do podstawowej kwestii. Dlaczego? Z tych samych powodów, dla których dziś do niej wracamy.
Nie jest wcale jasne, co to znaczy szanować dziecko. Na drodze do szacunku, pisał Korczak, stoi lekceważenie dla tego, co małe, słabe i zależne. W czasie, kiedy żył, pracował i tworzył Korczak, powszechne było przyzwolenie na klapsy, mocne pociągnięcie za rękę, bolesny uścisk, podnoszenie, podrzucanie do góry, sadzanie wbrew woli… W pierwszej połowie XX wieku nie zwracano się do dziecka z prośbą o opinię w żadnej sprawie, nawet jego dotyczącej, nad jego głową decydowano o nim, komentowano jego działania w jego obecności. Dziś częściej zwracamy uwagę na świadomą obecność dziecka, traktujemy je jak pełnoprawnego uczestnika spotkań, rozmów… Można się jednak zastanawiać, czy dziecko otrzymuje od dorosłych tyle szacunku, ile powinno.

Korczak opisywał przeszkody, które jego zdaniem stoją na drodze do traktowania dziecka z pełnym szacunkiem:

  • Nadużycia wynikające z zależności finansowej dzieci od rodziców. Często od dziecka oczekuje się wdzięczności za wszystko, co otrzymuje, nie pozwalając niczego żądać, ewentualnie oczekując próśb i przymileń… W takim położeniu dziecko jest narażone na poniżenie.
  • Brak zaufania do dziecka. „Przewróci się, uderzy, skaleczy, zabrudzi, zgubi, zaszkodzi sobie, nam…” – Stary Doktor z właściwą sobie przenikliwością obserwował i opisywał powracające lęki, które i dziś brzmią tak znajomo. Pisał o rodzicielskiej obsesji kontroli: ciągłym pilnowaniu ilości i jakości jedzenia, pór drzemek, noszenia szalika, pakowania tornistra, odrabiania lekcji… Chciałoby się zaprotestować – to zwykła troska o dziecko! Korczak pyta: czy na pewno to, że robisz rzeczy za dziecko, nie wynika z twojego przekonania, że ono nie wie, co robi? Zakładamy, że dziecko nic nie wie, a może „łudzimy się sądząc, że dziecko to tylko tyle, ile chcemy”?
  • Inną przeszkodą jest… zwykła niechęć. Nie mamy szacunku do dziecka, jeśli myślimy o nim jako o ciężarze, niewygodzie czy dodatku do prawdziwego życia. Czy to znaczy, że nie wolno okazać niechęci, nawet kiedy jest się budzonym o godzinie 5.50, kiedy po raz setny zmywa się umazane kaszą ściany? Trudne zadanie stawia przed umęczonymi rodzicami wielki przyjaciel dzieci.

Korczak jest radykalny

Przedstawia swoją propozycję deklaracji praw dziecka: dzieci nie można karcić za błędy, niepowodzenia, łzy; dzieci mają prawo do rozporządzania swoimi rzeczami; dziecko może czuć się zmęczone i obolałe bez żadnego wyraźnego powodu, po prostu dlatego że rośnie; wreszcie – od dzieci nie wolno wymagać, że zmienią swoje postrzeganie czasu – mają prawo iść, jeść, bawić się w swoim tempie. Pierwszą w historii deklarację praw dziecka (z 1924 roku) krytykuje następująco: „Prawodawcy genewscy pomieszali obowiązki i prawa; ton deklaracji jest perswazją, nie żądaniem; apel do dobrej woli, prośba o życzliwość”.
Postulaty Korczaka składają się na wizję świata, w którym perspektywa dzieci jest równoprawna z punktem widzenia dorosłych. Jeśli rozejrzymy się uczciwie dookoła, zobaczymy, że po wielu latach od śmierci doktora wciąż jest dużo do zrobienia, by zrealizować wskazany przez niego ideał.
Foto

Kategorie
ekowiadomości

Toksyczne bańki mydlane we Włoszech

W Włoszech zawrzało. Płyn był produkowany w Chinach. Zawiera odporną na antybiotyki bakterię, której poziom 380 tysięcy razy przekracza dopuszczalne normy. Opakowania z niebezpiecznym płynem mają kształt wafelka do lodów lub pałeczki.

Do konfiskaty produktów doszło kilka tygodni temu. Jednak dopiero szczegółowe badania potwierdziły, że odkryto w płynie groźną bakterię pseudomonas aeruginosa, czyli pałeczki ropy błękitnej. To bakteria żyjąca głównie w glebie i wodzie oraz na powierzchni roślin i rzadko na skórze zwierząt. Jest bakterią oportunistyczną (wywołującą zakażenie tylko u osób z obniżoną odpornością) zarówno dla ludzi jak i dla roślin, a także jednym z najważniejszych i najgroźniejszych drobnoustrojów powodujących zakażenia wewnątrzszpitalne. Leczenie zakażenia Pseudomonas aeruginosa jest trudne ze względu na dużą odporność tej bakterii na antybiotyki.

Za sprowadzenie groźnej dla zdrowia zabawki dla dzieci odpowie przedsiębiorca z Florencji. Do niego adresowany był transport o wartości rynkowej 100 tysięcy euro. Być może wcześniej takie bańki trafiły na rynek we Włoszech. Dlatego specjalna komórka karabinierów zaapelowała do wszystkich o wyrzucenie takich artykułów lub zgłoszenie się z nimi do specjalistycznego laboratorium.

Źródło: www.zdrowie.onet.pl
Foto

Kategorie
karmienie piersią

Dokarmianie a karmienia piersią, cz.1. Początek drogi mlecznej

Obserwując dzisiejszy świat można odnieść wrażenie, że dokarmianie to niemal nieodłączna część karmienia piersią. Zobaczmy, jak to jest naprawdę.

Kobiecy organizm zaczyna wytwarzać pokarm już około 16 tygodnia ciąży

Przez cały czas aż do porodu mleko dostosowuje się do dziecka, na każdym etapie będąc dla niego idealnym, wystarczającym pokarmem. Gdyby np. mały człowiek urodził się przed terminem, pokarm jego mamy byłby dla niego najlepiej zbilansowany i przyswajalny. W chwili oddzielenia się łożyska, tuż po porodzie, organizm kobiecy dostaje sygnał, że należy ruszyć z pełną produkcją. Nie ma zatem znaczenia, czy dziecko przyjdzie na świat urodzone siłami natury, czy przez cesarskie cięcie. Mleko jest produkowane, jest w piersiach i jest najlepszym pokarmem dla małego człowieka. Pokarm na początku jest bardzo skondensowany i pojawia się w postaci kropli. I tak jest dobrze. Mleko nie tryska w pierwszych dniach, bo właśnie to kapanie po kropli jest potrzebne noworodkowi, by nauczyć się ssać i połykać. Noworodek ma żołądek wielkości naszego paznokcia. 5 wypitych kropli naprawdę starcza mu, by zaspokoić głód. Jednocześnie mleko mamy szybko się trawi, więc niemowlę ma pełne prawo w krótkim czasie domagać się następnego karmienia.

Karmienie to coś więcej…

Dziecko ma prawo zasypiać przy piersi, spać z piersią w buzi, spędzać przy piersi długie godziny, albo najadać się w kilka minut. Często maluszki w pierwszych tygodniach są marudne wieczorami, same nie wiedzą czego chcą, szarpią się przy piersi i bardzo trudno odgadnąć ich potrzeby. Ten mały człowiek jeszcze chwilę temu mieszkał w zaciszu maminego łona, a teraz stymuluje go mnóstwo bodźców, które najlepiej odreagowuje się blisko mamy. Nie ma dla dziecka lepszego pewnika bliskości niż ssanie piersi. Przecież karmienie piersią to nie tylko jedzenie i picie. To poczucie bezpieczeństwa, bliskość, lekarstwo na wszelkie smutki i nudę, a przede wszystkim, pierwsza i najważniejsza lekcja miłości.

Nie ma Jedynej Słusznej Metody na karmienie. To jest związek, relacja miedzy Mamą a Dzieckiem. Czasami Malec może chcieć zjeść z jednej piersi i koniec. Innym razem może mieć ochotę zjeść z jednej, następnie z drugiej, a później jeszcze z trzeciej, czwartej i piątej. Czasami może chcieć napić się z jednej i poprawić drugą. Tu naprawdę nie ma zasady poza tą, że warto obserwować dziecko i jego potrzeby, a nie zegarek i porady ekspertów. Wyłącznie Mama jest ekspertką od swojego dziecka. W głębi serca ma ona wiedzę i odpowiedzi na wszystkie swoje pytania.

Dzieci mają różne okresy w swoim życiu. Jest czas, kiedy lubią spędzać przy piersi długie chwile, by innym razem najadać się w 3 minuty i zająć się poznawaniem świata. Przesypiają noce, by za miesiąc budzić się co godzinę. Albo budzą się często, by nagle zacząć przesypiać noce. Każde dziecko jest inne, ma swój rytm i swój sposób. Żadne z tych zachowań nie oznacza, że mleko mamy mu nie wystarcza. Póki Maluch moczy odpowiednią ilość pieluch i przybiera na wadze, nie trzeba się zastanawiać, czy mama dobrze karmi, bo na pewno z dzieckiem zgrywają się perfekcyjnie.

[reklama id=”67238″]

Kiedy dokarmianie jest konieczne?

Zdarzają się sytuacje, że dziecko rodzi się z wadą, która uniemożliwia mu właściwe karmienie. Krótkie wędzidełko, rozszczep wargi, czy syndrom Downa to przyczyny, dla których dokarmianie może być konieczne. Jeśli dziecko, które jest karmione według potrzeb, nie przybiera lub traci na wadze, należy wspomóc karmienie piersią. Można dokarmiać dziecko kubeczkiem, łyżeczką (te metody są dobre nawet dla wcześniaków), zakraplaczem czy ewentualnie po palcu. Jedną z lepszych metod na taką sytuację jest stosowanie Systemu Wspomagającego Karmienie, czyli SNS. Rurka, która z jednej strony doczepiona jest do piersi, a z drugiej umieszczona w pojemniku z odciągniętym mlekiem mamy powoduje, że dziecko, pobierając dodatkowy pokarm, nadal ssie pierś, a produkcja jest stymulowana. Nie ma potrzeby wprowadzania butelki, która zakłóca odruch ssania dziecka. Mechanizm picia mleka z nawet najlepszej butelki nigdy nie będzie podobny do mechanizmu ssania piersi. Jeśli zachodzi potrzeba dokarmiania, najlepiej robić to odciągniętym mlekiem mamy. Mieszankę mleka modyfikowanego należy traktować jako ostateczność, a nie rozwiązanie wszystkich kłopotów. To osiągnięcie cywilizacji nigdy nie będzie bliskie kobiecemu mleku.

Powszechne przekonanie o potrzebie dokarmiania dzieci karmionych piersią często spowodowane jest niewiarą w siebie i we własne kompetencje młodych mam. Wiara w kobiecą naturę i siłę, w niesamowite możliwości jakie mają młode mamy, da im szansę na spokojną i szczęśliwą mleczną drogę.

 

 

Kategorie
ekowiadomości

Jedzmy porzeczki garściami

Porzeczka występuje w Polsce w kilku odmianach. Najpopularniejsze z nich – zwyczajna (pospolita), częściej czerwona oraz czarna, są powszechnie uprawiane na plantacjach, dużych i tych całkiem malutkich. Porzeczka daje cenne owoce, nadające się do spożycia na świeżo lub do przetworów: galaretek, dżemów, win i soków.

Chociaż porzeczki w stanie dzikim rosły od niepamiętnych czasów niemal na całym świecie, spożywane są dopiero od połowy XVI w. Sok z porzeczek polecany był wówczas jako lek na „żołądek, gorączkę i pragnienie”. Dopiero kilkadziesiąt lat temu doceniono porzeczkę. Porzeczki dojrzewają od czerwca do połowy sierpnia, dając w tym okresie nawet do 10 kilogramów owoców.

Uprawa

Krzewy porzeczek mają małe wymagania, zarówno glebowe, jak i klimatyczne. Wybierając dla nich stanowisko, pamiętajmy o pH gleby. Porzeczka najlepiej owocuje na glebie lekko kwaśniej (o odczynie 6,2-6,7), wilgotnej, próchnicznej. Czarna porzeczka potrzebuje jednak gleby lepiej nawiezionej nawozami organicznymi. Porzeczka czerwona i biała mogą być uprawiane na glebach lżejszych. Najlepsze w przypadku porzeczki czarnej będą gleby gliniaste lub piaszczysto – gliniaste. Decydując się na czarną odmianę pamiętajmy o jej większych wymaganiach glebowych. Pomimo tego, iż są bardziej wymagające, porzeczki czarne są doskonałą propozycją ogrodniczą, stanowiąc doskonałe źródło witaminy C, potasu, fosforu, wapnia, magnezu i jodu. Dodatkową zachętą niech będzie wysoka zawartość wyższych kwasów tłuszczowych w jej nasionach i ich zbawienne działanie na nasz organizm.
Sadzonki krzewów posadźmy nieco głębiej, niż rosły w szkółce, zachowując rozstawę 1-1,5 metra. Tylko taka szerokość pozwoli rozłożystym krzewom na swobodny wzrost. Porzeczki czarne sadźmy wiosną lub jesienią, zachowując podobną głębokość jak w przypadku innych odmian.

Porzeczki możemy podawać dzieciom od około 6 miesiąca życia. Niemowlętom jako sok lub przecier. Starszakom – świeże, jak dodatek do kaszek, jogurtów, domowych ciast, dżemów, soków.

Wartości odżywcze czarnej porzeczki

Owoce czarnej porzeczki to źródło:

  • witaminy C – średnio 200 mg% (pozostałe odmiany – ok. 50 mg%), 100 g owoców czarnej porzeczki dostarcza 4 razy więcej witaminy C niż wynosi norma dla dorosłych
  • witamina P (rutyna) – przeciętnie 500 mg%, ułatwia ona przyswajanie witaminy C
  • witaminy z grupy B
  • prowitaminy A
  • biotyny i kwas foliowy
  • sole mineralne, m.in. potas, żelazo, wapń, magnez
  • rzadkie mikroelementy, takie jak mangan, bor i jod
  • cenne kwasy organiczne, pektyny, olejki eteryczne, garbniki oraz przeciwnowotworowy karotenoid – luteinę.

Właściwości lecznicze czarnej porzeczki:

  • oczyszczają organizm z toksyn,
  • wspomagają leczenie wątroby i nerek,
  • działa przeciwzapalnie,
  • ze względu na bogactwo bakteriobójczych fitoncydów hamują rozwój bakterii, wirusów i grzybów, dlatego zaleca się picie soku z czarnej porzeczki w okresach gryp i innych infekcji wirusowych,
  • korzystnie wpływają na naczynia krwionośne, wzmacniają serce i obniżają ciśnienie krwi,
  • olejki eteryczne pobudzają apetyt i wspomagają wydzielanie soków trawiennych.

Czarna porzeczka to niesamowity owoc. Wykorzystujmy więc jej moc w pełni. Jedzmy na surowo (pamiętajmy o umyciu), śmiało podawajmy dzieciom, róbmy z niej soki, galaretki i dżemy. A na wiosnę nasuszmy sobie liści porzeczki na lecznicze herbatki (wyciągi z liści czarnej porzeczki pobudzają przesączanie w kłębkach nerkowych i jednocześnie hamują wchłanianie, działają przeciwzapalnie, poprawiają krążenie i czynność serca oraz zmniejszają obrzęki).

Nasze rady:

  • Jeśli nie masz porzeczki w swoim ogródku, to kupując wybieraj niekoniecznie piękne (mogą być hodowane na nawozach sztucznych), ale koniecznie świeże.
  • Pamiętajmy, by zbierać i jadać tylko porzeczki dojrzałe (ale nie przejrzałe), gdyż wtedy zawierają najwięcej cennych składników.
  • Zrezygnuj z owoców, które cały dzień leżały na straganie, bo światło i ciepło niszczą witaminy, zwłaszcza C, B i beta-karoten.
  • Kupuj w małych ilościach, bo pierwsze letnie owoce szybko tracą składniki odżywcze. Niektóre można przechować dzień, dwa w dolnej szufladzie lodówki.
  • Przed jedzeniem starannie opłucz owoce pod bieżącą wodą, aby usunąć szkodliwe substancje chemiczne, np. pestycydy lub bakterie, pochodzące z nawozów naturalnych.

Foto

Kategorie
recenzje

Plastry i sztyft przeciw komarom

Komarom, meszkom, osom, kleszczom i innym obiektom latającym mówimy zdecydowane NIE! Walczymy z nimi od niedawna, ponieważ na szczęście uaktywniły się dość późno w porównaniu z minionymi sezonami. Jak się chronimy? Poza naturalnym sposobami, takimi jak moskitiery w oknach, zapachy, których owady nie znoszą i odpowiedni strój – pomagają nam plastry przeciw komarom i sztyft łagodzący ukąszenia (obydwa produkty marki Green Baby). Dostaliśmy je od sklepu www.ZieloneDzieci.pl.

Plastry przeciw komarom Green Baby

Bardzo skuteczne, najintensywniej działają około 4 do 5 godzin, ale sam odstraszający owady zapach – do 8 godzin. My stosowaliśmy je zarówno na ubrania, wózek jak i na łóżeczku (przyklejaliśmy na ramie łóżka córki). Dla nas zapach jest przyjemny, nie drażni, a cały specyfik łatwo się stosuje: wystarczy przykleić plasterek (jest malutki – ok. 1 cm x 1 cm) w wybranym miejscu i lekko ścisnąć, by w środku pękła kapsuła, która zapewni wydzielanie się zapachu. Oczywiście potem należy umyć ręce. W opakowaniu są 24 sztuki plastrów. Przy jednym dziecku wystarczą na kilka tygodni, natomiast przy dwójce czy więcej – myślę, że max. na tydzień codziennego stosowania. Warto podkreślić, że nie stosowaliśmy ich codziennie – ograniczaliśmy się do używania plastrów podczas pobytu na świeżym powietrzu, późnym popołudniem i wieczorem. Plastry mają bardzo długą datę ważności.

Składniki aktywne:

  • naturalne olejki eteryczne – 32% z trawy cytrynowej i eukaliptusowy.

Cena: 37 zł.

Sztyft łagodzący ukąszenia Green Baby

To naturalny środek kojący ukąszenia komarów i innych insektów. Aloes oraz ekstrakty z nagietka, mimozy i angielskiego dębu łagodzą swędzenie i pieczenie oraz przyspieszają gojenie skóry w miejscu ukąszenia. Sztyft spisuje się świetnie. Kiedy już zdarzyło się, że na ciele córki (ale moim także) pojawiły się ślady po ukąszeniu, stosowaliśmy sztyft natychmiast. A ponieważ zapach jest przyjemny, córka chciała smarować się nim (najlepiej cała) non-stop 🙂 Jak stosować? Należy docisnąć sztyft do skóry w miejscu ukąszenia i rozprowadzić cieniutką warstwę. Bardzo wygodnie się aplikuje, nie brudząc dłoni. Ponieważ jednak staraliśmy się chronić przed ukąszeniami, sztyft stosowaliśmy nieczęsto. Jest bardzo wydajny, a dzięki temu, że ma 12-miesięczny okres ważności, posłuży nam jeszcze jesienią, i pewnie na samym początku kolejnego sezonu wiosenno-letniego. Sztyft zajmuje mało miejsca w torebce, mieliśmy go zawsze przy sobie. Można stosować także u niemowląt.

Składniki:

  • naturalny olejek eteryczny, aqua, triethanolamine, aloe barbadensis gel, propylene glycol, hydroxyethylcellulose, linalool, mimosa tenuiflora, bark extract, mentha piperita oil, ocimum basilicum, calindula officinalis extract, tocoprephyl acetate, quercus robur root extract, imidiazolidnyl urea, eugenol, parfum sodium dehydroacetate, limonene, citronellol, geraniol.

Pojemność: 20 ml
Cena: 34 zł.

Kategorie
zdrowie

Apteczka samochodowa pierwszej pomocy

Gdy myślę o wakacjach, widzę przed oczami wyjazdy urlopowe: dzieci, które maja mnóstwo czasu na wymyślanie różnych sposobów, jak spędzić ten czas, za czym idzie wiele zagrożeń. Nie mam tu oczywiście na myśli tego, żeby przywiązać nasze dzieci, aby sobie nie zrobiły krzywdy ani tego, żeby nie wyjechać na wymarzony urlop ze strachu, że może się wydarzyć jakiś wypadek. Chcę przybliżyć, jak się do tego czasu przygotować, a nie jak z niego zrezygnować.

Pierwsza rzecz, jaka powinna każdemu przyjść do głowy w związku z jakimkolwiek wyjazdem czy aktywnym spędzaniem wolnego czasu, to apteczka pierwszej pomocy.

Na wstępie zadaj sobie pytanie: czy mam apteczkę? Jeśli nie, to jest to pierwsza sprawa, o którą należy zadbać.

Bardzo często okazuje się, że posiadasz apteczkę pierwszej pomocy w samochodzie, ale czy wiesz, co się w niej znajduje i do czego te wszystkie rzeczy mogą służyć. I czy w razie potrzeby wiesz, gdzie ją szybko znaleźć? Niestety zdarza się, że nasza apteczka samochodowa ląduje na samym dnie bagażnika pod wielką masa bagaży.

PAMIĘTAJ: dobra apteczka pierwszej pomocy to apteczka znajdująca się „pod ręką” oraz odpowiednio wyposażona.

Co w takim razie powinno się w niej znajdować?

Nie zważając na to, co mówi norma DIN 13164 dotycząca wyposażenia apteczek samochodowych, którą stosują kraje Unii Europejskiej, wyposaż swoją apteczkę w rzeczy, które wiesz jak zastosować oraz w rzeczy, które są potrzebne i naucz się ich stosowania.

W każdej apteczce powinny znajdować się rękawiczki ochronne lateksowe lub winylowe. O ile potrafisz założyć takie rękawiczki, to już prawdopodobnie nie potrafisz zdjąć ich bezpiecznie w przypadku, gdy są zabrudzone, na przykład krwią. Przy pierwszej próbie nieumiejętnego zdjęcia mokrych rękawiczek całe zabrudzenie ląduje na naszej twarzy w postaci kropelek, które mogą wylądować w twoim oku. Przez oko mogą dostać się do organizmu różne choroby.

Kolejna rzecz, która znajduje się na wyposażeniu każdej samochodowej apteczki, to maseczka ochronna do sztucznego oddychania. Czy kiedykolwiek ćwiczyłeś stosowanie takiej maseczki na fantomie resuscytacyjnym? Jeśli odpowiedź brzmi nie, to na pewno nie uda ci się tego zastosować na prawdziwym poszkodowanym.

Co z tego, że masz w swojej apteczce opatrunki, skoro nie wiesz, jak je zastosować, żeby były jak najbardziej skuteczne i nie stwarzały dodatkowego zagrożenia dla poszkodowanego? Wszystkiego tego możesz nauczyć się na profesjonalnych kursach i szkoleniach z Pierwszej Pomocy.

Podstawowe wyposażenie apteczki, czy to samochodowej, czy domowej, powinno zawierać środki bezpieczeństwa, takie jak rękawiczki lateksowe lub winylowe, maseczki do wykonywania oddechów ratunkowych oraz ewentualnie okulary ochronne, które pozwolą ci bez obaw i skutecznie udzielać pierwszej pomocy. Bardzo ważne są chusteczki nasączone alkoholem, potrzebne do odkażania rąk po udzieleniu pierwszej pomocy.

Prócz tego przydadzą się również przedmioty pomocnicze, takie jak nożyczki apteczne z bezpiecznym zakończeniem do rozcinania ubrań lub opatrunków, nożyk do tapet do rozcinania pasów bezpieczeństwa.

Skoro masz już środki zabezpieczające oraz pomocnicze, potrzebne będzie coś do robienia opatrunków, czyli bandaże dziane i elastyczne, gazy jałowe różnych rozmiarów na małe i duże rany, plaster oraz plastry z opatrunkiem na małe skaleczenia. Nie oszczędzaj na środkach opatrunkowych, ponieważ one nigdy się nie przedawniają, a ich duża ilość da ci swobodę w ich stosowaniu. Dobrze było by mieć i wiedzieć, jak stosować chustę trójkątną, która jest bardzo dobra do ułożenia i ustalenia zranionej kończyny w wygodnej pozycji.

Są już zabezpieczenia i jest czym zrobić opatrunki. Przydałby się jeszcze koc ratunkowy „termiczny”, który, jak wszystko, musisz umieć zastosować. Koc taki stanowi ochronę poszkodowanego przed utratą ciepła lub nadmiernym przegrzaniem oraz zabezpiecza przed wilgocią. Koc z jednej strony jest srebrny, a z drugiej złoty. Czemu to służy? Jeśli chcesz, aby koc odbijał promienie słoneczne i zarazem nie doprowadzał do przegrzania poszkodowanego, należy okryć kocem poszkodowanego tak, aby kolor srebrny był na wierzchu. Jeśli chcesz, aby koc pochłaniał promienie słoneczne i ogrzewał poszkodowanego, należy ułożyć koc kolorem złotym w kierunku słońca (zasada: słoneczko do słoneczka). Bez względu na to, jak ułożysz koc, będzie on stanowił ochronę przed wilgocią, bo jest wodoodporny.

Ostatnia kwestia dotycząca wyposażenia apteczek to leki. Jest to dość kontrowersyjny temat. Wielu ludzi lubi stosować wszelkiego rodzaju medykamenty bez zalecenia lekarza. Natomiast ostatnie wytyczne ILCOR z 2010 roku stwierdzają, że laicy medyczni nie mogą stosować leków bez konsultacji z lekarzem. Na pewno pomyślisz sobie: a co z wodą utlenioną albo innymi preparatami do odkażania ran? Wytyczne mówią wyraźnie, że w przypadku ran stosujemy wodę + opatrunek + kontrolę lekarską. Nie ma mowy o żadnych preparatach. Jedynie w przypadku dorosłych, u których występują objawy bólu w klatce piersiowej, czyli osób z podejrzeniem zawału serca, możemy bezkarnie zastosować aspirynę pod język, pod warunkiem, że nie ma przeciwwskazań typu: uczulenie na aspirynę lub widocznych krwawiących ran (aspiryna ma działanie zapobiegające krzepnięciu krwi).

Jeszcze jedna, ale za to bardzo ważna i praktyczna uwaga. Wszystkie wyżej wymienione rzeczy, dobrze by było do czegoś włożyć. Jeżeli będą one wrzucone do worka, jedna na drugą, to w sytuacji, gdy będziesz potrzebował komuś pomóc, stracisz mnóstwo czasu na szukanie tej właściwej, na przykład niezbędnych rękawiczek ochronnych. Zwróć więc uwagę czy w apteczce, którą kupujesz, wszystko jest dobrze poukładane i zamocowane. Otwórz ją i sprawdź, czy nic nie wypada i czy wszystko jest łatwo dostępne. Ja osobiście preferuję apteczki wykonane z twardego plastiku, które nie są jednorazowe. Dla przykładu zamieszczam zdjęcie mojej apteczki. Łatwa w przenoszeniu, trudno ja zniszczyć, a gdy ją otworzę, wszystko znajduje się na swoim miejscu i mam do tego łatwy dostęp.

Kategorie
ekowiadomości

Marzenia dobre na… naukę

Marzenia pomagają dzieciom w koncentracji oraz wpływają pozytywnie na ich wyniki w nauce – do takich wniosków doszli naukowcy na Uniwersytecie w Południowej Kalifornii. Dzięki marzeniom dzieci są spokojniejsze, rzadziej czują niepokój, są bardziej zmotywowane do wykonania zadań, i to w krótszym czasie. Badania wykazały, że introspekcja – czas refleksji – może być coraz trudniejszym wyzwaniem, ale zarazem jej wartość wzrasta.

Jak wykorzystać tę wiedzę? Edukacja powinna bardziej skupić się na zapewnieniu dzieciom czasu na przemyślenie, na podjęcie decyzji, na wybór, znalezienie rozwiązania.

W oparciu o osiągnięcia neurologii i psychologii naukowcy pogłębiali wiedzę o tym, w jaki sposób odpoczywa nasz mózg.
„Mózg staje się aktywny, gdy skupimy się wewnętrznie. Indywidualne różnice w aktywności mózgu podczas wypoczynku są skorelowane ze składnikami emocjonalnego funkcjonowania, takimi jak samoświadomość i osąd moralny, i przejawiają się między innymi w różnych aspektach uczenia się i zapamiętywania” – podsumowuje dr Mary Helen Immordino-Yang z Uniwersytetu w Południowej Karolinie.

Co robimy w szkołach, aby wspierać dzieci „od wewnątrz”?
Niestety nadal zbyt często skupiamy się na zewnętrznych, widocznych aspektach edukacji. Tymczasem to nasza wrażliwość wewnętrzna wpływa na sposób budowania wspomnień, a zatem – na pamięć. To dzięki niej dostrzegamy nowe wiadomości w różnych kontekstach, zaś łącząc je w całość – przyswajamy.

Badania wskazują, że aby uczyć się skuteczniej, musimy wyważyć czas poświęcony na refleksję i na „uzewnętrznienie” myśli, odzwierciedlanie ich poprzez słowa. Rozmyślania poprawiają znacznie jakość wypowiedzi. Spokojna refleksja jest ważna, promuje zdrowy rozwój w dłuższej perspektywie.

A ponieważ mamy lato, warto poleżeć na trawie, popatrzeć w niebo i po prostu… pomarzyć. Bez wyrzutów sumienia!

Źródło: www.dailymail.co.uk
Foto

Kategorie
wychowanie

Jak ważne jest zaspokajanie potrzeb dziecka?

Przemyślenia matki, zainspirowane książką Margot Sunderland „Mądrzy rodzice”…
Dziecko mówi nam o tym, czego mu trzeba. Im głośniej ”mówi”, tym bardziej domaga się: autonomii, uwagi, stymulacji, bliskości… Często rodzice ofiarowują dziecku to, co ich zdaniem jest mu do życia koniecznie potrzebne, lub to, co sami chcieliby otrzymać w dzieciństwie. Ważne jest natomiast to, aby zaspokajać aktualne potrzeby dziecka.
Obowiązkiem rodzica jest nie tylko nakarmić i ubrać swego potomka czy kochać go, ale też szanować jego przestrzeń i umożliwiać jego rozwój psychiczny i fizyczny na jego warunkach.

Każdy z nas dąży do zaspokojenia swoich potrzeb i rozładowania emocji w ten czy inny sposób. Potrzeby i emocje dają nam większą motywację, niż kara czy nagroda. Szczególnie te niezaspokojone.

Na przestrzeni wieków wypracowaliśmy szereg wyrafinowanych sposobów radzenia sobie z przykrymi emocjami: smutkiem, frustracją, strachem, cierpieniem, wstydem, rozczarowaniem, rozgoryczeniem – odsuwając te emocje od siebie, zapijając je, przejadając, paląc papierosy, aż wreszcie krzycząc, płacząc i bijąc innych. Owe strategie wynikają z konieczności zaspokojenia potrzeb i rozładowania negatywnej energii. Problem w tym, że potrzeby zostają w ten sposób zaspokojone połowicznie, a emocje odsunięte na dalszy plan.
Ale te nie znikają, podobnie jak potrzeby.

Zaspokajanie potrzeb

Nie radząc sobie w zdrowy sposób z własnymi emocjami oraz z trudnymi uczuciami własnych dzieci – nie tylko negatywnymi, ale nawet pozytywnymi: entuzjazmem, radością, szczęściem – odmawiamy swoim pociechom wsparcia wówczas, gdy potrzebują nas najbardziej.
Nie zaspokajając podstawowych potrzeb dziecka (np. gdy zawsze pozostawimy noworodka/niemowlę/dziecko do wypłakania się, bo już jadł/chce tylko na ręce/musi nauczyć się sam zasypiać w łóżeczku), musimy wiedzieć, że jest ono narażone na działanie hormonów, które powodują podwyższony poziom kortyzolu – hormonu stresu, którego długotrwałe działanie może powodować trwałe zmiany w mózgu:

  • może zaburzyć równowagę systemu reagowania na stres,
  • zaburzyć delikatną równowagę substancji chemicznych związanych z emocjami,
  • powodować śmierć komórek w pewnych strukturach nerwowych,
  • blokować kształcenie się ścieżek pomiędzy mózgami niższymi a racjonalnym, których zadaniem jest “kontrolować prymitywne impulsy złości/strachu/cierpienia, co umożliwi dziecku myślenie o własnych emocjach, a nie rozładowywanie ich w formie prymitywnych zachowań (na przykład bicia lub ucieczki)” (Margot Sunderland, Mądrzy Rodzice, Świat Książki, Warszawa 2012, str. 29)
  • wywołać nadreaktywność mózgu na stres:
    ”Nadreaktywny system regulacji na stres, kształtujący się w dzieciństwie, stanowi podłoże wielu zaburzeń psychicznych i fizycznych dolegliwości. Zalicza się do nich: depresję, utrzymujący się stan lękowy, fobie i obsesje, fizyczne symptomy/choroby, odcięcie emocjonalne, letarg i brak chęci do działania, brak pragnień i radosnego podniecenia, brak spontaniczności. (…) Człowiek wykorzystuje ważne siły życiowe do walki z bolesnymi uczuciami, zamiast kierować je na tworzenie dających spełnienie związków i podejmowanie wysiłku. Może się przez to czuć każdego dnia znużony, zamiast pełen życia i energii” (tamże, str. 32).

Wniosek nasuwa się sam: ZASPOKOJENIE POTRZEB jest nam do życia koniecznie potrzebne. Dziecku do prawidłowego rozwoju emocjonalnego, matce, aby umiała USŁYSZEĆ potrzeby swojego dziecka i poczuć je z empatią.

Aby w obliczu tych potrzeb, często stojących w konflikcie, nie zwariować, warto dbać o siebie: zdrowo się odżywiać, zapewniać sobie chwile i sytuacje, które “doładują nas” emocjonalnie, przytulać, głaskać i masować swoje dzieci, spędzać czas z dorosłymi, których obecność jest dla nas cenna, dobra, przyjemna. Pamiętać o mówieniu TAK dla swoich potrzeb!
Foto