Kategorie
ekowiadomości

Poziom kompetencji wychowawczych polskich rodziców – raport

Realizacja badań: Millward Brown SMG/KRC

Rodzina to miejsce, w którym dziecko z reguły przychodzi na świat, gdzie ten świat poznaje, gdzie zaspokajane są jego wszelkie potrzeby- zarówno psychologiczne, jak i fizjologiczne. Przede wszystkim jednak, w środowisku rodzinnym powinien nastąpić proces kształtowania się i rozwoju każdej istoty ludzkiej. Sposób w jaki to przebiega zależy w dużej mierze od genów, przez które każdy z nas został jakoś „zaprogramowany” na pewne zachowania, typowe dla większości populacji- jak na przykład umiejętność chodzenia.

Jednak kształtowanie młodego człowieka to nie tylko zapis genetyczny. Rozwój dziecka jest bowiem determinowany przede wszystkim- poprzez funkcjonowanie systemu rodzinnego. Żeby nauczyć się chodzić, czy mówić, nie wystarczy choćby i perfekcyjne wyposażenie genetycznie. Niezbędny jest ktoś, kto nabywaniem tych i innych umiejętności odpowiednio pokieruje.

Prawidłowy rozwój dziecka zależy wobec tego również od rodziców, od ich umiejętności w obszarze wychowania- odpowiedniej wiedzy, postaw wychowawczych, sposobów reakcji na określone sytuacje oraz zachowania dziecka, zdolności do budowania prawidłowych relacji z nim – czyli od poziomu kompetencji wychowawczych rodziców.

Często słyszy się, że ich poziom u polskich, współczesnych rodziców jest niewystarczający, że rodzice nie radzą sobie, bądź przejawiają duże trudności z wychowaniem dzieci. Jak dotąd jednak oceny te nie były poparte ogólnopolskim badaniem. Wreszcie udało się to zmienić.

Niniejszy raport przedstawia wyniki badania przeprowadzonego za pomocą sondażu CATI EXPRESS, który realizuje się poprzez telefoniczne wywiady ankieterskie. Badanie przeprowadzono na ogólnopolskiej, losowej grupie dorosłych (powyżej 18 r. ż.) Polaków, rodziców dzieci w wieku do 18 roku życia. Wielkość próby N= 1001.

Koncepcję badania opracował Zespół Fundacji Kidprotect.pl, narzędzie badawcze- Danuta Gebhardt , Karolina Kozłowska oraz Magdalena Zych.

Podczas wywiadu zadano rodzicom łącznie 38 pytań, za każde można było uzyskać od 0 do 3 punktów (maksymalna suma punktów wyniosła 114).

Przedmiotem badania były te płaszczyzny, które uznane zostały w narzędziu za części składowe szeroko pojętych kompetencji wychowawczych rodziców:

  • Postawy rodziców i sposoby ich reagowania na określone zachowania dzieci w sytuacjach mogących pojawić się w życiu codziennym.
  • Poziom wiedzy rodziców z psychologii rozwojowej, na temat typowych umiejętności i wiedzy, posiadanych przez dziecko w określonym wieku.

Zarówno pytania, jak i wzorcowe odpowiedzi z części dotyczącej postaw rodziców, prezentowanych w codziennych sytuacjach, zostały skonstruowane w oparciu o koncepcję amerykańskiego psychologa i psychoterapeuty Thomasa Gordona, tzw. wychowania bez porażek. Model ten bazuje na teorii równoważnych stosunków między dorosłymi a dziećmi, w których obie strony są traktowane podmiotowo, z poszanowaniem ich praw oraz potrzeb. Wychowując dorosły nie powinien zapominać o postrzeganiu dziecka jako człowieka, ze wszystkimi ludzkimi reakcjami i cechami, jako odrębnej jednostki z prawem do samodzielnego myślenia, do poszanowania jego autonomii i prywatności. I takie też cele powinno mieć zdaniem Gordona wychowanie- ukształtowanie jednostki niezależnej, ale też potrafiącej współpracować z innymi (respektując jednocześnie potrzeby swoje i drugiej strony). Jednostki lubiącej siebie, wyposażonej w poczucie własnej wartości oraz umiejętność stawiania granic. Jednostki wewnętrznie zdyscyplinowanej, autentycznej w wyrażaniu uczuć i potrzeb, jednostki produktywnej i wykorzystującej w pełni swoje możliwości.

Aby ogólnie ocenić poziom kompetencji wychowawczych polskich rodziców, przyjęte zostało wystawienie stopni, zgodnych ze sposobem oceniania dzieci w szkołach. Za wszystkie udzielone odpowiedzi można było otrzymać ocenę niedostateczną, mierną, dostateczną, dobrą, bardzo dobrą lub wzorową. Zaliczenie, czyli otrzymanie oceny miernej stanowiło 60% poprawnych odpowiedzi, a więc 68 zdobytych punktów (na 114 możliwych).

Zbiorcza ocena kompetencji wychowawczych rodziców

zbiorcza__ocena_kompetencji_rodzicow.jpg

17% rodziców „nie zaliczyło” testu kompetencyjnego, a więc ma niewystarczającą wiedzę na temat wychowania i rozwoju dzieci. Pozostali rodzice wypadli bardzo przeciętnie – aż 41% uzyskało ocenę zaledwie mierną. Wiedzę tylko 8% rodziców można ocenić przynajmniej dobrze.

Pytania, na które odpowiadali rodzice podzielone były na dwie grupy.

W pierwszej części rodzice pytani byli, jakie poglądy z obszaru postaw wychowawczych są im najbliższe w określonych sytuacjach. Jakie stosują sposoby reakcji na różne zachowania ich dzieci i jakie zachowania rodzica w stosunku do dziecka, są ich zdaniem najbardziej pożądane. Odpowiedzi wyglądały następująco (najwyżej punktowane odpowiedzi zostały zaznaczone w wykresach na zielono):

Wykres 1: Co jest dla Pana(i) najważniejsze w kontakcie z dzieckiem?

wykres1.jpg

Wykres 2: Chce Pan(i), aby Pana(i) dziecko przede wszystkim…

wykres2.jpg

Wykres 3: Co dobry rodzic powinien przede wszystkim robić wobec małego dziecka, w wieku 4-6 lat?

wykres3.jpg

Wyniki wskazują, że rodzice rozumieją, jak dużą rolę w budowaniu prawidłowych, zdrowych relacji z dzieckiem stanowi rozmowa (Wykres 1: 65% badanych uważa rozmowy za najważniejsze w kontakcie z dzieckiem).

Również bliska wydaje się być dla dorosłych kwestia zaufania i otwartości, jakimi dziecko może je obdarzyć oraz szacunku, jakim oni z kolei powinni obdarzać młodego człowieka – 78 % zadeklarowało, że jest to dla nich bardzo ważne (Wykres 2), i że uważają to za dużą potrzebę w kontakcie z dzieckiem. Są tego świadomi już w pierwszych latach wychowania dziecka, kiedy ma ono około 4-6 lat (Wykres 3). Już wtedy zauważają, że szacunek dla uczuć i przeżyć młodego człowieka są najważniejsze w byciu „dobrym rodzicem”.

Jak we wszystkich relacjach międzyludzkich, tak i w kontakcie dorosłego z dzieckiem zdarzają się przeszkody. Na pewno dobrym testem dla rodzica jest konieczność mierzenia się z trudnymi sytuacjami w życiu jego dziecka, umiejętność zdrowego i prawidłowego reagowania na jego problemy. Część rodziców nie zdaje tego egzaminu.

Większość badanych (Wykres 4: 81%) deklaruje, że kłopoty młodego człowieka traktuje z powagą i wyrozumiałością. Część rodziców niestety, deprecjonuje problemy dziecka, uznając je za coś za coś błahego, niewartego uwagi i zatrzymania (Wykres 4: 5%). I tak dla 18% problemy młodego człowieka to przede wszystkim coś, czemu można było zapobiec, gdyby nie zbyt mała ilość rozsądku i nieodpowiedzialność dziecka. 5% zauważyło, że problemom najmłodszych nie należy się zbyt duża uwaga, bo kłopoty dorosłych są dużo bardziej poważne.

Wykres 4: Kłopoty, problemy, z którymi spotyka się, na co dzień Pana(i) dziecko, to dla Pana(i) przede wszystkim?

wykres4.jpg

Rodzice wypadli gorzej, pytani co robią, kiedy są zmęczeni, a dziecko domaga się rozmowy.

Wykres 5: Wraca pan(i) do domu zmęczony(a). Pana(i) dziecko od progu domaga się, żeby z nim porozmawiać. Mówi, że to ważne. Co Pan(i) robi?

wykres5.jpg

71 % rodziców, w sytuacji zmęczenia, na pilną prośbę dziecka o uwagę odpowiedziałoby, że potrzebuje najpierw trochę czasu na odpoczynek, ale że jest w nich chęć i gotowość do rozmowy. Niepokojące wydaje się, że aż 23% rodziców w pierwszej kolejności, w takiej sytuacji, oskarżyłoby dziecko o to, że na pewno narozrabiało.

W trakcie samej rozmowy o kłopotach dziecka i trudnych dla niego sprawach, większość rodziców (Wykres 6: 59% i Wykres 7: 50%) słusznie stara się przede wszystkim wysłuchać młodego człowieka, starając się okazać mu zrozumienie i dać wsparcie. Część rodziców- 28 %- najpierw zaczyna dziecko wypytywać, starając się uzyskać jak najwięcej szczegółowych informacji.

13% rodziców (Wykres 6), 25% rodziców (Wykres 7) naciska na dziecko szeregiem rad i możliwych rozwiązań problemu argumentując, że dorośli „wiedzą lepiej, co jest dobre”. Z kolei 26% badanych pociesza młodego człowieka i jednocześnie kwestionuje jego uczucia słowami „mogło przecież być gorzej”, „na pewno nie jest tak źle”.

Wykres 6: Kiedy rozmawia Pan(i) ze swoim dzieckiem o jego problemach, to przede wszystkim?

wykres6.jpg

Wykres 7: Kiedy dziecko opowiada Panu(i) o trudnej dla niego sytuacji, w pierwszej kolejności…

wykres7.jpg

Wykres 8: Pana(i) dziecko przychodzi smutne do domu i mówi Panu(i), że dostało tróję ze sprawdzianu, a liczyło na więcej. Co Pan(i) odpowiada?

wykres8.jpg

W obliczu konkretnej sytuacji polskim rodzicom często brakuje pomysłów na dobre, pomocne zachowania. Kiedy dziecko zwierza się rodzicowi ze swoich kłopotów (Wykres 8), np. smuci się jego zdaniem zbyt niską oceną z klasówki, zaledwie 10% rodziców okazuje zrozumienie i wsparcie poprzez aktywne słuchanie i szacunek dla uczuć (również tych trudnych) dziecka. Zdecydowana większość za wyjście z sytuacji uważa przede wszystkim podsunięcie gotowego rozwiązania sytuacji (44%), bądź pocieszanie, mówiąc np. że „na jednej złej ocenie nie kończy się świat” (46%).

Odpowiedzi na kolejne pytania pokazały, że jeśli rodzica coś niepokoi w życiu jego dziecka wcale nie jest dla niego oczywistym rozwiązaniem rozmowa z młodym człowiekiem. Czasem wobec tego rodzice dają się ponieść silnym emocjom, które zdarza im się wyładować na dziecku. Zdarza się również, że z góry je ocenia, czy obwinia, wcale nie mając przekonania i wiedzy odnośnie do tego, co się właściwie wydarzyło (Wykresy 9, 10, 11, 12).

Wykres 9: Twoje dziecko po raz kolejny dostało uwagę w szkole za to samo niewłaściwie zachowanie. Co robisz?

wykres9.jpg

Wykres 10: Przed wyjściem do szkoły kolejny raz twoje dziecko mówi ci, że źle się czuje, boli je głowa, boli je brzuch. Co robisz?

wykres10.jpg

Wykres 11: Pana(i) dziecko wraca do domu pobrudzone. Podejrzewa Pan(i), że w szkole ktoś mu dokucza. Co robisz?

wykres11.jpg

Wykres 12: Pana(i) 10-letnie dziecko miało wrócić do domu o 15, ale spóźniło się ponad godzinę. Co robisz?


Wyniki wskazują, że rodzice nie potrafią odpowiednio chwalić dzieci. Niecała połowa (Wykres 13: 48%) robi to poprawnie- opisując zaobserwowane fakty i własne pozytywne emocje („widzę zamiecioną podłogę …. Jest mi bardzo przyjemnie wrócić do domu i zobaczyć porządek…”). 44% rodziców wygłasza puste formuły np. „Jesteś moim najlepszym pomocnikiem które młody człowiek może uznać za nieprawdziwe i wzbudzić w nim chociażby obawy (bo co się stanie, jeśli kolejny raz nie będzie taki „cudowny”), czy zwątpienie w wiarygodność pochwały (bo tylko przedpokój został przez dziecko posprzątany, a przecież w zlewie zostały brudne naczynia).

Wykres 13: Pana(i) dziecko pozamiatało przedpokój i poukładało buty. Chce je Pan(i) pochwalić i mówi Pan(i)…

wykres13.jpg

Rodzicom poza wpadaniem w pułapki nieodpowiednich pochwał, zdarza się popadać w pułapki wyręczania dziecka w pracy, co na pewno nie jest pomocne w uczeniu go samodzielności. Pokazało to chociażby pytanie o podejście do sytuacji, kiedy dziecko zostawia w zlewie niepozmywane naczynia. Aż 46 % (Wykres 15) pozmywałoby je za dziecko, argumentując to faktem, że na pewno zrobi to sprawniej i szybciej.

Wykres 14: Pana(i) dziecko ma zadane na plastykę przygotowanie rysunku. Nie czuje się w tym dobre i prosi Pana(nią) o zrobienie rysunku za niego. Co Pan(i) robi?

wykres14.jpg

Wykres 15: Chce Pan(i) przygotować obiad, ale po raz kolejny w zlewie jest pełno niepozmywanych naczyń Pana(i) dziecka. Co Pan(i) robi?

wykres15.jpg

Średnie oceny poziomu kompetencji wychowawczych rodziców w obszarze reagowania na sytuacje z życia codziennego dziecka, kształtują się następująco.

Średnie oceny kompetencji rodziców (dla każdego ze stwierdzeń skala oceny 0-3)

srednie_oceny_kompetencji_rodzicow.jpg

Rodzice wypadli gorzej w drugiej części badania, w której była sprawdzana ich wiedza z zakresu psychologii rozwojowej dziecka. Pytania dotyczyły psychiki młodego człowieka od okresu niemowlęcego, poprzez wiek wczesnoszkolny i szkolny, okres nastoletni, aż do wejścia dziecka w dorosłe życie. Rodzice pytani byli o to, co dziecko w danych wieku powinno wiedzieć i potrafić, biorąc pod uwagę wiek życia, a co za tym idzie- poziom rozwoju jego sfery psychicznej. Byli również pytani o uwarunkowania rozwojowe dziecka, typowe dla danego wieku schematy zachowań. Dorośli odpowiadali następująco.

Wiedza z obszaru psychologii rozwojowej dziecka (skala 0-3)- średnie oceny odpowiedzi na konkretne pytania (dla każdego ze stwierdzeń skala oceny 0-3)

wiedza_z_obszaru_psychologii.jpg

Łącznie zadano rodzicom 38 pytań – najgorzej wypadł rodzic który poprawnie odpowiedział tylko na 7. Wynik maksymalny to 31 poprawnych odpowiedzi – osiągnęło go 7 rodziców (0,7%). Większość badanych odpowiedziała poprawnie na 22-25 pytań.

Liczba odpowiedzi udzielona poprawnie (tylko te ocenione najwyżej tzn. za 3 punkty)

poprawne_odp.jpg

Podsumowanie

Wyniki badania pokazują, że poziom kompetencji wychowawczych rodziców nie jest na wysokim poziomie. Jednak mimo, że tylko 2 % badanych otrzymało ocenę bardzo dobrą z „bycia rodzicem”, a większość- 41%- oceny mierne, to z udzielanych odpowiedzi można wnioskować, że rodzice chcą być „dobrymi rodzicami”, a niskie oceny nie są wynikiem ich złej woli, czy celowego działania, a bardziej braku odpowiednich kompetencji. Rodzicom, być może zagubionym w obecnym świecie, zaabsorbowanych obowiązkami zawodowymi, w świecie, w którym nie ma już tak często, jak kiedyś- wielopokoleniowych domów, gdzie przekazywane były doświadczenia również z obszaru wychowania. Brakuje im pomysłów, narzędzi i wiedzy, jak należy postępować w stosunku do młodego człowieka. Jak postępować, żeby faktycznie budować z dzieckiem dobrą i trwałą więź, opartą na wzajemnych szacunku, zrozumieniu, zaufaniu i rozmowie, na jasnym systemie wartości. Jak radzić sobie z sytuacjami trudnymi.

Powinno to stanowić dla rodziców sygnał, że znaleźli się w takim punkcie, w którym warto pomyśleć o wprowadzeniu pewnych zmian w sposobie swojego myślenia i sposobach reakcji na pewne sytuacje. Bo przecież każdemu zdarza się popełniać błędy- również w wychowaniu. Nie wolno jednak zapominać, że dzieci mają prawo do odpowiedzialnych rodziców. A odpowiedzialny rodzic to taki, który potrafi przyznać, że popełnił błąd, potrafi się przyznać do braków w wiedzy, ale przede wszystkim to taki rodzic, który uzupełnia to wszystko dążeniem do naprawienia tych błędów, który poszukuje odpowiedzi na wątpliwości oraz dąży do zmian, nawet jeśli te zmiany musi w pierwszej kolejności zacząć od samego siebie.

Źródło: http://www.madrzy-rodzice.pl

Kategorie
wychowanie

7 mądrych książek o rodzicielstwie

1. Sheila Kitzinger „Rok po urodzeniu dziecka”

To chyba najlepsza książka o pierwszym roku z dzieckiem, jaką kiedykolwiek napisano. Już sam tytuł jest znaczący. Nie „Pierwszy rok życia dziecka”, a raczej „Pierwszy rok życia mamy”, bo przecież wraz z narodzinami pierwszego dziecka rodzimy się również my jako matki. Ta książka fantastycznie oswaja lęki i pozwala odnaleźć się ze swoim doświadczeniem w doświadczeniu innych kobiet. „Rok po urodzeniu dziecka” to książka, która przywraca wiarę w to, że jesteśmy w stanie przetrwać pierwszy rok życia naszego dziecka.

2. Sheila Kitzinger „Płaczące niemowlę”

Dopóki sami nie zostaniemy rodzicami, nie jesteśmy w stanie przewidzieć naszej reakcji na płacz naszego własnego dziecka. Co nie znaczy, że nie warto spróbować się przygotować na ten trudny aspekt rodzicielstwa, korzystając z doświadczeń innych. Kitzinger w „Płaczącym niemowlęciu” zbiera doświadczenia kilkuset matek, które odpowiedziały na jej apel w brytyjskim piśmie dla rodziców i opisały jak często płaczą ich dzieci i jak sobie z tym radzą oraz jakie uczucia wzbudza w nich płacz dziecka. Dokłada do tego opisy sposobów, jakimi radzą sobie z płaczem różne kultury, co razem tworzy istny kalejdoskop rodzicielskich doświadczeń. W tej książce nie ma instrukcji uspokajania niemowląt, za to świetnie przygotowuje ona rodziców do tego, że codzienność z dzieckiem odbiega od rzeczywistości rodem z telewizyjnych reklam produktów dla maluchów.

3. Jean Liedloff “W głębi kontinuum”

Książka jest zapisem obserwacji autorki z pięciu wypraw do wenezuelskiej dżungli. Życie Indian z plemienia Yequana, z którymi spędziła dwa i pół roku, wygląda zgoła odmiennie od tego, do którego była przyzwyczajona, wydają się oni być dużo szczęśliwsi. Jean Liedloff stawia tezę, że przyczyną, dla której potrafią oni czerpać z życia więcej radości, jest odmienny sposób wychowywania dzieci, zgodny z – jak to Liedloff określa – ludzkim kontinuum. Autorka jest bardzo surowa w ocenie naszej współczesnej kultury, ale jej radykalizm nikogo nie pozostawia obojętnym. Od tego już blisko do dyskusji o tym, jak powinny wyglądać relacje międzyludzkie w naszym społeczeństwie i do zmian. Te zaś zaczynają się od pierwszych chwil z noworodkiem.

4. Bruno Bettelheim “Wystarczająco dobrzy rodzice”

Najważniejsza książka Brunona Bettelheima, „Cudowne i pożyteczne”, poświęcona jest znaczeniu baśni. Dzięki „Wystarczająco dobrym rodzicom” poznajemy Bettelheima jako psychologa i pedagoga. Ta książka pomaga znaleźć w rodzicielstwie właściwe proporcje. Zamiast koncentrować się na idealnej pielęgnacji noworodka, proponowaniu najbardziej kreatywnych zabaw starszakom, Bettelheim skupia się na celu dobrego rodzicielstwa – pozwoleniu dzieciom na bycie tymi, kim chcą być, wzmocnieniu ich potencjału, unikaniu rzutowania na nie naszych własnych lęków i ambicji. Reszta to dodatek.

5. Gill Rapley i Tracey Murkett „Bobas lubi wybór”

„Bobas lubi wybór” pomaga rodzicom zmierzyć się z wszechobecną „przemocą żywieniową”, jaką terroryzowane są w Polsce małe dzieci – ostatnie łyżeczki, które nie są wcale ostatnie, wpychanie na siłę, oszukiwanie (np. ukrywanie warzyw w innych potrawach) to niestety codzienność. Książka pomaga zaufać apetytowi dziecka i nie wpaść w pułapkę „niejadka”. Przy metodzie baby-led weaning dzieci od początku jedzą samodzielnie i uczestniczą w rodzinnych posiłkach. Autorki pokazują, dlaczego taka postawa ma sens i jak to w praktyce zrealizować. Spór „papki kontra jedzenie w kawałkach”, jaki czasem towarzyszy metodzie BLW, jest pozorny. Podstawą jest szacunek dla apetytu dziecka, wspieranie jego naturalnej samodzielności i umożliwienie mu zdrowego wyboru pokarmów. Jedzenie to w końcu przyjemność, która do tego może być zdrowa.

6. Adele Faber, Elaine Mazlish “Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci”

Z tą książką jest pewien problem – wiele osób o niej słyszało, wiele nawet ją kupiło, a tak niewiele korzysta z niej w codziennym życiu. Tymczasem komunikacja bez przemocy naprawdę działa. Nie jest łatwo zmierzyć się ze swoimi nawykami językowymi, z zachowaniami, do których przywykliśmy jako dzieci. Książka pokazuje nam m.in. jak wyplenić z języka powiedzenia, takie jak „Nic się nie stało”, które – choć brzmią niewinnie – potrafią znacznie utrudnić szczerą komunikację z dzieckiem.

7. Elisabeth Badinter „Historia miłości macierzyńskiej”


Choć możemy nie zgadzać się z ostatnimi wypowiedziami Badinter na temat tego, że karmienie piersią i ekorodzicielstwo to krok wstecz w kwestii równouprawnienia kobiet, to po jej wcześniejszą książkę warto sięgnąć. Badinter, sama matka trójki dzieci, pokazuje jak nieoczywistą sprawą jest matczyna miłość, jak bardzo uwikłana jest w kulturę, pokazując, że stosunek matek do dzieci we wcześniejszych epokach znacznie odbiegał od dzisiejszego. Badinter twierdzi, że miłość macierzyńska (nie mylić z prostą opieką nad niemowlęciem) nie jest wrodzona. To, jak się ona przejawia i z jakim natężeniem występuje, jest zaś kwestią kultury, co zdaje się potwierdzać różnorodność modeli macierzyństwa, z jakimi można spotkać się na świecie. Po tej książce z trudem może przychodzić mówienie o instynkcie i naturze w kontekście rodzicielstwa, ponieważ oba te pojęcia nie są ani tak oczywiste, ani „naturalne”, jak mogłoby się wydawać. Można oczywiście polemizować ze stanowiskiem Badinter, warto się z nim jednak wcześniej zapoznać.
Foto

Kategorie
ekowiadomości

Czytanie etykiet nie zmienia nawyków żywieniowych

Dołączanie etykiet ze składem, wartością odżywczą i kaloryczną do dań w restauracjach typu fast food nie zmienia nawyków żywieniowych klientów.

American Journal for Preventive Medicine opublikował badania, w których stwierdzono że dołączanie etykiet do produktów w fast food’ach nie wystarczy, aby konsumenci kierowali się umieszczonymi na nich informacjami i wybierali zdrowsze posiłki. Badania sugerują, że  konieczne jest przeprowadzenie kampanii informacyjnej, która “nauczy” klientów korzystania z etykiet.

Zbadano 15 restauracji w Waszyngtonie, gdzie do każdego posiłku dołączano etykietę z jego dokładnym składem. Po 13 miesiącach porównano je z innymi restauracjami, gdzie nie było wglądu w etykiety. Nie stwierdzono żadnej różnicy w wyborach konsumentów.

Źródło: http://www.myhealthnewsdaily.com/
Kategorie
odżywianie naturalne

E oznaczenia w produktach spożywczych

To co jemy wpływa na to jak się czujemy, jak pracujemy, jak się bawimy i jak radzimy sobie z codziennością. To całkiem sporo.  Zadajmy sobie pytanie: Czy wiemy, co jemy?

Instytut Europejskich Badań nad Żywnością  (Institute of European Food Studies – IEFS) przeprowadził ankietę, która miała pokazać postawy, przekonania i zachowania Europejczyków dotyczące żywności i zdrowia. Okazało się, że wybierając żywność najczęściej kierują się jej jakością, w drugiej kolejności biorą pod uwagę cenę, a później smak wybieranych produktów. Natomiast badania prowadzone w Polsce przez TNS OBOP pokazały, że połowa z nas nigdy nie sprawdza jakie konserwanty znajdują się w kupowanej żywności. Co więcej, Polacy kupując produkty prawie w ogóle nie biorą pod uwagę ich składu chemicznego.

Zgodnie z raportem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów z grudnia 2009 roku, który zleciał Inspekcji Handlowej przebadanie około 9 tysięcy produktów spożywczych w całym kraju, wynika że:

  • niemal dwukrotnie wzrósł odsetek nieprawidłowości związanych z mięsem i wędlinami (z 8,7 % do 17,7 % w porównaniu z poprzednim badaniem) – dodaje się do nich soję, wodę,  MOM (mięso drobiowe odkostnione mechanicznie), naturalne “zapychacze”, takie jak: groch, ziemniaki, kasza manna i sztuczne: konserwanty, barwniki, aromaty
  • pogorszyła się jakość mleka i przetworów mlecznych (z 16% do 19,5% nieprawidłowości).

Polepszacze, zagęszczacze, barwniki i sztuczne konserwanty są standardem w większości produktów spożywczych w naszych sklepach. Mają wydłużyć okres przydatności, uodpornić na drobnoustroje, spulchnić, zagęścić, poprawić smak, zapach lub wygląd. Wiele z tych substancji może powodować problemy ze zdrowiem, m.in. astmę, zapalenia skóry, migrenę, katar sienny, bóle żołądkowe i nadwrażliwość sensoryczną. I, co ważne, większość z nich nie została przebadana pod kątem długotrwałego oddziaływania na ludzkie zdrowie. Nie wiemy także, jak wpływają na nasz organizm, kiedy się je ze sobą łączy.

Oto kilka przykładów tego, co znajdziemy w żywności:

  • barwniki – od E 100 do E 199, np. E 102 (tartrazyna) –  mogą powodować nadpobudliwość i rozdrażnienie, wzmacniać objawy astmy; E 110 (żółcień pomarańczowa) – może mieć działanie alergiczne i powodować np. pokrzywkę lub duszności
  • konserwanty – od E 200 do E 299, np. E 210 (kwas benzoesowy) – mogą podrażnić śluzówkę żołądka i jelit oraz powodować wysypkę; E 249 i E 250 (azotyny potasu i sodu) sprawiają, że w żołądku tworzą się nitrozoaminy, które mogą mieć działanie rakotwórcze
  • przeciwutleniacze – od E 300 do 399 (kwas askrobiowy) – mogą powodować wysypki, zaburzać trawienie; E330 (kwas cytrynowy) jest podejrzewany o działanie rakotwórcze
  • substancje zagęszczające – od E 400 do  499, np. E 431 (stearynian polioksyetylenu) – dziennie można ich spożyć do 25 mg/kg masy ciała. Dozwolone dzienne spożycie nie zostało określone dla poszczególnych związków. Stosowany zgodnie z zaleceniem nie powoduje efektów ubocznych
  • dodatki o zróżnicowanym przeznaczeniu – od E 500 do E 599 – mają regulować kwaśność, przeciwdziałać brylowaniu się proszków, czasem spulchniać i barwić. Mogą powodować reakcje alergiczne, zaburzać trawienie
  • wzmacniacze smaku – E od 600 do 699, np. E 621 (glutaminian jednosodowy) – badania wykazały, że osoby spożywające żywność z dodatkiem glutaminianu są dwa razy bardziej narażone na otyłość i mogą mieć problemy ze wzrokiem
  • substancje zastępujące cukier – od E 900 do E 1299 – mają właściwości dosładzające, niektóre są nawet 400 razy słodsze od cukru, np. E 954 (sacharyna) – popularny słodzik, przy większych stężeniach może pozostawiać w ustach przykry, gorzkawy, metaliczny posmak. Wciąż podejrzewa się go o działanie rakotwórcze
  • modyfikowane skrobie – od E 1300 do E 1451 – ich zadaniem jest zagęszczenie produktów spożywczych; na razie nie zanotowano reakcji niepożądanych po ich spożyciu przez człowieka.
Nie wszystkie dodatki do żywności dozwolone w Polsce pokrywają się z tymi używanymi w Europie i USA. Musimy również pamiętać, że cały czas prowadzone są badania, które mogą rozszerzać grupę „niebezpiecznych” E i określać konsekwencje ich stosowania.
Alternatywą dla żywności przetworzonej technologicznie może być stosowanie diety naturalnej, czyli żywności nieprzetworzonej, lokalnej, sezonowej i ekologicznej.
Foto
Kategorie
ekowiadomości

Praktyczne korzyści karmienia piersią

To, że karmienie piersią jest tańsze, mleko jest zawsze pod ręką i nie trzeba go podgrzewać wie każda karmiąca mama. Jest jeszcze kilka praktycznych powodów, dlaczego warto karmić dziecko piersią:

  • koszty opieki zdrowotnej niemowląt karmionych piersią do pierwszego roku życia są niższe, niż niemowląt karmionych mlekiem modyfikowanym. W USA, gdzie prowadzi się dokładne statystyki są to kwoty między 337 a 475 dolarów
  • każdy rok karmienia piersią zmniejsza u kobiety ryzyko powstania raka piersi o 4,3%. To zagrożenie spada również o 7% z urodzeniem każdego kolejnym dziecka
  • każdy rok karmienia piersią zmniejsza u kobiety ryzyko powstania cukrzycy typu II o 15%
  • karmienie piersią dziecka co najmniej przez 9 miesięcy zmiejsza u kobiety ryzyko wystąpienia osteoporozy o 25%
  • karmienie piersią dziecka co najmniej przez 2 miesiące zmniejsza u kobiety ryzyko wystąpienia nabłonkowego raka jajnika o 25%
  • karmienie piersią może wpływać na szybszy powrót kobiety do figury sprzed ciąży.

Foto

Kategorie
odżywianie naturalne zdrowie

10 przepisów dla alergików

Bezglutenowe, bezmleczne i bezjajeczne przepisy dla alergików.

  1. Chlebek gryczany
    Składniki: 1 filiżanka mąki gryczanej, 2 filiżanki ugotowanej kaszy gryczanej (można zastosować jedną filiżankę kaszy prażonej, drugą nieprażonej – wówczas chlebek będzie łagodniejszy), 3 filiżanki rodzynek, 2 łyżeczki zmielonego imbiru, łyżeczka anyżu, 3 filiżanki wody, 3-4 łyżki oliwy z oliwek.
    Rozgrzej piekarnik do 180 stopni C. Zmieszaj mąkę gryczaną z kaszą. Rodzynki z anyżem i imbirem podgotuj w niewielkiej ilości wody przez 30 minut. Do mieszanki gryczanej dodaj mieszankę rodzynkową. Dodaj oliwę i sól morską do smaku. Wyrabiaj, aż wszystkie składniki dobrze się połączą. Piecz w natłuszczonej oliwką foremce przez 30 minut lub do uzyskania złotego koloru.

  2. Kluski śląskie
    Składniki: ziemniaki, mąka ziemniaczana, olej.
    Ugotuj 4 średnie ziemniaki, następnie rozgnieć je i ostudź. Dodaj 4 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej i odrobinę oleju. Wyrób ciasto i uformuj kluski. Gotuj w osolonej wodzie.
  3. Krokiety z kaszy gryczanej lub jaglanej
    Składniki: 2 filiżanki ugotowanej kaszy, 1 filiżanka mąki ryżowej, 1 mała cebula drobno posiekana (uduszona) lub szczypiorek, 1 łyżeczka oleju sezamowego lub oliwy z oliwek, pokrojona natka pietruszki, 1 filiżanki ziarna słonecznika lub sezamu.
    Zmieszaj wszystkie składniki i uformuj małe kulki. Obtocz w ziarnie słonecznika lub sezamie. Smaż na oliwie. Możesz także upiec krokiety w piekarniku – przez 30 minut w temp 180 stopni C.
  4. Kluseczki kukurydziane
    Składniki: 1 filiżanka drobnej kaszki kukurydzianej, 1 filiżanka mąki kukurydzianej, 1/2- 1 filiżanka wrzątku, 1 łyżeczki soli morskiej.
    Wymieszaj składniki i wyrabiaj przez 5 minut. Kiedy ciasto będzie gładkie i sztywne odrywaj małe kawałki i formuj kulki. Wrzucaj do gotującej się wody lub wywaru warzywnego. Możesz podawać z warzywami. Kulki możesz wzbogacić dodając do ciasta ugotowaną i zmiksowaną fasolę.
  5. Polenta
    Składniki: 1 filiżanka grubo mielonej kukurydzy (kaszki), 3 filiżanki wody, 1 łyżeczki soli morskiej.
    Wymieszaj kaszkę z 1 filiżanki wody, resztę wody zagotuj i powoli, mieszając wlewaj polentę. Dodaj sól i przykryj garnek. Gotuj 30-40 minut, czasem mieszając. Wylej na foremkę i po ostygnięciu pokrój w kwadraty. Następnie podsmaż.
    Możesz zrobić wersję “na słodko” dodając rodzynki, migdały lub “na słono” z warzywami.
  6. Naleśniki ryżowe
    Składniki: 2 filiżanki mąki ryżowej, 6 filiżanek wody, 1 łyżeczki soli morskiej, oliwa na patelnię.
    Połącz składniki w misce. Roztrzep ciasto używając trzepaczki i odstaw na co najmniej 2 godziny (najlepiej na całą noc). Mocno rozgrzej patelnię i posmaruj pędzlem umoczonym w oliwie. Wylej ciasto i rozprowadź po całej powierzchni (naleśniki mają być cienkie). Następnie zmniejsz ogień. Możesz je nadziać patami warzywnymi, owocami…
  7. Kasza jaglana ze szpinakiem
    Składniki: kasza jaglana, duży pęczek świeżego szpinaku, 1-2 ząbki czosnku, oliwa z oliwek, garstka nerkowców.
    Kaszę jaglaną ugotuj na sypko z dodatkiem soli morskiej. Na patelni uduś świeży szpinak na oliwie z oliwek z dodatkiem rozgniecionego czosnku. Dodaj garść nerkowców. Wymieszaj szpinak z kaszą jaglana i polej olejem lnianym.
  8. Kotlety z cieciorki
    Składniki: 2 filiżanki ugotowanej i zmiksowanej cieciorki, 4 łyżki mąki ryżowej lub na pół z kukurydzianą, zmiażdżony ząbek czosnku, łyżka pokrojonej natki pietruszki, 1 łyżka soku z cytryny, 1 łyżeczki kardamonu lub kurkumy.
    Wymieszaj składniki, uformuj placuszki i smaż na patelni na złoty kolor. Takie kotlety możesz robić także z innych fasoli, a zamiast mąk możesz użyć jajek (większości alergików może zamiennie do jajek kurzych stosować jajka przepiórcze – 1 jajo kurze to 2-3 przepiórcze).
  9. Kasza jaglana z morelami
    Składniki: kasza jaglana, płatki migdałowe, morele suszone na słońcu lub suszone śliwki, olej lniany nieoczyszczony.
    Kaszę jaglaną zalej wodą (3-4 cm nad kaszą), dodaj pokrojone suszone morele, płatki migdałowe, odrobinę soli morskiej. Gotuj do miękkości kaszy. Po ugotowaniu, bezpośrednio do miseczki dodaj łyżeczkę nieoczyszczonego oleju lnianego.
  10. Bakaliowe kulki
    Składniki: 2 garście rodzynek, po 12 suszonych moreli i daktyli, ćwierć szklanki pestek słonecznika, garść pestek dyni, 2 łyżki sezamu.
    Namocz rodzynki i morele. Zmiksuj wszystkie składnik. Jeśli masa jest zbyt sucha, dodaj łyżkę wody. Jeśli dasz więcej owoców, a mniej ziaren, woda może być zbędna. Z masy uformuj kuleczki i obtocz je w sezamie, wiórkach kokosowych i naturalnym kakao.

Foto

Kategorie
niemowlę wychowanie

Śpicie z dzieckiem? Czyli jak to jest w praktyce?

Takie i podobne reakcje budziła często moja odpowiedź na pytania o sen córki. Hania spała z nami. Teraz ma dwa lata i od dziewięciu miesięcy część nocy spędza w naszej sypialni, ale już w swoim łóżku, a część jeszcze dalej pomiędzy nami. Niedługo po skończeniu roku dumna jak paw przeniosła swoją kołderkę do własnego łóżka i codziennie w nim zasypia. W nocy przychodzi do nas i oboje to uwielbiamy. Takie rozwiązanie jest dla nas naturalne – choć nie jest pozbawione pewnych niedogodności.

Dlaczego zdecydowaliśmy się na wspólne spanie z córką?

Z tych samych przyczyn, co na długie karmienie piersią. Natura tak to zaplanowała i nie bez powodu. Do około XVIII-XIX wieku we wszystkich kulturach wspólne spanie z dzieckiem było oczywiste. U wszystkich ssaków młode śpią w rodzinnym gnieździe. Umożliwia to wygodne karmienie naturalne – zmniejsza potrzebę wstawania z łóżka do minimum. Wystarczy się przewrócić na bok i gotowe, a Maluch łatwo zasypia pod pachnącą rodzicami ciepłą kołdrą. Zaspokaja to potrzebę bliskości dziecka, koi jego strach przed samotnością. Pozwala sprawdzić, czy u niego wszystko w porządku, bez nerwowego zaglądania do łóżeczka przy każdym dźwięku. Instynkt podpowiada mu, że utrzymanie blisko siebie rodziców uchroni je przed zamarznięciem, krzywdą ze strony zwierząt, głodem, zapomnieniem. Człowiek jest jedynym ssakiem, którego niektórzy przedstawiciele wymagają, by ich młode spały oddzielnie.

A co, jeśli któreś z rodziców ma obawy, że przygniecie maleństwo podczas snu, że dziecko spadnie z łóżka lub stanie mu się krzywda?

Szczególnie warte uwagi jest to, że spanie z maluchem w łóżku lub chociaż pokoju (dziecko orientuje się węchem!) zostało uznane za czynnik zmniejszający ryzyko wystąpienia zespołu SIDS, czyli nagłej śmierci zdrowego niemowlaka podczas snu.
Absolutnie jednak nie należy spać z dzieckiem po spożyciu alkoholu, narkotyków, w przypadku gdy któreś z rodziców jest palaczem, zażyło środki nasenne lub jest skrajnie zmęczone. W pozostałych przypadkach obawy są przesadzone.
Mój mąż ma bardzo mocny sen, więc gdy córka była niemowlakiem, spała przy ścianie, obok mnie. Lęk o upadek dziecka można zmniejszyć, układając na ziemi kołdrę lub poduszki. Część osób praktykujących wspólne spanie z dzieckiem, zwane czasem co-sleepingiem, zdejmuje jeden bok łóżeczka dziecięcego i przystawia je do dorosłego.

W Europie Południowej, Azji, Afryce i obu Amerykach maluchy powszechnie śpią z rodzicami – czy to w ich łóżku, obok nich na podłodze lub w koszyku przy samym posłaniu. Z krajów uprzemysłowionych wspólne spanie jest powszechne w Japonii.

Dobre rozwiązanie to takie, z którego zadowolona jest cała rodzina. Nieważne, czy śpicie we dwójkę, trójkę czy w piątkę – ważne, by każdy czuł, że jest na swoim właściwym miejscu i wszyscy wspieracie się wzajemnie. Emocje związane z powiększeniem rodziny i zmęczenie nową sytuacją stopniowo się stabilizują, najpóźniej po trzech miesiącach wszyscy dostosowują się do nowej sytuacji i zmieniają nocne przyzwyczajenia.

A co z ojcami? Często nie mogą się odnaleźć w nowej sytuacji, rezygnują ze wspólnego spania i przenoszą się do innego pokoju.

No tak, im może być ciężko, zwłaszcza na początku – muszą być ostrożni, trudniej jest się przytulić do żony. Przyzwyczajamy się jednak do mnóstwa niedogodności w imię wyższego dobra lub zgodnie z wewnętrznym przekonaniem. Pijemy niesmaczne lekarstwo, bo ma nam ono pomóc. Wspólne spanie nie jest idyllą absolutną i często także wymaga drobnych poświęceń. Jest inwestycją w poczucie bezpieczeństwa u dziecka i komfort psychiczny rodziny. Pomaga w utrzymaniu bliskości i we wspólnym przeżywaniu trosk oraz radości. Nie można zapominać, że to tymczasowe, że do wielu rzeczy można z czasem przywyknąć, że maluch podrośnie szybciej, niż nam się wydaje, i warto korzystać z jego wielkiej potrzeby bliskości, póki jest na to czas!

Wspólne spanie z dzieckiem jest przyczyną problemów małżeńskich, nie ma miejsca na seks!

No cóż, tak na prawdę to zwykła wymówka, pretekst do narzekania. Dziecko idzie spać znacznie wcześniej niż dorośli, pozostawia im do dyspozycji cały dom! To wspaniała okazja, by wnieść w życie intymne nową jakość – najważniejsze to pamiętać, że zmęczenie towarzyszy nie tylko początkom rodzicielstwa, ale większości zmian w życiu. Przypomnijcie sobie, ile pracy wymagała przeprowadzka albo nauczenie czystości małego pieska… Musicie być wyrozumiali wobec siebie i partnera, znajdować jak najwięcej plusów w nowej sytuacji. Możecie cieszyć się sobą na zupełnie nowe sposoby.

Jak długo to będzie trwało? Co, jeśli dziecko nie zechce spać w swoim łóżeczku już nigdy?

O to się nie ma co obawiać, czy znacie jakiegoś 16-latka śpiącego z rodzicami? To żart, bo odpowiednie podejście do zmiany miejsca nocnego odpoczynku to połowa sukcesu, druga to wyczucie odpowiedniego momentu. Jeśli wyraźnie podkreślimy, że samodzielne spanie jest wyróżnieniem dowodem na dojrzałość dziecka, zapewnimy mu wieczorne rytuały i wstrzymamy się do chwili, gdy będzie na to gotowe – sukces murowany.
Dla naszej córki właściwy moment nadszedł, gdy skończyła 15 miesięcy. Dostała swoje własne łóżko, pościel, dumna słuchała o tym, że już jest duża i ma miejsce przeznaczone tylko dla niej we wspólnym pokoju. Uwielbia tam zasypiać, jednak w nocy… wciąż wędruje do nas. Rano zwykle nie wiemy o której przyszła, ale rozumiemy, że z nami czuje się lepiej – w końcu jesteśmy dorośli i też nie lubimy spać sami. Przyjdzie taki moment, że prześpi całą noc i spotkamy się rano.
Matki z rozwiniętych cywilizacyjnie krajów (innych niż Japonia – tam co-sleeping jest powszechny), które śpią wspólnie ze swoimi dziećmi, często się tego… wstydzą, uznają to za swoją słabość i obawiają się przykrych konsekwencji. Coś jednak je ku temu pcha, daje im to poczucie szczęścia, a często także widzą, jak bardzo dziecko tego potrzebuje.

Spytałam kilka Mam o doświadczenia związane ze wspólnym spaniem

Iza, mama 14-miesięcznej Emilki, Kraków
Śpię z Emilką od jej urodzenia. Na początku kładliśmy ją do małego łóżeczka i spała tam aż do pierwszej pobudki w nocy, kiedy przenosiłam ją do siebie. Po kilku nocach stwierdziłam, że to bez sensu, niech śpi ze mną całą noc – z czystej wygody. Nie niepokoję jej przenoszeniem z miejsca na miejsce, a ja po prostu przewracam się na bok i karmię piersią.
Czy wspólne spanie umożliwia nam wysypianie się? Po ponad roku przerywane pobudkami noce dają o sobie znać, ale mam pełną świadomość, że o wiele ciężej by było, gdybyśmy spędzały noc osobno. Spanie razem jest u nas połowiczne. Nie śpimy we trojkę, bo mąż jest tak zestresowany, że coś jej zrobi, że prawie w ogóle nie śpi. Ze względu na pracę potrzebuje się położyć wcześniej niż ja i by nie budzić małej, śpi osobno. Jest mu to trochę na rękę, przesypia całe noce niewzywany do dziecka, co jest minusem nie tylko ze względu na mnie (nie pamiętam kiedy przytuliłam się wieczorem do męża…), ale też na jego tacierzyństwo. Trudniej o bliskość, kiedy nie ma wieczornego rytuału kładzenia się do łóżka i zasypiania obok siebie. Oboje mamy jednak świadomość, że musimy nasze relacje na chwile zawiesić na kołku w kwestii wieczornego wspólnego zasypiania na rzecz Emilki. Powiem szczerze, że przed narodzinami wyznawałam zasadę, że pierwszą najważniejszą relacją jest małżeńska, że nie należy jej degradować po narodzinach dziecka. Teraz uważam, że nie można przesadzić w żadną stronę i pewne deficyty w relacjach małżeńskich można nadrobić w inny sposób, nie kosztem dziecka. Uważam, że małe dziecię nie powinno zostawać samo na noc, musi najpierw dostać kapitał uczuć, aby czuć się bezpiecznie i chętnie spać osobno.
Plusy spania razem dla nas to olbrzymia wygoda, bliskość z córką, poranne pobudki, kiedy widzę pierwszy jej uśmiech – bezcenne chwile nie do zapomnienia!
Anna, mama 7-letniej Zosi i 10-miesięcznego Antosia, Kliczków Mały
Zosia spała z nami do około czwartego roku życia. Do swojego pokoju i łóżka przeniosła się z własnej woli. Przez pierwsze tygodnie przychodziła do nas jeszcze w środku nocy, potem już bardzo sporadycznie. Wspólne spanie nie jest dla nas przeszkodą w wysypianiu się, a w temacie bliskości małżeńskiej jest w naszym przypadku neutralne.
Synek ma prawie 10 miesięcy. Śpimy razem z nim i nie wyobrażamy sobie inaczej. Po porodzie przez miesiąc spałam z synkiem sama, potem dołączył do nas mąż. Dla mnie jest to wygoda. Mały często budzi się w nocy na picie. Sięgam tylko ręką po butelkę, która jest w podgrzewaczu, synek pije i śpimy dalej. Gdyby był w łóżeczku, musiałabym wstawać i trwałoby to znacznie dłużej, nie usłyszałabym jego prośby tak szybko. Poza tym cały czas wiem, co się dzieje. Jeśli np. zacznie wymiotować (co zdarza się np. podczas choroby), jestem w stanie zareagować natychmiast. Uważam, że spanie z rodzicami jest dla dziecka bezpieczniejsze. Gdybym miała jeszcze kiedyś maleństwo, na pewno spałoby z nami. Nie wiem, czy ta decyzja miała wpływ na moją córkę. To otwarta dziewczynka, łatwo nawiązuje kontakt z innymi dziećmi, jest wrażliwa, opiekuńcza w stosunku do młodszych dzieci (nie ma w niej zazdrości o brata). Co do synka, czas pokaże. Dla mnie wspólne spanie jest czymś naturalnym i podpowiadał mi je instynkt od pierwszej chwili, gdy dostałam dziecko po urodzeniu.
Agnieszka, mama 15-letniego Dawida i 2-letniej Mai, Chełm
Dawid spał najpierw ze mną i moim pierwszym mężem (przez dwa lata). Później zostaliśmy sami i spaliśmy razem do około szóstego roku życia syna. Bez problemu wysypialiśmy się oboje. Wspólne spanie fundowało nam ogromną bliskość i poczucie bezpieczeństwa. Dawid był ze mną bardzo związany, a nasze długie, nawet dwugodzinne rozmowy przed zaśnięciem zbliżały nas do siebie jeszcze bardziej.
Z Mają śpimy prawie od urodzenia w trójkę. Mąż nigdy nie chciał przenieść się na kanapę, chociaż na początku było mu bardzo niewygodnie – założyliśmy, że mimo to będziemy dbać o bliskość. W końcu się przyzwyczailiśmy i bardzo polubiliśmy wspólne spanie. Nikt ani nic nie zastąpi wspomnień o tym, w jaki sposób przebudzała się nasza córeczka – od razu z uśmiechem na ustach. Spaliśmy razem również z tego względu, że karmiłam Maję piersią, więc bliskość, zapach mamy i dostępność piersi była dla niej zbawienna, np. w okresie ząbkowania.
Uważam, że wspólne spanie dostarcza ogromnego zastrzyku miłości który procentuje potem przez całe życie.
Nigdy nie wpływało też negatywnie na stosunki małżeńskie. Wręcz przeciwnie, okazywanie sobie przywiązania i bliskości przez każdego członka rodziny nastraja bardzo pozytywnie i buduje chęć współpracy dla dobra całej rodziny.
Moje doświadczenie pozwala mi już zupełnie nie bać się żadnych zagrożeń płynących z dobrych rad typu, „bo wychowasz maminsynka”. Dawid jest teraz nastolatkiem, dobrze strzeże swojej intymności. Między nami nie ma niezdrowego braku przestrzeni.
Maja śpi teraz w swoim pokoju na własnym, „dorosłym” łóżku. Dopiero niedawno zaczęła przesypiać całe noce sama. Jeszcze do niedawna potrafiła wołać mnie co godzinę albo przychodzić do nas ze swoją bandą pluszaków. Bywało, że ja zasypiałam w jej łóżku i tak sobie przytulone spałyśmy do rana. Absolutnie nie bałam się, że „się przyzwyczai”. Uwielbiam z nią spać. Teraz, gdy większą część nocy śpi sama bez budzenia się i przychodzenia do nas, bardzo za tym tęsknię… i zaglądam do niej, by przykryć kołderką, powąchać pachnące włosy…
Anna, mama 7-miesięcznej Natalki, Piaseczno
Wszystko zaczęło się od tego, że z różnych powodów Natka od urodzenia bardzo często się budziła – w gorszych okresach, związanych np. z ząbkowaniem, zdarzały się noce, kiedy wstawałam do jej łóżeczka co godzinę czy nawet 30 minut. Wyglądałam jak zombi i tak się czułam. Wiecznie rozdrażniona, niedospana, pragnąca chwili spokoju. Niepokorny duch ze mnie, więc nie szłam spać w dzień, razem z córką. Zajmowałam się milionem innych rzeczy.
Któregoś dnia mąż zachorował i przeniósł się na kanapę do drugiego pokoju, tego też dnia Natka trafiła do mnie do łóżka…i to było moje wybawienie. Początkowo nie umiałam jej nakarmić na leżąco, ale próbowałam do skutku, bo już wiedziałam, że dzięki temu się wyśpię i odzyskam pogodę ducha.
Śpimy razem od około trzech miesięcy – najczęściej we dwie, ale zdarza się też we troje. Wielkim plusem tego rozwiązania jest świetne samopoczucie nas obu. Niezapomniane są chwile, kiedy córeczka mnie budzi rano, głaszcząc rączką po twarzy. Widzę jej uśmiech, który mówi: „Witaj mamo”! Jest cudownym promykiem, który codziennie mnie upewnia, że była to dobra decyzja. Uwielbiam, kiedy wtula się we mnie, szukając ciepła i ukojenia. Bardzo sobie cenię to, że śpimy razem. Jestem w stanie szybciej zareagować na sygnały, które wysyła mi córka. Moje wcześniejsze nocne pobudki: wstawanie, podchodzenie do łóżeczka, wyjmowanie Natki, karmienie piersią, odkładanie malutkiej, wsuwanie się do łóżka – w porównaniu z tym, co jest teraz, były ciężką pracą skutkującą chronicznym niewyspaniem. Teraz jestem wypoczęta, zrelaksowana i ma to ogromny, pozytywny wpływ na relacje z moim mężem. Zwyczajnie mam siłę i ochotę na nasze wspólne życie oraz pożycie, a do przyjemnych chwil tak samo nadaje się kanapa jak łóżko w sypialni.
Dzięki wspólnemu spaniu moje dziecko się wyciszyło, mniej płacze i od jakiegoś czasu coraz rzadziej się budzi. Potrafi sama zasnąć w nocy, co gdy spała w łóżeczku, nigdy się nie zdarzyło. Minusem jest to, że nie zmieniam pozycji we śnie i śpię zazwyczaj w jednej, co często skutkuje drętwieniem kończyn. Mój sen jest bardziej czujny, kiedy mam Natkę obok siebie, jednak mimo wszystko wypoczywam, więc to nie jest mocno uciążliwe.
W chwilach kiedy śpimy we trójkę, minusem jest też małe łóżko (160×200). Oboje z mężem nie jesteśmy krasnoludkami i jest nam trochę ciasno, poza tym lubimy mieć sporo przestrzeni.
Mimo tych niedogodności widzę głównie plusy wspólnego spania, nawet jeśli częściej śpię z córką niż z mężem. On to doskonale rozumie i również ceni sobie spokojne noce oraz radosny humor mój i Natki. My mamy całe życie na spanie razem, a Natka teraz tego bardzo potrzebuje. Ten czas nie będzie przecież trwał wiecznie.
Wspólne spanie z dzieckiem to decyzja, którą wszyscy rodzice muszą podjąć sami. Nie warto się tego bać ani czuć winnym, jeśli się tego nie robi. Miłość można okazywać na wiele sposobów i to jeden z nich, zdaniem wielu, bardzo piękny, a przy tym wygodny. Postęp cywilizacyjny brutalnie zachwiał wiarę w instynkty, moda na chłodne wychowanie zaowocowała problemami emocjonalnymi u wielu osób. Zauważmy, że społeczeństwa mniej rozwinięte, wciąż żyjące w zgodzie z naturą, nie mają pojęcia o wielu kłopotach z wychowaniem występujących w cywilizowanym świecie. Warto słuchać siebie i swoich dzieci i pamiętać, że to nasze najbliższe istoty i z okazywanej im czułości, z pozwalania im być z nami nie może wyniknąć nic złego. Dzieci naturalnie dorastają do samodzielności, a przywiązanie i bliskość z rodziną to przecież pozytywne wartości.

Kategorie
ekowiadomości

Nawyki żywieniowe dzieci z nadwagą są zdrowsze

Dzieci z nadwagą mają zdrowsze nawyki żywieniowe niż dzieci, które nie mają problemów z otyłością. Te pierwsze spożywają więcej zdrowej żywności, czyli: owoców, warzyw, ryb, ciemnego pieczywa, jogurtów naturalnych – takie są wnioski badań przeprowadzonych przez Telemark University College i Norwegian Institute of Public Health.

Badania wykazały, że dzieci z nadwagą:

  • piły soki częściej niż dzieci z normalną wagą, które piły napoje gazowane i  jadły niezdrową, przetworzoną żywność – hamburgery, pizza, ciastka, kiełbaski i słodycze
  • ich rodzice bardziej świadomie wybierali to, co jedzą.

Inne badania, przeprowadzone nieco wcześniej przez Community Dentistry and Oral Epidemology wykazały, że dzieci z nadwagą mają mniej ubytków w jamie ustnej i zdrowsze zęby, niż dzieci bez problemów z wagą. Badania przyniosły więcej pytań niż odpowiedzi i z pewnością będą kontynuowane.

Źródło: www.sciencedaily.pl
Foto

Kategorie
recenzje

Rysuj z CzuCzu

CzuCzu przysłał nam swoje zestawy do rysowania i zmazywania „Rysuj z CzuCzu”, których wydawcą jest Bright Junior Media.

CzuCzu przygotował coś dla każdego dziecka, w zależności od zainteresowań. Choć dziewczynki mają mniejsze możliwości:) Królewny wybiorą „Królewny i księżniczki”, wojownicy „Wojowników wczech czasów”, są także “Odkrywcy i wynalazcy” i “Legendy i mity”.

Każdy zestaw zawiera 50 ilustracji, 25 specjalnych kart, flamaster i ściereczkę. Idea rysowania polega na tym, że zamiast kredek czy ołówka jest ścieralny flamaster, a zamiast  papieru – karty do rysowania i zmazywania.


(tutaj zestaw po aktywnym eksploatowaniu)

CzuCzu zachęca dzieci do nauki i zabawy, poprzez zadania  typu:

  • Połącz cyferki, żeby zobaczyć z kim zmierzy się samuraj
  • Narysuj kwiaty, które rozkwitły dzięki czarom Królowej Elfów
  • … czyli dla każdego coś ciekawego…

    „Rysuj z CzuCzu” to praktyczne książeczki, które:

    • mają uniwersalny rozmiar – można je zabrać je na spacer, w podróż, do samochodu…
    • dobrze się ścierają, co pozwala na powtórne wykonanie zadania
    • wykonane są z twardej i trwałej tektury
    • mają „dobrą” cenę (cena na opakowaniu to 34,90zł), dzięki czemu nadają się na np. na urodzinowy prezent dla przyjaciela
    • są wyprodukowane w Polsce.

    Świetnym dopełnieniem książeczek byłoby łatwiejsze – zwłaszcza dla młodszych dzieci – zamykanie opakowania.

    Kategorie
    ekowiadomości

    Jagody Goji – najbardziej odżywcze owoce

    Jagody Goji wpływają korzystnie niemal na cały organizm –  donoszą badania naukowców z Pekin Food Research Institute. Zostały nazwane najbardziej odżywczym produktem na świecie, a dla wielu są “cudownym serum odnowy”.

    Jagody uprawia się na wzgórzach i w dolinach Tybetu, Mongolii i Chin już od ponad 6000 lat. W tamtych stronach świata od dawna stosuje się je w kuchni i leczeniu niektórych schorzeń (bóle i zawroty głowy, dzwonienie w uszach, bezsenność). Przypisuje im się takie działania jak: regulacja pracy żołądka, nawilżanie płuc, poprawa ostrości wzroku, oczyszczanie wątroby i poprawienie pracy nerek. Niektórzy nawet uważają, że korzystnie wpływa na libido mężczyzn.

    Badania potwierdzają, że te dzikie jagody Chin zawierają:

    • sporą ilość antyoksydantów – przeciwutleniacze, które pomagają chronić DNA przed uszkodzeniami wywoływanymi przez wolne rodniki i promieniowanie
    • luteinę i zeaksatynę, które pomagają zachować prawidłowe funkcje wzroku; mogą obniżać ryzyko jego osłabienia nawet po 65 roku życia
    • polisacharydy, beta-karoten i germanu, które  mogą wzmacniać układ odpornościowy
    • aż 21 pierwiastków, takich jak: wapń, fosfor, cynk, żelazo, selen, miedź
    • kwasy tłuszczowe niezbędne w gospodarce hormonalnej organizmu
    • więcej białka niż bogata w nie pszenica i 18 aminokwasów, w tym 8 niezbędnych człowiekowi
    • karotenoidy – mają go nawet więcej niż dobroczynna marchew, a im więcej karotenoidów tym większe prawdopodobieństwo długiego życia
    • witaminy z grupy B, oraz witaminy E i C – posiadają jej 500 razy więcej niż pomarańcze.

    Z jagodami goji, jak ze wszystkim, nie należy przesadzać. Wprowadzajmy je do diety stopniowo i regularnie w postaci świeżych owoców, soków, koktajli, dodatków do potraw lub suszonych owoców do żucia. Można je kupić w sklepach ze zdrową żywnością, również tych internetowych.

    Źródło: http://www.naturalnews.com