Kategorie
ekowiadomości

Woda butelkowana zawiera nie tylko wodę

Reklamy wody butelkowanej przedstawiają obraz wody, która pochodzi z czystego źródła i może być bezpiecznie pita nawet przez niemowlaki. Tymczasem badania naukowców przeprowadzone w USA wskazują, że – oprócz wody – w butelce można znaleźć coś więcej.

Raport Environmental Working Group (EWG) stwierdza, że jedynie 3 etykiety wody butelkowanej – na 170 przebadanych – stwierdzają jednoznacznie z jakiegó źródła pochodzi woda, jak jest oczyszczona i jakim została poddana zabiegom. Badania wskazują także, że 18% producentów wody podaje jej źródło, natomiast 32% nie podaje żadnych informacji o jej czystości.

Zgodnie z rocznym sprawozdaniem Marketing Corporation z  2009 roku, 47,8% wody butelkowanej pochodzi z miejskich wodociągów.

EWG zachęca konsumentów do powrotu do picia filtrowanej, przegotowanej wody z kranu. Woda buletkowana jest około 1900 razy droższa niż woda z kranu i nie zapewnia w dostatecznym stopniu bezpieczeństwa, o jakim mówi większość jej producentów.

Źródło: http://www.ewg.org/
Foto
Kategorie
ekowiadomości

5 produktów spożywczych dobrych dla mózgu

  1. Marchew:
    od dawna wiadomo, że ma korzystny wpływ na ludzki wzrok, ale mało kto wie, że pomaga także w prawidłowym funkcjonowaniu mózgu. Badania, które to potwierdzają opublikowano w czasopiśmie “Nutrition”. Marchew zawiera spore ilości luteoliny – żółtego barwnika roślinnego, który może zmniejszać związane z wiekiem zaburzenia pamięci i stany zapalne mózgu. Luteolinę możemy też znaleźć w papryce, selerze i oliwie z oliwek
  2. Jagody:
    jagody nie tylko poprawiają pamięć, ale też mogą działać antydepresyjnie – donoszą naukowcy na łamach pisma Journal of Agricultural and Food Chemistry. Osoby starsze, u których pojawiły się lekkie problemy z pamięcią, codziennie przez 12 tygodni spożywały sok z dzikich jagód. Okazało się, że wykazywały lepsze możliwości uczenia się, przypominały sobie więcej szczegółów  i miały lepszą orientację przestrzenną niż osoby, które nie piły soku. Jagody i truskawki są bogate w przeciwutleniacze, które mogą zmniejszać wysokość stresu i tym samym opóźniać starzenie się komórek
  3. Ryby:
    spożywanie ryb bogatych w kwasy tłuszczowe omega-3 może spowolnić osłabienie funkcji poznawczych mózgu, które jest naturalną konsekwencją procesu starzenia się.  Wyniki badań zamieszczonych w naukowym piśmie Archives of Neurology pokazują, że posiłki rybne zawierające dużo witaminy B12 mogą zmniejszać ryzyko wystąpienia choroby Alzheimera. U osób, które przez sześć lat jadły dwa posiłki rybne w tygodniu, zanotowano osłabienie funkcji poznawczych mózgu o 13% mniejszą niż u osób, które nie jadły ryb regularnie. Ci natomiast, którzy spożywali tylko jeden posiłek rybny w tygodniu mięli mniejszy spadek funkcji poznawczych o 10%.
  4. Szpinak:
    nie tylko szpinak, ale też inne zielone warzywa liściaste zawierają sporo witaminy C i E – zdaniem naukowców (badania w Journals of Gerontology) – przyczyniają się do poprawy funkcji poznawczych. Badania były prowadzone na zwierzętach, których dieta była wzbogacona o witaminę E (karmiono je m.in. szpinakiem). U szczurów zanotowano znaczny przyrost masy mózgu i tkanki mózgowej w czasie 8 miesięcy. Zauważono też, że gryzonie zaczęły wydzielać więcej dopaminy – hormonu odpowiedzialnego za odczuwanie przyjemności i kontrolującego przepływ informacji między dwoma półkulami mózgu
  5. Kawa i herbata
    nie tylko doskonale rozbudzają rano, ale mogą też zapobiegać chorobie Alzheimera. Na łamach pisma Journal of Alzheimer’s Disease opublikowano badania, których wyniki wskazują na dobroczynne działanie kofeiny. W odpowiednich ilościach może ona zapobiegać, spowalniać lub leczyć objawy choroby Alzheimera i poprawiać funkcje poznawcze. Herbata również wykazuje ochronne działanie na mózg. Pijący herbatę lepiej radzili sobie w testach pamięci i lepiej przetwarzali informacje niż ci, którzy nie mają w zwyczaju pić herbaty.
Źródło: www.myhealthnewsdaily.com
Foto
Kategorie
rodzina

Karuzelki i ozdoby hand made do dziecinnego pokoju

Popularne karuzelki nad łóżeczko dla dziecka w wersji hand made! Mogą nie tylko ozdabiać łóżeczko czy łóżko rodziców, ale być uniwersalną i oryginalną ozdobą dziecinnego pokoju. Łatwo je zrobić, są estetyczne, ekologiczne i ekonomiczne. Na pewno dają także dużo więcej satysfakcji niż te kupione w sklepie.

Ozdobę możesz zrobić z :

  • włóczki

  • tkaniny, filcu

  • papieru

  • tego, co znajdziesz pod ręką, np. bombek choinkowych lub ususzonych papryczek peperoni.

Foto 1,2,3,4,5,6,7,8,9.

Kategorie
rodzina

Bawełna organiczna

Bawełna jest powszechnie uważana za naturalny materiał i dlatego jest chętnie wybierana na ubranka dla niemowląt i dzieci. Czy współczesna bawełna ma jednak coś wspólnego z naturą? Czy w praktyce syntetycznie wytworzony materiał, przy użyciu ogromnej liczy pestycydów, jest najlepszą alternatywą dla dziecka? Rodzic kupuje kolorowe, bawełniane ubranko dla dziecka wierząc, że jest lepsze od syntetycznego. Mało który zdaje sobie jednak sprawę, że taka bawełna nie musi być ani naturalna, ani zdrowa. Alternatywą dla konwencjonalnej bawełny jest bawełna organiczna, która jest jej całkowitym przeciwieństwem.

O bawełnie konwencjonalnej:

  • przy uprawie bawełny konwencjonalnej zużywana jest największa liczba pestycydów na metr uprawy, które nie tylko są groźne dla środowiska, ale mogą wywoływać alergię w zetknięciu ze skórą dziecka. Przy uprawie bawełny stosuje się 3 z 10 najbardziej niebezpiecznych pestycydów wg. Światowej Organizacji Zdrowia. Jeden z nich – Aldicarb, może spowodować śmierć, wystarczy aby kropla przeniknie przez skórę człowieka
  • przy zbiorach bawełny na plantacjach, co roku umiera 200,000 osób z powodu zatrucia pestycydami. Na plantacjach pracują również dzieci poniżej 14-tego roku życia. Dodatkowo presja na obniżenie cen jest tak silna, że rejon największych upraw bawełny w Indiach jest nazywany „sucide belt”, czyli pas samobójstw

O bawełnie organicznej:

  • bawełnę organiczną hoduje się na plantacjach, na których nie są stosowane pestycydy, ani dodatki chemiczne do nawozów
  • przy uprawie stosuje się substancje podlegające biodegradacji, jak np. kwas cytrynowy, czosnek, lucerna, obornik oraz pożyteczne owady
  • gleba pod plantację bawełny organicznej przechodzi trzyletnią „kwarantannę”. Przez co najmniej taki okres plantacja nie może przyjmować substancji chemicznych, po czym plantacja może ubiegać się o odpowiedni certyfikat i stać się plantacją organiczną
  • zbiór bawełny jest zgodny z jej naturalnym cyklem
  • na plantacjach prowadzone są stałe badania nad zachowaniem naturalnej czystości bawełny organicznej
  • uprawa bawełny organicznej pozwala zmniejszyć zużycie wody, co jest szczególnie istotne w rejonach ubogich w wodę, oraz zminimalizować ilość szkodliwych odpadów
  • plantacje organiczne przechodzą kontrole poszanowanie praw pracowników
  • bawełna organiczna jest zbierana ręcznie, po czym trafia do manufaktury, gdzie jest myta łagodnymi środkami myjącymi, a później farbowana naturalnymi barwnikami, dzięki czemu jej włókna są silniejsze, a ich struktura wygładzona
  • najbardziej wartościową bawełną jest ta w naturalnym kolorze, który nie tylko jest biały, ale również kremowy, beżowy czy zielony. Co ważne, nie musi być dodatkowo farbowana, ponieważ kolor jest trwały

Warto używać bawełnę organiczną dla dzieci, ponieważ:

  • jest bezpieczna dla delikatnej skóry dziecka
  • jest bezpieczna dla dzieci alergicznych
  • jest trwała; ubrania nie niszczą się w praniu i mogą być przekazane kolejnym dzieciom
  • jest przyjemna w dotyku
  • jest ekologiczna

Bawełna organiczna jest ekologiczna, ponieważ:

  • jest zdrowa
  • jest bezpieczna dla środowiska; uprawy bawełny organicznej nie zanieczyszczają środowiska oraz pitnej wody, do której trafia duża ilość pestycydów z tradycyjnych upraw
  • ponowne użycie ubranek z bawełny ekologicznej wpływa na ogólną redukcję zużycia surowców
  • przy uprawie bawełny organicznej obowiązuje ograniczenie zużycia wody
  • stanowi etyczny produkt, czyli na plantacjach certyfikowanej bawełny organicznej do pracy nie są wykorzystywane dzieci, a pracownicy otrzymują godziwą zapłatę

Największą wadą bawełny organicznej jest jej niska wydajność, co podnosi koszty materiału oraz koszt samych ubranek. Jeżeli uda się zwiększyć wydajność bawełna organiczna stanie się ekologiczną alternatywą dostępną dla każdego rodzica.

Foto

Kategorie
niemowlę

Tata zamotany w chuście

Gdy myślimy o noszeniu dzieci w chuście najczęściej widzimy mamę omotaną kawałkiem materiału, z czułością przytulającą swoje dziecko. Należy jednak pamiętać, że chusta jest narzędziem, które z powodzeniem może być używane także przez inne osoby – babcię, znajomych i przede wszystkim tatę.
tata-chusta

Dlaczego ojcowie sięgają po chustę?

  • Chusta jest substytutem ciąży
    Niektórzy ojcowie korzystają z noszenia dzieci w chuście, gdyż rekompensuje im to okres ciąży – długie miesiące relacji matki i dziecka, której sami w tak wyjątkowy sposób nie doświadczyli. Kontakt “skóra do skóry”, bliskość, stały kontakt fizyczny budują relację taty i dziecka a także pozycję ojca jako rodzica angażującego się w życie dziecka od pierwszych dni po narodzeniu
  • Chusta pomaga w budowaniu więzi
    Pierwsze tygodnie i miesiące życia niemowlę spędza głównie z mamą. To ona, sprawując opiekę zaspokaja jego potrzeby. Chusta wspiera budowanie więzi między tatą a dzieckiem poprzez kontakt fizyczny, wzrokowy i jednocześnie emocjonalny. Uczy ojca poznawania potrzeb dziecka i może ułatwiać wyrażanie uczuć
  • Chusta wspiera aktywne rodzicielstwo
    Nosząc dziecko w chuście, rodzice pokonują wiele ograniczeń pojawiających się w ich życiu po jego narodzinach. Chusta pozwala na piesze wycieczki, wspólne poznawanie świata. Pozwala ojcu być nauczycielem swojego dziecka od pierwszych dni życia. Sprawia, że niemowlę zostaje zaproszone do świata dorosłych i w pełni w nim uczestniczy
  • Chusta jest praktyczna
    Chusta to dodatkowa para rąk, tak potrzebna gdy na świecie pojawia się dziecko. Kiedy musi ono zostać z kimś innym niż mama nie odczuje bezpośredniej rozłąki, ponieważ będzie przytulone do taty. Chusta pozwala spokojnie ukołysać dziecko do snu, a czasem nawet nakarmić, gdyż kontakt “skóra do skóry” pozwoli na zachowanie intymnego charakteru karmienia, mimo że tym razem karmić będzie tata.

Czy noszący tata traci na męskości?

Tata z dzieckiem w chuście nie jest zbyt popularnym widokiem. Lecz gdy się pojawi, wprawia otoczenie w zachwyt. Aktywny udział ojca w wychowywaniu i opiece nad dzieckiem staje się – na szczęście- standardem. Już w szkołach rodzenia ojcowie uczą się kąpać, przewijać, uspokajać dziecko. Dlaczego zatem noszenie miałoby być bardziej niemęskie niż zmiana pieluchy? Aktywna opieka nad dzieckiem staje się potwierdzeniem męskości, nie zaś jej zaprzeczeniem.

Czy motanie jest trudne?

Dla niektórych ojców wiązanie pięciu metrów materiału wydaje się zbyt skomplikowane. Czasem wystarczy jednak wziąć udział w dobrych warsztatach chustowych, aby opanować tę sztukę. Można też zacząć nosić w łatwiejszej do zawiązania chuście elastycznej, która pozwoli oswoić się z długim pasem materiału. Później doskonałą alternatywą chusty – zwłaszcza dla ojców – staje się nosidło ergonomiczne.

„Noszący” tatusiowie:

Piotr – noszący tata trójki dzieci.

Wojtek – tata Marcinka.
Fragment jego artykułu na temat rodzinnej wyprawy w góry:
„Maleństwo najlepiej z naszej trójki znosiło trudy wędrówki, a w zasadzie odpoczywało podczas niej zasypiając od kołysania podczas marszu. Na szlaku napotykaliśmy mnóstwo życzliwych ludzi, którzy uśmiechali się i zagajali rozmowę z „szalonymi” rodzicami, którzy ciągną niemowlaka w góry. {…} Dałem się obwiązać chustą i niosłem mojego 9-kilogramowego turystę codziennie po kilkanaście kilometrów. Całe moje malkontenctwo wobec chustowania prysło. Polecam szczególnie tatusiom.”

Tomek i jego syn Igor.
„Oto Tata Kangur i Maleństwo. Oboje z mężem żałujemy, że nasz 20 miesięczny syn „wyrósł” już z chusty i nie chce być noszony… Nosiliśmy oboje, mąż najczęściej na piersiach, ja z przodu i na plecach” – pisze mama Katia.

Tata Szoni i Zuzia na Szlaku Orlich Gniazd.

Foto

Kategorie
edukacja alternatywna wywiady

Edukacja domowa w praktyce

Rozmowa z Alicją Krzywańską-Podermańską i Marzeną Reszke – kobietami, które same uczą swoje dzieci rezygnując ze szkolnego systemu nauczania. Opowiadają o tym, jak edukacja domowa wygląda na co dzień.

Alicja Krzywańska-Podermańska jest mamą trzech córek – Ani (3,5 roku), Ewy (10 lat) i Kasi (11,5 roku). Obowiązki rodzica – nauczyciela pełni wraz z mężem. Drugi rok praktykuje edukację domową.

A zaczęło się od Hiszpanii…
Dwa lata temu wyjechaliśmy na rok do Hiszpanii. Zdecydowaliśmy się nie posyłać córek do hiszpańskiej szkoły. Przed wyjazdem przedyskutowaliśmy “plan działania” z nauczycielami dziewczynek i zaopatrzeni w wytyczne rozpoczęliśmy edukację domową. Po powrocie córki uczęszczały do szkoły waldorfskiej. W tym roku szkolnym znów uczymy je w domu. Tym razem nie z powodu wyjazdu. Nasz wybór jest podyktowany praktycznymi względami, m.in. dzięki temu oszczędzamy 2 godziny dziennie nie musząc odwozić je do szkoły. Oboje z mężem pracujemy w domu, prowadzimy dość nieregularny tryb życia, dużo podróżujemy. To wszystko sprawia, że domowe nauczanie jest rozwiązaniem skrojonym na miarę naszych potrzeb.

Potem było już tylko łatwiej
Kontynuujemy u córek pedagogikę waldorfską, więc nie stosujemy typowego oceniania. Ewentualna ocena opisowa pojawia się na sprawdzianach. Metodyka waldorfska obfituje w wiele ciekawych rozwiązań. Uczenie “epokami” pozwala na efektywne skupienie się na jednym przedmiocie przez 2- 4 tygodnie z rzędu, np. teraz przez 4 tygodnie uczę starszą córkę (kl. V) historii, mitologii i geografii starożytnych Indii, Persji, Mezopotamii i Egiptu, a mąż – młodszą (kl. IV) biologii człowieka. Jedynie matematyka i języki obce mogą pojawiać się codziennie. Matematyką zawiaduję aktualnie ja, a językami – mąż.

Spacer, filmy i lepienie z gliny
W odróżnieniu od standardowej szkoły, domowa szkoła wpisuje się doskonale w rytm naszego życia rodzinnego. Gdy wstajemy późno, lekcje zaczynają się późno. Gdy dopisuje pogoda, dzieciaki najpierw wychodzą na długi spacer. Dużą rolę przywiązujemy do wspólnych, zdrowych posiłków. Zatem śniadanie, obiad i kolacja są ważnymi elementami
porządkującymi nasz dzień. Domowa szkoła jest podporządkowana naszym priorytetom. Lekcje zaczynają się z reguły po “naturalnej” pobudce, zdrowym śniadaniu, długim spacerze. Nie robimy lekcji wtedy, gdy dzieci są czymś zmęczone. Czasem dziewczynki ociągają się ze stawieniem do naszego “szkolnego pokoju”. Wystarczy jednak je upomnieć i pojawiają się gotowe do lekcji. Przykładowy dzień nauki rozpoczyna się zawsze od… spaceru z psem. Potem odbywa się lekcja główna, czyli lekcja przedmiotu z aktualnej epoki. Trwa ona – w zależności od rozległości tematu – od 1 do 2 godzin. Obie starsze córki mają lekcje jednocześnie. W przypadku lekcji z biologii, mąż rozpoczyna projekcją odcinka “Było sobie życie”. Potem uzbrojony w rysunki, ciekawostki itp. dyskutuje z córką. Na koniec zadaje ćwiczenie do samodzielnego wykonania. Może to być tekst do napisania lub rysunek do wykonania. Ostatnio zadaniem Ewy było ulepienie z gliny wybranej kości człowieka. W czasie, gdy Ewa ma lekcję biologii, Kasia i ja poznajemy starożytne kultury. Lekcja poświęcona życiu i naukom Buddy poprzedzona była filmem “Mały Budda”, który wyświetliliśmy córkom wieczorem, dzień wcześniej. W czasie lekcji zadaniem Kasi było napisanie wypracowania na temat Buddy w oparciu o informacje przekazane w filmie. Po lekcji głównej, przeprowadzam zwykle ok. 45 minut matematyki dla obu córek. Najpierw wprowadzam każdej z nich nowe zagadnienie, potem zostawiam do samodzielnego ćwiczenia, a ja w tym czasie… zajmuję się w kuchni przyrządzaniem obiadu.
Lekcję języków obcych prowadzimy wieczorami w oparciu o dwujęzyczny kurs multimedialny, ucząc w ten sposób 2 języków naraz. Sprawdziliśmy tę metodę w Hiszpanii i okazała się bardzo skuteczna.

Kuchenny lejek zamiast kredy
Podstawową pomocą, z której korzystamy jest szczegółowy program otrzymany z Waldorfskiej Szkoły Podstawowej im. Janusza Korczaka w Krakowie – szkoły, która sprawuje opiekę nad naszą domową edukacją. Nauczeni doświadczeniem sprzed 2 lat, korzystamy także z podręczników i ćwiczeń do przedmiotów głównych. Wybieramy je sobie sami. Bardzo pomocne w nauce są oczywiście Internet i fachowa literatura, dzięki którym możemy lepiej przygotować się do lekcji. Poza tym wszelkie przedmioty korespondujące z tematem lekcji mogą stać się pomocą naukową, nawet kuchenny lejek.

To więcej niż wiedza
Korzyścią edukacji domowej jest możliwość indywidualnego podejścia do nauki dziecka, uwzględnienie jego specyficznych predyspozycji. W takich warunkach dzieciom łatwiej się pracuje i szybciej osiągają efekty. Jedną z niedocenianych korzyści domowej szkoły jest nauka, jaka płynie z obserwacji pracy rodziców. W domową szkołę wkładamy spory wysiłek. Czasem zmagamy się z własnym lenistwem, innym razem mamy z mężem skrajnie różne zdania na jakiś temat. Dzieci obserwują, jak realizujemy własne pomysły, jak rozwiązujemy konflikty. Uczą się w ten sposób “skutecznej aktywności”. Wydaje mi się to podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść człowiek, aby szczęśliwie realizować się w życiu. Kiedyś przeczytałam angielskie zdanie, które najlepiej opisuje to, co przede wszystkim chciałabym córkom przekazać. W polskim tłumaczeniu brzmi ono tak: “Nie podążaj drogą,  którą prowadzi cię życie. Zabierz życie w drogę, którą chcesz kroczyć.” Nie można nauczyć się życia w społeczeństwie nie nauczywszy się wcześniej życia w rodzinie. Ale żeby ta nauka mogła przynieść owoce, trzeba dać jej szansę. Gdy odwoziliśmy dzieciaki do szkoły o godzinie 7:00 rano i odbieraliśmy o 17:00, życie rodzinne w dzień powszedni trwało wtedy ok. 5-6 godzin. Często towarzyszyły mu pośpiech, zmęczenie i stres. Gdy przebywamy ze sobą razem ok. 12 godzin  wzajemnie na siebie wpływamy, szukamy optymalnych rozwiązań, ogniskujemy uwagę na rzeczach naprawdę ważnych. Parafrazując tytuł świetnej książki: żyjąc w rodzinie, nie staramy się przetrwać, ale staramy się po prostu żyć.

Czasem jest pod górkę
Przy mało regularnym trybie życia uporządkowanie w czasie różnych aktywności 5 członków rodziny bywa trudnym zadaniem. Czasem mnie to stresuje. Na szczęście mój mąż nie ulega tym stresom. Żartobliwie mogłabym stwierdzić, że minusem edukacji w domu dla dzieci są wieczne zadania domowe. A mówiąc serio… Dla rodziców, niewątpliwie największym minusem domowej szkoły jest konieczność rezygnacji z czegoś w celu wygospodarowania czasu na naukę. Jeśli na liście priorytetów rodzica to coś znajduje się bardzo wysoko, nie radzę z tego rezygnować. Dziecku dużo bardziej potrzebny jest szczęśliwy rodzic przez 4-5 godzin dziennie niż nieszczęśliwy przez cały dzień, zestresowany rodzic-nauczyciel. Myślę, że domowa edukacja ma sens tylko wtedy, gdy sprawia radość zarówno dzieciom, jak i rodzicom. Przede wszystkim rodzic musi dysponować czasem. Gdy uczyliśmy dziewczynki w Hiszpanii nauka obejmowała program kl. II i III. W sumie zajmowała nam nie więcej, niż 2 godz. dziennie. W tym roku szkolnym program obejmuje dużo szerszy materiał i więcej przedmiotów. Średnio nasza rodzicielsko-nauczycielska rola zajmuje ok. 3-4 godzin dziennie. Do tego trzeba doliczyć czas przygotowania się do lekcji. Nie wyobrażam sobie, aby można było podjąć się tego zadania będąc “na etacie”.

W grupie raźniej
Trójka rodzeństwa gwarantuje kontakty towarzyskie przez całą dobę 🙂 Dwa razy w tygodniu dziewczynki ćwiczą aikido, gdzie spotykają się ze sporą grupą koleżanek ze swoich klas. Poza tym utrzymujemy bardzo bliskie znajomości z rodzinami ze szkoły waldorfskiej. Często się spotykamy. Organizujemy wspólne weekendowe wycieczki. Nasze córki mają za sobą doświadczenie chodzenia do szkoły i do tego, szkoły którą darzą wielką sympatią. Łączy je głęboka więź zarówno z nauczycielami, jak i koleżankami i kolegami. Decyzję o kontynuowaniu edukacji domowej w tym roku uzależniliśmy więc od wyboru córek. Wybrały szkołę w domu, mimo bardzo pozytywnych doświadczeń z “normalnej” szkoły. Mówią, że ucząc się w domu nie czują się inne niż rówieśnicy. My jako rodzice też nie czujemy się inni. Po prostu dokonujemy innych wyborów. W istocie nie różnimy się od innych. Decyzja o kontynuowaniu domowej szkoły w następnych latach będzie w równym stopniu uzależniona od wyboru córek i naszych priorytetów oraz możliwości.

Marzena Reszke jest mamą Adama i Grzesia, którzy są w wieku gimnazjalnym (12 i 13 lat). To ona pełni rolę nauczyciela, mąż pracuje zawodowo. Chłopcy byli edukowani w domu po 2 i 3 klasie szkoły podstawowej przez 4 lata. W tym roku szkolnym wrócili do szkoły.


Na początku była rozpacz
Od małego uwielbialiśmy rodzinnie uczyć się w każdej chwili, kiedy tylko życie przynosiło temat do poznania czegoś nowego: czy to narodziny siostry, czy zakup samochodu, czy nawet kupno mieszkania na kredyt. Dzieci z roku  na rok stawały się coraz ciekawsze świata i zadziwiały wiedzą. No i stało się. Poszły do szkoły. Po kilku latach dzieciaki wyłączyły się z edukacji codziennej. Musiały być tak skoncentrowane na kaligrafii oraz kolorowaniu kserowanych rysunków z  podszeptem „aby nie za linię”, że wypaliły się całkowicie. Odwiedziny mojej siostry postawiły mnie w stan alarmowy. Po usłyszeniu „Marzena, oni już się niczym nie interesują! Nawet o dinozaurach nie chcą słuchać”. Wpadłam w rozpacz. Czułam już wcześniej, że zmierza to wszystko do niczego. Stanęło przede mną pytanie: i co teraz? Znalazłam w Internecie ludzi od edukacji domowej. Spotkania, rozmowy, maile, karuzela w głowie. No i decyzja na tak, ku edukacji domowej.

Edukacja domowa? Tak! Tylko jak?
Setki nocy spędziłam nad kopaniem w Internecie czy książkach, na rozmowach z mądrzejszymi. Chodziło przede wszystkim o to, aby wyjść z domu i spotkać coś lub kogoś, a następnie zanurzyć  się w tym po pachy, poczuć zapach i smak inności, przetworzyć i wziąć sobie tyle, ile  potrzeba do zbudowania siebie. Formy były proste: wycieczki, podróże, spotkania z pasjonatami, spotkania z różnymi rodzinami z całej Polski i nie tylko. Jednak klucz nie jest w formie a w tym, aby dla dziecka było to zwyczajnie ciekawe. Mniej ważne było nadążanie za programem. Ze szkoły dostawaliśmy co semestr wymagania edukacyjne i co semestr mieliśmy egzaminy. Staraliśmy się uczyć z podręczników w przerwach między wyjazdami i wyjściami. Czuliśmy, że podręczniki to płytka wiedza, poćwiartowana i pozlepiana w jakieś dziwne ciągi. Zaczęłam więc sięgać do pedagogiki Montessori, Freneta, Stainera, Korczaka a nawet antypedagogiki. I w tym momencie brakowało mi paru ludzi, którzy razem ze mną opracowaliby te wszystkie pomysły, jakie się nasuwały i pomogli wdrożyć w życie. Ocen szkolnych nigdy nie używaliśmy. Były rozmowy o tym co warto jeszcze zobaczyć, albo co trzeba wbić do głowy. Były prezentacje wiedzy w kręgu rodziny, znajomych, wtedy pojawiały się pytania widzów, a dziecko miało okazje  wystąpić w roli eksperta. Najpiękniejsze dla mnie było dzielenie się wiedzą dzieci na spotkaniach z innymi rodzinami edukacji domowej. Nikt nie reżyserował żadnych lekcji, a dzieci i tak siadały razem i zaczynało się coś dziać.  Kacper przynosił kufer z substancjami chemicznymi i rozpoczynał eksperymenty zasypywany przez dzieci gradem pytań: co to? dlaczego nie można tego mieszać z tym? pokaż jakiś wybuch, czemu nie mogę tego zjeść itp. Krzysiu za to grając cudownie na pianinie wciągał chłopców w krainę muzyki oraz udowadniał co krok, że tak jak muzykę można tez kochać  ludzi. Stasiu, Adam i Grześ przekrzykiwali się wiedzą na temat historii, wojen i samolotów. Ciągłe spory jaki samolot w jakiej bitwie brał udział, jak ubrany był rzymski wojownik, czy na pewno wtedy i wtedy odbyła się bitwa itp. To wszystko biegając po lesie, wspinając się na drzewa, pływając w mazurskich jeziorach.

„Zaczynały jako stłamszone i zgniecione osobowości…”
Dziecko zamknięte w domu z mamą  nie ma poczucia przynależności do grupy, nie uczy się współpracy, ani wchodzenia w relacje inne niż rodzinne. Jednak dziecko wychodzące w świat zewnętrzny (wycieczki, zbiórki harcerskie, buszowanie na podwórku, spotkania z pasjonatami, podróże, wizyty w różnych rodzinach edukacji domowej) staje się coraz odważniejsze, bardziej otwarte na świat i okazuje się, że innością nie gardzi lecz się nią zachwyca. Obserwowałam wiele dzieci, które wchodziły w świat edukacji domowej, zaczynały jako stłamszone i zgniecione osobowości z niską samooceną, z  głową wciśniętą między ramiona, lekkim garbem, wzrokiem wetkniętym w podłogę. Po roku nauki poza szkołą takie dziecko chodzi z głową do góry, ma juz swoje pasje, którymi dzieli się z innymi dziećmi, pojawia się uśmiech na twarzy, zaufanie do dorosłych i kolegów wokół. Dzieci są przyjazne ludziom, pomysłowe, ciekawe świata, radosne, refleksyjne, zaciekawione innością. Rodzina się jednoczy, na wierzch wychodzą jej wszystkie niedociągnięcia, nic się nie ukryje, jednak wspólny cel szlifuje ją w całość, pogłębia zrozumienie siebie i służenie sobie nawzajem. Taka rodzina promieniuje na innych, zaraża. Moje dzieci nie chciały nigdy iść do szkoły. Znały szkołę, bo chodziły do niej przez 3 lata (Adam), 2 lata (Grześ).

Nie wiemy co to nuda
Dziecko zawsze ma na coś ochotę. A gdyby były trudności to trzeba pogłówkować. Można zacząć od robienia ciasta, a dziecięce pytania same przyjdą. Dlaczego żółtko nie ubija się tak jak białko? Po co jest w jajku żółtko, a po co białko? Co to za fusy pływają w jajku? Dlaczego nie mogę jeść cukru łyżkami? Dlaczego spalone ciasto jest czarne? itp. Najwięcej trudności sprawia pogodzenie realizowania własnego programu nauczania, zapoznając dziecko z wiedzą szeroką i głęboką na dany temat, z wymaganiami szkolnymi, które zawierają tysiące haseł i faktów powierzchownie traktowanych. Jasne, że w szkole zrobi się więcej, lecz na siłę. W edukacji pozaszkolnej wchodzi się głębiej w temat i to z zachwytem. Rodzic-nauczyciel rozwija się z prędkością światłą, bo musi ze wszystkim zdążyć. Pochłania tony książek z różnych dziedzin. Podróżuje i  zwiedza. Poznaje różnych ludzi, same rodziny ED są tak różnorodne, że można by napisać książkę na ten temat.

Czasem coś może zgrzytać
Trudno pogodzić naturalne uczenie się dziecka zgodne z jego zamiłowaniami z uczeniem pod egzaminy. Wiem, że wszyscy chcieliby, żeby była równość szkolna, że skoro dzieci uczące się w szkole mają jakiś program do zrealizowania i rozliczenia się z niego, to dzieci ED muszą mieć taki sam. Według mnie to bzdura. Takie rozumowanie hamuje rozwój dzieci ED. Zamiast spontanicznie i  z zachwytem poznawać świat, dawkując go sobie w wielkich kawałach, trzeba ciągle wracać do poszatkowanych podręczników.
Jest jeszcze niemoc i to chyba nie tylko moje doświadczenie. Na pewnym etapie nie dałam już rady nadążać z wiedzą z pewnych przedmiotów. Sztabu korepetytorów nie mogę zatrudnić z powodu braku finansów. Nie miałam określonego czasu, w którym zakończymy edukacje domową. Czekałam na moment aż będzie coś zgrzytać. Okazało się, że ten moment przyszedł gdy chłopcy mięli pójść do gimnazjum. Wróciliśmy do szkoły. Oby nie zmarnować tego co zyskaliśmy, a zyskać to czego nie mieliśmy.
Nigdy nie udało mi się pogodzić wszystkiego. W życiu wybieramy coś tracąc coś innego. Pytanie czy warto? Warto. Edukacja domowa to dla mnie najcięższy kawałek chleba w życiu jaki jadłam, ale jednocześnie najbogatszy w przeżycia, rozwój własny i całej rodziny.

Kategorie
ekowiadomości

Jedzenie naszych dzieci ma być lekarstwem a nie trucizną – list otwarty

List otwarty

JEDZENIE NASZYCH DZIECI MA BYĆ dla nich LEKARSTWEM a NIE TRUCIZNĄ

…Ołów, kadm, azotyn, nitryt, rtęć, pestycydy, wzmacniacze smaku, przeciwutleniacze, konserwanty – to nie przepis na mieszankę wybuchową, to tylko niektóre ze składników przeciętnego obiadu, składającego się z zupełnie normalnych produktów: fasolki, kiełbasek, chleba, sera, wody… Nie zdajemy sobie sprawy, w jaki sposób i przy użyciu, jakich chemikaliów produkuje się dziś żywność…

Każdego roku w Europie na choroby wywołane wpływem środowiska umiera 100 tys. dzieci. Jak twierdzą naukowcy- dzieci, które przychodzą dziś na świat, to pierwsza generacja, która nie będzie tak zdrowa jak rodzice?… – fragmenty z filmu „Zanim przeklną nas dzieci”.

Każde dziecko potrzebuje zdrowego, wartościowego pożywienia, aby zostać zdrowym i silnym dorosłym.
Obowiązkiem nas wszystkich jest zapewnienie dzieciom, na co dzień świeżej, lokalnej i wartościowej żywności. Wiemy, że większość produktów dostępnych w dzisiejszych supermarketach, hurtowniach, czy nawet w małych sklepikach nie odznacza się dbałością o jakość. Przeważa żywność nadmiernie przetworzona, zawierająca zbyt dużo cukru, słodzików, konserwantów, barwników i innych dodatków chemicznych, jak również żywność genetycznie zmodyfikowana (GMO).

Tymczasem badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii i w innych krajach wykazały, że dzieci, które były odżywiane taką żywnością, wykazują dużą hiperaktywność i kłopoty  z koncentracją, częściej chorują i mają skłonności do nadwagi.

Jeżeli obecna sytuacja nie ulegnie zmianie, to czekają nas kolejne problemy w przyszłości. Aby im zapobiec musimy zapewnić dzieciom dietę zawierającą lokalnie wyprodukowane sezonowe owoce i warzywa, oraz mięso i produkty mleczarskie z gospodarstw, które nie używają lub ograniczają do minimum użycie chemikaliów i humanitarnie traktują zwierzęta. NAJLEPIEJ Z GOSPODARSTW EKOLOGICZNYCH I TRADYCYJNYCH. Taka dieta jest optymalna zarówno ze względu na wartości odżywcze jak i smakowe.

Wielkoobszarowe rolnictwo przemysłowe nie dostarcza żywności wysokiej jakości, stosuje także genetycznie modyfikowaną i zaprawioną antybiotykami paszę dla swoich zwierząt hodowlanych.

Nie wolno nam oszczędzać na zdrowiu naszych dzieci! Wczesne lata życia to okres, w którym wartościowa zdrowotnie i energetycznie dieta ma kluczowe znaczenie dla zdrowia i życia człowieka. Koncentrowanie uwagi jedynie na możliwie „najtańszym” wyżywieniu naszego dziecka, to zaprzeczenie miłości i odpowiedzialności. Dobra dieta nie musi być droga, wymaga natomiast starannego rozeznania, uważnego kupowania oraz współpracy z lokalnymi rolnikami i przetwórcami.

Wzywamy rodziców, nauczycieli i innych opiekunów, aby dołożyli starań by dzieci powierzone ich opiece, miały zapewnioną najlepszą dietę z możliwych.

Wzywamy Rząd RP i władze samorządowe do podjęcia inicjatywy i wzięcia odpowiedzialności za promocję oraz wdrażanie w instytucjach im podległych (np. szkoły, przedszkola, szpitale) diety opartej na świeżych produktach lokalnych pochodzących z gospodarstw tradycyjnych i ekologicznych, które stosują najlepsze praktyki rolne i wytwarzają żywność najlepszej jakości. Korzyści z takiej inicjatywy obejmują nie tylko zdrowie naszych dzieci, ale również większą świadomość lokalnej społeczności oraz wsparcie dla dobrych miejscowych rolników.

Wzywamy Rząd RP do wprowadzenia (wzorem innych krajów UE) mniej restrykcyjnego prawa regulującego handel i produkcję lokalnej żywności. Obecne zasady dyskryminują lokalnych rolników i małych producentów, w rezultacie, czego spora część najlepszej żywności nie ma szans na to, aby dotarli do niej ci, którzy jej najbardziej potrzebują.

Dajmy naszym dzieciom szansę możliwie najlepszego startu życiowego i sprawmy, aby jedzenie, jakie dostaną na talerzu było smaczne i zdrowe.

Takie działania podjęły już rządy innych krajów UE jak Wielka Brytania, Włochy czy Francja. ZAPRASZAMY DO OBEJRZENIA FILMU pt. „Zanim przeklną nas dzieci”. Reżyser Jean-Paul Jaud odwiedził mieszkańców małego francuskiego miasteczka, w którym burmistrz rozpoczął akcję uświadamiania mieszkańców. Nie poprzestał na teorii. Postanowił, że dzieci w szkołach będą jadły obiady przyrządzane wyłącznie ze zdrowych, ekologicznych produktów. Wkrótce dobry przykład pociągnął za sobą kolejne inicjatywy… Przy okazji dowiadujemy się o dramatach rodziców, których dzieci poważnie chorują w efekcie odżywiania żywnością złej jakości oraz zanieczyszczeń środowiska.

Z poważaniem,
Zbigniew Kuraś
Koordynator Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi w woj. podkarpackim
Członek Stowarzyszenia Polska wolna od GMO
Laureat honorowej odznaki ,,Zasłużony dla rolnictwa”.

Foto

Kategorie
ekowiadomości

Spacer dobry na gardło

Noworodki z niedoborem witaminy D są dwa razy bardziej podatne na infekcje górnych dróg oddechowych – stwierdzili naukowcy z Massachusetts General Hospital w Bostonie. Powszechnie wiadomo, że witamina D wpływa na rozwój kości i zębów, system nerwowy i układ mięśniowy. Teraz udowodniono, że może zapobiegać infekcjom gardła i leczyć objawy astmy.

Zakażenia dróg oddechowych są najczęstszą przyczyną zaostrzenia objawów astmy a witamina D może temu przeciwdziałać, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. W tym czasie spada jej poziom we krwi, ponieważ mniej czasu spędzamy na słońcu, a to właśnie ono wytwarza ją w naszym organizmie. Wykorzystuje w tym celu cholesterol gromadzący się tuż pod skórą.

Dzienne zapotrzebowanie na witaminę D zapewnia przebywanie na słońcu przez 15 minut. Można ją znaleźć również np. w tranie, oleju, rybach.

Źródło: www.myhealthnewsdaily.com
Foto
Kategorie
wywiady

Monika Mrozowska – zdrowe odżywianie od kuchni

Rozmowa z Moniką Mrozowską – mamą Karoliny (7 lat) i Jagody (8 miesięcy), aktorką, propagatorką zdrowego odżywiania.


Dzieci są ważne: Jesteś ekomamą? Co to dla Ciebie znaczy?
Monika Mrozowska: Na pewno nie jestem wzorową ekomamą, do takiej mi jeszcze daleko. Być może nigdy nią nie będę. Staram się być jak najbardziej odpowiedzialna, by przede wszystkim moim dzieciom jak najmniej szkodzić. Zwracam uwagę na składy produktów spożywczych, do pielęgnacji, środków czystości.
DSW: Czy gotowanie jest dla Ciebie ważne?
MM: Gotowanie jest dla mnie jednym z najważniejszych aspektów bycia mamą, bo pociąga za sobą rozmaite konsekwencje. To, czego nauczę moje dzieci, będzie – mam nadzieję – procentować w przyszłości. Chciałabym, żeby one również wolały przygotowywać domowe posiłki, a nie korzystać z gotowych, wysoko przetworzonych.
W naszym domu nie je się mięsa i to spowodowało, że Karolina jest bardzo wrażliwa na krzywdę zwierząt. Choć nigdy szczegółowo nie tłumaczyliśmy jej zależności między schabowym w panierce a świnką biegającą na wsi.
DSW: Jak zainteresowałaś się zdrową kuchnią? Czy miało to związek z pojawieniem się w Twoim życiu dziecka?
MM: Na wegetarianizm przeszłam nie z powodów moralnych, tylko dlatego, że na takiej diecie czułam się zdecydowanie lepiej i miałam więcej energii. Nastąpiło to jeszcze przed zajściem w ciążę. Potem poznałam mojego męża i wspólnie zaczęliśmy eksperymentować. Gdy pojawiła się Karolina, czuliśmy dużą odpowiedzialność za to, jakie nawyki żywieniowe jej przekażemy. Zaczęliśmy więc zwracać szczególną uwagę na to, co jemy.
DSW: Co dla Ciebie znaczy zdrowe gotowanie?
MM: To używanie jak najwięcej świeżych, łatwo dostępnych produktów lokalnych. Chociaż nie wyobrażam sobie mojego gotowania bez oliwy z oliwek, a ona do tradycyjnie polskich nie należy 🙂 W naszej kuchni wykorzystujemy rozmaite kasze, rośliny strączkowe oraz sezonowe warzywa i owoce. Karolina wie, że truskawki są najlepsze na przełomie maja i czerwca – nie domaga się ich w grudniu.
DSW: Czy kuchnia naturalna może zawierać w sobie mięso?
MM: W naszej rodzinie jest dużo osób, które nie jedzą mięsa albo robią to okazjonalnie. W tej chwili jest łatwy dostęp do mięsa ekologicznego, wiec teoretycznie zdrowa kuchnia może je zawierać. Ja jednak nie zamierzam do niego wracać.
DSW: Gdzie kupujesz produkty spożywcze? Czy kupujesz produkty eko?
MM: Warzywa i owoce kupujemy na bazarze, ale robimy zakupy również w dużych sieciówkach. W niektórych są eko stoiska z mąką, miodami i rozmaitymi przetworami. Czasami zamawiamy ekopaczki przez internet.

DSW: Czy Twoje dzieci lubią jeść zdrowo? Czy zdrowa kuchnia może być smaczna?
MM: Karolina musi mieć jedzenie dobrze doprawione, nie lubi pewnych konsystencji. Dlatego czasami musimy bawić się w przemytników, żeby jej ten groszek, soczewicę albo pietruszkę jakoś w jedzeniu zakamuflować. Jagoda jest nadal karmiona mlekiem z piersi i uważam, że to dla niej najzdrowsze jedzenie. Wyznaję zasadę, że jedzenie przede wszystkim powinno być smaczne i, oprócz tego, zdrowe. Jeżeli coś jest tylko zdrowe, ale nam nie smakuje, możemy się po takim jedzeniu nawet źle poczuć.
DSW: Czy widzisz zależność między zdrowym odżywianiem a odpornością Twoich dzieci?
MM: Bardzo dużą, zwłaszcza u Karoliny. Praktycznie w ogóle nie choruje, nigdy nie przyjmowała antybiotyków. Przyczynami wielu dolegliwości u dzieci jest niewłaściwe odżywianie, np. często występująca nadpobudliwość wiąże się ze zbyt dużą ilością cukrów prostych w diecie.
DSW: Karmisz swoją młodszą córeczkę piersią. Co jesz jako karmiąca mama?
MM: Jako karmiąca mama niczego sobie nie odmawiam, poza alkoholem oczywiście. Jem tak samo jak przed i w czasie ciąży. Staram się, by posiłki były jak najbardziej urozmaicone. Jagoda zaczyna już jeść takie rzeczy, jak przygotowany w domu kleik z ryżu i mleka migdałowego, kleik kukurydziany z odrobiną syropu klonowego, duszone jabłka, purée z ziemniaków i dyni, duszone gruszki. Wszystko przygotowujemy sami. Takie jedzenie jest pyszne, aromatyczne i ma duuuuuuuużo witamin.
DSW: Jak radzicie sobie – jako rodzice ucznia – z niezdrowymi przekąskami, które są kuszące dla dzieci w tym wieku?
MM: Czasami sobie nie radzimy. Ja też święta nie jestem i zdarza mi się kupić paczkę czipsów, ale… chcę córkom pokazać zdrowe proporcje. Bo według mnie nie da się całkowicie usunąć z diety śmieciowego jedzenia. U nas takie czipsy pojawiają się raz na dwa miesiące (ale zwracam uwagę, by poza ziemniakami, olejem i solą nie pojawiły się tam inne dodatki). Lizaków z aspartamem Karola nie je wcale, napojów gazowanych też nie pije…
DSW: „Gotujesz zdrowo” w Dzień Dobry TVN. Czy zdrowa kuchnia ma wielu fanów?
MM: Mam nadzieję, że dzięki nam będzie miała ich coraz więcej. Wszystko, co gotujemy w DDTVN, zaraz po programie jest zjadane przez ekipę w tempie natychmiastowym. To dla nas największy komplement. Również rodzice i znajomi często korzystają z naszych wskazówek i coraz chętniej gotują w domu.
DSW: Co jest dla Ciebie ważne?
MM: Chcę pasją do zdrowego gotowania zarazić jak najwięcej osób.

Zobacz Monikę Mrozowską w DDTVN.

Kategorie
recenzje

Nie Wiem Kto? – muzyka dla dzieci

Wydawnictwo Nie Wiem Kto przysłało nam płytę z muzyką dla dzieci o zagadkowym tytule „Nie Wiem Kto?”.

Mamo to o nas… – powiedział mój syn, jak tylko usłyszał słowa pierwszego utworu. Miał rację. O nas i o wszystkich rodzinach, które rano wychodzą z domu….

Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj!
Szybko, szybko, stygnie kawa!
Szybko, zęby myj i ręce!
Szybko, światło gaś w łazience!
Szybko, tata na nas czeka!
Szybko, tramwaj nam ucieka!
Szybko, szybko, bez hałasu!
Na nic nigdy nie ma czasu!

Niech podniesie rękę ten, kto nie wiem o co chodzi!:)

„Nie Wiem Kto?” to zespół składający się z czwórki dzieci: Zosi, Alka, Oliwiera i Poli oraz ich animowanych przyjaciół: NoNo, Dina i DJ Ali. Dzieci występują także pod postacią animowanych postaci, które wspólnie tworzą wizualne tło do muzyki (strona internetowa, teledysk). Oprócz nich na płycie pojawiają się dorośli i ich instrumenty, a także goście m.in. Chór Dziecięcy – International European Scholl.

Co tu dużo mówić. Uwielbiamy tą płytę. Słuchamy jej cały czas. Śpiewamy i tańczymy. No i w końcu nie musimy wychodzić z pokoju, kiedy dzieci słuchają muzyki.

„Nie Wiem Kto?” jest:

  • o nas i o wasSzybko, zbudź się, szybko, wstawaj!
  • o świecie dzieciPewnego razu Nie Wiem Kto raniutko wstał z pościeli, na głowę włożył Nie Wiem Co i tyle go widzieli!
  • o dziecięcych problemach Przyszedł do nas wujek Władek, przyniósł wielką czekoladę {…}. Jeśli będę grzecznie siedzieć, dadzą mi ją po obiedzie…
  • o dziecięcych ważnych sprawach – Już od rana na podwórzu, wśród patyków i wśród liści, przykucnęli nad kałużą pracowici kałużyści. Wygrzebują brud z kałuży, niech kałuża będzie czysta!
  • o dziecięcych obawach – Za firanką ktoś się chowa, Czarne skrzydła ma jak sowa. {…} Czy on tutaj nie przyleci? Czy on nie je małych dzieci?

Wszystkie teksty na płycie to wiersze Danuty Wawiłow, Jana Brzechwy i Juliana Tuwima – Siedmiomilowe buty, Samochwała, Leń, Cuda i dziwy. Klasyka zaśpiewana świeżo, ze spontanicznym udziałem dzieci, dowcipnie.

A muzyka? Świetne rockandrollowe, nawet trochę hip-hopowe brzmienie. Do tego ciekawa oprawa graficzna, nie mająca zbyt wiele wspólnego z grzecznym, disney’owskim stylem.

Płytę można kupić w dwóch wydaniach: CD z piosenkami oraz z piosenkami i wersją karaoke – do wspólnego, szalonego śpiewania z dziećmi.

Utwory na płycie „Nie Wiem Kto?”:

1. Nie wiem kto
2. Jak ja się nazywam
3. Kałużyści
4. Zapach czekolady
5. Szybko
6. Jak tu ciemno
7. Pożałuj mnie
8. Samochwała
9. Leń
10. Siedmiomilowe buty
11. Cuda i dziwy.