Kategorie
ekowiadomości

Jedzenie chroni nas naturalnie przed promieniowaniem UV

Zbyt intensywne przebywanie na słońcu może spowodować uszkodzenie skóry i zwiększa ryzyko zachorowania na raka skóry. Liczne badania wykazują jednak, że spożywanie produktów o dużej zawartości przeciwutleniaczy pomaga wewnętrznie wzmocnić skórę i zwiększyć jej odporność na promieniowanie ultrafioletowe (UV), na które jesteśmy narażeni podczas ekspozycji na słońce.

Czekolada

Flawonoidy, obecne w jednym ze składników czekolady – kakao, mogą chronić przed uszkodzeniami skóry. Takie działanie ma tylko prawdziwa gorzka czekolada o zawartości przynajmniej 60 proc. kakao. Czekolada mleczna nie wchodzi w grę, ponieważ mleko zapobiega wchłanianiu polifenoli, czyli substancji roślinnych, które mają przeciwzapalne i przeciwbakteryjne działanie. Polifenole obecne w gorzkiej czekoladzie mają działanie przeciwutleniające, poprawiają też krążenie krwi. Wybieraj ciemną czekoladę o niskiej zawartości cukru.

Czarna, biała i zielona herbata

Wszystkie te herbaty zawierają polifenole (najskuteczniejsze pochodzą z grupy katechin), które pomagają walczyć z promieniami UV. Jednakże biała herbata zawiera ich znacznie więcej niż zielona (około trzykrotnie więcej), dlatego nazywana jest “eliksirem młodości“. Polifenole są bardzo wydajnymi zmiataczami wolnych rodników. Wolne rodniki biorą udział w reakcjach chemicznych, prowadzących do uszkodzenia DNA i błon biologicznych, przyczyniając się do mutagenezy i nowotworzenia oraz starzenia, jak również do powstawania płytki miażdżycowej. Co ciekawe, zielona herbata zawiera L-teaninę, aminokwas, który pomaga się zrelaksować.

Granat

Tu można wybrać dwie drogi, by zwiększyć ochronę przeciwsłoneczną. Można kupić i zażywać suplement, dostępny w sklepach ze zdrową żywnością, lub pić sok i jeść owoce granatu. Ze względu na smak polecamy drugą opcję!

Brokuły

Paul Talalay z Johns Hopkins University badał korzyści płynące z jedzenia brokułów przez dwadzieścia pięć lat. On i jego koledzy odkryli, że kiełki brokułów są bardzo skuteczne, jeśli chodzi o raka i ochronę przeciwsłoneczną. Warzywo to zawiera sulforafan – przeciwutleniacz, który pomaga zatrzymać powstawanie oparzeń słonecznych oraz hamuje rozwój nowotworów. Jednak aby ta ochrona była skuteczna, należy systematycznie zjadać pół szklanki brokułów dziennie.

Olej kokosowy

Stosowany zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie, olej kokosowy zapewnia naturalną ochronę przed słońcem. Chroni on nasze ciało, ponieważ zawiera SPF 2. Pamiętajmy, aby wybierać czysty, nierafinowany olej kokosowy – tylko taki zapewni korzyści. Wsmarowujemy go w skórę przed planowaną ekspozycją na słońce.

Pomidory

Likopen występuje w czerwonych owocach, takich jak pomidory, czerwona papryka i arbuz. W przeciwieństwie do wielu innych owoców i warzyw, gdzie wartość odżywcza wskutek gotowania maleje, ilość likopenu w pomidorach zwiększa się pod wpływem ogrzewania. Koncentrat pomidorowy ma dużo więcej likopenu niż świeże pomidory.

Członkowie grupy badawczej, którzy regularnie (przez 12 tygodni) spożywali koncentrat pomidorowy, zyskali o 33% skuteczniejszą ochronę przed poparzeniem słonecznym w porównaniu do grupy kontrolnej, która spożywała surowe pomidory. Poziom ochrony był równy współczynnikowi ochrony przeciwsłonecznej (SPF) 1,3. Niby niski w porównaniu z dobrym filtrem przeciwsłonecznym, ale wciąż dość znaczący. Dzienna porcja wynosiła 55 gramów (ok. pięciu łyżek stołowych) koncentratu pomidorowego, spożywanego głównie z oliwą z oliwek. To również zwiększyło poziom prokolagenu w skórze, co sugeruje możliwość odwrócenia procesu starzenia się skóry.

Zielenie liściaste i inne karotenoidy

Karotenoidy z cząsteczkami tlenu to ksantofile. Ksantofile występują w zielonych warzywach liściastych, takich jak szpinak, jarmuż i kapusta różnego typu. Karoteny można znaleźć w warzywach i owocach, takich jak słodkie ziemniaki, mango i morela. Karoteny są również odpowiedzialne za pomarańczowy kolor warzyw i owoców.

Kwasy tłuszczowe Omega 3

Ostatnie badania wskazują, że kwasy tłuszczowe Omega 3 faktycznie chronią skórę przed reakcjami zapalnymi po zbyt dużej ekspozycji na słońce i że te „superodżywki” zmniejszają również ryzyko niektórych nowotworów skóry. Wyniki badań pokazują też, że kwasy tłuszczowe Omega 3 odgrywają ważną rolę w zapobieganiu i ograniczaniu negatywnych skutków słońca. Omega 3 są obecne m.in. w nasionach lnu, nasionach dyni czy orzechach włoskich, czyli w zdrowych, letnich przekąskach, idealnych na plażę.

Foto

Kategorie
wywiady

Ekologiczne gospodarstwo, kozy i kozie sery, czyli pomysł na ekobiznes

Bohaterką mojej opowieści jest  Agnieszka Drelich-Magdziak, pedagog z wykształcenia, włóczykij i artystka z ducha, jak sama o sobie mawia. Agnieszka jest mamą trzech dziewczynek w wieku 11, 9 i 6 lat. Razem z mężem Krzysztofem i z dziećmi prowadzą gospodarstwo ekologiczne, hodują kozy, a z ich mleka wytwarzają pyszne sery. Prowadzą warsztaty rzemieślnicze i artystyczne w szkołach, przedszkolach i wszelakich instytucjach. W końcu firma Agnieszki to „Pracownia na kółkach” właśnie…

Agnieszka Czmyr-Kaczanowska: Agnieszko, mieszkasz wraz ze swoją rodziną w niewielkiej wsi, w pięknej okolicy, z dala od zgiełku wielkich miast. Prowadzicie gospodarstwo ekologiczne, hodujecie kozy, prowadzicie warsztaty dla dzieci i dorosłych, zajęcia językowe i…
Agnieszka Drelich-Magdziak: Zajęcia w gospodarstwie ekologicznym, czyli hodowla kóz i wyrób sera oraz warsztaty rzemieślnicze i artystyczne to nasza praca. Natomiast zajęcia z języka francuskiego oraz warsztaty dla dzieci z naszej wsi  to przyjemność. Robimy to społecznie, bo sami mamy dzieci i wiemy, jak trudno znaleźć jakieś propozycje na spędzanie wolnego czasu.
A C-K: To teraz. Bo kiedyś, wraz z mężem Krzysztofem, zjeździliście świat wzdłuż i wszerz, poszukując, odkrywając i zbierając pomysły…
A D-M: Zawsze byliśmy ciekawi świata, w czasie podróży każdy dzień jest nową przygodą. Mieliśmy pomysł, by nie tylko zwiedzać, ale pracować z ludźmi w różnych miejscach na ziemi. To niezwykle fascynująca historia spotkań, wspólnych przeżyć i poznania poprzez pracę. Dzięki temu robiliśmy różne rzeczy: Krzysztof łapał krowy na lasso i doił je z cielęciem przywiązanym do nogi matki, na brazylijskich równinach zbieraliśmy kawę, pracowaliśmy z dziećmi na ulicy, kładliśmy dach czy robiliśmy sery kozie. Mieszkaliśmy u samotników i w komunach. Podróże pozwalają spotkać niesamowitych ludzi, pasjonatów życia, przyjaciół na dobre i na złe, i to daje inspirację do tego, co można samemu w życiu robić.
A C-K: Jakiś czas temu podjęliście decyzję o zapuszczeniu korzeni właśnie w Zdrojach. Tu mieszkacie i pracujecie. Ale czy od razu mieliście pomysł na to, co robić, z czego żyć? Jak szukałaś tego „czegoś”?
A D-M: Pomysł rodził się powoli. Przyjechaliśmy tutaj, by wspólnie z przyjaciółmi działać społecznie. Bardzo zaangażowaliśmy się w ich projekt tworzenia szkół, ale nasze drogi się rozeszły. Dużo rzeczy rozumieliśmy inaczej. Jesteśmy wychowani w duchu partnerskiego zarządzania i angażowania w pracę. Nie chcieliśmy z tego rezygnować. Nie godzimy się też ze stwierdzeniem, że taki sposób zarządzania w Polsce się nie sprawdza.
W szkole, w której pracowałam, za zgodą przyjaciół utworzyłam rodzaj galerii-pracowni. Przez półtora roku odbywały się tam warsztaty dla dzieci z miasteczka, dla szkół z gminy, wystawy, spotkania, lecz także warsztaty dla turystów. Proponowane warsztaty były wynikiem naszych podróży. Zaczynaliśmy od papieru czerpanego i ceramiki, potem doszło jeszcze „rzeźbienie” w sianie.
Chciałam, by to miejsce łączyło różnych ludzi tworzących. Była z nami artystka – ikonopisarka, dziewczyna – samouk ceramiki oraz twórczyni ludowa. Coraz więcej ludzi zaglądało do nas, by zobaczyć, co robimy. Tak zaczynaliśmy! Praktycznie od niczego!
A C-K: Teraz prowadzisz warsztaty dla dzieci i dorosłych, rzeźbisz w glinie, sianie, uczysz dzieci francuskiego, i robisz mnóstwo innych rzeczy. A jak powstała Pracownia na Kółkach?
A D-M: Pracownia jako miejsce istniała już w galerii. Już wtedy jeździliśmy do szkół. Wiemy, że trudno wyjechać całej klasie ze szkoły, dlatego uznaliśmy, że warsztaty muszą być na kółkach.
A C-K: Dostałaś dotację z Unii Europejskiej na swoją działalność. Czy to było trudne zadanie? Jak oceniasz to doświadczenie?
A D-M: Dotacja była dla mnie uporządkowaniem pomysłów. Musiałam wziąć udział w konkursie, zastanowić się nad budżetem, nad tym, co jest mi potrzebne. Następnie musiałam zrealizować plan precyzyjnie. Trzeba również było dobrze zrozumieć zasady księgowości i prawa. Na szczęście w ramach projektu przewidziano szkolenie na ten temat.
Prowadzenie własnej działalności gospodarczej jest prawdziwym wyzwaniem, ale to dobre doświadczenie. To ja jestem panią swojego czasu, mam pewną wolność działania. Zdaję sobie również sprawę z trudności. W ramach mojej pracy nie mam płatnych urlopów ani chorobowego, więc od początku do końca sama finansuję swoją wolność.
A C-K: Czy trudne jest szukanie zleceniodawców w tej branży? Jest zainteresowanie ofertą Pracowni?
A D-M: Mamy już kilka miejsc, z którymi współpracujemy, jednak musimy szukać ciągle nowych, tak, by nie była to tylko praca sezonowa. Pracownia z jednej strony proponuje warsztaty: papieru czerpanego, ceramiczne, „rzeźbienia” w sianie, wyrobu ozdób ze słomy, majsterkowania i inne. Oprócz tego w Pracowni powstają wyroby ceramiczne, w tym garnki, dzbany, miski. Mamy również gospodarstwo ekologiczne, które specjalizuje się w robieniu kozich serów. Te różne zajęcia pozwalają nam żyć. Czasami mówimy sobie, że jest tego zbyt dużo, ale wiemy dobrze, że jest to również cena życia na wsi, z dala od aglomeracji.
A C-K: Masz trzy wspaniałe córki, ile mają lat? Co robią w tej chwili?
A D-M: Nasze córki mają po 7, 9 i 11 lat. Dziewczyny chodzą do szkoły. Popołudniami ćwiczą kajakarstwo lub spotykamy się z zaprzyjaźnionymi dziećmi na francuskim albo warsztatach manualnych, bardzo różnych –  zależy od tego, co chcemy wspólnie zrobić. Lubimy wspólne leśne wędrówki, chodzimy po górach. Każda z dziewczyn jest inna, więc to, co robimy, zależy również od tego, co je interesuje.

A C-K: Czym jest dla nich Wasze zajęcie? Myślisz, że Twoja praca i pasje mają na nie wpływ?

A D-M: Pewnie. Dziewczyny potrafią już wiele rzeczy. Czasami jeżdżą z nami na warsztaty, by nam pomóc. Tłumaczą wtedy innym dzieciom, jak daną rzecz można zrobić, i wygląda to niesamowicie, bo dzieci między sobą wchodzą w inny rodzaj relacji. Szczególnie podczas warsztatów „rzeźbienia” w sianie, kiedy dzieci muszą znaleźć rozwiązania techniczne do swoich „rzeźb” samodzielnie, odbywają się twórcze dyskusje. Myślę, że uczą się w ten sposób samodzielności i otwartości na innych. Współcześnie praca rodziców bywa dla dzieci czystą abstrakcją, bo jak można pracować przez Internet, w biurze? Co się wtedy produkuje? Dla dzieci to może być trudne do wyobrażenia.
A C-K: Jak udaje Ci się łączyć życie rodzinne i prowadzenie firmy? Ktoś Wam pomaga w opiece nad dziećmi?
A D-M: To zaawansowana logistyka, ale jakoś się udaje. Pomagają dziadkowie, czasami sąsiedzi. Jeśli możemy, to zabieramy dzieci z nami. Wymaga to jednak dobrej organizacji.
A C-K: Serdecznie dziękuję Ci za rozmowę i życzymy powodzenia!
A D-M: Dziękuję bardzo i pozdrawiam.

Kategorie
ekowiadomości

8% Polaków kupuje żywność ekologiczną raz w tygodniu

Warszawska SGGW przeprowadziła badania, z których wynika, że 8% Polaków kupuje żywność ekologiczną raz w tygodniu. „Udział żywności ekologicznej w ogólnej sprzedaży żywności w Polsce jest poniżej 1 proc., tak samo jak w Hiszpanii, Grecji i Portugalii” – powiedziała podczas konferencji w Warszawie dr Sylwia Żakowska-Biemans ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Główne przyczyny, z powodu których nie kupujemy żywności ekologicznej, to:

  • brak informacji o miejscach sprzedaży,
  • wyższa cena,
  • brak umiejętności odróżnienia żywności ekologicznej od innej.

Komisja Europejska oceniła, że przetwórstwo żywności ekologicznej stopniowo jednak zyskuje na znaczeniu. W 2004 r. w Polsce było 55 takich zakładów, a w roku 2011 już 267.

W latach 2004-2011 w Polsce 6 razy wzrosła liczba gospodarstw ekologicznych oraz powierzchnia wykorzystywanych przez nie użytków rolnych.

Dr Krzysztof Jończyk z Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, koordynator projektu Dolina Ekologicznej Żywności, poinformował na konferencji, że stworzono klaster (to forma współpracy między przedsiębiorstwami, podmiotami naukowo-badawczymi oraz władzami publicznymi) – strukturę wspierającą działalność producentów oraz przetwórców ekologicznej żywności i dodał, że w pięciu wschodnich województwach znajduje się 46 proc. z 23,4 tys. wszystkich gospodarstw ekologicznych w Polsce oraz 23% spośród 293 zakładów przetwórstwa ekologicznego.

Źródło: naukawpolsce.pl

Kategorie
rodzina

Co to jest rowerek biegowy?

Rowerek biegowy to szczególny rodzaj rowerka, przeznaczony dla dzieci w wieku 2-5 lat. Jest on pozbawiony pedałów. Dziecko, siedząc na siodełku, odpycha się od podłoża stopami.

Do czego służy taki rowerek?

Przede wszystkim – do świetnej zabawy. A przy okazji, do nauki utrzymywania równowagi i gotowości do jazdy na dużym rowerze z pedałami.

Jak to działa?

Maluch siada na siodełku, chwyta kierownicę i opiera stopy na podłożu. Następnie zaczyna powoli iść. Nóżki pracują, pupa siedzi. Dzięki temu dziecko może towarzyszyć rodzicom w czasie wycieczki rowerowej lub spaceru – może pokonywać o wiele dłuższe dystanse, niż pieszo. Po jakimś czasie czuje się trochę pewniej. Zaczyna biec. A potem – rozpędza się i unosi nóżki upajając się stanem bezwładności. I nie wie nawet, że właśnie uczy się utrzymywania równowagi.

Jakie są z tego korzyści?

Dla dziecka:

  • Znakomita zabawa: każdy pojazd jest dla dziecka atrakcyjny, a taki rowerek w szczególności, bo nie jest zabawką, tylko autentycznym środkiem lokomocji!
  • Nauka: w sposób intuicyjny nasz maluch uczy się utrzymywania równowagi, koordynacji i panowania nad rowerem (skręcanie, hamowanie; uwaga! Bardzo ważne, aby rowerek miał ograniczony zakres skrętu kierownicy i dobry hamulec, zainstalowany na tylnym kółku).
  • Budowanie poczucia własnej wartości: dziecko doceni fakt, że może samodzielnie jechać na rowerze w towarzystwie rodzeństwa czy rodziców, że nie musi być w swoim pojeździe ciągnięty lub popychany. Że może i umie sam.

Dla rodzica:

  • Mniej pracy! Dzięki rowerkowi biegowemu dziecko samo nauczy się utrzymywania równowagi.
  • Przyjemność ze spacerów: dzieci idące pieszo szybko się męczą. Maluch na rowerku będzie znakomitym towarzyszem spaceru, joggingu, czy rodzinnej wycieczki rowerowej.

Jak długo posłuży taki rowerek?

Każde dziecko uczy się w swoim tempie i nie można generalizować. Jednemu maluchowi opanowanie roweru zajmie kilka dni, innemu kilka tygodni, jeszcze inny potrzebuje kilku miesięcy.
Tu nie ma reguły i wiele zależy od indywidualnych predyspozycji – poczucia bezpieczeństwa i gotowości do eksperymentowania. Ktoś po upadku może zrazić się na wiele tygodni, podczas gdy inny brzdąc właśnie wtedy się zaweźmie i nie spocznie, póki nie okiełzna sprzętu…

A kiedy dziecko już się nauczy – co wtedy zrobić z rowerem?

My – dorośli – podchodzimy do tematu dość utylitarnie. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że taki rowerek traci swoje zastosowanie w momencie, kiedy dziecko opanuje sztukę utrzymywania równowagi. Z obserwacji dzieci i rozmów z rodzicami, których dzieci posiadają takie rowerki, mogę zapewnić, że maluchy tego tak nie widzą. Dla nich rower biegowy jest takim samym pojazdem, jak każdy inny. Nawet te dzieciaki, które „przesiadły się” już na rowery z pedałami, wciąż chętnie wracają do biegowych, o ile z nich nie wyrosły.
Twierdzenie, że jest to „zabawka na jeden sezon” jest dość krótkowzroczne. To tak, jakby uznać, że rolki służą do nauki jazdy na łyżwach i stają się niepotrzebne, kiedy okiełznamy łyżwy.

Dlaczego nie warto montować bocznych kółek?

Rowery z bocznymi kółkami mają kilka wad. Dla mnie, jako matki, pierwszą wadą, która okazała się nie do przejścia przez moje dziecko, była waga roweru. Moja córka jest bardzo szczupła i lekka. Cóż z tego, że bardzo chciała pojechać na tym rowerku, kiedy nie miała siły pchnąć pedałów! Każdorazowo musiałam ją wprawiać w ruch. Po dwóch takich spacerach uznałam, że mój kręgosłup nie zniesie więcej ciągłego pochylania się i w efekcie rowerek został na balkonie przez resztę sezonu.
Druga wada – boczne kółka zazwyczaj zamontowane są ciut ponad ziemią, co powoduje „balansowanie” dziecka na rowerze. Jest to niewskazane dla kręgosłupa.
Trzecia wada – rowerek z bocznymi kółkami nie uczy utrzymywania równowagi. Kółka są więc „protezami”, które oddalają tylko w czasie moment, kiedy dziecko będzie musiało w końcu podjąć wysiłek nauki utrzymywania równowagi.

Na co zwrócić uwagę, wybierając rowerek biegowy?

Na rynku jest spory wybór rowerków biegowych, zarówno tańszych, jak i droższych. Nie wszystkie „bajery” są konieczne, ale na pewno nie chcemy oszczędzać na bezpieczeństwie. Nie zapominajmy, ze rowerek biegowy jest pojazdem. Wprawny maluch potrafi się na nim nieźle rozpędzić. Dlatego kluczowe jest, aby miał możliwość natychmiast zahamować.

Hamulec – ręczny, najlepiej lekko pracujący i zamontowany ma tylnym kółku (jeśli jest na przednim, to przy ostrym hamowaniu istnieje ryzyko, że maluch zrobi fikołek);

Materiał – rowerek musi być solidnie wykonany, aby się pod dzieckiem nie załamał (znam takie przypadki!). Ważne też, aby nie miał wystających elementów czy śrub. Czasem w czasie jazdy taka śruba w ogóle nie przeszkadza, ale nadzianie się na coś takiego w czasie upadku może być bardzo przykre.

Kierownica – powinna mieć ograniczony kąt skrętu. Czasem coś rozproszy dziecko, które gwałtownie odwróci główkę. Wówczas odruchowo skręca kierownicą. Konsekwencje mogą być bolesne.

Siodełko – powinno być wklęsłe, jak siodło jeździeckie, i szorstkie. Ponieważ nóżki są w innym ustawieniu, niż na rowerze z pedałami – z płaskiego siodła pupa może się ześlizgiwać, przez co maluch się wierci i traci równowagę. Zwróćmy uwagę, żeby siedząc na siodełku, dziecko opierało na podłożu całe stopy i jednocześnie miało lekko ugięte kolanka.

Inne elementy:
Waga – dziecko będzie wnosić swój rowerek  na krawężniki lub po schodkach, będzie go unosić, aby zawrócić (szczególnie, jeśli ma ograniczony kąt skrętu kierownicy), wreszcie będzie podnosić i przytrzymywać rower po upadku, przy wsiadaniu, itd. Taki rower musi być lekki. Ma to znaczenie również dla rodzica, który będzie nieść rower przez pół parku, kiedy młody zechce pójść pieszo.
Kask– uczmy dzieci od początku jazdy w kasku. Ale nie w byle jakim, który zsuwa się i drapie w brodę. Warto zainwestować w taki, który będzie i ładny, i wygodny i zabezpieczy główkę w czasie upadku. Przekonałam się na własnej córce – tani kask z hipermarketu cały czas poprawiała, rozpraszał ją, ślizgał się. Teraz mamy taki, że sama go sobie „instaluje” przed wyprawą rowerową, bo chce wyglądać i czuć się „profesjonalnie”.

Kategorie
recenzje

Audiobook Abecelki

„Abecelki i duch Bursztynowego Domu” to kolejny audiobook wydawnictwa Sztuka Audiobooka (www.sztukaaudiobooka.pl). Tym razem przeżywamy zabawne przygody wraz z Frankiem (to narrator opowiadania), Olkiem i Dorotką. To pierwszoklasiści, którzy z niecierpliwością czekają i na szkołę, i na wakacje!  Brzmi znajomo, prawda? Teraz dzieciaki wyczekują gorąco wakacji, a w sierpniu nie będą mogły doczekać się spotkania z kolegami w szkole.

Audiobook „Abecelki i duch Bursztynowego Domu” jest podzielony na dwie części. Każda z nich składa się z kilkudziesięciu krótkich fragmentów. To bardzo wygodne ze względu na to, że możemy bez problemu wrócić do ostatniego fragmentu (lub swojego ulubionego) na odtwarzaczu. Nagranie trwa 5 godzin, więc znakomicie umili np. wakacyjny czas spędzony w aucie w drodze na rodzinne wakacje. Gwarantuję, że rodzicom także przypadnie do gustu, ponieważ Abecelki klimatem przypominają tak dobrze znane im z dzieciństwa „Dzieci z Bullerbyn”. A żeby wszystko nie było zbyt oczywiste, to opowieść skrywa też tajemnicę – ducha, który podobno straszy, choć nikt go nie widział. Ale o tym, czy duch faktycznie straszy, czy może niekoniecznie, dowiecie się, słuchając opowieści Franka.

O audiobooku:

  • Autorką tekstu jest Małgorzata Strękowska‐Zaremba – polska pisarka, autorka podręczników i dziennikarka.
  • Opowiadanie czyta znakomity polski aktor i dziennikarz, a od niedawna także prezenter pogody – Waldemar Dolecki, za muzykę i aranżację odpowiada Gabriel Menet.
  • Audiobook powstał na podstawie bestsellerów: “Abecelki i Duch Bursztynowego Domu” oraz “Abecelki i Tajemnica Bursztynowego Domu”.
  • Książka o tym samym tytule została nagrodzona Nagrodą Literacką im Kornela Makuszyńskiego.
  • Poleca Fundacja “Cała Polska Czyta Dzieciom”.

Historia opowiedziana przez Franka z pewnością zainteresuje już 6-letnie dzieci. Nasza „słuchaczka” ma 8 lat i właśnie kończy pierwszą klasę. I co? Przeżywała podobne perypetie, najpierw nie chciała iść do szkoły, a potem z niej wychodzić 🙂 I na wakacje też czeka. A najbardziej podobają jej się fragmenty o duchu. Do tego ciepły głos lektora znakomicie kształtuje klimat opowiadania. Więcej nie zdradzam, polecam!

Kategorie
naturopatia

Czy homeopatia działa?

Sceptycy podkreślają, że lek homeopatyczny wiąże się z ogromnym rozcieńczeniem środka leczniczego, którego nie pozostaje w leku nawet pojedyncza cząsteczka. Mimo to niektórzy naukowcy, nawet ci nie darzący homeopatii miłością, uważają, że oryginalna substancja ma działanie nawet po tym procesie (po rozcieńczaniu).

Jednym z najbardziej znanych i cenionych miłośników homeopatii jest już nieżyjący francuski immunolog, Jacques Benveniste. W czasie, kiedy pracował dla francuskiego Narodowego Instytutu Badań nad Zdrowiem i Medycyną (w latach 80. XX wieku), rozcieńczył roztwór przeciwciał w ludzkich bazofilach. Jego odkrycia wspierały koncepcje homeopatii. Biolodzy byli zaskoczeni wynikami Benveniste, ponieważ tylko cząsteczki wody, a nie cząsteczki pierwotnego przeciwciała, pozostały w tych wysoko rozcieńczonych roztworach. Benveniste doszedł do wniosku, że konfiguracja cząsteczek wody była aktywna biologicznie.

Dziś głównym badaczem w tej dziedzinie jest Laureat Nagrody Nobla, także Francuz – Luc Montaignier. Niedawno potwierdzono, że homeopaci mają rację. Kolejne roztwory nadal zawierają ślady oryginalnej substancji.

Często, gdy inni badacze próbują powtórzyć te wyniki, nie są w stanie tego zrobić. Być może jest tak z powodu zjawiska zwanego „stronniczością wiarygodności”. Polega ono na tym, że obserwatorzy pracują nad homeopatią i w nią nie wierzą lub właśnie wierzą, bez względu na dowody. Kierują się w działaniu oraz w ocenie faktów i zjawisk wyłącznie własnym sposobem widzenia, czyli są stronniczy. Być może dotyczy to nie tylko naukowców, ale także pacjentów?

Są wśród nich osoby przekonane, że wszelkie korzyści płynące z homeopatii muszą wynikać wyłącznie z efektu placebo. Jednak efekt ten nie wyjaśnia, dlaczego zwierzęta, dzieci, a nawet niemowlęta, które nie mogą wierzyć lub nie wierzyć w działanie leku, tak dobrze reagują na prawidłowo dobrany lek homeopatyczny lub dlaczego źle wybrany homeopatyczny jest mało efektywny.

Kiedy człowiek próbuje nowej metody czy leku, które mogą pomóc wrócić do zdrowia, sceptycyzm, czy też raczej ostrożność, jest wskazana. Z drugiej strony, ciężko ignorować dowody empiryczne z udziałem milionów ludzi na całym świecie, którzy są pewni, że ich dobre samopoczucie jest spowodowane działaniem homeopatii. Jednym z najprostszych sposobów by sprawdzić, czy homeopatia działa, jest jej po prostu spróbować.

Źródło: naturalhealth365.com

Kategorie
rodzina

5 polskich zabawek z kartonu

Zabawki z papieru lub jego grubszej wersji, kartonu, mogą w prosty sposób urozmaicić dziecięce zabawy. Karton można znaleźć w każdym domu: po wypakowaniu nowych mebli, przyniesieniu zakupów ze sklepu czy zużyciu rolki papieru toaletowego. Kartonowe zabawki cieszą i uczą, ćwiczą małe rączki i wielką dziecięcą wyobraźnię.

Coraz więcej polskich marek proponuje gotowe zabawki z kartonu. Składa się je zgodnie z instrukcją, można je pomalować, są trwałe, a przede wszystkim niezwykle kreatywne. Nie bez znaczenia jest także wygląd – polskie zabawki z tektury mają świetny design!

Zalety zabawek kartonowych:

  • Ich składanie, a później zabawa nimi pobudzają twórcze myślenie i kreatywność dzieci.
  • Rozwijają zdolności manualne dzieci.
  • Są bezpieczne, najczęściej wystarczy pozaginać karton w odpowiednim miejscu i w odpowiedni sposób, by wyczarować wielką rakietę, teatrzyk czy zamek, a nawet kołyskę czy samochodzik.
  • Są ekologiczne, karton łatwo poddaje się recyklingowi.
  • Wyczarowane zabawki można z łatwością przechowywać, ponieważ łatwo się składają, a składając je ponownie, znów się bawimy.

Jeśli dysponujemy tylko małymi kartkami formatu A4, to nie znaczy, że zabawa nas ominie. Sztuka zwana origami nie wymaga nawet użycia nożyczek czy kleju, kirigami wymaga natomiast już kilku cięć nożyczkami.

5 polskich zabawek z tektury:

1. Hocki. Tekturowe klocki konstrukcyjne


Zobacz: sklep.odrzeczy.com.pl

2. Trzy Myszy


Zobacz: trzymyszy.pl

3. Papierowe Miasto


Zobacz: papierowemiasto.pl

4. Tashka


Zobacz: tashka.pl

5. Kalimba


Zobacz: kalimba.pl

Od niedawna na polskim rynku znaleźć można także Kolorowanki3D:


Zobacz: kolorowanki3d.pl

Zagraniczne marki oferujące zabawki kartonowe:

Kategorie
edukacja alternatywna

Edukacja domowa. Coraz więcej dzieci uczy się w domu

Rośnie powoli liczba rodzin, które decydują się kształcić swoje dzieci w domu. Ilość „domowych szkółek” w Stanach Zjednoczonych oscyluje obecnie na poziomie 2,5 – 4 mln. Choć edukacja domowa budzi kontrowersje i spotyka się z krytyką, my jej mocno kibicujemy!

Jak podaje National Home Education Research Institute, edukacja domowa na świecie rozwija się w tempie 5-12 procent rocznie. Powody, dla których rodziny decydują się właśnie na taki rodzaj kształcenia swoich dzieci, są bardzo różne.

Słyszymy opinie, że w edukacji domowej dzieci są „odcięte od świata”, „nie posiadają umiejętności socjalizacji”. Jednak z drugiej strony, uczniowie uczęszczający do szkół publicznych zostają pozbawieni interakcji z dziećmi z innych grup wiekowych czy dorosłymi. Okazja do kontynuowania tego, co ich interesuje, jest tłumiona, a przechodzenie z klasy do klasy odbywa się niemal rutynowo. Natomiast w edukacji domowej spotykamy grupki dzieci w różnym wieku (najczęściej rodzeństwo), które uczą się od dorosłych, czerpią pozytywne wzorce.

Badanie poziomu edukacji domowej, które przeprowadziła dr Lindy Montgomery, pokazuje, że dzieci, które uczą się w domu, nie są odizolowane od interakcji społecznych z innymi młodymi ludźmi. Doktorka odkryła, że ​​”Szkoła w domu” może pielęgnować postawę lidera w sposób równie dobry, jak dzieje się to w szkole publicznej.

Podjęcie decyzji

Decyzja o edukacji domowej nie jest łatwa i wymaga dużo poświęcenia ze strony rodziców. Ale wyniki pokazują, że rodzicom, którzy podejmują się nauki i wychowania swoich dzieci w domu, udaje się osiągnąć wielki sukces, niezależnie od rasy, dochodów, wykształcenia czy poglądów religijnych. Co jest miarą tego sukcesu? Przede wszystkim fakt, że dzieci uczące się w domu posiadają zdolność do samodzielnego myślenia, mają pozytywne nastawienie do życia i wiedzę na najwyższym poziomie, która pozwala im osiągać swoje cele.
Edukacja domowa uczy, jak być twórczym, entuzjastycznie podchodzić do życia, posiadać inicjatywę i poczucie odpowiedzialności.

Foto

Kategorie
ekowiadomości

Rusza Ogólnopolska Inspekcja Fotelików 2012

23 czerwca w Warszawie rozpoczęła się trasa Ogólnopolskiej Inspekcji Fotelików 2012, która odwiedzi 10 miast.  Jak pokazują dotychczasowe badania – ponad 70% dzieci jest przewożonych nieprawidłowo, co jest przyczyną ich śmierci bądź poważnych urazów. Sprawdź, czy Twoje dziecko jest bezpieczne.

Podczas inspekcji zostaną sprawdzone takie parametry, jak np. kompatybilność fotelika z samochodem, czyli czy dany fotelik ‚pasuje’ do danego auta oraz czy fotelik jest właściwie zamontowany w samochodzie.

Jak pokazują dotychczasowe inspekcje fotelików na świecie, ponad 70% dzieci jest przewożonych nieprawidłowo. Jest to jedna z głównych przyczyn ich śmierci lub poważnych obrażeń. Inspekcje fotelików prowadzone są przez wyszkolonych specjalistów pod okiem ekspertów ds. bezpieczeństwa dzieci w samochodach – Pawła Kurpiewskiego i Marka Plony z serwisu fotelik.info. Skontrolują one, czy dane dziecko jest właściwie przewożone w samochodzie, fotelik dobrze zamontowany, dobrany i dopasowany do samochodu oraz dziecka.

Akcja ma charakter społeczny. Zazwyczaj tego typu inspekcje są płatne, tym razem, dzięki sponsorom rodzice mają okazję za darmo zdobyć wiedzę i umiejętności. Eksperci odpowiedzą także na pytania, czekają także pokazy i pogadanki dla rodziców. Dodatkowo podczas konkursu montowania fotelikó będzie można wygrać właśnie fotelik.

Trasa inspekcji w 2012 r. obejmuje: Poznań, Katowice, Zieloną Górę, Gdańsk, Tarnobrzeg, Siedlce i Kraków, a także pod koniec sierpnia, ponownie Warszawę. Zapisy na stronie: http://inspekcje-fotelikow.pl/

Kategorie
rodzina

Zabawki dla dużych chłopców

Kto nigdy nie był dzieckiem, nie może stać się dorosłym.
Charles Chaplin

Coś w tym jest. I choć mężczyźni zastąpili zabawki z dzieciństwa nieco innymi gadżetami, to do tych pierwszych chętnie wracają i traktują sentymentalnie (choć może tego nie okazują). W ich  dorosłym życiu także jest miejsce na beztroską zabawę, szczególnie wtedy, kiedy są ojcami. Spędzają czas ze swoim dzieckiem i jednocześnie sami wracają do lat dzieciństwa. I choć czasy się zmieniły, to niektóre zabawki i zabawy są nieśmiertelne.

Kolejka

Z dzieciństwa pamiętamy drewnianą, elektryczna była prawdziwym rarytasem. Te, które są dostępne dziś, są dla mężczyzn prawdziwą gratką! Nie bez powodu kolejki mają w domu także dziewczynki:) Tatusiowie godzinami mogą tworzyć nowe trasy, stacje, punkty przeładunkowe, a nawet dekoracje. Kolejka ma magiczną moc!

Lego

Ich forma nie zmienia się od lat. I bardzo dobrze! Tatusiowie wynajdują na strychu w swoim rodzinnym domu stare pudełko z klockami, i bawią się ze swoimi dziećmi. Bawiąc się, uczą, bo klocki rozwijają kreatywność, ćwiczą wyobraźnię i kształtują zdolności manualne  Małych i Dużych.

Piłka

Ważne, że jest okrągła. Może być taka do nogi, do siatki, może być plażowa albo całkiem mała, np. do tenisa. Zawsze gwarantuje świetną zabawę. Kopanie, rzuty, kozłowanie, balansowanie, odbijanie, a przy tym spora dawka ruchu – to procentuje. Wspólna gra jest doskonałą okazja, by spędzić aktywnie czas z dzieckiem. Przy okazji dziecko lepiej poznaje swojego tatę, który opowiada mu, że jak był mały, to bramki zbijali sami z drewna, grali na nierównym „boisku”, biegli grać w nogę zaraz po szkole (zwykle bez obiadu) i wracali dopiero, kiedy się ściemniało. Te wspomnienia są bezcenne.

Latawiec

Lato, wiatr, przestrzeń, beztroska zabawa – to smaki dzieciństwa dużych chłopców. Latawiec jest powrotem do tego stanu. A jeszcze taki własnoręcznie przygotowany… Zabawa gwarantowana i to już z rocznymi dziećmi, dla których śledzenie lotu kolorowego latawca będzie niesamowitą przygodą.

Sterowany samochód

Każdy chłopiec marzył, by dostać taki na urodziny czy pod choinkę. Kiedyś były bardzo drogie i niewielu rodziców było na nie stać. Dziś jest inaczej. W sklepach mamy duży wybór nie tylko samochodów, ale też łódek, motorówek czy helikopterów. A ile razy Mama słyszy dobiegające z sąsiedniego pokoju krzyki Taty, który zabiera dziecku auto: „Ja ci pokażę, poczekaj, ja troszkę pokieruję”.

Gry komputerowe

Kiedyś Pegasus i gra w Tetrisa były prawdziwym hitem. Gromadziły przed TV całą rodzinę, a potyczki rozgrywały całymi godzinami. Dziś nie jest inaczej;) Niejeden tata odnajdzie prawdziwą frajdę, grając z dzieckiem w wyścigi samochodowe, choć pewnie już w innej technologii…

Resoraki

Są niezniszczalne. Pewnie niektóre dotrwały do dziś. A co się z nimi wyprawiało…! Zanurzało w kałużach, rzucało z dużych wysokości, tarzało w ziemi i piasku. Tyle zabawy przy tym było! I nie ma się co dziwić, kiedy dziś Tatuś wraca z synem ze spaceru z kolejnym resorakiem.

Modele do sklejania

Ważne zajęcie na kilka godzin, a nawet dni, ale tylko dla cierpliwych. Dziś można wybierać spośród modeli przystosowanych do wieku i sklejać pierwsze statki już z przedszkolakiem. A okaz znaleziony na strychu sprzed wielu laty to prawdziwy powód do dumy.

Foto 1, 23, 4, 5, 6, 7, 8